Dodaj do ulubionych

Wychowanie

IP: *.* 03.04.01, 12:09
Mam pytanie do pedagogów i psychologów (ale nie wyłącznie) odwiedzających te strony, czy ktoś mógłby mi polecić jakąś książkę o historii wychowania. Ostatnio fascynuje mnie ten temat, a zwłaszcza jak kształtowały się modele wychowania na przestrzeni lat. Przeczytałam gdześ, że efektem wychowywania dzieci w tzw. pruskim drylu było dojście Hitlera do władzy i wszystko dalej. Zainteresowało mnie to, i zastanawiam się nad takim problemem. Pokolenie osób w tej chwili 30-, 40-letnich generalnie chyba było wychowywane wg modelu dość sztywnego, wiecie, butla o określonej godzinie, niech sobie płacze, bo ćwiczy płuca, itd. Czyli to chyba chodzi o nas, oczywiście nie mówię o wyjątkach, tylko o generalnej zasadzie, więc się nie obrażajcie. Jakie przez to jesteśmy, z czym przychodzimy do naszych dzieci, jak to, czego doświadczyłyśmy w niemowlęctwie wpłynie na kontakty z naszymi dziećmi i sposób ich wychowania. Wydaje mi się że zmiana w podejściu do dzieci dotyczy głównie postępowania z niemowlętami.My teraz w stosunku do najmłodszych mamy postawę "miękką". Czy można coś przewidywać jakie przez to będą nasze dzieci? Mówicie, że tak się powinno postępować, a przecież nasze matki nas kochały, choć może nie karmiły piersią tak często jak teraz, i pozwalały swoim maluchom wrzeszczeć w łóżeczku, czujecie się przez to jakoś upośledzone? Czy przez to że dawałam synkowi, będącemu niemowlęciem odczuć swoją złość, nie wyrośnie na mordercę? Czy przez to, że śpi i zasypia sam w łóżeczku nie czyni pustoszących zmian w jego psychice? Czy to, że zostaje z opiekunką podczas gdy jestem w pracy nie pogorszy jego stanu? A to że się sam odstawił od piersi - za wcześnie, wg. pani doradcy laktacyjnej z ubiegłorocznego numeru "Dziecka", to gdzie popełniłam błąd? Możecie się śmiać ale ja doszłam do takich wniosków po lekturze niektórych czasopism, zgroza mnie ogarnia, bo okazuje się że dużo rzeczy robiłam NIE TAK. I teraz drżę o losy mojego synka. Za dużo chyba napisałam, chyba nikt nie będzie chciał tego czytać, moich mętnych wynurzeń.\nPozdrowienia, na wszelki wypadek.
Obserwuj wątek
    • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 03.04.01, 12:56
      Najprosciej bedzie jesli wybierzesz sie do biblioteki pedagogicznej a tam w katalogu pod haslem :historia wychowania \nznajdziesz sporo propozycji.Duzo tego jest. \nZycze przyjemnego czytania. \nPodobaly mi sie zajecia z HW.\n\npozdrawiam\n\nAnka
    • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 03.04.01, 12:57
      przeczytałam i również z zaciekawieniem czekam na odpowiedż.
    • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 03.04.01, 13:01
      Zechce, i to jak! Ja również często o tym wszystkim myślę. Ostatnio zapędziłam się na forum, gdzie poruszany był temat karanie dzieci. Kochana, jakie tam rzeczy ludzie wypisują! Postów było chyba ze 150, takie miał wzięcie (czy Ciebie tam, Reszka, nie było?). Jedni twierdzą, że obecny bandytyzm to właśnie efekt miękkiego wychowania (trudno powiedzieć, kiedy rozpoczął się trend miękki, stąd możliwość nadinterpretacji i manipulacji). Inni (zwłaszcza inne), że jest wręcz przeciwnie.\nDużo się naczytałam artykułów o wychowaniu dzieci i jestem lekko przerażona> W każdej, każdziuteńkiej sytuacji "z dzieckiem" można się zachować na tysiące sposobów. Niektóre z tych sposobów wyglądają z pozoru w porządku, ale nie ! Okazuje się (wg autorów artykułów), że trzeba się zachować w jeden określony sposób i tylko to gwarantuje właściwy rozwój dziecka i efekty wychowawcze, o jakie nam chodzi. Piszę to bardzo uogólniając, ale chyba łapiesz o co mi chodzi? Nie zawsze mam taką intuicję, aby od razu wiedzieć, co jest właściwe. Boję się, że przez swoje niewłaściwe reakcje żle pokieruję swoim dzieckiem. Ono ma dopiero 11 miesięcy, tak naprawdę wszystko się dopiero zaczyna. Pewnie przesadzam, ale trochę się już gubię w tych mądrościach.\nA może z psychologią jest tak, jak z ekonomią? Prawa ekonomii nie podlegają falsyfikacji, tzn każdy teoretyk może głosić swoją teorię i to nie znaczy, że ta druga jest fałszywa. Jedna drugiej nie obala, potocznie mówiąc. Może tak samo jest z wychowaniem? Reszka, co sądzisz?
    • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 03.04.01, 14:37
      halo tu basia, pierwszy raz, ja znalazlam taka ksiazke o wychowaniu, ktora jest super. Polecam wszystkim rodzicom. ksiazka jest "cool".\nJudith Rich Harris "Geny czy wychowanie" wyd. j.santorski\nWysmienita lektura. Jeszcze raz polecam.\nkoncze - synek placze
    • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 25.04.01, 14:04
      Zabierając głos w różnych sprawach na forum edziecka zawsze pisałam, że trzeba dużo czytać i doskonalić swoją wiedzę jako rodzic. Oczywiście zachować pewien dystsans do tego co się czyta, a tyczy się to szczególnie wypowiedzi różnych psychologów, pedagogów, etc. Znaleźć złoty środek, wypośrodkować wszystko co wiemy, podjąć właściwą decyzję w wielu problemych z jakimi się w życiu borykamy (nie tylko wychowawczymi)jest naprawdę sztuką. Podoba mi się w gazetach kiedy na dany temat zaprezentowane są dwie wypowiedzi. Można zapoznać się z dwiema różnymi, często skrajnymi opiniami dwóch "specjalistów" w danej dziedzinie. Takie właśnie przedstawienie sprawy pokazuje nam jak różne są opinie wśród "znawców tematu" - bo przecież oni-to też ludzie z własnym światopoglądem, taką czy inną wiedzą, kierujący się również swoimi przekonaniami. Nie możemy się obwiniać, że coś zrobiłyśmy nie tak jak napisała ta czy inna "mądra głowa", bo niekoniecznie ona ma rację. Pamiętam jak urodziłam córkę - nabuzowana po lekturze wielu czasopism o dzieciach, gdzie rozpisywano się o zaletach karmienia piersią, etc. - przeżyłam prawdziwy szok (dobrze że nie popadłam w depresję poporodową) ponieważ niestety nie miałam wystarczającej ilości pokarmu i wszelkie zabiegi i próby jego wymuszenia szczegółowo opisane w gazetach na nic się zdały. Tak bardzo chciałam karmić. A tu nic. Według gazet i szkoły rodzenia którą ukończyłam byłam wyrodną matką- bo po prostu i na pewno za mało się starałam. O ironio, z podobnymi problemami spotkało się kolejnych 5 mioch koleżanek, które rodziły w niedługim czasie po mnie - i to uświadomiło mi fakt, że nie jestem osamotniona w tym problemie, nie obwiniałam się już tak bardzo, a większość artykułów staram się nie czytać tak bardzo bezkrytycznie jak kiedyś. Poruszyła mnie np. wypowiedź znanej Pani psycholog w przedostatnim numerze "Dziecka", która skrytykowała (tudzież wyraziła swoją li tylko opinię) na temat pracujących matek, które zostawiają małe dzieci z opiekunkami lub oddają je do żłobków. Nie zliczymy mam, które tą wypowiedź wzięły sobie zapewne bardzo do serca i obwiniają się w duchu za swój "ciężki grzech", i sądzę że nie każda z młodych mam potrafiła na zimno skalkulować, że wypowiedź tej pani była zupełnie oderwana od realiów życia w Polsce i warunków gospodarczo-finansowych w jakich znajdują się polskie rodziny (oprócz tych zamożnych, do których ta pani zapewne należy, co pozwala jej na głoszenie takich mądrości). Powracając do tematu polecam książkę Howarda Gardnera "Niepospolite umysły", wszystko o inteligencji emocjonalnej, "Antypedagogika" Hubertu von Schoenebeck, "Jak wspierać dziecko w rozwoju" Erna Furman i wiele innych które znajdziesz w bibliotece. PS.1. Moje dziecko zasypia samo od urodzenia (nigdy nie chciała zresztą z nami spać), miała dwie opiekunki, poszłam do pracy gdy miała 5 miesięcy na pełne 8 godzin (a nawet dłużej, bo chcąc utrzymać pracę- wcale nie jakoś specjalnie dobrze płatną, ale taką na której mi zależało bo interesującą-musiałam być dyspozycyjna), nie karmiłam ją piersią dłużej niż 2,5 miesiąca - I UWIERZ MI , żE TYLE SZCZEśCIA ILE W JEJ OCZACH I SERCU - nie widzę w wielu innych dzieciach, z którymi matki są 24 godziny na dobę. PS.2. Co do "zimnego wychowu" - oczywiście wprowadził porządek, pokorę, respekt dzieci przed starszymi, rodzicami i nauczycielami - ale ile złego wyrządził w psychice tych "pseudo kochanych" i nieprzytulanych dzieci. Mam kolegę w wieku 38 lat, którego wychowywała babcia (niemka)-nie chciałabym opisywać metod wychowawczych jakie stosuje on wychowując swoje dzieci, a które jak domniemam stosowała na nim jego babcia. Szkoda tylko, że uważa iż bicie i krzyk, rozkazy i upokorzenie dziecka to jedyna słuszna droga aby był godnym obywatelem i prawym człowiekiem.
      • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 26.04.01, 08:01
        A propos tego artykułu w Dziecku, o którym pisałaś - właśnie jego pojawienie zbiegło się w czasie z końcem mojego macierzyńskiego, po którym musiałam wracać do pracy. lektura przygnębiła mnie strasznie, czułam się jak ostatnia szmata, która zostawia dziecko dla kariery. Ha - dla kariery - pani psycholog zapewne mieszka w Warszawie, ja na Podkarpaciu, gdzie wskaźnik bezrobocia jest ok 16%. Depresja minęła mi po tygodniu. Teraz już pracuję, po pracy lecę jak na skrzydłach do mojej córeczki i poświęcam dla niej cały pozostały czas. Pewnie, ciągle zastanawiam się, czy postępuję słusznie, ale nie zawsze jest tak, że możemy same wybierać.
        • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 26.04.01, 09:59
          dziewczyny, cieszę się, że poruszyłyście temat wypowiedzi pani Zofii Milskiej-Wrzosińskiej na łamach Dziecka. Może przeczyta to także ktoś z redakcji. Przyznam, że mnie też załamała ta wypowiedź. Również pojawiła się na początku mojej pracy po urlopie macierzyńskim. Totalny dół przez parę dni. Pani psycholog wykonuje wolny zawód, pisuje do gazet, udziela konsultacji, prowadzi szkolenia pewnie raz w miesiącu i ma na pewno całkiem inne życie, niż kobieta pracująca od 8 do 16 (lub podobnie). Wykonując taki zawód można "nie pracować" a jednak, gdyby sytuacja tego wymagała, przyjąć jakąś propozycję, która wzmocni domowy budżet. Często decyzja o posiadaniu dziecka jest bardzo trudna ze względów finansowych (brak mieszkania, niskie dochody itp). W takiej sytuacji ludzie decydują się na dziecko (lub dziecko decyduje za nich) przyjmując jednocześnie, że mimo, iż będzie bardzo ciężko, będą musieli sobie jakoś poradzić. Czy wtedy kobieta może sobie pozwolić na 3 letnie przebywanie z dzieckiem w domu? A w regionach o wysokim bezrobociu - jeśli mąż nie ma pracy, a żona ma? Z czego będą żyli, jeśli ona przejdzie na wychowawczy? Może powinni poczeka, aż ich sytuacja się ustabilizuje? Ale wtedy szlag trafi nasz przyrost naturalny.Jestem zwolenniczką przytaczania odmiennych opinii specjalistów do rozważenia przez czytelników (choć czasem biedny czytelnik nie potrafi wybrać, co rzeczywiście ma sens), ale tak kategoryczną wypowiedź Z.Milskiej-Wrzosińskiej uważam za nieprzemyślaną, krzywdzącą i całkowicie nie uwzględniającą realiów naszego kraju. Wpisaa się ona w szereg wypowiedzi wzbudzających ogromne winy w kobietach, które swoje macierzyństwo postrzegają jako mniej artościowe, niepełne, gdyż nie spełniające wymogów "politycznej poprawności".
    • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 26.04.01, 11:44
      reszka sloneczko, zbastuj bo zapadniesz na jakas ciezka depresje i wtedy w ogole nie pomozesz synkowi. moj maly tez sam od urodzenia spi bo tak wolal, tez go wczesnie odstawilam od piersi bo mu sie to nie podobobalo (mnie zreszta tez nie) i tez zostaje z opiekunka gdy ide do pracy. codziennie rano spoglada na drzwi i czeka na nia. ja i moj brat tez tak bylismy chowani i jakos zyjemy. najwazniejsza jest milosc i szacunek dla dziecka a nie to gdzie spi i jak dlugo ssie cyca. bez przesady, zyjemy w 21 wieku a nie w czasach prehistorycznych kiedy zylo sie w wielkich rodzinach i kazdy kazdemu pom
    • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 26.04.01, 13:18
      No tak - chciałam po przeczytaniu wypowiedzi Pani psycholog napisać do gazety, ale stwierdziłam, że pewnie mój list gdzieś zostanie pominięty w stercie innych przychodzących do redakcji - więc spasowałam. Oczywiście każdy z dziennikaży może wyrazić swoją opinię na dany temat, takie jego prawo, ale zawsze może dodać coś co nie jest tylko i wyłącznie jego opinią. Chyba Pani psycholog ma świadomość tego jak wiele dziewczyn czyta taką gazetę. Rozumiem, że jej rola nie polega tylko na pisaniu "ku pokrzepieniu serc", ale myślę, że jej wypowiedź była zupełnie nie na miejscu. Może miała na myśli wszystkie te młode dziewczyny uczestniczące w "wyścigu szcurów", robiące zawrotne kariery, duże pieniądze - dla których rodzina jest spychana na plan dalszy - ale to są jednostki, a rzeczywistość jest bardziej szara i przeciętna i większość niestety boryka się z normalnym życiem. Obserwuję moje koleżanki siedzące z dziećmi w domu. To koszmar co widzę - nieposprzątane, "niby obiad" na odczepkę, z dzieckiem nie wyjdą na spacer, bo po co, bo im się nie chce; nieuczesane, rozbebłane; warczą na dziecko - jakby to ono było winne temu, że siedzą w domu, bo postanowiło się pojawić w ich życiu. OCHYDA !!!Podziwiam właśnie te które pracują, może jeszcze dodatkowo studjują zaocznie, są zadbane i zagonione zarazem, ale bardziej zdyscyplinowane, zorganizowane, ciekawe świata; potrafiące powiązać koniec z końcem, często zarabiające więcej od mężów i DAJACE SWOIM DZIECIOM DUZO "WIECEJ" CZASU (dobrze zaplanowanego, bardziej wartościowego) I DUZO WIECEJ MIŁOSCI (bo jest ona bardziej "treściwa"). Moja Karolcia ma w sobie tyle entuzjazmu i ciepła, tyle samodzielności i zaradności (czego dziecko uczy się też od innych dzieci - więc nie mówmy, że żłobki to samo zło), nie ma żadnych lęków z powodu nie spania ze mną w jednym łóżku, i choroby sierocej bo poszłam do pracy. Widzę jak wiele dają chwile, może i niewielkie w porównaniu z 24 godzinnym siedzeniem (bo to niestety w większości przypadków tylko siedzenie) jakie spędzam z moim dzieckiem. Gry, układanki, rymowanki, wierszyki, budowanie , wspólne wycieczki, niedzielne spacery, wypady do ZOO, etc. Staram się zorganizować czas najbardziej treściwie, bo mam go niewiele, i widzę jak ten czas pożytecznie spędzony procentuje. Dzieci moich rozbebłanych koleżanek nie potrafią połowy tego co moje dziecko, które niewątpliwie nie należy do żadnych geniuszy, ale też nie szwęda się z kąta w kąt nudząc się bez sensu z "kochającą bardziej", bo siedzącą w domu matką. Tak więc Reszko i inne mamy - nigdzie nie popełniłyście błędu, i nie jest to podpieranie na duchu. Dopóki wybieracie właściwie to co dobre dla was i dla waszych dzieci, dopóki możecie racjonalnie z niezliczonej ilości "mądrości życiowych" jakie głoszą różni fachowcy w wielu dziedzinach -wybrać i określić swoją własną drogę (zarówno wychowawczą jak i życiową) zawsze będziecie wygrywać i z wami wasze dzieci, które czerpią tą miłość,radość, entuzjazm do życia właśnie od was. Moim zdaniem dziecko potrzebuje rodziców z jakimś pomysłem na życie, a nie spędzeniem 3 lat urlopu wychowawczego,które ma mu wystarczyć do końca jego dni. Bo właśnie te 3 pierwsze lata są takie najważniejsze. Skoro są - to 3 lata rozbebłania moich koleżanek - to wszystko co dały swoim dzieciom, równie rozbebłanym, zniechęconym, rozkapryszonym, pseudo-kochanym.Pozdrawiam
      • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 26.04.01, 13:26
        No i tu przesadziłaś, moja droga. Wypowiadałam się powyżej na temat mojej reakcji na wspomniany artykuł. Sama do niedawna byłam mamą siedzącą z dzieckiem w domu (3 miesiące temu), ale nie czuję się taką osobą, jaką opisujesz. I żadna z moich koleżanek taka nie jest. Nie szukajmy zalet swojego stylu życia poprzez negację stylu życia innych. Ja z radością pozostałabym z moim dzieckiem w domu i nie uprawiałabym "pseudokochania", jak to ładnie nazwałaś. Wypowiedziałyśmy się na ten sam temat i niby zdanie mamy to samo, ale głośno krzyczę "nie!" na takie argumenty, jakie Ty prezentujesz. Trochę KLASY!
      • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 26.04.01, 15:26
        Tu ja To koszmar co widzę - nieposprzątane, "niby obiad" na odczepkę, z dzieckiem nie wyjdą na spacer, bo po co, bo im się nie chce; nieuczesane, rozbebłane; warczą na dziecko - jakby to ono było winne temu, że siedzą w domu, bo postanowiło się pojawić w ich życiu. OCHYDA !!!tak tak ta ochyda to ja. Artykul w dziecku nieszczegolnie mi sie podobal, ale bronienie swojego wizerunku przez walenie w te kobiety ktore w domu zostaly uwazam za swinstwo. dziecko to akurat istota, ktora wytrzyma wszystko, wiele zalezy od jego naturalnych predyspozycji. W koncu nasze pokolenie karmiono marchwianka, butelka co 6 godzin i myte rece non stp. i co? i nic- przezylysmy. Nie jest to jednak zaden argument na poparcie tezy, ze to jest dobre, raczej na poparcie takiej, ze pomimo takiego traktowania wyszlysmy na ludzi. zresztaty tez cos takiego piszesz- chodzi do zlobka, nie jadla dlugo cyca, pracujesz studiujesz, a MIMO to dziecko masz szcesliwe i wesole. no i swietnie. A co by bylo gdyby dziecko wylo w zlobku caly czas, balo sie wszystkiich i sikalo do lozka do 10 roku zycia. Znaczyloby to po prostu ze ty nie jestes zla tylko twoj sposob na zycie nie jest dobry dla twojego dziecka. Napisze ci ino tak- masz szczescie nie majac dzieci z problemami emocjonalnymi. ale to ze pani Milska wzbyudza w tobie wyrzuty sumienia i prowokuje potrzebe tlumaczenia sie dlaczego tak a nie w domu,nie nalezy sie wyzywac na tych ktore siedza z tym dzieckiem w domu. >
      • Gość: guest Re: Wychowanie - do Iny IP: *.* 27.04.01, 08:01
        Czytalam wypowiedz pani Milskiej. Nie zgadzam sie z jej trescia w pelni, jej sposob widzenia rynku pracy odbiega od realiow, natomiast ja osobiscie mama bardzo duzo szacunku dla mam, ktore zdecydowaly sie na pozostanie z dzieckiem w domu. Dlaczego jestes taka agresywna i napastliwa w stosunku do nich?UWAZAM, ZE MAMA KTORA JEDNOCZESNIE WYCHOWUJE DZIECKO, PRACUJE I JESZCZE STUDIUJE MA PELNE PRZESLANKI DO TEGO, ZEBY ZADNEJ Z TYCH RZECZY NIE WYKONYWAC DOBRZE. Taka jest prawda, i tylko kolorowe magazyny stwarzaja iluzje, ze moze byc inaczej (dom zadbany, dziecko najszczesliwsze, niania kochana i same sukcesy w pracy).Zycie jest sztuka wyboru, i zawsze mamy cos za cos. Jesli jest sie tego swiadomym, to ok, natomiast tworzenie iluzji o idealnym wypelnianiu kazdej z rol jest fikcja. Zapisz sobie, ila czasu codziennie dajesz dziecku? Godzine, moze dwie? Jesli taka jest koniecznosc, i brak innego rozwiazania to w porzadku, ale nie mozna potepiac mam, ktore zajmuja sie dziecmi przez caly czas. Ja jako dziecko mialam nianie. I co? Zadnych przyjemnych wspomnien z tym zwiazanych. Bardzo lubilam chorowac, bo wtedy dostawalam wiecej uwagi od wiecznie zapracowanej mamy. Niestety sama powtarzam ten schemat, bo wrocilam do pracy po 7 miesiacach macierzynskiego. Zbieglo sie to w czasie ze wspomnianym artykulem, ktory "zafundowal" mi niezly dolek psychiczny. Ale to nie powod, zeby atakowac mamy ktore moga sobie pozwolic na zostanie z dzieckim w domu!
      • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 27.04.01, 08:27
        Mela, z ust mi to wyjęłaś. Ja uważam takie pierdoły, jak "godzenie pracy z wychowaniem dzieci" za eufemizmy. Czuję, że kiedy jestem w pracy nie wypełniam roli matki. Tak jest moim zdaniem gorzka prawda. Kiedyś czytałam w Twoim Stylu artykuł o matkach "godzących" te dwie rzeczy i okazało się, że za przykład dają panią Iwonę Schymallę, która zabiera swoją córkę na spotkania redakcyjne. Cóż, nie każda ma tę możliwość. Czuję się związana emocjonalnie z matkami, które pozostają z dziećmi w domu, bo przez 9 miesięcy taką mamą byłam, oraz z pracującymi - bo jestem nią teraz. Żadne z nich nie są gorsze, ani lepsze. A przez Inę moim zdaniem przemawia potrzeba racjonalizacji swoich decyzji (uzasadnianie, że to co robię jest dobre). Każdy człowiek to ma, ale nie każdy realizuje tę potrzebę w tak agresywny sposób. Brak mi słów, aby wyrazić moje wzburzenie. Biedne te dziewczyny, które w ten sposób opisała. Pewnie na codzień miło sobie z nią gawędzą, nie zdając sobie sprawy, jak je tu przed nami obrzydliwie obsmarowała.Nikt mnie nie przekona, że dla dziecka lepsza jest mama pracująca od mamy pozostającej w domu. Prawdą jest, że lepsza jest mama zadowolona, a to już jest zupełnie inna historia. Można się realizować w domu, można w pracy. Ina potraktowała swoje "koleżanki" jak cierpiętnice, które obwiniają dzieci za to, że przez nie muszą siedzieć w domu. Nie wzięła pod uwagę, że nie wszystkie kobiety "muszą", niektóre zwyczajnie chcą. Ja bym na przykład chciała, ale nie mogłam sobie na to pozwolić.
      • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 27.04.01, 08:56
        Czy naprawde tak trudno zaakceptowac, ze mimo tego, ze musimy pracowac, ze czujemy potrzebe samorealizacji, ze zwyczajnie nam sie nudzi- to mimo wszystko miejsce malucha jest przy matce, piersi sa od karmienia i jak napisala pani Milska jak jest dziecko to nie czas na hamletyzowanie i argument w stylu- przeciez ja musze, ja mam swoje potrzeby.. naszych dzieci to nic nie obchodzi. one potrzebuja nas. potrzebujesz sie rozwijac- nie decyduj sie na dziecko, w dzisiejszych czasach i po czterdziestce mozna urodzic......piersza dwojka dzieci dosyc szybko oddalam do placowek wychowawczych, skonczylam studia, pracowalam, po pracy zajmowalam sie nimi. sa szczesliwe, madre, kontaktowe, smiale....Teraz z trzecia corka siedze w domu, nie sprzatam specjalnie, nie gotuje, czytam ksiazki, ucze sie wloskego, codziennie sie gimnastykuje. I widze jak wieje malych pieknych momentow mnie ominelo przez te zlobki, opiekunki, ile cudych zapierajacyhc dech w piersiach chwil widzialy panie w zlobku anie ja, albo nikt ich nie widzial. Nie obwiniam sie za dbanie o wlasna kariere i edukacje kilka lat temu- tak trzeba bylo i juz nie ma co dramatyzowac. Tym bardziej ze- odpukac- dziewczynki nie maja klopotow emocjonalnych, radza sobie. Ale terz pokornie chyle glowe przed macierzynstwem- i co tu duzo gadac- to jest rola nie byle jaka, wychowac dziecko na dobrego czlowieka.
    • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 26.04.01, 13:34
      Fajnie że tak dużo i ciekawie napisałyście. Może rzeczywiście przesadzam, ale po pierwsze: z racji wykształcenia wierzę w potęgę słowa pisanego, bo nie zawsze moja intuicja mi wystarczająco wyraźnie podpowiada co mam zrobić, a tu co pismo to inna opcja, czasem zupełnie odmienna od pozostałych. Po drugie, jestem z charakteru ambitna, a to czasem przechodzi mi w perfekcjoniżm, co już nie jest dobre. Po trzecie, byłam przekonana że sama miłość do dziecka wystarczy, okazuje się, że jest najważniejsza, ale nie wystarcza sama, żeby dobrze wychowywać, przynajmniej w moim przypadku. Byłam przerażona po porodzie i długi czas potem, że nie mogłam w sobie odnależć ANI ODROBINY miłości do mojego synka, denerwował mnie, a kiedy doszłam do wniosku że wolałabym umrzeć na nowotwór niż mieć dziecko, to spasowałam i trafiłam "na kozetkę" psychologa, który pomógł mi wykaraskać się z głębokiego, patologicznego baby- blues. No i potem jakoś zaczęło się polepszać, ale co przeczytałam kolejny artykuł tu czy tam, jak np. ten o którym piszecie, o pracy, ( swoją drogą nie sposób się nie zgodzić z tym co pisze Ina i Agata na jego temat, to paranoja, też mną zatrzęsło)to kolejny dołek i kolejne wyrzuty sumienia, że znowu coś nie tak, choć obiektywnie wszystko było w porządku. Teraz myślę, że chyba błąd od czasu do czasu mniej by zaburzał moje relacje z dzieckiem niż bezustanne wyrzuty sumienia i poczucie winy. Jest mi trudno uwolnić się od przeszłości, nie myśleć o tym co było i nie wróci, na szczęście. Ale będę pracować nad tym, ostatecznie życie przede mną. Pozdrowienia.
      • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 27.04.01, 08:08
        Jeszcz raz ja.Przeczytalam jescze raz dokladnie wspomniany artykul. W jednym pani Milska ma racje - jesli praca nie przynosi zadnych realnych korzysci (finansowycch na przyklad, bo przejada to opiekunka), a jest jedynie droga zaspakajania potrzeby kontaktow i uznania, to moze lepiej z niej zrezygnowac, albo ograniczyc bez uciekania od dziecka na tak dlugo kazdego dnia.Co wy na to?
        • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 27.04.01, 08:33
          Trochę się zgadzam, a trochę nie. Kobieta potrzebuje spełnienia (jak każdy). Jestem skłonna zgodzić się, że matka szczęśliwa jest bardziej dziecku potrzebna, niż sfrustrowana. Ale w celu zaspokojenia takich potrzeb chyba warto znaleźć inną drogę, niż 3/4 dnia przebywania poza domem. Za totalne przegięcie uważam pójście do pracy 3 tygodnie po porodzie (autentyk!), z jakichkolwiek pobudek. Są jednak przypadki, kiedy ma się bardzo dobrą pracę, którą po prostu strach stracić. Zawsze można powiedzieć, że po 3 latach znajdzie się równie dobrą, ale nie zawsze jest to taka prosta decyzja. Zwłaszcza jeśli tak się składa, że ciężar utrzymania rodziny spoczywa w dużym stopniu na kobiecie.
          • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 27.04.01, 09:36
            Ja na przykład mam w miarę dobrą pracę, którą boję się stracić, bo nowej po prostu nie znajdę, nie w moim mieście, nie z małym dzieckiem. Zgadzam się z przedmówczyniami ;-) że nie bardzo da się pogodzić bycie dobrą matką z byciem dobrym pracownikiem. Nie da się, ale ludzie to robią, bo muszą. To dotyczy zresztą nie tylko matek - ojcowie przecież też biorą nadgodziny, wracają późno, wyjeżdżają w delegacje, a przecież ojciec jest dla dziecka równie ważny (mój mąż na przykład zajmuje się córeczką w równym stopniu jak ja, oprócz oczywiście karmienia piersią)i nie mają wyrzutów sumienia. Ja te wyrzuty mam, ale z pracy nie mogę zrezygnować, bo nas na to nie stać. Ideały ideałami, ale 90% Polaków nie może sobie na nie pozwolić, bo szara rzeczywistość skrzeczy. Każdy robi to co musi, życie to nieustanne kompromisy.PS. Dołączam się do opinii, że wypowiedź Iny była bardzo krzywdąca. Znam wiele niepracujących (zawodowo) matek, niektóre z nich są już znudzone siedzeniem w domu i chciałyby iść do pracy, ale żadna z nich nie jest zaniedbana ani sfrustrowana. To jest naprawdę poświęcenie, zwłaszcza jeśli ma się możliwość pracowania i świadomie się z niej rezygnuje.
          • Gość: ktn Re: Wychowanie - wazne IP: *.* 31.05.01, 19:27
            jestem dziennikarka znanego miesiecznika dla kobiet. Piszemy wlasnie artykul o roznych modelach macierzynstwa. Szukam kobiety, ktora mimo urodzenia dziecka nie przerwala pracy. Wiedziala, ze np moze ja stracic lub ze potrzebuje po prostu zarabiac. Bede wdzieczna za pomoc. Moj adres: ktn@poczta.wp.pl, pozdrawiam, katarzyna - blagam o pomoc!!!
        • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 27.04.01, 09:22
          Cześć, wtrącę się w środku dyskusji którą uważnie przeczytałam. Czytałam też artykuł który Was tak rozjątrzył. Wydaje mi się że autorka miała raczej na myśli mamy które natychmiast po urlopie macierzyńskim rzucają się z szałem w karierę - czytaj pracę od rana do wieczora plus kilkudniowe wyjazdy, a dziecko wychowuje obca osoba. Faktem jest że w prasie tzw. "kobiecej" jest moda na wywiady z takimi "wszechstronnymi" paniami które z entuzjazmem zapewniają że ich dziecko jest najszczęśliwsze na świecie bo ma "zrealizowaną" zawodowo mamę. Uważam to za totalną bzdurę i tu zgadzam się na 100% z panią psycholog: albo małe dziecko, albo wielka kariera. Życie jest pełne trudnych wyborów, jak mówiła pewna wiedźma morska.Ale zwykła praca zawodowa to trochę co innego. Wiele kobiet musi pracować, wiele też lubi - same wiecie zresztą. I tu dochodzę do sporu między Iną i resztą - zgadzam się częściowo i z jedną i z drugą stroną. Ja siedziałam w domu z moją córeczką przez rok i troszkę. Potem znalazłam pracę i z pewnym żalem ale też z radością wróciłam do życia zawodowego. Podczas tego roku w domu dawałam z siebie ile mogłam i byłam bardzo szczęśliwa i zadowolona że to robię. Ale od pewnego momentu zaczęłam u siebie zauważać oznaki zmęczenia tą sytuacją: miałam coraz mniej entuzjazmu, coraz częściej złościło mnie moje kochane dziecko, coraz bardziej czułam się "uwiązana". I wtedy wróciłam do pracy i zaczęłam być znowu zadowoloną mamą (popołudniu, w weekendy, w wakacje). Dodam że miałam absolutnie fantastyczną opiekunkę w której domu moja córeczka miała niemal drugą rodzinę (ze starszymi dziećmi, które uwielbiała i które wiele jej nauczyły). Moja córka - wbrew moim obawom i wyrzutom sumienia (oczywiście, chya każda mama idąc do pracy ma wyrzuty sumienia!) - przeżyła to rozstanie właściwie bezboleśnie. Z tym że swój wolny czas naprawdę w całości spędzałam z nią.Sedno problemu tkwi w tym że różne dziewczyny do tego progu wytrzymałości dochodzą w różnym momencie. Jedne - jak ja - po roku. Inne już po dwóch miesiącach (to niestety pech dla dziecka), jeszcze inne po trzech latach, a są i takie które z prawdziwą pasją wychowują kilkoro dzieci latami i TO JEST ICH POWOŁANIE. Nie oceniałabym tak ostro nikogo - ani tych "przy dzieciach", ani tych "pracujących". Na pewno lepiej iść do pracy i popołudniu dać dziecku z siebie jak najwięcej, niż siedzieć, marudzić i być "rozbebłanym". Na pewno też lepiej być jak najwięcej z dzieckiem - jeśli się CHCE i może przez cały dzień, to świetnie.Pozdrawiam serdecznie wszystkie skołatane głowy. Oczekuję teraz drugiego dziecka i już się cieszę na kolejny "rok spokojnego słońca".Magda
          • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 27.04.01, 10:29
            z uwaga przeczytalam posty. i wydaje mi sie, ze wszystkie troche przesadzacie - wszystkie oprocz magdaleny - bo przeciez nie jest do konca tak, ze kazda kobieta bedzie sie w domu czula dobrze, ja sie dobrze nie czulam, poza tym rzeczywiscie moglabym stracic swoja wysokodochodowa prace. ale udalo sie zalatwic , ze przychodze do biura na cztery godziny, jak jest wiecej pracy robie ja w domu po nocahc. ale dzieki temu gdy spotykam sie z malym mam do niego anielska cierpliwosc, mnostwo pomyslow na zabawy i nie mam pretesji, ze zaplacze albo po raz tysieczny pyta co to wskazujac na lampe i oczywiscie oczekuje odpowiedzi. gdybym siedziala w domu bylabym sflustrowana, zalezna finansowo od himerycznego meza niezadowolona ze wszystkiego obrzydliwa baba. a z drugiej strony mam kolezanke, ktora nie wyobraza sobie pojscia do pracy, ma troje dzieci i jest z nimi w domu szczesliwa. wiec jak zawsze w zyciu nigdy nie ma czarne albo biale. a co do artykulu pani Milskiej to niestety zwatpilam w jej psychologiczna madrosc nie widzac, ze kazdy czlowiek jest inny, ma inne potrzeby i rozne sposoby okazywania milosci? bo przeciez nie ilosc czasu spedzanego z dzieckiem sie liczy tylko je
    • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 27.04.01, 10:28
      Podobnie jak każda z Was, jak pani psycholog, i cała reszta świata mam prawo wyrażać swoje zdanie. Poza tym opisałam MOJE koleżanki, a nie wszystkie mamy siedzące w domu (bo szczerze wierzę,że są i takie, które "organizują" ten czas z pożytkiem dla dziecka i domu).W niczym siebie nie usprawiedliwiam i przed nikim nie tłumaczę, jak również nie będę Was przepraszać, że jestem taka doskonała, a zapewniam, żE WSZYSTKIE TE RZECZY ROBIę DOBRZE (bo naprawdę można - jeśli się tylko chce- tak JA UWAZAM)-możecie mieć oczywiście inne zdanie nt. pogodzenia wielu obowiązków równocześnie. Czy to wstyd,że mam takie dobre zdanie o sobie i wysoką samoocenę? (dodam w nawiasie, że piszę to z przekorą i przymrużeniem oka - na wypadek, gdyby ktoś chciał to odczytać inaczej).Nie sądzę także abym była w jakiś sposób agresywna i napastliwa w swojej wypowiedzi - to indywidualne odczucia osoby czytającej i nie mamy wpływu na to jak odbierz naszą wypowiedź. Sądzę również, że brak w polakach pewnego dystansu w stosunku do wielu rzeczy (między innymi wypowiedzi osób trzecich) i za bardzo osobiście to odbieramy. Wyraźnie daje się odczuć brak umiejętności dyskutowania i ogólna obraźliwość na odmienne zdanie innych. Yoda - dzieci z problemami (jakimikolwiek)to zupełnie inny temat (z chęcią pogadam na prywatnym adersie)i zgodzę się, że wymagają podwójnej troski i opieki, i mając takie dziecko zapewniam Cię, że inaczej ułożyłabym swoje życie. Tu akurat miałam na myśli zdorwe i normalne dzieci. Również z chęcią podyskutuję z Tobą o tym czy "dziecko to istota, która wytrzyma wszystko". Poza powyższym gorąco polecam najnowszą książkę (może już ją czytacie-bo ostatnio o niej głośno) "Rewolucja w uczeniu". Oczywiście nie tylko ona o nauczaniu i uczeniu się. Swietne ujęcie właśnie możliwości wychowawczych, rozwoju inteligencji dziecka pod wieloma aspektami, spojrzenie na ten problem czołowych amerykańskich psychologów, pedagogów, etc. Jak mądrze pokierować dziecko i jego rozwój, wiedząc jaki ma talent, jakie zdolności, jaki typ inteligencji - tego nigdy nie nauczy i nie ukaże naszym dzieciom szkoła i wychowawca klasowy - to muszą dostrzec rodzice. "Dzieci uczą się tego, czego doświadczają" - w jaki otoczeniu żyje twoje dziecko i czego doświadcza? Dzieci MOICH (podkreślam moich) koleżanek doświadczają "rozbebłania" i pewnie takie pozostaną. Pozdrawiam, może i kontroweryjnie.
      • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 27.04.01, 12:52
        Ina,Ty masz prawo wyrazac swoje zdanie a ktos inny je krytykowac! Wolnosc slowa! Zastanawiam sie tylko, jak to sie dzieje, ze Ty taka "fajna babka", majaca wysoka samoocene i w ogole dobierasz sobie takie fatalne kolezanki? I jeszcze dogryzliwa uwaga ;) , jak to sie dzieje , ze bedac doskonale zorganizowana pracownica "buszujesz" caly czas po edziecko?Pozdrawiam
    • Gość: guest Re: Wychowanie-do Agaty IP: *.* 27.04.01, 12:10
      Moja droga -można by polemizować czy nie ma pełnej miłości, akceptacji i rozwoju dziecka przy jednoczesnym kontynuowaniu pracy zawodowej. Ale zważywszy na fakt, iż czujesz się tak bardzo urażona moimi wypowiedziami, nie będę Cię bardziej denerwowować. Poza tym nie oceniaj mojej osoby - bo cóż możesz o mnie wiedzieć z paru zdań tu napisanych. Swoje wzburzenie schowaj sobie do kieszeni, może poćwiczysz trochę swoją inteligencję emocjonalną (jakże oklepane to wyrażenie w Polsce). Agresywny sposób wyrażania przeze mnie moich spostrzeżeń - to naprawdę zła interpretacja, bardzo zła. Po prostu wyraziłam swoją rację - tak jak ty swoją i każda z nas trzyma się własnego zdania. Szanuję to bynajmniej. Wyjaśniając dalej - szanuję również swoich przyjaciół i nie "obsmarowuje ich" - jak się wyraziłaś, a opisane przeze mnie osoby nie pijają ze mną kawy, bo zresztą szkoda na nie tracić zarówno kawy jak i czasu, który mogę z pożytkiem darować mojemu dziecku.(Otaczam się i cenię sobie znacznie bardziej rozmowę z ludźmi, którzy mogą coś wnieść do mojego życia, od których mogę się wiele nauczyć). Pa
      • Gość: guest Re: Wychowanie-do Agaty IP: *.* 27.04.01, 13:05
        Inanie narzekam na swoją inteligencję emocjonalną. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego Ty uważasz, że nią dysponujesz. Składa się na nią między innymi empatia, której tobie chyba brakuje. Lubię czasem coś dać z siebie ludziom, a nie tylko brać, więc dobieram sobie nie tylko przyjaciół, od których ... ale także takich, którym ... (parafrazując Twoją wypowiedź).Nie jestem wyjątkiem w sposobie odebrania Twojej wypowiedzi. Kilka osób na nią zareagowało. Mój komentarz był chyba dość wyważony w przeciwieństwie do Twojej opinii. Na pewno nie użyłam wobec Ciebie słów obraźliwych, czego nie można powiedzieć o słowach, których Ty używasz w stosunku do innych. Jeśli nazywasz to wyrażaniem "po prostu" swoich racji, to wybacz ... Może ktoś nazwałaby to asertywnością, ale to nie jest asertywność. To już jest agresja. Forum służy do wymiany opinii, więc sobie wymieniłyśmy. Ale zasady są takie, że nie można nikogo obrażać. Nawet jeśli ten ktoś siedzi w domu z dzieckiem i nie ma dostępu do internetu.
        • Gość: guest Re: Wychowanie-do Agaty IP: *.* 27.04.01, 14:12
          Oj wymieniłyśmy sobie, wymieniłyśmy. Ponownie wyjaśniam - chociaż cała ta "dyskusja" nie dotyczy już problemu wychowania - że:- to czy twój komentarz był wyważony czy nie w stosunku do mojej opinii, to względne jak cała reszta spraw, o których tu dyskutujemy, - agresja i empatia - to chyby dwa bardzo ważne słowa w twoim życiu ponieważ zbyt często nimi operujesz w rozlicznych mailach jakie czytam na tym forum,a których jesteś autorką; i uwież mi jestem potulna jak baranek i agresja jest mi dalece obca, - jakie są zasady (zarówno te którymi się kierujemy w życiu) to wszyscy wiemy i dowolnie nimi manipulujemy, - asertywność jest źle odbierana, i źle interpretowana przez wielu ludzi - więc może pomińmy, -swoją drogą dysponujesz dużą ilością czasu, bo sporo Cię tutaj na edziecku i gdybym chciała być złośliwa (a nie jestem) przytochyłabym parę Twoich ciekawych wypowiedzi, w których wielokrotnie sobie przeczysz, a w dodatku jakoś tak zawsze jesteś obrażona,urażona,wstrząśnięta, wzburzona wypowiedziami innych i tym, że mają odmienne zdanie od Twojego. Jakoś nie możesz się z tym pogodzić. Powiem szczerze, że szkoda mi czasu na takie dywagacje z Tobą, poza tym zapewne szkoda czasu innym na czytanie naszych wynaturzeń, nie dotyczących zasugerowanego, pierszego tematu. Kamilo - jak napisałam w którymś poprzednim poście - opisane przeze mnie osoby nie są to osoby z którymi spędzam swój cenny czas, i znajomych dobieram sobie innych, a w związku z tym, że jestem osobą wysoce zorganizowaną - jak wspomniałaś - potrafię znaleźć czas na pisanie na tym forum; i nie robię tego często, oprócz tematu "Wychowanie" i jałowej wymiany "opinii" pomiędzy mną a Agatą. Pozwolisz, że będę sobie sama ustalała plan dnia i to, co,kiedy i jak mam robić. Każdemu z nas zdarza się luźniejszy dzień w pracy, a że zbliża się długi weekend, żegnam was serdecznie, życząc owocnie spędzonego czasu ze swoimi dziećmi.Pa
          • Gość: guest Re: Wychowanie-do Agaty IP: *.* 27.04.01, 14:19
            Ina. Widzę, że należysz do osób lubiących mieć ostatnie zdanie. Zrobię Ci tę satysfakcję.Miłego weekenduAgata
          • Gość: guest Re: Wychowanie-do Agaty IP: *.* 27.04.01, 23:05
            Chciałabym nieśmiało przyłączyć się do głosu Agaty. Daleka jestem od oceny (nie mam takiego prawa), ani od przyklejania etykietek, ale Ino wydajesz mi się osobą z żartu: "Czym się różni kanarek?" "Tym że ma jedną nóżkę bardziej". Forum służy rownież do tego, zeby poprawić swoją samoocenę, tu Twój cytat:Na 6 moich koleżanek 30 i 3... kilku latek jedynie ja donosiłam szczęśliwie ciążę i urodziłam zdrową córkę. Tak poza tym - czynnie pracuję zawodowo,studjuję zaocznie, mam zawsze wysprzątany dom, wyprane i wyprasowne, zdrowe, szczęśliwe i cudowne dziecko (mimo,że wróciłam do pracy gdy miała zaledwie 5 miesięcy), mam czas na edziecko, na dobrą książkę - i wszystko to zawdzięczam sobie i mężowi - ponieważ jesteśmy osobami dobrze zorganizowanymi. Gratuluję! Naprawdę! Tylko dlaczego przy okazji obrażasz każdego, kto nie jest tak "doskonale asertywnie sukcesywnie szczęśliwie zorganizowany"?PozdrawiamRozmemłana Mela
            • Gość: guest Re: Wychowanie-do Agaty IP: *.* 06.05.01, 01:28
              Mela-popieram.jestem niezorganizowana,nic w życiu nie zaplanowałam,siedzę w domu z dziecmi od dwóch lat i jest mi z tym dobrze.(chociaż czasami ciężko)nie lubię perfekcjonizmu bo jest nieludzki.rozmemłana Patrycja
              • Gość: guest Re: Wychowanie-do Agaty IP: *.* 06.05.01, 11:22
                Dziewczyny, kocham Was! Od siebie dodam tylko, że to "rozmemłanie" przy dzieciach było, jest i będzie, więc widocznie jest potrzebne do pewnego stopnia, rozsądnego oczywiście. Ostatecznie nazywa się to "urlop wychowawczy", więc niech przynajmniej czasem będzie tym urlopem, chociażby od sprzątania. Odnoszę wrażenie, że oznajmianie wszem i wobec swojego perfekcjonizmu matki, żony, pracownika w jednym to nic innego, jak próba usprawiedliwiania się i walka z wyrzutami sumienia. Chyba, że dla kogoś dziecko było jedynie kolejnym punktem w kalendarzu, zadaniem do wykonania. Ciekawam, za ile punktów? Pozdrawiam.Kolejna rozmemłana.
    • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 27.04.01, 12:24
      Trochę rzeczywiście przesadziłyście dziewczyny, chciałam napisać to samo co Ina ostatnio: trochę dystansu do tego, co kto napisze. Przecież ona pisała, że to jej koleżanki siedzą takie beznadziejnie zaniedbane w domach z dziećmi, a nie że wszystkie kobiety, które zostają na urlopach wychowawczych takie są. Ja myślę, że nie ma jednej dobrej recepty na to, czy zostać z dzieckiem w domu czy nie. Jedna kobieta zostanie i kompletnie zmarnuje ten czas, inna świetnie wychowa dziecko i zadba o dom, inna jeszcze będzie pracować i nie zaniedba dziecka - i tak dalej, scenariuszy jest tysiące i tylko od nas zależy który wybierzemy. Dotyczy to zresztą nie tylko spraw związanych z dziećmi, stare porzekadło "każdy jest kowalem własnego losu" jest bardzo prawdziwe. Jednak na pocieszenie: nigdy nie jest za późno (no chyba że już się ma 80 lat, ale to nas jeszcze nie dotyczy), żeby popatrzeć obiektywnie na swoje życie i coś zmienić.
      • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 27.04.01, 13:20
        Masz świętą rację, Marta! Dla każdego z nas co innego jest dobre, każdy wybiera swoją drogę życiową, i tak naprawdę nikt nie ma gotowej recepty na to, by być dobrą matką czy też dobrą pracownicą. Tym bardziej nietaktowne są arbitralne sądy w rodzaju: "Kobieta musi się realizować zawodowo!" czy też "Miejsce kobiety jest przy dziecku!", które w większości kobiet wywołują wyrzuty sumienia lub poczucie niespełnienia.
        • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 27.04.01, 14:27
          Pozwolę się wtrącić swoje zdanie (już ostatni raz na ten temat). Daleka jestem od osądzania, co jest dobre a co złe dla matki, dzieci i całej rodziny. Byłam mamą wychowującą dziecko na pełen etat, teraz jestem mamą pracującą. Myślę, że powinnam być z synkiem w domu, ale inaczej się złożyło. Krytykowałam właśnie jednostronną opinię koleżanki, która sprowadziła matki pozostające w domu do wizerunku uwłaczającego kobiecie. Myślę, że życie jest zbyt skomplikowane, aby je wpasować w ciasne ramy.
          • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 28.04.01, 10:36
            Agato w pełni podzielam twoją opinię na temat mam siedzących ,pracujących ,rozmemłanych i świetnie zorganizowanych!Każdy ma prawo do własnego życia!Zupełnie nie rozumiem dlaczego artykuł Pani Milskiej drogie mamy odebrały ze swojego punktu widzenia ,sądzę że chodziło O DOBRO DZIECKA,nie interes matki!A nawiasem mówiąc kogo droga Ina chce przekonać o swojej doskonałości nas czy samą siebie.Dawno już nie spotkałam tak zarozumiałej kobietki!!!Zawsze byłam szczera do bólu i zupełnie nie zamierzam się hamować!!!To doprawdy okropne jak kobieta napada na kobiety o których obawiam się nie ma zielonego pojęcia(skoro brak jej cennego czasu na kawę z tymi nieporadnymi mamami)Urocze jest podejście "obcokrajowca", do nas maluczkich.Na eDziecko spotyka się same miłe kobietki ale Ina doprawadziła mnie do pasji tymi swoimi ripostami!!!!Ha od razu mi lepiej!Oczekuję na totalną ,wyważoną krytykę mojej osoby!!!Pozdrawiam pracujące i rozmemłane!Daria
    • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 30.04.01, 21:57
      Droga Ino! Przeczytałam wszystko i muszę Ci powiedzieć, że nie spotkałam nigdy kogoś takiego jak Ty. To fascynujące, jestem pod wrażeniem. Wyobrażam sobie, jaką doskonałą będziesz teściową...Pozdrawiam serdecznie, szczerze zazdroszcząc wysokiej samooceny (nawet tej z przymrużeniem oka!), Kasiak ;)
    • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 02.05.01, 12:40
      Nie chodzi o to kto ma ostatnie zdanie, a kto go nie ma, Agato. Prywatnie i na forum mogę wydawać się inna - ale to właśnie ukazuje, jak bardzo błędnie i pobieżnie oceniamy ludzi. Chciałabym nie być małostkowa, ale naprawdę lubię wymianę słowną i myślową, poznawanie opinii i spostrzeżeń innych ludzi. Doprawdy dziwi mnie, że pewność siebie, duża samoświadomość, wyrażanie szczerze i otwarcie tego co się czuje, brak poczucia winy i nie traktowanie życia jak beznadziejnej egzystencji wzbudza tyle emocji, spotyka się z brakiem zrozumienia i akceptacji w odmienności. Ale to takie typowe w tym kraju. Coż można powiedzieć o rzeczywistym wizerunku drugiej osoby z paru zdań przez nią wypowiedzianych w poczcie internetowej? To takie zaskakujące jak można manipulować wywieranym wrażeniem i sposobem w jaki jesteśmy postrzegani. Tacy jesteśmy śmieszni, kiedy uznajemy za bezwzględnie prawdziwe każde stwierdzienie, wygłoszone czy wydrukowane zdanie. Więcej dystansu do świata - to mało powiedziane. Ponieważ nie lubię przeżuwać swoich,a tym bardziej cudzych myśli w nieskończoność, i tłumaczyć czegoś co i tak większość z kobiet nie zrozumie, bo po prostu są tempe (ale tego też nie rozumieją) - pożegnam to forum (nareszcie Wam ulżyło!)(pożegnało je także pare MOICH znajomych)- bo nie interesują mnie dyskusje o "kupkach i zupkach" - chociaż rozumiem, że takie problemy też można mieć. Szkoda tylko, że każdy ciekawy temat został zepchnięty na plan dalszy i przyćmiony problemami wzajemnie wspierającymi się matkami-cirpiętnicami. Jakież to fajne pogadać - O NICZYM.A może jeszcze przemyślę ten "problem" i coś tutaj napiszę -bo przecież tak smutno i nudno Wam będzie beze mnie. To na razie. Oh Dario, cóż za wnikliwa analiza mojej skromnej osoby. Pozwolisz,że życzliwie ją zlekceważę.A może jednak masz jakieś konstruktywne pomysły na usprawnienie mojego charakteru. Cieszę się, że Ci ulżyło jak to wszystko napisałaś. Przecież o to chodzi, nieprawdaż? Nie zapomnij zażyć Nerwosol, a może "doprowadzanie do pasji" zmienisz na jakąś ciekawą "pasję życiową". Radzę odizolować się od stresogennych maili, no chyba, że nabierzesz trochę dystansu do życia - który posiadają naprawdę nieliczne kobiety w Polsce (a to też kwestia wychowania). Pozdrawiam
      • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 02.05.01, 12:57
        Droga Ino, czy ty naprawdę nie rozumiesz, że nikogo tu nie denerwuje Twoja wysoka samoocena, samoświadomość i co tam jeszcze chcesz, tylko właśnie Twoja niska "cudzoocena" i brak życzliwości dla innych? Nikt się nie skupia na tym, czy jesteś doskonała, czy nie i jak to robisz, że sobie tak doskonale radzisz w życiu, tylko na tym, jak okropnie i niesprawiedliwie wypowiadasz się o innych. Nie Ty byłaś w tej dyskusji w centrum zainteresowania, tylko te dziewczyny, które w tak obleśny sposób oczerniasz. Może to właśnie cię zabolało? Twoja uwaga, że nie można poznać kogoś na podstawie paru słów w poczcie internetowej dotyczy również prywatnej wymiany zdań w e-mailu, nie tylko na forum, prawda? Mam wrażenie, że opieprzasz mnie na forum tylko dlatego, że inni to czytają. Na privie śpiewasz inaczej. Czyżbyś potrzebowała publiczności? Gdzie jesteś prawdziwa? Zasmucasz mnie i, jak widzę, nie tylko mnie. Nie zamierzam się więcej denerwować i mam nadzieję, że spełnisz swój zamiar wykreślając nas z kręgu swoich zainteresowań.
        • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 02.05.01, 13:21
          Widzę, że znowu wzięłaś sobie do serca i zbyt dosłaownie wszystko co napisałam. Zresztą zbyt osobiście,bo nie pisuję tylko do Ciebie i nie tylko ty to czytasz. A w jakiż to sposób "opieprzyłam" Ciebie, w jakiż to sposób obraziłam rozbebłane nieudacznice? Na pytanie - gdzie jestem prawdziwa - odpowiedz sobie sama.Na takie incognito pozwolić nam może tylko internet i maile, które są dla ludzi inteligentnych. Tak więc proponuję powtórzyć "Czytanie ze zrozumieniem",druga klasa szkoły podstawowej, bo jak widzę ludzie nie rozumieją co czytają.
          • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 02.05.01, 13:26
            Nazywając je rozbebłanymi nieudacznicami.Na koniec pozdrawiam Cię serdecznie, życząc sukcesów w pracy zawodowej i życiu osobistym.Z poważaniemAgata Płatek
            • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 02.05.01, 14:11
              Całkiem nieźle się czyta tę wymianę zdań. Obie strony sa nieźle kategoryczne. Nie spełniaj kryteriów iny jeśli chodzi o zaradność. jednak nigdy rzyniegdy ne myslalam o sobie jako o rozbeblanej,chociaz oczywiscie siedze w bezczelnie zabalaganionym domu w ktorym nie ma obiadu..... a jej slowa nie robia na mie wrazenia, gdyz mam rownie wysoka samoocene, jak ona, a poza tym, znam wiele mamus, ktre od rozbeblania w domu uciekly w rozdrabnianie poza tym. Nie o metody zreszta chodzi, lecz o skutecznosc. Zobaczymy za 20 lat.
              • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 07.05.01, 08:33
                No wlasnie Gosiu!kobiety, o ktrych pisze ina, takie bez ambicji beda zawsze, niezaleznie czy z dzeckiem w domu czy poza nim. ja tam wole zeby taka siedziala z dzieckiem w domu niz mi sie petala po pracy, ta ktora za malo zarabia, ale za duzo pracuje, a w ogole to jej sie nie chce. To stanm umyslu a nie balagan w domu. Poza tym ciesze sie ze dziecko autorytetem psychologa wsparlo na duchu mlode mamy, ktore chca siedziec z dzieckiem w domu. A wszyscy naciskaja zeby wracaly do pracy- mama tesciowa, maz, pracodawca.... Mysle ze szczegolnie w duzych miastach takie kobiety jak ina sa bardziej akceptowane niz radosna Yoda, co jedno machnela, drugie i ani mysli do pracy wracac :) znam z autopsji. Mnie nie rusza, ale niejedna placze w poduszke, ze jeszcze chce z pisklakiem posiedziec, pokwoczyc ( to od kwoki) a tu trzeba bo... no bo trzeba. W koncu o to walczyly sufrazystki. Jest teraz taki frazes, ze lepsza mama spelniona niz znudzoa w domu kura domowa. zgadam sie, z jednym malym ale. najleiej dla dziecka to jest jak jego mama sie spelnia przy nim wlasnie. Bo ani wtedy znudzona i rozmemlana, ani ono sie po placowach nie szwenda i innych opiekunkach.
                • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 01.06.01, 09:39
                  Zgadzam się z Yodą, że jest presja powrotu do pracy. Ja jestem w sytuacji dość idealnej: zawsze uważałam, że matka powinna zostać w domu z dziećmi i mam do tego warunki (mąż wg mnie bardzo dobrze zarabia, on uważa, że za mało; ale on jest przyzwyczajony do innych standartów). Na "nieszczęście" ja też mam dobrze płatną pracę, której nie nienawidzę (no tylko z zasady uważam, że wyzysk Polaków przez "siły obce" jest nie fair). I zastanawiam się - będę jedyną niepracującą mamą wśród moich znajomych. Czuję zdziwienie znajomych, gdy mówię, że będe w domu. "Na szczęście" tłumaczy mnie to, że jedna z moich bliźniaczek jest poważnie chora (ma wadę serca) bo inaczej...Bardzo cieszy mnie czas spędzany z moimi dziećmi, nie chcę wracać do pracy, ale boję się wyrzucenia poza nawias. Myślę, że wrócę do pracy jak małe podrosną (może 3 lata?). Czy świat mnie nie zadziwi?CO do rozmemłania - to jestem mistrzynią i byłam nią przed dziećmi. Ostatnio uświadomiłam sobie (czytając post "Karmienie piersią - inny punkt widzenia") jak obrzydliwie musiałam wyglądać w szpitalu po porodzie (nie mówię o dniu zaraz po, bo byłam tam dwa tygodnie) - w szpitalnej podartej koszuli (codziennie zmienialam, słowo!), całej poplamionej mlekiem, nawet włosy miałam posklejane mlekiem bo ciągle odciągałam pokarm i leciało na wszystkie strony, z laktatorem uwieszonym u piersi, walcząca z nieśmiertelnymi szpitalnymi podkładami (ble!) Poród zdecydowanie stępił mój zmysł estetyki - to chyba przygotowanie na zmagania z dziecięcymi kupkami :-)Ale uważam to wszystko za fascynujący etap w moim życiu - zupełnie nowe doświadczenie, które wzbogaca mnie jako człowieka (nie całkiem cywilizowanego)
                  • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 01.06.01, 13:18
                    Przeczytałam wszystkie posty z tej listy i trochę mnie wkurzyły zdania Iny o rozmemłaniu. Ino, Ty chyba wszystkie kobiety oprócz siebie uważasz za rozmamłane, co? Też nie pracuję (mam ten luksus) i nie czuję się rozmemłana ani zaniedbana. Nie zaniedbuję też dziecka, co pisałaś, chodzę z nim na spacery, bawię się i poświęcam mu cały swój czas. I myślę, że gdybym pracowała, to wtedy bym go zaniedbała, bo jakoś trudno mi uwierzyć, że po pracy nie jest się zmeczonym. Z tego co wiem od koleżanek , które musiały wrócić do pracy, to wracają do domu padnięte i już im się nie chce bawić czy chodzić na spacer z dziećmi i czują taki niedosyt macierzyństwa i wyrzuty sumienia. Szkoda mi ich, bo niestety musiały iść, sytuacja je zmusiła do tego.Gdybym musiała , tez bym poszła do pracy. Na szczęśćie nie muszę, wieć nie idę. Czasem mam jednak wrażenie, że w domu się marnuje itd. Ale pewnie gdybym pracowałam, to bym chciała być znowu w domu z synkiem. Czemu miałabym z własnego wyboru zabierać mu, to co jest mu potrzerbne, czyli bycie ze mną? Może i niektórzy patrzą z pogardą na niepracujące mamy, ale ja mam to w nosie i robię swoje, wiem, że synek jest najszczęśliwszy, kiedy jest ze mną, więc to najważniejsze. Pozdrawiam wszystkie mamy i te pracujące i te niepracująceGOSIAK
                    • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 01.06.01, 15:41
                      Gosiu, na pewno jesteś świetną mamą i jeśli jesteś usatysfakcjonowana tym co robisz to możesz sobie tylko pogratulować. Nigdy w życiu nie próbowałam się wywyższać, nie traktuję ludzi z góry,nie mówię że tylko ja mam rację, a jeśli komuś nie podoba się mój punkt widzenia i odbiera wypowiedzi innych zbyt osobiście - to niestety nie mam na to wpływu. Rozumiem, że można nie lubić ludzi którzy nie myślą stereotypowo jak zdecydowana większość. Myślenie stereotypowe nie pogłębione i bezrefleksyjne jest często przyczyną agresji i konfliktów, czego przykładem była wymiana zdań na tym forum. Poza tym gdybyś dokładniej czytała to w moim poście z dnia 27.04.2001 godz.11:28, napisałam że opisałam moje koleżanki, a nie wszyskie mamy siedzące w domu ..."bo szczerze wierzę, że są takie, które organizują ten czas z pożytkiem dla dziecka i domu". Ale jeśli ktoś czyta wybiórczo, to też nie moja wina. Może trzeba wyciągać wnioski z całości kontekstu wypowiedzi, a nie z jednego zdania. Każdy z nas jest inny i obiera inną drogę życiową, inaczej organizuje sobie życie (a jak to jego sprawa), każde dziecko jest inne i każda kobieta w roli matki również inaczej się realizuje - aczkolwiek to czy siedzę w domu z dzieckiem czy też nie siedzę nie może być miarą jego szczęścia lub mojej miłości do niego - bo na to wszystko składa się tysiące różnych spraw. Wiesz,to tak jak z tymi matkami karmiącymi można by polemizować w nieskończoność która bardziej kocha -ta która karmi naturalnie czy ta która podaje mieszanki. Chciałam pokazać,że nie zawsze siedzenie z dzieckiem w domu może być owocne dla obu stron i nie należy generalizować, że wszystkie które idą do pracy po urodzeniu dziecka to macochy. Ja wybrałam taką drogę jaką chciałam, jestem z niej zadowolona i wpełni się realizuję jako matka i jako pracownik, Ty wybrałaś taką jaką chciałaś i też w niej się czujesz dobrze i niech tak pozostanie. Ina
                      • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 02.06.01, 11:17
                        Ina, ja też nie uogólniam i broń Boże nie krytykuję matek, które zdecydowały się pracować z własnego wyboru. Jeżeli im tak jest lepiej, to chyba tak powinno być, bo kiedy są szczęśliwe, to napewno dzieci też są szcześliwsze. Jedni lubią to , drudzy tamto. Ja się cieszę, że mogę być z moim synkiem w domu i to nie świadczy, o tym, że myślę stereotypowo, jak to określiłaś. Myślę, że ja też należę do ludzi, którzy częśto mają odmienne zdanie niż inni, i wykłócają swoich racji. Możesz poczytać moje posty na "karmienie...". Ale nie chce być określana jako rozbebłana itp. , bo taka nie jestem i tyle. Mam wrażenie, że to właśnie Ty Ina wszystko uogólniasz i mierzysz wszystkich jedną miarą. Nie wiem, skąd w Tobie tyle agresji do ludzi, którzy mają odmienne zdanie. Wiem, że Ty masz prawo mieć inny punkt widzenia na niektóre sprawy, ale też nie możesz wyrażać tego tak obraźliwie, jak to robisz.Pozdrowienia
      • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 03.05.01, 22:54
        Kochana Ino!!Bardzo mi cię szkoda!
      • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 07.05.01, 07:23
        Pisze się "tępe" ;-)
      • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 30.08.01, 15:13
        Ino wracaj! Mamy salon! A swoją drogą znamienny jest upór pewnych osób co do treści na forum e-mama. Ciekawe, że sposób też jest ciagle ten sam...
        • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 30.08.01, 15:35
          Jestem, jestem. Ciągle Was czytam, ciągle Was lubię bez względu na różnicę poglądów i na fakt, że niektórych myślenie boli. Ewakuacja do Salonu. Ina
          • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 30.08.01, 15:40
            Mam nadzieję, Bogusia też tu zawita :-)
    • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 02.05.01, 21:18
      Drogie kobity troche wiecej litu w diecie !!!!!Jak ktoras madra nie wie co to lit prosze zajrzec do encyclopedii i zapytac znajomego psychiatry do czego toto sluzy !!!!!!!
    • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 03.05.01, 07:34
      Witaj, Podjęłam się tego wyzwania i przeczytałam Twój post, ale nie jestem pewna czy faktycznie chodzi Ci o pozycje historii wychowania. Jeśli tak to polecam Ci nazwisko Kot - facet namiętnie rozpisywał się w tym temacie. Jeśli zaś chodzi Ci o różne sposoby wychowania to polecam książkę "Sammerhill" A.S Neill"a.A poza tym bardzo Cię proszę, żebyś napisała do mnie na e-maila.Potem wszystko Ci wyjaśnię. Dzięki. Pozdrawiam.
    • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 03.05.01, 20:16
      Tak sobie myślę po cichu(aż strach zabierać głos w tej dyskusji ,Której przedmiotem jest CZŁOWIEK)Krótko,myślę Ino że brak serdeczności ,zadufanie i niechęć do innych SĄ KIEPSKO TOLEROWANE NIE TYLKO W "TYM KRAJU"ALE NA CAŁYM ŚWIECIE!!!!
    • Gość: guest Re: Wychowanie IP: *.* 11.10.01, 14:19
      Jeżeli chodzi o "Historię wychowania" to jedyne co mogę Tobie zaproponować to swoje materiały egzaminacyjne z przedmiotu o takiej nazwie. Jestem studentką 4-go roku pedagogiki opiekuńczo-wychowawczej UW. "Historię miałam na 1-wszym roku. Notatki są dość dobre.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka