Dodaj do ulubionych

Jak tu nie krzyczeć?!!! O cierpliwości i jej braku

26.05.05, 21:36
Drogie eMamy i drodzy eTatowie

Napiszcie mi o swoich sposobach na nabranie cierpliwości i o tym, kiedy ją
tracicie. Bardzo tego potrzebuję. Takiej wymiany myśli.

Ja najczęściej nie wyrabiam, kiedy Mały psoci dla samej radości psocenia, robi
naumyślnie to, czego nie wolno, żeby sprawdzić moją reakcję. Zwykle to owocuje
zniszczeniami w domu, płaczącym bratem albo rozbitym nosem Małego. Bywają
jeszcze kombinacje i wymyślne dodatki typu "ucieknięty" autobus i pocięte
nożyczkami spodnie...

Naprawdę nie mam czasu, żeby więcej bawić się z moim Wojtkiem, nie mam
telewizora, a na internet pozwalam sobie wieczorem albo kiedy Mały jest
zajęty; zresztą mamy go od niedawna (tzn. net, a nie Wojtka smile)- moim jedynym
nałogiem jest czytanie, które uprawiam najczęściej podczas karmienia piersią
(tak samo jest z netem).

Nie mam sposobów na nabycie cierpliwości. Dziś był mój pierwszy od dawna wolny
dzień - zwykle wieczorem po prostu padam jak kawka. Ale dziś (Dzień Mamy)
chłopcy byli na dłuugim spacerze, a ja oddałam się orgii czytelniczej. Tylko
że o powtórce nie ma co marzyć - oboje z mężem zbyt dużo mamy na głowie. I jak
tu znaleźć cierpliwość?

Ja na pewno z dużo krzyczę, nawet i uderzę, choć tego u siebie nie lubię. Ale
czasem po prostu szlag mnie trafia i koniec! Wszystkie piękne hasła z
poradników wyparowują mi z głowy, kiedy się we mnie gotuje od nerwów i
bezsilności. A jak Wy sobie radzicie?

Ja często muszę Małego przepraszać za moje parszywe zachowanie, ale chciałabym
je zmienić i czekam na sugestie. Pomożecie? smile

T.
Obserwuj wątek
    • ania970 Re: Jak tu nie krzyczeć?!!! O cierpliwości i jej 26.05.05, 22:51
      Chętnie pomogę, ale nie wiem jak. Na forum są setki mądrych rad
      i podobnych wątków. Kiedy czytam, myślę sobie, że mnie też się
      uda zmienić swoje niecne zachowanie i stanę się w końcu
      łagodną i cierpliwą mamą. A potem wstaję rano z dobrym nastawieniem
      i zaczyna się zwykły dzień i zwykłe problemy, i wszystko bierze w
      łeb. Czasem uda się zrealizować któreś z tych postanowień, ale nie
      zawsze. Nie jestem ideałem i nigdy nie będę. Ale jedno jest pewne:
      kocham swoje dzieci. I to jest najważniejsze.
      Chciałaś wymiany myśli, to proszę.
      Nie jesteś sama z takimi problemami.
      Pozdrawiam.
      • dziubulek111 Re: Jak tu nie krzyczeć?!!! O cierpliwości i jej 27.05.05, 16:02
        Dzięki. Zawsze to raźniej we dwie smile

        To prawda, co piszesz o cztyaniu i niespełnionych postanowieniach... Te
        wszystkie rady chyba są dla aniołów (tylko że ci ich chyba nie potrzebują...)

        Pozdr.

        T.
        • speev Re: Jak tu nie krzyczeć?!!! O cierpliwości i jej 09.06.05, 20:20
          tjaaaaa - i w ten sposób wychowuje się potworki, które nikogo ani niczego nie
          szanują.
    • patka.f Re: Jak tu nie krzyczeć?!!! O cierpliwości i jej 27.05.05, 20:42
      Moge dolaczyc do waszego grona? Z miomi chlocami (5lat i prawie 2)mam dokladnie
      to samosmile Czasem staram sie nie przejmowac ich roznego typu akcjami(dopoki nie
      leje sie krew)..a czasem -jak np. dzis wprowadzam nowe porzadki.. Ciekawe czy to
      ma zwiazek z moim cyklem miesiecznym..Na serio- ustanawiam dzis jakies zasady
      ..a za chwile np. ide zrobic gruntowna selekcje zabawek u nich w pokoju (bo
      roznosza wszedzie a sprzatac sie nie chce)no i nie ma -zmiluj siesmile) Mam
      nadzieje, ze nie szybko mnie zlamia..
      Pozdrawiam.
    • emi28 Re: Jak tu nie krzyczeć?!!! O cierpliwości i jej 27.05.05, 23:41
      Ja mam tylko jedną metodę. W moim przypadku zwykle skuteczną, a przyznam, że
      też mnie czasem Leoś z równowagi wyprowadzi. Staram się wtedy natychmiast
      postawić na jego miejscu - jak w oczach małego człowieka wygląda zdenerwowana,
      krzycząca mama? Mama, która powinna być opoką, ostoją niezaleznie od sytuacji?
      To musi być okropne. Przerażające. Doskonale pamiętam co czułam, kiedy moja
      mama się na mnie denerwowała. Zwykle się uspokajam dzięki tej "zamianie
      miejsc". A tracę cierpliwość wtedy, kiedy moje dziecko po raz n - ty tego
      samego dnia łamie te same, odwieczne normy sprawdzając, czy się przypadkiem nie
      zmieniły i jak daleko można się posunąć.
    • nangaparbat3 Re: Jak tu nie krzyczeć?!!! O cierpliwości i jej 28.05.05, 00:07
      Dziubulku,
      zdaje się, ze jestes juz po prostu ledwie żywa ze zmeczenia. Z tego wszystkiego
      nawet nie piszesz, ile Wojtus ma lat. A to przecież dość ważne.
      Ponieważ syn ma w domu niemowlaka, mozna przypuszczać, ze walczy o Twoją uwage.
      A Ty jestes zbyt zmeczona, by mu ja dac. Przypuszcza, ze nawet kiedy sie z nim
      bawisz, marzysz o tym, by jak najszybciej miec to z głowy i zając sie czymś
      innym. On to wyczuwa (dziecka sie w takich sprawach nie oszuka), wiec czuje
      niepokoj, więc tym trudniej zaspokoić jego potrzebe Twojej uwagi, więc broi, a
      Ty masz coraz bardziej dosyć, i tak w koło.
      a czytanie podczas karmenia piersia prędzej czy później da ten sam efekt, takie
      rzeczy moze robic kobieta, ktora przez cały dzień trzyma dziecko przy piersi i
      ani na chwile sie z nim nie rozstaje, ale nie taka jak my, co to je wyjmuje z
      łożeczka czy kojca do karmienia na chwilę - jemu też się wtedy należy twoja
      uwaga.
      Ale przede wszystkim to Tobie należy sie pomoc i wytchnienie. Na razie nie
      radzę dla Wojtka żłobka czy przedszkola, bo bedzie przynosił infekcje i zakażał
      dzidziusia. Ale jakas pani , chocby na dwie-trzy godziny co drugi dzień, moze
      Ci coś porobi w domu, a Ty w tym czasie pobawisz się z Wojtkiem, na luzie
      bardziej, bo bedziesz wiedziała, ze przynajmniej część roboty Ci ubyła, jego to
      może choc troche wyciszy i bedziesz mogła znaleźć czas i na czytanie? Do mnie
      przychodziła starsza pani mieszkajaca w poblizu, płaciłam naprawdę niewiele, a
      jej pomoc po prostu mnie uratowała, bo bylam bliska ześwirowania, i to przy
      jednym, właściwie superspokojnym i grzecznym dziecku.
      I nie daj sobie wmówic, ze skoro nie chodzisz do pracy, to MUSISZ dać sobie
      radę sama - dasz ja sobie ze wszystkim, tylko nie z tą cierpliwością, czy - jak
      wolałabym to nazwać - gotowoscia poswięcenia dziecku uwagi. Sama sobie policz,
      ile godzin ma Twój aktualny domowy etat, i czy w jakimkolwiek zawodzie ktos tak
      pracuje.

    • dziubulek111 Re: Jak tu nie krzyczeć?!!! O cierpliwości i jej 31.05.05, 10:31
      Dziękuję Wam za wszystkie wypowiedzi.

      Emi, Twój sposób jest rzeczywiście skuteczny - jeśli pamiętam, żeby go w porę
      zastosować. Prerażające są wspomnienia krzyczących (i bijących) rodziców...
      Czasem refleksja przychodzi sama, ale najczęściej niestety po fakcie...

      Nangaparbat, nas naprawdę nie stać na pomoc w czymkolwiek. Czasem nie płacimy
      rachunków na czas, a co dopiero mówić o pomocy... Jest babcia, ale o dziwo -
      mimo że Wojtek bardzo chce być z nią - po kilku dniach pod jej opieką staje się
      nieznośny.

      Wojtuś ma 3,5 roku, a Jaś już prawie 9 m-cy. Wojtek z własnej inicjatywy chodzi
      do przedszkola na dwa posiłki (chciałam go zacząć prowadzać od września, ale
      kiedy to zobaczył, zdecydował się zostać od razu i z trudem udało mi się
      wyperswadować mu to, że zacznie od następnego miesiąca).

      Jasiek czasem wisi na cycu godzinę i więcej - wtedy umieram z nudów, jeśli nie
      czytam, zaczynam go poganiać, odstawiać itd. A tak - przytulam go tyle, ile on
      potrzebuje - a czytam wtedy, kiedy przy piersi śpi (jak jest aktywny, to się nie
      da!).

      Nie potrafię po prostu siedzieć i nic nie robić - tak mnie nauczono od
      dzieciństwa - kiedy siadałam, tato mówił "nie masz nic do roboty?" W ten sposób
      oswajam bezczynność i wypoczynek - czytam. Przyznaję, że to nałóg.

      Uprzedzę pytanie - babcia nie może gotować nam obiadów i sprzątać. Po pierwsze
      spaliłabym się za wstydu, po drugie ja nie przepadam za cudzą kuchnią i nie za
      dobrze toleruję cudze krzątanie po moim gniazdku. Babcia jest mamą męża. Jest
      wdechowa, chętnie pomaga o każdej porze - ale woli zająć się dziećmi niż domem.

      Nie jestem typową mamą na cały eteat. Popołudniami i w soboty uczę angielskiego
      - około 10-15h tygodniowo (+przygotowanie). Nie wiem, jak robią to inni, którzy
      mają w domach superczysto, ogródki nie zachwaszczone itd. U mnie jest tak sobie,
      a czasu nie ma w ogóle. Myślę, że może ci inni podrzucają dzieciaki dziadkom
      albo coś? My robimy to tylko w wielkiej potrzebie (jadąc do urzędu, w sprawie
      pracy, do lekarza itd.)

      Odkryłam jeszcze jeden sposób - nadzieję. To znaczy kiedy już mam dosyć, planuję
      wakacyjny wyjazd w dzicz i od tej pory żyję nadzieją. Teraz właśnie tak jest i
      wyrosły mi skrzydła (no, może takie skrzydełka na razie smile). Grzebanie w mapach
      i przewodnikach, przeglądanie starych zdjęć i wspominanie co śmieszniejszych
      fragmentów życia - z dzieciakami oczywiście - daje mi siłę. Teraz chcę z niej
      czerpać. To wyzwala mnie z kompleksów i wprowadza w dobry nastrój. A dobry humor
      jest jak plaster na ranne serducho.

      Patko, u mnie cykl jest wyznacznikiem wielu rzeczy (jeśli chodzi o zachowanie) i
      to wcale nie jest zabawne, bo czasem bez kija nie podchodź smile. Ale teraz jestem
      mamą karmiącą i "niecyklującą" (przynajmniej to stan na dziś!). Widzę związek z
      niewyspaniem - to chyba podobna przyczyna - też fizjologia.

      Nangaparbat ma rację, że bycie mamą jest wyczerpującym zawodem. Kusząca jest
      wizja pani sprzątającej nasz domowy syfek, ale podejrzewam, że wtedy rzuciłabym
      się na to, czego nie robię z braku czasu (sprzątanie na strychu, cerowanie).
      Kompletna głupawka, ale ja tak mam. Jedyna niegłupia sprawa, to że bycie mamą
      też traktuję jako pracę, tzn. układając klocki albo malując nie czuję, że mój
      czas ucieka bezczynnie. Uważam to po prostu za czas wykorzystany dla Dziubulka
      (czyli Wojtka). Więc gary w zlewie sobie leżą, a ja siedzę i czytam Wojtkowi
      albo go przytulam. Może tylko czasem ukłuje mnie wizja domu koleżanki, w którym
      wszystko błyszczy smile

      eMamy, jesteście kochane. Dzięki! smile

      T.

      P.S. Przepraszam za długość postu
      • bazylea1 Re: Jak tu nie krzyczeć?!!! O cierpliwości i jej 31.05.05, 11:24
        wiesz co, ja nie chcę tutaj krytykować w żaden sposób, ale ja bym nie dała 9-
        miesięcznemu dziecku wisieć na cycu godzinę i spać przy piersi, szczególnie
        jeśli masz starszaka który też Cię potrzebuje. jeśli chodzi o opiekę babci to
        jest to norma że dziecko jest nieznośne po paru dniach pod jej skrzydłami. u
        mnie też tak jest kiedy synek choruje i siedzi z babcią a nie chodzi do żłobka,
        potem powrót do normy trochę trwa...

        a z cierpliwością, cóż – mam ten sam problem sad szczególnie od kiedy jestem w
        ciąży, wybryki mojego synka doprowadzają mnie do szału sad (zresztą mąż też mnie
        byle czym potrafi wyprowadzić z równowagi). jak wrzeszczę to faktycznie
        przypominam sobie swoją matkę okropnie krzyczącą i syczącą, jak ja tego
        nienawidziłam... rety, musze pracować nad sobą, staram się jak najwięcej
        poświęcić „dobrej uwagi” synkowi, tzn chwalić go, bawić się z nim (szczerze
        mówiąc nudzi mnie to okropnie, wolę z nim rozmawiać ale on nie zawsze chce). a
        tak mało mam dla niego czasu bo pracuję sad

        a w ogóle jeśli Twój starszy synek chodzi do przedszkola, czyli sporą część
        dnia jesteś w domu z młodszym który chyba trochę śpi, czy nie mogłabyś
        wygospodarować trochę czasu na swój odpoczynek? potraktuj to też jako zadanie
        do wykonania. to bardzo ważne, żebyś była choć trochę wypoczęta, wtedy
        automatycznie człowiek jest cierpliwszy. wiem, wiem, poczucie obowiązku itd...
        ale pomyśl jakie są Twoje priorytety: być lepszą mamą dla dzieci – czyli MUSISZ
        wypocząć. może jakieś techniki relaksacji, kasety itd. ech, łatwiej radzić
        innym, mnie tez by się coś takiego przydało tylko że jestem w pracy ponad 10h
        dziennie i po prostu nie mam już kiedy sad
      • nangaparbat3 Re: Jak tu nie krzyczeć?!!! O cierpliwości i jej 04.06.05, 20:14
        Dziubulku (juz wiem, że to nie Ty, ale takie ładne), długo nie zaglądałam,
        jestem bardzo zapracowana.
        Czy Ty przypadkiem nie jesteś spod znaku koziorozca? One dażą do perfekcji w
        każdej roli, w jakią w życiu wchodzą, moja najdrozsza przyjaciółka jest taka,
        wiem, jak trudno. Moze jednak sprobujesz nie przejmować się tym, że u kolezanek
        błyszczy? U Ciebie przez najblizsze parę lat wręcz NIE POWINNO błyszczeć przy
        dwóch małych chłopczykach - odrobina bałaganu naprawdę bylaby zdrowa, i dla
        Ciebie, i dla nich.
        Przecież juz wiesz, ze to rodzice tak Cie wychowali - skoro wiesz, mozesz cos z
        tym zrobić, i dać sobie trochę oddechu.
        Co do zawieszania sie na cycu przez dlugie godziny nic Ci nie poradzę, bo sama
        przez to przeszłam, nie znajdując rozwiązania. Potem sie przerzuciła na kciuk i
        nie przyznam sie nawet pod groźba śmierci, ile lat to trwało.
        A czy nie dałoby sie wpasowac Babci choc na odrobinke, na przykład jeden spacer
        z młodszym w czasie, kiedy starszy jest w przedszkolu? I jakbyś sie sama z soba
        umowiła, że - no, nie bede wymagająca, nie cały ten czas, ale połowę bedziesz
        czytać?
        Pozdrawiam serdecznie
        N.
      • luxbazaar Re: Jak tu nie krzyczeć?!!! O cierpliwości i jej 10.06.05, 16:37
        Cześć!

        Jak to miło poczytać... Bo wiesz, ja miałam dokładnie tak samo, w wielu
        sprawach mam nadal, a poradniki i dobre rady typu "odpuść sobie", "idź na
        spacer" niewiele mi pomagają. Też trzymałam Młodego przy piersi godzinami (i
        też przy tym czytałam! Przecież w innych sytuacjach nie miałam czasu na to
        nigdy!) Przynajmniej nie musiałam uspokajać ryczącego malucha, prawda? Też
        walczyłam i walczę sama, u nas nawet żadnej babci w okolicy. I też zawsze mam
        wrażenie, że wszyscy dookoła mają wysprzątane, tylko nie ja. I jeszcze, że
        wszystkie inne dzieci mają regularnie obcinane włosy, tylko moje nie. I nie
        umiem siedzieć i nic nie robić (nie, wcale nie jestem Koziorożcem), i nie
        uważam się za straszną perfekcjonistkę - to nie chodzi o osiągnięcie perfekcji,
        ale o to, że na zwykłe, proste domowe rzeczy nie mam czasu, na sprzątanie,
        zadbanie o ogródek, od tygodnia patrzę na pajęczyny na tarasie i obiecuję
        sobie, że już jutro to na pewno... I padam do łóżka wieczorem, po prostu
        natychmiast tracę świadomość. Przez parę lat po urodzeniu Młodego nie mieliśmy
        żadnego życia seksualnego, a jeśli nawet, to ja nic nie pamiętam, bo spałam
        wtedy głęboko.
        I oczywiście też się wściekam, krzyczę, czasem daję klapsa albo przemocą ciągnę
        do łazienki na mycie wieczorne... Nie chcę, żałuję, przepraszam, ale nie daję
        rady. Wściekam się na takie prowokacje robione z premedytacją, na uparte
        stawianie na swoim, na ewidentne złośliwości.
        A teraz jeszcze się okazało, że będzie następne Młode. I jak tu nie zwariować?
        Na razie sobie zapowiadam, że z nowym będzie inaczej, że muszę to tak
        zorganizować, żeby czasem ktoś się zajął dziećmi, odetchnąć, że nie będzie
        dostosowywania się do dziecka we wszystkim, że tym razem pomyślę też trochę o
        sobie, że pewnego dnia zawieziemy dzieci do babci i ruszymy na wakacje... A co
        z tego wyjdzie, zobaczymy. Pewnie niewiele, bo znowu będę tak zalatana, że
        zabraknie mi siły na myślenie o jakiejś zmianie nawet.

