Dodaj do ulubionych

Trener roku

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.08.04, 23:58
Andrzej Rżany (51 kg) nie zdobył medalu olimpijskiego w Atenach. W
ćwierćfinale turnieju bokserskiego przegrał z Azerem Fuadem Asłanowem 23:24.
Polski pięściarz po ostatnim gongu podniósł rękę w geście zwycięstwa. Był
przekonany, że wygrał...

- Nie znałem punktacji walki. Wiedziałem tylko, że prowadzę. Słyszałem:
wygrywasz... Powiedzmy sobie szczerze: Azerowie mają dojścia do sędziów,
układają walki jak chcą. Władze Polskiego Związku Bokserskiego nadają się,
ale do wymiany. Jedną z kwalifikacji był turniej im. Feliksa Stamma. Z niego
nie awansował żaden Polak. W innym kraju byłoby to niemożliwe - żalił się po
pojedynku Rżany.

31-letni Rżany użył mocnych słów. Powiedział głośno o tym, o czym niby było
wiadomo od dawna, ale nikt nie chciał podnosić tematu na forum. Zawodnik miał
pretensje do sekundantów, m.in. trenera Ludwika Buczyńskiego, za to, że nie
informowali go na bieżąco o punktacji.

- Gdybym wiedział, że przegrywam jednym punktem... Przecież mógłbym odrobić -
dodał zawodnik.

Po trzech rundach Rżany prowadził 21:20. W ostatnim starciu Azerowi udało
się "odskoczyć" na dwa punkty. Do ostatniego gongu pozostawało jeszcze 45
sekund, wystarczająco dużo czasu, by odrobić niewielką stratę. Tymczasem
Polak, przekonany, że wygrywa, nie kwapił się do zdecydowanych ataków. Kilka
sekund przed końcem zdobył jeden punkt, ale wyrównać nie zdążył.

Szkoleniowiec reprezentacji twierdził, że również nie wiedział, jaki jest
rezultat. Punktacja w trakcie walki jest tajna, ale tak naprawdę zna ją
każdy, łącznie z dziennikarzami i kibicami (pokazywana jest m.in. w
telewizyjnych transmisjach).

- Wynik mógłby nam mówić na bieżąco Andrzej Liczik, ale on filmował walkę, a
poza tym ma piskliwy głos. Zresztą przy ringu nic nie słychać - tłumaczył
Buczyński.
Obserwuj wątek
    • Gość: yeba.y trenerek Uzupełnienie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.08.04, 12:53
      Olimpijska klątwa nadal ciąży na polskich bokserach. Nie potrafił jej zdjąć
      także Andrzej Rżany, który w pewnym momencie wczorajszego ćwierćfinału w wadze
      muszej z Fuadem Asłanowem przestał walczyć, bo myślał, że wygrywa. Tymczasem
      miał wtedy dwa punkty straty do przeciwnika. Nikt mu o tym nie powiedział, więc
      przegrał. Życiową szansę i olimpijski medal.

      Gong kończący walkę. Polscy dziennikarze od minuty krzyczący w kierunku ringu,
      że Andrzej przegrywa, chowają twarze w dłoniach. Rżany z radością podnosi rękę.
      Cieszy się z medalu. Jeszcze nie wie, iż przegrał go o jeden punkt. Dowie się
      za moment w narożniku. Robi się blady, rzuca przekleństwo, nie wierzy. Azer
      zwyciężył - 24:23.

      Wyniki punktowania amatorskich walk bokserskich znają wszyscy przedstawiciele
      mediów. Na bieżąco wyświetlają się one na monitorach. Rezultat docierać nie
      powinien tylko do pięściarzy i ich trenerów. Tajemnicą poliszynela jest jednak
      fakt, że wszystkie reprezentacje opracowały sobie metody poznawania tego
      wyniku. Poprawka. Prawie wszystkie.
      - Nie znałem rezultatu. Tak było podczas każdej walki, którą toczyłem -
      przyznał 31-letni bokser po środowym pojedynku. - Ja też nie wiedziałem, że
      przegrywa. Byłem pewny, że spokojnie prowadzi. Nie słyszałem, żeby ktokolwiek z
      trybun przekazywał nam wynik. Przy ringu panuje wielki tumult - dodał trener
      Ludwik Buczyński. - Nie opracowywaliśmy żadnego systemu znaków, bo jest nas tu
      za mało. Andrzej Liczik był na trybunach i filmował walkę, ale on nie mógł nam
      podpowiedzieć, bo ma zbyt piskliwy głos, nic byśmy nie usłyszeli - tłumaczył
      się Buczyński, jakby stawką pojedynku Polaka były mało ważne punkty ligowe, a
      nie medal olimpijski.

      Tymczasem Rżany zdawał sobie sprawę, że to będzie najważniejsza walka w jego
      karierze. Stawką był medal i olimpijskie stypendium równoznaczne z godną
      emeryturą. Dlatego Polak długo koncentrował się w ciemnej szatni hali
      Peristeri. Hali, która jest kompletnym przeciwieństwem wszystkich innych,
      nowoczesnych obiektów igrzysk. Można odnieść wrażenie, że organizatorzy chcieli
      podkreślić fakt, że bokserskie legendy wywodzą się z biednych dzielnic Nowego
      Jorku czy Filadelfii. Jeśli Ateny mają swoje slumsy, właśnie tu pojedynkują się
      olimpijscy pięściarze. Hala wtulona jest w brudne, obdrapane domy. Dookoła
      stoją nieużywane od lat, zardzewiałe samochody.

      W ostatnich latach zardzewiał też mocno polski boks. Dyscyplina z wielkimi
      tradycjami i ogromnym dorobkiem olimpijskim. Tylko nasi lekkoatleci zdobywali
      na igrzyskach więcej medali, niż biało-czerwoni pięściarze. Tyle tylko, że do
      worka z 43 krążkami (8 złotych, 9 srebrnych i 26 brązowych) bokserzy nie
      dorzucali nic od 1992 roku, kiedy to Wojciech Bartnik stanął w Barcelonie na
      najniższym stopni podium. I czekać będziemy przynajmniej przez kolejne 4 lata.
    • Gość: Alejaja Koń roku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.08.04, 17:46
      Marcin Horbacz po trzech konkurencjach pięcioboju, strzelaniu, szermierce i
      pływaniu, zajmował 2. miejsce w klasyfikacji generalnej. Na skokach przez
      przeszkody Polak zakończył jednak udział w olimpijskiej rywalizacji.
      "Jestem bardzo zadowolony jak dotąd, oby tak dalej" - powiedział schodząc z
      szermierczej planszy Horbacz. Do trzeciego w klasyfikacji generalnej Łotysza
      Denissa Cerkovskisa traci tylko 16 pkt.

      Horbacz bardzo dobrze spisał się także w pływaniu, po którym awansował na drugą
      pozycję - 3304 pkt. Prowadził Rosjanin Andriej Mojsiejew (3412). Trzeci był
      Cerkovskis - 3264 pkt. Na 19. pozycji plasował się Andrzej Stefanek (3104).

      W dość loteryjnej konkurencji, jaką były skoki przez przeszkody Polakowi się
      nie powiodło. Nasz zawodnik popełnił wiele błędów, w efekcie dobry koń, Alexis
      II, niemal na każdej przeszkodzie odmawiał posłuszeństwa. Polak ostatecznie nie
      ukończył rywalizacji. To prawdziwy dramat naszego zawodnika. Fatalnie spisał
      się także Andrzej Stefanek, który również zaliczył kilka zrzutek i wyłamań, ale
      w przeciwieństwie do kolegi z reprezentacji ukończył konkurencję.
      • Gość: Alejaja2 Kajak roku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.08.04, 17:47
        O wielkim dramacie może mówić polska kajakarka, Aneta Pastuszka, która w
        świetnym stylu awansowała w czwartek do finału wyścigu w konkurencji K-1 na 500
        metrów, ale w nim... nie popłynie.

        Nasza zawodniczka, która potrafi wygrywać z najlepszymi, w Atenach znajduje się
        w znakomitej formie. W półfinale uległa tylko Włoszce Josefie Idem, ale
        Pastuszka zdecydowanie zwalniała, mając zapewniony udział w finale.

        Po wyścigu okazało się jednak, że kajak naszej zawodniczki ważył zbyt mało i
        tym samym Pastuszka została zdyskwalifikowana. Kajak w konkurencji K-1 kobiet
        powinien ważyć 12 kg, niestety łódka Polki ważyła o 150 g mniej.

        W polskiej ekipie na razie trwa dochodzenie, kto zawinił, że zbyt lekka łódka
        Polki została dopuszczona do rywalizacji.

        Pech naszej zawodniczki w tej konkurencji zaczął się jednak dwa dni temu, kiedy
        Polka wystartowała w eliminacjach.

        Tuż przed startem nasza zawodniczka uderzyła kajakiem o maszynę startową i ten
        przewrócił się, a Polka wpadła do wody. Z pomocą Pastuszce przyszły służby
        techniczne, które wyłowiły Polkę z wody i pomogły jej z powrotem wsiąść do
        kajaka.

        To spowodowało, że Pastuszka przystąpiła do rywalizacji zdenerwowana i
        ostatecznie w swoim wyścigu zajęła 2. miejsce. Na ostatnich metrach wyprzedziła
        ją Słowaczka Marcela Erbanova. I to ona wywalczyła bezpośredni awans do finału.
        • Gość: Chybaśnię Mistrz bokserski IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.08.04, 19:11
          W czwartek białostocki sąd przesłuchał Tomasza Z., który został pobity w marcu
          w Białymstoku. O rozbój oskarżeni są urodzony w Rosji Siergiej R. i znany
          polski pięściarz, olimpijczyk z Aten Aleksy K. Oskarżony sportowiec nie brał
          udziału w rozprawie.
          Pięściarz Aleksy K., mówił o "szarpaninie", a nie o pobiciu. Według jego zeznań
          złożonych na początku procesu w czerwcu tego roku, także jemu Tomasz Z. miał
          być winny pieniądze. Pięściarz zeznał wówczas, że nie uderzył pokrzywdzonego.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka