Gość: guest
IP: *.*
03.04.01, 12:09
Mam pytanie do pedagogów i psychologów (ale nie wyłącznie) odwiedzających te strony, czy ktoś mógłby mi polecić jakąś książkę o historii wychowania. Ostatnio fascynuje mnie ten temat, a zwłaszcza jak kształtowały się modele wychowania na przestrzeni lat. Przeczytałam gdześ, że efektem wychowywania dzieci w tzw. pruskim drylu było dojście Hitlera do władzy i wszystko dalej. Zainteresowało mnie to, i zastanawiam się nad takim problemem. Pokolenie osób w tej chwili 30-, 40-letnich generalnie chyba było wychowywane wg modelu dość sztywnego, wiecie, butla o określonej godzinie, niech sobie płacze, bo ćwiczy płuca, itd. Czyli to chyba chodzi o nas, oczywiście nie mówię o wyjątkach, tylko o generalnej zasadzie, więc się nie obrażajcie. Jakie przez to jesteśmy, z czym przychodzimy do naszych dzieci, jak to, czego doświadczyłyśmy w niemowlęctwie wpłynie na kontakty z naszymi dziećmi i sposób ich wychowania. Wydaje mi się że zmiana w podejściu do dzieci dotyczy głównie postępowania z niemowlętami.My teraz w stosunku do najmłodszych mamy postawę "miękką". Czy można coś przewidywać jakie przez to będą nasze dzieci? Mówicie, że tak się powinno postępować, a przecież nasze matki nas kochały, choć może nie karmiły piersią tak często jak teraz, i pozwalały swoim maluchom wrzeszczeć w łóżeczku, czujecie się przez to jakoś upośledzone? Czy przez to że dawałam synkowi, będącemu niemowlęciem odczuć swoją złość, nie wyrośnie na mordercę? Czy przez to, że śpi i zasypia sam w łóżeczku nie czyni pustoszących zmian w jego psychice? Czy to, że zostaje z opiekunką podczas gdy jestem w pracy nie pogorszy jego stanu? A to że się sam odstawił od piersi - za wcześnie, wg. pani doradcy laktacyjnej z ubiegłorocznego numeru "Dziecka", to gdzie popełniłam błąd? Możecie się śmiać ale ja doszłam do takich wniosków po lekturze niektórych czasopism, zgroza mnie ogarnia, bo okazuje się że dużo rzeczy robiłam NIE TAK. I teraz drżę o losy mojego synka. Za dużo chyba napisałam, chyba nikt nie będzie chciał tego czytać, moich mętnych wynurzeń.\nPozdrowienia, na wszelki wypadek.