Dodaj do ulubionych

nacinanie krocza

27.10.04, 16:10
Witam Wszystkich!
Moja żona niedługo powije naszego dzidziusia. A ja wlasnie przeczytalem
straszne info o nacinaniu krocza. Co sadzicie o wynikach tego raportu?
linuss

Cytat pochodzi ze strony:
www.rodzicpoludzku.pl/opieka/wyniki_ankiety.html

Nacinanie krocza

Nacinanie krocza jest najbardziej popularnym zabiegiem chirurgicznym
przeprowadzanym w czasie porodu. Od lat na łamach prasy specjalistycznej
dyskutowana jest jego konieczność i częstotliwość. Podobnie, jak w przypadku
większości interwencji podejmowanych w trakcie porodu, nacięcie krocza miało
być stosowane w ściśle określonych przypadkach, a stało się zabiegiem
rutynowym. Odsetek nacięć krocza różni się w poszczególnych krajach. Np. w
Holandii wynosi on ok. 10%, w Wielkiej Brytanii - 27%, w Grecji - 90%. Niższy
wskaźnik notuje się w małych centrach porodowych i przy porodach domowych.

Oto najczęściej cytowane powody, dla których stosuje się tę procedurę:

* zapobieganie rozległym, samoistnym pęknięciom (III lub IV stopnia),
* zapobieganie długotrwałym urazom krocza,
* zapobieganie obniżaniu się narządów rodnych,
* ochrona dziecka przed niedotlenieniem wynikającym z przedłużającego się
II okresu porodu,
* łatwiejsze gojenie się rany.

Jednak analiza 350 doniesień i prac naukowych prowadzonych w latach 1960 -
1983 na temat epizjotomii nie przyniosła żadnego przekonującego dowodu
świadczącego o tym, że nacięcie krocza chroni przed wymienionymi powyżej
powikłaniami. (Thacker, Banta 1983)

W badaniu przeprowadzonym na próbie 21 278 kobiet stwierdzono mniej pęknięć
III stopnia w grupie kobiet, które nie miały naciętego krocza (0,9%), niż w
grupie po epizjotomii (1,4%) (Buekens et al.1985). Potwierdziło to prowadzone
w 1991 roku randomizowane badanie: "Rutynowe stosowanie nacięcia krocza jest
związane z wyższymi ogólnymi wskaźnikami urazów krocza. Nie ma potwierdzenia,
żeby rutynowe stosowanie epizjotomii zmniejszało ryzyko poważnego uszkodzenia
pochwy lub krocza." (za: Wagner M., 1994). Także na podstawie pięciu
prospektywnych, randomizowanych i kontrolowanych prac badawczych stwierdzono,
że epizjotomia nie zapobiega poważnym pęknięciom krocza (Sleep et al.1984;
Harrison et al. 1984, Stewart et al. 1983, Flint i Puolengeris 1987, Klein et
al, 1992). Co więcej, Sleep stwierdził: "nie ma dowodów sugerujących, by
uzasadnione było wprowadzanie jakichkolwiek górnych limitów (długości trwania
drugiego okresu), gdy drugi okres porodu postępuje, a stan matki i dziecka
jest zadowalający." (za: Wagner 1994).

Inni badacze dodatkowo zwracają uwagę na niekorzystne następstwa nacięcia
krocza: większy ból po porodzie (Klein et al.1992), wzrost prawdopodobieństwa
krwotoku - o 45% w przypadku nacięcia bocznego i o 33% w przypadku nacięcia
podłużnego (Combs 1991). Kolejnych dowodów dostarczaja wyniki badań, w którym
przez 14 dni połogu porównywano stan zdrowia kobiet - 181 po nacięciu i 186
bez nacięcia. W grupie drugiej u 2% zaobserwowano pęknięcie III stopnia i brak
pęknięć IV stopnia, natomiast w pierwszej grupie 15% kobiet miało uszkodzenie
III lub IV stopnia. Pęknięcia te w grupie drugiej goiły się bez powikłań,
natomiast 18,5% kobiet z grupy pierwszej przechodziło infekcje i przedłużający
się proces gojenia (McGuiness et al.1991).

Autorzy amerykańscy w trzech niezależnych badaniach przytaczają nawet wypadki
śmiertelne wśród kobiet, w wyniku wykonanej wcześniej epizjotomii (za: Wagner
1994).

Te i inne doniesienia mogą wskazywać, że zabieg ten przynosi więcej poważnych
konsekwencji, niż zwykło się sądzić. "Nie uzasadnioną epizjotomię należy
traktować jako uszkodzenie jatrogenne. Pozostaje ogromny problem naszych
przyzwyczajeń i niczym nieuzasadnionych stereotypów w przyjmowaniu porodów".
(Ciszek i in.,1996)
"Nieuzasadniony stereotyp"

Nacięciu krocza poddanych zostało 77,5% procent ankietowanych przez nas
kobiet, co wskazuje jak ogromna jest siła tego "nieuzasadnionego stereotypu" w
Polsce. Wielu lekarzy i położnych uważa epizjotomię za konieczną i
uzasadnioną. "Ten zabieg w szpitalu X. jest wykonywany standardowo bez pytania
o zgodę i bez uprzedzenia. W moim przypadku nacięcie długo nie chciało się
goić i jest to naprawdę duży ból przez 2 tygodnie po porodzie."(list z 2001
r., poród w warszawskim szpitalu klinicznym).

Ponieważ nacinanie krocza stało się rutyną, położne przestały korzystać ze
swych umiejętności, nie starają się już ochraniać krocza przed pęknięciem. O
tym, jak przygotować krocze do porodu, aby nie trzeba było wykonywać
epizjotomii nie mówi się również w szkołach rodzenia. Przekonanie o
nieuchronności nacinania i pozytywnych jego konsekwencjach przekazywane jest
przyszłym rodzącym w gabinetach ginekologicznych, jak również na łamach prasy
dla rodziców lub specjalistycznych stronach internetowych, gdzie o porodzie
wypowiadają się lekarze (Twoje dziecko, 2002 nr 7). Zdarza się w związku z
tym, że kobiety same dopominają się o epizjotomię.

Trudno jest dotrzeć do badań, które mówiłyby o psychologicznych skutkach
nacinania krocza. Niewątpliwie jednak takie istnieją, gdyż epizjotomia to
ogromna ingerencja w intymną sferę kobiecego ciała. Powoduje zmniejszenie
satysfakcji ze współżycia seksualnego, poczucie bycia okaleczoną. "Z kroczem
miałam później problemy. Każdy ruch sprawiał mi ból, szwy ciągnęły, nie
chciały się rozpuszczać, tylko wrastały w skórę. Nie mogłam nawet nosić
dziecka czy nachylić się, aby je podnieść. Brałam serię antybiotyków, bo
krocze nie chciało się goić, mimo wietrzeń i okładów. Lekarz na kontroli
powiedział, że ktoś zeszył mnie artystycznie i mąż będzie na pewno zadowolony.
Dziś jestem prawie 9 miesięcy po porodzie, a stosunki sprawiają mi ból, bo
zeszyta jestem za ciasno." (list z 2001 r.) W wielu listach pojawia się opis
podobnej sytuacji: w trakcie zszywania krocza lekarz lub położna pozwalają
sobie na niewybredne, upokarzające kobietę żarciki o zszyciu "na dziewicę,
żeby dogodzić mężowi".
Obserwuj wątek
    • jagienkaa Re: nacinanie krocza 27.10.04, 16:22
      najlpiej zajrzeć na forum Ciąża i poród:
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=585
      tam był ten temat mnóstwo razy wałkowany, spróbuj użyć wyszukiwarki.
      • linuss1 Re: nacinanie krocza 27.10.04, 16:25
        Dzieki Jagienka!
        Czekam tu z wypiekami na twarzy. Wiem też, że np. w Anglii i Holandii takie
        zabiegi wymarły śmiercią naturalną w ubiegłym stuleciu.
        Pozdrawiam i dzięki!
        Linuss
        • bioo Re: nacinanie krocza 27.10.04, 16:49
          jestem ponad 4 mce po porodzie, miałam nacinane krocze, koszmar!!!!!brrrrrrrr
          całe naciecie mi się rozlazło, wchodziło pół dłoni, ból okropny, mąż i ojciec
          mnie podmywali, robili okłady, przymoczki, byłam ponownie szyta - prywatnie pod
          narkozą, krocze nadal boli, jest ranka, każda próba współżycia kończy sie próbą
          i moimi łzami, bo ból przeszywający i za ciasne zszycie, ale "muszą państwo
          próbować, trzeba rozciągnąć" - słowa lekarza, ale jak próbować, skoro potwornie
          boli i nadal każdy krok sprawia ból? a poród jest traumatycznym wspomnieniem?
          jesli będę kiedyś miała rodzić, to na pewno nie naturalnie, poproszę o
          cesarkę...
          • linuss1 Re: nacinanie krocza 27.10.04, 16:52
            Kurcze Bioo! Mam nadzieję, że dojdziesz do siebie szybko! I chętnie bym
            przywalił temu, kto najprawdopodobniej niepotrzebnie Cię tak urządził!
            Trzymaj się!
            linuss
        • nefretete11 Re: nacinanie krocza 27.10.04, 16:51
          U Tarnowie lekarze nie dość, że ostatnia faza porodu odbywa sie w pozycji
          leżącej, co jest wbrew regułom grawitacji- a wiadomo, że grawitacja wpłwa
          lepiej na poród, to na dodatek - tną krocze by im było wygodniej!!!!!!
          Coś strasznego i nie do pomyslenia w XXI w!!!!1
        • le_lutki Re: nacinanie krocza 28.10.04, 14:28
          A we Francji - wrecz przeciwnie. Praktycznie standardowo wykonywane - czysto,
          szybko, profesjonalnie. Ja zadnych komplikacji z gojeniem nie mialam - w
          niecaly tydzien zapomnialam o nacinaniu i zszywaniu.

          Wszystko zalezy od profesjonalizmu lekarza, ktory po pierwsze dobrze oceni
          sytuacje i zawyrokuje, czy to konieczne a po drugie zrobi to jak trzeba.

          Znam przypadki kobiet, ktore pekly przy porodzie w sposob niekontrolowany do
          samego odbytu i dopiero mialy za swoje.

          pozdrawiam
    • linuss1 Re: nacinanie krocza 27.10.04, 16:54
      Jezu! Dziewczyny! Po pierwsze dzięki Wam mamy dzieci ale po drugie to bierzcie
      do szpitala ze sobą chłopa żeby Was bronił i co najwyżej naciął penisa
      lekarzowi, który takie zabiegi uważa za rutynę!
      Ale pewnikiem pan doktorek na żadne nacinanie by się nie zgodził!
      linuss
      • aniaop Re: nacinanie krocza 27.10.04, 17:43
        Sa jeszcze szpitale w Polsce i polozne, ktore nie nacinaja rutynowo. Rodzilam
        na Zelaznej, w Warszawie i dzieki temu mam bardzo dobre wspomnienia z porodu- 2
        godz pozniej funkcjonowalam juz zupelnie normalnie a moj ginekolog ciagle nie
        moze uwierzyc, ze rodzilam naturalnie a nie przez ciecie. Drugi porod tylko tam
        i tylko z ta polozna.
        • wio_sna Re: nacinanie krocza 27.10.04, 18:28
          Pierwsze dziecko rodziłam z nacinaniem, drugie bez.
          POród był szybki, dziecko duże, położna miała dwa porody niemal
          jednocześnie i nie zdążyła zrobić cięcia. Dziecko mnie porozrywało,
          rana goiła się bardzo długo, a rany po szyciu jeszcze dłużej bolały.
          Krwawiłam bardzo mocno i bardzo długo.
          Pierwszy poród wspominam zdecydowanie lepiej, choć oba są dla mnie
          jednymi z najwspanialszych przeżyć w życiu. Tak więc nie ma reguł,
          wszystko zależy od kobiety, dziecka i przebiegu porodu. Życzę,
          aby w czasie porodu towarzyszyli Wam wspierający ludzie.
          Wiosna
          • kolorko Re: nacinanie krocza 27.10.04, 19:04
            Ja ,tak jak wio_sna, pierwsze dziecko rodziłam z nacieciem, a drugie bezwink
            Ponieważ zszyte nacięcie koszmarnie się goiło i bardzo długo bolało poprosiłam
            połozna, zeby nie nacinała krocza (nie ustalałam tego wczesniej, nie miałam
            umówionej połoznej czy lekarza), połozna obiecała ,że w miarę mozliwości
            postara sie uniknąć nacięcia- uniknęła i to był "strzał w dziesiątkę"- parę
            godzin po porodzie w miare normalnie siadałam, pęknięcia błyskawicznie się
            wygoiły, szybko mogłam kochać się z mężem i było o niebo lepiej niz po
            pierwszym porodziewink
            • gagunia Re: nacinanie krocza 27.10.04, 20:59
              nie wiem jak jest bez nacinania, ale gdybym miala rodzic kolejny raz, wcale bym
              nie walczyla o porod bez naciecia. moje dziecko bylo duze -4470 i 59cm. nie
              moglam go urodzic i gdyby nie pomoc lekarza i naciecie przez polozna pewnie
              mlody by sie poddusil, a ja bylambym popekana we wszsystkie mozliwe strony.
              wprawdzie bol byl przez tydzien straszny - nie moglam siedziec i noge ciagalam
              za soba jak by byla przyszyta, ale wszystko sie ladnie zagoilo, bizna jest w
              zasadzie niewidoczna i wogole nieodczuwalna. szycie bylo ciasne - na 6 szwow,
              za co jestem wdzieczna lekarzowi, bo jest tak jak przezd porodem.
              zartow ze strony nie bylo tylko stweirdzenie, ze duze ciecie i bedzie ciasno
              szyl.
              moj maz jest DUZY wiec nie spodziewam sie, ze kiedys urodze "okruszka" (przy
              kacprze sie łudzilam, ze bedzie maly, choc usg wskazywalo conajmniej 3,5kg na
              poczatku 9 mies)
              jesli zdecydujemy sie na jeszcze jedno dziecko napewno zazycze sobie naciecie,
              bo najzywczajniej boje sie konsekwencji i masakrycznego widoku spekanego krocza.
              • le_lutki Re: nacinanie krocza 28.10.04, 14:31
                Ja podobnie, gaguniu.

                Moja przyjaciolka, ktora rodzila dwa tygodnie temu (i to bez znieczulenia)
                wspomina moment naciecia jak blogoslawienstwo - niesamowita ulge.
                Zadnych masakrycznych odczuc i wizji.
                Ale moze dlatego, ze rodzila u tego samego profesjonalisty, co ja smile
                Pozdrawiam
        • jasma76 Re: nacinanie krocza 28.10.04, 14:12
          Ja też rodziłam na Żelaznej i choć poród był szybciutki (6 godz. od 1szych
          skurczów) a na porodówce godzinka to nacięto mi krocze bez pytania mnie o
          zdanie. Był to najgorszy ból w ciągu całego porodu - naprawdę, ani skurcze, ani
          parcie mnie tak nie bolało jak to cholerne nacięcie. Wtedy też jedyny raz
          wrzasnęłam z bólu, bo nawet nie widziałam, że mi to robią!!!Położna się
          przestraszyła mojego krzyku, aż odskoczyła, no i musiała poprawiać - koszmar, a
          to dopiero bolało. W następnym skurczu synek był już na świecie, ale myślę, że
          byłby niewiele później bez nacięcia, bo szło nieźle. Szycie też było koszmarem,
          znieczulenie prawie nie działało, bolało prawie rok przy stosunku. Fakt zagoiło
          się szybko, śladu prawie nie ma, ale uważam,że było to nadużycie ze strony
          personelu tego szpitala. No i na koniec zaraz po szyciu wywalono nas już na
          ginekologię (pokój 4 osob)(poród rodzinny, opłacony) a miały być 2 godzinki
          wspólnie w ciszy z naszym maluszkiem. Chyba przy drugim dziecku (jeśli sie
          kiedyś pojawismilejuż tam nie będę rodzić. I jeszcze ostatnio podnieśli cene za
          rodzinny- zwariowali, chyba już ok. 1000 zł. kosztuje sama sala (bez położnej,
          znieczulenia itp).
          pa
          i miłego, wspólnego (to najważniejsze) porodu
    • saraanna Re: nacinanie krocza 27.10.04, 20:55
      W Holandii bardzo rzadko nacina sie krocze ,ani ja ani zadna z wielu moich
      kolezanek ktore tu mieszkaja tego nie mialy.W szkole rodzenia mozna nauczyc sie
      specjalnych cwiczen wzmacniajacych miesnie krocza co minimalizuje pekniecia w
      moim przypadku 3 male szwy i 2 godziny po porodzie bylam juz na nogach.Dlatego
      jezeli nie bedzie to potrzebne to twoja zona nie powinna sie na to godzic.
    • jagienkaa Re: nacinanie krocza 27.10.04, 21:27
      zadałam sobie trud i Ci znalazłam wątek w którym bardzo dużo mam się wpisało.
      Znajdziesz tam wiele informacji!
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=585&w=10270909&a=10350876
    • linuss1 Re: nacinanie krocza 28.10.04, 08:34
      Dzieki za wszystkie odpowiedzi! Dzieki Jagienko za znalezienie watku! Saraanna
      wiem, ze Holandia to fajny kraj dla kobiet w ciazy. Moja kuzynka tam rodzila i
      opowiadala o zielonym krzyzu oraz tym, ze niemal kazda Holenderka rodzi dzieci w
      domu. Kuzynka gnala do szpitala bo dla nas to normlane,z e jak sie zaczyna to
      trzeba gnac do szpitala i w szpitalu wywolala straszna panike bo wszyscy
      mysleli, ze z nia zle. To byly pozne lata 80-te. No i nikt jej rutynowo nie
      nacinal a dziecko urodzilo sie bardzo duze.
      Jeszcze raz dziekuje za wszystkie odpowiedzi i serdecznie pozdrawiam wszystkie
      mamy i przyszle mamy z tego forum i zycze wszystkiego najlepszego!!!!!!!!!!
      linuss

      • jagienkaa Re: nacinanie krocza 28.10.04, 14:19
        nie ma za cosmile
        po prostu to jest częsty temat, będąc w ciąży też sie tego bałam, no przyznaję
        że był to najgorszy moment mojego porodu (bolało mnie po porodzie przez tydzień
        ale potem już żadnego problemu) ale trzeba pamiętać że bardzo dużo mam
        przeżyło 'przyjemnie' nacinanie, ani nie bolało w trakcie, ani zszywanie ani
        potem. I trzeba pamiętać że nacinanie - tak jak poród - jest różne i różnie
        odczuwane u każdej kobiety.
        Najlepiej to się wcześniej umówić z położną i powiedzieć jej o obawach i
        poprosić ją żeby podczas porodu skonsultowała się z wami zanim natnie.
    • mama_radka Re: nacinanie krocza 28.10.04, 09:47
      Wyniki wynikami, a życie zyciem, nieraz po prostu nie ma innego wyjścia jakk
      tylko nacięcie krocza, tak było w moim przypadku, miałam nadciśnienie, a na
      dodatek dziecko było duże- 4300 i 61cm, już w samym przypadku gdy jest
      nadciśnienie, moze byc tak, że gdybym nie miała nacinanego kroca, miałabym tam
      wszystko porozrywane. Ale jeśli nacięcie krocza wspominać miło - to tak
      wspominam. samo nacięcie w ogóle mnie nie bolało, szywanie też nie, mialam 6
      szwów wewnętrznych i kilka zewn., a to dlatego, że mimo nacięcia krocza,
      troszkę mnie i tak rozerwało, ale zszywane wszysko mialam precyzyjnie i
      delikatnie, późniejszych powikłań nie maiłam. Ładnie mi się zagoiło, nie
      krwawiła rana nie nic, tak bolało - ale do przeżyycia. Jakbym nie miała
      naciętego krocza - to po pierwsze dziecko byłoby niedotlenione i tak lekarz
      musiał pomóc małemu przyjśc na świat, a ja byłabym bardzo porozrywana....
    • martaurb Re: nacinanie krocza 28.10.04, 11:13
      Linuss1, super ze o takich rzeczach myslisz! Chwala Ci za opieke i troske o
      zone!

      Ja rodzilam 7 miesiecy temu, pierwsze dziecko, sredniej wielkosci (3,4 kg, 49
      cm) nie bylam nacinana, nie lezalam ani pol minuty przez caly porod, nawet ktg
      bylo na pilce, jedynie do badania bylam proszona na lozko (normalne nie fotel
      ginekologiczny) - "az" 3 razy w ciagu 8 godzin jakie spedzilam w szpitalu
      rodzac. Rodzilam prawie pionowo, a polozna wychodzila z siebie zeby moje krocze
      ochronic! Podziwialam ja za spokoj, uprzejmosc i fachowosc! Czyli mozna jak sie
      chce! Dlatego walczcie o to!

      I na zakonczenie tylko jako odpowiedz dla tych co "bez naciecia by popekaly" -
      nie naciecie samo w sobie jest zle, tylko jego naduzywanie!!!!! Ja tez peklam -
      mialam zalozone 2 szwy, nic nie czulam ani pekania, ani szycia, ani pozniej;
      zaraz po porodzie normalnie sie ruszalam, normalnie siedzialam itp i wcale nie
      wietrzylam krocza wink
    • swiderek8 Re: nacinanie krocza 28.10.04, 11:42
      1. W Polsce niestety w wielu szpitalach krocze nacinają rutynowo.
      2. Nie jest prawdą, że przy pierwszym dziecku to na pewno trzeba naciąć.
      3. Czasami nie można nacięcia krocza uniknąć, ewentualnie można pozwolić aby
      samo pękło, ale wtedy nie ma się nad tym kontroli i może pęknąć nawet do
      odbytu, także gorzej się to zszywa i ponoć goi.
      4. Bardzo dużo zależy od umiejętności położnej, ale też od wielkości główki
      dziecka i wielkości krocza oraz jego elastyczności.
      5. Można się przygotować masując wcześniej krocze przez kilka tygodni i
      używając balonika aby uelastycznić krocze.
      6. Nawet jeżeli krocze się nacina można to zrobić bardzo delikatnie i w
      odpowiednim momencie, tak że rodząca w ogóle tego nie czuje.
      7. Dobra położna potrafi tak rozciąć krocze, że po zszyciu szybko się goi i
      prawie nie ma po nim śladu.

      Moja żona miała rozcinane krocze mimo, że wcześniej pracowaliśmy nad jego
      uelastycznieniem oraz położna była umówiona i bardzo dobra. Podczas wychodzenia
      główki dziecka stwierdziła jednak, że rozcięcia nie da się uniknąć. Zrobiła to
      jednak tak, że obecnie trudno się dopatrzyć nawet jakiejś blizny. Na kontroli
      ginekologicznej po porodzie, położna z innego szpitala dziwiła się, że nacięcie
      tak dobrze było zrobione. Bardzo szybko i bez problemów się zagoiło, a teraz
      nie ma z tym żadnych kłopotów.
    • paulaula Re: nacinanie krocza 28.10.04, 12:34
      Ja też pomimo, że umówiłam się z położną że jeśli będzie taka możliwośc to nie
      będzie robiła nacięcia nie uniknęłam tego. To był mój drugi poród. W finalnej
      fazie powiedziała mi że jeśli natnie dziecko za chwilę się urodzi. I chwała jej
      za to. Nacięcie było mistrzowskie, żadnej blizny. Faza parta 5 minut, więc i ja
      po porodzie w dobrej kondycji. Rodziłam w szpitalu gdzie szwy położne ściągają
      w 3 dobie w szpitalu. Żadna kobieta nie wychodzi do domu z zaleceniem że po
      iluśtam dniach ma iść do lekarza na zdjęcie szwów. Szpital super w znakomitej
      formie wróciłam do domu, super opieka. Dlatego myślę że tym nacięciem trzeba
      zasięgnąć informacji u położnej, z którą najlepiej umówić się na poród. ja tak
      zrobiłam i miło wspominam narodziny mojej drugiej córeczki. Z pierwszą nie było
      tak fajnie, ale to było 11 lat temu kiedy troche inne było podejście do
      porodów. Pozdrawiam
      • le_lutki Re: nacinanie krocza 28.10.04, 14:35
        Mnie w ogole szwow nie wyciagano, bo one same "znikaly" po zagojeniu.
      • gagunia Re: nacinanie krocza 28.10.04, 21:22
        z tym sciaganiem szwow to chyba jednak warto poczekac dluzej. ostatnio moja
        znajoma miala zdjete w 3 dobie i wszystko sie paskudnie rozeszlo. musiala
        jeszcze raz byc zszywana.
        ja urodzilam w czwartek o 18, a szwy mi zdjeto we wtorek rano (czesc byla
        rozpuszczalna, czesc nie). lekarz nie pozwolil zdejmowac wczesniej ze wzgledu
        na duze naciecie. mysle, ze jest to indywidualna sprawa i zalezy od wielkosci
        naciecia i szybkosci gojenia sie rany.
    • pia_ Re: nacinanie krocza 28.10.04, 13:24
      Rodziłam rok temu, miałam nacinane krocze, które goiło się wyjątkowo długo,
      boleśnie. Sam poród był niczym w porównaniu z szyciem krocza, bo zostałam źle
      znieczulona i szyto mnie praktyczne "na żywca". Do dzisiaj został mi uraz i
      niestety mam też lekko uszkodzone zwieracze. Zła jestem na siebie, że dałam się
      namówić na nacinanie (niby dla większego bezpieczeństwa dziecka i mojego), ale
      tak naprawdę to jest to wygodne dla personelu. Dla Twojej wiadomości: każda
      rodząca ma prawo zakazać nacinania sobie krocza - podpisuje specjalny dokument
      (wieści są świeże, bo sąsiadka w zeszłym tygodniu leżała na porodówce i obok
      niej kobitka podpisywała takie coś). Ja wiem jedno, następny poród, jeżeli
      wogóle będzie, to tylko cesarka!
      • pia_ Re: nacinanie krocza 28.10.04, 13:29
        I jeszcze jedna ciekawostka: w latach 70-tych wprowadzono odgórne zalecenie o
        obligatoryjnym nacinaniu krocza u rodzących. Jedna z pacjentek (kolejne
        dziecko) urodziła tak szybko i miała tak elastyczne krocze, iż nie było
        potrzeby lub też nie zdążono z nacięciem. Ale strach przed ordynatorem był tak
        wielki, że kobitkę po urodzeniu dziecka nacięto i zszyto, aby w dokumentach
        wszystko było ok. To zdarzyło się w szpitalu na Kamieńskiego we Wrocławiu, a
        opowiadała mi o tym położna, która w tym czasie tam pracowała.
        • aga_rn Re: nacinanie krocza 28.10.04, 14:43
          pia_ napisała:

          > I jeszcze jedna ciekawostka: w latach 70-tych wprowadzono odgórne zalecenie o
          > obligatoryjnym nacinaniu krocza u rodzących. Jedna z pacjentek (kolejne
          > dziecko) urodziła tak szybko i miała tak elastyczne krocze, iż nie było
          > potrzeby lub też nie zdążono z nacięciem. Ale strach przed ordynatorem był
          tak
          > wielki, że kobitkę po urodzeniu dziecka nacięto i zszyto, aby w dokumentach
          > wszystko było ok. To zdarzyło się w szpitalu na Kamieńskiego we Wrocławiu, a
          > opowiadała mi o tym położna, która w tym czasie tam pracowała.

          To zdarzylo sie w latach 70-tych ? Troche dziwne bo o ile mnie pamiec nie
          zawodzi to szpital na Kamienskiego otwarto w latach 80-tych ...

          www.wssk.wroc.pl/jubileusz.php
          Pozdr.
          AgaRN
          • pia_ Re: nacinanie krocza 28.10.04, 15:31
            Tu mnie złapałaś, nie pamiętałam dokładnie w jakich latach i szczeliłam. Ale
            historia jest prawdziwa wink
    • karinka17 Re: nacinanie krocza 28.10.04, 15:36
      Ja też miałam nacinane i prawienic nie czułam smile lekko zaszypało i tyle -
      najmniejszy ból przy całym porodzie smile
      szycia tez nie czułam, nie pamietam po wszystkim jakiegoś strasznego bólu...
      szybko się zagoiło, prawie nie bolało a szwy się rozpuściły i odpadły...

      myślę że to zalezy od lekarza i jego profesjonalizmu, ja trafiłam na fajnego
      bez umawiania się smile
      • jagulec Re: nacinanie krocza 28.10.04, 21:40
        Ja tez rodzilam na Zelaznej, podpisalam papier zgode na 'niezbedne zabiegi' czy
        cos podobnego w trakcie porodu i ciachneli mnie bez pytania. Ciekawa tylko
        jestem czy faktycznie niezbednie, dziecko malutkie, 2730/51, glowka 32cm, ale
        fakt faza parta 15 minut, nie zdazylam sie zmeczyc. Troche ciagnal mnie supelek
        od szwu, ktory wbijal sie w cialo, wiec go wyciagnelam no i troche sie rozlazlo
        ale ladnie sie zagoilo, po 4 tyg. sladu nie bylo, tylko kreseczka na skorze. A
        samo ciecie nie bolalo w ogole.
      • nicole369 Re: nacinanie krocza 28.10.04, 22:03
        Jestem polozna i z wielka ciekawoscia czytam wasze posty. Odbieram porody od
        trzech lat i sama rodzilam 7 miesiecy temu moje pierwsze dziecko. Przez te 3
        lata zdarzylo mi sie raz czy dwa nie nacinac krocza przy pierwszym porodzie,
        dlatego, ze wiedzialam, ze dziecko jest male i krocze podatne na rozciaganie.
        Nie dziwcie sie, ze personel woli rutynowo nacinac krocze - jest wtedy duzo
        bezpieczniej dla dziecka (szybciej rodzi sie glówka) jak i dla kobiety
        (niestety samoistne pekniecia duzo gorzej sie zrastaja). Poza tym jest tez
        udowodnione, ze wypadanie narzadów rodnych u kobiet w starszym wieku jest
        skutkiem rozciagniecia miesni miednicy i krocza, spowodowanego porodami bez
        ochrony krocza. A ochrona krocza to nie jest nie nacinanie krocza, tylko
        wlasciwa ocena, czy i w którym momencie je naciac. Jezeli polozna stwierdzi, ze
        dziecko ma szanse sie urodzic bez urazu krocza, na pewno nie natnie. Tak swoja
        droga, to dla nas jest mniej "roboty", jesli nie ma szycia po porodzie. Drugi
        wazny argument - drugi okres porodu bardzo sie przedluza, jesli rodzi sie
        pierwsze dziecko bez naciecia krocza, a wiele kobiet dalo by wtedy wszystko,
        zeby miec juz "to" za soba.
        Urodzilam z nacieciem krocza, fachowo wykonanym, nic nie czulam, a szycie w
        porównaniu do porodu to byla pestka. W maszym malym szpitaliku juz od dawna
        uzywa sie rozpuszczalnych szwow, ktore nie ciagna i ktorych nie trzeba usuwac.
        Jestem w szoku, ze w takich metropoliach jak W-wa wciaz szyja nicmi tak
        delikatne miejsca jak krocze.
        Pozdrawiam przejetego przyszlego tate.
        • imbirka do nicole369 29.10.04, 16:41
          Czy przeczytałaś uważnie tekst, od którego zaczyna się ten wątek? Jakie znasz
          badania naukowe na poparcie swoich opinii?
          Niestety, ale badania naukowe prowadzone na świecie nie potwierdzają, że
          nacięcie krocza chroni przed dalszym jego pekaniem, ani wypadaniem narządów czy
          nietrzymaniem moczu. Dziwnym trafem, na dolegliwosci te cierpią takze kobiety
          po cesarskim cięciu, i te, ktore w ogóle nie rodziły - kluczowe są czyniki
          dziedziczne i stan mieśni dna miednicy, a nie sam poród czy ochrona krocza.
          Udowodniono, ze że pękniecia przy pozycjach wertykalnych sa płytkie i goją się
          szybko, często nie wymagają szycia. Ciekawa jestem, w jakiej pozycji
          przyjmujesz porody? Bo jeśli w Twoim szpitalu rutynowo stosuje sie
          niefizjologiczne pozycje - leżącą, lub połsiedzącą, to tkanki krocza nie mogą
          się zaadaptować do główki, bo nie rozciagają sie równomiernie, a nacisk główki
          na dół krocza jest taki, że prowokuje głębokie pęknięcia.
          Próbowałaś zrobić prosty eksperyment? - weż kartkę papieru, albo kawałek
          tkaniny i spróbuj ją rozerwać mocno naciagając jeden bok - nie peka. A teraz
          odrobinę natnij...
          I czy mozesz mi wyjaśnić, dlaczego w krajach takich jak Holandia tak rzadko
          nacina się krocze? Czy nasze waginy sa zbudowane z innego materiału???
          Zajrzyj na www.rodzicpoludzku.pl/dyskusja/dyskusja_2.html - wiele kobiet
          opisuje nacięcie jak okaleczenie. I to jest wystarczajacym argumentem na to,
          zeby nacinania krocza unikać.
        • linuss1 Do nicole369 29.10.04, 19:46
          Dzieki za odpowiedz! I pozdrowienia!
          Ale mam jedna wiadomosc.
          Otoz zapytalem moje dwie kochane babcie, jak sie rodzilo kiedys i wyobraz sobie,
          ze babcie o zadnych nacieciach krocza nie slyszaly!!!
          Obie rodzily swoje dzieci w domu, w asyscie kobiet, ktore w okolicy odbieraly
          porody. Co wiecej zadna z tych kobiet nikogo nie ciela aby ulatwic porod!
          Malo tego, matka mojej mamy z przerazeniem wspominala, o tym jak sie
          dowiedziala, ze moja matke pocieli w takim miejscu!!!!
          No i co wazniejsze zadna z babc nie cierpi z powodu wypadania narzadow - jedna
          przezyla 3 porody, druga 4.
          Mysle, ze info o wypadaniu narzadow jest przesadzone. Ostatecznie kobiety rodza
          dzisiaj najczesciej jedno lub dwojke dzieci. A badania naukowe, ktore ostatnio
          czytalem mowia raczej, iz wlasnie nacinanie oslabia miesnie i czyni wiecej
          szkody niz pozytku. Oczywiscie nie mam na mysli kobiet, ktorym ten zabieg jest
          istotnie potrzebny.
          No i to by bylo na tyle. Jeszcze raz dziekuje za fachowy glos w naszej dyskusji
          i pozdrawiam,
          linuss
      • evee1 Re: nacinanie krocza 29.10.04, 05:46
        Pierwszy porob mialam bez naciecia. Coreczka mala (2600g) i mala glowka, ale
        popekalam, nawet nie tak bardzo i w efekcie bylam szyta. Przez trzy tygodnie
        moglam tylko stac, albo lezec. Siedziec nie moglam, niestety. Chodzenie do
        toalety na cos powazniejszego bylo koszmarem. A rana goila sie podobno bardzo
        ladnie. W sumie te trzy tygodnie po wspominam gorzej niz sam porod.
        Przy drugim porodzie lekarka (ta sama zreszta) mnie naciela i faktycznie
        poczulam to jako lekkie szczypniecie i tyle - raczej mile uczucie w porownaniu
        z wydostawaniem sie na swiat mojego syna, ktory straaaasznie sie spieszyl.
        Oczywiscie bylam szyta i z przerazeniem myslalam co mnie w nastepne tygodnie
        czeka. Ale akurat bylo zupelnie inaczej niz poprzednio. Po tygodniu juz bylo
        OK, a cala butle lekarstwa na rozwolnienie wylalam do kibla.
        Tak ze je osobiscie nic przeciwko nacieciom nie mam smile).
        • barbaram1 Re: nacinanie krocza 29.10.04, 16:20
          Ja rodziłam w Anglii i niestety nie miałam naciętego krocza. Rozerwało mnie
          dość nieciekawie, na dodatek dwa tygodnie po porodzie miałam ciagle nie
          wygojoną ranę i zakazenie. Efektem było puszczenie szwów i ponowne rozerwanie,
          którego nie można już było zszyć. Dostanie się do lekarza ginekologa w Anglii
          to nie taka łatwa rzecz - wszystkowiedzacy GP chciał leczyć mnie sam. Na
          szczęście okazało sie, że mam prywatne ubezpieczenie i zajął sie mna lekarz
          ginekolog, chociaż poza usunięciem resztek szwów i przepisaniem antybiotyku i
          tak nic nie zdziałał. Efekt: leczenie rany ponad miesiac i do dziś rozerwane
          krocze!(3 lata po porodzie).Niby nic takiego, ale dyskomfort okropny!
          • madelaine6 Re: nacinanie krocza 29.10.04, 17:36
            Ja z nacieciem krocza mam baaardzo przykre wspomnienia (a raczej
            ze szwami).Po 1.naciecie duze,bo synek 4100,58cm.
            Po2.szyl mnie partacz,bo na drugi dzien szwy sie "rozeszly"
            Po3.lekarze nie zgodzili sie na ponowne szycie,wiec goilo sie
            wszystko strasznie,w szpitalu lezalam 9 dni,jeszcze probowali mi
            wmowic,ze szwy sie rozeszly z mojej winy...Generalnie mam spora
            blizne,na szczescie nie ma roznicy we wspolzyciu.
            Po4.w nastepnej ciazy najbardziej bede sie bala tego cholernego
            naciecia,ale mam zamiar dopilnowac,zeby szyl mnie moj lekarz.
            Zreszta sam mi powiedzial,ze przy 2 porodzie trzeba bedzie to
            troche poprawic odp.zszyciem sad((
            • werata Re: nacinanie krocza 29.10.04, 17:48
              nasz poród był piekny, ale naciecie krocza- OKROPNE.
              Jak dzis spotkałabym lekarza, który mnie szył - to nie, wiem, czy
              powiedziałabym mu 'dzien dobry'
              • nicole369 Redo imbirki 30.10.04, 16:29
                Moje "wyssane z palca " teorie wzielam z podreczników ginekologii i poloznictwa
                dla przyszlych lekarzy i poloznych, napisanych przez najwieksze autorytety w
                naszym kraju. W moim prowincjonalnym szpitalu odbiera sie porody w pozycji,
                jaka wybiera sobie kobieta, przewaznie w kucki, do ktorej namawiamy wszystkie
                panie. Do drugiego okresu porodu panie moga robic wszystko, zeby bylo im lzej,
                uzywaja worków sako, pilek, czasem rodza pod prysznicem, bo nie mamy niestety
                wanny, albo na materacu. Bylysmy przeszkolone do odbierania porodow zgodnie z
                natura, wiec prosze nie kwestionuj mojej wiedzy. Widzialam tyle pekniec krocza
                3-go stopnia w swoim zyciu, ze nikomu nie zyczylabym tego rodzaju powiklan
                (nietrzymanie stolca). Z tego co wiem, to w Holandii odchodzi sie od porodów
                domowych, bo wiekszosc powiklan brala sie z krwotoków po peknieciach krocza.
                Wiem ,ze w wiekszosci zachodnich krajów odchodzi sie od nacinania krocza, ale
                mysle, ze tamtejsze kobiety maja wieksza swiadomosc i wiedze na temat
                przygotowania krocza do porodu. U nas wyedukowane kobiety to nadal rzadkosc,
                wiekszosc rodzacych nie wie, co to jest krocze. Przykre, ale prawdziwe...
                • imbirka Re: Redo imbirki 30.10.04, 21:46
                  Nicole,
                  nigdzie nie twierdzilam, ze twoje teorie wysane z palca. Pytalam, na jakich
                  podstawach tak twierdzisz, gdyz zawodowo zajmuje sie analiza zawartosci
                  podrecznikow na ktore sie powolujesz i porownywaniem ich z ostatnimi wynikami
                  badan naukowych na swiecie.Niestety, wyniki mojej pracy nie zawsze swiadcza
                  dobrze o stanie polskiego poloznictwa. Ale to temat na inna dyskusje.
                  Ciesze sie, ze w Twoim szpitalu kobieta moze wybrac pozycje do porodu w II
                  okresie. W Warszawie w tej chwili zadnen szpital nie oferuje pelnej swobody
                  rodzenia, co sprawia, iz gdybym miala teraz rodzic, wybralalabym wlasny dom,
                  albo rozwazala podroz do szpitala oddalenego o ok. 200 km.
                  Pozdrawiam
                  Imb.
    • milarka Re: nacinanie krocza 30.10.04, 23:25
      ja miałam nacinane krocze - położna tuż przed tym zabiegiem uprzedziła mnie, że
      będzie nacinać, bo było wysokie prawdopodobieństwo pęknięcia
      nacięcia prawie w ogóle nie czułam - no może jako lekkie szczypnięcie - ale w
      zasadzie dopiero później uświadomiłam sobie, że to odczucie to było właśnie
      nacięcie. Natomiast była to OGROMNA ULGA, bo chwilę później synek przyszedł na
      świat.
      Zszywana byłam nićmi rozpuszczalnymi, natomiast jeżeli chodzi o gojenie się
      rany - to trwało to mniej więcej tydzień. Myślę, że zostałam zszyta raczej dość
      dobrze, nie mam z tym żadnych problemów - a czy mam bliznę to nie wiem, bo
      sobie tam nie zaglądałam wink

      Tak więc ja jestem zadowolona, a rodziłam w Katowicach, w bardzo dobrym
      szpitalu, bez umówionej położnej i lekarza, i bez żadnych opłat (choć był to
      poród z mężem i ze znieczuleniem). Jak czytam, że w W-wie poród rodzinny
      kosztuje 1000 zł to prawdę mówiąc jestem w szoku. W końcu korzystamy wszyscy z
      tego samego ubezpieczenia.
      • golldi Re: nacinanie krocza 30.10.04, 23:47
        Ja również byłam nacinana i do tego pękłam, więc nie wiem po co to nacięcie.
        Ale mimo tego nacięcia dziecko nie przyszło na świat wcześniej. Chciało wyjść
        innym miejscemsmile)))
        Szycie czułam doskonale, nie wiem czy zostałam znieczulenie czy nie.
        Jeśli dostałam to bardzo słabe, bo każdą wkłuwaną igłę w moją skórę czułamsad((
        Nie zbyt symaptyczne uczucie.
        A potem chodzenie z tymi nićmi, nie mogłam siedzieć, karmiłam piersią tylko na
        stojąco i przy lekko rozchylonych nogach, chodziłam jak kaczka, bo szwy
        podrażniały mi skórę na udach. Ale jak lekarz zdjął mi te szwy to było już
        super. Mogłam normalnie chodzić a siedzieć jeszcze nie.
        Rana goiła się chyba krótko - około tygodnia.
        Chyba zostałam dobrze zszyta, chodziaż odczuwam dyskomfort i ból przy każdym
        stosunku.
        A poza tym to miejsce w którym pękłam nadal jest zgrubiałe i wyglada mało
        sympatycznie, przypomina zaciśniętą piąstkę rocznego dziecka(jestem już rok i 3
        miesiace po porodzie). A w jednym miejscu jestem tak zszyta, że skóra jest tak
        mocno naciągnięta aż jest biała jak papier.
        Pozdrawiam.
        Golldi
    • borowina75 Re: nacinanie krocza 31.10.04, 11:35
      mialam nacinane krocze przy dwóch porodach i nie cierpię wcale z tego powodu.
      po pierwszym porodzie bardzo długo mnie bolało, nie mogłam siedzieć, ale to
      chyba raczej kwestia popękanej szyjki, a nie nacinania. Zrosło się bardzo
      ładniesmile
      przy drugim porodzie lekarz nie chciał nacinać, ale ja sama się domagałam, bo
      bardzo długo trwała II faza i chciałam już mieć to za sobą. W końcu położna
      nacięła, lekarz zaszył, faktyczne czułam każde ukłucie, ale to nie miało
      właściwie znaczenia... I mimo, że szycie było dużo mniej staranne niż za
      pierwszym razem, a blizna będzie brzydsza i grubsza, już na drugi dzień mogłam
      siedzieć.
      Cięcie krocza nie jest na pewno niczym miłym, ale chyba nie ma co demonizowaćsmile
    • dr_ewita Re: nacinanie krocza 01.11.04, 13:48
      Hmm,

      To ja dla odmiany załączam link do artykułu z "Ginekologii i Połoznictwa".
      Dobrze wiedzieć co mówią fachowcy. A nie mówią o tymże cieciu najlepiej

      www.mp.pl/artykuly/?aid=1001
      Załączam też wniosek...

      Wniosek: Do czynników sprzyjających zachowaniu ciągłości krocza należy: unikanie
      nacięcia krocza, kończenie porodu siłami natury lub za pomocą próżniociągu
      położniczego, a nie kleszczy, a u nieródek masowanie krocza przed porodem.
      Pozycja rodzącej w drugim okresie porodu nie ma wpływu na częstość urazów krocza.


    • linuss1 Re: nacinanie krocza 01.11.04, 22:33
      W czasie dlugiego weekendu dlugo myslalem o problemie. Kiedys jedna z
      Forumowiczek napisala o okladach z kawy, ktore stosowane podczas porodu pomagaja
      uniknac naciecia wrazliwego miejsca.
      I mysle, ze kiedys tzn. zanim porody zaczeto odbierac w szpitalach, zamiast kawy
      polozne uzywaly cieplej wody.

      W ksiazce "Porod aktywny" napisanej w latach 80-tych autorka powoluje sie na
      opinie lekarzy brytyjskich, ktorzy juz wtedy uznali zabieg nacinania za
      niepotrzebny i szkodliwy dla wiekszosci kobiet. W dodatku podaje tez badana,
      ktore pokazuja zwiazek nacinania wlasnie z nietrzymaniem moczu oraz wypadaniem
      narzadow w starszym wieku!!!!
      Zgodnie z ta ksiazka zabieg nacinana nadaje sie dla kobiet o wyjatkowo
      nieelastycznych tkankach. Nie chce mi sie wierzyc, by wiekszosc kobiet mlodych
      miala nieelastyczne tkanki?!
      Stad na liscie praw rodzacych stworzonej przez WHO i UNESCO jest zapis, by
      naciecia nie traktowac rutynowo.
      Jesli w naszych szpitalach nadal sie to praktykuje wbrew woli kobiet, to warto
      zainteresowac sprawa media i powiadomic rzecznika praw pacjenta.
      Poza tym mysle, ze warto walczyc i my bedziemy walczyc bo fajne sa opinie tych
      Forumowiczek, ktore chwala sobie komfort nastepstw nienacinania!
      Pozdrawaiam,
      linuss
    • imbirka podciagam/nt 02.11.04, 15:57

    • yola13 Re: nacinanie krocza 03.11.04, 15:47
      Szczerze to po przeczytaniu tego trudno się potem dziwić kobietom, że chcą mieć
      cesarkę na życzenie, no bo sorry, ale podejrzewam, że żadna kobieta w ciąży nie
      chce być seksualnym inwalidą do końca świata, tylko dlatego że urodziła dziecko
      siłami natury. Jeżeli chodzi o wyniki raportu, no to po polskich szpitalach nie
      można się spodziewać lepszego wyniku, prędzej gorszego, i niestety to mnie
      przeraża.
      • imbirka Re: nacinanie krocza 03.11.04, 17:16
        yola13 napisała:

        > Szczerze to po przeczytaniu tego trudno się potem dziwić kobietom, że chcą
        mieć
        >
        > cesarkę na życzenie, no bo sorry, ale podejrzewam, że żadna kobieta w ciąży
        nie
        >
        > chce być seksualnym inwalidą do końca świata, tylko dlatego że urodziła
        dziecko
        >
        > siłami natury.

        Te wszystkie problemy nie sa konsekwencją porodu siłami natury samego w sobie,
        ale błędów - nacięcia i nieprawidłowego prowadzenia porodu, szycia etc. Zobacz
        na wątek o porodach bez nacięcia
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=585&w=10810025
        - ile kobiet rodziło bez nacięcia i nic im się nie stało!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka