powoli dochodzimy do siebie. w poniedziałek przyjeli nas na odział.
poszlam zmłoda w MT bo chlop niemmogl zostać a ja miałam 2 torby

no i sie zaczęło jaką ja krzywde robię dziecku jakie to niezdrowe
itp.a Zośka spała słodko oczywiście. Panie mi nosidełko poradziły.
wiięc gzrecznie poradziłam żeby się troszkę dokształciły a potem
pogadamy. Potem slyszałam jak o mnie mowiły to ta pier....a co
dziecko w szmacie nosi. Po badaniach moglyśmy wrocić na noć do
domku

we wtorek rano pojechalismy o 7 rano do szpitala. poszłam po
swój klucz do izolatki

wchodzę na oddział i 10 minut szukam
jakiejkolwiek pielęgniarki i nic a dzieci na oddziale płaczą, klucz
w koncu dostałam (pielęgniarki siedziały w kantorku na kawuni i
ploteczkach.) czekamy i o 7.55 wpada pielęgniarka i każe mi wykapać
dziecko bo o 8.30 zabieraja ją na salę operacyjną. przemilaczałam
fakt że mogła mi wcześniej powiedziec , zrobiłabym to spokojnie i
młoda by dobrze "wyschła".o 8.30 odprowadziliśmy Zosię po blok
operacyjny.tam była w dobrych rękach bo operował ją nasz lekarz a
znieczulała znajoma kolezanki powiedziano mi że po 2 godzinach
dziecko bedzie spowrotem, poszliśmy na spacer itd. wróciłam na
oddział przed 11 i pytam czy operacja sie skończyła a pielęgniarki
że one nie wiedzą a i tak dziś pewnie dziecko ze mna nie będzie bo
zostanie na pooperacyjnej i na odzdziale będzie ok. 20 to na 3 h
mogę przyjść bo o 23 muszę opuścić oddział. więc pytam co zrobia jak
dziecko sie w nocy obudzi głodne a one na to damy modyfikowane no i
nerw mi puscil. powiedzialam że potym co zobaczylam rano to dziecka
na sekundę nie zostawię a one na to że jeszcze żadne dziecko z
placzu nie umarło i nie takie nadwrażliwe matki widziały, wyszłam i
zadzwoniłam do koleżanki która jest w centrum anestezjologiem (ale
jest na urlopie) w ciągu 5 minut dowiedziala sie telefonicznie że
operacja się przedlużyla i ok.12 dziecko będzie spowrotem a nie na
żadnej sali pooperacyjnej. musi się tylko u nich wybudzić. wróciłam
na oddział i mowię moje dziecko będzie o 12 a ja idę do dyrektora
CZD. zadzwoniłam do sekretariatu klinik CZD i poskarżyłam się pani a
ta mowi że proszę rozmawiać z zastępcą ord. urologi no to ide na
górę i pytam pan pielęgniarek gdzie jest pokój lekarski a one na to
grzecznie że moje dziecko własnie wioza na gorę i mam iść do
izolatki bo tam będe z dzieckiem. Ogólnie dzieciątko wtorek
przespało o 17dostala zastrzyk przeciwbolowy i zaczeła wrzeszczeć
jak nigdy wtedy dowiedziałam się że to był dolargan. potem dostawala
tylko czopki.w nocy zostawiły igłę w łóżeczku. w środe wieczorem
przyszly i mowią że dzieckosie za dużo rusza i one podadza dolargan
i się uspokoi. powiedziałam że skoro dziecko sie rusza to znaczy ze
je nie boli i nie zgadzam sie na ten lek a jak im sie nie podoba to
niech lekarz dyzurny przyjdzie do mnie. oczywiscie nikt nie
przyszedł. w czwartek rano nasz doktorek przyszedł rano i mowie mu o
wczorajszej sytuacji i okazało sie że on faktycznie zlecil dolargan
gdyby u dziecko wystapily jakieś straszne stany bólowe a że sie
rusza to bardzo dobrze tzn wszystko ok. a pielęgniarkom wygodnie
podac lek bo nie muszą schodzić pietro niżej i sprawdzac czy
wszystko ok i dziecko sobie cewnikow nie wyrwało. od czwartku
wychodzilyśmy na spacery ku oburzeniu pielęgniarek

w piątek
wyciągnięto 1 cewnik w niedzielę 2. W niedzilę od 16 moje dziecko
odmowiło jedzenia i picia akceptowała tylko pierś. płakała tak że az
wymiotowała. lekarka dyżurna stwiedziła że jeśli będzie wymiotowala
dalej to dostanie kroplowke i to wszystko. Akurat w niedzielna noc
były najfajniejsza zmiana pielęgniarek ktore po prostu daly Zosi
paracetamol i noc przespalyśmyW poniedziałek rano to samo krzyk i
placz.lekark stwiedzila że pod względem urologicznym wszystko ok a
co się dzieje to ona nie wie. poprosiłam więc o 8.30 o konsultację
pediatry no i przeszła o 13.30 popatrzyła na dziecko i mowi może to
zęby pani da jej paracetamol i już. wymusilam na niej żeby mała
osluchala bo w CZd jest klima i myślałam że może mloda się
przeziębila albo gardło ja boli.ale nie wszystko ok.zaraz potem
przyszedł nasz lekarz( przyjechaŁ SPECJALNIE DLA NAS bo miał wolne)
wyciągnął ostatni cewnik zbadal ją i dostałuyśmy wypis.poadził tylko
wizyte u normalnego pediatry

więc zaliczylismy naszą pediatrę i
ona stwierdzila że dziecko ma poprostu traume poszpitalną.Wracając
do szpitala. po odebraniu wypisu zamotałam sie z mloda i poszłam
oddać klucz do izolatki. mina pielegniarek naprawdę
bezcenna :twisted: przełożona pielęgnairek na odchodne powoedziała
że ma nadzieję że sie więcej nie spotkamy.Musiałam im nieźle zaleźć
za skórę. Generalnie Zocha ma sie dobrze, kontrola za 3miesiące.
Tylko skubana nic nie chce jeść łyżeczką ma odruch wymiotny.pierś i
butla ok. więc może to po respiratorze?
sorki że taaaaa długo ale musialam sie wygadać