Dodaj do ulubionych

Republikflucht 2007?

19.09.02, 13:25
Od dłuższego czasu jestem zwolennikiem hipotezy, że zbliżający się akces
Polski do Unii Europejskiej oznacza zbliżające się niemiłe przebudzenie
zamordystów polskich, z ręką po samo ramię zanurzoną w nocniku.

I bardzo dobrze.

Zjednoczona Europa jest bowiem, przy całych swoich biurokratycznych i
politycznych wadach, oparta na zachodniej definicji obywatela jako
suwerennego podmiotu politycznego, oraz na zachodnim modelu stosunków państwo-
obywatel, a nie na carskim modelu trzymania ludności podbitego terytorium za
mordę, żeby się nie mogła zbuntować, udoskonalonym po II wojnie światowej
przez Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą, czyli dzisiejszą SLD.

http://www.wirtualnapolonia.com/teksty.asp?TekstID=3177

Zacytowana za PAP wypowiedź pani minister Hubner w Brukseli, że Polska
powinna się "zabezpieczyć" przed drenażem mózgów do krajów UE, stanowi jeden
z wczesnych znaków, że oto wyciągnięta po unijne pieniądze dłoń
Rzeczypospolitej po raz pierwszy musnęła opuszkami palców powierzchnię
wiadomego płynu we wspomnianym naczyniu.

Nie uda się tak klasie rządzącej III RP wykręcić, żeby i unijne pieniądze
brać, i poddanych na smyczy trzymac. Unijną marchewkę z Brukseli oburącz
odbierać i rozdzielać między swoich kumpli, ale jednocześnie tęgi kij na całą
resztę własnej ludności dalej ściskać w garści. Albo, albo.

Moim zdaniem, Unia wie, co ma myśleć o spadkobiercach Politbiura, i dobrze
wie co robi. Świadczą o tym odbywające się ostatnio w Polsce unijne kontrole
procedury rozdziału brukselskich funduszów SAPARD, koncentrujące się dziwnym
trafem tam, gdzie kompetentnych urzędników wymieniono na politycznych kumpli
SLD-ecji. Również świadczy o tym całkowity brak pośpiechu Unii w sprawie
dopuszczenia Polski do pełnego członkostwa strefy Schengen. Bez członkostwa
Schengen bardzo trudno będzie Warszawie zrealizować tzw. "marzenie
Stachańczyka", to jest na przykład upierać się, że Unia nie powinna np.
wpuszczać do Francji niektórych Kanadyjczyków, technicznie posiadających
również obywatelstwo polskie, jeśli nie przedstawią na lotnisku w Paryżu
paszportów polskich.

W wypowiedzi minister Hubner dostrzegam pierwsze nuty paniki autorytarnej
władzy dysfunkcjonalnego państwa, która zaczyna sobie zdawać sprawę, że po
przystąpieniu Polski do UE wykształcona młodzież, której się nie spodoba
tradycyjna polska upierdliwość waaadzy, zamiast od rana do nocy tyrać na
niebotyczne podatki idące na utrzymanie pół miliona urzędników i paru
milionów politycznych klientów waaadzy, oraz pokornie stać w kolejce do
okienka, żeby siedząca tam panienka miała na kogo pokrzyczeć, zacznie po
prostu wynosić się gdziekolwiek tam, gdzie państwo jest mniej konfrontacyjne,
agresywne, inwazyjne i upierdliwe. Unia zapewni tej młodzieży potencjalną
alternatywę, w dodatku alternatywę pozostającą poza kontrolą władz RP.

Nic na to nie pomoże popularna ostatnio w kraju propaganda, że "tak samo jest
wszędzie", ponieważ nie jest; tego prostego faktu nie da się ukryć.

Klasyczny, ponadczasowy i ponadustrojowy odruch polskiej waaadzy panstwowej
reagującej na potencjalne zagrożenie swojej wszechmocy i bezkarności to
zabronić, zakazać i ustanowić wyrafinowane przeszkody administracyjne. Ale
dzisiaj tu właśnie jest polski pies policyjny pogrzebany. Nie da się jedną
ręką zgarniać brukselskich funduszów i posad, a drugą odpisywać na zapytania
Trybunału Europejskiego w Strasburgu, że Biuro Polityczne KC PZPR stanowczo
potępia mieszanie się imperialistów Zachodu w wewnętrzne sprawy Polskiej
Rzeczypospolitej Ludowej, która kategorycznie zastrzega sobie suwerenne prawo
okazywania nieogranicznej upierdliwości administracyjnej wobec własnych
obywateli oraz uwiązania ich na tak krótkim państwowym łańcuchu, jak się
tylko waaadzy państwowej spodoba.

Czasy się bowiem zmieniły. Natomiast polska klasa rządząca i korpus
urzędniczy dalej znajdują się duchem w roku urodzenia Prezydenta RP (1954) i
nie znają żadnego innego sposobu sprawowania władzy niż etatyzm autorytarny
(tj. cała władza w rękach państwa-suwerena, traktującego swych obywateli-
poddanych przedmiotowo, kładącego nacisk na władzę państwa i przymus
państwowy, a nie na suwerenność obywatela jako podmiotu politycznego i
prawnego).

Jest zupełnie spokojnie do pomyślenia, że za pięć lat na przykład taksówkarz
z Katowic będzie wolał jeździć jako nocny zmiennik dla dużego
przedsiębiorstwa taksówkowego w Düsseldorfie, za umiarkowaną stałą pensję
plus napiwki, i mieć święty spokój, zamiast zarabiać nawet trochę więcej w
Katowicach, ale za to użerać się bezustannie z pół tuzinem urzędów w
rodzinnym mieście o koncesję, licznik, przegląd, legalizację, homologację,
znaczek, plombę, pozwolenie, zaświadczenie, oraz nakaz płatności ze środy na
piątek i siedem pieczątek. Pojeździ tam trzy-cztery lata, a potem pomyśli o
sprowadzeniu do Düsseldorfu żony i dzieci. Ta rodzina już nie wróci.

Jest zupełnie prawdopodobne, że na przykład świeży absolwent polskiej
wyższej uczelni zamiast gorączkowo szukać wejść, dojść i znajomości by
otrzymać w Polsce jakąkolwiek pracę, najpierw skoncentruje się na nauce
języków obcych, a potem z własnej albo rodziców kieszeni zapłaci za
pośrednictwo wyspecjalizowanej firmie szwajcarskiej albo brytyjskiej, która
znajdzie mu skromne i przeciętnie płatne stanowisko na belgijskiej czy
portugalskiej prowincji, z którego następnie młody Polak będzie piął się w
górę po profesjonalnej drabinie już własnymi siłami, polskie urzędy i ich
nawyki znając jedynie ze słyszenia. Ten absolwent też nie wróci, by znowu się
w Polsce użerać z tłustą biurwą, wściekłą, że jej przerywają picie kawy.

Jest zupełnie niewykluczone, że niezadługo na przykład co drugi warszawski
docent ginekologii i położnictwa porachuje sobie na kartce straty i zyski,
zamyśli się głęboko, porozmawia przez telefon ze swoim holenderskim kolegą, a
potem, nikomu się nie opowiadając, przeniesie swoją praktykę, mieszkanie i
rodzinę na stałe do Amsterdamu, gdzie będzie mógł przestać się przejmować
poglądami wielebnego księdza prymasa na przerywanie ciąży. Po pięciu latach
zostanie ogólnie szanowanym obywatelem holenderskim, a pacjentki, jak będzie
trzeba, to i z Warszawy do niego przyjadą. Docent także nie wróci, by brać
udział w panelach dyskusyjnych nad kwestią świętości życia poczętego, lub
zastanawiać się, czy preambuła do Konstytucji RP powinna, czy nie powinna
wspominać Pana Boga. Będzie zbyt zajęty budowaniem letniej rezydencji na
Costa Brava i dozorowaniem swoich inwestycji, poczynionych na londyńskim
rynku papierów wartościowych.

No i co zrobicie, zamordyści Rzeczypospolitej, tym wszystkim Polakom, którzy
odpowiedzą na wtykanie waszego państwowego nosa do wszystkiego, oraz coraz
większą indolencję i upierdliwość waszych urzędników, za pomocą "głosowania
nogami"? Skala takiego ruchu emigracyjnego może grubo przekroczyć "Wielką
Ucieczkę" lat 1980-85, kiedy PRL opuściło na stałe ponad milion osób. 250 000
osób wyjechało na stałe z Polski w 2000 i 2001 roku. Te tłumy - ten milion
osób w latach 80-tych, i te ćwierć miliona u progu XXI wieku - nie opuściły
kraju z przyczyn politycznych; niekoniecznie też wyjechali ci ludzie za
chlebem w potocznym tego słowa rozumieniu.

Różne są zdania; ja uważam, że wyjechali przede wszystkim po to, żeby mieć
raz na zawsze od syczących z zazdrości rodaków i obsesyjnego na punkcie
swojej wszechmocy państwa święty spokój, w poszukiwaniu elementarnej godności
życia i długoterminowej stabilizacji.

Te rzeczy są totalnie niedostępne w Polsce; można mieć pieniądze, ale
spokoju nikt w "polskim kotle" nie ma, mieć nie może i nie będzie, za żadną
kasę. Jak nie namolne państwo ciągle czegoś chce, to rodacy starają się jeden
drugiemu wejść na głowę, żeby pokazać temu pod spodem, że ten na wierzchu
jest górą.

Po wstąpieniu do UE, kiedy z
Obserwuj wątek
    • starywiarus Republikflucht 2007? - dokończenie 19.09.02, 13:27
      Po wstąpieniu do UE, kiedy zniknie bariera wiz i pozwoleń na pobyt i pracę w
      krajach Zachodu, znajdą się w Polsce następne miliony gotowe zaryzykować
      emigrację, by przestać żyć na huśtawce i wreszcie mieć święty spokój.

      W Polsce zostanie wojsko, policja, politykierzy, duchowieństwo, starzy, chorzy,
      niedouczeni, samotne matki z dziećmi, bezrobotne chłopstwo, robotnicy tanich
      manufaktur, oraz lumperia z IQ poniżej połowy własnego obwodu w pasie, której
      trudno przychodzi nauka języków obcych. Model Irlandii lat 60-tych XIX wieku. W
      sam raz elektorat prezydenta Leppera.

      No więc, co wtedy zrobicie? Każecie strzelać do wyjeżdżających, bo zdrajcy?
      Dodacie do kodeksu karnego III RP NRD-owskie przestępstwo "Republikflucht",
      karane wieloletnim więzieniem? Zaminujecie zachodnią i południową granicę?
      Będziecie znowu orać bałtyckie plaże o zachodzie słońca? Sprawicie sobie za
      unijne pieniądze więcej strażników granicznych, więcej psów i szybsze komputery
      pod pozorem "uszczelniania granicy", ale dziwnym trafem tylko przy odprawie
      wyjazdowej? Obłożycie paszporty i bilety lotnicze 500 % podatkiem od luksusu?
      Wprowadzicie wizy wyjazdowe? Zabierzecie paszporty do depozytu na policji, i
      będziecie wydawać jak dawniej - po uważaniu, jak się wam będzie podobało, na
      każdy wyjazd osobno?

      Nadchodzą ciekawe czasy. We've only just began.
    • Gość: Obywatel RFN Prawda o Uni IP: *.deutschepost.de / 10.144.96.* 19.09.02, 14:26
      Zyje w w RFN od 20 lat i jestem obywatelem tego kraju. Z Pana wywodow wynika,
      ze po wstapieniu Polski do Uni Europejskiej znikna wszelkie bariery dzielace
      Polske od Uni. Podejrzewam, ze jest to punkt widzenia, ktory dzieli wiekszosc
      Polakow zyjacych w Polsce. Zyjac tu w RFN i studiujac codziennie fachowe
      czasopisma wiem, ze NA PEWNO tak nie bedzie. Np. prawo do podjecia pracy i
      wykonywania zawodu na terenie Uni beda mieli Polacy (i inni nowi czlonkowie
      Uni) dopiero wtedy, gdy przecietne zarobki w Polsce zbliza sie bardzo do
      srednich zarobkow w Uni (mniej wiecej do poziomu we Francji). Dodatkowo ma to
      nastapic nie wczesniej niz 2008. Prawo osiedlenia sie tutaj bedzie na podobnych
      zasadach. Nie bedzie na pewno tak (prosze przeczytac traktat Uni w oryginale)
      ze od razu nie bedzie zadnych barier. Beda one powoli znoszone w miare o ile
      polskie wskazniki gospodarcze beda sie zblizac do sredniej unijnej. A gdy w
      Polsce az tak sie poprawi sytuacja, wtedy chyba nikomu juz nie bedzie sie
      oplacac wyjezdzac z Polski do Uni. Na wstapieniu Polski do Uni skorzystania
      TYLKO zachodnie koncerny, ktore doprowadza polskie firmy przez swoja moc
      finansowa do calkowitego upadku. Wiem, ze w Polsce sie o tym wiele nie mowi,
      by nie dawac argumentow przeciwnikom Uni, ale taka jest prawda.
      • cree Re: Prawda o Uni 19.09.02, 15:14
        Gość portalu: Obywatel RFN napisał(a):

        W Polsce nie tylko sie mowi, ale nawet zapisuje w porozumieniach negocjacyjnych
        tzw. okresy przejsciowe, ktore beda obowiazywac nie tylko w kwestii pobytu i
        prawa do zatrudnienia. Generalnie sa to okresy od 3 do 7 lat. Polacy w Polsce
        (nie wiem jednak, czy wszyscy) sa wiec swiadomi faktu, ze formalne wejscie do
        UE nie oznacza wcale otwarcia sie tego zachodniego obszaru dla nas. Tyle ze
        wjechac tam bedziemy mogli zaraz po "wejsciu" juz nie na paszport, ale za to z
        (obowiazkowo nowym) dowodem.
        W kwestii roli zachodnich koncernow po "wejsciu" polemizowalbym.
      • Gość: Stary Re: Prawda o Uni IP: WSS22:* / 192.148.139.* 20.09.02, 06:00
        Gość portalu: Obywatel RFN napisał(a):

        > Zyje w w RFN od 20 lat i jestem obywatelem tego kraju. Z Pana wywodow wynika,
        > ze po wstapieniu Polski do Uni Europejskiej znikna wszelkie bariery dzielace
        > Polske od Uni.

        Zyje w Australii od ponad 20latijestem obywatelem tego kraju.Jako taki, Unie generalnie olewam.
        Pisalem o nerwowych reakcjach SLD-ecji na mechanizmy, ktorych juz nie beda mogli kontrolowac z
        Warszawy, Czy mechanizmy te zaczna dzialac w 2005czy2008,czy2015, toma juz mniejsze znaczenie.
        Natomiast co sie tyczy atrakcyjnosci emigracji, to mam wiare w wiecznotrwalaupierdliwosc
        polskichurzednikow, ktorzy zapewnia potencjalnymemigrantommotywacje
      • starywiarus Re: Prawda o Uni 20.09.02, 14:12
        Gość portalu: Obywatel RFN napisał(a):

        > Zyje w w RFN od 20 lat i jestem obywatelem tego kraju. Z Pana wywodow
        wynika,
        > ze po wstapieniu Polski do Uni Europejskiej znikna wszelkie bariery dzielace
        > Polske od Uni. Podejrzewam, ze jest to punkt widzenia, ktory dzieli wiekszosc
        > Polakow zyjacych w Polsce. Zyjac tu w RFN i studiujac codziennie fachowe
        > czasopisma wiem, ze NA PEWNO tak nie bedzie.



        Tak jak pan w Niemczech, tak ja mieszkam w Australii od dobrze ponad 20 lat,
        jestem jej obywatelem, jestem tu zadowolony ze swojego losu i swojego państwa.
        Tu jest mój dom, moja praca, moja rodzina, i nie przewiduję w tej mierze
        żadnych radykalnych zmian. Z tego powodu, Unia Europejska i jej polityka
        interesują mnie tylko abstrakcyjnie. Niemniej podtrzymuję swoją prognozę
        masowej emigracji wykształconej młodzieży z Polski do krajów UE niezależnie od
        tego, jaki będzie w Polsce dochód narodowy na głowę ludności, i
        czy "Republikflucht" rozpocznie się w 2005, 2008, 2010 czy 2015 roku.

        Wszystko, co pan pisze, to święta prawda, ale zapomniał pan umieścić w równaniu
        charakteru narodowego Polaków. Wyraźnie pan w Niemczech odwykł od "polskiego
        kotła" i zatrutej bezinteresowną zawiścią atmosfery, jaką rodacy stwarzają
        sobie nawzajem. Jest zupełnie prawdpodobne, że ile by nie zarabiał, młody
        polski profesjonalista będzie miał w końcu powyżej uszu traktowania go jak
        poddanego przez agresywne, autorytarne państwo i urzędników jego oszalałej z
        podejrzliwości administracji. Nie przewiduję w najbliższym 20-30 leciu
        zmierzchu zachowań typu "my ci tu zara, k... pokażem" i, "u nas taki k...,
        mądry nie będziesz" w polskich urzędach, ani uciszenia klasycznie polskiego
        syku zazdrości na widok każdego, komu wiedzie się choćby trochę lepiej.

        Nie przewiduję także radykalnej zmiany w stosunkach państwo-obywatel. W
        Polsce, z przyczyn historycznych, uważa się powszechnie, że zasadniczą funkcją
        państwa-suwerena jest dominacja nad obywatelem-poddanym, a o innych możliwych
        sposobach sprawowania władzy nikt nie ma pojęcia. Choćby z tego jednego powodu
        znajdzie się dowolna liczba osób, które wyjadą, bo będą chciały mieć święty
        spokój od maniakalnego państwa, które co chwila czegoś od nich chce, natomiast
        samo nikomu niczego nie załatwia bez przegnania go przez surrealistyczny tor
        biurokratycznych przeszkód.

        • Gość: dorota optymista i idealista z Ciebie Stary IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 20.09.02, 16:41
          podzielam Twoją nadzieję na to, że UE okiełzna trochę urzędnicze zapędy. Ale
          widzę realne zagrożenie, że klasa biurwalna szybko wykorzysta szansę jaką daje
          rozległe pole szczegółowych Unijnych dyrektyw, po to aby dalej miąchać i mamić
          szeregowych obywateli.
          Ponadto dostrzegam w Twoim rozumowaniu pewną niekonsekwencję. Wprowadzasz
          podział na upierdliwą, wredną i zawistną administrację oraz zahukanych
          obywateli, którzy chcą tylko nie wadzić nikomu i spokojnie żyć. To nie trybi,
          Stary. Sam zresztą w powyższej wypowiedzi stwierdzasz, że zawiść i chęć
          usadzenia i ustawienia bliźniego jest polską cechą narodową. Czy nie jest może
          tak, że mamy taki rząd i administrację na jakie zasługujemy?
          Gdy morda paskudna, nie ma co narzekać na lustro.
    • Gość: Chrobok Re: Republikflucht 2007? IP: 2.4.STABLE* / 170.205.220.* 20.09.02, 15:13

      To najcelniejszy komentarz jaki do tej pory na tym forum przeczytalem.
    • andy_b Re: Republikflucht 2007? 20.09.02, 15:30
      Stary,

      obawiam się, że Twoja prognoza jest zbyt optymistyczna, a
      to dlatego iż spodziewasz się - jak mi się zdaje -
      jakiegoś pozytywnego wpływu "Republikfluchtu".

      Ja się takowego nie spodziewam. Nie sądzę bowiem, aby
      tzw. klasa polityczna w ogóle się tym odpływem ludzi
      przejęła. Wyjedzie może pół miliona a może milion w ciągu
      czterech-pięciu lat. I cóż z tego? Nadal pozostaną
      miliony, którymi będzie można rządzić, z których będzie
      można wyduszać podatki za wszystko, którymi będzie się
      można za pieniądze EU opiekować. I dobrze przy tym żyć
      zgodnie z Urbanowską maksymą "rząd się wyżywi". A jakby
      co zawsze może obywatela spytać skąd miał na sztuczną
      szczękę i jeśli nie będzie się mógł wytłumaczyć to
      dowalić mu domiar:

      newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=11066
      Moi znajomi byli właśnie w Grecji. Bardzo ich to
      przygnębiło, bo w Grecji widzą kraj jakim może być Polska
      w UE - kraj, w który UE wpompowało o wiele więcej
      pieniędzy niż Polska kiedykolwiek dostanie, który nadal
      jest źle zorganizowany, ma przeżartą korupcją
      socjalistyczną klasę polityczną, opryskliwych urzędników,
      dziurawe drogi i brudne knajpy.

      Nie wierzę także by UE istotnie z tak otwartymi rękami
      powitała taksówkarzy z Katowic w Hamburgu, czy
      gdziekolwiek. A już tym bardziej by chciała zatrudniać
      absolwentów UW bardziej niż absolwentów swoich
      uniwersytetów. Problem wykształconych młodych ludzi,
      którzy nie bardzo mają pracę występuję w całej Unii, tam
      raczej brak jest chętnych do prac najprostszych i
      najmniej płatnych. Póki co więc to tanie robotnice z
      Polski wypierają z rynku pracy przy zbiorze owoców w
      Hiszpanii nielegalnych emigrantów z Afryki (bo są równie
      tanie za to można je zatrudniać legalnie i mniej z nimi
      problemów) - a nie Polscy ekonomiści, informatycy czy
      inżynierowie Hiszpanów z pracy w tych wymagających
      wykształcenia i inteligencji zawodach.

      Oczywiście, dla najlepszych perspektywy będą znacznie
      szersze ale pozostali nie mogą raczej liczyć na to, że z
      łatwością przeniosą swoje życie i pracę do Holandii czy
      Włoch.
      • Gość: Wolny Re: Republikflucht 2007? IP: *.53.140.82.nwrk.grid.net 20.09.02, 16:46
        Wielka wojna rozgorzała w Sejmie wokół pytania Zyty Gilowskiej (PO), czy
        zgodnie z nową ustawą o deklaracjach majątkowych będziemy musieli rejestrować w
        urzędzie skarbowym złote zęby. SLD zarzuciło posłance demagogię - szczęka
        musiałaby ważyć pół kilo, żeby jej wartość przekroczyła 10 tys. zł -
        twierdzono. Sprawdziliśmy, cena porcelanowej szczęki waha się od 16 do 38 tys.
        zł, a jej waga nie przekracza 150 gramów. W załączniku deklaracji majątkowej o
        kryptonimie DM-O musimy ujawnić majątek powyżej 10 tys. zł. Czyli szczęka
        podpada pod prawo ministra Kołodki.


        >>>>>>>>>>>
        Stary,

        obawiam się, że Twoja prognoza jest zbyt optymistyczna, a
        to dlatego iż spodziewasz się - jak mi się zdaje -
        jakiegoś pozytywnego wpływu "Republikfluchtu".

        Ja się takowego nie spodziewam. Nie sądzę bowiem, aby
        tzw. klasa polityczna w ogóle się tym odpływem ludzi
        przejęła. Wyjedzie może pół miliona a może milion w ciągu
        czterech-pięciu lat. I cóż z tego? Nadal pozostaną
        miliony, którymi będzie można rządzić, z których będzie
        można wyduszać podatki za wszystko, którymi będzie się
        można za pieniądze EU opiekować. I dobrze przy tym żyć
        zgodnie z Urbanowską maksymą "rząd się wyżywi". A jakby
        co zawsze może obywatela spytać skąd miał na sztuczną
        szczękę i jeśli nie będzie się mógł wytłumaczyć to
        dowalić mu domiar:

        newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=11066
        !?!?"""Wielka wojna rozgorzała w Sejmie wokół pytania Zyty Gilowskiej (PO), czy
        zgodnie z nową ustawą o deklaracjach majątkowych będziemy musieli rejestrować w
        urzędzie skarbowym złote zęby. SLD zarzuciło posłance demagogię - szczęka
        musiałaby ważyć pół kilo, żeby jej wartość przekroczyła 10 tys. zł -
        twierdzono. Sprawdziliśmy, cena porcelanowej szczęki waha się od 16 do 38 tys.
        zł, a jej waga nie przekracza 150 gramów. W załączniku deklaracji majątkowej o
        kryptonimie DM-O musimy ujawnić majątek powyżej 10 tys. zł. Czyli szczęka
        podpada pod prawo ministra Kołodki."""!?!?
        >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>


        Pozwol wtrace trzy grosze, ze sie zapytam co to znaczy "klasa polityczna sie
        nie przejmuje odplywem…" - w takim razie wytlumacz dlaczego po nie obecnosci
        ponad 20 lat obywatela, nie moze sie z nimi rozstac, a ta klasa wscieka sie do
        czerwonosci.
        Trzeba rzeczywiscie czasu i tegiej glowy aby wymyslac omawiana tutaj nie
        raz "pulapke paszportowa" i " tor przeszkod …". Nie przejmuja sie?, ale co ? -
        ma sie ten obywatel wytarzac w niskich uklonach, wyplacic, wytarzac w blocie
        plskiego urzedniczego guwna? W prawdzie wiedza, ze nie kazdego mozna
        przymusic do powrotu, to rodzina staje sie zakladnikiem. Dzieki za przyklad z
        zlotymi zebami, zrozumialem doskonale, ze wyrobnik panszczyzniany chocby byl
        30lat poza granicami nadal bedzie okradany, przez tzw. szara strefe - rodzinne
        w kraju, unikajaca zakasania rekawow do roboty - te strefe, ktora oczekuje
        nastepnej zapomogi z zachodu, a urbanowska maksyma jak wrzod na dupie,
        koncepcja ta bedzie miala swoj koniec.

        Mam bardzo zla wiadomosc: "pasozyt moze zyc tylko tak dlugo dopuki organizm
        zyje". Przyklad z pomyslem Kolodki moze jeszcze jedno znaczyc, ze to szybciej
        nastapi niz sie spodziewamy - organizm nie przezyje przez ostateczne zrzarcie
        wlasnego spoleczenstwa.
        Zachod rowniez juz teraz jest dobrze zorjetowany w co pakuje pieniadze i
        pozyczki, darowizny sie tez skoncza.
        Oby nie skonczylo sie jak w latach 80-tych. Urbanowska swinia narobi z klasa
        polityczna w zacisniemtym krawacie, bez spodni - pod siebie i zabraknie nawet
        papieru do podtarcia.

        • cree Re: Republikflucht 2007? 20.09.02, 21:57
          Szanowni przedmowcy jakby zapomnieli, ze Unia jest organizmem nieslychanie
          zbiurokratyzowanym. "Smacznym" przykladem moze byc (czyzby juz o tym
          zapomniano) walka o dziury w serze na calym obszarze (biedni Holendrzy).
          Calkiem powazna przeciez, bo zwiazana z dzialalnoscia bakterii w procesie
          wytwarzania. Jej swoistym poklosiem byla polska juz wojna o goralski oscypek. A
          Unia ma zapedy do regulowania wszystkiego, o czym swiadczy proba wyznaczenia
          jednakowej ceny benzyny w kazdym z krajow unijnych. Tak wiec rynkowa wolnosc na
          tak wielkim obszarze Europy moze okazac sie jedynie teoria. No i rosnacy w sile
          unijni urzednicy na pewno wladzy nie popuszcza, raczej dbac beda, aby polskie
          urzedasy byly jej uzupelnieniem.

          Nie podzielalabym tez "obaw" Starego, ze z po naszym wejsciu do UE nastapi
          drenaz mozgow. Zakaz pracy mamy juz zapisany w papierach, zakaz osiedlania
          rowniez. Potem wystarcza "drobne" wymagania ze strony obecnych krajow UE, zeby
          wyksztalconym Polakom skutecznie zablokowac wymarzony exodus. Dzis wcale nas
          sie tam nie zaprasza, poza slabo wykwalifikowana tania sila robocza. No i
          informatykami, ktorzy jednak do Niemiec nie ruszyli lawa, a raczej pojedynczo.
          Nie musi wiec Stary obawiac sie, ze wypowiedz D. Huebner jest zapowiedzia
          kolejnych wrazych dzialan polskiego rzadu. Wyreczy ja sama Unia.
          Nie trzeba tez bedzie zabierac nam paszportow, bo akurat to jedno mamy
          zagwarantowane; jako obywatele kraju bedacego czlonkiem UE nie bedziemy musieli
          legitymowac sie paszportem przy wyjezdzie na zachod. Formalnie jednak zachodnia
          granica nam nie zniknie, chociaz (obecna) cala Unie mozna dzis przejechac nie
          zauwazajac nawet zmiany kraju. Zapamietalam jednak to jedno zdanie z cytowanej
          w prasie wypowiedzi unijnego urzednika, wsparte konkretem przez polskiego;
          bedziemy wjezdzac do Unii, juz bedac jej czlonkiem(sic!) z dowodem osobistym w
          rece. I to nowym, czyli blankietowym, ktorym dzis legitymuje sie znikoma czesc
          obywateli Polski. Kolejny "swietny" pomysl na zasilanie dziurawego polskiego
          budzetu. A tych pomyslow polskiej klasie rzadzacej nie brakuje. Niezaleznie od
          jej pochodzenia, z lewa, czy z prawa (przy okzaji przypomne, ze pomysl na
          winiety jest rodem z poprzedniego rzadu, a obecny go z zapalem realizuje).

          Czy Unia nas naprawde chce - oto jest pytanie.

          • starywiarus Republikflucht 2007? Byc moze, ale jak najdalej! 21.09.02, 06:50
            Wiele lat temu miałem do wyboru: pozostać w Europie zachodniej albo wyjechać
            dalej, do Australii. Nie podejrzewałem wtedy nawet, jak słusznie czynię
            wybierając to ostatnie...
            • canadian Re: Republikflucht 2007? Byc moze, ale jak najdal 21.09.02, 08:50
              Szkoda, ze nie na Marsa. Tam internet jeszcze nie dotarl to bys nie mogl pisac
              tych bzdur.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka