No i będzie drugi chłopak.
Myślałam, że już jestem dojrzałą mamą (po tym, jak w pierwszej ciąży płakałam, że synek, a teraz to moje najukochańsze dziecko), a tu nie do końca. W tej ciaży miałam trochę problemów (nadal nie mogę wrócić do pracy) i naprawdę bałam się o maluszka. W tamtych chwilach było mi naprawdę obojętnie, czy to chłopiec czy dziewczynka... Ale gdzieś tam w głębi serca miałam nadzieję, że tym razem będzie córeczka. A tu znów chłopiec. Jakoś nie zdziwiła mnie ta informacja u lekarza, ale od czasu wizyty... tak mi jakoś markotno. Ciągle myślę o mojej teściowej, matce trzech synów traktowanej w domu jak służąca i myślącej tylko o tym, co tu zrobić do jedzenia. Już kilka razy od początku zdarzyło mi się słyszeć od znajomych, że życzą mi dziewczynki, że będzie dziewczynka. Teściu tez od początku powtarzał, że MUSI być dziewczynka, że ma na to nadzieję. Nawet teraz, jak już wiem jaka to płeć, usłyszałam od znajomej (która dowiedziała się o mojej ciąży), "no, oby to była dziewczynka". I mnie to wszystko jeszcze bardziej pogrąża. Kocham mojego synka najbardziej na świecie, jest bardzo grzecznym i kochanym dzieckiem, ale... No, ciężko mi. Ponadto zawsze powtarzałam, że jak będę miała drugiego synka, to dwójka dzieci mi wystarczy, że nie będziemy więcej próbować. I tego też mi żal, bo mam wrażenie, że trzema chłopakami (plus upartym i trudnym mężem) to już na pewno nie dałabym rady (patrząc na matkę męża i ogólnie jego rodzinę).
Wiem, że to takie przejściowe uczucie, że po porodzie będzie mi już wszystko jedno, że zakocham się znów na zabój. Ale nadal będę patrzec na liczne córeczki znajomych z jakimś ukłuciem zazdrości, jak na coś, czego ja nigdy pewnie nie doświadczę...
Chciałam się wygadać, mam nadzieję, że teraz mnie nie zrównacie z ziemią

))