Drogie eMamy i drodzy eTatowie
Napiszcie mi o swoich sposobach na nabranie cierpliwości i o tym, kiedy ją
tracicie. Bardzo tego potrzebuję. Takiej wymiany myśli.
Ja najczęściej nie wyrabiam, kiedy Mały psoci dla samej radości psocenia, robi
naumyślnie to, czego nie wolno, żeby sprawdzić moją reakcję. Zwykle to owocuje
zniszczeniami w domu, płaczącym bratem albo rozbitym nosem Małego. Bywają
jeszcze kombinacje i wymyślne dodatki typu "ucieknięty" autobus i pocięte
nożyczkami spodnie...
Naprawdę nie mam czasu, żeby więcej bawić się z moim Wojtkiem, nie mam
telewizora, a na internet pozwalam sobie wieczorem albo kiedy Mały jest
zajęty; zresztą mamy go od niedawna (tzn. net, a nie Wojtka

)- moim jedynym
nałogiem jest czytanie, które uprawiam najczęściej podczas karmienia piersią
(tak samo jest z netem).
Nie mam sposobów na nabycie cierpliwości. Dziś był mój pierwszy od dawna wolny
dzień - zwykle wieczorem po prostu padam jak kawka. Ale dziś (Dzień Mamy)
chłopcy byli na dłuugim spacerze, a ja oddałam się orgii czytelniczej. Tylko
że o powtórce nie ma co marzyć - oboje z mężem zbyt dużo mamy na głowie. I jak
tu znaleźć cierpliwość?
Ja na pewno z dużo krzyczę, nawet i uderzę, choć tego u siebie nie lubię. Ale
czasem po prostu szlag mnie trafia i koniec! Wszystkie piękne hasła z
poradników wyparowują mi z głowy, kiedy się we mnie gotuje od nerwów i
bezsilności. A jak Wy sobie radzicie?
Ja często muszę Małego przepraszać za moje parszywe zachowanie, ale chciałabym
je zmienić i czekam na sugestie. Pomożecie?
T.