Gość: Brat
IP: 142.94.86.*
23.10.04, 16:58
Kiedy nadchodzi zima, do naszych domów zgłasza się więcej bezdomnych niż
zwykle. Kiedyś mróz był duży i bezdomni wciąż przychodzili. Groziła im śmierć
z zimna. I nagle przed nasz dom przy ul. Łopuszańskiej w Warszawie podjechał
ciężki wóz z kontenerem mieszkalnym. To był ratunek! Postawiliśmy kontener na
naszym ciasnym podwórku i nazwaliśmy go Marriott. To lokal drugiej kategorii,
ale jest ogrzewany, łóżka są w nim piętrowe, może w nim spać ośmiu mężczyzn.
Innym razem pilnie potrzebowaliśmy takich kontenerów w domu dla chorych przy
ulicy Mszczonowskiej. Poprosiliśmy i dostaliśmy je jak poprzednio od firmy
Eko-Met, jej właścicielem jest pan Zdzisław Szewczyk. W Świętokrzyskiem,
gdzie teraz prowadzimy trzy domy i gdzie bezrobocie wśród młodzieży
przekroczyło już 40 proc., postanowiliśmy to bezrobocie zwalczać. W
Jankowicach otworzyliśmy stolarnię, gdzie zatrudniamy sześć osób, a co trzy
miesiące kolejnych dziesięciu chłopaków kończy kurs stolarski. Potem
wyjeżdżają i znajdują pracę nawet w Warszawie. Bo robią ładne i solidne meble
ogrodowe i domowe. Nie mieliśmy pieniędzy na budowanie stolarni, otworzyliśmy
ją w kontenerach, znowu dostaliśmy je od Eko-Metu. Gdybyśmy ich nie dostali,
warsztatów w Jankowicach wcale by nie było, a ci chłopcy nadal byliby bez
pracy. Potrzebujemy wciąż wielu rzeczy. Na przykład tokarki grubościówki.
Potrzebujemy także przyczepy do ciągnika, bo prowadzimy tu także
gospodarstwo, które musi utrzymać 20 osób, z czego połowa to dzieci. Nasze
bezrobotne gospodynie robią pyszne dżemy, paprykę w miodzie, ogórki w
musztardzie, wszystko pod marką Spiżarnia Prababuni. I też zdarzył się ktoś,
kto nam pomógł zbudować magazyn na owoce. Jakoś musimy sobie radzić, bo
inaczej pomarlibyśmy tu z głodu.
Siostra Małgorzata Chmielewska
Wspólnota Chleb Życia