Dodaj do ulubionych

Czy Wasze dzieci chodzą do spowiedzi?

03.04.07, 13:19
Wlasnie jestem po rozmowie z bratanica, ktora szykuje sie do spowiedzi
wielkanocnej. 13 lat, 6 klasa. Okazalo sie, ze chodzi do spowiedzi tylko na
Wielkanoc i to pod przymusem ze strony babci, ktora tego pilnuje.Ale co mnie
zdziwilo, ze oprocz niej do spowiedzi wybiera sie z calej klasy tylko 2 innych
dzieci (na 26). Jak to jest u Was? Nie mam dzieci, znajomych z dziecmi tez
nie, wiec pytam na tym forum. Dziekuje za wszystkie odpowiedzi.
Obserwuj wątek
    • default Re: Czy Wasze dzieci chodzą do spowiedzi? 03.04.07, 14:06
      Chodzenie do spowiedzi pod przymusem to jakieś nieporozumienie. Albo ktoś
      wierzy i ma wewnętrzne przkonanie, że rozmowa z księdzem w konfesjonale oczyści
      jego duszę, alebo ulega po prostu presji i poddaje się stresującej czynności,
      jaką jest wyjawianie swoich tajemnic obcej, lub prawie obcej osobie.
      • verdana Re: Czy Wasze dzieci chodzą do spowiedzi? 03.04.07, 14:29
        Nie wie. Mój 12-letni syn mial rekolekcje, ostatniego dnia jest spowiedź. To
        jego sprawa, jego sumienie - poszedł czy nie.
        Nie pytalam.
        • gringo68 Re: Czy Wasze dzieci chodzą do spowiedzi? 03.04.07, 14:42
          verdana napisała:

          > Nie wie. Mój 12-letni syn mial rekolekcje, ostatniego dnia jest spowiedź. To
          > jego sprawa, jego sumienie - poszedł czy nie.
          > Nie pytalam.


          No to widzę, że masz głeboko gdzieś co robi twoje dziecko. Nikt tu nie mówi o
          ciągnięciu na siłę do kościóła, ale to rodzice mają obowiązek przekazywania
          wiary i wychowywania zgodnie z wyznawanymi przez siebie wartościami. Nie jest
          to jeszcze dorosły czlowiek, który może kierować się swoimi poglądami i
          decyzjami. Minimum zainteresowania wypada przejawić, no chyba, że jesteście
          wierzący na pokaz i wiara jako taka was nie interesuje....

          Rozumiem, że podobną logikę stosujesz co do wyjść twojego dziecka, spotykania
          się z rówieśnikami, popalania za rogiem. To przecież jego sprawa i sumienie, no
          nie...?
          • verdana Re: Czy Wasze dzieci chodzą do spowiedzi? 03.04.07, 14:54
            Nie mam głęboko gdzieś. Tylko uwazam, ze dziecko ma prawo do nie spowiadania mi
            się ze swojej wiary/niewiary. A wpieprzanie mu sie butami w sumienie pooduje
            jedno z dwojga
            -albo bedzie klamać
            -albo zamiast własnego sumienia bedzie się "sluchało mamusi". Do wieku
            dojrzewania, gdy nagle okaze sie, że juz mamusi sluchać się nie musi, a
            sumienia jakos brak.
            Podobnie nie rwiduje szuflad, nie czytam pamiętnikow, nie zagladam do tornistra.
            A wiara - mnie nie interesuje. Interesuje męża, ale on tez nie pyta. Wiara pod
            przymusem nie nazywa sie wiarą.
          • triss_merigold6 Re: Czy Wasze dzieci chodzą do spowiedzi? 03.04.07, 14:55
            Trafiłeś jak kulą w płot.D Verdana jest ateistką.

            Moje dziecko raczej nie będzie chodzić do spowiedzi ponieważ jest wychowywane
            bezreligijnie.
          • ella_e Re: Czy Wasze dzieci chodzą do spowiedzi? 03.04.07, 14:57
            Dziekuje za posty. Nie chodzi mi jednak o to czy spowiedz pod przymusem jest cos
            warta, albo czy ktos dobrze lub zle wychowuje dzieci. Ciekawi mnie sama
            statystyka, bo jezeli Polska jest krajem katolickim, to srednia (chodzenia do
            spowiedzi) mojej bratanicy temu dobitnie zaprzecza. Dodam, ze nie jestem
            praktykujaca katoliczka, ale wyboru dokonalam w doroslym zyciu, dlatego to pytanie.
            • shady27 a propo katolickiego panstwa 03.04.07, 18:11
              nie wiem czy sluchalyscie wczoraj wiadomosci. Mowili, ze 30% wierzacych w naszym kraju nie zna ani jednego grzechu glownego (ja tez nie znam, ale ja sie nie zaliczam do tej grupy tylko do tego 1% ateistow) ani 10 przykazan, ktore ja ateistka znam (nie wszystkie, ale pare znam)....dlatego mowienie o naszym kraju katolicki, to nieporozumienie, bo ilez jest osob prawdziwie wierzacych a ilu na pokaz, lub bo wypada
          • olamazur Re: Czy Wasze dzieci chodzą do spowiedzi? 03.04.07, 15:13
            Strasznie napastliwy post napisałaś/eś, gringo68. Pełen insynuacji np. że
            Verdana ma gdzieś to, co robi jej dziecko.
            Mnie się postawa Verdany podoba, będę robić podobnie. Do niczego nie zmuszać,
            ale też nie odciągać, jak dziecko samo będzie chciało.
            A co do głównego pytania - znam dzieci katolickie (chrzczone, do I komunii
            przyjmowane), które nie chodzą do spowiedzi. Nie lubią, nie chcą, wreszcie -
            nie czują potrzeby.
            • ella_e Re: Czy Wasze dzieci chodzą do spowiedzi? 03.04.07, 15:39
              Dzieki olamazur.
              Ale mnie sie dzis chyba swiatopoglad zalamie. Vivepremier z LPR, wiekszosc tez
              prokatolicka, pokolenia JP II, a tu rosnie ateistyczna mlodziez??
              • verdana Re: Czy Wasze dzieci chodzą do spowiedzi? 03.04.07, 16:15
                Właśnie dlatego rośnie.Jeszcze trochę i wiekszość mlodziezy przejdzie na
                pozycje wojujacego ateizmu.
                • pgosia87 Re: Czy Wasze dzieci chodzą do spowiedzi? 22.04.07, 23:03
                  Ty masz verdana absolutną rację. Od jakiegoś czasu jak słyszę sformułowanie w rodzaju "katolickie poglądy" niebezpiecznie mi się ciśnienie podnosi..
          • jacksparrow1 Re: Czy Wasze dzieci chodzą do spowiedzi? 03.04.07, 19:30
            Z tego co Verdana napisala nie ma gleboko gdzies co jej dziecko robi tylko nie
            wchrzania sie dzieciakowi w sprawy wiary - jak ma potrzebe pojscia do spowiedzi
            to idzie jak nie to nie idzie.I po co ma zadawac pytanie - byles u spowiedzi i
            jak otrzyma odpowiedz ze nie to co pytac dalej dlaczego?Wie ze byly
            rekolekcje , wie ze mial mozliwosc pojscia do spowiedzi a czy poszedl czy nie
            to jego sprawa.
            Moje dziecko 2 lata temu poszlo do pierwszej komunii.Jej kolejna spowiedz przed
            Bozym Narodzeniem wywolala u niej cos w rodzaju paniki - nie chcialo dziecko za
            chinskiego boga wejsc do konfesjonalu - paniczny strach i koniec kropka.Dzieki
            Bogu ksiadz byl bardzo przyjazny dzieciom( byl bo go juz przeniesli z naszej
            parafii) i wyszedl do splakanego dziecka, poszli gdzies do jakiegos pokoiku i
            do kosciola wrocili w wesolym nastroju dowcipkujac i ksiadz wrocil do
            spowiadania pozostalych.Teraz nowy ksiadz wprowadzil cos nowego i przed
            Wielkanoca przyszedl do szkoly i dzieciaki mialy mozliwosc do spowiedzi.Kto
            chcial.Tylko ze jest to szkola katolicka wiec zasady troszeczke inne.Podoba mi
            sie to.
    • acorns Re: Czy Wasze dzieci chodzą do spowiedzi? 03.04.07, 19:56
      Moja córka (12 lat) nie chodzi do spowiedzi, bo uważa że nie ma to sensu i że
      to jest niepotrzebna zupełnie szopka. Co jej z tego przyjdzie że się wyspowiada
      np. z kłótni i z koleżanką i obgadania jej? Odklepie litanię w ramach pokuty, a
      następnego dnia znów się pokłócą, obgadają się wzajemnie, po czym znów się
      pogodzą i tak w kółko. Po prostu uznała że jeśli Bóg naprawdę istnieje to ma
      ważniejsze sprawy niż jej kłótnie z koleżanką. Poza tym jeśli Bóg widzi
      wszystko tak jak ją uczyli na katechezie to z pewnością zauważy że ona żałuje
      tego co zrobiła źle i że stara się więcej tego nie powtórzyć. Spowiadanie się
      jednego człowieka przed drugim w niczym tu nie pomoże. A jeśli ktoś spowiada
      się tylko po to żeby za chwilę grzeszyć w taki sam sposób, to jaki sens ma taka
      spowiedź? Tak więc Młoda się nie spowiada i dobrze jej z tym.
      • gryzelda71 Re: Czy Wasze dzieci chodzą do spowiedzi? 03.04.07, 20:07
        acorns napisał:
        A jeśli ktoś spowiada
        > się tylko po to żeby za chwilę grzeszyć w taki sam sposób, to jaki sens ma taka
        > spowiedź?
        No jeśli nie ma postanowienia poprawy,to nie ma sensu.
      • olamazur Re: Czy Wasze dzieci chodzą do spowiedzi? 03.04.07, 21:10
        acorns napisał:
        > Odklepie litanię w ramach pokuty, a
        > następnego dnia znów się pokłócą, obgadają się wzajemnie, po czym znów się
        > pogodzą i tak w kółko.

        Bo spowiedź to nie terapia. Na terapii człowiek poznaje siebie, swoje
        motywacje, ktoś obeznany z psychiką ludzką uzmysławia mu pewne rzeczy. Po
        terapii naprawdę można się zmienic na lepsze, można zrozumiec, dlaczego robi
        się ciagle to, co się robi, mimo że się nie chce. A spowiedź? Ludzie chodzą
        całymi latami z tymi samymi grzechami, starają się wzbudzic w sobie żal,
        odklepują litanię, a potem idą i postępują tak samo.
        Właściwie to gratuluję tej dziewczynce, która odkryła tę bezsensownośc
        spowiedzi tak szybko, mnie to zajęło z trzy razy więcej czasu...
        • jola_ep Re: Czy Wasze dzieci chodzą do spowiedzi? 03.04.07, 21:32
          > Właściwie to gratuluję tej dziewczynce, która odkryła tę bezsensownośc
          > spowiedzi tak szybko, mnie to zajęło z trzy razy więcej czasu...

          Może teraz pora, aby porzuciwszy w końcu dziecinne wyobrażenia o spowiedzi, odkryć jej właściwy sens?

          Pozdrawiam
          Jola
          • bri Re: Czy Wasze dzieci chodzą do spowiedzi? 05.04.07, 00:28
            Jeszcze by się przydało więcej spowiedników, którzy zrozumieją to samo wink
    • lena575 Re: Czy Wasze dzieci chodzą do spowiedzi? 03.04.07, 21:00
      Uważam,że dzieci najczęściej są tak samo wierzący jak ich rodzice a
      przynajmniej ten dla nich "wiodący" tzn. który jest dla nich autorytetem. Jeśli
      z dzieckiem odmawia sie pacierz, chodzi wspólnie do koscioła i przekazuje
      wartości katolickie to 12-latkowi nawet do głowy by nie przyszło czy iść czy
      nie iść do spowiedzi, iść czy nie iśc do koscioła. Jeśli rodzic 12-latkowi
      zostawia takie sprawy do "rozważenia" to do licha zastanówcie się kto z nas w
      wieku 12 lat poszedłby do kościoła, na religię lub modlił się ?!?!?!?! jesli
      rodzic powiedziałby mu "rob co chcesz". Zwykle idzie się na łatwiznę a jeszcze
      w sytuacji gdy trzeba przetrzepać własne sumienie ...powiedzcie dziecku,że może
      ale nie musi chodzić na kółko matenmatyczne lub biologiczne i zgadnijcie co
      wybierze ?????
      • olamazur Re: Czy Wasze dzieci chodzą do spowiedzi? 03.04.07, 21:15
        > Uważam,że dzieci najczęściej są tak samo wierzący jak ich rodzice a
        > przynajmniej ten dla nich "wiodący" tzn. który jest dla nich autorytetem.
        Jeśli
        > z dzieckiem odmawia sie pacierz, chodzi wspólnie do koscioła i przekazuje
        > wartości katolickie to 12-latkowi nawet do głowy by nie przyszło czy iść czy
        > nie iść do spowiedzi, iść czy nie iśc do koscioła. Jeśli rodzic 12-latkowi
        > zostawia takie sprawy do "rozważenia" to do licha zastanówcie się kto z nas w
        > wieku 12 lat poszedłby do kościoła, na religię lub modlił się ?!?!?!?!

        Trochę racji zapewne w tym jest. Chociaż akurat ja jak byłam dzieckiem, to
        bardzo lubiłam chodzic do kościoła, na pielgrzymki, byłam dumna, jak
        przyjmowałam komunię, a do spowiedzi zdarzało mi się iśc pod wpływem impulsu.
        Widziałam na mszy, że pali się lampka w konfesjonale, i spontanicznie szłam,
        mama nie pchała, bo chodziła na inną godzinę.
      • jola_ep Re: Czy Wasze dzieci chodzą do spowiedzi? 03.04.07, 21:29
        > Uważam,że dzieci najczęściej są tak samo wierzący jak ich rodzice

        Zgadzam się. Przy czym bardziej liczy się wiara, taka, jaka jest - a nie ta okazywana zewnętrznie. Moja mama jest wierząca, choć ani nie chodziła do kościoła (wtedy), ani mnie nie zmuszała.

        > Jeśli rodzic 12-latkowi
        > zostawia takie sprawy do "rozważenia"

        Moja córa ma prawie 12 lat i ja raczej przypominam, zachęcam, ale nie zmuszam i pozostawiam kwestie chodzenia do kościoła i spowiedzi jej samej. Ważną rolę odgrywają w tym wieku rówieśnicy. Pamiętam, jak przed Bożym Narodzeniem przypomiałam jej o dniu spowiedzi. Właściwie była to ostatnia okazja. Sama "załapałam" się w ostatniej chwili wink Moje dziecko prychnęło, że nie ma czasu, że chętnie, ale właśnie umówiła się z koleżanką i ona nie idzie. I poszła do koleżanki. Nie, to nie... 5 minut później wleciała rozświergotana, że coś takiego, no nie wyobrażam sobie, ale ich kolega idzie na spowiedź. Co tam spowiedź, on jest ministrantem. Więc one się dołączają i idą. I poleciała wink
        Teraz przed Wielkanocą po prostu umówiła się z koleżankami. Wiem, że była, bo mi o tym powiedziała.
        to do licha zastanówcie

        >powiedzcie dziecku,że może
        > ale nie musi chodzić na kółko matenmatyczne lub biologiczne i zgadnijcie co
        > wybierze ?????

        Moje dziecko chodzi na różne kółka. Nie musi, ale lubi smile

        Pozdrawiam
        Jola
        • bri Re: Czy Wasze dzieci chodzą do spowiedzi? 05.04.07, 00:34
          Fakt, że zdecydowała się wyspowiadać bo kolega jest ministrantem nie świadczy o
          potrzebie spowiedzi tylko potrzebie akceptacji w grupie rówieśniczej - bardzo
          naturalnej u osób w tym wieku wink
          • jola_ep Re: Czy Wasze dzieci chodzą do spowiedzi? 05.04.07, 09:35
            > Fakt, że zdecydowała się wyspowiadać bo kolega jest ministrantem nie świadczy > potrzebie spowiedzi tylko potrzebie akceptacji w grupie rówieśniczej - bardzo
            > naturalnej u osób w tym wieku wink

            Dlatego pisałam, jak ważną rolę odgrywa grupa równieśnicza smile
            A jednocześnie nie wyklucza to potrzeby spowiedzi. Czasem bywa tak, że chcemy coś zrobić, ale nam się nie chce - wtedy wystarczy mały impuls.

            Pozdrawiam
            Jola
      • verdana Re: Czy Wasze dzieci chodzą do spowiedzi? 04.04.07, 22:59
        W zyciu nie mowilam dziecku, na jakie kółka ma chodzić - nawet w pierwszej
        klasie - a co roku wybiera kilka. W tym chodzi na dwa kółka, ktore mnie są
        kompletnie obojetne - na plastycznie i dodatkowe lekcje z matematyki. Wręcz
        miałam watpliwosci, bo to na 7-8 lekcji i uważam, ze to dla 12-ka za dlugo. Ale
        chce, to chodzi.
        No i jaki jest sens chodzenia na kółko zainteresowań bez zainteresowań? Bo
        mamusia każe? Długo takie "wymuszone" zainteresowania nie przetwają. To znaczy
        tak dlugo, az mama bedzie miała dosyć sily, by do nich zmuszać.
        To prawda - dzieci zmuszane często do tego, co ich nie interesuje, gdy tylko
        moga idą "na łatwiznę" - tzn. nie robia tego, co zdaniem rodzicow
        jest "interesujace", tylko to co ich samych interesuje.
      • aimart Re: Czy Wasze dzieci chodzą do spowiedzi? 16.04.07, 23:53
        Nie zgadzam sie. Wyroslam w katolickim domu. Pacierze, msze i inne odpusty byly
        na porzadku dzinnym. Przystapilam do pierwszej komunii. Pierwsza spowiedz byla
        jedna z ostatnich (traumatyczne przezycie) i w wieku 12 lat juz nie chodzilam
        do kosciola (co najwyzej od wielkiego dzwonu). Bardzo tego nie lubialm i zle
        sie tam czulam. Pomimo mojej katolickiej rodziny, ktora na szczescie mi na to
        pozwolila.

        A na kólka przedmiotowe chodzilam bez niczyjej zachety czy przymusu. Do wiary
        nikogo nie da sie zmusic. Nawet wychowanego w wierze.
    • paulaula Re: Czy Wasze dzieci chodzą do spowiedzi? 04.04.07, 22:14
      Moja 14-letnia córodzi do spowiedzi dwa razy w roku. Na mszę również, choć na
      pewno nie zawsze. Staram się, by wierzyła i czerpała z wiary to co najlepsze,
      widziała jej sens, nie bacząc na poczynania kościoła. Swoich opinii na temat
      kożsiła nigdy nie wyrażam przy niej. Sama nie spowiadam się, ponieważ nie
      mogę, bo jestem po rozwodzie, ale staram się chodzić z dziećmi do kościoła, bo
      uważam że to ważne, dzieci nie powinny na tym etapie wybierać co wolą.Bez wiary
      nie da się żyć, a jak dorośnnie sama o sobie zdecyduje, tymczasem ona jak i
      cała klasa była na rekolekcjach i na spowiedzi, na pewno nie przymuszani. Poza
      tym religię mają z siostrą, która nie realizuje programu, tylko modli się z
      dziećmi, tłumaczy i wierzy że cokolwiek dzieci nie robią, na pewno nie mają
      złych intencji. Mało teraz\takich ludzi, więc tym bardziej mnie to cieszy.
      • bri Re: Czy Wasze dzieci chodzą do spowiedzi? 05.04.07, 00:25
        Bez wiary da się żyć. Wiary się nie da wypracować - obdarzeni jesteśmy łaską
        wiary albo nie.

        Dlaczego tak Ci zależy, żeby Twoje dzieci identyfikowały się z instytucją,
        która potępia Cię na wieki ponieważ wzięłaś rozwód??? Czemu nie krytykujesz
        kościoła przy niej, jeśli uważasz że na krytykę zasługuje?

        • paulaula Re: Czy Wasze dzieci chodzą do spowiedzi? 05.04.07, 07:29
          Nie chcę, żeby dzieci identyfikowały się z instytucją kościoła i to staram się
          tłumaczyć, kiedy moja córka chce abym wyjaśniałą jej czasem absurd lub
          niegodziwość zwykle księży, ale moje zdanie na temat kościoła jako instytucji
          wynika z moich doświadczeń, co nie znaczy że można generalizować, a dzieci to
          co mówimy przyjmują za dogmat i swoje zdanie, a tego nie chcę. Niech wierzy w
          Boga jak ja i jak najdłużej w ludzi.
    • wieczna-gosia Re: Czy Wasze dzieci chodzą do spowiedzi? 05.04.07, 00:06
      Chodza. Podobnie jak verdana nie pytam- same mi powiedzialy smile
      • gringo68 Re: bezsesn 05.04.07, 10:40
        Coż, uważami, że wiekszośc wypowiedzi zupełnie nie trzyma się kupy. Ludzie,
        jeśli jesteści wierzącymi i praktykującycmoi chrześcijanami, naturalnym jest że
        wychowujecie w wierze swoje dzieci i interesujecie się tym co one w tym temacie
        robią, -przecież wyznawanie religii niesie za saba pewne obowiązki, a kto jeśli
        nie rodzice mają od dzieci wyegzekwować ich przestrzeganie.. Przecież to od
        rodziców pzed wszstkim zależy religijny rozwoj dziecka, a mowa o malych
        dzieciach, nie nastolatkach. Jeśli nie dbacie o to, to wasza wiara jest na
        pokaz a wy jesteście hipokrytami, aa wiarę traktujecie na zasadzie supermarketu
        wybierając to co jes dla was wygodne.. Rozumiem, że osobie niewierzącej może
        być wszystko jedno co wyznaje i praktykuje jej dziecko, jednak pisanie, że
        religia jest wyłacznie sprawą dziecka mija się z sensem...
        • olamazur Re: bezsesn 05.04.07, 11:49
          W Polsce katolickość i związane z nią rytuały nie są po prostu tylko wiarą
          (czyli wewnętrznym osobistym odczuwaniem więzi z Bogiem), ale także należą do
          tradycji, jakie kultywuje nasze społeczeństwo. Między innymi do tradycji
          należy: chrzczenie dzieci, posyłanie ich do I komunii, świętowanie Bożego
          Narodzenia.
          W takiej tradycji wychowują dzieci także ci Polacy, którzy są niewierzący
          (niemodlący się, niechodzący do kościoła, nieprzestrzegający 10 przykazań,
          niespowiadający się).
          Niektórzy się złoszczą, nazywając taką postawę hipokryzją albo wiarą na pokaz.
          Przesada. Nie urządzam świąt na pokaz, bo niby przed kim mam się pokazywać?
          Urządzam święta, bo w takiej tradycji zostałam wychowana i bo lubię RODZINNE
          święta (rodzinne, nie: religijne). Nie idę do spowiedzi na święta, to jestem
          hipokrytką? Absurd. Nie idę, bo nie lubię i nie odczywam potrzeby.
          • triss_merigold6 Re: bezsesn 05.04.07, 11:57
            Bez przesady. Obchodzę święta tradycyjnie a dziecko nie jest ochrzczone ani
            wychowywane w wierze.
            • olamazur Re: bezsesn 05.04.07, 12:15
              triss_merigold6 napisała:

              > Bez przesady. Obchodzę święta tradycyjnie a dziecko nie jest ochrzczone ani
              > wychowywane w wierze.

              A byłaś pierwszą w rodzinie, która nie ochrzściła? Sama jesteś chrzczona?
              Bo ja mówiłam o takich, co wyrośli z tradycji katolickiej i z nią nie zerwali.
              Trudno jest zerwać, wierz mi, nie przesadzam. Gdyby nie było trudno, to wielu
              tych niewierzących by nie praktykowało.
              • triss_merigold6 Re: bezsesn 05.04.07, 14:46
                Jestem z ateistycznej rodziny więc światopogląd miałam i mam określony.
                Tradycja to tradycja a wiara to insza inszość.wink
                • olamazur Re: bezsesn 05.04.07, 15:02
                  triss_merigold6 napisała:

                  > Jestem z ateistycznej rodziny więc światopogląd miałam i mam określony.
                  > Tradycja to tradycja a wiara to insza inszość.wink

                  Ależ święta racja! Tylko że Tobie łatwiej wiarą się zajmować, bo nigdy tego nie
                  robiłaś. A jak ktoś jest z katolickiej rodziny, a wiarę stracił już w dorosłym
                  życiu, to nie jest mu łatwo zerwać z tradycją chrzczenia dzieci i posyłania ich
                  do I komunii.
                  Dlatego jak piszesz "bez przesady" to trochę nie wiesz, co piszesz...
                  Naprawdę nie jest łatwo podjąć decyzję o zerwaniu z tym wszystkim, o
                  niechrzczeniu. Bo z jednej strony - ja już nie wierzę, ale anuż dziecko będzie
                  wierzyć? W końcu jest z katolickiej rodziny, ciężko tak dziecku zamykać drogę.
                  Pozdrawiam smile
                  • okrent9 Re: bezsesn 17.04.07, 22:40
                    olomazur, nie rozumiem, jak to sobie w praktyce wyobrażasz: Ty już nie
                    wierzysz, ale może dziecko będzie wierzyć, bo "w końcu jest z katolickiej
                    rodziny"? Czyli Ty nie wierzysz, ale przykładnie praktykujesz? I Twoje dziecko
                    się nie domyśla, że to z Twojej strony czysta hipokryzja? I myślisz, że fakt,
                    że dziecko będzie ochrzczone jakoś automatycznie natchnie je wiarą? czy też
                    chodzenie do kościoła co niedzielę? Ja "wiarę straciłam w dorosłym życiu", jak
                    to określasz, przy czym pochodzę z bardzo religijnej rodziny katolickiej, a nie
                    wyobrażam sobie, bym ochrzciła dziecko tylko dla tradycji. Już może prędzej bym
                    je wysłała do komunii, gdyby było zainteresowane religią w tak młodym wieku.
                    Ale podejrzewam, że aż tak bardzo wierzące nie mogłoby być mając niewierzącą
                    matkę. Znam przypadek małżeństwa, w którym występowała różnica wyznania, wobec
                    czego dzieci nie były w dzieciństwie wysyłane na lekcje religii ani do jednego,
                    ani do drugiego kościoła i sporadycznie tylko uczestniczyły w nabożeństwach w
                    jednym bądź drugim. Ich wiedza religijna - a raczej jej brak - trochę mnie
                    przeraża, pomimo, że nie zależy mi na indoktrynowaniu "wiarą"... po prostu
                    chyba moje własne wychowanie tak mnie naznaczyło, że wydaje mi się, iż pewne
                    zasady, przykazania, dogmaty, dziecko powinno ZNAĆ nawet jeśli nie "wierzy" ani
                    nie praktykuje. A jednak te "bezbożne" dzieci są dobrymi dziećmi. Wrażliwe,
                    znają podstawowe zasady współżycia społecznego, itd. A więc po co udawać, że
                    wierzy się w coś, w co się nie wierzy, i wmawiać to dziecku? Nie lepiej po
                    prostu starać się być dobrym człowiekiem, żeby dawać odpowiedni przykład?

                    Na marginesie: jako nastolatka znałam chłopaka z rodziny, w której sprawy
                    religii były całkiem ignorowane. Jako osiemnastolatek zainteresował się
                    katolicyzmem (przez kolegów i koleżanki, którzy udzielali się w różnych
                    przykościelnych grupach) i w końcu poprosił o chrzest, pierwszą komunię i
                    bierzmowanie. Rok później wstąpił do zakonu. Kolejny przykład na to, że Duch
                    Święty tchnie, gdzie chce...
                    • olamazur Re: bezsesn 18.04.07, 09:10
                      > olomazur, nie rozumiem, jak to sobie w praktyce wyobrażasz
                      No widać, że nie rozumiesz smile Nie wierząc a praktykując żyje wiele ludzi, całe
                      miliony. Rozejrzyj się, na pewno masz znajomych, którzy do kościoła nie chodzą,
                      a ślub kościelny wzięli i dziecko ochrzcili. To powszechne. Właśnie w praktyce.

                      > Czyli Ty nie wierzysz, ale przykładnie praktykujesz?
                      Błędny wniosek. Nie praktykuję, ani przykładnie ani nieprzykładnie.

                      > Ty już nie wierzysz, ale może dziecko będzie wierzyć, bo "w końcu jest z
                      katolickiej rodziny"?
                      Ano tak. Babcie wierzą, do kościoła z nim chodzą. Synek to lubi. Jak widzi
                      kościół, to składa rączki i mówi amen. Jest zafascynowany śpiewem w kościele i
                      figurami świętych. Wygląda na to, że ma naturalną potrzebę uczestniczenia w
                      czymś niezwykłym i odświętnym. W szkole będzie miał religię i naturalną
                      potrzebę uczestniczenia w tym, co rówieśnicy, czyli w chodzeniu do kościoła i
                      przyjęciu I komunii (myślę, że może tak być, jeszcze tego nie wiem). Dlatego
                      nie zamykam mu do tego drogi, nie odwodzę go od tego. Jako dziecko też lubiłam
                      kościół, nie wyobrażam sobie, żebym miała dziecku odbierać to, co mnie samej w
                      dzieciństwie było drogie.

                      > chyba moje własne wychowanie tak mnie naznaczyło, że wydaje mi się, iż pewne
                      > zasady, przykazania, dogmaty, dziecko powinno ZNAĆ nawet jeśli nie "wierzy"

                      Zdaje się, że mylisz wiarę w Boga z zasadami ujętymi w przykazaniach. Te są
                      wspólne dla wszystkich bez względu na to, czy wierzą w Boga (i jakiego) czy
                      nie. To po prostu są zasady życia społecznego - nie zbijajmy się, nie okradajmy
                      itd. To jest także w konstutycji i prawie. Tego się nie odrzuca przy utracie
                      wiary w Boga.

                      > A jednak te "bezbożne" dzieci są dobrymi dziećmi. Wrażliwe,
                      > znają podstawowe zasady współżycia społecznego, itd.

                      A tę wypowiedź była co najmniej nieprzemyślana, a jeśli przemyślana, to... no
                      cóż, moim zdaniem, niemądra. Wygląda na to, że sobie wyobrażałaś, że jak ktoś
                      jest "bezbożny", to kradnie, zabija i ludzi nie szanuje. Wyobrażałaś sobie, że
                      jak ktoś straci wiarę w Boga, to zaczyna czuć, że teraz wolno mu łamać zasady
                      współżycia społecznego. A tu odkrycie: "A jednak bezbożne dzieci są dobrymi
                      dziećmi". Nobla Ci dać smile

                      > A więc po co udawać, że
                      > wierzy się w coś, w co się nie wierzy, i wmawiać to dziecku? Nie lepiej po
                      > prostu starać się być dobrym człowiekiem, żeby dawać odpowiedni przykład?

                      Nie zamierzam niczego udawać ani wmawiać dziecku nieprawdy, i nic takiego nie
                      napisałam. Jestem dobrym człowiekem i daję dziecku odpowiedni przykład - to nie
                      jest sprzężone z wiarą. Jeśli jesteś zdania, że tylko wierzący zachowuje zasady
                      współżycia społecznego, to... no cóż mijasz się z prawdą, że to tak zgrabnie
                      ujmę. Wielu wierzących i praktykujących zachowuje się karygodnie (słyszałaś
                      może o panu, który zamknął 4-latkę w garażu i poszedł na mszę?), a
                      wielu "bezbożników" żyje bardzo przyzwoicie.

                      Najbardziej w tym wątku podobała mi się wypowiedź joli_p - taka o tolerancji i
                      zrozumieniu wobec innych. Byłoby dobrze, gdyby inni też przyjęli taką postawę :-
                      )
        • jola_ep Re: bezsesn 05.04.07, 11:59
          >Przecież to od
          > rodziców pzed wszstkim zależy religijny rozwoj dziecka, a mowa o malych
          > dzieciach, nie nastolatkach.

          Dla mnie 12-latka to już nastolatka. Jeśli dbamy o religijny rozwój dziecka, to nie powinniśmy wymuszać przestrzegania "zewnętrznych" objawów wiary. Czuwać, być obok, rozmawiać, dawać przykład, leciutko popychać we właściwą stronę. Ale to moja córka zdecyduje, czy będzie osobą wierzącą, czy nie. Jeśli jej wiara ma być choć trochę prawdziwa.

          Pamiętam moment, gdy otarłam się o tajemnicę wiary (bo do tej prawdziwej mi daleko...). To było wtedy, gdy mając lat naście zrozumiałam, że nikt mnie do niej nie zmusza. Nawet Bóg.

          Pozdrawiam
          Jola
          • gringo68 Re: bezsesn 05.04.07, 12:40
            > Dla mnie 12-latka to już nastolatka. Jeśli dbamy o religijny rozwój dziecka,
            to
            > nie powinniśmy wymuszać przestrzegania "zewnętrznych" objawów wiary.

            Dlaczego dla ciebie jest to równoznaczne z "wymuszanieM? To chyba naturalne, że
            interesujesz się tym co robią dzieci. Nigdy nie rozmawiasz z dzieckiem na temat
            wiary, Boga, nie odpowiadasz na jego pytania...?

            A co to jest "zewnętrzne"? Wiarę się praktykuje z całym jej bagażem, a nie
            wybiera co jest wygodne. Ten bagaż to zarówno jej przeżywanie wewnętrzne jak i
            zewnętrzne cech. Zresztą modne jest z "wewnętrzności" robienie słowa klucza,
            który ukrywa właśnie ten tumiwisizm i wygodnictwo.


            Czuwać, b
            > yć obok, rozmawiać, dawać przykład, leciutko popychać we właściwą stronę. Ale
            t
            > o moja córka zdecyduje, czy będzie osobą wierzącą, czy nie. Jeśli jej wiara
            ma
            > być choć trochę prawdziwa.

            Owszem decyzja należy do czlowieka, ale dorosłego człowieka dojrzałego
            psychicznie i intelektualnie. Nie każ podejmować dziecku takich decyzji. W tym
            wieku to twoją jako rodzica rola jest dawanie przykładu i wzoru, dlatego ci co
            piszą że świątują ale nie wierzą są dla mnie jednoznacznie hipokrytami. No bo
            jaki pozytywny przekład dają dziecku? Jak robić coś bez wewnętrzego
            przekonania, coś w co się nie wierzy?

            >
            > Pamiętam moment, gdy otarłam się o tajemnicę wiary (bo do tej prawdziwej mi
            dal
            > eko...). To było wtedy, gdy mając lat naście zrozumiałam, że nikt mnie do
            niej
            > nie zmusza. Nawet Bóg.
            >
            > Pozdrawiam
            > Jola


            Jesze raz piszę: nie mam na myśli zmuszania tylko zainteresowanie, wychowanie i
            dawanie przykładu. Od tego są rodzice...
            • jola_ep Re: bezsesn 05.04.07, 13:03
              > Dlaczego dla ciebie jest to równoznaczne z "wymuszanieM?

              Tak zrozumiałam Twoje: "wyegzekwować przestrzeganie".
              Co, jeśli dziecię idzie w zaparte i nie chce? Wyegzekwować dla mnie oznacza wtedy wymusić.

              > A co to jest "zewnętrzne"?

              Mogę wyegzekwować pójście mojego dziecka do spowiedzi (objaw "zewnętrzny"), ale nie mogę wyegzekwować tego, czym dla niej ta spowiedź będzie. Równocześnie jeśli moja córka poczuje się zmuszona, tym większe prawdopodobnieństwo, że "odbębni" forumłki na odczepnego sad

              > Wiarę się praktykuje z całym jej bagażem, a nie
              > wybiera co jest wygodne.

              Całkowita racja smile))
              Ale właśnie ze względu na te trudniejsze elementy niezmiernie ważne jest, aby nasza wiara była naszą świadomą decyzją.

              > Owszem decyzja należy do czlowieka, ale dorosłego człowieka dojrzałego
              > psychicznie i intelektualnie. Nie każ podejmować dziecku takich decyzji.

              Czy ja jej każę? Ja pozwalam smile))
              Ona ma prawie 12 lat. Dla mnie nie jest już dzieckiem. Jest czymś pośrednim i powoli się przepoczwarza. Wiem, że jeszcze trochę mogę na nią wpływać, wiem, jak wpływałam na nią wcześniej. Ale ona tego nie wie wink
              Dlatego nie mówię jej "masz iść do spowiedzi", ani "musisz iść do kościoła", ani nawet "powinnaś wierzyć w ...".

              > Jak robić coś bez wewnętrzego
              > przekonania, coś w co się nie wierzy?

              Tego to już nie wiem.
              Dawniej rozumiałam tych co wierzą i praktykuja, odrobinę tych, co wierzą i nie praktykują, a już zupełnie nie rozumiałam jak można nie wierzyć i praktykować.
              Im bardziej się jednak starzeję, tym mam więcej zrozumienia dla ludzi smile

              > Jesze raz piszę: nie mam na myśli zmuszania tylko zainteresowanie, wychowanie i> dawanie przykładu. Od tego są rodzice...

              O tym to i ja pisałam smile
              Ale nie wiem, co proponujesz w sytuacji, gdy taki 12 latek się zaprze, że np. nie pójdzie do kościoła. Jak wyegzekwować przestrzeganie tego nakazu?

              Pozdrawiam
              Jola
              • gringo68 Re: bezsesn 05.04.07, 13:09

                >
                > O tym to i ja pisałam smile
                > Ale nie wiem, co proponujesz w sytuacji, gdy taki 12 latek się zaprze, że np.
                n
                > ie pójdzie do kościoła. Jak wyegzekwować przestrzeganie tego nakazu?
                >
                > Pozdrawiam

                No wlaśnie zaprze się bo to jest mimo wszstko jeszcze dziecko. Jeśli rodzice
                wcześniej własnym przykładem pokazali mu jak praktykowć wiarę i ewychowali je
                zgodnie z jej wartościami, to prawdopodobieństwo takiego zaparcia jest znikome,
                a jeśli nawet to będzie to typowo dziecięcy bunt. I raczej nie przekonasz mnie,
                ze decyzje 12-latki są w pełni świadome, i zdaje sobie ona sprawę z ich wagi i
                konsekwencji...

                pozdrawiam
                > Jola
                • gringo68 Re: bezsesn 05.04.07, 13:11
                  I jeszcze jedno. Zauważ, ze odnosiłem się do wypowiedzi osób które stwierdziły,
                  że nie interesują się swoim dzieckiem w kontekście wyznania i praktykowania....
                  • jola_ep Re: bezsesn 05.04.07, 13:16
                    > że nie interesują się swoim dzieckiem w kontekście wyznania i praktykowania....

                    Bo może same nie są osobami wierzącymi i praktykującymi?

                    Pozdrawiam
                    Jola
                • jola_ep Re: bezsesn 05.04.07, 13:21
                  > No wlaśnie zaprze się bo to jest mimo wszstko jeszcze dziecko. Jeśli rodzice
                  > wcześniej własnym przykładem pokazali mu jak praktykowć wiarę i ewychowali je
                  > zgodnie z jej wartościami, to prawdopodobieństwo takiego zaparcia jest znikome, a jeśli nawet to będzie to typowo dziecięcy bunt.

                  OK, ale jednak zdarzyło się. Nie ważne, czy dziecięcy, czy nie. Moja córa - lat 12 nie chce iść (bo jej się akurat dziś nie chce). I co wtedy proponujesz? Huknąć, aby zrozumiała, że jeszcze dzieckiem i ma być posłuszna? (a więc zmusić). Albo nie chce iść do spowiedzi - bo zapomniała o dniu spowiedzi, a teraz jej się nie chce, bo ma właśnie w planach ploty z koleżanką. Kazać iść?

                  >I raczej nie przekonasz mnie,
                  > ze decyzje 12-latki są w pełni świadome, i zdaje sobie ona sprawę z ich wagi i konsekwencji...

                  Hmm... a pisałam coś takiego?

                  Pozdrawiam
                  Jola
                • wieczna-gosia Re: bezsesn 06.04.07, 00:50
                  Jeśli rodzice
                  > wcześniej własnym przykładem pokazali mu jak praktykowć wiarę i ewychowali je
                  > zgodnie z jej wartościami, to prawdopodobieństwo takiego zaparcia jest znikome,
                  >
                  > a jeśli nawet to będzie to typowo dziecięcy bunt.
                  jednym z objawow dorastania jest odrzucanie i konfrontacja z pogladami rodzicow.
                  Nie wiem gringo jakie masz dzieci, jak duze, ale z moich doswiadczen wynika, ze
                  w ktoryms momencie trzeba cugle puscic- w kazdej kwestii takze wiary. Z buntu
                  dzieciecego i przekornego w taim cielecym wieku bardzo latwo przejsc do
                  autentycznego i glebokiego sprzeciwu.

                  Jak czlowiek za duzo przy dziecku kombinuje to dziecko sie psuje i nie dziala....
                • ik_ecc Re: bezsesn 06.04.07, 04:17
                  gringo68 napisał:

                  > No wlaśnie zaprze się bo to jest mimo wszstko jeszcze dziecko. Jeśli rodzice
                  > wcześniej własnym przykładem pokazali mu jak praktykowć wiarę i ewychowali je
                  > zgodnie z jej wartościami, to prawdopodobieństwo takiego zaparcia jest
                  > znikome, a jeśli nawet to będzie to typowo dziecięcy bunt.

                  I jak to fizycznie rozwiazac? Pod pache wziac? Wrzasnac? Zastraszyc? Przekupic?
                  Szczerze jestem ciekawa pomyslow.
              • olamazur Re: bezsesn 05.04.07, 13:11
                jola_ep napisała:
                > Im bardziej się jednak starzeję, tym mam więcej zrozumienia dla ludzi smile

                O, to jest super. Pozdrawiam smile
                • andaba Re: Czy Wasze dzieci chodzą do spowiedzi? 05.04.07, 15:05
                  Tak. Nie muszę pilnować, sam o tym wie.

                  Natomiast byłam świadkiem zabawnej sceny z udziałem mojego młodszego syna, drugoklasisty.
                  Było to w ostatni poniedziałek, więc już w Wielkim Tygodniu.
                  Syn jest ministrantem. Na mszy trzymał patenę przy księdzu rozdającym komunię. Po udzieleniu komuni wiernym ksiądz pyta syna czy też przystępuje. Syn odmówił. Więc ksiądz surowo go pyta, kiedy zamierza przystąpić do spowiedzi. Na to syn spokojnie - w maju.
                  • ella_e Re: Czy Wasze dzieci chodzą do spowiedzi? 06.04.07, 20:11
                    Dziekuje za posty. Daly mi duzo do myslenia, bo chyba sa inne niz oczekiwalamsmile
                    Wesolych Swiat.
                    • anik.sweden Re: Czy Wasze dzieci chodzą do spowiedzi? 07.04.07, 07:35
                      Ja byłam wychowywanna w katolickiej rodzinie, ale od 15tego roku życia jestem
                      ateistką. Rodzice pewnie pozwolili mi, bo mama do 24 roku życia też nią była,
                      jest wykształcona i b. mądra życiowo. Do niczego mnie nie zmuszano. Było mi
                      trochę gorzej, bo mieszkałam na wsi, więc była presja społeczna (np cała klasa
                      tuż spod szkoły po iluś tam lekcjach szła na rekolekcje). Co ciekawe większość
                      dorosłych katolików co niedziele dumnie maszerujących do kościoła w życiu
                      codziennym zachowywała się nagannie (sąsiad zmuszał matkę do mieszkania w
                      komórce, inny od razu po mszy szedł się uchlać, jeszcze inny bił żonę i
                      dzieci), a niepraktykujący lub ateiści zachowywali się normalnie, byłi
                      porządnymi ludźmi.
                      • des4 Re: Czy Wasze dzieci chodzą do spowiedzi? 11.04.07, 10:34
                        anik.sweden napisała:

                        > Ja byłam wychowywanna w katolickiej rodzinie, ale od 15tego roku życia jestem
                        > ateistką. Rodzice pewnie pozwolili mi, bo mama do 24 roku życia też nią była,
                        > jest wykształcona i b. mądra życiowo. Do niczego mnie nie zmuszano. Było mi
                        > trochę gorzej, bo mieszkałam na wsi, więc była presja społeczna (np cała
                        klasa
                        > tuż spod szkoły po iluś tam lekcjach szła na rekolekcje). Co ciekawe
                        większość
                        > dorosłych katolików co niedziele dumnie maszerujących do kościoła w życiu
                        > codziennym zachowywała się nagannie (sąsiad zmuszał matkę do mieszkania w
                        > komórce, inny od razu po mszy szedł się uchlać, jeszcze inny bił żonę i
                        > dzieci), a niepraktykujący lub ateiści zachowywali się normalnie, byłi
                        > porządnymi ludźmi.

                        A to ciekawe, bo ja mam odmienne spostrze.żenia. Większość ateistów i
                        niepraktykujących, których znam tłucze regularnie żony i dzieci, pije alkohol,
                        oszukuje i kradnie, mówią że oni są postępowi i 10 przykazań ich nie dotyczy....

                        Moje obserwacje są jak najbardziej wiarygodne, tak samo jak twoje....
          • okrent9 nastoletniość 17.04.07, 22:52
            "Dla mnie 12-latka to już nastolatka".

            Otóż, jolu_ep, tak naprawdę nastoletniość zaczyna się od wieku 13 lat. W języku
            angielskim "thirTEEN". Dwanaście to po angielsku twelve i dwunastolatków nie
            uważa się za "nastolatków" w sensie przynależności do tej grupy "wiekowej", u
            której zaczyna się okres dojrzewania, wiążący się z tym, że dzieciaki chcą
            odciąć się od rodziców i pokazać własną indywidualność, co zwykle objawia się
            buntem przeciw nakazom ze strony rodziców.

            W języku polskim już o dziecku jedenastoletnim możnaby mówić jako o NASTOlatku,
            ale z punktu widzenia psychologii rozwojowej NIE POWINNO się. Przyznasz sama,
            że między dzieckiem jedenastoletnim a trzynastoletnim jest prawdziwa przepaść.
    • alina66 Re: Czy Wasze dzieci chodzą do spowiedzi? 08.04.07, 11:39
      tak sobie myślę....
      Dziwne to wszystko w KK. Karteczki do spowiedzi podpisywane przez księdza
      (nawet w stosunku do dorosłych ludzi np.przed ślubem lub jeśli mają być
      chrzestnymi), nakazy, zakazy, kontrola, no i oczywiście straszenie.

      Nastolatki nie mogą wybierać, mają za nie wybierać rodzice. Hmmm. I oczywiście
      dopytywać się, kontrolować, gonić, zmuszać.

      Jak tak patrzę sobie, to efekty są niewielkie - moi ultrakatoliccy sąsiedzi
      (małe miasto) regularnie i tłumnie nawiedzający okoliczne kościoły- zakładam
      więc, że praktykujący w pełnym wymiarze- zataczają się już wczesnym popołudniem
      pod miejscowymi barami, kłocą się ze swoimi żonami, bijając je sporadycznie,
      za to dotkliwie, wypłakują się czasem te żony w sklepie lub na ulicy, to słyszę.
      Do pracy ludzi dostać ciężko, zanim trafię na takiego, co nie kradnie, nie
      pije, nie spóźnia się i generalnie chce pracować, a nie op... się za moje
      pieniądze, to muszę wyrzucić kilku conajmniej.
      No i tak się zastanawiam - tak na pokaz, w niedzielę no to super, ksiądz
      odpuści i można od nowa po bar.
      Gorzej z przełożeniem na życie....
    • karola1008 Re: Czy Wasze dzieci chodzą do spowiedzi? 11.04.07, 13:08
      Jeśli chodzi o czystą, żywą statystykę, to mam wrażenie, że w mojej
      miejscowości (podwarszawskie miasteczko) jednak sporodziecko w wieku lat nastu
      do spowiedzi chodzi. Ile z nich rzeczywiście chce, a ile zmuszają rodzice-nie
      mam pojęcia. ZAstananwiam się jaki procent dzieci w ogóle lubi chodzić do
      kościoła, bo ja odkąd pamietam chodziłam raczej niechętnie, bo po prostu się
      tam nudziłam jak diabeł na pokucie. Teraz chodzę bez niechęci, bo mąż chodzi, a
      ja lubię mu towarzyszyć. Po mszy możemy sobie porozmawiać o kazaniu, czy w
      ogóle o życiu parafii. Wychodzi na to, że do kościoła chodzę z sympatii do
      męża. Z drugiej sttrony pamiętam sytuacje, gdy spowiedź autentycznie przynisła
      mi ulgę. Wielokrotnie zastanawialam się, co zrobię gdy moje nastoletnie dziecko
      odmówi pójścia na mszę albo do spowiedzi. Nie będę go zmuszać. Choć nie będzie
      mi obojetne jak wygląda jego zycie religijne i chciałabym alby synek był
      człowiekiem wierzącym i praktykującym. Na pewno zapytam dlaczego, bo zwyczajnie
      będę ciekawa. A jak mi powie, ze w kościele się nudzi i to będzie całe
      uzasadnienie? NO trudno, postaram się nie zapomnieć, ze sama się nudziłam. Mnie
      rodzice zmuszali do chodzenia do kościoła i do spowiedzi. Nic to nie dało, bo
      jak się od nich wyprowadziłam, to potrafiłam kościół oglądać tylko z okazji
      Bożego NArodzenia i Wielkanocy.
    • iwucha Re: Czy Wasze dzieci chodzą do spowiedzi? 11.04.07, 17:49
      a moja siostrzenica, lat 16, bardzo "postępowa", nie poddająca się dyktatowi
      jakiemukolwiek, liderka w grupie rówieśniczej, "pyskata" i kwestionująca,
      poszukująca, lubiana CHODZI DO SPOWIEDZI przy okazji Świąt. Przykład ma marny bo
      matka na bakier ze sprawami wiary, ojciec podobnie, za instytucja KK się w tej
      rodzinie nie przepada i głośno się o tym mówi.
      Dziewczyna jest wychowywana na bazie "stylu verdany" - jak wnioskuję po licznych
      postach (pozwoliłam sobie na inspirację, verdano). Własne zdanie, wolny wybór w
      kwestiach zasadniczych były w tej niepraktykującej rodzinie pewnym standardem.
      Skutek jest taki, że dzieciak chodzi do Spowiedzi, do Kościoła, jest refleksyjny
      ale zaczyna świadomie wybierać kościoły - nie lubi chodzić do wiejskiego
      kościoła i słuchać kazań dziwnego proboszcza i np. jedzie do Dominikanów.
      Najwidoczniej nie chce by ktoś ją zniechęcił do wiary.

      Mówię Wam, fantastyczna dziewczyna! Wymarzone dziecko! Mądre, myślące, nie
      zadowalające się byle czym. Super!
    • barka01 Re: Czy Wasze dzieci chodzą do spowiedzi? 18.04.07, 12:26
      Nie wierzę w religijność z przymusu. 13 lat, to wiek w którym młody człowiek
      zaczyna się buntować przeciwko nakazom i tak ogólnie przeciwko wszystkiemu i
      wszystkim. Najlepiej problem przeczekać pozwalając dziecku na posiadanie
      własnego zdania.Raczej samemu dawać przykład niż wymuszać.Z własnego
      doświadczenia wiem, że nakazy tylko wywołują bunt. Mój małżonek wychowany w
      ultrakatolickiej rodzinie od momentu gdy wyprowadził się z domu przestał w ogóle
      uczęszczać do kościoła. Cóż co za dużo to niezdrowo i najczęściej później odbija
      się czkawką. Lepiej zachować umiar i pozwolić młodemu człowiekowi samodzielne
      dojrzeć do wiary.
    • 0golone_jajka Re: Czy Wasze dzieci chodzą do spowiedzi? 18.04.07, 18:26
      Moje nie chodzą bo są za małe, ale jak podrosną to założę się że babcie je będzie ciągała. Już teraz zmusza je do wizyty w kościele, jak są z nią na działce. A jakie są wyrzuty jak i ja tam jestem i mówię małemu, że może ze mną zostać i coś tam porobić! Krzywdę dziecku robię!
      Jak dzieci dorosną będą chodziły do spowiedzi lub nie i do takiego kościoła jaki sobie wybiorą. Ja w tej materii nic nikomu nie narzucam. Ja tylko uświadamiam, że są różne wiary w różnych bogów, różne kościoły, różne wizje świata. A którą sobie z nich dzieci me wybiorą - ich sprawa.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka