Dodaj do ulubionych

Do manuelle

06.10.06, 21:42
Magda,
Weszłam ponownie na twój blog i znalazłam linka do artykułu ze strony
Przebudzenie. Wiesz, ja już go wcześniej znalazłam i po prostu wyłam jak go
czytałam. To cała ja!!! Nadopiekuńcza matka, która nienawidziła ojca za to że
zmarnował jej życie (swoje grzeszki niestety miał) i ojciec, nieistotny,
niezauważalny, najgorszy, niewart żadnej miłości, bo skrzywdził najukochańszą
osobę - matkę. Nie pamiętam, żeby mnie wziął na kolana, przytulił,
porozmawiał. Za to matka była na każde zawołanie. A ja musiałam spłacać dług -
to dla mnie się nie rozwiodła i zmarnowała sobie życie - więc byłam idealnym
dzieckiem. Do tej pory (już z nimi nie mieszkam) ich relacje się nie zmieniły
a ja nadal mimo woli uczestniczę w tym całym bajzlu. W solidarnośći z matką
najadam się, w solidarności z ojcem zwracam.
Boję się, że żeby wyzdrowieć trzeba naprawdę rozprawić się z pępowiną
rodzinną, w duszy, z samą sobą, a to takie trudne, gdy w realu te relacje
nigdy się nie zmienią.
Cóż, pozostaje tylko próbować. Razem raźniej :o)

Skąd jesteś? Ja z Krakowa.

Trzymaj się!
Magda
Obserwuj wątek
    • manuelle Re: Do manuelle 06.10.06, 22:17
      ja dobrze poczuć,ze jest się rozumianą... jak dobrze... dziękuję Ci kochana:)
      jestem z Opola. Mama zawsze była nadopiekuńcza,zwłaszcza po tym jak rozwiodła
      się z ojcem. A ten zawsze był nieobecny. Niekceptowany przez mamę. Przeze mnie
      znienawidzony, wyklety... potem odnowiłam z nim kontakty,potrzebowałam ich
      jakoś, teraz mieszka w bloku na przeciwko mnie (!) a właściwie się nie
      widujemy... jest mi obcy,choć widzę,że jemu czasami zalęzy na jako-takich
      dobrych relacjach ze mną (czasami niestety tylko). A mama? ech,tu to mogę
      książkę pisać... od zawsze, odkąd tylko pamiętam mam z nią zachwiane poważnie
      relacje. A co dziwne,oby dwie chcemy inaczej, boli nas to,jak jest,ale wciąż w
      tyk trwamy... mama zawsze będzie we mnie widzieć za chudą kobietę,którą musi
      utuczyć,jakby jedzeniem chciała nadrobić braki tego,czego nie miałam dorastając
      bez ojca i brata (mieszkał u taty). i już zawsze niedziela będzie wielkim
      obżarstwem u mamy i tłustą,swojską zupą,drugim daniem,sosami,sałatkaimi i
      ciastem na deser... zawsze:(
      od ponad 5 tygodni walczę sama z sobą,walczę z bulimią (BULIMIA - TO JA) i
      przez ten czas 6 razy zwymitowałam,z tego 3były spowodowanem zjedzeniem
      maminych niedzielnych ciast...

      Ja też czytając ten artykuł,płakałam,oto cała ja... w tym tekście...
      poczytajcie i Wy,drogie mi kobietki z forum;)

      www.przebudzenie.com/bulimia.htm
      • malutkabb Re: Do manuelle 06.10.06, 23:40
        o jejku, ale mi ciezko, naprawde. moj ojcie od dluzszego czasu zyje i nie zyje
        z moja mama, tzn. rozmwiaja, kloca sie ale nie maja w ogole chyba od 10 lat
        seksu. Jedno narzeka na drugie. cholera, ale dlaczego do mnie. a ja tkwie w tym
        bagnie. niech to wszystko szlag trafi i tyle. tkwimy w chorobie wieku, ja sie
        nie daje, pokazuje jej "wynos sie" mam nadzieje ze mie sie uda. trwam. mam
        dosyc tych bzdur. najwazniejsze jest moje szczescie...
        • manuelle Re: Do manuelle 06.10.06, 23:55
          tak,nasze szczęście jest baaaaaaaaardzo ważne!

          a czemu życie naszych rodziców tak na nas wpływa? nie wiem. Wiem tylko,że i z
          tym muszę się uporać,by odzyskac swój upragniony spokój...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka