Dodaj do ulubionych

Złość na dziecko

IP: *.* 02.01.02, 22:54
Mam dwuletniego synka, jest wspaniały, bystry, ale czasem doprowadza mnie do furii. Staram sie na niego nie krzyczeć, ani go nie karcić, ale nie zawsze mi sie to udaje. Czasem mam wrażenie, że robi coś specjalnie mi na złość. Powtarzam sobie, że to nie prawda, że mały nie jest złośliwy, lecz niestety czasem zdąże już dać mu klapsa albo krzyknąć. Próbowałam już głęboko oddychać, przemywać twarz zimną wodą czy liczyć do trzech (tysięcy), żeby ochłonąć ze złości i nie zrobić czegoś za co potem się nienawidzę. Jednak czasem nawet wszystko naraz nie pomaga. Jak radzicie sobie z własną złością? Może ktoś ma jeszcze lepszy sposób, pomóżcie! Pozdrawiam - Sylwia.
Obserwuj wątek
    • Gość: guest Re: Złość na dziecko IP: *.* 03.01.02, 23:09
      Nie mam wprawdzie sposobow jak sobie radzic w takich sytuacjach, ale musze napisac bo sama przezywam to samo (maz takze)!!!!! Kochamy synusia bardzo, bardzo a jednoczesnie czasem tak nas wyprowadza z rownowagi, ze naprawde ciezko wytrzymac! Acha, nasz tez ma 2 latka (i 3 m-ce) i chyba przezywa "trudny okres". Mnie najbardziej denerwuje, ze on wszystko rozumie a jak do niego mowie cos w stylu: nie wolno itp. to jakby przyslowiowym grochem o sciane. My sie pocieszamy, ze w koncu wszystkie dzieci wyrastaja w koncu na ludzi (przewaznie porzadnych) wiec kiedys nasze dziecko tez musi wyrosnac z tego ciezkiego okresu. Musze dodac, ze naszemu dziecku i tak bardzo duzo wolno, bo gdybysmy mieli mu zabraniac rzeczywiscie wszystkiego czego nie powinien robic, to chyba bez przerwy musialabym powtarzac: nie wolno, nie ruszaj itd. (i pewnie niewiele by to dalo). Tak wiec jak mu czegos zabraniamy to najczescie dotyczy to rzeczy niebezpiecznych w rodzaju: nie wolno dotykac ani wlaczac czajnika elektrycznego, nie wolno krecic kurkami od gazu itp. A synus sobie nic z tego nie robi!!!!! Tak wiec oczy naokolo glowy non-stop! To na razie tyle. Powodzenia w wychowywaniu dwulatka (a niektorzy mowia, ze to najpiekniejszy okres u dziecka!-pewnie za pare lat zapomnimy o tych zlosciach a bedziemy pamietac jaki ten dwulatek byl slodki i kochany). Pozdrawiam!
    • Gość: guest Re: Złość na dziecko IP: *.* 04.01.02, 13:21
      Sylwia!Może to banalne ,ale proponuję mieć w zasięgu ręki magnez w tabletkach musujących (np. pluszzz)- wszelkie zdenerwowanie pryska niczym zły czar , gdy wypijesz taki magnezowy płyn odstresowujący.A pozatym przygotuj się ,ze na buncie dwulatka nie kończą się ciężkie okresy w życiu maluszka , możemy mu pomóc przez nie przebrnąć okazując dużo cierpliwości i zrozumienia ,a co ważne wyznaczyć listę rzeczy zabronionych ( np. bicie , przezywanie ) i uczyć konsekwencji .Acha ,spróbuj jak najrzadziej używać słowa "nie" (niezłe ćwiczenie ).Zyczę powodzenia -Beata
    • Gość: Nonika Re: Złość na dziecko IP: *.* 20.01.02, 20:21
      Julek ma 2,5 ale co jakis czas dopada nas jego zly humor mysle ze to sie czesto sprzeza z moimi humorami czy meza.Wtedy wybucham (czyt krzycze)i czuje sie taka bezradna.To mija i Julek znowu staje sie usmiechnietym i kochanym dzieciaczkiem.sama nie wiem jak te ciezkie chwile przebrnac.Mam tylko nadzieje ze to przejdzie....Monia z Julkiem
    • Gość: sawlb Re: Złość na dziecko IP: *.* 20.01.02, 21:15
