Wiem, nie to forum, ale i tak napiszę. Trzy dni do wyjazdu i gie
zrobione i załatwione. Rachunki nie popłacone, ciuchy nie poprane,
zakupy nie zrobione itd itp. I jak ja mam to zrobić mając dwoje
dzieci na głowie - Surykata i mojego męża. No tak, inne mają jeszcze
gorzej, ale jakoś mnie to nie pociesza. Jak coś nie zostanie wzięte
to kto będzie potem winny? No oczywiście ja. Bo mogłam pomyśleć, on
nie musi. Zjadliwa się robię, ale jeszcze ten upał daje mi w pierze.
Jak pomyślę, że jutro mam iść do banku w którym nie ma klimy, to
wątroba mi się przewraca. Ot rozterki a la kwoka domestica