17.01.08, 22:05
Na wstępnie chciałabym powiedzieć, że podziwiam wszystkie osoby które dzielą się przeżyciami, które dzielą się swoim problemem z innymi. Może kiedyś też mi się to uda, na pewno bardzo bym chciała.
Nigdy nie przypuszczałam, że znajdę się w takiej sytuacji, a co najgorsze nadal nie dowierzam i wmawiam sobie, że to nic takiego.
Najgorsza jest dla mnie pustka i smutek, totalne przygnębienie, nie potrafię nikomu się zwierzyć, nie przeszło by mi to przez gardło. Nie wyobrażam sobie komukolwiek się uzewnętrznić - kojarzy mi się to ze słabością, którą starałam się zawsze wyeliminować. I tak sama walcze bezskutecznie. Jestem typową beznadziejną indywidualistką.
Obserwuj wątek
    • olenka_szczecin Re: smutek 17.01.08, 22:34
      Nie jestes sama i nie jestes jedyna.Ja o bulii zaczelam mowic
      dopiero po 7 latach choroby ale zaczelam mowic o tym naprawde
      otwarcie,chociaz na pocztaku z lekkim wsydem.Im wiecej osob wie tym
      lepiej dla Ciebie ale jezeli TY niebedziesz chciala to nawet sto
      osob Ci nie pomoze :) walcz bo warto,zycie bez środkow
      przeczyszcajacych i wymiotowania,ukrywania sie z jedzeniem jest
      fajne :) chcociaz nie wiem czy Ciebie dotyczy bulimia boi strasznie
      tajemniczo napisalas .
      • lornetka_2 Re: smutek 17.01.08, 23:28
        Rzeczywiście nie napisałam, obie wydaja mi sie tak strasznie powiązane i tragiczne w moim przypadku. Wieczna dieta i katowanie siebie przez dobrych 4 lat przeszły w fazę druga. Problem zawsze bagatelizowałam. Bulimia meczy mnie teraz od 3 lat, ale jest to o wiele gorsze. Było lepiej i gorzej, teraz czuje sie najgorzej psychicznie.
        Chce bardzo sobie pomoc, wiem tez ze nie powiem niestety nikomu o tym z mojego otoczenia.
        Zawsze dzialalam w pojedynke i to ja wysluchiwalam innych, nie potrafilabym powiedziec o tym nawet przyjaciolce, ktora pocieszalam i wspieralam w jej diecie. (absurd)
        I wiem ze sama sobie jestem winna.
        • m_o_n_a Re: smutek 17.01.08, 23:37
          mam podobnie... tylko raz w chwili słabości coś mi się wymknęło spod
          kontroli.. i do teraz tego nie zapomne- ale właściwie powiedziałam
          to koleżance tak pokrętnie... że chyba i tak nic z tego nie
          zrozumiała(nie uwierzyła?) możliwe... Bo nikt tego się po mnie nie
          spodziewa. Nikt nawet nie śmie przypuszczać, że mogę robić sobie
          tyle.... (zła?problemów?) nie wiem. Ja nie potrafie tego powiedziec,
          nie umiem... odrazu jak przechodzi do tematu wagi jestem nerwowa,
          albo wstydliwa... albo tuszuje wszystko smiechem... (to takie
          zalosne)... niestety nie umiem inaczej. moze jakbym potrafila
          wszystko byloby inaczej... ale pocieszam sie- ze watpie w to- bo
          jesli BEDZIESZ TEGO CHCIALA, BEDZIESZ CHCIALA BYC ZDROWA I
          SZCZESLIWA to dasz rade, natomiast jesli nie to nawet jesli pomoze
          Ci caly swiat to nic z tego nie wyjdzie... przykre..
          kochana 3mam kciuki :* za lepsza przyszlosc!!:)
          • lornetka_2 Re: smutek 18.01.08, 00:14
            kiedyś też próbowałam powiedzieć komuś..skonczylo sie podobnie, bardzo dużo razy szukalam akceptacji siebie w swoim srodowisku, potwierdzenia ze jest ok i dostawalam odpowiedz jaka chcialam, ale to mi nie wystarczalo, wlasciwie nigdy nic nie dalo. czasem mysle ze potrzebuje jakiegos zwrotu, czegos nieoczekiwanego w zyciu, ze to mogloby pomoc. jestem teraz sama rowniez z wlasnego wyboru i jest bardzo bardzo ciezko, czuje sie jak odludek i jest mi z tym potwornie zle, nie ciesza mnie z drugiej strony spotkania ze zajomymi, oczywiscie bede dla nich taka jak zawsze - nikt niczego nie zauważy i nikt o niczym sie nie dowie..

            dzieki ogromne za odpowiedz, mam nadzieje ze los sie do nas usmiechnie, ja rowniez zycze Ci wszystkiego dobrego:* i aby wszystko sie ulozylo
      • lornetka_2 Re: smutek 17.01.08, 23:32
        Ciekawi mnie czy którejś z dziewczyn udało się SAMEJ wyjść?
        • olenka_szczecin Re: smutek 19.01.08, 16:50
          Powiem Ci tak...kiedys moj psychiatra powiedzial,ze z tego sie
          poprostu wyrasta ale trzeba do tego dojrzec...nie sadze,zeby takie
          cuda sie zdarzaly,Twoa glowa musi zajac sie profesjonalista ale i
          tak wiekszosc zalezy od Ciebie,od Twojego podejscia...to jest
          zwyczajne marnowanie zycia...ostatnio sobie przypomnialam ile to
          imprez mnie ominelo, bo siedzialam zamknieta w domu , najedzona albo
          wiszaca nad kiblem...na szczescie kazdy etap zycia jest wspaniay i w
          kazdym wieku mozna sie cieszyc zyciem,oby do tego nie wracac :)
          powodzenia!
          • lornetka_2 Re: smutek 21.01.08, 14:42
            Wiem, że masz rację. Jednak nie mogę się przełamać żeby o tym mówić. Może za
            jakiś czas jeśli ktoś osobiście poleci mi jakiegoś dobrego specjalistę wtedy
            pójdę. Bardzo chce być silna i z tym skończyć - z drugiej strony nie potrafię
            się komuś do tego przyznać. Póki piszę tutaj czuję się bezpiecznie, nie potrafię
            skonfrontować osobiście tematu drugą osobą ...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka