Dodaj do ulubionych

Olewający stosunek męża...

09.12.09, 19:34
Dokładniej chodzi mi o to że chyba za dużo naoglądałam się reklam i seriali.
Jestem w 20 tygodniu ciązy, mniej więcej do 8 tygodnia można było zauważyć
zainteresowanie mojego męza,a teraz...Bardzo długo czekaliśmy na tą ciąże i
wiele razy rozmawialiśmy jak to będzie,i dlatego teraz jestem zawiedziona.
Jestem na L4, i mojemu męzusiowi się wydaje że nie mam prawa być zmęczona,no
bo czym? Nie, no przecież ciąża to sam miód! Nie to żebym narzekała,ale mnie
też nogi bolą,męczą wzdęcia,jest mi coraz cięzej przez coraz bardziej
wystający brzuch....Mam uczucie że moje kochanie jeszcze trochę to się załatwi
i nie spuści wody no bo przecież ja siedzę w domu to zrobię to za niego! Nie
mówiąc już o tym że przestał mnie słuchać,no bo jeśli mam jakiś problem to na
pewno wszystkiemu winne są hormony,nie pomyśli że faktycznie mam racje. Kiedy
mu mówię że chcę aby ze mną przeżywał tą ciąże,to ogranicza się do pogłaskania
brzucha kiedy mijamy się na przedpokoju... Czy we mnie faktycznie świrują
hormony? Czy mój mąż jest be? No bo jeśli on teraz jest taki to chyba nie mogę
liczyć na jego pomoc jak będzie już dzidziuś?
Obserwuj wątek
    • syropinka26 Re: Olewający stosunek męża... 09.12.09, 20:59
      a jak zyliscie zanim zaszlas w ciaze??w sensie czy umial zrobic cos kolo siebie
      czy to na Ciebie spadala wiekszosc obowiazkow?? bo jesli to drugie to nie widze
      powodow dla ktorych mialoby sie to zmienic "tylko" dlatego ze jestes w ciazy.
      pierwsza jego euforia ciaza minela. mnostwo jest facetow ktorzy nie zrobia nic
      kolo siebie ale to kwestia tego jak sie z facetem uklada zycie od poczatku. nie
      znamy CIe i Waszej sytuacji wiec trodno powiedziec czy to Twoje hormony czy
      zeczywiscie jest jakis problem w Waszym gospodarstwie domowym. moge Ci tylko
      poradzic ze jesli to Ty przejmowalas wiekszosc obowiazkow w domu to najwyzszy
      czas to zmienic ( o ile wogole sie da zalezy od ludzi) a ciaza to dobry
      moment.zawsze mozesz powiedziec ze nie wstaniesz bo CIe nogi bolawinki niech sobie
      radziwinkinaczej po urodzeniu dzidziusia bedzie Ci ciezko ale to wybor kazdego
      mnostwo rodzin tak wkoncu funkcjonujesmileduzo radosci z rozwijajacego sie
      dzidziusia zyczesmile
    • syropinka26 Re: Olewający stosunek męża... 09.12.09, 21:01
      albo tak sobie mysle moze on w ten sposob przezywa wewnetrznie to ze zostanie
      tata??my tez mielismy ciezki tydzien moj M nie spal po nocy bo myslal otym
      wszystki jak to bedzie i wogole(?)przemysl to od tej strony Ty znasz swojego
      meza najlepiejsmile
    • a_lex Re: Olewający stosunek męża... 09.12.09, 21:33
      może troszkę naciskasz na niego, żeby "przeżywał"? on pewnie na swój sposób
      przeżywa, nie wymagaj, żeby robił to tak samo, jak Ty...
      co do pomocy w domu - tu trudno coś poradzić. mój od początku zastrzegał, że on
      pewnych rzeczy po prostu nie robi. a ostatnio stwierdził, że od zmywania mu
      rączki nie odpadają wink zrobił mi RAZ kolację i też nic mu się nie stało. ale ja
      nie naciskam, nie każę mu nic robić, nie proszę nawet. rano też czasem nie chce
      mi się wstać (późno zasypiam, więc muszę nadrabiać rano) i jakoś potrafi sam
      sobie zrobić śniadanie, nie budząc mnie przy tym... wiem, że pewnych emocji
      nigdy mi nie pokaże, ale nie mam z tego powodu żalu. faceci są inni po prostu, z
      Marsa są smile
      ja nie staję na głowie, żeby wszystko w domu było na błysk, kiedy sama padam ze
      zmęczenia, wracam późno z pracy, głodna, zmęczona... niestety nie mam siły, żeby
      obskakiwać mojego faceta. nie ma obiadu - musi sobie poradzić. nie ma czystych
      naczyń - musi pozmywać.
      • hanus28 Re: Olewający stosunek męża... 09.12.09, 23:15
        Ja właśnie też tak myślę że on to po prostu inaczej przeżywa...Ale mimo wszystko
        ja czuję się się z tym źle. Jestem sama, ponieważ wyprowadziłam się 200
        kilometrów od mojej rodziny i przyjaciół,mam tylko jego rodzinę,ale same wiecie
        jak to jest z rodziną męża... Do tej pory mi to nie przeszkadzało,że nie mam tu
        prawdziwej przyjaciółki,bo miałam jego,a teraz...Przedtem był problem z zajściem
        w ciążę,i naprawdę dużo poświęciłam,zresztą on obiecał co innego. Niby mówi że
        jak coś chcę żeby zrobił to mam powiedzieć,a jak już o coś proszę to słyszę : a
        muszę teraz? I mam uczucie że robi to z taką łaską...Ja też przezywam jak to
        będzie, czy sobie poradzimy,ale nie chodzę cały czas nerwowa i nie zamykam się w
        sobie. Jak mu mówię że weź się więcej uśmiechaj bo twój zły humor udziela się
        mi,to on mi na to że jest zmęczony. Rozumiem że jest zmęczony,ale ile można to
        znosić,dzień dwa,ale nie kilka tygodni.poprostu jestem rozżalona i muszę się
        wygadać. Dzięki że ktoś to czyta...pozdrawiam.
        • memphis90 Re: Olewający stosunek męża... 28.12.09, 09:35
          Jak mu mówię że weź się więcej uśmiechaj bo twój zły humor udziela
          się
          > mi,to on mi na to że jest zmęczony. Rozumiem że jest zmęczony,ale
          ile można to
          > znosić,dzień dwa,ale nie kilka tygodni.
          A ile on ma znosić Twoje humory, Twoje złe samopoczucie, TWoje
          szalejące hormony? Dzień, dwa? Zrozum - to jest człowiek, który
          przychodzi z pracy, zmęczony, chce odpocząć. Ty jesteś w ciąży, ale
          on też nie jest na wakacjach. Oczekujesz uśmiechów, rozpływania się
          nad brzusiem, ale sama jesteś- jak piszesz- wciąż rozżalona, nerwowa
          i "nie tak miało być". Dla facetów ciąża to abstrakcja, ile mają się
          zachwycać dzidziusiem, którego nie widzą, nie czują, nie potrafią
          sobie wyobrazić? Daj mu czas, daj też więcej z siebie-
          zainteresowania, wsparcia dla niego- "jak było w pracy? wyglądasz na
          zmęczonego" itd. No i nie przesadzajmy, 28 tc naprawdę nie jest
          ekstremalnie wykańczający.
          • kavainca Re: Olewający stosunek męża... 07.01.10, 12:46
            nie jest tak, że dla każdego faceta ciąża to abstrakcja!
            Dla nas to raczej cud, który, w zasadzie ze względu na 97%
            uszkodzenia w budowie nasienia i ze wzgledu na moje kłopoty, nie
            powinien sie zdarzyć.
            Może mój facet jest chyba trochę inny od przecietnego, ale cały czas
            powtarza, że choc on tego nie czuje tak jak ja, to baaaardzo wiele
            szczescia daje mu patrzenie na to jak ja się zachwycam małą
            wedrujaca pod moja skóra główką. Kiedyś nawet powiedział do naszego
            kota "no i co dupku, to przykre, ale my samce nigdy tego nie
            poczujemy"smile
    • wanioliowa Re: Olewający stosunek męża... 10.12.09, 08:01
      Wiesz co wydaje mi się, ze być może zbyt wiele wymagasz od mężą. Oni nie są w
      stanie tak samo rozumieć ciąży jak kobiety, nie czują tego w ten sam sposób.

      Nie mam takiej sytuacji, ale rozmawialam z kolegą, który mówił mi że ciąża to
      byl koszmar - dla niego smile Nagle z atrakcyjnej kobiety potrafiącej rozmawiać o
      wszystkim jego żona stała się obiektem ciężąrnym i mówiącym ciągle o ciązy.
      Ciągle tylko zmęczenie, opieka i niekonczące się rozmowy o dziecku, usg,
      badaniach etc etc.
      Czuł sie jak maszyna obsługująca maszynę istotniejszą.
      Jak podzespół big_grin

      Tak mi mówił i go rozumiem. Ciąże przeżywa kobieta - ale wiele osob w około nie
      rozumie tego i nie współodczuwa tak samo. Ja jak np. przebywałam w towarzystwie
      kobiet dzieciatych, mówiących w kołko o dzieciach - to myślałam po godzinie że
      mnie rozsadzi ;D Nie rozumiałam ich po prostu, dlatego tak samo rozumiem ze
      facet - który nie ma w brzuchu dziecka - nie musi rozumieć ani czuć tego co
      kobieta i na serio nie mamy prawa wymagać żeby on to nie wiadomo jak przeżywał.

      Nie nakręcaj się smile ZObaczysz ze jak twój mąż zobaczy dziecko - stanie się ojcem
      pelna gębą smile
      • lola19844 Re: Olewający stosunek męża... 10.12.09, 09:12
        Czytam twój post i nadziwić się nie moge, bo mam raczej odwrotną
        sytuację do twojej. Czasami mi się wydaje że to mój mąż jest w ciąży
        a nie ja smile. Też jestem na L4 z powodu poronienia zagrażającego,
        teraz kiedy skończyły się plamienia, zaczeły skurcze sad. I jak mój
        mąż jest w domu to nie moge sama nic zrobić, no chyba że siusiu.
        Wkurza mnie to obchodzenie się ze mną jak z jajkiem, bo przed ciążą
        byłam niezależna od nikogo,a mój M traktuje mnie jak kaleke. W domu
        nic nie wolno mi robić, nie moge pozmywać, zrobić obiadu, a siedze
        cały dzień w domu. No oszaleć można smile Wiesz wydaje mi się że jak
        facet się nie interesuje to źle, ale jak interesuje się za bardzo to
        chyba jeszcze gorzej smile

        Pozdarwiam serdecznie smile
        • bogna_78 Re: Olewający stosunek męża... 10.12.09, 10:39
          Hanus, ja myślę, że prawda lezy trochę po środku. Wydaje mi się, że
          każda (większość) kobiet w ciąży "pozwala sobie" na więcej, tj. jak
          się zdenerwuje, to głośno to obwieszcza całemu światu, jak jest jej
          źle, to też każdy musi to wiedzieć (no przynajmniej mąż). I wydaje
          mi się, że to nie jest złe, że ciąża to taki czas należący do
          kobiety, i można se wtedy troszkę pofolgować, i mąż powienien
          (jakoś) to znieść. ale oczywiście do jakiejś granicy, a ta granica u
          każdego faceta jest inna. Wydaje mi się, że powinnaś pogadać e swoim
          mężem, wytłumaczyć, że tego potrzebujesz. Ja np. jak mam mieć @, to
          jestem cholernie poddenerwowana. Ale mój mąż wie, że w te dni ja
          muszę "się wyszaleć" i on patrzy na mnie trochę z przymrużeniem oka,
          traktując niezbyt poważnie. I może to jest jakaś metoda. Pogadaj z
          mężem, może to dla was tez jest metoda?
          • pelagia_pela Re: Olewający stosunek męża... 10.12.09, 11:09
            Jaki byl maz wczesniej? Pewnie taki sam. Nudzisz sie w domu i teraz
            wymagasz wiecej. Facet, ktory nigdy nie musial nic robic w domu nie
            stanie sie nagle wspanialym mezem.
            Mysle, ze problem w tym, ze nie masz wlasnego zycia, przyjaciolek i
            pracy. Ja mieszkam w innym kraju, moj maz tez nie nalezy do tych
            sprzatajacych ale mam zajecie i nie mam czasu na rozczulanie sie nad
            soba, zreszta oprocz normalnych ciazowych dolegliwosci czuje sie ok.
            Zajmij sie czyms i pogon faceta, moze to dobry czas na zmiany.
    • e-marlena Re: Olewający stosunek męża... 10.12.09, 11:48
      Ech, mam trochę podobny problem...Przed ciążą tworzyliśmy naprawdę partnerski związek, jedynym problemem było dosyć odmienne podejście do kwestii porządku - ja jestem pedantką a on bałaganiarzem. Moja ciąża nie należy do lekkich - już w szóstym tygodniu zaczęły się dolegliwości, które nigdy nie odpuściły - jedynie przechodziły jedna w drugą. I tak z niezależnej, energicznej kobiety zamieniłam się w zombie, które trzeba stale obsługiwać. I mój facet to robi, ale...z taką miną, że czasem wszystkiego mi się odechciewa. A "zaraz" jest chyba najczęściej wypowiadanym przez niego słowem. Też się martwię, że przy dziecku będzie jeszcze gorzej - ale staram to sobie jakoś wytłumaczyć - dla niego to też nie jest łatwe, już ósmy miesiąc musi zajmować się ciągle zmęczoną, sfrustrowaną i złą na cały świat wersją kobiety, która przecież kiedyś była zupełnie inna...A może za bardzo go tłumaczę. W każdym razie nie jest to fajne, ale nie ustępuję na krok, i Tobie też to radzę wink
      • a_lex Re: Olewający stosunek męża... 10.12.09, 12:25
        u mnie jest trochę odwrotnie - mój R. się wkurza, że pewne rzeczy nie są
        zrobione, od dłuższego czasu nie możemy skończyć remontu, ale on wie, że pewnych
        rzeczy nie jestem teraz w stanie zrobić, ale pomagam mu jak mogę i kiedy tylko
        nam czas pozwoli. pewnie byłoby zupełnie inaczej, gdybym miała ciążę z
        problemami... tak jak któraś z dziewczyn wyżej napisała - takie uziemienie jest
        ciężkie... nagle nie można robić najprostszych rzeczy, a facet niekoniecznie
        musi to zrozumieć...
        u mnie może jest inaczej dlatego, że mój R. nie jest moim mężem smile
        • e-marlena Re: Olewający stosunek męża... 10.12.09, 12:58

          > u mnie może jest inaczej dlatego, że mój R. nie jest moim mężem smile

          e tam, mój też nie był długo...pobraliśmy się dopiero jak byłam w 7 miesiącu
          (żadna tam wpadka, jesteśmy razem ponad 10lat). chyba nawet był milszy jako
          nie-mąż. a tak, wpadliśmy w stereotyp: zrzędząca żona, naburmuszony mąż wink

    • mts_0 Re: Olewający stosunek męża... 10.12.09, 14:34
      Wiesz,
      mój mąż też nie jest w tej (druga) ciąży zbyt zaangażowany.
      Jak mu powiedziałam, że mam depresję ciążową i bulimię to praktycznie nie zareagował.
      Na początku okrepnie się tym łamałam i nawet z nim na ten temat rozmawiałam. Chyba jest tak, jak piszą dziewczyny. My mamy ciążę i to jest nasz główny problem i z tego powodu wyolbrzymiamy czasami nasze problemy, oni najczęściej jeszcze mają problemy w pracy itp. i dlatego nasze mają dla nich inną skalę.
      Poza tym ja doszłam do wniosku, że mój mąż myśli typowo zadaniowo, nie wiem może Twój też. Jakbym mu powiedziała, że mam depresję i potrzebuję w związku z tym czegoś z drugiego końca Polski, to z miejsca wsiadłby w samochód i pojechał. Ale takie pogaduszki, pocieszanki go po prostu przerastają. Jak się skarżę to zawsze słyszę, "co mam zrobić?".
      Może po prostu powiedz mu, że ma coś powiedzieć do brzuszka - przywitać się, powiedzieć żart nic mega krępującego.
      Pewnie lepiej się sprawdzi, jak dasz mu listę zakupów dla dzieciaczka.
      Pozdrawiam i życzę dużo radości w tej ciąży smile
    • charlee1980 Re: Olewający stosunek męża... 13.12.09, 22:10
      No ja niestety czuję to samo, jestem w 39 tyg ciązy, a ta sama
      końcówka jest najgorsza,mamy 3 letniego synka. Mój mąż uważa że jak
      pracuje i zrobi zakupy do domu to powinnam byćmu dozgonnie
      wdzięczna. Reszta należy do mnie, więc ja piorę, prasuję,gotuję,
      sprzątam na maxa i bawię się z synkiem samochodami na dywanie,bo mój
      mąż jest zmęczony pracą,a ja od miesiąca jestem na l4 więc
      wypoczywam na maxa. I nie ważne że lada dzień urodzę drugie dziecko
      ważne że nie chodzę do pracy a dla mojego męża oznacza to że
      wypoczywam,nie zastanawia się kto umył łazienkę, nie widzi że stoję
      2 godz przy desce do prasownia, nie obchodzi go że siadanie na
      podłogę i wstawanie z niej graniczy z cudem a pół nocy nie śpie bo w
      żadnej pozycji nie wygodnie.
      • majkaba Re: Olewający stosunek męża... 20.12.09, 00:37
        Charlee, ja mam dokładnie tak samo. Też jestem w ciąży z drugim dzieciaczkiem,
        to 34 tydzień. Starszy za miesiąc kończy 3 lata.
        No i oczywiście mój mąż identycznie reaguje- on pracuje, a ja "wypoczywam" na L-4.
        Ciekawe czy coś się zmieni po porodzie. Musi, bo ja nie będę wstawać w nocy do
        dwójki. Mój starszaczek dość często się niestety jeszcze budzi w nocy i albo
        siku albo pić albo przykryć kołderką...
    • aga-wiewiora Re: Olewający stosunek męża... 14.12.09, 00:28
      Napewno Twoj maz przezywa ta ciaze ale nie tak mocno jak Ty. Trudno
      sie temu dziwic. Po pierwsze to on nie czuje tego co Ty a po drugie
      nie pracujesz i podejrzewam , ze caly Twoj swiat kreci sie wokol
      ciazy i zwiazanych z nia problemow.Moze jakbys pracowala tez bys
      podchodzila do ciazy innaczej i on tez.U mnie sytuacja jest inna.
      Bedac w ciazy moglam liczyc na pomoc meza, ale po narodzinach
      dziecka to juz nie tak bardzo.Moj maz uwazal, za na macierzynskim
      mam czas na wszystko i stan ten trwa do dnia dzisiejszego bo pracuje
      na pol etatu.Maz pracuje w nocy a w dzien spi. Podobnie do Twojego
      jest wiecznie zmeczony , nawet jak ma wolne. Moze zostaw go samego
      na jakis czas to zrozumie , ze nic samo sie nie zrobi.U mnie to
      podzialalo.Zrobilam sobie wolone od meza i synka.Zycze
      bezproblemowej ciazy i porodu!
    • nastia980 Re: Olewający stosunek męża... 16.12.09, 16:24
      Moj Boze mam dokladnie to samo tyle ze jestem w 15 tc i chyba zaczynam wpadac w jakas depresje przez to jego zachowanie sad a moze przesadzam... sama juz nie wiem ale smutno mi strasznie
      • bogna_78 Re: Olewający stosunek męża... 16.12.09, 17:03
        słuchajcie, na temat kobiet siedących w domu i "nic nie robiących"
        jest fajna anegdota: kobieta w domu z dwójką dzieci, pranie,
        sprzątanie, gotowanie, sprzatanie, karmienie dzieci, sprzatanie,
        kobieta umordowana po pachy ... i tak w kółko. A mąż wraca z pracy i
        do żony: ty nic nie robisz! Wraca na drugi dzień z pracy, dzieci drą
        się, w domu syf, zabawki rozsypane po wszystkich pokojach, obiadu
        brak, nie ma czystych ubrań - co sie stało? pyta mąż. a kobieta na
        to -nic się nie stało, po prostu nic nie robiłam. smile Tak na
        rozweselenie smile Może to jest metoda nie niedoceniających mężów smile
    • kwiecienka1 Re: Olewający stosunek męża... 16.12.09, 19:07
      moj przez pierwsza polowe ciazy jakby wogole o niej nie myslal sad
      (a to jest bardzo wystarana ciaza)

      dopiero jakos od niedawna powoli "dociera" do niego, ze bedzie
      tata smile ale i tak rozkreca sie wolniej niz bym chciala

      moze Twoj tez potrzebuje czasu?

      pozdrawiam
      Kwiecienka smile
      • ewcia-k26 Re: Olewający stosunek męża... 16.12.09, 21:45
        Mój M nigdy nie był wylewny w uczuciach. Teraz jest jeszcze gorzej.
        Dlatego doskonale cię rozumiem. Mamy już synka. Mam więc sporo
        obowiązków w domu. Jestem na zwolnieniu. Powinnam więc tryskać
        energią i witać męża z uśmiechem na twarzy. A ja wieczorem padam z
        nóg, choć spać nie mogę. Dziś zaczynam 33 tc. Mąż długo pracuje,
        szczególnie przed świętami. Ja zajmuje się domem i dzieckiem (3
        latka). Wieczorem brzuch boli, malutka mocno kopie po żebrach. A
        trzeba kąpać, kolacja i spanie synka. Mąż wraca, je obiad i po
        kąpieli idzie spać. Ja mimo zmęczenia zostaję przy komputerze. I tak
        spać nie mogę. Kręcę się z boku na bok. On ma pretensje do mnie, za
        brak zainteresowania chyba. Ja do niego za to samo. Mimo, iż
        rozmawialiśmy o tym, nic się nie zmienia. Mam nadzieję, że po
        urodzeniu malutkiej będzie łatwiej. Choć wątpię, będę miała wówczas
        troje dzieci, którymi trzeba się zająć i domagających się mojej
        uwagi. Mąż niewiele pomaga w domu, bo zwyczajnie nie ma kiedy sad. A
        na palcach mogłabym policzyć, ile razy pogłaskał mnie po brzusiu crying.
        • hanus28 Re: Olewający stosunek męża... 19.12.09, 12:24
          To jest smutne że dotyka nas takie rozczarowanie,ale teraz jestem trochę
          pocieszona że nie tylko ja mam takiego "be" męza. Chociaż teraz przyjęłam zasadę
          : "a mam cię w nosie",i zaczełam olewać zachowanie mojego męża i wydaje mi się
          że on trochę jakby zmiękł. No bo głupio patrzeć jak żona leży i głaska się po
          brzuchu jednocześnie przemawiając do niego, więc tez zaczyna tam coś
          przebąkiwać... Ja nie naciskam,bo myślę sobie może on tylko tak potrafi? Ale no
          cóż,wierze w to że nie mniej będzie kochał naszego dzidziusia,tylko nie będzie
          potrafił tego okazać. Trzymajcie sie wszystkie cieplutko,i proponuję przyjąc
          zasadę :"UMIESZ LICZYĆ? LICZ NA SIEBIE!" Pozdrawiam
          • memphis90 Re: Olewający stosunek męża... 07.01.10, 11:14
            Chyba za wiele od chłopa wymagasz... Jasne, pomoc w domu powinnaś
            egzekwować. Ale głaskanie i przemawianie do brzucha? Kochana, to
            tylko facetwink On nie czuje kopania, nie czuje codziennych
            ruchów, nie ma jeszcze więzi- dla niego to tylko hipotetyczny
            człowieczek opakowany w nabuzowaną hormonami żonę wink Wszystko się
            zapewne zmieni, ale z czasem. Uczucia muszą dojrzeć, a faceci mają
            te pierwsze 9 m-cy w plecy- wraz z porodem pojawi się męska duma
            ("jest mój potomek, sprawdziłem się jako samiec, przekazałem geny
            itd"), potem zauważy pierwszy uśmiech na widok tatusia ("patrz,
            poznaje mnie"), a jak już maluch zacznie się z tatusiem bawić- oooo,
            to dopiero będzie eksplozja uczućsmile
            • kavainca Re: Olewający stosunek męża... 07.01.10, 12:38
              A ja myślę, iż własnie dlatego, że facet tego nie czuje w swoim
              ciele, to my powinnysmy uczyc go tej wiezi. Ja codziennie
              przypominam mężowi, że dziś jeszcze nie przytulał córeczki i to
              chyba działasmile Pamietam jak się cieszył kiedy w tym samym dniu co ja
              poczuł pierwsze jej ruchysmile Od tego czasu mineły 4 miesiące i niby
              juz mu to spowszedniało, ale nie jest tak, że nie ma miedzy nim a
              dzieckiem więzi. Tyle, ze nad tym trzeba pracować, a to juz nasza
              rolasmile
              • memphis90 Re: Olewający stosunek męża... 07.01.10, 19:53
                Konsultowałam się z moim mężem w temacie i twierdzi, że więź pojawia
                się (u niego) po usg- kiedy zobaczy to coś, o tam jest w środku smile A
                taka prawdziwa- jak już się potomek urodzi. Ja wiem, że każdy jest
                inny i każdy pewnie odczuwa to troszkę inaczej, ale jestem zdania,
                że facetom jako wzrokowcom jest po prostu trudniej na początku; nie
                zobaczy, to nie uwierzywink Bądźmy dla nich wyrozumiałe...
                • kavainca Re: Olewający stosunek męża... 07.01.10, 21:24
                  teraz się zgodzę
                  też skonsultowałam, czy mi sie jedynie nie wydaje
                  trudno mówic o tak silnej więzi jak naszasmile ale możemy nad tym
                  pracować. Napewno niepolepszamy sytuacji ciagłymi pretensjami i złym
                  humorem. Facet poprostu zacznie się zastanawiac, po jaka cholere mu
                  to byłouncertain
                  jakoś nie chce mi się wierzyc, że chłop nagle zmienia sie po
                  zaciazeniu swojej żony. Jeśli był ciepły, czuły i empatyczny to taki
                  pozostanie. Pod warunkiem, że bedzie widział, że jego żona jest
                  szczesliwa, że uszczesliwiło ją to macierzyństwo. Jeśli baba
                  (wybaczcie!) ciągle marudzi, to lipa, bo przeciez ile mozna zrzucac
                  na hormomyuncertain
    • elzabeth18 Re: Olewający stosunek męża... 24.12.09, 01:57
      Daj spokój mój był taki przez 9 miesięcy i dalej jest. Obojętność! W
      ciąży tez nie miałam prawa odczuwać zmęczenia bo przecież bycze się
      cały dzień...teraz tez nic innego nie robie tylko dziecko
      pilnuje...a przy małej trzeba się nalatać. Wychodze z pokoju a ona
      wypluwa smoczek i wpada w ryk i tak co chwile czasami nawet nie
      przekraczam progu pokoju...i nic nie moge koło siebie zrobic i w
      domu. życze powodzenia smile
    • nika206 Re: Olewający stosunek męża... 26.12.09, 20:06
      hanus28, w sytuacji, o której piszesz, osobiście czułabym, że moje
      potrzeby są lekceważone.
      myślę, że lepiej jest nie oczekiwać zbyt wiele, a tyle ile będzie
      chciał/potrafił od siebie dać tyle wziąć i podziękować wink
      Powodzenia, nosek do góry !
    • e-marlena Re: wszystko się może zmienić! 27.12.09, 18:54
      Ja też się tu trochę żaliłam - chociaż mąż nigdy mnie nie olewał to musiałam bardzo mu ględzić, żeby coś dla mnie zrobił. teraz jesteśmy już z naszym synkiem - i wszystko się zmieniło. mąż był wspaniały podczas porodu, po nim, jesteśmy już drugi dzień w domu i dalej jest super. moja aktywność ogranicza się tylko do karmienia dziecka, on zajmuje się cała resztą - przewija go, usypia, sprząta w mieszkaniu, gotuje, i to wszystko bez żadnego ponaglania z mojej strony. kiedy na niego patrzę to łezka mi się w oku nieraz zakręci ze wzruszenia. tak więc głowa do góry, może będzie znacznie lepiej niżby wynikało z zachowań Waszych facetów w czasie ciąży!
    • szafa0 Re: mi pomogło 04.01.10, 19:23
      poszłam na usg z mężem.Lekarz pokazał mężowi dzidzie,rączki,buzie itd,Mąż
      zobaczył i się zmienił,od razu czulszy.
      • miecka29 Re: mi pomogło 05.01.10, 21:08
        u mnnie bylo jeszcze inaczej, w poprzedniej ciazy moj maz mial
        wyrazne uczulenie na wszystkie formy pomocy w domu, na zakupy, nawet
        na mnie, balo ciezko, oj bardzo ciezko, placze, prosby,
        grozby.....kiedy chcialam zeby pojechal ze mna do lekarza to nigdy
        nie mial czasu, jak w koncu udalo mi sie go namowic na ostatnia
        wizyte do lekarza w 37 t.c. to pojechal z wielka laska z pytaniem po
        co on tam mi jest potrzebny, oczywiscie zrobil to tylko dlatego ze
        mialam juz tak wielki brzuch ze nie miescilam sie za
        kierownicesmile........ale coz bylo minelo......teraz jestem znowu w
        ciazy, moj synek ma dwa latka, a moj chlop nie tensmile, zrobi mi jesc,
        i herbatke, zawiesi pranie, kupi krem na rozstepy i witaminki,
        zakupy przyniesie, jak mam zachcianke to poleci do sklepu albo do
        knajpy i przyniesie co trzeba.....pytacie skad taka odmiana? Wiec
        moj malzonek nie zdawal sobie sprawy co to znaczy dziecko, dom,
        prawdziwa rodzina.....byl do tej pory tak pochloniety soba i swoja
        praca ze nic sie dla niego nie liczylo, a wymagac od niego aby z
        dnia na dzien sie zmienil bylo nierealne, gdy pojawil sie nasz misio
        na swiecie i byl jeszcze malutki to maz dojrzewal, byly
        jeszcze "wpadki" ale teraz, od jakiegos dluzszego czasu zmienil swoj
        stosunek do mnie, do mojej corki z pierwszego malzenstwa, do kwestii
        naszych wspolnych potrzeb, wyluzowal, zwolnil bieg i jest coraz
        lepiej.......trzeba czasu, cierpliwosci......moj maz niedawno mi sie
        zwierzyl ze on to wszystko bardzo przezywal, moje smutki, placze,
        moje wrzaski, pretensje, zale, nie wiedzac jak sobie z tym poradzic
        poprostu sie nie odzywal, lepiej nic nie mowic niz znowu powiedziec
        zle, trzy lata trwalo zanim zrozumial, zanim ja zrozumialam, i teraz
        idziemy dobra droga, mam nadziejesmile powodzenia
        • okruszek_85 Re: mi pomogło 07.01.10, 21:17
          Miecka29,

          Mówił ktoś Twojemu Mężowi, że ma za żonę Anioła? smile
          Szczerze podziwiam Twoją wytrwałość, cierpliwość i wyrozumiałość dla niego.

          Pozdrawiam serdecznie.



          https://tickers.tickerfactory.com/ezt/d/1;10007;95/st/20100612/dt/-1/k/a89c/preg.png
          • hanus28 Re:Olewający stosunek męża... 11.03.10, 20:24
            Oj,dawno tu nie zaglądałam,a się dziewczyny rozpisały...A więc: teraz jestem w 8
            miesiącu i jest jakby mała zmiana,ale to chyba dlatego że zrobiłam sie OGROMNA,i
            nie da się mnie tak łatwo zlekceważyć gdy zasapana próbuję podnieść coś z
            podłogi...O dzidziusiu wypowiada się czule, i często snuje opowieści jakim to on
            będzie fajnym tata, oby chociaz w połowie udało mu sie to zrealizować to już
            będę szczesliwa! Teraz oboje zaczynamy czuć strach, mamy tylko siebie, bo
            rodzina daleko, więc musimy się wzajemnie wspierać,bo inaczej
            zwariujemy...Jestem dobrej myśli, choć po nocach śnię ze mi się dziecko topi w
            kąpieli...(hi hi) pozdrawiam
    • ivy_poison Re: Olewający stosunek męża... 13.03.10, 19:56
      Wiesz a może on po prostu jest zazdrosny o to maleństwo. że już na niego uwagi
      nie zwracasz. Sorry za wścibstwo, ale może przy okazji wasze łóżkowe sprawy się
      popsuły???? Faceci to dziwne stworzenia i reagują różnie.
      Mój M. przyznał się mi że jest zazdrosny o moją uwagę, etc. No i od tamtej pory
      staram się go tak nie zaniedbywać. Zachowuje się super.
      I widzę, że się stara. Ale jest tylko człowiekiem i dopada go czasami taki mały
      leń i wtedy to ja staram się go zrozumieć, że jemu też się może nie chcieć i że
      w pracy ma be. Ale stara się mi tego nie okazywać.
      A wogóle to jest zakochany w moim brzuszku i to teraz ja jestem o jego uwagę
      zazdrosna, bo do niego się cześciej przytula niż do mnie big_grin
    • mw144 Re: Olewający stosunek męża... 14.03.10, 07:41
      Przekaż ode mnie swojemu mężowi głębokie wyrazy współczucia, że musi mieszkać z
      taką upierdliwą babąsad Niech się facet jakoś trzyma, może po ciąży będzie lepiej.
      • moniulka2010 Re: Olewający stosunek męża... 20.03.10, 22:23
        Szkoda że my nie możemy zaciążyć jakiegoś faceta !! Może by w końcu zrozumieli
        ... że kobieta w ciąży- czasem NAPRAWDĘ MOŻE SIĘ ŹLE CZUĆ ! ! ! ! ! !
        Mój Mąż też na początku skakał z radości, chodził chwalił się kolegom, wszystkim
        !! !! !! A teraz.. ja mówię, zobacz daj rękę kopie.. a on chwilę potrzyma.. z 30
        sekund.. i mówi- " ja tam nic nie czuję" i idzie do komputera, albo ogląda tv..
        ech uncertain Przykro mi czasem sad Bo wydaje mi się.. w sumie to nie wiem co mi się
        wydaje ..sad
    • blanka_1982 Re: Olewający stosunek męża... 22.03.10, 13:01
      Baby w ciąży są przewrażliwione. To fakt znany mi z autopsji. Z tym, że dopiero w drugiej ciąży widzę to wyraźniesmile Mój M. nigdy nie należał do osób, które wylewnie okazują uczucia. Wolał, można to tak okreśłić, pokazywać je czynami, a nie słowami, czy gestami. Jest typem "zadaniowca", który problemy rozwiązuje, a nie roztrząsa. Czyli facet po prostu. Uwidoczniło się to szczególnie podczas mojej ciąży. Ja siedzę na necie i zamartwiam się o zdrowie dziecka, bo przeczytałam jakąś notkę o kobiecie, która poroniła w tym samym tygodniu ciąży, w którym jestem ja, a mnie przecież też coś ostatnio brzuch pobolewał....M. się wkurza, bo zawracam sobie głowę niepotrzebnymi rzeczami. W sumie ma rację, ale wytłumaczcie to ciężarnejsmile M. nie interesują wyprawki, zakupy, przygotowania....bo po co? Dla mnie to przyjemność, takie trochę "świętowanie". a dla niego problem, który szybko rozwiązuje: ubranka odda nam kuzynka, bo daliśmy jej nasze przy pierwszym dziecku, wózek mamy, to się go "odświeży", łóżeczko trzeba tylko przemalować, a całą resztę można załatwić w dwie godziny w jednym sklepie. Problem z głowy. Zdroworozsądkowe podejście...tylko gdzie, ja się pytam, moja przyjemność?!
      Wołam go przed komputer, bo znalazłam super zdjęcie dziecka w 17tc-patrz kochanie, tak wygląda nasza córeczka! Przyjdzie, popatrzy...No fajnie, ale po co ci to? Przecież idziemy na USG 4D, to sobie ją pooglądamy na żywo jak wygląda ONA, a nie jakies dziecko z neta... Ehh.
      Codziennie staję przed lustrem i podziwiam swój brzuszek-strasznie mi się podoba, rośnie szybko. Wołam M.-patrz kochanie, jaki już duży, rośnie ci ta córa, co? .....No, ładny z ciebie Obelix/wielorybek/słoniątko etc. Mówi żartem, ale zawsze dostaje przy tym w łeb tym, co akurat mam pod rękąsmilesmile
      W pierwszej ciąży było DOKŁADNIE to samo. Z tą tylko różnicą, że ja się tym przejmowałam. Teraz rozumiem, że w ciąży kobiety są przewrażliwione i skłonne do nadinterpretacji zachowań partnerów. My przeżywamy ciążę, roztrząsamy każdy jej aspekt, a mężczyźni na nasze często wyimaginowane problemy reagują jak tylko potrafią najlepiej- rozwiązują je. A nam nie do końca o to chodzi.
      Nie zawsze tak jest. Czasami mężczyźni naprawdę "olewają" kobiety w ciąży. Ale to znak, że już wcześniej musiało być coś nie tak
      Mój M. udowodnił mi, że wszystkie moje rozterki "ciążowe" odnośne jego zachowania były bzdurami podczas porodu. Uparł się, że będzie ze mną i stanął na wysokości zadania. Wspierał mnie i pomagał, co sprawiło, że nabrałam do niego niesamowitego szacunku jako do mężczyzny.
      Trzeba pamiętać, że kobieta zostaje matką już ciąży, a mężczyzna ojcem dopiero wtedy, gdy dziecko się urodzi. Przynajmniej u mnie tak było. M. był prawdziwym aniołem i mimo, że pracował po kilkanaście godzin na dobę, to wracając z pracy potrafił jeszcze wstawać w nocy do dziecka, przebierać i podawać mi go do karmienia. Będąc w ciąży i obserwując jego zachowanie, w życiu nie podejrzewałabym go o coś takiego.
      • memphis90 Re: Olewający stosunek męża... 23.03.10, 21:27
        > Baby w ciąży są przewrażliwione. To fakt znany mi z autopsji.
        Nic mi nie mów... OStatnio poryczałam się już o 7 rano, bo łózko
        bylo niepościelone. I cały dzień miałam taki- wspólpracownik krzywo
        na mnie spojrzał- łzy w oczach. Mam iść coś załatwić- panika i
        wewnętrzny szloch. Dziecko jakieś zapłakało- ja w bek. Na szczęście
        minęło i znów jestem normalną jędzą w ciąży! Tzn. pieklę się 2 x
        częściej niż niezapłodniona wersja mnie big_grin Mąż twierdzi, że za
        pierwszym razem było tak samo- w kwestii wściekania się, rzecz
        jasna...

        Ja nawet nie wymagam od niego tego głaskania brzucha- natomiast uczę
        się głośno żądać pomocy, kiedy jej potrzebuję. Wiem, że kiedy
        dziecko się pojawi, to stanie się dla niego wspaniałym tatą (choć
        migającym się od zmieniania pieluch)smile
    • kasiula19800 Re: Olewający stosunek męża... 24.03.10, 13:12
      Mój maz tez tak mial jak bylam w 1 ciazy i przy tej też. POwtarzał że ciaza to
      nie choroba ale ja i tak robiłam tyle na ile miałam siły. A jak urodził sie
      synek to pomagał mi bardzo i wiem że bede mogla na niego liczyc przy drugim dziecku.
    • sadzia87 Re: Olewający stosunek męża... 30.03.10, 20:04
      Oni to chyba zupełnie inaczej przezywają.
      Nie czują tego przecież wszystkiego co my i czasem tez trudniej im zrozumieć, że
      na przykład ciężej nam wchodzic po schodach, czy choćby to że wzruszamy się na
      widok małych rzeczy to hormony a nie widzimisię.
      Mój mąż jest z tych, co to że dźwigać w ciąży nie można to przesąd smile i tez od
      początku jakos nie było u niego szału z głaskaniem brzucha czy bieganiem mi po
      coś słodkiego w środku nocy. Inaczej z tego co pamiętam było w pierwszej ciązy,
      która niestety straciliśmy, ale wtedy miałam wszystko co chciałam i to na każde
      zawołanie- teraz jest trochę inaczej.
      Ma czasem takie przebłyski, że zaczynam widzieć, że naprawdę przeżywa. Jak
      wyszłam z usg pierwszego i powiedziałam mu że bije serduszko- miał łzy w oczach.
      Jak go młoda kopnie to jest dumny, jak ostatnio udało się mu ja uspokoić to mało
      nie stracił sufitu- tyle urósł smile No i ostatnio powiedział że troche mi
      zazdrości, że ja cuje te wszystkieruchy i tak dalej.
      Z chłopami więc chyba jest tak, że tłamszą to w sobie, boją się pokazać co tak
      naprawdę czują i nie potrafia tez do końca zrozumieć co z nami sie dzieje, z
      ciałem i głową smile
      • incienso_g Re: Olewający stosunek męża... 30.03.10, 23:56
        A bo faceci myślą,że jak pokażą uczucia przed nami to się poniżą a
        nawet nie zdają sobie sprawy,że dla nas okazanie uczuć przez nich
        jest odbierane jako wrażliwość.Z moim partnerem jest inaczej.Też na
        początku się mną aż tak nie interesował,ja wymiotowałam około 4
        miesięcy i to mnie strasznie wykańczało.Nie raz płakałam mu w
        rękaw,że nie czuję żadnego wsparcia z jego strony a bardzo tego
        potrzebuję żeby to wszystko jakoś przetrwać.Obiecywał,że się
        poprawi.Teraz jestem w prawie 20 tc i też aż takiej rewelacji nie
        ma.Co prawda uzgodniliśmy parę spraw.On zmywa naczynia ja
        sprzątam.Ale jak jestem zbyt zmęczona i parę dni nie wytrę kurzy to
        zaraz mi to wypomina ale chwilę później sam sprząta całe
        mieszkanie.Jeśli chodzi o mówienie do brzuszka to tego nie robi.Ja
        też powoli oswajam się z myślą o ciąży sama też nie mówię do maluszka
        ale się staram jednak od mojego tego nie wymagam.Wystarczy mi,że
        przed zaśnięciem przytuli się do moich pleców a ręka jego ląduje na
        brzuszku a nie gdzieś indziej(znając facetów i ich erotyczne
        fantazjesmile ).Cieszy mnie jednak fakt,że ostatnio jak poczułam
        pierwsze takie lekkie kopnięcie które można już było wyczuć i
        powiedziałam o tym mojemu to od razu przyłożył rękę i czekał na
        drugie.Powiedziałam mu wtedy,że musi się skupić bo trudno jest
        odróżnić kopnięcie maluszka od np.bicia mojego serca które czuję
        nawet na brzuchu(też tak macie czy tylko ja taka dziwna jestem??)Ale
        siedział skupiony paręnaście minut i czekał aż mu powiedziałam żeby
        sobie odpuścił bo do pracy szedł i by się spóźnił.Wcześniej,jak
        czułam ja pierwsze ruchy a On ich nie mógł poczuć to wypytywał się
        mnie kiedy maluch zacznie kopać bo chcę już go poczuć.Cieszy mnie
        też,że chce być przy każdym usg,chce być przy porodzie co mnie bardzo
        cieszy bo nie chcę rodzić sama bez bliskiej mi osoby.Z bieganiem mi
        po zachcianki też nie ma szału,jak coś chcę to słyszę:"To idź sobie
        zrób".Ale wtedy to ja mówię,że chcę żeby on mi to zrobił bo wtedy mi
        lepiej smakuje i to działa.Albo mówię też,że to nie ja chcę tylko
        jego dziecko.Też działa.Jeśli natomiast chodzi o sprzeczki (bo my się
        nie kłócimy) to wyglądają one tak,że mi się coś nie podoba np.że za
        głośno muzyka i zaczynam z uniesieniem :"Ścisz to!" to słyszę coś
        typu "spadaj" oczywiście powiedziane w żartach.Ja wiem,że to żarty bo
        sama też podobnie mówię.I się czasami tak wyzywamysmileTo nam obojgu
        pomaga bo przecież wiemy,że to żarty,żadne z nas nigdy by tak
        poważnie nie powiedziało.Albo ganiamy się po całym mieszkaniu z
        miotła,ja chcę go uderzyć np.w ramię to on się broni miotła.Albo
        tarzamy się po podłodze i się siłujemy bo mu coś np.zabrałam i nie
        chcę oddać.My jesteśmy takie głupki i w sumie codziennie przynajmniej
        raz płaczę ze śmiechu.Nawet nie wiecie jak to pomaga znieść ciążowe
        dolegliwości.Śmiech daje nam a przynajmniej mi bardzo dużo i wiem,że
        mogę liczyć na mojego debilkasmile Pozdrawiam wszystkie mamusie.Nie
        przejmujcie się,każdy facet jest inny i inaczej wyraża swoje uczucia
        ale dla każdego poniżenie wygląda tak samosmileTrzymajcie sięsmilesmile
        • sadzia87 Re: Olewający stosunek męża... 31.03.10, 13:37
          oj pomaga smile mój się na przykład nauczył, że nie każdy foch jest na serio serio
          i łapie mnie i gilgocze i mówi, że wyłaskocze ze mnie ten wredny charakter i
          złość smile a jak się zaczynam dąsac to pyta czy ma zasosować swoja metodę smile
          • incienso_g Re: Olewający stosunek męża... 31.03.10, 17:06
            Hehe...trzeba dużo się śmiać w ciąży przecież dziecko odczuwa nasze
            nastroje a im bardziej my szczęśliwi tym bardziej onesmileNo ale nie każdy
            facet jest taki sam...niektórzy biorą życie zbyt poważnie i nie żarty
            im w głowie nawet jeśli to ma nam pomóc...ach ci facecismilesmile
            • sadzia87 Re: Olewający stosunek męża... 31.03.10, 20:22
              bo oni z Marsa są smile
              • incienso_g Re: Olewający stosunek męża... 31.03.10, 21:37
                A kobiety z Wenus dlatego nie możemy się nawzajem zrozumiećsmilesmile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka