Dzisiaj koleżanka, na moje słowa, że kiepsko się czuję,
rzuciła "żartem": "Jesteś w ciąży?"... Akurat wychodziła na obiad z
drugą, która wie, że chorujemy - może ta ją potem ochrzaniła... A ja
zostałam sama w pokoju i tak strasznie się poryczałam. Nawet nie mam
do niej żalu, po prostu myślę, że jest kompletnie bez wyobraźni.
Pamiętam, jak, otrzymawszy zaproszenie na nasz ślub, w którym stało
bordowo na kremowym

że uroczystośc odbędzie sie w USC,
zapytała "A kościół?". Dodam, że znałyśmy sie wtedy może z miesiąc...
Bardziej przejęłam się tym, że jestem już na etapie, na którym
niewinny komentarz wytrąca mnie z równowagi...