      Sylwia,ja mam czworeczke wiec mozesz sobie wyobrazic ,ze i mi sie zdarzaja momenty gdy zaczyna sie we mnie gotowac.Wiadomo-dzieci rozpiera energia-szczegolnie w deszczowe dni.A i czasem humor nie taki,zabki rosna...mi tez sie czasem zdarza `wstac lewa noga.;)Pomaga oczywiscie to,ze nie jestem z nimi sama przez wiekszosc dnia-jedynie rano a wtedy wszyscy jeszcze mamy swieze humory. Moja druga deska ratunku to wyjsc na chwile na swieze powietrze i slowo daje,ze za 2 minuty juz zaczynam za nimi tesknic. Na szczescie mamy wyrozumialych sasiadow i sporo przestrzeni wokol domu wiec nikomu nie przeszkadza takie moje wyjscie przy akompaniamencie dobiegajacych z domu wrzaskow. Gdy wroce po chwili mam juz tylko wielka ochote je przytulic i one tez sie jakos szybko uspokajaja. Tlumaczymy sobie cale zajscie,czasem jest kara gdy trzeba ale tak mi jakos latwiej znalezc madre rozwiazanie gdy ochlone na zewnatrz.Dzieci jednak bardzo szybko przechwytuja nasze nastroje.Widze,ze to daje jakies rezultat bo teaz np ,gdy cos oim sie zdarzy przeskrobac ,zaraz mowia `przepraszam`,nawet w stosunku do siebie nawzajem.Napewno ile rodzicow tyle pomyslow. U mnie to dziala i cale szczescie bo przy naszej gromadce potrzebne nam bylo cos `cool`;)
      • Gość: sawlb Re: Złość na dziecko IP: *.* 20.01.02, 21:16
        Dodam jeszcze,ze z natury jestem raczej holeryczka,a jednak nawet u mnie ta metoda sie spradzila.
    • Gość: Anias Re: Złość na dziecko IP: *.* 21.01.02, 00:08
      Dobrze jest mieć możliwość wyjść choć na trochę, by za godzinę, dwie - stęskniona, z nowymi siłami wrócić do swojego urwisa. Wiem, nie zawsze jest taka możliwość. Mimo wszystko postaraj się jak najmniej krzyczeć na dziecko i "klepać go". U mnie to odnosiło przeciwny skutek - chłopczyk był jeszcze bardziej nerwowy, przekorny, nieznośny. Spróbuj chociaż przez tydzień (w ramach ćwiczenia) spokojnie tłumaczyć i podnosić głos tylko wtedy, gdy dzieje się coś już naprawdę poważnego. Kiedy mój maluch wrzeszczał wniebogłosy, bo mu na coś nie pozwalałam starałam się spokojnie i stanowczo mówić nie (choć w środku się gotowałam) - szybko zrozumiał, że nie zmienię zdania, zwłaszcza, gdy wrzeszczy. Nauczył się zwyczajnie, spokojnie prosić o pewne rzeczy. Gdy rzucał się na mnie z biciem chwytałam go za ręce i mówiłam dobitnie, ale spokojnie "To mnie boli. Czy ja też mam Cię tak samo bić?" Na tym pytaniu się kończyło, bo dziecko już się do mnie tuliło i przepraszało.Kiedyś jak coś chciał od razu krzyczał. Teraz to często on mówi naśladując nas: "Dziadek nie krzycz. Mów normalnie." Nie twierdzę, że moje dziecko zmieniło się całkowicie, ale jest naprawdę dużo lepiej od czasu kiedy pilnuję się, by nie krzyczeć na niego. Łatwiej mu coś wytłumaczyć, jest spokojniejszy, częściej przeprasza, gdy coś nabroi i wbrew pozorom chętniej wykonuje nasze polecenia.U mnie pomogło, u Ciebie wprawdzie nie musi, ale warto spróbować stłumić przez tydzień lub dwa złe emocje (może znaleźć jakiś inny sposób na ich wyładowanie?).PowodzeniaA.
      • Gość: 220571 Re: Złość na dziecko IP: *.* 21.01.02, 20:15
        > U mnie pomogło, u Ciebie wprawdzie nie musi, ale warto spróbować stłumić przez tydzień lub dwa złe emocje (może znaleźć jakiś inny sposób na ich wyładowanie?).U mnie też to pomaga, tylko co robić z własną złością? Ja nie jestem jej w satnie dusić w sobie ani jednego dnia a co dopiero tydzień?! Wydaje mi się, że Sylwia pytała właśnie o sposoby "rozładowania" własnej złości w jakiś cywilizowany sposób.Pozdrawiam
        • Gość: Anias Re: Złość na dziecko IP: *.* 21.01.02, 21:55
          Kurczę! Nie umiem poradzić komuś kogo nie znam jak poradzić sobie z własną złością, skoro samej przychodzi mi to czasem z wielkim trudem (a siebie, przynajmniej teoretycznie, znam najlepiej). Jest to pewnie sprawa temperamentu, charakeru czy czego tam jeszcze...Piszesz, że u Ciebie pomaga, a z drugiej strony, że nie potrafisz stłumić złości nawet jednego dnia... Czegoś tu nie kumam...Moim sposobem na złość, ból, nieprzespane noce jest świadomość, że to nie będzie trwało wiecznie: mąż przyjdzie z pracy i zajmie się małym; ból przeminie; moje dziecko w końcu zacznie przesypiać noce - właśnie niedawno to nastąpiło.Oczywiście wszystko brzmi dużo prościej w teorii niż wygląda w praktyce. Wszak mamy jeszcze rozum i może on czasami powinien wziąć górę nad emocjami.A.
          • Gość: 220571 Re: Złość na dziecko IP: *.* 22.01.02, 21:49
            > Piszesz, że u Ciebie pomaga, a z drugiej strony, że nie potrafisz stłumić złości nawet jednego dnia... Czegoś tu nie kumam...Pomaga to znaczy jak jestem spokojna, to dzieci są spokojne i "grzeczne". Ale jak się "wścieknę" to sprawy wyglądają inaczej. I tak jak napisała Dorka, najpierw złość, a potem refleksja.
    • Gość: KvM Re: Złość na dziecko IP: *.* 22.01.02, 00:28
      To ja, Dorka mama Sikory.Sylwio, jeśli naprawdę uważasz, że nie radzisz sobie z własną złością, jeśli nie jesteś w stanie ubiec nerwowych reakcji opanowaniem (najpierw reakcja, potem refleksja) - sięgnij po książkę "Życie ze złością" Ron"a Potter"a - Efron"a.Przed zajściem w ciążę (pierwszą), byłam dosłownie uzależniona od złości - czyli adrenaliny. Był to "posag" z domu rodzinnego, który ujawnił się w sytuacji, która zaczęła mnie przerastać.Jeśli nie podniosłam sobie adrenaliny przynajmniej raz dziennie, chodziłam jak śnięta ryba. I wcale te stany pobudzenia nie były miłe. Czułam się okropnie. Miałam wyrzuty sumienia, że terroryzuję męża. Nie potrafiłam jednak okiełznać tego dziwnego pędu do silnego wzburzenia.Pomogła mi ta książka. Uświadamiając, że mam poważny problem. Reszty - czyli odwyku - dokonałam sama przy wielkim wsparciu męża.Istnieją różne stopnie uzależnienia od złości. Na ten pierwszy cierpi prawdopodobnie spora grupa ludzi. Jest on tak "subtelny", że się go ignoruje traktując jako coś normalnego. Jednak uzależnienie od złości z czasem się pogłębia i potrzebując większej dawki adrenaliny, człowiek szuka coraz nowszych bodźców, pretekstów. I tu, w zależności od różnych czynników (osobowość, temperament, skłonności itd.), to uzależnienie albo się stabilizuje, albo szybko pogłębia, przynosząc straszne skutki.Ja byłam na etapie takiego dziecięcego wściekania się. Np. Mąż mnie niechcący, ale boleśnie przydepnął, wtedy ja automatycznie, bez zastanowienia trzepnęłam go ręką w ramię. Czyli nie były to już tylko słowa. Naruszałam granicę drugiego człowieka. Zaraz potem opamiętywałam się i przepraszałam, lecz nie zmieniało to faktu, że użyłam siły fizycznej. Nawet jeśli było to niewinne "trzepnięcie".Mąż mówił mi, że na pewno będę bić dzieci. Strasznie się tym przejęłam. Miesiące pracy nad sobą przyniosły wspaniały efekt - przywitałam nasze dziecko jako opanowana, zrównoważona, ale świadoma drzemiących głęboko "demonów" osoba. Wyleczyłam się z uzależnienia i nauczyłam panować nad reakcjami płynącymi z tej zwykłej złości, wynikającej ze zmęczenia, przepracowania. Czasem czułam nieprzepartą chęć "ukręcenia głowy", szybko jednak identyfikowałam te złe emocje i pacyfikowałam.NIe wiem , jak mi się udaje wypuszczać tę złość (jak powietrze z płuc), a na jej miejsce wywoływać żartobliwe nastawienie.Bardzo duże znaczenie ma wsparcie najbliższych - męża, rodziców, jeśli się z nimi mieszka. Ogromne znaczenie ma nasza świadomość, samoświadomość, znajomość siebie, własnych słabości i mocnych stron. Jeśli potrafimy przyznać przed sobą, że coś jest z nami nie tak, jeśli umiemy "postawić diagnozę", przezwyciężymy nasze słabości o wiele szybciej.Mnie się udało, czego życzę Tobie i wszystkim mamom z podobnym problemem. :-) Dorka :-)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka