starania a utrata pracy

09.08.07, 14:06
Czesc wam,
od dawna przegladam to forum, ale pierwszy raz piszę.
30 czerwca wyszłam za mąż i w lipcu mieliśmy z mężem pierwsze,
długowyczekiwane starania. Po podróży poślubnej pełna nadziei, że
się udało wróciłam do pracy i ... otrzymałam w pracy wypowiedzenie
umowy o pracę z miesięcznym kresem wypowiedzenia!!

Niestety nie udało się w lipcu sad

Wiem, że zajście w okresie wypowiedzenia (mam tylko sierpień)
spowoduje przywrócenie mnie do pracy. Tylko to wiąże się ze
zwolnieniem lekarskim przez całą ciążę (przecież nie wrócę tam - b.
niemiło mnie potraktowali) i po macierzyńskim utratę pracy.

Poradźcie proszę co robić? Starać się czy liczyć na szybkie
znalezienie pracy i dopiero za jakieś pół roku... Tak mnie to
wszystko dobiło, że tracę wiarę zarówno w znalezienie pracy, jak i
sierpniowe starania sad

Z góry dziękuje za wszelkie sugestie, może nie tlyko ja jestem w
podobnej sytuacji.
    • zaga25 Re: starania a utrata pracy 09.08.07, 14:09
      Nie wiem ile msz lat i jaka jest wasza sytuacja materialna, ale ja chyba bym się wstrzymała z dzieckiem.
      • 1.malagosia Re: starania a utrata pracy 09.08.07, 14:10
        Mam 27 lat. Co do sytuacji to różowonie jest, ale nie narzekamy.
        Kurcze najgorsze, że ja od dawna planowałam zaraz po ślubie. Przez 6
        lat bez przerwy miałam pracę, tego scenariusza nie przewidziałam...
      • zaga25 Re: starania a utrata pracy 09.08.07, 14:21
        Jeżeli pieniądze nie są tu najważniejsze to chybabym się zdecydowała. Zwłaszcza, że widać, że zależy ci na dziecku. Praca zawsze się znajdzie. Sama dostałam pracę gdy miałam półtoraroczne dziecko, chorowite i wygrałam z kilkudziesięcioma osobami. Ale teraz będę miała już trzecią umowę na czas określony i nic nie wskazuje na to, że za rok dostanę na czas niepkreślony. Dlatego też staramy się o dziecko.
    • agnrek Re: starania a utrata pracy 09.08.07, 14:15
      Moja koleżanka również otrzymała wymówienie, ale w okresie wypowiedzenia udało
      jej się zajść w ciążę i wściekły przełożony musiał ją przywrócić do pracy.
      Zlikwidowali jej stanowisko, posadzili byle gdzie i dali stemplowanie czegoś tam
      na odczepnego, a traktowali jak trędowatą. Usiłowali ją zmusić do wzięcia L4, a
      jak na złość lekarz nie chciał dać. Oczywiście, po macierzyńskim została zwolniona.
      Zastanów się, na czym Ci teraz zależy - jeśli na dziecku, to nie wahaj się i
      staraj się, pracę sobie po macierzyńskim znajdziesz. Jeśli teraz nie zajdziesz w
      ciążę, to potem będziesz musiała ją odłożyć na później, do czasu aż dostaniesz
      umowę na czas nieokreślony, tak jest bezpieczniej. Może minąć rok i więcej.
      Możesz też zajść w ciążę, jeśli masz umowę na czas określony, ale wtedy
      pracodawca Ci ją przedłuży tylko do dnia porodu, a macierzyński wypłaci ZUS.
      Oczywiście, przedłuży do dnia porodu, o ile koniec umowy będzie wypadał po 3
      miesiącu ciąży.
      Ja bym chyba jednak teraz starała się o dziecko.Najgorzej to zajść w ciążę na
      okresie próbnym - ani pracy ani kasy nie będziesz miała.
      • 1.malagosia Re: starania a utrata pracy 09.08.07, 14:23
        Własnie tak też myślałam. Szukanie teraz stałej pracy może mi zając
        sporo czasu. Z drugiej strony siedzenie rok w domu mnie przeraża.
        Zawsze chciałam o ile zdrowie pozwoli pracować jak najdłużej.
        No nic takie życie.

        Postaramy się a życie samo napisze dalszy scenariusz.
        Życze wszystkim forumkom powodzenia, trzymam za was kciuki smile
    • mikams75 Re: starania a utrata pracy 09.08.07, 15:09
      musisz sie zastanowic co dla ciebie w tym momencie wazniejsze -
      praca/kariera/pieniadze czy dziecko. Kilka lat temu poradzilabym Ci - absolutnie
      praca. Teraz powiem - ja bym sie zdecydowala na dziecko.

      A tak poza tym, to bedac mloda mezatka trudno sie szuka pracy, bo wszedzie sie
      wlasnie obawiaja, ze bedziesz niedlugo w ciazy. O dobra prace stanowczo latwiej
      przed slubem.
    • pati_234 Re: starania a utrata pracy 09.08.07, 15:19
      szkoda że męzczyzn nie chroni prawo czasem jest tak że mąż jest
      jedynym źródłem utrzymania żona w ciąży a on traci prace!
      • angelsik Re: starania a utrata pracy 09.08.07, 15:24
        ja na twoim miejscu starałabym sie o obie "rzeczy" naraz!Ja tez
        sobie zaplanowalam , że zajde w ciaze w styczniu(niestety to nie
        zalezy od mojego"ja chcę"), a zaszłam dopiero w maju...rownoczesnie
        staralismy sie i o dzidziusia i ja szukałam pracy!Cud sprawił, że w
        jednym czasie i zaszłam w ciąże i dostałam umowe..jezeli nie chcesz
        wstrzymywac staran, to poszukaj "obojetnie jakiej" pracy, zebys
        tylko miala wyplacane chorobowe i macierzynskie..a pozniej poszukasz
        sobie tej wymarzonej pracy!życze powodzenia i w staraniach i
        szukaniu pracy!
    • agnesik190 Re: starania a utrata pracy 09.08.07, 16:23
      Ja byłam w takiej sytuacji, że kiedy zaczęliśmy starania o dzidziusia, to
      dowiedziałam się że moja firma zamyka się w moim mieście i przenosi do innego.
      Dużo myślałam, co mamy teraz zrobić. Los sprawił, że w ciąże zaszłam, więc nie
      mogli mnie zwolnić, ze względów że firma w innym mieście, zostałam zwolniona z
      obowiązku pracy, miałam dużo czasu aby szukać nowej pracy. I udało się,
      znalazłam pracę na 1/4etatu, urodziłam synka, odchowałam do roku, i po tym
      czasie zmieniono mi czas pracy na cały etat. Teraz myślę o drugim dziecku smile).
    • alinka369 Re: starania a utrata pracy 10.08.07, 11:04
      No właśnie, dlatego ja nie chce mieć dzieci! Bo albo praca albo
      dziecko. Wkurza mnie to bardzo że kobiety muszą tak kombinować żeby
      utrzymać się w pracy, piszecie że najlepszą opcją i
      najbezpieczniejszą jest umowa na czas nieokreślony, a ja powiem że
      wcale tak nie musi być bo znam przypadek ,że kobieta miała umowę na
      czas nieokreślony, pracowała przez 10 lat w firmie, i w momencie
      kiedy zaszła w ciąże, poszła na macierzyński, a po powrocie została
      zwolniona! Także nic Nas kobiet nie chroni.Dlatego chyba zrezygnuję
      z bycia mamą, bo jeżeli nie będę miała pracy,to za co utrzymam
      siebie i dziecko? Nie zawsze się ma bogatego męża.

      Pozdrawiam, i życzę powodzenia.
      • miaau od strony pracodawcy 10.08.07, 17:20
        na poczatku roku przyjelam do naszej firmy dziewczyne o 2 lata mlodsza ode mnie,
        tez rok po slubie, dostala umowe na 3 miesiace, po tym okresie przeprowadzilam z
        nia rozmowe (jestem jej kierownikiem) - zapewniala ze chce robic kariere...
        zaopiniowalam jej podanie o przedluzenie pracy pozytywnie i na moj wniosek
        zarzad spolki dal jej podwyzke o 1000 zl i umowe na czas nieokreslony..
        teraz juz wiem, ze jak walczyla o podwyzke juz byla w ciazy, nawet o tym
        rozmawialysmy bo kiepsko sie czula i po kilku dniach sklamala mi w oczy ze
        dostala okres...
        2 tygodnie temu poszla na zwolnienie, miala wrocic po weekendzie i juz dzisiaj
        wiem, ze w poniedzialek jej nie bedzie - prawdopodobnie do konca ciazy nie
        pojawi sie w fimie - nawet nie przekazala projektow ktore prowadzila...

        i co byscie na moim miejscu zrobili jak wroci z macierzynskiego?

        PS. jeszcze nie mam dzieci, za jakies 2 lat chce dziecko miec - ale nie oklamie
        mojego przelozonego i nie bede z premedytacja bedac juz w ciazy walczyc jak lew
        o podwyzke
        • adriana-p Re: od strony pracodawcy 11.08.07, 20:00
          jesli jestes kierownikiem, to dobrze wiesz ze podwyżka nic dziewczynie nie dała,
          bo zarówno chorobowe jak macierzyński liczone jest ze sredniej. w przypadku
          twojej pracownicy z 3 m-cy okresu próbnego.
          skąd w Tobie tyle jadu??
          • miaau Re: od strony pracodawcy 12.08.07, 09:13
            nie ma we mnie jadu, jest rozgoryczenie, nienawidzę kłamstwa a ona okłamała mnie
            patrząc mi prosto w oczy
            • adriana-p Re: od strony pracodawcy 12.08.07, 10:23
              ale chyba rozumiesz, że nie miałas prawa jej o to zapytać? może dlatego Cie
              okłamała.
              • fruzia27 Re: od strony pracodawcy 12.08.07, 22:08
                Niby nie miała, ale ja też uważam, że zawsze są dwie strony. Czasem
                są nieuczciwe dziewczyny, a bardzo często kobietę ciężarną źle się
                traktuje. I obie strony trzeba starać się zrozumieć.
    • betty792 Re: starania a utrata pracy 10.08.07, 22:04
      Od 4 lat pracuję w jednej firmie. Gdy byłam w ciąży pracowałam do 7 m-ca, pomimo
      plamień, bólów kręgosłupa, półpaśca, przeziębień. Byłam oczywiście na
      zwolnieniach lekarskich,ale nie dłużej niż było to konieczne.Brałam pracę także
      do domu. Gdy starałam się o pracę na lepsze stanowisko u tego samego pracodawcy
      to usłyszałam, że mam zostać tu gdzie jestem, pomimo iż mam najlepsze
      kwalifikacje. To przelało czarę goryczy i postanowiłam szukać nowej pracy. Ale
      wtedy zrodziło się we mnie pytanie, kiedy będę miała 2-gie dziecko. Nie
      chciałabym stwarzać trudności mojemu nowemu pracodawcy ciążą, więc postanowiłam,
      że zaczynamy starania o maluszka i na pewno nie będę takim nadgorliwym
      pracownikem jak podczas 1-wszej ciąży. Mam nadzieję, że po odchowaniu dziecka
      znajdę inną pracę.
    • zytka08 Re: starania a utrata pracy 11.08.07, 20:41
      spróbuj, jak się uda to się uda. Ja też tak zrobiłam. Mialam juz wypowiedzenie w
      ręku i dylemat-czy się starać czy szukać nowej pracy i dopiero. Mielismy się w
      tym czasie starać bo takie były plany i wskazania lekarskie,udało się za
      pierszym razem i mi cofnąć musieli wymówienie. NIe chcę tam pracować i nie będę
      po macierzyńskim. Ale teraz siedzę sobie spokojnie na zwolnieniu i czasem tylko
      myślę co będzie w przyszłym roku.Póki co dzidzia jest najważniejsza.
    • fruzia27 Re: starania a utrata pracy 11.08.07, 23:08
      Z jednej strony macie rację - dziecko najważniejsze i tego nie mam
      zamiaru podważać. Ale opowiem Wam moją historię.
      Pracowałam w firmie prawie 9 lat, zanim zaszłam w ciążę. Miałam 28
      lat, po ślubie byłam ponad 3 lata, więc mogli się tego spodziewać.
      Najpierw mówili, że są pozytywnie nastawieni do mojej sytuacji, a po
      macierzyńskim mnie wyrzucili. W ciąży prawie do końca pracowałam, na
      zwolnieniu byłam tyle ile musiałam. Niby dokąd lekarka nie
      powiedziała, że jest ok i mogę isć do pracy, nawet nie myślałam o
      powrocie, wolałam nie igrać z losem. Ale nie byłam na zwolnieniu
      dłużej niż było to konieczne. Jak dostałam wymówienie (bardzo
      pozytywnie byli nastawieni!), mąż miał niezłą pracę i
      stwierdziliśmy, że skoro już tak się stało i nie mam gdzie wracać, a
      mam niezłe kwalifikacje, doświadczenie, to na pewno za jakiś czas
      coś znajdę, a teraz posiedzę trochę z Młodą i zacznę czegoś szukać
      dopiero jak trochę podrośnie (jak dostałam wymówienie Mała miała pół
      roku). No i tak gdzieś do drugich urodzin byłam z nią w domu. W
      między czasie zrobiłam studia magisterskie na najlepszej uczelni w
      kraju i wzięłam się za szukanie pracy. Dosyć intensywnie. I co?
      Szukałam 2 lata! W stolicy! Nie dość, że mało kto chciał ze mną w
      ogóle rozmawiać, czyli prawie nie zapraszali mnie nawet na rozmowę
      (uczciwie na początku pisałam o dziecku, więc pewnie ze względu na
      to, no i ta 2 letnia przerwa w pracy), a jak już gdzieś zostałam
      zaproszona (potem przestałam pisać, że mam dziecko), to jedno z
      pierwszych pytań było o dziecko, jego wiek i jak sobie wyobrażam
      dalsze życie! I nie pomogły zapewnienia o babci na emeryturze i
      dziadku na rencie mieszkających w tym samym mieście, ani to, że
      Młoda nie choruje (była to prawda). Przez cały ten czas, przez
      chwilę pomyślałam o drugim dziecku, ale m.in. ze względu na kilka
      trudnych sytuacji w naszym życiu nie zdecydowałam się. Drugą rzeczą,
      przez którą się nie zdecydowałam wtedy na drugie dziecko, choć wiele
      osób mnie namawiało, był strach, że skoro teraz szukam rok, potem
      dwa pracy i nic, to tym bardziej nie będę mogła sobie nic znaleźć po
      następnym roku, z dwójką dzieci i kolejny rok starsza. Złapałam
      depresję itp. To był naprawdę ciężki czas. Byłam zerejestrowana w
      urzędzie pracy, ale to dawało mi tylko bezpłatne leczenie. Zero
      składek, a dla pracodawców widocznie byłam niezbyt atrakcyjna! I do
      tej pory fatalnie to wspominam, mam dziurę w postaci prawie 4 lat w
      życiorysie (1,5 roku z dzieckiem i ponad 2 lata szukania pracy). I
      naprawdę moje wymagania były tylko takie, żeby pracować od 8-16, bo
      mąż ciągle w trasie i nie byłoby komu regularnie odbierać dziecka z
      przedszkola. Wreszcie się udało! Znalazłam (po takim czasie!) pracę -
      w sumie wymarzoną, bo na 3/4 etatu, co dla mnie jest ideałem. Za to
      słabo płatną i bez specjalnych możliwości na rozwój, ale na tym mi
      specjalnie teraz nie zależy. Więc było ok. No i najpierw okres
      próbny, potem umowa na czas określony na rok, no po prostu bałam się
      zajść w ciążę, że znowu mnie wyrzucą. Ale przez ten rok dwie
      dziewczyny urodziły i obie wróciły po macierzyńskim bez żadnego
      problemu. W czerwcu znowu dostałam umowę na kolejny rok... Jednak ze
      względu na to, że chcemy tego drugiego maluszka, że ja mam prawie 35
      lat nie możemy tego znowu odwlekać. I szczęśliwie udało się - jestem
      w ciąży. Umowa skończy mi się mniej więcej jak będę wracać z
      macierzyńskiego. Nie wiem co będzie i powiem Wam, że mam stracha jak
      to się ułoży. Ale trudno co będzie to będzie, nie chciałam znowu rok
      czekać, bo może wtedy byłoby za późno. Za tydzień wracam po urlopie
      i mam romowę z dyrektorką. Bardzo jestem ciekawa jak do tego
      podejdzie i trochę się obawiam. Tyle, że jestem teraz ubezpieczona,
      normalnie pracuję i należeć mi się będzie macierzyński, a to też
      jest ważne. Mam nadzieję, że nie będzie powtórki z tamtego okresu, a
      teraz najważniejsze jest zdrowie drugiego malucha.
      Jak widzicie - ja nie chciałam robić kariery, zarabiać wielkiej
      kasy. Chciałam po prostu wrócić do pracy, bo skończyłam studia,
      uczyłam się wiele lat języka. Nie miałam specjalnych oczekiwań, ale
      mimo to miałam ogromny problem ze znaleziem czegokolwiek.
      Nie piszę tego, zeby kogoś nastraszyć czy wzbudzić lęk, ale takie
      myślenie - oj jakoś to będzie, jak człowiek nie ma takiej
      konieczności (nie ma 30 lat i silnej potrzeby posiadania dziecka)
      żeby od razu zajść w ciążę, nie zawsze musi się dobrze skończyć.
      Dziecko i rodzina zawsze powinny być priorytetem, ale czasem można
      trochę pomyśleć czy się zastanowić i chwilę wstrzymać, bo potem po
      prostu jest latwiej. Zależy ile masz lat i czy jesteś ew. gotowa
      zrobić sobie przerwę zawodową na jakiś bliżej nieokreślony czas...
      Pozdrawiam i życzę jak najlepiej!
      • shellerka Re: starania a utrata pracy 13.08.07, 15:20
        oj... to ja miałam jeszcze "przyjemniej".
        Miałam jak mi sie wydawalo super fajna prace - atmosfera, szef ideał. Zawsze
        dawał mi wolną rękę we wszystkim, uśmiechał się, nigdy nie miał o nic pretensji.
        Chciałam urlop, dostawałam. Wogóle było fajnie. Miałam umowę na czas
        nieokreslony, pensja mała, praca typowo biurowa, żadnych szans na karierę, ale
        bardziej na atmosferze mi zależało i stałym zatrudnieniu niż na awansach. Nie
        jestem mężatką, co szefowi też zapewne odpowiadało bo nie zanosiło się na
        dzieci. Niestety - niestety dla szefa oczywiscie zaszlam w ciaze. Nie wiedziałam
        co zrobić, kiedy powiedzieć, tak naprawdę to był dla mnie i partnera szok. Ale
        strasznie się ucieszyliśmy i postanowiliśmy jeszcze trochę poczekać. W 7
        tygodniu zaczęły się plamienia. Wylądowałam u ginekologa, który powiedział, że
        muszę trochę poleżeć. Dał mi zwolnienie na tydzien i powiedział ze potem
        prawdopodobnie bede mogla wrocic do pracy. Partner zawiozł zwolnienie, ja
        polezalam, ale niestety w kolejnych dniach krwawienie sie nasililo i okazalo sie
        po usg ze ciaza obumarla i to koniec dzidziusia. Dostałam kolejne zwolnienie,
        wizyta w szpitalu, lyzeczkowanie i po jakis dwoch tygodniach od daty pierwszego
        zwolnienia pojechalam do pracy powiedziec szefowi ze nie chce byc do konca
        zwolnienia w domu, tylko wole pracowac (w domu za duzo myslalam). Na co
        uslyszalam, ze radzi mi przedluzyc zwolnienie tak dlugo jak mi sie uda i szukac
        pracy, bo po przyjsciu dostane wypowiedzenie. Spytalam dlaczego, a on na to ze
        stracil do mnie zaufanie, ze dowiedzial sie o ciazy ostatni, a poza tym moja
        kolezanka powiedziala mu ze zaniedbywalam swoje obowiazki sluzbowe i w mojej
        szafce znaleziono nie wysylana korespondencje. Szok! Tak mozna nazwac to co
        wtedy poczulam. Okazalo sie ze jak zobaczyl pieczatke lek. gin. na zwolnieniu
        domyslil sie ze jestem w ciazy, ze nie wroce do konca, potem macieryznski i
        wychowawczy (wiele kobiet przede mna tak wlasnie tam zrobilo) i zatrudnil na
        moje miejsce zone znajomego. Bardzo chcialam miec dziecko - wczesniej nie, ale
        po stracie tego nieplanowanego zaczelismy na serio planowac. No ale jak tu
        cokolwiek planowac? Na szczescie mialam znajomosci wsrod lekarzy i skorzystałam
        z pomocy zaprzyjaxnionego psychiatry, dzieki ktoremu przez pół roku moglam
        korzystac ze zwolnienia lekarskiego - podstawa byla depresja po stracie dziecka
        i obawa przed utrata pracy. Dzieki temu mialam jakies dochody przez ten czas.
        Gdybym w tym okresie zaszla w ciaze, szef nie moglby mnie zwolnic. Nie udało się
        jednak. Kiedy wiedzialam ze zbliza sie juz czas kiedy zwolnienia nie moge
        przedluzac w nieskonczonosc zaczelam rozgladac sie za praca i znalazlam. Bardzo
        szybko. Pensja - dokladnie 2,5 raza wieksza niz poprzednio. Atmosfera? Moze
        nieco bardziej stresujaca praca ale atmosfera i ludzie lepiej niz poprzednio.
        Niestety - jak myslalam wtedy - po praktycznie trzech miesiacach zaszlam w
        ciaze. To również bylo zaskoczenie, bo przestalismy sie starac i zaczelismy sie
        zabezpieczac. Wyznaczylismy date slubu i chcielismy z dzieckiem zaczekac rok,
        albo dwa. Zycie chcialo inaczej. O dziwo pracodawca, mimo ze mogl poczuc sie
        oszukany, zrozumial to co sie stalo. Nie oszczedzalam sie. Ciaza byla zdrowa, ja
        robilam nadgodziny kiedy trzeba bylo, staralam sie - bo bardzo mi zalezalo na
        tym zeby moc do pracy wrocic po macierzynskim. Niestety - w szostym miesiacu
        dostalam krwotoku i wyladowalam w szpitalu. Wyrok - łożysko przodujace - koniec
        pracy. Do konca ciazy lezalam w szpitalu. Ale nadal pracowalam. Laptop przywozil
        mi narzeczony, komorka byla goraca od prowadzonych rozmow z kontrahentami,
        urzednikami itp. Dokumenty przywozil i odwozil do firmy tez narzeczony. Nie
        stracilam kontaktu z firma, a dzieki temu mialam poczucie ze nadal cos robie, ze
        pracuje. To mi dawalo radosc i sile. Urodzilam troche wczesniej bo w 36 tc. Dwa
        tygodnie dzidzius na neonatologii. Bylam z nim cztery miesiace w domku a potem
        do pracy. Nie przyszlo mi do glowy przedluzac macierzynskiego biorac dodatkowo
        urlop wypoczynkowy. Z lojalnosci wobec szefa. I nigdy mu tego nie zapomne.
        Dzieki temu ma we mnie naprawde oddana pracownice, a nastepne dziecko
        skonsultuje z nim smile
    • 1.malagosia Re: starania a utrata pracy 13.08.07, 16:05
      Z waszych historii wynika, że częste są dylematy podobne do mojego.
      Zobaczymy co zycie przyniesie w takim razie - dam szansę zarówno
      pracy, jak i dziecku smile

      Powodzenia wszystkim życzę i bezstesowych starań
Pełna wersja