Dodaj do ulubionych

Odkładanie-objadanie

29.06.12, 10:37
Problem zapomniany nie należy do rozwiązanych. Tak jest z moim kompulsywnym obżarstwem łączonym z bulimią. Sęk tkwi jednak w czymś innym: objadałam się, gdy się denerwowałam, Ameryki pewnie nie odkryłam. Natomiast od kilku miesięcy sprawa wygląda inaczej: mam okropne stresy, bardzo dużo zmian, nowości w moim życiu, wiele granic do przekroczenia, napięcia, po prostu raj dla bulimii. A co robię ja? Odkładam "ten" moment na kolejne dni. A to nie mogę, bo praca, a to nie teraz, bo spotkanie, a to nie mogę bo studia etc. etc. W końcu nie objadłam się do kilku tygodni. I to nie jest dla mnie sukces... Bo napięcie we mnie rośnie. Jestem kłębkiem nerwów. Biorę full leków bez recepty, obgryzam paznokcie do krwi, przygryzam wargi, drżą mi ręce, denerwuje mnie całe otoczenie, wku...am innych i siebie... Ratunku!
Obserwuj wątek
    • perfekcjonizm Re: Odkładanie-objadanie 29.06.12, 21:31
      To pisz tu z nami o tym co się z Tobą dzieje, może będzie łatwiej.
      Skąd tyle zmian u Ciebie?
      • madame.bozydara Re: Odkładanie-objadanie 29.06.12, 22:01
        Sprawa zaczęła się niedawno, powiedzmy, że w maju. Musiałam załatwiać wiele spraw na studiach, bardzo ważnych z punktu widzenia mojego promotora, a dla mnie trudnych do załatwienia ze względu na całkowity brak pomocy z jego strony oraz niemożność załatwienia wszystkich spraw, ponieważ jeszcze pracuję i nie zawsze mogę dostać się do urzędu w godzinach jego pracy. Zaczęła się zatem gonitwa z czasem... Potem kolejna sprawa do załatwienia i kolejna gonitwa. Potem kłopoty w pracy, firma kuleje, zwolnienia, stres w rozmowach z szefem, jego humory, które zaczęły mnie baaaardzo drażnić. W końcu zaczęłam czepiać się rzeczy, które wcześniej puszczałam mimo uszu. Ludzie w ogóle zaczęli mnie drażnić. W końcu musiałam zmienić miejsce pracy. Kolejne zmiany... Rodzice nie potrafią mnie zrozumieć, może nazwę to tak, że nie są dla mnie tak pobłażliwi w tych sprawach, ale też całkowicie ignorują fakt, że zaburzenia mogły powrócić i potrzebuję wsparcia. Siostry w ogóle nie ma w domu. Siedzę po pracy sama... Co do mamy, to sama jest moim zdaniem nieźle dotknięta na punkcie zazdrości - wszędzie węszy, uważa, że ojciec ją zdradza... kompletna paranoja... ja jestem po stronie taty i kłócimy się o to. Ona nie ustąpi, choć tata miliony razy przysięgał, że nigdy nic takiego nie zrobił, nawet specjalnie zmienił pracę. Aż rzygać mi się chce czasami, gdy mam jechać do domu... Z koleżankami też mam słaby kontakt, mało wiedzą o mojej chorobie, a ja też jestem dobrym aktorem, czasami nie wiedzą, że wcześniej ryczałam jak bóbr, a na spotkaniu z nimi śmieję się jak głupi do sera... Mam problem z samą sobą... zawsze, gdy z kimś rozmawiam, to nie chce nikogo urazić, a może bardziej nie chcę, by ktoś źle o mnie myślał, dlatego zwykle przytakuję na korzyść rozmówcy, a potem w domu biję się z myślami, dlaczego tłamszę w sobie prawdę i często muszę być dwulicowa, bo z osobą X mówiłam, że Y jest głupia, a z Y mówiłam, że to X jest walnięta. Każda myśli, że jestem fajna, a ja tak naprawdę mam inne zdanie, ale go nie wyrażę, by nie urazić. Boże, ostatnio w ogóle nie chce mi się żyć, jak tak patrzę na ten tekst, to myślę, że pewnie wiele z Wam pomyśli: ale głupia, z takimi problemami, to mogłabym żyć, przesadza głupia sucz, my to mamy problemy, rzygamy cztery razy dziennie, a ta nie rzyga i jej źle... Sama nie wiem, może sobie pobłażam, może sobie wmawiam, może to zwykłe lenistwo, jak to mówią niektórzy, by wziąć się do roboty i przestanie się głupoty wciskać sobie do głowy, rozleniwiony bachor! Nie potrafię się określić, ale cieszę się, że mogłam to napisać, przyniosło mi to ulgę... może założę bloga, jak nikt nie chce ze mną gadać (albo ja z innymi), to będę gadać z kompem...
        • perfekcjonizm Re: Odkładanie-objadanie 30.06.12, 14:55
          Blog to fajna sprawa, terapeutyczna bardzo. Czasem nie trzeba rzygać, ani myśleć o tym, można się za to oczyszczać przez pisanie.

          Nie jesteś gorsza od ty co to rzygają. Ja miewam okresy takie, kiedy bulimia sobie odchodzi i nawet mi do glowy nie przyjdzie, żeby odreagowywać poprzez jedzenie i wymiotowanie.

          Myślę, że każdy ma problemy na swoją miarę. Nie można mówić, że jest dobrze, skoro czujesz, że pewne rzeczy Cię przerastają. To znaczy, że jest coś na rzeczy, że potrzebne Ci wsparcie. Jakie? Nie wiem. Ale warto zatroszczyć się o siebie.

          W wakacje działają gdzie nie gdzie grupy wsparcia. Szczególnie nastawione na studentów, którzy mają wtedy wolne. Warto by było poszukać takich grup. Nie wiem skąd jesteś. Ale może da się coś u Ciebie znaleźć.

          Fajnie, że napisałaś i się otworzyłaś. To pomaga. To uwalnia od przymusu bycia kimś.
          Myślałaś o terapii?
          • madame.bozydara Re: Odkładanie-objadanie 30.06.12, 22:19
            Byłam na terapii trzy lata temu, chodziłam do psychoterapeutki przez półtora roku. Zakończyłam nagle w czasie wakacji - to nie było planowane. Wcześniej byłam u dwóch psychologów przez około 4 mies. u każdego - jakoś się nam nie układało. Wcześniej był szpital, dwa tygodnie, bo tak w ogóle to zaczynałam od anoreksji, potem bulimia, potem kompulsywne obżarstwo, potem bulimia, tzn. raz rzyg raz nie. Uspokoiło się to wszystko na około 1,5 roku. Ale potem wracało, oddalało się, wracało. Czuję wewnętrznie, że przerasta mnie sprawa związana z moją mamą - mieszkałam z rodzicami kiedy ta sprawa się zaczęła i dostawałam świra, oni kłócili się w nocy, a ja miałam wtedy na rano do pracy (były wakacje) i nie mogłam zasnąć. Płakałam, spałam w słuchawkach... ciągle te paranormalne podejrzenia, przeglądała jego telefon, śledziła, gdy szedł do sklepu... znienawidziłam ją za to... nie możemy oglądać filmów, gdzie jakiś mężczyzna ma romans, bo zaraz się zaczyna morze aluzji i w końcu dochodzi do kłótni. Tata nie może nawet obejrzeć Seksmisji, bo mama mówi, że ogląda, bo tam jest dużo kobiet. Kiedyś groziłam jej, że popełnię samobójstwo, jak z tym nie skończy, namawiałam, by zaczęła się leczyć... ale ona krzyczy wtedy, że uważamy ją za nienormalną... Cieszę się teraz, że nie mieszkam z nimi, bardzo rzadko jeżdżę teraz do domu, a tak bardzo tęsknię za tatą... Mam 25 lat.... boję się, że on niedługo umrze, ma 60 lat i będę tęsknić za chwilami, które mogłabym z nim spędzić...

            • perfekcjonizm Re: Odkładanie-objadanie 03.07.12, 20:50
              Przeczytałam Twój wpis od razu, ale nie wiedziałam co napisać. Współczuję z powodu mamy. To jakiś koszmar. Może pojedźcie sobie gdzieś z tatą na jakiś wspólny wypad?
              • madame.bozydara Re: Odkładanie-objadanie 09.07.12, 17:22
                Właśnie wróciłam z domu. Sytuacja nie zmieniła się. Mama nadal rzucała aluzje, wbijała tacie szpilki na każdym kroku. Nie jestem lekarzem, w końcu ja też jestem walnięta, ale mama ma chyba jakąś podwójną osobowość. Raz potrafi być dla niego miła, wręcz przesadnie, mówi "kochanie", "ależ misiu", "mój milusi" etc. aż się rzygać chce, a potem "sku...synie" etc., a wtedy to już chce się odlecieć w inny wymiar... Nie wiem, co będzie dalej z tym małżeństwem. Rozmawiam czasami z tatą na ten temat, a on mówi, że już jest ponad tym, że jest mu to obojętne, bo uważa, że mam jest chora i to jakby rozumie. Ale jak można tak żyć? :-( szkoda mi go, tak bardzo...

                PS Dzisiaj straciłam ogromną szansę na miłość... Nie opiszę szczegółów, bo ściany mają uszy, ale ogólnie to jest mi bardzo smutno...
                • perfekcjonizm Re: Odkładanie-objadanie 10.07.12, 07:30
                  Cieszę się, że tata tak sobie tłumaczy mamy zachowanie, że jest chora. Bo prawdopodobnie jest chora. Czy Twoja mama nie ma problemu z alkoholem, bo nie wiem czy to nie syndrom Otella. To taka psychoza zazdrości. Takie urojenie występujące u osób nadużywających alkoholu.

                  Może pójdźcie z tatą po poradę do lekarza. Bo jeśli jest chora to może dałoby się coś wskórać farmakologicznie.

                  Być może przyczyna w zachowaniu mamy tkwi, gdzie indziej.
                  Czuję, że jesteś bardzo związana z rodzicami. Nawet z zaburzoną matką. Konieczna jest tu terapia. Proszę przeanalizuj tę możliwość.

                  Może razem poszukamy czegoś. Może jakoś Ci będę mogła pomóc. Lubię pomagać.

                  Jeśli chodzi o tę utratę szansy na miłość. Jeśli chcesz napisz więcej na: perfekcjonizm@gmail.com

                  Buziak.
                  • madame.bozydara Re: Odkładanie-objadanie 10.07.12, 17:42
                    Tak w ogóle, to chciałabym napisać, że cieszę się, że tu jesteś. Bo to forum trochę zamiera. Mało osób tutaj zagląda, a śledzę je od dobrych siedmiu lat, bo wtedy zaczęła się u mnie choroba.
                    Zatem, mama nie pije nałogowo, raczej pali, pali jak smok rzekłabym. Pije tylko, gdy jest jakaś okazja, choć czasami tata kupi piwko (do meczu) i wtedy mamie też kupi jakieś smakowe albo coś takiego. Czasami robią sobie wieczorem drinka, tak dla rozluźnienia, po pracy. Ale nie nazwałabym tego chorobą, bardziej nawet tata jest w tę stronę nachylony, bo zawsze, gdy jest rodzinna impreza, to się upije, tak, że urywa mu się film. Nie wiem, czy to norma u Polaków, pytałam o ojców moich koleżanek i raczej też tak świętują "u cioci na imieninach", ale wiem, że to go nie tłumaczy. Czasami robił rabany w domu, ale nigdy nikogo nie uderzył, nie rzucał talerzami, jedynie wtedy głośniej kłócił się z mamą, czyli ja z siostrą miałyśmy sen z głowy, bo darli się na siebie długo. Tak w ogóle to wydaje mi się, że oni do siebie nie pasują. Może dlatego mam uraz do związków (siostra nie) i choć mam 25 lat, to nigdy nie byłam w związku. Nigdy. Żadnych buzi, chodzenia za rączkę, żadnego kina, wypadu na lody. Nigdy. Może mam wypaczony obraz mężczyzny i kobiety, że jak związek, to tylko z kłótniami. Dlatego napisałam ostatnio, że uciekłam. Bo dostałam propozycję, a zwiałam z podkulonym ogonem. A na tej osobie mi tak w skrytości ducha zależy. Mimo to, strach zabił uczucie.
                    Boję się też otworzyć, tzn. mam znajomych, ale w większości to dziewczyny, faceci mnie trochę peszą, ale bardziej boję się utraty kontroli, dlatego bardzo mało piję. Jedno piwo max. Boję się okazać słabość. Czuję, że muszę być twarda, taka ze stali, że ja mogę wszystko, nie mam słabości, czułych punktów, mogę pracować 24h/d a nie zawiodę i zrobię to, co obiecałam. To trudna rola, męczę się w niej. Bardzo.
                    Dziękuję p., że czytasz moje uczuciowe flaki, bo tak naprawdę, to nie mam komu się wyżalić z tych trudności, a wiem, że i ty masz ich sporo i jeszcze bierzesz na barki innych koszmary.
                    Pozdrawiam!
                    skoczka.wordpress.com/
                    • perfekcjonizm Re: Odkładanie-objadanie 11.07.12, 07:18
                      Wiesz, że dopiero zauważyłam Twojego bloga? :)
                      Poczytam go w wolnej chwili.

                      Cieszę się, że się cieszysz, że jestem. Ja podobnie cieszę się z Twojej obecności.
                      Samotność ostatnio dokucza mi dość mocno.

                      Napisz jak objawy w ostatnim czasie. U mnie problem wieczorami. Zwyczajnie zapełniam czymś tę paskudną pustkę.

                      Muszę popracować nad zmianą i wyjściem do ludzi.
                      • madame.bozydara Re: Odkładanie-objadanie 13.07.12, 06:47
                        Nie mam objawów, nadal. Ale wkurw jest.
                        Może porozmawiamy o sztuce trzepotania rzęsami? :-)
                        • perfekcjonizm Re: Odkładanie-objadanie 14.07.12, 00:04
                          A ja się zauroczyłam w pewnym chłopaku obecnie i bulimia odpuszcza
                          • madame.bozydara Re: Odkładanie-objadanie 14.07.12, 09:31
                            To chyba dobry znak :-)
                            • perfekcjonizm Re: Odkładanie-objadanie 16.07.12, 08:05
                              Nie wiem kurcze, czy dobry, już mi się włącza mechanizm borderlajnowy i już chcę uciekać.

                              Może nie ma co się ładować w te damsko meskie związki. Może to jeszcze nie czas.

                              Napisz kochana jak Ci minął weekend.
                              Buźka!
    • chuda422 Re: Odkładanie-objadanie 16.07.12, 15:36
      Boże dziewczyno, ile ja bym dała żeby tego nie robić...
      • madame.bozydara Re: Odkładanie-objadanie 16.07.12, 16:38
        Cze!
        Odpowiadam teraz chudej:
        Moja odpowiedź, jak każdej osoby z wahaniami nastrojów, zmiennością humorów w wypadku obżarcia/braku etc. etc. brzmi na ten czas następująco: gdy człowiek czegoś bardzo chce, to to zmienia; jeżeli mu z "tym" dobrze, to może mówić światu "chciałbym to zmienić", "źle mi z tym", ale w tym siedzi, to moim skromnym zdaniem gó... prawda te jego jęczenie, bo mu zwyczajnie w tych jęczeniach dobrze; piszcie co chcecie, chudo, perfekcjonizmie, o tej mojej wypowiedzi, ale taka moja prawda w tym momencie i dam sobie teraz za nią skórę obedrzeć. Sama miałam/mam zaburzenia, mam zmienne humory, wiele rzeczy mi przeszkadza, psychicznie nie jest ze mną dobrze, ale trza walczyć. Pisanie na forum "rzygłam, oj!" to nie ratunek, bo zaraz napisze druga "rzygłam i ja!", a ta odpisze "a czym, serdeńko?", a ona "a mięskiem i czekoladką!", a ta pierwsza "oj, to popij dużo, bo ci się kluska w gardle zrobi", a ta druga "dziękuję, prawie stanęła, co u ciebie?", "ach, mi nie staje, bo popijam". Tak to trochę wygląda na tym forum. Nadal podkreślam, to moje zdanie i MOJE odczucia, wasze mogą być inne i szanuję to z całego serca.
        Ja mam wkurw w pracy (tutaj do perfekcjonizm z zapytaniem o weekend). Mam mega wku...ającego szefa, ch..., kutas, sku...syn, cham, prostak, wieśniak, pospolita żmija. Myślałam, że jak zmienię miejsce pracy (miejsce w sensie fizycznym, szef został ten sam, bo rejon pod niego podlega), to się coś zmieni. Ale nie. Nadal ch...nia z grzybnią. Więc twkię w tym, ale wczoraj powiedziała: DOŚĆ i szukam. Przeglądam, wysyłam, obiecałam sobie: od sierpnia będę w innej pracy. I niech mnie dunder świśnie, jak tak nie będzie.

        Moje wnioski, dla pań obu i dla innych czytających: nie ma, że nie. Jak chcesz: walczysz. Jak ci z tym dobrze: biadolisz. Taka moja logika i ja w taki sposób, po latach leczenia, sama doczłapałam się do psychologa. Nie wysłała mnie tak rodzina, jak to bywało, ale sama, z własnej ku... nieprzymuszonej woli tam polazłam i sama za swą zapracowaną kasę tam łaziłam. Nie rzygałam długo, jak napisałam wcześniej, teraz nie rzygam. Lęki przeszły trochę. Nadal mam częste wku..., mam schizową matkę, ale walczę. Pisze z inspiracji perfekty blog. Jest fajnie teraz. Ktoś go nawet czyta :-) I piszę tam dużo, bo kocham pisać :-) Pozdrawiam Was babeczki moje czekoladowe i nie pisać mi tutaj o rzygasz, bo jak w mordę strzelę raz i drugi, to się niepozbierata :-) trata tata Dalej gadać o miłości i Waszych radościach z serduszek płynących :-) <3
        • chuda422 Re: Odkładanie-objadanie 16.07.12, 17:49
          Zgadzam się z Tobą w 100 %. Taka jest prawda, jak się czegoś bardzo chce to choćby skały srały i tak się to osiągnie. Musisz być zarąbiście silną osobą. Pozdrawiam
          • perfekcjonizm Re: Odkładanie-objadanie 17.07.12, 07:37
            Bożydarko moja kochana. Pewnie, że masz rację. Ja o tym rzyganiu i jedzeniu pisałam wprost, bo to mnie zajmowało cholernia. Chciałam pisać o tym szczerze. Chciałam mówić jak jest. Chciałam rozumieć. A pisząc walczyłam i poszło, i przeszło. I leki zmniejszyłam i jest niby ok, choć nie wiem, czy ten chłopak, którego poznałam nie jest tematem zastępczym dla bulimii. A może bulimia była wynikiem jakiejś mojej tęsknoty za bliskością.

            Owszem, ja mogę rozpisywać się o objawach, jak tu robiłam często, ale potrafię też schodzić głębiej, ale wtedy nie miałam na to siły. Byłam spacyfikowana przez ten syf. A teraz znów się podnoszę. I widzę w tym wyjście i sens.

            Pozdrawiam Was dziewczyny.
    • aeb456 Re: Odkładanie-objadanie 20.07.12, 12:03
      Koniecznie idź do psychologa. Jestem przekonana, że bardzo Ci pomoże. Najważniejsze, żebyś się trochę uspokoiła, wyciszyła. Skorzystaj również z porady dietetyka - rozpisze Ci dietę tak, abyś zaczęła odżywiać się regularnie. Przede wszystkim wyreguluj swój metabolizm.
      • madame.bozydara Re: Odkładanie-objadanie 21.07.12, 13:18
        aeb456
        Kurde, laska! Nie wiem, co Ci chodzi po głowie, ale odpisujesz na stare posty, nawet takie sprzed roku i wklejasz tę stronę. Wiesz, na chorych nie zarobisz, jeżeli tam są jakieś reklamy, wklejaj to sobie na blogu Kasi Tusk, ale nie tutaj. Twoje rady i tak są jak wyjęty z czapy, jakieś srutu tutu 'trzymaj się, walcz'. Ta pierdaczę. Nie dość, że tu laski przychodzą złamane chorobą, to Ty jakiś syf gadasz. Kura mać, tracę wiarę w ludzi.

        [jeżeli oskarżyłam bezpodstawnie - przepraszam, jeżeli podstawnie - ha! triumfuję]

        Co tam słychać u Was? Trochę tu cicho [poza złotymi radami koleżanki aeb 456]. Perfekta, miłość kwitnie? u mnie nadal etap szukania pracy - wysyłam wysyłam te cv nędzne, ale nadal cisza. zobaczymy, może ktoś się odezwie - trzeba wierzyć :-)

        PS od dawna miałam ochotę na ciasto drożdżowe, takie wiecie, z owocami i kruszonką; kupiłam dzisiaj kawałek, do tego zaparzyłam kawę z mlekiem i pomyślałam - będzie super, taki wiecie, czilałt; a tu dupa; kawa poparzyła mi wargi, lukier przykleił się do warg, spadały kruszynki na podłogę, ciasto było dość suche i twardawe. Okazuje się zatem, że czasami oczekiwanie na spełnienie marzenia jest przyjemniejsze od niego samego. Też tak macie? Przekonałam się o tym kilka razy.

        Pozdrawiam weekendowo - nareszcie dwa dni odpoczynku od szefa-k.u.t.a.s.a [zrobiłam kropeczki, by gazeta nie zablokowała, bo chcę jasno wyrazić, co to za śmija [diabelski_uśmieszek].

        Pa, pa!!!
        • perfekcjonizm Re: Odkładanie-objadanie 21.07.12, 18:06
          A żebyś widziała, że kwitnie :)) Wariatko :) Przyjedź do mnie. Upiekę Ci dobrą bułę z kruszonką :))
          • madame.bozydara Re: Odkładanie-objadanie 21.07.12, 21:12
            Cieszę się :-) A bułę z chęcią bym zjadła, ale taką właśnie domową. Mój piekarnik w tym wynajmowanym mieszkaniu prosi się, by go odpalić, ale podejrzewam, że bym chałupę z dymem puściła. Stare to żelastwo, chyba baby wiejski w tym chleb piekły, wiesz, takie na zapałkę zapalane. Dżizas, w pieczeniu żem noga i tyle w temacie, choć kiedyś jabłecznik wyszedł mi jak ta lala. Powodzenia!
            • perfekcjonizm Re: Odkładanie-objadanie 22.07.12, 13:51
              Ja także z pieczeniem obecnie na bakier troszkę. Ale zimą właśnie ubzdurałam sobie, że jak także przetestuję swój piekarnik :) No i się udało.

              Jak mija niedziela? Jak objawy? U mnie nie ma śladu po Pani B. I to właśnie jest dziwne u mnie. Mój terapeuta mawiał, że ja nie mam bulimii tylko epizody bulimiczne, bo ona przychodzi i mija co jakiś czas.

              P. pomógł mi wypożyczyć ciekawe książki, jest z wykształcenia polonistą. Także będę się odchamiać i spędzać czas na czytaniu. Fiu Fiu.. :)

              Buziak :)
              • madame.bozydara Re: Odkładanie-objadanie 22.07.12, 14:09
                Hej!
                Wiesz, tak jakoś mam mętlik w głowie. Niby wszystko jest średnio: średnio w pracy (albo poniżej średniej), średnio w relacjach ze znajomymi, średnio z moim jedzeniem. Ostatnio mam problemy najbardziej w dwóch pierwszych obszarach, a wiadomo, że one odbijają się na tym trzecim. Pracę zmnienić muszę, jak już pisałam wielokrotnie, dzisiaj kolejne trzy CV poleciały; z przyjaciólkami mam problem, ponieważ zauważyłam, że znajomość ze mną traktują raczej jako transakcję, tzn. zwykle coś chcą, jakieś materiały, prace etc. etc. wiesz, głupio się czuję teraz, kiedy czegoś im odmówiłam i one od tygodnia milczą, nie odzywają się, smutno mi z tego powodu, że ktoś lubił cię tylko dlatego, że mu coś dawałaś, chcoiaż one same mówiły, że takie laski to zwykłe suki. Dużo by opisywać, ale nie będę tak jawnie, bo wiesz, ktoś mógłyby się skapnąć kim jestem i byłaby buba. A czuję też, że te kłopoty mnie przerastają i ciągnie mnie do jedzenia. W sklepie panuję nad sobą i nie przynoszę wiele żarcia do domu, czyli jest ok. Zakupy w normie, a nawet lepiej. Natomiast w domu mam problem, bo zjadam na jedno posiedzenie dużo, czyli jakiś alarm jest. Nie wiem, czy powinnam to pisać, ale jest to np. ziemniaki, mięso, surówka, rogal z czekoladą jako deser i muffinka, ale zaraz lody (dwa opakowania). I to jest już dużo, bo "normalny" człowiek tyle nie zje. Czuję zatem, że zło nadchodzi i w środku czuję niepokój, mam zapaloną lampkę, staram się wyciszyć, by nie wzbudzać sobie ogromnych emocji, ale podchodzić do spraw z większym luzem. Zobaczymy, czy się uda. Mam nadzieję.
                Pozdrawiam!
                • perfekcjonizm Re: Odkładanie-objadanie 24.07.12, 00:23
                  Czy Ty masz zdiagnozowaną tylko bulimię?
                  A starasz się coś poza pracą jeszcze robić? Dajesz radę wychodzić gdzieś do kina, na spacer, nie wiem.. Trzeba by pomyśleć, czy do Twojego życia nie należy jakichś dodatkowych elementów wprowadzić, by je nieco odmienić. Może rozejrzeć się za nowymi przyjaciółkami. Nie wiem.

                  Tylko nowych ludzi ot tak się nie poznaje. W sumie zmiana pracy dużo by wniosła nowego.
                  Wysyłaj, wysyłaj te CV. Ja Ci będę kibicować.

                  Buźka!
                  • madame.bozydara Re: Odkładanie-objadanie 24.07.12, 22:21
                    Stwierdzoną w szpitalu miałam anoreksję. Potem, kiedy zaczął się okres a-b chodziłam do psychiatry, ale nie zajrzałam w kartę, a sama nie zapytałam, bo byłam strachliwe dziewczę, co mi tam wpisano. Potem, gdy chodziłam już tylko do psychologa, bez psychiatry, to nie gadałyśmy o sprawach formalnych, ale, że tak powiem, ducha. No więc, w papierach nie wiem, co mam, na pewno anoreksję. Ale myślę, że i bulimia tam jest albo kompulsywne obżarstwo, bo miałam okresy z rzygiem (nie wiem, jak to delikatnie nazwać - "oddawaniem" jedzenia?) oraz czas, kiedy nie "oddawałam" :-) i wtedy tyłam jak smok.

                    Co do mojego dnia - mam pracę, w której spędzam większość czasu. Potem inne zajęcia, tzw. drugą pracę, która mnie absorbuje bardzo. Gdy mam wolne od pracy nr 1, wtedy robię pracę nr 2. Często jednak ktoś z domowników mnie zagada, nie mogę, jak bywało w akademiku, zamknąć się w pokoju, założyć słuchawki i nie istnieć, oddać się nauce. Tutaj muszę współegzystować i często nie mogę dokończyć pracy nr 2, ale to z mojej winy. Wychodzę rzadko, pod tym pojęciem rozumiem wieczorne piwo - raz na dwa miesiące, no, może trzy. Jedyne wyjscia to takie okołopołudniowe, gdy przyjeżdżają koleżanki do miasta, w którym mieszkam i spotykamy się na kilka godzin. To tyle.

                    Pozdrawiam!!!
                    • aciepacz9 Re: Odkładanie-objadanie 24.07.12, 22:33
                      Hej
                      Przesłałam Ci kwestionariusz na maila, jeśli masz jakieś jasności, to pytaj:)
                      pozdrawiam
                    • perfekcjonizm Re: Odkładanie-objadanie 25.07.12, 21:51
                      A czy te Twoje koleżanki wiedza o tym, co przeżywasz? Co się u Ciebie dzieje w obrębie jedzenia.
                      Czy potrafią Cię wspierać? Czy możesz być z nimi szczera? To takie ważne pozwolić sobie na szczerość i wyzwolić się spod jarzma tajemnicy, którą dźwigamy. Takie wygadanie się jest często lepsze niż niejeden napad obżarstwa. Ja rozpisuję się na blogu i to daje często ujście niewygodnym emocjom. Często z kimś porozmawiam szczerze. A czasem zwyczajnie dam coś komuś z siebie i czuję się wówczas lepsza, pełniejsza.

                      Ach.. siedzę teraz i odczuwam dziwny głód. Ten głód to chyba jakiś objaw lęku. Trzeba myśleć, pomyśleć.. żeby nie dać miejsca bulimii. Trzeba te emocje rozbierać na części pierwsze. Brać do ręki, obracać i nazywać. Często nie mam ochoty, bo to trudne i bolesne. Czasem nie mam siły. A czasem mam w nosie to co się tłucze w moim wnętrzu i wtedy huzia na józia z bulimią.

                      Tylko, że tak naprawdę wówczas pozbawiam się czegoś dobrego. Jakiejś troski i uwagi. To jakby moje wnętrze do mnie krzyczało a ja nie, nie chcę słyszeć. I zagłuszam, zagłuszam i przez to jest jeszcze gorzej i czuję się bardziej nieszczęśliwa.

                      Słuchać siebie to chyba najważniejsza sprawa.
                      • madame.bozydara Re: Odkładanie-objadanie 26.07.12, 08:15
                        Koleżanki, podobnie jak rodzina, "byli zainteresowani" moją chorobą, kiedy była widoczna. Tzn. kiedy miałam anoreksję i wyglądałam jak cień patyka, to wszyscy chcieli rozmawiać etc. etc., wiesz, tak zwyczajnie dbali o mnie, ale też i o moje emocje. Natomiast teraz tak nie jest. Rodzice wiedzą, koleżanki też, ale jakoś tak przelatuje im to koło nosa. Przykład: dzwoni tata; mówię mu, że źle się dzisiaj czuję (te lęki, o których pisałam, boję się, bo jestem dzisiaj sama w domu, nie w pracy), że jest mi smutno, a tata "no, tak, tak, hm hm". Potem pisze mi sms: rozbolała mnie głowa, bo powiedziałaś mi, że jest ci smutno; tak się martwię. A ja do niego zadzwoniłam: "czyli nie mogę nawet powiedzieć, że jest mi smutno, bo ty zaraz piszesz, że boli cię od tego głowa; czyli mam udawać, bo potem takimi tekstami wzbudzasz we mnie poczucie winy?". Dziecinne? Nie wiem, ale tak czułam, kiedy mu powiedziałam te słowa.
                        Koleżanki jakby ignorują to, co czuję. Często staram się sprowadzić temat na ten "tor", jakby wytłumaczyć im, że jestem smutna, bo coś złego "w środku" czuję, że mam tam jakiś kłębek, który mnie dusi, ale one nie reagują. Spychają temat na pewien tor, o którym nie chcę z nimi rozmawiać, bo mamy tutaj różne zdania (ja swojego nie wyraziłam, wiecznie im przytakuję i to rodzi konflikt wewnętrzy we mnie: asertywność i odrzucenie a może potulność i wyparcie się siebie?)
                        Chyba dzisiaj razem będziemy "obracać" tymi emocjami, badać je, analizować. Czuję się teraz jak taki szlifierz diamentów, wiesz, biorę taki kloc, ciemny, brzydki, nieładny, szlifuję, szlifuję, szlifuję i wychodzi diament. Taka emocja już rozpoznana, zaadoptowana, oswojona, która nie wymusza bulimii.
                        życzę powodzenia, trzymaj się dzisiaj, trzymaj się jutro! pozdrawiam!
                        • perfekcjonizm Re: Odkładanie-objadanie 01.08.12, 21:02
                          Hm.. może rzeczywiście dla nich to co nosimy w sobie jest zbyt trudne. Mój P. - nowy partner, zadaje mi dużo pytań w tym obszarze, zwłaszcza jeśli chodzi o bordeline. Próbuje zrozumieć. Na ile mogę wyjaśniam. Ale zauważyłam, że ja już nie bardzo mam ochotę o tym mówić. Co innego pisać na blogu czy na forum, co innego mówić face to face.

                          Ech.. bulimia znów wraca. Ale to dlatego, że tyle się obecnie zmienia w moim życiu. Nie nadążam za tymi zmianami.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka