Dodaj do ulubionych

Wyjazd z Polski cz. 2

15.07.03, 13:37
Dzien dobry Panie i Panowie smile

przychylajac sie do wniosku p. soup_nazi (formerly known as ZB) zaczynamy
druga czesc dyskusji. Zaiste temat "odwaga czy ucieczka" zostal rozwalkowany
i teraz raczej dyskusja zaczela kierowac sie w strone zagadnien moralnych i
wyjazdowych w ogole...

w kilku nastepnych postach postaram sie odpowiedziec na postawione w
poprzednim watku pytania.

zamieszczam tez dla chetnych link z poprzednim watkiem:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=44&w=4774309
pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • tajemniczy.don-pedro Re: Wyjazd z Polski cz. 2 - do 'komentator' 15.07.03, 14:09
      Droga Pani/Drogi Panie*)
      Oto odpowiedz na Pani/Pana*) post z poprzedniego watku:

      > Po pierwsze ludzie w RP maja w pamieci qausi - obowiazkowe wybory PRL. Po
      > drugie moze lepiej byloby zapytac dlaczego ci patriotyczni antykomunisci nie
      > ida do wyborow?

      Z tego, co obserwuje w Polsce (a moze mieszkamy jednak w roznych Polskach?) do
      wyborow chodza wlasnie glownie zwolennicy skrajnej lewicy, jak i
      wlasnie 'patriotyczni antykomunisci'). Niestety, znakomita wiekszosc
      tzw. 'normalnych' ludzi jest tak obrzydzona polityka, ludzmi w tej polityce sie
      udzielajacymi, calym tym blotem wzajemnym, powiazaniami ukrytymi przed ludzmi,
      znajomosciami i wykorzystywaniem tych znajomosci w polityce, ze po prostu nie
      chodzi na wybory, bo nie widzi nikogo, na kogo w pelnej swiadomosci i
      odpowiedzialnosci mogliby oddac swoj glos.

      Jako dodatkowy punkt przydaloby sie do nauki demokracji dodac wymieniony przeze
      mnie na innym Forum postulat zakazu udzialu w zyciu politycznym, publicznym i
      samorzadowym osob, ktore nalezaly do PZPR, ZSL i SD (dawne partie w PRL).
      Odcieloby to raz na zawsze te wszystkie uklady i ukladziki... teraz chyba jest
      na to najlepszy czas, jest przeciez juz rzesza osob, ktore nigdy nie nalezaly
      do zadnej z tych partii, niech mlodzi sie wykaza, bo jesli nie mlodzi sa nasza
      przyszloscia, to kto?


      > Gadanie o dlugu to perfidna demagogia z wyraznym wydechem z komuny. Jezeli
      > chce sie rozpatrywac te sprawy z punktu widzenia dlugu to nalezy wprowadzic
      > studia z pelna odplatnoscia i czesc. A jezeli studia sa bezplatne to nie
      > bredzic o jakichs dlugach.

      Mimo obrazliwego sformulowania dociera Pan/Pani*) do sedna - odplatne studia.
      I mimo wszystko klania sie krotki kurs na temat moralnosci... Przeciez moje
      rozwazania nie dotyczyly jakiegos konkretnego dlugu sensu stricte, a jedynie
      moralnej strony zagadnienia "dostaje cos za darmo, po czym wyjezdzam sobie".
      Nie kaze im przeciez tego splacac, a jedynie sugeruje, ze jesli czuja sie
      Polakami i poczuwaja sie chocby w czesci do odpowiedzialnosci za dobrobyt
      Polski, to powinni pracowac i placic podatki w Polsce. That's all.


      > Z punktu widzenia ekonomii polskiej w ktorej jest obecnie powazny nadmiar
      > pracobiorcow, to ze co nieco z nich wyjedzie po prostu zmniejszy nacisk na
      > rynku pracy i na swiadczenia socjalne.

      przytaczajac tu jedynie fragment Pana/Pani*) wypowiedzi chcialbym zauwazyc, ze
      rozumowanie na zasadzie "pracodawca - pracobiorca" i probowanie
      znalezienia "zlotego srodka" w ich relacjach jest zakorzenione gleboko w
      rozumowaniu komunistycznym, wobec ktorego Pan/Pani*) chce sie odcinac... Gdziez
      jest miejsce na slynna 'przedsiebiorczosc' Polakow, na poszukiwanie nisz na
      rynku i na otwieranie nowych firm stwarzajac nowe miejsca pracy. Kto ma to
      robic, jesli nie wlasnie absolwenci, osoby wyksztalcone o innym spojrzeniu na
      gospodarke, pomyslowe, ambitne... Przytoczone przez p. Waldka dane wykazuja,
      ile jeszcze mamy w dziedzinie uslug do nadrobienia do wyzej rozwinietych krajow.
      Zas oczekiwanie przez studentow / absolwentow, ze praca do nich przyjdzie, moze
      byc daremne, jesli nie wezma spraw w swoje rece i przy zachecie odpowiedniego
      systemu podatkowo - fiskalnego nie zaczna sami troszczyc sie o swoja przyszlosc.


      > Podatek liniowy kryje w sobie duzo problemow i dlatego nie byl stosowany w
      > krajach rozwinietych. Jednym z problemow o ktorych sie nie mowi jest
      > kolosalne rozwarstwienie spoleczne i wynikajace stad ostre napiecia

      Prosze o wymienienie tych problemow. Ja nie widze zadnych problemow...
      Rozwarstwienie mamy w Polsce juz w tej chwili mimo kuriozalnego systemu
      kilkuset roznych podatkow absorbujacych prace aparatu skarbowego...
      Ja widze same zalety podatku liniowego, zas ktos kto mowi, ze jest on
      niesprawiedliwy nie zna chyba jego zasad i myli z podatkiem poglownym...

      pozdrawiam
      • komentator Dalszy ciag 15.07.03, 14:55
        tajemniczy.don-pedro napisał:

        > > Po pierwsze ludzie w RP maja w pamieci qausi - obowiazkowe wybory PRL. Po
        > > drugie moze lepiej byloby zapytac dlaczego ci patriotyczni antykomunisci
        > >nie ida do wyborow?
        > Z tego, co obserwuje w Polsce (a moze mieszkamy jednak w roznych Polskach?)
        >do wyborow chodza wlasnie glownie zwolennicy skrajnej lewicy, jak i
        > wlasnie 'patriotyczni antykomunisci'). Niestety, znakomita wiekszosc
        > tzw. 'normalnych' ludzi jest tak obrzydzona polityka, ludzmi w tej polityce
        >sie udzielajacymi, calym tym blotem wzajemnym, powiazaniami ukrytymi przed
        >ludzmi, znajomosciami i wykorzystywaniem tych znajomosci w polityce, ze po
        >prostu nie chodzi na wybory, bo nie widzi nikogo, na kogo w pelnej
        >swiadomosci i odpowiedzialnosci mogliby oddac swoj glos.

        Zgadza sie. Wiec ci ludzie musza sie nauczyc na wlasnej skorze ze jak olewaja
        to niech nie narzekaja ze wladza im sie nie podoba. Wprowadzanie obowiazkowych
        wyborow mogloby jeszcze bardziej zniechecic ludzi a poza tym nie pasuje do
        polskiej tradycji. Niestety demokracji trzeba sie uczyc dlugo i mozolnie i
        nie zwasze wyniki sa pozytywne.


        > Jako dodatkowy punkt przydaloby sie do nauki demokracji dodac wymieniony
        >przeze mnie na innym Forum postulat zakazu udzialu w zyciu politycznym,
        >publicznym i samorzadowym osob, ktore nalezaly do PZPR, ZSL i SD (dawne
        >partie w PRL). Odcieloby to raz na zawsze te wszystkie uklady i ukladziki...

        Jest bardzo watpliwe by bylo to jakies specjalne lekarstwo. Oprocz osob
        nalezacych trzeba by jeszcze zakazac osobom wspolpracujacym i donoszacym,
        nie? A tego lacznie zebraloby sie tak duzo ze nie byloby juz prawie nikogo
        do wyboru.

        >teraz chyba jest na to najlepszy czas, jest przeciez juz rzesza osob, ktore
        >nigdy nie nalezaly do zadnej z tych partii, niech mlodzi sie wykaza, bo jesli
        >nie mlodzi sa nasza przyszloscia, to kto?

        Wlasnie, wystarczy jeszcze troche poczekac i stare pokolenie przejdzie na
        emeryture. I to bedzie najlepsze rozwiazanie.

        > I mimo wszystko klania sie krotki kurs na temat moralnosci... Przeciez moje
        > rozwazania nie dotyczyly jakiegos konkretnego dlugu sensu stricte, a jedynie
        > moralnej strony zagadnienia "dostaje cos za darmo, po czym wyjezdzam sobie".
        > Nie kaze im przeciez tego splacac, a jedynie sugeruje, ze jesli czuja sie
        > Polakami i poczuwaja sie chocby w czesci do odpowiedzialnosci za dobrobyt
        > Polski, to powinni pracowac i placic podatki w Polsce. That's all.

        To jest czarno na bialym klasyczny przyklad myslenia kolektywistycznego
        z epoki komuny, bylo sie w szkolkach aktywu?

        Z demagogia "powinni pracowac i placic podatki w Polsce" kryje sie wiara
        ze praca jest dla kazdego i jest obowiazkowa jak to bylo w komunie.

        Tymczasem praca w ekonomii rynkowej jest duzym problemem bo po pierwsze rynek
        jest zawalony towarami i uslugami a po drugie miejsca pracy z ktorych jest
        zbyt wymagaja inwestycji. Skad wziac na nie kapital?

        Jezeli wiec ktos mowi "powinni pracowac w Polsce" to rowniez powinien mowic
        ze w przypadku bezrobocia dostana atrakcyjne zasilki. I do tego jesli ludzi
        "powinni" pracowac to pracodawcy tez "powinni" zatrudniac a to juz jest zywcem
        komuna.

        > > Z punktu widzenia ekonomii polskiej w ktorej jest obecnie powazny nadmiar
        > > pracobiorcow, to ze co nieco z nich wyjedzie po prostu zmniejszy nacisk na
        > > rynku pracy i na swiadczenia socjalne.
        > przytaczajac tu jedynie fragment Pana/Pani*) wypowiedzi chcialbym zauwazyc,
        >ze rozumowanie na zasadzie "pracodawca - pracobiorca" i probowanie
        > znalezienia "zlotego srodka" w ich relacjach jest zakorzenione gleboko w
        > rozumowaniu komunistycznym, wobec ktorego Pan/Pani*) chce sie odcinac...

        Hehe to jest nabieranie publicznosci. W komunie pracodawca byl jeden, w
        ekonomii rynkowej praca jest towarem.

        >Gdziez jest miejsce na slynna 'przedsiebiorczosc' Polakow, na poszukiwanie
        >nisz na rynku i na otwieranie nowych firm stwarzajac nowe miejsca pracy. Kto
        >ma to robic, jesli nie wlasnie absolwenci, osoby wyksztalcone o innym
        >spojrzeniu na gospodarke, pomyslowe, ambitne...

        Oczywiscie ze tak. I tak robia. Tyle ze potencjalnych pracodawcow jest nieduzo
        i nie ma zadnych danych mowiacych ze wyjezdzaja zagranice. Jezeli wyjedzaja to
        po kapital startowy. A zagranice wyjezdzaja pracobiorcy szukajacy roboty. I to
        jest w porzadku i pozytywne bo jest bardzo duzy nadmiar pracobiorcow.

        >Przytoczone przez p. Waldka dane wykazuja,
        > ile jeszcze mamy w dziedzinie uslug do nadrobienia do wyzej rozwinietych
        >krajow. Zas oczekiwanie przez studentow / absolwentow, ze praca do nich
        >przyjdzie, moze byc daremne, jesli nie wezma spraw w swoje rece i przy
        >zachecie odpowiedniego systemu podatkowo - fiskalnego nie zaczna sami
        >troszczyc sie o swoja przyszlosc.

        Tu jest typowy demagogiczny skrot myslowy, haselko z czasow komuny.
        Naprawde jest tak ze za sprawy wezma sie ci ktorzy chca byc PRACODAWCAMI a
        takich niestety jest za malo. Na dodatek nie wezma w "sowje rece" bo do
        stworzenia miejsc pracy potrzebne jest kapital a z tym jest tez ogromny
        problem. Natomiast masa pracobiorcow czeka na prace i jej szuka
        na dodatek narzekajac na pracodawcow. Ta masa jest bardzo duza i obciaza
        system socjalny oraz zwieksza nacisk na rynku pracy. Jezeli poszuka pracy
        na rynku nie tylko w Polsce to wszystkim wyjdzie to na zdrowie.

        > Prosze o wymienienie tych problemow. Ja nie widze zadnych problemow...
        > Rozwarstwienie mamy w Polsce juz w tej chwili mimo kuriozalnego systemu
        > kilkuset roznych podatkow absorbujacych prace aparatu skarbowego...
        > Ja widze same zalety podatku liniowego, zas ktos kto mowi, ze jest on
        > niesprawiedliwy nie zna chyba jego zasad i myli z podatkiem poglownym...

        Zamiast debatowc postawmy proste pytanie: dlaczego podatek liniowy nie byl
        stosowany w krajach rozwinietych? Jezeli jest taki dobry to przeciez logiczne
        byloby ze juz o wiele wczesniej stal by sie norma?
        • tajemniczy.don-pedro Dalszy ciag - do komentator 15.07.03, 16:13
          komentator napisała:

          > Zgadza sie. Wiec ci ludzie musza sie nauczyc na wlasnej skorze ze jak olewaja
          > to niech nie narzekaja ze wladza im sie nie podoba.

          To zaiste ciekawe, ale tu sie zgadzamy... problem polega na tym, ze nie
          wybieraja, ale narzekaja... a na dodatek jak sie pali i wali, to leca do wladzy
          po pomoc (dobrowolna lub wymuszona strajkami).


          > Jest bardzo watpliwe by bylo to jakies specjalne lekarstwo. Oprocz osob
          > nalezacych trzeba by jeszcze zakazac osobom wspolpracujacym i donoszacym,
          > nie?

          sadze wlasnie, ze lekarstwo to jest wlasciwe.
          a wspolpracujacy i donoszacy to juz chyba na mocy obecnej ustawy nie moga?


          > Wlasnie, wystarczy jeszcze troche poczekac i stare pokolenie przejdzie na
          > emeryture. I to bedzie najlepsze rozwiazanie.

          To znaczy mamy czekac, az sie to stare pokolenie juz nachapie i bedzie jeszcze
          gorzej, niz jest teraz? nie sadze, ze to jest najlepsze rozwiazanie, nawet jest
          ono o wiele gorsze. A dlaczego to tak boli, kiedy pisze, ze powinni odejsc w
          polityczny i publiczny niebyt wszyscy czlonkowie PRLowskich partii?


          > Z demagogia "powinni pracowac i placic podatki w Polsce" kryje sie wiara
          > ze praca jest dla kazdego i jest obowiazkowa jak to bylo w komunie.
          > Tymczasem praca w ekonomii rynkowej jest duzym problemem bo po pierwsze rynek
          > jest zawalony towarami i uslugami a po drugie miejsca pracy z ktorych jest
          > zbyt wymagaja inwestycji. Skad wziac na nie kapital?

          "Pluja w twarz, a Pan mowisz, ze deszcz pada" - ciekawe jak dlugo jeszcze
          bedzie Pan/Pani*) na stwierdzenie "patriotyzm" odpowiadac "komuna"? Problem w
          naszej dyskusji polega na tym, ze Pan/Pani*) pisze mi, ze "jest, jak jest" i
          rozklada rece, ja zas staram sie za wszelka cene znalezc na ta sytuacje
          rozwiazanie. Malo sytuacji rozwiazuje sie samo z czekania na rozwiazanie...


          > Oczywiscie ze tak. I tak robia. Tyle ze potencjalnych pracodawcow jest nieduzo

          I tu znow przechodzi Pan/Pani*) nad tym do porzadku dziennego, a ja zadaje
          pytanie: dlaczego jest ich nieduzo, dlaczego nie chca zakladac firm, dlaczego
          nie tworza miejsc pracy. Ja widze odpowiedz - warunki ekonomiczne temu nie
          sprzyjaja. I jesli te warunki sie nie zmienia w krotkim czasie to Pan/Pani*)
          bedzie mogl czekac na poprawe nie kilka, a nawet kilkanascie lat...
          Bo bez poprawy tych warunkow ekonomicznych malo kto decyduje sie na
          zainwestowanie wlasnego kapitalu...


          > Zamiast debatowc postawmy proste pytanie: dlaczego podatek liniowy nie byl
          > stosowany w krajach rozwinietych? Jezeli jest taki dobry to przeciez logiczne
          > byloby ze juz o wiele wczesniej stal by sie norma?

          typowy unik komunistyczny - zamiast odpowiadac na pytanie postawmy inne, w
          druga manke odwracajac kota ogonem. Ale ja zapytam jeszcze raz - prosze o
          podanie, jakie to straszne problemy sa zwiazane z podatkiem liniowym.
          zas odpowiadajac na Pana/Pani*) pytanie - bo te kraje sa juz rozwiniete, nie
          musza gonic gospodarczo nikogo, to my musimy ich gonic i dlatego musimy
          stosowac inne rozwiazania, niz oni!

          mimo wszystko pozdrawiam
          • komentator Do rzeczy 15.07.03, 17:55
            tajemniczy.don-pedro napisał:

            > komentator napisała:
            >
            > > Zgadza sie. Wiec ci ludzie musza sie nauczyc na wlasnej skorze ze jak olew
            > aja to niech nie narzekaja ze wladza im sie nie podoba.
            > To zaiste ciekawe, ale tu sie zgadzamy... problem polega na tym, ze nie
            > wybieraja, ale narzekaja... a na dodatek jak sie pali i wali, to leca do
            > wladzy po pomoc (dobrowolna lub wymuszona strajkami).

            No wlasnie, kazdy chce wydoic kase minimalnym wysilkiem.

            > To znaczy mamy czekac, az sie to stare pokolenie juz nachapie i bedzie
            >jeszcze gorzej, niz jest teraz? nie sadze, ze to jest najlepsze rozwiazanie,
            >nawet jest ono o wiele gorsze. A dlaczego to tak boli, kiedy pisze, ze
            >powinni odejsc w polityczny i publiczny niebyt wszyscy czlonkowie PRLowskich
            >partii?

            To jest rozumowanie na hura. Zaklada ze jak tylko czlonkow nie bedzie to
            przyjda wspaniali geniusze polityczni i bedzie powszechne szczescie.
            Tymczasem jest na odwrot. To co Polsce obecnie grozi to demagogiczni populisci,
            Liga Polskiej Samoobrony przy ktorych obecni politycy to miodzio.

            > "Pluja w twarz, a Pan mowisz, ze deszcz pada" - ciekawe jak dlugo jeszcze
            > bedzie Pan/Pani*) na stwierdzenie "patriotyzm" odpowiadac "komuna"? Problem
            >w naszej dyskusji polega na tym, ze Pan/Pani*) pisze mi, ze "jest, jak jest"
            >i rozklada rece, ja zas staram sie za wszelka cene znalezc na ta sytuacje
            > rozwiazanie. Malo sytuacji rozwiazuje sie samo z czekania na rozwiazanie...

            Rozwiazaniem nie moze byc gadanie 'wszyscy do ciezkiej pracy'. Ludziom musi
            sie mowic ze kazdy ma szukac swojego rozwiazania. Ludziom musza wiedziec o
            koniecznosci podnoszenia swojej wartosci rynkowej i ze nikt nie da kasy za
            darmo. I to wystarczy.

            > I tu znow przechodzi Pan/Pani*) nad tym do porzadku dziennego, a ja zadaje
            > pytanie: dlaczego jest ich nieduzo, dlaczego nie chca zakladac firm,
            >dlaczego nie tworza miejsc pracy. Ja widze odpowiedz - warunki ekonomiczne
            >temu nie sprzyjaja. I jesli te warunki sie nie zmienia w krotkim czasie to
            >Pan/Pani*) bedzie mogl czekac na poprawe nie kilka, a nawet kilkanascie lat...
            > Bo bez poprawy tych warunkow ekonomicznych malo kto decyduje sie na
            > zainwestowanie wlasnego kapitalu...

            Po pierwsze warunki cos tam znacza ale o wiele, wiele powazniejszym problemem
            jest brak kapitalu.

            Po drugie warunki ekonomiczne to przede wszystkim stabilnosc ekonomiczna. W tej
            dziedzinie w Polsce dokonal sie ogromny postep: dobry pieniadz, niska
            inflacja, umiarkowany deficyt platniczy. Jedyne negatywne punkty to sytuacja
            finansow publicznych i zadluzenie zagraniczne. Jezeli nad tymi punktami sie
            popracuje kilka lat to beda stworzone podstawy stabilnej ekonomii.

            W Polsce jest unikalna szansa wstapienia do strefy euro czyli stworzenia
            stabilnosci jaka jest w najbardziej rozwinietych krajach. A jezeli ekonomia
            bedzie miala stabilne podstawy to bedzie sie rozwijala, to jest automat.

            > > Zamiast debatowc postawmy proste pytanie: dlaczego podatek liniowy nie
            > >byl stosowany w krajach rozwinietych? Jezeli jest taki dobry to przeciez
            > > logiczne byloby ze juz o wiele wczesniej stal by sie norma?
            > typowy unik komunistyczny - zamiast odpowiadac na pytanie postawmy inne, w
            > druga manke odwracajac kota ogonem. Ale ja zapytam jeszcze raz - prosze o
            > podanie, jakie to straszne problemy sa zwiazane z podatkiem liniowym.
            > zas odpowiadajac na Pana/Pani*) pytanie - bo te kraje sa juz rozwiniete, nie
            > musza gonic gospodarczo nikogo, to my musimy ich gonic i dlatego musimy
            > stosowac inne rozwiazania, niz oni!

            No wiec konkretnie byly wyliczenia ze przy podatku liniowym bedzie tak ze
            biedne warstwy zaplaca wiecej niz dotychczas 300 zl a zamozni dostana minimum
            20 000 redukcji.

            Kraje rozwiniete tego nie stosowaly bo taki podatek prowadzi do duzych napiec
            spolecznych.

            Poza tym mowiac o generalnej obnizce podatkow pomija sie temat co obciac z
            wydatkow. A nie mowi sie bo jest to politycznie niweygodne. Niestety tak dziala
            demokracja. Politycy wprowadzajacy niepopularne reformy przegrywaja potem
            wybory. A politycy tego nie lubia.
            • tajemniczy.don-pedro Re: Do rzeczy 16.07.03, 10:29
              komentator napisała:

              > No wlasnie, kazdy chce wydoic kase minimalnym wysilkiem.

              to niech doi swoja krowe, ale niech trzyma lapy z daleka od moich podatkow,
              jesli komentator wie, co mam na mysli. Ja chcialbym, zeby z moich podatkow
              pomoc byla udzielana naprawde potrzebujacym, a nie najbardziej krzykliwym.


              > To jest rozumowanie na hura. Zaklada ze jak tylko czlonkow nie bedzie to
              > przyjda wspaniali geniusze polityczni i bedzie powszechne szczescie.
              > Tymczasem jest na odwrot. To co Polsce obecnie grozi to demagogiczni
              > populisci, Liga Polskiej Samoobrony przy ktorych obecni politycy to miodzio.

              nie twierdze, ze nagle znajda sie geniusze, ale niestety, ci wlasnie czlonkowie
              juz wielokrotnie udowodnili, ze nie potrafia. Niech komentator zauwazy, ze
              odejscie czlonkow bylych PRLowskich partii dotknie nie tylko lewice, ale i inne
              formacje pelne 'nawroconych', ktorych jednak latwo skorumpowac lub
              zaszantazowac przeszloscia. Rownoczesnie mozna wykluczyc z zycia publicznego
              osoby, ktore w przeszlosci przeszly konflikt z prawem, co wyeliminuje wiekszosc
              populistow, ktorych komentator tak sie boi.


              > Rozwiazaniem nie moze byc gadanie 'wszyscy do ciezkiej pracy'. Ludziom musi
              > sie mowic ze kazdy ma szukac swojego rozwiazania. Ludziom musza wiedziec o
              > koniecznosci podnoszenia swojej wartosci rynkowej i ze nikt nie da kasy za
              > darmo. I to wystarczy.

              Alez to chyba rozumie sie samo przez sie, ze ja nie proponuje dac wszystkim
              jakies zajecie, jak za komuny. Podobnie jak komentator [coraz wiecej mamy
              zbieznosci w miere postepu dyskusji, to ciekawe wink] uwazam, ze ludzie musza
              byc swiadomi tego, ze praca do nich nie przyjdzie, ze sami musza tej pracy
              szukac, co czasem, a moze i czesto bedzie wiazac sie ze zmiana miejsca pobytu.
              Niestety, kazdy jest kowalem swojego losu.


              > Po pierwsze warunki cos tam znacza ale o wiele, wiele powazniejszym problemem
              > jest brak kapitalu.

              Czy komentator nie widzi, jak rozwija sie caly swiat? Osoby majace pomysl na
              dzialalnosc pozyczaja pieniadze z banku lub funduszu, rozwijaja sie, splacaja
              pozyczke, itp. Przy obecnych warunkach ekonomicznych w Polsce bankom bardziej
              oplaca sie pozyczac pieniadze rzadowi, a nie firmom. I stad bierze sie brak
              kapitalu, o ktorym tak ciagle komentator pisze.


              > No wiec konkretnie byly wyliczenia ze przy podatku liniowym bedzie tak ze
              > biedne warstwy zaplaca wiecej niz dotychczas 300 zl a zamozni dostana minimum
              > 20 000 redukcji.

              za przeproszeniem, ale komentator przytacza czysto teoretyczne wyliczenia, nie
              majace wiele wspolnego z rzeczywistoscia - takie usprawiedliwianie sie
              politykow przed maluczkimi. Likwidacja wszystkich ulg i ustawienie podatku na
              poziomie np. 15% przyniesie ulge wszystkim, zas rzeczywiste dochody do budzetu
              beda wyzsze, niz sie szacuje, gdyz zmniejszy sie szara strefa nie placaca w tej
              chwili nic. Poza tym nie mowi sie o tym, ze w Rosji po wprowadzeniu tego
              podatku niespodziewanie dla rzadzacych wplywy tak wzrosly, ze zamiast deficytu
              w budzecie pojawila sie nadwyzka. Na tym wlasnie polega wyzszosc systemu
              podatku liniowego, ze nikomu nie oplaca sie oszukiwac, bo bardzo latwo jest to
              wykryc.


              > Kraje rozwiniete tego nie stosowaly bo taki podatek prowadzi do duzych napiec
              > spolecznych.

              Do takich napiec prowadzi wprowadzenie podatku poglownego. Jakie napiecia moze
              budzic system podatkowy, w ktorym kazdy placi taka sama czesc swoich dochodow?
              Im kto wiecej zarabia, tym wiecej placi...


              > Poza tym mowiac o generalnej obnizce podatkow pomija sie temat co obciac z
              > wydatkow. A nie mowi sie bo jest to politycznie niweygodne. Niestety tak
              > dziala demokracja. Politycy wprowadzajacy niepopularne reformy przegrywaja
              > potem wybory. A politycy tego nie lubia.

              I znow musze sie zgodzic z komentator [oj, cos za duzo tej zgodnosci zaczyna
              sie robic wink], to sa decyzje polityczne i politycy tego nie lubia. Ale
              swiadczy to tez o odpowiedzialnosci politykow za losy Polski. Bez takich
              niepopularnych decyzji trudno mowic o dobrobycie dla Polski.

              mimo wszystko pozdrawiam
    • tajemniczy.don-pedro Re: Wyjazd z Polski cz. 2 - do Archera 15.07.03, 15:00
      Drogi Panie Archer smile

      > Przepraszam za dluga nieobecnosc i pozostawienie panskiego ostatniego listu
      > bez odpowiedzi.

      nie ma sprawy... ja tez nie codziennie mam wystarczajaco duzo czasu i
      mozliwosci, zeby odpowiadac, co zreszta widac...


      > Czy wyobraza Pan sobie taki nawal roboty, ze nawet majac zalaczony przez caly
      > czas internet, nie ma czasu zajrzec na Wyborcza, a co dopiero na Forum?
      > A gdzie mam taka absorbujaca (i calkiem niezle platna) robote?
      > Za granica.

      No to mi pozostaje Panu pogratulowac z calego serca...


      > Przyznam sie, ze troche ubodlo mnie to traktowanie wyjazdowiczow jak
      > uciekinierow przed splata “zadluzenia” zaciagnietego jakoby wobec panstwa w
      > celu wyedukowania sie.

      Bardzo Pana przepraszam, jesli moje dywagacje odebral Pan tak personalnie, nie
      to bylo moim zamierzeniem, choc chcialbym zwrocic na poczatku uwage, ze
      chodzilo mi nie o osoby, ktore wyjechaly w ogole, a o konkretna grupe obecnych
      studentow, ktorzy koncza studia z zamiarem wyjazdu na stale...


      > Praca, ktora wykonuje jest dokladnie taka sama jak tego amerykanina.
      > Gdzie jest wiec moje 225 tys?

      Moj drogi Panie Archer. Musze przyznac, ze Panski przyklad jest ciekawy i byc
      moze 'z zycia wziety'. Jednak zauwazam kilka niescislosci, napisal Pan bowiem o
      osobniku Y: "W tym czasie odlkada on po 5 tys rocznie i splaca dlug wraz z
      odsetkami." potem jednak przy porownaniu pisze Pan juz, ze ma 280 tys.
      Zakladajac, ze rzeczywiscie odlozyl sobie po 5 tys, rocznie, to po 11 latach ma
      odlozone 55 tys. No i teraz osobnik X - tez na pewno mial koszty stale, wiec
      nie mogl odlozyc wszystkiego, co zarabial, ale moze byl w stanie odlozyc 2,5 -
      moze 3 tys rocznie przy skromnym utrzymaniu. czyli przez 11 lat daje to kwote
      27 - 33 tys. O! teraz to chyba zupelnie inaczej wyglada, prawda? roznica w
      wysokosci 22 - 28 tys. to juz nie jest 225 tys.! na dodatek ta wlasnie roznica
      (moze nawet odrobine wieksza) odzwierciedla przepasc gospodarcza Polski i USA.
      Nic wiecej.
      I jeszcze, jesli to dla Pana malo, Polska musi splacac dlugi zaciagniete
      jeszcze za PRL (czesciowo umorzone, to prawda), powinna reformowac przestarzala
      strukture gospodarcza, prywatyzowac sie... USA nie jest obciazone tego rodzaju
      balastami, stad i roznice w dochodach sa duzo wyzsze...
      I przypomniala mi sie slynna kiedys piosenka Kazika Staszewskiego pt. "Walesa,
      oddaj mi moje 100 milionow"... to mniej wiecej podobny poziom abstrakcji...


      > Taki wlasnie dlug ma u mnie owa spolecznosc. A poniewaz domaganie sie swojego
      > to chyba nie jest rzecz moralnie naganna wiec prosze uprzejmie Narod Polski o
      > zwrot. I jeszcze niech sie cieszy, ze nie zadam procentu.
      > Jak Pan, Panie don-pedro mysli?
      > Zwroci?

      jesli by to ode mnie zalezalo, to uwazam, ze moglaby Panu zwrocic... w postaci
      udzialu w zadluzonej hucie czy kopalni... a czy Pan chcialby to przyjac? Prosze
      oczywiscie nie odbierac tego personalnie, ale caly czas staram sie na Forum
      uzmyslowic wszystkim, ze w 1989 dostalismy Polske teoretycznie wolna, ale w
      fatalnym stanie, zrujnowana gospodarke przez czerwonych towarzyszy, ktorzy
      przemalowali sie na rozowo i teraz udaja niewinnych, ze to nie oni, to PZPR.
      I na dodatek staraja sie jeszcze uszczknac, co sie da z tego, co pozostalo.
      Przepraszam, ale tego typu postepowanie uwazam za wysoce szkodliwe dla Polski,
      swiadczy to wyjatkowej perfidii osob uprawiajacych ten proceder i w
      przeciwienstwie do ich oswiadczen podwaza w watpliwosc ich patriotyzm i bycie
      Polakami, dbajacymi o dobro Polski na dodatek.


      > A jezeli nie zwroci to niech chociaz nie wypisuje ze emigracja ma w stosunku
      > do niego jakis dlug.

      jeszcze raz podkreslam, ze chodzilo mi tylko i wylacznie o moralne postawy
      obecnych studentow i to nie w kontekscie jakichs konkretnych pieniedzy. Jedyne,
      czego moglbym oczekiwac od emigracji to to, ze w przyplywie patriotycznego
      uniesienia przyjada do Polski, aby wspolnie wykurzyc pogrobowcow komuny i pomoc
      budowac nowa, silna Polske wink


      > A jak sie juz ktos wylamie, i sie z tej grupy w koncu wyrwie (za komuny) czy
      > odejdzie (teraz), to zaraz pojawiaja sie komentarze na temat watpliwego
      > patriotyzmu takiej jednostki

      Choc Pana argumentacja jest przekonujaca, nie moge sie z nia zgodzic w calosci.
      Pan widzi wylamanie sie z grupy, z hegemonii "azjatyckiego kolektywizmu"
      jedynie poprzez wyjazd z kraju... Ja natomiast staram sie (choc wiem, ze to
      czasem trudno zrozumiec) prowadzic 'filozofie jednostki' tu na miejscu.
      Niestety nie jest latwo, ale staram sie i jakos mi na razie wychodzi. Byc moze
      w samozadowoleniu staram sie ukryc zal, ze po 14 latach nadal daleko nam do
      standardow swiatowych, ze miast naprawiac Polske kolejne ekipy rzadzace tylko
      ja rozkradaja.... No coz, nobody's perfect.
      Zas patriota mozna byc niezaleznie od miejsca zamieszkania, choc nie ukrywam,
      ze mieszkajac na miejscu moze nieco trudniej...

      Ach - i jeszcze jedno... przeciez w krajach zachodnich panuje rowniez swego
      rodzaju kolektywizm, jest on znacznie mniejszy niz tu, to prawda, ale jest. I
      oni tez sa patriotami, tez walcza o swoje (vide ostatnie przpychanki na linii
      Niemcy - Wlochy). Czy idee komunizmu Marksa i Engelsa powstawaly w Azji? Tam
      tylko zostaly skuteczniej wypaczone... Utopijna idea wiecznej szczesliwosci w
      tej czy innej formie towarzyszy ludzkosci od dawien dawna. Ktoz by nie chcial
      pracowac wtedy kiedy ma na to ochote, robic to, na co ma ochote, zas brac
      wtedy, kiedy potrzebuje...

      pozdrawiam serdecznie...
      • nazi_pig za dwa pomidory 15.07.03, 15:36
        i pol kilo gruszek
        -
        PISZEM BO MUSZEM!
        TajemniczyDonPedro

        God Speed to You (ty ch.u)!


    • tajemniczy.don-pedro Re: Wyjazd cz. 2 - do 'soup_nazi' i 'waldek.usa' 15.07.03, 15:38
      Panowie,

      widze, ze dyskusja sprowadza sie do dwoch spojrzen na tych biednych studentow,
      ktorzy byli wyjsciem do dyskusji. Oczywiscie, wszyscy potwierdzaja, ze gdyby
      studia byly platne, to 'no problem', kazdy sam decyduje o tym, co robi po.
      Natomiast przy studiach bezplatnych kwestia wyjazdu tuz po nich sciera dwa
      spojrzenia:

      "A niech jedzie, to spryciarz jest, tak okpil glupia wladze, ktora mu te studia
      zafundowala" lub "a niech jedzie, bedzie jednej geby mnie do wyzywienia w
      naszym ubogim kraju" - takie widzenie problemu przypomina mi wlasnie mentalnosc
      za czasow komuny, kiedy pojecie 'wspolna wlasnosc' oznaczala tak
      naprawde 'niczyja wlasnosc, komunistyczna'. Ja rowniez postepowalem wedlug
      zasady "im gorzej tym lepiej' liczac jednak w duchu na wczesniejszy czy
      pozniejszy upadek komuny.

      Zas spojrzenie "dostal studia za darmo w prezencie od Polski, moze niech sie
      poczuje Polakiem, patriota i pracuje troche w kraju wzbogacajac Polske swoim
      podatkiem" - z niezrozumialych dla mnie przyczyn jest przez wszystkich
      wysmiewane. Abstrahujac od komunistycznych w swej istocie porownan do dawnej
      epoki PRL uwazam, ze chocby poczucie wlasnie patriotyzmu powinno powodowac chec
      pracy w Polsce. Wiem, ze tego typu myslenie nie jest popularne, dla niektorych
      traci archaizmem, dla niektorych jest smieszne, ale niestety nie widze innej
      drogi do budowy zdrowej, silnej Polski jak poprzez wlasnie prace, prace i
      jeszcze raz prace, a na dodatek przez mowienie prawdy o ludziach wladzy zadnych
      wlasnego dobrobytu, a nie dobrobytu Polski.

      Panowie, jesli mamy byc dumni z Polski, z bycia Polakami, nie ma innej drogi,
      niz znana przeciez Panom droga przez ciezka prace. Nikt nam nic nie da na ladne
      oczy, jesli sami tego nie wypracujemy.

      I stad bierze sie moje przekonanie o dwuznacznej postawie moralnej tego typu
      wyjazdow z Polski po studiach.
      Jeszcze raz podkresle, ze nie oceniam w ten sposob wczesniejszych wyjazdow za
      czasow komuny, wtedy sprawy polityczne mialy nieco inny wydzwiek. I nie mam
      zamiaru od nikogo dopominac sie gotowki za wyksztalcenie czy za inne darmowe
      bilety na PKP itp. wink

      pozdrawiam serdecznie
      • waldek.usa Re: Wyjazd cz. 2 - do 'soup_nazi' i 'waldek.usa' 15.07.03, 16:26
        tajemniczy.don-pedro napisał:

        > Panowie,
        >
        > widze, ze dyskusja sprowadza sie do dwoch spojrzen na tych biednych
        studentow,
        > ktorzy byli wyjsciem do dyskusji. Oczywiscie, wszyscy potwierdzaja, ze gdyby
        > studia byly platne, to 'no problem', kazdy sam decyduje o tym, co robi po.
        > Natomiast przy studiach bezplatnych kwestia wyjazdu tuz po nich sciera dwa
        > spojrzenia:
        >
        > "A niech jedzie, to spryciarz jest, tak okpil glupia wladze, ktora mu te
        studia
        >
        > zafundowala" lub "a niech jedzie, bedzie jednej geby mnie do wyzywienia w
        > naszym ubogim kraju" - takie widzenie problemu przypomina mi wlasnie
        mentalnosc
        >
        > za czasow komuny, kiedy pojecie 'wspolna wlasnosc' oznaczala tak
        > naprawde 'niczyja wlasnosc, komunistyczna'. Ja rowniez postepowalem wedlug
        > zasady "im gorzej tym lepiej' liczac jednak w duchu na wczesniejszy czy
        > pozniejszy upadek komuny.
        >
        > Zas spojrzenie "dostal studia za darmo w prezencie od Polski, moze niech sie
        > poczuje Polakiem, patriota i pracuje troche w kraju wzbogacajac Polske swoim
        > podatkiem" - z niezrozumialych dla mnie przyczyn jest przez wszystkich
        > wysmiewane. Abstrahujac od komunistycznych w swej istocie porownan do dawnej
        > epoki PRL uwazam, ze chocby poczucie wlasnie patriotyzmu powinno powodowac
        chec
        >
        > pracy w Polsce. Wiem, ze tego typu myslenie nie jest popularne, dla
        niektorych
        > traci archaizmem, dla niektorych jest smieszne, ale niestety nie widze innej
        > drogi do budowy zdrowej, silnej Polski jak poprzez wlasnie prace, prace i
        > jeszcze raz prace, a na dodatek przez mowienie prawdy o ludziach wladzy
        zadnych
        >
        > wlasnego dobrobytu, a nie dobrobytu Polski.
        >
        > Panowie, jesli mamy byc dumni z Polski, z bycia Polakami, nie ma innej drogi,
        > niz znana przeciez Panom droga przez ciezka prace. Nikt nam nic nie da na
        ladne
        >
        > oczy, jesli sami tego nie wypracujemy.
        >



        Popieram

        "...Pracowac trzeba jak cholera
        albosmy to jacy - tacy
        wiecej Osmanczyka, mniej Grottgera
        i wszystko bedzie cacy..."

        Niekoniecznie Osmanczyk czy Grottger smile



        > I stad bierze sie moje przekonanie o dwuznacznej postawie moralnej tego typu
        > wyjazdow z Polski po studiach.
        > Jeszcze raz podkresle, ze nie oceniam w ten sposob wczesniejszych wyjazdow za
        > czasow komuny, wtedy sprawy polityczne mialy nieco inny wydzwiek. I nie mam
        > zamiaru od nikogo dopominac sie gotowki za wyksztalcenie czy za inne darmowe
        > bilety na PKP itp. wink
        >
        > pozdrawiam serdecznie


        Ja wlasnie tak wyjechalem.
        Jakkolwiek i tu cytuje siebie:

        "...zaciaganie pozyczki i splacanie jest zupelnie normalne w cywilizowanym
        swiecie. Ja za moje studia w PRL nie placilem, bo byly za darmo.
        Dac komus cos za darmo, badz w prezencie, jest fajne i jest jego "for keeps".
        Ale pojechac sobie i to cos zatrzymac - to juz nie jest fajne? Gdzie tu sens?
        Jezeli ja Tobie, soup_nazi, dam french onion soup za darmo, to ja nie mam prawa
        stawiac warunkow gdzie Ty ja mozesz spalaszowac, badz oczekiwac ze mi w
        przyszlosci np. oddasz "skladniki spozywcze" do kolejnej f. o. s. Owszem
        odwdzieczyc sie jest mile, ale nie powinno to byc oczekiwane. W moim przypadku
        zdarzylo mi sie bezinteresownie pomoc wielu osobom i nigdy nie oczekiwalem
        wiecej niz "dziekuje". Pomagalem rowniez z racji pracy i wtedy otrzymywalem za
        to wynagrodzenie.

        Welcome back!
        Pozdrowienia
      • komentator Kolektywna glowa 15.07.03, 16:45
        tajemniczy.don-pedro napisał:

        > widze, ze dyskusja sprowadza sie do dwoch spojrzen na tych biednych
        >studentow, ktorzy byli wyjsciem do dyskusji. Oczywiscie, wszyscy
        >potwierdzaja, ze gdyby studia byly platne, to 'no problem', kazdy sam
        >decyduje o tym, co robi po. Natomiast przy studiach bezplatnych kwestia
        >wyjazdu tuz po nich sciera dwa spojrzenia: "A niech jedzie, to spryciarz
        >jest, tak okpil glupia wladze, ktora mu te studia zafundowala" lub "a niech
        >jedzie, bedzie jednej geby mnie do wyzywienia w naszym ubogim kraju" - takie
        >widzenie problemu przypomina mi wlasnie mentalnosc za czasow komuny, kiedy
        >pojecie 'wspolna wlasnosc' oznaczala tak naprawde 'niczyja wlasnosc,
        >komunistyczna'.

        Haha, tu widac wlasnie komunistyczna szkole: ludzie maja byc czyjas wlasnoscia.

        Mowa jest tutaj o elementarnych sprawach ale jak widac tego wytlumaczyc sie
        nie da jesli w glowie jest kolektywne myslenie.

        > Ja rowniez postepowalem wedlug zasady "im gorzej tym lepiej' liczac jednak w
        >duchu na wczesniejszy czy pozniejszy upadek komuny.

        To znaczy co?

        > Zas spojrzenie "dostal studia za darmo w prezencie od Polski, moze niech sie
        > poczuje Polakiem, patriota i pracuje troche w kraju wzbogacajac Polske swoim
        > podatkiem" - z niezrozumialych dla mnie przyczyn jest przez wszystkich
        > wysmiewane. Abstrahujac od komunistycznych w swej istocie porownan do dawnej

        Powtorzmy jeszcze raz. Gadanie o darmowych studiach i zwiazanych z tym
        moralnych i innych obowiazkach jest typowym komunistycznym zlepkiem myslowym.
        Dalsza konsekwencja tego zlepku bylo komunistyczne zabranianie wyjazdow
        zagranice i obowiazek pracy. Mowilo sie slusznie wtedy o obozie komunistycznym.


        > epoki PRL uwazam, ze chocby poczucie wlasnie patriotyzmu powinno powodowac
        > chec pracy w Polsce. Wiem, ze tego typu myslenie nie jest popularne, dla
        > niektorych traci archaizmem, dla niektorych jest smieszne, ale niestety nie
        > widze innej drogi do budowy zdrowej, silnej Polski jak poprzez wlasnie
        > prace, prace i jeszcze z prace, a na dodatek przez mowienie prawdy o l
        > udziach wladzy zadnych wlasnego dobrobytu, a nie dobrobytu Polski.

        Tu widac szkole tow. Gierka, brawo!

        > Panowie, jesli mamy byc dumni z Polski, z bycia Polakami, nie ma innej
        >drogi, niz znana przeciez Panom droga przez ciezka prace. Nikt nam nic nie da
        >na ladne oczy, jesli sami tego nie wypracujemy.

        To sa cytaty z Trybuny Ludu.

        > I stad bierze sie moje przekonanie o dwuznacznej postawie moralnej tego typu
        > wyjazdow z Polski po studiach.

        Powtorzmy po raz n-ty. W ekonomii rynkowej praca jest towarem i toczy sie o ten
        towar gra miedzy pracodawcami i pracobiorcami. Praca w ekonomii rynkowej nie
        bierze sie z woli partii tylko z mechanizmu ekonomicznego. Jezeli jest nadmiar
        podazy na rynku to nie ma zbytu i ceny sa slabe. Co maja robic pracobiorcy w
        tej sytuacji, karmic sie demagogia w powyzszym stylu? Siedziec i czekac albo
        zebrac o prace?

        Gadanie o koniecznosci ciezkiej pracy to komuna zywcem z rogami i kopytami.
        Przeciez w ekonomii rynkowej ilosc pracy dostepnej jest ograniczona popytem.
        Wobec tego co maja robic ci pracobiorcy na ktorych sile robocza nie ma
        zapotrzebowania?

        Jezeli sie nie zrozumie ze tacy pracobiorcy, po studiach czy bez wyjada to
        w ten sposob zmniejsza nacisk na rynku i orza odciaza system socjalny oraz
        ze studia w tym wzgledzie beda pomocne bo latwiej bedzie im wyjechac to
        znaczy ze ma sie kolektywna glowe. W przeciwnym razie najlepiej byloby miec
        ciemna "patriotyczna" mase siedzaca na miejscu w Polsce i domagajaca sie
        zasilkow na zycie.
        • nazi_pig Komentator, 15.07.03, 19:18
          Jestes inteligentnym facetem co widac jak przelotnie czytam twoje teksty
          (bardzo przelotnie). Powiedz, co ci daje czytanie tego pogietego fagasa
          TajemniczegoDonPdero a co wiecej, odpowiadanie mu? Serio, moze bys napisal cos
          krotszego bo zaczynam sie bac otwierac twoje watki.
        • tajemniczy.don-pedro Re: Kolektywna glowa 16.07.03, 10:57
          komentator napisała:

          > Haha, tu widac wlasnie komunistyczna szkole: ludzie maja byc czyjas
          > wlasnoscia.

          niech komentator nie wklada w moje usta slow, ktorych nie powiedzialem...


          > To znaczy co?

          'bierny opor' i 'emigracja wewnetrzna' - jesli komentator ma tyle lat, zeby to
          pamietac.


          > Powtorzmy jeszcze raz. Gadanie o darmowych studiach i zwiazanych z tym
          > moralnych i innych obowiazkach jest typowym komunistycznym zlepkiem myslowym.
          > Dalsza konsekwencja tego zlepku bylo komunistyczne zabranianie wyjazdow
          > zagranice i obowiazek pracy. Mowilo sie wtedy o obozie komunistycznym.

          jeszcze raz powtorze, niech komentator nie wklada w moje usta slow, ktorych nie
          powiedzialem... w calej tej dywagacji na temat rzekomo bezplatnych studiow
          chodzi mi o to, ze jako placacy podatki Polak mam chyba prawo domagac sie, zeby
          pieniadze z podatkow byly racjonalnie wydawane. nie jest dla mnie racjonalnym
          wydatkiem zafundowanie studiow komus, kto zaraz wyjezdza za granice. i tylko
          to. tak samo, jak nie uwazam za racjonalne wydatki na pokrycie dlugow hut,
          kopalni, stoczni, itp. reliktow przeszlosci komunistycznej, ktore musimy jako
          spoleczenstwo utrzymywac wbrew logice ekonomicznej.


          > Powtorzmy po raz n-ty. W ekonomii rynkowej praca jest towarem i toczy sie o
          > ten towar gra miedzy pracodawcami i pracobiorcami. Praca w ekonomii rynkowej
          > nie bierze sie z woli partii tylko z mechanizmu ekonomicznego.

          Tez uwazam, ze praca powinna byc towarem. Ale niech komentator mi w takim razie
          wytlumaczy, gdzie podzialy sie komentatora mechanizmy rynkowe w przypadku
          kopalni, stoczni, hut, rolnikow, PKP itp. reliktow przeszlosci? Jak wszyscy
          stosuja mechanizmy rynkowe to wszyscy. Dlaczego z moich podatkow nalezy
          utrzymywac takie relikty?


          > Gadanie o koniecznosci ciezkiej pracy to komuna zywcem z rogami i kopytami.
          > Przeciez w ekonomii rynkowej ilosc pracy dostepnej jest ograniczona popytem.
          > Wobec tego co maja robic ci pracobiorcy na ktorych sile robocza nie ma
          > zapotrzebowania?

          To widac co robia... Stocznia Szczecinska, PKP, gornicy... na ich prace nie ma
          zapotrzebowania, ale jednak komentatora i L. Millera wladza ich zadowala i
          uspokaja z moich podatkow.


          > Jezeli sie nie zrozumie ze tacy pracobiorcy, po studiach czy bez wyjada to
          > w ten sposob zmniejsza nacisk na rynku i orza odciaza system socjalny oraz
          > ze studia w tym wzgledzie beda pomocne bo latwiej bedzie im wyjechac to
          > znaczy ze ma sie kolektywna glowe. W przeciwnym razie najlepiej byloby miec
          > ciemna "patriotyczna" mase siedzaca na miejscu w Polsce i domagajaca sie
          > zasilkow na zycie.

          Komentator ma najwidoczniej jakies klapki na oczach i nie widzi, ze wlasnie w
          tej chwili ulubiona przez komentator wladza w Poslce tak postepuje, ze z moich
          podatkow zaspokaja i ucisza te mase, zeby choc jeszcze do wyborow dotrwac, a
          potem wiedzac, ze i tak przegraja, niech sie wali... to juz nie za 'naszej
          kadencji' - wtedy komentator i inni beda mogli krytykowac tych, ktorzy dla
          naprawy sytuacji beda zmuszeni wprowadzac niepopularne politycznie decyzje.

          mimo wszystko pozdrawiam
    • don.badylios Re: Wyjazd z Polski cz. 2 15.07.03, 19:52
      Smieszne sa te dywagacje na temat bezplatnosci studiw czy
      szkonictwa wogole.
      Za to wszystko sie placi podatkami. Nie ma nic za darmo
      nigdzie. To ze ktos nie musi wyjac z kieszenie iles tam
      pieniedzy to wcale nie znaczy ze tego nie zrobil
      wczesniej on czy jego rodzina.
      • tajemniczy.don-pedro Re: Wyjazd - do don.badylios 16.07.03, 10:00
        don.badylios napisał:

        > Smieszne sa te dywagacje na temat bezplatnosci studiw czy
        > szkonictwa wogole.
        > Za to wszystko sie placi podatkami. Nie ma nic za darmo
        > nigdzie. To ze ktos nie musi wyjac z kieszenie iles tam
        > pieniedzy to wcale nie znaczy ze tego nie zrobil
        > wczesniej on czy jego rodzina.

        Nigdy nie twierdzilem, ze ze studia sa bezplatne w ogole... sa one bezplatne
        dla danego studenta, ktory nie placi za nie swoimi pieniedzmi.
        Oczywiscie, ze za tego typu rzeczy placi sie z podatkow - szkolnictwo, sluzba
        zdrowia, policja, wojsko, administracja panstwowa, itp.
        I jako wzorowy Polak placacy podatki mam chyba prawo do domagania sie, zeby te
        podatki byly wydawane racjonalnie, oczywiscie racjonalnie dla Polski.
        Dlatego zaplacenie przez budzet z naszych podatkow za studia osoby, ktora
        natychmiast po tym wyjedzie za granice uwazam za nieracjonalne z punktu
        widzenia dobra Polski.
        pozdrawiam
        • komentator Dobro 16.07.03, 12:53
          tajemniczy.don-pedro napisał:

          > Nigdy nie twierdzilem, ze ze studia sa bezplatne w ogole... sa one bezplatne
          > dla danego studenta, ktory nie placi za nie swoimi pieniedzmi.
          > Oczywiscie, ze za tego typu rzeczy placi sie z podatkow - szkolnictwo,
          > sluzba zdrowia, policja, wojsko, administracja panstwowa, itp.
          > I jako wzorowy Polak placacy podatki mam chyba prawo do domagania sie, zeby
          > te podatki byly wydawane racjonalnie, oczywiscie racjonalnie dla Polski.
          > Dlatego zaplacenie przez budzet z naszych podatkow za studia osoby, ktora
          > natychmiast po tym wyjedzie za granice uwazam za nieracjonalne z punktu
          > widzenia dobra Polski.

          "Dobro Polski" czy "racjonalne dla Polski" to sa haselka ktore latwo moga byc
          naduzywane przez demagogow i debili. A wiec z takimi haselkami trzeba byc
          bardzo ostroznym bo nie wiadomo co sie za nimi kryje. Bo np. gornicy mowia ze
          kopia wegiel dla "dobra Polski", kolejarze ze woza ten wegiel tez dla tego
          "dobra" a hutnicy na dodatek wytapiaja na nim stal tez dla "dobra" i na
          dodatek wszyscy placa podatki "dla Polski". Wszyscy wiec robia miodek dla
          dobra tylko ze razem pachnie to czystym g...

          Natomiast masz prawo do domagania sie by twoje podatki byly wydawane zgodnie
          z twoimi zyczeniami bo chodzi tu twoj interes czyli TWOJE dobro. I to jest
          dobre ale w demokracji musisz zebrac swoja kupe ludzi zeby swoj interes
          przeforsowac.

          A wiec jesli nie podoba ci sie placenie za studia z pieniedzy podatnikow
          glosuj na partie ktora jest przeciw. Tylko ze takiej partii chyba nie ma?
          Bo sprawa bylaby totalnie niepopularna.

          Natomiast od strony rachunkowej czy studia powinny byc platne czy nie z
          tego powodu ze ktos pojedzie zagranice sprawa ma wiele znakow zapytania,
          tylko w kolektywnym mozdzku jest prosciutka:

          1. Wprowadzenie oplat za studia zredukowaloby mozliwosci przynajmniej
          dla niektorych. Wobec tego zwiekszylyby sie ich szanse na to ze beda
          siedziec na miejscu i obciazac system socjalny.

          2. Jezeli ludzie maja placic za studia ze wzgledu na "dobro Polski" to
          moze tez nalezaloby im zapewnic prace po studiach dla tego dobra?
          Czyli wrocic do komuny?

          3. W sytuacji powaznego nadmiaru pracobiorcow, ich wyksztalcenie i
          wyjazd moze sie oplacac netto podatnikom! Dlaczego? Otoz nadmiar
          sily roboczej powoduje ze czesc tych ludzi bedzie domagala sie zasilkow
          i obciazala system socjalny na rozne sposoby. Poza tym nadmierna podaz
          obniza cene pracy co powoduje mniej racjonalna ekonomie i mniejsze
          podatki. Dlatego jezeli czesc ludzi sie wyksztalci co pomoze im
          znalezc prace na rynku swiatowym a przez to odciazy rynek krajowy
          netto moze byc nawet zyskowne dla podatnikow jezeli alternatywa jest
          by ludzie nie mieli pracy i byli obciazeniem. Do tego mozna dodac ze
          wyjazdy nie sa tylko droga w jedna strone. Ludzie wyjezdzaja, przyjezdzaja,
          rozwijaja interesy itd.

          4. Nie zaobserwowano dotad zadnych realnych strat przez to ze ktos wyjechal.
          Wynika to po prostu z tego ze sily roboczej jest od metra i ze nie ma ludzi
          niezastapionych. Jezeli gdzies sily roboczej brakuje to na dodatek mozna
          ja zaimportowac. Dobrym przykladem sa Kanada czy Australia z ktorych stale
          ludzie wyjezdzaja do USA. Nie ma z tym zadnego problemu bo na ich miejsce
          kraje te ma swoj wlasny program imigracyjny wiec ludzi nie brakuje.

          W koncu oczywiscie mozna sie zgodzic by studia byly chocby czesciowo platne,
          podobnie jak opieka medyczna chociaz w modelu europejskim jest to niemile
          widziane. Ale realia moga do tego zmusic wiec caly problem sie skonczy.
          • waldek.usa Re: Dobro 16.07.03, 15:26
            komentator napisała:

            > tajemniczy.don-pedro napisał:
            >



            Jezeli gdzies sily roboczej brakuje to na dodatek mozna
            > ja zaimportowac. Dobrym przykladem sa Kanada czy Australia z ktorych stale
            > ludzie wyjezdzaja do USA. Nie ma z tym zadnego problemu bo na ich miejsce
            > kraje te ma swoj wlasny program imigracyjny wiec ludzi nie brakuje.
            >

            > U mnie w firmie pracuja dwie osoby z Australii, jedna z NZ, jedna z Kanady
            oraz jedna osoba z Niemiec.
            Pzdr.
          • tajemniczy.don-pedro Dobro, ale w imie czego? 17.07.03, 12:45
            komentator napisała:

            > "Dobro Polski" czy "racjonalne dla Polski" to sa haselka ktore latwo moga byc
            > naduzywane przez demagogow i debili. A wiec z takimi haselkami trzeba byc
            > bardzo ostroznym bo nie wiadomo co sie za nimi kryje. Bo np. gornicy mowia ze
            > kopia wegiel dla "dobra Polski", kolejarze ze woza ten wegiel tez dla tego
            > "dobra" a hutnicy na dodatek wytapiaja na nim stal tez dla "dobra" i na
            > dodatek wszyscy placa podatki "dla Polski". Wszyscy wiec robia miodek dla
            > dobra tylko ze razem pachnie to czystym g...

            Ha! Propaganda rodem z PRL sie klania, komentator tu przytacza wlasnie
            wszystkie negatywne przyklady... 'racjonalne dla Polski' sa takie dzialania,
            ktore przynosza wynik 'na plus' zamiast 'na minus'. Czy naprawde musimy wszyscy
            dokladac do kopalni, ktore nie dosc, ze nie chca sie zrestrukturyzowac, to
            jeszcze na dodatek nie placa podatkow, ZUS itp... Kolejarze zamiast rozejrzec
            sie za dochodowa dzialnoscia z tranzytu TIRow przez Polske i tu lobbowac rzad o
            wsparcie, chca zachowac 'status quo' czyli zebysmy my do nich doplacali... W
            imie czego, ja sie pytam? Wolalbym, zeby z moich podatkow dofinansowac policje,
            zawodowa armie i wspomagac z opieki spolecznej osoby naprawde tego potrzebujace.


            > 1. Wprowadzenie oplat za studia zredukowaloby mozliwosci przynajmniej
            > dla niektorych. Wobec tego zwiekszylyby sie ich szanse na to ze beda
            > siedziec na miejscu i obciazac system socjalny.

            czesc studiow juz w tej chwili jest platna (zoczne, wieczorowe, itp. wymysly) i
            wcale nie redukuje sie w ten sposob mozliwosci. Wbrew przeciwnie - wprowadzenie
            pelnej odplatnosci za studia zapewniloby odpowiednie dochody do pokrycia
            kosztow czesnego osob zdolnych, ale biednych, moznaby w koncu uruchomic system
            stypendiow z prawdziwego zdarzenia...


            > 2. Jezeli ludzie maja placic za studia ze wzgledu na "dobro Polski" to
            > moze tez nalezaloby im zapewnic prace po studiach dla tego dobra?
            > Czyli wrocic do komuny?

            komunistyczna demagogia - nie mieszajmy pojec, jedno nie ma z drugim nic
            wspolnego


            > 3. W sytuacji powaznego nadmiaru pracobiorcow, ich wyksztalcenie i
            > wyjazd moze sie oplacac netto podatnikom! Dlaczego? Otoz nadmiar
            > sily roboczej powoduje ze czesc tych ludzi bedzie domagala sie zasilkow
            > i obciazala system socjalny na rozne sposoby.

            Kto, kto zaplaci za studia, a zwlaszcza z kredytu bedzie chcial jak najszybciej
            znalezc prace, by ten kredyt splacic... wtedy moze szukac tej pracy tam, gdzie
            bedzie chcial, rowniez za granica...


            > 4. Nie zaobserwowano dotad zadnych realnych strat przez to ze ktos wyjechal.

            Przeciez nikt chyba nie prowadzil takiej statystyki, wiec skad wiadomo, ze nie?


            > W koncu oczywiscie mozna sie zgodzic by studia byly chocby czesciowo platne,
            > podobnie jak opieka medyczna chociaz w modelu europejskim jest to niemile
            > widziane. Ale realia moga do tego zmusic wiec caly problem sie skonczy.

            Ano wlasnie, system europejski sie chyba nie sprawdza, bo problemy z
            nadmiernymi wydatkami socjalnymi przezywaja wszystkie kraje EU. A czy
            komentator nie zauwazyl, ze w Polsce juz w tej chwili mamy czesciowa odplatnosc
            za opieke medyczna? Owe slynne 0,75% skladki, ktorej nie mozna odliczyc od
            podatkow? To juz o tym komentator nie pamieta - jak zreszta i inni decydenci
            planujacy niekonczaca sie reforme sluzby zdrowia pod haslem: "Co zrobic, zeby z
            kieszeni pacjentow wyciagnac jak najwiecej pieniedzy tak, aby tego nie
            zauwazyli"...

            pomyslnosci
            • komentator Co jest racjonalne 17.07.03, 14:51
              tajemniczy.don-pedro napisał:

              > Ha! Propaganda rodem z PRL sie klania, komentator tu przytacza wlasnie
              > wszystkie negatywne przyklady... 'racjonalne dla Polski' sa takie dzialania,
              > ktore przynosza wynik 'na plus' zamiast 'na minus'.

              Hehe, tylko kto wydaje wyrok co jest racjonalne dla Polski i jakie dzialania
              daja wynik na plus?

              >Czy naprawde musimy wszyscy dokladac do kopalni, ktore nie dosc, ze nie chca
              >sie zrestrukturyzowac, to jeszcze na dodatek nie placa podatkow, ZUS itp...
              >Kolejarze zamiast rozejrzec sie za dochodowa dzialnoscia z tranzytu TIRow
              >przez Polske i tu lobbowac rzad o wsparcie, chca zachowac 'status quo' czyli
              >zebysmy my do nich doplacali... W imie czego, ja sie pytam?

              Oni na pewno mowia ze robia dla "dobra Polski" hehe.


              > > 1. Wprowadzenie oplat za studia zredukowaloby mozliwosci przynajmniej
              > > dla niektorych. Wobec tego zwiekszylyby sie ich szanse na to ze beda
              > > siedziec na miejscu i obciazac system socjalny.
              > czesc studiow juz w tej chwili jest platna (zoczne, wieczorowe, itp.
              >wymysly) i wcale nie redukuje sie w ten sposob mozliwosci. Wbrew przeciwnie -
              >wprowadzenie pelnej odplatnosci za studia zapewniloby odpowiednie dochody do
              >pokrycia kosztow czesnego osob zdolnych, ale biednych, moznaby w koncu
              >uruchomic system stypendiow z prawdziwego zdarzenia...

              Moze tak byc. Trzeba by jednak zrobic dokladne badania strat i zyskow.
              Z drugiej strony jest bardzo prawdopodobne ze przynajmniej czesciowa
              odplatnosc za studia bedzi wprowadzona.

              > > 2. Jezeli ludzie maja placic za studia ze wzgledu na "dobro Polski" to
              > > moze tez nalezaloby im zapewnic prace po studiach dla tego dobra?
              > > Czyli wrocic do komuny?
              > komunistyczna demagogia - nie mieszajmy pojec, jedno nie ma z drugim nic
              > wspolnego

              No jak to przeciez oplaty maja byc po to zeby ludzie nie wyjezdzali.


              > > 3. W sytuacji powaznego nadmiaru pracobiorcow, ich wyksztalcenie i
              > > wyjazd moze sie oplacac netto podatnikom! Dlaczego? Otoz nadmiar
              > > sily roboczej powoduje ze czesc tych ludzi bedzie domagala sie zasilkow
              > > i obciazala system socjalny na rozne sposoby.
              > Kto, kto zaplaci za studia, a zwlaszcza z kredytu bedzie chcial jak
              >najszybciej znalezc prace, by ten kredyt splacic... wtedy moze szukac tej
              >pracy tam, gdzie bedzie chcial, rowniez za granica...

              Zgadza sie, wiec platne studia beda dodatkowym bodzcem do wyjazdu czyli
              haselko "praca dla dobra" stanie sie jeszcze bardziej absurdalne...

              > > 4. Nie zaobserwowano dotad zadnych realnych strat przez to ze ktos wyjecha
              > l.Przeciez nikt chyba nie prowadzil takiej statystyki, wiec skad wiadomo, ze
              >nie?

              O tym swiadcza przyklady innych krajow ktore przeszly przez etap wysokiej
              emigracji.

              > Ano wlasnie, system europejski sie chyba nie sprawdza, bo problemy z
              > nadmiernymi wydatkami socjalnymi przezywaja wszystkie kraje EU. A czy

              Oczywiscie ze tak jest. W calej dyskusji chodzi o to jakich argumentow
              uzywac a nie czy studia maja byc platne czy nie. Argument ze powodem
              wprowadzenia platnosci sa wyjazdy zagranice jest demagogia. Argumenty
              ekonomiczne sa jak najbardziej rozsadne i mozna je analizowc na podstawie
              strat i zyskow. Ale studia sa tylko i tak malym pryszczem w stosunku do
              znacznie potezniejszych spraw jak gornicy czy hutnicy wiec zamiast zawracac
              glowe duperelami o studiach lepiej najpierw zabrac sie za te duze sprawy.
              • tajemniczy.don-pedro a wiec do spraw powaznych... 17.07.03, 15:29
                komentator napisała:

                > Hehe, tylko kto wydaje wyrok co jest racjonalne dla Polski i jakie dzialania
                > daja wynik na plus?

                nadal zachecam komentator do krotkiego kursu ekonomii, ale tej prawdziwej,
                nie 'socjalistycznej'. Wyrok taki wydaje ekonomia, rachunkowosc, matematyka!
                Jesli aktywnosc gospodarcza przynosi straty zamiast zyskow, to znaczy, ze jej
                dzialania daja wynik 'na minus', czyz nie? jesli ktos pobiera pieniadze z
                budzetu i nie daje nic w zamian, to jest wynik 'na minus', itp...


                > Oni na pewno mowia ze robia dla "dobra Polski" hehe.

                Mowia a robia to sa dwie rozne rzeczy, przypominam, ze od mowienia nie rosnie
                PKB, a o to chyba chodzi w walce o dobrobyt w Polsce smile


                > Moze tak byc. Trzeba by jednak zrobic dokladne badania strat i zyskow.
                > Z drugiej strony jest bardzo prawdopodobne ze przynajmniej czesciowa
                > odplatnosc za studia bedzi wprowadzona.

                a jednak stanie na moim... dziekuje komentator za informacje...


                > No jak to przeciez oplaty maja byc po to zeby ludzie nie wyjezdzali.

                Oj, komentator, za goraco na myslenie? no przeciez oplaty maja byc po to, zeby
                sobie jechali gdzie chca, oplaty sa z ich kieszeni, a nie z moich podatkow,
                wiec droga wolna...


                > Zgadza sie, wiec platne studia beda dodatkowym bodzcem do wyjazdu czyli
                > haselko "praca dla dobra" stanie sie jeszcze bardziej absurdalne...

                j.w. - 'praca dla dobra' tylko przy studiach z moich podatkow, przy studiach
                platnych droga wolna...


                > Ale studia sa tylko i tak malym pryszczem w stosunku do znacznie
                > potezniejszych spraw jak gornicy czy hutnicy wiec zamiast zawracac
                > glowe duperelami o studiach lepiej najpierw zabrac sie za te duze sprawy.

                w porzadku, nie ma sprawy, niech komentator zaczyna, jestem gotowy do dyskusji
                na powazne tematy, zadnego tematu sie nie boje... czekam
                • komentator Do tematu 17.07.03, 19:01
                  tajemniczy.don-pedro napisał:

                  > nadal zachecam komentator do krotkiego kursu ekonomii, ale tej prawdziwej,
                  > nie 'socjalistycznej'. Wyrok taki wydaje ekonomia, rachunkowosc, matematyka!
                  > Jesli aktywnosc gospodarcza przynosi straty zamiast zyskow, to znaczy, ze

                  Haha, czyli z tego wynika ze ci co robili w firmie ktora w koncu zbankrutowala
                  nie dzialali dla "dobra".

                  >jej dzialania daja wynik 'na minus', czyz nie? jesli ktos pobiera pieniadze z
                  > budzetu i nie daje nic w zamian, to jest wynik 'na minus', itp...

                  No wlasnie o to chodzi: pracobiorcy nie majacy zbytu na swoja sile robocza
                  nie powinni narzekac i wyciagac lapy po zasilek. Jak pojada zagranice to
                  po pierwsze nie beda dzialali 'in minus', po drugie ich wartosc rynkowa
                  moze wzrosnac.

                  > > Moze tak byc. Trzeba by jednak zrobic dokladne badania strat i zyskow.
                  > > Z drugiej strony jest bardzo prawdopodobne ze przynajmniej czesciowa
                  > > odplatnosc za studia bedzi wprowadzona.
                  > a jednak stanie na moim... dziekuje komentator za informacje...

                  Miejmy nadzieje ze stanie na rozsadku czyli koniecznosc wprowadzenia
                  oplat za studia nie bedzie uzasadniana tym ze ludzie dostaja darmowa
                  edukacje i wyjezdzaja co szkodzi "dobru" w Polsce. To byloby kretynskie.

                  > > Zgadza sie, wiec platne studia beda dodatkowym bodzcem do wyjazdu czyli
                  > > haselko "praca dla dobra" stanie sie jeszcze bardziej absurdalne...
                  > j.w. - 'praca dla dobra' tylko przy studiach z moich podatkow, przy studiach
                  > platnych droga wolna...

                  No wyjdzie z tego ze to wlasnie platne studia zmuszaja ludzi do wyjazdu zeby
                  splacic pozyczki. Czyli w podobnym stylu mozna by uzyc argument ze nie
                  przyczynia sie to do "dobra".

                  > > Ale studia sa tylko i tak malym pryszczem w stosunku do znacznie
                  > > potezniejszych spraw jak gornicy czy hutnicy wiec zamiast zawracac
                  > > glowe duperelami o studiach lepiej najpierw zabrac sie za te duze sprawy.
                  > w porzadku, nie ma sprawy, niech komentator zaczyna, jestem gotowy do
                  >dyskusji na powazne tematy, zadnego tematu sie nie boje... czekam

                  Tu akurat nie jest wlasciwe forum na takie dyskusje. Jest forum Gospodarka.

                  Tutaj tematem jest czy wyjazdy ludzi zagranice sa korzystne czy nie.
                  Wniosek szczegolowy jest ze w przypadku duzego nadmiaru sily roboczej
                  wyjazdy pracobiorcow sa bardzo korzystne. Sa one korzystne zarowno dla
                  pracobiorcow ktorzy maja szanse na pieniadze, zdobycie doswiadczen,
                  podniesienie wartosci rynkowej oraz dla calej ekonomii redukujac nacisk
                  na rynku pracy i obciazenia socjalne. Niekorzystne moga byc wyjazdy
                  pracodawcow tworzacych miejsca pracy ale tego problemu raczej nie ma
                  bo wyjezdzajacy to pracobiorcy, jest wyjatkiem by wyjezdzajacy stwarzali
                  gdzies miejsca pracy.
                  • tajemniczy.don-pedro Re: Do tematu 18.07.03, 12:01
                    komentator napisała:

                    > Haha, czyli z tego wynika ze ci co robili w firmie ktora w koncu zbankrutowala
                    > nie dzialali dla "dobra".

                    to chyba jasne, wedlu teorii komentator 'pracodawcy' w takiej firmie
                    przyczynili sie do wzrostu liczby 'pracobiorcow' na rynku poszukujacych pracy,
                    a wiec dzialali porzeciwko 'dobru'... 'pracobiorcy' tak dlugo, jak
                    odprowadzali podatki i ZUS pracowali dla 'dobra'


                    > No wlasnie o to chodzi: pracobiorcy nie majacy zbytu na swoja sile robocza
                    > nie powinni narzekac i wyciagac lapy po zasilek. Jak pojada zagranice to
                    > po pierwsze nie beda dzialali 'in minus', po drugie ich wartosc rynkowa
                    > moze wzrosnac.

                    ale tu przeciez z komentator sie zgadzalem, chodzilo o osoby, ktore jeszcze nie
                    byly 'pracobiorcami', za to byly beneficjentami systemu bezplatnej oswiaty
                    zaciagajac w pewien sposob dlug wobec Polski.


                    > Miejmy nadzieje ze stanie na rozsadku czyli koniecznosc wprowadzenia
                    > oplat za studia nie bedzie uzasadniana tym ze ludzie dostaja darmowa
                    > edukacje i wyjezdzaja co szkodzi "dobru" w Polsce. To byloby kretynskie.

                    alez komentator, wprowadzenie oplat za studia argumentujcie sobie do woli, mi
                    chodzi tylko i wylacznie o moje wlasne poczucie... jak beda oplaty, to moga
                    sobie do woli wyjezdzac, jak nie ma oplat, to w moim poczuciu dostali cos za
                    darmo od Polski i w sytuacji problemow budzetowych wypadaloby, zeby czesciowo
                    chociaz dolozyli sie w formie podatkow...


                    > No wyjdzie z tego ze to wlasnie platne studia zmuszaja ludzi do wyjazdu zeby
                    > splacic pozyczki. Czyli w podobnym stylu mozna by uzyc argument ze nie
                    > przyczynia sie to do "dobra".

                    przewrotnosc komentator zadziwia mnie... przeciez zaplacenie za studia i
                    ewentualny wyjazd po nich nie maja zadnego wplywu na 'dobro', sa w miare
                    neutralne (pomijajac oczywiscie 'na plus' wplywy wynikajace z dochodow uczelni)


                    > Tutaj tematem jest czy wyjazdy ludzi zagranice sa korzystne czy nie.

                    jesli juz, to przypomne komentator, ze tematem wrzuconym przeze mnie bylo to,
                    czy wyjazdy studentow studiow dziennych bezplatnych za granice tuz po
                    skonczeniu tychze studiow nie sa cokolwiek moralnie watpliwe w swietle trudnej
                    sytuacji Polski, ktora im te studia zafundowala.
                    Jesli chodzi o pozostale osoby, to nie zglaszam zadnych watpliwosci moralnych w
                    kwestii ich wyjazdow.
                    • Gość: Archer Do tematu? postaram sie IP: *.fe.internet.bosch.de / 10.4.14.* 18.07.03, 16:43
                      Witam Pana, Panie don-pedro.

                      Dziekuje ta odpowiedz.
                      Ciesze sie, ze zapominamy powoli o stricte finansowej stronie poruszanego
                      zagadnienia, a podchodzimy do niego z innej strony, powiedzmy moralnej.
                      Zanim jednak bede kontynuowal wlasnie z tej strony moze kilka slow na temat
                      mojego finansowego wlasnie przykladu i panskiej odpowiedzi. Przyklad ten byl
                      bardzo uproszczony. Mial jedynie pokazac ogolne zjawiska a nie dzielic wlos na
                      czworo. Jezeli zajmie sie Pan (lub ktos inny) jego dokladna analiza z punktu
                      widzenia liczb, to znajdzie tam na pewno szereg niescislosci. Chcialbym tym
                      krotkim stwierdzeniem uciac ostatecznie wszelkie uwagi typu – “oszczedzi 30 tys
                      a nie 50 tys” – bo zawsze mozna napisac, ze niemal nie do pomyslenia jest, aby
                      pan Y nie dostal w ciagu 11 lat pracy podwyzki (prawdopodobnie wiecej niz
                      jednej). Z autpopsji odpowiem, ze po mniej wiecej 10 latach pracy w zawodzie
                      jego pensja powinna byc na poziomie 70 tys (srednio) a przy odrobinie
                      szczescie – ok 100 000 przed podatkiem (60 do 80 tys po podatku w zaleznosci
                      czy ma rodzine, pracuje na “expartiate contract”, pracuje w szkodliwych
                      warunkach itd. itp.).
                      Niewykluczone, ze i w tych poprawkach tkwi niescislosc i mozemy tak w
                      nieskonczonosc zaglebiac sie w szczegoly a ogolny obraz ulegnie wtedy zamazaniu.
                      Argument o zadluzeniu raczej nie wytrzymuje krytyki. Zgoda, ze Polska jest
                      zadluzona po uszy ale dwa slowa:
                      1. Zadluzenie z czasow komunistycznych to jakies 38 do 42 mld USD (rok 1989) z
                      czego gierkowskie to 18.5 mld. Obecny stan to 52 do 57 mld (w zaleznosci od
                      zrodla informacji) nasiekany glownie przez panow Walese i Kwasniewskiego.
                      Dziwne, ze o tym fakcie w publikatorach panuje cisza jak po smierci organisty.
                      2. Najbardziej zadluzonym krajem na swiecie (sumarycznie i per capita) sa
                      wlasnie Stany Zjednoczone. Jest to nastepna informacja tabu wspolczesnego
                      swiata.
                      Moim cele nie bylo rozpetanie jakiejs akcji rozliczeniowej w stosunku do
                      Polski, Polonii czy kogokolwiek innego, ani do rewizji jakiegos rachunku
                      krzywd, lecz raczej pokazanie, do jakich absurdow doprowadzic moze nieostrozne
                      i nieprzemyslane uzycie slowa “dlug”, gdy ktos nieodpowiedzialny (w tym wypadku
                      niejaki Archer) wezmie kalkulator do reki i zacznie wedlug swojego widzimisie
                      rozliczac sie z takiego “dlugu”.
                      A tak juz zupelnie na marginesie, to sysem “zwrotu dlugu” istnial w Polsce w
                      pewnym sensie w latach ’70, kiedy to Gierek nie pozwalal wydawac paszporty
                      absolwentom wyzszych uczelni, jezeli nie przepracowali oni w Polsce trzech lat.
                      (Oczywiscie, nie pozwalal on wydawac paszporty milionom innych ludzi ale to juz
                      chyba osobny temat)

                      Chcialem teraz napisac moze pare slow na temat panskich, o wiele moim zdaniem
                      wazniejszych uwag. Zrobie to metoda, ktorej sam nie znosze, czyli “czepianiem
                      sie” poszczegolnych wypowiedzi. Tak jest tednak krocej.

                      “Jedyne, czego moglbym oczekiwac od emigracji to to, ze w przyplywie
                      patriotycznego uniesienia przyjada do Polski, aby wspolnie wykurzyc pogrobowcow
                      komuny i pomoc budowac nowa, silna Polske.”

                      Panie don-pedro. Widocznie malo zna Pan polonie. Prosze mnie poprawic jezeli
                      sie myle, ale sadze, ze mieszka Pan w Polsce a za granica przebywa Pan raczej
                      sporadycznie. Byc moze Polonia, lub przynajmniej spora jej czesc lepiej rozumie
                      stara biblijna prawde, ze “Pan Bog stworzyl Ziemie i dal ja ludziom”. Cala
                      Ziemie! Nie tylko Polske. Oczywiscie na tej Ziemi jest tez kawalek zwany (przez
                      ludzi) Polska. Nalezy on rowniez do ludzi bo “im zostal dany”. Do wszystkich
                      ludzi. Do Japonczykow, Eskimosow czy Zulusow rowniez. Chec wladzy, zaszczytow,
                      pieniedzy, podziwu, wywyzszania sie itd. (czasami chec obrony, oddzielenia sie)
                      powoduje, ze niektorzy ludzie lacza sie w grupe i stawiaja tu i owdzie slupek
                      (z wrona, orzelkiem, mlotem i sierpem, gwiazdka i innym symbolem), kopia row i
                      wypelniaja go woda, buduja mur w tym czy innym miejscu i glosno mowia, ze “ta
                      ziemia to... (Polska, Niemcy, Chiny itd.)”. Nie zmienia to jednak faktu, ze
                      tanze Niemiec, Polak czy Chinczyk ma dokladnie takie samo moralne prawo kupic
                      sobie np. 20 tysiecy hektarow ziemi pod Wroclawiem, w Nowym Yorku, Szanghaju,
                      na Saharze itd. jezeli posiada odpowiednie fundusze i potrafi ja zagospodarowac
                      lepiej niz obecny wlasciciel (np. uchlewajacy sie co wieczora chlop regularnie
                      bijacy swoja bedaca juz osmy raz w ciazy zone). Niemoralnie postepuje nie ten
                      Niemiec, ktory, na przyklad, od lat chce kupic ziemie w Polsce, lecz ci
                      przestepcy w polskim rzadzie, ktorzy mu to uniemozliwiaja. Nie postepuje zle
                      ten, kto chce wyjechac z ogrodzonego orzelkami (karabinami, drutem kolczastym)
                      kraju, lecz to munstrum z Warszawy, ktore muruje mu dostep do paszportu
                      (poniewaz np. musi odpracowac studia, musi isc do wojska...). Fakt, ze Narod
                      Polski funduje niektorym ludziom studia, nie czyni z tych ludzi jego
                      niewolnikow. Pan X z mojego poprzedniego przkladu ma takie samo moralne prawo
                      wyjechac i mieszkac np. w USA - jak pan B. Clinton. Gdyby tak nie bylo, to
                      jednym z pierwszych postepujacych niemoralnie narodow jaki trzebaby wymienic
                      byliby Zydzi za opuszczenie Egiptu (gdzie byli, jak glosi Biblia,
                      niewolnikami – zupelnie tak samo jak polacy w czerwonych czasach w Polsce).

                      “Polske (...) kolejne ekipy rzadzace tylko ja rozkradaja...”

                      Odpowiem na banal przyslowiem:
                      Kazdy narod ma taka wladze, na jaka zasluguje.
                      I konsekwentnie: Dlaczego wiec polacy wybieraja do rzadow zlodziei?
                      Ale to jest bardzo powierzchowne i troche chybione potraktowanie trudnego
                      zagadnienia. Przyklad – Polska gierkowska – bezpardonowo ponoc rozkradana przez
                      owczesnego pierwszego i jego kumpli. I co sie okazalo? Ekipa Gierka nie ukradla
                      nawet 1% tego o co ich posadzano. Jaruzelski nie mial ich nawet za co postawic
                      przed sadem. Niemniej nawet dzis mozna spotkac starszych ludzi przysiegajacych,
                      ze widzieli Stache (Gierkowa) lecaca zrobic sobie trwala do Paryza.
                      Nasze, slowianskie podejscie do problemow dobra i zla jest chyba troche inne
                      niz u ludow zachodnioeuropejskich. Tam jakby dostrzega sie zlo (czy dobro) jako
                      kategorie absolutna, istniejaca ponad czasem i przestrzenia. Oba te elementy sa
                      jakby bytami obiektywnymi, niezaleznymi od obecnosci ludzi. Jezeli ludzie w
                      zachodnich spoleczenstwach maja do czynienia z ewidentnym przejawem zla, to
                      staraja sie przeciwstawic wlasnie temu zlu, a nie wyrzadzajacemu go
                      czlowiekowi – na ogol ofierze (wlasnie zla). Stad miedzy innymi pomysl
                      zniesienia kary smierci.
                      U nas jest inaczej. U nas kazdy przejaw zla identyfikowany jest natychmiast z
                      konkretna osoba (lub grupa ludzi) na ogol z rzadzacym i jego ekipa. Niemal w
                      chwile potem pojawia sie odruch zemsty i odegrania sie, w postaci publicznego
                      upokorzenia oskarzanej osoby no i oczywiscie odebrania swojego dobra, ktore
                      tamten niby “rozkradl”. A najgorsze w tym wszystkim jest to, ze tego rodzaju
                      dzialanie powoduje, ze cierpia rowniez niewinni. Problemem w Polsce nie jest
                      wladza (ta jest moim zdaniem jaka taka), lecz bardzo trudny do rzadzenia,
                      niesforny, niepokorny, buntowniczy narod o twardym karku i rekach urobionych od
                      pracy. To, co napisal Pan o pracy jest rzecz jasna prawda, ale nie do konca.
                      Ludzie oprocz pracy powinni tez nauczyc sie zyc uczciwie w swojej zbiorowosci
                      (nie krasc, nie klamac, wspolpracowac...) a tego nie nauczy ich zadna polonia.
                      Wrecz przeciwnie: gdyby polonusi (powodowani patriotycznym odruchem) zgodnie
                      wrocili do Polski po 1989 roku, to mielibysmy raczej kilkanascie/kilkadziesiat
                      milionow frustratow, plujacych sobie w brode, ze lepiej bylo jednak zostac
                      na “zachodzie”.

                      I moze jeszcze pare slow na temat tego nieszczesnego kolektywizmu.
                      Ma Pan rzecz jasna racje, ze i na zachodzi
                      • Gość: Archer Do tematu? postaram sie IP: *.fe.internet.bosch.de / 10.4.14.* 18.07.03, 16:50
                        Sorry, nie wszystko sie zmiescilo.
                        Oto koncowka:

                        I moze jeszcze pare slow na temat tego nieszczesnego kolektywizmu.
                        Ma Pan rzecz jasna racje, ze i na zachodzie istnieje jakis tam kolektywizm. Od
                        siebie dodam, ze nie tylko “jakis tam” ale calkiem niezle zorganizowany i
                        funkcjonujacy w takich spoleczenstwach jak japonskie czy niemieckie. Ale czy
                        polak czuje sie w takim porzadku dobrze? Pojedyncze jednostki moze tak ale
                        polacy jako zbiorowosc? Byl kiedys taki, co to chcial zbudowac w Polsce druga
                        Japonie. Musial to byc wybitnie kolektywistyczny umysl. Przeciez powojenne 45
                        lat to nic innego tylko proba zbudowania w Polsce kolektywnego spoleczenstwa.
                        Kolektywizm wybitnie do nas nie pasuje. A co pasuje? Istniejacy porzadek, czyli
                        demokracja? Ale czy w tej demokracji zyje sie ludziom w Polsce lepiej niz w
                        czerwonych latach? Zdania na ten temat sa raczej podzielone prawda? A kiedy
                        zylo nam sie niezle (w porownaniu z sasiadami)? Czy byly takie czasy, kiedy
                        Polska byla celem emigracji? Otoz byly. Kilkaset lat temu, podczas panowania
                        Piastow, Jagiellonow i Wazow. Potem przyszla “zlota wolnosc szlachecka”
                        (czytaj:- ograniczona demokracja) i skonczylo sie wygumowaniem Polski z mapy
                        Europy. Moze rzeczywiscie jestesmy dopiero na etapie monarchii absolutnej?

                        Tym milym akcentem, z zyczeniami milego weekendu konczy,

                        Archer
                        • tajemniczy.don-pedro polemiki z p. Archerem cd. 22.07.03, 12:18
                          Gość portalu: Archer napisał(a):

                          > Zanim jednak bede kontynuowal wlasnie z tej strony moze kilka slow na temat
                          > mojego finansowego wlasnie przykladu i panskiej odpowiedzi. Przyklad ten byl
                          > bardzo uproszczony. Mial jedynie pokazac ogolne zjawiska a nie dzielic wlos
                          > na czworo.

                          Oczywiscie Panie Archer, zdaje sobie sprawe z tego, ze przyklad byl z natury
                          rzeczy uproszczony i dla zartu tylko pozwolilem sobie na wyciaganie detali
                          matematycznych, za co przepraszam (za zart oczywiscie)...


                          > 1. Zadluzenie z czasow komunistycznych to jakies 38 do 42 mld USD (rok 1989)
                          > z czego gierkowskie to 18.5 mld. Obecny stan to 52 do 57 mld (w zaleznosci od
                          > zrodla informacji)

                          Wedlug rocznika statystycznego na 31.12.2001 wynosilo 70,16 mld USD przy czym
                          jest to rowniez zadluzenie firm handlowych, samorzadowa, nierezydentow w Poslce
                          itp. W tym czasie rezerwy wyniosly 26,56 mld USD:
                          www.stat.gov.pl/serwis/polska/2002/rocznik17/zazagr.htm

                          > Widocznie malo zna Pan polonie. Prosze mnie poprawic jezeli sie myle, ale
                          > sadze, ze mieszka Pan w Polsce a za granica przebywa Pan raczej sporadycznie.

                          nie bedzie duzych poprawek, to wiadomo, ze mieszkam w Polsce, za granica bywam
                          glownie jako turysta lub sluzbowo, kwestia czy czesto czy sporadycznie jest
                          uznaniowa... Faktem jest jednak bezspornym, ze Polonie znam malo, dlatego
                          zaczalem udzielac sie na tym Forum, aby sprobowac ja lepiej poznac...
                          I powiem, ze poznaje ja z roznych stron, ale to jest temat na osobny watek
                          chyba...


                          > stara biblijna prawde, ze “Pan Bog stworzyl Ziemie i dal ja ludziom”. Cala
                          > Ziemie! Nie tylko Polske (... i caly ciag dalszy...)

                          Drogi panie Archer, bez obrazy, piekny i idealistyczny wyklad, ale niestety
                          zupelnie nie przystajacy do rzeczywistosci XXI w. Juz w czasach
                          prehistorycznych ludzie pierwotni okreslali 'swoj teren' i walczyli z innymi
                          plemionami w jego obronie, starozytni Grecy i Rzymianie, nowozytni Hiszpanie,
                          Anglicy czy Francuzi podbijali obce im kulturowo i geograficznie tereny w imie
                          rozwoju kultury (ale tylko ichniej kultury bez ogladania sie na kulture ludow
                          podbijanych), kazde plemie czy Narod (jakkolwiek go nazwiemy) rosci sobie prawa
                          do 'swojego terenu', co widac wyraznie nawet w tzw. 'jednoczacej sie Europie',
                          gdzie oczywiscie kazdy mieszkaniec moze kupowac sobie ziemie w dowolnym innym
                          kraju, ale obwarowane to jest tyloma warunkami pobocznymi, ze staje sie
                          praktycznie niemozliwe poza spolecznoscia lokalna.


                          > Kazdy narod ma taka wladze, na jaka zasluguje.
                          > I konsekwentnie: Dlaczego wiec polacy wybieraja do rzadow zlodziei?

                          na banalne stwierdzenie banalna odpowiedz - oczywiscie dlatego, ze prawo na to
                          pozwala oraz dlatego, ze wiekszosc wyborcow wierzy w to, co uslysza, a nie w
                          to, co widza...


                          > Jezeli ludzie w zachodnich spoleczenstwach maja do czynienia z ewidentnym
                          > przejawem zla, to staraja sie przeciwstawic wlasnie temu zlu, a nie
                          > wyrzadzajacemu go czlowiekowi – na ogol ofierze (wlasnie zla). Stad miedzy
                          > innymi pomysl zniesienia kary smierci.

                          Pozwole sobie nie zgodzic sie z tym pogladem (jako slowianin widocznie mam inne
                          podejscie) - morderca zabijajcy z zimna krwia jest dla mnie wlasnie zlem, a nie
                          ofiara zla (a co w takim przypadku jest zlem?) i to jemu chce sie
                          przeciwstawic. Zas szczegolnie okrutny morderca (tzw. psychopatyczny - czyli
                          zabijajacy dla przyjemnosci) w moim mniemaniu nie zasluguje na to, zeby
                          siedziec w wiezieniu, albowiem pobyt w wiezieniu ma glownie zadanie
                          resocjalizacyjne. Powyzszy egzemplarz nie poddajacy sie resocjalizacji
                          zasluguje na wyeliminowanie ze spoleczenstwa.


                          > Ludzie oprocz pracy powinni tez nauczyc sie zyc uczciwie w swojej zbiorowosci
                          > (nie krasc, nie klamac, wspolpracowac...) a tego nie nauczy ich zadna
                          > polonia.

                          Oczywiscie zgodze sie z tym, ze wspolzycie w malej zbiorowosci to jest pierwszy
                          krok do zgodnego zycia w kraju... i mimo wszystko nadal pozostane przy zdaniu,
                          ze to wlasnie Polonia moglaby tego uczyc, sama majac doswiadczenie w takim
                          zyciu na zachodzie. No bo kto w takim razie ma ludzi tego uczyc?


                          > Moze rzeczywiscie jestesmy dopiero na etapie monarchii absolutnej?

                          jedno jest pewne - pod rzadami silnej reki Polska jako kraj prezentuje sie
                          znacznie korzystniej na arenie miedzynarodowej, niz jako tzw. 'demokracja'.
                          A ze jest jak jest? Zna Pan na pewno porzekadlo mowiace, ze "jeszcze sie taki
                          nie urodzil, co by wszystkim dogodzil" - i chyba wlasnie Polacy sa takim
                          narodem, ze w wiekszosci szukaja 'dziury w calym', zamiast byc zadwolonym z
                          tego, co maja, ze gore zazwyczaj bierze zawisc do sasiada, niz chec dorownania
                          jemu.

                          pozdrawiam wyjatkowo goraco +32 z glebi Polski
                          • Gość: Archer Re: polemiki z p. Archerem cd. IP: *.fe.internet.bosch.de / 10.4.14.* 22.07.03, 17:17
                            Dzien Dobry Panie don-pedro.

                            Z prawdziwym zainteresowaniem przeczytalem panskie krotkie uwagi do mojego
                            przydlugiego tekstu.
                            Dopiero teraz dochodzimy chyba do zasadniczej roznicy w naszych swiatopogladach
                            (czyli dopiero teraz dyskusja robi sie naprawde ciekawa). Pozwoli wiec Pan na
                            pare (?) slow dotyczacych panskiego listu.
                            Na poczatek fragment dotyczacy dobra i zla, oraz panskiego przykladu ze
                            zwyrodnialym morderca. Przyklad jest czarno-bialy a „rozwiazanie“ problemu samo
                            cisnie sie na usta prawda? Zabic lajdaka i niech go wiecej ziemia nie nosi.
                            Daruje tu teraz moze sobie moralizowanie rodem z Biblii, takie jak: lamanie
                            piatego przykazania czy przyklad z Chrystusem i jawnogrzesznica (i tam, dla
                            okolicznych ludzi, sytuacja tez byla jasna).
                            Zamiast tego napise moze pare slow na temat tego, jak traktowali takie (i
                            podobne) zagadnienia filozofowie i klasycy literatury starozytnej. Otoz, w
                            duzym skrocie, wiekszosc starozytnych tragedii, poprzez tak a nie inaczej
                            dobrany splot okolicznosci, doprowadza bohaterow do moralnego wyboru
                            polegajacego, (znow w duzym skrocie) na albo zaparciu sie swoich pryncypiow
                            zyciowych i dokonaniu lajdactwa na ktore z utesknieniem czeka ktos inny (na
                            ogol grupa ludzi) czyli na „zgwalceniu sie“, albo na pozostaniu niezlomnym
                            straznikiem charakteru. Takim mnichem wiernym tylko swoim chwalebnym (!)
                            zasadom. I chociaz bohaterowie ci dokonuja roznych wyborow, to analiza ich
                            konsekwencji, dokonywana oczywiscie przez samych antycznych mistrzow, pokazuje,
                            ze sklaniaja sie oni (ci mistrzowie) ku drugiej postawie. Zromanizowana Europa,
                            w swoich wczesnosredniowiecznych dzielach idzie dalej i niekiedy niemal
                            kompletnie eliminuje „czarny charakter“. Tak jest np. W Piesni o Rolandzie i
                            koronnym chyba przykladzie – Legendzie o Tristanie i Izoldzie. Bardzo jeskrawo
                            pokazane sa sytuacje, w ktorych przejawia sie zlo. Jednak wlasciwie nie ma
                            tam „zlych ludzi“. No wiec jezeli zlo istnieje i bez (zlych) ludzi to chyba
                            moze ono istniec „obiektywnie“? Coz jest wiec jego wcieleniem, usielesnieniem?
                            Dochodzimy do kanonicznej koncepcji szatana. To on (a nie ludzie) czyni zlo.
                            Przeciwienstwem zla jest, ma sie rozumiec, dobro. A skoro nie ma zlych ludzi
                            (istnieje tylko zlo) to nie ma i dobrych ludzi (jest tylko dobro).
                            Ucielesnieniem dobra bedzie wiec bog. W pomysle tym, czlowiek jest jakby
                            probierzem – elementem dokonujacym moralnego wyboru pomiedzy jedna sila a druga
                            a kryteriami wyboru sa... prawa, przykazania, kodeksy itd. itp.
                            Cala ta koncepcja, krystalizujaca sie gdies w III-V wieku (chociaz jej
                            fundatorzy zyli kilkaset lat wczesniej) ogarnia powoli ludy europejskie
                            rozprzestrzeniajac sie wraz z chrzescijanstwem na cala niemal Europe. Ulegaja
                            jej Frankowie, Germanie, Normanowie a nawet ludy skandynawskie. Do slowian
                            dociera ona jednak z kilkusetletnim opoznieniem. I chyba jeszcze nie do konca
                            dotarla.
                            Jezeli Pan pozwoli to teraz dwa przyklady ze wspolczesnosci:
                            1. Przeczytalem niedawno (nietety nie pamietam gdzie), ze u nas (slowian) nie
                            ma dobra i zla a sa tylko dobrzy i zli ludzie. Nie wiem czy jest to wymyslone
                            dzisiaj, czy kontynuacja mysli rozpoczetej setki lat temu ale chyba pasuje.
                            2. Pan Czeslaw Milosz we wstepie do jednego z pozniejszych wydan „Umyslu
                            zniewolonego“ zastanawia sie nad nastepujaca kwestia: „Jak to sie stalo, ze
                            tzw. nowa wiara, ktora wraz z czerwonymi zawitala do Polski ze wschodu w roku
                            1944 i pozniej, tak latwo, szybko i w zasadzie bezbolowo (bezpowstaniowo)
                            zadomowila sie nad Wisla“. I wie Pan do jakego dochodzi on wniosku? Ze Narod
                            Polski nie jest jeszcze do konca zchrystianizowany.
                            Wcesnosredniowieczne koncepcje ladu na Ziemi zostaly pozniej poddane
                            racjonalnej weryfikacji, przyjmujacej swe apogeum w tzw. „oswieceniu“. Moim
                            zdaniem wyszly z nich zwyciesko ale zdaniem wiekszosci ludzi zwyciezyl
                            racjonalizm i jego naturalna konsekwencja – wolnomyslicielstwo.
                            Bardzo popularna, wrecz modna koncepcja lansowana dzisiaj jest zwalczanie zla
                            przy pomocy zla. Stary tem pomysl (zwalczaj miecz mieczem, ogien igniem itd.)
                            znajduje latwy poklask a korzystaja z tego miedzy innymi filmowcy z koronnym
                            chyba przykladem pt. „Dirty Harry“, ktory to wlasnie jegomosc z rewolwerem
                            wielkim jak armata chodzi po ulicach i „czyni sprawiedliwosc“ obficie
                            obdarzajac „czarne charaktery“ kilkoma gramami olowiu. Wychozacemu po takim
                            seansie z kina zadowolonemu wyrostkowi raczej nie przyjdze do glowy, ze cofnal
                            sie on na chwile kulturowo pare tysiecy lat.

                            Co sie tyczy mojego stwierdzenia pt. „Pan Bog stworzyl Ziemie i dal ja
                            ludziom”, i panskich uwag to coz. Oczywiscie nie zamierzam dyskutowac z faktami
                            historycznymi. Pewnie sam moglbym tu niejedno dopisac. Nie o to mi jednak
                            chodzilo. W nawiazaniu do panskich uwag chcialem tylko napisac, ze wspomniane
                            narody, dokonujac wspomnianych czynow - czynily zlo.
                            Z tym stwierdzeniem mozna sie dzis bez wiekszego oporu zgodzic patrzac na
                            konsekwencje wspomnianych czynow. Troche trudniej jest juz niektorym ludziom
                            zgodzic sie z tym faktem w swietle czynow wspolczesnych. Zapewne Pan wie, ze
                            napasc Amerykanow na Serbie czy Iran spotkala sie z pewnym poklaskiem. A w
                            Europie najglosniej chyba klaskali Polacy.

                            „Oczywiscie zgodze sie z tym, ze wspolzycie w malej zbiorowosci to jest
                            pierwszy krok do zgodnego zycia w kraju... i mimo wszystko nadal pozostane przy
                            zdaniu, ze to wlasnie Polonia moglaby tego uczyc, sama majac doswiadczenie w
                            takim zyciu na zachodzie. No bo kto w takim razie ma ludzi tego uczyc?

                            Nikt prosze Pana. Ludzie musza nauczyc sie tego sami. Przykladow na swiecie nie
                            brakuje.
                            Gdyby zadanie to wziela na siebie Polonia to wtedy:
                            1. Z uwagi na to, ze raczej konieczny jest bezposredni kontakt pomiedzy
                            nauczycielem a uczniem, albo ta Polonia musiala by przybyc do Polski albo
                            Polacy musieliby udac sie za granice. Jak sie domyslam chodzi Panu o pierwszy
                            przypadek.
                            2. Nie tylko Polonia bedzie oddzialowywac na Polskow z kraju ale i Polacy z
                            kraju na Polonie. Efekt???... Prosze Pana. Polonia to nie aniolki. Jest
                            okreslony profil osobowosciowy emigranta. Jest to na ogol czlowiek dosc silny i
                            stanowczy o ostro zarysowanym celu. Dazacy do niego z duza determinacja i nie
                            liczac sie niekiedy z otoczeniem. Krotko mowiac „nauczyciel“ – czyli Polonia
                            nie nadaje sie za bardzo na nauczyciela.
                            3. Przyklad historyczny: Caryca Katarzyna (von Zerbst o ile sie nie myle) znana
                            z przyczynienia sie do rozbiorow Polski, sprowadzila swego czasu do Rosji
                            kilkaset tysiecy niemieckich osadnikow. Celem bylo miedzy innymi nauczenie
                            Rosjan... „europejskosci“crying?!). Skonczylo sie ucieczka lub niemal kompletnym
                            zdeprawowaniem osadnikow. Weszli miedzy wrony.
                            Nie ma rady. Trzeba czekac. Jak dlugo? Kwestia dyskusyjna. Moim zdaniem
                            kilkaset (200 plus) lat.
                            Pesymizm? Moze.
                            Prosze mi jednak wierzyc, ze bardzo chcialbym sie teraz mylic.

                            Niemniej goraco (chociaz kolo Stuttgardu dzis troche chlodniej) pozdrawiam:

                            Archer
                            • tajemniczy.don-pedro Re: polemiki z p. Archerem cd. 25.07.03, 15:25
                              Dzien dobry Panie Archer,

                              Postaram sie w miare krotko strescic swoje uwagi...

                              > Na poczatek fragment dotyczacy dobra i zla, oraz panskiego przykladu ze
                              > zwyrodnialym morderca. Przyklad jest czarno-bialy a „rozwiazanie“
                              > problemu samo cisnie sie na usta prawda?
                              > ...

                              Dziekuje za wyklad. Jak Pan slusznie zauwazyl moje rozumowanie jest 'czarno -
                              biale', wynika to zapewne z faktu, ze nie jestem wyksztalconym filozofem, swoje
                              poglady opieram na takim wlasnie 'czarno - bialym' widzeniu swiata. Byc moze
                              ono nie jest modne, nie idzie w duchu za teoriami filozofow, ktorzy musza
                              przeciez czyms uzasadniac zasadnosc swojego istnienia wymyslajac rozne teorie.
                              Z praktyki zyciowej zauwazam, ze wiele osob doskonale stosuje widzenie 'czarno -
                              biale', ze jest jednak ono pomocne w dokonywaniu osadow codziennosci i co
                              wiecej, ze sprawdza sie ono w prostych sprawach dnia codziennego. Oczywiscie
                              swiadomy jestem ulomnosci tego widzenia w niektorych bardzo skomplikowanych
                              sprawach, ale dzieki tej swiadomosci wiem, czego unikac. Nie dyskutuje zatem o
                              wartosciach absolutnych, a jedynie w swoim i tylko swoim imieniu wypowiadam sie
                              na tematy, co do ktorych mam okreslone zdanie. Do tego zreszta zostalo powolane
                              Forum w Gazeta.pl


                              > Dochodzimy do kanonicznej koncepcji szatana. To on (a nie ludzie) czyni zlo.
                              > Przeciwienstwem zla jest, ma sie rozumiec, dobro. A skoro nie ma zlych ludzi
                              > (istnieje tylko zlo) to nie ma i dobrych ludzi (jest tylko dobro).
                              > Ucielesnieniem dobra bedzie wiec bog. czlowiek jest jakby probierzem –
                              > elementem dokonujacym moralnego wyboru pomiedzy jedna sila a druga a
                              > kryteriami wyboru sa... prawa, przykazania, kodeksy itd. itp.

                              Osmiele sie jednak zauwazyc, ze o ile w dawnych czasach owe prawa czy
                              przykazania byly proste i zrozumiale dla wszystkich, co powodowalo proste i
                              jasne decyzje i wybory, o tyle skomplikowanie tychze praw prowadzi do
                              rownoczesnego skomplikowania ich interpretacji, wydluzenia procedury sadzenia,
                              mozliwosci wielokrotnego odwolywania sie itd. Jesli zalozymy, ze w odwiecznej
                              walce dobra ze zlem czlowiek jest tylko narzedziem, to w prosty sposob
                              dochodzimy do wniosku, ze zamiast sedziow powinnismy ksztalcic egzorcystow, bo
                              wystraczy szatana z czlowieka wypedzic i juz. Moje 'czarno - biale' widzenie
                              swiata prowadzi do tego, ze czlowiek zawsze ma jakis wybor i sam tych wyborow
                              dokonuje. Czy wybor ten jest swiadomy czy nie to jest inna sprawa, byc moze na
                              ten wybor ma wplyw owa walka dobra ze zlem, ale wydaje sie, ze czlowiek po to
                              odbiera odpowiednie wychowanie, aby moc w zaciszu swojego sumienia okreslic,
                              czy decyzje, ktore podejmuje, czy czyny, ktorych dokonuje sa wlasciwe. Hmmm,
                              czy stwierdzenie, ze 'kazdy jest kowalem swojego losu' nie traci wlasnie
                              owym 'wolnomyslicielstwem'? A jednak rowniez w 'czarno - bialym' mysleniu
                              istnieje odpowiedzialnosc za swoje wlasne czyny.


                              > Bardzo popularna, wrecz modna koncepcja lansowana dzisiaj jest zwalczanie zla
                              > przy pomocy zla. Stary tem pomysl (zwalczaj miecz mieczem, ogien igniem itd.)
                              > znajduje latwy poklask a korzystaja z tego miedzy innymi filmowcy z koronnym
                              > chyba przykladem pt. „Dirty Harry“, ktory to wlasnie jegomosc z rewolwerem
                              > wielkim jak armata chodzi po ulicach i „czyni sprawiedliwosc“ obficie
                              > obdarzajac „czarne charaktery“ kilkoma gramami olowiu. Wychozacemu
                              > po takim seansie z kina zadowolonemu wyrostkowi raczej nie przyjdze do glowy,
                              > ze cofnal sie on na chwile kulturowo pare tysiecy lat.

                              Mnie to akurat nie dziwi, zwlaszcza kiedy wezmie sie pod uwage niewydolnosc
                              systemu tzw. sprawiedliwosci. Problem ten wydaje sie byc uniwersalny, podobny
                              na calym swiecie, skoro tego typu filmy z USA znajduja poklask w Europie Zach.
                              czy w Polsce. I prosze pamietac, ze przywolywany tu kodeks Hammurabiego
                              czyli 'oko za oko' wydaje sie byc prosty i zrozumialy dla kazdego, zas obecnie
                              obowiazujace przepisy Prawa Karnego sa zagmatwane, skomplikowane i trudne do
                              zrozumienia, a dodatkowo pikanterii dodaje fakt, ze osobniki ewidentnie winne
                              czesto wychodza na wolnosc w wyniku bledow proceduralnych. To niestety w moim
                              mniemaniu stanowi problem efektywnosci wymiaru sprawiedliwosci i odczucia ludzi
                              co do jego skutecznosci. Czyzby wiec w duchu kazdy tesknil do prostego systemu
                              oceny czynow i jasnego sposobu karania? Niech Pan zwroci uwage, ze w krajach, w
                              ktorych za kradziez obcinano reke, jeszcze do niedawna mozna bylo zostawiac na
                              ulicy otwarte samochody...


                              > Troche trudniej jest juz niektorym ludziom zgodzic sie z tym faktem w swietle
                              > czynow wspolczesnych. Zapewne Pan wie, ze napasc Amerykanow na Serbie czy
                              > Iran spotkala sie z pewnym poklaskiem. A w Europie najglosniej chyba klaskali
                              > Polacy.

                              Oczywiscie chodzilo Panu o Irak, zas te brawa ze strony Polski sa chyba glownie
                              wytykane przez Francje i Niemcy, ktore to kraje najwiecej korzystaly ze
                              wspolpracy potajemnej z rezimem irackim. Dodatkowo ja te aprobate ze strony
                              Polski (zreszta o tyle dziwna, ze plynaca z ust czerwonych towarzyszy) odbieram
                              jako z jednej strony chec pokazania przez tychze towarzyszy, ze sa
                              bardziej 'demokratyczni' niz USA, a z drugiej strony jako demonstracje zwyklych
                              ludzi poparcia tego typu dzialan i lekkie wypomnienie USA, ze mogli to samo
                              zrobic w Polsce w 1981.


                              > Ludzie musza nauczyc sie tego sami. Przykladow na swiecie nie brakuje.
                              > ...
                              > Nie ma rady. Trzeba czekac. Jak dlugo? Kwestia dyskusyjna. Moim zdaniem
                              > kilkaset (200 plus) lat. Pesymizm? Moze.
                              > Prosze mi jednak wierzyc, ze bardzo chcialbym sie teraz mylic.

                              Zapewne ma Pan racje, ktoz jednak chcialby czekac tak dlugo? wink

                              pozdrawiam z 'czarno - bialych' mrokow sredniowiecza filozoficznego wink
                              • Gość: Archer Re: polemiki z p. Archerem cd. IP: *.fe.internet.bosch.de / 10.4.14.* 29.07.03, 13:56
                                Panie don-pedro, w sloneczny lipcowy poranek wita pana Archer.

                                No i pozostalismy chyba sami w tym watku.
                                Well, tak to juz ze mna jest.
                                Nudny ze mnie czlowiek i w zwiazku z tym mialem juz (watpliwa)
                                przyjemnosc “uwalic” kilka watkow.
                                Aby to zrobic (zdradze teraz Panu mala tajemnice) nalezy spelnic rownoczesnie
                                dwa warunki:
                                1. Traktowac swoich rozmowcow powaznie i z szacunkiem unikajac utarczek
                                slownych (eliminuje to skutecznie prawie wszystkich chamow). Bron Boze, nie
                                atakowc nikogo osobiscie.
                                2. Skoncentrowac sie na temacie i drazyc go, jak woda kamien – powoli, ale
                                coraz glebiej (eliminuje to prawie cala reszte rozmowcow, bo watek robi sie
                                nudny i nie pasuje do naszej polskiej natury slomianego ognia).
                                No i narobilem. Teraz jeszcze tylko brakuje, aby i Pan przestal pisac (w kazdym
                                razie gratuluje cierpliwosci).
                                No wiec tym razem krotko:
                                To nie Pan, lecz chyba ja tkwie wciaz w mrokach sredniowiecza i w
                                starozytnosci, czego dowodem moj poprzedni post. Pan ma nade mna jakied 700 lat
                                przewagi.
                                Nie zgadzam sie, ze wszystkie wspolczesne kodeksy normalizujace zycie sa
                                skaplikowane. Przyklad – dekalog katolicki (10 Przykazan). Wszystkie sa “jasne,
                                piekne, proste”. Kodeks Hammurabiego oczywiscie tez. Jest on nawet prostszy, bo
                                mozna zamknac go w jednym zdaniu - oko za oko (zycie za zycie). Nie oznacza to,
                                rzecz jasna, ze jest lepszy.
                                I jeszcze pare uwag – czysto formalnych, bez sofistyki.

                                “Niech Pan zwroci uwage, ze w krajach, w ktorych za kradziez obcinano reke,
                                jeszcze do niedawna mozna bylo zostawiac na ulicy otwarte samochody...”

                                No niezupelnie. Prawo to stosowano, i do dzisiaj stosuje sie w niektorych
                                krajach arabskich. Ale zlodziejstwo tam kwitlo, i wciaz kwitnie, jak krokus na
                                wiosne. Prosze popytac przyjaciol, jak latwo jest byc tam okradzionym.
                                Z drugiej strony – istnieja na swiecie kraje, majace stosunkowo lagodne prawo,
                                a przestepczosc niemal tam nie istnieje. Znam takie rejony Australii, gdzie
                                samochody rzeczywiscie nie musza miec drzwi.
                                Prawnicy maja na to zajwisko swoje powiedzenie: “Zadna kara nie zapobiega
                                dokonaniu przestepstwa”

                                “Oczywiscie chodzilo Panu o Irak, zas te brawa ze strony Polski sa chyba
                                glownie wytykane przez Francje i Niemcy, ktore to kraje najwiecej korzystaly ze
                                wspolpracy potajemnej z rezimem irackim. Dodatkowo ja te aprobate ze strony
                                Polski (zreszta o tyle dziwna, ze plynaca z ust czerwonych towarzyszy) odbieram
                                jako z jednej strony chec pokazania przez tychze towarzyszy, ze sa
                                bardziej 'demokratyczni' niz USA, a z drugiej strony jako demonstracje zwyklych
                                ludzi poparcia tego typu dzialan i lekkie wypomnienie USA, ze mogli to samo
                                zrobic w Polsce w 1981.”

                                Wie Pan, ilekroc slysze taka argumentacje, natychmiast przypomina mi sie
                                Albania pana Enwera Hodzy, z ktora Amerykanie handlowali w najepsze (importujac
                                po cenie zlomu czerwony marmur), krytykujac oczywiscie otwarcie caly
                                komunistyczny system sprawowania wladzy. Z pikantniejszych przykladow:
                                - Amerykanski handel zlotem i diamentami z RPA (od z gora 200 lat). Nie musze
                                chyba pisac, jaki w RPA panowal ustroj
                                - Ogromne inwestycje amerykanskie w rzadzonych przez komunistow Chinach (na
                                masowa skale zaczelo sie to za pana Reagana, ktoremu jakos nie przeszkadzal
                                chinski komunizm, obozy pracy, przodujaca rola partii itd.)
                                - Amerykanska infrastruktura wydobywcza w niedemokratycznym Kuwejcie
                                - Uzbrajanie roznego rodzaju bojowek i ruchow niedemokratycznych, ale czynnie
                                walczacych z wladza w krajach nie bedacych amerykanskimi rynkami zbytu.
                                Koronnym przykladem bedzie tu chyba ulubieniec prezydentow: Reagana i George’a
                                Busch’a seniora – niejaki Osama bin (ibn) Laden.
                                - Ogromne amerykanskie pozyczki udzielone Hitlerowi i pozniejszy amerykanski
                                handel z hitlerowskimi niemcami (do chyba 1941).
                                Mozna tak jeszcze dlugo ciagnac.
                                Chcialem przez to tylko powiedziec, ze wspolpraca z roznego rodzaju rezimami
                                czy szumowinami nie jest obca i USA. Tak jak i innym krajom –
                                zachodnioeuropejskim rowniez. Prosze jednak zwrocic uwage na fakt, ze
                                wspolpraca handlowa z krajami, w ktorych panuje naprawde krwawy rezim a
                                dyktatorzy posuwaja sie do ludobojstwa (Somoza, Pol Pot, Bocassa) jest bardzo
                                ograniczona lub wrecz nie istnieje. Wiekszosc “rezimow” nie ma takiego
                                charakteru. Sopsob sprawowania wladzy przez pana Husejna przypomina troche
                                porzadek w Arabii Saudyjskiej. Roznica polega jednak na tym, ze Saudowie
                                pozwalaja amerykanom wlasciwie bez ograniczen eksploatowac zloza ropy a Iracka
                                nafta jest, jak na razie (lub do niedawna), dla Amerykanow niedostepna. I kto
                                wie, czy nie o to w calej tej wojnie chodzilo?
                                Bardzo podoba mi sie druga czesc panskiej powyzszej wypowiedzi. Pokazuje ona
                                jak na dloni cala oblude i cynizm amerykanskiej polityki. Latwo jest prowadzic
                                wojne z Irakiem, Afganistanem czy Serbia ale zadrzec z poteznym ZSRR...(?!),
                                ktory moglby odpowiedziec atakiem nuklearnym i zamienic Mannhatann w kupe
                                radioaktywnych gruzow...(?!)
                                No wlasnie. Bic slabszego jest latwo. Zwlaszcza, jezeli ten slabszy ma cos, co
                                my chcemy miec. Francuskie, niemieckie czy czyjekolwiek protesty przeciwko tej
                                czy jakiejkolwiek wojnie sa w pelni uzasadnione. Na surowa ocene zasluguje
                                chyba tylko rzeczywisty agresor.
                                Ale nie wsrod Polakow. Zauwazyl Pan, ze Stany Zjednoczone ciesza sie w Polsce
                                ogromnym autorytetem czy wrecz uwielbieniem? Nie na prozno chyba sie mowi, ze
                                Polacy to bardziej pro-amerykanski narod niz sami Amerykanie. Kazde lajdactwo
                                zyskuje u nas inna ocene, jezeli dokonane jest przez USA. Agresja ZSRR na
                                Afganistan byla totalnie potepiona przez polskie spoleczenstwo, lecz agresja
                                USA na tenze Afganistan... Przebija to troche i z panskich wypowiedzi. Latwo
                                atakuje sie Francuzow czy Niemcow ale gdyby ktos zaatakowal np. Kuwejt (ktory
                                praktycznie nalezy do USA) a Amerykanie starali sie protestowac (biernie, bo
                                inaczej by nie mogli – sytuacja hipotetyczna) to ciekaw jestem, czy wyrzucal by
                                im Pan takie zachowanie.

                                Tym milym akcentem, z pozdrowieniami koncze,

                                Archer
                                • tajemniczy.don-pedro Re: polemiki z p. Archerem cd. 29.07.03, 17:27
                                  Gość portalu: Archer napisał(a):

                                  > Panie don-pedro, w sloneczny lipcowy poranek wita pana Archer.

                                  Witam i ja, ale u mnie Panie Archer juz dzien roboczy do konca sie zbliza smile


                                  > spelnic rownoczesnie dwa warunki:
                                  > 1. Traktowac swoich rozmowcow powaznie i z szacunkiem unikajac utarczek
                                  > slownych (eliminuje to skutecznie prawie wszystkich chamow). Bron Boze, nie
                                  > atakowc nikogo osobiscie.
                                  > 2. Skoncentrowac sie na temacie i drazyc go, jak woda kamien – powoli, ale
                                  > coraz glebiej (eliminuje to prawie cala reszte rozmowcow, bo watek robi sie
                                  > nudny i nie pasuje do naszej polskiej natury slomianego ognia).

                                  Przebog, ja myslalem, ze to moje nudziarstwo i (za przeproszeniem)
                                  upierdliwosc w drazeniu tematu powodowala znikanie interlokutorow, a Pan mi tu
                                  ladnie wszystko wylozyl wink))


                                  > To nie Pan, lecz chyba ja tkwie wciaz w mrokach sredniowiecza i w
                                  > starozytnosci, czego dowodem moj poprzedni post. Pan ma nade mna jakied 700
                                  > lat przewagi.

                                  Proponuje, zebysmy sie nie przerzucali na przewagi, bo mi te 700 lat tak nagle
                                  zaciazylo na grzbiecie. ugiac az sie wypada...


                                  > Nie zgadzam sie, ze wszystkie wspolczesne kodeksy normalizujace zycie sa
                                  > skaplikowane. Przyklad – dekalog katolicki (10 Przykazan). Wszystkie sa
                                  > "jasne, piekne, proste”. Kodeks Hammurabiego oczywiscie tez. Jest on nawet
                                  > prostszy, bo mozna zamknac go w jednym zdaniu - oko za oko (zycie za zycie).
                                  > Nie oznacza to, rzecz jasna, ze jest lepszy.

                                  mialem oczywiscie na mysli wspolczesnie obowiazujace kodeksy prawne w wielu
                                  krajach. kodeksy te to zazwyczaj opasle tomiska, ktore ciezko uniesc (co prawda
                                  Mojzesz tez sie nieco nadzwigal ze swoimi tablicami, ale za jego czasow nie
                                  bylo innego sposobu) smile w kazdym razie poziom komplikacji prawa stosowanego w
                                  sadach dalece odbiega od oczekiwan ludzi...


                                  > No niezupelnie. Prawo to stosowano, i do dzisiaj stosuje sie w niektorych
                                  > krajach arabskich. Ale zlodziejstwo tam kwitlo, i wciaz kwitnie, jak krokus
                                  > na wiosne. Prosze popytac przyjaciol, jak latwo jest byc tam okradzionym.
                                  > Z drugiej strony – istnieja na swiecie kraje, majace stosunkowo lagodne
                                  > prawo, a przestepczosc niemal tam nie istnieje. Znam takie rejony Australii,
                                  > gdzie samochody rzeczywiscie nie musza miec drzwi.
                                  > Prawnicy maja na to zajwisko swoje powiedzenie: “Zadna kara nie zapobiega
                                  > dokonaniu przestepstwa”

                                  Hm, wydaje mi sie, ze w krajach arabskich takie podejscie wynika po czesci z
                                  religii, wedlug ktorej grzechem jest okrasc wspolwyznawce, ale okrasc czy
                                  oszukac innowierce to jest dobry uczynek w imie Allacha.
                                  Nie trzeba az jechac do Australii - na polnocy Skandynawii jest bezpiecznie w
                                  kazdym aspekcie... I tu i tam pewnikiem rzadko docieraja turysci niosacy
                                  przyzwyczajenia swoich krajow, a za nimi przestepcy z tychze krajow (a tak
                                  zupelnie na boku - ostatnio okazalo sie, ze na poludniu Szwecji w tym roku
                                  dokonano juz ponad 100 napadow na polskich turystow, ktorzy w czasie swojej
                                  podrozy na polnoc skorzystali z prawa do rozbicia namiotu wszedzie, gdzie to
                                  jest mozliwe... nie zdziwilbym sie, gdyby okazalo sie, ze to wlasnie Polacy
                                  napadaja na 'swoich' - az zal...)

                                  I slyszalem jeszcze jedna maksyme prawnicza - "nie wysokosc kary, ale jej
                                  nieuchronnosc ma znaczenie" - czy to rzeczywiscie jest rozwiazanie? Wierze, ze
                                  po czesci tak.


                                  > Wie Pan, ilekroc slysze taka argumentacje, natychmiast przypomina mi sie
                                  > Albania pana Enwera Hodzy, z ktora Amerykanie handlowali w najepsze
                                  > (importujac po cenie zlomu czerwony marmur), krytykujac oczywiscie otwarcie
                                  > caly komunistyczny system sprawowania wladzy.

                                  Ach, jaka Pan ma dobra pamiec... Enver Hodzdza - bastion komunizmu w Europie
                                  zawsze przyprawial mnie o dobry humor, a jak chcialem sie dobrze posmiac, to
                                  wlaczalem sobie Radio Tirana...


                                  > Mozna tak jeszcze dlugo ciagnac.
                                  > Chcialem przez to tylko powiedziec, ze wspolpraca z roznego rodzaju rezimami
                                  > czy szumowinami nie jest obca i USA. Tak jak i innym krajom –
                                  > zachodnioeuropejskim rowniez.

                                  Znamienne jest to, ze w Pana przykladach bryluje USA. Czyz nie jest to nomen
                                  omen wyznacznik swiatowego trendu dwulicowosci w polityce znanej szerzej pod
                                  milo brzmiacym okresleniem 'political correctness'? Panu Bogu swieczke i diablu
                                  ogarek? nie ma tego, o czym nie mowimy? itp...


                                  > Zauwazyl Pan, ze Stany Zjednoczone ciesza sie w Polsce ogromnym autorytetem
                                  > czy wrecz uwielbieniem? Nie na prozno chyba sie mowi, ze Polacy to bardziej
                                  > pro-amerykanski narod niz sami Amerykanie. Kazde lajdactwo zyskuje u nas inna
                                  > ocene, jezeli dokonane jest przez USA. Agresja ZSRR na Afganistan byla
                                  > totalnie potepiona przez polskie spoleczenstwo, lecz agresja USA na tenze
                                  > Afganistan...

                                  Tu widze dwie sprawy - jedna to akceptacja poczynan USA na forum swiatowym, tu
                                  Polska jako kraj w szczegolny sposob nie rozni sie od wielu innych krajow ONZ,
                                  ktore byly 'za'. Niestety w polityce wieksze znaczenie ma 'handel' poparciem,
                                  cos za cos, co widac wyraznie ot chocby wlasnie w przypadku Afganistanu czy
                                  (tym bardziej) Czeczenii. Rosjanie postanowili poswiecic Saddama w imie nie
                                  mieszania sie swiata do Czeczenii... ciekawe swoja droga, jak wiele gotowi sa
                                  poswiecic dla ujarzmienia Czeczenow - czas pokaze.

                                  Druga sprawa to 'uwielbienie' USA przez Polakow. Nie na darmo juz od czasow
                                  Kosciuszki i Pulaskiego nowe mlode panstwo na kontynencie Ameryki Pln. cieszylo
                                  sie sentymentem Polakow. Tam wielu jechalo 'za chlebem', ba do tej pory takie
                                  sa marzenia wielu Polakow, co widac dobitnie w okolicach ul. Pieknej w
                                  Warszawie. Zas obrazu dopelnia ostatnio zaslyszany dowcip o Polakach:
                                  "Francja ma Legie Cudzoziemska, a USA - Polakow" - smutne, ale prawdziwe.


                                  > gdyby ktos zaatakowal np. Kuwejt (ktory praktycznie nalezy do USA) a
                                  > Amerykanie starali sie protestowac (biernie, bo inaczej by nie mogli –
                                  > sytuacja hipotetyczna) to ciekaw jestem, czy wyrzucal by im Pan takie
                                  > zachowanie.

                                  Moze Pana zadziwie, ale pewnie tez... tak samo jak wyrzucam wszystkim krajom
                                  biernosc w sprawach Tybetu czy wlasnie Czeczenii. Tak samo jak uwazalem
                                  odsylanie Tajwanu w czasie epidemii SARS przez WHO do Chinczykow...

                                  Z drugiej jednak strony musi Pan chyba przyznac, ze USA swoja wieloletnia
                                  polityka 'zandarma swiatowego' mimo wszystko zasluzylo sobie na slowa
                                  uznania/krytyki* (*niepotrzebne skreslic w zaleznosci od swiatopogladu wink))
                                  Z gory przepraszam za ten zarcik, ale wlasnie wychodze do domu i taki mnie
                                  humor naszedl.

                                  Pozdrawiam serdecznie
                                  • Gość: Archer Wymiana mysli z p. don-pedro cd. IP: *.fe.internet.bosch.de / 10.4.14.* 30.07.03, 16:15
                                    No tak. Zaczalem pisac “bladym switem” (gdy moj czas pracy jeszcze sie nie
                                    zaczal) a skonczylem po poludniu. Wstep wiec rzeczywiscie troche nie przystaje.
                                    Wiec teraz, juz bez zaznaczania pory dnia – witam Pana i dziekuje za odpowiedz.

                                    Wiele jest na swiecie bezpiecznych miejsc, gdzie mozna “portfel na ulicy
                                    zostawic”. W tym rejonie Niemiec gdzie mam przyjemnosc sie znajdowac, tez w
                                    zasadzie moznaby pozostawic samochod na ulicy nie zamkniety a na drugi dzien
                                    rano radio wciaz bedzie na swoim miejscu. Pewien “zgrzyt” stanowia tu jednak
                                    Turcy (ktorzy okradaja nie tylko niewiernych lecz wbrew islamskim nakazom –
                                    rowniez siebie), roznej masci Jugoslowianie no i niesetety – Polacy, sciagajacy
                                    tutaj tlumnie o tej porze roku na prace sezonowe. Ta mala uwaga tak gwoli
                                    piewrotnego tematu tego watku.

                                    “Znamienne jest to, ze w Pana przykladach bryluje USA. Czyz nie jest to nomen
                                    omen wyznacznik swiatowego trendu dwulicowosci w polityce znanej szerzej pod
                                    milo brzmiacym okresleniem 'political correctness'? Panu Bogu swieczke i diablu
                                    ogarek? nie ma tego, o czym nie mowimy? itp...”

                                    Zgoda, ze przyklady zostaly dobrane tendencyjnie. Mialy na celu pokazanie, ze i
                                    USA brudza sobie raczki. Nie oznacza to oczywiscie, ze inne kraje to dziewice
                                    orleanskie.
                                    Na wielu innych watkach podobne w poprzednim liscie przyklady wywolalyby mase
                                    wypowiedzi, krytyki, rozdrabniania ich na milion czesci no i oczywiscie
                                    mieszania z blotem przykladodawcy. A wszysko dlatego, ze w swiadomosci
                                    zbiorowej Narodu Polakiego lajdactwo tak dlugo jest lajdactwem, dopoki nie
                                    dopusci sie go USA. W tym momencie, to lajdactwo staje sie cnota (Bin Laden tak
                                    dlugo jest bohaterem jak dlugo bije Ruskich, gdyby tak np. zburzyl Kreml
                                    wyniesionoby go chyba w Polsce na oltarze, ale gdy zaczyna bic Amerykanow –
                                    momentalnie staje sie bandyta).
                                    Nie ma chyba sensu komentowac panskich wypowiedzi dotyczacych poczynan Polski
                                    na forum swiatowym. Zgoda we wszystkim. Tylko mala uwaga – ja w swoich postach
                                    pisze nie tyle o politykach (garstce ludzi realizujacych prawie tylko i
                                    wylacznie cele wlasne lub grup, przez siebie reprezentowanych – niekoniecznie
                                    narodow) lecz o przecietnym zjadaczu chleba, ktory o polityce wie akurat tyle,
                                    ile napisza mu w gazecie - czyli nic. Taki ktos, o ile nie pozwoli urobic sobie
                                    pogladow przy pomocy bzdur takich jak:
                                    - Amerykanie bronia w Jugoslawii tych biednych Albanczykow
                                    - wszyscy terrorysci siedza teraz w Afganistanie wiec trzeba ten kraj zdobyc
                                    - Husejn zagraza swiatowemu porzadkowi...
                                    itd. itp. to na ogol kieruje sie swoim wlasnym rozeznaniem i kryteriami. A w
                                    przypadku sporego procentu Polakow (zwlaszcza starszych), jednym z
                                    fundamentalnych kryteriow jest to, ze cokolwiek robia USA jest dobre.
                                    ‘Uwielbienie’ USA przez Polskow, o ktorym rozmawiamy to niezwykle ciekawy
                                    temat. Ciesze sie, ze rozmowa zeszla na te tory. Poniewaz tematem watku
                                    jest “dlaczego wyjechaliscie?”, mozna tutaj przez moment zastanowc sie nad
                                    tematem - dlaczego spory procent ludzi chcacych wyjechac stawia sobie za cel
                                    swojej emigracji wlasnie USA? Co sprawia, ze ten (nota bene dosc trudny i
                                    traktujacy nowoprzybylych dosc bezwzglednie) kraj cieszy sie taka estyma? Jak
                                    Pan sadzi?
                                    Biernosc w sprawie Czeczenow, Tybetanczykow (Palestynczykow) – oczywiscie, ma
                                    Pan racje. Te i inne nacje znajduja sie pod okupacja, i w taki czy inny sposob
                                    prowadza walke o odzaskanie swojego niepodleglego kawalka ziemi. Nawiasem
                                    mowiac, sa w Polsce osoby, uwazajace taka walke (rowniez nasze powstania gdy
                                    bylismy pod rozbiorami) za nielegalna. Chyba najslynniejsza z nich jest pan J.
                                    K. Mikke.

                                    “Z drugiej jednak strony musi Pan chyba przyznac, ze USA swoja wieloletnia
                                    polityka 'zandarma swiatowego' mimo wszystko zasluzylo sobie na slowa
                                    uznania/krytyki* (*niepotrzebne skreslic w zaleznosci od swiatopogladu wink)) Z
                                    gory przepraszam za ten zarcik (...)”

                                    Nie ma sie z czego smiac. Dobrze napisane. Oddanie inicjatywy w rece rozmowcy,
                                    aby sie czegos o min (?) dowiedziec. Dobrze wiec. Odbijam pileczke pytaniem:
                                    Slowa uznania? Za co? USA sa swiatowym zandarmem mniej wiecej od
                                    oficjalnego “upadku komunizmu” czyli od mniej wiecej poczatku lat ’90. Prosze
                                    pokazac mi chociaz jedna sytuacje (od tego czasu), za ktora moglbym wyrazac sie
                                    o tym panstwie z uznaniem.

                                    Pozdrawiam i czekam na odpowiedz:

                                    Archer
                                    • tajemniczy.don-pedro Re: Wymiana mysli z p. Archerem, cd. 31.07.03, 00:15
                                      Dobry wieczor, panie Archer (tak troche nietypowo tym razem).
                                      Pozwole sobie na krotkie komentarze a potem na koncu podsumuje, OK.?


                                      > W tym rejonie Niemiec gdzie mam przyjemnosc sie znajdowac, tez w
                                      zasadzie moznaby pozostawic samochod na ulicy nie zamkniety a na drugi dzien
                                      rano radio wciaz bedzie na swoim miejscu.

                                      *pozazdroscic smile


                                      Pewien “zgrzyt” stanowia tu jednak Turcy (ktorzy okradaja nie tylko
                                      niewiernych lecz wbrew islamskim nakazom – rowniez siebie)

                                      *Turcy (a zwlaszcza ci w Niemczech) nie sa już tak ortodoksyjni, jak Arabowie


                                      Zgoda, ze przyklady zostaly dobrane tendencyjnie. Mialy na celu pokazanie, ze i
                                      USA brudza sobie raczki. Nie oznacza to oczywiscie, ze inne kraje to dziewice
                                      orleanskie.

                                      *no wlasnie, każdy kraj brudzi sobie raczki...


                                      mala uwaga – ja w swoich postach pisze nie tyle o politykach
                                      (garstce ludzi realizujacych prawie tylko i wylacznie cele wlasne
                                      lub grup, przez siebie reprezentowanych – niekoniecznie narodow)
                                      lecz o przecietnym zjadaczu chleba, ktory o polityce wie akurat tyle,
                                      ile napisza mu w gazecie - czyli nic. Taki ktos, o ile nie pozwoli urobic sobie
                                      pogladow przy pomocy bzdur takich jak:
                                      - Amerykanie bronia w Jugoslawii tych biednych Albanczykow
                                      - wszyscy terrorysci siedza teraz w Afganistanie wiec trzeba ten kraj zdobyc
                                      - Husejn zagraza swiatowemu porzadkowi...
                                      itd. itp. to na ogol kieruje sie swoim wlasnym rozeznaniem i kryteriami.

                                      *no tak, troche to zmienia.... ale pytanie sie cisnie na usta:
                                      - na ile to rozeznanie jest naprawde wlasne, a na ile jednak stymulowane jest
                                      prasa, telewizja czy radiem i masa wciskanych przez nie wiadomosci... na ile w
                                      obecnych czasach mozemy mowic o wlasnym rozeznaniu i wlasnych pogladach? oj,
                                      powoli znow wkraczam na strone filozofii...


                                      dlaczego spory procent ludzi chcacych wyjechac stawia sobie za cel
                                      swojej emigracji wlasnie USA? Co sprawia, ze ten (nota bene dosc trudny i
                                      traktujacy nowoprzybylych dosc bezwzglednie) kraj cieszy sie taka estyma? Jak
                                      Pan sadzi?

                                      Juz gdzies o tym wspominalem, estyme ta wywodze od Kosciuszki i Pulaskiego i
                                      innych im podobnych Polakow, którzy wonczas upodobali sobie ten mlody
                                      demokratyczny kraj w Ameryce Polnocnej bedacy może namiastka traconej wlasnie
                                      wtedy (koniec XVIII wieku) niepodleglej Polski. Przez caly wiek XIX i XX
                                      plyneli do USA ‘za chlebem’ Polacy... No i jeszcze jako najbogatsza gospodarka
                                      swiata stanowi miejsce, gdzie chyba ciagle można zrealizowac marzenie pucybuta
                                      o byciu milionerem smile i to przyciaga ...



                                      Nawiasem mowiac, sa w Polsce osoby, uwazajace taka walke (rowniez nasze
                                      powstania gdy bylismy pod rozbiorami) za nielegalna. Chyba najslynniejsza z
                                      nich jest pan J. K. Mikke.

                                      o tym nie slyszalem! kiedy tak powiedzial?


                                      Odbijam pileczke pytaniem:

                                      zamiast odpowiedzi nastepne pytanie? Pan tez jest troszeczke ‘tajemniczy’ smile


                                      USA sa swiatowym zandarmem mniej wiecej od oficjalnego “upadku komunizmu”
                                      czyli od mniej wiecej poczatku lat ’90. Prosze pokazac mi chociaz jedna
                                      sytuacje (od tego czasu), za ktora moglbym wyrazac sie o tym panstwie z
                                      uznaniem.

                                      Trudne zadanie Pan mi zadal, mam nadzieje, ze wybaczy Pan mi prostote
                                      wypowiedzi, jesli dla Pana będzie zbyt banalna... w ciagu ostatnich 13 lat
                                      moge wyrazic uznanie dla USA za:
                                      - wklad w naukowy rozwoj swiata – opracowanie genomu czlowieka, badania
                                      astronomiczne, fizyczne, matematyczne, medyczne...
                                      - wklad w rozwoj sieci informatycznej, dzieki ktorej możemy tu wymieniac swoje
                                      mysli
                                      - (będzie kontrowersyjnie) konsekwencje w propagowaniu idei ‘wolnego rynku’

                                      no i to już... niewiele, ale zawsze dosc duzo....

                                      jak Pan widzi z daleka od polityki wszystko wyglada o wiele lepiej...
                                      no tak, wychodzi na to, ze polityka wszystko brudzi... tak było od dawien
                                      dawna, jest i chyba będzie... niestety, i nic nie możemy na to poradzic,
                                      przynajmniej tak dlugo, jak nasz wplyw na politykow jest niewielki... nie
                                      wyglada na razie na to, żeby w Polsce mialo sie to zmienic szybko, choc widze
                                      pewne objawy zmeczenia politykami... ale to jest temat na zupelnie inna bajke

                                      pozdrawiam serdecznie
                                      • Gość: Archer Re: Wymiana mysli z p. Archerem, cd. IP: *.fe.internet.bosch.de / 10.4.14.* 04.08.03, 07:46
                                        Panie don-pedro:

                                        Przepraszam za parodniowa nieobecnisc. Coz, arbeit.
                                        Ciekawa odpowiedz i ciekawe nowe problemy. O niektorych z nich pisalem juz na
                                        tym forum czy na usenecie (ktory w miedzyczasie gdzies sie zapodzial – ciekawe,
                                        co sie z nim stalo?).
                                        No to moze „by the numbers“ w kolejnosci poruszanych przez Pana spraw:
                                        1. Opinie, ze kraje arabskie az roja sie od roznego sortu zlodzei rodzimego
                                        chowu (okradajacych wspolwyznawcow oraz niekiedy siebie nawzajem z koronnym
                                        chyba, basniowym, lecz opartym na rzeczywistosci przykladem Ali Baby) opieram
                                        na informacjach zaczerpnietych od ludzi, ktorym nie mam podstaw nie wierzyc.
                                        Osobiscie nigdy nie bylem w zadnym z nich (z autopsji znam tylko arabska
                                        mniejszosc w Australii). Jest wielu polakow, ktorzy spedzili wakacje w Turcji
                                        i przez nich dociera do kraju troche informacji o tamtejszych zachowaniach.
                                        Nakaz religijny to jedna rzecz a ludzka natura (zwlaszcza w grupie) to jednak
                                        co innego. Gdyby tak nie bylo, to 10 przykazan regulowaloby w pelni zycie np. w
                                        katolickiej Polsce (i nikt by np. nie kradl). Krotko: nakazy religijne nie do
                                        konca sa przestrzegane. Popatrzmy tez na to inaczej. Okradzenie wspolwyznawcy
                                        jest, wg. tamtejszych nakazow religijnych grzechem. Z cala pewnoscia zlodziej
                                        wyrzadza okradanemu krzywde. Ale czy jest to jedyna krzywda, jaka moze on
                                        blizniemu wyrzadzic? Chyba nie. Do listy krzywd zaliczyc tez trzeba morderstwo
                                        wspolwyznawcy, bedace tam rowniez grzechem. Jest to chyba ciezsza zbrodnia niz
                                        zlodzielstwo prawda? No to teraz pytanie: czy wyznawcy Islamu nie morduja sie
                                        nawzajem (wojna Iraku z Iranem, pakistansko – afganistanskie zbrojne
                                        podchody...)?
                                        2. „ale pytanie sie cisnie na usta: - na ile to rozeznanie jest naprawde
                                        wlasne, (...)“. Tak. Dobre pytanie. Chyba nie ma krotkiej i prostej odpowiedzi.
                                        Probujac jednak odpowiedziec, musialbym chyba wyrazic umiarkowany optymizm.
                                        Moze na poczatku maly przyklad – Polska w czerwonych czasach. Przecietny polak
                                        bombardowany z radia, telewizji czy gazet owczesna propaganda i tak dobrze
                                        wiedzial, ze to nie Niemcy lecz Ruscy rozstrzelali Polakow w Katyniu, ze
                                        standard zycia jest lepszy w USA niz w ZSRR i ze wiecznie zywe idee Lenina
                                        zdechna w przeciagu najblizszych kilkunastu/kilkudziesieciu lat a zachodni,
                                        zgnily, system wolnorynkowy bedzie, lagodnie mowiac, duzo trwalszy. I chociaz
                                        teoretycy marksistowscy mogliby przez stulecia temu przecietnemu osobnikowi
                                        dowodzic, ze jest odwrotnie, to on i tak na ogol pozostawal przy swoim. Nabyte
                                        przez dlugi czas wiadomosci oraz inercja swiatopogladowa, jaka cechuje kazda
                                        grupe ludzi powoduje, ze nie wychyla sie ona latwo i szybko w te czy inna
                                        strone. Nie oznacza to rzecz jasna, ze nie ma w tej grupie osobnikow latwo
                                        ulegajacych nowym interpretacjom, teoriom, komentarzom, wytlumaczeniom
                                        (oczywistych niekiedy faktow)... Rozeznanie nigdy nie bedzie do konca wlasne,
                                        ale czlowiek latwiej przyjmie i oswoi sie z nowa informacja jezeli nie bedzie w
                                        poblizu kogos innego (najlepiej grupy ludzi), z kim mozna na dany temat
                                        pogadac. I jeszcze jedno: w niektorych sprawach natury zasadniczej ludzie maja
                                        tendencje do przyjmowania postawy dogmatycznej (w tej mierze my, Polacy, mozemy
                                        chyba sluzyc przykladem). W takim wypadku raz narzucony poglad, nawet
                                        nieprawdziwy, pozostaje na zawsze lub przynajmniej przez dlugi czas. I jezeli
                                        nawet z czasem okazuje sie, ze jest inaczej, przecietny Polak „idzie w zaparte“
                                        i dalej obstaje przy swoim. Prosze np. popatrzec ilu jest w Polsce „starych
                                        komunistow“. Ale ma to czasem i dobre strony. Kiedy ktos probuje wmowic nam
                                        jakas (chociazby w miare logicznie argumentowana) bzdure to nie przyjmuje sie
                                        jej „z definicji“ (bez kontrargumentowania). Czasami wazne jest tez, kto to
                                        mowi... Jak Pan widzi, nie ma tutaj prostej odpowiedzi. Niemniej pozostaje
                                        umiarkuwanym optymista.
                                        3. Zgoda z panskimi argumentami dotyczacymi popularnosci USA. Jezeli Pan jednak
                                        pozwoil moze jeszcze cos dopisze: Moim zdaniem Amerykanie to mistrzowie
                                        sprzedazy. Potrafili oni sprzedac swiatu tzw. „american dream“. Sa pod niemal
                                        kazda postacia obecni w mediach a ich hollywoodzka produkcja zdobywa swiat mimo
                                        roznego nieraz rodzaju barier. Byc na topie – to ich haslo obecne w kazdej
                                        dziedzinie zycia (albo jestes pierwszy albo przegrany) ma silny wplyw zwlaszcza
                                        na ludzi mlodych plci meskiej ze srednio rozwinietych (lub kompletnie
                                        niedorozwinietych) krajow, gdzie neodarwinizm bije rekordy popularnosci. Tych,
                                        ktorzy sie tam tak czy inaczej dostana, o ile nie maja w jakis sposob
                                        ulatwionego szartu, czeka jednak los nie majacy prawie nic wspolnego z filmowo-
                                        propagandowa fikcja „pucybut – milioner“. Co sie tyczy panskiego
                                        stwierdzenia „Przez caly wiek XIX i XX plyneli do USA ‘za chlebem’ Polacy...“
                                        to oczywiscie zgoda z ta mala poprawka, ze ludzie (miedzy innymi Polacy)
                                        emigrowali wtedy nie tylko do USA. Pozwoli Pan zauwazyc, ze jednam z pierwszych
                                        celow emigracji (dla Amerykanow rowniez) w drugiej polowie XIX w byla
                                        Argentyna. „crying...) stanowi miejsce, gdzie chyba ciagle można zrealizowac
                                        marzenie pucybuta o byciu milionerem“ – patrz: american dream pare zdan powyzej.
                                        4. Trudno mi w tej chwili pokazac odpowiedni fragment z dyskutowana wypowiedzia
                                        pana Mikke. Jest to jednak dosc charakterystyczny i bijacy w oczy komentarz
                                        dlatego go zapamietalem.
                                        5. „- wklad w naukowy rozwoj swiata – opracowanie genomu czlowieka, badania
                                        astronomiczne, fizyczne, matematyczne, medyczne...“ – naukowcy calego swiata
                                        maja w tym swoj udzial. Ale dobrze. Idac tym sposobem myslenia odwrocmy troche
                                        pytanie i napiszmy cos bulwersujacego: Jaki moglby byc powod do slow uznania
                                        dla Niemiec 1933 – 1945? Odpowiedz: stworzenie niemal od podstaw techniki
                                        rakietowej, ogromny wklad w rozwoj techniki jadrowej, rozwoj motoryzacji na
                                        skale przekraczajaca nawet wyobrazenia pana Forda, budowa pierwszych na swiecie
                                        Autobahn itd itp. Niemniej nikt jakos nie wyraza sie z uznaniem o Niemczech
                                        hitlerowskich.
                                        „- wklad w rozwoj sieci informatycznej, dzieki ktorej możemy tu wymieniac swoje
                                        mysli“ – zgoda, ich udzial jest tu chyba najwiekszy. Nie mozna jednak pominac
                                        niejakiego pana Von Neumana – niemca, tworcy teoretychnych podstaw dzialanie
                                        komputera oraz chociazby francuzow, ktorym Bill Gates wykradl Windows.

                                        To moze na razie tyle.
                                        Z pozdrowieniami,

                                        Archer
                                        • tajemniczy.don-pedro Re: Wymiana mysli z p. Archerem, cd. 05.08.03, 23:25
                                          Dobry wieczor Panie Archer (i znow wieczor...)

                                          > Nakaz religijny to jedna rzecz a ludzka natura (zwlaszcza w grupie) to jednak
                                          > co innego. Gdyby tak nie bylo, to 10 przykazan regulowaloby w pelni zycie np.
                                          > w katolickiej Polsce (i nikt by np. nie kradl). Krotko: nakazy religijne nie
                                          > do konca sa przestrzegane.

                                          Ano tak, racja oczywiście gdyby wszyscy byli wierzacy i wszyscy stosowali się
                                          do przykazan, to swiat byłby zapewne lepszy. Ale tak nie jest i stad zapewne
                                          biora się kodeksy prawne dla ‘niewierzacych’, które pozniej zaczynaja
                                          obowiazywac wszystkich... zas temat, dlaczego nawet osoby wierzace nie zawsze
                                          stosuja się do przykazan (chrzescijanskich czy muzulmanskich) jest tak ogromny,
                                          ze pewnie niejedna prace doktorska z dziedziny filozofii i psychologii moznaby
                                          napisac... ja nie czuje sie na silach...


                                          > Prosze np. popatrzec ilu jest w Polsce „starych komunistow“.

                                          Tu pozwole sobie na taki maly wtret, który mi się przypomnial przy okazji tego
                                          stwierdzenia...
                                          „jeśli ktos ma –nascie lat i wierzy w idealy komunizmu, to znaczy, ze jest
                                          mlody, niedoswiadczony i naiwny, jeśli zas ktos ma lat –dziesiat i nadal wierzy
                                          w idealy komunizmu, to znaczy, ze jest glupi lub sam czerpie z tego tytulu
                                          korzysci kosztem innych...


                                          > Niemniej pozostaje umiarkowanym optymista.

                                          No i w sumie chyba tak trzeba...

                                          > Moim zdaniem Amerykanie to mistrzowie sprzedazy. Potrafili oni sprzedac
                                          > swiatu tzw. „american dream“. Sa pod niemal kazda postacia obecni w mediach a
                                          > ich hollywoodzka produkcja zdobywa swiat mimo roznego nieraz rodzaju barier.
                                          > Byc na topie – to ich haslo obecne w kazdej dziedzinie zycia (albo jestes
                                          > pierwszy albo przegrany)

                                          Dobrze powiedziane, rzeczywiscie cos w tym jest. I niestety trzeba zauwazyc, ze
                                          ten styl zdobywa coraz to nowe kraje, nowe przyczolki, rozprzestrzenia się
                                          szybko po calym swiecie.


                                          > silny wplyw zwlaszcza na ludzi mlodych plci meskiej ze srednio rozwinietych
                                          > (lub kompletnie niedorozwinietych) krajow, gdzie neodarwinizm bije rekordy
                                          > popularnosci. Tych, ktorzy sie tam tak czy inaczej dostana, o ile nie maja w
                                          > jakis sposob ulatwionego startu, czeka jednak los nie majacy prawie nic
                                          > wspolnego z filmowo- propagandowa fikcja „pucybut – milioner“.

                                          no tak, ale jednak garna się ludziska, garna się, ciagle nowe ograniczenia
                                          stosuja USA, aby powstrzymac naplyw... i nie potrafia uporac się z tym w swoich
                                          pieleszach... i jeśli już jestesmy przy USA, to ostatnio slyszalem taki poglad,
                                          ze tam wlasnie panuje takie rownouprawnienie przeroznych grup, ze teraz
                                          najbardziej dyskryminowani sa biali mezczyzni...


                                          > stworzenie niemal od podstaw techniki rakietowej, ogromny wklad w rozwoj
                                          > techniki jadrowej, rozwoj motoryzacji na skale przekraczajaca nawet
                                          > wyobrazenia pana Forda, budowa pierwszych na swiecie Autobahn itd itp.
                                          > Niemniej nikt jakos nie wyraza sie z uznaniem o Niemczech hitlerowskich.

                                          bardzo ryzykowne tezy Pan stawia, choc oczywiście prawdziwe... tu dodam
                                          również niepopularne stwierdzenie, ze Niemcy hitlerowskie na okupowana Polske
                                          nalozyly podatki, który były duzo nizsze, niż obecnie stosowane w ‘wolnej’
                                          Polsce.

                                          Pozdrawiam
                                          • Gość: Archer Wymiana mysli z p. don-pedro, cd. IP: *.fe.internet.bosch.de / 10.4.14.* 07.08.03, 07:37
                                            Dzien dobry (dobry wieczor) Panie don-pedro.

                                            Czyzby nasza zajmujaca dyskusja dobiegala konca? Zaczynamy zgadzac sie niemal
                                            we wszystkim? No prosze. Musze uczciwie przyznac, ze jest Pan wyjatkowym (w
                                            pozytywnym tego slowa znaczeniu) przypadkiem forumowicza i chyba z nikim
                                            jeszcze nie rozmawialo mi sie tak relaksujaca.
                                            Moze wiec tym razem, zamiast polemiki (chociaz tej chyba miedzy nami juz nie
                                            ma) kilka pikantnych przykladow na tematy z powyzszych dwoch listow.
                                            Nie napisalem o tych niskich podatkach w czasach okupacji Polski (i innych
                                            krajow) wprowadzonych przez administracje pana Hitlera chociaz jest to fakt
                                            ogolnie znany (chociaz niepopularny)a rozprzestrzeniany glownie przez (jeszcze
                                            raz) Unie Polityki Realnej. Idac za panskimi przykladami, skoncentrowalem sie
                                            na osiagneciach natury technicznej. No i zapomnialem jednego z najwazniejszych
                                            (o ile nie najwazniejszego) czyli wynalezienia samolotu odrzutowego. Malo kto
                                            sposrod dzisiejszych krytykantow lat 1939-1945 zdaje sobie sprawe, ze gdyby pan
                                            Hitler swego czasu nie wylozyl... Bog jeden wie ilu miliardow marek to latali
                                            by oni dzisiaj w warunkach przypominajcych moze standardy tupolewow czy DC-9, a
                                            Amerykanie bombardowaliby Irak z odrzutowcow klasy MIG 21.
                                            Tak samo, patrzac na konsekwencje prac naukowo badawczych i inzynieryjnych,
                                            prowadzonych przez Niemcow w jego (Hitlera) czasach trzeba napisac, ze gdyby
                                            nie on to:
                                            - technika lotow kosmicznych bylaby cofnieta o kilka dekad. Prawdopodobnie nie
                                            doszloby do wyslania czlowieka na Ksiezyc. Telekomunikacja satelitarna
                                            (telewizja, telefonia, internet) rowniez nie moglaby rozwinac sie tak, jak to
                                            istnieje dzisiaj.
                                            - technika jadrowa, o ile wogole zastosowana na szeroka skale do wytwarzania
                                            energii elektrycznej, bylaby dosc zacofana. Prawda jest, ze pionierskie prace
                                            inzynieryjne wykonali tutaj niby Amerykanie ale raz, ze dzialo sie tak dlatego,
                                            poniewaz konkurencja ze strony Niemiec byla bardzo silna a dwa, ze czolowi
                                            naukowcy pracujacy wtedy w USA pochodzili z Europy (Fermi, Oppenheimer czy
                                            inicjujacy jakoby ten program Einstein). II wojna byla wiec tu niejako
                                            stymulatorem rozwoju. Jest to niezwykle ciekawy i kontrowersyjny dzisiaj temat.
                                            Zieloni w Europie Zachodniej glosno psiocza przeciw elektrownia jadrowym nie
                                            zdajac sobie chyba sprawy, ze np. we Francji 70% calej wyprodukowanej energii
                                            elektrycznej pochodzi z tychze wlasnie elektrowni (w innych krajach proporcje
                                            sa inne, a w nabardziej chyba zacofanym pod tym wzgledem kraju europejskim –
                                            Polsce – 0%). Gdyby elektrownie te zastapic innymi, napedzanymi kopalnymi
                                            paliwami stalymi, plynnymi czy lotnymi – pochodzenia organicznego (wegiel,
                                            ropa, gaz) to efekt cieplarniany obserwowany dzisiaj (a props: jaka u Pana dzis
                                            temperatura?) bylby odpowiednio zwielokrotniony.
                                            No to moze tyle na temat Niemiec A.D. ‘39-’45. Kontynuujac jednak temat
                                            chcialem napisac pare slow o kolejnym totalitarnym mocarstwie, powstalym na
                                            gruzach Trzeciej Rzeszy i pozywiajacyn sie z poczatku (do dzisiaj?) jego
                                            osiagnieciami technicznymi. Mowie oczywiscie o ZSRR. My, Polacy, mielismy
                                            watpliwa przjemnosc spedzic 45 lat pod jego okupacja i nie chcialbym rozpisywac
                                            sie tutaj o calym zle wyrzadzonym przez Rosjan nam czy swiatu. Chcialbym
                                            napisac pare slow na temat ich osiagniec naukowo technicznych:
                                            - wystrzelenie pierwszego sztucznego satelity Ziemi i pierwszy kosmiczny lot
                                            zalogowy. Ruscy nie stosowali (nie ukradli) tutaj amerykanskich technioigiib bo
                                            sami Amerykanie nie byli wtedy jeszcze na takim poziomie. W tym przypadku,
                                            rosyjscy naukowcy i inzynierowie z grup badawczych Korolewa sami rozwiazali
                                            caly szereg arcytrudnych problemow zwiazanych z tymi projektami.
                                            - dostarczenie po raz pierwszy na Ziemie zdjec ciemnej strony Ksiezyca.
                                            - zbudowanie pierwszego na swiecie reaktora jadrowego. Malo kto wie, ze
                                            material uzywany do produkcji pierwszych bomb atomowych nie byl syntezowany w
                                            reaktorach, lecz otrzymywany droga chemicznego oczyszczania.
                                            Na razie tylko dwa przyklady, ale daloby sie napisac wiecej.
                                            Przyklady mozna mnozyc poczynajac od starozytnosci, gdzie w warunkach mniej lub
                                            bardziej krwawych dyktatur (monarchii?!) dokonywano niekiedy epokowych odkryc
                                            (proch, igla magnetyczna, papier) czy budoawno wyjatkowo trwale rzeczy
                                            (piramidy), poprzez sredniowiecze i nieco pozniej (Kolumb, Kepler, Kopernik),
                                            az po dzien dzisiejszy gdzie, jak widac, wielkie odkrycia i wynalazki nie sa
                                            tylko i wylacznie cecha czasow demokratycznych.
                                            Pisze o tym, bo we wspolczesnym swiecie utarl sie poglad, ze dopiero dzisiaj
                                            zyjemy w czasach nieskrepowanego rozwoju naukowo technicznego –
                                            wrecz “rewolucji naukowo technicznej”. Jest to, ogolnie rzecz biorac nieprawda.
                                            Niektorzy twierdza, ze sytuacja jest wrecz odwotna i ze zyjemy niejako w
                                            czasach zastoju a obraz rozwoju jest stymulowany porpagandowo.
                                            I rzeczywiscie, jezeli blizej przyjrzec sie wspolczesnym zabawkom, to
                                            zauwazymy, ze budowane sa one w oparciu o wiedze zdobyta jakis czas temu a
                                            wspolczesnych fundamentalnych odkryc, ktore moglyby zaowocowac w przyszlosci
                                            nowymi zabawkami, jakos nie widac.

                                            Ludziska garna sie do Ameryki. Prawda. Jak bylem mlody i glupi, to sam chcialem
                                            tam jechac. Sam ten fakt nie dowodzi jednak jeszcze, ze owym ludziom powiedzie
                                            sie tak, jak owemu przyslowiowemu chyba dzis pucybutowi. Ale nie o tym
                                            chcialem... lecz wlasnie pare slow o tych stawianych przez Amerykanow
                                            barierach. W czasach, kiedy medialna fikcja powoduje, ze co drugi wyrostek mazy
                                            o wyjezdzie do USA musza byc jakies tam bariery. Ale nie sa to bariery nie do
                                            przeskoczenia. Ich celem nie jest eliminowanie emigracji lecz selekcja
                                            najlepszego (mlodego, zdrowego, wyksztalconego) narybku, ktory bedzie potem
                                            mordowal sie przy azbestach albo smolowal dachy. USA potrzebuja nowoprzybylych
                                            bardziej niz nowoprzybyli USA. Bez nich panstwo Busch byliby farmerami a nie
                                            prezydentami a rodzina Kennedych, aby sie dorobic, musialaba powrocic do
                                            procederu, ktrorym trudnili sie ich amerykanscy protoplasci czyli do napadow na
                                            banki i pociagi (dopiero potem przyszedlby czas na arystokratyczne ozenki z
                                            Grekami, Polakami itd.). Na ogromnym wysilku, zmarnowanych latach, potepienczej
                                            walce o kazdego dolara jaka nowoprzybyli musza wykonac, zarabiaja tak naprawde
                                            krecacy trybami tego ekonomicznego giganta. Tak bylo (i pod wieloma wzgledami
                                            jest) i w Europie ale USA to chyba akademicki dzisiaj przyklad.
                                            No bo czyz nie mozna wymyslic i ustanowic takich prawdziwych barier (jak w
                                            Australii chciala zrobic Pauline Hanson) aby nie przeskoczyl ich nikt?
                                            Dlaczego, pomimo barier, istnieje tam wciaz naplyw nielegalnych emigrantow (a
                                            wladza patrzy na to przez palce)?

                                            Tym milym akcentem, z zyczeniami milego weekendu konczy:

                                            Archer

                                            P.S. No i widzi Pan – pozostalismy w tym watku sami. Dziekuje za towazystwo.
                                            Dlatego rowniez nie zabieram glosu w panskim watku na temat obywatelstwa (aby
                                            go nie terminowac).
                                            • tajemniczy.don-pedro Re: Wymiana mysli z p. Archerem, cd. 12.08.03, 11:41
                                              Gość portalu: Archer napisał(a):

                                              > Dzien dobry (dobry wieczor) Panie don-pedro.

                                              Dzien dobry (dobry wieczor), Panie Archer.
                                              Przypomina mi sie znany zarcik na rozpoczecie a'propos dzien/wieczor:
                                              w radio jeden z kabaretow tez tak rozpoczynal audycje: "dzien dobry/dobry
                                              wieczor, w koncu nie wiadomo, kiedy to pojdzie...."


                                              > Czyzby nasza zajmujaca dyskusja dobiegala konca? Zaczynamy zgadzac sie niemal
                                              > we wszystkim? No prosze.

                                              O! jestem pewien, ze na pewno znalazloby sie wiele tematow, w ktorych nasze
                                              poglady sie rozbiegaja... polityka, zdrowie, kobiety... ulubione tematy na
                                              dlugie nocne Polakow rozmowy smile


                                              > Musze uczciwie przyznac, ze jest Pan wyjatkowym (w pozytywnym tego slowa
                                              > znaczeniu) przypadkiem forumowicza i chyba z nikim jeszcze nie rozmawialo mi
                                              > sie tak relaksujaca.

                                              Bardzo milo mi to slyszec i chcialbym to odwzajemnic. Jesli Pan laskawie
                                              zauwazyl rowniez na innych moich watkach rozmowy sa relaksujace, co prawda nie
                                              ze wszystkimi rozmawia sie tak milo, jak z Panem, no ale duza role odgrywa tu
                                              zapewnie kultura osobista i umiejetnosc artykulowania swoich pogladow...


                                              > Nie napisalem o tych niskich podatkach w czasach okupacji Polski (i innych
                                              > krajow) wprowadzonych przez administracje pana Hitlera chociaz jest to fakt
                                              > ogolnie znany (chociaz niepopularny)a rozprzestrzeniany glownie przez
                                              > (jeszcze raz) Unie Polityki Realnej.

                                              Oczywiscie przyklad ten jest przez UPR podawany tylko i wylacznie na zasadzie
                                              kontrastu z obowiazujacymi obecnie 'przyjaznymi dla ludu' systemami podatkowymi
                                              i obciazeniami w socjalistycznej 'wolnej' Polsce i w takoz socjalistycznej
                                              Europie.


                                              > II wojna byla wiec tu niejako stymulatorem rozwoju. Jest to niezwykle ciekawy
                                              > i kontrowersyjny dzisiaj temat.

                                              Pokrotce odniose sie do tego zagadnienia. Oczywiscie techniczne zaslugi pana AH
                                              nie sa do pogardzenia, nie nalezy jednak zapominac tego, czemu mialy sluzyc. Z
                                              pewnoscia postep prac nad technika jadrowa nie byl prowadzony w celu
                                              zapewnienia ludnosci taniej i ogolnodostepnej energii elektrycznej, podobnie
                                              jak samolot odrzutowy nie mial na celu zaproponowania szybkiego przemieszczania
                                              ludzi pomiedzy kontynentami...


                                              > Gdyby elektrownie te zastapic innymi, napedzanymi kopalnymi paliwami stalymi,
                                              > plynnymi czy lotnymi – pochodzenia organicznego (wegiel, ropa, gaz) to efekt
                                              > cieplarniany obserwowany dzisiaj bylby odpowiednio zwielokrotniony.

                                              Oczywiscie przy zastosowaniu odpowiednich rezimow kontroli energia jadrowa to
                                              najczystsze z tzw. zrodel nieodnawialnych, nawet jesli pozostaje problem tzw.
                                              odpadow. Odpowiednie ich zabezpieczenie w nieczynnych kopalniach nie wszystkim
                                              sie podoba, ale to i tak lepiej, niz wyrzucanie ich w olowianych barylkach do
                                              morza... Dzis jeszcze nad Baltykiem pojawiaja sie na plazach plamy oleju
                                              niewaidomoego pochodzenia, co niektorzy tlumacza wyciekami z wrakow po II
                                              wojnie swiatowej masowo zalegajacych dno morza.
                                              Dla mnie przyszloscia wydaja sie zrodla odnawialne - slonce, wiatr, woda,
                                              plywy... ale do tego jeszcze ludzkosc musi dojrzec...


                                              > - wystrzelenie pierwszego sztucznego satelity Ziemi i pierwszy kosmiczny lot
                                              > zalogowy. Ruscy nie stosowali (nie ukradli) tutaj amerykanskich technologii bo
                                              > sami Amerykanie nie byli wtedy jeszcze na takim poziomie. W tym przypadku,
                                              > rosyjscy naukowcy i inzynierowie z grup badawczych Korolewa sami rozwiazali
                                              > caly szereg arcytrudnych problemow zwiazanych z tymi projektami.

                                              Sprawa miala charakter wybitnie prestizowy i jesli uwzgledni sie ilosc osob
                                              (kosmonautow), ktore stracily zycie podczas realizacji tego projektu (dopiero
                                              teraz powoli uchylaja sie archiwa), to raczej nie ma sie czym chwalic...


                                              > Pisze o tym, bo we wspolczesnym swiecie utarl sie poglad, ze dopiero dzisiaj
                                              > zyjemy w czasach nieskrepowanego rozwoju naukowo technicznego – wrecz
                                              > 'rewolucji naukowo technicznej'. Jest to, ogolnie rzecz biorac nieprawda.
                                              > Niektorzy twierdza, ze sytuacja jest wrecz odwotna i ze zyjemy niejako w
                                              > czasach zastoju a obraz rozwoju jest stymulowany porpagandowo.
                                              > I rzeczywiscie, jezeli blizej przyjrzec sie wspolczesnym zabawkom, to
                                              > zauwazymy, ze budowane sa one w oparciu o wiedze zdobyta jakis czas temu a
                                              > wspolczesnych fundamentalnych odkryc, ktore moglyby zaowocowac w przyszlosci
                                              > nowymi zabawkami, jakos nie widac.

                                              Dla mnie najbardziej oczekiwane jest praktyczne zastosowanie teorii Einsteina
                                              umozliwiajace dowolne przemieszczanie sie w czasie i przestrzeni. Problem
                                              polega na tym, ze ludzkosc nie jest informowana o najnowszych zdobyczach
                                              naukowcow pracujacych w zaciszu laboratoriow az do momentu, kiedy jeden z nich
                                              nie wyniesie tej wiedzy, lub jesli ich mocodawcy stwierdza, ze nie da sie
                                              wiecej wykorzystac danego odkrycia do celow militarnych, politycznych, itp. Kto
                                              wie, moze maszyna do podrozy w czasie juz dziala, ale stosowana jest glownie do
                                              zacierania wszelkich sladow jej istnienia?


                                              > W czasach, kiedy medialna fikcja powoduje, ze co drugi wyrostek marzy
                                              > o wyjezdzie do USA musza byc jakies tam bariery. Ale nie sa to bariery nie do
                                              > przeskoczenia. Ich celem nie jest eliminowanie emigracji lecz selekcja
                                              > najlepszego (mlodego, zdrowego, wyksztalconego) narybku, ktory bedzie potem
                                              > mordowal sie przy azbestach albo smolowal dachy.USA potrzebuja nowoprzybylych
                                              > bardziej niz nowoprzybyli USA.

                                              To jest zaiste smutna prawda, jak zwykle pozostajaca w rozbieznosci z
                                              oficjalnym stanowiskiem. Ale jesli nie przyjedzie tam Polak, to przyjedzie
                                              Portorykanin, Meksykanin, Murzyn czy Chinczyk i tez to zrobi.


                                              > Na ogromnym wysilku, zmarnowanych latach, potepienczej walce o kazdego dolara
                                              > jaka nowoprzybyli musza wykonac, zarabiaja tak naprawde krecacy trybami tego
                                              > ekonomicznego giganta. Tak bylo (i pod wieloma wzgledami jest) i w Europie
                                              > ale USA to chyba akademicki dzisiaj przyklad.

                                              Tez celna uwaga... dobrze by bylo, gdyby to przeczytali wszyscy tak ochoczo
                                              garnacy sie do wyjazdu, jak tez i ci, ktorzy wyjechali i uwazaja, ze zlapali
                                              Pana Boga za nogi, bo sa w USA, maja dom i samochod na kredyt, a tak na prawde
                                              to nie maja nic.


                                              > P.S. No i widzi Pan – pozostalismy w tym watku sami. Dziekuje za towazystwo.
                                              > Dlatego rowniez nie zabieram glosu w panskim watku na temat obywatelstwa (aby
                                              > go nie terminowac).

                                              Wydaje mi sie, ze moze Pan zabrac glos, on i tak juz nieco opadl, moze nowe
                                              zdanie zacheci innych do dalszej dyskusji?

                                              Pozdrawiam rowniez serdecznie spod zachmurzonego nieba i +22
                                              • Gość: Archer Re: Wymiana mysli z p. Archerem, cd. IP: *.fe.internet.bosch.de / 10.4.14.* 12.08.03, 16:36
                                                Z rozgrzanego do czerwonosci Stuttgartu wita Archer.

                                                No tak. Zagadnienia prestizowe i moralne, wplecione do dyskusji na temat
                                                osiagniec naukowo technicznych potrafia niekiedy kompletnie zmienic calosciowy
                                                obraz sytuacji. Ma Pan rzecz jasna racje piszac, ze dalekosiezne cele jakie
                                                przyswiecaly panom Hitlerowi czy Stalinowi przy potepienczym finansowaniu
                                                takich czy innych projektow byly, lagodnie mowiac, dalekie od pokojowych. Aby
                                                dopelnic obraz nalezaloby rowniez doloczyc tu pana Roosevelta, ktory niemal
                                                natychmiast po wybudowaniu pierwszej bomby atomowej postanowil sprawdzic jej
                                                efekty. No i sprawdzil. Spojrzmy jednak na ten problem nie przez pryzmat
                                                wielkiej polityki i walki o wladze, lecz z zacisza laboratorium:
                                                Jest zespol zdolnych naukowcow. Nie chca oni nikogo zabijac, z nikim prowadzic
                                                wojny, nad nikim panowac itd. Oni chca tylko zobaczyc jak bedzie zachowywac sie
                                                turbina odrzutowa przyczepiona do odpowiednio wyprofilowanego kadluba. W
                                                warunkach pokojowych taki projekt przebijalby sie calymi latami przez warstwy
                                                urzednikow, decydentow, karierowiczow, politykow, samotne matki, inne,
                                                konkurujace o fundusze grupy naukowcow (niekiedy pseudonaukowcow) i tym
                                                podobne. Szef projektu, zamiast przyczepic ten nieszczesny sinik do tego
                                                kadluba osiwialby wpierw lub umarl na marnej
                                                pensyjce. “Geniuszem”, “wizjonerem”, “protoplasta pasazerskich lotow
                                                odrzutowych”... zostalby nazwany dopiero pozniej - gdyby ktos inny w koncu
                                                przyczepil niemal dokladnie taka sama turbine do identycznego kadluba.
                                                Az tu nagle pojawia sie pan H. Sypie milionami, bo w zastosowaniu tego pomyslu
                                                widzi bezposredni srodek sluzacy do realizacji jego celow. Co robic? Slucham
                                                odpowiedzi.
                                                Aby nie bylo ona jednak zbyt latwa i oczywista; oto przyklad rownolegly:
                                                Jest grupa fiyzkow nuklearnych. Do tej pory traktowano ich jako zamkniete kolko
                                                ludzi majacych legkiego fiola i bajdurzacych cos tam o “nowym rodzaju sil
                                                wiazania”, “neutronach i protonach o podobnej masie”, “spowalnianiu szybkich
                                                neutronow, deuteronow i innych onow”. Az tu nagle nastepuja pierwsze udane
                                                doswiadczenia z rozszczepieniem jader pierwiastkow ciezkich i wydzielajaca sie
                                                przy tym, w sposob niekontrolowany, ogromna ilosc calkowicie bezuzytecznej
                                                energii. Tworzy sie (powiedzmy w Oregon) taki wlasnie zespol goracych glow
                                                chcacych sprawdzic co bedzie, jezeli odpowiednia ilosc uranu 235 polaczy sie w
                                                mase krytyczna np. na pustyni Mochabe (sorry za bledy w pisowni). Ich pomysly
                                                kwitowane sa pukaniem w glowe lub co najwyzej zartami rysunkowymi
                                                zamieszczanymi w sobotnim wydaniu New York Times’a.
                                                Az tu nagle zjawia sie pan Roosevelt...
                                                Za caly nastepujacy potem wyscig wraz z ofiarami w ludziach obarczyc nalezy
                                                chyba raczej szalonych i krwawych politykow a nie naukowcow. Piszac o
                                                osiagnieciach technicznych mialem przede wszystkim na mysli naukowcow, ktorzy
                                                trafili na czasy straszne, lecz sprzyjajace jednak tego typu naukowym
                                                przedsiewzieciom.
                                                “Dla mnie przyszloscia wydaja sie zrodla odnawialne - slonce, wiatr, woda,
                                                plywy... ale do tego jeszcze ludzkosc musi dojrzec...”
                                                Co Pan ma na mysli? Swiadomosc potrzeby wykorzystania takich zrodel juz jest.
                                                Chyba, ze pisze Pan o ograniczeniach natury technicznej. Tutaj rzeczywiscie
                                                jest jeszcze sporo do zrobienia.
                                                “Dla mnie najbardziej oczekiwane jest praktyczne zastosowanie teorii Einsteina
                                                umozliwiajace dowolne przemieszczanie sie w czasie i przestrzeni.”
                                                Obawiam sie, ze bedziemy dlugo czekac. Prosze zauwazyc, ze teoria Kopernika
                                                znalazla praktyczne zastosowanie dopiero jakies 400 lat po jej ogloszeniu. Poza
                                                tym, jak Panu zapewne wiadomo, wg. teorii wzgledonsci bedacej rozszerzeniem
                                                spostrzezen poczynionych przez holenderskiego (bodajze) fizyka – Lorenza
                                                predkoscia graniczna we wszechswiecie jest predkosc fazowa przemieszczania sie
                                                fali elektromagnetycznej reprezentowanej przez foton poruszajacy sie w prozni.
                                                Predkosc ta, potocznie zwana “predkoscia swiatla” wynosi ok 300tys km/s. Wydaje
                                                sie to duzo, lecz lot z ta predkoscia do najblizszej gwiazdy (pomijajac Slonce)
                                                trwalby jakies 4.5 roku, a lot do centrum Drogi Mlecznej – jakies 50 tys lat.
                                                Nie jest to wiec takie nieskrepowane poruszanie sie. Poza tym nie przypominam
                                                sobie, aby teoria Einsteina przewidywala mozliwosc podrozy w czasie wstecz.
                                                Takie dywagacje moga snuc wspolczesni zarabiacze grantow typu Hawking. Naukowo,
                                                nie ma chyba jeszcze podstaw do formulowania tego typu hipotez.
                                                “Problem polega na tym, ze ludzkosc nie jest informowana o najnowszych
                                                zdobyczach naukowcow pracujacych w zaciszu laboratoriow az do momentu, kiedy
                                                jeden z nich nie wyniesie tej wiedzy, lub jesli ich mocodawcy stwierdza, ze nie
                                                da sie wiecej wykorzystac danego odkrycia do celow militarnych, politycznych,
                                                itp. Kto wie, moze maszyna do podrozy w czasie juz dziala, ale stosowana jest
                                                glownie do zacierania wszelkich sladow jej istnienia?”
                                                Widzi Pan, ja patrze na to troche inaczej. Ludzkosc nie tyle nie jest
                                                informowana o najnowszych zdobyczach naukowcow, ile prawie kompletnie sie tym
                                                nie interesuje. Powod jest stosunkowo prosty. Do zrozumienia calej zlozonosci
                                                zagadnien a przede wszystkim teorii, jaka posluguja sie naukowcy przy swojej
                                                pracy, potrzebna jest inteligencja i kilkadziesiat lat nauki. Dlatego
                                                trudniejsze zagadnienia (teoria wzglednosci, mechanika kwantowa, fizyka jadra
                                                atomowego) podaje sie w “strawnej” formie. Ale i tak to na ogol nie wystarcza
                                                do zainteresowania szerszego grona. Nie wiem czy zdaje sobie Pan sprawe, jak
                                                piekielnie skomplikowana teorie nalezy opanowac, aby zrozumiec zasade dzialania
                                                zwyklego glupiego tranzstora? Studentow elektroniki zbywa sie na ogol rownaniem
                                                Schödingera, pasmowa teoria cial, studniami potencjalu i zaraz potem ksztaltem
                                                pasm przewodnictwa i zabronionego w najczesciej stosowanych pierwiastkach
                                                (krzem, arsenek galu...) i mechanizmami transportu nie mowiac nic lub prawie
                                                nic o krystalografii, teorii rozchodzenia sie fononow, czy np. o strefach
                                                Brillouine’a. Natomiast haslo “tranzystor” zadomowilo sie juz w swiatowym
                                                jezyku (nawet w postaci synonimow np. swego czasu na radio tranzystorowe tez
                                                mowiono - tranzystor) i niemal kazdy mysli, ze wie co to jest. Otoz wyobrazmy
                                                sobie doniosle odkrycie naukowe dokonane dzis. Niech bedzie ono bez
                                                praktycznego zastosowania lub na zastosowanie bedziemy musieli poczekac kilka
                                                dekad. Jaki powod mialby naukowiec i jego mocodawcy (sa to na ogol urzednicy
                                                lub liczacy pieniadze managerowie) aby go nie ujawniac?
                                                Zbudowanie pierwszego tranzystora w Bell Labratories zostalo natychmiast
                                                ogloszone. Dzialo sie to dlatego, ze naczalstwo Bella nie widzialo praktycznego
                                                zastosowania dla tego odkrycia. Odkrywcy (Schockley, Bardeen i jeszcze trzeci –
                                                sorry nie pamietam) oczywiscie widzieli, ale nikt ich nie sluchal. I tutaj
                                                dochodzimy chyba do sedna. Odkrycia czy wynalazki moga byc utajniane. Ale tylko
                                                wtedy, gdy przynosza bezposredni lub szybko spodziewany zysk lub sluza
                                                utrzymaniu militarnej przewagi (chociaz nawet wtedy fakt istnienia takiej czy
                                                owakiej broni jest na ogol powszechny). Cala reszta informacji jest raczej
                                                jawna i tylko w gestii zainteresowanych pozostaje jej zdobycie.
                                                Bylbym raczej pesymista, gdyby mnie ktos spytal o fakt istnienia maszyny czasu.

                                                “Tez celna uwaga... dobrze by bylo, gdyby to przeczytali wszyscy tak ochoczo
                                                garnacy sie do wyjazdu, jak tez i ci, ktorzy wyjechali i uwazaja, ze zlapali
                                                Pana Boga za nogi, bo sa w USA, maja dom i samochod na kredyt, a tak na prawde
                                                to nie maja nic.”
                                                Dziekuje za komplement. Chcac jednak byc do konca w zgodzie z wlasnym sumieniem
                                                musze to troche poprawic.
                                                Pierwsze lata emigracji (w USA i nie tylko ale przede wszyskim tam) to na ogol
                                                koszmar.Bezwzgledna walko o pien
                                              • Gość: Archer Re: Wymiana mysli z p. Archerem, cd. IP: *.fe.internet.bosch.de / 10.4.14.* 12.08.03, 16:37
                                                “Tez celna uwaga... dobrze by bylo, gdyby to przeczytali wszyscy tak ochoczo
                                                garnacy sie do wyjazdu, jak tez i ci, ktorzy wyjechali i uwazaja, ze zlapali
                                                Pana Boga za nogi, bo sa w USA, maja dom i samochod na kredyt, a tak na prawde
                                                to nie maja nic.”
                                                Dziekuje za komplement. Chcac jednak byc do konca w zgodzie z wlasnym sumieniem
                                                musze to troche poprawic.
                                                Pierwsze lata emigracji (w USA i nie tylko ale przede wszyskim tam) to na ogol
                                                koszmar.Bezwzgledna walko o pieniadz, dorywcze, marnie platne, czesto szkodliwe
                                                roboty, dyspozycyjnosc o kazdej poze dnia i nocy itd. Kompletne szczurowisko.
                                                Potem jednak czesto zaczyna sie jako tako ukladac. Czlowiek powoli przyzwyczaja
                                                sie, znajduje w miare dobra (chociaz prawie nigdy ta wymazona, lecz w
                                                porownaniu z tym, co dotychczas robil – w miare dobra) prace, kupuje ten
                                                nieszczesny dom (rzecz jasna na kredyt) i powoli, powoli rosnie. Po paru latach
                                                robi jakis kurs, zmienia prace na lepsza, rosna jego zdolnosci kredytowe i
                                                kupuje nowszy woz (na kredyt lub nie). Dom rzecz jasna wciaz splaca i (unless
                                                something happens) bedzie splacal przez nastepne 20 lat ale, widzi Pan, z tymi
                                                splatami nie jest az tak zle. Nie udusza one zaintersowanego finansowo.
                                                Czlowiek na ogol przyzwyczaja sie do nich i po pewnym czasie przestaje je nawet
                                                odczuwac. Zyjac bez szalenstw, na w miare dobrym poziomie ale nie ponad stan,
                                                standard zycia robi sie po pewnym czasie zdecydowanie wyzszy niz w Polsce.
                                                Pisze to na podstawie swoich wlasnych obserwacji. Co prawda nie z USA lecz z
                                                Australii ale sadze, ze w duzej mierze przecietna droga emigranta tak wlasnie
                                                wyglada.
                                                Nie jestem przeciwnikiem emigracji i nie sadze, ze jest sens stanowczo teze
                                                emigracje mlodym ludziom odradzac. Jezeli czlowieka stanowczo zatrzyma sie w
                                                kraju (nie pozwoli wyjechac) to efektem moze byc frustrat, czlowiek o
                                                zawiedzionych (utraconych) nadziejach ewentualnie, w skrajnym wypadku, kandydat
                                                na smobojce. No w kazdym razie jeszcze jeden przedstawiciej “straconego
                                                pokolenia” (dlaczego w Polsce kazde pokolenie musi byc stracone?) Czytalem
                                                niedawno, ze pokolenie przezywajace swoja mlodosc w stanie wojennym i
                                                pozniejszej dyktatury wojskowej uwaza sie za stracone.
                                                A teraz maly eksperyment (jezeli ma Pan czas i chec). Prosze popytac sie swoich
                                                rozmowcow na forum Polonia czy Polonia bis, czy uwazaja sie za stracone
                                                pokolenie. Moze, jezeli Pan pozwoli odpowiem jako pierwszy. Absolutnie nie.
                                                Moze gdybym pozostal w Polsce... Emigracja jest dla mnie wspaniaja przygoda,
                                                szansa zwiedzenia swiata i poznania innych narodow di tego stopnia, ze jest to
                                                niemozliwe siedzac w kraju, dala mi szanse, rozwoju zawodowego o jakiej w
                                                Polsce nie moglbym nawet snic, dala mi poziom zycia, jaki zyczylbym 98%
                                                polakow, z moim zawodem otworzyla mi niemal caly swiat (pracy moge szukac
                                                niemal wszedzie – z duza szansa na jej znalezienie). Zabrala kilka lat zycia
                                                zmarnowanych w roznych katach. Bilans jest jednak zdecydowanie dodatni. Mialem
                                                co prawda “przyjemnosc” przezyc mlodosc w Polsce w w/w latach ale “stracone
                                                pokolenie” pozostawilem w kraju sam bedac metr (lub dalej) poza jego granicami.
                                                Moje wypowiedzi z poprzednich postow (dotyczacych trudnych warunkow,
                                                bezwzglednego traktowania itd.) tycza sie pierwszych lat emigracji. Jest to do
                                                pewnego stopnia fakt ogolnie znany lecz nie akceptowany przez chetnych na
                                                wyjazd. Prosze zwrococ uwage, ze w postach uzywam terminu “nowoprzybyli”.

                                                Panie don-pedro. Dlugo zastanawialem sie jak nagrodzic panska cierpliwosc,
                                                ktora z pewnoscia naduzylem w wym watku. Myslalem, maslalem, i chyba cos
                                                wymyslilem.
                                                Zauwazylem panska aktywnosc na forum “Polonia bis”. Zauwazylem tez, ze otworzyl
                                                Pan tam watek pt. “Forum do dyskusji czy do adoracji”. Brawo. Nie mogl Pan
                                                chyba lepiej trafic. I ja pisalem tam kiedys. Dyskusja jakos szla, az
                                                zamiescilem tam kiedys pewien list. Nie zabanowano mnie ale od tej pory objety
                                                zostalem zmowa milczenia – zero odpowiedzi na moje posty. Wszelkie proby
                                                nawiazania dyskusji konczyly sie na niczym. Well... przestalem wiec pisac. Mam
                                                nadzieje, ze stali uczestnicy tamtego forum poczuli sie przez to lepiej.
                                                Teraz wiec chcialbym zacytowac wspomniany wyzej list (kompletnie, bez skreslen)
                                                i podarowac go Panu (prosze zrobic z tym tekstem co Pan chce) “w dowod
                                                uznania”. List ten skierowany byl do pani luizy-w-ogrodzie, stad naglowek.

                                                Milej lektury;

                                                Archer

                                                Pani Luizo,
                                                Dziekuje za komentaz. No to musi niezle tam w Sydney prazyc. W Melbourne co
                                                prawda tez swieci teraz slonce ale jest ok. 20 stopni.
                                                Well, od razu wiedzialem, ze moje poglady na temat wspolczesnej emigracji (do
                                                ktorej sam sie zaliczam) sa dosc kontrowersyjne i raczej odbiegaja od utartych
                                                opinii takich jak “najlepszy, najdynamiczniejszy, wyksztalcony mlody narybek
                                                wyjezdza z kraju aby zrobic oszalamiajaca kariere za granica”. Ja moze od razu
                                                bez ogrodek walne co o tym wszystkim mysle a potem postaram sie troche to
                                                usprawiedliwic.
                                                Otoz sadze, ze jest niemal dokladnie odwrotnie. Tenze mlody narybek moze i jest
                                                dynamiczny i wyksztalcony (nie zawsze) ale nie sa to chyba najlepsze mlode
                                                rybki. Pomijajac wspomnianych przez Pania ludzi wyjezdzajacych z ciekawosci
                                                (aby zaspokoic ta ciekawosc wystarczy spedzic w australii 2 tygodnie) sadze, ze
                                                absolutnie zdecydowana wiekszosc emigrantow od polowy lat ’80 i spora czasc
                                                wczesniejszych to przede wszytkim ludzie chciwi. I dlatego wlasnie wyjezdzaja.
                                                Wyjezdzaja do krajow bogatszych, gdzie na ogol dorabiaja sie majatkow, o jakich
                                                w Polsce nie mogliby nawet pomazyc (bo z ta kariera to juz chyba roznie bywa).
                                                I to jest glownym motorem ich aktywnosci.
                                                A teraz prosze uwazac, bo napisze bardzo kontrowersyjna teze. Otoz sadze, ze
                                                taka emigracja jest dobra dla kraju, z ktorego ci ludzie wyjezdzaja. A to
                                                dlatego, ze kraj oczyszcza sie w ten sposob z “komorek rakowych” czyli osob
                                                potencjalnie bardzo agresywnych tzn zdolnych wyzwolic w sobie wieksza niz inni
                                                doze agresji aby osiagnac swoj cel. Przyklad? Polka opisana w postach pani Jasi.
                                                Sadze, ze w dzisiejszych czasach Polska powinna wspierac taka wlasnie
                                                emigracje. Bylo by to dla niej swego rodzaju samooczyszczeniem. Poza tym
                                                korzysc jest podwojna – nie tylko dla Polski ale i dla kraju, do
                                                ktorego “komorka rakowa” emigruje. Jak pokazuja bowiem liczne przyklady
                                                emigruje ona na ogol do kraju, gdzie po pewnym czasie ma spore szanse zamienic
                                                sie w zdrowa komorke albo, inaczej mowiac, ucywilizowac sie. I ta wlasciwosc
                                                krajow zachodnich uwazam za jedna z fundamentalnych roznic pomiedzy nimi a
                                                Polska. Bo u nas raczej nie ma panaceum na uzdrowienie takiego nowotworu.
                                                Opisalem tutaj tylko przyklad ewolucji charakteru. Bardzo prosze, aby nikt a
                                                czytajacych emigrantow (starych czy nowych) nie bral tego do siebie. Jest to
                                                tylko pewna regula o takiej masie wyjatkow, ze mozna ja rozpatrywac tylko w
                                                kategoriach statystycznych.
                                                Patrzymy w Polsce ze zgroza na rachunek za prad? Ano patrzymy. Ale dlaczego?
                                                Dlaczego nie potrafimy zbudowac dobrobytu u siebie? Takiego dobrobytu jak
                                                chociazby w Australii, gdzie raczej nikt nie przejmuje sie za bardzo takimi
                                                rachunkami. Przeciez mamy tyle swiatlych, mlodych, dynamicznych i
                                                wyksztalconych ludzi. Mamy takie wspaniale, stare uczelnie. Mamy w przliczeniu
                                                na ta sama liczbe mieszkancow wiecej fabryk niz w Australii. Mamy taka kolej, o
                                                jakiej australijskim filozofom jeszcze sie nie snilo. Wiec w czym problem?
                                                Dlaczego tak trudno dotrwac w Polsce do pierwszego? Odpowiedz w nastepnym
                                                poscie. Na razie tylko podpowiedz. W jeszcze potezniejszym przemyslowo kraju –
                                                niejakim ZSRR – o jeszcze wiekszym potencjale intelektualnym, poteznym
                                                przemysle energetycznym, surowcowym, zbrojeniowym czy kosmicznym dotrwac do
                                                pierwszego bylo jeszcze tr
                                              • Gość: Archer Re: Wymiana mysli z p. Archerem, cd. IP: *.fe.internet.bosch.de / 10.4.14.* 12.08.03, 16:38
                                                c.d.

                                                Patrzymy w Polsce ze zgroza na rachunek za prad? Ano patrzymy. Ale dlaczego?
                                                Dlaczego nie potrafimy zbudowac dobrobytu u siebie? Takiego dobrobytu jak
                                                chociazby w Australii, gdzie raczej nikt nie przejmuje sie za bardzo takimi
                                                rachunkami. Przeciez mamy tyle swiatlych, mlodych, dynamicznych i
                                                wyksztalconych ludzi. Mamy takie wspaniale, stare uczelnie. Mamy w przliczeniu
                                                na ta sama liczbe mieszkancow wiecej fabryk niz w Australii. Mamy taka kolej, o
                                                jakiej australijskim filozofom jeszcze sie nie snilo. Wiec w czym problem?
                                                Dlaczego tak trudno dotrwac w Polsce do pierwszego? Odpowiedz w nastepnym
                                                poscie. Na razie tylko podpowiedz. W jeszcze potezniejszym przemyslowo kraju –
                                                niejakim ZSRR – o jeszcze wiekszym potencjale intelektualnym, poteznym
                                                przemysle energetycznym, surowcowym, zbrojeniowym czy kosmicznym dotrwac do
                                                pierwszego bylo jeszcze trudniej.
                                                Co sie tyczy argentynskich i niemieckich stowarzyszen to uzylem wlasnie tych
                                                przykladow, poniewaz pomiedzy australijskimi argentynczykami sporo swego czasu
                                                przebywalem a pomiedzy niemcami wlasnie przebywam. Przyklady sa wiec z
                                                autopsji. Pan Kwasniewski jeszcze od czasu do czasu zajaknie sie o polonii
                                                natomiast rzady tamtych wlasnie krajow traktuja swoich ludzi za granica jakby
                                                ich wogole nie bylo.
                                                Panie swiatlo. Tylko maly komentaz. W swietle tego co juz napisalem: wole
                                                przebywac miedzy ludzmi o charakterze andersiakow niz pomiedzy “mlodymi
                                                wilkami”. Nie bedzie mi przeszkadzac brak wyksztalcenia tych pierwszych. Poza
                                                tym niech mi Pan, ale tak szczerze, napisze jaka czesc ludzi, ktorzy
                                                wyemigrowali do USA w latach ’80 zrobila tzw. “prawdziwe kariery” w
                                                amerykanskim stylu. Jezeli nie zna Pan liczb to poprosze o intuicyjna odpowiedz.

                                                Do nastepnego postu,

                                                Archer
                                                • tajemniczy.don-pedro Re: Wymiana mysli z p. Archerem, cd. 13.08.03, 13:28
                                                  Dzien dobry Panie Archer,

                                                  znow dostarczyl mi Pan mnostwo lektury i pare tematow do skomentowania smile

                                                  > Az tu nagle pojawia sie pan H. Sypie milionami, bo w zastosowaniu tego
                                                  > pomyslu widzi bezposredni srodek sluzacy do realizacji jego celow. Co robic?
                                                  > Slucham odpowiedzi.

                                                  Niestety, problem polega na tym, ze o ile sie orientuje, to ich wybor polegal
                                                  na kontynuowaniu prac nad projektem albo podroza z 'one-way-ticket' do obozu
                                                  koncentracyjnego. W takich wypadkach dylematy moralne zostaja zastapione
                                                  problemem priorytetowym 'jak przezyc'.


                                                  > Za caly nastepujacy potem wyscig wraz z ofiarami w ludziach obarczyc nalezy
                                                  > chyba raczej szalonych i krwawych politykow a nie naukowcow. Piszac o
                                                  > osiagnieciach technicznych mialem przede wszystkim na mysli naukowcow, ktorzy
                                                  > trafili na czasy straszne, lecz sprzyjajace jednak tego typu naukowym
                                                  > przedsiewzieciom.

                                                  A to juz chyba jest problem nieco szerszy - zawsze ciezkie czasy generuja rozne
                                                  ciekawe odkrycia, pierwszy przyklad, jaki mi sie nasunal to blokada Europy za
                                                  Napoleona (nie pamietam juz kto kogo blokowal, ale chodzi o fakt). Wtedy
                                                  wlasnie okazalo sie, ze cukiem mozna produkowac nie tylko z trzciny cukrowej,
                                                  ale rowniez z pogardzanego buraka... dzieki temu miliony rolnikow w Europie
                                                  maja czym obsiewac swoje pola...


                                                  > Swiadomosc potrzeby wykorzystania takich zrodel juz jest. Chyba, ze pisze Pan
                                                  > o ograniczeniach natury technicznej. Tutaj rzeczywiscie jest jeszcze sporo do
                                                  > zrobienia.

                                                  Ano wlasnie! Nie jestem zacietrzewionym ekologiem, ale mam dosc wlasnego
                                                  rozumu, zeby zobaczyc mozliwosci pozyskania dodatkowej energii. Zwlaszcza teraz
                                                  potrzebnej wielu krajom Europy Zach. (czy Panu jeszcze nie wylaczyli?).
                                                  Niestety, przynajmniej w Polsce, jakiekolwiek kroki w tej sprawie napotykaja
                                                  niezrozumiala dla mnie niechec urzednikow, ze o lobby elektrowniano - gorniczym
                                                  nie wspomne. Wszyscy wiedza, ze wegiel kamienny niedlugo sie skonczy, jego
                                                  wydobycie w Polsce juz jest nieoplacalne i dotowane z naszych wspolnych
                                                  podatkow. Blokowanie budowania prywatnych elektrowni wiatrowych czy wodnych
                                                  zrozumiale staje sie dopiero po rozwazeniu punktu widzenia 'drugiej strony',
                                                  czyli czerwonych kolegow. Jakiz oni moga miec interes w tym, zeby ludzie
                                                  stawali sie niezalezni energetycznie? zaden, na takie osoby nie mozna wywierac
                                                  zadnego nacisku, presji, nie sa one od niczego i nikogo uzaleznione. i tu lezy
                                                  pies pogrzebany.


                                                  > Poza tym, jak Panu zapewne wiadomo, wg. teorii wzgledonsci bedacej
                                                  > rozszerzeniem spostrzezen poczynionych przez holenderskiego (bodajze) fizyka –
                                                  > Lorenza predkoscia graniczna we wszechswiecie jest predkosc fazowa
                                                  > przemieszczania sie fali elektromagnetycznej reprezentowanej przez foton
                                                  > poruszajacy sie w prozni. Predkosc ta, potocznie zwana “predkoscia swiatla”

                                                  zaiste, docieraja jednak od czasu do czasu informacje o obserwacjach czastek
                                                  poruszajacych sie z predkosciami wyzszymi, niz ta 'graniczna'. Jak tez o tym,
                                                  ze teoria wzglednosci juz wymaga poprawienia. Oczywiscie nie jestem fizykiem i
                                                  nie bede wdawal sie w glebokie wywody na tematy, ktorych nie znam dokladnie,
                                                  ale jako szary obywatel slysze to i owo i po prostu buduje sobie pewnien obraz.
                                                  Na ile ten obraz jest prawdziwy przekonam sie sam w przyszlosci (jesli dozyje).


                                                  > Otoz wyobrazmy sobie doniosle odkrycie naukowe dokonane dzis. Niech bedzie
                                                  > ono bez praktycznego zastosowania lub na zastosowanie bedziemy musieli
                                                  > poczekac kilka dekad. Jaki powod mialby naukowiec i jego mocodawcy (sa to na
                                                  > ogol urzednicy lub liczacy pieniadze managerowie) aby go nie ujawniac?

                                                  w takim przypadku zgadzam sie... odkrycie nie dajace sie wykorzystac militarnie
                                                  lub finansowo nie znajduje sie pod parasolem sluzb specjalnych i jest
                                                  publikowane.


                                                  > Bylbym raczej pesymista, gdyby mnie ktos spytal o fakt istnienia maszyny czasu

                                                  czyz nie bylby to wlasnie najbardziej skrywany fakt, gdyby ona istniala
                                                  naprawde? czyz nie moznaby sie nia poslugiwac do korygowania historii?
                                                  A co Pan sadzi na temat teorii 'swiatow rownoleglych'?


                                                  > Dom rzecz jasna wciaz splaca i (unless something happens) bedzie splacal
                                                  > przez nastepne 20 lat ale, widzi Pan, z tymi splatami nie jest az tak zle.
                                                  > Nie udusza one zaintersowanego finansowo. Czlowiek na ogol przyzwyczaja sie
                                                  > do nich i po pewnym czasie przestaje je nawet odczuwac. Zyjac bez szalenstw,
                                                  > na w miare dobrym poziomie ale nie ponad stan, standard zycia robi sie po
                                                  > pewnym czasie zdecydowanie wyzszy niz w Polsce.

                                                  Oczywiscie problem ten mozna widziec inaczej (jak juz wyrazilem to na innym
                                                  watku), ze zycie w domu na kredyt, jazda samochodem na kredyt itp. wiaze sie z
                                                  pozniejszym stresem w przypadku problemow z dotarciem na czas do domu. Ze nie
                                                  wspomne o utracie pracy, ewentualnej chorobie, kalectwie itp. okropienstwach.
                                                  Czy naprawde to wszystko pokryje polisa ubezpieczeniowa? Czy to jest warte tego
                                                  zycia w stresie? Jak wszystko idzie dobrze, to jest OK, ale jak cos pojdzie
                                                  zle, to co wtedy? Czlowiek zostaje goly, jak ten przyslowiowy swiety turecki.
                                                  Czyz idea powolnego bogacenia sie i powiekszania swojego dobytku ta droga nie
                                                  jest lepsza. Przynajmniej czlowiek nie jest uzalezniony od humorow czy
                                                  widzimisie urzednika bankowego, ktory decyduje, czy jeszcze poczekac czy juz
                                                  rozpoczac egzekucje (swoja droga ciekawy kalambur slowny - egzekucja dlugow w
                                                  przypadku wersji kredytowej jest bardzo bliska egzekucji jako takiej).


                                                  > Nie jestem przeciwnikiem emigracji i nie sadze, ze jest sens stanowczo teze
                                                  > emigracje mlodym ludziom odradzac. Jezeli czlowieka stanowczo zatrzyma sie w
                                                  > kraju (nie pozwoli wyjechac) to efektem moze byc frustrat, czlowiek o
                                                  > zawiedzionych (utraconych) nadziejach ewentualnie, w skrajnym wypadku,
                                                  > kandydat na smobojce.

                                                  Wychodzi na to, ze wypowiadam sie niejasno, metnie, niewyraznie? Wydawalo mi
                                                  sie, ze juz wielokrotnie pisalem, ze ja tez nie jestem przeciwnikiem emigracji.
                                                  Jesli ktos uwaza, ze poza Polska bedzie mu lepiej, to wolna droga. Wczesniej
                                                  rozwazalem tylko strone moralna takich decyzji w kontekscie postawy
                                                  patriotycznej - 'dostalem od Polski za darmo wyksztalcenie to czyms sie tej
                                                  Polsce odwdziecze bo jestem patriota i kocham Polske'. Nic wiecej. Z historii
                                                  wiemy, jak takie zatrzymywanie wygladalo i jaki mialo efekt.
                                                  Zas duzym problemem emigracji jest to, ze decyduja sie na nia czesto osoby
                                                  zupelnie nie zdajace sobie sprawy z konsekwencji swoich dzialan, ktore czasami
                                                  mysla, ze 'tam' czeka na nich raj. Po zdaniu sobie sprawy z sytuacji rowniez z
                                                  takich osob powstaja frustraci, ktorzy sa nieszczesliwi w nowej ojczyznie, do
                                                  starej juz nie chca lub nie moga wrocic, wiecej - wydaje mi sie, ze rozgladaja
                                                  sie wkolo szukajac winnych calej tej sytuacji. Zreszta ktos gdzies juz
                                                  powiedzial, ze to jest wada Polakow, ze nie potrafimy czesto przyznac sie sami
                                                  przed soba do tego, ze podjelismy bledna decyzje i ze sami jestesmy winni jej
                                                  konsekwencji.


                                                  > Teraz wiec chcialbym zacytowac wspomniany wyzej list (kompletnie, bez
                                                  > skreslen) i podarowac go Panu (prosze zrobic z tym tekstem co Pan chce) “w
                                                  > dowod uznania”.

                                                  Hm, Panie Archer. Dziekuje za ten 'prezent' i prosilbym jeszcze o podeslanie
                                                  (jesli to mozliwe) linku do tego watku, abym mogl sobie wyrobic kompletny obraz
                                                  i opinie... z gory dziekuje. Nad jego wykorzystaniem jeszcze pomysle.

                                                  i pozdrawiam serdecznie smile
                                                  • komentator Wtracenie przeciw demagogii 13.08.03, 20:31
                                                    tajemniczy.don-pedro napisał:

                                                    > > Nie jestem przeciwnikiem emigracji i nie sadze, ze jest sens stanowczo tez
                                                    > >emigracje mlodym ludziom odradzac. Jezeli czlowieka stanowczo zatrzyma sie
                                                    > > w kraju (nie pozwoli wyjechac) to efektem moze byc frustrat, czlowiek o
                                                    > > zawiedzionych (utraconych) nadziejach ewentualnie, w skrajnym wypadku,
                                                    > > kandydat na smobojce.
                                                    > Wychodzi na to, ze wypowiadam sie niejasno, metnie, niewyraznie? Wydawalo mi
                                                    > sie, ze juz wielokrotnie pisalem, ze ja tez nie jestem przeciwnikiem
                                                    >emigracji.

                                                    Uniemozliwanie emigracji (w stylu komunistycznego systemu paszportowego?)
                                                    jest w ogole nie do pomyslenia. To co pisze powyzej jest bez sensu.

                                                    > Jesli ktos uwaza, ze poza Polska bedzie mu lepiej, to wolna droga. Wczesniej
                                                    > rozwazalem tylko strone moralna takich decyzji w kontekscie postawy
                                                    > patriotycznej - 'dostalem od Polski za darmo wyksztalcenie to czyms sie tej
                                                    > Polsce odwdziecze bo jestem patriota i kocham Polske'. Nic wiecej.

                                                    Tego typu rozumowanie jest przykladem gleboko zakorzenionego myslenia
                                                    kolektywnego, czesto wykorzystywanego demagogicznie. Bo co oznaczaja
                                                    powyzsze tresci? Mozna zrobic mala analize:

                                                    'dostalem od Polski' - to znaczy od kogo konkretnie? Chyba nie od partii tylko
                                                    od podatnikow?

                                                    'za darmo wyksztalecenie' - po co podatnicy daja za darmo? po to zeby
                                                    wypominac? A ci co placa za wyksztalcenie?

                                                    'to sie czyms tej Polsce odwdziecze' - a mianowicie czym? tym ze bede placil
                                                    podatki po to zeby inni mieli darmowe wyksztalcenie i zeby mozna bylo im
                                                    to wypominac? A jezeli nie ma pracy to skad ma sie placic podatki? Moze wiec
                                                    lepiej zglosic sie po zasilki? A zasilki to przeciez zycie na koszt podatnikow.

                                                    'bo jestem partiota i kocham Polske´ - to sa abstrakcje ktore slabo
                                                    przekladaja sie na normalne zycie i czesto sa perfidnie wykorzystywane przez
                                                    demagogow. Dlatego poslugiwac sie nimi nalezy bardzo ostroznie. Na przyklad za
                                                    czasow komuny najwiekszymi patriotami byli gornicy. Czy dzisiaj gornicy powinni
                                                    sie odwdzieczac fedrujac coraz wiecej bo kochaja Polske? Czy tez powinno sie
                                                    skonczyc z takim gadaniem jak najpredzej i zamknac kopalnie bo banda gornikow
                                                    zyje na koszt podatnikow?

                                                    Zamiast wiec konstruowac gornolotne haselka trzeba patrzec na realna sytuacje
                                                    tak jak jest. A jest to bardzo proste i nie trzeba zadnej demagogii: Jest w
                                                    tej chwili bardzo duzy nadmiar podazy pracobiorcow w stosunku do
                                                    zapotrzebowania rynku. Pracobiorcy musza znalezc zrodla utrzymania,
                                                    najbardziej karygodna jest pasywnosc i zycie na zasilku. Jezeli czesc
                                                    pracobiorcow wyjedzie zagranice to bardzo to pomoze bo odciazy nacisk na rynku
                                                    pracy. Nie ma tu znaczenia czy pracobiorcy sa wyksztalceni czy nie, za darmo
                                                    czy za oplate. Wyksztalcony bezrobotny pracobiorca tak samo obciaza podatnika
                                                    jak niewyksztalcony.

                                                    Dalszym aspektem tej sprawy jest ekonomia rynkowa. Otoz pracobiorcy i
                                                    pracodawcy graja na rynku. Pracobiorca musi caly czas uwazac by jego wartosc
                                                    rynkowa nie spadala a powinna wrecz rosnac. Wyjazd zagranice moze tu byc
                                                    bardzo dobrym czynnikiem poprawiajacym cevalke. Natomiast pracobiorca
                                                    'patriotyczny, odwdzieczajacy sie i kochajacy Polske' moze latwo znalezc
                                                    sie w sytuacji gdy pracodawca po prostu go zastapi kims bardziej wartosciowym
                                                    rynkowo. Pracodawcy musza po prostu walczyc o utrzymanie sie na rynku wiec
                                                    gadanie o partiotyzmie nie moze ich obchodzic. Jak to sie mowi kapital nie zna
                                                    granic wiec tak samo pracobiorcy musza przestac znac granice. Konkretnie
                                                    wyglada to w ten sposob ze juz obecnie sa polscy pracodawcy co przenosza firmy
                                                    np. na Ukraine. Wedlug pogladu Don Pedro sa to niepatriotyczni niewdzeczni
                                                    zdrajcy nie kochajacy Polski. A oni przeciez musza tak robic bo inaczej
                                                    zbankrutuja. Cala patriotyczna frazeologia jest wiec bez sensu, lepiej
                                                    zostawic ja politykom i duchownym na rozne obchody i obrzedy.
                                                  • tajemniczy.don-pedro demagogia anty-patrioty 14.08.03, 10:54
                                                    komentator napisała:

                                                    > 'dostalem od Polski' - to znaczy od kogo konkretnie? Chyba nie od partii tylko
                                                    > od podatnikow?

                                                    w normalnym panstwie - od podatnikow. W obecnej Polsce - od towarzyszy, ktorzy
                                                    oddaja to, czego juz sami nie potrafia ukrasc.


                                                    > 'za darmo wyksztalecenie' - po co podatnicy daja za darmo? po to zeby
                                                    > wypominac? A ci co placa za wyksztalcenie?

                                                    powtorze jeszcze raz, bo widze, ze komentator nie jarzy: wyksztalcenie
                                                    kosztuje, placa za nie albo sami zainteresowani albo podatnicy.


                                                    > 'to sie czyms tej Polsce odwdziecze' - a mianowicie czym? tym ze bede placil
                                                    > podatki po to zeby inni mieli darmowe wyksztalcenie i zeby mozna bylo im
                                                    > to wypominac?

                                                    tak wlasnie dziala system - ktos placil podatki, zebym mogl studiowac, wiec i
                                                    ja place podatki, zeby ktos inny mogl studiowac. dziala analogocznie do
                                                    socjalistycznego systemu emerytur - place skladki na ZUS, zeby utrzymac
                                                    emerytow, potem ktos bedzie placil skladki na ZUS, zeby utrzymac mnie, jako
                                                    emeryta. system jest chory, ale coz...


                                                    > 'bo jestem partiota i kocham Polske´ - to sa abstrakcje ktore slabo
                                                    > przekladaja sie na normalne zycie i czesto sa perfidnie wykorzystywane przez
                                                    > demagogow.

                                                    jesli patriotyzm i milosc Ojczyzny jest dla komentator abstrakcja, to co
                                                    komentator robi jeszcze w Polsce? Swiat czeka! A jakie tam sa mozliwosci! No
                                                    chyba, ze komentator w Polsce ma wieksze mozliwosci, wtedy wszystko rozumiem...


                                                    > za czasow komuny najwiekszymi patriotami byli gornicy. Czy dzisiaj gornicy
                                                    > powinni sie odwdzieczac fedrujac coraz wiecej bo kochaja Polske? Czy tez
                                                    > powinno sie skonczyc z takim gadaniem jak najpredzej i zamknac kopalnie bo
                                                    > banda gornikow zyje na koszt podatnikow?

                                                    No tak, gornicy byli pupilami tow. Gierka, ale juz nie sa nimi za tow. Milera,
                                                    bo maja czelnosc glosno domagac sie tego, co im tow. Miler obiecal przed
                                                    wyborami i potem ustami swoich wyslannikow?


                                                    > Jest w tej chwili bardzo duzy nadmiar podazy pracobiorcow w stosunku do
                                                    > zapotrzebowania rynku. Pracobiorcy musza znalezc zrodla utrzymania,
                                                    > najbardziej karygodna jest pasywnosc i zycie na zasilku. Jezeli czesc
                                                    > pracobiorcow wyjedzie zagranice to bardzo to pomoze bo odciazy nacisk na
                                                    > rynku pracy. Nie ma tu znaczenia czy pracobiorcy sa wyksztalceni czy nie, za
                                                    > darmo czy za oplate. Wyksztalcony bezrobotny pracobiorca tak samo obciaza
                                                    > podatnika jak niewyksztalcony.

                                                    Oczywiscie duze bezrobocie to jest istotny problem dla towarzyszy, bo musza
                                                    dzielic sie kasa, bo jak nie, to ludzie przyjada do Warszawy i zrobia ruchawke.
                                                    To bardzo nieladnie wyglada w serwisach swiatowych, jak rzad bije swoich
                                                    bezrobotnych.
                                                    A tak na powaznie - co za bzdury, komentator. Na calym swiecie sa znane metody
                                                    na rozwiazanie problemu, wystarczy wzorowac sie na najlepszych - obnizenie
                                                    kosztow pracy, obnizenie podatkow, uproszczenie procedur administracyjnych itp.
                                                    Zadne gornolotne programy tow. Hausnera nie pomoga bez tych krokow, ale to
                                                    trzeba widziec, a wyglada na to, ze towarzysze maja nieco inna optyke widzenia.
                                                    Zas namawianie ludzi do wyjazdow za granice jest niczym innym tylko obluda,
                                                    albowiem towarzysze doskonale wiedza, ze jesli ktos ma szanse pracy w Unii, to
                                                    juz tam pracuje.


                                                    > Pracodawcy musza po prostu walczyc o utrzymanie sie na rynku wiec gadanie o
                                                    > partiotyzmie nie moze ich obchodzic. Konkretnie wyglada to w ten sposob ze
                                                    > juz obecnie sa polscy pracodawcy co przenosza firmy np. na Ukraine.

                                                    Instynkt samozachowawczy - robili co mogli do ostatniej chwili, ale towarzysze
                                                    juz tak przykrecaja srube, ze inaczej sie nie da!


                                                    > Wedlug pogladu Don Pedro sa to niepatriotyczni niewdzeczni zdrajcy nie
                                                    > kochajacy Polski. A oni przeciez musza tak robic bo inaczej zbankrutuja. Cala
                                                    > patriotyczna frazeologia jest wiec bez sensu, lepiej zostawic ja politykom i
                                                    > duchownym na rozne obchody i obrzedy.

                                                    No niestety rozczaruje komentator - ci niepatriotyczni niekochajacy Polski to
                                                    sa wlasnie owi politycy - towarzysze, ktorzy juz chyba sami uwierzyli we wlasne
                                                    obludne hasla wlasnej propagandy, ktorzy zaslepieni slowotokiem co bardziej
                                                    gadatliwych towarzyszy ciesza sie, ze jest coraz lepiej. Bardzo przypominaja mi
                                                    owe slynne lemingi, ktore tlocza sie na skraju urwiska spogladajac w odlegle
                                                    miraze brukselskich posad i sa coraz bardziej popychane przez wlasnych
                                                    towarzyszy probujacych troche uszczknac dla siebie. wszyscy wiemy, jak to sie
                                                    skonczy, a przyszlosc to potwierdzi.
                                                  • komentator Demagogia pseudo-patrioty 14.08.03, 21:24
                                                    tajemniczy.don-pedro napisał:

                                                    > > 'dostalem od Polski' - to znaczy od kogo konkretnie? Chyba nie od partii t
                                                    > > ylko od podatnikow?
                                                    > w normalnym panstwie - od podatnikow. W obecnej Polsce - od towarzyszy,
                                                    >ktorzy oddaja to, czego juz sami nie potrafia ukrasc.

                                                    No wiec po co robic wode z mozgu ze dostaje sie 'od Polski'? Poza tym jak
                                                    sie zmieni rzad to bedzie sie dostawalo od towarzyszy czy od podatnikow?

                                                    > > 'za darmo wyksztalecenie' - po co podatnicy daja za darmo? po to zeby
                                                    > > wypominac? A ci co placa za wyksztalcenie?
                                                    > powtorze jeszcze raz, bo widze, ze komentator nie jarzy: wyksztalcenie
                                                    > kosztuje, placa za nie albo sami zainteresowani albo podatnicy.

                                                    Kosztuje. Ale celem 'darmochy' wyksztalcenia nie ject chyba to zeby potem
                                                    ludziom wypominac? Jest to styl myslenia komunistycznej sprawiedliwosci
                                                    ludowej. I na mocy tego myslenia wlasnie wladze komunistyczne domagaly sie
                                                    od osob z wyzszym wyskztalceniem zwrotu kosztow wyksztalcenia gdy wyjezdzaly
                                                    na stale zagranice. Byl to rzecz jasna ohydny proceder tuz za obowiazkiem
                                                    pracy. A teraz mamy tutaj jego pozostalosc czyli domaganie sie czegos za
                                                    darmoche. Pytanie od razu sie nasuwa: ile sie ma domagac i na jakiej podstwawie
                                                    oblicznoe sa koszty i jak ma wygladac ich zwrot. Jest to pozalowania godne
                                                    myslenie.

                                                    > > 'to sie czyms tej Polsce odwdziecze' - a mianowicie czym? tym ze bede plac
                                                    > il podatki po to zeby inni mieli darmowe wyksztalcenie i zeby mozna bylo im
                                                    > > to wypominac? tak wlasnie dziala system - ktos placil podatki, zebym mogl
                                                    >studiowac, wiec i ja place podatki, zeby ktos inny mogl studiowac. dziala
                                                    >analogocznie do
                                                    > socjalistycznego systemu emerytur - place skladki na ZUS, zeby utrzymac
                                                    > emerytow, potem ktos bedzie placil skladki na ZUS, zeby utrzymac mnie, jako
                                                    > emeryta. system jest chory, ale coz...

                                                    Ten upor na rozliczanie za studia to jest jakas totalna paranoja. A dlaczego
                                                    nie mowic najpierw o rozliczeniu gornikow, hutnikow, kolejarzy i rolnikow
                                                    ktorzy bezczelnie zyja na koszt podatnikow, po prostu na ich garnuszku?

                                                    > > 'bo jestem partiota i kocham Polske´ - to sa abstrakcje ktore slabo
                                                    > > przekladaja sie na normalne zycie i czesto sa perfidnie wykorzystywane prz
                                                    > > ez demagogow.
                                                    > jesli patriotyzm i milosc Ojczyzny jest dla komentator abstrakcja, to co
                                                    > komentator robi jeszcze w Polsce? Swiat czeka! A jakie tam sa mozliwosci!

                                                    Jak powiedziano wyzej te abstrakcje slabo przekladaja sie na normalne zycie.
                                                    Czy partiotyzmem i miloscia Polski sie mozna najesc? Jak to sie ma do problemu
                                                    znalezienie roboty? Czy bezrobotny to patriota czy tez zyje na koszt
                                                    podatnikow?
                                                    > > za czasow komuny najwiekszymi patriotami byli gornicy. Czy dzisiaj gornicy
                                                    > > powinni sie odwdzieczac fedrujac coraz wiecej bo kochaja Polske? Czy tez
                                                    > > powinno sie skonczyc z takim gadaniem jak najpredzej i zamknac kopalnie bo
                                                    > > banda gornikow zyje na koszt podatnikow?
                                                    > No tak, gornicy byli pupilami tow. Gierka, ale juz nie sa nimi za tow.
                                                    >Milera, bo maja czelnosc glosno domagac sie tego, co im tow. Miler obiecal
                                                    >przed wyborami i potem ustami swoich wyslannikow?

                                                    Chwileczke, zyja na koszt podatnikow czy nie?

                                                    > Oczywiscie duze bezrobocie to jest istotny problem dla towarzyszy, bo musza
                                                    > dzielic sie kasa, bo jak nie, to ludzie przyjada do Warszawy i zrobia
                                                    >ruchawke. To bardzo nieladnie wyglada w serwisach swiatowych, jak rzad bije
                                                    >swoich bezrobotnych.

                                                    Aha, to znaczy ze rzad jest niepatriotyczny i nie kocha Polski?

                                                    > A tak na powaznie - co za bzdury, komentator. Na calym swiecie sa znane
                                                    >metody na rozwiazanie problemu, wystarczy wzorowac sie na najlepszych -
                                                    >obnizenie kosztow pracy, obnizenie podatkow, uproszczenie procedur
                                                    >administracyjnych itp.

                                                    Tak, mozliwe sa cuda, miliony miejsc pracy mozna zrobic na hokus-pokus.
                                                    Najlepsi maja wysoko zaawansowana ekonomie ktora zalewa swiat produktami
                                                    najwyzszej klasy. A tu mowimy o biednym kraju ktory ledwie usiluje sklecic
                                                    podstawy normalnej ekonomii.

                                                    > No niestety rozczaruje komentator - ci niepatriotyczni niekochajacy Polski
                                                    >to sa wlasnie owi politycy - towarzysze, ktorzy juz chyba sami uwierzyli we
                                                    >wlasne obludne hasla wlasnej propagandy, ktorzy zaslepieni slowotokiem co
                                                    >bardziej gadatliwych towarzyszy ciesza sie, ze jest coraz lepiej.

                                                    No wlasnie, demagogia czysta jak spirytus. Prosimy tylko o definicje
                                                    towarzyszy: oczywiscie SLD, UP... i dalej kto?

                                                    >Bardzo przypominaja mi owe slynne lemingi, ktore tlocza sie na skraju urwiska
                                                    >spogladajac w odlegle miraze brukselskich posad i sa coraz bardziej popychane
                                                    >przez wlasnych towarzyszy probujacych troche uszczknac dla siebie. wszyscy
                                                    >wiemy, jak to sie skonczy, a przyszlosc to potwierdzi.

                                                    Oj glupota labedziego spiewu. Perspektywa jest znakomita: Unia, Schengen,
                                                    euro. Wtedy kazdy bedzie mial szanse zrobic coraz wiecej euro na rynku
                                                    europejskim.
                                                  • tajemniczy.don-pedro czysty spirytus metylowy od towarzyszy... 18.08.03, 11:15
                                                    komentator napisała:

                                                    > No wiec po co robic wode z mozgu ze dostaje sie 'od Polski'? Poza tym jak
                                                    > sie zmieni rzad to bedzie sie dostawalo od towarzyszy czy od podatnikow?

                                                    No i wlasnie chodzi o to, zeby nic sie nie dostawalo, zeby za studia trzeba
                                                    bylo normalnie zaplacic, tak jak i tak juz wielu studentow czyni. Zlikwidowanie
                                                    bezplatnych studiow to jest po prostu przywrocenie normalnosci i zasady
                                                    rownosci, teraz jest dyskryminacja...


                                                    > Kosztuje. Ale celem 'darmochy' wyksztalcenia nie ject chyba to zeby potem
                                                    > ludziom wypominac? Jest to styl myslenia komunistycznej sprawiedliwosci
                                                    > ludowej.

                                                    'Darmowe studia' to jest wlasnie komunistyczny archaizm...


                                                    > A dlaczego nie mowic najpierw o rozliczeniu gornikow, hutnikow, kolejarzy i
                                                    > rolnikow ktorzy bezczelnie zyja na koszt podatnikow, po prostu na ich
                                                    > garnuszku?

                                                    Ano wlasnie, dlaczego? Niech komentator zapyta towarzyszy, dlaczego nie chca
                                                    reformowac, prywatyzowac itp... No tak, tam sa silne zwiazki zawodowe, ktore
                                                    przyjada do Warszawy, zrobia ruchawke, albo opony na torach zaczna palic, albo
                                                    pociagi nie beda jezdzily i dzieci nie wroca z wakacji... to duzy problem
                                                    jest, prawda komentator? A rzad tow. Milera nie lubi niepopularnych decyzji, bo
                                                    jeszcze ludzi sie nadziejami przyszlych wyborow... A gdzie honor i
                                                    odpowiedzialnosc za wlasne slowa? schowane gdzies gleboko?


                                                    > Jak powiedziano wyzej te abstrakcje slabo przekladaja sie na normalne zycie.
                                                    > Czy partiotyzmem i miloscia Polski sie mozna najesc? Jak to sie ma do
                                                    > problemu znalezienie roboty? Czy bezrobotny to patriota czy tez zyje na koszt
                                                    > podatnikow?

                                                    no tak, typowo demagogoczna zagrywka, komentator... co, argumentow brakuje? czy
                                                    mozna patriotyzm wlozyc do garnka? bardzo niski poziom, komentator... No ale
                                                    przy obecnych 'fachowcach' za sterami Polski to rzeczywiscie wszystko mozna
                                                    sprowadzic do poziomu garnka. wiadomo, ze latwiej rzadzic glodnym i mamionym
                                                    obietnicami spoleczenstwem, ale do czasu... do czasu.


                                                    > Chwileczke, zyja na koszt podatnikow czy nie?

                                                    No oczywiscie, bo tego wlasnie chca towarzysze. Gdyby chcieli rozwiazac ten
                                                    problem, to juz dawno by go rozwiazali, przykladow na calym swiecie nie
                                                    brakuje...


                                                    > Aha, to znaczy ze rzad jest niepatriotyczny i nie kocha Polski?

                                                    No brawo, komentator! Swiatelko pojawilo sie w tunelu? Oczywiscie, bo robi
                                                    wszystko, zeby Polske pograzyc, a nie zeby rozwiazac polskie problemy.
                                                    Uprzedze komentator - jesli tak nie jest, to prosze mi podac, co rzad od
                                                    wyborow zrobil dobrego dla Polski? tylko konkretne przyklady prosze, konkretne,
                                                    a nie jakies tam programy czy inne miraze. Aha - i wprowadzenie Polski do
                                                    struktur Unii nie uwazam za zasluge tego rzadu, to po prostu dziejowa kolej
                                                    rzeczy, ktora stala sie niezaleznie od tego, kto rzadzil... I przyszlosc
                                                    pokaze, czy dobra dla Polski...


                                                    > Tak, mozliwe sa cuda, miliony miejsc pracy mozna zrobic na hokus-pokus.
                                                    > Najlepsi maja wysoko zaawansowana ekonomie ktora zalewa swiat produktami
                                                    > najwyzszej klasy. A tu mowimy o biednym kraju ktory ledwie usiluje sklecic
                                                    > podstawy normalnej ekonomii.

                                                    To nie sa cuda, komentator, tylko fakty sprawdzajace sie w innych slabych
                                                    krajach. A ekonomii nie trzeba sklecac, jej podstawy sa znane na calym swiecie,
                                                    nawet nagrode 'Nobla' daja, wystarczy poczytac i chciec ja zastosowac, Ot co!


                                                    > No wlasnie, demagogia czysta jak spirytus. Prosimy tylko o definicje
                                                    > towarzyszy: oczywiscie SLD, UP... i dalej kto?

                                                    ja juz na Forum Kraj to podalem, ale jakos nikt sie nie zainteresowal... dla
                                                    ciekawskich wyjasniam, ze za towarzysza uwazam kazdego, kto byl w PZPR, SD
                                                    i ZSL, niezaleznie od tego, gdzie jest dzis. i wedlug mnie takie osoby powinny
                                                    miec zakaz czynnego uczestnictwa w zyciu politycznym Polski!


                                                    > Perspektywa jest znakomita: Unia, Schengen, euro. Wtedy kazdy bedzie mial
                                                    > szanse zrobic coraz wiecej euro na rynku europejskim.

                                                    Czy komentator unoszac sie wysoko na swoich golebich skrzydlach od doktora
                                                    Strossmajera zauwaza cos innego, niz te europejskie miraze dla maluczkich? Ja
                                                    wiem, ze towarzyszom latwiej bedzie rzadzic Polska, gdy wysoko wyksztalceni
                                                    fachowcy i osoby potrafiace samodzielnie myslec wyjada w koncu z Polski
                                                    pracowac poza jej granicami. Ale czy to jest wlasnie to dobro Polski? Polska
                                                    bedzie skansenem, a biura turystyczne beda kusic europejczykow haslami -
                                                    przyjedzcie, zobaczcie, jak zylo sie przed wiekami...
                                                  • komentator Destylacja demagogii 19.08.03, 08:41
                                                    tajemniczy.don-pedro napisał:

                                                    >Zlikwidowanie bezplatnych studiow to jest po prostu przywrocenie normalnosci
                                                    >i zasady rownosci, teraz jest dyskryminacja...

                                                    Tak moze byc jesli parlament to uzna. Dlaczego w parlamencie nie ma nikogo
                                                    kto by to popieral?

                                                    Nastepna sprawa: jak bylyby obliczane koszta studiowania? Oczywiscie musialaby
                                                    by to byc pelna odplatnosc. Ile? A moze po prostu szkolnictwo wyzsze lepiej
                                                    byloby sprywatyzowac bo inaczej zawsze mozna podejrzewac panstwo o doplaty?

                                                    > 'Darmowe studia' to jest wlasnie komunistyczny archaizm...

                                                    To jest demagogia: Wszedzie w Europie sa darmowe, lub prawie darmowe studia.
                                                    Nigdzie nie ma studiow pelnoplatnych. Tam tez byl/jest komunizm?


                                                    > Ano wlasnie, dlaczego? Niech komentator zapyta towarzyszy, dlaczego nie chca
                                                    > reformowac, prywatyzowac itp... No tak, tam sa silne zwiazki zawodowe, ktore
                                                    > przyjada do Warszawy, zrobia ruchawke, albo opony na torach zaczna palic,
                                                    >albo pociagi nie beda jezdzily i dzieci nie wroca z wakacji... to duzy
                                                    >problem jest, prawda komentator? A rzad tow. Milera nie lubi niepopularnych
                                                    >decyzji, bo jeszcze ludzi sie nadziejami przyszlych wyborow... A gdzie honor
                                                    >i odpowiedzialnosc za wlasne slowa? schowane gdzies gleboko?

                                                    ALe przeciez do niedawna nie rzadzili towarzysze tylko bojownicy walki z
                                                    komuna. Dlaczego tego wszystkiego nie zrobili? Dlaczego zostali zmieceni
                                                    w wyborach?

                                                    > no tak, typowo demagogoczna zagrywka, komentator... co, argumentow brakuje?
                                                    >czymozna patriotyzm wlozyc do garnka? bardzo niski poziom, komentator... No
                                                    >ale przy obecnych 'fachowcach' za sterami Polski to rzeczywiscie wszystko
                                                    >mozna sprowadzic do poziomu garnka. wiadomo, ze latwiej rzadzic glodnym i
                                                    >mamionym obietnicami spoleczenstwem, ale do czasu... do czasu.

                                                    Haha, pytanie skad patriotom wezmie sie w garnku?

                                                    > > Chwileczke, zyja na koszt podatnikow czy nie?
                                                    > No oczywiscie, bo tego wlasnie chca towarzysze. Gdyby chcieli rozwiazac ten
                                                    > problem, to juz dawno by go rozwiazali, przykladow na calym swiecie nie
                                                    > brakuje...

                                                    Gdzie sa te przyklady?

                                                    > > Aha, to znaczy ze rzad jest niepatriotyczny i nie kocha Polski?
                                                    > No brawo, komentator! Swiatelko pojawilo sie w tunelu? Oczywiscie, bo robi
                                                    > wszystko, zeby Polske pograzyc, a nie zeby rozwiazac polskie problemy.
                                                    > Uprzedze komentator - jesli tak nie jest, to prosze mi podac, co rzad od
                                                    > wyborow zrobil dobrego dla Polski? tylko konkretne przyklady prosze,
                                                    >konkretne, a nie jakies tam programy czy inne miraze. Aha - i wprowadzenie

                                                    Odwrocmy pytanie: Co zrobil poprzedni rzad dobrych ludzi? I dlaczego przegral
                                                    sromotnie wybory?

                                                    >Polski do struktur Unii nie uwazam za zasluge tego rzadu, to po prostu
                                                    >dziejowa kolej rzeczy, ktora stala sie niezaleznie od tego, kto rzadzil... I
                                                    >przyszlosc pokaze, czy dobra dla Polski...

                                                    Hehe, to jest dobre. Unia jest dobra dla innych a moze nie byc dobra w Polsce.

                                                    > > Tak, mozliwe sa cuda, miliony miejsc pracy mozna zrobic na hokus-pokus.
                                                    > > Najlepsi maja wysoko zaawansowana ekonomie ktora zalewa swiat produktami
                                                    > > najwyzszej klasy. A tu mowimy o biednym kraju ktory ledwie usiluje sklecic
                                                    > > podstawy normalnej ekonomii.
                                                    > To nie sa cuda, komentator, tylko fakty sprawdzajace sie w innych slabych
                                                    > krajach. A ekonomii nie trzeba sklecac, jej podstawy sa znane na calym
                                                    >swiecie, nawet nagrode 'Nobla' daja, wystarczy poczytac i chciec ja
                                                    >zastosowac, Ot co!

                                                    Gdzie tak jest?

                                                    > > No wlasnie, demagogia czysta jak spirytus. Prosimy tylko o definicje
                                                    > > towarzyszy: oczywiscie SLD, UP... i dalej kto?
                                                    > ja juz na Forum Kraj to podalem, ale jakos nikt sie nie zainteresowal... dla
                                                    > ciekawskich wyjasniam, ze za towarzysza uwazam kazdego, kto byl w PZPR, SD
                                                    > i ZSL, niezaleznie od tego, gdzie jest dzis. i wedlug mnie takie osoby
                                                    >powinny miec zakaz czynnego uczestnictwa w zyciu politycznym Polski!

                                                    Bo a ci nie-towarzysze co rzadzili poprzednio to byli w porzadku czy nie?
                                                    A jesli tak to dlaczego tak fatalnie przegrali?

                                                    > > Perspektywa jest znakomita: Unia, Schengen, euro. Wtedy kazdy bedzie mial
                                                    > > szanse zrobic coraz wiecej euro na rynku europejskim.
                                                    > Czy komentator unoszac sie wysoko na swoich golebich skrzydlach od doktora
                                                    > Strossmajera zauwaza cos innego, niz te europejskie miraze dla maluczkich?
                                                    >Ja wiem, ze towarzyszom latwiej bedzie rzadzic Polska, gdy wysoko
                                                    >wyksztalceni fachowcy i osoby potrafiace samodzielnie myslec wyjada w koncu z
                                                    >Polski pracowac poza jej granicami. Ale czy to jest wlasnie to dobro Polski?
                                                    >Polska bedzie skansenem, a biura turystyczne beda kusic europejczykow
                                                    >haslami - przyjedzcie, zobaczcie, jak zylo sie przed wiekami...

                                                    To jakas skrajna glupota: na razie ludzie z zagranicy ogladaja hipermarkety i
                                                    mowia ze takich u nich nie ma hehe.

                                                    No a jesli chodzi o ta manie z towarzyszami ktorzy rzadza to jesliby towarzyszy
                                                    zamienic juz teraz na opozycje: Premier Lepper, minister Giertych i reszta to
                                                    oda razu bedzie super???
                                                  • Gość: Archer Re: Wymiana mysli z p. Archerem, cd. IP: *.fe.internet.bosch.de / 10.4.14.* 14.08.03, 10:33
                                                    Witam Pana, Panie don-pedro z krainy dreszczowcow (co za eufemizm, czyzby mial
                                                    Pan na mysli Polske?)

                                                    Moze dzis od konca:
                                                    Niestety nie jestem w stanie podac linku do dyskutowanego watku. Probowalem
                                                    uzywac wyszukiwarke na forum Polonia bis i nie udalo mi sie. Albo ona tam nie
                                                    dziala, albo ja nie umiem ja obslugiwac. W kazdym razie bylo to w trzeciej lub
                                                    czwartej dekadzie ubieglego roku. Moich postow bylo tam raptem kilka (ponizej
                                                    10 jak sadze) a podpisywalem sie zawsze tak samo. Jezeli te informacje
                                                    wystarcza Panu do odnalezienia watku to prosze to zrobic.

                                                    crying...) wiecej - wydaje mi sie, ze rozgladaja sie wkolo szukajac winnych calej
                                                    tej sytuacji. Zreszta ktos gdzies juz powiedzial, ze to jest wada Polakow, ze
                                                    nie potrafimy czesto przyznac sie sami przed soba do tego, ze podjelismy bledna
                                                    decyzje i ze sami jestesmy winni jej konsekwencji.”
                                                    Brawo. Strzal w dziesiatke. Uwaga powyzsza tyczy sie oczywiscie rowniez polakow
                                                    w Polsce. Spotkalem sie kiedys ze stwierdzeniem, ze: Amerykanin musi miec
                                                    pieniadze, Francuz musi miec dobre wino i kochanke, Japonczyk musi miec swoja
                                                    prace a Polak musi miec racje. Bez tego zginie. Posunieta do absurdu pewnosc
                                                    swoich sadow i racji powoduje, ze calkiem nieraz nieglupi osobnik nie nadaje
                                                    sie niekiedy do obcowania. Dochodzi do tego zacietrzewienie w atakach na opinie
                                                    innych ktore, jezeli sa udane, koncza sie utrata twarzy osoby ktora nie ma
                                                    racji (ona oczywiscie dalej sadzi, ze racje ma, dlatego za swoje bledy bedzie
                                                    szukac winy wszedzie lecz nie tam, gdzie ta wina jest – czyli w niej samej – no
                                                    bo przeciez ona nigdy sie nie myli). Na pierwszy rzut oka, mozna to wszystko
                                                    zwalic na brak kultury dyskusji pomiedzy Polakami. Sadze jednak, ze powod tkwi
                                                    glebiej. Z silnym “syndromem utraty twarzy” spotkalem sie tez bedac w Azji.
                                                    Wtedy dopiero dotala do mnie cicho powtarzana (ale ponoc niezle
                                                    antropologicznie udokumentowana) teoria, ze Slowianie (miedzy innymi oczywiscie
                                                    i Polacy) pochodza zza Uralu.

                                                    “ Oczywiscie problem ten mozna widziec inaczej (jak juz wyrazilem to na innym
                                                    watku), ze zycie w domu na kredyt, jazda samochodem na kredyt itp. (...) bliska
                                                    egzekucji jako takiej).”
                                                    Oczywiscie. Wszystko sie moze zdarzyc. Niemniej nawet w USA, taki prawdziwy,
                                                    neodarwinistyczny, wolnorynkowy szczurokapitalizm istnieje “na dole”. Tam - do
                                                    malych, prymitywnych manufaktur, do rzezni, do azbestow czy na dachy - na ogol
                                                    trafiaja nowoprzybyli. Po jakims jednak czasie spora ich czesc wydobedzie sie z
                                                    tego blota pnac sie w kierunku klasy sredniej i jej zrodel dochodu. A tam
                                                    ryzyko utraty parcy (czy kalectwo spowodowane wykonywana praca) jest juz
                                                    znacznie nizsze. Jezeli emigrant jeszcze ma wyksztalcenie, to podnosi to
                                                    drastycznie jego szanse awansu spolecznego. Prosze zauwazyc, ze “na dole”
                                                    pozostaja na ogol ludzie bez szkoly.
                                                    Jezeli to Pana intersuje, to moge opisac pare dosc pikantnych historii (znanych
                                                    z autopsji) dotyczacych pracy “na dole” w Australii. Polecam rowniez ksiazke
                                                    autorstwa pana Edwarda Redlinskiego pt. “Szczuropolacy” (tytul ten
                                                    przemianowano potem na “Szczurojorczycy” bo ponoc obrazal czyjes tam uczucia).
                                                    Na podstawie tej ksiazki niejaki pan Zaorski popelnil film pt. “Szczesliwego
                                                    Nowego Jorku”. Chcialem jednak polecic ksiazke. W zadnym wypadku ten film.

                                                    No to teraz do nauki:
                                                    “czyz nie bylby to wlasnie najbardziej skrywany fakt, gdyby ona istniala
                                                    naprawde? czyz nie moznaby sie nia poslugiwac do korygowania historii?”
                                                    Panie don-pedro. Na ksiazkach SF nauczylem sie czytac. Pan Wells, zapewne
                                                    zdajac sobie sprawe z “paradoksu ojca” wyslal swojego bohatera w przyszlosc.
                                                    Inni pisarze nie mieli juz takich watpliwosci i tlumami wysylali ludzi w
                                                    przeszlosc. Np. pan Twain – na dwor krola Artura. Potem pojawily sie powiesci o
                                                    tzw “historii alternatywnej” zapoczatkowane chyba przez F.K. Dick’a
                                                    ksiazka “Czlowiek z wysokiego zamku”. I pomimo ze mozna je wszystkie nazwac
                                                    dywagacjami “co by bylo gdyby...” sa one czasami calkiem logicznymi analizami
                                                    zagadnienia “korygowania przyszlosci” poprzez ingerencje w przeszlosc. W
                                                    inteligentny i niekiedy dowcipny sposob opisano w/w paradoks ojca czy pomysly
                                                    bez pomyslodawcy, dzieci bez rodziciw czy wrecz plodzace siebie samych itd. itp.
                                                    Koncept ‘wechikulu czasu’ jest latwo zrozumialy, chwytliwy, masuwajacy wiele
                                                    skojarzen, pobudzajacy wyobraznie i dajacy wiele zaskakujacych wnioskow jezeli
                                                    wezmie go na warsztat sprawny rzemieslnik piora. Sam pomysl podrozy w czasie
                                                    jest dosyc stary. Kiedys role ‘wechikulow czasu’ mialy pelnic nadprzyrodzone
                                                    istoty albo czarownicy. Dzisiaj “deus” siedzi w “machina” w badrziej doslownym
                                                    tego slowa znaczeniu, ale ciagle ‘deus’, wiec sam cel wydaje sie rownie odlegly
                                                    jak w starozytnosci, bo jest to ciagle niepokonana bariera, ktora w rozny
                                                    sposob probuja “przeskoczyc” tylko pisarze (z wyobraznia lub nie). Ale naukowcy
                                                    posluguja sie raczej innymi kategoriami. Tam licza sie przede wszystkim
                                                    obserwacje (najlepiej powtarzajace sie i udokumentowane) naturalne lub
                                                    poczynione w wyniku eksperymentu (czyli takiej zmiany warunkow otoczenia, aby
                                                    poczynic obserwacje lub sprawdzic swoje przypuszczenia). Tak wlasnie, na
                                                    podstawie obserwacji, stworzyl swoja teorie Einstein. A wedlug tej teorii, czas
                                                    plynie (z rozna co prawda predkoscia) tylko w jedna strone.
                                                    Moze Pan co prawda napisac, ze odpowiednie obserwacje, teorie i urzadzenia
                                                    poczyniono i zbudowano w tajemnicy. Na tego rodzaju stwierdzenie nie mam
                                                    odpowiedzi. Tak samo, jak nie moge w kategoryczny sposob zaprzeczyc istnieniu
                                                    zielonych ludzikow czy UFO rezydujacemu w Trojkacie Bermudzkim. Taka po
                                                    trosze ‘spiskowa teoria (!?)’ pasuje bardziej do polityki niz do nauki.

                                                    “A co Pan sadzi na temat teorii 'swiatow rownoleglych'?”
                                                    Ze jej nie ma. Istnieje tylko zespol mniej lub bardziej prawdopodobnych hipotez
                                                    (bez wiarygodnych obserwacji) przewidujacych istnienie “rownoleglych
                                                    czasoprzestrzeni” bazujac po trosze na rozszerzeniu wnioskow wynikajacych z
                                                    ogolnej teorii wzglednosci, teorii antymaterii Diraca czy, niekiedy, mechaniki
                                                    kwantowej. Pomaga tez zespol domniemanych zjawisk zachodzacych w czarnych
                                                    dziurach. Takie hipotezy (dywagacje) mozna snuc lecz bez solidnego
                                                    eksperymentalnego dowodu pozostana tylko (w najlepszym wypadku) hipotezami.
                                                    Postawmy ten i tym podobne problemy troche inaczej:
                                                    Widzi Pan, fantastyka naukowa jest ciekawa tylko do pewnego stopnia. Aby jednak
                                                    naprawde wyprobowac swoja wyobraznie trzeba wkroczyc w swiat nauki. Prosze
                                                    zauwazyc, ze niemal cala fantastyka naukowa bazuje wlasnie na dokonaniach
                                                    naukowcow. Nigdy odwrotnie. Caly przewrotny obraz swiata kwantowego, czy efekty
                                                    grawitacyjno – relatywistyczne opisane w teorii wzglednosci nie zostaly nawet
                                                    musniete przez pisarzy SF zanim nie rozpracowali je najpierw naukowcy (Moze
                                                    mala analogia: Zeglarze w czasach powiedzmy Kolumba potrafili calymi wieczorami
                                                    snuc przy rumie opowiesci o tym, jakie to za morzami mozna spotkac stwory. Nikt
                                                    z nich, az do momentu odkrycia Australii, nie opowiadal jednak o kangurze. A
                                                    jaka jest roznica pomiedzy wezami wodnymi, Lewiatanami i smokami a kangurem?
                                                    Ano taka, ze kangur rzeczywiscie istnieje.). Moze sie co prawda na pierwszy
                                                    rzut oka wydawac, ze to fantastyka toruje nowe drogi i ksztaltuje wyobraznie.
                                                    Nic bardziej mylnego. To nauka pierwsza exploruje nieznane zagadnienia
                                                    dokonujac (niekiedy w sposob przypadkowy) obserwacji i je interpretujac. Kiedy
                                                    teoria jest juz gotowa, ogloszona i podana “w strawnej formie” czyli kiedy moga
                                                    zrozumiec ja pisarze SF i co inteligentniejsi ludzie, brana jest ona przez na
                                                    warsztat p
                                                  • Gość: Archer Re: Wymiana mysli z p. Archerem, cd. IP: *.fe.internet.bosch.de / 10.4.14.* 14.08.03, 10:34
                                                    To nauka pierwsza exploruje nieznane zagadnienia dokonujac (niekiedy w sposob
                                                    przypadkowy) obserwacji i je interpretujac. Kiedy teoria jest juz gotowa,
                                                    ogloszona i podana “w strawnej formie” czyli kiedy moga zrozumiec ja pisarze SF
                                                    i co inteligentniejsi ludzie, brana jest ona przez na warsztat przez pisarzy.
                                                    Dokladana jest fabula bazujaca oczywiscie na jakims odwiecznym marzeniu (na
                                                    ogol o podrozach czy odkrywaniu nieznanego) i tak powstaje mniej lub bardziej
                                                    ciekawa ksiazka lub opowiadanie.
                                                    Spojrzmy w ten sposob na zagadnienie podrozy w czasie. Posluzmy sie jednak
                                                    innym przykladem: Obserwacja obrazow na odleglosc. Czyli jesczce
                                                    jedno ‘odwieczne marzenie’ ludzi od bieguna do bieguna. Karmiono maluczkich od
                                                    wiekow czarodziejskimi kulami przekazujacymi dzwiek i obraz, oraz
                                                    czarodziejami, ktorzy jako jedyni potrafili tymi kulami sie poslugiwac. I sadzi
                                                    Pan, ze ludzie w te bajki nie wierzyli? Wierzyli tak samo, jak dzis poniektorzy
                                                    wierza w machine czasu. No i pewnego dnia stalo sie. Zbudowano urzadzenia
                                                    rzeczywiscie zdolne przekazywac obrazy na odleglosc (czyli telewizje). Aby to
                                                    jednak zrobic, nalezalo rozwiazac zespol problemow zwiazanych z wytwarzaniem
                                                    wysokiej prozni, emisja i ogniskowaniem elektronow (ktore bylo nie bylo
                                                    odpychaja sie), dekompozycja obrazu, efektem fotoelektrycznym i cala mase
                                                    innych zagadnien. Pracowaly przy tym tysiace ludzi a o postepie w budowie
                                                    zainteresowani byli na bierzaco informowani. Nie do pomyslenia jest, aby
                                                    fundamentalne prace w dziedzinie nauk przyrodniczych zamknac w laboratirium i
                                                    otoczyc tajemnica. Zwlaszcza, ze konsekwencje tych odkryc prawie nigdy nie sa
                                                    bezposrednie (w sensie militarnym czy pienieznym). Czy wyobraza Pan sobie, aby
                                                    np. utajnic wynalezienie jakiejs tam lampy elektronowej (prymitywnej szklanej
                                                    banki z rozrzedzona atmosfera zatopionymi w niej kilkoma drutami)? A przeciez
                                                    tylko przy pomocy tego wynalazku mozliwe bylo zbudowanie pierwszego radia.

                                                    “ Niestety, problem polega na tym, ze o ile sie orientuje, to ich wybor polegal
                                                    na kontynuowaniu prac nad projektem albo podroza z 'one-way-ticket' do obozu
                                                    koncentracyjnego. W takich wypadkach dylematy moralne zostaja zastapione
                                                    problemem priorytetowym 'jak przezyc'.”
                                                    Czy w przypadku Amerykanskich naukowcow rowniez?
                                                    Ale i dla Niemieckich uczonych niekoniecznie byl to jedyny wybor. Znane sa
                                                    przyklady uczonych w latach III Rzeszy, ktorzy usuneli sie w kat lub wrecz
                                                    stosowali bierny opor (czynny skonczylby sie w obozie) mieszkajac dalej w
                                                    Niemczech. Mozna rzecz jasna ograniczyc naukowca ‘etyczno – moralnie’ i
                                                    powiedziec mu: nie pracuj dla wroga (naszego wroga rzecz jasna). Ale w ten
                                                    sposob nie wynalezionoby nawet zaostrzonego kija. To nie naukowiec czy inzynier
                                                    budujacy bombe atomowa ponosi wine, lecz to monstrum, ktore wydaje rozkaz
                                                    zrzucenia jej na Hiroshime, podczas gdy mozna kapitulacje Japonii zalatwic przy
                                                    pomocy o wiele mniejszej ilosci ofiar.

                                                    No. Dzis troche chlodniej. Ale znow wyszedl mi przydlugi list.

                                                    Pozdrowienia,

                                                    Archer


                                                  • tajemniczy.don-pedro Re: Wymiana mysli z p. Archerem, cd. 14.08.03, 14:09
                                                    Gość portalu: Archer napisał(a):

                                                    > Witam Pana, Panie don-pedro z krainy dreszczowcow (co za eufemizm, czyzby
                                                    > mial Pan na mysli Polske?)

                                                    Dzien dobry, panie Archer.
                                                    Kiedys, zgodnie z bajeczka o Baltazarze Gabce, pisalem Deszczowcow, ale koledzy
                                                    z UK roscili sobie prawo do uzywania tej nazwy, wiec wprowadzajac jedna literke
                                                    dokonalem tej wieloznacznej zmiany smile


                                                    > Jezeli te informacje wystarcza Panu do odnalezienia watku to prosze to zrobic.

                                                    niestety, przejrzalem BISa od poczatku (czyli od pazdziernika 2002) i nie
                                                    znalazlem. trudno sie mowi. zreszta na BISie musiaby Pan byc zalogowany.


                                                    > Amerykanin musi miec pieniadze, Francuz musi miec dobre wino i kochanke,
                                                    > Japonczyk musi miec swoja prace a Polak musi miec racje. Bez tego zginie.

                                                    Bardzo oryginalnie powiedziane, pozwole sobie (za Panskim zezwoleniem) uzyc
                                                    tego przy innej okazji gdzie indziej...


                                                    > Wtedy dopiero dotala do mnie cicho powtarzana (ale ponoc niezle
                                                    > antropologicznie udokumentowana) teoria, ze Slowianie (miedzy innymi
                                                    > oczywiscie i Polacy) pochodza zza Uralu.

                                                    o ile dobrze kojarze, to tak, nawet nasz jezyk na to wskazuje - grupa jezykowa
                                                    indoeuropejska, zreszta wszystkie ludy Europy oprocz Baskow i Celtow imigrowaly
                                                    do Europy z Azji. A'propos Baskow to czytalem tez, ze ich budowa czaszki jest
                                                    bardzo podobna do budowy czaszki Homo Neandertalis, ktorego wyparl pozniej Homo
                                                    Sapiens. Relikt? No i ich jezyk, podobny tylko do jez. gruzinskiego - tez
                                                    relikt.


                                                    > Ale naukowcy posluguja sie raczej innymi kategoriami. Tam licza sie przede
                                                    > wszystkim obserwacje (najlepiej powtarzajace sie i udokumentowane) naturalne
                                                    > lub poczynione w wyniku eksperymentu (czyli takiej zmiany warunkow otoczenia,
                                                    > aby poczynic obserwacje lub sprawdzic swoje przypuszczenia).

                                                    Ach, ci naukowcy... a gdzie miejsce na fantazje?


                                                    > Moze Pan co prawda napisac, ze odpowiednie obserwacje, teorie i urzadzenia
                                                    > poczyniono i zbudowano w tajemnicy. Na tego rodzaju stwierdzenie nie mam
                                                    > odpowiedzi. Tak samo, jak nie moge w kategoryczny sposob zaprzeczyc istnieniu
                                                    > zielonych ludzikow czy UFO rezydujacemu w Trojkacie Bermudzkim. Taka po
                                                    > trosze ‘spiskowa teoria (!?)’ pasuje bardziej do polityki niz do nauki.

                                                    No wlasnie - spiskowa teoria dziejow - ilez to niewyjasnionych naukowo zagadek
                                                    ona wyjasnia wink Naukowcy zas zachowuja sie jak typowi 'niewierni Tomasze' -
                                                    jak nie dotkna, ne zobacza, nie zmierza, to nie uwierza. No coz.


                                                    > Zeglarze w czasach powiedzmy Kolumba potrafili calymi wieczorami snuc przy
                                                    > rumie opowiesci o tym, jakie to za morzami mozna spotkac stwory. Nikt z nich,
                                                    > az do momentu odkrycia Australii, nie opowiadal jednak o kangurze. A jaka
                                                    > jest roznica pomiedzy wezami wodnymi, Lewiatanami i smokami a kangurem?
                                                    > Ano taka, ze kangur rzeczywiscie istnieje.).

                                                    Ale przyzna Pan, ze ich opowiesci wieczorne przy szklanicy rumu na pewno
                                                    bardzie pobudzaly wyobraznie, niz (za przeproszeniem) kangur. A ostatnio nawet
                                                    naukowcy przyznaja, ze morskie glebiny moga kryc niespodzianki, o ktorych nie
                                                    snilo sie ludziom do tej pory - miedzy innymi znajduja resztki kalamarnic, co
                                                    do rozmiarow ktorych sa zaskoczeni. Naukowcy chca nawet zniszczyc piekny mit o
                                                    potworze z Loch Ness.


                                                    > Obserwacja obrazow na odleglosc. Czyli jesczce jedno ‘odwieczne marzenie’
                                                    > ludzi od bieguna do bieguna. Karmiono maluczkich od wiekow czarodziejskimi
                                                    > kulami przekazujacymi dzwiek i obraz, oraz czarodziejami, ktorzy jako jedyni
                                                    > potrafili tymi kulami sie poslugiwac. I sadzi Pan, ze ludzie w te bajki nie
                                                    > wierzyli? Wierzyli tak samo, jak dzis poniektorzy wierza w machine czasu.

                                                    No dobrze, zalozmy, ze mieszkamy w glebokim, zapadlym sredniowieczu. Jak
                                                    nazwalby Pan wtedy telefon komorkowy z kamera najnowszej generacji, gdyby tam
                                                    sie pojawil? 'czarodziejska "kula" przekazujaca dzwiek i obraz'! nieprawdaz?
                                                    oczywiscie to zaden dowod, ale przyzna Pan, ze takie spojrzenie zmienia nieco
                                                    obraz. Czy mozna wykluczyc, ze owi czarodzieje byli podroznikami w czasie? wole
                                                    taka koncepcje niz rewelacje Dänikena o przybyszach z kosmosu. Wydaje mi sie,
                                                    ze kazdy mit, kazda bajka niesie w sobie to przyslowiowe ziarenko prawdy.


                                                    > Czy w przypadku Amerykanskich naukowcow rowniez?

                                                    o ile sie nie myle gros owych 'Amerykanskich' uczonych stanowili uciekinierzy
                                                    niemieccy roznej narodowosci. Jak Pan mysli, jak zareagowalby wtedy przecietny
                                                    amerykanski wiesniak naladowany relacjami o wojnie z Niemcami i Japonczykami
                                                    spotkawszy kogos mowiacego po niemiecku? a colt ma tylko 6 naboi.
                                                    no ale ma Pan racje piszac, ze wine za niewlasciwe uzycie wynalazku ponosi w
                                                    calosci nie wynalazca, ale ten, kto wydaje rozkaz jego nieodpowiedniego uzycia.
                                                    Choc czasami wynalazcy poczuwaja sie do wspolodpowiedzialnosci. Gdyby tak nie
                                                    bylo, nie mielibysmy dzis Nagrody Nobla, nieprawdaz?

                                                    pozdrawiam
                                                  • Gość: Archer Re: Wymiana mysli z p. don-pedro, cd. IP: *.fe.internet.bosch.de / 10.4.14.* 18.08.03, 07:45
                                                    Witam, tym razem w chlodniejszy weekend.

                                                    Dyskusja zabrnela dosc daleko od pierwotnego tematu. Niemniej, skoro i tak
                                                    jestesmy tu prawie sami, mozemy chyba pogadac o wszystkim prawda?
                                                    A propos tematu watku, ciekaw bylbym, jaka opinie wyrobil Pan sobie o polonii
                                                    po wymianie informacji I mysli z polonusami. Moglby Pan napisac pare slow?

                                                    “Jezeli te informacje wystarcza Panu do odnalezienia watku to prosze to zrobic.
                                                    niestety, przejrzalem BISa od poczatku (czyli od pazdziernika 2002) i nie
                                                    znalazlem. trudno sie mowi. zreszta na BISie musiaby Pan byc zalogowany.”
                                                    Bylem zalogowany. Watek, o ile pamietam mial tytul: Jaka Polonia

                                                    “Amerykanin musi miec pieniadze, Francuz musi miec dobre wino i kochanke,
                                                    Japonczyk musi miec swoja prace a Polak musi miec racje. Bez tego zginie.
                                                    Bardzo oryginalnie powiedziane, pozwole sobie (za Panskim zezwoleniem) uzyc
                                                    tego przy innej okazji gdzie indziej...”
                                                    Prosze uzywac.

                                                    “Ach, ci naukowcy... a gdzie miejsce na fantazje?”
                                                    Jest dla niej sporo miejsca. Przeciez w poprzednim liscie napisalem, ze nauka
                                                    jest lepszym poligonem dla wyobrazni niz fantastyka. Snucie opowiesci nie
                                                    wymaga przesadnego wysilku umyslowego, wiec marynarz opowiadajacy o
                                                    niestworzonych zamorskich stworzeniach niekoniecznie musi byc intelektualista.
                                                    Naukowiec musi niekiedy wlozyc spora doze wyobrazni (i intuicji!) aby wyciagnac
                                                    prawidlowe wnioski czy wytlumaczyc obserwowane zjawisko. Poza tym jednak
                                                    porusza sie on w ciasnych ramach faktow i praw przyrody. Marynarz puszcza w
                                                    sposob nieskrepowany wodze swojej fantazji. Naukowcowi nie wolno tego zrobic.

                                                    “No wlasnie - spiskowa teoria dziejow - ilez to niewyjasnionych naukowo zagadek
                                                    ona wyjasnia wink Naukowcy zas zachowuja sie jak typowi 'niewierni Tomasze' -
                                                    jak nie dotkna, ne zobacza, nie zmierza, to nie uwierza. No coz.”
                                                    Prosze rozszezyc mysl. O jakie niewyjasnione zagadki (naukowe) Panu chodzi?
                                                    Zgoda natomiast, ze stosujac spiskowa teorie dziejow mozna niekiedy, w sposob
                                                    prawidlowy wyjasnic pewne trudne do zrozumienia fakty historyczne, jak np. 11
                                                    Wrzesnia.
                                                    Postawa naukowcow jest w tym wypadku niestety jedyna wlasciwa. Mozna co prawda
                                                    polemizowac na ile nauka zazebia sie z wiara (chyba wcale...?), ale taki jest
                                                    wlasnie sens i taka struktura nauki. Nie ma zjawiska to nie ma jego
                                                    wyjasnienia. Jest obserwacji (zjawisko) – jest jego racjonalne (nie podroznicy
                                                    w czasie, chyba ze nie ma innego wyjscia ale czy zna Pan takie zjawiska)
                                                    wyjasnienie. Poza tym sporo naukowcow stoi na stanowisku, ze wszystkiego i tak
                                                    nie da sie do konca wyjasnic. Ciekawa rzecza jest, ze z naukowego punktu
                                                    widzenia istnienie Boga nalezy traktowac jako hipoteze.

                                                    “Ale przyzna Pan, ze ich opowiesci wieczorne przy szklanicy rumu na pewno
                                                    bardzie pobudzaly wyobraznie, niz (za przeproszeniem) kangur. A ostatnio nawet
                                                    naukowcy przyznaja, ze morskie glebiny moga kryc niespodzianki, o ktorych nie
                                                    snilo sie ludziom do tej pory - miedzy innymi znajduja resztki kalamarnic, co
                                                    do rozmiarow ktorych sa zaskoczeni. Naukowcy chca nawet zniszczyc piekny mit o
                                                    potworze z Loch Ness.”
                                                    Nie sadze, aby prawdziwi naukowcy kiedykolwiek zaprzeczali istnieniu rzeczy
                                                    niezbadanych w obszarach niedostepnych lub o ograniczonym dostepie (morskie
                                                    glebiny, kosmos, wnetrze Ziemi).

                                                    Telefon komorkowy czarodziejska kula…?
                                                    Dla mnie jest to wytwor wyobrazni. Rownie dobrze mozna samolot odrzutowy nazwac
                                                    feniksem a grzyb atomowy gniewem bozym. Ale spojrzmy na to z logicznej strony:
                                                    Skoro podroznicy w czasie tak dobrze potrafia sie dzis maskowac to jakim cudem
                                                    mogli pozwolic sredniowiecznam czy starozytnym maluczkim ujrzec “szklana kule”?
                                                    Co sie tyczy Dänikena to zgoda. Uwazam, ze cala paleoastronautyka to nie nauka
                                                    poniewaz bazuje na zbyt dowolnej interpretacji faktow. Tak samo, jak “podroze w
                                                    czasie”.

                                                    “zreszta wszystkie ludy Europy oprocz Baskow i Celtow imigrowaly do Europy z
                                                    Azji.”
                                                    No tak, skoro za poczatek ludzkosci uznamy moment, kiedy pierwszy malpolud
                                                    zszedl z drzewa (a dzialo sie to ponoc gdzies w centralmej Afryce) to wszyscy
                                                    ludzie skads tam gdzes przyszli, a patrzac na to w ten sposob – “Adam i Ewa
                                                    byli czarni” czyli wszyscy jestesma Afrykanami... Ale co innego mniej lub
                                                    lepiej udokumentowane hipotezy naukowe a swiadomosc Polakow. Otoz fakt, ze
                                                    jestesmy Azjatami w naszej swiadomosci nie istnieje. Prosze sprobowac na ten
                                                    temat porozmawiac z przecietnymi ludzmi (nie naukowcami). Dowie sie Pan raczej,
                                                    ze nie jestesmy zadnymi tam Azjatami, lecz Europejczykami z krwi i kosci –
                                                    bardziej europejskimi niz Niemcy czy Francuzi. Azja jest stawiana u nas raczej
                                                    jako przyklad negatyny (do Europy przez Azje).

                                                    Na tym koncze na dzis. Mam nadzieje, ze tym razem nie zajalem Pana zbyt dlugo,

                                                    Do uslyszenia

                                                    Archer.
                                                  • canadyjczyk Re: Wymiana mysli z p. don-pedro, cd. 18.08.03, 07:47
                                                    stek bzdur dziadki
                                                  • tajemniczy.don-pedro Re: Wymiana mysli z p. Archerem, cd. 19.08.03, 12:43
                                                    Gość portalu: Archer napisał(a):

                                                    > Witam, tym razem w chlodniejszy weekend.

                                                    Dzien dobry, panie Archer, w pochmurny i deszczowy dzien...


                                                    > Dyskusja zabrnela dosc daleko od pierwotnego tematu. Niemniej, skoro i tak
                                                    > jestesmy tu prawie sami, mozemy chyba pogadac o wszystkim prawda?

                                                    tez mi sie tak wydaje, choc na dalsze poglebianie wzajemnej wymiany mysli
                                                    zapraszam moze bardziej emilkowo... jednak tu wiele osob zaglada...


                                                    > A propos tematu watku, ciekaw bylbym, jaka opinie wyrobil Pan sobie o polonii
                                                    > po wymianie informacji I mysli z polonusami. Moglby Pan napisac pare slow?

                                                    Zdanie mam czesciowo wyrobione, pozwoli Pan, ze w osobnym watku na ten temat
                                                    wiecej sie rozpisze, kiedy wszystko sobie uporzadkuje. Krotko moge powiedziec,
                                                    ze roznorodnosc jest znaczna, i jak to zwykle bywa niektorzy psuja dobra opinie
                                                    innych.


                                                    > Bylem zalogowany. Watek, o ile pamietam mial tytul: Jaka Polonia

                                                    spiesze poinformowac, ze znalazlem i wczytuje sie w wolnym czasie...


                                                    > Naukowiec musi niekiedy wlozyc spora doze wyobrazni (i intuicji!) aby
                                                    > wyciagnac prawidlowe wnioski czy wytlumaczyc obserwowane zjawisko. Poza tym
                                                    > jednak porusza sie on w ciasnych ramach faktow i praw przyrody. Marynarz
                                                    > puszcza w sposob nieskrepowany wodze swojej fantazji. Naukowcowi nie wolno
                                                    > tego zrobic.

                                                    Panie Archer, powoli zabija Pan we mnie to male dziecko, ktore przez lata
                                                    wychowalo sie na opowiesciach SF, fantasy, ze o Juliuszu Verne nie wspomne.


                                                    > Prosze rozszezyc mysl. O jakie niewyjasnione zagadki (naukowe) Panu chodzi?

                                                    Zlapal mnie Pan w pacie! Powiem tak - chodzi mi o te zagadki, ktorymi para sie
                                                    Däniken, z tym ze ja nie wierze w jego tlumaczenia o kosmitach, jak rowniez nie
                                                    trafiaja do mnie naukowe proby wyjasnienia (ot chocby rysunki Nazca, twarze na
                                                    Easter Is. czy nawet piramidy).


                                                    > Nie ma zjawiska to nie ma jego wyjasnienia. Jest obserwacji (zjawisko) – jest
                                                    > jego racjonalne (nie podroznicy w czasie, chyba ze nie ma innego wyjscia ale
                                                    > czy zna Pan takie zjawiska) wyjasnienie. Poza tym sporo naukowcow stoi na
                                                    > stanowisku, ze wszystkiego i tak nie da sie do konca wyjasnic. Ciekawa rzecza
                                                    > jest, ze z naukowego punktu widzenia istnienie Boga nalezy traktowac jako
                                                    > hipoteze.

                                                    Panie Archer! zmilcze swoj komentarz na Panskie ostatnie zdanie. To przeciez
                                                    odwieczny dylemat ludzkosci - wiara czy nauka? Mozna pewnie wiele zjawisk
                                                    wytlumaczyc, ale czy jak nie ma zjawiska, a jest wiara, to klapa? Wiele osob
                                                    probuje znalezc rozne wytlumaczenia i nigdy odpowiedz nie pada. Ogladal Pan
                                                    zapewne film Kontakt z Jodi Foster w roli niewierzacego naukowca.


                                                    > Nie sadze, aby prawdziwi naukowcy kiedykolwiek zaprzeczali istnieniu rzeczy
                                                    > niezbadanych w obszarach niedostepnych lub o ograniczonym dostepie (morskie
                                                    > glebiny, kosmos, wnetrze Ziemi).

                                                    czy to jest wlasnie ten Panski margines na 'wiare'? na niesamowite opowiesci?
                                                    na nie poparte dowodami teorie?


                                                    > Skoro podroznicy w czasie tak dobrze potrafia sie dzis maskowac to jakim
                                                    > cudem mogli pozwolic sredniowiecznam czy starozytnym maluczkim ujrzec
                                                    > “szklana kule”?

                                                    moze na poczatku doswiadczen byli mniej uwazni wink)


                                                    > No tak, skoro za poczatek ludzkosci uznamy moment, kiedy pierwszy malpolud
                                                    > zszedl z drzewa (a dzialo sie to ponoc gdzies w centralmej Afryce) to wszyscy
                                                    > ludzie skads tam gdzes przyszli, a patrzac na to w ten sposob – “Adam i Ewa
                                                    > byli czarni” czyli wszyscy jestesma Afrykanami...

                                                    hmmm, tako rzecze nauka... ale slyszalem teorie, ze Raj byl raczej
                                                    umiejscowiony w dorzeczu Tygrysu i Eufratu (dzisiejszy nieszczesny Irak)


                                                    > ze nie jestesmy zadnymi tam Azjatami, lecz Europejczykami z krwi i kosci –
                                                    > bardziej europejskimi niz Niemcy czy Francuzi. Azja jest stawiana u nas
                                                    > raczej jako przyklad negatyny (do Europy przez Azje).

                                                    oczywiscie, rozmawiajac na ten temat... ale co innego poparte dowodami tezy, a
                                                    co innego swiadomosc wyzszosci narodu... nie ma chyba narodu na Ziemi, ktory
                                                    nie czulby sie w jakis szczegolny sposob wyrozniony, prawda?

                                                    pozdrawiam serdecznie
                                                  • Gość: Archer Re: Wymiana mysli z p. don pedro, cd. IP: *.fe.internet.bosch.de / 10.4.14.* 20.08.03, 15:07
                                                    Dzien dobry Panie don-pedro.

                                                    Pisze do Pana byc moze po raz ostatni na otwartym forum.
                                                    Nie mam oczywiscie nic przeciwko temu, aby nasze teksty czytal, i przylaczal
                                                    sie do dyskusji kazdy, kto tylko chce. Widze jednak, ze temat nie jest
                                                    przesadnie interesujacy dla szerszego grona. Byc moze powinnismy sie przeniesc
                                                    na jakies forum naukowe albo, jak Pan proponuje, na bezposrednie maile?

                                                    No to do textu:
                                                    “ Panie Archer, powoli zabija Pan we mnie to male dziecko, ktore przez lata
                                                    wychowalo sie na opowiesciach SF, fantasy, ze o Juliuszu Verne nie wspomne.”
                                                    Bardzo mi przykro.
                                                    Ale skoro juz wspomnial Pan Verne’go, to przeciez jego ksiazki silnie bazuja na
                                                    naukowo popartych wizjach z XIX w (nawiasem mowiac – niewiele rozniacych sie od
                                                    dzisiejszych). Prosze np. zauwazyc, jak rozwiazal on problem przeciazenia, przy
                                                    wystrzeleniu pocisku (z ludzka zaloga) na Ksiezyc (ciekawe, czy jest to jego
                                                    oryginalny pomysl?). Albo system sterowania Nautilusa? Troche podobnie pisal
                                                    Capek. W ich ksiazkach nie ma miejsca dla nieskrepowanej wyobrazni. Jest tam
                                                    duzo przygody i sensacyjnych wrecz watkow ale np. zaloga Nautilusa cierpi na
                                                    brak tlenu tak samo jak w lodziach podwodnych z czasow drugiej wojny. Ksiazki
                                                    tenie maja tez nic wspolnego z literatura fantasy, ktorej prazrodlem nie jest
                                                    nauka lecz basn, mit czy religia. Swiaty tworzone przez Tolkiena, Howarda czy
                                                    Sapkowskiego sa niemal tylko i wylacznie tworami ich wlasnej (tym razem
                                                    rzeczywiscie nieskrepowanej) wyobrazni.

                                                    “Ciekawa rzecza jest, ze z naukowego punktu widzenia istnienie Boga nalezy
                                                    traktowac jako hipoteze.
                                                    Panie Archer! zmilcze swoj komentarz na Panskie ostatnie zdanie.”
                                                    Bylbym go jednak ciekaw.

                                                    “To przeciez odwieczny dylemat ludzkosci - wiara czy nauka? Mozna pewnie wiele
                                                    zjawisk wytlumaczyc, ale czy jak nie ma zjawiska, a jest wiara, to klapa?”
                                                    Nie sadze, aby wiara (we wspolczesnym tego slowa znaczeniu) klocila sie z
                                                    nauka. Jest cala masa duchownych-naukowcow i jeszcze wiecej wierzacych
                                                    naukowcow (swieckich). Co ciekawe, chyba najwiecej wierzacych (roznych religji)
                                                    jest pomiedzy matematykami i fizykami. Mialem tez kiedys okazje przyjrzec sie
                                                    dokladniej historii rozwoju nauki w Europie na przestrzeni dziejow. Nie wiem
                                                    czy zdaje sonie Pan sprawe, ile fundametalnych odkryc dokonano w tzw. czarnym
                                                    Sredniowieczu (i to niemal przy wspoludziale, a przynajmniej przy poklasku
                                                    Kosciola Katolickiego)? Rozwoj nauki byl wtedy byc moze nawet szybszy niz
                                                    dzis...(?) Oczywiscie sa i przyklady negatywne. Sa one ogolnie znane. O
                                                    pozytywnych raczej sie nie mowi.
                                                    Nauka i wiara, traktowane wlasciwie raczej sie uzupelniaja niz sobie
                                                    zaprzeczaja. Jedna zajmuje sie sfera wybitnie materialna (eksperymentalnie
                                                    weryfikowalna lub ligiczna abstrakcja) a druga traktuje o rzeczach natury
                                                    duchowej i (czesto) o moralnosci czyli rzeczach raczej “pozanaukowych”
                                                    (istnieje co prawda etyka czy teologia, obie te dziedziny wiedzy okresla sie
                                                    mialem “nauka” traktuja one jednak o rzeczach pozamaterialnych). Czy jak nie ma
                                                    zjawiska a jest wiara to klapa (?) Dlaczego zaraz klapa? Nie ma zjawiska to nie
                                                    ma zjawiska i juz. Mozna tu rozroznic trzy postawy (bardziej juz chyba natury
                                                    filozoficznej niz naukowej):
                                                    - zjawisko jest, lecz nie potrafimy go jeszcze zaobserwowac (np. 1000 lat temu
                                                    nie obserwowano kwazarow – ale one byly) czyli dla nas go jakby nie ma
                                                    - zjawisko jest, obserwujemy je lub jego efekty, lecz nie zdajemy sobie z tego
                                                    sprawy (np. 1000 lat temu obserwowano promieniowanie elektromagnetyczne w
                                                    zakresie widzialnym albo efekty przyciagania grawitacyjnego nie wiedzac
                                                    wlasciwie o co biega) czyli dalej jakby go nie ma
                                                    - zjawisko jest lecz jest eksperymentalnie nieweryfikowalne (na takim z grubsza
                                                    gruncie wspolczesni duchowni tlumacza fakt istnienia Boga). Nie ma tu miejsca
                                                    dla tradycyjnie (zeby nie napisac – ortodoksyjnie) pojmowanej nauki.

                                                    “Wiele osob probuje znalezc rozne wytlumaczenia i nigdy odpowiedz nie pada.”
                                                    Tak. Np. pan Däniken. Ale problem jest szerszy. Otoz nawet wspolczesna nauka
                                                    nie daje definitywnych odpowiedzi na wiele (zeby nie napisac na wszystkie)
                                                    pytan. Zaskakuje Pana? Moze powtorze za Potockim: “Tylko czlowiek ciemny,
                                                    widzac jakies zjawisko mysli, ze je rozumie. Prawdziwy badacz porusza sie wsrod
                                                    zagadek (...)” Wezmy np. historie grawitacji. Starozytni uwazali, ze kierunek
                                                    spadania cial jest zawsze ten sam i jakoby naturalny (zawsze na ziemie). Nawet
                                                    najwieksi geniusze nie potrafili niekiedy postawic fundamentalnych pytan typu –
                                                    A dlaczego Slonce czy Ksiezyc nie spadaja na Ziemie?. Poglad ten, z pewnymi
                                                    modyfikacjami, przetrwal wlasciwie do czasow Newtona, ktory sformulowal ogolnie
                                                    dzis zanana teorie grawitacji, wg. ktorej wzajemne przyciaganie grawitacyjne
                                                    jest wlasciwoscia cial materialnych. Mija nastepne kilkaset lat i pojawia sie
                                                    Einstein ze swoja teoria czasoprzestrzeni. I nastepuje kolejna odslona. Co sie
                                                    bowiem okazuje? Otoz nasza trojwymiarowa przestrzen zagieta jest w czwartym
                                                    (niedostepnym jak na razie dla naszych zmysliw) wymiarze geometrycznym, a
                                                    wektor grawitacji jest rownolegly wlasnie do tej czwartej osi w bazie
                                                    przestrzeni fizycznej. I tak mniej wiecej wyglada to dzis. A jutro? Panta rei.

                                                    “Ogladal Pan zapewne film Kontakt z Jodi Foster w roli niewierzacego naukowca.”
                                                    Carl Sagan jest rownie marnym pisarzem co astronomem. Popelnil on ta ksiazke
                                                    chyba tylko po to, aby zarobic troche kasy. Hollywood potraktowal ja zgodnie z
                                                    przeznaczeniem czyli jak marna superprodukcje dla gawiedzi.

                                                    cryingmorskie glebiny, kosmos, wnetrze Ziemi).
                                                    czy to jest wlasnie ten Panski margines na 'wiare'? na niesamowite opowiesci?
                                                    na nie poparte dowodami teorie?”
                                                    Na wiare nie. Na niesamowite opowiesci – oczywiscie. Lieratura fantastyczna az
                                                    sie od nich roi. Na nie poparte dowodami teorie nie. Co najwyzej na hipotezy.

                                                    “Skoro podroznicy w czasie tak dobrze potrafia sie dzis maskowac to jakim cudem
                                                    mogli pozwolic sredniowiecznam czy starozytnym maluczkim ujrzec “szklana kule”?
                                                    “moze na poczatku doswiadczen byli mniej uwazni.”
                                                    Szczerze mowiac liczylem na bardziej logiczna odpowiedz. Przeciez
                                                    skoro “podroznicy w czasie” panuja nad czasoprzestrzenia w sposob wykluczajacy
                                                    wszelkie ograniczenia, to moga sami siebie korygowac poprzez takie “poprawienie
                                                    historii”, aby wyrzucic z niej “szklane kule”.

                                                    “ale slyszalem teorie, ze Raj byl raczej umiejscowiony w dorzeczu Tygrysu i
                                                    Eufratu (dzisiejszy nieszczesny Irak)”
                                                    Przypuszczenie jest prawdopodobnie sluszne. Nie jestem co prawda historykiem,
                                                    lecz ilosc informacji docierajacych na ten temat, przy niemal zupelnym braku
                                                    kontrargumentow kaze ‘dac wiare’. Lecz nie o umiejscowienie mitycznego raju
                                                    tutaj chodzi lecz o majaca dosc juz dluga tradycje polemike pomiedzy
                                                    ewolucjonistami a Kosciolem. Traktujac Bible doslownie nalezy umiescic poczatek
                                                    ludzkosci lakies 6 do 7 tys lat temu wlasnie w owym raju. Ewolucjonisci
                                                    natomiast, stosujac rozszerzona nieco teorie Darwina, cofaja sie o wiele dalej –
                                                    jakies 2 miliony lat wstecz i mowia, ze mniej wiecej w tym czasie
                                                    czlowiek “zszedl z drzewa”. I tu pojawia sie male ale. Otoz pan K. Darwin
                                                    stworzyl teorie ewolucji gatunkow a potem ktos (nie wiem - byc moze rowniez on)
                                                    dorzucil kilka uwag na temat ewolucji miedzygatunkowej i powstawania nowych
                                                    gatunkow. O ile ewolucja wewnatrzgatunkowa jest bezsporna to teoria powstawania
                                                    nowych gatunkow zostala stworzona bez dowodu eksperymentalnego albo - tlumaczac
                                                    z Polskiego na nasze – wyssana z palca (tak, jak podroznicy w czasie). Jeszcze
                                                    nigdzie, w zadnym laboratorium, nie udalo sie stworzyc nowego gatunku. Albo,
                                                    mowiac bardziej obrazowo, jeszcze nigdy nie udalo sie stworzyc (wychodo
                                                  • Gość: Archer Re: Wymiana mysli z p. don pedro, cd. IP: *.fe.internet.bosch.de / 10.4.14.* 20.08.03, 15:07
                                                    – wyssana z palca (tak, jak podroznicy w czasie). Jeszcze nigdzie, w zadnym
                                                    laboratorium, nie udalo sie stworzyc nowego gatunku. Albo, mowiac bardziej
                                                    obrazowo, jeszcze nigdy nie udalo sie stworzyc (wychodowac) nowego zwierzecia.
                                                    Wiecej. Czesc naukowcow-biologow stoi na stanowisku, ze nie bedzie to nigdy
                                                    mozliwe. Nie ma rowniez obserwacji dotyczacych naturalnego powstawania nowych
                                                    gatunkow. Owszem. Od czasu do czasu dochodza sluchy o znalezieniu jakiegos
                                                    nowego pajaka czy weza albo, najczesciej – owada, zwykle w dzungli. Ale wtedy
                                                    sami zanlazcy przyznaja na ogol od razu, ze gatunek ten ma tyle a tyle milionow
                                                    lat. Pare lat temu obiegla swiat sensacja o znalezieniu zupelnie nowego gatunku
                                                    pajaka w... Buckingham Palace (byla to wlasnie jedna z tych trudno zauwazalnych
                                                    sensacji, o ktorych pisalem pare listow temu). Badania genetyczne wykazaly
                                                    jednak, ze jest to zmutowana Czarna Wdowa, ktora przystosowala sie do “warunkow
                                                    palacowych”.
                                                    Przyjrzyjmy sie teraz konsekwencjom wyzej napisanego.
                                                    1. Na poczatku lancucha genetycznego czlowieka nie mogla byc ameba, trylobit
                                                    itp (sa to bowiem inne typy, gromady, gatunki). Mogl to byc jakis malpolud (na
                                                    drzewie lub nie) ale tenze praprzodek wspolczesnych ludzi musial zostac w jakis
                                                    sposob ... stworzony?...
                                                    2. Ilosc gatunkow na Ziemi nie moze rosnac. Gatunki moga ginac ale nie moga
                                                    powstawac. Mozna co prawda probowac odtworzyc wyrznietego w pien chyba w XIX
                                                    wieku diabla tasmanskiego. Ale tylko dlatego, ze zachowalo sie gdzies tam pare
                                                    komorek tego getunku. Bez tych komorek zwierze byloby stracone i nawet sam
                                                    Steven Spielberg by tu nie pomogl.
                                                    Ciekawe prawda? A jak rzeczywiscie ta prawda wyglada??? Moze obraz jest
                                                    zupelnie inny?
                                                    Aby nie skarzyl sie Pan wiecej na to, ze zabijam panska wyobraznie to moze
                                                    sprobuje Pan wyobrazic sobie jakas inna historie zycia na Ziemi i ja
                                                    zaprezentuje? A poniewaz obracamy sie w kregu hipotez to mozemy popuscic nieco
                                                    wodze wyobrazni i pofantazjowac. Ma to sens o tyle ze, jak Pan widzi,
                                                    kompleksowa teoria dobrze opisujaca to zycie jeszcze nie istnieje.

                                                    Zycze powodzenia i do uslyszenia do nastepnego listu,

                                                    Archer

                                                  • tajemniczy.don-pedro Re: Wymiana mysli z p. Archerem, cd. 21.08.03, 16:40
                                                    Dzien dobry Panie Archer,

                                                    > Byc moze powinnismy sie przeniesc na jakies forum naukowe albo, jak Pan
                                                    > proponuje, na bezposrednie maile?

                                                    oczekuje na Pana tu i tam... wink

                                                    > Ale skoro juz wspomnial Pan Verne’go, to przeciez jego ksiazki silnie bazuja
                                                    > na naukowo popartych wizjach z XIX w (nawiasem mowiac – niewiele rozniacych
                                                    > sie od dzisiejszych).

                                                    zgadza sie, jego proze to czyste SF z naciskiem bardziej na S.


                                                    > Swiaty tworzone przez Tolkiena, Howarda czy Sapkowskiego sa niemal tylko i
                                                    > wylacznie tworami ich wlasnej (tym razem rzeczywiscie nieskrepowanej)
                                                    > wyobrazni.

                                                    ale rowniez milo je czytalem...


                                                    > > zmilcze swoj komentarz na Panskie ostatnie zdanie.”
                                                    > Bylbym go jednak ciekaw.

                                                    przykro mi, ale nie zwyklem dyskutowac o sprawach wiary na Forum Publicznym,
                                                    albowiem wiem, co to moze spowodowac...


                                                    > - zjawisko jest, lecz nie potrafimy go jeszcze zaobserwowac (np. 1000 lat
                                                    > temu nie obserwowano kwazarow – ale one byly) czyli dla nas go jakby nie ma

                                                    moim zdaniem jescze wiele jest takich zjawisk we wszechswiecie, ktorych nie
                                                    potrafimy dostrzec...


                                                    > - zjawisko jest, obserwujemy je lub jego efekty, lecz nie zdajemy sobie z
                                                    > tego sprawy (np. 1000 lat temu obserwowano promieniowanie elektromagnetyczne
                                                    > w zakresie widzialnym albo efekty przyciagania grawitacyjnego nie wiedzac
                                                    > wlasciwie o co biega) czyli dalej jakby go nie ma

                                                    w tej grupie plasuje wlasnie moje podejrzenia co do podrozy w czasie wink


                                                    > - zjawisko jest lecz jest eksperymentalnie nieweryfikowalne (na takim z
                                                    > grubsza gruncie wspolczesni duchowni tlumacza fakt istnienia Boga). Nie ma tu
                                                    > miejsca dla tradycyjnie (zeby nie napisac – ortodoksyjnie) pojmowanej nauki.

                                                    ladnie napisane...


                                                    > “Skoro podroznicy w czasie tak dobrze potrafia sie dzis maskowac to jakim
                                                    > cudem mogli pozwolic sredniowiecznam czy starozytnym maluczkim ujrzec
                                                    > “szklana kule”?
                                                    > “moze na poczatku doswiadczen byli mniej uwazni.”
                                                    > Szczerze mowiac liczylem na bardziej logiczna odpowiedz.

                                                    odpowiedz byla oczywiscie zartobliwa. jesli chodzi o powazniejsza strone tej
                                                    wersji widze to tak: na poczatku pierwsi eksperymentatorzy nie zwracali
                                                    wiekszej uwagi na drobne szczegoly typu urzadzenia do komunikacji (uzywam co
                                                    prawda czasu przeszlego do opisania zjawiska, ale rownie dobrze eksperymenty z
                                                    czasem moga zaczac sie za kilka lub nascie lub dziesiat lat). pierwsze wizyty
                                                    we wczesnym sredniowieczu nie byly udane, nic ciekawego i nowego sie nie
                                                    dowiedziano, a podroznicy ucharakteryzowani na 'czarnoksieznikow' nie mieli
                                                    problemow z utrzymaniem tajemnicy swojego pochodzenia i swoich akcesoriow
                                                    (machiny czy kule). nie docenili jednak sprytu miejscowych i opowiesci o
                                                    czarodziejskich kulach zaczely sie rozchodzic. uznali jednak, ze jest to
                                                    niegrozny mit, ktory moze pozostac, jako ze ingerencja powtorna moglaby miec
                                                    rozne inne konsekwencje. w pozniejszych wizytach byli juz bardziej uwazni, a
                                                    zwlaszcza w wiekach obecnych...


                                                    > polemike pomiedzy ewolucjonistami a Kosciolem. Traktujac Bible doslownie
                                                    > nalezy umiescic poczatek ludzkosci jakies 6 do 7 tys lat temu wlasnie w owym
                                                    > raju. Ewolucjonisci natomiast, stosujac rozszerzona nieco teorie Darwina,
                                                    > cofaja sie o wiele dalej - jakies 2 miliony lat wstecz i mowia, ze mniej
                                                    > wiecej w tym czasie czlowiek “zszedl z drzewa”.

                                                    Kosciol idzie z duchem czasu - przed wakacjami na pytanie mojego syna "czy Bog
                                                    stworzyl dinozauary" siostra zakonna prowadzaca nauczanie bez zajaknienia
                                                    odparla ze tak. Synek poczul sie usatysfakcjonowany ta odpowiedzia i juz nie
                                                    zaklocal wypowiedzi siostry...


                                                    > Na poczatku lancucha genetycznego czlowieka nie mogla byc ameba, trylobit
                                                    > itp (sa to bowiem inne typy, gromady, gatunki). Mogl to byc jakis malpolud
                                                    > (na drzewie lub nie) ale tenze praprzodek wspolczesnych ludzi musial zostac w
                                                    > jakis sposob ... stworzony?...

                                                    czy chce Pan mi zasugerowac, ze teoria, jakoby wszyscy pochodzimy od jednego
                                                    lancucha aminokwasow, ktory 'cudem' ozyl w praoceanie, potem przez miliony lat
                                                    przeksztalcal sie powoli w owa amebe, dalej w skorupiaki, ryby, plazy, gady,
                                                    ssaki itp. jest juz nieobowiazujaca? wlasnie w tych ogniwach laczacych
                                                    upatrywalbym owo 'tchnienie' Sily Wyzszej, bo jednak cos spowodowalo mutacje
                                                    jednej z ryb, ze przypadkiem wyrzucona na brzeg zaczela oddychac powietrzem
                                                    atmosferycznym... ze potem wyrosly jej nogi, itp... to sa chyba miliony lat
                                                    ewolucji, wiec nie tak latwo znalezc nowy gatunek teraz w ciagu kilkuset lat.
                                                    odpowiedz na slynne juz pytanie o potomkow dinozaurow niektorych bawi, ale
                                                    faktem jest, ze patrzymy na nich codziennie - to ptaki.

                                                    i na tym dzis zakoncze oczekujac na Pana tu i tam.
                                                    pozdrawaim serdecznie i zycze milego weekendu
                                                    -----
                                                    Tajemniczy Don-Pedro z krainy Dreszczowcow
                                                    Carramba!
                                                  • kalifornian [...] 21.08.03, 17:58
                                                    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                                                  • Gość: Archer Re: Wymiana mysli z p. don-pedro, cd. IP: *.dip.t-dialin.net 22.08.03, 17:11
                                                    Dzien dobry Panie don-pedro.

                                                    Dobrze. Pominmy na razie kwestie wiary od strony wiary i ograniczmy sie do
                                                    maukowego spojrzenia i pewnych kontrowersji (moim zdaniem na ogol pozornych).
                                                    Utrzyma to na dystans niektore, jak to Pan obrazowo nazywa, "wirtualne byty".
                                                    Pozwoli nam to rowniez pozostac na razie w tym watku. Proponuje przenosiny
                                                    dopiero gdy sytuacja bedzie nie do zniesienia.

                                                    Zgoda, ze powiesci czy opowiadania fantasy czyta sie milo. Chcialem tylko
                                                    wczesniej zasugerowac, ze ich czytanie nie wymaga absolutnie zadnego wysilku
                                                    umyslowego. Swiaty, watki i zagadnienia poruszane w nich sa latwo zrozumiale
                                                    nawet dla dzieci. Dlatego ksiazki panow Andersona czy Saprowskiego sa w Polsce
                                                    popularne jak Harlequiny. To raz. A po drugie - w przeciwienstwie do ksiazek
                                                    Vernego, Heinleina, Dean-Fostera, Aldissa, Clarka, Larry Nivena, Wellsa,
                                                    Zajdla, Snerga-Wisniewskiego, Strugackich, Jaschke, Williams (Kantyczka dla
                                                    Lubowitza - sorry za bledy w pisowni ale szczerze polecam)... i wielu innych
                                                    dobrych czy b. dobrych pisarzy twardej SF - czytanie fantasy nie uczy
                                                    czytelnika absolutnie niczego. No niech mi Pan napisze czego moge nauczyc sie z
                                                    Sillmarillion'u, Hobbita, opowiesci o Wiedzminie, Zaginionego legionu, Swiata
                                                    pierscienia (chyba Prachett?) itd? Czytanie tych ksiazek moze dac chwilowe
                                                    zadowolenie - tak jak obejrzenie filmu Camerona ale nie wzbogaca i nie wnosi do
                                                    swiata absolutnie nic nowego. A juz zupelnie podnosi mi sie, gdy widze na
                                                    wystawie (dobrze, ze przez szybe) nastepnego gniota Kinga, Koonza, Mastertona,
                                                    Carolla, Barkera i innych, ze powtorze za New York Times'em "wspolczesnych
                                                    klasykow" literatury pogranicza i horroru. Przyznaje jednak, ze i ich moze
                                                    czytac sie "lekko, latwo i przyjemnie".

                                                    Drazenie tematu podroznikow w czasie jest chyba bezcelowe. Ja patrze na to
                                                    troche przez pryzmat nauki i szczerze mowiac nie wiem, czy beda one mozliwe (za
                                                    100 lat, 1000 lat czy kiedykolwiek) a sam ich fakt traktuje jeko ulotna
                                                    hipoteze. Pan natomiast przyjmuje to jakby troche na wiare. I chociaz oboje
                                                    staramy sie stosowac logiczne argumenty na poparcie naszych tez, to
                                                    reprezentujemy dwa rozne punkty wyjscia. Nie sadze, aby caly ten problem dalo
                                                    sie sprowadzic do poziomu logicznych argumentow (tam, gdzie zaczyna sie wiara -
                                                    konczy sie logika) wiec zawsze bedzie mozna, stosujac kategorie myslenia zwane
                                                    czasem "cudem", podwazyc mniej lub bardziej logiczne rozumowanie rozmowcy. A
                                                    tak na zakonczenie tego tematu, to czytalem kiedys takie opowiadanie SF, w
                                                    ktorym facet polecial w przeszlosc, cos tam bardzo drobnego przez nieuwage
                                                    zmienil (rozdeptal motyla o ile pamietam), a spowodowalo to w jego
                                                    terazniejszosci kolosalne zmiany o globalnym zasiegu.

                                                    "Kosciol idzie z duchem czasu - przed wakacjami na pytanie mojego syna "czy Bog
                                                    stworzyl dinozauary" siostra zakonna prowadzaca nauczanie bez zajaknienia
                                                    odparla ze tak. Synek poczul sie usatysfakcjonowany ta dpowiedzia i juz nie
                                                    zaklocal wypowiedzi siostry..."
                                                    Opisany przyklad nie jest chyba najlepszy. Przeciez, zgodnie z tradycyjna nauka
                                                    Kosciola, w raju musialy istniec wszystkie stworzone zwierzeta (dinozaury,
                                                    pierwotniaki, kangury, pieski-pudelki oraz inne zwierzeta - z ktorych obecnosci
                                                    naukowcy zdadza sobie sprawe za powiedzmy 200 lat (a inni ludzie za 300 lat) -
                                                    rowniez). Nie bardzo wiec czuje tego ducha czasu w odpowiedzi siostry uczacej
                                                    religie panskiego syna.
                                                    Pamietam moje lekcje religii, jeszcze w gierkowskich czasach. Oczywiscie w
                                                    Kosciele, bo do szkol katecheci nie mieli wtedy wstepu. Otoz jeden Ksiadz
                                                    powiedzial nam kiedys, ze biblijnych tekstow pod zadnym pozorem nie malezy
                                                    rozumiec doslownie - bo dostaniemy umyslowego kociokwiku. To troche tak, jak w
                                                    tekscie poety:
                                                    "(...) a wszystko otoczone jakas wstega, miedza zielona,
                                                    na niej z rzadka chiche grusze siedza (...)"
                                                    A przeciez wiadomo, ze te gruszki tam nie "siedza" tylko rosna.
                                                    Pisze o tym, poniewaz, zwlaszcza ostatnimi czasy, Koscol Katolicki stal sie
                                                    scierka, ktora co drugi krzykacz wyciera sobie swoja wstertna paszczeke. I to
                                                    wszystko dzieje sie niby w katolickim narodzie, Ojczyznie Papieza. I ludzie na
                                                    to pozwalaja. Czy wyobraza Pan sobie aby Niemiec czy Anglik w podobny jak Urban
                                                    sposob wyrazal sie o swoim Kosciele (i zeby pare milionow innych Niemcow czy
                                                    Anglikow czytalo ich pismidla)?

                                                    "czy chce Pan mi zasugerowac, ze (...) jest juz nieobowiazujaca?"
                                                    Co to znaczy "obowiazujaca"? Kto nalozyl na nas "obowiazek" gloszenia takiej
                                                    czy innej teorii (dziennik ustaw? jego numer?) ? Panie don-pedro, w nauce nie
                                                    ma (i nigdy nie bylo) nic obowiazujacego. Slowko to przyplatalo sie niewiadomo
                                                    skad i powstal dosc grozny w skutkach eufemizm. Teoria moze byc co najwyzej
                                                    uznawana (lub nie). Ale jesli uznawana, to przez kogo? Przez pana Jasia s
                                                    sasiedniego bloku? Czemu nie? Pod warunkiem, ze pan Jasio ma na swiom koncie
                                                    konkretny dorobek naukowy i ze dana teorie rozumie (panie don-pedro, prosze
                                                    bron Boze nie brac tych slow do siebie). Teoria moze byc uznawana lub nie przez
                                                    kola naukowe. A co mysla przecietni zjadacze chleba...? Pareset lat temu jedyny
                                                    Kopernik (no moze jeszcze kilkdziesieciu innych ludzi na swiecie) twierdzil, ze
                                                    to Ziemia kreci sie wokol Slonca a nie odwrotnie. Byl wtedy w zdecydowanej
                                                    mniejszosci bo "obowiazujacy" model kosmologiczny stworzony zostal przey pana
                                                    Ptolemeusza.
                                                    Widac niezbyt dokladnie wczytal sie Pan w moj tekst z poprzedniego listu,
                                                    opisujacy ewolucje pogladow na temat grawitacji. Ludzkosc do tej pory przezyla
                                                    trzy wielkie odslony, trzy spojrzenia na ta sama tajemnice. Niekoniecznie
                                                    zaprzeczajace sobie. Teoria Einsteina nie zaprzecza ani jednemu slowu
                                                    napisanemu przez Newtona. Jest ona dzisiaj "obowiazujaca" (uznawana w kolach
                                                    naukowych, jako najlepiej opisujaca rzeczywistosc i zachodzace w niej
                                                    zjawiska). Nie bardzo nozna tu nawet postawic jakies fundamentalne, jasne i
                                                    proste pytanie, na ktore teoria ta nie moglaby udzielic odpowiedzi. Teoria
                                                    Newtona tez bardzo dobrze tlumaczy zachodzace zjawiska. Jest latwiejsza do
                                                    intuicyjnego zrozumienia i dlatego zdecydowana wiekszosc ludzi (nie naukowcow)
                                                    uznaje ja za jedyna... well... obowiazujaca (?).
                                                    Uzywam przykladow o grawitacji, poniewaz sa one stosunkowo latwe do zrozumienia
                                                    ale w innych dziedzinach wiedzy (z biologia wlacznie) rzecz wyglada podobnie.
                                                    Tylko ze w biologii takie wlasnie jasne i proste pytanie (zastrzezenie) jest
                                                    latwe do postawienia. A brzmi ono:
                                                    "Jezeli ewolucja niedzygatunkowa (i powstawanie nowych gatunkow) jest mozliwa
                                                    to poprosze o EKSPERYMENTALNY DOWOD!!!"
                                                    To troche tak samo jak ze starozytnymi pogladami na temat przyciagania
                                                    (kierunku spadania cial). Skoro twierdzili oni, ze kierunek 'do Ziemi' jest
                                                    jedynym naturalnym (?!!) kierunkiem ruchu cial materialnych, to parafrazujac
                                                    powyzsze pytanie, pytamy sie:
                                                    "Jezeli kierunek 'do Ziemi' jest jedynym naturalnym kierunkiem spadania (ruchu)
                                                    cial to poprosze o EKSPERYMENTALNY DOWOD spadku Slonca, Ksiezyca czy gwiazd na
                                                    Ziemie".
                                                    Krotko mowiac, chce widziec, jak Slonce wali sie na Ziemie. Wtedy dopiero
                                                    bedziemy mogli mowic o jadynym mozliwym naturalnym kierunku ruchu cial a na
                                                    razie to mamy obserwowalny przez kazdego wylom w waszej hipotezie mosci
                                                    panowie. Wiec siadzcie sobie w glebokich fotelach, z fajkami w zebach i kuflami
                                                    piwa po prawicy i wymyslcie cos lepszego, bo to co prawicie nie do konca
                                                    przystaje do rzeczywistosci. I jeszcze mala uwaga. Nie probujcie tlumaczyc, ze
                                                    to bog slonca unosi je w gorze, bo przestaniemy traktowac sie powaznie, a kazdy
                                                    niewytlumaczalny fakt bedziemy wyjasniac przy pomocy bostw, fetyszy i duchow.
                                                    Tak wlasnie prosze pana nauka pcha sie do przodu. Poprzes stawianie pytan. I
                                                    takie pytanie w biologii stoi. Jest jasne i ogromne jak mur obronny do
                                                    sforsowania. Aby na nie odpowiedziec potrzebna jest chyba nowa 'odslona'. Ale
                                                    poki co, to zgoda, ze jest to teoria w najlepszy chyba sposob tlumaczaca dzi
                                                  • Gość: Archer Re: Wymiana mysli z p. don-pedro, cd. IP: *.dip.t-dialin.net 22.08.03, 17:13
                                                    Poprzes stawianie pytan. I takie pytanie w biologii stoi. Jest jasne i ogromne
                                                    jak mur obronny do sforsowania. Aby na nie odpowiedziec potrzebna jest chyba
                                                    nowa 'odslona'. Ale poki co, to zgoda, ze jest to teoria w najlepszy chyba
                                                    sposob tlumaczaca dzis zagadnienia zwiazane z materia ozywiona. Mosimy sie jej
                                                    chyba do pewnego stopnia trzymac ale trudno tu mowic o 'obowiazywaniu'.
                                                    Zagadnienia opisane tycza sie dokladnie kazdego tematu, jaki zawarty jest w
                                                    ramach nauk przyrodniczych. Niech Pan nie sadzi, ze wspolczesne poglady fizykow
                                                    sa ostateczne i ze nic juz nie da sie odkryc. W kazdej chwili moze pojawic sie
                                                    nowa teoria bedaca uogolnieniem lub pokazujaca w zupelnie innym swietle teorie
                                                    dzisiejsze. A poniewaz nasze otoczenie az roi sie od niewytlumaczalnych
                                                    fenomenow, to kto wie, moze niedlugo juz o czyma sie dowiemy?

                                                    Z zyczeniami milego weekendu,,

                                                    Archer
                                                  • tajemniczy.don-pedro Re: Wymiana mysli z p. Archerem, cd. 01.09.03, 16:01
                                                    Dzien dobry Panie Archer,

                                                    Gość portalu: Archer napisał(a):

                                                    > czytanie fantasy nie uczy czytelnika absolutnie niczego.
                                                    no fakt, musze sie z tym zgodzic, nie uczy, poza ewentualnym rozwijaniem
                                                    wyobrazni jako cwiczenia mozgu...

                                                    > I chociaz oboje staramy sie stosowac logiczne argumenty na poparcie naszych
                                                    > tez, to reprezentujemy dwa rozne punkty wyjscia.
                                                    zgadzam sie z takim stwierdzeniem, Pan ewidentnie chcialby namacalnego dowodu
                                                    na mozliwosc podrozowania w czasie, zas ja staram sie znalezc takie wlasnie
                                                    wytlumaczenie na rozne zagadki z przeszlosci.

                                                    > Nie bardzo wiec czuje tego ducha czasu w odpowiedzi siostry uczacej religie
                                                    > panskiego syna
                                                    juz staram sie wyjasnic... otoz za moich dzieciecych czasow ksiadz na takie
                                                    pytanie o dinozaury skrzywil sie, przezegnal i powiedzial, ze to sa bajki i
                                                    zadne dinozaury nie istnialy. a wiec pewien postep jest...

                                                    > biblijnych tekstow pod zadnym pozorem nie malezy rozumiec doslownie - bo
                                                    > dostaniemy umyslowego kociokwiku
                                                    bardzo celne zdanie, to prawda, nawet proby umiejscowienia konkretnych zdarzen
                                                    biblijnych w rzeczywistym czasie nastrecza trudnosci, a tym bardziej opisy Raju
                                                    czy Dziela Stworzenia.

                                                    > Czy wyobraza Pan sobie aby Niemiec czy Anglik w podobny jak Urban sposob
                                                    > wyrazal sie o swoim Kosciele (i zeby pare milionow innych Niemcow czy
                                                    > Anglikow czytalo ich pismidla)?
                                                    to jest zaiste zadziwiajacy paradoks, ze znienawidzony przez ludzi w latach '80
                                                    specjalista od 'rzad sie sam wyzywi' robi teraz taka kariere. Nie wiem, co on
                                                    wypisuje, bo nie czytam tego, wiec i komentowac nie moge, ale Urban stal sie
                                                    swego rodzaju 'guru' dla obecnych rzadzacych czerwonych towarzyszy, ktorzy
                                                    spotykaja sie z nim i radza przy wszystkich mozliwych sytuacjach.


                                                    > Tylko ze w biologii takie wlasnie jasne i proste pytanie (zastrzezenie) jest
                                                    > latwe do postawienia. A brzmi ono:
                                                    > "Jezeli ewolucja niedzygatunkowa (i powstawanie nowych gatunkow) jest mozliwa
                                                    > to poprosze o EKSPERYMENTALNY DOWOD!!!"
                                                    jako nie biolog powiem szczerze, ze nie za bardzo lapie, o co Pan pyta? czy
                                                    chodzi Panu o krzyzowanie roznych gatunkow w celu stworzenia nowego? czy to
                                                    wlasnie nazywa Pan ewolucja miedzygatunkowa? z mojego stanu wiedzy wiem, ze
                                                    chyba jak na razie nie jest to mozliwe na dluzsza mete. mozna co prawda
                                                    skrzyzowac osla z koniem, ale powstaly mul jest chyba pierwszym i ostatnim
                                                    przedstawicielem tego 'nowego' gatunku. odtwarzanie zubra nosilo chyba takie
                                                    znamiona, ale bylo to odtwarzanie, a nie powstawanie. Natomiast mam nadzieje,
                                                    ze nie neguje Pan teori powstawania nowych gatunkow droga ewolucji, to znaczy,
                                                    ze np. jakis egzemplarz ryby dwudysznej przyczynil sie do tzw. wyjscia ryb z
                                                    wody? tak to sie chyba wg. teorii Darwina odbylo, prawda? Nie ulega tez chyba
                                                    watpliwosci, ze wiele gatunkow ptakow powstalo z tego jednego 'pra-ptaka',
                                                    bocznej linii dinozaurow... czy moze ja cos zle rozumuje?

                                                    i na koniec prosze o wybaczenie dluzszej przerwy, ktora miala miejsce. teraz
                                                    niestety wraz z nawalem pracy jesienia moze to sie coraz czesciej zdarzac.

                                                    pozdrawiam serdecznie
                                                  • Gość: Archer Re: Wymiana mysli z p. Archerem, cd. IP: *.fe.internet.bosch.de / 10.4.14.* 02.09.03, 13:43
                                                    Witam Pana w chlodniejszy poranek.
                                                    Mam nadzieje, ze to juz koniec upalow w tym roku.
                                                    Zapewne zauwazyl Pan, ze administrator posprzatal tu troche
                                                    (usuwajac “wypowiedzi” niejakiego kaliforniana). Chyba wypadaloby mu za to
                                                    podziekowac?

                                                    “juz staram sie wyjasnic... otoz za moich dzieciecych czasow ksiadz na takie
                                                    pytanie o dinozaury skrzywil sie, przezegnal i powiedzial, ze to sa bajki i
                                                    zadne dinozaury nie istnialy. a wiec pewien postep jest...”
                                                    Ludzie (miedzy innymi oczywiscie i ksieza) sa rozni. Spotkalem niedawno
                                                    ksiedza, dla ktorego pan Jaruzelski to bohater narodowy, patriota i osoba
                                                    tragiczna (jednoczesnie taki po trosze Wallenrod – kopiacy dolki pod sowieckimi
                                                    gensekami). Z kolei drugi napotkany ksiadz traktowal tego pana (Jaruzelskiego)
                                                    jak bandyte, renegata i sowieckiego slugusa. Nawiasem mowiac ciekawa bylaby
                                                    rozmowa tych ksiezy. Niestety. Jeden mieszka w Australii a drugi w Niemczech...
                                                    Gdyby spotkal Pan pierwszego z nich powiedzmy podczas stanu wojennego (i
                                                    oczywiscie porozmawial z nim troche) a potem drugiego np. dzisiaj (i znow
                                                    porozmawial) to byc moze nazwalby Pan ich roznice pogladow jakims postepem?
                                                    Nie neguje ewolucjonizmu. W poprzednich mailach chcialem jednak dac po trosze
                                                    do zrozumienia, ze i kreacjonisci stawiaja wazne i otwarte pytania. Odpowiedzi,
                                                    jakie udzielaja na nie ewolucjonisci sa raczej spekulacjami. Przyznac jednak
                                                    trzeba, ze i w pogladach kreacjonistow pojawiaja sie pewne pewne intrygujace
                                                    wylomy (przenzyto czy wspomniany przez Pana bezplodny mul).

                                                    “Nie ulega tez chyba watpliwosci, ze wiele gatunkow ptakow powstalo z tego
                                                    jednego 'pra-ptaka', bocznej linii dinozaurow... czy moze ja cos zle rozumuje?”
                                                    Rowniez nie jestem biologiem. Nie bede wiec probowal merytorycznie weryfikowac
                                                    napisanego powyzej zdania. W zamian, jezeli Pan pozwoli, opisze pewna historie
                                                    z dziedziny dla mnie troche blizszej. Moze to troche wyjasni moj poglad na
                                                    wspolczesne teorie wyjasniajace takie czy inne zjawiska.
                                                    Nad istota budowy materii zastanawiano sie juz w czasach starozytnych. Istnialy
                                                    na ten temat dwie hipotezy. Jedna, mowiaca ze materia zbudowana jest
                                                    z ‘cegielek’ – elementarnych, niepodzielnych budulcow – atomow. Uzywajac
                                                    wspolczesnego jezyka – jej budowa jest kwantowa. Wedlug drugiej materia jest
                                                    ciagla. Nie da sie wydzielic najmniejszej jej porcji bowiem kazdy, najmniejszy
                                                    chocby fragment mozna dalej dzielic. Poza tym ciezar cial zalezy jedynie od
                                                    ilosci materii zgromadzonej w danym fragmencie przestrzeni. Slowem traktowno
                                                    materie jako taka dziwna, plynna substancje, ktorej w roznych miejscach jest
                                                    wiecej lub mniej. Nie ma ona poczatku ani konca lecz tylko swoj rozlkad
                                                    przestrzenny.
                                                    Mijaly wieki. Nauki przyrodnicze ‘szly do przoidu’, i coraz bardziej stawalo
                                                    sie jasnym, ze materia zbudowana jest z atomow, wiec ma nature kwantowa.
                                                    Okazalo sie co prawda, ze atomy mozna dalej dzielic, lecz efektem tego podzialu
                                                    sa dalej tylko (coraz to mniejsze) czastki. Wiele eksperymentow wskazywalo na
                                                    wlasnie taka budowe materii. Zbudowano w oparciu o nie teorie, ktora zaczeto
                                                    wpajac w szkolach.
                                                    Az tu nagle pojawili sie panowie de Broglie i Schrödinger. Pierwszy podaje
                                                    hipoteze fal materii a drugi pisze swoje slynne rownanie, w oparciu o ktore
                                                    tlumaczy sie dzisiaj ksztalty orbitali elektronow w atomie. W mysl sugestii de
                                                    Broglie’a, poruszajaca sie czastka reprezentowana jest przez paczke fal materii
                                                    reprezentujaca przestrzenny rozklad prawdopodobienstwa umiejscowienia tejze
                                                    czastki. Co ciekawe paczka tych fal zaczyna sie i konczy w nieskonczonosci (ma
                                                    ona swoje maksimum w miejscu najprawdopodobniejszego umiejscowienia czastki)
                                                    wiec czastka moze znajdowac sie tam, gdzie jest owo maksimum lub zupelnie gdzie
                                                    indziej. A poniewaz wszyskie ciala makroskopowe skladaja sie z poruszajacych
                                                    sie czastek (drgajacych atomow, elektronow krazacych po orbitach...) wiec
                                                    funkcja falowa istnieje rowniez dla nich. Nie wiadomo wiec gdzie sie zaczynaja
                                                    i koncza. Maja tylko swoje maksimum prawdopodobienstwa znajdowania sie.
                                                    Czyz nie przypomina to niemal do zludzenia owa druga hipoteze starozytnych? No
                                                    bo i tutaj materia nie ma poczatku ani konca a jest tylko ‘gestsza’
                                                    lub ‘rzadsza’. Ciekawe prawda?
                                                    Jak Pan widzi, dyskusja (spor) rozpoczeta w starozytnosci trwa do dzisiaj a
                                                    kolejne odslony pokazuja coraz to nowe obrazy. Dlatego na panskie zadnie “Nie
                                                    ulega watpliwosci...”, nie negujac rzecz jasna tego, co Pan dalej napisal,
                                                    odpowiedzialbym, ze nie jetem taki pewien. Prosze pamietac, ze za slowami “Nie
                                                    ulega watpliwosci...” stoi na ogol pewna teoria, z ktorej nie wiadomo co
                                                    pozostanie za 100 lat.
                                                    Wielu ludzi twierdzilo swego czasu, ze nie ulega watpliwosci, ze niemozliwy
                                                    jest lot machiny ciezszej od powietrza. Albo lepszy przyklad. Byli tacy, co
                                                    swego czasu mowili, ze nie ulega watpliwosci, ze maszyna parowa (na szynach)
                                                    nie bedzie mogla poruszac sie szybciej niz 60 km/h. Slyszal Pan moze o takich
                                                    opiniach? Przytacza sie je czasem jako przyklad myslenia XIX-wiecznej kadry
                                                    technicznej.

                                                    Ciekawy temat ten Urban prawda? Doprawdy, jak pisze to nazwisko to trudno
                                                    napisac mi przed nim slowo ‘pan’.
                                                    Ale widzi Pan, problem nie tkwi w Urbanie, lesz w tych, ktorzy go czytaja.
                                                    Takich ludzi jak Urba znajdzie Pan wszedzie. Kiedys, bedac jeszcze w Australii,
                                                    wpadlo mi przypadkowo w rece pisemko o podobnej tresci, wydawane pokatnie przez
                                                    jekiegos renegata, i pelne podobnych bzdur i paszkwili lecz na Kosciol
                                                    Anglikanski. Facet mial klopoty z rozprowadzeniem kilkuset egzemplazy. No a
                                                    teraz niech Pan napisze czy Urban ma klopoty z rozprowadzeniem swojego pismidla?
                                                    Przez ostatnie prawie 200 lat (do 1989 - z przerwa na dwudziestolecie
                                                    miedzywojenne) bylismy pod roznego rodzaju okupacjami czy rozbiorami. Okupanci,
                                                    w celu zniewolenia, stosowali bardzo rozne metody, lecz chyba zawsze mozna
                                                    wyroznic tu 3 czynniki (tyczy sie to nie tylko naszej okupacji, Anglicy z
                                                    Irlandczykami, Japonczycy z Chinczykami czy chociazby my, polacy z Ukraincami
                                                    robilismy niemal dokladnie to samo) bardzo skutecznie niszczace kulture i
                                                    integralnosc podbitego narodu:
                                                    1. Trzeba zniszczyc jezyk podbitego narodu (stad wszystkie rusyfikacje,
                                                    germanizacje).
                                                    2. Trzeba zniszczyc (przeinaczyc) historie podbitego narodu (nie Kosciuszko
                                                    lecz Suworow...)
                                                    3. Trzeba koniecznie zniszczyc religie podbitego narodu. A poniewaz narod bez
                                                    wiary raczej istniec nie moze (jest ona integralna czescia kultury) wiec trzeba
                                                    zastapic ja - na ogol wiara okupanta.
                                                    Punkt pierwszy jest bardzo trudny do zrealizowania. Te 200 lat wlasciwie nie
                                                    zaszkodzilo naszemu jezykowi. Anglicy, do prawie kompletnego zlikwidowania
                                                    jezyka galijskiego potrzebowali 800 lat. Punkt drugi juz latwiej zrealizowac.
                                                    Zawsze znajda sie mlodzi, ktorym mozna w glowach poprzewracac. Beda oni spiewac
                                                    piesni na czesc zaborcow i wypisywac ody do Stalina (Szymborska). Niemniej i
                                                    tutaj trzon narodu z trudem poddaje sie obcym wplywom. Realizacja jednak punktu
                                                    trzeciego wiaze sie z kulturowym unicestwieniem narodu (nawet jezeli jezyk
                                                    pozostanie nietkniety a historia w miare niezaklamana). Duzo wysilku wlozyli
                                                    okupanci i zaborcy aby zniszczyc religie i wiare w Polsce. My niestety
                                                    okazalismy sie nie dosc twardzi. Cala wspolczesna propaganda antykoscielna,
                                                    wysypujaca sie wrecz na ulice z kioskow i sklepow jest efektem wysilkow obcych
                                                    sil, ktorym udalo sie (i wciaz udaje) podkopac fundament moralny narodu.
                                                    Okazuje sie bowiem, ze zdaniem sporej czesci polakow, ksieza to ci, co to “nie
                                                    orza nie sieja...”. A Urban surfuje na tej fali i robi miliony przy
                                                    pomocy ‘ludzi malej wiary’, czesto bioracych za dobra monete wypisywane tam
                                                    rzeczy i nie potrafiacych niekiedy postawic sobie kilku fundamentalnych pytan.
                                                    Zniszczenie religii, z pu
                                                  • Gość: Archer Re: Wymiana mysli z p. Archerem, cd. IP: *.fe.internet.bosch.de / 10.4.14.* 02.09.03, 13:44
                                                    I znow sie nie zmiescilem...


                                                    A Urban surfuje na tej fali i robi miliony przy pomocy ‘ludzi malej wiary’,
                                                    czesto bioracych za dobra monete wypisywane tam rzeczy i nie potrafiacych
                                                    niekiedy postawic sobie kilku fundamentalnych pytan.
                                                    Zniszczenie religii, z punktu widzenia okupanta, jest tez na tyle istotne, ze
                                                    prawie kazda religia ma po trosze charakter narodowy. Symbole religijne
                                                    przeplataja sie czesto z narodowo – patriotycznymi. A dzieje sie tak na ogol w
                                                    chwilach duzych nieszczesc, wojen czy innych narodowych tragedii. “Jak trwoga
                                                    to do Boga” moglby ktos napisac. OK. Ale kazdy do swojego. Trudno wiec byloby
                                                    polakowi poprosic o ostatnia przysluge szamana afrykanskiego, lub pozwolic
                                                    pochowac sie pod macewa. Przelamanie tego oporu...
                                                    Ciekawosta jest ze, biorac pod uwage ‘przekroj zawodowy’ w niemieckich obozach
                                                    koncentracyjnych w Polsce, procentowo chyba najwiecej bylo zakonnikow i ksiezy
                                                    katolickich.

                                                    Na tym chyba dzisiaj zakoncze.

                                                    Milego dnia,

                                                    Archer
                                                  • tajemniczy.don-pedro Re: Wymiana mysli z p. Archerem, cd. 02.09.03, 15:17
                                                    Dzien dobry panie Archer, witam Pana goraco, mimo tego chlodu za oknem....
                                                    a na polnocy Skandynawii podobno spadl juz pierwszy snieg, podobnie ja w
                                                    Zakopanym tego ranka...
                                                    korzystajac z malej chwilki wolnosci krotko odpowiem smile

                                                    > administrator posprzatal tu troche (...) Chyba wypadaloby mu za to
                                                    > podziekowac?

                                                    na pewno administrator poczul moja wdziecznosc, ale rowniez formalnie i
                                                    otwarcie moge mu za to podziekowac...


                                                    > Jak Pan widzi, dyskusja (spor) rozpoczeta w starozytnosci trwa do dzisiaj a
                                                    > kolejne odslony pokazuja coraz to nowe obrazy. Dlatego na panskie zadnie “Nie
                                                    > ulega watpliwosci...”, nie negujac rzecz jasna tego, co Pan dalej napisal,
                                                    > odpowiedzialbym, ze nie jetem taki pewien. Prosze pamietac, ze za
                                                    > slowami “Nie ulega watpliwosci...” stoi na ogol pewna teoria, z ktorej nie
                                                    > wiadomo co pozostanie za 100 lat.

                                                    oczywiscie moje stwierdzenie o braku watpliwosci dotyczy tychze wedlug stanu
                                                    wiedzy na dzis. ale bardzo dziekuje za uaktualnienie teorii budowy materii...
                                                    niestety, moj poziom wiedzy zatrzymal sie onegdaj na kwarkach...


                                                    > Wielu ludzi twierdzilo swego czasu, ze nie ulega watpliwosci, ze niemozliwy
                                                    > jest lot machiny ciezszej od powietrza. Albo lepszy przyklad. Byli tacy, co
                                                    > swego czasu mowili, ze nie ulega watpliwosci, ze maszyna parowa (na szynach)
                                                    > nie bedzie mogla poruszac sie szybciej niz 60 km/h. Slyszal Pan moze o takich
                                                    > opiniach?

                                                    no tak wink slyszalem taka teorie pod koniec XIX wieku, ze jesli w Warszawie
                                                    bedzie przybywac dorozek w takim tempie, to za 20 lat owsa i slomy do
                                                    wyzywienia koni zabraknie w calym Krolestwie Polskim wink))


                                                    > No a teraz niech Pan napisze czy Urban ma klopoty z rozprowadzeniem swojego
                                                    > pismidla?

                                                    z przykroscia musze stwierdzic, ze nie... (a fe, coz za zbieznosc).


                                                    > Okupanci, w celu zniewolenia, stosowali bardzo rozne metody, lecz chyba
                                                    > zawsze mozna wyroznic tu 3 czynniki....

                                                    no coz, czasem okupanci nie potrafili przez stulecia zniszczyc tego, co
                                                    przetrwalo, ale po odzyskaniu niepodleglosci kraj sam w sobie to niszczy (jezyk
                                                    polski jest ostatnio tak zasmiecony roznymi nalecialosciami - no ale coz, taka
                                                    to jest zywa moda).


                                                    > Okazuje sie bowiem, ze zdaniem sporej czesci polakow, ksieza to ci, co “nie
                                                    > orza nie sieja...”. A Urban surfuje na tej fali i robi miliony przy
                                                    > pomocy ‘ludzi malej wiary’

                                                    wystarczy zajrzec na Forum "Kraj" - czy widzial Pan gdzies tyle nienawisci
                                                    wobec Kosciola? Ksieza to oczywiscie wedluch piszacych 'zrodlo wszelkiego zla'
                                                    i na dodatek Kosciol odpowiada za wszystkie kleski i niepowodzenia w Poslce w
                                                    przeciagu ostatnich 14 lat! no coz, propaganda dziala...


                                                    > Zniszczenie religii, z punktu widzenia okupanta, jest tez na tyle istotne, ze
                                                    > prawie kazda religia ma po trosze charakter narodowy. Symbole religijne
                                                    > przeplataja sie czesto z narodowo – patriotycznymi.

                                                    i tu tez nie moge sie z Panem nie zgodzic... widac to zwlaszcza bardzo wyraznie
                                                    (wedlug mnie) przy okazji dyskusji na temat odwiedzin Ojca Swietego w Rosji,
                                                    sprzeciwu tamtejszych wladz koscielnych i bezradnosci wladz panstwowych. Czy to
                                                    patriarchowie decyduja, kto jaka religie wyznaje, czy ludzie sami w swoim
                                                    sumieniu? Narzucanie potomkom zeslancow polskich innej religii niz religia ich
                                                    praprzodkow tez nosi znamiona 'okupacji'.


                                                    > Milego dnia,

                                                    Rowniez panu zycze wszystkiego dobrego
                                                    pozdrawiam
                                                  • Gość: Archer Re: Wymiana mysli z p. don-pedro cont. IP: *.fe.internet.bosch.de / 10.4.14.* 04.09.03, 07:48
                                                    Dzien dobry Panie don-pedro.

                                                    Wypunktowal Pan niektore moje zdania z poprzedniego listu wiec od razu
                                                    przechodze do rzeczy.

                                                    “no coz, czasem okupanci nie potrafili przez stulecia zniszczyc tego, co
                                                    przetrwalo, ale po odzyskaniu niepodleglosci kraj sam w sobie to niszczy (jezyk
                                                    polski jest ostatnio tak zasmiecony roznymi nalecialosciami - no ale coz, taka
                                                    to jest zywa moda).”

                                                    OK. Sam w sobie niszczy. Ale w jaki sposob? Polacy to dosc dziwny narod. W
                                                    chwilach narodowych nieszczesc, spowodowanych zwlaszcza wojnami i okupacja,
                                                    Polacy jednocza sie i calkiem efektywnie ze soba wspolpracuja. Chroni sie wtedy
                                                    niemal z nabozna czcia wszystko, co ma cokolwiek wspolnego z naszym bytem
                                                    narodowym. Dlaczego Niemcom nie udalo sie zasmiecic polskiego jezyka w czasie
                                                    ostatniej okupacji? Dlaczego najwspanialsze dziela polskiej literatury powstaly
                                                    w czasach, kiedy zaborcy bezpardonowo walczyli z jezykiem polskim? A jak Pan
                                                    sadzi, czy polska mlodziez zdobywa dzisiaj wiecej wiadomosci w ogolnie
                                                    dostepnych szkolach publicznych niz na tajnych kompletach? A religia? Ktoz w
                                                    XIX wieku w Polsce czytalby takie rzeczy jak w ‘Nie’? Gdyby Urban chcial w
                                                    tamtych czasach zrobic pieniadze przy pomocy propagandy – musialby
                                                    byc ‘pierwszym kleczacym’. A historia? Jednym z najepszych jest Sienkiewicz.
                                                    Jego ksiazki bily wtedy rekordy popularnosci czytelniczej, mimo obecnosci
                                                    owczesnych ‘harlequin-ow’.
                                                    Troche podobnie bylo w Polsce, gdy rzadzilo czerwonstwo. Ostro zarysowany
                                                    podzial na ‘my’ (narod) i ‘oni’ (wladza, PZPR, ruscy agenci, sprzedawczyki itd.
                                                    itp.) niezle narod spajal. Czulismy sie po trosze ubezwlasnowolnieni, uciskani,
                                                    pod butem i przemoca. Nie powstawaly co prawda dziela literatury rowne
                                                    sienkiewiczowskim, lecz byl on wciaz jednym z najczesciej czytanych polskich
                                                    pisarzy. A Urban, gdyby probowal wypisywac to, co tolerowane jest dzisiaj,
                                                    zostalby zanurzony w smole i pierzu (pisal on co prawda w Polityce a potem jako
                                                    niedorzecznik rzadu ukazywal co Wtorek swoja filmowa fizjonomie w TV ale jego
                                                    retoryka wtedy byla zgola inna).
                                                    Oba te okresy naszej najnowszej historii charakteryzowaly sie jasna sytuacja
                                                    polityczna i wyrazistym celem. Sytuacja: Jestesmy pod okupacja czy rozbiozami i
                                                    rzadza nami obcy. Cel: Wyrzucic zaborce czy okupanta z kraju i zaprowadzic
                                                    swoje rzady.
                                                    No i stalo sie w 1989 (i pare lat potem, jak pan Walesa pozbyl sie z Polski
                                                    ruskich wojsk). No i co? Mamy wolnosc i niepodleglosc. I czy jestesmy z tego
                                                    powodu narodem szczesliwych ludzi? Okupanta nie ma ale zachodniego dobrobytu
                                                    tez za bardzo nie widac. Polacy zostali ‘w pol slowa i w rozkroku’ i co dalej?
                                                    Co robic? Z kim walczyc? Niemiec o wojaczce jakos nie mysli, Rus jakby schowal
                                                    pazury, z polnocy czy poludnia tez wroga jakos nie widac no wiec co? Nasza
                                                    energie i frustracje obracamy w inna strone np:
                                                    - Kargul na Pawlaka (i vice versa – ogolnie: Polak na Polaka, vide – forum
                                                    gazety wyborczej)
                                                    - Kosciol Katolicki
                                                    - Wladze (zawsze dyzurny temat – wladza, obojetnie jaka, nigdy nie jest dobra)
                                                    Prawie nigdy natomiast nie dostrzegamy prawdziwych powodow naszej
                                                    nienajwyzszych lotow egzystencji, czyli nas samych i naszego ‘narodowego
                                                    charakterku’.
                                                    A poniewaz watek ten drazy problem pt. ‘Dalczego wyjezdzacie’ to moze maly
                                                    przyklad zza granicy: Czy na forum Polonia bis byl kiedykolwiek drazony problem
                                                    rozwodow polskich rodzin emigracyjnych (sorry za pytanie ale bez login nie
                                                    mozna juz sledzic dyskusji w tym, jakze zamknietym klubie)? Polskie rodziny
                                                    rozpadaja sie na emigracji czesciej niz w kraju. Ciekawa rzecza jest, za dopoki
                                                    polska rodzina jest za granica ‘na dorobku’, w miare biedna (wynajety dom czy
                                                    mieszkanie, stary samochod, ciezka, raczej dorywcza praca i ‘akumulacja
                                                    kapitalu’ w celu kupienia czegos swojego) to trzyma sie ona niezle w kupie. Po
                                                    paru jednak latach, gdy materialne problemy w wiekszosci znikaja, a rodzina
                                                    awansuje powoli do miana lokalnej klasy sredniej, istnieja spore szanse, ze
                                                    bedzie sie ona psuc od wewnatrz. Nie znam oficjalnych statystyk, lecz z
                                                    autopsji moge napisac, ze jakies 30% do50% polskich rodzin na emigracji rozpada
                                                    sie. Statystycznie wiec rzecz ujmujac, nie wytrzymujemy ‘proby klasy sredniej’.
                                                    Czyzby wiec podobny do zachodniego poziom dobrobytu, gdyby istnial w Polsce,
                                                    moglby zagrozic polskim rodzinom? Myslal Pan kiedys o tym?

                                                    “i tu tez nie moge sie z Panem nie zgodzic... widac to zwlaszcza bardzo
                                                    wyraznie (wedlug mnie) przy okazji dyskusji na temat odwiedzin Ojca Swietego w
                                                    Rosji, sprzeciwu tamtejszych wladz koscielnych i bezradnosci wladz panstwowych.
                                                    Czy to patriarchowie decyduja, kto jaka religie wyznaje, czy ludzie sami w
                                                    swoim sumieniu? Narzucanie potomkom zeslancow polskich innej religii niz
                                                    religia ich praprzodkow tez nosi znamiona 'okupacji'.”

                                                    Byc moze nie wyrazilem sie zbyt jasno. Chodzilo mi raczej o nasza historie
                                                    podczas rozbiorow. Symbole religijne czesto przeplataly sie z narodowymi (np.
                                                    ukrzyzowany orzel). A i w najnowszej historii mozna znalesc pare przykladow.
                                                    Nie zaprzeczy Pan chyba, ze pan Walesa nosil (i chyba nosi do dzisiaj) Matke
                                                    Boska w klapie? Postepowanie partiarchow ortodoksyjnego kosciola prwaoslawnego
                                                    ma moim zdaniem swoje prazrodlo w rosyjskim podejsciu do religii. Jest to narod
                                                    dosc nietolerancyjny religijnie. Patriarchowie postepuja wiec tak jak postepuja
                                                    ze wzgledow zarowno politycznych i religijnych. No ale prosze powiedziec, czy i
                                                    u nas ludzie (zwlaszcza starsze pokolenie) nie traktuja sie innowiercow jakby
                                                    troche podobnie?

                                                    Do nastepnego listu:

                                                    Archer



                                                  • tajemniczy.don-pedro Re: Wymiana mysli z p. Archerem, cont. 04.09.03, 13:29
                                                    Witam Pana, Panie Archer w to poludnie zalane u mnie deszczem przy +10.
                                                    Jesien w pelnej krasie.... brrrr.

                                                    > Polacy to dosc dziwny narod. W chwilach narodowych nieszczesc, spowodowanych
                                                    > zwlaszcza wojnami i okupacja, Polacy jednocza sie i calkiem efektywnie ze
                                                    > soba wspolpracuja.
                                                    (...) oraz dalej pisze Pan tez, ze
                                                    > Mamy wolnosc i niepodleglosc. I czy jestesmy z tego powodu narodem
                                                    > szczesliwych ludzi? Okupanta nie ma ale zachodniego dobrobytu tez za bardzo
                                                    > nie widac. Polacy zostali ‘w pol slowa i w rozkroku’ i co dalej?
                                                    > Co robic? Z kim walczyc?

                                                    Wydaje mi sie, ze Pan dobrze widzi... I ja tez to zauwazam. Polak potrzebuje
                                                    tzw. 'wroga'. Jako narod od wiekow walczacy (z sasiadami, z najezdzcami, z
                                                    wlasnymi mniejszosciami, z okupantami, z bolszewikami, itp.) po prostu we krwi
                                                    mamy te walke. i jesli jest jakis 'wrog zewnetrzny' to jest wspaniale, wszyscy
                                                    sie wlasnie wtedy jednocza i mamy do czynienia ze wspanialymi zrywami. Jesli
                                                    zas nie ma takiego wyraznego wroga, to zaczynamy go poszukiwac i czesto takie
                                                    poszukiwania prowadza do nieszczesc. czesto zdarzalo sie w historii, ze owa
                                                    przyslowiowa juz prawie 'walecznosc Polakow' wykorzystywali inni (ze wspomne o
                                                    Szwedach w czasie 'potopu', o carycy Katarzynie, Napoleonie, Anglikach w Bitwie
                                                    o Anglie czy w kampanii wloskiej - vide Monte Cassino). Ostatnio wykorzystuja
                                                    nas Amerykanie w Iraku (nawet dotarl do mnie zart, ze 'Francuzi maja Legie
                                                    Cudzoziemska, a Amerykanie maja Polakow').


                                                    > problem rozwodow polskich rodzin emigracyjnych? Polskie rodziny rozpadaja sie
                                                    > na emigracji czesciej niz w kraju. Ciekawa rzecza jest, za dopoki polska
                                                    > rodzina jest za granica ‘na dorobku’, w miare biedna (wynajety dom czy
                                                    > mieszkanie, stary samochod, ciezka, raczej dorywcza praca i ‘akumulacja
                                                    > kapitalu’ w celu kupienia czegos swojego) to trzyma sie ona niezle w kupie.
                                                    > Po paru jednak latach, gdy materialne problemy w wiekszosci znikaja, a
                                                    > rodzina awansuje powoli do miana lokalnej klasy sredniej, istnieja spore
                                                    > szanse, ze bedzie sie ona psuc od wewnatrz. Nie znam oficjalnych statystyk,
                                                    > lecz z autopsji moge napisac, ze jakies 30% do50% polskich rodzin na
                                                    > emigracji rozpada sie.

                                                    Hmmm, wydaje mi sie, ze nie mozemy mowic o bezposrednim zwiazku bogacenia sie
                                                    rodziny na emigracji z rozwodem. Zgadza sie, sa takie przypadki (jak zreszta
                                                    wszedzie), ale duzo zalezy tu jednak od charakteru zwiazku dwojga osob. Ilosc
                                                    rozwodow w Polsce tez jest duza i mowi sie na przyklad raczej o zwiazku ubostwa
                                                    z rozwodem... Sadze, ze zwiazki, o ktorych Pan mowi, rozpadlyby sie rowniez bez
                                                    emigrowania... Chyba, ze emigracja byla ukrytym celem jednej ze stron. Sam znam
                                                    taki przypadek, kolega wyjezdzal do Australii na stale (na legalnie zalatwiona
                                                    wize emigracyjna) i kilka miesiecy przed wyjazdem 'trafila' go tzw. wielka
                                                    milosc. Pobrali sie w iscie ekspresowym tempie i mloda malzonka oczywiscie
                                                    wyjechala z mezem do tej Australii. Tam po kilku latach uzyskali obywatelstwo,
                                                    i co cieklawe, praktycznie w kilka miesiecy po tym rozwiedli sie... Oczywiscie
                                                    bez wysluchania obydwu stron trudno wydawac jakies opinie, ale cos mi tu nie
                                                    wyglada... z jej strony. Kolega zreszta wrocil do Polski, bo zakochal sie znow
                                                    w Polce z kraju.


                                                    > Czyzby wiec podobny do zachodniego poziom dobrobytu, gdyby istnial w Polsce,
                                                    > moglby zagrozic polskim rodzinom? Myslal Pan kiedys o tym?

                                                    Jak wyzej. Sadze, ze nie mozna wysnuc bezposredniej zaleznosci pomiedzy
                                                    poziomem dobrobytu a wspolczynnikiem rozwodow. Rozwod bardziej zalezy od
                                                    dojrzalosci malzonkow i ich wzajemnej relacji, a takze od poczucia
                                                    odpowiedzialnosci za los dzieci i rodziny. Wydaje mi sie, ze glownym powodem
                                                    rozwodow w Polsce jest w tej chwili niedojrzalosc uczuciowa i psychiczna osob
                                                    bioracych slub. Sprawy ekonomiczne schodza na dalszy plan, chyba ze sa glowna
                                                    przyczyna slubu (np. celowe usidlenie bogacza...).


                                                    > Nie zaprzeczy Pan chyba, ze pan Walesa nosil (i chyba nosi do dzisiaj) Matke
                                                    > Boska w klapie?

                                                    tak, wtedy to byl taki symbol wiary w sprzeciwie komuchom... teraz nie wiem,
                                                    nie widzialem go dawno...


                                                    > Jest to narod dosc nietolerancyjny religijnie. Patriarchowie postepuja wiec
                                                    > tak jak postepuja ze wzgledow zarowno politycznych i religijnych. No ale
                                                    > prosze powiedziec, czy i u nas ludzie (zwlaszcza starsze pokolenie) nie
                                                    > traktuja sie innowiercow jakby troche podobnie?

                                                    Mysli Pan oczywiscie o okrzykach "Antychrysty" wobec ludzi o innym kolorze
                                                    skory (mowiac zgodnie z tzw. 'poprawnoscia'). Niestety mentalnosc ludzi jest
                                                    jeszcze na niskim poziomie, co zreszta wlasnie widac w oficjalnych deklaracjach
                                                    wiary oraz w pozniejszej popularnosci tego typu pismidel, o ktorych Pan
                                                    wspominal. Jak to sie mowi "Panu Bogu swieczke i diablu ogarek"... A Rosjanie
                                                    to w ogole osobny temat. Zadziwia mnie ich brak szacunku i godnosci pojedynczej
                                                    jednostki... bardzo azjatyckie...

                                                    pozdrawiam i prosze o troche ciepla ;o)
                                                  • Gość: Archer Re: Wymiana mysli z p. Archerem, cont. IP: *.fe.internet.bosch.de / 10.4.14.* 05.09.03, 07:42
                                                    Dzien dobry Panie don-pedro

                                                    Well, rano bylo tylko +7C ale po poludniu zrobilo sie ponad 20C. Chetnie
                                                    podaruje Panu cale cieplo ponad 20C. Prosze przyjechac i brac. Albo jest
                                                    latwiejszy sposob: wyjazd z Polski i osiedlenie sie w kraju o bardziej
                                                    sprzyjajacym klimacie.

                                                    Problem rozwodow, o ktorym pisalem, gdy sie partzy na niego z Polski, wyglada
                                                    zupelnie inaczej. Rzec mozna marginalnie. Troche inaczej rzecz wyglada z
                                                    bliska. Nie przeszedlem tego osobiscie, lecz zanm cala mase ludzi... Przykladow
                                                    nie bede dawal bo musialbym pisac do przyszlego roku.
                                                    No coz. Tzw. “contract mariages” istnialy i bede istniec tak dlugo, jak dlugo
                                                    bedzie to stasunkowo latwa droga dostania sie do bogatszego kraju. Byly one w
                                                    Austrlii nagminne gdzies do poczatku lat ’90. Potem rzad wprowadzil szereg
                                                    odpowiednich praw i dzis jest juz troche lepiej.
                                                    Ja pisalem jednak o rodzinach emigranckich. Ludzie ci wyjezdzaja jako rodzina,
                                                    on, ona + (czasami) dzieci. W roznym wieku, z roznych stron Polski,
                                                    niezaleznie, czy jest to emigracja z lat ’70 czy ’00. Trzymaja sie oni w sumie
                                                    niezle w kupie, dopoki sie nie dorobia. Potem, gdy sie dorobia, jest duza
                                                    szansa (nie musi sie tak stac, lecz jest mozliwosc), ze sie rozejda. Nie ma to
                                                    raczej nic wspolnego z ‘klasycznymi’ powodami rozwodow (niezgodnosc
                                                    charakterow, on ja bije, ona go zdradza itp.). Na pierwszy rzut oka wydawac sie
                                                    moze, ze to dobrobyt niszczy rodziny. Zgadzam sie jednak z Panem, ze
                                                    niezupelnie, bo wydaje mi sie, ze oddzywa sie tu dosc prymitywna, nasza polska
                                                    (potrzebujaca jasnego celu i jasno zdefiniowanego wroga) natura. No bo, jezeli
                                                    juz jestesmy ta amerykanska klasa srednia, to z kim tu walczyc i o co? Z
                                                    sasiadami (ktorzy sa anglosasami i ani im w glowie klocic sie z nami czy
                                                    kimkolwiek)? O wiekszy dom (skoro juz ten co mamy ma 300 metrow kw. (bez
                                                    garazu) i trzeba czasem pol dnia ‘nabiegac sie za szmata’, by go jako tako
                                                    posprzatac)? O nowy samochod (skoro stary to trzylatni FWD)? O lepsza prace
                                                    (skoro ta, ktora juz mamy jest OK i zapewnia wiecej pieniedzy, niz czasami
                                                    jestesmy je w stanie wydac)?
                                                    A skoro nie ma wroga ani wiekszych klopotow, to trzeba je sobie szybko
                                                    stworzyc...
                                                    Komunizm latwo wypelnial to nasze wewnetrzne wymaganie. Byl to ustroj, ktory
                                                    mitologizowal wroga. Wrog (w rzeczywistosci, oczywiscie nie istniejacy) czail
                                                    sie wtedy wszedzie.
                                                    I moze jeszcze mala dygresja. Sporo rozwodek polskiego pochodzenia niemal
                                                    nalogowo zaczyna po rozwodzie chodzi do Kosciola, wykazujac graniczaca z
                                                    bigoteria adoracje... (Pana Boga, Ksiedza)?
                                                    Kiedys jeden stary Australijczyk (ktorego znalem juz wtedy od paru ladnych lat)
                                                    powiedzial mi:
                                                    cryingWy, Polacy) jestescie szczesliwi, gdy jestescie nieszczesliwi”.

                                                    Do miana “Antychrysta” pretendowac u nas moze wlasciwie chyba kazdy obcy
                                                    (niekoniecznie o innym kolorze skory). Moze byc np. innego wyznania. Jest chyba
                                                    lepsze slowo: ksenofobia. Chinczycy zbudowali mur. Ruscy zbudowali potencjal
                                                    nuklearny i mieli (maja?) chyba najlepiej strzezone granice na swiecie.
                                                    Wszystko po to, aby odizolowac sie od (w jakikolwiek sposob
                                                    rozumianych) ‘antychrystow’. Na takie przedsiewziecia nas nie stac ale
                                                    mentalnosc mamy chyba troche podobna.
                                                    W Australii, od momentu uzyskania obywatelstwa (w moich czasach bylo to po 2
                                                    latach od legalnej emigracji) mowia: “Jestes Australijczykiem”. Co ciekawe,
                                                    mianem “Australijczyk” obdarzaja nas rdzenni Australijczycy (biali). Czy w
                                                    Polsce jest podobnie? Pomijajac juz sam fakt, ze uzyskanie polskiego
                                                    obywatelstwa jest o wiele trudniejsze niz australijskiego. Przeciez Rosjanin,
                                                    nawet z polskim obywatelstwem, bedzie dla lokalnej spolecznosci
                                                    zawsze ‘ruskim’. I nawet po jego smierci babcie, prowadzac swoje wnuki kolo
                                                    jego grobu beda mowic: “tu lezy ruski”.

                                                    Milego (cieplego i spokojnego) weekendu,

                                                    Archer

                                                    P.S. Czy moze Pan napisac z ktorej czesci Polski Pan nadaje?
                                                  • tajemniczy.don-pedro Re: Wymiana mysli z p. Archerem, cont. 05.09.03, 11:10
                                                    Dzien dobry, Panie Archer,

                                                    > Prosze przyjechac i brac.

                                                    Chetnie bym to zrobil, ale jak mozna (z naukowego punktu widzenia) przewiezc
                                                    cieplo w inne miejsce (pomijajac oczywiscie roznorakie machiny grzewcze)? wink


                                                    > jest latwiejszy sposob: wyjazd z Polski i osiedlenie sie w kraju o bardziej
                                                    > sprzyjajacym klimacie.

                                                    hmmm, chyba Fiji byloby wystarczajaco cieple, ale czy tam w dalszym ciagu nie
                                                    jedza jeszcze obcych? wink


                                                    > No bo, jezeli juz jestesmy ta amerykanska klasa srednia, to z kim tu walczyc
                                                    > i o co? Z sasiadami (ktorzy sa anglosasami i ani im w glowie klocic sie z
                                                    > nami czy kimkolwiek)?

                                                    Polak potrafi. A z sasiadami to nie tylko Polak. Angielka mieszkajaca w
                                                    Niemczech opowiadala mi, ze jej sasiad zglosil na policje, ze ona w niedziele
                                                    kosi trawnik przed domem, a w niedziele trzeba przeciez siedziec przed
                                                    telewizorem albo przed grillem wink I wie Pan co? Policja przyjechala i ja
                                                    pouczyla, ze nie wolno w niedziele zaklocac spokoju.


                                                    > O wiekszy dom (skoro juz ten co mamy ma 300 metrow kw. (bez garazu) i trzeba
                                                    > czasem pol dnia ‘nabiegac sie za szmata’, by go jako tako posprzatac)?

                                                    No wie Pan, jesli sasiad ma dom 500 m kw. to rzeczywiscie Polaka zolc moze
                                                    zalewac.. wink


                                                    > O nowy samochod (skoro stary to trzylatni FWD)? O lepsza prace (skoro ta,
                                                    > ktora juz mamy jest OK i zapewnia wiecej pieniedzy, niz czasami jestesmy je w
                                                    > stanie wydac)?

                                                    O! tak, to jest duzy problem... inteligentny czlowiek jednak zawsze moze sobie
                                                    poradzic z takim problemem wink chcialbym miec takie problemy wink


                                                    > A skoro nie ma wroga ani wiekszych klopotow, to trzeba je sobie szybko
                                                    > stworzyc...

                                                    no tak, wrog to sprawa najwazniejsza... wink

                                                    Oczywiscie domyslil sie Pan, ze te odpowiedzi sa zartobliwe na poprawe
                                                    humoru... Ma Pan racje, czasami dobrobyt moze przewrocic w glowie. Dlatego moze
                                                    w Polsce ten problem jeszcze nie jest tak bardzo widoczny.


                                                    > Sporo rozwodek polskiego pochodzenia niemal nalogowo zaczyna po rozwodzie
                                                    > chodzic do Kosciola, wykazujac graniczaca z bigoteria adoracje... (Pana Boga,
                                                    > Ksiedza)?

                                                    Tu zauwazam typowy objaw tzw. 'moralnosci p. Dulskiej' - nie wazne, jak jest
                                                    naprawde, wazne co inni powiedza. pozory trzeba trzymac... byc moze niektore z
                                                    nich zaobserwowaly, ze faktycznie cos zlego sie stalo i staraja sie nieudolnie
                                                    poprawic sobie sumienie, ale pewnie wiekszosc czyni to pewnie z innych pobudek.


                                                    > “cryingWy, Polacy) jestescie szczesliwi, gdy jestescie nieszczesliwi”.

                                                    To jak w starym dowcipie, kiedy do rabina przychodzi zyd i mowi: Rebe, pomoz
                                                    mi, mam male mieszkanie a cala rodzina w nim mieszka, ja z zona, trzy corki i
                                                    dwoch synow i na dodatek rodzice zony. mamy problemy, zeby polozyc sie spac.
                                                    Rabin na to mowi: kup koze i przyjdz do mnie za trzy tygodnie. Zyd zrobil, jak
                                                    mowil rabin i za trzy tygodnie przychodzi i narzeka znow: mam male mieszkanie a
                                                    cala rodzina w nim mieszka, ja z zona, trzy corki i dwoch synow i na dodatek
                                                    rodzice zony. mamy problemy, zeby polozyc sie spac. i jeszcze ta koza chodzi po
                                                    nas i zabiera tyle miejsca. Rabin na to: sprzedaj koze i przyjdz do mnie jutro.
                                                    Zyd zrobil, jak mowil rabin i nastepnego dnia przychodzi zadowolony: Rebe, jak
                                                    duzo miejsca teraz mamy, dziekuje ci za porade...


                                                    > Czy w Polsce jest podobnie? Pomijajac juz sam fakt, ze uzyskanie polskiego
                                                    > obywatelstwa jest o wiele trudniejsze niz australijskiego. Przeciez Rosjanin,
                                                    > nawet z polskim obywatelstwem, bedzie dla lokalnej spolecznosci zawsze
                                                    > ‘ruskim’. I nawet po jego smierci babcie, prowadzac swoje wnuki kolo
                                                    > jego grobu beda mowic: “tu lezy ruski”.

                                                    Powiedzalbym raczej 'repatriant', Polak, ktory po latach wraca do macierzy,
                                                    niestety jest nazywany 'ruskim' glownie ze wzgledu na charakterystyczna tonacje
                                                    jezyka polskiego, charakterystyczna dla kresow. Wiele osob patrzy z niechecia
                                                    na takie osoby rowniez przez pryzmat pomocy socjalnej i finansowej, ktora
                                                    repatrianci dostaja. A nikt nie mysli o tym, ile oni przeszli w czasie swojego
                                                    zycia.

                                                    pozdrawiam serdecznie z centralnej Polski wink
                                                  • Gość: Archer Re: Wymiana mysli z p. Archerem, cont. IP: *.fe.internet.bosch.de / 10.4.14.* 10.09.03, 12:35
                                                    Witam Panie don-pedro,

                                                    Well, jak mawial moj promotor – na liczbach i pojedynczych przykladach mozna
                                                    udowodnic wszystko. Nawet to, ze deszcz pada z dolu do gory. Dlatego wlasnie
                                                    staram sie raczej nie podawac przykladow na to co pise, lecz traktowac zjawiska
                                                    statystycznie. Panski przyklad z Angielka jest chyba raczej odosobniony.
                                                    Chociaz zgoda, ze w Niedziele Niemcy raczej lubia spokoj.

                                                    Polak potrafi? Ano tak. Ale widzi Pan, emigracja zmienia ludzi. Chyba to juz
                                                    wczesniej Panu pisalem. Patrzac na polakow tyklo i wylacznie przez pryzmat ich
                                                    zachowania w Polsce trudno sobie czasem wyobrazic, ze i Polak potrafi czasem
                                                    zmienic sie i uspokoic. Duzo zalezy od srodowiska, w ktorym sie obraca i od
                                                    otoczenia. Mieszkalem kiedys w etnicznej dzielnicy Melbourne, gdzie obok sporej
                                                    ilosci Wlochow czy Grekow jest tez pare tysiecy Polakow. Tam rzeczywiscie
                                                    trudno bylo czasami wytrzymac. A tak nawiasem mowiac, to Polak uchodzi tam za
                                                    najgorszego sasiada (halasliwy, klotliwy, pijacy duzo wody, bijacy rownie
                                                    klotliwa zone, hodujacy kury...). W takim srodowisku trudno ‘ucywilizowac sie’.
                                                    Ale gdy sie trafi pomiedzy miejscowa ludnosc anglosaskiego pochodzenia
                                                    (wystarczy zmienic dzielnice), sytuacja bedzie wygladac mniej wiecej jak
                                                    opisalem w poprzednim mailu.

                                                    “czasami dobrobyt moze przewrocic w glowie. Dlatego moze w Polsce ten problem
                                                    jeszcze nie jest tak bardzo widoczny.”
                                                    No tak. Ja tylko delikatnie sugeruje, ze w przypadku polakow (i pewnie nie
                                                    tylko) dobrobyt moze moralnie zniszczyc narod. Trzeba byc silnym aby go zniesc.
                                                    Jest takie, dosc rzako miedzy nami powtarzane powiedzenie: ‘Narod, ktory nie
                                                    wynalazl samochodu nie powinien nimi jezdzic’.

                                                    “Powiedzalbym raczej 'repatriant', Polak, ktory po latach wraca do macierzy
                                                    (...)”
                                                    Pisalem o rdzennych rosjanach (nie polskiego czy innego pochodzenia). Pan
                                                    poszedl dalej. Bardzo cenna uwaga. Nie tolerujemy nawet siebie.

                                                    W zamian za zart (sorry, ale znam go chyba od 20 lat) historia, ktorej moze Pan
                                                    nie slyszal. Rzecz miala miejsce pare lat temu w Melbourne. Jest tam,
                                                    w ‘zaleznosci od koniunktury’ od kilku do kilkunastu ksiezy. A Polacy, jako
                                                    dobry i goscinny ludek, lubia tego czy owego ksiedza zaprosic na zakrapiany
                                                    obiadek czy suta kolacje (rowniez nie dla abstynentow). Tak tez sie dzialo.
                                                    Mala grupa ksiezy (4 do 6) uprzyjemniala sobie pobyt na antypodach popijajac
                                                    niemal co dzien... no nie tylko mszalne wino. Po mniej wiecej roku takiej
                                                    dzialalnosci nie mogli oni dluzej jak pare godzin wytrzymac bez kielicha.
                                                    Odeslani zostali ponoc w komplecie do Polski – na odwyk. Przyslano nowych,
                                                    ktorzy juz lepiej sie pilnuja.
                                                    Albo moze jeszcze jedna historia, a propos ilosci rozwodow. Bylo to chyba na
                                                    swieta Bozego Narodzenia 2001/2002. Aby odprawic Pasterke, przyjechal do
                                                    Melbourne biskup z Polski (nazwiska nie pomne). Palnal takie kazanie, ze az
                                                    caly kosciol drzal w posadach. Tematem glownym byly oczywiscie rozwody (ich
                                                    zatrwazajaca ilosc).
                                                    “Do czego to podobne?”
                                                    “Czy wy jestescie jeszcze Polakami?”
                                                    “Czy slowo – rodzina – cos tu jeszcze znaczy?”
                                                    I tym podobne okrzyki lecialy od oltarza (kazalnicy nie bylo).
                                                    Reakcja? Nasi panowie – rozwodnicy nie zareagowali. W pogoni za nowym Porsche z
                                                    nastolatka na siedzeniu pasazera mogli nawet nie zauwazyc, ze jakis biskup mila
                                                    czelnosc... tzn. przylecial sobie do Melbourne aby ich moralizowac. Natomiast
                                                    (dosc liczne) srodowisko rozwodek – dewotek wpadlo w obuzenie.

                                                    Przepraszam za opoznienie w odpowiedzi. Niestety, bedzie sie to chyba zdarzac
                                                    teraz czesciej. Postaram sie jednao odpisywac w miare regularnie.

                                                    Jest +22C
                                                    Regards,

                                                    Archer
                                                  • tajemniczy.don-pedro Re: Wymiana mysli z p. Archerem, cont. 15.09.03, 12:45
                                                    Dzien dobry Panie Archer,

                                                    > na liczbach i pojedynczych przykladach mozna udowodnic wszystko. Nawet to, ze
                                                    > deszcz pada z dolu do gory.

                                                    Swoja droga ja znow slyszalem, ze za pomoca statystyki mozna wszystko
                                                    udowodnic, wszystko zalezy od tego, w jaki sposob dane zjawisko zostanie
                                                    przebadane i opisane. W koncu statystyka to tylko 'zonglerka cyframi'...
                                                    Ot chocby ostatnio odtrabione przez wladze RP ozywienie gospodarcze i wzrost
                                                    eksportu - jak sie dokladnie przyjrzec cyfrom to okazuje sie, ze tak naprawde
                                                    wzrost eksportu wynika ze wzrostu kursu EURO wobec zlotowki...


                                                    > Panski przyklad z Angielka jest chyba raczej odosobniony.
                                                    > Chociaz zgoda, ze w Niedziele Niemcy raczej lubia spokoj.

                                                    Chyba jest im on potrzebny zwlaszcza o poranku do spokojnego startu w dzien z
                                                    tupotem mew, a potem potrzebny przy grillu i ogladaniu meczow... wink


                                                    > trudno sobie czasem wyobrazic, ze i Polak potrafi czasem zmienic sie i
                                                    > uspokoic. Duzo zalezy od srodowiska, w ktorym sie obraca i od otoczenia.

                                                    to tez prawda... Polak jako 'zwierz' stadny w duzej grupie czuje sie bardziej
                                                    bezpiecznie i anonimowo. Wyizolowany z grupy, pojedynczo bardziej zwraca uwage
                                                    na swoje zachowanie i na zachowanie otoczenia, stara sie dostosowac do niego i
                                                    pewnie dlatego tak sie potrafi dostosowaac do 'normalnosci'


                                                    > Bardzo cenna uwaga. Nie tolerujemy nawet siebie.

                                                    problem polega na tym, ze taki repatriant nie jest niestety traktowany
                                                    jako 'swoj', a raczej jako ten 'obcy', ktory przychodzi ze wschodu i
                                                    (przynajmniej na poczatku) ma lepiej, niz miejscowi, bo dostaje od gminy
                                                    mieszkanie i jakas prace. Miejscowi takich nie lubia...


                                                    > “Czy wy jestescie jeszcze Polakami?”
                                                    > “Czy slowo – rodzina – cos tu jeszcze znaczy?”
                                                    > I tym podobne okrzyki lecialy od oltarza (kazalnicy nie bylo).
                                                    > Reakcja? Nasi panowie – rozwodnicy nie zareagowali. W pogoni za nowym Porsche
                                                    > z nastolatka na siedzeniu pasazera mogli nawet nie zauwazyc, ze jakis biskup
                                                    > mila czelnosc... tzn. przylecial sobie do Melbourne aby ich moralizowac.
                                                    > Natomiast (dosc liczne) srodowisko rozwodek – dewotek wpadlo w oburzenie.

                                                    Bardzo ciekawa historia, wbrew pozorom. Mam rozumiec, ze oburzenie dewotek
                                                    spowodowane bylo tym, ze biskup odwazyl sie wytknac takie postepowanie jako
                                                    naganne? Z drugiej jednak strony stwierdzenie, ze rozwod nie jest w zgodzie z
                                                    nauka kosciola katolickiego (ani chyba zadnego innego) nie jest znowu
                                                    odkrywcze. Wydaje mi sie, ze tu dochodzimy do indywidualnej sprawy wiary
                                                    kazdego czlowieka. Wiare mozna przyjmowac jaka jest, albo nie. Nie mozna chyba
                                                    jednak interpretowac wiary na swoj uzytek, to znaczy ze przyjmuje wiekszosc
                                                    dogmatow wiary, ale kilka nie, bo sa dla mnie niewygodne w danej chwili. Co Pan
                                                    sadzi na ten temat?


                                                    > Przepraszam za opoznienie w odpowiedzi. Niestety, bedzie sie to chyba zdarzac
                                                    > teraz czesciej. Postaram sie jednao odpisywac w miare regularnie.

                                                    I wzajemnie. Moja skrzynka pozostaje dla Pana zawsze otwarta, gdyby Pan sie
                                                    decydowal na bardziej bezposrednia wymiane mysli. Czy sprawdzal Pan ostatnio
                                                    swoja skrzynke?


                                                    > Jest +22C

                                                    po okresie chlodow nastapilo oczekiwane lekkie ocieplenie, mam nadzieje, ze
                                                    utrzyma sie przez jakis czas. dzis u nas rano bylo +4, ale za to teraz +20

                                                    pozdrawiam serdecznie
                                                  • Gość: Archer Re: Wymiana mysli z p. don-pedro IP: *.fe.internet.bosch.de / *.fe.bosch.de 17.09.03, 07:52
                                                    Dzien Dobry Panie don-pedro,

                                                    No dobrze. Uogolnijmy wiec wniosek i napiszmy, ze przy pomocy liczb (traktujac
                                                    problem nieuczciwiei i tendencyjnie) mozna wszystko udowodnic. Statystyki
                                                    podawane przez rzady czy w wysokonakladowych pismach (np. GW) sa na ogol
                                                    robione na zamowienie.
                                                    Zreszta szczerze mowiec, nie jestem pewien, czy moj szanowny promotor dodawal
                                                    do swojej wypowiedzi slowa “pojedyncze przyklady” (bylo to dosc dawno temu).
                                                    Byl on w koncu uczciwym naukowcem i jako taki pewnie wiedzial, ze i pojedynczy
                                                    przyklad moze byc odzwierciedleniem jakiejs tendencji, o ile gro innych
                                                    przykladow nie kaze wyrzucic go poza tolerancje statystyczna. W panskim
                                                    przykladzie natomiast rzecz przedstawiona jest troche w innym swietle. Otoz
                                                    mieszkajacy tutaj Anglicy (jak i inne nacje, no moze z malymi wyjatkami) jako
                                                    goscie dostosowuja sie do lokalnych praw i przyzwyczajen. Prosze zapyac sie
                                                    owej Angielki, czy po policyjnam upomnieniu probowala ona jeszcze raz kosic
                                                    trawe w Niedziele (Jugoslowianin bedzie probowal).

                                                    “Polak jako 'zwierz' stadny w duzej grupie czuje sie bardziej bezpiecznie i
                                                    anonimowo. Wyizolowany z grupy, pojedynczo bardziej zwraca uwage na swoje
                                                    zachowanie i na zachowanie otoczenia, stara sie dostosowac do niego i
                                                    pewnie dlatego tak sie potrafi dostosowaac do 'normalnosci'”
                                                    Chyba nie tylko Polak. Pisalem juz chyba Panu o zdeprawowanych Niemcach, ktorzy
                                                    swego czasu osiedlali sie na Powolzu. Wpadli miedzy wrony – w tym wypadku
                                                    Rosjan, no i musieli zaczac krasc, przekupywac i pic wodke. Ponoc zrobili sie w
                                                    tym calkiem sprawni.

                                                    “Nie mozna chyba jednak interpretowac wiary na swoj uzytek, to znaczy ze
                                                    przyjmuje wiekszosc dogmatow wiary, ale kilka nie, bo sa dla mnie niewygodne w
                                                    danej chwili. Co Pan sadzi na ten temat?”
                                                    Naturalnie. Sytuacja moze czasami byc o tyle... well... ‘zlozona’, ze na
                                                    pierwszy rzut oka wydaje sie, ze nalezy dogmat zlamac (tak naprawde nigdy nie
                                                    jest to konieczne). I tak np. gdy zostaje zlapany wielokrotna morderca
                                                    (gwalciciel... itp.), to pierwszy odruch spoleczny (czy indywidualny) jest –
                                                    zabic! Jest to zalmanie piatego przykazania (ktore rzecz jasna on rowniez
                                                    lamal). Ale musimy zastanowic sie teraz jaki kodeks i jakie dogmaty stosujemy.
                                                    Dogmaty Chrzescijanskie zabraniaja zabijania (kazdego – nawet mordercy).
                                                    Natomiast inny popularny system wartosci, wpisany doglebnie w polska
                                                    rzeczywistosc – kodeks Hammurabiego mowi w tym wypadku: ‘zabic’. Jezeli wiec
                                                    zabijamy, to czy jestesmy chrzescijanami?
                                                    Wybralem moze dosc trudny i skrajny przyklad, ale jak Pan sam napisal, nie
                                                    powinno sie chyba “przyjmowac wiekszosc dogmatow wiary, ale kilka nie, bo sa
                                                    dla mnie niewygodne w danej chwili” tzn. w chwili sadzenia tego mordercy.

                                                    Moja skrzynka... No coz, prosze mi wybaczyc, ale nawet nie wiem, czy ja mam.
                                                    Zreszta do jej otworzenia potrzebne jest chyba haslo. Logika mowi, ze owo haslo
                                                    powinienem wymyslic ja, i oczywscie podac je serwerowi GW. Nic takiego nie
                                                    robilem. W wolnej chwili zajme sie tym.
                                                    Prosze mi wybaczyc krotki list (a moze to zaleta?) ale “arbeit macht frei” jak
                                                    mowja tubylcy.

                                                    O 6 rano bylo 6 stopni. Teraz chyba okolo 10.

                                                    Do nastepnego listu,

                                                    Archer
                                                  • tajemniczy.don-pedro Re: Wymiana mysli z p. Archerem, cd. 22.09.03, 14:03
                                                    Dzien Dobry Panie Archer

                                                    > napiszmy, ze przy pomocy liczb (traktujac problem nieuczciwie i tendencyjnie)
                                                    > mozna wszystko udowodnic. Statystyki podawane przez rzady czy w
                                                    > wysokonakladowych pismach (np. GW) sa na ogol robione na zamowienie.

                                                    Ano wlasnie... to widac praktyka stosowana powszechnie we wszystkich krajach...


                                                    > W panskim przykladzie natomiast rzecz przedstawiona jest troche w innym
                                                    > swietle. Otoz mieszkajacy tutaj Anglicy (jak i inne nacje, no moze z malymi
                                                    > wyjatkami) jako goscie dostosowuja sie do lokalnych praw i przyzwyczajen.
                                                    > Prosze zapytac sie owej Angielki, czy po policyjnam upomnieniu probowala ona
                                                    > jeszcze raz kosic trawe w Niedziele (Jugoslowianin bedzie probowal).

                                                    Oczywiscie, ze juz nie probowala... ale zdziwienie jej nie minelo wink


                                                    > I tak np. gdy zostaje zlapany wielokrotna morderca (gwalciciel... itp.), to
                                                    > pierwszy odruch spoleczny (czy indywidualny) jest zabic! Jest to zlamanie
                                                    > piatego przykazania (ktore rzecz jasna on rowniez lamal). Ale musimy
                                                    > zastanowic sie teraz jaki kodeks i jakie dogmaty stosujemy.

                                                    Ano wlasnie. Tu lezy 'pies pogrzebany', jak to sie zgrabnie mowi. Jesli
                                                    przyjmiemy dekalog za 'obowiazujacy kodeks prawny' to nalezaloby rowniez
                                                    przyjac jego uzupelnienie w postaci przepisow 'co robic, kiedy ktos zlamie
                                                    dekalog'. Nadstawianie 'drugiego policzka' jest oczywiscie jak najbardziej
                                                    zgodne z postepowaniem chrzescijanskim, ale z punktu widzenia normalnego
                                                    czlowieka pozostawienie takiego wielokrotnego mordercy na wolnosci odbiega od
                                                    poczucia zrozumienia dla szeroko pojetej 'milosci blizniego', a tym bardziej
                                                    nadstawianie drugiego policzka w postaci innych istnien do zabijania. Czy zatem
                                                    usuniecie (vide 'zabicie') mordercy nie jest w istocie ratowaniem innego zycia?
                                                    Oczywiscie ustanowienie innych norm postepowania i karania nie usprawiedliwia
                                                    nikogo. Czy gdyby sklad sedziowski i kat byli niewierzacy, zmienialoby to
                                                    cokolwiek w poczuciu 'sprawiedliwosci" szerokich mas?


                                                    > Moja skrzynka... No coz, prosze mi wybaczyc, ale nawet nie wiem, czy ja mam.
                                                    > Zreszta do jej otworzenia potrzebne jest chyba haslo. Logika mowi, ze owo
                                                    > haslo powinienem wymyslic ja, i oczywscie podac je serwerowi GW. Nic takiego
                                                    > nie robilem. W wolnej chwili zajme sie tym.

                                                    jesli pisal Pan 'zalogowany', to wlasnie ow 'login' jest adresem skrzynki, zas
                                                    haslo do niej jest tym samym haslem, ktore wpisywal Pan podczas logowania.


                                                    > Prosze mi wybaczyc krotki list (a moze to zaleta?) ale “arbeit macht frei”
                                                    > jak mowia tubylcy.

                                                    Owo stwierdzenie w Polsce budzi zbyt zywe emocje, wiec lepiej powiedzmy,
                                                    ze 'praca uszlachetnia' wink

                                                    pozdrawiam serdecznie,
                                                  • starywiarus Panowie, sprawdzajcie cytaty! 22.09.03, 15:39
                                                    tajemniczy.don-pedro napisał:


                                                    >
                                                    > > Prosze mi wybaczyc krotki list (a moze to zaleta?) ale “arbeit macht
                                                    > frei”
                                                    > > jak mowia tubylcy.
                                                    >
                                                    > Owo stwierdzenie w Polsce budzi zbyt zywe emocje, wiec lepiej powiedzmy,
                                                    > ze 'praca uszlachetnia' wink
                                                    >
                                                    > pozdrawiam serdecznie,

                                                    Panowie, sprawdzajcie cytaty: "Arbeit macht frei" bylo napisane nad glowna
                                                    brama wiadomo gdzie.

                                                    Ale z kolei "praca uszlachetnia" ("Arbeit adelt") to niewiele lepiej, bo to
                                                    oficjalne haslo Reichs Arbeits Dienst (RAD) III Rzeszy, mlodziezowej sluzby
                                                    pracy pracujacej dla wojska, w ktorej kazdy przedpoborowy Niemiec plci meskiej
                                                    musial odsluzyc 3-6 miesiecy miedzy szkola a wojskiem. RAD posiadal rowniez
                                                    wlasne obozy pracy niewolniczej, w ktorych mlodzi Niemcy przysposabiali sie do
                                                    roli straznikow. Haslo ("Arbeit adelt") bylo grawerowane na klingach paradnych
                                                    sztyletow tej organizacji.

                                                    www.donet.com/~mconrad/tneur48.jpg ,
                                                    www.donet.com/~mconrad/eur10.htm
                                                    Sprawdzac prosze wiec slogany, bo nigdy nie wiadomo, zza ktorego drzewa
                                                    wyskoczy historyk.

                                                  • tajemniczy.don-pedro Re: Panowie, sprawdzajcie cytaty! 24.09.03, 08:15
                                                    starywiarus napisał:

                                                    > Sprawdzac prosze wiec slogany, bo nigdy nie wiadomo, zza ktorego drzewa
                                                    > wyskoczy historyk.

                                                    Drogi Panie Stary Wiarusie,
                                                    chcialem Panu podwojnie podziekowac smile
                                                    po pierwsze milo, jesli okazuje sie, ze ktos oprocz nas z p. Archerem tu
                                                    zaglada, a po drugie za historyczne przypomnienie. Czy ma Pan moze rowniez
                                                    jakies historyczne odniesienia do:
                                                    "bez pracy nie ma kolaczy" lub tez
                                                    "pracuj, pracuj, a garb ci sam wyrosnie" smile

                                                    pozdrawiam serdecznie
                                                  • starywiarus Re: Panowie, sprawdzajcie cytaty! 24.09.03, 11:40
                                                    tajemniczy.don-pedro napisał:

                                                    Czy ma Pan moze rowniez
                                                    > jakies historyczne odniesienia do:
                                                    > "bez pracy nie ma kolaczy" lub tez
                                                    > "pracuj, pracuj, a garb ci sam wyrosnie" smile
                                                    >
                                                    > pozdrawiam serdecznie


                                                    Do garbu, tylko Dzwonnika z Notre Dame. A kołacze są w obecnej sytuacji
                                                    ekonomicznej kraju tematem cokolwiek abstrakcyjnym dla pana, to pieczywo
                                                    luksusowe. smile

                                                    Dzisiejszym hasłem dnia, jakie odnajduję miedzy wierszami w całej w zasadzie
                                                    prasie krajowej, jest "Obywatelu, żyj krócej, państwo do ciebie dopłaca!"

                                                  • tajemniczy.don-pedro Re: Panowie, sprawdzajcie cytaty! 24.09.03, 16:44
                                                    starywiarus napisał:

                                                    > Dzisiejszym hasłem dnia, jakie odnajduję miedzy wierszami w całej w zasadzie
                                                    > prasie krajowej, jest "Obywatelu, żyj krócej, państwo do ciebie dopłaca!"

                                                    Ale to juz przeciez bylo:
                                                    "Emerycie, poprzyj partie czynem i umieraj przed terminem"

                                                    pozdrawiam
                                                  • Gość: Archer Re: Panowie, sprawdzajcie cytaty! IP: *.dip.t-dialin.net 25.09.03, 14:21
                                                    Panie don-pedro,

                                                    Przepraszam za przerwe w nadawaniu.
                                                    Niestety arbeit jest tu pierwsza a ja mam od paru (i jeszcze przez pare) dni
                                                    zupelna kolomyje.
                                                    Prosze sie nie gniewac.
                                                    Odezwe sie przy odrobinie wolnego czasu.

                                                    Reghards,

                                                    Archer (+4C dzisiaj rano)
                                                  • tajemniczy.don-pedro do p. Archera 25.09.03, 17:11
                                                    Panie Archer,
                                                    OK, spokojnie, nie ma pospiechu... akurat tak sie zlozylo, ze w tym tygodniu
                                                    udalo mi sie wygospodarowac chwilke, aby tu zajrzec, ale tez nie moge obiecac
                                                    tego w przyszlosci. Widze, ze pracowita jesien zatacza coraz wieksze kregi.
                                                    pozdrawiam
                                                  • Gość: Archer Hallo again IP: *.fe.internet.bosch.de / *.fe.bosch.de 08.10.03, 08:15
                                                    Dzien dobry Panie don-pedro

                                                    Uff... Chwila wytchnienia...
                                                    Ale myln...
                                                    Wie Pan, zastanawiam sie czasem nad iloscia tekstow publikowanych codziennie na
                                                    tym (i moze innych) forum przez rozne osoby. Niektorzy z nich deklaruja, ze sa
                                                    tu i tam zatrunieni... Az trudno uwierzyc. Czy oni wogole cos w pracy robia? No
                                                    bo przeciez niemozliwe chyba jest napisac kilkanascie/kilkadziesiat srednio
                                                    dlugich listow dziennie po pracy (zwlaszcza, ze pojawiaja sie one na forum
                                                    wlasnie w godzinach pracy).

                                                    Panski ostatni tekst dotyczacy granic stosowalnosci chrzescijanskiego dekalogu
                                                    stawia sprawe chyba w troche mylnym swietle. Przeciez nigdzie chyba nie
                                                    napisalem, ze zwyrodnialego morderce nalezy pozostawic na wolnosci a juz
                                                    o ‘nadstawianiu drugiego policzka’ w postaci innych istnien ludzkich, ktore ow
                                                    bandyta ewentualnie moglby zabrac, wogole mowy nie ma. W moim poprzednim liscie
                                                    chcialem tylko w sposob jak najprostszy (poslugujac sie przykladem, przyznaje,
                                                    skrajnym) ustosunkowac sie do piatego przykazania.

                                                    Mialem tu niedawno paru gosci z Polski. Chcialem z nimi troche porozmawiac o
                                                    tym i owym (glownie o Polsce), ale chyba nie bardzo mi sie udalo. Zamiast
                                                    normalnej i kulturalnej rozmowy (do takich przyzwyczailem sie ‘na zachodzie’wink
                                                    byla to raczej emocjonalna gadanina przerywana czasem monologami osob o
                                                    mocniejszych gardlach. Z ogolnej tresci wynika jednak, ze istnieja jakies nowe,
                                                    specyficzne kryteria rozgraniczajace dobro od zla, ktorymi wspolczesni Polacy
                                                    sie kieruja. I tak rzeczy dobre to:
                                                    - J. W. Busch i ogolnie Ameryka (USA)
                                                    - Czasy komunistyczne (czyli PRL)
                                                    - Jaruzelski (bohater narodowy)
                                                    - Gierek i lata ‘70-’80
                                                    - ZSRR (opinie byly tu raczej mieszane ale ogolnie na tak)
                                                    - Kwasniewski (i jego zona – byc moze przyszla pani prezydent)
                                                    - Papiez (opinie byly tu raczej mieszane ale ogolnie na tak)

                                                    A rzeczy zle to:
                                                    - USA (znowu – jeden z uczestnikow dyskusji spedzil pare miesiecy w NY na
                                                    czarnorobociajskim wikcie)
                                                    - Solidarnosc
                                                    - L. Walesa (ciekawe ze w wypowiedziach urasta on czasem niemal do miana wroga
                                                    publicznego nr. 1)
                                                    - Niemcy
                                                    - Unia Europejska
                                                    - Kosciol Katolicki (ksieza).

                                                    Ten ostatni punkt byl chyba dyskutowany najzywiej (niech Pan nawet nie probuje
                                                    wyobrazac sobie, co sie dzialo przy stole). Zdumiewajaca jest zacieklosc, z
                                                    jaka Kosciol jest w Polsce atakowany. Co tam sie dzieje? Czy kazdy proboszcz to
                                                    obludny hipokryta wyludzajacy pieniadze za udzielenie sakramentow i majacy po
                                                    kilkoro dzieci i kilka kochanek? Czy wszyscy ksieza powyzej proboszcza to
                                                    spasione wieprze rozbijajace sie najdrozszymi samochodami i majacy po kilka
                                                    nieruchomosci? Wlasnie najczesciej powtarzane zarzuty to:
                                                    - Ksieza oplywaja w bogactwo
                                                    - Przegrywaja pieniadze z niedzielnej tacki, grajac w karty z lokalnymi
                                                    notablami
                                                    - W stosunku do wiernych sa raczej niesympatyczni i opryskliwi
                                                    - Uzalezniaja ‘jakosc’ lub wrecz udzielenie sakramentow od tzw. ofiary.
                                                    - Ogromna czesc z nich byla agentami SB

                                                    Czy moglby Pan w wolnej chwili napisac pare slow na temat powyzszego?

                                                    Pozdrowienia

                                                    Archer

                                                    P. S. Jest rozkoszne +5C

                                                  • tajemniczy.don-pedro takie jest zycie 10.10.03, 13:26
                                                    Dzien dobry Panie Archer,

                                                    > Czy oni wogole cos w pracy robia? No bo przeciez niemozliwe chyba jest
                                                    > napisac kilkanascie/kilkadziesiat srednio dlugich listow dziennie po pracy
                                                    > (zwlaszcza, ze pojawiaja sie one na forum wlasnie w godzinach pracy).

                                                    No wie Pan, wedlug 'spiskowej teorii dziejow' niektorych uczestnikow piszacych
                                                    na tym konkretnym Forum, wszyscy oni (a zwlaszcza piszacy z Polski w takich
                                                    wlasnie godzinach) to etatowi pracownicy roznych urzedow odpowiedzialnych za
                                                    bezpieczenstwo kraju lub jego odpowiedni marketing... a tak na powaznie, to
                                                    oczywiscie zdarza sie w Polsce, ze osoby zatrudnione na tzw. 'etacie' maja
                                                    czasami bardzo duzo 'wolnego' czasu w czasie 'pracy' i zamiast porzadnie
                                                    pracowac ogladaja sobie internet i zabawiaja sie pisaniem na roznych forach.
                                                    ale kiedy przychodzi dyskusja na temat placy, to najglosniej krzycza, ze
                                                    zarabiaja grosze i ze jest bardzo zle...


                                                    > Przeciez nigdzie chyba nie napisalem, ze zwyrodnialego morderce nalezy
                                                    > pozostawic na wolnosci a juz o ‘nadstawianiu drugiego policzka’ w postaci
                                                    > innych istnien ludzkich, ktore ow bandyta ewentualnie moglby zabrac, w ogole
                                                    > mowy nie ma.

                                                    Oczywiscie nigdy nie sugerowalem, ze Pan cos takiego proponuje... Chcialem
                                                    tylko przedstawic tzw. 'alternatywe'... Wiem, ze to taki chwyt troche ponizej
                                                    pasa, ale zastanowmy sie na takim przypadkiem. Panstwo ma do dyspozycji na
                                                    cele tzw. 'socjalne' powiedzmy 100 jednostek. I teraz powstaje pytanie co do
                                                    mozliwosci wyboru, jaki mamy, a mianowicie, czy z tych pieniedzy nalezaloby
                                                    utrzymac wielokrotnego okrutnego morderce na dozywociu, staruszke emerytke w
                                                    domu opieki czy moze dziecko w zlobku lub przedszkolu, na ktore nie stac jego
                                                    bezrobotnych rodzicow. Wybor staje sie jeszcze trudniejszy, gdy przyjmienmy,
                                                    ze pieniedzy wystarcza tylko na jedna z tych mozliwosci. Co by Pan wybral?


                                                    > rzeczy dobre to:

                                                    to zalezy od generacji i ludzi, z ktorymi Pan rozmawial... zauwazam, ze kazda
                                                    generacja postrzega wszystko w innym swietle, zupelnie inaczej...

                                                    > - J. W. Busch i ogolnie Ameryka (USA)
                                                    tak, sa sprzecznosci, na plus i na minus...

                                                    > - Czasy komunistyczne (czyli PRL)
                                                    wedlug moich obserwacji dobrze wspominaja tamte czasy ludzie starsi, ktorzy w
                                                    nowym systemie stracili (prace, uklady, poczucie bezpieczenstwa, pieniadze)
                                                    oraz (o dziwo) mlodzi, ktorzy znaja je tylko z opowiesci starszych (oczywiscie
                                                    jako wybielone czasy szczesliwosci, kiedy wszystko bylo prawie darmo)

                                                    > - Jaruzelski (bohater narodowy)
                                                    j.w. + i jesli ktos nie przezyl internowania i innych nieprzyjemnosci tamtych
                                                    czasow. zreszta rzadzacy towarzysze staraja sie 'wybielic' go za wszelka cene,
                                                    tak samo wszyscy ci, ktorzy zawierali z nim uklady w Magdalence i okraglym
                                                    stole...

                                                    > - Gierek i lata ‘70-’80
                                                    pierwszy okres uchylenia drzwi po gomulkowskiej dyktaturze.. wielkie
                                                    inwestycje w Polsce, zwyciestwo polskiej reprezentacji w pilce noznej, okres
                                                    prosperity itp... ale malo kto pamieta, ze mamy jeszcze dzieki niemu olbrzymi
                                                    dlug do splacenia... i to my bedziemy go splacac i nasze dzieci...

                                                    > - ZSRR (opinie byly tu raczej mieszane ale ogolnie na tak)
                                                    wolne zarty... nazywac okupanta 'dobrym'... a moze dyskutanci uwazali, ze
                                                    nalezaloby pomniki dziekczynne przywrocic na poprzednie miejsca?

                                                    > - Kwasniewski (i jego zona – byc moze przyszla pani prezydent)
                                                    no tak, ten w zasadzie niegrozny, i tak nic nie robi, wiec przynajmniej
                                                    wielkich bykow nie sadzi... chyba, ze cos chlapnie

                                                    > - Papiez (opinie byly tu raczej mieszane ale ogolnie na tak)
                                                    bez komentarza

                                                    > A rzeczy zle to:
                                                    > - USA (znowu – jeden z uczestnikow dyskusji spedzil pare miesiecy w NY na
                                                    > czarnorobociajskim wikcie)
                                                    no tak, trudno sie zdecydowac...

                                                    > - Solidarnosc
                                                    oczywiscie, ze zla, bo uwolnila Polske z okowow sowieckiej okupacji, za ktora
                                                    wszyscy dyskutanci tak tesknili (jak wyzej)

                                                    > - L. Walesa (ciekawe ze w wypowiedziach urasta on czasem niemal do miana
                                                    > wroga publicznego nr. 1)
                                                    no bo przeciez on jest winien wszystkiemu zlu, co mamy od 1989...

                                                    > - Niemcy
                                                    'przyjdo i nos wykupio'

                                                    > - Unia Europejska
                                                    nie wiadomo, co to bedzie, to lepiej zawczasu ponarzekac, zawsze potem mozna
                                                    sie cieszyc, jak bedzie lepiej, a jak bedzie gorzej, mozna bedzie tryumfalnie
                                                    powiedziec 'a nie mowilem?'

                                                    > - Kosciol Katolicki (ksieza).
                                                    temat dyzurny, regularnie podsycany przez towrzyszy i pisemka w stylu 'nie'

                                                    Powiem Panu szczerze, ze na tej liscie zalow zabraklo mi Balcerowicza, ktory
                                                    tez jest winien wszystkiemu zlu, ktore mamy w Polsce po 1989.

                                                    > Czy kazdy proboszcz to obludny hipokryta wyludzajacy pieniadze za udzielenie
                                                    > sakramentow i majacy po kilkoro dzieci i kilka kochanek? Czy wszyscy ksieza
                                                    > powyzej proboszcza to spasione wieprze rozbijajace sie najdrozszymi
                                                    > samochodami i majacy po kilka nieruchomosci?

                                                    Oczywiscie. i jeszcze zapomnial Pan dodac, ze molestuje chlopcow na lekcjach
                                                    religii, wykorzystuje chorzystow, konfliktuje mieszkancow jednych przeciwko
                                                    drugim, na wakacje jezdza nad cieple morza i zyja na boku z wynajmu
                                                    nieruchomosci i dziewczyn w agencjach... wink A tak na powaznie, to musze Panu
                                                    powiedziec, ze metoda odwracania uwagi spoleczenstwa od waznych problemow i
                                                    pokazywania tzw. problemow zastepczych znana byla towarzyszom juz od zarania
                                                    partii... wykorzystuja wszelkie dostepne srodki i metody, a ze wiekszosc ludzi
                                                    daje sie na to zlapac, to przykre. Oczywiscie czarne owce moga trafic sie
                                                    wszedzie, ale to nie powod, aby uogolniac na wszystkich jak leci...

                                                    a wracajac do dyskusji - nie chce nikogo obrazac, ale wydaje mi sie, ze
                                                    dyskutanci raczej nie odnosza obecnie sukcesow na niwie aktywnej pracy i dawne
                                                    czasy wspominaja z nostalgia. to nie jest reprezentatywny przeglad naszego
                                                    spoleczenstwa, choc z zalem musze przyznac, ze zblizony do glosu wiekszosci
                                                    (co obserwujemy na wyborach)...

                                                    pozdrawiam serdecznie
                                                  • Gość: Archer Re: takie jest zycie IP: 194.39.218.* 20.10.03, 07:11

                                                    Witam Pana panie don-pedro w pogodne jesienne popoludnie.

                                                    Dziekuje za odpowiedz.
                                                    No to moze od razu do rzeczy:

                                                    crying...) a tak na powaznie, to oczywiscie zdarza sie w Polsce, ze osoby
                                                    zatrudnione na tzw. 'etacie' maja czasami bardzo duzo 'wolnego' czasu w
                                                    czasie 'pracy' i zamiast porzadnie pracowac ogladaja sobie internet (...)”

                                                    Alez ja nie mam tutaj na mysli tylko i wylacznie Polski. Polak pozostaje
                                                    Polakiem pod kazda szerokoscia, i jak tylko poczuje w robocie troche ‘luzu’ to
                                                    momentalnie przestaje pracowac a zaczyna np. bawic sie internetem. Do napisania
                                                    komentowanego przez Pana tekstu sklonila mnie ilosc australijskich listow
                                                    zamieszczanych na forum GW. Nie bede wymienial pseudonimow ale chyba nie trzeba
                                                    dlugo szukac... Prosze zauwazyc, ze na forum Polonia dominuja teksty z USA (nie
                                                    liczac oczywiscie Polski) a Australia, jak na stosunkowo maloludny kraj o
                                                    nielicznej Polonii, jest tu chyba ponadreprezentatywna.

                                                    Utrzymanie mordercy na panstwowym wikcie to ciekawy problem. Szczerze mowiac
                                                    spodziewalem sie po trosze, ze bedzie Pan probowal ‘zajsc’ z tej strony. I
                                                    slusznie, bo skoro zgodzimy sie, ze nie nalezy ich zabijac to, well, trzeba
                                                    placic na ich utrzymanie (?!) Sek w tym, ze niekoniecznie trzeba. Mozna ich w
                                                    ten czy inny sposob zmusic do pracy. Przymus fizyczny nie jest chyba konieczny.
                                                    Wystarczy potrzymac delikwenta przez pol roku w celi a sam bedzie wyl do
                                                    Ksiezyca o jaks, chocby najpodlejsza (oczywiscie bezplatna) robote. W skrajnym
                                                    wypadku nie da sie go/ja (ponoc 30% mordercow w Polsce to kobiety) ‘namowic’ do
                                                    pracy. Wtedy problem stu jednostek wraca jak bumerang. Ale tylko pozornie. Otoz
                                                    ci wiezniowie, ktorzy pracuja (calkiem spory procent) moga z powodzeniem
                                                    utrzymac pozostalych. A ‘cywilne’ sto jednostek pozostanie w gestii ministra
                                                    powszechnej szczesliwosci, i do dyspozycji staruszki czy bezrobotnego. A tak
                                                    nawiasem mowiac, ciekawa rzecza jest ze pieniadze pochodzace z pracy wiezniow
                                                    wplywaja niemal w 100% do skarbu panstwa chociaz malo kto o tym wie. No coz.
                                                    Stalin robil to zupelnie otwarcie...

                                                    Na temat plusow i minusow, komentowanych przez Pana chyba nie ma co dyskutowac.
                                                    Chcialem tylko pare slow o tym, co napisal Pan o gierkowskim zadluzeniu. Prawda
                                                    jest, ze w Sierpniu A.D. 1980 zadluzenie Polski wynosilo cos 18.5 miliarda US$.
                                                    Ten fakt zostal pozniej uzyty (i uzywany jest do dzisiaj) do mieszania
                                                    gierkowskiej ekipy technokratow z blotem. Ale, jak to juz gdzes Pan napisal,
                                                    wspolczesne zadluzenie Polski to 70 miliardow US$. Skad sie wiec wzielo te
                                                    dodatkowe ponad 50 miliardow? Kto je napukal? Tutaj propaganda milczy. A
                                                    napukali je do spolki panowie Jaruzelski (poprzez rabunkowa gospodarke
                                                    postgierkowskiej spuscizny) i Walesa+Kwasniewski (zwlaszcza ten drugi)
                                                    odpowiedzialni w sumie za ok. 30 miliardow. (Chyba juz o tym Panu pisalem.)
                                                    Czego sie tez glosno nie mowi, to fakt, ze dekada lat ’70 to lata ogromnego
                                                    wzrostu produkcji i dochodu narodowego (GNP per capita). Wystarczy przyjrzec
                                                    sie liczbom (publikowanym przez – bylo nie bylo – owczesnych przeciwnikow
                                                    Gierka ktorzy, bedac przy wladzy, o takim wzroscie gospodarczym rzadzonego
                                                    przez nich kraju moga sobie tylko pomarzyc). Nawet dzis gierkowski czas okresla
                                                    sie eufemizmem “lata wzglednego dobrobytu”. A wiec jednak dobrobytu. Mozna co
                                                    najwyzej dyskutowac obecnosc slowa ‘wzglednego’. No bo skoro ‘wzglednego’ to
                                                    wzgledem czego? Chyba nie wzgledem USA? Bardziej chyba pasuje napisac tutaj –
                                                    wzgledem lat dzisiejszych.
                                                    Ale coz, slowo ‘dlug’ momentalnie jest w Polsce kojarzone ze slowem ‘Gierek’. I
                                                    tak chyba juz na dluzszy czas pozostanie. Potega propagandy.
                                                    O panu Balcerowiczu jakos ‘nie zgadalo sie’.

                                                    “A tak na powaznie, to musze Panu powiedziec, ze metoda odwracania uwagi
                                                    spoleczenstwa od waznych problemow i pokazywania tzw. problemow zastepczych
                                                    znana byla towarzyszom juz od zarania partii... wykorzystuja wszelkie dostepne
                                                    srodki i metody, a ze wiekszosc ludzi daje sie na to zlapac, to przykre.
                                                    Oczywiscie czarne owce moga trafic sie wszedzie, ale to nie powod, aby
                                                    uogolniac na wszystkich jak leci...”

                                                    No wlasnie. Moga “trafic sie wszedzie”. I na pewno trafiaja sie. Ale dlaczego
                                                    tylko przypadki ksiezy katolickich sa tak naglasniane? Czy duchowni
                                                    Ortodoksyjnego Kosciola Grekokatolickiego, Kosciola Protestanckiego czy Rabini
                                                    zadowscy to takie nieskalane aniolki (wiesc podskorna miesie, ze zwlaszcza
                                                    pomiedzy tymi ostatnimi panuje najwieksze lajdactwo)? Nie ma tam ‘czarnych
                                                    owiec’? A jezeli sa, to dlaczego w tygodniku ‘nie’ o ich ekscesach panuje cisza
                                                    jak po smierci organisty?
                                                    Z Panska teza, ze jest to zmowa ‘towarzyszy’, wybaczy Pan, trudno sie zgodzic.
                                                    Dlatego, ze zjawisko ma charakter ogolnoswiatowy. Najwiecej tego typu
                                                    informacji pochodzi z USA ale, prosze sobie wyobrazic, przeczytalem niedawno, o
                                                    jakims misjonarzu katolickim w Japonii, ktory probowal ponoc praktyk
                                                    homoseksualnych. A w Japonii towarzyszy chyba raczej nie ma. Cale ten proceder
                                                    oczerniania ksiezy katolickich wydaje sie steroko zakrojona intryga a
                                                    tygodnik ‘nie’ jest chyba tylko czescia mozaiki.

                                                    “ to nie jest reprezentatywny przeglad naszego spoleczenstwa, choc z zalem
                                                    musze przyznac, ze zblizony do glosu wiekszosci (co obserwujemy na wyborach)...”

                                                    Przepraszam, nie rozumiem. Skoro poglad zblizony jest do glosu wiekszosci to
                                                    chyba jest wlasnie reprezentatywny?

                                                    Na koniec male pytanie:
                                                    Czy wie Pan cos na temat loterii wizowej, jaka urzadzaja co roku USA?
                                                    Moj kolega zaczal ostatnio w to grac i chcilabym wiedziec, jakie ma szanse.
                                                    Moze sa jakies linki?

                                                    Pozdrowienia z Niemiec,

                                                    Archer.
                                                  • tajemniczy.don-pedro takie jest zycie - do p. Archera 27.10.03, 13:05
                                                    Dzien dobry p. Archer.

                                                    Jak Pan widzi, niektorzy musza pracowac, zeby ktos inny mogl czesto zagladac do
                                                    sieci.


                                                    > Utrzymanie mordercy na panstwowym wikcie to ciekawy problem. Szczerze mowiac
                                                    > spodziewalem sie po trosze, ze bedzie Pan probowal ‘zajsc’ z tej strony. I
                                                    > slusznie, bo skoro zgodzimy sie, ze nie nalezy ich zabijac to, well, trzeba
                                                    > placic na ich utrzymanie (?!) Sek w tym, ze niekoniecznie trzeba. Mozna ich w
                                                    > ten czy inny sposob zmusic do pracy....

                                                    Drogi Panie Archer. Chcialam Pana zapewnic, ze z tego co wiem, to polskie
                                                    wiezienia sa pelne wiezniow wyjacych o jakakolwiek robote (oczywiscie
                                                    wylaczajac tych, ktorzy siedza w luksusowych celach spelniajacych europejskie
                                                    normy z osobna toaleta, telewizja i video/dvd). Wobec prawie 20% stopy
                                                    bezrobocia w Polsce nie jest latwo znalezc prace uczciwym ludziom, a co dopiero
                                                    przestepcom. Oczywiscie w dobrej sytuacji jest czesc skazanych wykonujaca
                                                    proste prace mechaniczne i inne na rzecz wiezienia. Jednak wieksza przeszkoda
                                                    jest wprowadzanie na sile tzw. 'europejskich standardow', zgodnie z ktorymi
                                                    cele maja miec okreslona ilosc netrow kw. na skazanego i rowniez wysoki
                                                    standard socjalny. I dlatego nie ma spolecznego przyzwolenia na 'utrzymywanie
                                                    mordercow'. Czy Pan wie, ze w Polsce tzw. 'stawka zywieniowa' skazanego jest
                                                    kilkukrotnie wyzsza od takiej samej stawki w szpitalu czy domu opieki socjalnej?


                                                    > Chcialem tylko pare slow o tym, co napisal Pan o gierkowskim zadluzeniu.
                                                    > Prawda jest, ze w Sierpniu A.D. 1980 zadluzenie Polski wynosilo cos 18.5
                                                    > miliarda US$. Ten fakt zostal pozniej uzyty (i uzywany jest do dzisiaj) do
                                                    > mieszania gierkowskiej ekipy technokratow z blotem. Ale, jak to juz gdzes Pan
                                                    > napisal, wspolczesne zadluzenie Polski to 70 miliardow US$. Skad sie wiec
                                                    > wzielo te dodatkowe ponad 50 miliardow? Kto je napukal? Tutaj propaganda
                                                    > milczy.

                                                    Mam nadzieje, ze Pan jedynie przez przeoczenia 'zapomnial' o bardzo wysokich
                                                    odsetkach od owego dlugu, ktore w miare uplywu lat przerastaja sam pozyczony
                                                    kapital. I chcialem przypomniec, ze na poczatku lat '90 czesc owych odsetek
                                                    zostala nam wspanialomyslnie 'podarowana', co nie zmienilo w zasadniczy sposob
                                                    wysokosci zadluzenia.


                                                    > A napukali je do spolki panowie Jaruzelski (poprzez rabunkowa gospodarke
                                                    > postgierkowskiej spuscizny)

                                                    nie wiem, co Pan ma na mysli, ale o ile weiem Jaruzel nie dostal z zachodu
                                                    zadnych pieniedzy za stan wojenny, dlatego w latach '80 Polska pograzala sie w
                                                    ruinie az do '89 (dla przypomnienia inflacja rzedu 640%)


                                                    > Czego sie tez glosno nie mowi, to fakt, ze dekada lat ’70 to lata ogromnego
                                                    > wzrostu produkcji i dochodu narodowego (GNP per capita).

                                                    Oczywiscie ma Pan na mysli produkcje przemyslowa (huty, kopalnie itp.). tak,
                                                    tak, Polska byla wtedy wiodacym producentem statkow, lokomotyw i torow
                                                    kolejowych. Same przydatne dla 'ludnosci' produkty... ale ich zjesc sie nie da.


                                                    > Nawet dzis gierkowski czas okresla sie eufemizmem “lata wzglednego
                                                    > dobrobytu”. A wiec jednak dobrobytu...

                                                    'wzgledny' odnosil sie raczej (dla przypomnienia) do czasow gomulkowskich i
                                                    stalinowskich... jednak za Gierka nie mordowano za AK i nie deportowano
                                                    do 'Syjonu'...


                                                    > O panu Balcerowiczu jakos ‘nie zgadalo sie’.

                                                    A co chcialby Pan o nim nadmienic? Lepper kazde swoje wystapienie w Sejmie
                                                    konczy slowami: "I uwazam, ze Balcerowicz musi odejsc".


                                                    > No wlasnie. Moga “trafic sie wszedzie”. I na pewno trafiaja sie. Ale dlaczego
                                                    > tylko przypadki ksiezy katolickich sa tak naglasniane? Czy duchowni
                                                    > Ortodoksyjnego Kosciola Grekokatolickiego, Kosciola Protestanckiego czy
                                                    > Rabini zadowscy to takie nieskalane aniolki (wiesc podskorna miesie, ze
                                                    > zwlaszcza pomiedzy tymi ostatnimi panuje najwieksze lajdactwo)? Nie ma
                                                    > tam ‘czarnych owiec’? A jezeli sa, to dlaczego w tygodniku ‘nie’ o ich
                                                    > ekscesach panuje cisza jak po smierci organisty?

                                                    Drogi Panie Archer... istnieje takie okreslenie jak 'POPO", czyli 'polityczna
                                                    poprawnosc'. O pewnych rzeczach sie nie mowi (zgodnie z przyslowiem o sznurze w
                                                    domu wisielca), o innych mowi sie eufemizmami (afroamerykanin zamiast Murzyn)
                                                    itp. Mianem 'towarzyszy' okreslam nie tylko 'czerwonych', ale 'kolesi' roznej
                                                    masci. Pan przeciez wie, ze nigdy w zadnym wypadku Zyd nie powie zlego slowa na
                                                    innego Zyda, zwlaszcza w obecnosci 'gojow'. oczywiscie osobnym tematem jest
                                                    czestotliwosc wystepowania owych 'czarnych owiec'... na nieszczescie na ksiezy
                                                    ida czest ludzie bez powolania, a dla pieniedzy. taki zawsze bedzie latwym
                                                    celem roznej krytyki...


                                                    > “ to nie jest reprezentatywny przeglad naszego spoleczenstwa, choc z zalem
                                                    > musze przyznac, ze zblizony do glosu wiekszosci (co obserwujemy na
                                                    > wyborach)...”
                                                    >
                                                    > Przepraszam, nie rozumiem. Skoro poglad zblizony jest do glosu wiekszosci to
                                                    > chyba jest wlasnie reprezentatywny?

                                                    Juz to kiedys wyjasnialem. Jesli na wybory idzie 40% uprawnionych i 'zwycieska'
                                                    partia zdobywa 40% poparcia, to znaczy, ze tak naprawde wybralo ja 16%
                                                    uprawnionych. I to jest ta 'wiekszosc', ktora decyduje o rzadzeniu... 'Milczaca
                                                    wiekszosc' przegrywa przez to, niestety...


                                                    > Na koniec male pytanie:
                                                    > Czy wie Pan cos na temat loterii wizowej, jaka urzadzaja co roku USA?
                                                    > Moj kolega zaczal ostatnio w to grac i chcilabym wiedziec, jakie ma szanse.
                                                    > Moze sa jakies linki?

                                                    Slyszalem tylko i czytalem tu na Forum Polonia. Zapewniam Pana, ze sa lepiej
                                                    zorientowani niz ja w tym temacie. Z tego co wiem bylo 6 mln zgloszen z Polski
                                                    i ok. 5000 'Green Card' dla Polakow. Sam Pan widzi, jakie to
                                                    prawdopodobienstwo. Jak komus wszedzie zle, to moze szukac szczescia w USA...

                                                    pozdrawiam serdecznie z zachmurzonego Mazowsza...
                                                  • Gość: Archer Zycie, zycie IP: *.fe.bosch.de 30.10.03, 07:10
                                                    Witam Pana, Panie don-pedro.

                                                    Z jednego z najwiekszych zaglebii przemyslowych Europy klania sie politycznie
                                                    niepoprawny Archer.
                                                    Serdecznie dziekuje za (szacunkowa jak sadze) liczbe podan skladanych przez
                                                    Polakow do wziecia udzialu w jednym z najwiekszych ‘wyscigow szczurow’
                                                    (przepraszam za eufemizm) naszych czasow czyli w loterii wizowej do USA. Nawet
                                                    we snie nie zdawalem sobie sprawy, ze jest ich az tak duzo. Informacje na
                                                    temat ‘ilosci miejsc’ (55000 na swiat rocznie) sa oczywiscie ogolnie dostepne,
                                                    jak rowniez ilosc miejsc, wraz z iloscia wygranych przypadajaca na dany kraj.
                                                    Niemniej, co sie tyczy ilosci podan per country – oficjalne informatory milcza.
                                                    Z podanej przez Pana liczby skladanych podan wynika, ze przy ilosci dostepnych
                                                    miejsc = 5000, szanse wylosowania wynosza okolo 0.08%. Liczbe te mozna pewnie
                                                    troche powiekszyc z uwagi na fakt, ze ponoc spora czesc (prawie polowa) podan
                                                    wypelniona jest nieprawidlowo i przez to jest odrzucana. Jezeli przyjmiemy
                                                    wiec, ze szanse wynosza 0.1% to jeden na 1000 skladajacych zostanie wylosowany.
                                                    Rzeczywscie, gra chyba nie warta swieczki.
                                                    Moja, troche nadmierna ciekawosc w tym temacie podyktowana jest fakten, ze
                                                    odwiedzil mnie niedawno stary przyjaciel ze studiow. Powiedzial mi, ze sklada
                                                    podanie. Od tej pory szukalem informacji na temat szans wylosowania...
                                                    Napisal Pan, ze sa na forum lepiej na ten temat zorientowani niz Pan. Czy
                                                    moglby Pan w zwiazku z tym podac mi ich pseudonimy? Chetnie zasiegnabym
                                                    blizszych informacji.

                                                    Na temat ‘europejskich wymogow’ wieziennictwa szkoda chyba pisac. Tekst w moim
                                                    poprzednim poscie mial sluzyc pokazaniu, ze zbrodniaz najgorszego gatunku,
                                                    jezeli nawet nie zostanie ‘usuniety’ tylko zamkniety do konca zycia w pudle,
                                                    niekoniecznie musi kosztowac panstwo krocie. Przyklad z bezrobociem i praca
                                                    wiezniow, aczkolwiek stawiajacy sprawe w troche innym swietle, wydaje sie
                                                    troche na boku. Roznica pomiedzy praca czlowieka wolnego a wieznia polega na
                                                    tym, ze ten drugi nie pobiera tzw. wynagrodzenia. Chociaz, w zwycieskim
                                                    pochodzie europejskosci, i tego nie mozna byc pewnym. Czytalem jakis czas temu,
                                                    ze Polacy jezdzili do Szwecji, dokonywali tam jakichs drobnych przestepstw
                                                    (niemal na oczach lokalnych policjantow), trafiali na pare miesiecy do pudla i
                                                    tam pracowali i zarabiali. Wracali potem pod rodzima strzeche z calkiem pokazna
                                                    sumka...
                                                    Musze chyba poddac sie w tym temacie. Nie jestem dosc kompetentny aby go
                                                    poruszac. Niemniej wciaz uwazam, ze zabijanie czlowieka (nawet w swietle prawa)
                                                    jest zbrodnia.

                                                    No tak. Dlug w pogierkowskiej Polsce urosl glownie z odsetek. Dlaczego wiec
                                                    odsetki te nie byly placone? Albo moze inaczej: Dlaczego mogly one byc
                                                    regularnie i co do grosza placone za Gierka a potem juz nie? Czyzby kondycja
                                                    finansowa kraju w latach ’70 az tak przewyzszala pozniejsza?
                                                    Szyn i lokomotyw rzeczywiscie jesc sie nie da. Tak samo samochodow i
                                                    mikroprocesorow. Ale mozna te produkty sprzedac i, jezeli ma sie troche oleju w
                                                    glowie, niezle na tym zarobic. Nie chce tu rzecz jasna twierdzic, ze Polska
                                                    Gierkowska to byla gospodarcza maszyna o sprawnosci USA czy Japonii. Sadze
                                                    jednak, ze gospodarka byla wtedy zarzadzana o wiele lepiej niz w nastepujacej
                                                    po niej dekadzie czy chociazby dzisiaj.

                                                    “'wzgledny' odnosil sie raczej (dla przypomnienia) do czasow gomulkowskich i
                                                    stalinowskich... jednak za Gierka nie mordowano za AK i nie deportowano
                                                    do 'Syjonu'...”
                                                    No dobrze. Ale i potem (w latach ’80), jak i dzis nikt nie morduje AK (w
                                                    latach ‘gomulkowskich’ tez juz AK’owcow nie mordowano) ani nie wysyla Zydow na
                                                    Synaj. Niemniej okreslenie lat ’70 ‘lata wzglednego dobrobytu’ istnieje do
                                                    dzisiaj...

                                                    Wierze, ze pan Lepper, wypowiadajac sie o panu Balcerowiczu, mowi za siebie.
                                                    Troche dziwie sie, ze uzywa Pan tego argumentu w tej dyskusji. Chyba nigdzie
                                                    nie napisalem nic zlego o panu Balcerowiczu. Nie umniejsza to chyba jednak
                                                    faktu, ze jest on osoba w Polsce raczej niepopularna.
                                                    O POPO wolalbym nie pisac. Wole pisac o faktach. W zwiazku z tym, oraz w
                                                    zwiasku z poruszanym tematem i fragmentem: “na nieszczescie na ksiezy ida czest
                                                    ludzie bez powolania, a dla pieniedzy. taki zawsze bedzie latwym celem roznej
                                                    krytyki...” chcialbym napisac, ze:
                                                    Zgoda. Ale czy wspomniani juz (przykladowo) duchowni Greckiego Kosciola
                                                    Ortodoksyjnego albo Rabini Zadowscy sa absolutnie wszyscy ‘z powolania’ a
                                                    nie ‘dla pieniedzy’?
                                                    Widzi Pan, miecz ktorego Pan uzywa jest naostrzony z obu stron i zawsze mozna
                                                    przystawic panskie argumenty do drugiej strony. Ja z kolei pisze o prasowej
                                                    nagonce tylko i wylacznie na ksiezy katolickich, nie dyskutujac jednoczesnie z
                                                    pewnymi przytaczanymi przez Pana na ich temat faktami.
                                                    Pytanie o czestotliwosc wystepowania zjawisk patologicznych we wspomnianych
                                                    srodowiskach wymaga chyba troche lepszej ich znajomosci. Nie czuje sie
                                                    kompetentny pisac np. ze Rosyjscy Popi sa w 30% popami dla pieniedzy a ksieza
                                                    katoliccy w 20%. O tym, co dzieje sie pomiedzy duchownymi zydowskimi tez w
                                                    sumie niewiele wiem a to co napisalem w poprzednim poscie pochodzi
                                                    z ‘podskornych wiesci’ czyli jest plotka.

                                                    “Juz to kiedys wyjasnialem. Jesli na wybory idzie 40% uprawnionych
                                                    i 'zwycieska' partia zdobywa 40% poparcia, to znaczy, ze tak naprawde wybralo
                                                    ja 16% uprawnionych. I to jest ta 'wiekszosc', ktora decyduje o
                                                    rzadzeniu... 'Milczaca wiekszosc' przegrywa przez to, niestety...”
                                                    Tak. Pisal Pan o tym. Jakos nie komentowalem tego pogladu do tej pory. Ale
                                                    skoro Pan juz to wspomnial, to wypada chyba napisac, ze wspomniane przez Pana
                                                    zjawisko jest immanetna cecha demokracji. Ponoc zaden amerykanski prezydent (za
                                                    wyjatkiem G. Washingtona) nie cieszyl sie wiecej niz 30%-owym poparciem swojego
                                                    narodu, jezeli wziac pod uwage procent glosujacych, ilosc oddanych na kandydata
                                                    glosow i odniesc to do wszystkich uprawnionych do glosowania. Patrzac na to w
                                                    tym swietle, pan G.W. Busch nie reprezentuje nawet 25% swojego narodu (co i
                                                    tak, jak na USA jest stosunkowo duzym poparciem). W Europie (zachodniej) te
                                                    proporcje sa ponoc jeszcze nizsze.
                                                    Rozwiazanie tego problemu jest proste: Wprowadzic obowiazkowosc glosowania (jak
                                                    w Australii). Ale prosze pomyslec, jaki bylby potem wrzask (zwlaszcza w Polsce).

                                                    Powoli idzie Zima. Wole ja od Lata, bo przynajmniej nie jest goraco a
                                                    niemieckie domy sa przed zimnem niezle zabezpieczone.

                                                    Pozdrowienia z chlodnego Stuttgartu,

                                                    Archer

                                                  • tajemniczy.don-pedro Re: Zycie, zycie 30.10.03, 10:23
                                                    Dzien Dobry Panie Archer,

                                                    coz za zbieg okolicznosci. po napisaniu poprzedniego postu dzis po raz pierwszy
                                                    zajrzalem na Forum i od razu trafilem na Panski list.


                                                    > Napisal Pan, ze sa na forum lepiej na ten temat zorientowani niz Pan. Czy
                                                    > moglby Pan w zwiazku z tym podac mi ich pseudonimy? Chetnie zasiegnabym
                                                    > blizszych informacji.

                                                    Zachecam do poszperania w innych watkach na Forum Polonia, ja po paru
                                                    kliknieciach zauwazylem takie linki:
                                                    www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=44&w=8717094&a=8717094&v=2&strona=0
                                                    oraz
                                                    www.dziennik.com/www/dziennik/inne/artykuly/dv-2005.html
                                                    pomyslnych przymysliwan i milej lekury wink


                                                    > Na temat ‘europejskich wymogow’ wieziennictwa szkoda chyba pisac.

                                                    Dlaczego Pan tak uwaza? Ten temat jest zywy w Polsce w dobie chronicznych
                                                    niedostatkow Sluzby Zdrowia, gdzie rodziny w wielu szpitalach musza przynosic
                                                    dla chorych posciel na lozko, posilki, a czasami nawet kupowac niektore leki.
                                                    Przy stawce zywieniowej na chorego w granicach 1 EURO dziennie. W sytuacji
                                                    kiedy ludzie pracujacy cale zycie czesto w warunkach niebezpiecznych dla
                                                    zdrowia dostaja rownowartosc 150 - 180 EURO miesiecznie emerytury, zas
                                                    rownoczesnie 40 - 45 letni funkcjonariusze SW, policji czy wojska przechodza
                                                    na 'emeryture' i dostaja ok. 600 - 800 EURO? Kiedy ludzie bez prawa do
                                                    jakiegokolwiek zasilku gniezdza sie po 5-6 osob w 15 m. kw. izbie, czesto bez
                                                    biezacej wody? Takie wiezienie spelniajace 'europejskie standardy' jawi sie dla
                                                    tych osob oaza wygody i spokoju.


                                                    > Przyklad z bezrobociem i praca wiezniow, aczkolwiek stawiajacy sprawe w
                                                    > troche innym swietle, wydaje sie troche na boku. Roznica pomiedzy praca
                                                    > czlowieka wolnego a wieznia polega na tym, ze ten drugi nie pobiera tzw.
                                                    > wynagrodzenia.

                                                    Musze przyznac, ze chyba nieco 'zakrecil sie' Pan w tym wywodzie. Jesli nie
                                                    pobiera wynagrodzenia, to jak moze zarobic na swoje utrzymanie? Otoz jego
                                                    wynagrodzenie zabiera wiezienie (lub Skarb Panstwa, jak Pan woli). Pracodawca
                                                    pieniadze musi wyplacic. Pozostaje jeszcze nie tkniety problem socjologiczny -
                                                    kto chce zatrudniac wiezniow? Niestety w Polsce nawet skazani po odsiadce maja
                                                    ogromne problemy ze znalezieniem pracy i powrotem do tzw. 'spoleczenstwa'
                                                    wlasnie ze wzgledu na to, ze nikt nie chce ich zatrudniac.
                                                    Przyklad ze Szwecja byl prawdziwy, ale niestety absolutnie nie przystajacy do
                                                    sytuacji w Polsce obecnie. Nie wiem, jak jest w Niemczech, ale u nas jeszcze
                                                    daleko do takiego 'dobrobytu'.


                                                    > Niemniej wciaz uwazam, ze zabijanie czlowieka (nawet w swietle prawa)
                                                    > jest zbrodnia.

                                                    Wydaje mi sie, ze to jest element szerszej dyskusji na temat, czy czyny
                                                    powszechnie uwazane za przestepstwa a wykonywane w majestacie prawa sa czy nie
                                                    sa przestepstwem w szerszym ujeciu (vide zabojstwo i wykonanie kary smierci,
                                                    pobicie kogos i kara chlosty lub boks, lapowkarstwo i tzw. 'sponsoring',
                                                    prostytucja i 'wolna milosc'), a rozszerzajac: co okresla uniwersalne pojecie
                                                    przestepstwa, jesli te same czyny sa w zakazane w jednych krajach a legalne w
                                                    innych? Dotyczy to oczywiscie takich kontrowersyjnych czynow jak aborcja,
                                                    eutanazja, ale rowniez zazywanie narkotykow. Dla mnie niepojete jest, ze
                                                    powszechnie uznane jest palenie papierosow a nie aporobowane palenie marihuany.
                                                    Efekt jest taki sam - uzaleznienie, zagrozenie dla organizmu ludzkiego
                                                    jednakowe, a korzysci finansowe dla producentow wysokie. Albo nalezaloby
                                                    zakazac rowniez nikotyny albo pozwolic palic to drugie.


                                                    > Albo moze inaczej: Dlaczego mogly one byc regularnie i co do grosza placone
                                                    > za Gierka a potem juz nie?

                                                    Powiem szczerze, ze nie wiem czy rzeczywiscie byly placone czy tylko odroczone.


                                                    > Szyn i lokomotyw rzeczywiscie jesc sie nie da. Tak samo samochodow i
                                                    > mikroprocesorow. Ale mozna te produkty sprzedac i, jezeli ma sie troche oleju
                                                    > w glowie, niezle na tym zarobic.

                                                    Prosze mi wybaczyc 'lopatologiczne' tlumaczenie, ale chyba Pan juz zapomnial o
                                                    jakich czasach mowimy. O czasach Centralnego Sterowania i rozkazow z Moskwy.
                                                    Akurat te produkty, ktore byly produkowane w Polsce zaopatrywaly nasz 'blok' i
                                                    to po takich cenach, ktore nie zapewnialy zadnego zysku, po cenach ustalonych
                                                    przez Moskwe. Na produkcji w tamtych czasach zarabiala Moskwa i jej towarzysze.


                                                    > okreslenie lat ’70 ‘lata wzglednego dobrobytu’ istnieje do dzisiaj...

                                                    to prawda, ale kojarzy sie raczej z okresem rozluznienia sytuacji ogolnej,
                                                    latwiejszych wyjazdow zagranicznych, pierwszych kontaktow ze swiatem
                                                    zewnetrznym, itp.


                                                    > O POPO wolalbym nie pisac. Wole pisac o faktach.

                                                    A tu sie zdziwilem. POPO jest faktem, jak najbardziej, niestety


                                                    > Widzi Pan, miecz ktorego Pan uzywa jest naostrzony z obu stron i zawsze mozna
                                                    > przystawic panskie argumenty do drugiej strony. Ja z kolei pisze o prasowej
                                                    > nagonce tylko i wylacznie na ksiezy katolickich, nie dyskutujac jednoczesnie
                                                    > z pewnymi przytaczanymi przez Pana na ich temat faktami.

                                                    Oczywiscie, Pan stwierdza fakt, a ja staralem sie znalezc dla niego jakies
                                                    logiczne uzasadnienie. Chyba jest Pan swiadomy tego, ze jesli ktos napisalby w
                                                    ten sam sposob o rabinach, to jeszcze tego samego dnia zostalby
                                                    okrzykniety 'najwiekszym antysemita w dziejach' i bylby wrogiem Nr 1.
                                                    wszystkich moznych i wladcow tego swiata. Judaizm jest religia wojujaca w
                                                    przeciwienstwie do chrzescijanstwa, ktore proponuje 'nadstawic drugi policzek'.
                                                    Czy to nie jest ciekawe zagadnienie, ze pomimo to chrzescijan jest wiecej niz
                                                    wyznawcow judaizmu?
                                                    Poza tym takie wlasnie jest teraz nastawienie mediow - jak ksiadz rozbije sie
                                                    swoim samochodem to trafia to na pierwsze strony wszystkich gazet, a jak to
                                                    samo stanie sie z pastorem protestanckim czy popem prawoslawnym, to znajduje
                                                    sie tylko w statystykach wypadkow. Taki swiat.


                                                    > Ponoc zaden amerykanski prezydent (za wyjatkiem G. Washingtona) nie cieszyl
                                                    > sie wiecej niz 30%-owym poparciem swojego narodu, jezeli wziac pod uwage
                                                    > procent glosujacych, ilosc oddanych na kandydata glosow i odniesc to do
                                                    > wszystkich uprawnionych do glosowania.

                                                    O ile wiem system glosowania w USA nie jest systemem bezposrednim i nie mozna
                                                    go porownywac do systemu wyborow w Polsce.


                                                    > Rozwiazanie tego problemu jest proste: Wprowadzic obowiazkowosc glosowania
                                                    > (jak w Australii). Ale prosze pomyslec, jaki bylby potem wrzask (zwlaszcza w
                                                    > Polsce)

                                                    Tak jest tez chyba w Belgii. I ja tez uwazam, ze po 45 latach prania mozgow w
                                                    komunie nalezy ludzi 'nauczyc' demokracji, nawet jesli ta nauka odbywalaby sie
                                                    na sile. Ja mialem prosty pomysl obowiazkowego glosowania wspartego dodatkowa
                                                    rubryka w rocznym zeznaniu podatkowym. Jesli ktos bierze udzial w glosowaniu
                                                    wpisuje kwote '0', a jesli ktos nie chce glosowac, wplaca na rzecz Skarbu
                                                    Panstwa odpowiednia oplate na wsparcie rozwoju demokracji wink przy czym oplata
                                                    ta powinna wynosic od 1000 do 2000 EURO. Proste i bardzo latwe do sprawdzenia.


                                                    > Powoli idzie Zima. Wole ja od Lata, bo przynajmniej nie jest goraco a
                                                    > niemieckie domy sa przed zimnem niezle zabezpieczone.

                                                    Ja lubie zime za jej piekne widoki, ale wole jednak lato, bo jestem stworzeniem
                                                    cieplolubnym wink

                                                    pozdrawiam serdecznie
                                                  • Gość: Archer Re: Zycie, zycie IP: *.dip.t-dialin.net 10.11.03, 07:53
                                                    Witam Pana,

                                                    I znow bede mial mala "przerwe w nadawaniu"
                                                    Pan wybaczy - arbeit (tym razem podroz sluzbowa).
                                                    Potrwa to jakis tyzdzien.
                                                    Z gory przepraszam,

                                                    Archer
                                                  • tajemniczy.don-pedro Re: Zycie, zycie 10.11.03, 15:47
                                                    Drogi Panie Archer,
                                                    ale sie wymieniamy... ja wlasnie wrocilem w piatek z tygodniowego wyjazdu...
                                                    pomyslnosci w biznesie...
                                                    do nastepnego razu pozdrawiam serdecznie
            • waldek.usa Re: Dobro, ale w imie czego? 17.07.03, 15:13
              lza sie w oku kreci

              www.filmpolski.pl/fp/film1.dll/fotos?co=zdjecie&typ=zdjf&idgl=1328&NrKol=50&baza=1
              • Gość: Amcapol Fakty z zycia IP: *.corp.redshift.com 18.07.03, 18:50
                Marzylabym aby adwokaci Polski miali racje.Bardzo chcialabym aby mojej rodzinie
                zylo sie lepiej bez ciaglej pomocy z mojej strony.
                Moj bliski znajomy mial szanse zostac w USA ok 18cie lat temu. Jednak konczyl
                Politechnike, byl zniechecony widzac jak nowym Polonusom bylo ciezko, wierzyl w
                lepsze "jutro" dla Polski.
                Teraz po latach ma doctorat i cos 500$/m-c, ciagle trudnosci finansowe,
                uczelnia bez funds itd, itp. Jego corka desperacko chce wyjechac i osiedlic sie
                na zachodzie. Probuje ale nie jest to proste aby dostac prawo na staly pobyt.
                Ma mgr inz w Chemii i uwaza ze nie ma szans w Polsce. Gdyby Jej ojciec
                zdecydowal sie na emigracje kiedy mogl jej zycie byloby krancowo inne.
                Ci, wspomniani wczesniej, Polonusi sprzed lat maja zupelnie inne zycie. Jedni
                co przybyli bez matury, bez znajomosci jez. angielskiego skonczyli studia,
                zalozyli firme, mieszkaja w 2 mln-owym domu, dzieci sa w prywatnych szkolach.
                Maja ogromna satysfakcje zawodowa i finansowa. Oczywiscie ze $ to nie wszystko
                jednak lepiej je miec niz nie.
                • komentator Fakty tylko jakie 19.07.03, 09:19
                  Gość portalu: Amcapol napisał(a):

                  > Marzylabym aby adwokaci Polski miali racje.Bardzo chcialabym aby mojej
                  >rodzinie zylo sie lepiej bez ciaglej pomocy z mojej strony.

                  Co robi twoja rodzina zeby zyc lepiej? Polska nie jest juz krajem
                  komunistycznej nedzy. Towaru i uslug jest pod sufit a ocenia sie ze
                  20-25% ludzi powodzi sie calkiem niezle. Bardzo zle powodzi sie tym
                  co czekaja az pieniadze beda lezaly na ulicy zeby je pozbierac. Czy
                  podobnie nie jest w USA?

                  > Moj bliski znajomy mial szanse zostac w USA ok 18cie lat temu. Jednak
                  >konczyl Politechnike, byl zniechecony widzac jak nowym Polonusom bylo ciezko,
                  >wierzyl w lepsze "jutro" dla Polski.
                  > Teraz po latach ma doctorat i cos 500$/m-c, ciagle trudnosci finansowe,
                  > uczelnia bez funds itd, itp.

                  Znowu to samo. Przeciez w USA trzeba byc konkurencyjnym i ciagle podnosic
                  swoja wartosc rynkowa. Czy jestes pewna ze twoj znajomy to robil? Zapytaj
                  go co robil. Wiadomo ze jakby zostal w USA to by musial sie bardzo napocic
                  zeby nie skonczyc przy flipowaniu burgerow. A czy on w Polsce bardzo sie
                  napocil?

                  >Jego corka desperacko chce wyjechac i osiedlic sie na zachodzie. Probuje ale
                  >nie jest to proste aby dostac prawo na staly pobyt. Ma mgr inz w Chemii i
                  >uwaza ze nie ma szans w Polsce.

                  Aha to znaczy jest pewna ze jakó mgr inz w Chemii ma szanse gdzie indziej?
                  Namawiaj ja goraco zeby sprobowala, moze bedzie chemikiem?

                  >Gdyby Jej ojciec zdecydowal sie na emigracje kiedy mogl jej zycie byloby
                  >krancowo inne.Ci, wspomniani wczesniej, Polonusi sprzed lat maja zupelnie
                  >inne zycie. Jedni co przybyli bez matury, bez znajomosci jez. angielskiego
                  >skonczyli studia, zalozyli firme, mieszkaja w 2 mln-owym domu, dzieci sa w
                  >prywatnych szkolach. Maja ogromna satysfakcje zawodowa i finansowa.
                  >Oczywiscie ze $ to nie wszystko jednak lepiej je miec niz nie.

                  Tak, wszyscy maja 2-mln domy i inne bajery. Srednia wartosc Polonusa musi byc
                  z 5 mln baksow a srednia wartosc mieszkanca USA to pewnie 50 mln baks. Sprawa
                  polega na tym ze ci co ostro dzialali na rynku i podnosili swoja wartosc mieli
                  szanse na sukces. A reszta? Kto to jest ta masa co ja nie stac na insurance?
    • Gość: cicho ciemny mylycyjne dialogi na cztery nogi IP: *.204-201-24.mtl.mc.videotron.ca 19.07.03, 16:24
      • bruno5 Dzisiaj to ucieczka 22.07.03, 17:35
        Dzisiaj emigruje tylko frajerstwo ktore nie moze dac sobie rady w Polsce .Przed laty emigrowali najmadrzejsci i
        najbardziej odwazni , ale to juz historia.
        • big_dick Re: Dzisiaj to ucieczka 22.07.03, 17:36
          bruno5 napisał:

          > Dzisiaj emigruje tylko frajerstwo ktore nie moze dac sobie rady w
          Polsce .Przed
          > laty emigrowali najmadrzejsci i
          > najbardziej odwazni , ale to juz historia.

          Podpisuje sie pod twoimi sowami i leci UP.
        • soup_nazi Re: Dzisiaj to ucieczka 22.07.03, 18:35
          bruno5 napisał:

          > Dzisiaj emigruje tylko frajerstwo ktore nie moze dac sobie rady w Polsce .

          Ty tez nalezysz do tego "frajerstwa". W przeciwnym wypadku rozstalbys sie bez
          zalu ze swoja "dziadowizna" i pojechal "dawac sobie rade w Polsce", hehehe.

          Przed
          > laty emigrowali najmadrzejsci i
          > najbardziej odwazni

          I ty do nich nalezysz, prawda, panie stekacz?
          • Gość: mylycja my nie musimy uciekac od nas uciekaja IP: *.204-201-24.mtl.mc.videotron.ca 29.07.03, 20:06
    • tajemniczy.don-pedro cd. dyskusji z komentator... 19.08.03, 12:16
      Komentator!

      postanowilem tu przeniesc nasza dyskusje, albowiem jej wyszukiwanie staje sie
      juz nieco klopotliwe smile

      komentator napisała:

      > Tak moze byc jesli parlament to uzna. Dlaczego w parlamencie nie ma nikogo
      > kto by to popieral?

      oj, komentator, nikt nie uwije powroza na wlasna szyje wink jaki jest odsetek
      osob z wyzszym wyksztalceniem w Sejmie i Senacie?


      > Ale przeciez do niedawna nie rzadzili towarzysze tylko bojownicy walki z
      > komuna. Dlaczego tego wszystkiego nie zrobili? Dlaczego zostali zmieceni
      > w wyborach?
      oraz
      > Odwrocmy pytanie: Co zrobil poprzedni rzad dobrych ludzi? I dlaczego przegral
      > sromotnie wybory?
      a takze
      > Bo a ci nie-towarzysze co rzadzili poprzednio to byli w porzadku czy nie?
      > A jesli tak to dlaczego tak fatalnie przegrali?

      Male postepy czynicie komentator - nie dosc, ze zamiast odpowiadac na pytania
      wprost stosujecie znana i lubiana przez roznej masci demagogow metode
      odpowiedzi pytaniem na pytanie, to jeszcze do tego powtarzacie to samo pytanie
      trzy razy w calym tekscie! Coraz nizszy poziom dyskusyjny reprezentujecie
      komentator - ja wiem, ze byc moze tak wam kaza zwierzchnicy, ale czuje
      podswiadomie, ze chcielibyscie powiedziec cos wiecej, ale troche sie boicie.
      Odwagi komentator, nie bojcie sie, towarzysze i tak o was niedlugo zapomna,
      zawsze dochodzi sie do takiego momentu, ze przychodza tacy kolesie, ktorzy
      sa "younger, faster, better". I co wtedy?
      A wracajac do pytan, ja nie bede taki i odpowiem na nie - nadinterpretujecie
      fakty i na dodatek wycigacie z moich wypowiedzi mylne wnioski. Czy ja gdzies
      powiedzialem, ze poprzedni towarzysze byli lepsi? Ile w ich szeregach jest
      doswiadczonych towarzyszy z PZPR, ZSL i SD? Prosta odpowiedz. A dlaczego ich
      usunela miotla dziejowa? No wiecie, zamiast towarzyszy, ktorzy juz sie napchali
      ukradkiem przyszli towarzysze, ktorzy byli jeszcze bardziej chciwi i specjalnie
      nawet sie nie kryli. No coz, spoleczenstwo wie, ze na gorze kradna, ale nie
      lubi, kiedy to widac. Ale niestety towarzysze, ktorzy teraz powrocili nie
      wyciagneli zadnej nauki z lekcji swoich poprzednikow, stali sie bardziej
      zachlanni i to chyba ich zgubi. Czyzby juz przeczuwali swoja Apokalipse i rzna
      glupa na calego? bo to juz ostatni rok...


      > pytanie skad patriotom wezmie sie w garnku?

      no wlasnie, skad? to jest problem komentator, no bo wszyscy wiemy, skad sie
      bierze towarzyszom! gorzej bedzie, jak sie patrioci zbiora i na Warszawe rusza,
      bo takie ruchawki bardzo nieladnie wygladaja w serwisach informacyjnych, kiedy
      rzad bije swoich obywateli. a nie wszystkich mozna ignorowac, jak bezdomnych.


      > To jakas skrajna glupota: na razie ludzie z zagranicy ogladaja hipermarkety i
      > mowia ze takich u nich nie ma hehe

      hmmm, nie wiedzialem, ze na Bialorus i Ukraine nie dotarly jeszcze hipermarkety.


      > No a jesli chodzi o ta manie z towarzyszami ktorzy rzadza to jesliby
      > towarzyszy zamienic juz teraz na opozycje: Premier Lepper, minister Giertych
      > i reszta to oda razu bedzie super???

      Ja rozumiem komentator, ze chcecie posilkowac sie literatura wyuczona na
      speckursach, ale akurat 'zamienil stryjek siekierke na kijek' nie jest
      rozwiazaniem, ktore popieram. Co prawda doceniam, ze tow. Lepper mowi prawde,
      ujawniajac w swoim sloganie wyborczym, ze "wszyscy juz kradli, a my nie" - nie
      pozostawiajac zadnych watpliwosci do swoich zamierzen, ale nie sadze, zeby
      wasza komentator propozycja tego wizjonerskiego niewatpliwie polityka na
      stanowisko premiera spotkala sie z pozytywnym odzewem szerokich mas spolecznych
      ludu pracujacego miast i (nawet) wsi. No bo chyba juz wszyscy, ktorzy nie
      poplacili dlugow do Samoobrony sie zapisali i lista zwollenikow jest zamknieta,
      nie powieksza sie...

      milego popoludnia...
      • komentator Krotko 19.08.03, 20:32

        Don Pedro, zamiast wypisywac metne elaboraty wymiencie konkretnie
        i prosto z mostu paru takich co nie sa towarzyszami i zrobiliby
        trzask prask te cuda o ktorych mowicie: kazdy by mial dobra robote,
        kasy na full i byloby miodzio patriotyczne. Wymiencie wiec z imienia i
        nazwiska bez ogrodek, zobaczymy kogo macie w zanadrzu. Tylko nie mowcie
        ze na premiera to wasz szwagroszczak Don Kichot bo bedziem ryli
        ze smiechu hehe.
        • Gość: split Re: Krotko IP: *.nas25.bellevue1.wa.us.da.qwest.net 19.08.03, 22:11
          Slyszalem jak kiedys ktos narzekal ze Castro potrafi p ..... c godzinami smile
          • tajemniczy.don-pedro wielogodzinne tyrady... 20.08.03, 15:07
            Gość portalu: split napisał(a):

            > Slyszalem jak kiedys ktos narzekal ze Castro potrafi p ..... c godzinami smile

            nasi towarzysze nie sa gorsi, proponuje porownac rzadowe exposee w 2001 lub
            ostatnie plomienne wypowiedzi towarzyszy z LSD.
            co prawda Castro jest wzorem dla towarzyszy, bo potrafi p...c godzinami, ale
            jakos nikt z tego powodu orgazmu nie przezywa, zas tow. Miler zapodal, po czym
            poznac prawdziwego mezczyzne: "nie wazne, jak zaczyna, wazne, jak konczy."
            tow. Miler konczy w bardzo kiepskim stylu...
            • Gość: split Re: wielogodzinne tyrady... IP: *.nas34.bellevue1.wa.us.da.qwest.net 21.08.03, 23:40
              tajemniczy.don-pedro napisał:

              > Gość portalu: split napisał(a):
              >
              > > Slyszalem jak kiedys ktos narzekal ze Castro potrafi p ..... c godzinami :
              > )
              >
              > nasi towarzysze nie sa gorsi, proponuje porownac rzadowe exposee w 2001 lub
              > ostatnie plomienne wypowiedzi towarzyszy z LSD.
              > co prawda Castro jest wzorem dla towarzyszy, bo potrafi p...c godzinami, ale
              > jakos nikt z tego powodu orgazmu nie przezywa, zas tow. Miler zapodal, po
              czym
              > poznac prawdziwego mezczyzne: "nie wazne, jak zaczyna, wazne, jak konczy."
              > tow. Miler konczy w bardzo kiepskim stylu...


              Ja tylko grzecznie dalem ci do zrozumienia zebys sie streszczal , jesli to
              nie dociera to moge dosadniej ; Przestan ..... , bo to co probujesz przekazac
              mozna w dwoch zdaniach .
              >
        • tajemniczy.don-pedro zamiast krotko, lepiej tresciwie... 20.08.03, 15:02
          komentator napisała:

          > Don Pedro, zamiast wypisywac metne elaboraty wymiencie konkretnie
          > i prosto z mostu paru takich co nie sa towarzyszami

          widze komentator, ze sie lamiecie, z jednej strony wytyczne zmuszaja do
          zabagniania Forum mnostwem bzdur i odgrzewanych kotletow, a z drugiej strony
          ciekawosc was zzera, ktoz to moze miec takie pomysly... czy zwierzchnicy moze
          tez czytaja to Forum i popychaja do wyciagania informacji, zeby odpowiednio
          wczesnie zareagowac i przed opinia publiczna znieslawic zawczasu? chcieliscie
          ktotko, ale przy okazji przypomnial mi sie stary dowcip jeszcze z czasow stanu
          wojennego, jak w czasie oficjalnych uroczystosci 22-lipca (dawniej E.Wedel)
          aresztowano faceta, ktory z rewolweru oddal 6 strzalow z 3 metrow do Jaruzela i
          nie trafil. UBecy go przesluchuja i pytaja - Jak strzelales, ze z 3 metrow nie
          trafiles? a on na to, ze jak juz mierzyl do generala, to stojacy obok zaczeli
          tracac go w ramie mowiac, 'no strzelaj, strzelaj juz' i dlatego nie trafil.
          to tak a'propos tego, ze wasi zwierzchnicy was tracaja, a wam z tego powodu pot
          zalewa oczy i faldy w mozgu sie prostuja ze strachu, ze moze rzeczywiscie
          niedlugo grunt usunie sie pod nogami... co robic, co robic?


          > i zrobiliby trzask prask te cuda o ktorych mowicie: kazdy by mial dobra
          > robote, kasy na full i byloby miodzio patriotyczne.

          i tu wlasnie wychodzi z was komentator caly okazaly typ czerwonego Polaka -
          oczekiwac, ze ktos przyjdzie, zrobi trzask prask i beda cuda to mozecie sobie w
          cyrku i to w takim dla doroslych, jesli chcecie, zeby wam ktos zrobil dobrze.
          wielokrotnie pisalem, ze bez ciezkiej pracy to kazdy moze sobie pojechac na
          wakacje, pod most na Narwi przy drodze na Ostroleke. niestety towarzysze
          obiecuja juz od 14 lat, ze zaraz bedzie trzask prask i kazdy bedzie mial druga
          Japonie czy trzecia Unie, a moze nawet osobistego ambadsadora raju w domu,
          ktory z usmiechem zapyta, na ktorej stronie waszego paszportu przystawic
          wielokrotna wize bez ograniczen do raju za oceanem. kase na ful i miodzio to ma
          teraz obywatel wloski, ktory wygral 66 mln EURO, a Polacy to jeszcze dlugo i
          dlugo beda musieli z zakasanymi rekawami harowac w pocie czola.


          > Wymiencie wiec z imienia i nazwiska bez ogrodek, zobaczymy kogo macie w
          > zanadrzu. Tylko nie mowcie ze na premiera to wasz szwagroszczak Don Kichot bo
          > bedziem ryli ze smiechu hehe.

          Na zadne moje pytanie nie odpowiedzieliscie komentator, wiec jak mozecie sie
          spodziewac, ze ja odpowiem na wasze pytanie. zreszta wymienianie nazwisk nic by
          teraz nie dalo, bo nie sa to znane nazwiska, znane geby towarzyszy ogladamy w
          sejmie i w rzadowej telewizji juz od 14 lat. zreszta nie bede sie wysuwal przed
          szereg, przyjdzie czas komentator, to sie dowiecie razem z waszymi zdziwionymi
          towarzyszami. i pamietajcie komentator, ten sie smieje najlepiej, kto sie
          smieje ostatni... wasz zegar juz tyka, komentator, sekunda za sekunda, tik tak
      • Gość: Funnel Re: Do Don Pedro IP: *.bc.hsia.telus.net 20.08.03, 12:05
        tajemniczy.don-pedro napisał:
        ) A wracajac do pytan, ja nie bede taki i odpowiem na nie - nadinterpretujecie
        ) fakty i na dodatek wycigacie z moich wypowiedzi mylne wnioski. Czy ja gdzies
        ) powiedzialem, ze poprzedni towarzysze byli lepsi? Ile w ich szeregach jest
        ) doswiadczonych towarzyszy z PZPR, ZSL i SD? Prosta odpowiedz. A dlaczego ich
        ) usunela miotla dziejowa? No wiecie, zamiast towarzyszy, ktorzy juz sie
        napchali
        )
        ) ukradkiem przyszli towarzysze, ktorzy byli jeszcze bardziej chciwi i
        specjalnie
        )
        ) nawet sie nie kryli. No coz, spoleczenstwo wie, ze na gorze kradna, ale nie
        ) lubi, kiedy to widac. Ale niestety towarzysze, ktorzy teraz powrocili nie
        ) wyciagneli zadnej nauki z lekcji swoich poprzednikow, stali sie bardziej
        ) zachlanni i to chyba ich zgubi. Czyzby juz przeczuwali swoja Apokalipse i
        rzna
        ) glupa na calego? bo to juz ostatni rok...
        )
        )
        **********
        doskonale pan to ujal Don Pedro .A trafne podsumowanie rzadow towarzyszy w
        dzisiejszej Rzepie ;
        " Pierwsza kadencja postkomunistycznych rządów (1993 - 1997) była okresem
        budowy oligarchicznego modelu państwa, którego nie rozmontowali następcy
        postkomunistów, a który wzmocnił i utrwalił rząd Leszka Millera.

        Po dojściu do władzy postkomunistów nastąpiła czystka w aparacie urzędniczym
        państwa na skalę większą niż za rządów Mazowieckiego. Tylko że po obaleniu
        komunizmu zmiany były nie tylko pożądane (powinny zresztą były dokonać się na
        skalę dużo większą), ale konieczne, gdyż należało zbudować radykalnie odmienny
        model państwa. Natomiast zmiany po 1993 roku wprowadzały regułę łupu wyborczego
        obejmującą instytucje państwowe. Nie ma ona nic wspólnego ze współczesną
        demokracją. Przykład USA, gdzie nowy prezydent wymienia kadry administracyjne,
        zupełnie nie przystaje do polskiej rzeczywistości. Liczba amerykańskich
        instytucji federalnych jest mniejsza niż państwowych urzędów w Polsce, a
        porównanie do skali całego kraju oddaje dopiero gigantyczną różnicę proporcji.
        W państwach scentralizowanych i zbiurokratyzowanych, jak Francja, próbuje się
        uniknąć zjawiska upartyjniania państwa (a do tego prowadzi reguła łupu) tworząc
        pozapartyjny korpus urzędniczy. Próba taka miała miejsce w Polsce już na
        początku lat dziewięćdziesiątych, ale postkomuniści podczas swojej pierwszej
        kadencji przetworzyli ją w jej zaprzeczenie. Wymóg wieloletniej praktyki
        urzędniczej, którą posiadali wyłącznie urzędnicy PRL, czy odejście od warunku
        znajomości języków obcych dobitnie pokazuje tę metodę. Oczywiście działania te
        dalekie były od ostentacji rządu Millera, który faktycznie zawiesił ustawę o
        służbie publicznej.

        Być może najważniejszą zmianą wprowadzoną przez władze 1993 - 1997 było
        stworzenie systemu spółek skarbu państwa. Ustawa wcześniejsza uznawała
        komercjalizację wyłącznie za etap wstępny prywatyzacji państwowego
        przedsiębiorstwa. Koalicja SLD - PSL przyjęła, że może być ona stadium
        ostatecznym. Spowodowało to proces lawinowego tworzenia spółek skarbu państwa
        ze wszystkimi przypadłościami, które możemy obserwować od jakiegoś czasu.
        Oprócz nieracjonalności ekonomicznej, która jest pierworodnym grzechem owych
        tworów, wręcz zapraszają one do korupcji. Stwarzają możliwość wchodzenia spółek
        państwowych w rozliczne układy z biznesem prywatnym i przejmowania funduszy
        państwowych przez przedsięwzięcia prywatne.

        Rządy 1993 - 1997 radykalnie ograniczyły prywatyzację, rozbudowały biurokrację
        i zmniejszyły udział samorządów w redystrybucji budżetu. Ich funkcjonowanie
        naznaczone jest serią poważnych afer, takich jak sprawa towarzystwa
        ubezpieczeniowego Polisa, układów GUC z Uniwersalem, sprawa PFRON czy innych.
        Wiele z tego typu działań nie osiągnęło jednak rangi afery i polegało na
        budowaniu gospodarczych potęg przy wykorzystaniu układów i politycznego
        poparcia. Dobrym przykładem tego była kariera BIG Banku, który z małego
        przedsięwzięcia zakładanego w momencie upadku PZPR przekształcił się w jednego
        z poważniejszych graczy na polskim rynku finansowym.

        Trzeba jednak przyznać, że skala tych zjawisk blednie w porównaniu z krótkim
        okresem rządów Millera.

        Ad 2) Powołanie SLD pod przewodnictwem Leszka Millera i ukształtowanie go na
        zasadzie ugrupowania quasi-wodzowskiego zakończyło jedynie proces, który w
        postkomunistycznej partii przebiegał i czynił z niej skuteczną maszynę walki o
        władzę. Można wprawdzie zgodzić się, że w partii nieco mniej scentralizowanej,
        jaką była SdRP, trudniej niż w SLD ukrywać, a więc i tolerować zjawiska takie
        jak np. przestępcze powiązania niektórych jej ogniw. W SLD dzisiaj wszystko
        zależy od decyzji szefa. Jednak dyscyplina partyjna i poczucie lojalności, tzn.
        wspólna ochrona swoich interesów, już w SdRP funkcjonowały w sposób wzorcowy.
        Po to została powołana ta partia.

        Ad 3) W obliczu oczywistego zwycięstwa wyborczego, SLD zasilony został sporą
        grupą nowych amatorów zysków, jakie niesie ze sobą władza. Przystępowali oni
        jednak do partii, gdzie postawa taka była normą. W innym przypadku
        błyskawicznie weszliby w konflikt ze starą kadrą i nawet tak liczna grupa
        (kilkanaście procent) zostałaby albo zmuszona do przyjęcia standardów
        partyjnych, albo wyeliminowana. Zresztą byli to w ogromnej mierze dawni PZPR-
        owscy towarzysze swoich nowych towarzyszy partyjnych. To w tamtej,
        komunistycznej partii wszyscy oni uczyli się określonych standardów i metod
        działania politycznego i partyjnego. Dlatego nowi wcale nie tak bardzo
        odróżniają się od byłych członków SdRP. Być może pojawiły się w ich postawach
        elementy nadmiernej (z perspektywy towarzyszy partyjnych) ostentacji czy braku
        umiarkowania. Być może nie nabyli pewnych cech, których uczy działanie w
        warunkach nawet kulawej demokracji. Poza tym jednak pasują do całości
        ugrupowania, gdzie działanie na granicy prawa lub poza nim mieści się w normach
        postępowania. Trudno bowiem potraktować szereg afer SLD jako ciąg
        niepowiązanych ze sobą incydentów. Takie ich natężenie stanowi strukturalną
        cechę organizacji, z której pochodzą ich sprawcy.

        Ad 4) To nie SLD dostosował się do mechanizmów państwa stworzonego przez AWS,
        ale ta przyjęła model państwa utworzonego w latach 1993 - 1997. Przyjęła nie do
        końca, bo reformy przeprowadzane przez rząd Buzka były próbą częściowego
        rozmontowania etatystycznego modelu państwa uformowanego przez jego
        poprzedników. Inna sprawa, że w reformach tych brakowało determinacji i
        konsekwencji. Być może jednak fundamentalnym grzechem już nie rządu, ale całej
        formacji, była próba stworzenia symetrycznego do SLD układu łączącego politykę,
        biznes i media. Patronował temu Marian Krzaklewski, ale strategia ta
        przekształciła się w niezależne, a nawet rywalizujące ze sobą działania baronów
        AWS. Było to efektem braku spójności i dyscypliny całego ugrupowania i
        doprowadziło do wielu korupcyjnych afer, które przyczyniły się do jego klęski.

        Konkurencja wobec postkomunistów znajduje się jednak w dwuznacznej sytuacji.
        Musi stawić czoło niezwykle silnemu oligarchicznemu układowi nie posiadając
        żadnego zaplecza. Może zdecydować się na zasadniczą reformę państwa, jego
        deetatyzację, co prowadziłoby do osłabienia, a w konsekwencji do rozpadu owego
        układu, ale jest trudne i ryzykowne, i narusza interesy rozlicznych wpływowych
        lobby i środowisk w Polsce. A może, jak AWS, próbować pójść w ślady
        postkomunistów i stworzyć układ symetryczny, co pogłębia jedynie problemy
        naszego kraju, a szansa powodzenia tego przedsięwzięcia jest znikoma. Zresztą
        każda władza traktująca serio swoje zadanie będzie musiała zrobić czystkę wśród
        powołanych na zasadzie partyjnych układów urzędników SLD, co przedstawiane
        będzie jako wejście w logikę upartyjnienia państwa."
        **********
        w p4 jest takie zdanie;" Być może jednak fundamentalnym grzechem już nie rządu,
        ale całej formacji(AWS), była próba stworzenia SYMETRYCZNEGO do SLD układu
        łączącego politykę, bi
        • Gość: Funnel Re: Do Don Pedro..(dokonczenie) IP: *.bc.hsia.telus.net 20.08.03, 12:08
          w p4 jest takie zdanie;" Być może jednak fundamentalnym grzechem już nie rządu,
          ale całej formacji(AWS), była próba stworzenia SYMETRYCZNEGO do SLD układu
          łączącego politykę, biznes i media."

          Ah! ta symetria , ona takze zgubi tow. Komentatora smile)
          *********
          calosc;
          www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_030820/publicystyka/publicystyka_a_2.html

          Pozdrawiam slonecznie


          • tajemniczy.don-pedro Do Funnel 20.08.03, 15:09
            dziekuje Panie Funnel,
            jak widac nie jestem osamotniony w moich osadach...
            naprawde sa jeszcze w Polsce ludzzie, ktorzy potrafia myslec, mimo wieloletnich
            staran roznorakich towarzyszy.

            dawno Pana nie czytalem, panie Funnel, a szkoda
            pozdrawiam Pana rowniez serdecznie.
            • kalifornian [...] 21.08.03, 16:04
              Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • komentator Tajemniczy cyrk Don Pedro 21.08.03, 10:14
      Tajemniczy.Don-Pedro napisal:

      >> Wymiencie wiec z imienia i nazwiska bez ogrodek, zobaczymy kogo macie w
      >> zanadrzu. Tylko nie mowcie ze na premiera to wasz szwagroszczak Don Kichot
      >>bo bedziem ryli ze smiechu hehe.
      >Na zadne moje pytanie nie odpowiedzieliscie komentator, wiec jak mozecie sie
      >spodziewac, ze ja odpowiem na wasze pytanie. zreszta wymienianie nazwisk nic
      >by teraz nie dalo, bo nie sa to znane nazwiska, znane geby towarzyszy
      >ogladamy w sejmie i w rzadowej telewizji juz od 14 lat. zreszta nie bede sie
      >wysuwal przed szereg, przyjdzie czas komentator, to sie dowiecie razem z
      >waszymi zdziwionymi towarzyszami. i pamietajcie komentator, ten sie smieje
      >najlepiej, kto sie smieje ostatni... wasz zegar juz tyka, komentator, sekunda
      >za sekunda, tik tak

      Haha, mamy tajemniczy cyrk Don Pedro z nieznanymi nazwiskami. Oprocz Don
      Kichota na pewno jeszcze sfora torreadorow.

      Znaczy sie nazwiska senhorow poznamy tuz przed wyborami?

      Czy wy tak do wladzy z torreadorami na byka, bez wyborow? I co wy z tym
      zegarem, bombki zegarowe juz robicie czy co?
      • tajemniczy.don-pedro uwazajcie komentator na prestigiditatora... 21.08.03, 13:57
        no nie, brawo komentator, buziaczki wam sie naleza za ten post, obsmialem sie
        jak norka (jak to mowia), az otoczenie na mnie spojrzalo ze zdziwieniem...
        wolicie komentator buziaczki nowoczesne, takie policzek w policzek, czy jak
        prawdziwi towarzysze to robili usta-w-usta... bo jesli te ostatnie, to musicie
        jednak liczyc na kogos innego.


        komentator napisała:

        > Haha, mamy tajemniczy cyrk Don Pedro z nieznanymi nazwiskami. Oprocz Don
        > Kichota na pewno jeszcze sfora torreadorow.

        oj tak, tak, jest jeszcze Hernando Cortes (wiecie, ten specjalista od Aztekow),
        jest i Francisco Pizarro (ten od Inkow), mamy tez kolege Torquemada (wiecie,
        ten od sadow sprawiedliwych) no i oczywiscie kolega Franco (ten od gonienia
        komunistow) smile))


        > Znaczy sie nazwiska senhorow poznamy tuz przed wyborami?

        jest taki dowcip: jak nazywa sie dyrektor zwalniajacy pracownikow:
        - dyr. heteroseksualny - "ja sie z Wami, Iksinski. pier... nie bede"
        - dyr. homoseksualista - "ja Was, Iksinski, z roboty wypier..."
        - dyr. zwolennik gruppensex - "ja Was, Iksinski, wypier... z cala zaloga"
        - dyr. prestigiditator - "ja Was wypier..., ze nawet tego nie zauwazycie"

        tak wiec uwazajcie komentator na prestigiditatora, bo siedzac w tym waszym
        ciasnym boksie przed ekranem nawet nie zauwazycie, jak juz ktos inny bedzie od
        was przyjmowal raporty, razem z tym ostatnim raportem o zwolnieniu z obowiazku
        swiadczenia stosunku pracy.


        > Czy wy tak do wladzy z torreadorami na byka, bez wyborow?

        badzmy konsekwentnie scisli jezkowo - matadorami, jesli juz komentator,
        podszkolic sie trzeba, no! wszak czerwony kolor dziala glownie na byki,
        nieprawdaz, a jak sie nimi odpowiednio steruje, to te czerwona plachte
        rozniosa, az milo patrzec... byliscie kiedys na korridzie, komentator?


        > I co wy z tym zegarem, bombki zegarowe juz robicie czy co?

        '- A co wy, pani Pelagio, w tym waszym zakladzie robicie?
        - bombki, Panie redaktorze
        - znaczy takie na choinke, tak?
        - znaczy nie moge powiedziec, bo to tajemnica panstwowa jest,
        ale asortyment mamy od A do N'

        Strach was oblecial komentator? tik tak....
        • kalifornian [...] 21.08.03, 15:56
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • komentator Dlaczego don-pedro jest tajemniczy? 22.08.03, 11:53

      Bo ma bombe za pazucha:

      >zreszta wymienianie nazwisk nic
      >by teraz nie dalo, bo nie sa to znane nazwiska, znane geby towarzyszy
      >ogladamy w sejmie i w rzadowej telewizji juz od 14 lat. zreszta nie bede sie
      >wysuwal przed szereg, przyjdzie czas komentator, to sie dowiecie razem z
      >waszymi zdziwionymi towarzyszami. i pamietajcie komentator, ten sie smieje
      >najlepiej, kto sie smieje ostatni... wasz zegar juz tyka, komentator, sekunda
      >za sekunda, tik tak

      Don-pedro wraz tajemnicza grupa nieznanych nazwisk przygotowuje sie do
      przejecia wladzy w Polsce i zrobienia raju. Wszyscy znani to towarzysze,
      Prawdziwi Polacy to ci nieznani bohaterowie z don-pedro na czele.
      Zegar juz robi tik-tak czyli bomba zostala uruchomiona. Teraz czekamy az don-
      pedro ukaze sie na scenie i obali rezym towarzyszy. Huczne oklaski,
      Rewolucyjny don-pedro nadchodzi!
      • tajemniczy.don-pedro do jakiej partii nalezy komentator? 01.09.03, 16:07
        komentator napisała:

        > Don-pedro wraz tajemnicza grupa nieznanych nazwisk przygotowuje sie do
        > przejecia wladzy w Polsce i zrobienia raju. Wszyscy znani to towarzysze,
        > Prawdziwi Polacy to ci nieznani bohaterowie z don-pedro na czele.
        > Zegar juz robi tik-tak czyli bomba zostala uruchomiona. Teraz czekamy az don-
        > pedro ukaze sie na scenie i obali rezym towarzyszy. Huczne oklaski,
        > Rewolucyjny don-pedro nadchodzi!

        czyzby nerwowo sie robilo, komentator? zwierzchnicy czekaja na informacje, a tu
        nic konkretnego... a jak tam prestigiditator?
        u was wszyscy sa najlepsi, wszystkowiedzacy i przewidujacy, prawda? rowniez
        tacy byli towarzysze doli i niedoli Saddama z partii Baas... przyszedl walec i
        wyrownal... zastanowcie sie komentator, komu sluzycie? to sa towarzysze.
        Liga broni, liga radzi, liga nigdy cie nie zdradzi... taka jest wasza partia?
        'sooner or later, see you aligator'
        • starywiarus Re: do jakiej partii nalezy komentator? 15.09.03, 13:41
          tajemniczy.don-pedro napisał:

          > komentator napisała:
          >
          > > Don-pedro wraz tajemnicza grupa nieznanych nazwisk przygotowuje sie do
          > > przejecia wladzy w Polsce i zrobienia raju. Wszyscy znani to towarzysze,
          > > Prawdziwi Polacy to ci nieznani bohaterowie z don-pedro na czele.
          > > Zegar juz robi tik-tak czyli bomba zostala uruchomiona. Teraz czekamy az d
          > on-
          > > pedro ukaze sie na scenie i obali rezym towarzyszy. Huczne oklaski,
          > > Rewolucyjny don-pedro nadchodzi!
          >
          > czyzby nerwowo sie robilo, komentator? zwierzchnicy czekaja na informacje, a
          tu
          >
          > nic konkretnego... a jak tam prestigiditator?
          > u was wszyscy sa najlepsi, wszystkowiedzacy i przewidujacy, prawda? rowniez
          > tacy byli towarzysze doli i niedoli Saddama z partii Baas... przyszedl walec
          i
          > wyrownal... zastanowcie sie komentator, komu sluzycie? to sa towarzysze.
          > Liga broni, liga radzi, liga nigdy cie nie zdradzi... taka jest wasza partia?
          > 'sooner or later, see you aligator'


          Komentator, proszę pana Pedro, chętnie określa wszystkich, którzy się z nim nie
          zgadzają, za oszalałych Talibów. Ponieważ jednak Komentator nie zna ani
          jezyków, ani historii, nie zna rownież politycznego sekretu, który dał swego
          czasu Talibom sporo rzeczywistego poparcia w Afganistanie. Otóż, Talibowie
          dotrzymywali słowa. Na dwa lata przed zdobyciem Kabulu obiecali sowieckiej
          marionetce Nadżibullahowi, że powieszą go za genitalia na ulicznej latarni w
          tymże mieście. Nadżibullah, który zresztą naprawdę nazywał się Mohammad
          Nadżibullah, ale jako szczery komunista nie wierzył w Proroka i niechętnie
          używał nadanego mu przez rodziców imienia, groźbę wyśmiał i zlekceważył. A
          tymczasem, Talibowie dotrzymali danego słowa. Kwestia Nadżibullaha i latarni
          była pierwszą sprawą, jaką załatwili tak, jak obiecali, po zdobyciu Kabulu.

          Na miejscu Komentatora zaprzestałbym więc uznawania przeciwników polemicznych
          za oszołomów, Talibów etc. Na wszelki wypadek. Nie dlatego, byśmy mu mieli
          grozić - inne czasy, inna kultura. Dlatego, że istnieją liczne historyczne
          precedensy sromotnej klęski poniesionej z powodu lekceważenia przeciwnika.

          • tajemniczy.don-pedro Re: do jakiej partii nalezy komentator? 16.09.03, 01:03
            Drogi Panie Stary Wiarusie,
            Nie jest az tak wazne, jak okresla, ale to, co robi...
            Musze przyznac, ze po kilkunastu wirusach, jakie do mnie trafily ostatnio oraz
            kilku gluchych telefonach zaczynam sie zastanawiac, czy przypadkiem towarzysze
            nie maja nic lepszego do roboty niz wykorzystywac panstwowe rzadowe agencje do
            poszukiwania tajemniczych osobnikow w sieci. no coz, jesli tajemnicze wirtualne
            osoby stanowia tak duze zagrozenie dla bytu realnego komentator i innych
            towarzyszy to nalezy chyba zaczac sie smiac lub bac.
            dobranoc...
            • alaskanka3 czy towarzysze nie maja nic lepszego do roboty 16.09.03, 04:59
              tajemniczy.don-pedro napisał:

              > Drogi Panie Stary Wiarusie,
              > Nie jest az tak wazne, jak okresla, ale to, co robi...
              > Musze przyznac, ze po kilkunastu wirusach, jakie do mnie trafily ostatnio oraz
              > kilku gluchych telefonach zaczynam sie zastanawiac, czy przypadkiem towarzysze
              > nie maja nic lepszego do roboty niz wykorzystywac panstwowe rzadowe agencje do
              > poszukiwania tajemniczych osobnikow w sieci.


              Na moj gust nie maja smile.
    • Gość: mailman Re: Wyjazd z Polski cz. 2 IP: 66.222.156.* 16.09.03, 18:57
      To , moim zdaniem, ani nie byl akt odwagi ani desperacji. Poprostu zyciwa
      decyzja, glownie bazowana na rozsadku.
    • tajemniczy.don-pedro dla p. Archera 05.01.04, 17:31
      szczęśliwego Nowego Roku, może tu Pan zajrzy?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka