Dodaj do ulubionych

psycholog- lekarstwo na nieśmiałość

28.09.05, 13:25
Mam - letnią niesmiałą i lekliwa córeczkę...jej problem polega na tym, że
bardzo boi sie nowych, nieznanych sytuacji a gdy nawwet już z czymś sie oswoi
ale potem przez jakiś czas nie ma znów kontaktu- obawy i lęk powracają...Tak
było np. z chodzeniem spac do babci, z adaptacja w przedszkolu, dp którego
chodzi juz 1,5 roku- za każdym razem po dłuższej przerwie Ania "przyzwyczaja"
sie od nowa- jest płacz, ból brzucha, w przeszłości nawet były wymioty na tle
nerwowym (teraz mała bardziej to kontroluje)....W sumie od zawsze taka była i
powiedziałabym, że wyrasta z tych słabości, ale jest jej z tym trudno i
chciałabym jej pomóc...Wiem, że przedszkole jest super- panie, dzieci
(prywatne, 15 dzieci) i wychodzi z niego zadowolona, uśmiechnięta ale i tak
nastepnego dnia jest płacz...z którego po południu córcia sie
smieje...Wszystko co nowe ją "blokuje"- kurs tańca, pływania, występy
itp....Nie myślcie, że posyłam ją na to wszystko- broń Boże!!! Wczoraj byłam
na poważnej rozmowie w przedszkolu (z mojej inicjatywy) i doszłyśmy z Panią
do wniosku, że możnaby ani pomóc poprzez "terapię" u psychologa- ponoć sa
metody relaksacyjne, które pomagają dziecku zrzucić napięcie, pokonać
nieuzasadnione lęki, wzmocnić psychicznie...Czy sądzicie, że warto i że takie
metody orzynosza spodziewane efekty? Bardzo proszę o opinie, opis podobnych
doswidczeń...
Obserwuj wątek
    • chaza Re: psycholog- lekarstwo na nieśmiałość 28.09.05, 13:38
      Bardzo przepraszam za wszystkie literówki...Ania ma obecnie 5 lat- piszę bo
      to "5" uciekło w poprzednim poście a to chyba istotna informacja...
      • gochamasl Re: psycholog- lekarstwo na nieśmiałość 29.09.05, 11:12
        podciagam temat. Tez mama syna , ktory bardzo podobnie reaguje, i ciekawa
        jestem waszych odpowiedzi...
    • chaza Re: psycholog- lekarstwo na nieśmiałość 29.09.05, 11:13
      Czy naprawde żadna z Was nie radziła sie psychologa przy takich problemach u
      dziecka?
      • khamar Re: psycholog- lekarstwo na nieśmiałość 12.10.05, 10:39
        ja mam syna, który jest również bardzo wrażliwy i strasznie wszystko przeżywa.
        Rozmawiałam z przedszkolną Pania psycholog i po rozmowie stwierdziłam, że to
        jakaś pomyłka - Pani psycholog starała się mi wytłumaczyć, że to pewnie
        dlatego, że tak dużo dzicko głaskam i przytulam, że on jest tak bardzo ze mną
        związany etc. Po tym spotkaniu zaczęłam czytac różne książki na temat dzieci i
        wywnioskowałam z tego wszystkiego, że mój syn nie jest nadwrażliwy, tylko
        wrażliwy i że trzeba mu dac więcej czasu na pewne rzeczy.
        Nie chcę tu umniejszać pracy psychologów, myslę raczej, że to ja miałam pecha
        do akurat tej Pani, z którą się spotkałam. Słyszałam o terapii muzyką, która
        ustawia wszystko w główce, zależnie od problemu, ale nie mam żadnych namiarów
        na placówkę, która się tym zajmuje. Mogę Cie pocieszyć tym ,że widzę że im
        starsze moje dziecko, tym bardziej zmniejsza sie problem.
    • monita2 Re: psycholog- lekarstwo na nieśmiałość 13.10.05, 01:04
      Moje dziecko też jest wrażliwcem. (4 lata) Czasami bywa b. nieśmiały - nowe
      osoby, sytuacje, miejsca. Innym znowu razem jest wręcz przeciwnie, kiedy już
      poczuje się pewniej. Bardzo źle natomiast znosi wszelkie najdrobniejsze
      niepowodzenia. Podczas gdy inne dzieci nawet nie pamiętają, że zostali skarceni
      przez panią on natychmiast ma łzy w oczach, broda mu się trzęsie itd. To samo
      jest w kontaktach z rówieśnikami. Myślę, że nie ma innej rady niż oswajać te
      trudne sytuacje. Po pierwszym zachwycie, też nie chce teraz chodzić do
      przedszkola,(bo brzuch, gardło itp)ale trzymanie go w domu nic nie rozwiąże,
      jeśli nauczy się poruszać w nowych sytuacjach, przełamać niepowodzenie - "smok"
      będzie ujarzmiony, przestanie być straszny, a przy tym może nauczy się na
      przyszłość, że ze wszystkim można sobie poradzić
    • johana2 Re: psycholog- lekarstwo na nieśmiałość 13.10.05, 14:21
      Mam to samo z moim 4-latkiem. Wstępnie umówiłam się na wizytę do psychologa,
      ale czy to coś da.... Też czekam na jakieś podpowiedzi od innych mam
      • chaza Re: psycholog- lekarstwo na nieśmiałość 14.10.05, 14:09
        Moja córcia ostatnio znów bardzo źle przechodzi wejście w nowe sytuacje- było
        juz calkiem fajnie- stała sie odważniejsza, śmielsza i tu zwrot o 100% (nie
        wiedzieć czemu).Znów płacz przed przedszkolem (chodi już 1,5 roku), ale mało
        tego nie chce za nic chodzic i zostawac u żadnej babci, dziadka. Tak więc ja
        lece z wywieszonym jęzorem po pracy aby zdążyc do przedszkola a gdy czasem
        pójdzie po nia któras babcia płacz jest przez 1/2 godziny- płacze za
        mamą....Ania ma 5 lat, z moją mama od małego była bardzo zżyta, chodziła do
        niej spać i z częstymi wizytami (z teściową była zawsze "na dystans")...Boże
        nic juz nie rozumiem...Nie wiem jak jej moge pomóc. W poniedziałek ide do pani
        psycholog, ale szczerze nie wiem czy to coś zmieni!!
        • ammeux Re: psycholog- lekarstwo na nieśmiałość 14.10.05, 16:07
          Jestem za psychologiem. W Warszawie mogę polecić świetne miejsce. Jedyny
          mankament - bardzo długo czeka się na wizytę!
    • nangaparbat3 Re: psycholog- lekarstwo na nieśmiałość 14.10.05, 23:44
      Moje dziecko też jest bardzo wrażliwe, bardzo delikatne, niesmiałe.
      Moje doświadczenie jest takie: po pierwsze trzeba zaakceptować, że dziecko jest
      jakie jest. Ma prawo byc wrażliwe, ma prawo byc niesmiale, ma brawo się bać, ma
      prawo wycofywać sie z nowych sytuacji.
      A raczej - ma prawo się bać - zawsze - ale czasem musi zrobić coś, mimo że sie
      boi (np. pojść do przedszkola).
      Przełomowym moementem w naszym zyciu bylo, kiedy powiedziałam corce, że ma
      prawo być niesmiała. KOleżanka psycholog objechała mnie, że dziecko etykietuję,
      ale nie uważam - sprawa jej niesmiałości była wtedy sprawą "rodzinną", nie
      mogła nie słyszeć, że sie o tym mowi, nie mogła nie wiedzieć, że o takim
      zachowaniu jak jej mówi się "niesmiałość". Więc lepeij porozmawiać o tym jasno
      i uwolnić - jesli tylko można - dziecko od poczucia winy, że jest jakie jest.
      U nas to poskutkowalo. Co więcej, utwierdzanie jej w przekonaniu, że ma prawo
      być, jaka jest, spowodowało, że nie ulega presji koleżanek (teraz ma 14 i one
      mają naprawdę przedziwne pomysły), nie boi sie powiedzieć "nie".
      Posyłam ją do szkoły społecznej, bo tam jest o wiele wiecej mozliwości
      publicznego występowania i przed mniejszą publicznością, i to też jest dobry
      pomysł, choć kosztowny.
      Pozdrawiam serdecznie - n.
      • joannab-o Re: psycholog- lekarstwo na nieśmiałość 15.10.05, 09:26
        Oczywiscie masz racje co do zasady, ale żeby dziewczyny nie zrozumiały, ze
        powinny o nieśmiałosci mówić. Jeżeli zrobiliscie ten błąd, że dopuściliscie
        wczesniej etykietowanie, to nie było wyjścia, ale zdecydowanie lepiej jest nie
        błądzićsmile) Tym bardziej, ze co udało sie u Twojej córki, może nie udac sie z
        innym dzieckiem.

        Z nieśmiałości sie wyrasta!!! Tylko trzeba poczekac i nie zawalić sprawy. Każdy
        dorosły, który nie wyrósł z niesmiałości miał niemądrych, niecierpliwych, zbyt
        przejętych rodziców.

        Moje dzieci tez są "niesmiałe" i wolno im . Prawo KAŻDEGO do zachowywania sie
        tak jak sie chce (nie tylko "niesmiało"), o ile sie nie wyrządza komuś krzywdy
        jest u nas i tematem rozmów i po prostu faktem.
        Efekty sa takie jakie muszą byc - kolejne rafy są omijane, w tempie wyznaczonym
        możliwościami dzieci i wymogami życiowymi, a dzieci przy coraz większej
        smiałości są jednakowo spokojne.

        Lepiej
        • chaza Re: psycholog- lekarstwo na nieśmiałość 18.10.05, 11:10
          Bardzo zaciekawił mnie ostatni post w tej dyskusji. jako rodzic, który ma z
          dzieckiem podobny problem chciałabym więc zapytać jak postępować jeśli dziecko
          nie chce nigdzie ani z nikim (oprócz mamy/rodziców) nigdzie chodzić, cały czas
          jest nieszczęśliwe, żyje w ciągłym stresie (ból brzucha a nawet wymioty) przed
          pójściem do przedszkola... Dodam że u naszej córci nastąpił straszny regres- z
          tymi wszystkimi problemami borykałam się jakieś 1,5 roku temu...potem było już
          super. Teraz gdy mała ma 5 lat wszystko powróciło a mi brak już cierpliwości i
          sił i teraz zamiast wyrozumiałości (bo jej juz chyba nie mam) denerwuje się,
          krzyczę i tłumaczę- bez SKUTKU!!! Co robić aby pomóc dziecku i nie doprowadzic
          do takiego stanu jaki Ty przeżywałeś w dzieciństwie.
    • dino22 Moje zycie i niesmialosc... 15.10.05, 14:07
      Niestety, musze was zasmucic, nie ma lekarstwa na niesmialosc, a tym bardziej
      nie jest nim psycholog. Mialem ta sama sytuacje. W wieku gdzies 10, 11 lat
      bylem dostlownie chory gdy mialem isc do szkoly, a bron boze zeby isc na jakies
      zabawy szkolne. Wszyscy mieli mnie za dziwaka. Wspominalem o tym rodzicom, ale
      oni twierdzili ze musze chodzic, ze nie mam sie bac etc. Trawao to i trwalo a
      ze mna bylo coraz gorzej. W koncu doszlo do tego ze wrzeszczalem, plakalem, po
      prostu nie mozna bylo juz tego zniesc, a strach przed szkola mozna bylo
      porownac do wyprawy zolniezy na front na opewna smierc. Dodatkowo trapily mnie
      mysli co zonwu stanie sie w szkole, nie potrafilem sie tego wyzbyc. Oceny
      mialem coraz gorsze, mimo iz wczesniej uczylem sie dobrze. Inne dzieciaki
      widzac ze jestem inny zaczoly nasmiewac sie ze mnie i robic mi nazlosc.
      Pamietam ze rodzice nie wiedzieli co robic. Sam myslalem ze nikt mi nie pomoze,
      nie wiedzialem ze istanieje psycholog lub cos takiego. Rodzice twierdzili ze z
      tym trzeba sie samemu dac rady. W koncu ulegli i zaprowadzili mnie do
      psychologa, uswiadamiajac mnie ze jesli mnie tam ktos bedzie widzial to uznaja
      nas wszyscy za wariatow. Mieli pretensje, wyzucali mi caly czas ze ludzie beda
      na nas pokazywali palcem itp. Doprowadzilo to do tego ze stan moj byl wrecz
      krytyczny. Poxniej rodzice zauwazyli swoj blad i zmienili taktyke, szkoda ze
      dopiero po takim czasie... Jednoczesnie nie zaprzestali wytykania mi tego ze
      najgorsza zecza jest isc do psychologa... Pamietam ze psycholog robil co w jego
      mocy, niestety mialem glowe zaprzatnieta tylkoma myslami ze nawet nie
      potrafilem sie skupic na tym. Wizyty u psychologa nie pomagaly praktycznie
      wcale, pogodzilem sie z tym ze nikt mi nie pomoze i zastanawialem sie jak z tym
      skonczyc. Kiedys na wizycie przypadkowo wygadalem sie psychologowi i moich
      zamiarach i stwierdzil ze konieczna bedzie wyzyta u psychiatry, co moi rodzice
      uznali za najwieksze nieszczescie naszej rodziny. Obrady odbywaly sie
      praktycznie caly dzien. Zaprowadzili mnie tam, jakas "miala pani" stwierdziala
      ze nie obejdzie sie od bez szpitala... Poryczalem sie tam... Dzialy sie tam
      niesamowite zeczy nawet nie chce o tym myslec. Zaczeli mnie lyczyc
      lekiem "Anafranil" Powiedziala mi ze wkrotce wszystko sie zmieni. Nie
      uwierzylem jej jednak sama rozmowa z nia byla bardzo przekonywaujaca i
      potrafila mi znacznie wiecej wmowoc niz psycholog. Niestety nie poprawialo sie.
      Po jakims czasie zaczelo sie faktycznie wszystko zmieniac. Odbywalo sie to
      bardzo powoli. Duzym plusem bylo to ze czyulem sie bezpiecznie, napiecie i
      stres przed szkola stopniowo ustepowaly. Po jakims czasie zaczolem byc bardziej
      otwarty i jakiez to bylo niesamowite uczucie jak mogle swobodnie rozmawiac z
      rowiesnikami. Oczywiscie proces ten traf b. dlugo, ale sam fakt ze czulem sie
      bezpiecznie dodawal mi nadzieji. Poxniej bylo juz ok, chociaz nie bylo to do
      konca zlikwidowanie problemu, niemniej z mojego punktu widzenia bylo dobrze. Po
      dwoch latach chyba lekarz postanowil przerwac kuracje. Wszystko wrocilo...
      Potem po roku podjal jeszcze jedna probe po roku, znowu bylo to samo. Bralem
      ten "zloty srodek" przez 10 lat. W miedzyczasie podjolem 2 proby samobojcze, z
      ktorych jedna prawie sie udala. Nie wyeliminowalo to calkowicie mojej
      chorobliwej niesmialosci i strachu przed ludxmi. Zmienilo to jednak diametranie
      moj sposob myslenia, wyeliminowalo zbede mysli i pozowlilo normalnie
      funkcjonowac. Ponad rok temu przerwalem kurace trwajaca prawie 10 lat z wlasnej
      woli. Do dzis jestem niesmialy i wrazliwy, jednak teraz to juz calkiem inna
      bajka.
      Podsumowujac, bylem dobrym uczniem (srednia okolo 4,3), nie jestem wariatem, co
      udokumentowaly liczne badania. Przyczyna tego stanu wedlug lekarza nieznana.
      Dzisiaj jestem technikiem informatykiem z zawodu. Do dzis nie dowiedzialem sie
      dlaczego takie cos sie stalo. Mysle ze mialo na to wplyw wychowanie. Dlaczego
      to pisze? Nie po to zeby sie wyzalic... chce przestrzec was rodzicow przed
      popelnianiem tych samych bledow. Nie mam pretensji do moich rodzicow, bo oni
      starali sie jak mogli, nie wiem w czym tkwil blad. Bedac juz dorosly,
      dociekalem i czytalem wiele artykulow na ten temat. Co ciekawe nie tylko mnie
      cos takiego spotyka, ale wiele dzieciakow. Jestem wrazliwym czlowiekiem moze to
      jest powod, ale skad sie ta wrazliwosc wziela? Moim celem stalo sie pomaganie
      innym, nie wiem czemu, czuje radosc z fakty pomagania innym. Moze ma to sie
      niejak do tematu, ale zauwazylem pewnien zwiazek z tym o czym piszecie.
      Prosze nie lekcewazcie tego, jesli dziecko ma taki problem. Nie bojcie sie o
      tym otwarcie mowic. Mozna pomoc, wiem bo sam przez to przeszedlem. Im dluzej
      bedziecie zwlekac tym bedzie gorzej. Jesli bedziecie to lekcewarzyc i wyzucac
      dzieku ze to ono jest temu winne to mozecie je stracic. Wydaje mi sie ze
      dziecko nie jest winne, winne jest wychowanie i wplyw otoczenia. To jest tylko
      moja teoria, bo nawet lekarz nie znal na to odpowiedzi. Mylse ze to co
      napisalem da wam do myslenia. Patrze teraz na to z calkiem innej perspektywy.
      Jesli ja bede miec kiedys dziecko, bedzie miec wszystko czego zapragnie i nie
      bedzie ani jednego tematu w ktorym bym go/ja nie zrozumial. Jesli o mnie chodzi
      to jestem gotow oddac zycie za mojego przyszlego (jesli wogole bedze miec)
      dzieciaka. Pozdrawiam was serdecznie i nie krzywdzcie swoich dzieci
      obojetnoscia i wymowkami ze to ono jest wszystkiemu winne.
      • kasia.w Re: Moje zycie i niesmialosc... 19.10.05, 23:28
        a ja chciałam Was pocieszyć!!!! Mam 8-letnią córkę która wyrosła z wieeeeelkiej
        nieśmiałości...
        Zawsze bała się wszystkiego- nowych ludzi, wyjazdów w nieznane miejsca (dlatego
        przez pierwszych 5 lat jeżdziliśmy na wakacje w to samo miejsce),nawet jak
        zmieniliśmy samochód to musieliśmy ją długo namawiać żeby wsiadła do nowego a
        występy publiczne to była trauma- jeszcze rok temu!!!
        Początki przedszkola- straszne(DLA MNIE TEŻ)płacz rano, nic niejedzenie przez
        cały dzień, problem bo koleżanka którą sobie upatrzyła woli bawić się z
        inna...na szczęście trafiliśmy na świetne "ciocie" które pracowały nad Małą
        razem z nami- angażowały ją w przedstawienia, występy,pomogły zaprzyjażnić się
        z innymi.
        Pierwszą "poprawę" zauważyłam w wieku ok 6 lat- byliśmy na nartach i Mała
        odważyła się zaczepić pierwsza dziewczynkę - potem już było lepiej (nigdy
        wcześniej nie inicjowała znajomości- nawet takich w piaskownicy), problem
        nowych miejsc nie zniknął jeszcze całkowicie- nadal boi się że się zgubimy,
        albo np. nie zdążymy wsiąść do kolejki, ale rozmiar strachu się skurczył
        znacznie.
        Za to nieśmiałość i strach przed występami publicznymi zniknęła w zeszłym roku
        kiedy to poszła do 1 klasy (29 osób) i musiała odnależć się w takiej dużej i
        różnorodnej grupie- teraz jest obrażona jak Pani nie zaangażuje jej do występu
        a my byliśmy szczególnie dumni i szczęśliwi jak klasa wybrała ją na zastępce
        gospodarza klasy.

        Uwieżcie mi przemiana jaką przeszła moja córa jest niesamowita -wszyscy teraz
        jestesmy szczęśliwsi -czego i WAm i Waszymd
        dzieciaczkom życzę.
        Kasia
        • gochamasl Re: Moje zycie i niesmialosc... 20.10.05, 10:11
          w jaki sopsob pomagalas dziecku do tego dojsc? jak postepowalas przy objawach
          niesmialosci itp.
    • jola_ep Re: psycholog- lekarstwo na nieśmiałość 21.10.05, 13:10
      To ja opiszę moje dziecko smile
      Jako pięciolatka pasowałaby do opisu Twojego dziecka. Przez prawie dwa lata w
      przedszkolu nie potrafiła się zaadoptować, każde rozstanie ze mną było dla niej
      okropne. Nie było mowy o moich wieczornych wyjściach, bała się nie tylko nowych
      rzeczy, ale złodzieja w szafie, ducha pod łóżkiem itd. Był taki okres, gdy nie
      bała się sama wyjść do innego pokoju...
      Zmieniłam wtedy swoje podejście. Przestałam walczyć o jej usamodzielnienie.
      Wypisałam ją z przedszkola (urodził jej się brat i oboje pilnowała opiekunka).
