mgla_jedwabna
22.03.07, 16:02
Tak sie zastanawiam- wciaz ktos narzeka ze jego dziecko ma/ byc moze ma/ ma kolege w klasie z/ trzeba mu/jej zdiagnozowac czy ma ADHD. I nachodzi mnie taka refleksja, kiedy porownam wlasne dziecinstwo z tym, jakie ma wiele dzieciakow w duzych miastach obecnie.
Kiedy wracalam ze szkoly, wychodzilam na dwor pobiegac. Jak mialam, dajmy na to 8 lat. O strzezonych osiedlach nikomu sie nie snilo, na podworku dzieciaki bawily sie w berka, w chowanego, graly w pilke, dziewczynki jeszcze skakaly na skakance, w gume, mlodsze w klasy itp. Zima byly sanki itd. Teraz dzieci w tym wieku zamiast chodzic do najblizszej osiedlowej szkoly sa dowozone nieraz na drugi koniec miasta (minus poltorej godziny z zycia dziennie). Po lekcjach maja dodatkowy angielski,pianino, kolka zainteresowan itp. Nawet jesli chodza na jakies zajecia sportowe, to tam trzeba robic to, co kaze trener (np. skupic na technice, ktora wlasnie tlumaczy), a nie robic co sie komu podoba.
chyba troche brakuje tym dzieciakom czasu i miejsca, zeby sie wyszalec. nic dziwnego, ze "roznosza" dom, klase, szkole na przerwie. Do tego dochodzi trzesienie sie nad dzieckiem "bo jeszcze mu sie cos stanie"- z tego co pamietam, mialam np. wiecznie porozbijane kolana, ale wspolczesnie mialabym pewnie zakaz lazenia po drzewach. Kazdy woli miec chyba dziecko- ciamajde niz dziecko w paru plastrach na odrapanej skorze.
Czy to cale ADHD nie wzielo sie ze zbytniego krepowania swobody, ktora zawsze byla przywilejem tzw. beztroskiego dziecinstwa?