fugitive
15.10.06, 11:03
mój mąż bardzo kocha dzieci, ale nie potrafi się nimi zajmować. Wszystkie
obowiązki dotyczące dzieci ciążą na mnie, ale ja nie pracuję, dzieci 6 h
dziennie spędzają w przedszkolu, więc nie o to chodzi że jestem tym
przeciążona, absolutnie nie. Codziennie zaprowadzam i odbieram je z
przedszkola, potem idę na ok 2 h spacer, po powrocie szykuję im jakieś
jedzenie i towarzysze im przy stole w czasie posiłku, bawię się z nimi, to ja
odpowiadam na setki pytań, wsadzam je do kąpieli, czytam bajki na dobranoc, to
do mnie przybiegają jak chcą pić, siku czy pomóc w przebraniu lalki. Mój mąż
przychodzi z pracy, siada do kompa, albo ogląda coś w tv,czy robi coś innego.
Obowiązków domowych nie ma, ale niczego od niego nie wymagam, ja mam
wystarczająco dużo czasu by się wszyskim zając gdy dzieci są w przedszkolu.
Tak więc popołudnia obydwoje mamy wolne. Tyle, że on nie poświęca dzieciom
nawet kwadransu w ciągu dnia. Jak już napisałam z rzeczy związanych z obsługą
dzieci nie robi nic, a bawić się nie potrafi i myślę ze nie chce. Tak na
marginesie ja też nie lubię takich typowych zabaw z dziećmi typu bawimy się
lalkami czy samochodzikami, wolę chodzenie na spacery czy np wspólne
gotowanie, ale do zabaw też się zmuszam, bo wiem,że dzieci muszą czuć że mają
rodziców. Na codzienne spacery czasem dołącza do nas po pracy, ale też tego
widać nie lubi, bo po kwadrasie góra pól godzinie namawia nas na powrót do
domu, bo już tego biegania wystarczy , więc wole już jak do nas na spacer nie
dołącza, bo wtedy dzieciaki mogą się przynajmniej wybiegać i nikt ich nie
pogania. Na ogół towarzyszy nam w sobotnich i nedzielnych spacerach i w
rodzinnych wycieczkach i to jest jedynie czas kiedy dzieci mają z nim kontakt.
Na codzień tego kontaktu nie mają. Chyba że uznać za wystarczajacy kontakt
wzrokowy, no bo przecież mąż jest na ogól całe popołudnia w domu. Ja uważam,
że to mało. Kiedyś rozmawiałam z nim na ten temat i poprosiłam, żeby poświęcał
im choć 15 minut dziennie, bo tego kontaktu nie da się nadrobić, obiecał, że
się poprawi, rzeczywiście zaczął poświęcać swój czas... ale tylko córce ...i
tylko przez dwa dni, potem wszstko wróciło do normy. Co o tym myślicie, jak to
wygląda u was, macie dla mnie jakieś rady?