        Trzymaj się, póki jest Ci przykro, że krzyknęłaś albo przyłożyłaś, to nie jest
        źle. Nie wiem, skąd się bierze cierpliwość, chyba się nie da postanowić, że się
        ją będzie mieć. Kiedyś naprawdę niesprawiedliwie postąpiłam z Małym. Potem go
        przeprosiłam, zapytałam, czy mi wybaczy. A on na to: Pewnie, przecież jesteś
        moją mamą!
    • zyta35 Re: Jak tu nie krzyczeć?!!! O cierpliwości i jej 31.05.05, 16:31
      Nie podam Ci niestety sposobu jak zapanować nad sobą, bo sama go nie znam.
      Czasem wrzeszczę na swoje "sreberka" a zdarzały się klapsy i zabieranie siłą
      histeryzującego na chodniku czy w piaskownicy skarba. Zaraz po takich scenach
      czuję się podle i rzucam się do dziecka z przeprosinami, przytulam i tłumaczę
      się(głupio no nie?)ale wiedz że nie tylko Tobie to się zdarza. Zanim urodzili
      się moi chłopcy wydawało mi się że młode mamy spędzają całe dni na spacerach,
      są takie wyciszone i zrelaksowane, wyobraź sobie jakie było moje zdziwienie gdy
      odkryłam jak wygląda rzeczywistość.
      Wydaje mi się że mamy wiele wspólnych cech dlatego rozumiem Cię dobrze (też nie
      lubię "podrzucania" dzieci dziadkom czy komukolwiek i nie robię tego)i choć
      głowę naładowaną mam teorią jak postępować w trudnych sytuacjach to czasem
      nerwy mi puszczają. Ale pracuję nad sobą bo ciągle zadaję sobie pytanie
      czy ,choć kocham bezgranicznie swoje dzieci,jestem dobrą matką.
      pozdrawiam ciepło
    • dziubulek111 Re: do Bazylei 02.06.05, 07:09
      Jak odłączam Jaśka odcyca, to płacze. Teraz ząbkuje i ma katar, więc chyba nic w
      tym dziwnego. Poza tym jak byś mu zabroniła wisieć? Smoczek odpada.
      • bazylea1 Re: do Bazylei 02.06.05, 11:16
        ja w ogole jestem przeciwniczką cyca na uspokojenie – to jest pożywienie i
        koniec (wyjątek można zrobić dla noworodka). starszemu synkowi dawałam smoka
        ale tylko w naprawdę kryzysowych sytuacjach, a tak to starałam się uspokoić,
        zabawić w inny sposób. na ząbkowanie możesz dać mu coś przeciwbólowego albo
        posmarować dziasła żelem (o ile to u Was pomaga, mojemu nie pomagało). wiesz,
        chodzi mi o Ciebie głównie, jeśli Twój synek śpi tylko przy piersi to nie masz
        nawet tej chwili dla siebie, nie możesz nic zrobić. jak zabronić wisieć? po
        prostu nie dać cycka a zaproponować coś innego w zamian. jeśli jest do tego
        przyzwyczajony to pewnie nie obędzie się bez awantur. to samo z zasypianiem.
    • patka.f Re: Jak tu nie krzyczeć?!!! O cierpliwości i jej 02.06.05, 14:45
      Pozwolicie, ze dolacze sie do dyskusjismile
      Z tym karmieniem to mialam dosc podobnie ze staszym synem. Potrafil wisiec na
      cycku nawet i 3 godziny - przez pierwsze 3 miesiace- potem juz troche krocej,ale
      i tak wychodzilo czasowo w okolicach godzinysmile On jadl, podsypial sobie i znow
      sie budzil i jadl itd. i za nic w swiecie nie dal sie odlozyc... Stasznie mnie
      to wkurzalo (zwlaszcza na poczatku) bo nawet do toalety nie moglam isc bez jego
      histerii. Potem urodzilam drugiego syna (ktoego tez kamilam 2 lata) i zobaczylam
      totalna roznice jezeli chodzi o karmienie. Rafal jadl szybko i lapczywie.
      Najadal sie w ciagu 5-8 minut i zasypial. Spokojnie moglam go wtedy odlozyc.
      Dzieki temu doswiadczeniu zobaczylam, jak rozne sa nasze dzieci i ze po prostu
      maja zupelnie inny sposob jedzenia. Staszy dzis ma 5 lat i kazdy posilek (czy w
      pzedszkolu czy w domu) je dlugo i smialo moge powiedziec, ze konczy
      ostatni..Mysli, gada (starm sie to zminimalizowaz m.inn.p rzez wlanczanie mu
      bajek do sluchania) i wydaje sie jakby jedzenie w ogole nie bylo mu do zycia
      potrzebne- je tak tylko przy okazjismile Dodam moze (bo to wazne) ze jest
      niejaddkiem (ja tez nim bylam i pamietam koszmary z dziecinstwa, ktorych teaz
      staram sie unikac) Mlodszy Rafal, jak tylko wspomne, ze za chwile bedzie
      kolacja- od razu wszystkich wola do stolu i piewszy siada i czeka..Tak wiec
      wydaje mi sie, ze ma to troche zwiazek z temperamentem dziecka itp. Ja tez nie
      dawalam swoim dzieciom smoczkow ani nigdy nie dokarmialam ich butelkom stad
      rozumiem troszke twoja sytuacje i ..ten brak czasu na sprzataniesmile Mysle, ze
      czas spedzony z dzieckiem jest tego wart..Osmiele sie tylko poadzic, zebys moze
      ten czas, kiedy karmisz malego nie wykorzystywala na czytanie ksiazek (jezeli
      nie jest to konieczne oczywiscie..np. jak bylo w moim wypadku- na uczelnie)
      tylko po prostu polozyla sie z nim i toche sobie pospala..(zwlaszcza ze starsze
      dziecko w przedszkkolu) Na pewno ci to nie zaszkodzi, i twoj starszak bedzie
      mogl tez miec usmiechnieta i choc troche wypoczeta mame dla siebiesmile
      Ale sie rozpisalam... Tak niechcacy mi wyszlosmile)
      Pozdrawiam serdecznie
      • liberata Re: Jak tu nie krzyczeć?!!! O cierpliwości i jej 04.07.05, 00:56
        święta prawda z tym karmieniem. Moja córka wisiała godzinami, a jej rówieśnik,
        synek koleżanki pił kilka minut. Jak ja jej zazdrościłam! Gdzieś około 1,5 roku
        moja mała jadła banana 3 godziny, podawanego w postaci mikroskopijnych
        kawałeczków, a koleżanka zdejmowała skórę i trzymała banana z drugiej strony,
        żeby nie wepchnął całego do gardła.
    • rocha_mama Re: Jak tu nie krzyczeć?!!! O cierpliwości i jej 02.06.05, 22:08
      Ja myślę wtedy o tym, że mały w ten sposób poznaje świat i panujące w nim
      reguły. Jak się nie sparzy, to nie wie że gorące. Jak nie spadnie, to nie wie
      że wysoko. No i oczywiście jak ważny ja jestem i na ile mi wolno. Ma 1,5 roku i
      wczoraj przejął i wylizał łyżkę, którą przesadzałam kwiatki. Notorycznie
      wchodzi na chybotliwe stołki, jak jestem odwrócona tyłem i ciągnie kota po
      podłodze za ogon...
      • nangaparbat3 Re: Jak tu nie krzyczeć?!!! O cierpliwości i jej 04.06.05, 20:23
        Notorycznie
        > wchodzi na chybotliwe stołki, jak jestem odwrócona tyłem i ciągnie kota po
        > podłodze za ogon...


        Gratuluję kota, swięty jakis. Nasz - zresztą poza tym uosobienie spokoju - dał
        małej dwa razy pazurami po buzi, nie było mnie przy tym, wiec nie widziałam, za
        co, ale ona sama powiedziała, ze słusznie, bo mu dokuczała i nawet nie płakała
        ani nie gniewała sie na niego. Wtedy miała 2 lata.
    • glusiek11 Re: Jak tu nie krzyczeć?!!! O cierpliwości i jej 03.06.05, 12:21
      Witam wszystkie mamy,

      jak Was tak czytam to czuje sie winna, ze to ja musze pracowac - a nie moj
      maz - zamiast zajmowac sie dzieckiem. Na moje nieszczescie opierkuje si nim
      mama mojego meza i jest wiele rzeczy ktore sa ok, ale tez i sporo takich ktore
      nalezalo poddac weryfikacji. Czekam tylko kiedy pojdzie do przedzkola i wtedy
      moj problem - przynajmniej w polowie - sie rozwiaze.
      Jesli chodzi o brak cierpliwosci to mam dokladnie ten sam problem. Tylko, ze ja
      nie pamietam aby moja mama na mnie krzyczala, raczej tata. Maz tez sie wydziera
      na synka i juz sama nie wiem do kogo nie mam cierpliwosci - do dziecka czy do
      meza.
      Martwi mnie, ze przychodzac z pracy naprawde nie mam czasu kiedy sie z nim
      bawic. Zazwyczaj jest to juz tak pozno, ze starcza nam tylko na krotki spacer -
      zwl. teraz kiedy jest cieplo i jest dluzszy dzien - potem kolacja, kapiel,
      przytulanko i spanko. Nawet obiady gotoje w nocy o polnocy jak juz maly spi,
      zeby nie "zabierac mu siebie". Weekendy staram sie wykorzystac na jakis wypad -
      do lasu, kulki, spotkania ze znajomymi i ich dziecmi, tak abysmy byli razem.
      Zauwazylam pewna zaleznosc, kiedy jest nas dwoje wtedy rozrabia na calego, a
      kiedy jest z jednym z nas jest ok. Wydaje mi sie ze z tej radosci nie wie co ma
      zrobic. Wtedy probuje poprostu "polknac" cala zlosc dziecka i swoja i staram
      sie nie krzyczec. Ostatnio nawet znalazlam sposob i poprostu biore na rece -
      nie zawsze - i bardzo mocno przytulam i spokojnym glosem tlumacze co jest nie
      tak i pytam sie go dlaczego tak robi. W wiekszosci przypadkow pomaga.

      No to troche sie wyzalilamsmile)

      pozdrawiam, A.
      • anuska25 Re: Jak tu nie krzyczeć?!!! O cierpliwości i jej 04.06.05, 12:17
        U mnie też nerwy biorą górę.
        Nie mogę znieść sytuacji, kiedy córka kładzie się na schodach i wyje w
        niebogłosy a ja, w jednej ręce mam 3 torby z zakupami, w drugiej trzymam jej
        misia, ktorego wyrzuciła z nerwów a do tego muszę trzymać ją, żeby sobie
        krzywdy nie zrobiła kładąc się na schodku.

        Poza tym mam dośc rysowania sofy długopisem.Cała już jest pomazana.Jestem
        pedantką, więc i tak poszłam już na duży kompromis pozwalając jej na
        bałaganienie.

        Denerwują mnie jescze bardziej te wszystkie poradniki, bo w moim przypadku nie
        skutkują!Nigdy nie przeklinałam (no, tylko w skrajnych sytuakcjach) a teraz
        klnę jak szewc...i nic nie pomaga: ani liczenie do 10, ani nie zwracanie uwagi
        na dziecko. Mała drze się jeszcze głośniej jak nie reaguję.
    • dziubulek111 Re: Jak tu nie krzyczeć?!!! O cierpliwości i jej 06.06.05, 06:53
      Kochane eMamy!

      Wasze doświadczenia są dla mnie naprawdę cenne. Wiszenie na cycu jest, jak
      widać, sprawą dość kontrowersyjną. Ja cyca nie odmawiam, nie namawiam też na
      niego w chwilach smutku, ale czasem naprawdę pomaga. Żel na ząbkowanie jest
      dobry na opróżnianie kieszeni rodziców (tzn. naszej, bo nie pomógł). Czasem na
      zabawianie nie mam siły i perspektywa siedzenia na kanapie jest mi całkiem
      miła... (a zabawiam też, dużo częściej). Po tej godzinie wiszenia Jasiek często
      pada gdzieśtam, można go odłożyć na troszkę, więc gra warta świeczki.

      Perfekcjonizm zwalczam systematycznie, a u nas to nie jest tylko "trochę"
      bałaganu (mamy psa i domek z wejściem prosto z zakurzonego podwórka).
      Najbardziej wkurzają mnie nieumyte gary w zlewie. Jasiek ma jakiś wbudowany
      mechanizm - jak ja do garów, to on w ryk smile

      Myślę, że teraz będę od czasu do czasu legać z Małym na kanapie i podsypiać
      sobie (moje życie seksualne na tym zyska smile)

      T.
      • ned_pap Re: Jak tu nie krzyczeć?!!! O cierpliwości i jej 09.06.05, 19:15
        A może być e-wujo? wink

        Otóż mój brat, przy czynnym udziale mojej rodzonej bratowej, cztery lata temu
        wszedł w posiadanie drogą urodzin dorodnego syna. I się zaczęło... Mały jest
        typowym czterolatkiem - "nie" i psocenie dla zasady. Rodzice robią, co mogą, ale
        mogą niewiele - to przytulą, to pokrzyczą, czasem działa a czasem nie. Z
        doświadczenia własnego, a bardziej mojego Taty, wiem, że bardzo pomaga, kiedy
        dzieciak w tym wieku poczuje się "duży". Nasz urwis uspokaja się i wycisza,
        kiedy Dziadzia (brat i bratowa pracują całymi dniami "na swoim") daje mu się
        poczuć ważnym i potrzebnym. Swoją drogą wygląda przekomicznie, kiedy z
        plastikowymi grabkami z smiertelną powagą idzie za Dziadzią grabić jakieś siano
        czy zeszłoroczne liście. W sytuacjach konfliktowych bardzo pomaga, jak się go
        weźmie gdzieś, gdzie można być sam na sam i cierpliwie wyjaśnić, że tak nie
        można robić, bo to czy tamto. Trzeba tu mówić spokojnie, normalnym tonem i beż
        żadnego "źmiękciania". Ale trzeba to zrobić w cztery oczy, bo nic tak nie
        upokorzy takiego malucha, jak zwrócenie uwagi w obecności innych osób, choćby to
        była rodzina.

        W przypadku założycielki wątku - spróbuj urwisa wziąć pod włos - żeby jako
        "starszy brat, który musi pilnować małego dzidziusia" pomagał Ci przy maluchu -
        podał pieluchę czy szampon przy kąpieli. Wtedy mały nie będzie czuł się
        odzrzucony, i mocno go dowartościujesz.

        A w przypadku ewidentnych psot - u nas działa jasny system kar - "jak coś
        rozbijesz/będziesz krzyczał/nie pozbierasz zabawek nie pozwolę ci obejrzeć
        bajki/nie dostaniesz lizaka, itd". I trzeba dotrzymywać takich obietnic, nie
        przejmując się rykami i scenami.

        Życzę dużo cierpliwości i pozdrawiam

        ------------------------
        A ty bys chtěl plout na hřbetě krokodýla
        po řece Nil a volat: "Tutanchámon, Vivat, Vivat!"
        po egyptském kraji.
        • maksimum WYCHOWANIE W STARYM STYLU SIE NIE SP[RAWDZA! 09.06.05, 19:51
          dziubulek111 napisała:

          > Dziękuję Wam za wszystkie wypowiedzi.
          >
          > Emi, Twój sposób jest rzeczywiście skuteczny - jeśli pamiętam, żeby go w porę
          > zastosować. Prerażające są wspomnienia krzyczących (i bijących) rodziców...
          > Czasem refleksja przychodzi sama, ale najczęściej niestety po fakcie...
          >
          > Nangaparbat, nas naprawdę nie stać na pomoc w czymkolwiek. Czasem nie płacimy
          > rachunków na czas, a co dopiero mówić o pomocy... Jest babcia, ale o dziwo -
          > mimo że Wojtek bardzo chce być z nią - po kilku dniach pod jej opieką staje
          >się nieznośny.
          >
          > Wojtuś ma 3,5 roku, a Jaś już prawie 9 m-cy.

          To jest po prostu grzech,ze nie masz telewizora!
          W Ciemnogrodzie panuje taka moda,ze mozna wychowac dzieci bez telewizora.
          Oczywiscie da sie to zrobic,ale nie zapominaj,ze zyjesz w XXI wieku i bajki w
          telewizji opowiadane przez fachowcow sa w duzo lepszym wykonaniu niz Ty to
          robisz.
          Ja mam 4 programy TV tylko dla dzieci,zaczynajac na Disney po Nickelodeon.
          Jezyka angielskiego dzieci nie uczyly sie ode mnie lecz z TV.
          Nie ma mowy zebym ja ich potrafil zabawic tak jak dobre programy TV.
          Ty po prostu sama sobie zalozylas sznur na szyje i narzekasz ze Ci z nim
          niewygodnie.
          Zacznij sie cywilizowac,zeby twoj syn wyrosl na ciekawszego czlowieka niz Ty
          jestes.


          > Wojtek z własnej inicjatywy chodzi
          > do przedszkola na dwa posiłki (chciałam go zacząć prowadzać od września, ale
          > kiedy to zobaczył, zdecydował się zostać od razu i z trudem udało mi się
          > wyperswadować mu to, że zacznie od następnego miesiąca).

          Sama widzisz,ze ucieka od Twojej matczynej opieki,bo chce miec do czynienia
          ze swiatem zewnetrznym.
          Ty go zameczasz swoja wszechobecnoscia i to jest Twoj podstawowy problem,a jak
          nie kupisz telewizora i nie zalozysz kablowki,to juz niedlugo przestanie na noc
          do domu przychodzic.

          > Jasiek czasem wisi na cycu godzinę i więcej - wtedy umieram z nudów, jeśli nie
          > czytam, zaczynam go poganiać, odstawiać itd. A tak - przytulam go tyle, ile on
          > potrzebuje - a czytam wtedy, kiedy przy piersi śpi (jak jest aktywny, to się
          >nie da!).
          >
          > Nie potrafię po prostu siedzieć i nic nie robić - tak mnie nauczono od
          > dzieciństwa - kiedy siadałam, tato mówił "nie masz nic do roboty?" W ten
          >sposób oswajam bezczynność i wypoczynek - czytam. Przyznaję, że to nałóg.

          Musisz sobie inaczej zorganizowac czas,zeby nie miec wyrzutow sumienia i wiecej
          zrobic w tym samym czasie.

          > Uprzedzę pytanie - babcia nie może gotować nam obiadów i sprzątać. Po pierwsze
          > spaliłabym się za wstydu, po drugie ja nie przepadam za cudzą kuchnią i nie za
          > dobrze toleruję cudze krzątanie po moim gniazdku.

          Moja matka bez problemu zaczela gotowac tak jak jej powiedzialem i nie bylo
          zadnych konfliktow.


          > Babcia jest mamą męża. Jest
          > wdechowa, chętnie pomaga o każdej porze - ale woli zająć się dziećmi niż
          >domem.
          >
          > Nie jestem typową mamą na cały eteat. Popołudniami i w soboty uczę
          angielskiego
          > - około 10-15h tygodniowo (+przygotowanie). Nie wiem, jak robią to inni,
          którzy
          > mają w domach superczysto, ogródki nie zachwaszczone itd. U mnie jest tak
          sobie,
          > a czasu nie ma w ogóle. Myślę, że może ci inni podrzucają dzieciaki dziadkom
          > albo coś? My robimy to tylko w wielkiej potrzebie (jadąc do urzędu, w sprawie
          > pracy, do lekarza itd.)
          >
          > Odkryłam jeszcze jeden sposób - nadzieję. To znaczy kiedy już mam dosyć,
          planuję
          > wakacyjny wyjazd w dzicz i od tej pory żyję nadzieją. Teraz właśnie tak jest i
          > wyrosły mi skrzydła (no, może takie skrzydełka na razie smile). Grzebanie w
          mapach
          > i przewodnikach, przeglądanie starych zdjęć i wspominanie co śmieszniejszych
          > fragmentów życia - z dzieciakami oczywiście - daje mi siłę. Teraz chcę z niej
          > czerpać. To wyzwala mnie z kompleksów i wprowadza w dobry nastrój. A dobry
          >humor jest jak plaster na ranne serducho.
          >
          > Patko, u mnie cykl jest wyznacznikiem wielu rzeczy (jeśli chodzi o
          zachowanie)
          > i to wcale nie jest zabawne, bo czasem bez kija nie podchodź smile. Ale teraz
          jestem
          > mamą karmiącą i "niecyklującą" (przynajmniej to stan na dziś!). Widzę związek
          z niewyspaniem - to chyba podobna przyczyna - też fizjologia.
          >
          > Nangaparbat ma rację, że bycie mamą jest wyczerpującym zawodem. Kusząca jest
          > wizja pani sprzątającej nasz domowy syfek, ale podejrzewam, że wtedy
          rzuciłabym
          > się na to, czego nie robię z braku czasu (sprzątanie na strychu, cerowanie).
          > Kompletna głupawka, ale ja tak mam. Jedyna niegłupia sprawa, to że bycie mamą
          > też traktuję jako pracę, tzn. układając klocki albo malując nie czuję, że mój
          > czas ucieka bezczynnie. Uważam to po prostu za czas wykorzystany dla Dziubulka
          > (czyli Wojtka).

          Wyznacz Dziubulkowi pol pokoju na zabawy i tam zamiataj na stosik wszystkie
          zabawki i niech on sam szuka czego chce,a Ty w miedzyczasie mozesz gary
          pozmywac.


          > Więc gary w zlewie sobie leżą, a ja siedzę i czytam Wojtkowi
          > albo go przytulam.

          Wlasnie mowilem.Tylko TV,bo Dziubulek ucieknie od Ciebie.


          > Może tylko czasem ukłuje mnie wizja domu koleżanki, w którym
          > wszystko błyszczy smile

          Nic innego tylko dobra organizacja.
          Ciebie tez na to stac,potrzeba tylko wiecej konsekwencji.

          > eMamy, jesteście kochane. Dzięki! smile
          >
          > T.
          >
          > P.S. Przepraszam za długość postu
          • nihiru Re: WYCHOWANIE W STARYM STYLU SIE NIE SP[RAWDZA! 10.06.05, 10:12
            No - telewizja lekiem na całe zło.
            Załóż sobie kablówkę i wszystkie Twoje problemy się same rozwiążą.

            To by było na tyle jeśli chodzi o męskie wychowaniesmile
    • mrk11 Re: Jak tu nie krzyczeć?!!! O cierpliwości i jej 10.06.05, 12:00
      Pomiędzy moimi dziewczynkami jest 2 lata 9 miesięcy róznicy. Są juz starsze (9
      i 6), czasami są głuche na 4 uszy jak się je o coś prosi, mają po 2 lewe ręce
      do sprzatania i po 2 prawe do rozrabiania i też często tracę cierpliowść.
      Trochę rad z lat wcześniejszych.
      1. 9 miesięczne dziecko nie musi (i nie powinno ) wisieć przez godzinę przy
      cycu. Odpuść sobie, może jeść inne dzieci, a tak traktuje mamę jak smoczek. Nie
      daj się terroryzować! Bo tak to teraz wygląda... Włóż do kojca (lub inne
      bezpieczne miejsce) i zajmij się swoimi sprawami.
      2. a jak już wisi, to może czytaj w tym czasie starszemu, a nie sobie.
      3. Odpuść sobie, nie bądź taką perfekcjonistką. W domu nie musi być super
      czysto, a na porozwalane zabawki doskonale sprawdzają się przeróżne pojemniki,
      do których się wrzuca (jak leci!) porozwalane po całym domu misie, samochody,
      lalki etc. A czasami idzie straszny stwór z wielkim worem i konfiskuje
      porozrzucane lalki , nieprawidłowo zaparkowane samochody etc. Konfiskata trwa
      kilka dni przynajmniej. W tej chwili czasem w pokoju sprzątają same, czasem
      pomaga im tata (jego nie trafia szlag, a ja wszystko konfiskuję)
      4. na wyjace , wrzeszczące i rozhisteryzowane dzieci jest jedna metoda :
      zignorować ewentualnie zesłać do miejsca wywrzeszczenia, dopóki się nie
      uspokoi. Oczywiście mam na myśli wrzeszczenie ze złości, nie z bólu. Czasami
      wymaga zatyczek do uszu. Ale to chyba jedyna skuteczna metoda (poza klapem w
      tyłek), jeśli dziecko jest rozhisteryzowane. Metoda, która naprawdę sprawdza
      się przy młodszej pannie, która jest strasznym wyjcem (notabene za sprawą babć,
      które reagowały na każde jej wycie w sposób pocieszający).
      5. Kiedy babcia przychodzi zając się dziećmi, wykorzystaj to nie na prace
      domowe, ale też dla siebie. Nawet na samotny spacer bez wyjców.
      Dla wyjaśnienia: jak dziewczynki były małe, też pracowałam (i to na pelny
      etat), babcia czasami sprzątnęła i ugotowała, czasami nie (z reguły się nie
      wyrabiała albo była po prostu zmęczona), też czułam się wyrodną matką, by nie
      rzec macochą. Obiady do tej pory gotuję raz na tydzien, potem tylko odmrażam.
      Są to obiady z reguły jednodaniowe, bez deserów etc. Żadne tam wymyślne dania
      dla dzieci z poradników...
      Odpuść sobie bycie perfekcyjną matką, żoną i synową, tudziez pracownicą. I tak
      wszystkim nie dogodzisz.

      • pola.76 do mrk11 16.06.05, 10:32
        Już Cie lubięsmile, za Twoja normalnośc, za zdrowe podejście do życia i za nie
        krytykowanie. NIe am nic gorszego niż jakaś perfekcyjna mamusia krytykująca
        inną, która jest po prostu zwyczajna i nie radzi sobie z bałaganem życia
        codziennego, ze sie tak górnolotnie wyrażę.
    • weronikarb Re: Jak tu nie krzyczeć?!!! O cierpliwości i jej 16.06.05, 10:18
      Oj znam to a mam tylko jedno dziecko (19 m-cy)sad
      Pracuje, w tym czasie babcia sie nim zajmuje .
      Po przyjsciu do domu - pranie, psrzatanie, gotowanie - wszystko na mojej glowie.
      Staram sie obowiazki domowe minimalizowac jak to mozliwe, lub robic gdy synek
      juz spi, aby spedzic z nim choc troche czasu.
      Jednak jest on ciekawskim i ruchliwym dzieckiem. Zlosliwym jak sam diabelek.
      Wiem kiedy broi z ciekawosci, a kiedy z czystej zlosliwosci.
      Mam nieraz dosc jak powtarzam po raz n-ty ze ma nie wylaczac gazu np. pod
      mlekiem, ze ma nie wlazic na stolek bo spadnie, ze ma nie wysypywac wzystkiego
      z szafki, ze zabawek przez okno sie nie wyrzuca, ze wiaderko nie sluzy do tego
      aby wyleź przez okno (1 pietro) na dwor, ze ..........
      Mojemu synkowi NIC nie da sie wytlumaczyc, robi doslownie to co chce.
      Podziwiam mamy ktore mowia, a dziecko rozumie (dociera do niego) co do niego
      mama mowi i jeszcze sie slucha, mnie sie to nie udalo sad
    • chalsia Re: Jak tu nie krzyczeć?!!! O cierpliwości i jej 19.06.05, 00:10
      Jestem samotną mamą 3,5 latka. Mieszkam z nim sama, pracuję, mam nianię. Niania
      ugotuje małemu, zrobi drobne zakupy. Sprzątanie i prasowanie raz w tygodniu
      robi pani od sprzątania.Ja wiem, że dla wielu kobiet to marzenie. Ale bycie
      samotną mamą to wielki trud - cała odpowiedzialność za decyzje związane z
      dzieckiem, życiem, domem są na mojej głowie. Wykonanie wszystkiego ponad to, co
      napisałam powyżej też jest na mojej głowie.
      Też tracę cierpliwość, zdarza mi się podnieść głos (ale już nie krzyczę) ale
      nigdy nie uderzyłam synka (jestem absolutną przeciwniczką klapsów - co nie
      równa się "bezstresowemu" wychowaniu).
      Jedyne co mogę polecić to samokontrola, której podstawą jest uświadomienie
      sobie EMOCJONALNE jak bym się sama czuła, będąc dzieckiem, wobec danego
      zachowania matki. Działa jak zimny prysznic.
      Okazuję małemu swoje niezadowolenie czy złość, ale w sposób nie rażący. Staram
      się od dawna tłumaczyć mu, że na złośc dobre jest tupanie (jako wyzłaszczanie
      się nie raniące innych) - i sama to staram się robić. Czasami, jak już nie
      wyrabiam, zostawiam histeryzujące dziecko i wychodzę do innego pokoju i robię
      głebokie oddechy, przysiady, albo walę ręką w poduszkę. Po chwili mi adrenalina
      spada i wracam dużo spokojniejsza do dziecka.
      Samokontrola wymaga wiele energii ale się opłaca. Mnie się też zdarzało
      przepraszać dziecko za zbyt gwałtowne reakcje.
      Życzę Wam cierpliwości w doskonaleniu siebie, bo ja tak to odbieram - dzięki
      swoim dzieciom stajemy się lepszymi ludźmi.
      Chalsia
    • dziubulek111 dziękuję 28.06.05, 09:22
      Dziękuję wszystkim za odpowiedzi (nawet Maksimum, chociaż nie biorę jego
      wypowiedzi poważnie smile)

      Nie miałam czasu tu zajrzeć dosyć długo. Nadeszło lato - cudowny czas, kiedy
      wszystko mi się udaje, nawet odchudzanie smile. Niecierpliwość doskwiera mniej, bo
      maluchy cały dzień w ogrodzie albo na podwórku, sama radość i samodzielność. Z
      Wojtkiem staram się nie iść w zaparte, wyczekuję ryki (zawsze to był jedyny
      działający sposób), a Jasiek niestety wciąż sporo mnie je, bo miał długotrwałą
      biegunkę i odmówił spożycia czegokolwiek innego. Teraz więcej czasu spędza sam,
      ale kojec zaczyna go już bardzo denerwować (chodzi już koślawo za jedna rękę,
      chce być panem sytuacji).

      Pozdrawiam wszystkich!

      T.
    • maksimum Re: Jak tu nie krzyczeć?!!! O cierpliwości i jej 28.06.05, 21:03
      maksimum napisał:

      > dziubulek111 napisała:
      >
      > > Ja często muszę Małego przepraszać za moje parszywe zachowanie, ale chcia
      > łabym
      > > je zmienić i czekam na sugestie. Pomożecie? smile
      >
      > Nic nie zmieniaj.
      > Nozycowa cie popiera a reszta sie przyzwyczai i w ten oto sposob staniesz sie
      > wzorowa matka Polka.
      >
      > > T.

      A tak szczerze,to trzeba nad tym pracowac w mlodosci,bo jak juz sie samemu ma
      dzieci,to mozna im tylko przykazac wszystko to co sie ma najgorsze.
    • malika5 Mam ten sam problem... 28.06.05, 21:27
      brakuje mi cierpliwści, chociaż mój 14m-czny synek to naprawdę bardzo grzeczne
      dziecko. Nawet jeżeli bardzo chce coś zabroić, np. wrzucić pilota do kibla- po
      paru razach mówienia "nu nu" i tłumaczenia jestem w stanie wybić mi to z
      główki. Mimo to czasem puszczają mi nerwy- nie krzyczę na niego i nie daję
      klapsów, ale opanowuję się ostatkiem woli, wszystko się we mnie gotuje. Czasem
      mam takie dni, że byle co wyprowadza mnie z równowagi i mały chyba czuje to w
      jakiś sposób i jest nieznośny. Myślę, że taki sposób reagowania przejełam po
      ojcu, który jest bardzo wybuchowym człowiekiem. Mam nadzieję, że to nie jest
      sprawa genów tylko wychowanie- po prostu w pewnych sytuacjach nie potrafię się
      inaczej zachować. Dlatego staram się obserwować jak inni ludzie postępują z
      dzieckiem i naśladować ich. Ale to jest okropna walka z samą sobą. Tłumaczę
      sobie, że jeżeli ja będę udawać opanowanie przy synu to może on wyrośnie na
      spokojnego człowieka?
      • anka1 Re: Mam ten sam problem... 29.06.05, 08:29
        moj dzieciaczek tez bywa nieznosny. ale juz sie przekonalam ze krzyki, moja
        zlosc, ba nawet czasem klaps niczego nie rozwiazuja - wrecz przeciwnie maly
        zaczyna reagowac podobnie jak ja. staram sie odwrocic wtedy jego uwage od
        czegos co chce "zmajstrowac" albo po prostu biore go pod pache i odchodze.
        ale faktem jest ze ja mam latwiej : dziecie mam jedno i dziadkow gotowych do
        pomocy w kazdej chwili.
        a z gotowaniem, sprzataniem i innymi rzeczami odpuscilam sobie. swiat sie nie
        zawali jesli w domu bedzie troche balaganu a ja w tym czasie sobie pospie czy
        pobawie sie z dzieckim. w koncu to Ty i dzieci jestescie wazne a nie
        dom "wylizany" do perfekcji.
        • karolina_244 Re: Mam ten sam problem... 29.06.05, 12:09
          czesc moj synek ma 14 miesiecy jest małym łobuziakeiem choc bardzo spokojnym
          jeden jego minus to to jak wszytkie dzieci lubi to co zakazane sprztatam w
          domu 3 razy bo moj jak zwykle rano sie budzi rozwala zabawki wszystko co mu sie
          nawinie włoncznie z talerzami crying opołudniu i wieczorem przyznam sie ze podnosze
          głos bo normalnym tonem nie dochodzi niestety taki urok maluszkow zawsze cos
          znajda interesujacego dla niego jest frajda zwalanie wink
    • dziubulek111 Dziekuję wszystkim raz jeszcze :) 30.06.05, 09:19
      Dobrze wiedzieć, że brak cierpliwości prześladuje większość rodziców. Możejest
      to norma?

      U mnie im więcje letniego słoneczka, tym mniej nerwów. I sił przybywa - teraz
      mogę wszystko (prawie). Czy i u Was tak jest?

      Pozdrawiam smile

      T.
      • ursula12 Re: Dziekuję wszystkim raz jeszcze :) 10.07.05, 01:32
        Ojej, jak dobrze mi sie czytało ten postsmile Trafiłam tu z problemem
        wychowawczym, czyli totalnym nieposłuszeństwem mojego 6latka, ale jak
        poczytałam kilkanascie wypowiedzi matek-aniołów, co to nigdy nie krzykną i ręki
        nie podniosą, by nie okaleczyć psychicznie dziecka, to zaczęłam się bać
        napisania czegokolwiekwink Bo ja matką-aniołem absolutnie nie jestem.
        Ja to w ogóle nie mam cierpliwości niestety. Normalnie nie wytrzymuje
        psychicznie, jak w kółko dziecko robi mi na złość, nie słucha się itd. Jakąś
        odporność mam obniżoną chyba... W autobusie potrafi dzieciak złapać się czegoś
        akurat wtedy, gdy zlana potem i zestresowana depczącymi mi po nogach ludźmi
        usiłuję wyjść z autobusu... W sklepie robi mi niezłą jazdę, jak wyciąga w
        sekundę lody i je odpakowuje, mimo że w planach nie miałam ich kupna... Stresem
        dla mnie jest łażenie z nim do piaskownicy i na place zabaw, bo zawsze się to
        kończy jakąś pretensją innych rodziców, że mój zabiera zabawki czy sypie
        piaskiem... A w domu jest jeszcze zabawniej. Na sekundę nie moge go zostawić
        samego, bo ma takie pomysły, które kończą się w najlepszym razie totalnym
        zniszczeniem wszystkiego, czego sie dotknie. No jak tu nie wrzeszczeć i nie
        sprać? Skąd brać na to wszystko cierpliwość? Nikt mi nie mówił, ze wychowywanie
        dziecka to taki wysiłek, i to w dodatku często bezowocny (jak na razie). Tatuś
        syna nie interesuje się nim i cały ciężar wychowania spada na mnie. Jestem sama
        i niedługo pewnie będę musiała zamieszkać w w szpitalu dla psychicznie chorych,
        a wszystko dzięki mojemu starającemu sie o to synkowi.

        Pewnie, że wolałabym, aby wszystko było ok, łagodnie i anielsko, ale każdy ma
        swój próg wytrzymałośći... Własnie jestem na etapie, że mój syn mówi na
        mnie "kupa smiechu, stara baba, smierdzące majtki" czy inne kwiatki tego typu.
        Wszystko załapał w przedszkolu. No i co mam robić? Reagować czy nie reagować,
        tłumaczyć czy dać klapa? Ostatnio od niego obrywam, jak mu cos nie pasuje.
        Marzę o jakichs dłuuugich wakacjach, oczywiście samotnych. A fuj, ale ze mnie
        zła matkatongue_out
        • malika5 Re: Dziekuję wszystkim raz jeszcze :) 14.07.05, 22:09
          Usrula trzymaj się ! Myślę że na pewno przydałyby Ci się samotne wakacje, albo
          może weekend? Może dziadki coś pomogą? Nie wierzę, że krzykami i biciem
          poprawisz sytuację, myślę że to jeszcze pogorszy sprawę. Wiem, że to łatwo się
          mądrzyć, trudniej wykonać, ale może chwila samotności pozwoliłaby ci na
          przemyślenie dlaczego twój synek tak się zachowuje? Może brakuje mu twojej
          uwagi, jesteś ciągle zabiegana? Może się nudzi, jest bardzo energiczny
          i "niewybiegany", może cię wypróbowuje jak daleko może się posunąć? Nie wiem co
          jeszcze, ale przyczyn może być masę.
        • dziubulek111 do Ursuli 17.07.05, 08:14
          zmartwiło mnie, że 6-latka nie możesz zostawić samego. Co myślisz o metodzie
          naturalnych konsekwencji? Jeśli nie wpadnę w furię, staram się ją stosować. Jest
          prosta: maluch odczuwa na własnej skórze konsekwencje swego zachowania. Jeśli
          sypie piaskiem, idziemy do domu - nie potrafisz się bawić w towarzystwie,
          będziesz się bawił sam. Jesli zepsuje zabawkę, jakąś swoją rzecz - nie ma jej i
          tyle. Jak dotknie pieca, to sie oparzy (tu ostrożnie!).

          Ja tak na Wojtka narzekam, ale myślę, że jest dość niezależny i odpowiedzialny
          (jak na swoje 3,5 roku). Nasz problem jest inny: Wojtuś przejmuje moją agresję,
          bije, krzyczy. Pomysły dzikie to głównie psoty. Nie zdarza mu się często robić
          czegoś bez znajomości skutków.

          W przypadku rzucania się na lody itd. w sklepie może dobrym pomysłem byłoby
          pozostawienie łobuziaka w domu następnym razem z wyjaśnieniem dlaczego (bo
          zachowuje się niewłaściwie - i opisać, co źle robi). A odpakowanego loda nawet
          nie dałabym mu spróbować - zostałby wyrzucony do kosza (dla przykładu!).

          Nam też często pomaga angażowanie Wojtka w czynności domowe (robimy wiele rzeczy
          wspólnie i wtedy jest jakaś kontrola nad nim - mniej psot). A i tak nerwy czasem
          puszczają...

          A co z dzadkami? Czy mogą czasem zająć się Twoim łobuziakiem - to by Ci dało
          szansę na wypoczynek? Bo napisałaś, że jesteś sama (mi jest łatwiej, bo mój mąż
          pomaga, ile może). A na wakacje sama może niedługo będziesz mogła pojechać - już
          7-latki jeżdżą na kolonie, a 6-latka może da się zostawić z dziadkami na kilka dni?

          Pozdrawiam Cię serdecznie smile

          T.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka