IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.04, 23:41
Witam. Dziewczyny kochane, mam do Was pytanie. Nie miałam anoreksji, ale
wiele lat stosowałam restrykcyjną dietę, która miała być zdrowa, a okazała
się w skutkach podobna do anoreksji właśnie. Byłam wychudzona, chora na
wszystko, nie chciałam zmienić żywienia, bo to takie zdrowe itp. Teraz
rozszerzyłam dietę, i od razu poczułam się lepiej: cera przestała być sucha,
grzybica zniknęła, utyłam, mam piękne włosy, piersi urosły itd. Niestetym
popadłam w kolejną obsesję zdrowotną, mianowicie, że teraz mam wyższy poziom
estrogenów i pewnie dostanę zaraz raka piersi. Przez kilka lat piersi miałam
dosłownie wyschnięte, teraz się ładnie zaokrągliłam i wreszcie czuję się
świetnie (energicznie, zdrowo, ładnie), ale wciąż się boję. Moja mama miała
raka piersi, ale się wyleczyła, pracuje. Podobno u niej nie było obciążeń
genetycznych i ja też ich nie mam, tłumaczył mi to lekarz, ale ja swoje.
Najpierw miałam obsesję, że nic nie zjem, bo toksyny, bo niezdrowe, dieta
wegańska przez 7 lat, a teraz, jak wreszcie doszłam dosiebie, popadłam w
kolejne lęki. Z drugiej strony faktycznie hormony się pozmieniały, rozum
mówi, że wreszcie zaczęły działać jak należy, ale mam wizję zalewających mnie
podstępnie estrogenów :-( Czy miałyście jakieś problemy po zmianie diety przy
wychodzeniu z anoreksji? Jak radziłyście sobie z hormonami, jajnikami,
przecież gdy ze szkieleta robi się śliczna kobietka, to i hormony się burzą.
Proszę, podzielcie się doświadczeniami. Dziękuję i pozdrawiam :-)
Obserwuj wątek
    • gabi171 Re: Hormony 22.10.04, 08:09
      czesc, mam to samo! i tez nie przechodzilam anoreksji tylko diete, ale teraz
      jak to czytam, to wydaje mi sie, ze to byla anoreksja. i nie powiem, ze teraz
      jestem calkiem normalna, ale moze to symbol naszych czasow, ze nie musimy
      zajadac sie golonkami? przez rok wygladalam okropnie, wazylam z 47 kg. nawet
      polozenie sie na czyms twardym bylo niemozliwe, bo mi kosci wystawaly. nawet w
      wannie! nie, nie chce mi sie tego wspominac. teraz w swoim ciele czuje sie
      lepiej. w koncu wrocil mi moj tyleczek i faceci mowia, ze "jest zajebisty"
      (cytuje). nie wspomne o piersiach. jak sobie przypomne te wysuszone
      placuszki ;) estrogenow mialam ZERO, zreszta innych hormonow tez. pozniej rosly-
      ok. 150 na pecherzyk owu. a teraz nie wiem, bo nie badam, ale mnie troche
      zdziwilas, ze moze byc za duzo, chociaz jest to mozliwe sadzac po rozmiarach
      moich piersi. mam nadzieje, ze nie jest to duzy problem, bo bardzo mi to na
      reke ;), ze moj organizm sie w koncu obudzil. wiec sie nie przejmuj tym drugim
      dojrzewaniem i burza hormonow. pozdrawiam.
      • Gość: Misiaczek Re: Hormony IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.04, 14:57
        Dzięki :-) Ja też jak sobie przypomnę te diety, to mi teraz włosy dęba na
        głowie stają. Waga mnie nigdy nie obchodziła, ale mialam obsesję zdrowotną:
        toksyny we wszystkim, mięso niezdrowe, wszystko inne niezdrowe, 7 lat
        weganizmu. Pisałam już o tym nieraz w sieci, bo chciałam ostrzec dziewczyny
        (nie tyle przezd samą dietą, bo może akurat komuś służy?) ale przed
        bezmyślnością w stosowaniu czegokolowiek, gdy organizm mówi "nie". Wszyscy
        mówili, że tak nie można, wygladałam jak trup i wszystko chorowało, ale ja się
        upierałam, że mięso niezdrowe, że to, że tamto, wegetarianizm najzdrowszy,
        Tombak, i tak dalej. Po 7 latach wątroba mi siadła dosłownie i wszystko inne
        też. Teraz wreszcie wyglądam jak człowiek i jestem śliczna pyza :-) No ale
        fanatyzm zywieniowy pozostał, ostatnio zjadłam czekoladę i już wpadłam w
        strach, że toksyny heheh wiem, że to durne :-( Tylko martwią mnie te hormony,
        czytam wciąż jakieś medyczne porady :-( Byłam u ginekologa, powiedział, że
        wszystko w porządku i że to psychika, ale ja wiem swoje :-( Dzięki, że
        napisałaś :-) Też tak czuję, że organizm się obudził, że wreszcie zaczynam
        jakieś kobiece sprawy czuć, notabene, włączył mi się instynkt macierzyński,
        którego nigdy nie miałam. I to z dnia na dzień. Jestem opętana przez hormony :-
        ) Tylko czy to zdrowe?
        Czy może być tak, że po tylu latach niedożywienia objawy zdrowia interpretuję
        jako coś nadmiarowego? Bo nie jestem przyzwyczajona, że mam tyle energii, że
        buzia taka lśniąca, że piersi okrągłe, wszystko to dla mnienowe. I tylko mi w
        głowie jakieś okropne informacje o tym, że wg poprzednich moich ideologii
        jestem na najlepszej drodze do raka, chociaż ideologie się, delikatnie mówiąc,
        nie sprawdziły.
        Nawet w szpitalu leżałam, osłabiona tak okrutnie, z chorymi jajnikami :-(
        Lekarze błagali, żebym zaczęła jeść białko, ale ja nie, bo przecież to
        niezdrowe, mięso niezdrowe, tylko dasolki etc. Koszmar.
        Uważajcie dziewczyny na modne diety, na te wszystkie wegetariańskie fanatyzmy,
        ja się podle oszukałam. Kilka lat było ok, ale rok 6 i 7 to już była śmierć za
        życia. A teraz odmłodniałam ;-)
        • krystynaopty1 Re: Hormony 23.10.04, 19:02
          Witajcie.
          Dziękuję wam dziewczyny za te posty. Napisałyście bardzo ważne informacje na
          temat ZWIĄZKU między dietą a rónowagą hormonalna w organizmie. Wszędzie w
          mediach tylko się poleca "dużo warzyw i owoców" nie zważając na bardzo
          potrzebne dla organizmu tłuszcze, także zwierzęce. Hormony płciowe powstają
          z cholesterolu, dlatego u anorektyczek tak często zanika okres.
          Ja jestem od was duzo starsza, ale będąc na diecie niskotłuszczowej
          wysokowęglowodanowej dorobiłam się przedwczesnej menopauzy w wieku 39 lat.
          Przez 10 lat stosowałam hormonalną terapię zastępczą, nie wspomnę o kosztach
          i lawinowym rozwoju chorób (guzki w obu piersiach - operacje, guzki na
          tarczycy, nerwica, silne bóle głowy i silne zawroty, wiele zaburzeń przewodu
          pokarmowego, uczulenie na słońce itd.
          Wtedy trafiłam na dietę optymalną zrozumiałam, że moją główna przyczyna
          problemów - to fatalne niskotłuszczowe odżywianie. Zmieniłam to z dnia na
          dzień w czerwcu 1998 r. wkrótce wszystkie moje choroby zaczęły stopniowo
          ustępować, minęła depresja, nerwica, migrey, zawroty głowy, a nawet wrócił
          normalny regularny okres! Po dziesięciu latach przerwy i bez żadnych hormonów
          w tabletkach! Dzisiaj nie wyobrażam sobie odżywiać się niskotłuszczowo.

          I aż mnie skręca, ile dzisiaj młodych dziewczyn wpada w te pułapki byle jakiego
          odżywiania dorabiając się ciężkich chorób i zamiast cieszyć się młodością i
          życiem to tułają się po psychiatrach, przychodniach i szpitalach.

          Gratuluję wam przebudzenia i pozdrawiam :)

          Krystyna

          • Gość: Misiaczek Re: Hormony IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.10.04, 01:58
            :-)))))) Bardzo się cieszę, że też czujesz się lepiej :-)) To, co napisałaś,
            potwierdza moje własne obserwacje. Podobno może mieć to związek z grupą krwi -
            ja mam 0 (ale teraz już BARDZO sceptycznie podchodzę do "cudownych i jedynych"
            teorii i diet, więc PODOBNO).
            Te guzki, które miałaś, to były niezłośliwe zmiany? Ja od niedawna mam piersi,
            wcześniej były to suche worki :-) Czy teraz ich stan się poprawił?
            Co do depresji, zgadzam się - mnie przeszła jak ręką odjął. Jejku, ale byłam
            głupia.
            Piszesz o odżywianiu optymalnym: ja teraz podchodzę do diet więcej niż
            sceptycznie, doszłam do wniosku, że najważniejszy jest umiar: trzeba jeść
            wszystkiego po trochu, nie przesadzać, a będzie dobrze :-))))))
            Pozdrawiam serdecznie.
            • krystynaopty1 Re: Hormony 30.10.04, 22:31
              Gość portalu: Misiaczek napisał(a):

              > :-)))))) Bardzo się cieszę, że też czujesz się lepiej :-)) To, co napisałaś,
              > potwierdza moje własne obserwacje. Podobno może mieć to związek z grupą krwi
              -> ja mam 0 (ale teraz już BARDZO sceptycznie podchodzę do "cudownych i
              jedynych" teorii i diet, więc PODOBNO).

              Ta teoria związku grupy z dietą nie bardzo się sprawdza. Ja mam grupę B, a
              wszystkie produkty pochodzenia zwierzęcego bardzo mi odpowiadają, natomiast
              zboże zupełnie mi nie służy.
              Poza tym bydło, na przykład krowy wszystkie jedzą tylko trawę, a mają aż
              dwanaście podstawowych układów grup krwi (my mamy cztery A, B, AB i O ), a
              drapieżniki np. mięsożerne koty mają trzy grupy krwi.

              Guzki nie były złośliwe, ale byłam z grupy ryzyka (mama dokładnie w moim wieku
              zachorowała na raka piersi, operacja była zbyt późno, nastąpiły przerzuty,
              zmarła, gdy miałam 13 lat). Anestezjolog powiedział, że był to stan przerakowy
              dlatego operacje były tzw. oszczędzające, a po kilku latach zdecydowałam się
              na operacje plastyczne.

              > Czy teraz ich stan się poprawił?

              Tak, zdecydowanie wygląd całego mojego ciała i skóry bardzo mi się poprawił.
              Kiedyś na rękach i nogach miałam liczne wybroczynki (takie jaskrawoczerwone
              kropki), kiedyś na twarzy miałam tzw. trądzik różowaty, ciągle podrażnioną i
              piekącą skórę wokół nosa i na policzkach, zaczerwienioną, szorstką jak papier
              ścierny, i stale zatkany nos. A niedoczynność tarczycy objawiała się tym, że mi
              stale było zimno w szyję. To wszystko na DO zniknęło.

              > Co do depresji, zgadzam się - mnie przeszła jak ręką odjął. Jejku, ale byłam
              > głupia.

              Dokładnie to samo odkryłam u siebie :)
              Dla mnie najlepszym lekarstwem są jajka, masło, śmietana, sery. Warzyw i owoców
              też nie unikam, ale już nie są one podstawą mojej diety. Po prostu przestałam
              się bać tłuszczu w diecie i... wyzdrowiałam :)
              Gdyby cholesterol był taki szkodliwy to powstające z zółtka kurczaki powinny
              miec conajmniej miażdżycę ;) a wbrew tej logice - są akurat chude :)
              Natomiast prosiaki karmione są węglowodanami (zboże, ziemniaki itp), a mimo to
              chude nie są... Aż dziw bierze, jak powszechnie jest to niezauważalne, ale
              przyznaję, że ja kiedyś też tego paradoksu nie dostrzegałam. Czasem warto
              zmienić perspektywę i nagle wtedy wszystko wygląda inaczej.

              Pozdrawiam serdecznie
              Krystyna

              www.dieta-optymalna.info/
              • Gość: Misiaczek Re: Hormony IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.10.04, 14:41
                Cześć :-)
                Myślę sobie, że ważne jest też, żeby pamiętać, że żadna dieta nie jest na
                zawsze; zmieniają się potrzeby, organizm. Weganizm przez krótki czas mi służył,
                potem zaczął szkodzić - teraz jem stosunkowo więcej tłuszczów, nadrabiam
                zaległości, wyrównuję niedobory. Wszystko mam zachwiane. Ale liczę się z tym,
                że za jakiś czas proporcje mogą się zmienić. Nie warto przywiązywać się do
                jednego systemu żywienia, bo organizm jest zmienny.
                Tak sobie pomyślałam, gdy napisałaś, że dieta gr.B Ci nie odpowiada. Nie bronię
                tej diety, bo IMHO to wszystko mocno niesprawdzone (czytałam, że naukowo ma to
                słabe podstawy - jak większość cudownych diet :-)) ) ale sądzę, że Ty też
                jesteś jeszcze zachwiana. Może teraz Twój organizm potrzebuje dużo tłuszczu,
                ale w którymś momencie może być tak, że to się wyrówna i będziesz musiała
                dokonać pewnych zmian.
                Ja teraz też nadrabiam lata niedożywienia (chociaż wtedy nie kojarzyłam
                symptomów z diagnozą) i jem więcej, niż być może potrzebowałabym w normalnym
                układzie. Ale bacznie obserwuję, bo wiem, że żadna dieta nie jest dobra na
                lata, na stałe.
                Mnie się zdawało, że jeśli coś działa, to musi działać zawsze. No ale tak nie
                jest :-)
                Cieszę się, że wyzdrowiałaś i bardzo serdecznie Cię pozdrawiam :-)
                Misiaczek nafutrowany rosołkiem i murzynkiem :-))))))
    • Gość: avanti777 Re: Hormony IP: *.borowa.sdi.tpnet.pl 23.10.04, 23:05
      Dieta wegańska musi być odpowiednio sproporcjonwana, dlatego jeśli się nie zagłebia takie rzeczy jak proprcje wit. minerałow białek egzogennych, lepiej zostać przy wegetarianiźmie!

      Pozdrawiam!
      • Gość: Misiaczek Re: Hormony IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.10.04, 01:50
        Wiem, znam to wszystko na pamieć. Stosowałam różne dziwne warianty, +
        niełączenie pokarmów, z półtoragodzinnym czekaniem po jedzeniu na herbatę itp.
        Wcześniej byłam wegetarianką przez 5 lat i niestety czułam się równie fatalnie.
        W sumie nie jadłam mięsa 12 lat. Hormony w rozsypce, wątroba leży, nerki
        agonia, gęba żółta, to był koszmar. A teraz czuję się fizycznie rewelacyjnie,
        nic nie boli, wszystkie organy pracują jak trzeba, i gdyby nie moje fanatyzmy i
        obsesje zdrowotne wszystko byłoby wreszcie w porządku.
        Sam wegetarianizm wpływał na mnie fatalnie, bardzo źle znoszę wszelkie zboża.
        Oczywiście, nie jadłam i do tej pory nie jadam białej mąki, ani mąki pszennej
        (alergia), niestety nie toleruję też soi. Sama nie wiem, co jadłam przez te
        lata. Wychodzi na to, że kaszę gryczaną i orzechy laskowe z cykorią. W ogóle
        nie miałam mięśni, teraz czuję, jak się tworzą; miałam taką galaretę i
        wszystkie kości mi skrzypiały.
        Nigdy nie skojarzyło mi się to z anoreksją, bo nigdy się nie odchudzałam.
        Martwiło mnie, że jestem za chuda, ale uważałam, że to dla zdrowia.
        Ostatni rok tej diety głównie leżałam, bo nie miałam siły zejść ze schodów na
        dół, mimo że jadłam dużo i zdrowo: orzechy, pełnoziarniste kasze, litry
        świeżych soków, suszone owoce, sałatki, brukselkę itd. Z każdym dniem było
        coraz gorzej, a skórę miałam jak stara babcia. Potem wiele miesięcy wlokło się
        zapalenie przydatków, a odporność organizmu miałam taką, że jak zachorowałam na
        świnkę, to chorowałam na nią 6 miesięcy. Lekarka nie chciała w to uwierzyć.
        Teraz mam odporny organizm, nie marznę. Ja nie zmieniłam diety z dnia na dzień,
        ale powolutku: najpierw buliony, potem chudy indyk, potem trochę miodu (też nie
        jadłam), i jajka. Nadal nie jem praktycznie żadnych artykułów mlecznych ani
        drożdży, białej mąki, cukru (kilka razy zjadłam czarną czekoladę) ale staram
        się rozszerzać dietę. Jestem wściekła, że zmarnowałam na choroby tyle lat.
        Zaczytywałam się w poradnikach, robiłam głodówki, płukania jelit, cuda, a
        skończyło się na tym, że wyglądałam jak koszmar i czułam się jak nieszczęście.
        Nie wspomnę o hormonach, bo to już w ogóle tragedia; okres miałam cały czas,
        ale nie miałam owulacyjnych cykli.
        Znam pana, który od 30 lat jest wegetarianinem i świetnie się ma, więc nie
        twierdzę, że to nie jest dobra dieta, ale to nie dieta dla każdego. Dla mnie
        zdecydowanie nie, chociaż bardzo żałuję. Jednak nie mogę nie widzieć różnicy.
        Po prostu odżyłam, wyglądam i czuję się jak młoda dziewczyna (mam 28 lat). Po
        prostu to nie są diety dla mnie, mój organizm ich nie toleruje, cokolwiek bym
        sobie nie wmawiała.
        Na pewno zdrowo zrobić dietę oczyszczającą, raz na jakiś czas: ale nie można na
        takiej diecie pozostawać latami. Wcześniej czy później organizm da znać. Ja
        kilka lat czułam się dobrze, nie chudłam, a potem niezauważalnie szala się
        przechyliła i z dnia na dzień było coraz gorzej.
        Teraz też mam różne obsesje zdrowotne, ale życie nauczyło mnie jednego: że
        KAŻDA przesada jest niezdrowa. Jeśli ktoś przez 10 lat je kiełki rzodkiewki i
        NIE JEST W STANIE zjeść nic innego, chociaż leży jak zwłoka na kroplówce, to
        przykro mi, ale to nie jest normalne. Mnie zmyliło to, że jadłam dużo,
        regularnie, pilnowałam godzin i zestawień posiłków i byłam święcie przekonana,
        że odżywiam się super-hiper zdrowo.
        We wszystkich poradnikach tego typu piszą, że najzdrowsza jest dieta oparta na
        pełnym ziarnie: super, ale mój organizm nie toleruje żadnych zbóż. Szkoda, że
        byłam taką fanatyczką. Nie warto wierzyć we wszystko, co piszą różni "guru".
        Aha, stosowałam też okresowo dietę dr Dąbrowskiej i u niej byłam: zamiast
        zlecić badania, kazała mi się modlić do Matki Boskiej, powiedziała, że choruję,
        bo żyję w grzechu itd. a ja byłam już po zapaleniu otrzewnej od jajników.
        Szkoda gadać.
        Na szczęście teraz mam energię i wreszcie działa mój układ odpornościowy :-)
        Ale trochę fanatyzmu zostało. Anorektyczki myślą "utyję, nie utyję" a
        ja "zdrowe? niezdrowe?". Tak nie można żyć! Owszem, należy dbać o jedzenie, ale
        naprawdę świat się nie zawali, jak raz czy drugi coś zjem "nie tak". Mój ojciec
        całe życie jadł to, na co miał ochotę: jest zdrowy, nie ma ani jednego siwego
        włosa (ma 52 lata) i dobre wyniki. A ja głodówki, lewatywy, sałatki, soki - i
        co? Zwłoka.
        A teraz czuję się coraz lepiej i niech tak zostanie :-) Oby tylko te fobie mi
        przeszły :-)
    • Gość: Han Solo Re: Hormony IP: 80.51.242.* 24.10.04, 14:26
      Cześć. Normalnie jakbym czytał swoja historie.poczytaj sobie
      moją:forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=353&w=14218680
      Mam do Ciebie pytanie,jak teraz sie odżywiasz czy jesz duzo miesa? czy jesz
      kasze? Ja do tej pory nie moge wyrownac swojej wagi a jesli chodzi o
      samopoczucie to mam takie schizy ze masakra hehe, w tym samym dniu potrafie byc
      usmiechniety a kilka godzin pozniej jestem spięty ,zly na kazdego ,ponury,
      wydaje mi sie wlasnie ze tu chodzi o poziom hormonow bo takich jazd to
      normalnie chyba nikt nie ma. Potrafie byc czasami tak spięty ze nie wiem co
      powiedziec i odpowiadam polslowkami, a czasami jestem tak wyluzowany ze sypie
      kawałami (przynajmniej tak bylo jeszcze jakies pol roku temu Obecnie to
      poczucie humoru gdzies mi odeszlo juz nie jestem tak wyluzowany i wlasnie nie
      wiem dlaczego.Tak samo z wyglądem ,moj wygląd po prostu zalezy od tego co w
      danej chwili zjadlem (surowe czy gotowane)wiem ze to brzmi smiesznie ale ja tak
      na obecną chwilę mam. No i nic po prostu pozostaje mi tylko czekanie az
      wszystko bedzie tak jak kiedys. Pozdro 600
      • Gość: Misiaczek Re: Hormony IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.10.04, 19:04
        O, kochany ... też czytałam Małachowa, i Walkera, no i przede wszystkim
        Tombaka. Też stosowałam głodówki i płukania jelit, a pogorszenie stanu zdrowia
        traktowałam jako "oczyszczanie organizmu z toksyn". Rany boskie ...mleko cichy
        zabójca :-( Heheh.
        Przeczytałam Twoja relację, super :-) U mnie było podobnie, też najbardziej
        pomogły mi ryby (gotowalam wywary z dorsza z imbirem). Mam grupę krwi 0, i
        jakkolwiek teraz nie wierzę cudownych dietom, coś w tym jest, bo też bardzo źle
        toleruję wszystkie zboża i kasze, a soi w ogóle nie mogę jeść.
        Podpisuję się pod tym, że widać po Tobie wszystko, co zjesz: też tak mam,
        powoli mi się wyrównało, ale był moment, że wystarczyło że dwa dni coś zjadłam
        lub nie i wyglądałam zupełnie inaczej.
        Co do nastrojów, to właśnie ryby bardzo mi wyrównały i poprawiły permanentną
        depresję, ale też mam jeszcze jakieś zaburzenia. Rozumiem Cię doskonale.
        Teraz nie jem dużo mięsa, nie obżeram się nim, ale normalnie: jakieś udko, albo
        rosół, indyka, cielęcinkę + ryby. Bardzo powoli to wprowadzałam, i ku mojemu
        zdziwieniu (bo to przecież TOKSYNY!!! hehe) zupełnie zmieniła mi się skóra,
        mięśnie, wygląd. Ale psyche mam zjechaną :-(((
        Mam nadzieję, że tak jak pisali poprzednicy, gospodarka hormonalna się
        ustabilizuje, bo na razie jest okropnie. Staram się jeść wszystkiego po trichu
        i nie popadać w panikę, nawet w celach terapeutycznych zaleciłam sobie zjeść
        coś niezdrowego raz na jakiś czas (np. kawałek ciasta), żeby nie popaść znowu w
        paranoję i zachować równowagę.
        Nad czekoladą czarną siedziałam pół dnia i bałam się ją wożyć do ust, bo
        roksyny, bo umrę zaraz, bo zaniczyszczę organizm, bo cukier zakwasza (tylko że
        akurat byłam już całą zasadowa i to akurat było potrzebne). No i zjadłam, i
        żyję, i jest lepiej.
        Nie mówię, żeby całkowicie rzucić się teraz na niezdrowe rzeczy (które to?) i
        obżerać się kiełbasami i tortami, ale potrafić się złamać w określonych
        sytuacjach (np. na imieninach) i zjeść kawałeczek czegoś, a nie zostać ponurym
        fanatykiem na cykorii.
        No i racja, racja, racja: dla mnie moje życie jest ważniejsze od życia ryby.
        Też miałam takie dylematy, ale jak mi wróciła energia (byłam tak osłabiona, że
        odbierałam ją wręcz jako agresję) to od razu zmieniłam poglądy.
        Pozdrawiam serdecznie :-)
        Pyza :-)))
        • gabi171 Re: Hormony 25.10.04, 08:38
          czesc Dziewczyny, ja w sumie diet nie stosowalam tak za bardzo. po prostu
          jadlam jogurty i serki w ilosciach kolosalnych. a w sumie nie pamietam tego i
          nawet nie chce za bardzo. teraz tez mi sie instynkt macierzynski budzi, ale
          obawiam sie , ze z innego powodu. po prostu po tych zmaganiach, zeby w koncu
          bylo normalmnie, boje sie, ze cos moze byc nie tak i chce to szybko sprawdzic ;)
          troche to smutne...
          • Gość: Misiaczek Re: Hormony IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.04, 13:33
            Ja jestem wściekła na siebie za swoją głupotę i za to, że wierzyłam tym p&^%$#
            poradnikom zamiast normalnie jeść jak człowiek. Mam zamiar jak najszybciej
            dojść do zdrowia i odtąd jeść normalnie, czyli wszystkiego po trochu.
            Oczywiście, ostrożnie, bo organizm musi się na nowo przyzwyczaić.
            Nie wiem, gdzie miałam rozum, gdy czytałam te wszystkie bzdety, gdzie miałam
            rozsądek, żeby skorzystać z tego, a nie wpadać w przesadę. Ale to się
            skończyło, teraz zrobię z tym porządek :-)
            • Gość: Misiaczek Re: Hormony IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.04, 15:52
              Ach i jeszcze chciałam dodać, że po kilku miesiącach jedzenia białka wrócił mi
              mój naturalny kolor włosów: miałam zawsze taki rudo-kasztanowy, ciemny, a po
              wegańskiej diecie zrobił się mysi, szaroblond. Potem ścięłam włosy, a teraz
              kolor wrócił i rosną znowu rudawe i ciemne :-) Znajomi myślą, że farbuję :-)
              • Gość: Misiaczek Re: Hormony IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.04, 16:44
                No i teraz ważę 52 kg, a chciałabym utyć jeszcze z 3. Lubię siebie jako
                pyzunię :-)
      • Gość: Misiaczek Re: Hormony IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.10.04, 00:58
        A skąd brałeś wodę? Bo ja zamrażałam wodę i potemją rozmrażałam, innej nie
        piłam. Miało to mnie oczyścić i zbliżyć do nieśmiertelności, co prawie się
        udało, z tym że niekoniecznie o to mi chodziło.
        Wyjaśniam, że woda rozmrażana miała mieć inną strukturę niż "normalna" i być
        zdrowsza. Że też ja, bądź co bądź człowiek z wyższym wykształceniem, uwierzyłam
        w coś takiego, to przechodzi ludzkie pojęcie.
        Aha, a włosy myłam tylko ziołami, bo "toksyny z szamponu przenikną przez skórę
        głowy".
        Żanada :-(

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka