Gość: karol w.
IP: *.sympatico.ca
20.08.02, 04:01
jutro mija dwadziescia lat od dnia, gdy przylecielismy do toronto. niby taki
dzien jak kazdy, ale spogladam za siebie i mysle o tej kombinacji strachu i
nadzieji jaka wtedy odczuwalem. nasz dobytek byl lichy - lat 36 i 30, dwoje
drobnych dzieci, trzy walizki, i wspomnienia o spacerowaniu po glownej ulicy
wroclawia, gdzie moi studenci klaniali sie z daleka mowiac do mnie "dzien
dobry panie doktorze".
a tu nagle nic - obcy kraj, okropne i wielkie samochody, 600 dolarow w
kieszeni, straszne odleglosci pokonywane piechota. tylko sie zastrzelic.
jak ja nakarmie rodzine ?
noca jakies idiotyczne sny o berlinie zachodnim (?), w ciagu dnia gulasz z
parowek kurczakowych i zielonego groszku. ja tylem od tego gulaszu, zona zas
tracila wlosy od stresow.
dzisiaj wiadomo, ze dlatego jestesmy homo sapiens bo myslimy i potrafimy sie
przystosowac. ze za emigracje w srednim wieku trzeba zaplacic frycowe, ale
warto je zaplacic. ze gdy jade do polski, to dawni kumple - ktorzy wydaja
sie miec wszystko co tam da sie osiagnac - mowia do mnie: zawsze ci
zadzroscilismy.
male dzieci pokonczyly uniwersytety i sa mlodymi kanadyjczykami z polskimi
nazwiskami, ktore mowia polszczyna ledwo kuchenna. jutro pojdziemy do
tajlandzkiej restauracji aby rocznice oblac. a gdy przyjdzie zima moze
bedzie nieco wiecej czasu aby siasc wreszcie do komputera i spisac te
wspomnienia dla nich i ich potomkow.
i tyle by bylo na ten dzien.