kzwti Nabici w butelkę (i nie tylko) 20.03.09, 10:01 Czytam, czytam te opinie i jest ... zabawnie. Jak to dobrze powiedzieć "już przez to przechodziliśmy z żoną" teraz mamy spokój dzieciaczki podrosły (jedno ma 4 lata drugie 1,5 roku) i powiem jedno ... praktyka czyni mistrza. Tak, tak ... przy pierwszej córce chciałem ze skóry wyleźć coby tu jeszcze kupić żeby dzidzi było dobrze. Potem dzidzia podrosła, pojawił sie synek i zgodnie ze starym powiedzeniem, że przy drugim dziecku rodzice są już mądrzy ... kupuje się tylko to co niezbędne. Ja zgłupiałem i nienauczony doswiadczeniem z córką kupiłem nowe łóżeczko bo stare dałem siostrze. I co? Mam nowy nieuzywany mebel, bo młody miał na nie uczulenie (czyt. darł się w niebogłosy po 10 mniutach leżenia w tym łóżeczku) - do tej pory śpi na wersalce lub w wózku (który kupiłem wcześniej dla córki) I pewnie będzie tak jak z Zuzą - w wieku 2 - 2,5 lat dostanie swoje "dorosłe" łóżeczko we własnym pokoiku i bedzie spokój z wózkiem. Co do sprzętów to: przy obudwu dzieciakach zwykła wanienka do czasu jak sie siadać nauczyły potem ze mną lub z żoną w wannie, a teraz obydwoje pod odpowiednim nadzorem się kąpią w wannie razem. Oczywicie wózek, a najlepiej dwa: głeboki na duzych pompowanych kołach z miękkim resorowaniem i osobna lekka spacerówka. Żadnych przewijaków na łóżeczko i innych dupereli - młodzież w obu przypadkach była wiercąca więc trzeba było dodatkowo uważać żeby się z przewijaka na podłogę nie wydostała. Najlepsze miejsce do przewijania, higieny itp - łóżko w sypialni, duże miekkie i bezpieczne (podkłada się ceratkę pampersowską pod duży ręcznik kąpielowy i spoko). Kosmetyki - tylko niezbędny zestaw ochronno - pielęgnujący. A co do zabawy duży, miękki koc na podłodze, zabawki i tata albo mama. A zapomniałbym - jedyny zakup jaki nam sie przydał to porzadne nosidełko dla mamy i taty na specjalne okazje i "bujak" czyli taki leżaczek na własnoręcznie zrobionym stelażu na którym mozna było dzidzię trochę pobujać do snu jak miała problem. A ten cały kram kupiony dla Zuzy lezy sobie prawie nieużywany na strychu w foliowych workach i czeka na jakiś cud ... Odpowiedz Link Zgłoś
maroco1977 Re: Nabici w butelkę (i nie tylko) 20.03.09, 13:14 młodzież w obu przypadkach była wiercąca więc trzeba było dodatkowo uważać żeby się z przewijaka na podłogę nie wydostała. Najlepsze miejsce do przewijania, higieny itp - łóżko w sypialni, duże miekkie i bezpieczne (podkłada się ceratkę pampersowską pod duży ręcznik kąpielowy i spoko). ehe u nas lozko jest bardzo niskie tzn okolo 50cm nad podloga, na kolanach przewijac nie mialabym ochoty to jedno, w nocy budzic meza zapalajac swiatlo by przewinac syna to drugie,a po trzecie jestem po cesarce nie wolno mi sie schylac w wyniku powiklan, a i bez nich rana boli, sam wiec sie schylaj do swoich dzieci a co do lozueczka moj syn spi we swoim i nie ma na nie ''uczulenia'' tak wiec kierujcie sie wlasnymi potrzebami i preferencjami dziecka. Odpowiedz Link Zgłoś
majself Nabici w butelkę (i nie tylko) 20.03.09, 10:20 Co to znaczy, że nie mają czasu sprzedać rzeczy na aukcji? Wygospodarować godzinkę, zrobić zdjęcia, krótkie opisy - i gotowe, później kręci się samo... Prędzej "nie mamy pojęcia, jak to zrobić" niż "nie mamy czasu, by to zrobić"... Co do pozostałej części artykułu - cóż, ludzie zarabiają na wszystkim, a tworzenie sztucznych potrzeb i zaspokajanie ich to żadna nowość. Obecny baby-boom to raj dla obrotnych - ciekawe, że nikt nie napisze podobnego artykułu o ślubach, czyżby wszystkie bajery były parze młodej absolutnie niezbędne..? Odpowiedz Link Zgłoś
naprawdetrzezwy To rynek rodziców-kompletnych idiotów. 20.03.09, 10:49 Gdyby tylko rozmawiali ze swoimi rodzicami, to wiedzieliby wszystko co trzeba. A tak, napisaliście artykuł o cymbałach chodzących do szkół rodzenia, a nie potrafiących porozmawiać z własną matką. ;>>> Dobrze, że są ludzie sprzedający im absolutnie niepotrzebne rzeczy. Tak cymbały poprawiają stan gospodarki i płacą podatek od własnej głupoty. Odpowiedz Link Zgłoś
troll_bagienny W pewnym sensie masz rację 20.03.09, 13:20 Człowiek trzeźwieje dopiero, jak ogląd stan konta po takiej zakupowej eskapadzie, ale czy nie jest tak z każdym zakupem? Napalasz się na laptopa, a po zakupie emocje opadają, ciśnienie wraca do normy i dopiero weryfikujesz, czy zakup był zasadny. Ja nie tapetuję na codzień pieniędzmi mieszkania, a i tak popełniłem wiele podstawowych błędów = nieprzemyślanych zakupów. Teraz próbuję zepsuć radość wydawania znajomym, którzy spodziewają się dziecka i też dają się naciągać sklepom na różne niepotrzebne duperele. Dobrze, że jest internet i można porównać ceny. Dobrze, że można kupić rzeczy używane. Moje starsze dziecko ma 7 lat i przed jej narodzinami byliśmy skazani na bazary albo drogie sklepy, teraz mamy rozwinięty handel internetowy i można wiele rzeczy przemyśleć. Dziś przy takim wyborze rzeczy człowiek nie musi iść z torbami, żeby przywitać godnie swojego potomka na świecie, poza tym może poczytać fora i komentarze oraz opinie na temat produktów, które wciskają mu firmy, więc nie jest już takim bezwolnym baranem idącym na rzeź. Odpowiedz Link Zgłoś
asella Re: To rynek rodziców-kompletnych idiotów. 20.03.09, 14:17 nie zgadzam się ....... moja mama nie żyje, a teściowa 500 km od mojego miejsca zamieszkania, tata nic nie pamięta, co było 30 lat temu...... więc mądralo z kim niby miałam to porozmawiać?! To jedno i mnie na szkole rodzenia do niczego nie namawiali, a wręcz pewnych rzeczy odradzali........ ale to wszystko pewnie zależy od osób, które takie szkoły prowadzą i co dla nich jest priorytetowe. Jakby nie było nie życzę sobie aby ktoś mnie nazywał cymbałem, tylko dlatego, iż dla mnie to jeden z szybszych sposobów aby dowiedzieć się praktycznych rzeczy......... Odpowiedz Link Zgłoś
a_weasley Re: To rynek rodziców-kompletnych idiotów. 28.09.10, 11:00 asella napisała: > moja mama nie żyje, a teściowa 500 km od mojego miejsca zamieszkania, > tata nic nie pamięta, co było 30 lat temu...... > więc mądralo z kim niby miałam to porozmawiać?! Oczywiście, że i tak bywa, i z serca współczuję. Niemniej odnoszę wrażenie graniczące z pewnością, że ogólnie Twój przedmówca ma sporo racji. W większości przypadków rodzice przynajmniej jednej strony są względnie pod ręką - ale co oni tam wiedzą, kiedyś było kiedyś, a teraz jest teraz. A tymczasem nasze dzieci biologicznie nie różnią się w stopniu istotnym od nas, jakimi byliśmy w tym wieku, i można rozsądnie przypuszczać, że to, co wtedy było dobre dla nas, i im krzywdy nie uczyni. Odpowiedz Link Zgłoś
angorek Re: To rynek rodziców-kompletnych idiotów. 20.03.09, 16:58 Przy zakupie rzeczy do użytku jestem zwykle bardzo skrupulatna i zanim wydam pieniądze staram się zawsze sprawdzić opinie innych użytkowników. Zaczęło się w ciąży od wózka i tak mi już zostało. Zanim więc kupiłam np. leżaczek, czytałam jak korzyści z takiego zakupu oceniają inni i jaki konkretnie polecają. Różnorakie fora były tu bardzo pomocne. Potem tylko pozostała kwestia sprawdzenia najniższej ceny - sklep internetowy, allegro (nowe rzeczy lub używane), sklep tradycyjny, bezpośredni kontakt z producentem/dystrybutorem. Dzięki temu do tej pory nie żałuję w zasadzie żadnego zakupu, wszystko się przydało i będzie służyć (mam nadzieję) kolejnemu dziecku. I tak: - poduszka do karmienia (taki rogal z kulkami styropianowymi w środku do dowolnego rozłożenia grubości) - rewelacja przy karmieniu, a teraz służy córce do wylegiwania się i osłonienia brzegów łóżeczka (na stronie producenta było taniej niż na jego aukcjach na allegro) - leżaczek-bujaczek - również rewelacja, córka ma ponad 2 latka i jeszcze lubi się pobujać (allegro, prawie o połowę taniej niż w tradycyjnym sklepie) - karuzela - bardzo fajna sprawa, ale na początku największe wrażenie na dziecku robiły takie pluszowe rybki z IKEA za jakąś naprawdę niską kwotę. Potem kupiliśmy już wypasioną karuzelę. Po jej zdemontowaniu do teraz podstawa karuzeli używana jest jako pozytywka (allegro, trochę kosztowała -ok.150 zł) - ręczniki z kapturem - super sprawa, te kupione w IKEA używamy do dzisiaj - laktator - wahałam się bardzo długo przed porodem, jedną z pierwszych rzeczy po powrocie ze szpitala do domu był właśnie zakup laktatora. Miałam cesarkę, więc było mało pokarmu. Potem, kiedy miałam jego z kolei za dużo, to laktator mnie ratował. A nawał pokarmu to jedna z niewielu koszmarnych rzeczy, które pamiętam z okresu połogu. Kupiłam po wielu opiniach Medeli ręczny (allegro) - podgrzewacz - pożyczony i sprawdził się - stelaż do wanienki - jw - wanienka - rozważałam te z odpływami i te profilowane i różne inne i w końcu kupiliśmy najzwyklejszą plastikową i gąbkę jako podkładkę (z uwagi na przestrogi co do zarazków itp wymienianą co jakiś czas) - niania elektryczna - brak, mieszkanie 2 pokoje, więc nie miało sensu - nosidło - bardzo fajna sprawa - kojec - długo rozważane, ale w końcu zakupione i sprawdzone pozytywnie, można było spokojnie pójść do toalety - mata edukacyjna - rozważałam te super kolorowe, ale w końcu pożyczyłam już wysłużoną od siostry, a jedynie dokupiłam używane zawieszki, aby ją uatrakcyjnić - waga - dziecko nie przybierało na wadze, nikt nie kazał nam kupować, ale sami woleliśmy mieć kontrolę. Dla wygody została kupiona, a nie wypożyczona - baldachim - podobno siedlisko kurzu, więc nie było - butelka habermana - też fajna sprawa, sprawdziła się dla podtrzymania karmienia piersią przy jednoczesnej konieczności dokarmiania sztucznym mlekiem (karmiłam do 19 miesiąca)-kupiona na allegro od osoby, która kupiła i nie używała, więc wyszło taniej) - butelki Brown'a - były fajne, solidne, dziecko nie miało nigdy kolki, ale nie wiem, czy to zasługa butelek - chodzik - po analizie nie został kupiony, kupiłam za to używanego takiego pieska pchacza za 20 zł i sprawdził się - łóżeczko - początkowo zachwyciłam się turystycznym łóżeczkiem graco, ale kosztowało majątek, potem pięknymi łóżeczkami drewnianymi. Skończyło się na zwykłym drewnianym łóżeczku, który kupiliśmy używane na allegro za 70 zł. Okazało się, że prawie wszystkie obecnie produkowane łóżeczka deseczki podłogi miały mocowane na takie wbijane zszywki. Mam uraz po czymś takim po swojej sofie i szukałam łóżeczka z listwami mocowanymi pomiędzy dwoma poprzecznymi (takie produkował chyba tylko gluck- były za drogie i drewex, jak się okazało, że drewex już odszedł od takiego mocowania, to znalazłam właśnie takie używane) - ubrania - w ciąży czytałam te spisy ubrań, ale potem kupiłam to, co sama uznałam za potrzebne. - rożki - bardzo się sprawdziły, chociaż jak były brudne, to równie dobrze sprawdzała się pielucha flanelowa (córeczka była spokojniejsza, jak była zawinięta w rożek i pieluchę, mi to też ułatwiało karmienie) - szczepionki skojarzone jak najbardziej - szczepionki p/rotawirusom - pierwszą trzeba podać jakoś ok. 18m i trochę się za późno za to zabraliśmy, zdążyłam jednak trochę o tym poczytać i na ulotkach wyczytałam, że szczepionka chroni tylko przed jakimś jednym rodzajem rotawirusa, w końcu zrezygnowaliśmy - szczepionki meningokoki/pneumokoki - wiele rozważań, wykład lekarza na szkole rodzenia, konsultacje z innymi lekarzami, w końcu tego nie zrobiliśmy. Przeważyło to, że jeśli dziecko nie ma starszego rodzeństwa i nie idzie do żłobka, nie będzie miało częstego kontaktu z innymi dziećmi, to nie ma potrzeby szczepić na tak wczesnym etapie (wówczas podaje się 4 dawki). Będziemy szczepić najprawdopodobniej teraz po 2 latkach jedną dawką. - krew pępowinowa - tu było gorąco, na KTG położna powiedziała o tym tak, że jak tylko nas stać, to mamy w to wchodzić i dała ulotki. Zaczęliśmy analizować sprawę. Siedziałam na tym trochę i poza tymi kwestiami, o których jest w artykule, to wyszło jeszcze to, że nie ma prawnej podstawy dla wykorzystania przez lekarzy krwi z prywatnego banku. Jeden jakiś specjalista powiedział, że nie wziąłby nawet krwi z takiego banku, bo nie chciałby narazić się na problemy, gdyby coś poszło nie tak. W 2006r. nie było bowiem regulacji i nadzoru prawnie określonego nad tymi firmami. Wkurzyło mnie, że w taki sposób położna nas namawiała, że to polisa dla dziecka. Na szkole rodzenia jedno spotkań było właśnie z przedstawicielem Banku. Wyszłam ze spotkania, bo powiedziałam, że nie jestem tym zainteresowana. Nie starczyło mi jednak odwagi na to, by zostać i pozadawać pytania, jak sobie wyobrażają wykorzystanie krwi jeśli nie mają regulacji prawnych. Nawet ich późniejsze uchwalenie, nie mogło mieć wpływu na tę krew, pobraną sprzed uchwalenia. Takie przynajmniej było moje zdanie. Z pewnością można się obejść bez wielu powyższych rzeczy. My jednak mieliśmy to szczęście, że mogliśmy sobie pozwolić na ich kupno. Wydaje mi się, że porządna analiza przed kupnem, uchroniła przed zupełnie niepotrzebnym wydawaniem pieniędzy. W związku z tym, że wiedzieliśmy, że będziemy chcieli drugie dziecko, to zakupy zawsze traktowaliśmy jako rzecz do wykorzystania również przy drugim (to oczywiście, co się nadaje). Stąd też staraliśmy się kupować rzeczy lepszej jakości. Wszystkie decyzje były świadomie i nie czuję się nabita w butelkę. Odpowiedz Link Zgłoś
bacalao Nabici w butelkę (i nie tylko) 20.03.09, 11:05 Sporo w tym racji. Ja do nietrafionych zakupow moge zaliczyc tak bardzo reklamowana chuste, w ktorej moja cora ani sekundy nie chciala lezec a potem siedziec. Ale ubranek, zwlaszcza pozniej, potrzeba na prawde sporo, zalezy od "mozliwosci" dziecka. Co do zabawek, fajnie konsultowac sie z sensownym nuerologiem, nam nasza lekarka wybila z glowy wiele edukacyjnych zabawek i karuzel i chwala jej za to. Odpowiedz Link Zgłoś
magdaksp Re: Nabici w butelkę (i nie tylko) 20.03.09, 12:56 mnie sie bardzo przydaje podgrzewacz do butelek,duza ilosc ubranek takze-szczegolnie tych na 56 cm albo i mniej.idac za rada rodziny i mądrych gazet kupowalam głownie takie na 62 cm i po urodzeniu mojego syna musialam szybko leciec do sklepu po mniejsze ciuszki ,bo sie okazalo,ze wszystkie na 62 sa dla niego za wielkie,ma tylko 51 cm.duza ich ilosc tez jest przydatna,bo ja dziecko przebieram kilka razy dziennie-a to sie spoci,ato zaplami mlekiem. Odpowiedz Link Zgłoś
jugger Warto kupić monitor oddechu ??? 20.03.09, 13:19 Mam pytanie, czy warto kupić monitor oddechu, czy to urządzenie naprawdę działa. U dzieci zdarzaja się zaburzenia oddechu i tak zwana śmierć łożeczkowa z tym związana. Chyba się zdecyduje na zakup, tylko czy to działa w 100% czy tylko taki monitor oddechu usypia czujność rodziców, a jakby co to i tak nie zadziała bo akurat dziecko będzie leżało na boku. Ma ktoś? stosował ktoś? Co polecacie? Proszę o wszelkie uwagi na ten temat. Odpowiedz Link Zgłoś
troll_bagienny Moim zdaniem warto 20.03.09, 13:46 Pisałem już wcześniej o tym przy okazji tego artykułu. Ostatnio z ciekawości zajrzałem na allegro i jestem w szoku. "Za moich czasów" czyli jakieś 7 lat temu takie rzeczy były w sklepie rzadkością i koszt był dość duży, o ile dobrze pamiętam około 1000 złotych za sprzęt składający się z odbiornika i materacyków. Wpisz sobie w wyszukiwarce hasło "monitor oddechu", a przekonasz się, że jest bardzo bogata oferta (naliczyłem chyba z 8 firm, w tym jakąś polską), do tego nastąpiła miniaturyzacja i możesz teraz przypiąć dziecku takie urządzenie do pieluchy i położyć go na leżaczku, w kojcu, wózku, na łóżku. Moja córka miała to tylko w łóżeczku, a jak zaczęła wstawać i skakać po materacu, pod którym były umieszczone te płyty-materacyki z czujnikami, to się baliśmy, że się wszystko uszkodzi, więc z czasem trzeba było urządzenie wyjąć. Niestety, dziecko zaczęło nam "brykać" już w wieku 8 miesięcy i mieliśmy ciężki stres, w końcu zainstalowaliśmy drugie łóżeczko i w nocy tylko włączaliśmy urządzenie. Do tego miałem ciągły strach, że w razie czego nie usłyszę sygnału. A teraz podobno można kupić dwa w jednym czyli monitor i nianię, którą stawiasz przy uchu i wszystko gra. Mi się najbardziej podobają te małe bezprzewodowe cuda. Ceny też przystępne, zdaje się koło 300 PLN, co jest ważne przy tylu wydatkach na dziecko, a jak już ktoś bardzo chce zaoszczędzić, to ludzie wystawiają też używane (ale sprawne i wbrew opiniom na ogół sprzedawców nowych urządzeń, którzy chcą wyeliminować konkurencję tańszych monitorów, bo nie nowych, są też ok., zawsze można zadzwonić na infolinię producenta i serwisu, ja tak zrobiłem, jak sprzedawałem mój monitor, żeby odeprzeć ewentualne zarzuty, że wciskam komuś chłam). Urządzenie nie usypia czujności, zawsze pozostaje jakaś wątpliwość i nie jest tak, że człowiek już do łóżeczka przestaje zaglądać, ale przecież chodzi o to, żeby nie tkwić nad nim cały czas. W mojej rodzinie (dalszej) był 1 przypadek zgonu dziecka 7-miesięcznego, u "znajomych znajomych", też zmarł bobas w podobnym wieku. Obaj (bo to byli chłopcy) urodzili się w terminie i bez powikłań. Swego czasu można też było taki monitor wypożyczyć ze szpitala, ale nie wiem, ile to teraz kosztuje. Wybór jest baardzo duży. Dla mnie to jest naprawdę super sprawa. Technika poszła dalej i widziałem na aukcji internetowej detektor tętna płodu czy jakoś tak czyli taki gadżet przypinany do brzucha ze słuchawkami, podobne to-to do mp3. To już chyba lekkie przegięcie, chociaż na pewno znajdą się tacy, co pokuszą się na ten zakup. Cała moja wiedza na temat nowinek technicznych dla dzieci ostatnio bierze się z internetu i aukcji na e-bay, świstaku, allegro itp. W wielu przypadkach nie wpadłbym na to, że można wymyślić takie, a nie inne rzeczy, choć można dyskutować, czy potrzebne. Powinien powstać wątek dotyczący zupełnych nowości, chętnie bym poczytał pełne zestawienie. Odpowiedz Link Zgłoś
generee Re: Warto kupić monitor oddechu ??? 20.03.09, 14:25 nie warto; pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
nglka Re: Warto kupić monitor oddechu ??? 25.03.09, 15:43 Mnie dało spokojny sen. Nie miałam potrzeby wstawania co chwilę i sprawdzania, czy dziecko oddycha - tym bardziej, że po cc miała problemy z oddychaniem (9.10 pktów) i te problemy utrzymywały się blisko miesiąc. Potrafiła nie brać oddechu przez kilka sekund, by nagle głęboko się zaciągnąć powietrzem. Chyba bym osiwiała bez tego sprzętu. Odpowiedz Link Zgłoś
maggalena80 Re: Warto kupić monitor oddechu ??? 27.09.10, 21:46 warto - u mnie przez pierwszy rok zycia małej monitor oddechu obudzil mnie dwukrotnie - być może to był fałszywy alarm - ale co byłoby jeśli nie ..... - dlatego warto ... Odpowiedz Link Zgłoś
rapunzel72 Nabici w butelkę (i nie tylko) 20.03.09, 18:38 Artykuł jest wg mnie tendencyjny, a opinie to potwierdzają, bo z postów wynika, że wiele mam korzystało z rzeczy opisanych jako zbędne. Wprawdzie bank krwi pępowinowej to wg mnie fanaberia i to dla bogatych, ale już na przykład podstawowa szczepionka skojarzona za 360 złotych trzy dawki to niewielki koszt, jeśli można oszczędzić bólu i cierpienia własnemu dziecku. Bo szczepionki skojarzone nie są bezbolesne, ale zmniejszają liczbę wkłuć, a to chyba nie bez znaczenia. Waga dla maluszka to niemądra inwestycja, tak samo wg mnie laktator, choć wiem, ze niektóre mamy chwalą sobie Jednak już bez poduszki-rogala byłabym pozbawiona jedzenia obiadów i kolacji czy choćby przewracania kartek w książce przez dwa czy trzy miesiące, bo dzięki niemu miałam wolne obie ręce... Ilość ubranek to sprawa indywidualna dla każdego malucha, ale może zdarzają się dzieci, które nie ulewają i nie przesikują pampersów... u mnie w pewnym okresie 14 pajacyków to była taka ilość, ze mogłam pozwolić sobie na jedno pranie tygodniowo, w innym razie musiałabym prać co najmniej dwa razy w tygodniu. Wanienkę kupiłam za 25 złotych, stojak pożyczyłam od szwagierki, a wydatek kilku złotych na termometr kąpielowy, to naprawdę śmieszna suma, ten za 50 złotych, to chyba najdroższy na rynku, szkoda, że pisząca artykuł nie przeszła się do jakiejś hurtowni z rzeczami dla dzieci i nie zorientował się co i jak zanim zasiadła do pisania tego zgryźliwego artykułu. Co do myjki mogę się zgodzić, pierwsze dziecko też myłam gazą, a drugie po prostu obmywałam ręką i tez było dobrze. Należę też do tych mam, które chwalą sobie podgrzewacz do butelek, dzięki niemu mam przy łóżku zawsze butelkę z ciepłą wodą na mleczko i nie muszę biegać do kuchni i nic podgrzewać podczas, gdy moje dziecko budzi cała kamienicę swoim wrzaskiem Odpowiedz Link Zgłoś
green_naranja Re: szczepionki skojarzone 23.03.09, 11:00 Warto sie jednak czasem zastanowic nad pewnymi rzeczami i skalkulowac sobie, co jednak wyjdzie w ostatecznym rozrachunku dziecku na zdrowie bardziej. Niektore szczepionki skojarzone (powszechna na Zachodzie i coraz bardziej rowniez w Polsce MMR) niosa ze soba pewne ryzyko, przy ktorym placz i "cierpienie" malucha szczepionego oddzielnie na te choroby jest naprawde niczym. Mysle, ze zafundowanie dziecku autyzmu w zamian za swiety spokoj nie jest warte zachodu. Odpowiedz Link Zgłoś
nglka MMR a autyzm - mit 25.03.09, 15:50 > Niektore szczepionki skojarzone (powszechna na Zachodzie i coraz > bardziej rowniez w Polsce MMR) niosa ze soba pewne ryzyko, przy > ktorym placz i "cierpienie" malucha szczepionego oddzielnie na te > choroby jest naprawde niczym. Mysle, ze zafundowanie dziecku autyzmu > w zamian za swiety spokoj nie jest warte zachodu. Nie siej mitów. teoria MMR = ryzyko autyzmu została obalona, sami oskarżyciele ze spuszczoną głową wycofali "zarzuty". Sprawa została doszczętnie przebadana i wszelkie ryzyko zostało wykluczone. Warto być na bieżąco zanim wyda się tego typu osąd. Takie info umieszczono na stronie Stowarzyszenia Pomocy Dzieciom z Ukrytymi Niepełnosprawnoścćiami im. Hansa Aspergera: aim.dmkproject.net/spdzun/index.php?option=com_content&task=view&id=88&Itemid=57 "Brak związku pomiędzy szczepionką przeciwko odrze, śwince i różyczce a "nową postacią" autyzmu Nowe dowody uzyskane w badaniu brytyjskim wykazują brak związku pomiędzy wieloskładnikową szczepionką przeciwko odrze, śwince i różyczce (MMR) a zaburzeniami jelitowymi lub regresją rozwojową u dzieci autystycznych. Prezentowane badanie stanowi wkład w debatę publiczną, jaka wywiązała się w Wielkiej Brytanii w związku z zarzutami dotyczącymi szczepionki MMR. Żywość dyskusji obrazuje wystąpienie premiera Tony Blair'a, który – w atmosferze obaw dotyczących zagrożenia epidemią odry – zdecydował się na osobisty apel do rodziców, zachęcający do stosowania szczepionki MMR w miejsce szczepionek jednoskładnikowych. Mając na względzie wagę zagadnienia, British Medical Journal natychmiast umieścił na swoich stronach internetowych informację na temat wyników badania kierowanego przez dr Brenta Taylora (Community Child Health, Centre for Community Child Health, Royal Free i University College Medical School, Londyn) oraz dr Elizabeth Miller (Public Health Laboratory Service, Communicable Disease Surveillance Centre, Londyn). Celem badaczy było potwierdzenie ewentualnego związku pomiędzy szczepionką MMR a zaburzeniami jelitowymi oraz regresją rozwojową u dzieci autystycznych, stanowiącego jednocześnie dowód na istnienie "nowej postaci" autyzmu. Analiza objęła karty obserwacji pacjentów oraz niezależnie odnotowywane dane poszczepienne 278 dzieci z klasyczną postacią autyzmu oraz 195 z jego atypowymi postaciami, urodzonych w latach 1979-1998 i identyfikowanych głównie w oparciu o bazę danych osób niepełnosprawnych. Dr Taylor zauważył, że: "sugestia, jakoby szczepionka MMR bezpośrednio wywoływała autyzm lub stanowiła czynnik wyzwalający jego rozwój, opiera się głównie na hipotetycznym założeniu istnienia "nowej postaci" autyzmu, w której regresja rozwojowa, typowo z towarzyszącymi zaburzeniami jelitowymi, ujawnia się wkrótce po podaniu szczepionki MMR. Wcześniejsze badania epidemiologiczne zaprojektowane dla oceny tego potencjalnego związku przyczynowego nie wychwyciły jednak żadnej korelacji między aktualnymi trendami w stosowaniu szczepionki a zachorowaniami na autyzm, ani też nie dostarczyły dowodów na występowanie zaburzeń behawioralnych, w tym regresji, w krótkim czasie po zaszczepieniu. [...] Obecnie jednak wysuwa się tezę, że indukowany szczepionką MMR "regresyjny autyzm" z "autystycznym zapaleniem jelita cienkiego i okrężnicy" może ujawniać się po dłuższym okresie utajonego rozwoju, który wymaga współdziałania dodatkowych czynników, takich jak infekcja, zastosowanie antybiotyków, nadwrażliwość wczesna (atopia), silne obciążenie rodzinne w zakresie chorób autoimmunologicznych, czy też szczepienie MMR lub przeciwko różyczce matki krótko przed, w trakcie lub po zakończeniu okresu ciąży." W obecnym badaniu ustalono jednak, że odsetek dzieci z regresją rozwojową (25%) lub objawami zaburzeń funkcji jelita (17%) nie uległ znaczącej zmianie przez kolejnych 20 lat, począwszy od 1979 roku. Szczepionkę MMR wprowadzono natomiast w Wielkiej Brytanii w roku 1998. Porównując populację dzieci, które otrzymały szczepionkę przed pojawieniem się obaw związanych z jej stosowaniem, z populacją dzieci, które zaszczepiono w okresie późniejszym lub które nigdy jej nie otrzymały, nie odnotowano znamiennej różnicy w liczbie przypadków regresji lub zaburzeń jelitowych. "Zaobserwowano co prawda potencjalne powiązanie pomiędzy niespecyficznymi problemami jelitowymi i regresją a autyzmem dziecięcym, nie miało ono jednak żadnego związku ze szczepieniami MMR." Dr Taylor podkreślił w podsumowaniu, że wyniki prowadzonych przez jego zespół badań nie potwierdziły istnienia "nowej postaci autyzmu" i tym samym stanowią kolejny dowód na potwierdzenie bezpieczeństwa szczepionki MMR. " Odpowiedz Link Zgłoś
green_naranja Re: MMR a autyzm - mit? 25.03.09, 16:16 Nie sieje mitow. Opieram sie na powszechnie dostepnych informacjach, takze tych z pierwszej reki-4-letnia corka mojego bliskiego przyjaciela wlasnie posiada te forme autyzmu, ktora rozwinela sie po zastosowaniu MMR (wlasnie w UK). Oczywiscie, droga do odkrycuia przyczyn byla dluga, i to wlasnie lekarze z oficjalnej strony barykady (ze niby to mit) pierwsi zasugerowali mozliwy zwiazek. Obecnie dziecko leczone jest w jednym z nielicznych osrodkow w UK, gdzie zajmuja sie ta problematyka, bo wbrew temu co piszesz-nie wszyscy "oskarżyciele ze spuszczoną głową wycofali "zarzuty"". To ty siejesz mity piszac tez, ze "Sprawa została doszczętnie przebadana i wszelkie ryzyko zostało wykluczone." Otoz nie, i byc moze nigdy sie tak nie stanie, a juz na pewno dopoki nie udowodni sie, ze zwiazku nie ma ponad wszelka watpliwosc. A droga do tego jeszcze daleka, zdaje sie... Wyjasnijmy sobie tutaj jedna rzecz: ja nie twierdze, ze szczepionka skojarzona MMR POWODUJE autyzm. Byc moze (i statystycznie rzecz ujmujac, ryzyko jest faktycznie minimalne) - wcale nie. Ale zaobserwowano przypadki, w ktorych tenze autyzm ujawnil sie PO zastosowaniu tej szczepionki. Na jakiej zasadzie, dlaczego? Nie wiadomo...i dopoki nie wiadomo, ja swojemu dziecku jej nie podam, skoro mam inna alternatywe. Dodam, ze problem znam nie z teoretycznych rozwazan i lektury oficjalnych stanowisk Tonego Blaire`a czy organizacji rzadowych (lub zwiazanych z dotacjami rzadowymi), a-ze tak powiem-z pierwszej reki. Nie przekonuja mnie tez teksty, jakie zacytowalas-utrzymanych w takim tonie moge ci tu przywolac dziesiatki, na dowolny temat, przedstawiajace argumenty za i przeciw I jeszcze jedno: slyszalas o potedze koncernow farmaceutycznych? Wiesz, kto produkuje szczepionke skojarzona MMR i jakie posiada srodki? Wiesz, na jakiej zasadzie operuja takie koncerny...? ........ Odpowiedz Link Zgłoś
nglka Re: MMR a autyzm - mit? 25.03.09, 18:10 green_naranja napisała: > Nie sieje mitow. Opieram sie na powszechnie dostepnych informacjach, > takze tych z pierwszej reki-4-letnia corka mojego bliskiego > przyjaciela wlasnie posiada te forme autyzmu, ktora rozwinela sie po > zastosowaniu MMR (wlasnie w UK). a także: > Wyjasnijmy sobie tutaj jedna rzecz: ja nie twierdze, ze szczepionka > skojarzona MMR POWODUJE autyzm. Byc moze (i statystycznie rzecz > ujmujac, ryzyko jest faktycznie minimalne) - wcale nie. > Ale zaobserwowano przypadki, w ktorych tenze autyzm ujawnil sie PO > zastosowaniu tej szczepionki. Na jakiej zasadzie, dlaczego? Nie > wiadomo... Szczepienie to wykonuje się w wieku, w którym to zazwyczaj ujawnia się właśnie choroba. > i dopoki nie wiadomo, ja swojemu dziecku jej nie podam, > skoro mam inna alternatywe. Ależ masz prawo decydować o tym, że twoje nie przyjmie żadnych szczepień - i nikt tu tego nie osądza (przynajmniej mnie to nie interesuje) ale nie możesz pisać, że związek istnieje tylko na przykładzie tego, że ktoś tam i gdzieś tam tak miał. Bo przypadku wykluczyć się nie da. Natomiast o badaniach wykonywanych w tym kierunku opisano dość szczegółowo w cytowanym i zalinkowanym artykule. Dlatego owszem, uważam, że niepotrzebnie straszysz. > Nie przekonuja mnie tez teksty, jakie zacytowalas-utrzymanych w > takim tonie moge ci tu przywolac dziesiatki, na dowolny temat, > przedstawiajace argumenty za i przeciw Nie muszą Cię przekonać. Ja przynajmniej zacytowałam JAKIEŚ stanowisko a Ty podajesz przykład nie do sprawdzenia oraz piszesz o tym, że masz informacje z jakiegoś źródła ale nie piszesz jakiego. Może jakieś głebsze informacje? Bo mnie tym bardziej nie przekonuje "nie bo nie" bez źródła.I - jak pisałam - "sobie" możesz myśleć co chcesz ale jeśli nie możesz przytoczyć źródła info, o którym tutaj piszesz, to jak dla mnie nie ma wiarygodności w stronie, po której stoisz w tej dyskusji. > I jeszcze jedno: slyszalas o potedze koncernow farmaceutycznych? > Wiesz, kto produkuje szczepionke skojarzona MMR i jakie posiada > srodki? Wiesz, na jakiej zasadzie operuja takie koncerny...? > ........ Jasne. w kwestii koncernów farmaceutycznych można rozwodzić się na dość szeroką skalę. Swego czasu grzebałam głęboko po stronie rozpowszechniania newsów i przeinaczania faktów przez producentów antykoncepcji hormonalnej. Dlatego każdy rzeczowy argument rozważam i nie zakładam, że zalinowana przeze mnie strona jest święta ale dajże coś z siebie i podaj jakieś wiarygodne źródło, bo choćbym chciała to nie zmienię stanowiska bez ŻADNYCH argumentów, prócz "bo ja znam inne źródła". I w przeciwnym razie dalej będę się upierać, że bezpodstawnie straszysz. Odpowiedz Link Zgłoś
green_naranja Re: MMR a autyzm - mit? 25.03.09, 20:15 To, ze szczepienie wykonuje sie w wieku, w ktorym zazwyczaj ujawnia sie choroba nie wyklucza powiazania. To raz. Dwa-odnosnie dyskusji-ani ja nie jestem lekarzem, ani ty, wiec mozemy sobie dyskutowac jak przyslowiowy gluchy ze slepym i nie dojsc do konsensusu, natomiast imputowanie mi, ze nie posiadam argumentow w postaci stosownych linkow jest co najmniej smieszne-przeciez wystarczy sobie wyguglac, prawda? No wiec, dla ulatwienia, podaje link do zrodla pewnego i godnego, jakim jest gazeta "Guardian" , a ktory to link wyjasnia zarzewie konfliktu. www.guardian.co.uk/society/2007/jul/08/health.medicineandhealth1 Mysle, ze stanowisko strony, ktorej sie tak sprzeciwiasz, jest tam dosc prosto acz dokladnie wyjasnione I, w przeciwienstwie do twoich linkow, moj odnosi sie do obu stron medalu, zadnej nie gloryfikujac. Powtarzam jeszcze raz: nie twierdze, ze MMR wywoluje na pewno autyzm i inne choroby. Twierdze, ze niesie (moze niesc) potencjalne ryzyko (jak zreszta wiele innych szczepionek skojarzonych), ktorego-nawet jesli nie udowodniono ponad wszelka watpliwosc-to takze nie wykluczono ponad wszelka watpliwosc. I dlatego uwazam, ze warto miec tego swiadomosc. Oczywiscie ty nazwiesz to straszeniem, ale to juz twoj problem, jesli nie potrafisz spojrzec szerzej na problem, slepo ufajac temu, co wyczytasz w internecie. Odpowiedz Link Zgłoś
nglka Re: MMR a autyzm - mit? 25.03.09, 20:35 W zasadzie chciałam kontynuować dyskusję, ale po przeczytaniu poniższego: green_naranja napisała: > Oczywiscie ty nazwiesz to > straszeniem, ale to juz twoj problem, jesli nie potrafisz spojrzec szerzej na > problem, slepo ufajac temu, co wyczytasz w internecie. ...doszłam do wniosku, że dyskusja z Tobą nie ma najmniejszego sensu. Odgórnie zakładasz, że wiesz lepiej jakie wnioski wyciągnę, co jest jednoznaczne z traktowaniem mnie na równi z idiotką. Napisałam wyraźnie, że przyjmuję sensowne argumenty jeśli ktoś je poda. Szkoda, że nie zrozumiałaś. Zatem EOT. Odpowiedz Link Zgłoś
green_naranja Re: MMR a autyzm - mit? 25.03.09, 20:41 No wlasnie widze, jak przyjmujesz argumenty.... Ja kruszyc kopii tez nie mam zamiaru, tym bardziej ze-jak juz podkreslalam, sprawa jest nadal niejasna....ale skoro nie podoba ci sie moja opinia o twoim sposobie dyskusji, to coz moge wiecej powiedziec. Ty mozesz oceniac, ale ciebie juz nie? Odpowiedz Link Zgłoś
nglka Re: MMR a autyzm - mit? 25.03.09, 20:44 Nie podoba mi się zakładanie jakie wnioski wyciągnę z tego, co napisałaś. A wyraziłaś się jasno odnośnie tego w jaki sposób ZAreaguję (nie - w jaki sposób reaguję). Powyższym swoim postem oceniłam to - w jaki sposób wyraziłaś się o mnie. Ty natomiast snujesz przypuszczenia dot. moich przyszłych reakcji - mając je za pewnik. Na prawdę nie widzisz różnicy między ocenianiem kogoś na wyrost a odbieraniem komuś prawa do obrony? Odpowiedz Link Zgłoś
green_naranja Re: MMR a autyzm - mit? 25.03.09, 20:49 Alez ja nie zakladam, jakie wnioski wyciagniesz, ja tylko teotretyzuje. Rownie dobrze twoje: "(...) dalej będę się upierać, że bezpodstawnie straszysz. ", poniewaz nie przytoczylam stosownych linkow mozna takze uznac za ocenianie kogos na wyrost, prawda? Odpowiedz Link Zgłoś
nglka Re: MMR a autyzm - mit? 25.03.09, 20:54 green_naranja napisała: > Alez ja nie zakladam, jakie wnioski wyciagniesz, ja tylko teotretyzuje. > Rownie dobrze twoje: "(...) dalej będę się upierać, że > bezpodstawnie straszysz. ", poniewaz nie przytoczylam stosownych linkow mozna > takze uznac za ocenianie kogos na wyrost, prawda? Jak wyrwiesz moje zdanie z kontekstu to ulepisz je jak zechcesz. przytocz pełne zdanie. Napisałam: "podaj jakieś wiarygodne źródło" [...] "w przeciwnym razie dalej będę się upierać, że bezpodstawnie straszysz." Widzisz różnicę poiędzy "podaj" a "ponieważ nie podałaś"? Jeszcze raz proszę. Jak chcesz dyskutować to nie wyrywaj tego, co piszę z kontekstu i nie przeinaczaj, bo nie to miałam namyśli, co wyszło po zacytowaniu przez Ciebie. I to widać w pełnym kontekście. Kulturalnie poprosiłam o podanie linku a na końcu zostałam podsumowana "Oczywiscie ty nazwiesz to straszeniem, ale to juz twoj problem, jesli nie potrafisz spojrzec szerzej na problem, slepo ufajac temu, co wyczytasz w internecie. ". No chyba nie próbujesz mi wmówić, że pisząc "NAZWIESZ TO" miałaś na myśli czas przeszły albo zwykłą teorię? I do tego się podpinam. O niczym innym nie piszę. Odpowiedz Link Zgłoś
green_naranja Re: MMR a autyzm - mit? 26.03.09, 10:27 Skoro ironiczne nieco (tak, przyznaje, nie wstydze sie i podtrzymuje) w wymowie zdanie: "Oczywiscie ty nazwiesz to straszeniem, ale to juz twoj problem, jesli nie potrafisz spojrzec szerzej na problem, slepo ufajac temu, co wyczytasz w internecie. " uwazasz za powod do obrazy majestatu, to jest to tylko i wylacznie twoj problem, i naprawde, dywagacja nad slusznoscia tego obrazania sie, czy tez nie -nie interesuje mnie w najmniejszym stopniu. Twoja sprawa. Tym bardziej, ze wczesniej-nie da sie ukryc-okreslilas moja wypowiedz wlasnie "straszeniem". A co do wyrywania z kontekstu...kontekst pozostal jasny, roznica pomiedzy "podaj" a "ponieważ nie podałaś" jest dla mnie calkowicie umowna, co wiecej, nie widze jej. Chcesz omawiac kazda uzyta w tej wymianie zdan fraze pod katem zasadnosci, zgodnosci z faktami, kontekstu? Prosze bardzo-a propos "kulturalnych" prosb, wyrywania z kontekstu i przeinaczania faktow-twoje zdanie o tym, jakobym nie miala zamiaru szczepic W OGOLE swojego dziecka...no czyz to nie jest manipulacja? Przeciez wcale tak nigdy nie napisalam, prawda?Napisalam cos innego, odnoszacego sie do szczepien (TYCH konkretnych szczepien), ale ty uznalas, ze nie mam zamiaru W OGOLE szczepic dziecka...mam ci przytoczyc twoje wlasne slowa czy potrafisz sama je znalezc? I mozemy tak bez konca, bo jak zdazylas sie pewnie zorientowac- trafila kosa na kamien. Tylko po co? Odpowiedz Link Zgłoś
migg.migg Re: MMR a autyzm - mit? 06.05.09, 12:26 green_naranja napisała: > Nie sieje mitow. niestety siejesz. > > To ty siejesz mity piszac tez, ze "Sprawa została doszczętnie > przebadana i wszelkie ryzyko zostało wykluczone." Otoz nie, i byc > moze nigdy sie tak nie stanie, a juz na pewno dopoki nie udowodni > sie, ze zwiazku nie ma ponad wszelka watpliwosc. jasne. - za zwiazkiem: Wakefielda najprawdopodobniej sfalszowane badania na 12 dzieciach przyslanych do kliniki przez jednego prawnika, - przeciw zwiazkowi miedzy MMR a autyzmem: kilkadziesiat badan epidemiologicznych porownujacych setki tysiecy dzieci w roznych krajach, multum badan laboratoryjnych, ktore wykluczyly proponowane mechanizmy, nie wykazaly obecnosci wirusa u autystycznych dzieci, itp itd... nie ma zadnego dowodu na to, ze zwiazek miedzy szczepionka MMR a autyzmem istnieje > Ale zaobserwowano przypadki, w ktorych tenze autyzm ujawnil sie PO > zastosowaniu tej szczepionki. Na jakiej zasadzie, dlaczego? bo w tym czasie sie ujawnia, bo w tym czasie rodzice zauwazaja, ze cos jest nie w porzadku - chociaz czasem fachowiec od autyzmu juz wczesniej moglby zauwazyc, ze cos jest nie tak (patrz ftp://autism.uscfc.uscourts.gov/autism/cedillo/transcripts/day06.pdf), bo czasem pamiec zawodzi (np. u dzieci z badania wakefielda wbrew temu, co napisal w artykule, sredni czas od szczepienia do zauwazenia objawow wcale nie wynosil ok tygodnia, wrecz przeciwnie, z dokumentacji medycznej niektorych dzieci wynika, ze pierwsze objawy rodzice zglaszali nawet kilka miesiecy PRZED szczepieniem) > zwiazanych z dotacjami rzadowymi), a-ze tak powiem-z pierwszej reki. jest takie powiedzonko "The plural of anecdote is NOT data" > > I jeszcze jedno: slyszalas o potedze koncernow farmaceutycznych? > Wiesz, kto produkuje szczepionke skojarzona MMR i jakie posiada > srodki? Wiesz, na jakiej zasadzie operuja takie koncerny...? > ........ > jasne. ale wiesz, ze Wakefield byl oplacany przez prawnika, ktory specjalizowal sie w pozwach przeciw takim koncernom? ze Wakefield najpierw szukal zwiazkow miedzy MMR a choroba Crohna, ale sie z tego wycofal? ze pozniej przezucil sie na autyzm? ze jego wspolpracownicy wycofali swoje nazwiska z jego badan, bo wszystko wskazuje na to, ze falszowal wyniki? ze jego zainteresowanie szkodliwoscia MMR jakos dziwnie zbiega sie w czasie z momentem, kiedy zlozyl wniosek patentowy na pojedyncza szczepionke przeciw odrze? migg.wordpress.com/2009/04/09/wielka-wojna-wakefielda/ Odpowiedz Link Zgłoś
migg.migg Re: MMR a autyzm - mit? 06.05.09, 12:28 link mi zezarlo, widac ftpow nie przyjmuje... > > Ale zaobserwowano przypadki, w ktorych tenze autyzm ujawnil sie PO > > zastosowaniu tej szczepionki. Na jakiej zasadzie, dlaczego? > bo w tym czasie sie ujawnia, bo w tym czasie rodzice zauwazaja, ze > cos jest nie w porzadku - chociaz czasem fachowiec od autyzmu juz > wczesniej moglby zauwazyc, ze cos jest nie tak (patrz zeznania Fombonne'a w sprawie Cedillo, str 127: ftp://autism.uscfc.uscourts.gov/autism/cedillo/transcripts/day06.pdf ) Odpowiedz Link Zgłoś
virgo81 Nabici w butelkę (i nie tylko) 21.03.09, 11:55 W części muszę się zgodzić z tym artykułem bo faktycznie młodzi rodzice panikują i obawiają się wielu rzeczy wiec dla dobra dziecka wydadzą prawie wszystkie pieniądze choć nie zawsze jest to konieczne.Ja również przepłaciłam i nakupiłam wiele rzeczy ,które nadawały się dla małego tylko na chwilkę lub w ogóle ich nie używałam,ale nie można generalizować bo to co dla jednych jest beznadziejnie wydaną złotówką innym może super ułatwić życie.Ja na przykład w 50 metrowym mieszkaniu używam elektryczną nianie i nie wyobrażam sobie jej braku bo uwielbiam brać kąpiel jak mój syneczek śpi. Bez tego drobiazgu byłoby to niemożliwe i nie wydałam na nią majątku bo odkupiłam na allegro.Po za tym nikt nie zmusza nas do kupowania tych wszystkich rzeczy można kierować się swoją intuicją i opiniami bliskich nam osób i z gamy proponowanych rzeczy wybrać to co nam się podoba.Tak wiec BEZ PRZESADY ,minimalizm też nie jest dobry w końcu zakupy dla naszego malca dają nam tyle samo radości co zakup nowej bluzki czy nowa fryzura.Jeżeli ktoś nie ma pieniędzy to choć nie wiem jak go będą namawiać i tak nie zaszczepi dziecka na pneumokoki lub nie skorzysta z banku krwi pępowinowej.Całe życie będziemy już musieli wybierać dla naszych maluchów to co najlepsze sugerując się zasobnością naszych portfeli.Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
majeczka_27 Re: Nabici w butelkę (i nie tylko) 22.03.09, 08:07 Problem w tym, że ludzie kupują te wszystkie rzeczy jeszcze przed porodem. Nie wiedząc kompletnie co im będzie potrzebne. My mieliśmy tylko łóżeczko, wózek i fotelik grający, który dostaliśmy w spadku po znajomej. A potem, co było potrzebne, to kupowaliśmy. Laktator i sterylizator -owszem, bo okazało się, że mam mało pokarmu, a Mały nie potrafi się przystawić. A gdyby umiał i bez problemu jadł? Po cholerę by mi to było? Poza tym -skąd te ceny?? My kupiliśmy karuzelkę za 60 zł. Fakt, że bez pilota... Termometr do wanny -7 zł w kształcie delfinka. Odpowiedz Link Zgłoś
nglka Re: Nabici w butelkę (i nie tylko) 25.03.09, 15:54 majeczka_27 napisała: > Problem w tym, że ludzie kupują te wszystkie rzeczy jeszcze przed porodem. Nie > wiedząc kompletnie co im będzie potrzebne. Gdybym miała kupić większość rzeczy po porodzie, to strasznie męczyłabym się - bez nich. Bo córka dała nam taką szkołę przetrwania, że dziękowałam po stokroć, że wszystko, co najważniejsze, zakupiłam przed porodem. 4 miesiące życie poza domem i pracą ojca dziecka - nie istniało dla nas. Sen był największą świętością i dopiero w tym okresie doceniliśmy spanie samo w sobie, na siedząco, półleżąco, co 1,5 godziny na godzinę. Odpowiedz Link Zgłoś
mamatoto Nabici w butelkę (i nie tylko) 18.04.09, 20:05 Wszystko zależy od warunków, w jakich mieszkamy. Kupujcie sterylizator, jeśli musicie wygotowywać butle a macie twardą wodę (po tygodniu wszystko miałam w kamieniu). Kupujcie gąbkowy materacyk do wanny, jeśli będziecie kąpały w pojedynkę (dwie ręce wolne i komfort maleństwa). Kupujcie podgrzewacz, nianię, co tam chcecie, jeśli ma to Wam ułatwić życie. To kwestia indywidualna. I nie oszczędzajcie na zabawkach - trudno zgadywać, co się dzieciakowi spodoba, a co nie, a mądre i ładne zabawki naprawdę rozwijają, widzę to po mojej małej. Rzeczy nieprzydatne według mnie: pokrowiec na przewijak (lepiej położyć pieluchę); łapki niedrapki (ograniczają swobodę ruchów małym paluszkom); poducha do karmienia (lepiej w ramionach); myjka (czyste ręce mamy lepsze); rondo na głowę (małej nic a nic nie przeszkadza woda w oczach). Odpowiedz Link Zgłoś
crypt_25 Nabici w butelkę (i nie tylko) 08.07.09, 17:04 Szczepionki skojarzone - jestem na tak, szybko i prawie bezstresowo przebiegały nasze wizyty w przychodni, na rotawirusy dziecko zaszczepiliśmy i jestem przeszczęśliwa, bo kiedy my, znajomi i dzieci znajomych cierpimy z powodu zwykłej jelitówki to nasza córa nawet nie wie, co to jest biegunka. Laktator ręczny kupiłam, używałam i bardzo mi się przydał. Odpowiedz Link Zgłoś
yoasia79 Nabici w butelkę (i nie tylko) 02.09.09, 23:31 podgrzewacz bardzo mi się wciąż przydaje..wanienka na stelazu to super sprawa...jeszcze lepsza jak ma odpływ )(mam taką - jest genialna)..leżaczek i owszem uzywałam, ale musiałam chować jego górna część do której moje dziecko nie sięgało a bardzo chciało..więc ja się denerwowałam że spadnie , a ona że nie siega..niezbedny okazał sie rożek ale tylko w wersji z utwardzonym materacykiem pod spodem; termomentr do wody..fakt..tylko na początku..póżniej nabrałam wprawy..nie mam wagi...sterylizatora (zalewam wżątkiem)..niani (sama do niej zaglądam)..kołdra okazała się niewypałem (śpi ze mna odkryta).. Odpowiedz Link Zgłoś
affera123 "Niania" bez sensu, ale monitor oddechu - TAK! 27.09.10, 17:09 Zawsze mnie dziwiło, że znajomi tyle gadają o wypasionych wózkach i takowe kupują, nawet na kilkunastomiesięczne raty, bo pojazd ma skrętne koła i wygląda szpanersko etc. W ogóle ludzie przy pierwszym dziecku lubią zasypywać się tonami gadżetów, otrzeźwienie przychodzi dopiero przy powtórce z rozrywki czyli dziecku nr 2. Nie znam jednak osoby, która pomyślałaby o zakupie tak prostego i jakże potrzebnego urządzenia, jakim jest monitor oddechu. Kiedy moje dziecko było małe, taki sprzęt kosztował ponad 1000 PLN i mało kto o nim wiedział, ja dowiedziałam się z ulotki szpitalnej (była tam też wypożyczalnia tych urządzeń). O śmierci łóżeczkowej wiedziałam od dawna (u znajomych 7-miesięczny chłopczyk zmarł w ten sposób) i byłam dosłownie przerażona. Nie są to częste przypadki, ale są. Lekarze bagatelizują problem, położne mówią, że takie rzeczy przytrafiają się tylko w rodzinach patologicznych i wcześniakom. Zero kampanii informującej, że zupełnie zdrowe dziecko może zasnąć i się już nie obudzić! Pierwszy taki monitor dostałam w prezencie od ojca, który zmobilizował znajomego i rzecz przyjechała z zagranicy. Drugi kupiłam już za ok. 300 PLN i dobrze służył. Teraz zajrzałam na Allegro i patrzę, że są takie przenośne, na pasku, przypinane do dziecka, nadające się na spacery bez całej tej operacji polegającej na przypinaniu jakichś czujników do materaca. Dzieci mają już kilka lat i problem ten mnie nie dotyczy, a moja siostra, matka dwumiesięcznej córeczki, stwierdziła, że "jak coś ma się stać, to Bóg i przeznaczenie" i oczywiście monitora nie kupiła. Ale ja upieram się, że to najważniejszy gadżet (?) dla niemowlaka. Nasze dzieci myliśmy pod kranem albo prysznicem, nie miały zakładanyc rond, a termometr do wody kosztował w "Smyku" 10 złotych. Wózek był nowy, ale najtańszy z możliwych, zwracaliśmy tylko uwagę, żeby miał twarde podłoże. Ubranka używane, po znajomych, krewnych i kupione w internecie, ale ten monitor - dla nas najważniejszy (jak pojechaliśmy na urlop i nie można go było zabrać, to miałam nieprzespane noce). Odpowiedz Link Zgłoś
maggalena80 Re: "Niania" bez sensu, ale monitor oddechu - TAK 27.09.10, 21:39 mądra z Ciebie baba - też mamy monitor oddechu dla dziecka - dzieciaczek urodził się malutki 2650 kg więc postanowiliśmy sobie takie urządzonko sprawić - bo to niby większe prawdopodobienstwo gdy dziecko ma niską wagę urodzeniową - no i co mogę powiedzieć - urządzenie "piszczało" nam w nocy podczas pierwszego roku życia dwukrotnie ..... - nie wiem czy był to fałszywy alarm czy faktycznie coś się działo - ale każde kolejne dziecko też będzie miało czujnik pod materacem - a wózek tez mam najtańszy Odpowiedz Link Zgłoś
ashka77p Nabici w butelkę (i nie tylko) 27.09.10, 20:14 Nie zgadzam się ze wszystkim, co zostało opisane w artykule. Uważam, że wanienka z leżaczkiem pewnej znanej firmy to nie gadżet, ale rzecz ułatwiająca życie, gdyż byliśmy tak zestresowani przy pierwszych kąpielach dziecka, że nie potrafilibyśmy go trzymać sami (wielu rodziców to przechodzi), więc po co stresować się dodatkowo, przecież przyjście na świat pierwszego dziecka to już niecodzienna sytuacja. Nie wyobrażam sobie także życia bez elektronicznej niani, mam prosty model, doskonale sprawdza się na wyjazdach, gdy przyjdą goście (zamykam wtedy 2 pary drzwi). Szczepionki skojarzone to spory wydatek, ale z doświadczenia wiem, że oszczędzają dziecku i rodzicom stresu. Dodatkowe szczepienia - żałuję do dziś, że nie zaszczepiłam synka przeciw rotawirusom, widok cierpiącego, zwijającego się z bólu i odwodnionego dziecka w szpitalu, wyciska łzy. Odpowiedz Link Zgłoś
maksik_g Re: Nabici w butelkę (i nie tylko) 27.09.10, 20:35 U mnie leżaczek fisher price sprawdził sie i nadal sprawdza się rewelacyjnie. Moge spokojnie zostawic w nim maluszka gdy ide do ubikacji czy zabrac go ze soba do łazienki gdy biore prysznic. Teraz moj maluch ma 5 miesięcu\y i bardzo zajmuja go zabawki zawieszone na palaku przy foteliku. Sprawdza sie tez mata (tania, najprostrza ale bardzo kolorowa) - sama zawieszam mu na niej zabawki i mam frajde obserwując ja syn sie po niej kula Żałuję, ze nie kupiłam rogala do karmienia bo wysiadaja mi plecy od schylania sie nad dzieckiem. Podgrzewacz sprawdza sie dopiero teraz gdy mały dostaje obiadki ze słoiczka natomoast do wody na mleko uzywam termosu - tam mam wode goraca i mieszam ja z chłodna z czajnika. Sterylizotora nigdy nie uzywalam bo mojemu dziecku nigdy nie strylizowalam butelek - tylko dokladnie mylam - zadnego wyparzania nie bylo. Nie jestem zwolenniczka sterylnego chowu maluchow. Nigdy nie mialam baldachimow i bylam rowniez przewciwna ochraniaczom na łóżeczko, ale od czasu gdy moje dziecko zaczelo sie przemieszczac po lozeczku i codziennie budzil sie ze zwisajaca noga czy reka ze szczebelkow i odbitymi szczebeklami na glowie to zweryfikowalam swoje poglady w tym temacie i ochraniacz zostal zakupiony . Wanienke mam zwykla i po prostu kapimy dziecko na stole w salonie. Kareuzela beeeee i wszystkie zabawki z glupawymi melodyjkami. Najwieksza frajde ma moje dziecko z balonu nadmuchanego helem i przywiazanego do nogi Odpowiedz Link Zgłoś
elizabeth81 Nabici w butelkę (i nie tylko) 27.09.10, 21:07 Moja znajoma dostała dla dziecka z USA urządzenie do podgrzewania.... uwaga!.... chusteczek do pupy. Ponieważ było zupełnie zbędne postanowiła je sprzedać na aukcji,cena wywoławcza 30 zł. Jakie było jej zdziwienie, gdy okazało się, że maszynka poszła za 180zł. Bez komentarza. Odpowiedz Link Zgłoś
entropia Re: krew pępowinowa 28.09.10, 09:49 > Autor artykułu mija się z prawdą - powtarza stare bzdety. Wystarczy zerknąć na strony cordblood.com czy tez parentsguidecordblood.org/ by zobaczyć, ze wykonano wiele przeszczepów krwi pępowinowej zdeponowanej w prywatnych bankach ratując wiele dzieci. Artykuł wyraźnie mówi o ratowaniu tego dziecka od którego pochodziła krew pępowinowa. Autor komentarza dyskutuje z inną tezą. Czyżby obawa o biznesik pracodawcy? Odpowiedz Link Zgłoś