Dodaj do ulubionych

byłem bity i wyszedłem na ludzi

29.08.06, 20:29
Nie jestem trollem, ale specjalnie założyłam nowe konto, żeby opisać moją
historię. Nie chcę pisać z mojego stałego konta.

Mój ojciec był bity przez swojego ojca. Czasem drewnianym kowadełkiem, czasem
kablem, czasem... co w rękę wpadło. Dziadek był alkoholikiem i pewnego dnia
wyszedł na piwo. Nie wrócił przez wiele lat. Umarł w domu starców po
sześćdziesiątce. Sam.

Mój ojciec twierdził zawsze, że "był bity i wyszedł na ludzi". Owszem,
skończył studia, owszem, miał dobrą pracę, ale...
Bił mojego starszego brata. Za wszystko. Czy się należało, czy nie. Za
papierosy, ale i za to, że zapomniał (ojciec zapomniał) kupić gazety. Nie raz
brat mój nie ćwiczył na wfie, bo nie mógł się rozebrać.
Mój brat, bardzo mądry facet, uciekał z domu, włamywał się do piwnic, kradł,
żeby mieć co jeść, wylądował w poprawczaku, w więzieniu, w końcu zniknął.
Ojciec pił coraz więcej.
Zazdrościł ludziom, którym udało się dojść do jakichś pieniędzy. Nosił
pozłacane bransolety i sygnety - niby że on też ma tyle kasy.
Zmienił pracę, niby na lepszą... Firma splajtowała po tym jak urząd skarbowy
dojrzał ich machloje (wykryli ich podwójną księgowość).
Później prace były coraz gorsze, bo pił coraz więcej.

Ja... mnie nie uderzył nigdy. Ale widziałam, jak bił mojego brata.
Wyśmiewał, rozkazywał, ignorował, upokarzał. Był tak złym ojcem, jak tylko
można sobie wyobrazić. Słowa, których nigdy nie zapomnę "ale ty masz grubą
dupę" - sam ważył wtedy ze 120 kilo.

Kłamał, żeby w swoich oczach być lepszym niż się wydaje.
Bił moją mamę.

Jak tylko dorosłam wyniosłam się z domu. Byle dalej.
Brat się znalazł. Przyjechał, jak poukładał sobie życie. Daleko.

Ojciec umarł dwa lata temu. Na marskość wątroby. Sam, w szpitalu.

Ani mój brat, ani ja nie bijemy naszych dzieci. I oboje równie alergicznie
reagujemy na słowa "byłem bity i wyrosłem na ludzi".

Wiem, co można powiedzieć. Ja nie jestem taki. Tymczasem nie ma granicy,
naprawdę.

Nie będę odpisywać ani tu, ani na mejle, nie zaloguję się więcej na to konto.
Ale chciałabym, żeby ktoś to przeczytał i zastanowił się, zanim powie, że
bijąc i upokarzając można wychować człowieka. Przyjrzyjcie się dziewczyny
ojcom swoich mężów. Tych którzy biją, bo tak trzeba.
Obserwuj wątek
    • jakfajnie Re: byłem bity i wyszedłem na ludzi 29.08.06, 20:54
      Tylko dobrym przykładem i mądrą miłością należy wychowywać dzieci. Siły
      fizycznej używają osoby słabe, mające problemy ze zrozumieniem samego siebie,
      nieumiejące rozmawiać - słuchać ze zrozumieniem i używać mądrych, odpowiednio
      dobranych argumentów.
      Tłumaczenie rodzica "uderzyłem/-am bo mnie dziecko zdenerwowało, bo puściły mi
      nerwy" jest przerzuceniem całej odpowiedzialności na dziecko. Innymi słowy to
      nie dziecięcy bokser jestem winny tylko dziecko, bo nie zjadło zupki, nie
      posprzątało zabawek, zagłośno się bawiło. Dwulatek powinien zrozumieć dorosłych
      ale dorośli nie muszą rozumieć dziecka, przykre to ale jakże często spotykane
      we współczesnych rodzinach.
      Nawiązując do tytułu wątku "byłem bity i wyszedłem na ludzi" napiszę tylko
      jedno - jeśli ktoś zaakceptuje chociaż odrobinę zła w swoim życiu i zacznie je
      określać "dobrem" zatraci na zawsze zdolność odróżniania dobra od zła i
      umiejętność świadomego wybory dobra.

      Pozdrawiam
      • guderianka Re: byłem bity i wyszedłem na ludzi 30.08.06, 12:42
        przykra historia sad

        ja tez pamietam że kilka razy dostałam w dziecinstwie. nie mam o to żalu bo
        wiem ze zasłużyłam ( a kilka razy nie)-nie wywarło to na mnie jakiegos
        znaczącego wpływu, moje dziecko tez nieraz dostawało klapy bo inaczej po prostu
        nie było rady. czy to moja słabość i bezradność? może-ale jestem tylko
        człowiekima dzieci wiadomo-bywają te aniołkowate i te diabełkowate

        zgadzam sie jednak że bicie to nie metoda, to nie sposób wychowania. bicie to
        krzywda, to przestępstwo. jeszcze raz współczuje
        • lola211 Re: byłem bity i wyszedłem na ludzi 30.08.06, 13:07
          A czym sie zasługuje na bicie? Bo mnie sie wydaje, ze naprawde nie ma ku temu
          powodow.
    • minerwamcg Re: byłem bity i wyszedłem na ludzi 30.08.06, 13:51
      Podstawowym problemem z ojcem nie było to, że Was tłukł, tylko że był
      alkoholikiem. Nie zamieniaj skutku z przyczyną.
      • triss_merigold6 Re: byłem bity i wyszedłem na ludzi 30.08.06, 14:27
        Tak na wszelki wypadek z góry bronisz Weasleya, ktory zapowiada, że będzie bił
        dzieci?
        • a_weasley Re: byłem bity i wyszedłem na ludzi 31.08.06, 15:32
          triss_merigold6 napisała:

          > Tak na wszelki wypadek z góry bronisz Weasleya, ktory zapowiada, że będzie bił
          > dzieci?

          Hę?!
          • triss_merigold6 Re: byłem bity i wyszedłem na ludzi 31.08.06, 16:37
            Zapowiadasz, że będziesz bił dzieci, traktował karcenie fizyczne jako normalną
            metodę - mam znaleźć na wychowaniu w wierze? Minerwa zgadza się z Twoimi
            poglądami na kwestie dyscypliny i w przytoczonej historii nie widzi problemu w
            biciu tylko w alkoholiźmie.
            • a_weasley Re: byłem bity i wyszedłem na ludzi 31.08.06, 16:44
              triss_merigold6 napisała:

              > Zapowiadasz, że będziesz bił dzieci, traktował karcenie fizyczne jako normalną
              > metodę - mam znaleźć na wychowaniu w wierze?

              Aby Ci oszczędzić fatygi, przypomnę, że na słowa PiesKuby:

              > Artur planuje bicie dzieci,

              odpowiedziałem:

              > Nie mówiłem, co planuję, nic Cię to nie obchodzi i nie o tym rozmawiamy.

              Do Ciebie też się ta odpowiedź stosuje.
              • triss_merigold6 Re: byłem bity i wyszedłem na ludzi 31.08.06, 16:46
                Czemu? Akceptujesz bicie, uznajesz za stosowną metodę w określonych (przez
                ciebie) przypadkach więc się nie wypieraj. Net jest pamiętliwy i wszystko
                zostaje, głeboko mnie brzydzą ludzie Twojego pokroju więc mam zamiar
                przypominać o Twoich poglądach na forach dziecięcych.
                • a_weasley Re: byłem bity i wyszedłem na ludzi 31.08.06, 17:13
                  triss_merigold6 napisała:

                  > Czemu? Akceptujesz bicie, uznajesz za stosowną metodę w określonych (przez
                  > ciebie) przypadkach więc się nie wypieraj.

                  Tego, co pisałaś, jakobym planował, wypieram się stanowczo. Albowiem
                  konsekwentnie unikałem zajęcia w tej sprawie jednoznacznego stanowiska. Z paru
                  przyczyn, a w ścisłej czołówce jest ta, że nie mam wyrobionego zdania.

                  > głeboko mnie brzydzą ludzie Twojego pokroju

                  Łamiesz mi serce!
      • badarka Re: byłem bity i wyszedłem na ludzi 30.08.06, 15:15
        minerwamcg napisała:
        > Podstawowym problemem z ojcem nie było to, że Was tłukł, tylko że był
        > alkoholikiem. Nie zamieniaj skutku z przyczyną.

        Nie zgadzam się. Nie każdy alkoholik bije dzieci.
        Bycie alkoholikiem i tłuczenie przez tego "ojca" to skutek tego, że sam był
        tłuczony.
      • brak.polskich.liter Re: byłem bity i wyszedłem na ludzi 30.08.06, 18:47
        minerwamcg napisała:

        > Podstawowym problemem z ojcem nie było to, że Was tłukł, tylko że był
        > alkoholikiem. Nie zamieniaj skutku z przyczyną.

        Nie kazdy alkoholik bije. Podobnie, jak nie kazdy bijacy to alkoholik.
        Podstawowym, jak piszesz, problemem byla przemoc. Bicie, wysmiewanie,
        upokarzanie, wyzwiska. Umknelo Ci?
        • vharia Re: byłem bity i wyszedłem na ludzi 30.08.06, 21:52
          Oczywiście, ze nie każdy. Jednak w pokoleniu naszych rodziców (dzisiejsi
          50-60latkowe, czyli pijący w realiach tzw. komuny) alkohol był głównym
          "wyzwalaczem" agresji i przemocy. Prawda jest taka, że pokolenie dzisiejszych
          młodych rodziców bardzo powszechnie dostawało w tyłek a osób, które nie dostały
          nigdy ja akurat nie znam. A jednak prawdziwy dramat rzadko dotyczył rodzin
          wolnych od alkoholu. I mimo, że nie można powiedzieć, ze tam sie nie zdarzał, to
          przytłaczająca wiekszość agresywnych "tatusiów" to byli tacy, co to pili i bili.
          Do tego wyzwiska, zaniedbania na poziomie materialnym o emocjonalnym nie ma co
          gadać.
          Nie ma sie co czarować: alkohol JEST w takich wypadkach podstawowym problemem,
          bo uniemożliwia kontrolowanie własnych emocji, "odruchów", analizę skutków
          własnego postępowania, dialog, itp. Do tego bijący alkoholik realnie zagraża
          zdrowiu i życiu swojej ofiary, bo nie jest zdolny do realnej oceny własnych
          czynów, jest to szczególny, potworny i najbardziej problemowy "rodzaj" bicia
          • triss_merigold6 Re: byłem bity i wyszedłem na ludzi 30.08.06, 22:49
            Yyy ja nie dostawałam w tyłek i moja siostra też nie. Mam 2 przyjaciółki, które
            nie były karcone fizycznie (nie dostawały klapsów ani innych typu ścierą przez
            łeb).
    • dagu75 Re: byłem bity i wyszedłem na ludzi 31.08.06, 09:42
      Z opowiadań rodziców wiem, że dwa razy dostałam niezłe lanie, bo raz uciekłam
      cioci ze sklepu, bo się nudziłam i wróciłam sama do domu a drugi raz za atak
      histerii w sklepie. Oba lania w domu. Nie pamiętam tego. Ja nie biję. Mam
      kilkoro tak - tylko kilkoro znajomych, którzy tak jak ja uważaja, że klapsy są
      złe, że to bezsilnośc. A reszta dopuszcza. Moja mama i teściowa choć to
      akceptują, to uważają mnie za dziwaka. Bo klaps nikomu nie zaszkodził.
      Dla mnie nie ma różnicy klaps a regularne bicie. Bo granica jest cieniutka a
      zaślepiony wściekłością rodzic może jej niezauważyć. Podziwiam cię historyjja,
      że wyrwaliście się z tego kręgu, bo łatwo wpaść w schemat wychowania.Zmiany
      zaczynają się od dołu, więc im więcej nas dziwaków będzie, tym większa szansa
      na ograniczanie przemocy.
    • gopio1 Re: byłem bity i wyszedłem na ludzi 31.08.06, 10:26
      Znam ludzi ktorzy mowia:
      Bylem bity i wyszedlem na ludzi.

      A ja wtedy stawiam pytanie:
      Skoro byles bity i mimo to wyszedles na ludzi, to pomysl, gdzie bys zaszedl gdybys tej przemocy nie
      zaznał.
      • a_weasley Co by było, gdyby... 31.08.06, 15:46
        gopio1 napisała:

        > Znam ludzi ktorzy mowia:
        > Bylem bity i wyszedlem na ludzi.
        > A ja wtedy stawiam pytanie:
        > Skoro byles bity i mimo to wyszedles na ludzi, to pomysl, gdzie bys zaszedl
        > gdybys tej przemocy nie zaznał.

        Bardzo dobre pytanie. Na które odpowiedzi nie znasz ani Ty, ani Twój rozmówca.
        Może by było lepiej. Może by było gorzej. Może by było tak samo. Kto to może
        wiedzieć?
    • a_weasley Granica 31.08.06, 15:41
      historyjja napisała:

      > Nie jestem trollem, ale specjalnie założyłam nowe konto, żeby opisać moją
      > historię. Nie chcę pisać z mojego stałego konta.
      [ciach opowiedź o złym dzieciństwie, w którym bicie było "tylko" jednym z
      urozmaiceń, jakich nie życzę wrogowi]
      > Ani mój brat, ani ja nie bijemy naszych dzieci. I oboje równie alergicznie
      > reagujemy na słowa "byłem bity i wyrosłem na ludzi".
      > Wiem, co można powiedzieć. Ja nie jestem taki. Tymczasem nie ma granicy,
      > naprawdę.

      Inaczej: nie ma ostrej granicy. Ale trudno wrzucić do jednego worka Twojego ojca
      i np. moich rodziców, którzy bijali mnie pewnie raz na parę miesięcy, ostatni
      raz jak miałem 13 lat i kilka dni, zawsze za konkretne rzeczywiste przewinienie
      i zawsze trzeźwi (bo w ogóle pili śladowo). Tak samo, jak bijano ich.
      Równie dobrze moglibyście alergicznie reagować na stwierdzenie "wódka też dla
      ludzi" czy tym bardziej na różne pijackie koncepty. Wcale bym się nie zdziwił.
      Powiem więcej, zdziwiłbym się raczej, gdyby było inaczej. Tu też nie ma ostrej
      granicy, co nie znaczy, że albo abstynencja, albo takie piekło jak opisujesz.
      • marta.kunc Re: Granica 31.08.06, 16:59
        ten ostatni raz to chyba cie po glowie facet bili, czego skutki mozemy
        podziwiac do dzis.kim ty jestes, zeby decydowac gdzie ta granica przebiega?????
        dla slabszego - a slabszym jest dziecko - granica zawsze bedzie przebiegac
        gdzie indziej niz dla ciebie, nie uwazasz??? kiedy wreszcie ty i osoby twojego
        pokroju zrozumieja, ze przemoc jest czyms PO PROSTU ZLYM. i, ze nie wystarczy
        potem isc do kosciolka i poprosic bozie o przebaczenie.
        • a_weasley Re: Granica 31.08.06, 17:08
          marta.kunc napisała:

          > kim ty jestes, zeby decydowac gdzie ta granica przebiega?????

          A czy ja o czymś decyduję?
          Ja tylko twierdzę, że ona jest. I że nie można wrzucać do jednego worka ludzi
          stosujących kary fizyczne z ludźmi tłukącymi dziecko kiedy popadnie, czym
          popadnie i gdzie popadnie. A także - że te dwa stany wywierają rażąco odmienny
          wpływ na rozwój danego dziecka.

          > kiedy wreszcie ty i osoby twojego
          > pokroju zrozumieja, ze przemoc jest czyms PO PROSTU ZLYM.

          Tylko przemoc fizyczna?
          Czy agresja słowna też? Wszak potępia się też poniżające odezwania. Gdzie jest
          granica między dopuszczalną i niedopuszczalną formą okazania dziecku dezaprobaty
          dla jego poczynań? Też nie znajdziesz ostrej granicy (podobnie jak między
          dorosłymi nie ma ostrej granicy między odezwaniem kulturalnym i niekulturalnym),
          też dziecko, zwłaszcza wrażliwe, może takie czy inne odezwania odebrać ostrzej
          niż by to odebrał dorosły. Co nie zmienia faktu, że są odezwania, które każdy
          poza zwolennikami wychowania bezstresowego by uznał za dopuszczalne, i są takie,
          które wzbudziłyby powszechne oburzenie (moje również).

          > potem isc do kosciolka i poprosic bozie o przebaczenie.

          A tak konkretnie to o co Ci chodzi?
          • marta.kunc Re: Granica 31.08.06, 17:19
            a_weasley napisał:

            > marta.kunc napisała:
            >
            > > kim ty jestes, zeby decydowac gdzie ta granica przebiega?????
            >
            > A czy ja o czymś decyduję?

            No jesli decydujesz sie na uzycie przemocy( jakiejkolwiek) to chyba decydujesz
            nieprawdaz????? ty sie decydujesz poki co chyba teoretycznie.

            > Ja tylko twierdzę, że ona jest. I że nie można wrzucać do jednego worka ludzi
            > stosujących kary fizyczne z ludźmi tłukącymi dziecko kiedy popadnie, czym
            > popadnie i gdzie popadnie. A także - że te dwa stany wywierają rażąco odmienny
            > wpływ na rozwój danego dziecka.

            Kra fizyczna to tez przemoc - jesli uwazasz inaczej to wlasnie wytyczasz
            granice moj drogismile
            >
            > > kiedy wreszcie ty i osoby twojego
            > > pokroju zrozumieja, ze przemoc jest czyms PO PROSTU ZLYM.
            >
            > Tylko przemoc fizyczna?

            KAZDA

            > Czy agresja słowna też? Wszak potępia się też poniżające odezwania. Gdzie jest
            > granica między dopuszczalną i niedopuszczalną formą okazania dziecku
            dezaprobat
            > y
            > dla jego poczynań? Też nie znajdziesz ostrej granicy (podobnie jak między
            > dorosłymi nie ma ostrej granicy między odezwaniem kulturalnym i
            niekulturalnym)
            > ,
            > też dziecko, zwłaszcza wrażliwe, może takie czy inne odezwania odebrać ostrzej
            > niż by to odebrał dorosły. Co nie zmienia faktu, że są odezwania, które każdy
            > poza zwolennikami wychowania bezstresowego by uznał za dopuszczalne, i są
            takie
            > ,
            > które wzbudziłyby powszechne oburzenie (moje również).

            na rodzicu spoczywa obowiazek tlumaczenia dziecku swiata.tlumaczeniu,
            tlumaczeniu, tlumaczeniu.az zrozumie.a predzej czy pozniej zrozumie.

            >
            > > potem isc do kosciolka i poprosic bozie o przebaczenie.
            >
            > A tak konkretnie to o co Ci chodzi?

            a o to, ze jakze czesto osoby okreslajace sie jako praworzadni chrzescijanie
            uzywaja przemocy fizycznej w procesie 'wychowywania' swoich dzieci. a gdzie w
            glownym przeslaniu chrzescijanstwa jakim jest milosc i milosierdzie jest twoim
            zdaniem miejsce na przemoc????????
            • a_weasley Re: Granica 31.08.06, 17:29
              marta.kunc napisała:

              > Kra fizyczna to tez przemoc - jesli uwazasz inaczej to wlasnie wytyczasz
              > granice moj drogismile

              Ależ oczywiście, że jest to forma przemocy. Ale czy ja kiedyś głosiłem ahinsę?

              > na rodzicu spoczywa obowiazek tlumaczenia dziecku swiata.tlumaczeniu,
              > tlumaczeniu, tlumaczeniu.az zrozumie.a predzej czy pozniej zrozumie.

              Jeżeli dziecko drze się na cały sklep, nie mówiac o kościele, wolałbym, żeby
              rodzice je z niego zabrali. Choć może się to wiązać z przemocą. A potem niech mu
              tłumaczą do chrypki.

              > gdzie w glownym przeslaniu chrzescijanstwa jakim jest milosc i
              > milosierdzie jest twoim zdaniem miejsce na przemoc????????

              W sprawach wychowywania dzieci w ogóle, a kar fizycznych w szczególności w
              Biblii niejedno można znaleźć, ale raczej nie nakaz bezwarunkowego wyrzeczenia
              się takowych. Toteż na chrześcijaństwo lepiej się nie powołuj.
              • triss_merigold6 Re: Granica 31.08.06, 17:33
                W Biblii w ogole można znaleźć cytaty na każdą okazję i usprawiedliwienie
                dowolnego czynu. BTW, trochę to nieaktualna lektura z punktu widzenia rozwoju
                psychologii dziecięcej jako nauki.
                • a_weasley Re: Granica 31.08.06, 17:40
                  triss_merigold6 napisała i tym razem wyjątkowo w znacznym stopniu się z nią
                  zgadzam:

                  > W Biblii w ogole można znaleźć cytaty na każdą okazję

                  Owszem.

                  > i usprawiedliwienie dowolnego czynu.

                  Dowolnego - to trochę przesada (na przykład praktyk homoseksualnych i zdrady
                  małżeńskiej ni choinki się Biblią usprawiedliwić nie da), ale bardzo wiele tez
                  można nią podeprzeć.
                  Im słabiej się ją zna, tym więcej (np. niektórzy próbują nią uzasadniać wojujący
                  wegetarianizm).

                  > BTW, trochę to nieaktualna lektura z punktu widzenia rozwoju
                  > psychologii dziecięcej jako nauki.

                  Toteż ja się wcale na nią nie powołuję. Jedynie sugerowałem przedmówczyni, że
                  chwyciła się argumentacji dość obosiecznej.
              • marta.kunc Re: Granica 31.08.06, 17:34
                a_weasley napisał:
                > W sprawach wychowywania dzieci w ogóle, a kar fizycznych w szczególności w
                > Biblii niejedno można znaleźć, ale raczej nie nakaz bezwarunkowego wyrzeczenia
                > się takowych. Toteż na chrześcijaństwo lepiej się nie powołuj.
                >
                jakos bardziej do mnie przemawiaja slowa Bog jest miloscia, lub Milujcie sie
                nawzajem. to jest dla mnie glowne przeslanie chrzescijanstwa. co do biblii -
                jakos mnie specjalnie nie wzrusza ksiazeczka stworzona przez cesarza rzymskiego
                ktory ewangelie dobieral wg wlasnego widzimisie - coby mu jak najlepiej do
                rzadow pasowaly.
                • marta.kunc Re: Granica 31.08.06, 17:36
                  marta.kunc napisała:

                  > a_weasley napisał:
                  > > W sprawach wychowywania dzieci w ogóle, a kar fizycznych w szczególności
                  > w
                  > > Biblii niejedno można znaleźć, ale raczej nie nakaz bezwarunkowego wyrzec
                  > zenia
                  > > się takowych. Toteż na chrześcijaństwo lepiej się nie powołuj.
                  > >
                  > jakos bardziej do mnie przemawiaja slowa Bog jest miloscia, lub Milujcie sie
                  > nawzajem. to jest dla mnie glowne przeslanie chrzescijanstwa. co do biblii -
                  > jakos mnie specjalnie nie wzrusza ksiazeczka stworzona przez cesarza
                  rzymskiego
                  >
                  > ktory ewangelie dobieral wg wlasnego widzimisie - coby mu jak najlepiej do
                  > rzadow pasowaly.
                  >
                  >
                  MAM NA MYSLI NOWY TESTAMENT OF COURSE
                • a_weasley Zdecyduj się 31.08.06, 17:47
                  marta.kunc, kiedy ośmieliłem się w rozmowie o chrześcijaństwie odwołać się do
                  Biblii, napisała:

                  > jakos bardziej do mnie przemawiaja slowa Bog jest miloscia, lub Milujcie sie
                  > nawzajem. to jest dla mnie glowne przeslanie chrzescijanstwa.

                  Zdecydujmy się, o czym mówimy.
                  Czy o chrześcijaństwie jako o religii, czy też o systemie wartości inspirowanym
                  m.in. hasłami z tą religią związanymi, który sobie stworzyłaś i który z sobie
                  wiadomych powodów nazywasz chrześcijaństwem.
                  Jeżeli bowiem Nowy Testament jest dla Ciebie "książeczką, która mało wzrusza,
                  stworzoną przez rzymskiego cesarza", to na jakiej podstawie rozważać, co jest
                  albo nie jest chrześcijańskie?
                  O czym my tu w ogóle rozmawiamy? Na pewno nie o chrześcijaństwie. Dla
                  chrześcijan bowiem podstawą jest Słowo Boże w owej "książeczce" zawarte.
                  • marta.kunc Re: Zdecyduj się 31.08.06, 17:54
                    a_weasley napisał:

                    > marta.kunc, kiedy ośmieliłem się w rozmowie o chrześcijaństwie odwołać się do
                    > Biblii, napisała:
                    >
                    > > jakos bardziej do mnie przemawiaja slowa Bog jest miloscia, lub Milujcie
                    > sie
                    > > nawzajem. to jest dla mnie glowne przeslanie chrzescijanstwa.
                    >
                    > Zdecydujmy się, o czym mówimy.
                    > Czy o chrześcijaństwie jako o religii

                    dobrze, wobec tego poprosze o podanie mi istoty chrzescijanstwa, bo mnie zawsze
                    uczono ze jest nia milosc.

                    , czy też o systemie wartości inspirowanym
                    > m.in. hasłami z tą religią związanymi, który sobie stworzyłaś i który z sobie
                    > wiadomych powodów nazywasz chrześcijaństwem.
                    > Jeżeli bowiem Nowy Testament jest dla Ciebie "książeczką, która mało wzrusza,
                    > stworzoną przez rzymskiego cesarza",

                    to jest fakt, a z faktami sie nie dyskutuje.

                    to na jakiej podstawie rozważać, co jest
                    > albo nie jest chrześcijańskie?
                    > O czym my tu w ogóle rozmawiamy? Na pewno nie o chrześcijaństwie. Dla
                    > chrześcijan bowiem podstawą jest Słowo Boże w owej "książeczce" zawarte.
                    • a_weasley Oftop: Chrześcijaństwo bez Biblii? 31.08.06, 18:08
                      marta.kunc napisała:

                      > dobrze, wobec tego poprosze o podanie mi istoty chrzescijanstwa, bo
                      > mnie zawsze uczono ze jest nia milosc.

                      Po pierwsze: ani tu miejsce, ani czas na misje. Jeżeli istotnie masz życzenie o
                      tym porozmawiać, zapraszam na priv.
                      Po wtóre: jeżeli dla Ciebie to, że Nowy Testament jest

                      > > "książeczką, która mało wzrusza,
                      > > stworzoną przez rzymskiego cesarza",

                      stanowi

                      > fakt, a z faktami sie nie dyskutuje.

                      to mamy problem. Albowiem trudno rozmawiać o istocie religii - a już aktem,
                      mówiąc eufemistycznie, niebywałej odwagi jest stanowcze wypowiadanie się na ten
                      temat - w oderwaniu od jej księgi, którą jej wyznawcy uznają za źródło
                      Objawienia (choć różnie je interpretują, inaczej nie mielibyśmy tylu wyznań).
                      Bez Biblii może być mowa o systemie etycznym inspirowanym (zapewne: między
                      innymi) chrześcijaństwem. Ale nie o chrześcijaństwie.
      • swinka-morska Re: Granica 31.08.06, 17:18
        > moich rodziców, którzy bijali mnie pewnie raz na parę miesięcy, ostatni
        > raz jak miałem 13 lat i kilka dni


        nooo, to musiałeś nieźle oberwać jeśli się data tak w pamięci wyryła
        • a_weasley Re: Granica 31.08.06, 17:25
          swinka-morska napisała:

          > nooo, to musiałeś nieźle oberwać, jeśli się data tak w pamięci wyryła

          A nawet niespecjalnie.
          To było akurat w przeddzień Dnia Matki - to raz. Jestem w stanie podać daty
          bardzo wielu równie odległych w czasie zdarzeń nie mających w sobie nic
          bulwersującego, po prostu mam bardzo dobrą pamięć do dat - to dwa.
      • chiara76 Re: Granica 31.08.06, 19:57
        a_weasley napisał:

        >
        > Inaczej: nie ma ostrej granicy. Ale trudno wrzucić do jednego worka Twojego
        ojc
        > a
        > i np. moich rodziców, którzy bijali mnie pewnie raz na parę miesięcy, ostatni
        > raz jak miałem 13 lat i kilka dni, zawsze za konkretne rzeczywiste
        przewinienie
        > i zawsze trzeźwi (bo w ogóle pili śladowo).


        sądząc po twojej agresji słownej, niestety skutki owego bicia widać do dzisiaj.
        Oczywiście, ty tego nie będziesz widział, jak każda osoba, wobec której
        zastowsowano przemoc czy to fizyczną, czy psychiczną. Wszak syndrom
        sztokholmski chociażby nie ukuł się sam. Ofiara musi jakoś się bronić.
        To strasznie smutne, co napisałeś, że rodzice cię bili i bardzo, bardzo ,
        bardzo mi cię żal. Jesteś biednym , skrzywdzonym człowiekiem. Wyrazy
        współczucia.
        • a_weasley Jaśniej, proszę! 31.08.06, 21:50
          chiara76 napisała:

          > sądząc po twojej agresji słownej,

          Hm.
          Agresja słowna. W tej dyskusji, jak rozumiem.
          Masz na myśli słowa (czy aby moje?)

          > głeboko mnie brzydzą ludzie Twojego pokroju

          czy coś innego? A jeżeli, to co? Tylko proszę konkretnie.

          > Jesteś biednym , skrzywdzonym człowiekiem. Wyrazy współczucia.

          Daruj sobie.
          Za psychoterapię też dziękuję. Proponuję w dyskusji zajmować się poglądami
          adwersarzy, a nie ich stanami psychicznymi. Oczywiście wmawianie w przedmówcę
          choroby absolutnie nie jest formą agresji słownej...
          • chiara76 Re: Jaśniej, proszę! 31.08.06, 21:57
            fuj, dlaczego wstawiłeś w moją wypowiedź nie moje słowa? To bardzo brzydko.
            To o tym, że głęboko brzydzą kogoś osoby twojego pokroju, to nie ja napisałam,.
            Wstawienie tegoz świadczy albo o głupocie albo o złosliwości *Ale wybaczam, jak
            ktoś dostaje lanie do trzynastego roku życia, to wiele mu można wybaczyć.

            *niepotrzebne skreślić.
            • a_weasley Gdzie te konkrety? 31.08.06, 22:04
              chiara76 napisała:

              > fuj, dlaczego wstawiłeś w moją wypowiedź nie moje słowa? To bardzo brzydko.
              > To o tym, że głęboko brzydzą kogoś osoby twojego pokroju, to nie ja napisałam,.

              A czy ja mówię, że to Ty? Wspomniałem tylko, że to był przejaw agresji słownej w
              tej rozmowie.
              Zapewne z mojej strony, bo to mnie zarzucasz agresję słowną.
              Doczekam się wreszcie na jakieś konkrety?

              > Wstawienie tegoz świadczy albo o głupocie albo o złosliwości

              Ten przejaw agresji słownej to też nie Twojego autorstwa? Oj, łatwo uczyć innych...
              • paszczakowna1 do A. Weasley 01.09.06, 11:25
                A. Weasley, w kwestii formalno-logicznej - a) fakt ze ktos inny stosuje wobec
                Ciebie agresje slowna, nie oznacza ze Ty jej nie stosujesz [nie wypowiadam sie
                czy ktos w tym watku stosuje czy nie, ale 'A jest psem' nie oznacza ze 'B nie
                jest psem']; b) w ogolnosci, fakt ze osoby nie bite w dziecinstwie sa agresywne,
                nie oznacza, ze bicie nie wywoluje agresji (jako ze agresja moze miec rozne zrodla).

                Ad meritum - gdy bylam dzieckiem, w mojej rodzinie dopuszczalo sie klapsy
                (rzadko - ja pamietam moze 5-6 przypadkow, i w formie bardzo ograniczonej -
                jeden, dwa klapsy, zeby nie bylo nieporozumien). I ja mam z tym zwiazane zle
                wspomnienia - dla mnie się to zawsze wiazalo ze strachem i napieciem nerwowym
                zupelnie nieproporcjonalnym do obiektywnej sytuacji (bol byl zaden). Rozumiem,
                ze ktos moze dac dziecku klapsa np. w sytuacji zagrozenia zycia (wtedy jest to
                nie kara, ale forma komunikacji niewerbalnej), ale robienie z tego 'metody
                wychowawczej' to dla mnie nieporozumienie. Jednemu dziecku nie zaszkodzi (jak
                byc moze Tobie), inne bedzie to odbieralo jako krzywde.

                BTW, czy Ty aby nie jestes Arthur Weasley od fanfikow potterowskich? Jesli tak,
                pozdrawiam. (Jesli nie, reszty nie czytaj.) Masz bardzo ciekawe podejscie w
                swoich, podobaly mi sie. Czy forum Mirriel to dziala jeszcze, a jesli tak, to
                pod jakim adresem?
                • a_weasley Re: do A. Weasley 01.09.06, 12:16
                  paszczakowna1 napisała:

                  > A. Weasley, w kwestii formalno-logicznej - a) fakt ze ktos inny stosuje wobec
                  > Ciebie agresje slowna, nie oznacza ze Ty jej nie stosujesz [nie wypowiadam sie
                  > czy ktos w tym watku stosuje czy nie, ale 'A jest psem' nie oznacza ze 'B nie
                  > jest psem'];

                  Ależ oczywiście. Niemniej uznałem za stosowne podkreślić, że czuję się tu raczej
                  ofiarą agresji słownej, i to ze strony osób nie bitych w dzieciństwie.

                  b) w ogolnosci, fakt ze osoby nie bite w dziecinstwie sa agresywne
                  > ,
                  > nie oznacza, ze bicie nie wywoluje agresji (jako ze agresja moze miec rozne zro
                  > dla).

                  No i o to mi chodziło. Że nie jest ani tak, że osoba bijana w dzieciństwie
                  będzie koniecznie agresywna, ani tak, że osoba bijana w dzieciństwie na pewno
                  agresywna nie będzie.

                  > BTW, czy Ty aby nie jestes Arthur Weasley od fanfikow potterowskich?

                  Owszem, to ja. Powiem więcej, Minerwamcg to jest Minerwa od tychże.

                  > Czy forum Mirriel to dziala jeszcze, a jesli tak, to pod jakim adresem?

                  mirriel.ota.pl/forum/index.php?sid=ef9b5ff6eb654e7d04e68139d0454faf
                  • paszczakowna1 Re: do A. Weasley 01.09.06, 14:25
                    > mirriel.ota.pl/forum/index.php?sid=ef9b5ff6eb654e7d04e68139d0454faf

                    Dzieki, tym razem zrobie zakladke.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka