Dodaj do ulubionych

"poza domem" problem znika

03.03.06, 08:02
to była moja opcja pierwsza, bo jak nie ma mnie w domu to nie mysli sie o
wymiotowaniu. wychodze rano z domu i moge nic nie jesc, nawet nie odczuwam
głodu.. powiedzmy dopiero k.18 ale jak wróce to problem powraca, jestem głodna
czy tez nie to i tak ...lodówka szafki lodówka itd. znalazłam sobie prace zeby
mniej byc w domu ale tylko na pt i sob, ale to za mało..problem jest nadal.
chciałabym sie odizolować od swojego domu bo tu jest żarcie...jak gdzies
wyjezdzam na pare dni to zawsze chudne....wkurzam sie na siebie bo
wiem ze mnie to niszczy.boli mnie podrapane gardełko, pozdzierane kostki,
wysuszone paluchy - to chyba od tych wszystkich enzymów i soków żołądkowych,
rano budzze sie zapuchnieta i nie chce patrzec w lustro. nie ma jakis
konkretnych problemów wiec nie wiem po co to robie. zaczelo sie niedawno cos
k.wakacji. chce z tym skończyc ale nie daje rady, wytrzymuje cały dzien,
"ładne" posiłki nie za duże tak powiedzmy 4 po 300kcal, potem przychodzi
wieczór i nawalam, jem jeszcze raz tyle no ale ze na noc sie nie je to chce to
oddac.jedzac wiem ze zaraz pode zwymiotowac wiec mysle "a zjem jeszcze to i to
- smaczne bedzie a i tak to wyrzuce"jak mama w domu to wymiotuje ..d o kosza
na smieci w swoim pokoju bo w łazience mogłaby podejrzewac.czesto mam cos do
nauki na wieczór ale po moich akcjach czuje sie tak wykonczona ze od razu
zasypiam.podsumuwuje dzien... znow jadałam i rzygałam.. no i tez dochodzi ten
fakt.. inni nie maja co jesc a ja przezuwam ich dzienne zapotrzebowanie i
marnuje je... no i potem tj. dzis przechodze przez ulice i żałuje "dlaczego
sie nie pslizgnęłam i byłby END
Obserwuj wątek
    • absentee Re: "poza domem" problem znika 03.03.06, 10:34
      Hmmmm
      wiesz miałam podobny problem. Dwa lata temu mieszkałam jeszcze w domu. Otaczało
      mnie mnóstwo jedzenia i nie byłam w stanie przestać o nim myśleć i robić z nim
      innych rzeczy... Jak gdzieś wyjeżdżałam i sama decydowałam co jem nie było tak
      źle. Zaczęły się studia i postanowiłam się wynieść do akademika. Tu wogóle nie
      trzymam j4edzenia. Na śniadanie do sklepu idę, np. po bułkę. NIe kupuję nic
      więcej tylko to co zamierzam zjeść w czasie teraźniejszym. Jak oczywiście
      zjadam to mam ochotę zeżreć jeszcze wszystko co się rusza, ale ponieważ nic nie
      mam prócz tego co kupiłam na śniadanie, po pół godz atak przechodzi i tak do
      obiadu. Z nim robie podobnie, z kolacją też. Hmmm... no cóż zdarzają się
      wpadki. Ale naprawdę sobie radzę. Dla mnie nie trzymanie jedzenia w moim
      otoczeniu jest jedynym ratunkiem. Jak wracam do domu na weekend to wszystko się
      sypie. Dlatego robę to coraz rzadziej ale to już nie ma żadnego znaczenia. Mam
      nadzeję że również znajdziesz na siebie sposób. Jedzenie nie jest najfajniejszą
      rzecza jaką można robić w życiu. Teraz juz znam lepsze:)
      • wielkie.nieba Re: "poza domem" problem znika 03.03.06, 22:52
        Hehe - identycznie. Też była decyzja o wyjeździe na studia do innego miasta,
        akademik, porcje żarcia tylko na 1-2 dni. Działało przez 2 lata. Potem poszło z
        górki i wszystko wróciło do "normalnego" stanu.

        Szarp pan bas!
    • bmw85 Re: "poza domem" problem znika 03.03.06, 18:20
      tez tak mam, bedac poza domem potrafie sie opanowac, nie mysle o jedzeniu, nie
      odczuwam tak glodu, dopiero wlasnie jak wracam to "cos" mnie dopada. Zreszta w
      domu od dawna zle sie czulam- moze to z tego wynika.
      • azylek82 Re: "poza domem" problem znika 03.03.06, 22:47
        Swego czasu też myślałam, że będąc poza domem wszystko mam pod kontrolą. Z
        czasem nawet to się zmieniło. Mieszkałam w domu studenckim i czekałam na dzień
        kiedy będę samam w domu i będę mogła zrobić sobie bulimiczną ucztę. W końcu
        doszłam do wniosku,że trzeba nauczyć się normalnie funkcjonować właśnie w domu.
        Jak wyobrażasz sobie dalsze życie? Przecież w końcu i Ty będziesz miała swój
        dom i swoją lodówkę. Nie tędy droga. Wiem to z własnego doświadczenia.
        Zdecydowałam się od pewnego czasu dojeżdźać do szkoły i wyzwać moją rywalkę -
        bulimię na pojedynek twarzą w twarz. Wiem bowiem, że tylko w ten sposób uda mi
        się definitywnie z nią wygrać. I chociaż czasami się nie udaje, to widzę że
        stopniowo dochodzę do mojego celu - uwolnienia się od choroby. :)
        • miisiola Re: "poza domem" problem znika 04.03.06, 17:34
          no tak kiedyś będzie ten własny dom... ale jeżeli bulimia zniszczy mnie
          wcześniej to tego domu nie będzie... może wiec lepiej unikać teraz "ognisk
          zapalnych" i trzymać się daleko od pokus. Ja za swoim domem nie przepadam.. może
          dlatego, że wiem, że jak do niego wracam, to wraca i "ona".Teraz wróciłam..
          zjadłam normalnie i chce się gdzieś znów wyrwać, bo boję się, ze znów będzie to
          samo. Na swoją uczelnie dojeżdżam bo nie mam daleko, ale też myślałam, żeby
          zamieszkać w akademiku czy też wynająć mieszkanie. Na razie staram się być poza
          domem.. i praktykuję to "kupowanie po jednej rzeczy" jak absentee.. ale fakt
          jest taki, ze wraca się do niego chociaż na noc, a wtedy "ona" najbardziej działa...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka