Gość: alka
IP: *.energis.pl
11.10.03, 00:18
MOj trzyletni synek MUSI usiąsc na laweczce zanim wsiadzie do metra, MUSI
biec do schodow jak wysiadzie, bo inaczej "nie zdąży do schodów", zaczyna sie
denerwowac jak juz zblizamy sie do metra, czy aby na pewno zdązymy usiasc na
laweczce- jesli tak, rozpromienia sie, jesli musimy zp ospiechu wpasc do
stojacego juz pociagu- wyje na caly wagon, pelen stres.
to samo jak wysiadziemy, od razu w pol-szlochu, ze musimy biec.
on lubi pociagi, lubi ciuchcie, nie boi sie jezdzic metrem, zawsze jezdzil,
uwielbial wrecz. to sie zaeczelo ostatnio i rozne inne nerwowe objawy, np
wyciaga chusteczki jednorazowe z folijki i trzyma sobie je rowniutko ulozone,
gl. wieczorem w lozeczku, jak musi uzyc rąk, to prosi mni, zebym potrzymala,
a jak nie daj Boze sie rozjadą, to placze, musze szybciutko je zlozyc z
powrotem i uspokoic.
i pare innych takich. ma 3 lata i wlasnie zaczelismy przedszkole, poza tym od
oltora roku nie mieszkamy z jego tata, widuja sie w weekendy, teskni za tata.
duzo zmian w jego zyciu. pewnie to to. ale jak mu pomoc? czy poddawac sie i
siadac, nawet jak bardzo sie spieszymy a pociag ucieka? czy wedy
podporzadkowac lęki maluszka temu, ze trzeba zdązyc?
pewnie wizyta u psychologa nas nie ominie...
ale moze ktoras z Was ma podobne doswiadczenia?
moze mozecie cos poradzic?
z gory dziękuję. on sie tak stresuje. czasem jestem tym zmeczona, taka sie
czuje styranizowana tym. z drugiej strony, on na ogol jest dzieckiem sklonnym
do wspolpracy, fajnie sie dogadujemy, nie wiem, czy patrzec na to jak na jego
dyktature, nie sadze, choc niektorzy mi tak sugeruja. na codzien ma ustalone
reguly, nie wchodzi mi na glowe, udaje nam sie pozytywnie dogadywac, duzo
smiechu. ostatnio zrobilo sie stresujaco.