antonina_74
29.06.05, 23:58
Mieszkam na parterze, mam okna na plac zabaw pośrodku naszego podwórka.
Rano bawią się tam maluchy,po południu plac zaludnia się starszymi dziećmi, w
wieku wczesno szkolnym, takie 6-13 lat.
O ile doskonale rozumiem że dwu, trzy-latki płaczą i wrzeszczą to nie
potrafię zrozumieć dlaczego te starsze się tak potwornie drą. Nie to żeby
płakały. Rzuci taki piłkę - wrzask szczęścia. Grają we czterech - co chwila
ryk "JEDEN-ZEROOOOOO!" albo "SKUUUUCHA!" Dziewczynki - co minutę "NIE
BAWIĘĘĘĘ SIĘĘĘĘ!" albo coś w tym stylu. jak na końcu podwórka chłopcy
opowiadają sobie kawał to u mnie w domu doskonale słychać, tak krzyczą. nawet
jak normalnie rozmawiają to krzyczą. Od obiadu, o tej porze roku do późnego
wieczora jeden wielki wrzask. Ja rozumiem, muszą się bawić, szaleć, ale
dlaczego muszą przy tym tak koszmarnie wrzeszczeć? Już pomijając fakt że ci
starsi nieraz się donośnie wyzywają. Mój 6-latek się nie drze jak się bawi,
mówi głośniej ale nie powoduje takiego hałasu.
Oczywiście zwrócenie uwagi skutkuje na jakieś 30 sekund. Są to dzieci
generalnie grzeczne, z dobrych domów tylko ten upiorny hałas... jest na to
jakiś sposób? czy oni po prostu tak mają i jestem skazana na zamknięte okna
przez całe lato?