Mój 3 letni syn stał się bardzo zaborczy w stosunku do mojej osoby. Wydaje
mi sie że teraz nawet bardziej, niż w wieku 2 lat. Nie chce abym
gdziekolwiek wychodziła albo np. idąc z tatą na spacer potrafi kilka razy
się upewniać, że mama będzie w domu i nigdzie w tym czasie nie pójdzie.
Każde moje wyjście z domu w jego obecności okupione jest płaczem i awanturą.
potem co prawda jest OK ale ja na samą myśl o wyjściu gdziekolwiek dostaję
dreszczy(Michaś wie, że zawsze wrócę, raz nawet moja mama podsłuchała, jak
tłumaczył to naszemu psu

) Mąż powiedział ostatnio żartem, że zostałam
nieźle sterroryzowana bo denerwuję się przed każdym wyjściem: będzie
awantura czy nie?
Pracuję w domu, czasami muszę zrobić coś w terenie i wtedy zostaje z babcią,
oczywiście po jękach "mama, nie jedź" lub płaczu - zależnie od humorku.
Czy to brak poczucia bezpieczeństwa? Michał lubi przebywać z innymi osobami
ale mama musi być pod ręką i do dyspozycji.
Myślimy z mężem o drugim dziecku ale teraz się zastanawiam, czy to dobry
moment? Boję się że wykończę się psychicznie. A może odwrotnie - taka
sytuacja spowoduje, że będziemy mniej na nim skoncentrowani i sytuacja
trochę się uzdrowi? Będę wdzięczna za rady.
Aneta