Dodaj do ulubionych

Sabłej, kakrocie i kary na kornerze

16.07.08, 09:38
Tak mówią Polacy w USA. Można nieźle sie uśmiać:

a sprawdzalas moze, co jest w tej boxie co lezy tam w kornerze? Ja zaraz
sprawdze, tylko wezme siałer, a potem jade po stikery na moją kare (niezlą mam
- lexusa . Malo by brakowalo, a by mi kapy ostatnio tiketa na intersekszyn na
hajłeju daly! A jaka masz insiure? Taką czipną? To bym radzila zmienic, bo jak
bedziesz miec aksident, to Ci nie wyplaca! Skanseluj se i idz do lepszej. A
jakby sie zdarzyło, że Ci kara stolowali, to Ci tez pewnie nie wypłacą, tylko
Cie za tołing zczardzują! A tak, baj de łej, wiesz moze po ile ten sosydż w
kornerszopie? Chcialam cos smacznego kupic, bo w łikend mamy party na porczu.
Przyjdzie moj bojfrend i kilka innych osob. Bedzie kul. Na pewno zaserwuje
mafinki, bagelsy i jakies kuki. Tylko mam problem z lampa na jardzie, ta co by
nam miala na party swiecic, bo nie robi (uwielbiam, jak ktos sobie doslownie
tlumaczy it doesn't work


jak cos nie robi to jest sit i trzeba do szapy oddac to naprawia. matko tyle w
ameryce a podstaw nie znasz ;P insiure mam niezla, i deduktible tez calkiem
calkiem, tylko pejmenty duze i pasdiu mialam z dwa razy. wazne zeby na
morgeciu nie miec pasdiu !! bo ci sie kredyt spieprzy a wtedy to nowaj ani
celpona nie kubisz ani creditcart nie dostaniesz. dobrze, ze mi o tym stikerze
na plejty przypomnialas. o i na szybe tez stiker mi trzeba. ostatnio wlasnie
kapy jechaly za mna i dobrze ze tiketu nie wystawili mi tylko lokal lorning.
musze poza tym do banku isc i czeki skeszowac. ja nie lubie jak sie czeki
bansuja albo jak maja enesefy. zrewszta pozniej dzwonia z banku i mesydze
zostawiaja , ze fis naliczac beda.
zalalo mi apartment ostatnio i dzwonilam do insiury wlasnie. ma przyjsc
agentka i estimator , zeby estimejt zrobic i czeka wypisac. dzwonilam
oczywiscie do asesmentu na emerdzensi , ale tylko mesidz zostawilam bo mieli
holidej. smierdzi mi w domu bo i kabinety w kuchni i cantertapy zalane. a kota
moja tylko lazi i mialczy bo jak kapie woda to ja badruje
mowie wam, w ameryce to przesrane jest. jak nie urok to sraczka

no "to baj pa"

Obserwuj wątek
    • japo.x Re: Sabłej, kakrocie i kary na kornerze 16.07.08, 13:26
      hehe
      a pozniej taki gastarbeiter wraca do kRaju, a krapolstwo razdziabia
      japy jak to on "kool spika"
      no i sami zaczynaja tak mowic
      nie wierzycie?
      wejdzcie sobie tylko na pierwsze lepsze forum krajowe

      buahahahahahahahahahaha
    • mrouzo Tjuba, siti, daj mi fona - młode biorą przykład 16.07.08, 13:42
      Nieudacznik to jednak nieudacznik.
      Niezależnie od miejsca i wieku.


      londyn.gazeta.pl/londyn/1,86059,5425840,Po_angielsku__po_polsku__posrodku.html
      • mrouzo Czyli nie dżampuj po stersach 16.07.08, 13:46
        fakty.interia.pl/news/polscy-emigranci-wydaja-kesz-i-jezdza-sablejem,1139239
    • ontarian Re: Sabłej, kakrocie i kary na kornerze 16.07.08, 14:22
      najczesciej cos takiego uslyszysz
      od tych gastarbajterow na angielskich zmywakach
      co to polskiego juz zapomnieli
      a angielskiego nie zdazyli sie jeszcze nauczyc
    • polonus5 undocumented.alien Ty durniu he.he.he 16.07.08, 14:53

      Natury nie da się oszukać

      Anka, 31 lat, polonistka z wykształcenia, przez 6 lat mieszkała w Londynie, pół
      roku temu wróciła do Polski: - Nie mam problemów z posługiwaniem się literacką
      polszczyzną. Z racji wykształcenia jestem wyczulona na językowe koszmarki i
      nigdy nie powiedziałabym, że mój samochód stoi na kornerze (czyli na rogu
      ulicy). A jednak po powrocie do Polski przekonałam się, że i do mojego języka na
      stałe wkradły się angielskie słowa, które bardzo trudno było mi zastąpić
      polskimi odpowiednikami. O ileż lepiej brzmi bizi (busy) niż jestem zajęta.
      Dobra zabawa nie może nawet równać się z fanem (fun), kesz (cash) jest mniej
      oficjalny od gotówki, a trawelka (travel card) zdecydowanie łatwiejsza do
      wymówienia niż bilet wielokrotnego przejazdu. Wczoraj podczas rozmowy z
      przyjaciółką, która została po tamtej stronie kanału La Manche zupełnie nie
      zdziwiłam się, kiedy powiedziała: "Wzięłam kesz za ołwertajmy, biorę jutro offa
      i idę na szoping" (dostałam gotówkę za nadgodziny, biorę jutro dzień wolny i idę
      na zakupy). Dopiero później zaczęłam się śmiać sama do siebie.

      Marcin, 35 lat, informatyk, od 3 lat mieszka i pracuje w Liverpoolu: - W moim
      zawodzie wtrącanie angielskich i pochodzących z angielskiego zwrotów nie jest
      niczym dziwnym. Kiedy komputery raczkowały na polskim rynku podejmowano próby
      sztucznego wprowadzenia do języka polskich nazw urządzeń, które informatycy
      zdążyli już nazwać, czerpiąc z języka angielskiego. Tak powstał na przykład
      legendarny "stoło-kulotoczny wskaźnik położenia celu" (chodzi o zwykłą myszkę).
      Jedne z określeń się przyjęły, inne nie. Myślę, że podobnie będzie z pongliszem.
      Najwygodniejsze, brzmiące najbardziej naturalnie słowa pewnie zostaną na dobre w
      języku polskim. Inne znikną. Sam staram się mówić poprawnie po polsku, ale nie
      bronię się specjalnie przed wtrącaniem angielskich słów tam, gdzie jest mi
      wygodnie. Z jednym wyjątkiem. Nigdy, ale to nigdy nie używam angielskich
      wtrąceń, kiedy jadę w odwiedziny do Polski. Już raz usłyszałem, że po trzech
      latach na Wyspach jestem bardziej angielski od Anglika i nie był to komplement.

      Karolina, 29 lat, w Anglii od 12 lat, prawniczka, w Polsce spędza wakacje: -
      Studiowałam na Wyspach, mam męża Anglika, większość moich znajomych to Anglicy,
      w pracy mówię tylko po angielsku. A jednak nie zapomniałam języka polskiego i
      myślę, że wciąż mówię poprawnie. Staram się nie wtrącać angielskich słów do
      rozmowy po polsku, ale jestem chyba wyjątkiem. Nie w Anglii, ale w Polsce. Moje
      polskie przyjaciółki piją szejki (shake), mają lekcje z nejtiwami (native
      speaker) i chodzą na klabing (clubbing). Na sklepowych oknach w Warszawie widać
      duże napisy sale (wyprzedaż). W gazecie ogłoszenia o pracy. Szukają: sales
      manager, shop assistant, Java developer. Czuję się jak w Anglii.

      Każdy kij ma dwa końce

      Ponaglisz był, jest i będzie. Ale jednak może niedługo doczekamy się także
      zjawiska odwrotnego, czyli wtrącania polskich zwrotów do języka angielskiego?
      Milowy krok w tym kierunku zrobili już twórcy świetnej kampanii promującej na
      Wyspach polską wódkę Wyborową . W brytyjskich mediach pojawiły się reklamy
      uświadamiające, że słowo wódka prawidłowo pisze się przez „w”, a nie „v” oraz
      postulaty, by zastąpić „v” polskim „w” we wszystkich angielskich słowach. Łel
      dan, państwo marketingowcy!
    • wujekjurek Sezon ogórkowy? 16.07.08, 14:56
      Najwyraźniej zapanował na FP sezon ogórkowy jeśli zaczynasz dyskusję
      o polszczyźnie emigrantów. Oczywiście gdybyś miał jakikolwiek
      kontakt z ludźmi, którzy wyjechali z Polski wiele lat temu
      wiedziałbyś, że polszczyzna większości z nich jest nienaganna.

      A tak na marginesie dodam, że zdumiałem się gdy jakies ogłoszenie w
      kinie w Warszawie podpisane był "Menażer Kina". Kierowników juz w
      Polsce nie ma.
      • glupipysk Menazer kina ??? 16.07.08, 15:05
        hyyhhyhyhyhyhyhyhyhy !! dobre !! ale polsczyzne tam maja
        glupole !!....heehehheheehhheh!!!
      • polonews5 Re: Sezon ogórkowy? 16.07.08, 15:17
        wujekjurek napisał:

        Oczywiście gdybyś miał jakikolwiek kontakt z ludźmi, którzy wyjechali z Polski
        wiele lat temu wiedziałbyś, że polszczyzna większości z nich jest nienaganna.
        >
        > A tak na marginesie dodam, że zdumiałem się gdy jakies ogłoszenie w
        > kinie w Warszawie podpisane był "Menażer Kina". Kierowników juz w
        > Polsce nie ma.
        >
        -------

        Oczywiście gdybyś miał jakikolwiek kontakt z udacznikami, którzy nie wyjechali z
        Polski wiele lat temu wiedziałbyś, że są w Polsce i kierownicy i menedżerowie. I
        to departamentów i wydziałów.


        sjp.pwn.pl/lista.php?co=mened%BFer

        Niestety nieudacznicy takich stanowisk nie obejmują.
        • wujekjurek Re: Sezon ogórkowy? 16.07.08, 15:29
          Zabolało?

          Język jest tworem żywym i musi się zmieniać i wzbogacać
          słowinictwo. Powiedz mi tylko co się zmieniło w polskich kinach, że
          są teraz kierowane przez menadżera a nie kierownika?
        • harbourfront Re: Sezon ogórkowy? 16.07.08, 16:07
          Ja mysle ze to zalezy od wyksztalcenia.Ludzie wyksztalceni
          mieszkajacy dziesiatki lat poza polska mowia piekna polszczyzna.
          • wujekjurek Re: Sezon ogórkowy? 16.07.08, 16:13
            Chodzi tu o wykształcenie i kulturę osobistą. Znam (znałem) wielu
            ludzi, którzy opuścili Polskę w czasie wojny a mówią po polsku tak
            jakby nigdy nie wyjeżdżali.
            • harbourfront Re: Sezon ogórkowy? 16.07.08, 16:55
              Dokladnie.Ludzie czytajacy ksiazki ( a wiec wiekszosc wyksztalconych)
              ma bardziej rozwinieta wyobraznie, wladaja o wiele wiekszym zasobem
              slow.
              • pest_controller Re: Sezon ogórkowy? 16.07.08, 18:33
                przykladem tu hotdog hehee

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka