nin4
06.10.06, 21:42
Magda,
Weszłam ponownie na twój blog i znalazłam linka do artykułu ze strony
Przebudzenie. Wiesz, ja już go wcześniej znalazłam i po prostu wyłam jak go
czytałam. To cała ja!!! Nadopiekuńcza matka, która nienawidziła ojca za to że
zmarnował jej życie (swoje grzeszki niestety miał) i ojciec, nieistotny,
niezauważalny, najgorszy, niewart żadnej miłości, bo skrzywdził najukochańszą
osobę - matkę. Nie pamiętam, żeby mnie wziął na kolana, przytulił,
porozmawiał. Za to matka była na każde zawołanie. A ja musiałam spłacać dług -
to dla mnie się nie rozwiodła i zmarnowała sobie życie - więc byłam idealnym
dzieckiem. Do tej pory (już z nimi nie mieszkam) ich relacje się nie zmieniły
a ja nadal mimo woli uczestniczę w tym całym bajzlu. W solidarnośći z matką
najadam się, w solidarności z ojcem zwracam.
Boję się, że żeby wyzdrowieć trzeba naprawdę rozprawić się z pępowiną
rodzinną, w duszy, z samą sobą, a to takie trudne, gdy w realu te relacje
nigdy się nie zmienią.
Cóż, pozostaje tylko próbować. Razem raźniej :o)
Skąd jesteś? Ja z Krakowa.
Trzymaj się!
Magda