maniutka1234
25.01.08, 00:36
Witam,
Jestem nauczycielem w jednym z prywatnych przedszkoli. I mam ogromny moralny dylemat, czy nie zmienić pracy.
Przedszkole jest w jednym z miast wojewódzkich. Rodzice płacą czesne prawie 900 zł. Do tego muszą dać jeszcze kasę na podręczniki, jak jest jakaś wycieczka też dopłacają, Za prezenty na Mikołaja, I dodatkowe zajęcia popołudniowe ( szachy, sztuki walki)oraz logopedę muszą też osobno zapłacić. W przedszkolu rzeczywiście dużo się dzieje, w każdym tygodniu są jakieś spotkania , dodatkowe zajęcia lub teatrzyki, 2 x w roku wycieczka, wyjście do kina, angielski.
Opieka jest świetna , nauczycielki są naprawdę oddane pracy. Ale niestety mało zarabiają. Dostają najniższą krajową i niecałe drugie więcej „do ręki”. Pracują po 8 godzin dziennie, czasem więcej.
Niestety niektóre nie mają mgr, choć są na studiach, ale pani dyrektor rodziców informuje ogólnie, że wszyscy są po wyższych studiach.
Najbardziej boli oszczędzanie na wszystkim. Na jedzeniu również. Nie znam szczegółów, kucharki się skarżą, że muszą na wszystkim oszczędzać. Dzieci nie dostają do kanapek prawdziwego masła, tylko margarynę w kubeczkach. Słowo wędlinka, które widnieje w jadłospisie to zwykła szynka z puszki,czasem mielonka, 2 cm2 sałaty, nie widziałam pomidora lub ogórka ( choć zimą to może i dobrze). Zupy w przerażającej większość z proszku( drugie dania są bardzo smaczne). Mam wrażenie, że w weekendy jest przykręcane ogrzewanie, bo w poniedziałki rano jest zawsze zimniej.
Zdarzyło mi się, że właściciel wszedł na chwilę na zajęcia i bez zapytania mnie zgasił połowę światła.
Zaczynam się zastanawiać, czy nie szukać innej pracy, choć było by mi trudno, bo zżyłam się z dziećmi. Nie mogę jednak patrzeć jak z roku na rok jest gorzej. A pani dyrektor, która miała naprawdę niezły pomysł na prowadzenie przedszkola, chyba zatraciła w nawale pracy granicę co można, a czego nie.
Przedszkole jest na nowym osiedlu, gdzie jest niedosyt takich placówek, więc ma dużo chętnych.
Czy mamy, gdybyście wiedziały, że dziecko ma dobrą opiekę wychowawców niestety słabo opłacanych, ale zbijane są na nim pieniądze , zabrałybyście dziecko? Jak widać po moim mailu, ja jestem rozgoryczona słabą płacą, choć staram się ,żeby na dzieciach to się nie odbijało, to coraz częściej się łapię, że mi się nie chce.
Przepraszam, że pytam. Nie ukrywam, że robię to na Internecie anonimowo, bo nie chciałabym zaszkodzić koleżankom. Ale coś we mnie się buntuje. Ja mogę zawsze odejść, a dzieci?
Co byście mamy zrobiły, gdybyście się o takich kwiatkach dowiedziały?
Pytam, bo nie tylko gorycz przeze mnie przemawia. Nie chciałabym, żeby na moich dzieciach oszczędzano tak po cichu, skoro ja wybulam niezła kasę na to, żeby jemu było jak najlepiej.
Powiedzieć o tym rodzicom? Czy się po prostu wycofać?
Rozmowa z moim pracodawcą niewiele da, bo zasłania się, że dzieci często chorują, i ona i tak nie ma kasy ( z około 100 dzieci?)
maniutka