Dodaj do ulubionych

Jak wyemigrowac do Nowej Zelandii?

IP: 209.187.201.* 04.10.01, 02:33
Jakie sa kryteria dla kandydatow :zawod, pieniadze, rodzina?
Obserwuj wątek
    • Gość: Piotr Re: Jak wyemigrowac do Nowej Zelandii? IP: *.ak.nz.asiaonline.net 04.10.01, 02:45
      Służę tekstem przygotowanym wcześniej jako odpowiedź takie pytania:
      Mam nadzieję że jest dość wyczerpujący, mimo że koncentruje się
      na osobach o wykształceniu informatycznym.

      ==============================

      Kilka praktycznych porad jak emigrowac do Nowej Zelandii:
      ---------------------------------------------------------

      Zaczne od opisania co ja zrobilem, potem przejde do porad:

      1. Kontaktowalem sie z posrednikiem migracyjnym (wielki blad!),
      zbieralem informacje, przygotowywalem papiery, oszczedzalem
      pieniadze.
      2. Wkurzywszy sie na posrednika pojechalem na wize turystyczna
      "w ciemno" majac ze soba CV, kilka dokumentow, kontakty na
      firmy posredniczace w szukaniu pracy (te kontakty akurat sa
      bardzo pozadane), nagrane terminy na kilka interview.
      3. Otrzymawszy szczesliwie oferte pracy popedzilem niezwlocznie
      do Immigration Service i wyrobilem sobie roczna wize do pracy.
      4. Wrociwszy z urlopu do Polski podziekowalem szefowi za
      wspolprace, odpracowalem grzecznie okres wypowiedzenia,
      spakowalem manatki, uzupelnilem potrzebne papiery i po 3
      miesiacach ponownie bylem w NZ. Oferta z NZ na szczescie
      jeszcze byla aktualna. (kazac pracodawcy czekac 3 miesiace
      to tez blad!)
      5. Natychmiast po przyjezdzie zlozylem papiery o pobyt
      staly dla siebie i zony. Po 6 miesiacach nam go przyznano
      w zwiazku z czym wybralem sie do Polski na 2 tygodnie
      i wrocilem do NZ z zona (moja wycieczka oczywiscie nie
      byla niezbedna, ale szalec to szalec).

      Teraz porady na podstawie doswiadczen i bledow:

      1. ABSOLUTNIE NIE KORZYSTAC Z POSREDIKOW MIGRACYJNYCH!!!
      Zedra spore pieniadze w zamian za watpliwa pomoc. Czasami
      nawet moga zaszkodzic (w moim przypadku akurat dzieki
      "pomocy" posrednika omal nie znalazlem sie w NZ bez kilku
      niezbednych papierow). Wszystkie potrzebne imformacje
      mozna znalezc samemu, biurokracja w NZ tez nie jest az tak
      grozna jak strasza. Lepiej zachowac ta forse na start w
      nowym kraju niz dawac ja za nic jakims niewydarzonym
      prawnikom.

      2. Zbierac jak najwiecej informacji o kraju gdzie sie
      chce wyjechac, procedurze migracyjnej, potrzebnych
      papierach. Wymagania stawiane imigrantom i potrzebne
      papiery sa dokladnie opisane na stronie:

      http://www.immigration.govt.nz/

      3. Oszczedzac pieniadze na start, w miedzyczasie zbierac
      potrzebne papiery.

      - dobrze jest zaczac od niezbednego egzaminu z angielskiego
      (IELTS) - jest wazny 2 lata. Zdaje sie to w British Council
      w Warszawie (gdzies kolo Palacu Kultury - Aleje Jerozolimskie
      ilestam).
      - wszystkie posiadane papiery (swiadectwa urodzenia, slubu,
      dyplomy, wyciagi z indeksu itp) nalezy kserowac u notariusza
      (kopia potwierdzona czy cos takiego - ponad 5 zl za strone),
      potem to ksero tlumaczyc u tlumacza przysieglego (razem z
      pieczatka notariusza). Oryginalow lepiej nigdzie nie wysylac,
      a liczba pieczatek robi wrazenie na urzednikach.
      - Na dlugo przed rozpoczeciem procedury migracyjnej dobrze
      jest skontaktowac sie z NZQA (New Zealand Qualification
      Authority - http://www.nzqa.govt.nz/) i wyslac im kopie dyplomu i
      wyciagu z indeksu w celu oceny kwalifikacji. Immigration
      Service zwykle wymaga tej oceny (chociaz to nie jest regula).
      Przekladanie papierow w NZQA moze potrwac i 9 miesiecy.
      - Dokumenty, ktore sie szybko przeterminowywuja zalatwiac
      na koncu. Zaswiadczenie o niekaralnosci wazne jest 6 miesiecy
      i wyrabia sie to w jakims sadzie w Warszawie (nie pamietam
      gdzie), badania lekarskie wazne sa 3 miesiace - lista
      uprawnionych lekarzy w Polsce na stronie NZIS. Mozna tez
      je zrobic na miejscu, ale chyba jest znacznie drozej.

      4. Przygotowac bardzo porzadne CV, porozgladac sie za
      posrednikami pracy (ci dzialaja za darmo - placi pracodawca -
      i sa bardzo pomocni), wyslac CV do jak najwiekszej ilosci i
      gdy znany jest juz termin wyjazdu poumawiac sie na mozliwie
      duzo rozmow kwalifikacyjnych. Na miejscu trzeba tez koniecznie
      przegladac odpowiednie ogloszenia w lokalnych gazetach.
      Wymagany jest oczywiscie pewien staz pracy. Immigration
      Service wymaga 4 lat stazu aby zaakceptowac aplikacje,
      pracodawcy podobnie.

      Namiary na posrednikow:

      http://www.iconrec.co.nz/
      http://www.andrewspartners.com/
      http://www.wilsonwhite.co.nz/
      http://nz.eresourcing.tmp.com/
      http://www.candle.co.nz/
      http://www.laceylee.co.nz/
      http://www.duncanryan.co.nz/

      Oferty pracy dla informatykow:

      http://www.nzjobs.co.nz/
      http://www.it.jobstuff.co.nz/cgi-bin/wspd.sh/itsearch.w
      http://netclassifieds.nzherald.co.nz/employment/

      (Adresy skopiowalem ze starych zakladek, nie wszystkie
      moga dzialac, moze byc oczywiscie kilka nowych o
      ktorych nie wiem. Najlepiej odpalic ulubiona wyszukiwarke
      i poszalec).

      5. Wyjechac na wize turystyczna i niech sie dzieje!
      W Polsce nie ma ambasady NZ. Wize wyrabia sie w konsulacie
      Brytyjskim (Warszawa, tez gdzies kolo Palacu Kultury,
      zdaje sie, ze na ulicy Emilii Plater).
      Trzeba wykazac sie praca w Polsce (zaswiadczenie o urlopie),
      srodkami na pobyt, rezerwacja hotelu itp. Zwykle wiza
      wazna jest miesiac - czasu niewiele wiec trzeba sie sprezac.
      Dobrze zainstalowac sie w centrum miasta. Namiar na tani
      hotelik w samym centrum Auckland (standard kiepsko-przyzwoity,
      ale tanio i blisko na wszystkie rozmowy):

      http://www.aspenlodge.co.nz/

      Poza Auckland i Wellington informatyk raczej pracy nie znajdzie.
      Mozna probowac tez w Christchurch albo Palmerston North, ale
      szanse sa znacznie mniejsze.

      Majac pisemna oferte pracy nalezy natychmiast wybrac sie
      osobiscie do Immigration Service (w Auckland - 450 Queen Street).
      Zwykle jest tlum, wiec dobrze jest byc wczesnie rano. Trzeba
      uzbroic sie w cierpliwosc - urzednicy maja do czynienia z
      tlumem nie bardzo mowiacych po angielsku ludzi - moga byc
      poirytowani, ale generalnie sa mili. Moga odsylac po kilka
      razy w celu uzupelnienia dupereli (ja chodzilem cztery i
      chyba juz im sie znudzilem), ale informatyk z powazna oferta
      pracy i dyplomem powinien dostac wize do pracy od reki.
      Z wiza do pracy, bedac na miejscu mozna spokojnie starac
      sie o pobyt staly, co trwa okolo 6 miesiecy.

      Inna sciezka (nie wyprobowana, ale powinna zadzialac):
      Rozwiazanie opisane powyzej ma jedna wade: trzeba znalezc
      wyrozumialego pracodawce. Bez wizy do pracy ciezko jest
      o oferte pracy, bez oferty nie da sie wyrobic wizy i kolo
      sie zamyka. Byc moze lepiej jest od razu starac sie o
      pobyt staly. Od niedawna Immigration Service wydaje
      obiecujacym kandydatom na pobyt staly 6-miesieczne wizy
      do pracy "w ciemno" - na szukanie pracy. Z takim czyms
      w paszporcie zrozumienie u pracodawcy powinno byc wieksze.

      KONIECZNIE - trzeba miec jakies oszczednosci na start.

      6. Podsumowanie i refleksje.

      - Dobrze sie przygotowac
      - Bedac na miejscu zdziala sie znacznie wiecej niz
      korespondencyjnie
      - Oferta pracy jest NIEZBEDNA (punkty na pobyt staly
      sa ustawione tak, ze bez oferty duzo sie nie zdziala,
      poza tym z czegos trzeba zyc). Aby otrzymac oferte trzeba
      odbyc rozmowe na miejscu. Nikt nie zatrudni w ciemno.
      - Trzeba byc przygotowanym na to, ze jakas czesc misternego
      planu zawiedzie na calej linii i trzeba bedzie
      improwizowac.

      - NIE LICZYC ABSOLUTNIE NA JAKIES KOKOSY I LATWY START!
      Mimo, ze za pensje informatyka mozna utrzymac spokojnie
      2 osoby, calkiem przyzwoicie mieszkac blisko centrum
      i jeszcze troche odlozyc.
      Na poczatku moze byc ciezko. W NZ przez pierwsze dwa
      lata nie mozna starac sie o zadne zasilki.
      Z drugiej strony na prawde WARTO WYJECHAC - dlaczego?
      To temat na osobny, dlugi list.

      - Najlepiej od razu zapomniec o powrocie. Inwestycja
      w wyjazd jest tak duza, ze trzeba szybko zaakceptowac
      nowy kraj z jego wadami i zaletami. W koncu to Ty go
      wybrales i winic mozesz tylko siebie. Prawie tak jak
      w malzenstwie.

      Powyzsze rady, mimo ze specyficzne dla Nowej Zelandii
      moga miec tez sens dla Australii i Kanady.
      • Gość: ZA Re: Jak wyemigrowac do Nowej Zelandii? IP: 209.187.201.* 04.10.01, 03:21
        Dziekuje bardzo za praktyczne i wyczerpujace informacje.
        Mam jeszcze jednak kolejne pytania.
        Czy obywatel NZ ma prawo wjazdu bez wizy do USA lub Australii?
        Jakie sa szanse szukania pracy w NZ dla informatyka poprzez Internet - mysle o
        odpowiadaniu na oferty pracy.
        Na jakich specjalistow IT jest zapotrzebowanie w NZ? Ja jestem programista
        aplikacyjnym a moje glowne kwalifikacje to Java, Websphere, VisualAge, Cobol,
        C++ i UDB i PL/SQL. Jak oceniasz moje szanse na znalezienie tam pracy?
        • Gość: Piotr Re: Jak wyemigrowac do Nowej Zelandii? IP: *.ak.nz.asiaonline.net 05.10.01, 03:53
          Odpowiem teraz na pare pytan, dluzszy list o tym co mi sie w NZ
          podoba co nie przygotuje niebawem.

          - Obywatel NZ moze swobodnie podrózowac do Australii i podejmowac tam
          prace. Moze tez tam mieszkac ile chce, nie ma jednak prawa do
          australijskich zasilków. Zdaje sie ze zostalo ono odebrane na zyczenie
          nowozelandzkiej pani Premier, bo robila sie niejasna atmosfera w temacie
          Polinezyjczyków, którzy latwy dostep do obywatelstwa NZ wykorzystywali aby
          siedziec w Australii na zasilku dla bezrobotnych.

          - Na nowozelandzkim paszporcie mozna wjechac bez wizy do USA. Pracowac
          oczywiscie nie mozna.

          - Co do lagodniejszych przepisów imigracyjnych to trudno mi sie wypowiadac,
          bo nie znam obecnych australijskich. W kazdym razie myslalem, ze dla osoby
          w odpowiednim wieku i z dobrym wyksztalceniem wyjazd z Polski do Australii
          jest troszke latwiejszy niz do NZ. Ambasada Australii jest w Warszawie,
          rynek Australijski jest wiekszy wiec i o prace latwiej. Okazuje sie jednak,
          ze sa jakies klopoty z iloscia punktów. Zdaje sie, ze w Australii szybciej
          maleja punkty za wiek. W NZ powyzej chyba 34 lat tez spadaja dosc szybko,
          ale mozna dostac punkty za staz pracy, które troszke lagodza spadek.
          Inna sprawa to wspomniane progi. W NZ sa ostatnio bardzo nisko poniewaz
          wielu wyksztalconych Nowozelandczyków wyjezdzalo ostatnio do Australii,
          USA i Wielkiej Brytanii. Na ich miejsce wchodzili imigranci i bilans
          wychodzil na zero badz lekki plus. Teraz moze sie to troche zmienic.
          Jesli sytuacja w USA i Europie sie pogorszy wielu pewnie zacznie wracac
          co z pewnoscia skonczy sie podwyzszeniem progów dla imigrantów.
          Inny powód dzieki któremu NZ jest postrzegana jako "tylne drzwi" do
          Australii to troche lagodniejsze nastawienie do uchodzców oraz specjalne
          kwoty imigracyjne dla Wyspiarzy Pacyfiku. Glównie mieszkanców Samoa i
          Tonga. Plus wszyscy mieszkancy Wysp Cooka oraz Niue maja prawo
          do nowozelandzkich paszportów.

          - W temacie dodatkowych punktów za przywiezione pieniadze to przy
          obecnych progach mozna sie bez nich obejsc. Co prawda w formularzu
          jest pytanie o zródlo utrzymania i dobrze jest sie wykazac srodkami na
          start, ale gdy stara sie o rezydencje pracujac juz w NZ odpowiedz
          na to pytanie jest oczywista. Owszem, trzeba miec jakies fundusze
          na poczatek, ale punktowane setki tysiecy dolarów to przesada.

          - Rynek pracy dla programistów. Tutaj w ciagu ostatnich dwóch lat
          pewnie sporo sie zmienilo. "Dot-comy" maja klopoty na calym Swiecie,
          koniunktura sie pogarsza, ale w NZ nadal sa braki kadr i spokojnie cos
          powinienes znalezc. Nie licz jednak na duzy wybór, bo kraj jest
          maly. Szczególnie znajomosc Cobol-a moze byc przydatna, bo nie
          jest to umiejetnosc czesto spotykana. Java, C++, PL/SQL oraz pare lat
          doswiadczenia tez wygladaja niezle. Mi wystarczyla dobra znajomosc
          Delphi i kilka lat doswiadczenia w bazach danych. Najczesciej tez
          jest tak, ze dominuje "ulanskie" podejscie do programowania -
          - ludzie sa analitykami, projektantami i programistami w jednym,
          bez scislego podzialu obowiazków. Firmy tu sa po prostu niewielkie.
          Jesli jednak jak juz wspomnialem w USA zdarzy sie znowu cos co przebywajacych
          tam Nowozelandczyków porzadnie wystraszy to mozna spodziewac sie fali
          powrotów ludzi ze sporymi umiejetnosciami i praktyka.
          Co do szukania pracy przez Internet, to w zasadzie mozna zrobic
          tylko jedno - przeslac swoje CV do posredników, powiadomic ich
          o dacie przyjazdu i wstepnie poumawiac sie na rozmowy kwalifikacyjne.
          Najpierw rozmowa u posrednika, potem z potencjalnymi pracodawcami.
          Zdalnie nic konkretnego sie nie zalatwi. Odpowiedzi na odnalezione
          w Internecie oferty pracy tez ida do posredników.
          Po przybyciu koniecznie trzeba tez przegladac ogloszenia w
          prasie. Ja swoja obecna prace mam z ogloszenia w "Heraldzie" przez
          malutkiego posrednika (Reed Recruitment, adres: 100 ANZAC Avenue, Auckland).
          Nie wiem czy ciagle sa pod tym adresem, wtedy nie mieli nawet
          strony WWW, ale jesli jeszcze istnieja polecam - bardzo pomocni
          i z "indywidualnym" podejsciem do klienta.

          - Poziom zycia. To wszystko zalezy. Jak ktos jest w Warszawie na
          stanowisku kierowniczym, czy tez jest np administratorem sieci
          w duzym banku to po przyjeździe do NZ raczej mu się pogorszy.
          Mi, skromnemu programiście z Wrocławia raczej się polepszyło.
          W stosunku do zarobków: ceny wynajmu domu podobne, żywność nieco
          tańsza, sprzęt AGD, komputery, video itp jakieś 2 razy tańsze.
          Prąd i gaz tańszy, telefon znacznie tańszy, Internet prawie za darmo
          (i dialup łączy zawsze za pierwszym razem). Paliwo znacznie tańsze.
          Za to płaci się za każdą wizytę u lekarza oraz słono za studia.
          Generalnie zmiany na lepsze, ale niewielkie. Nie o materialny poziom
          życia jednak głównie chodzi. Tu jest czyściej, bezpieczniej, tempo
          życia jakby wolniejsze, urzędnicy są mili, lekarzom płaci się
          oficjalnie i klient płaci to wymaga, w kiblach w mieście nie
          śmierdzi, klimat jest lepszy - itd itp. Temat na następny post.


          Piotr
          • Gość: Fly Re: Jak wyemigrowac do Nowej Zelandii? IP: *.dublin.indigo.ie 05.10.01, 12:29
            A jak sprawa robactwa? Pajaki lub inne nieprzyjemne rzeczy? Jakos nikt o tym
            nie mowi... a dla niektorych to moze byc bariera.
            • Gość: Piotr Re: Jak wyemigrowac do Nowej Zelandii? IP: *.dialup.xtra.co.nz 06.10.01, 13:41
              Owady i robale w Nowej Zelandii. Coz - spory temat, ale
              krotko mozna go podsumowac - nie jest zle. Zima w tym kraju
              jest troszke za zimna aby zaleglo sie cos wrednego tropikalnego,
              poza tym odpowiednie sluzby ciagle pilnuja aby nic nie zostalo
              zawleczone. Z roznymi efektami - aby miec 100% pewnosci
              Nowa Zelandia musialaby nic nie importowac. Poza tym nic
              tu nie jest jadowite z wyjatkiem bedacego pod ochrona pajaka
              katipo, ktorego na prawde trudno spotkac (podobnie jak
              zmije zygzakowata w Polsce).
              Przejde jednak do konkretow (dotycza okolic Auckland):

              - Milym zaskoczeniem jest bardzo mala ilosc much. Praktycznie
              sa niezauwazalne.

              - Latem sa komary, ale znacznie mniej niz np we Wroclawiu.
              Nie da sie jednak ukryc, ze troche tna i sa o tyle wredne,
              ze sa mniejsze i ich nie slychac. Choc z drugiej strony
              jest to zaleta, bo nie ma tego ciuchutkiego bzzzzzz w nocy,
              ktore nie daje spac. Mozna jednak spokojnie spac przy otwartym
              oknie i jak komus dwa uklucia robia roznice to moze wlaczyc
              do kontaktu odstraszacz.

              - W ciagu prawie 2 lat pobytu widzialem jedego karalucha.
              Nie ma watpliwosci jednak ze sa miejsca gdzie wystepuja
              czesciej, a do tego osiagaja imponujace rozmiary.

              - Pajaki - prawie tak samo jak w Polsce.

              - Mrowki - jedyne owady, ktore byly w stanie obnizyc moj
              dobrostan tutaj. W poprzednim mieszkaniu mialem prawdziwa
              inwazje. Malutkie, czerwone, nie gryza ale wlaza wszedzie.
              Trzeba wszystko szczelnie zamykac lub chowac do lodowki i
              nie zostawiac nieumytych garow. W nowym miejscu z mrowkami
              nie ma zadnego problemu. W Polsce tez kiedys mialem inwazje
              mrowek, ale nie byly az tak namolne.

              - Cykady. Robia latem spory halas, ale milkna po zmroku.

              - Z bardziej egzotycznych, acz niegroznych mozna spotkac:
              modliszke - lubie im sie przygladac, patyczaki - mielismy
              kiedys jednego przez 2 dni w lazience. Fajnie lazi po suficie.
              Wety - wystepuja tylko w NZ. Cos w rodzaju przerosnietego
              konika polnego bez skrzydel, ale z kolcami na wielkich nogach.
              Osiagaja do 10 cm dlugosci i wygladaja tak ochydnie za az sa piekne.
              Jak dotychczas widzialem jedna, ale nie mam nic preciwko
              spotkaniu jeszcze kilku.

              Tyle w temacie owadow w NZ. Doprawdy nie jest to sprawa,
              ktora moglaby zachecic badz zniechecic do migracji do
              tego kraju.


              Piotr
              • Gość: Fly Re: Jak wyemigrowac do Nowej Zelandii? IP: *.dublin.indigo.ie 08.10.01, 14:25
                Dzieki Piotrze, o taka odpowiedz wlasnie mi chodzilo. Powiedz mi jeszcze czy
                podobnie jest w Australii czy lepiej czy gorzej? (oczywiscie pod wzgledem tych
                robaczkowwink
                Pozdrowka,
                • Gość: Piotr Re: Jak wyemigrowac do Nowej Zelandii? IP: *.ak.nz.asiaonline.net 09.10.01, 05:55
                  O to trzeba by było zapytać się Australijczyków. Z tego co mi wiadomo w Australii
                  żyją mocno jadowite pająki, ale nie mam pojęcia jak przykre są na codzień.
                  Poza tym Australia jest ogromna i różnice klimatyczne są spore. Daleko na południu
                  jest podobnie jak w NZ, na północy za to jest tropikalnie. Tak więc pewnie sporo zależy
                  od regionu. Australijczycy jakoś jednak żyją, chwalą sobie kraj, więc pewnie nie jest źle.
                  Zastanawiające jest jednak, że ogromna większość mieszka na obrzeżach.

                  Piotr
            • Gość: ZENEK BRAK SWINSTW W NZ ALE UWAGA NA AUSTRALIE IP: *.sanjose-01-02rs16rt.ca.dial-access.att.net 09.10.01, 06:47
              Australia jest pelna robactwa jak Afryka. Ale mozna sie przezwyczjic z tym zyc
          • Gość: ZENEK UWAGA MOZESZ SIE PRZELICZYC IP: *.sanjose-01-02rs16rt.ca.dial-access.att.net 09.10.01, 06:44
            Mam paszport NZ, mieszkalem w Australia a na koniec jestem w USA.
            Jesli myslisz o zarobieniu czegos, wybierz USA bedziesz mial z czym wrocic do
            Polski.
            Do dupy jest wszedzie.
            NZ daleko od cywilizacji i szybko ci sie znudzi. Cztery ulice i busz. To samo z
            Australia, wieksze miasta i szybsze zycie. Latem czyli w Boze Narodzenie goraco
            jak na patelni, ogolna nuda.Bediesz sie ganial ze zmijami i pajakami ktorych
            nie brakuje wszedzie. Na plaaze mozesz chodzic tylko przez 3 miesiace
            samochodem 2-3 godziny dojazd. W NZ jest blizej na plaze ale wszedzie woda
            zimna jak w Baltyku w Lutym. 24 godziny lotu dobije cie, jeszcze w sytuacji
            obecnego terroru na swiecie. Jesli szukasz przygod polecam wyjazd ja tez
            wyjechalem i nie zaluje, zjechalem juz caly swiat. To jest fajne, ale jesli
            chodzi o $$$ to tylko USA. Duzo szybciej kupisz wszytko: nowy samochod,
            elektronike
            ale moze nie dom (zalezy od miasta) wszystko 2-4 razy taniej niz w NZ i Australi
            relatywnie do zarobkow. No ale ostro do pracy.
            Ale nigdzie juz nic za darmo nie daja.
            • Gość: Piotr Re: UWAGA MOZESZ SIE PRZELICZYC IP: *.ak.nz.asiaonline.net 11.10.01, 06:30
              Cóż - jeśli ktoś się chce szybko dorobić i wrócić to w Nowej Zelandii tego nie zrobi.
              Jeśli jednak chodzi o zostanie na stałe i spokojne życie we w miarę porządnym
              kraju to Nową Zelandię polecam. To że atmosfera tu jest prowincjonalna i
              nawet w Auckland wali wiochą z każdego prawie kąta ma swoje wielkie zalety.
              Jest spokojnie. Wiele osób twierdzi, że nudno, ale patrząc co się teraz dzieje na
              Świecie to wolę raczej niedomiar wrażeń niż ich nadmiar.
              Co do temperatury wody w oceanie to bez przesady. Od początku listopada do
              końca marca można wchodzić do wody bez obawy o szok termiczny. Albo ja mam
              jakąś inną skalę (w Polsce nie było dla mnie za zimno na kąpanie się na Mazurach
              pod koniec września). W każdym razie mając do wyboru za gorąco i trochę za zimno
              wybrałbym to drugie. To jeden z powodów dla którego wolę NZ od Australii.

              Piotr
              • Gość: ZENEK Re: UWAGA MOZESZ SIE PRZELICZYC- DODATEK IP: *.sanjose-01-02rs16rt.ca.dial-access.att.net 12.10.01, 06:54
                Oczywiscie jak kazde miejsce ma swoje wady i zalety. Jesli chodzi natomiast o
                bezpieczenstwo tzw. crime w Auckland jest porownywalny z tym w USA.
                Bylem zaskoczony niedawno czytajac raport ONZ w jednej z Bytyjskich gazet ze
                jesli chodzi o crime. I tak Australia jest przodownikiem i mimo powszechnej
                opini o amerykaniskiej
                kryminalistyce, to wlasnie Australia jest na przodzie sztafety. Jesli chodzi o
                porownania czterech angielskojezycznych krajow najbezpieczniejszym krajem jest
                Kanada a nie NZ. W skali porownan (srednia przestepczosc wszystkie rodzaje
                crime) najbardziej "niebezpieczne" miasto Kanady czyli Vancouver, BC ma polowe
                mniej przestepstw niz "najbezpieczniejsze" miasto w Australii czyli Melbourne,
                Vic. Toronto w Kanadzie jest 8 razy bezpieczniejsze niz Brisbane, Australia i
                dwa razy bezpieczniejsze niz Auckland, NZ. Pozorne bezpieczenstwo postrzegane
                nie jest poparte nawet statystykami ktore rowniez moga byc mylace jako ze
                najbezpieczniej jest tam gdzie nie ma "krajmu" czyli nigdzie. Poczucie
                miedzynarodowego bezpieczenstwa w NZ jest nawet bardziej mylace niz tego
                wewnetrznego a to z uwagi na brak armi zdolnej do odparcia przeciwnika jak
                rowniez brak sojusznikow do pomocy (rzad i izaolacjaonizm).
                Jeden zrzut spadochronowy armi chinskiej 500 zolnierzy jest w stanie przejac
                kontrole nad krajem.
                W razie koniecznosci raczej proponuje wyspy NZ jak Cook czy Nuie (wspamialy w
                smaku miod maja, inne przczoly inne kwiaty).
                Oczywiscie z zimna woda przesadzilem (troszke)jesli mowimy o polnocnej wyspie
                ale 100% prawda na poludniowej.
                Dla wzystkich potencjalnych kandydatow do NZ zamieszkalych w Polsce mam jeszce
                raz porade, NZ jest bardzo przyjemnam krajem do rzycia, ale dobrze jest troche
                $$$ ze soba pzrywiesc nawet 10-20 tys USD, moze w niesamowity sposob ulatwic
                start tam i naprawde kozystac z piekna tego kraju. Jezeli wyladujesz ze 100 NZD
                w kieszeni i jestes na dodatek kawalerem, zapewniam cie ze pobyt twoj ograniczy
                sie do gora 5 lat. Po czym znajdziesz sie w Australi (latwiej sie dorobic) ale
                rowniez mozesz byc niezadowolony. Okolo polowa polakow opuscila NZ na dobre i
                wiekszosc do Australi, spora czesc opuscila tez Australia. Rodziny z dziesmi
                raczej maja tendencje to pozostawania dluzej i w jednym i w drugim kraju z
                roznych przyczyn.
                A generalna zasada jest taka ze spoleczenstwa w USA, CANADY, NZ i Australii
                sa bardzo "ruchome", ludzie sie ciagle przemieszczaja szukajac tam czegos nowego
                raczej niz lepszego. Jest to proces zupelnie normalny tutaj, choc z perpektywy
                Europy a w szczegolnosci Polski moze wydawac sie zupelnie nie normalny.
                Zycze pzryjemnego pobytu w NZ
                Zenek, USA
      • Gość: gombek Re: Jak wyemigrowac do Nowej Zelandii? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.10.01, 23:08
        napisz prosze koniecznie ten oddzielny list dlaczego warto byc w nz? my sie
        bardzo wahamy, jedziemy w grudniu na rekonesans do australii. co cie w nz
        urzeklo, co jest fajne a co wrecz przeciwnie, co cie irytuje, jak sie maja
        tamtejsi ludzie do polskiego piekielka, i jakiego rodzaju piekielko jest tam,
        bo chyba zawsze i wszedzie jest jakies piekielko. a moze dramatyzuje?
        jak ci sie nie chce pisac za duzo na forum (chociaz pewnie taki temat wiele
        osob interesuje, podaje mail: gombek@yahoo.com
        czekam niecierpliwie, pozdro.
        • Gość: Piotr Re: Jak wyemigrowac do Nowej Zelandii? IP: *.ak.nz.asiaonline.net 05.10.01, 07:16
          Właśnie znalazłem treść jeszcze jednego postu, który kiedyś wysłałem na to forum.
          Jest to porównanie Australii i Nowej Zelandii z mojego punktu widzenia zainspirowane
          tym, że ktoś napisał że w NZ jest bieda. Pisane przed 11 września oraz przed sprawą
          "Tampy", ale wciąż dość aktualne:
          ----------------------------------------------------------------------

          Witam polskich Aussie

          Czy Nowa Zelandia jest biedna... Cóz - z pewnoscia jest biedniejsza od Australii i akurat
          w moim zawodzie zarabia sie tutaj okolo 20% mniej w przeliczeniu na inne waluty. Nie
          zgadzam sie jednak z sugestia z poprzedniego postu, ze bieda tutaj okropna.
          Uprzedzenia i stereotypy sa jednak silne na calym Swiecie. W Australii na przyklad
          pokutuje stereotyp Nowozelandczyka, najczesciej Maorysa albo Polinezyjczyka, przyjezdzajacego
          do OZ i naciagajacego tamtejsze panstwo na zasilek dla bezrobotnych. Jaki jest stereotyp
          Polaka w Niemczech czy w Stanach wiedza chyba wszyscy. Wszyscy wiedza tez ile to ma
          wspólnego z rzeczywistoscia. Fakty natomiast sa takie, ze z NZ do OZ wyjezdza czy to
          sie dorobic czy tez na stale znacznie wiecej osób mlodych i wyksztalconych, chcacych
          pracowac niz bezrobotnych (zostawia to miejsce dla nas, imigrantów i w sumie bilans wychodzi
          na zero). Fakty sa tez takie, ze wielu wraca.
          Nie mialem okazji pobyc dluzej w Australii (od poczatku celowalem w NZ) i informacje mam
          raczej z rozmów niz bezposrednie, ale zaryzykuje stwierdzenie, ze standard i styl zycia
          jest w tych krajach bardzo podobny. Stopa bezrobocia i nastawienie pracodawców do
          imigrantów tez jest podobne (generalnie przyjazne, chociaz Nowozelandczycy maja opinie
          bardziej ostroznych).
          Jako ze nie mam za duzo czasu i miejsca postaram sie wypunktowac róznice:

          - Nowa Zelandia jest bardziej "brytyjska" i konserwatywna, Australia jest bardziej
          "amerykanska".

          - Nowa Zelandia jest ostatnio bardziej lewicowa i pakuje (niestety) wielkie
          pieniadze w opieke spoleczna. Ma tez silna partie zielonych i polityke otwarcie
          przeciwna energii jadrowej (czym sie bardzo narazila Amerykanom bo nie wpuszcza
          ich okretów wojennych).

          - Australia to wiocha i koniec Swiata, Nowa Zelandia to totalne zadupie i
          calkowity koniec Swiata. Przy w miare sprawnej ekonomii ma to swoje zalety.

          - Powierzchnia. Australia faktycznie jest ogromna. W NZ nie znajdzie sie raczej
          niezaludnionej pustyni. Co najwyzej laki, pola, góry dookola zadnych ludzi
          tylko owce i krowy. (Ale nie spotkanie nikogo jadacego z przeciwka przez
          godziny w "szczycie urlopowym" na Wyspie Poludniowej to normalka). Gestosc
          zaludnienia jest tez na tyle mala, ze znalezienie latem plazy gdzie 100 metrów
          do najblizszego sasiada to tlok nie sprawia trudnosci.

          - Klimat. Nowa Zelandia jest chlodniejsza i wiecej tu pada. Za to latem jest
          przyjemnie cieplo, nigdy okropnie upalnie. Na poludniu sa normalne zimy ze sniegiem
          i mrozem i fajne tereny narciarskie. Na pólnocy zimy sa raczej wilgotne niz
          zimne. Przez spora ilosc opadów kraj ten raczej nigdy nie bedzie zagrozony brakiem
          wody pitnej (i na dluzsza mete energii elektrycznej, której wiekszosc pochodzi tu
          z elektrowni wodnych).

          - Przyroda. W NZ nie ma zagrozen ze strony tutejszej fauny. Nie wystepuja wogóle
          weze, jadowity pajak jest jeden, strasznie rzadki i pod ochrona. Nie ma tez
          oczywiscie krokodyli, a ataki rekinów takze naleza do rzadkosci. W Australii z
          kolei na pajaki i weze trzeba uwazac (choc z pewnoscia nie dotyczy to miast).
          Z drugiej strony jednak niewielkie trzesienia ziemi sa w NZ codziennoscia,
          spore i robiace szkody wystepuja co kilkanascie lat (choc to tez zalezy od
          regionu). Nie wiadomo tez dokladnie co zamierzaja zrobic aktywne wulkany.
          Jesli chodzi o piekno przyrody to obydwa kraje sa porównywalne. Niesamowicie
          piekne.

          - Bezpieczenstwo. Podstawa polityki obronnej NZ jest byc daleko i wygladac
          niegroznie i nieistotnie. Jak na razie sie sprawdza. Australia stawia na scisla
          wspólprace z USA.
          Jesli chodzi o bezpieczenstwo na codzien to w duzych miastach jest podobnie -
          znacznie bezpieczniej niz w Polsce, ale w pewne okolice lepiej w nocy nie
          chodzic. NZ ma opinie kraju o mniejszej przestepczosci niz Australia, ale
          pewien nie jestem - trzeba by przestudiowac statystyki.
          Czescia bezpieczenstwa sa tez problemy rasowe. To jak biali Australijczycy
          traktuja Aborygenów moze kiedys sie zemscic. Maorysi w NZ maja sie znacznie
          lepiej. Codziennosc nie dogania oczywiscie oficjalnej politycznie poprawnej
          propagandy, sa uprzedzenia, ale generalnie "maoryskosc" stala sie tu prawie
          czescia tozsamosci narodowej i wszyscy to akceptuja. Trick ten sprawia, ze
          sami Maorysi traktuja panstwo nowozelandzkie jako swoje, chociaz mogliby
          miec powody aby uwazac je za okupanta. Polinezyjczycy, mimo ze odpowiedzialni
          za wiekszosc przestepstw, tez sa uwazani raczej na "naszych",
          tylko troche biedniejszych. Z innych napiec zauwazam pewna niechec do Azjatów,
          ale zdaje sie ze Australia ma tez ten problem.
          Z racji sporej ilosci wody dookola wysp problem nielegalnej imigracji i pracy
          na czarno jest niewielki.

          - Na koncu to co zdecydowalo u mnie o wyborze kraju. Polacy, a raczej ich brak.
          Polonia w NZ jest nieliczna i w zwiazku z tym Nowozelandczycy nie maja
          o Polakach zadnej wyrobionej opinii ani uprzedzen. Czysta, niespaprana
          przez "kochanych rodaków" karta. O sile uprzedzen i o roli tych nielicznych,
          którzy psuja opinie innych pisalem powyzej. Sprawdzilo sie. Nawet bylem
          nieco zaskoczony zyczliwoscia i bardzo pozytywnym nastawieniem do imigrantów.
          Na prawde milo poczuc sie potrzebnym i pozadanym przybyszem.
          Druga sprawa to "polskie piekielko" za granica. Mala ilosc Polaków w tym kraju
          sprawia, ze nie musze sie z rodakami spotykac gdy nie chce. Nawet w kosciele.
          Kumpli dobieram jak chce, od oficjalnych organizacji polonijnych trzymam
          sie z daleka i tyle. Zadnego podkladania swini, ciemnych interesów, znajomych
          znajomego itp. Oczywiscie tu tez nie nalezy generalizowac. Znam tutaj kilka
          na prawde bardzo fajnych osób z Polski (które tez podchodza do innych
          Polaków ostroznie), z drugiej strony jednak pierwszy Polak którego tu
          spotkalem chcial wrobic mnie w jakikes podejrzane interesy.
          Takze czytajac niektóre naglówki postów w tej grupie utwierdzam sie w slusznosci
          decyzji o trzymaniu sie z daleka od Polaków za granica.


          Tyle w skrócie. O róznicach i podobienstwach miedzy NZ a Australia moznaby
          napisac tomy. Co do biedy to, jak wszedzie, zalezy gdzie sie patrzy i gdzie
          sie jej szuka. Z klimatyzowanego biura w centrum Auckland jakos tej biedy
          nie widze. Nie widze jej tez w okolicy gdzie mieszkam. Wiem, ze musialbym
          wybrac sie na poludnie Auckland, gdzie osiedlaja sie Polinezyjczycy albo
          do Nortrhland dotknietego strukturalnym bezrobociem. Wberew pozorom biedy
          raczej nie znajdzie sie na rolniczej wsi. Od kilku lat trwa tu boom mleczarski i
          farmerzy dorabiaja sie podobno niezlych pieniedzy. W Australii tez pewnie
          w centrum Sydney czy tez w osiedlach domków na peryferiach zadnej biedy
          nie widac. Trzeba by wybrac sie na gleboka prowincje.
          Faktem jest natomiast, ze Nowa Zelandia dysponuje jako kraj mniejszym
          kapitalem, Nowozelandczycy za granica maja mniej pieniedzy, a ze wielu
          ma szkockich przodków to dodatkowo sknerza. Nie swiadczy to jednak o biedzie
          ani o wielkiej róznicy w poziomie zycia gdy sie w tych krajach mieszka.
          Ceny tu sa nizsze niz w Australii i wychodzi na to samo.

          Jedno widac nawet po krótkim pobycie. Te dwa kraje, tak rózne a jednoczesnie
          tak podobne sa na siebie skazane i sa sobie na wzajem potrzebne. Powiazania
          ekonomiczne natomiast sa tak silne, ze przy dobrym zawodzie ciezko znalezc
          jakies róznice w poziomie zycia.

          Podsumowujac - jesli chce sie wyemigr
          • Gość: Piotr Ciąg dalszy - ucieło końcówkę IP: *.ak.nz.asiaonline.net 05.10.01, 07:18
            Podsumowujac - jesli chce sie wyemigrowac dobrze jest porozgladac sie
            za odpowiednim krajem. Kanada, Australia, Nowa Zelandia przyjmuja na
            podobnych zasadach. Nic tylko wybierac. Ja wybralem NZ i na razie
            (po póltora roku, zobaczymy jak bedzie pózniej) nie zaluje. Wrecz
            przeciwnie czesciej bylem tym krajem mile zaskoczony niz rozczarowany.


            Pozdrowienia

            Piotr
        • Gość: Piotr Jak jest w NZ IP: *.dialup.xtra.co.nz 07.10.01, 11:40
          Dobra. Postaram sie napisac co mi sie w NZ podoba co sie nie podoba.
          Moze wyjsc troche chaotyczne i uproszczone. Temat jest wielki, a
          ja ten kraj strasznie lubie i moge miec spaczona opinie. W wielu
          miejscach trudo mowic o zaletach czy wadach. Jest po prostu inaczej
          i czy ktos to lubi czy nie zalezy od nastawienia, wychowania itp.
          Niektore cechy umieszcze chyba zarowno w zaletach jak i wadach.

          Co mi sie podoba:
          -----------------

          - Piekno tego kraju. Jest niesamowity obojetnie gdzie sie nie pojedzie.
          Po szczegoly odsylam do przewodnikow turystycznych. Widzac zdjecia
          pieknych krajobrazow z NZ mysli sie, ze sa one troche naciagane.
          Po przyjezdzie okazuje sie, ze tak tu jest na prawde. Nawet Auckland,
          ktorego zabudowa jest ochydna nadrabia pieknym polozeniem oraz
          ogromna iloscia parkow i plaz.

          - Czyste powietrze. Takze w Auckland, ktore teoretycznie przy
          ogromnej liczbie samochodow powinno byc zadymione. Bliskosc wody
          z obu stron sprawia jednak, ze wszystko jest od razu wywiewane.
          Brak dymiacego przemyslu sprawia tez, ze powietrze jest wyraznie
          bardziej przejrzyste niz w Europie. Powoduje to ciekawy efekt
          przy zachodzie slonca - nie ciemnieje ono tak szybko tylko wali po
          oczach z cala sila z niskiego kata.

          - Klimat. W okolicach Auckland zima temperatura rzadko spada
          ponizej +10 stopni, latem rzadko przekracza +30 stopni Celsjusza.
          Klimat ma tez wady, o czym w nastepnym kawalku.

          - Zycie na mniejszych obrotach. Tutaj chyba nikt sie nie spieszy
          i wszyscy wydaja sie byc bardziej spokojni i zrelaksowani.
          Graniczy to czesto z flegmatyzmem.

          - Generalnie przyjazne nastawienie do innych ludzi, choc prawde
          mowiac troche powierzchowne. Urzednicy jednak sa mili i sami
          oferuja pomoc jesli sprawa jest nietypowa. Mili i pomocni sa
          tez zwykle lekarze, kierowcy komunikacji miejskiej, panie w banku,
          pracownicy telekomunikacji itp itd. W kazdym razie znacznie
          wiekszy odsetek niz w Polsce. Zdarzaja sie oczywiscie przykre
          wyjatki - jak wszedzie.

          - Bardziej uporzadkowane liczne drobiazgi, ktore na dluzsza
          mete sa istotne - przy wynajmie domu na przyklad zawsze obowiazuje
          jednakowa, zaakceptowana przez odpowiednie ministerstwo umowa
          (z okresami wypowiedzenia rozsadnymi dla obu stron), ewentualne
          spory rozstrzyga specjalny trybunal, oplaty na prad, gaz, telefon
          sa przypisane do mnie, nie do mieszkania - wszystko jest proste
          i jasne przy przeprowadzce.

          - Bardzo powazne nastawienie do przestrzegania prawa. Lapowka
          dla kogokolwiek w tym kraju jest nie do pomyslenia. Poslowie,
          ministrowie, rzad sa pod taka obserwacja prasy, ze nie ma mowy
          o wykorzystywaniu stanowiska (a gdy sa najmniejsze podejrzenia
          glowy leca natychmiast). Poza tym zwykli ludzie maja tendencje
          do sluchania autorytetow. Gdy mowi sie np aby oszczedzac prad
          ludzie to robia - nie protestuja. Z drugiej strony efekt jest
          taki, ze ludzie sa tu naiwni i podatni na propagande.

          - Sytuacja ekonomiczna. Nadwyzka w budzecie, inflacja okolo 3%,
          bezrobocie ponizej 6%, stopy procentowe okolo 5%. W takich
          warunkach pozyczka na kupno domu nie rujnuje. Bardzo rozowo
          jednak nie jest - o tym przy okazji wad.

          - Niska gestosc zaludnienia. Na powierzchni porownywalnej do
          Japonii zyje 3.5 mln ludzi. Nie ma tloku na drogach, na plazach,
          w gorach. Co prawda druga strona medalu jest, ze porzadna
          praca jest w duzych miastach gdzie tlok juz jest. W Auckland
          zyje 1/3 ludnosci kraju i bywa ono meczace.

          - Jedzenie. Mnostwo swiezych, wysmienitych morskich ryb,
          dobrze gotujace chinskie fast food-y, bezkonkurencyje
          sushi. Duzo wysokiej jakosci owocow, bardzo dobre wina.
          W kwestiach kulinarnych jednak jest tez sporo wad.

          - Duzo wody dookola, mnostwo wysepek i zatoczek. Raj dla
          zeglarzy. Lodke niestety trzeba miec, wyczarterowac trudno,
          ale ilosc jachtow w Auckland jest imponujaca. Statystycznie
          wypada tu jakies 10 osob na jacht zaglowy. Rekord w skali
          swiatowej, nic dziwnego ze ten kraj zdobyl i obronil
          ostatnio Puchar Ameryki. Wada sa koszty calej zabawy w
          zeglowanie.

          - Bezpieczenstwo. Przestepczosc owszem, istnieje, nawet troszke
          zorganizowana (zwykle jednak bardzo niezorganizowana), ale w
          mniejszym natezeniu niz w Europie. Nie jest strasznie ryzykownym
          spacer noca po centrum albo wieczorem po parku, policja nie
          nosi przy sobie broni (maja w samochodach) i jakos jest porzadek.
          Dodatkowo nie ma tutaj kultury gwaltownych protestow, blokad
          drog itp gdy komus polityka sie nie podoba. Przed 11 wrzesnia
          nie bylo tez zadnych kontroli na krajowych lotniskach. Wchodzilo
          sie prawie jak do autobusu, jak ktos chcial mogl wniesc wszystko.
          Mialem raz okazje leciec tym samym lotem co pani Premier. Tez
          nikt nic nie sprawdzal. Teraz oczywiscie to zaufanie do spoleczenstwa
          gwaltownie zmalalo. Pewna ospalosc policji robi sie tez wada.
          Poza tym polozenie "na koncu Swiata" sprawia, ze w razie wiekszego
          konfliktu NZ prawdopodobnie oberwie jako ostatnia.


          Co mi sie nie podoba lub mnie niepokoi:
          ---------------------------------------

          - Sytuacja ekonomiczna. Tu nie ma samych zalet. Dobrobyt tego kraju
          zalezy glownie od rolnictwa, ktore jest bardzo czule na zawleczenie
          jakiejs zarazy (gdyby trafila tu przyszczyca byloby przesrane).
          W duzej mierze zalezy tez od turystyki, ktora sie oplaca tylko
          gdy na Swiecie jest spokojnie. Wszystko to jest bardzo czule na
          zmiany koniunktury. Poza tym kraj ma spore zadluzenie za granica,
          a Nowozelandczycy od kilku lat zyja ponad stan. Statystycznie
          wydajac wiecej niz zarabiaja. Moga nadejsc czasy zaciskania pasa.
          Z uwagi na silne rolnictwo nikt tu chyba jednak z glodu umieral
          nie bedzie.
          Poza tym kraj ten rozwijal sie ostatnio wolniej niz reszta OCED
          i ludzie odczuwaja to jako cofanie i obnizke poziomu zycia.
          Owszem, zarobki nie sa rewelacyjne, ale przyzwoite. Wspomniana
          pozyczka na dom nie rujnuje, ale trzeba sie liczyc z 20 latami
          splacania (przy zwariowanych cenach domow w Auckland).
          Generalnie, wyglada lepiej niz w Polsce, ale tez dosc nieciekawie.

          - Lewicowosc - w rzadzie, w gazetach, kosciele - wszedzie.
          Co ciekawe z drugiej strony gospodarka tego kraju nalezy do
          najbardziej liberalnych na Swiecie. Coz - po sprywatyzowaniu
          wszystkiego co sie dalo wahadlo chyba idzie teraz w druga strone.
          Owszem - jestem za ochrona slabszych, polityczna poprawnoscia,
          sprawiedliwoscia spoleczna itp., ale niektore wypowiedzi
          tutejszej prasy czy rzadu tchna duchem uniwesytetu
          Marksizmu-Leninizmu w Moskwie.

          - Strasznie duze nagromadzenie zielonych, wegetarian, obroncow
          praw zwierzat, antyglobalistow, artystow i innych takich palacych
          trawke naiwnych typow. Owszem - tez potrzebni, aby zwracac uwage na
          sprawy, ktore inni moga przeoczyc. Nieciekawie bedzie jednak
          gdy ich poglady zaczna stanowic glowny nurt.

          - Geologia. Perspektywa wybuchu wulkanu w centrum Auckland
          lub 8-stopniowego trzesienia ziemi w Wellington nie jest
          zachecajaca. Jakkolwiek oba te zdarzenia sa malo prawdopodobne to
          jednak sa mozliwe.

          - Klimat. Tu tez sa wady. W Auckland zawsze jest spora wilgotnosc
          powietrza i jak sie wynajmuje dom trzeba uwazac na wilgoc.
          Nie jest to tez miejsce dobre dla ludzi o sklonnosciach do
          astmy. Zima co rano miasto przykrywa malownicza mgla - na
          szczescie szybko znika. W NZ sporo pada (ale slonecznych dni
          jest wiecej niz deszczowych). Lunac moze prawie zawsze i niespodziewanie.
          Kraj ten uzaleanil sie od deszczu. Gdy nadchodzi susza problemy
          ma rolnictwo i energetyka (elektrownie wodne) - tej zimy
          z powodu suszy trzeba bylo oszczedzac prad. Inna niedogodnoscia
          pogodowa jest slonce. Bardzo tutaj mocne. Przejrzyste powietrze
          plus dziura ozonowa sprawiaja, ze latem krem z filtrem i kapelusz
          sa niezbedne. Poparzenie mozna zalapac w kilkanascie minut.

          - Oszczednosci w dziwnych miejscach. Drobiazgi, ale wkurzajace.
          Z powodu oszczednosci materialow domy sa lekkie i slabo izolowane.
          W Auckland to ujdzie, ale bardziej na poludnie ludzie albo marzna
          albo z kolei marnuja prad na ogrzewanie. W ramach
          • Gość: Piotr Jak jest w NZ - ciag dalszy IP: *.dialup.xtra.co.nz 07.10.01, 11:41
            - Oszczednosci w dziwnych miejscach. Drobiazgi, ale wkurzajace.
            Z powodu oszczednosci materialow domy sa lekkie i slabo izolowane.
            W Auckland to ujdzie, ale bardziej na poludnie ludzie albo marzna
            albo z kolei marnuja prad na ogrzewanie. W ramach oszczednosci
            pradu tutejsze pralki nie maja grzalki i moga prac w zimniej wodzie.
            Ciepla trzeba im podlaczyc. Sporo ludzi pierze tylko w zimnej wodzie
            i nie narzeka - sa dostepne pralki "europejskie", ale drogie.
            W ramach oszczednosci nie wiem czego bardzo czesto w mieszkaniach
            spotyka sie tez dwa osobne male krany - do cieplej i zimniej wody.
            Przy wannie mozna to przezyc, w kuchni wkurza - albo leci lodowata
            albo goraca.

            - Beznadziejna komunikacja miejska i nie tylko. Bez wlasnego
            samochodu nie ma zycia. W Auckland autobusem miejskim mozna
            w miare sprawnie poruszac sie tylko w centrum lub w poblizu.
            Peryferia to katorga. Autobusy co godzine, spozniaja sie albo
            wylatuja z kursu. Cos co, sie nazywa metro jezdzi po powierzchni,
            jest spalinowe, ma 4 linie i kursuje w szczycie co pol godziny.
            Kolej praktycznie nie istnieje (w calym kraju kursuje dziennie 8
            pociagow, o znaczeniu raczej turystycznym i widokowym). Autobusem mozna
            dotrzec prawie wszedzie, ale zwykle jest jedno polaczenie na
            dobe. Tylko krajowe linie lotnicze sa dosc sprawne. Loty prawie
            do kazdej pipidowki, bardzo czeste, lata mnostwo ludzi, ale
            coz - troszke to kosztuje. Na szczescie drogi sa w miare dobrej
            jakosci, tloku nie ma a benzyna jest tania.


            Duzo mozna by jeszcze dodac, nie wiem nawet do ktorej kategorii.
            Na przyklad rodowici Nowozelandczycy sa mili, przyjazni, grzeczni,
            ale tylko powierzchownie. Tak na prawde sa dosyc chlodni i jak
            ktos nie sie za bardzo wychyla "morduja w bialych rekawiczkach".
            Oczywiscie sa wyjatki i mozna spotkac wiele osob chcacych
            bezinteresownie pomoc. Problem jest w pewnym zamknieciu w sobie.
            Problemem jest tez raczej lenistwo niz niechec do obcych.
            Warto za to trzymac ze swiezymi imigrantami. Typowego Nowozelandczyka
            nie obchodzi wiele poza jego domkiem, kotem, rodzina, trawnikiem,
            meczem rugby, barbecue i piwem. Sprawiaja wrazenie naiwnych i nie
            wiedzacych co sie dzieje na Swiecie. Albo niewiele ich to obchodzi.
            Coz - ten kraj z dwoch ostatnich wojen widzial jeden japonski samolot i
            kilkust jencow. Owszem bardzo wielu mezczyzn wyjechalo i nie
            wrocilo, ale "w domu" zawsze bylo spokojnie - trudno wiec
            wymagac jakiejs specjalnej znajomosci najnowszej historii,
            geografii czy problemow Swiata. Trudno tu mowic o wadzie czy
            zalecie - tacy po prostu sa.


            Piotr
    • dreptak2k Re: Jak wyemigrowac do Nowej Zelandii? 04.10.01, 07:01
      Jest jeszcze jedna, wazna informacja nie wspomniana przez Piotra (pewnie
      dlatego, ze nie calkiem na temat, ale sie przyda).
      Przepisy emigracyjne NZ sa znacznie lagodniejsze od australijskich. Poniewaz
      nie ma zadnych ograniczen w ruchu ludzi pomiedzy NZ i A, jest to tez boczna
      droga na emigracje tutaj. Kazdy obywatel NZ (a moze juz rezydent?) ma prawo
      mieszkania i pracy w Australii i vice versa. Rzad australijski awanturuje sie o
      to troche i probuje naciskac na "friendly government across Tasman".
      Prawdopodobnie w koncu nacisna ich na tyle, ze przepisy emigracyjne zrownaja
      sie. Radze sie troche pospieszyc - w Australii zblizaja sie wybory federalne i
      polityka emigracyjna bedzie prawdopodobnie dosyc waznym punktem programu.
      Nie sadze, zeby sie mialo cos zmienic przed wyborami - nie ma na to czasu
      (prawdopodobnie odbeda sie 10 listopada, jeszcze nie ogloszone) ale nowy rzad
      (tzn stary, odnowiony) zajmie sie tym wczesniej czy pozniej.
      Pozdrowienia
      • Gość: ZA Re: Jak wyemigrowac do Nowej Zelandii? IP: 209.187.202.* 04.10.01, 18:00
        Juz sie ubiegalem o wize australijska i mialem wystarczajaca ilosc punktow ale
        tak podniesli prog, ze bez rodziny w Australii w katogorii niezaleznej sie nie
        dalo.
        Co do Nowej Zelandii to kiedy mialem mniej niz 30 lat to nie mialem pieniedzy,
        aby dostac dodatkowe punkty a kiedy juz uzbieralem pieniadze to odjeli mi
        punkty za wiek - im jestes starszy tym mniej punktow dostajesz.

        Czy poziom zycia (relacja ceny-place) jest na tyle wyzszy w Nowej Zelandii, ze
        sie tam oplaca dzis emigrowac z Warszawy??
        • Gość: Kliken Re: Jak wyemigrowac do Nowej Zelandii? IP: *.ym1.on.wave.home.com 05.10.01, 17:42
          Ja mysle ze porownywanie cen czy zarobkow mija sie z celem.Wszedzie dobrze tym
          co maja rozum i wyksztalcenie.Idioci beda narzekac bez wzgledu na kraj
          zamieszkania.
          • Gość: jurek jazda IP: *.wlfdle1.on.wave.home.com 06.10.01, 19:22
            A jak jest z jezdzeniem "w pijanym kierunku" ??
            • Gość: Lorelei no wlasnie jak wyemigrowac? IP: *.server.ntl.com 06.10.01, 19:35
              W zasadzie chetnie uslyszalabym odpowiedz Piotra czy wie cos na temat
              mozliwosci dla socjologow/doradcow personalnych. Oczywiscie angielski spox -
              mieszkam zagranica tak czy owak. Z gory dziekuje smile
              • Gość: Moni Re: no wlasnie jak wyemigrowac?do Lorelei IP: *.210.219.71.Dial1.NewYork1.Level3.net 11.10.01, 03:51
                Lorelei,
                Poniewaz tak jak Ty jestem po socjologii, mam pytanie o mozliwosci w naszym
                zawodzie zarowno w Polsce jak i poza(moze masz lepsza orientacje niz ja). Ja po
                skonczeniu studiow wyjechalam do USA i praktycznie w swoim zawodzie pracowalam
                zaledwie 5 msc. Aktualnie siedze w domu z wlasnymi maluchami. Niemniej jednak
                za jakies 2 lata chcialabym wrocic do pracy stad moje powyzsze pytanie.
                Moj E-mail monikapk.poczta.gazeta.pl
                • Gość: Lorelei Re: no wlasnie jak wyemigrowac?do Lorelei IP: *.server.ntl.com 11.10.01, 14:10
                  Moj email Moni:jowita_nielsen@hotmail.com
                  Pozdrawiam
            • Gość: Piotr Re: jazda IP: *.ak.nz.asiaonline.net 09.10.01, 06:09
              > A jak jest z jezdzeniem "w pijanym kierunku" ??

              Do jazdy po lewej stronie (i zmieniania biegów lewą ręką) szybko można się przyzwyczaić.
              Zabawne za to są tutejsze reguły pierwszeństwa przejazdu. Jak wiele rzeczy w tym kraju
              unikalne w skali światowej:
              Jeżdżąc po lewej stronie ustępuje się pierwszeństwa z prawej, dodatkowo nadrzędną
              do tego regułą jest, że kto skręca ustępuje temu kto jedzie prosto. Powoduje to ciekawą
              sytuację na skrzyżowaniu przy skręcie w lewo (czyli po krótszym łuku) - trzeba ustąpić
              temu co skręca w tą samą drogę z przeciwka. Nie zawsze jednak - jeśli po sąsiednim
              pasie ktoś jedzie prosto można jechać - gość który skręca w prawo musi mu ustąpić.
              Opis brzmi skomplikowanie - w rzeczywistości skomplikowanie nie jest (trzeba by to
              narysować). W każdym razie wielu przyjezdnych, nawet z krajów lewostronnych się
              na to nabiera.

              Piotr
              • Gość: Fly Re: jazda IP: *.dublin.indigo.ie 09.10.01, 12:38
                Piotr, ostatnie pytanie: czy jesli mialbys mozliwosc przeniesienia sie do
                Australii, z calym statusem materialnym jaki masz teraz, skorzystalbys z tego?
                Chodzi mi czy w NZ jest cos co przemawia na jej korzysc w porownaniu z
                Australia, czy jest to tylko mniejsza, biedniejsza i nudniejsza bratanica tego
                kraju...
                • Gość: Piotr Kolejne porownania IP: *.dialup.xtra.co.nz 11.10.01, 12:36
                  Dlaczego akurat Nowa Zelandia a nie Australia? Coz - trudne
                  pytanie i sam mialem dylemat. Dlugo mozna rozwazac wszelkie
                  za i przeciw obydwu krajow i trudno o jednoznaczne, obiektywne
                  wskazanie gdzie jest lepiej. Wszystko zalezy od upodoban.
                  U mnie na rzecz Nowej Zelandii przewazyl klimat (lubie cieplo,
                  ale nie lubie gdy jest za goraco), mozliwosc pojezdzenia na
                  nartach (chociaz w sumie wyskoczyc na narty z Australii do
                  NZ to nie jest wielki problem a i koszta sa podobne), nieliczna
                  polonia i w zwiazku z tym brak "polskiego piekielka". Wspomniany
                  w innych wypowiedziach brak wrednych robali tez sie troche do
                  decyzji przyczynil. Swoje zrobila tez opinia kraju czystego
                  i spokojnego (chociaz to akurat zalezy od okolicy - sporo w
                  tej opinii turystecznego marketingu, ale generalnie jest
                  czysciej i spokojniej niz w Europie).
                  Na korzysc Australii przemawiaja glownie lepsze zarobki,
                  mocniejsza gospodarka, troche szybsze tempo zycia, cieplejszy
                  i bardziej suchy klimat. Jest tez Australia mniej niz Nowa
                  Zelandia konserwatywna.
                  Z minusow i czychajacych niebezpieczenstw kazdy kraj ma chyba
                  po rowno - w Nowej Zalandii sa trzesienia ziemi i wulkany
                  (nie doswiadczylem - w Auckland nie trzesie, wulkany
                  wybuchaja bardzo rzadko), w Australii sa pozary buszu, weze,
                  pajaki, krokodyle (tego tez nie doswiadcza sie na codzien).
                  W kazdym razie, mimo tego, ze czasami sie zastanawiam czy
                  na pewno dobrze wybralem kraj do Australii bym sie stad nie
                  przeprowadzil. Po prostu w NZ mi sie podoba i tyle.

                  Jesli chodzi o porownywanie tych krajow, to nie da sie
                  powiedziec, ze NZ to biedniejsza siostra Australii. To
                  dwa bardzo rozne kraje o wspolnej historii, ktore laczy
                  ze soba dziwna mieszanka milosci i nienawisci, zazdrosci
                  i manii wyzszosci. Jak to w rodzinie. Owszem, styl zycia
                  i obyczaje sa podobne, gospodarki faluja w podobnym
                  rytmie, waluty zachowuja sie jak polaczone krotka gumka,
                  dzialaja te same firmy, mozna jezdzic bez ograniczen,
                  ale... Ale krotko strescic jakie sa roznice - generalnie
                  w Australii wiecej jest Ameryki, Nowa Zelandia z kolei
                  to taka mieszanka Europy i wysp Pacyfiku.
                  W kazdym razie te kraje sa i tak na siebie skazane -
                  - bedac dla siebie na wzajem najblizszymi krajami w
                  okolicy gdzie ludzie mysla podobnie. Mimo, ze ich mieszkancy
                  przy kazdej okazji niemilosiernie nabijaja sie z siebie
                  na wzajem a na polu sportowym lubia sie jak w Polsce
                  nie przymierzajac Kielce i Radom (ale cywilizowanie, bez
                  bijatyk).

                  Koncze juz te porownania bo zaczynam sie powtarzac

                  Piotr
              • Gość: amg Re: jazda IP: 210.55.208.* 11.10.01, 00:40
                Ale ty masz gadane, Piotr!

                Pozdrowienia z Christchurch - ja reprezentuje Wroclaw na Poludniowej Wyspie.
                Tu jest dopiero pieknie. Byliscie juz? (Nie mialam czasu szczegolowo
                przeczytac wszystkich Twoich wiadomosci, wiec przepraszam, jezeli odpowiedz
                jest w nich zawarta)

                Pozdrawiam
                Anka
                • Gość: Piotr W końcu ktoś z NZ IP: *.ak.nz.asiaonline.net 11.10.01, 04:39
                  Jak miło w końcu zobaczyć kogoś z NZ na tej grupie! I to do tego krajanka
                  z Wrocławia. Nie czytam tej grupy często, nie ma czasu na wszystkie wątki i
                  sam się też dziwie, że tyle pisze.

                  Nie mam tu wielu polskich znajomych, ale tak jakoś się głupio składa, że
                  większość z Wrocławia, okolic, lub z Wrocławiem związana. Albo to przypadek,
                  albo stanowimy tu silną grupę. Aha - co do mnie to takim 100% Wrocławiakem
                  nie jestem - spędziłem w tym mieście 10 lat, ale pochodzę z Jeleniej Góry.

                  Odkrywanie piękna Wyspy Południowej jeszcze przed nami. Na pytanie czy byliśmy
                  w Christchurch można odpowiedzieć - i tak i nie. Mieliśmy tam międzylądowanie
                  i obejrzeliśmy sobie góry przez szybkę. Na razie pooglądaliśmy sobie plaże i busz
                  w okolicach Auckland, zaliczyliśmy Ruapehu, Rotorua, zachaczyliśmy o
                  Coromandel i górki koło Palmerston North (bo mamy tam znajomych z Wrocławia).
                  Słyszeliśmy opowieści o pięknych górach, o Milford Sound, papugach kea itp.
                  Wszystko jeszcze przed nami, nigdzie się z tego kraju nie ruszamy. Na razie jednak
                  zapędy krajoznawcze musimy powstrzymać z uwagi na niedługie powiększenie
                  rodziny. W każdym razie Christchurch z pewnością odwiedzimy.

                  Piotr
                  • Gość: aj Re: W końcu ktoś z NZ IP: *.methodstudios.com 11.10.01, 08:51
                    Moim skromnym zdaniem Christchurch jest jednym z mniej ciekawych
                    miejsc w NZ. Bardzo daleko mu do Qeenstown, zdecydownie #1.
                    W ogole NZ to w/g mnie najpiekniejszy kraj na swiecie i troche
                    wam zazdroszcze, ze tam mieszkacie, choc jego prowincjonalnosc
                    oslabia efekt. Najfajniejsze miejsca, jakie widzialem to poludnie,
                    przy czym Doubtful Sound jest rownie jesli nie bardziej ciekawy niz
                    Milford (o wiele mniej turystow), dojazd do Milford zabojczy,
                    Kaikoura - super wieloryby choc baaardzo buja (chyba strasznie
                    gleboki ocean dosyc blisko brzegu), Rotorua, Paihia.
                    Jednak wole mieszkac w Californii i jezdzic do NZ na wakacje.
                    W Auckland w sumie jest tylko jedna ulica i zbyt czesto leje.
                    Ale jak bym mial wybierac - NZ albo Australia, nie wahalbym sie ani
                    chwili i wybral NZ.
                    • Gość: amg Re: W końcu ktoś z NZ IP: 210.55.208.* 12.10.01, 00:08
                      Wszystko zalezy, co komu lezy. Queenstown ladnie wyglada z daleka, i jest sie
                      tam czym zajac, ale czy na tyle aby az tam mieszkac? Bylam tam raz i niezbyt
                      dlugo, wiec moze sie myle, ale z tego co widzialam,jezykiem urzedowym staje sie
                      japonski, na ulicy trzeba sie rozpychac lokciami zeby gdziekolwiek dojsc,
                      zawartosc sklepow i ceny sa wyraznie nastawione na turystow i o obsluge trzeba
                      walczyc z tuzinami ludzi, ktorzy sie nigdzie nie spiesza, nie bardzo wiedza o co
                      im chodzi, a nawet jak wiedza, nie bardzo umieja to wyrazic po angielsku, wiec
                      cale doswiadczenie jest mocno frustrujace, jezeli stoisz w kolejce za takim
                      typem. Jezeli chce sie (albo sie musi) pracowac, to wybor jest ograniczony -
                      gastronomia, hotelarstwo, obsluga "adventure sports" i chyba niewiele wiecej.
                      Moze to niezbyt trafne porownanie, ale podobnie jak z Disneylandem - fajnie
                      pojechac i zobaczyc, ale kto chcialby tam mieszkac?

                      A w dobrym, starym Christchurch moze nie jest tak ekscytujaco, ale normalnosc i
                      prowincjonalnosc tez maja swoje zalety. Mowie z perspektywy dziesiecioletniego
                      pobytu w Londynie, wiec mam jako taka skale porownawcza. A jak sie chce, to
                      wszystko, co tak zachwyca w Queenstown mozna znalezc nie wiecej niz ok. godziny
                      jazdy samochodem poza miasto.

                      Ale tak jak powiedzialam na poczatku, wszystko zalezy, co komu lezy.
                      • Gość: Stefan Re: W końcu ktoś z NZ i nietylko IP: *.sanjose-01-02rs16rt.ca.dial-access.att.net 12.10.01, 07:31
                        Bylem kiedys w Christchurch w zimie (lipiec, Sierpien) zamiast peknej NZ
                        zobaczyle zasmrodzone miasto od dymu z kominkow w domach i to w niesamowitym
                        stezeniu (dusznosci i lzawienie).
                        Warunki narciarskie przesadzone. Austrii nikt nie zastapi. Whistler kolo
                        Vancouver w Kanadzie jest piekniejszy niz Queenstown plus duzo lepsza swiatowa
                        klasa.
                        W domach zimno jak zima w Stalingradzie. No ale swojsko, ludzie przyjemni ale
                        nie w samochodach, jakos tak dziwnie pozdrawiaja sie jednym palcem zamiast cala
                        reka. Szczytem chamstwa motoryzacyjanego jest Australia. Gdzie wyprostowany
                        paluszek jest nawet bardziej popularny niz w NZ. Przechodzenie na przejsciu
                        nawet na zielonym swietle nie gwarantuje przezycia czy chocby calych nog.
                        Stan "taboru" samochodowego moze byc nawet gorszy niz nieszcesnego polskiego.
                      • Gość: aj Re: W końcu ktoś z NZ - do Anki IP: *.LABridge.com 13.10.01, 00:23
                        Hej Anka, ja przeciez pisze z pozycji tego Japonczyka! Jasne, ze poza byciem
                        kelnerem to w Queenstown pewnie nie ma pracy, ale chyba nie po to wyjezdza sie
                        zagranice, zeby byc kelnerem (z calym szacunkiem dla nich, jesli czytaja).
                        Napisz koniecznie, gdzie godzine pod Christchurch jest tak fajnie. Na pewno
                        jeszcze nie raz bede w NZ, wiec chetnie skorzystam. Ale jesli nie objechalas
                        wszystkich sound'ow pod Queenstown, to uwazaj, bo mozesz przegrac wyzwanie.
                        Ja widzialem juz sporo gor na swiecie z Nepalem, Kanada, USA wlacznie i to
                        co poludnie NZ ma, to roznorodnosc na stosunkowo malym terenie, wodospady
                        i fjordy, super widoki, naprawde trudno dorownac. A swoja droga to tez bym
                        chyba wybral Christchurch ponad Londyn, ktorego nie lubie. Choc uzmyslowilas mi
                        ze chyba wlasnie to co nie podobalo mi sie w Christchurch, to wlasnie jego
                        brytyjskosc. Tak czy inaczej mieszkasz w pieknym kraju, Enjoy!
                    • Gość: ZENEK Re: W końcu ktoś z NZ IP: *.sanjose-01-02rs16rt.ca.dial-access.att.net 12.10.01, 07:14
                      Zadza sie bo mialbys forse z USA X 2.5 przelicznik. Pozwoli ci to za sprzedany
                      samochod w USA kupic dom w NZ za cash.
                      Za sprzedany dom w Californi kupisz......NZ
    • Gość: Monika Za ja tez chce wyjechac IP: 204.186.88.* 11.10.01, 20:35

      Mieszkam na razie w U.S.A i mysle o emigracji do N.Z.
      Moze razem bedzie latwiej wymieniac informacje itp.

      • Gość: Monika Re: Za ja tez chce wyjechac IP: 204.186.88.* 11.10.01, 20:36
        Cos przerwalo mi pisanie moj adres emailowy to slonce5@yahoo.com

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka