Wczoraj byliśmy na spacerze z moją 4-letnią córką i prawie 3-
miesięcznym synem kiedy moja córa wpadła w niesamowitą histerię –
nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałam, chyba tylko w TV
Zaczęło się od tego, że wracałyśmy powoli do domu, po drodze
weszłyśmy do sklepu, w którym akurat była ławka, a że mała mówiła,
że jest zmęczona to jej zaproponowałam, że może sobie odpocząć. Na
co ona wpadła w płacz, bo akurat jakaś pani pakowała zakupy do torby
a ona nie chciała „obok tej pani”. To jej tłumaczę, że ta ławka jest
dla wszystkich, każdy może sobie na niej usiąść itp. Na co ona,
żebym z nią usiadła. To odpowiadam, że akurat nie mogę, bo muszę
stać w kolejce żeby kupić nam mięsko na obiad.. No i rozpętało się…
Płacz, tarzanie się po podłodze, krzyk..
Załatwiłam zakupy i stwierdziłam, że przeczekam. Kiedy zaczęła się
uspokajać, mówię, że idziemy – jednak wyjście ze sklepu było
wieeelkim trudem (ona uczepiona mojej nogi, ja usiłująca wyprowadzić
wózek) ale to nic w porównaniu z drogą do domu.
Za nic w świecie nie chciała iśc, tarzała się po ziemi, płakała, że
zmęczona, że nie da rady itd. To było straszne- trzymałam ją za rękę
a ona pokładała się co chwilę na ziemię i szorowała kolanami po
chodniku; w sumie wracałyśmy do domu 60 minut – do pokonania
miałyśmy w sumie jedno skrzyżowanie i 150m. Bałam się., że się
pochoruje – tyle wrzasku z otwartą buzią na mrozie, do tego leżenie
na ziemi…
Najgorsze było utrzymać ją przy skrzyżowaniu, dość ruchliwym,
nadmienię. Tłumaczyłam, że jest niebezpiecznie, że musi mi dać rękęi
normalnie przejść, bo inaczej nie damy rady, ale ona cały czas to
samo, myślę, że później to już była kwestia tego, że bidna
zagalopowała się w swoim płaczu i nie dawała rady się uspokoić.
Tak sobie myślę, że to może reakcja na pojawienie się braciszka w
domu i że młoda nie może sobie z tym do końca poradzić. Już
postanowiliśmy, że będziemy jej jeszcze więcej czasu poświęcać
(czyli głownie ja, bo M ciągle w pracy), ale nie wiem jak sobie
radzić w sytuacjach z histerią – czy jej ustępować i pobłażać (bo
przechodzi teraz przez ciężki okres) czy być konsekwentną i nie
pozwalać na tego typy wymuszania („ja chcę z tobą usiąść”, itp.).
Generalnie awantura o nic, ale wrażenia po tym pozostają nie do
zatarcia. Nigdy wcześniej nie miałam z nią takich problemów i jestem
tym załamana. Aż boję się pomyśleć, ze to się może powtórzyć.
Co robić?? Czuję się z tym wszystkim okropnie – mam wyrzuty
sumienia; nie chcę jej krzywdzić, a nie wiem jak jej
pomóc..

((