piort
20.03.08, 10:42
Moja Mama usiłowała zrobić ze mnie niejadka, na szczęście Ojciec w
porę zareagował. Gdy wybrzydzałem przy obiedzie powiedział: Jeżeli
nie chcesz jeść, to podziękuj i idź się bawić. Po godzinie poczułem
ochotę na posiłek i gdy wróciłem do domu czekał na mnie nadal kotlet
mielony z kaszą gryczaną. Podziękowałem i myślałem że kolację
dostanę normalną, ale i wtedy czekał na mnie tenże kotlecik.
Poszedłem spać głodny i humor mi się bardzo popsuł gdy przed
śniadaniem Mama spytała czy odgrzać mi kotlecik. Przetrzymałem i
obiad, ale widziałem między Rodzicami błyskawice, w końcu na kolację
zjadłem odgrzany kotlecik z kaszą i od tej pory nie było ze mną
problemów żywieniowych. Nasza córeczka zdaniem Żony jadła za mało.
Przyczepiłem w kuchni kartkę, na której wpisywaliśmy ile wypiła przy
każdym karmieniu i okazało się, że je w normie tylko mniejszymi
porcjami. Gdy podrosła lubiła się poczas obiadu zajmować różnymi
rzeczami aż nie zjawił się "dziad-wszystkozjadł", który umiał jej
zabrać cały talerz sprzed nosa i zostawała głodna. Wystarczyło trzy
czy cztery razy schować talerz i skończyły się zabawy przy posiłku.
Miałem jeszcze jedną ciekawą metodę na płacze gdy się uderzyła.
Uderzyłam się w ścianę! A jak ściana? Pokrwawiłaś? Nie! No to
dobrze. Gdy przewróciła się przed sklepem i zameldowała że nie
pokrwawiła chodnika, to kolejka omal mnie nie zlinczowała, ale
dzięki temu nie było ciągłych płaczów z byle powodu.