      Byłam przy niej, dwałam jej dużo ciepła, nie zmuszałam i nie zachęcałam do
      samodzielności. Zaakceptowałam ją taka jaka jest smile
      Potem w zerówce Emilka odnalazła się bardzo dobrze. Choć nadal miałam
      przeryczane wieczory - bo np. na drugi dzień była wycieczka. Te wieczory stały
      się naszą tradycją wink Mieliśmy umowę, że wtedy jest czas na rozstrząsanie
      problemów, na żale, na niepokoje, a ja po prostu tuliłam zapłakane dziecko.
      Pewnie ktoś z boku byłby przerażony - jak można 6,7,8,9 - letnie dziecko
      usypiać leżąc z nim w łóżku. No cóż, skoro ona tego potrzebowała? Zwykle
      zasypiała sama, ale w trudnych chwilach zawsze mogła na mnie liczyć.
      W pierwszej klasie z ogromnym zaskoczeniem dowiedziałam się, że moja córa jako
      jedyna z całej klasy ośmieliła się na wycieczce spytać pewnego pana, co on
      robi smile Moje dziecko miało dwa oblicza - nieśmiałe i wrażliwe w domu i śmiałe
      na zewnątrz. Może tę siłę czerpała z domu? Dziwnym trafem jak przestałam
      usamodzielniać swoje dziecko, ono dokonało tego samo. Jakby ładowało w cieple
      domowym swoje akumulatorki wink

      Teraz córa ma 10 lat. Przeprowadziliśmy się do innego miasta, nowa szkoła, nowe
      koleżanki. Zniosła to nadpodziw dobrze. Ostatnio zapisałam ją na aikido.
      Owszem, na pierwsze zajęcia ciągnęłam ją siłą wink Ale za to już na drugich
      zgłosiła się do pokazów wink Przed całą grupą razem ze świeżo poznaną koleżanką
      prezentowała swoje umiejętności (ona akurat w przewracaniu się wink ). Toż na jej
      miejscu ja bym się chyba ze wstydu/nieśmiałości spaliła wink)

      Myślę, że w dużym stopniu jest to zasługa świetnych nauczycieli. W dobrej
      atmosferze moje dziecko rozwija skrzydła. Już kiedyś pisałam - nie miała
      takiego szczęścia na basenie i do dziś nie ma mowy o pływaniu uncertain (i dopytałam
      ją - nie chodzi o wodę, ale o to, że trenerzy są okropni...).

      Ale podstawą jest akcetacja i maksimum uczucia z naszej strony smile Nasze dziecko
      jest nieśmiałe? No coż i na spokojne osobowości jest miejsce w naszym świecie smile
      "Gdyby każdy miał po cztery jabłka
      gdyby wszyscy byli silni jak konie...

      wtedy nikt nie potrzebowałby nikogo" (cytat z pamięci)

      Pozdrawiam
      Jola
    • carlafehr Re: psycholog- lekarstwo na nieśmiałość 22.10.05, 09:09
      Zgadzam się z Jolą_ep: akceptacja dziecka takim, jakie jest i niezmuszanie do
      bycia kimś innym to podstawa. Nieśmiałóść wynika z jednaj strony z wrażliwości,
      z drugiej z braku wiary w siebie i własnych możliwości. Jeśli nie będziemy
      akceptować dziecka, tylko próbować je na siłę zmienić, ono nigdy nie zaakceptuje
      siebie. A jeśli samo nie zaakceptuje siebie, nie będzie wierzyło, że ktoś inny
      je zaakceptuje i w nowych sytuacjach będzie oczekiwało przykrości, więc sie
      będzie ich bało i kółko sie zamyka.
      Trzeba dać dziecku prawo do lęków i bycia nieśmiałym. Trzeba przy nim byc i znim
      rozmawiać. Metoda Joli b. mi sie podobała. Sama byłam nieśmiałym dzieckiem i
      niestety samemu sie z tego nie wyrasta, jestem również nieśmiałym dorosłym
    • senoj Re: psycholog- lekarstwo na nieśmiałość 22.10.05, 15:10
      Ja byłam ze swoim synkiem u psychologa z innym problemem. Psycholog polecił
      książkę Doris Brett - Bajki które leczą. Autorka (australijski psycholog) ma
      córeczkę, która była bardzo nieśmiała. Zaczęła opowiadać jej bajki o
      dziewczynce bardzo podobnej do Ani i zdarzeniami z dnia codziennego.
      s.
    • jogin26 Re: psycholog- lekarstwo na nieśmiałość 24.10.05, 11:14
      Witajcie kochani. Zajmuje sie technikami relaksacjii, medytacji, oraz
      energoterapia, nauczaniem Jogi, pozytywnego myslenia i radzenia sobie ze stresem.
      Nauki duchowe ktorych udzielam sa wspanialym sposobem rozwoju czlowieka na
      kazdym poziomie, fizycznym-umyslowym i duchowym. Szczegolnie dzieci bardzo lubia
      zajcia z energoterapii, ktore w duzej mierze pomagaja w takich sprawach jak
      opisywaliscie w postach.Prosze, dzwoncie o wiecej szczegolow.0-505-090-061 lub
      e-mail jogin26@gazeta.pl.Wojciech Czenszak Dyplomowany Nauczyciel Jogi i
      Energoterapeuta Reiki.
    • mama.mimi do chaza 25.10.05, 10:46
      A robiłaś córce badanie kału na robaki?
      Często to robaki powodują, że dziecko staje sie zalęknione, chowa się, boi się.
      Miałam ten problem z synkiem 5 lat, teraz jest lepiej.
      • chaza Re: do chaza 25.10.05, 15:33
        Badania na kał robiliśmy niedawno bo Ania ma alergię- astme i chcielismy
        wykluczyc czy przyczyną kaszlu nie będą robaki- badanie wyszło OK, cjoć nie
        robiłam go w renomowanym laboratorium....
        Powiem Wam, że zamartwiam się sytuacja rodzinną i Ani problemami
        emocjonalnymi...Jeszcze miesiąc temu problemu nie było- dziecko było zadowolone
        (choć zawsze nieśmiałe)i nie było takich "cyrków" jak dziś...A wszystko zaczęło
        sie od powrotu z wakacji we Włoszech (które spędziliśmy z Ania i jej młodszym
        braciszkiem Adasiem). Zaczęło sie od niechęci do przedszkola. Tu dodam, że jej
        debiut sprzed 1,5 roku był koszmarny- histeria, płacz, wymioty i totalna zmiana
        zachowania (nerwowość, płaczliwość, krzyki nawet w domu- po przedszkolu).
        Adaptacja trwała dośc długo- ok. 6 mies ale oczywiście taki stan jak opisuję
        trwał znacznie krócej- inaczej zabrałabym małą z przedszkola. no i po tych
        wspomnianych wakacjach wszystko jakby na nowo powróciło. Zaczęło sie od płaczu
        rano i bólu brzucha (powód- przedszkole), potem nastąpiła niechęć do babć,
        dziadków- ze wszystkimi płacze, tylko ja albo mąż możemy ja odbierac z
        przedszkola, z moją mamą (z którą była sama jeszcze w sierpniu na wakacjach)
        płacze, nie ma mowy aby została u niej sama (jak jest ze mną albo z tata u
        babci wszystko jest OK). W domu zachowuje sie normalnie, jest troche jakby
        ardfziej osowiała i zlękniona (np. płacze że tata długo z pracy nie wraca albo
        że sama nie pójdzie do swojego pokoju- jak zliża sie wieczór)....Byłam u pani
        psycholog- powiedziała, że wygląda to na trudności w rozstaniu z mamą...Boże
        ale tak nie bylo a jedyna recz która sie u niej w zyciu zmieniła to to że
        wróciła po przerwie do przedszkola....Bardzo sie tym martwię i nie wiem co
        robić- nic konkretnego Pani psycholog też mi niestety nie poradziła. Moja mama
        i mąż mnie uspokajają, żeby cierpliwie przeczekać i nie zmuszać jej do niczego-
        za wyjątkiem chodzenia do przedszkola! A tam opieka jest super- tylko 15
        dzieci, 2 panie, przedszkole prywatne, pełna troska o dzieci- na 90% tam nic
        złego sie nie stało!!!!!hodzi tylko o to, że ona w ogóle nie chce sie ze mna
        rozstawać!!!
        • mama.mimi Re: do chaza 26.10.05, 08:49
          A może to zazdrość o młodsze rodzeństwo? Może bardziej dbasz o młodszego
          potomka? Bez urazy. Daj sobie spokój z przedszkolem na jaiś czas i czekaj.

          A co do robaków, u mojego synka kilka razy badałam kał na robaki i nic nie
          wychodziło a ma, bo obserwuję objawy. Leczymy się u homeopaty na lamblie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka