Dodaj do ulubionych

brak sił,by żyć...

30.08.06, 19:30
dałam radę drugi dzień - nie wymiotowałam,nie objadałam sie, nie poszłam do
sklepu,by kupić 3czekolady i po chwili zwrócić je w wc. ale wcale nie czuję
się lepiej. wciąż myślę o jedzeniu. spędziłam cały dzień na kanapie z
laptopem na kolanach, oglądając TV w między czasie, i czytając conieco... mąż
wrócił z pracy i się posprzeczaliśmy, bez powodu zupełnie. chce mi się
płakać, wyć, krzyczeć! czuję się jak na głodzie alkoholowym, czy
narkotykowym. jestem taka słaba... najchętniej wypiłabym kilka kieliszków
wina, by łatwiej było zasnąć. Z tym też mam problemy. W nocy boli mnie głowa.
Budzę się i obserwuję,jak mąż śpi. tak czekam do rana... mało śpie, mam mało
ruchu,bo nawet z psem mi się nie chce wyjść, mało jem, mało żyje po prostu:(

dobre słowo mile widziane...
www.bulimia.blox.pl
Obserwuj wątek
    • martyna2525 Re: brak sił,by żyć... 30.08.06, 21:27
      Wiesz chyba jesteś jedną z bardzo nielicznych osób , które znam z tak długim
      stazem choroby. Ja choruje 2 lata mniej niż ty. Ciężko jest nauczyć się żyć z
      balastem doświadczeń. Wiem ze ciężko jest okłamywać najbliższych, ciężko jest
      być samej wsrót tylu ludzi wokół, ktorzy martwią sie i chcą ci pomóc bo nie
      wiedza co jest, ale widza ze coś nie tak. A ty nie możesz powiedzieć ...
      Przeszłam wiele zanim zrozumiałam czym jest życie, wcześniej bardzo pragnełam
      umrzeć ...............teraz los sam mnie wyręczył, muszę łapać każdy dzień
      jakby był ostatnim mym dniem.
      Więc wiary w lepsze jutro ci zycze .
      • manuelle Re: brak sił,by żyć... 31.08.06, 23:33
        do MARTYNY: to nie "staż" się liczy. Ciezko żyć z bulimią, cieżko,gdy staje się
        częścią życia, od której nie sposób się uwolinć. Cieżko tez tkwić w wiecznym
        kłamstwie,w iluzji, jaką się tworzy o sobie,by inni byli zadowoleni...

        Wszystko się zaczęło od nieudolnego wymiotowania,jak miałam 16lat. Sama nie
        wiem czemu to zaczęłam. bylam normalną, szczupłą ładndą dziewczy. Nie umiałam
        zwymitowac,więc zaczełam brać tabletki przeczyszczające (dwa razy od nich
        zemdlałam). Dopiero jak miałam 18lat zaczęła się ta właściwa bulimia ze
        świadomym objadaniem się i wymiotowaniem,którego po prostu z czasem sie
        nauczyłam...

        Miejąc 19lat po raz pierwszy napisałam w pamiętniku (bo go kiedyś pisalam),że
        chcę umrzeć... ta myśl o śmierci towarzyszyła mi długo, właściwie nadal czasami
        powraca... Czasami jestem zbyt zmęczona życiem. Życiem z bulimią. Czasami
        łatwiej by było po prostu zniknąć...

        Ale czasami też pojawiają się chwile słoneczne. Jakaś nadzieja. Cel. Motywacja.
        Uciekając od samej siebie, nie wygram z chorobą. Dlatego zostałam. I teraz się
        z nią mierzę każdego dnia. Każdego poranka mówię sobie,że to ja będę zwycięscą
        tego wieczoru. Muszę. Za bardzo chcę miec dziecko,by się poddać. Muszę to
        wytrwać. Udowodnić sobie,że można inaczej, normalnie... Wtedy będę mogła
        zdecydować się na ciążę bez obaw,że bulimią skrzywdzę własne dziecko...

        Dużo zdrowia Nam;) życzę. Tobie,mi i każdej innej kobiecie, która walczy, lub
        walczyć będzie z bulimią...

        Dziękuję za wpis - szczerość wiele dla mnie znaczy, jest naprawdę budojąca...

        pozdrawiam bardzo ciepło i serdecznie,M.
        www.bulimia.blox.pl
    • tuuska1 Re: brak sił,by żyć... 31.08.06, 17:37
      Byłam bulimiczką ponad dziesięć lat , prawdziwy przełom nastąpił po trzydziestce
      Pojechaliśmy w tedy na wczasy . Wszyscy naokoło mnie byli pogodni , cieszyli
      sie z lata , z wypoczynku byli poprostu beztroscy . Z wielką zazdrością
      patrzyłam na dobre humory mojego męża i dzieci .Ja byłam wiecznie
      niezadowolona , humorzasta i głodna bądź przejedzona . W tedy pomyslałam , że
      tak nie może być nie po to przejechałam tysiące kilometrów aby z bliska
      oglądacć obcy kibel , no bo wszystko i tak do tego sie sprowadzało.Cały czas
      myslałam o jedzeniu , albo wymiotach . W tedy mocno wziełam sie za siebie .
      przez kilka lat próbowałam sie leczyc. Było trudno . po przepisanych lekach
      czułam sie jeszcze gorzej, albo byłam senna , albo okropnie kręciło mi sie w
      głowie bądź miałam zgage. Odrzuciłam leki , wolałam juz moje wymioty. W efekcie
      poszukiwań co naprawdę by mnie wyleczyło a nie szkodziło trafiłam do lekarza
      homeopaty zajmującego sie chorobami psychosomatycznymi. Ten rodzaj leczenia
      bardzo mi odpowiadał. Manuelle, na każdą bulimie istnieje jakas metoda, szukaj
      poprostu szukaj tej dla ciebie, nawet jak nie pomaga ci jedno pomoże coś
      innego , naprawde cos w końcu zadziała tylko próbuj to znaleść.
      • manuelle Re: brak sił,by żyć... 31.08.06, 23:18
        Do TUSKA1: wiem,że przełom musi kiedyś nastąpić. To nie może trwać wiecznie.
        Często tak miałam, że to inni cieszyli sie wspólnym grillem, wyjazdem, kolacją,
        a ja myslałam tylko o wc... często też mąż widząc mój kiepski nastrój nawet o
        nic nie pytał, a ja nic nie mówiłam. Złościłam sie na cały świat, a tak
        naprawde, bylam zla na siebie. Na swoją słabość. Już mi się udawało wytrwać
        nawet 3miesiące bezbulimii,ale jednak zawsze powracała. A tym razem,wiem,że nie
        może wrócić. Po prostu jestem tym za bardzo zmęczona, znużona... i
        zdeterminowana,by się w końcu uwolinć...

        dziękuję za kometarz,każde dobre słowo działa teraz na mnie jak balsam:)
        • martka_prv Re: brak sił,by żyć... 01.09.06, 11:07
          heh...skad ja to znam, wokol pelno normalnych szczesliwych ludzi, a ja tylko z
          jedna mysla w glowie...ale jestem juz o maly kroczek blizej zycia, mam juz
          adresy i telefony lekarzy, mam nadzieje ze uda mi sie znalesc w sobie na tyle
          odwagi, zeby je wykorzystac. czekam tylko na powrot do polski, jeszcze tylko 2
          tyg...
          • manuelle Re: brak sił,by żyć... 01.09.06, 11:31
            wytrwasz te 2tygodnie,a potem dasz radę. Już sam fakt,że chesz sobie pomóc
            wiele znaczy. Każdy,nawet najmniejszy krok jest ważny,byle prowadził do
            wyleczenia...
            • martka_prv Re: brak sił,by żyć... 01.09.06, 14:10
              wiem, ze musze po prostu :) bo jest coraz gorzej... i juz wiem, ze samo sie nie
              zrobi lepiej. kiedys myslalam, ze mozna samemu. moze tak..ale ja nie potrafie
            • tuuska1 Re: brak sił,by żyć... 01.09.06, 18:09
              manuelle , amoże ty jestes poprostu bardzo samotna? masz za dużo wolnego czasu.
              Zastanawiam co tak naprawde mi pomogło? Bo będąc młoda młoda miałam znacznie
              więcej czasu dla siebie niż teraz. W tedy mogłam sobie poprostu spokojnie
              porzygać. Potem dom zaczął się zapełniac. Po narodzinach dzieci nie miałam
              chwili samotności , cały czas albo gotowanie , pieluchy ( wieszanie lub
              składanie)i noszenie dziecka no bo inaczej sie wydzierało. Pamietam jak moja
              niespełna 1,5 roczna córka stała pod dzrzwiami łazienki w której byłam i swoimi
              małymi piąstkami waliła w nie ile wlezie abym wyszła. Teraz sie z tego śmieję ,
              ale w tedy byłam naprawdę wkurzona. Nic nie piszesz o sobie konkretnego , nie
              wiemy czy masz prace , czym wypełniasz wolny czas, jak często jestes sama ze
              swoimi myślami. Tak sobie myśle , że kobiety mniej wymiotują jak sa ciągle
              zajęte. Powodzenia życze
              • manuelle Re: brak sił,by żyć... 01.09.06, 18:21
                masz rację TUSKA, jak ma się dużo zajęć,to się mniej wymituje. Coś o mnie? Mam
                25lat, ostatnie pół roku spędziłąm w Paryżu, tam pracowałam. Jestem tłumaczem
                francuskiego. teraz wróciłam do Polski. Od października zaczynam pracę w szkole
                językowej,ale zajęcia będę mieć popołudiami (jak to w prywatnych szkołach) i do
                15 jestem sama w domu. Maż w pracy,pies śpi, dzieci brak. Tak, zdecydowanie mam
                teraz za dużo wolnego czasu... Choć nawet we Francji,jak miałam masę na
                głowie,wracał z pracy padnięta jak pies,to i tak objadałąm się i żygałam. Już
                tu pisałam na forum,że chyba najczęściej wymiotuję,jak robię coś wbrew sbie
                (np. we Francji, bo oprócz normalnej pracy chodziłam też do kafejki pracować,co
                czasami bywa poniżające ze strony klientów i szefa...)
                Dziś mam dobr ydzien. Od 4 dni spokój. Kilka miesięcy nawet mogw ywtrzymac,już
                tak miałąm,ale to zawsze wracało... Czasami taka "pierdółka" mniw wyprowadzi z
                równowagi,że aż dziw bierze! i wtedy mam ataki...

                Wiem,że jak będę mieć dziecko,to będę zajęta i to mi dobrze zrobi i nie będę
                wymiotować.Ale nie chcę mieć bulimii w czasie ciąży. To mnie martwi...;(
                A dziecko chcemy z mężem już bardzo...
                • tuuska1 Re: brak sił,by żyć... 01.09.06, 21:56
                  bardzo chciałabym ci pomóc , bo przechodziłam to co ty , na dziecko
                  zdecydowałam sie bo mąż juz mocno nalegał. Miestety myslę ,że każda z nas z
                  pomocą lekarza czy bez i tak zdana jest na siebie. Teraz gdy skończyłam 40
                  nadal mam troche problemów. Ogólnie jestem niejadkiem , prawie wogóle nie jadam
                  słodyczy, potraw ciężko strawnych typu kiełbaska na gorąco , bigos itp.
                  Wymiotuje bardzo rzadko ( może raz na pół roku) , ciągnie mnie w tedy gdy
                  jestem dłużej sama lub gdy czuje sie samotnie. Ale to już nie jest problem.
                  Natomiast chęć do życia taka sobie, czasem dziwię sie ,że ktos wogóle mnie
                  pokochał.Jeśli napiszę ,że ci sie uda to pomyslisz ,że to tylko słowa, no ale
                  czynisz duże postępy , masz przerwy -bedą one coraz dłuższe. Zresztą pomyśl ,
                  nie bedziesz wymiotować do 40 ( wyobrażasz sobie aby mogło tak być?) , z
                  dzieckiem tak długo też nie możesz czekac.
                  Szkoda ,że nie możesz pracowac wcześniej , bo chyba w tedy masz kryzys, nie
                  powinnas poprostu być sam . walcz dalej - efekty napewno przyjdą.
                  • manuelle Re: brak sił,by żyć... 03.09.06, 17:49
                    do TUSKI: masz rację,nie chcę żygać do czterdziestki! sory za wyrażenie,ale
                    dziś mam doła. nie wymituję szósty dzień i wymiękam. jestem rozdrażniona, chce
                    mi się płakać bez powodu, spałabym najchętniej cały dzień. a do tego marzę,
                    dosłownie marzę o zwymiotowaniu! zjadlam normaln yobiad,wcale nie za dużo,a mam
                    wrażenie,ze wszystko stoi mi w gardle,nie schodzi przełykiem do żołądka. I
                    jednocześnie ta świadomośc,że tak łatwo byłoby to zwrócić... ale walczę z sobą
                    nadal. Od dwóch dniunikam rozmów z mężem,nie wychodze w domu itłumaczę sobie,że
                    to wszystko można znieść,że najważniejsze,że nie wymiotuję...
                    • tuuska1 Re: brak sił,by żyć... 06.09.06, 22:30
                      manuelle, piszesz , że choc nie dużo zjadłaś , jedzenie stoi ci w gardle.
                      Niestety przy wychodzeniu z bulimi bedzie to częsty problem. I to dosłowny. No
                      bo jak przez pare lat oduczałas żołądek trawić , to on nie bedzie chciał
                      trawic ,pojawi sie czysto medyczny problem , żołądek przestanie wydzielać kwasy
                      potrzebne do trawienia- trzeba go bedzie znów tego nauczyc- tzn. zmusic przewód
                      pokarmowy do tego co powinnien robic a co my próbowałyśmy w nim zmienic. U
                      mnie było tak, że co zjadłam rano -zwróciłam wieczorem zupełnie nie strawione.
                      Powodzenia - zanim twój przewód pokarmowy zapomni swą podstawową funkcje ( wiem
                      co pisze, teraz mam problemy z wątrobą)
                      • manuelle Re: brak sił,by żyć... 07.09.06, 09:38
                        TUSKA,to co ja mam robić? jak mam zacząc normalnie jeść? chcę jeść, odczuwam
                        głód i rozsądek podpowiada mi,że jem normalne porcje, nie za dużo i nie za
                        mało, a i tak po obiedzie,mam wrażenie,ze zaraz wszystko mi się"wyleje" z
                        przelyku! Wzoraj mąż zrobił pizze, zjadłam dwa kawałki (ale i tak tylko
                        górę,ciasto zostawiłam) i niemal natchiast poczułam się,jak bym zjadła całą
                        gigant blaszkę pizzy! i oczywiście miałam przez chwilę taki odróch,by
                        rzeczywiście zjeść całą pizze,ale jakoś sie powstrzymałam. to sprzecznośc
                        jakaś, bo jak czuję sytośc, po brzegi pełny żołądek,to tym bardziej chcę
                        się "nawpychać" jedzeniem (zawsze jest w głowie świadomość, że można to
                        zwymiotwać), ale ja już ie chcę tego, nie chcę bulimii:( chcę normalnie jeść,
                        żyć, cieszyć się każdym dniem... zagladnij na www,bulimia.blox.pl - tam
                        opisałam,jak się wczora czułam.
                        dziękuję za mądre słowa:)
    • lost-in-translation Re: brak sił,by żyć... 01.09.06, 23:24
      jezu skąd ja znam te trzy czekolady naraz........
      • manuelle Re: brak sił,by żyć... 07.09.06, 12:17
        żałosne... potrafiłam kupić ciasta, puddingi, czekolady, lodyi wszystko pożrec
        w kilka minut,by po chwili to zwrócić... a najgorsze chyba jest to, że już idąc
        do sklepu wiedziałąm,że nakupuję tyle zarcia, któe zwymiotuję... nawet nie
        wspomnę o słoikach nuteli pochłanianych "na 1 raz"... ech,szkoda słów...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka