Dodaj do ulubionych

Nabici w butelkę (i nie tylko)

    • kzwti Nabici w butelkę (i nie tylko) 20.03.09, 10:01
      Czytam, czytam te opinie i jest ... zabawnie.
      Jak to dobrze powiedzieć "już przez to przechodziliśmy z żoną"
      teraz mamy spokój dzieciaczki podrosły (jedno ma 4 lata drugie 1,5
      roku) i powiem jedno ... praktyka czyni mistrza. Tak, tak ... przy
      pierwszej córce chciałem ze skóry wyleźć coby tu jeszcze kupić żeby
      dzidzi było dobrze. Potem dzidzia podrosła, pojawił sie synek i
      zgodnie ze starym powiedzeniem, że przy drugim dziecku rodzice są
      już mądrzy ... kupuje się tylko to co niezbędne. Ja zgłupiałem i
      nienauczony doswiadczeniem z córką kupiłem nowe łóżeczko bo stare
      dałem siostrze. I co? Mam nowy nieuzywany mebel, bo młody miał na
      nie uczulenie (czyt. darł się w niebogłosy po 10 mniutach leżenia
      w tym łóżeczku) - do tej pory śpi na wersalce lub w wózku (który
      kupiłem wcześniej dla córki) I pewnie będzie tak jak z Zuzą - w
      wieku 2 - 2,5 lat dostanie swoje "dorosłe" łóżeczko we własnym
      pokoiku i bedzie spokój z wózkiem. Co do sprzętów to:
      przy obudwu dzieciakach zwykła wanienka do czasu jak sie siadać
      nauczyły potem ze mną lub z żoną w wannie, a teraz obydwoje pod
      odpowiednim nadzorem się kąpią w wannie razem. Oczywicie wózek,
      a najlepiej dwa: głeboki na duzych pompowanych kołach z miękkim
      resorowaniem i osobna lekka spacerówka. Żadnych przewijaków na
      łóżeczko i innych dupereli - młodzież w obu przypadkach była
      wiercąca więc trzeba było dodatkowo uważać żeby się z przewijaka na
      podłogę nie wydostała. Najlepsze miejsce do przewijania, higieny
      itp - łóżko w sypialni, duże miekkie i bezpieczne (podkłada się
      ceratkę pampersowską pod duży ręcznik kąpielowy i spoko). Kosmetyki -
      tylko niezbędny zestaw ochronno - pielęgnujący. A co do zabawy
      duży, miękki koc na podłodze, zabawki i tata albo mama. A
      zapomniałbym - jedyny zakup jaki nam sie przydał to porzadne
      nosidełko dla mamy i taty na specjalne okazje i "bujak" czyli taki
      leżaczek na własnoręcznie zrobionym stelażu na którym mozna było
      dzidzię trochę pobujać do snu jak miała problem. A ten cały kram
      kupiony dla Zuzy lezy sobie prawie nieużywany na strychu w foliowych
      workach i czeka na jakiś cud ...
      • maroco1977 Re: Nabici w butelkę (i nie tylko) 20.03.09, 13:14
        młodzież w obu przypadkach była
        wiercąca więc trzeba było dodatkowo uważać żeby się z przewijaka na
        podłogę nie wydostała. Najlepsze miejsce do przewijania, higieny
        itp - łóżko w sypialni, duże miekkie i bezpieczne (podkłada się
        ceratkę pampersowską pod duży ręcznik kąpielowy i spoko).

        ehe u nas lozko jest bardzo niskie tzn okolo 50cm nad podloga, na kolanach
        przewijac nie mialabym ochoty to jedno, w nocy budzic meza zapalajac swiatlo by
        przewinac syna to drugie,a po trzecie jestem po cesarce nie wolno mi sie schylac
        w wyniku powiklan, a i bez nich rana boli, sam wiec sie schylaj do swoich
        dzieciuncertain a co do lozueczka moj syn spi we swoim i nie ma na nie ''uczulenia''
        tak wiec kierujcie sie wlasnymi potrzebami i preferencjami dziecka.
    • majself Nabici w butelkę (i nie tylko) 20.03.09, 10:20
      Co to znaczy, że nie mają czasu sprzedać rzeczy na aukcji? Wygospodarować
      godzinkę, zrobić zdjęcia, krótkie opisy - i gotowe, później kręci się samo...
      Prędzej "nie mamy pojęcia, jak to zrobić" niż "nie mamy czasu, by to zrobić"...

      Co do pozostałej części artykułu - cóż, ludzie zarabiają na wszystkim, a
      tworzenie sztucznych potrzeb i zaspokajanie ich to żadna nowość. Obecny
      baby-boom to raj dla obrotnych - ciekawe, że nikt nie napisze podobnego artykułu
      o ślubach, czyżby wszystkie bajery były parze młodej absolutnie niezbędne..?
    • naprawdetrzezwy To rynek rodziców-kompletnych idiotów. 20.03.09, 10:49
      Gdyby tylko rozmawiali ze swoimi rodzicami, to wiedzieliby wszystko
      co trzeba.

      A tak, napisaliście artykuł o cymbałach chodzących do szkół
      rodzenia, a nie potrafiących porozmawiać z własną matką.
      ;>>>


      Dobrze, że są ludzie sprzedający im absolutnie niepotrzebne rzeczy.
      Tak cymbały poprawiają stan gospodarki i płacą podatek od własnej
      głupoty.
      • troll_bagienny W pewnym sensie masz rację 20.03.09, 13:20
        Człowiek trzeźwieje dopiero, jak ogląd stan konta po takiej
        zakupowej eskapadzie, ale czy nie jest tak z każdym zakupem?
        Napalasz się na laptopa, a po zakupie emocje opadają, ciśnienie
        wraca do normy i dopiero weryfikujesz, czy zakup był zasadny. Ja nie
        tapetuję na codzień pieniędzmi mieszkania, a i tak popełniłem wiele
        podstawowych błędów = nieprzemyślanych zakupów. Teraz próbuję zepsuć
        radość wydawania znajomym, którzy spodziewają się dziecka i też dają
        się naciągać sklepom na różne niepotrzebne duperele. Dobrze, że jest
        internet i można porównać ceny. Dobrze, że można kupić rzeczy
        używane. Moje starsze dziecko ma 7 lat i przed jej narodzinami
        byliśmy skazani na bazary albo drogie sklepy, teraz mamy rozwinięty
        handel internetowy i można wiele rzeczy przemyśleć. Dziś przy takim
        wyborze rzeczy człowiek nie musi iść z torbami, żeby przywitać
        godnie swojego potomka na świecie, poza tym może poczytać fora i
        komentarze oraz opinie na temat produktów, które wciskają mu firmy,
        więc nie jest już takim bezwolnym baranem idącym na rzeź.
      • asella Re: To rynek rodziców-kompletnych idiotów. 20.03.09, 14:17
        nie zgadzam się ....... moja mama nie żyje, a teściowa 500 km od mojego miejsca
        zamieszkania, tata nic nie pamięta, co było 30 lat temu...... więc mądralo z kim
        niby miałam to porozmawiać?! To jedno i mnie na szkole rodzenia do niczego nie
        namawiali, a wręcz pewnych rzeczy odradzali........ ale to wszystko pewnie
        zależy od osób, które takie szkoły prowadzą i co dla nich jest priorytetowe.
        Jakby nie było nie życzę sobie aby ktoś mnie nazywał cymbałem, tylko dlatego, iż
        dla mnie to jeden z szybszych sposobów aby dowiedzieć się praktycznych
        rzeczy.........
        • a_weasley Re: To rynek rodziców-kompletnych idiotów. 28.09.10, 11:00
          asella napisała:

          > moja mama nie żyje, a teściowa 500 km od mojego miejsca zamieszkania,
          > tata nic nie pamięta, co było 30 lat temu......
          > więc mądralo z kim niby miałam to porozmawiać?!

          Oczywiście, że i tak bywa, i z serca współczuję. Niemniej odnoszę wrażenie graniczące z pewnością, że ogólnie Twój przedmówca ma sporo racji. W większości przypadków rodzice przynajmniej jednej strony są względnie pod ręką - ale co oni tam wiedzą, kiedyś było kiedyś, a teraz jest teraz.
          A tymczasem nasze dzieci biologicznie nie różnią się w stopniu istotnym od nas, jakimi byliśmy w tym wieku, i można rozsądnie przypuszczać, że to, co wtedy było dobre dla nas, i im krzywdy nie uczyni.
      • angorek Re: To rynek rodziców-kompletnych idiotów. 20.03.09, 16:58
        Przy zakupie rzeczy do użytku jestem zwykle bardzo skrupulatna i
        zanim wydam pieniądze staram się zawsze sprawdzić opinie innych
        użytkowników. Zaczęło się w ciąży od wózka i tak mi już zostało.
        Zanim więc kupiłam np. leżaczek, czytałam jak korzyści z takiego
        zakupu oceniają inni i jaki konkretnie polecają. Różnorakie fora
        były tu bardzo pomocne. Potem tylko pozostała kwestia sprawdzenia
        najniższej ceny - sklep internetowy, allegro (nowe rzeczy lub
        używane), sklep tradycyjny, bezpośredni kontakt z
        producentem/dystrybutorem. Dzięki temu do tej pory nie żałuję w
        zasadzie żadnego zakupu, wszystko się przydało i będzie służyć (mam
        nadzieję) kolejnemu dziecku. I tak:
        - poduszka do karmienia (taki rogal z kulkami styropianowymi w
        środku do dowolnego rozłożenia grubości) - rewelacja przy karmieniu,
        a teraz służy córce do wylegiwania się i osłonienia brzegów łóżeczka
        (na stronie producenta było taniej niż na jego aukcjach na allegro)
        - leżaczek-bujaczek - również rewelacja, córka ma ponad 2 latka i
        jeszcze lubi się pobujać (allegro, prawie o połowę taniej niż w
        tradycyjnym sklepie)
        - karuzela - bardzo fajna sprawa, ale na początku największe
        wrażenie na dziecku robiły takie pluszowe rybki z IKEA za jakąś
        naprawdę niską kwotę. Potem kupiliśmy już wypasioną karuzelę. Po jej
        zdemontowaniu do teraz podstawa karuzeli używana jest jako pozytywka
        (allegro, trochę kosztowała -ok.150 zł)
        - ręczniki z kapturem - super sprawa, te kupione w IKEA używamy do
        dzisiaj
        - laktator - wahałam się bardzo długo przed porodem, jedną z
        pierwszych rzeczy po powrocie ze szpitala do domu był właśnie zakup
        laktatora. Miałam cesarkę, więc było mało pokarmu. Potem, kiedy
        miałam jego z kolei za dużo, to laktator mnie ratował. A nawał
        pokarmu to jedna z niewielu koszmarnych rzeczy, które pamiętam z
        okresu połogu. Kupiłam po wielu opiniach Medeli ręczny (allegro)
        - podgrzewacz - pożyczony i sprawdził się
        - stelaż do wanienki - jw
        - wanienka - rozważałam te z odpływami i te profilowane i różne inne
        i w końcu kupiliśmy najzwyklejszą plastikową i gąbkę jako podkładkę
        (z uwagi na przestrogi co do zarazków itp wymienianą co jakiś czas)
        - niania elektryczna - brak, mieszkanie 2 pokoje, więc nie miało
        sensu
        - nosidło - bardzo fajna sprawa
        - kojec - długo rozważane, ale w końcu zakupione i sprawdzone
        pozytywnie, można było spokojnie pójść do toalety
        - mata edukacyjna - rozważałam te super kolorowe, ale w końcu
        pożyczyłam już wysłużoną od siostry, a jedynie dokupiłam używane
        zawieszki, aby ją uatrakcyjnić
        - waga - dziecko nie przybierało na wadze, nikt nie kazał nam
        kupować, ale sami woleliśmy mieć kontrolę. Dla wygody została
        kupiona, a nie wypożyczona
        - baldachim - podobno siedlisko kurzu, więc nie było
        - butelka habermana - też fajna sprawa, sprawdziła się dla
        podtrzymania karmienia piersią przy jednoczesnej konieczności
        dokarmiania sztucznym mlekiem (karmiłam do 19 miesiąca)-kupiona na
        allegro od osoby, która kupiła i nie używała, więc wyszło taniej)
        - butelki Brown'a - były fajne, solidne, dziecko nie miało nigdy
        kolki, ale nie wiem, czy to zasługa butelek
        - chodzik - po analizie nie został kupiony, kupiłam za to używanego
        takiego pieska pchacza za 20 zł i sprawdził się
        - łóżeczko - początkowo zachwyciłam się turystycznym łóżeczkiem
        graco, ale kosztowało majątek, potem pięknymi łóżeczkami
        drewnianymi. Skończyło się na zwykłym drewnianym łóżeczku, który
        kupiliśmy używane na allegro za 70 zł. Okazało się, że prawie
        wszystkie obecnie produkowane łóżeczka deseczki podłogi miały
        mocowane na takie wbijane zszywki. Mam uraz po czymś takim po swojej
        sofie i szukałam łóżeczka z listwami mocowanymi pomiędzy dwoma
        poprzecznymi (takie produkował chyba tylko gluck- były za drogie i
        drewex, jak się okazało, że drewex już odszedł od takiego mocowania,
        to znalazłam właśnie takie używane)
        - ubrania - w ciąży czytałam te spisy ubrań, ale potem kupiłam to,
        co sama uznałam za potrzebne.
        - rożki - bardzo się sprawdziły, chociaż jak były brudne, to równie
        dobrze sprawdzała się pielucha flanelowa (córeczka była
        spokojniejsza, jak była zawinięta w rożek i pieluchę, mi to też
        ułatwiało karmienie)
        - szczepionki skojarzone jak najbardziej
        - szczepionki p/rotawirusom - pierwszą trzeba podać jakoś ok. 18m i
        trochę się za późno za to zabraliśmy, zdążyłam jednak trochę o tym
        poczytać smile i na ulotkach wyczytałam, że szczepionka chroni tylko
        przed jakimś jednym rodzajem rotawirusa, w końcu zrezygnowaliśmy
        - szczepionki meningokoki/pneumokoki - wiele rozważań, wykład
        lekarza na szkole rodzenia, konsultacje z innymi lekarzami, w końcu
        tego nie zrobiliśmy. Przeważyło to, że jeśli dziecko nie ma
        starszego rodzeństwa i nie idzie do żłobka, nie będzie miało
        częstego kontaktu z innymi dziećmi, to nie ma potrzeby szczepić na
        tak wczesnym etapie (wówczas podaje się 4 dawki). Będziemy szczepić
        najprawdopodobniej teraz po 2 latkach jedną dawką.
        - krew pępowinowa - tu było gorąco, na KTG położna powiedziała o tym
        tak, że jak tylko nas stać, to mamy w to wchodzić i dała ulotki.
        Zaczęliśmy analizować sprawę. Siedziałam na tym trochę i poza tymi
        kwestiami, o których jest w artykule, to wyszło jeszcze to, że nie
        ma prawnej podstawy dla wykorzystania przez lekarzy krwi z
        prywatnego banku. Jeden jakiś specjalista powiedział, że nie wziąłby
        nawet krwi z takiego banku, bo nie chciałby narazić się na problemy,
        gdyby coś poszło nie tak. W 2006r. nie było bowiem regulacji i
        nadzoru prawnie określonego nad tymi firmami. Wkurzyło mnie, że w
        taki sposób położna nas namawiała, że to polisa dla dziecka. Na
        szkole rodzenia jedno spotkań było właśnie z przedstawicielem Banku.
        Wyszłam ze spotkania, bo powiedziałam, że nie jestem tym
        zainteresowana. Nie starczyło mi jednak odwagi na to, by zostać i
        pozadawać pytania, jak sobie wyobrażają wykorzystanie krwi jeśli nie
        mają regulacji prawnych. Nawet ich późniejsze uchwalenie, nie mogło
        mieć wpływu na tę krew, pobraną sprzed uchwalenia. Takie
        przynajmniej było moje zdanie.
        Z pewnością można się obejść bez wielu powyższych rzeczy. My jednak
        mieliśmy to szczęście, że mogliśmy sobie pozwolić na ich kupno.
        Wydaje mi się, że porządna analiza przed kupnem, uchroniła przed
        zupełnie niepotrzebnym wydawaniem pieniędzy. W związku z tym, że
        wiedzieliśmy, że będziemy chcieli drugie dziecko, to zakupy zawsze
        traktowaliśmy jako rzecz do wykorzystania również przy drugim (to
        oczywiście, co się nadaje). Stąd też staraliśmy się kupować rzeczy
        lepszej jakości. Wszystkie decyzje były świadomie i nie czuję się
        nabita w butelkę.

    • bacalao Nabici w butelkę (i nie tylko) 20.03.09, 11:05
      Sporo w tym racji. Ja do nietrafionych zakupow moge zaliczyc tak bardzo reklamowana chuste, w ktorej moja cora ani sekundy nie chciala lezec a potem siedziec. Ale ubranek, zwlaszcza pozniej, potrzeba na prawde sporo, zalezy od "mozliwosci" dziecka. Co do zabawek, fajnie konsultowac sie z sensownym nuerologiem, nam nasza lekarka wybila z glowy wiele edukacyjnych zabawek i karuzel i chwala jej za to.
    • magdaksp Re: Nabici w butelkę (i nie tylko) 20.03.09, 12:56
      mnie sie bardzo przydaje podgrzewacz do butelek,duza ilosc ubranek
      takze-szczegolnie tych na 56 cm albo i mniej.idac za rada rodziny i mądrych
      gazet kupowalam głownie takie na 62 cm i po urodzeniu mojego syna musialam
      szybko leciec do sklepu po mniejsze ciuszki ,bo sie okazalo,ze wszystkie na 62
      sa dla niego za wielkie,ma tylko 51 cm.duza ich ilosc tez jest przydatna,bo ja
      dziecko przebieram kilka razy dziennie-a to sie spoci,ato zaplami mlekiem.
    • jugger Warto kupić monitor oddechu ??? 20.03.09, 13:19
      Mam pytanie, czy warto kupić monitor oddechu, czy to urządzenie
      naprawdę działa. U dzieci zdarzaja się zaburzenia oddechu i tak
      zwana śmierć łożeczkowa z tym związana. Chyba się zdecyduje na
      zakup, tylko czy to działa w 100% czy tylko taki monitor oddechu
      usypia czujność rodziców, a jakby co to i tak nie zadziała bo akurat
      dziecko będzie leżało na boku. Ma ktoś? stosował ktoś? Co polecacie?
      Proszę o wszelkie uwagi na ten temat.
      • troll_bagienny Moim zdaniem warto 20.03.09, 13:46
        Pisałem już wcześniej o tym przy okazji tego artykułu. Ostatnio z
        ciekawości zajrzałem na allegro i jestem w szoku. "Za moich czasów"
        czyli jakieś 7 lat temu takie rzeczy były w sklepie rzadkością i
        koszt był dość duży, o ile dobrze pamiętam około 1000 złotych za
        sprzęt składający się z odbiornika i materacyków. Wpisz sobie w
        wyszukiwarce hasło "monitor oddechu", a przekonasz się, że jest
        bardzo bogata oferta (naliczyłem chyba z 8 firm, w tym jakąś
        polską), do tego nastąpiła miniaturyzacja i możesz teraz przypiąć
        dziecku takie urządzenie do pieluchy i położyć go na leżaczku, w
        kojcu, wózku, na łóżku. Moja córka miała to tylko w łóżeczku, a jak
        zaczęła wstawać i skakać po materacu, pod którym były umieszczone te
        płyty-materacyki z czujnikami, to się baliśmy, że się wszystko
        uszkodzi, więc z czasem trzeba było urządzenie wyjąć. Niestety,
        dziecko zaczęło nam "brykać" już w wieku 8 miesięcy i mieliśmy
        ciężki stres, w końcu zainstalowaliśmy drugie łóżeczko i w nocy
        tylko włączaliśmy urządzenie. Do tego miałem ciągły strach, że w
        razie czego nie usłyszę sygnału. A teraz podobno można kupić dwa w
        jednym czyli monitor i nianię, którą stawiasz przy uchu i wszystko
        gra. Mi się najbardziej podobają te małe bezprzewodowe cuda. Ceny
        też przystępne, zdaje się koło 300 PLN, co jest ważne przy tylu
        wydatkach na dziecko, a jak już ktoś bardzo chce zaoszczędzić, to
        ludzie wystawiają też używane (ale sprawne i wbrew opiniom na ogół
        sprzedawców nowych urządzeń, którzy chcą wyeliminować konkurencję
        tańszych monitorów, bo nie nowych, są też ok., zawsze można
        zadzwonić na infolinię producenta i serwisu, ja tak zrobiłem, jak
        sprzedawałem mój monitor, żeby odeprzeć ewentualne zarzuty, że
        wciskam komuś chłam). Urządzenie nie usypia czujności, zawsze
        pozostaje jakaś wątpliwość i nie jest tak, że człowiek już do
        łóżeczka przestaje zaglądać, ale przecież chodzi o to, żeby nie
        tkwić nad nim cały czas. W mojej rodzinie (dalszej) był 1 przypadek
        zgonu dziecka 7-miesięcznego, u "znajomych znajomych", też zmarł
        bobas w podobnym wieku. Obaj (bo to byli chłopcy) urodzili się w
        terminie i bez powikłań. Swego czasu można też było taki monitor
        wypożyczyć ze szpitala, ale nie wiem, ile to teraz kosztuje. Wybór
        jest baardzo duży. Dla mnie to jest naprawdę super sprawa. Technika
        poszła dalej i widziałem na aukcji internetowej detektor tętna płodu
        czy jakoś tak czyli taki gadżet przypinany do brzucha ze
        słuchawkami, podobne to-to do mp3. To już chyba lekkie przegięcie,
        chociaż na pewno znajdą się tacy, co pokuszą się na ten zakup. Cała
        moja wiedza na temat nowinek technicznych dla dzieci ostatnio bierze
        się z internetu i aukcji na e-bay, świstaku, allegro itp. W wielu
        przypadkach nie wpadłbym na to, że można wymyślić takie, a nie inne
        rzeczy, choć można dyskutować, czy potrzebne. Powinien powstać wątek
        dotyczący zupełnych nowości, chętnie bym poczytał pełne zestawienie.
      • generee Re: Warto kupić monitor oddechu ??? 20.03.09, 14:25
        nie warto;

        pozdrawiam
      • nglka Re: Warto kupić monitor oddechu ??? 25.03.09, 15:43
        Mnie dało spokojny sen. Nie miałam potrzeby wstawania co chwilę i sprawdzania,
        czy dziecko oddycha - tym bardziej, że po cc miała problemy z oddychaniem (9.10
        pktów) i te problemy utrzymywały się blisko miesiąc. Potrafiła nie brać oddechu
        przez kilka sekund, by nagle głęboko się zaciągnąć powietrzem. Chyba bym
        osiwiała bez tego sprzętu.
        • maggalena80 Re: Warto kupić monitor oddechu ??? 27.09.10, 21:46
          warto - u mnie przez pierwszy rok zycia małej monitor oddechu obudzil mnie dwukrotnie - być może to był fałszywy alarm - ale co byłoby jeśli nie ..... - dlatego warto ...
    • rapunzel72 Nabici w butelkę (i nie tylko) 20.03.09, 18:38
      Artykuł jest wg mnie tendencyjny, a opinie to potwierdzają, bo z postów
      wynika, że wiele mam korzystało z rzeczy opisanych jako zbędne.
      Wprawdzie bank krwi pępowinowej to wg mnie fanaberia i to dla bogatych, ale
      już na przykład podstawowa szczepionka skojarzona za 360 złotych trzy dawki to
      niewielki koszt, jeśli można oszczędzić bólu i cierpienia własnemu dziecku. Bo
      szczepionki skojarzone nie są bezbolesne, ale zmniejszają liczbę wkłuć, a to
      chyba nie bez znaczenia.
      Waga dla maluszka to niemądra inwestycja, tak samo wg mnie laktator, choć
      wiem, ze niektóre mamy chwalą sobie
      Jednak już bez poduszki-rogala byłabym pozbawiona jedzenia obiadów i kolacji
      czy choćby przewracania kartek w książce przez dwa czy trzy miesiące, bo
      dzięki niemu miałam wolne obie ręce...
      Ilość ubranek to sprawa indywidualna dla każdego malucha, ale może zdarzają
      się dzieci, które nie ulewają i nie przesikują pampersów... u mnie w pewnym
      okresie 14 pajacyków to była taka ilość, ze mogłam pozwolić sobie na jedno
      pranie tygodniowo, w innym razie musiałabym prać co najmniej dwa razy w tygodniu.
      Wanienkę kupiłam za 25 złotych, stojak pożyczyłam od szwagierki, a wydatek
      kilku złotych na termometr kąpielowy, to naprawdę śmieszna suma, ten za 50
      złotych, to chyba najdroższy na rynku, szkoda, że pisząca artykuł nie przeszła
      się do jakiejś hurtowni z rzeczami dla dzieci i nie zorientował się co i jak
      zanim zasiadła do pisania tego zgryźliwego artykułu. Co do myjki mogę się
      zgodzić, pierwsze dziecko też myłam gazą, a drugie po prostu obmywałam ręką i
      tez było dobrze.
      Należę też do tych mam, które chwalą sobie podgrzewacz do butelek, dzięki
      niemu mam przy łóżku zawsze butelkę z ciepłą wodą na mleczko i nie muszę
      biegać do kuchni i nic podgrzewać podczas, gdy moje dziecko budzi cała
      kamienicę swoim wrzaskiem wink
      • green_naranja Re: szczepionki skojarzone 23.03.09, 11:00
        Warto sie jednak czasem zastanowic nad pewnymi rzeczami i
        skalkulowac sobie, co jednak wyjdzie w ostatecznym rozrachunku
        dziecku na zdrowie bardziej.
        Niektore szczepionki skojarzone (powszechna na Zachodzie i coraz
        bardziej rowniez w Polsce MMR) niosa ze soba pewne ryzyko, przy
        ktorym placz i "cierpienie" malucha szczepionego oddzielnie na te
        choroby jest naprawde niczym. Mysle, ze zafundowanie dziecku autyzmu
        w zamian za swiety spokoj nie jest warte zachodu.
        • nglka MMR a autyzm - mit 25.03.09, 15:50
          > Niektore szczepionki skojarzone (powszechna na Zachodzie i coraz
          > bardziej rowniez w Polsce MMR) niosa ze soba pewne ryzyko, przy
          > ktorym placz i "cierpienie" malucha szczepionego oddzielnie na te
          > choroby jest naprawde niczym. Mysle, ze zafundowanie dziecku autyzmu
          > w zamian za swiety spokoj nie jest warte zachodu.

          Nie siej mitów.
          teoria MMR = ryzyko autyzmu została obalona, sami oskarżyciele ze spuszczoną
          głową wycofali "zarzuty". Sprawa została doszczętnie przebadana i wszelkie
          ryzyko zostało wykluczone.
          Warto być na bieżąco zanim wyda się tego typu osąd.

          Takie info umieszczono na stronie Stowarzyszenia Pomocy Dzieciom z Ukrytymi
          Niepełnosprawnoścćiami im. Hansa Aspergera:
          aim.dmkproject.net/spdzun/index.php?option=com_content&task=view&id=88&Itemid=57
          "Brak związku pomiędzy szczepionką przeciwko odrze, śwince i różyczce a "nową
          postacią" autyzmu

          Nowe dowody uzyskane w badaniu brytyjskim wykazują brak związku pomiędzy
          wieloskładnikową szczepionką przeciwko odrze, śwince i różyczce (MMR) a
          zaburzeniami jelitowymi lub regresją rozwojową u dzieci autystycznych.

          Prezentowane badanie stanowi wkład w debatę publiczną, jaka wywiązała się w
          Wielkiej Brytanii w związku z zarzutami dotyczącymi szczepionki MMR. Żywość
          dyskusji obrazuje wystąpienie premiera Tony Blair'a, który – w atmosferze obaw
          dotyczących zagrożenia epidemią odry – zdecydował się na osobisty apel do
          rodziców, zachęcający do stosowania szczepionki MMR w miejsce szczepionek
          jednoskładnikowych. Mając na względzie wagę zagadnienia, British Medical Journal
          natychmiast umieścił na swoich stronach internetowych informację na temat
          wyników badania kierowanego przez dr Brenta Taylora (Community Child Health,
          Centre for Community Child Health, Royal Free i University College Medical
          School, Londyn) oraz dr Elizabeth Miller (Public Health Laboratory Service,
          Communicable Disease Surveillance Centre, Londyn).

          Celem badaczy było potwierdzenie ewentualnego związku pomiędzy szczepionką MMR a
          zaburzeniami jelitowymi oraz regresją rozwojową u dzieci autystycznych,
          stanowiącego jednocześnie dowód na istnienie "nowej postaci" autyzmu. Analiza
          objęła karty obserwacji pacjentów oraz niezależnie odnotowywane dane
          poszczepienne 278 dzieci z klasyczną postacią autyzmu oraz 195 z jego atypowymi
          postaciami, urodzonych w latach 1979-1998 i identyfikowanych głównie w oparciu o
          bazę danych osób niepełnosprawnych.

          Dr Taylor zauważył, że: "sugestia, jakoby szczepionka MMR bezpośrednio
          wywoływała autyzm lub stanowiła czynnik wyzwalający jego rozwój, opiera się
          głównie na hipotetycznym założeniu istnienia "nowej postaci" autyzmu, w której
          regresja rozwojowa, typowo z towarzyszącymi zaburzeniami jelitowymi, ujawnia się
          wkrótce po podaniu szczepionki MMR. Wcześniejsze badania epidemiologiczne
          zaprojektowane dla oceny tego potencjalnego związku przyczynowego nie wychwyciły
          jednak żadnej korelacji między aktualnymi trendami w stosowaniu szczepionki a
          zachorowaniami na autyzm, ani też nie dostarczyły dowodów na występowanie
          zaburzeń behawioralnych, w tym regresji, w krótkim czasie po zaszczepieniu.
          [...] Obecnie jednak wysuwa się tezę, że indukowany szczepionką MMR "regresyjny
          autyzm" z "autystycznym zapaleniem jelita cienkiego i okrężnicy" może ujawniać
          się po dłuższym okresie utajonego rozwoju, który wymaga współdziałania
          dodatkowych czynników, takich jak infekcja, zastosowanie antybiotyków,
          nadwrażliwość wczesna (atopia), silne obciążenie rodzinne w zakresie chorób
          autoimmunologicznych, czy też szczepienie MMR lub przeciwko różyczce matki
          krótko przed, w trakcie lub po zakończeniu okresu ciąży."

          W obecnym badaniu ustalono jednak, że odsetek dzieci z regresją rozwojową (25%)
          lub objawami zaburzeń funkcji jelita (17%) nie uległ znaczącej zmianie przez
          kolejnych 20 lat, począwszy od 1979 roku. Szczepionkę MMR wprowadzono natomiast
          w Wielkiej Brytanii w roku 1998. Porównując populację dzieci, które otrzymały
          szczepionkę przed pojawieniem się obaw związanych z jej stosowaniem, z populacją
          dzieci, które zaszczepiono w okresie późniejszym lub które nigdy jej nie
          otrzymały, nie odnotowano znamiennej różnicy w liczbie przypadków regresji lub
          zaburzeń jelitowych. "Zaobserwowano co prawda potencjalne powiązanie pomiędzy
          niespecyficznymi problemami jelitowymi i regresją a autyzmem dziecięcym, nie
          miało ono jednak żadnego związku ze szczepieniami MMR."

          Dr Taylor podkreślił w podsumowaniu, że wyniki prowadzonych przez jego zespół
          badań nie potwierdziły istnienia "nowej postaci autyzmu" i tym samym stanowią
          kolejny dowód na potwierdzenie bezpieczeństwa szczepionki MMR. "
          • green_naranja Re: MMR a autyzm - mit? 25.03.09, 16:16
            Nie sieje mitow. Opieram sie na powszechnie dostepnych informacjach,
            takze tych z pierwszej reki-4-letnia corka mojego bliskiego
            przyjaciela wlasnie posiada te forme autyzmu, ktora rozwinela sie po
            zastosowaniu MMR (wlasnie w UK). Oczywiscie, droga do odkrycuia
            przyczyn byla dluga, i to wlasnie lekarze z oficjalnej strony
            barykady (ze niby to mit) pierwsi zasugerowali mozliwy zwiazek.

            Obecnie dziecko leczone jest w jednym z nielicznych osrodkow w UK,
            gdzie zajmuja sie ta problematyka, bo wbrew temu co piszesz-nie
            wszyscy "oskarżyciele ze spuszczoną głową wycofali "zarzuty"".

            To ty siejesz mity piszac tez, ze "Sprawa została doszczętnie
            przebadana i wszelkie ryzyko zostało wykluczone." Otoz nie, i byc
            moze nigdy sie tak nie stanie, a juz na pewno dopoki nie udowodni
            sie, ze zwiazku nie ma ponad wszelka watpliwosc. A droga do tego
            jeszcze daleka, zdaje sie...

            Wyjasnijmy sobie tutaj jedna rzecz: ja nie twierdze, ze szczepionka
            skojarzona MMR POWODUJE autyzm. Byc moze (i statystycznie rzecz
            ujmujac, ryzyko jest faktycznie minimalne) - wcale nie.
            Ale zaobserwowano przypadki, w ktorych tenze autyzm ujawnil sie PO
            zastosowaniu tej szczepionki. Na jakiej zasadzie, dlaczego? Nie
            wiadomo...i dopoki nie wiadomo, ja swojemu dziecku jej nie podam,
            skoro mam inna alternatywe.

            Dodam, ze problem znam nie z teoretycznych rozwazan i lektury
            oficjalnych stanowisk Tonego Blaire`a czy organizacji rzadowych (lub
            zwiazanych z dotacjami rzadowymi), a-ze tak powiem-z pierwszej reki.

            Nie przekonuja mnie tez teksty, jakie zacytowalas-utrzymanych w
            takim tonie moge ci tu przywolac dziesiatki, na dowolny temat,
            przedstawiajace argumenty za i przeciwwink

            I jeszcze jedno: slyszalas o potedze koncernow farmaceutycznych?
            Wiesz, kto produkuje szczepionke skojarzona MMR i jakie posiada
            srodki? Wiesz, na jakiej zasadzie operuja takie koncerny...?
            ........
            • nglka Re: MMR a autyzm - mit? 25.03.09, 18:10
              green_naranja napisała:

              > Nie sieje mitow. Opieram sie na powszechnie dostepnych informacjach,
              > takze tych z pierwszej reki-4-letnia corka mojego bliskiego
              > przyjaciela wlasnie posiada te forme autyzmu, ktora rozwinela sie po
              > zastosowaniu MMR (wlasnie w UK).

              a także:

              > Wyjasnijmy sobie tutaj jedna rzecz: ja nie twierdze, ze szczepionka
              > skojarzona MMR POWODUJE autyzm. Byc moze (i statystycznie rzecz
              > ujmujac, ryzyko jest faktycznie minimalne) - wcale nie.
              > Ale zaobserwowano przypadki, w ktorych tenze autyzm ujawnil sie PO
              > zastosowaniu tej szczepionki. Na jakiej zasadzie, dlaczego? Nie
              > wiadomo...

              Szczepienie to wykonuje się w wieku, w którym to zazwyczaj ujawnia się właśnie
              choroba.


              > i dopoki nie wiadomo, ja swojemu dziecku jej nie podam,
              > skoro mam inna alternatywe.

              Ależ masz prawo decydować o tym, że twoje nie przyjmie żadnych szczepień - i
              nikt tu tego nie osądza (przynajmniej mnie to nie interesuje) ale nie możesz
              pisać, że związek istnieje tylko na przykładzie tego, że ktoś tam i gdzieś tam
              tak miał. Bo przypadku wykluczyć się nie da. Natomiast o badaniach wykonywanych
              w tym kierunku opisano dość szczegółowo w cytowanym i zalinkowanym artykule.
              Dlatego owszem, uważam, że niepotrzebnie straszysz.


              > Nie przekonuja mnie tez teksty, jakie zacytowalas-utrzymanych w
              > takim tonie moge ci tu przywolac dziesiatki, na dowolny temat,
              > przedstawiajace argumenty za i przeciwwink

              Nie muszą Cię przekonać. Ja przynajmniej zacytowałam JAKIEŚ stanowisko a Ty
              podajesz przykład nie do sprawdzenia oraz piszesz o tym, że masz informacje z
              jakiegoś źródła ale nie piszesz jakiego. Może jakieś głebsze informacje? Bo mnie
              tym bardziej nie przekonuje "nie bo nie" bez źródła.I - jak pisałam - "sobie"
              możesz myśleć co chcesz ale jeśli nie możesz przytoczyć źródła info, o którym
              tutaj piszesz, to jak dla mnie nie ma wiarygodności w stronie, po której stoisz
              w tej dyskusji.


              > I jeszcze jedno: slyszalas o potedze koncernow farmaceutycznych?
              > Wiesz, kto produkuje szczepionke skojarzona MMR i jakie posiada
              > srodki? Wiesz, na jakiej zasadzie operuja takie koncerny...?
              > ........

              Jasne. w kwestii koncernów farmaceutycznych można rozwodzić się na dość szeroką
              skalę. Swego czasu grzebałam głęboko po stronie rozpowszechniania newsów i
              przeinaczania faktów przez producentów antykoncepcji hormonalnej.
              Dlatego każdy rzeczowy argument rozważam i nie zakładam, że zalinowana przeze
              mnie strona jest święta ale dajże coś z siebie i podaj jakieś wiarygodne źródło,
              bo choćbym chciała to nie zmienię stanowiska bez ŻADNYCH argumentów, prócz "bo
              ja znam inne źródła". I w przeciwnym razie dalej będę się upierać, że
              bezpodstawnie straszysz.
              • green_naranja Re: MMR a autyzm - mit? 25.03.09, 20:15
                To, ze szczepienie wykonuje sie w wieku, w ktorym zazwyczaj ujawnia sie choroba
                nie wyklucza powiazania. To raz.
                Dwa-odnosnie dyskusji-ani ja nie jestem lekarzem, ani ty, wiec mozemy sobie
                dyskutowac jak przyslowiowy gluchy ze slepym i nie dojsc do konsensusu,
                natomiast imputowanie mi, ze nie posiadam argumentow w postaci stosownych linkow
                jest co najmniej smieszne-przeciez wystarczy sobie wyguglac, prawda?

                No wiec, dla ulatwienia, podaje link do zrodla pewnego i godnego, jakim jest
                gazeta "Guardian" , a ktory to link wyjasnia zarzewie konfliktu.

                www.guardian.co.uk/society/2007/jul/08/health.medicineandhealth1
                Mysle, ze stanowisko strony, ktorej sie tak sprzeciwiasz, jest tam dosc prosto
                acz dokladnie wyjasnionewink

                I, w przeciwienstwie do twoich linkow, moj odnosi sie do obu stron medalu,
                zadnej nie gloryfikujac.
                Powtarzam jeszcze raz: nie twierdze, ze MMR wywoluje na pewno autyzm i inne
                choroby. Twierdze, ze niesie (moze niesc) potencjalne ryzyko (jak zreszta wiele
                innych szczepionek skojarzonych), ktorego-nawet jesli nie udowodniono ponad
                wszelka watpliwosc-to takze nie wykluczono ponad wszelka watpliwosc.
                I dlatego uwazam, ze warto miec tego swiadomosc. Oczywiscie ty nazwiesz to
                straszeniem, ale to juz twoj problem, jesli nie potrafisz spojrzec szerzej na
                problem, slepo ufajac temu, co wyczytasz w internecie.
                • nglka Re: MMR a autyzm - mit? 25.03.09, 20:35
                  W zasadzie chciałam kontynuować dyskusję, ale po przeczytaniu poniższego:

                  green_naranja napisała:

                  > Oczywiscie ty nazwiesz to
                  > straszeniem, ale to juz twoj problem, jesli nie potrafisz spojrzec szerzej na
                  > problem, slepo ufajac temu, co wyczytasz w internecie.


                  ...doszłam do wniosku, że dyskusja z Tobą nie ma najmniejszego sensu. Odgórnie
                  zakładasz, że wiesz lepiej jakie wnioski wyciągnę, co jest jednoznaczne z
                  traktowaniem mnie na równi z idiotką. Napisałam wyraźnie, że przyjmuję sensowne
                  argumenty jeśli ktoś je poda. Szkoda, że nie zrozumiałaś.
                  Zatem EOT.
                  • green_naranja Re: MMR a autyzm - mit? 25.03.09, 20:41
                    No wlasnie widze, jak przyjmujesz argumenty....
                    Ja kruszyc kopii tez nie mam zamiaru, tym bardziej ze-jak juz podkreslalam,
                    sprawa jest nadal niejasna....ale skoro nie podoba ci sie moja opinia o twoim
                    sposobie dyskusji, to coz moge wiecej powiedziec. Ty mozesz oceniac, ale ciebie
                    juz nie?big_grin
                    • nglka Re: MMR a autyzm - mit? 25.03.09, 20:44
                      Nie podoba mi się zakładanie jakie wnioski wyciągnę z tego, co napisałaś. A
                      wyraziłaś się jasno odnośnie tego w jaki sposób ZAreaguję (nie - w jaki sposób
                      reaguję).
                      Powyższym swoim postem oceniłam to - w jaki sposób wyraziłaś się o mnie. Ty
                      natomiast snujesz przypuszczenia dot. moich przyszłych reakcji - mając je za
                      pewnik. Na prawdę nie widzisz różnicy między ocenianiem kogoś na wyrost a
                      odbieraniem komuś prawa do obrony?
                      • green_naranja Re: MMR a autyzm - mit? 25.03.09, 20:49
                        Alez ja nie zakladam, jakie wnioski wyciagniesz, ja tylko teotretyzuje.
                        Rownie dobrze twoje: "(...) dalej będę się upierać, że
                        bezpodstawnie straszysz. ", poniewaz nie przytoczylam stosownych linkow mozna
                        takze uznac za ocenianie kogos na wyrost, prawda?
                        • nglka Re: MMR a autyzm - mit? 25.03.09, 20:54
                          green_naranja napisała:

                          > Alez ja nie zakladam, jakie wnioski wyciagniesz, ja tylko teotretyzuje.
                          > Rownie dobrze twoje: "(...) dalej będę się upierać, że
                          > bezpodstawnie straszysz. ", poniewaz nie przytoczylam stosownych linkow mozna
                          > takze uznac za ocenianie kogos na wyrost, prawda?


                          Jak wyrwiesz moje zdanie z kontekstu to ulepisz je jak zechcesz.
                          przytocz pełne zdanie.
                          Napisałam:
                          "podaj jakieś wiarygodne źródło" [...] "w przeciwnym razie dalej będę się
                          upierać, że bezpodstawnie straszysz."

                          Widzisz różnicę poiędzy "podaj" a "ponieważ nie podałaś"?
                          Jeszcze raz proszę. Jak chcesz dyskutować to nie wyrywaj tego, co piszę z
                          kontekstu i nie przeinaczaj, bo nie to miałam namyśli, co wyszło po zacytowaniu
                          przez Ciebie. I to widać w pełnym kontekście.
                          Kulturalnie poprosiłam o podanie linku a na końcu zostałam podsumowana
                          "Oczywiscie ty nazwiesz to
                          straszeniem, ale to juz twoj problem, jesli nie potrafisz spojrzec szerzej na
                          problem, slepo ufajac temu, co wyczytasz w internecie. ".

                          No chyba nie próbujesz mi wmówić, że pisząc "NAZWIESZ TO" miałaś na myśli czas
                          przeszły albo zwykłą teorię?
                          I do tego się podpinam. O niczym innym nie piszę.
                          • green_naranja Re: MMR a autyzm - mit? 26.03.09, 10:27
                            Skoro ironiczne nieco (tak, przyznaje, nie wstydze sie i podtrzymuje)
                            w wymowie zdanie: "Oczywiscie ty nazwiesz to
                            straszeniem, ale to juz twoj problem, jesli nie potrafisz spojrzec
                            szerzej na
                            problem, slepo ufajac temu, co wyczytasz w internecie. " uwazasz za
                            powod do obrazy majestatu, to jest to tylko i wylacznie twoj
                            problem, i naprawde, dywagacja nad slusznoscia tego obrazania sie,
                            czy tez nie -nie interesuje mnie w najmniejszym stopniu. Twoja
                            sprawa. Tym bardziej, ze wczesniej-nie da sie ukryc-okreslilas moja
                            wypowiedz wlasnie "straszeniem".

                            A co do wyrywania z kontekstu...kontekst pozostal jasny, roznica
                            pomiedzy "podaj" a "ponieważ nie podałaś" jest dla mnie calkowicie
                            umowna, co wiecej, nie widze jej.

                            Chcesz omawiac kazda uzyta w tej wymianie zdan fraze pod katem
                            zasadnosci, zgodnosci z faktami, kontekstu?
                            Prosze bardzo-a propos "kulturalnych" prosb, wyrywania z kontekstu
                            i przeinaczania faktow-twoje zdanie o tym, jakobym nie miala zamiaru
                            szczepic W OGOLE swojego dziecka...no czyz to nie jest manipulacja?
                            Przeciez wcale tak nigdy nie napisalam, prawda?Napisalam cos innego,
                            odnoszacego sie do szczepien (TYCH konkretnych szczepien), ale ty
                            uznalas, ze nie mam zamiaru W OGOLE szczepic dziecka...mam ci
                            przytoczyc twoje wlasne slowa czy potrafisz sama je znalezc?

                            I mozemy tak bez konca, bo jak zdazylas sie pewnie zorientowac-
                            trafila kosa na kamien.

                            Tylko po co?
            • migg.migg Re: MMR a autyzm - mit? 06.05.09, 12:26
              green_naranja napisała:

              > Nie sieje mitow.
              niestety siejesz.

              >
              > To ty siejesz mity piszac tez, ze "Sprawa została doszczętnie
              > przebadana i wszelkie ryzyko zostało wykluczone." Otoz nie, i byc
              > moze nigdy sie tak nie stanie, a juz na pewno dopoki nie udowodni
              > sie, ze zwiazku nie ma ponad wszelka watpliwosc.
              jasne.
              - za zwiazkiem: Wakefielda najprawdopodobniej sfalszowane badania na
              12 dzieciach przyslanych do kliniki przez jednego prawnika,
              - przeciw zwiazkowi miedzy MMR a autyzmem: kilkadziesiat badan
              epidemiologicznych porownujacych setki tysiecy dzieci w roznych
              krajach, multum badan laboratoryjnych, ktore wykluczyly proponowane
              mechanizmy, nie wykazaly obecnosci wirusa u autystycznych dzieci,
              itp itd...

              nie ma zadnego dowodu na to, ze zwiazek miedzy szczepionka MMR a
              autyzmem istnieje


              > Ale zaobserwowano przypadki, w ktorych tenze autyzm ujawnil sie PO
              > zastosowaniu tej szczepionki. Na jakiej zasadzie, dlaczego?
              bo w tym czasie sie ujawnia, bo w tym czasie rodzice zauwazaja, ze
              cos jest nie w porzadku - chociaz czasem fachowiec od autyzmu juz
              wczesniej moglby zauwazyc, ze cos jest nie tak (patrz
              ftp://autism.uscfc.uscourts.gov/autism/cedillo/transcripts/day06.pdf), bo czasem
              pamiec zawodzi (np. u dzieci z badania wakefielda wbrew temu, co
              napisal w artykule, sredni czas od szczepienia do zauwazenia objawow
              wcale nie wynosil ok tygodnia, wrecz przeciwnie, z dokumentacji
              medycznej niektorych dzieci wynika, ze pierwsze objawy rodzice
              zglaszali nawet kilka miesiecy PRZED szczepieniem)


              > zwiazanych z dotacjami rzadowymi), a-ze tak powiem-z pierwszej
              reki.

              jest takie powiedzonko "The plural of anecdote is NOT data"

              >
              > I jeszcze jedno: slyszalas o potedze koncernow farmaceutycznych?
              > Wiesz, kto produkuje szczepionke skojarzona MMR i jakie posiada
              > srodki? Wiesz, na jakiej zasadzie operuja takie koncerny...?
              > ........
              >
              jasne.
              ale wiesz, ze Wakefield byl oplacany przez prawnika, ktory
              specjalizowal sie w pozwach przeciw takim koncernom? ze Wakefield
              najpierw szukal zwiazkow miedzy MMR a choroba Crohna, ale sie z tego
              wycofal? ze pozniej przezucil sie na autyzm? ze jego wspolpracownicy
              wycofali swoje nazwiska z jego badan, bo wszystko wskazuje na to, ze
              falszowal wyniki? ze jego zainteresowanie szkodliwoscia MMR jakos
              dziwnie zbiega sie w czasie z momentem, kiedy zlozyl wniosek
              patentowy na pojedyncza szczepionke przeciw odrze?

              migg.wordpress.com/2009/04/09/wielka-wojna-wakefielda/
              • migg.migg Re: MMR a autyzm - mit? 06.05.09, 12:28
                link mi zezarlo, widac ftpow nie przyjmuje...

                > > Ale zaobserwowano przypadki, w ktorych tenze autyzm ujawnil sie
                PO
                > > zastosowaniu tej szczepionki. Na jakiej zasadzie, dlaczego?
                > bo w tym czasie sie ujawnia, bo w tym czasie rodzice zauwazaja, ze
                > cos jest nie w porzadku - chociaz czasem fachowiec od autyzmu juz
                > wczesniej moglby zauwazyc, ze cos jest nie tak (patrz zeznania
                Fombonne'a w sprawie Cedillo, str 127:
                ftp://autism.uscfc.uscourts.gov/autism/cedillo/transcripts/day06.pdf
                )
    • virgo81 Nabici w butelkę (i nie tylko) 21.03.09, 11:55
      W części muszę się zgodzić z tym artykułem bo faktycznie młodzi rodzice
      panikują i obawiają się wielu rzeczy wiec dla dobra dziecka wydadzą prawie
      wszystkie pieniądze choć nie zawsze jest to konieczne.Ja również przepłaciłam
      i nakupiłam wiele rzeczy ,które nadawały się dla małego tylko na chwilkę lub w
      ogóle ich nie używałam,ale nie można generalizować bo to co dla jednych jest
      beznadziejnie wydaną złotówką innym może super ułatwić życie.Ja na przykład w
      50 metrowym mieszkaniu używam elektryczną nianie i nie wyobrażam sobie jej
      braku bo uwielbiam brać kąpiel jak mój syneczek śpi. Bez tego drobiazgu byłoby
      to niemożliwe i nie wydałam na nią majątku bo odkupiłam na allegro.Po za tym
      nikt nie zmusza nas do kupowania tych wszystkich rzeczy można kierować się
      swoją intuicją i opiniami bliskich nam osób i z gamy proponowanych rzeczy
      wybrać to co nam się podoba.Tak wiec BEZ PRZESADY ,minimalizm też nie jest
      dobry w końcu zakupy dla naszego malca dają nam tyle samo radości co zakup
      nowej bluzki czy nowa fryzura.Jeżeli ktoś nie ma pieniędzy to choć nie wiem
      jak go będą namawiać i tak nie zaszczepi dziecka na pneumokoki lub nie
      skorzysta z banku krwi pępowinowej.Całe życie będziemy już musieli wybierać
      dla naszych maluchów to co najlepsze sugerując się zasobnością naszych
      portfeli.Pozdrawiam
    • majeczka_27 Re: Nabici w butelkę (i nie tylko) 22.03.09, 08:07
      Problem w tym, że ludzie kupują te wszystkie rzeczy jeszcze przed porodem. Nie
      wiedząc kompletnie co im będzie potrzebne. My mieliśmy tylko łóżeczko, wózek i
      fotelik grający, który dostaliśmy w spadku po znajomej.
      A potem, co było potrzebne, to kupowaliśmy. Laktator i sterylizator -owszem, bo
      okazało się, że mam mało pokarmu, a Mały nie potrafi się przystawić. A gdyby
      umiał i bez problemu jadł? Po cholerę by mi to było?
      Poza tym -skąd te ceny?? My kupiliśmy karuzelkę za 60 zł. Fakt, że bez pilota...
      Termometr do wanny -7 zł w kształcie delfinka.
      • nglka Re: Nabici w butelkę (i nie tylko) 25.03.09, 15:54
        majeczka_27 napisała:

        > Problem w tym, że ludzie kupują te wszystkie rzeczy jeszcze przed porodem. Nie
        > wiedząc kompletnie co im będzie potrzebne.

        Gdybym miała kupić większość rzeczy po porodzie, to strasznie męczyłabym się -
        bez nich. Bo córka dała nam taką szkołę przetrwania, że dziękowałam po stokroć,
        że wszystko, co najważniejsze, zakupiłam przed porodem. 4 miesiące życie poza
        domem i pracą ojca dziecka - nie istniało dla nas. Sen był największą świętością
        i dopiero w tym okresie doceniliśmy spanie samo w sobie, na siedząco, półleżąco,
        co 1,5 godziny na godzinę.
    • mamatoto Nabici w butelkę (i nie tylko) 18.04.09, 20:05
      Wszystko zależy od warunków, w jakich mieszkamy. Kupujcie
      sterylizator, jeśli musicie wygotowywać butle a macie twardą wodę
      (po tygodniu wszystko miałam w kamieniu). Kupujcie gąbkowy materacyk
      do wanny, jeśli będziecie kąpały w pojedynkę (dwie ręce wolne i
      komfort maleństwa). Kupujcie podgrzewacz, nianię, co tam chcecie,
      jeśli ma to Wam ułatwić życie. To kwestia indywidualna. I nie
      oszczędzajcie na zabawkach - trudno zgadywać, co się dzieciakowi
      spodoba, a co nie, a mądre i ładne zabawki naprawdę rozwijają, widzę
      to po mojej małej. Rzeczy nieprzydatne według mnie: pokrowiec na
      przewijak (lepiej położyć pieluchę); łapki niedrapki (ograniczają
      swobodę ruchów małym paluszkom); poducha do karmienia (lepiej w
      ramionach); myjka (czyste ręce mamy lepsze); rondo na głowę (małej
      nic a nic nie przeszkadza woda w oczach).
    • crypt_25 Nabici w butelkę (i nie tylko) 08.07.09, 17:04
      Szczepionki skojarzone - jestem na tak, szybko i prawie bezstresowo
      przebiegały nasze wizyty w przychodni, na rotawirusy dziecko zaszczepiliśmy i
      jestem przeszczęśliwa, bo kiedy my, znajomi i dzieci znajomych cierpimy z
      powodu zwykłej jelitówki to nasza córa nawet nie wie, co to jest biegunka.
      Laktator ręczny kupiłam, używałam i bardzo mi się przydał.
    • yoasia79 Nabici w butelkę (i nie tylko) 02.09.09, 23:31
      podgrzewacz bardzo mi się wciąż przydaje..wanienka na stelazu to
      super sprawa...jeszcze lepsza jak ma odpływ smile)(mam taką - jest
      genialna)..leżaczek i owszem uzywałam, ale musiałam chować jego
      górna część do której moje dziecko nie sięgało a bardzo
      chciało..więc ja się denerwowałam że spadnie , a ona że nie
      siega..niezbedny okazał sie rożek ale tylko w wersji z utwardzonym
      materacykiem pod spodem; termomentr do wody..fakt..tylko na
      początku..póżniej nabrałam wprawy..nie mam wagi...sterylizatora
      (zalewam wżątkiem)..niani (sama do niej zaglądam)..kołdra okazała
      się niewypałem (śpi ze mna odkryta)..
    • affera123 "Niania" bez sensu, ale monitor oddechu - TAK! 27.09.10, 17:09
      Zawsze mnie dziwiło, że znajomi tyle gadają o wypasionych wózkach i takowe kupują, nawet na kilkunastomiesięczne raty, bo pojazd ma skrętne koła i wygląda szpanersko etc. W ogóle ludzie przy pierwszym dziecku lubią zasypywać się tonami gadżetów, otrzeźwienie przychodzi dopiero przy powtórce z rozrywki czyli dziecku nr 2. Nie znam jednak osoby, która pomyślałaby o zakupie tak prostego i jakże potrzebnego urządzenia, jakim jest monitor oddechu. Kiedy moje dziecko było małe, taki sprzęt kosztował ponad 1000 PLN i mało kto o nim wiedział, ja dowiedziałam się z ulotki szpitalnej (była tam też wypożyczalnia tych urządzeń). O śmierci łóżeczkowej wiedziałam od dawna (u znajomych 7-miesięczny chłopczyk zmarł w ten sposób) i byłam dosłownie przerażona. Nie są to częste przypadki, ale są. Lekarze bagatelizują problem, położne mówią, że takie rzeczy przytrafiają się tylko w rodzinach patologicznych i wcześniakom. Zero kampanii informującej, że zupełnie zdrowe dziecko może zasnąć i się już nie obudzić! Pierwszy taki monitor dostałam w prezencie od ojca, który zmobilizował znajomego i rzecz przyjechała z zagranicy. Drugi kupiłam już za ok. 300 PLN i dobrze służył. Teraz zajrzałam na Allegro i patrzę, że są takie przenośne, na pasku, przypinane do dziecka, nadające się na spacery bez całej tej operacji polegającej na przypinaniu jakichś czujników do materaca. Dzieci mają już kilka lat i problem ten mnie nie dotyczy, a moja siostra, matka dwumiesięcznej córeczki, stwierdziła, że "jak coś ma się stać, to Bóg i przeznaczenie" i oczywiście monitora nie kupiła. Ale ja upieram się, że to najważniejszy gadżet (?) dla niemowlaka. Nasze dzieci myliśmy pod kranem albo prysznicem, nie miały zakładanyc rond, a termometr do wody kosztował w "Smyku" 10 złotych. Wózek był nowy, ale najtańszy z możliwych, zwracaliśmy tylko uwagę, żeby miał twarde podłoże. Ubranka używane, po znajomych, krewnych i kupione w internecie, ale ten monitor - dla nas najważniejszy (jak pojechaliśmy na urlop i nie można go było zabrać, to miałam nieprzespane noce).
      • maggalena80 Re: "Niania" bez sensu, ale monitor oddechu - TAK 27.09.10, 21:39
        mądra z Ciebie baba - też mamy monitor oddechu dla dziecka - dzieciaczek urodził się malutki 2650 kg więc postanowiliśmy sobie takie urządzonko sprawić - bo to niby większe prawdopodobienstwo gdy dziecko ma niską wagę urodzeniową - no i co mogę powiedzieć - urządzenie "piszczało" nam w nocy podczas pierwszego roku życia dwukrotnie ..... - nie wiem czy był to fałszywy alarm czy faktycznie coś się działo - ale każde kolejne dziecko też będzie miało czujnik pod materacem - a wózek tez mam najtańszy wink
    • ashka77p Nabici w butelkę (i nie tylko) 27.09.10, 20:14
      Nie zgadzam się ze wszystkim, co zostało opisane w artykule. Uważam, że wanienka z leżaczkiem pewnej znanej firmy to nie gadżet, ale rzecz ułatwiająca życie, gdyż byliśmy tak zestresowani przy pierwszych kąpielach dziecka, że nie potrafilibyśmy go trzymać sami (wielu rodziców to przechodzi), więc po co stresować się dodatkowo, przecież przyjście na świat pierwszego dziecka to już niecodzienna sytuacja.
      Nie wyobrażam sobie także życia bez elektronicznej niani, mam prosty model, doskonale sprawdza się na wyjazdach, gdy przyjdą goście (zamykam wtedy 2 pary drzwi).
      Szczepionki skojarzone to spory wydatek, ale z doświadczenia wiem, że oszczędzają dziecku i rodzicom stresu. Dodatkowe szczepienia - żałuję do dziś, że nie zaszczepiłam synka przeciw rotawirusom, widok cierpiącego, zwijającego się z bólu i odwodnionego dziecka w szpitalu, wyciska łzy.
    • maksik_g Re: Nabici w butelkę (i nie tylko) 27.09.10, 20:35
      U mnie leżaczek fisher price sprawdził sie i nadal sprawdza się rewelacyjnie. Moge spokojnie zostawic w nim maluszka gdy ide do ubikacji czy zabrac go ze soba do łazienki gdy biore prysznic. Teraz moj maluch ma 5 miesięcu\y i bardzo zajmuja go zabawki zawieszone na palaku przy foteliku. Sprawdza sie tez mata (tania, najprostrza ale bardzo kolorowa) - sama zawieszam mu na niej zabawki i mam frajde obserwując ja syn sie po niej kula smile
      Żałuję, ze nie kupiłam rogala do karmienia bo wysiadaja mi plecy od schylania sie nad dzieckiem. Podgrzewacz sprawdza sie dopiero teraz gdy mały dostaje obiadki ze słoiczka natomoast do wody na mleko uzywam termosu - tam mam wode goraca i mieszam ja z chłodna z czajnika. Sterylizotora nigdy nie uzywalam bo mojemu dziecku nigdy nie strylizowalam butelek - tylko dokladnie mylam - zadnego wyparzania nie bylo. Nie jestem zwolenniczka sterylnego chowu maluchow. Nigdy nie mialam baldachimow i bylam rowniez przewciwna ochraniaczom na łóżeczko, ale od czasu gdy moje dziecko zaczelo sie przemieszczac po lozeczku i codziennie budzil sie ze zwisajaca noga czy reka ze szczebelkow i odbitymi szczebeklami na glowie to zweryfikowalam swoje poglady w tym temacie i ochraniacz zostal zakupiony smile. Wanienke mam zwykla i po prostu kapimy dziecko na stole w salonie. Kareuzela beeeee i wszystkie zabawki z glupawymi melodyjkami. Najwieksza frajde ma moje dziecko z balonu nadmuchanego helem i przywiazanego do nogi smile
    • elizabeth81 Nabici w butelkę (i nie tylko) 27.09.10, 21:07
      Moja znajoma dostała dla dziecka z USA urządzenie do podgrzewania.... uwaga!.... chusteczek do pupy. Ponieważ było zupełnie zbędne postanowiła je sprzedać na aukcji,cena wywoławcza 30 zł. Jakie było jej zdziwienie, gdy okazało się, że maszynka poszła za 180zł. smile Bez komentarza.
    • entropia Re: krew pępowinowa 28.09.10, 09:49
      > Autor artykułu mija się z prawdą - powtarza stare bzdety. Wystarczy zerknąć na strony cordblood.com czy tez parentsguidecordblood.org/
      by zobaczyć, ze wykonano wiele przeszczepów krwi pępowinowej zdeponowanej w prywatnych bankach ratując wiele dzieci.

      Artykuł wyraźnie mówi o ratowaniu tego dziecka od którego pochodziła krew pępowinowa. Autor komentarza dyskutuje z inną tezą. Czyżby obawa o biznesik pracodawcy? wink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka