bianka19
22.12.04, 22:54
od dłuższego czasu zaglądam na toforum. Choruje na bulimie już 4 lata.
Strasznie się posypałam przez ten czas. Z pogodnej dziewczyny stałam się
smutną, zagubioną sierotą. Tyle razy próbowałam walczyć (raczej walczyłam) i
zawsze kończyło się na mojej porażce, poczuciu bezsilności. Ale nie o tym
chciałam bo to pewnie doskonale znacie z autopsji. Właśnie skończył się mój 2
letni związek z chłopakiem- moją pierwszą miłością. Wiecie co czuje? Wielką
pustkę... a to tak przeraża. Przez bulimię straciłam już chyba wszystko co
miałam najcenniejszego, nawet siebie. Bo tak naprawdę nie wiem kim jestem tak
naprawdę. Jaka bym nie była to i tak komuś jest żle. Jak nie moim rodzicom to
chłopakowi albo mojej siostrze albo... Zawsze jest jakieś ale, zawsze ktoś
widzi we mnie coś złego, wytyka mi to!!! Zresztą jak ja mogę wymagać
akceptacji od innych skoro sama się nie akceptuje. ale jak mam się akceptować
jak nie wiem kim ja jestem tak naprawdę, jaka jestem... Błędne koło.... Chce
zniknąć, ale tak naprawdę. Zanurzyć się w twj pustce i już z niej niewracać.
Przestać istnieć by nie czuć, nie myśleć, nie walczyć z samą sobąi całym
światem. Mam dość tego bólu... Ktoś pomyśli "glupia idiotka,ktoś walczy o
życie w tej chwili a ona myśli o śmierci"- ma racje ale to już ponad moje
siły. Nawet nie zasługuje by żyć. zresztą co to za życie... Przepraszam, że
zawracam wam głowę ale musiałam to z siebie wyrzucić. Nicość...