Gość: Domator
IP: *.cpe.net.cable.rogers.com
14.10.03, 06:08
Zajęło mi to (a w zasadzie to nam, bo moja żona czynnie w tym uczestniczyła)
11 lat i dwa miesiące. Na początku to wydawało nam się, że to nigdy nie
nastąpi. Jak się oglądało pierwsze raporty jaka część spłat idzie na procent
a jaka na spłatę hipoteki, to aż sam sobie współczułem. Niemniej jednak po
pewnym czasie podnieśliśmy sobie spłaty i hipoteki zaczynało powoli ubywać.
Po ostatniej spłacie pozostało takie jakieś dziwne uczucie, że czegoś nam
brakuje. Szybko jednak się z tego otrzęśliśmy. Tak od razu nie widać, że się
ma te dodatkowe $2k na miesiąc, bo nagle pojawiają się nowe wydatki. Teraz
tylko jeszcze zostało $5k do spłacenia za auto i od nowego roku powinniśmy
zacząć życie "debt free". Jak przyjechaliśmy do Kanady 15 lat temu, to
mieliśmy mieszane uczucia jeśli chodzi o zakup domu. Najpierw była kwestia
uzbierania pieniędzy na pierwszą wpłatę, potem kwestia oprocentowania
pożyczek hipotecznych. Następnie stwierdziłem, że w domach kartonowych to ja
nie będę mieszkał i jeśli już, to się sam wybuduje. Punkt widzenia zależy
jednak od punktu siedzenia i w krótkim czasie przekonałem się do budownictwa
kanadyjskiego i teraz jestem nawet bardzo zaznajomiony z tą techniką.
Uważam, że spełnia ona swoje zadanie i przede wszystkim powoduje to, że domy
są łatwo dostępne dla przeciętnego zjadacza chleba. Nie wiem jak to wygląda
w innych rejonach, ale w Toronto i okolicach wynajem mieszkania kosztuje
często więcej niż spłaty hipoteczne. Dla wszystkich, którzy jeszcze spłacają
swoje hipoteki życzę jak najszybszego jej spłacenia. A dla tych wszystkich,
którzy już mają to za sobą – gratulacje.
Pozdrawiam….