Dodaj do ulubionych

Jak oszukuję anoreksję

05.04.09, 21:22
Odkąd postanowiłam wyzdrowieć, przestaję oszukiwać bliskich, anoreksja jescze
bardziej korci. Zróbmy może listę tego, co pomaga nam wyzdrowieć, inspiracje,
sztuczki...cokolwiek, co pomaga. Zaczynam:

1.Zamiast liczyć kalorie, patrzę na potrawę i wymieniam sobie, co ona dobrego
dla mnie ma, witaminy, minerały i co mi to da.
2.Jak chcę zjeśc i nie wyrzygać, jem przed wyjściem z domu, żeby nie zdążyć
zwrócić.
3.Jak mnie korci, żeby znów przejść na dietę 0%, to mówie o tym mojemu
chłopakowi i na zakupach on już wie, czego nie kupować.
4.Zamiast kupować tabsy na odchudzanie, odkłądam tę kasę i kupuję coś
ładnego-tylko nie małe ubrania-mam przecież przybrać na wadze, a nie jesczze
chudnąć.
5.I najdrastyczniejsze:jak miałąm mega wyrzuty po jedzeniu, to jadłam i
łykałam hydroksyzynę i nie popijałam jedzenia-utrudniałam sobie rzyganie, jak
mogłam.
6.Jak mam ochotę na coś słodkiego i probuję to szukać np.jogurtem bez cukru i
tłuszczu, to mówię o tym chłopakowi i NA PRZEKÓR CHOROBIE idziemy po coś
dobrego do sklepu.

To na razie tyle, jak coś sobie jeszcze przypomnę, to dopiszę, ale chyba
najważniejsze jest mówić o swoim głodzie i potrzwebach, lękach, odczuciach
komuś bliskiemu.
Obserwuj wątek
    • martynam86 Re: Jak oszukuję anoreksję 05.04.09, 23:38
      Hmm...pozazdrościć, że masz takiego faceta...Mój niby mnie wspiera...Ale
      ostatnio...W sobotę był u mnie, zadzwonił mój kuzyn, żebyśmy wpadli na grilla.
      Mój chłopak uznał, że nie, bo miał focha o coś...Powiedziałam, że ja w takim
      razie też nie pójdę, bo nie chcę iść bez niego. Pojechał do domu, a ja poczułam
      chęć zwymiotowania po posiłku...Umówiliśmy się, że w takich sytuacjach będę
      dzwoniła do niego...dzwoniłam przez półtorej godziny albo dłużej...wymiotowałam
      2 razy...odezwał się po północy i powiedział, że był na grillu u
      kolegi...zrobiło mi się cholernie przykro...wiem, że nie mogę na niego liczyć
      ani mu ufać. Swoją drogą przykro mi, że poszedł do kumpla na imprezkę, skoro ja
      bez niego nie poszłam...Żeby to chociaż było pierwszy raz...;/ Ja widzę, że
      coraz częściej wymiotuję...Po 1. żeby nie mieć posiłku żadnego w żołądku, a po
      2. czuję wtedy jakąś psychiczną ulgę...Najbardziej lubię siedzieć godzinami na
      uczelni- wtedy nie jem, bo nie mam czasu, ewentualnie coś małego i
      zdrowego.Czasem zjem jakiegoś batonika, później mam wyrzuty sumienia. Marzę o
      wadze 40 kg. Teraz ważę 45-46 przy wzroście 153 cm i noszę rozmiar 34.
      • yield20 Re: Jak oszukuję anoreksję 06.04.09, 06:54
        Też mam 153 cm, masz wspaniałą wagę.. ja od niej zaczynałam. Teraz ważę 32 kg i
        za 2 godziny jadę do szpitala.
        • all-fredka Re: Jak oszukuję anoreksję 06.04.09, 09:47
          Kiedyś nie akceptowałam siebie i to przekładało się na brak akceptacji dla swojego wyglądu. Kiedy polubiłam siebie zaczęłam lubić, to jak wyglądam. Nie ważne ile ważę, a ważę więcej, bo jestem w ciąży i będę ważyć jeszcze więcej i więcej. Ale zamierzam lubić i akceptować swoje ciało, ponieważ ono nie może być moim wrogiem, chcę żeby było moim przyjacielem i służyło mi jeszcze wiele lat. Jest moje innego mieć nie będę, więc będę dbać o nie i nawet jeżeli nie do końca będzie takie jakim chciała będę je widzieć. to
          • lola.b Re: Jak oszukuję anoreksję 06.04.09, 12:23
            Fredka...pięknie powiedziane, chyba sobie wydrukuję i powieszę nad łóżkiem. I
            jeszcze wmawiam sobie,że nie ważne, ile będę ważyć, organizm sam sobie wybierze
            prawidłową wagę. Chciałabym wywalić wagę, bo jednak codziennie się ważę, ale
            jeszcze nie jestem dość silna, by to zrobić.
    • ankaaa Nie anoreksję, a SIEBIE 06.04.09, 13:55
      • loiseau Re: Nie anoreksję, a SIEBIE 06.04.09, 20:55
        Dokładnie tak samo pomyślałam. A co, jak ta anoreksja przeczyta wpis na forum i
        się wyda? Ech...
        A w temacie do Loli - obsesja nadal siedzi Ci w głowie. Stworzyłaś sobie
        natomiast dość wyrafinowany sposób na to, by dalej tej obsesji podlegać, ale
        przed sobą mieć poczucie, że idziesz w stronę zdrowia.
        • lola.b Re: Nie anoreksję, a SIEBIE 07.04.09, 10:57
          Pewnie, że siedzi, wiem o tym doskonale, próbuję jednak z tym walczyć tak jak
          umiem. Nie rozumiem, czemu napisałyście, że oszukuję siebie, no nie kminie tego..
          • loiseau Re: Nie anoreksję, a SIEBIE 07.04.09, 22:58
            Oszukujesz siebie, bo wydaje Ci się, że wyleczysz się z anoreksji zamieniając
            rzeczy, które jesz na inne.
            Moim zdaniem, po prostu zamienisz sobie anoreksję na inny sposób koncentracji na
            jedzeniu, nazwijmy to obsesją czy jakkolwiek. Mniej groźną, ale ciągle jedzenie
            jest pępkiem Twojego świata.
            Jasne, że to dobry pierwszy krok, aby nie umrzeć z głodu i wycieńczenia.
            Szczerze życzę Ci jednak dalszych kroków (np. w postaci terapii), podczas
            których nauczysz się wielu nowych i odkrywczych rzeczy:) Natomiast jeżeli
            poprzestaniesz na tym pierwszym kroku, to problem będzie Ci dalej towarzyszył,
            ale być może pod inną postacią. Przyznam się, że już nie wierzę w samoistne
            zanikanie ED:) Chociaż wielokrotnie mi się tak wydawało w przeciągu wielu lat,
            kiedy to mam.
    • metal_fish Re: Jak oszukuję anoreksję 07.04.09, 17:56
      też nie rozumiem czemu twierdzicie że autorka posta oszukuje siebie..... wydaje mi się że kluczem do walki jest właśnie uświadomienie sobie choroby i momentów kiedy to ona nami zaczyna kierować.pomoc bliskich jest tu nieoceniona. dla mnie wsparciem jest akurat mama. np. gdy jemy razem obiad na mieście i pyta się mnie na co mam ochote to mówie jej np. że choroba podpowiada mi sałatke a smak że chętnie zjadłabym spaghetti. wtedy ona pomaga mi mówiąc np. że spaghetti jest dla mnie dobre jeśli chce wyzdrowieć, że ma ponoć dobry wpływ na nastrój, kalorie które pozwolą mi żyć i przytyć - a przecież chce żyć i mieć siłę na to życie. takich przykładów można by mnożyć.... dzięki takiemu szczeremu mówieniu o chorobie "oszukuje" ją i zjadam pyszne kalorie zamiast zieleniny czy coli light :] mówcie co chcecie - ja pochwalam autorkę i życze wytrwałość w "oszustwach"!
      • ankaaa Re: Jak oszukuję anoreksję 07.04.09, 20:37
        Czyli życzysz jej wiecznego chorowania ?

        Z czasem dojdziesz o co nam chodzi.
        • metal_fish Re: Jak oszukuję anoreksję 07.04.09, 21:50
          nie - wyzdrowienia. to co robi wydaje mi się pierwszym do tego krokiem. trzeba sobie uświadomić w ogóle chorobe a potem sytuacje w których się odzywa czy kiedy albo w jakim celu ją wykorzystujemy. dopiero wtedy można z tym walczyć.... i wygrać tę walkę. czego życze autorce wątku i wszystkim innym tu
          • mycha823 Re: Jak oszukuję anoreksję 07.04.09, 22:09
            metal_fish napisała:

            > nie - wyzdrowienia. to co robi wydaje mi się pierwszym do tego krokiem. trzeba
            > sobie uświadomić w ogóle chorobe a potem sytuacje w których się odzywa czy kied
            > y albo w jakim celu ją wykorzystujemy. dopiero wtedy można z tym walczyć.... i
            > wygrać tę walkę. czego życze autorce wątku i wszystkim innym tu

            Bo anoreksja siedzi w głowie, i tego się musimy pozbyć z głowy. Znalezc inny
            sposób na walkę z problemami i tym co nas boli w środku, a w tedy normalne
            jedzenie przyjdzie samo. Dlatego skupianie się nad tym co jemy i wybieranie
            pizzy zamiast sałaty bez żadnej terapii nie jest dobrym sposobem na walkę z tą
            chorobą...
            • lola.b Re: Jak oszukuję anoreksję 08.04.09, 11:38
              Już rozumiem, czemu twierdzicie, że oszukuję siebie. Problem w tym, że na
              terapię chodziłam przez 3 lata, nic mi to nie dało, co z tego, że wiem, co się
              składa na mój jadłowstręt, skoro perfekcjonizm i tak wygrywa?
              To, co teraz robię to moja ostatnia deska ratunku, bo próbowałam już terapii,
              szpitali, psychiatrów. Właśnie ostatnio byłam na jednej rozmowie z psychiatrą,
              który powiedział, że jest szansa, że przyzwyczaję się do jedzenia,że przestanę
              je traktować jak wroga. Więc próbuję teraz w tę mańkę, bo innego wyjścia, oprócz
              śmierci głodowej, nie widzę.
              • ankaaa Re: Jak oszukuję anoreksję 09.04.09, 10:39
                Wiesz co ja bym na twoim miejscu zrobiła ?

                Pozwoliłabym sobie chorować do woli. Serio.


                • lola.b Re: Jak oszukuję anoreksję 09.04.09, 12:27
                  Czemu??
                  • martynam86 Re: Jak oszukuję anoreksję 09.04.09, 16:49
                    Ja też nie rozumiem, czemu miałaby chorować??? Co za bzdura! Ja uważam, że każda
                    metoda jest dobra. Najważniejsze, że chce walczyć!
                  • ankaaa Re: Jak oszukuję anoreksję 09.04.09, 19:37
                    Hm ... może inaczej.

                    Dokładnie tak jak piszesz - "spróbuj w tę mańkę" -> choruj do woli,
                    bez żadnych ograniczeń.

                    I odezwij się za jakiś czas - jak Ci idzie chorowanie, ok ?
                    • lola.b Tak mi dzie chorowanie 29.04.09, 16:07
                      No i źle mi idzie chorowanie, chudnę, ograniczam jedzenie, nawet jak zjem coś
                      niskokalorycznego(3 rzodkiewki albo marchewka) to i tak zaraz pędzę do kibla.
                      Zdążyłam się już nabawić anemii i zaburzeń elektrolitowych. Nie wiem, czemu
                      miała służyć ta metoda, żeby pozwolić sobie chorować do woli.
                      • dorota574 Re: Tak mi dzie chorowanie 29.04.09, 16:32
                        . Witaj !
                        Przeczytaj jeszcze raz wszystkie posty, adojdziesz do wniosku, ze z
                        tych osob, ktore ci odpowiedzialy, nie ma nawet jednej, ktora chce
                        sie wyleczyc.
                        Nikt ci nie wsparl, nie zachecil, wszyscy ocenili , ze niepotrzenie
                        wymyslasz bo oni wieda z gory, ze nie da pozytywnyc rezultatow.
                        Na terapie tez chodza tylko w tym celu aby udowodnic terapeucie, ze
                        z jch choroba nie wygra.
                        Jak chcesz z tego wyjsc, to nie dyskutuj z chorymi.

                        To co postanowilas robic, to byla obra droga. Dlaczego im uwierzylas?

                        Ja im wszystkim zadaje pytanie: Co dla nich jest wazniejsze, czy sie
                        wyleczyc, czy udowodnic swiatu, ze ta choroba jest nieuleczalna ?

                        Kazda choroba powstala na poziomie percepcji, na poziomie komunikatu
                        jest uleczalna, a to dlatego, ze czlowiek jest zmienny i bledy w
                        widzeniu siebie i swiata nie sa dane nikomu na wiecznosc.

                        Nasze poglady i wyobrazenia ulegaja ewolucji,

                        Glowa do gory, nie wszystko jest stracone.
                        • metal_fish Re: Tak mi dzie chorowanie 29.04.09, 17:59
                          nareszcie! nareszcie ktoś kto myśli tak jak ja - że można wyzdrowieć i każdy sposób jest na to dobry jeśli przynosi efekt. a sposób autorki wątku przynosi napewno takie że je a to bardzo dużo zwłaszcze gdy balansuje się na granicy życia i śmierci gdzie każda kaloria jest na wagę złota. ja będąc w takiej sytuacji wiem że lepsze jest zjedzenie na drodze "oszustwa" niż nie zjedzenie wcale... i każdy sposób na to jest dobry.
                          • dorota574 Re: Do meal_fish 29.04.09, 18:16
                            Witam !
                            A powiem ci wiecej, ze nikt z ludzi nie jest wstanie stworzyc sobie
                            obietktyny, "prawdziwy", rzeczywisty swiat.Taki bowiem nie istnieje.
                            Jak powiedzial Watzlawick: " Jeden twierdzi, ze szklanka jest do
                            polowy pelna a drugi , ze do polowy pusta.Oboje sie oklamuja"
                            • loiseau Re: Do meal_fish 29.04.09, 20:34
                              Wszystko świetnie, Doroto. Tylko zauważ, że Lola mimo swojej metody, którą tu
                              opisała, cierpi dalej. Przyznała po jakimś czasie, że dalej choruje.
                              To nieprawda, że każda metoda na wyzdrowienie jest dobra. Dobre są metody
                              skuteczne:) A koncentracja na jedzeniu przy zaburzeniach odżywiania jak widać
                              skuteczna nie jest.
                        • loiseau Re: Tak mi dzie chorowanie 29.04.09, 20:39
                          Niemalże z zapartym tchem śledzę Twoje posty:) Ale do rzeczy,



                          > . Witaj !
                          > Przeczytaj jeszcze raz wszystkie posty, adojdziesz do wniosku, ze z
                          > tych osob, ktore ci odpowiedzialy, nie ma nawet jednej, ktora chce
                          > sie wyleczyc.

                          Bardzo ciekawa uwaga. Czy mogłabyś powiedzieć coś więcej? Jak, dla przykładu,
                          zauważyłaś, że ja się nie chcę wyleczyć:)?


                          > Nikt ci nie wsparl, nie zachecil, wszyscy ocenili , ze niepotrzenie
                          > wymyslasz bo oni wieda z gory, ze nie da pozytywnyc rezultatow.
                          > Na terapie tez chodza tylko w tym celu aby udowodnic terapeucie, ze
                          > z jch choroba nie wygra.

                          poprosze o rozwinięcie tej myśli, j.w.

                          > Jak chcesz z tego wyjsc, to nie dyskutuj z chorymi.
                          >

                          Ergo - zdaj się na Dorotę, jedyną widzącą w mieście ślepców:)

                          > To co postanowilas robic, to byla obra droga. Dlaczego im uwierzylas?
                          >
                          > Ja im wszystkim zadaje pytanie: Co dla nich jest wazniejsze, czy sie
                          > wyleczyc, czy udowodnic swiatu, ze ta choroba jest nieuleczalna ?
                          >
                          > Kazda choroba powstala na poziomie percepcji, na poziomie komunikatu
                          > jest uleczalna, a to dlatego, ze czlowiek jest zmienny i bledy w
                          > widzeniu siebie i swiata nie sa dane nikomu na wiecznosc.
                          >

                          Zgadzam się z Tobą po części - sporo chorób jest uleczalnych. ED jak najbardziej
                          da się wyleczyć. Ale stwierdzenie, że to tylko kwestia percepcji jest dużym
                          uproszczeniem i brakiem znajomości tematu!


                          > Nasze poglady i wyobrazenia ulegaja ewolucji,
                          >
                          > Glowa do gory, nie wszystko jest stracone.
                          • dorota574 Re: odp. do loiseau 30.04.09, 01:11
                            Witaj, wejdz na watek "musze pogadac warszawa ", Tam rzucilam
                            propozycje ameli. ona nie jest zainteresowana, a moze ty w to
                            wejdziesz?
                            Na ciebie tez jest metoda!
                      • ankaaa Re: Tak mi dzie chorowanie 30.04.09, 18:40
                        Trudno, ja też czegoś innego sie spodziewałam ;/
                        Ale mniejsza z tym - to nie miejsce na tego typu dysputy.

                        Powiedz mi tylko z jakiej terapii korzystałaś ?
                        Bo twoje metody nie są dobre i do niczego ciebie nie doprowadzą - a
                        jedynie do gorszego stanu psych. Jedyne - uparcie to powtarzam -
                        terapia, ale u odpowiedniej osoby ;)
                        Wrzuć w google - certyfikowani psychoterapeuci polskiego towarzystwa
                        psychiatrycznego i wśród nich znajdż kogoś z twojego miasta. Ew.
                        podaj swoje miejsce zamieszkania, i jesli znam kogos dobrego to Ci
                        polecę.
                        • lola.b Re: Tak mi dzie chorowanie 02.05.09, 00:55
                          Nie umiem powiedzieć, z jakiej terapii korzystałam, po prostu chodziłam na
                          spotkania z psychologiem, chyba nie rozumiem pytania..
                          Jestem ze Szczecina, fajnie byłoby, jakbyś mogła mi kogoś polecić, zaczynam
                          spadać w dół. Waga niby się zatrzymała, ale ja dobrze wiem, że to nie dlatego,
                          że jem, ale dlatego, że zaczęłam sobie dostarczać kalorii przez alkohol, byle
                          tylko nie myśleć o tym, jak już przytyłam i jaka jestem gruba i jak bardzo nie
                          mogę ma siebie patrzeć. Wiem, że jak tak dalej pójdzie to się wykończę,
                          nauczyłam się zwracać szybko i prawie bezgłośnie, więc nawet marchewki i cola
                          light idą się jebać. Zastanawiam się, czy to już nie bulimia, ale nie mam
                          klasycznych napadów, po prostu próbuję normalnie jeść i nie jestem w stanie tego
                          ścierpieć, że mam coś w żołądku.
                          • ankaaa Re: Tak mi dzie chorowanie 03.05.09, 16:32
                            Niestety nikogo osobiście nie znam ze Szczecina.

                            W necie znalazłam sensowną ofertę --->
                            www.psychoterapeuta.szczecin.pl/omnie.html
                            A tu masz 2 linki i wśród nich poszukaj kogoś z twojego miasta.
                            psychiatria.org.pl/news,tekst,1,lista_certyfikowanych_psychoterapeutow
                            www.ptp.org.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=53
                            Te certyfikaty dają ci większą pewność, ze trafisz do odopowiedniej
                            osoby.
                            • lola.b Re: Tak mi dzie chorowanie 03.05.09, 21:24
                              Dzięki ankaaa, na razie znalazłam kogoś innego, niestety nie ma go na tej
                              liście, co trochę mnie martwi, ale znam prywatnie tę osobę i lubię ją, więc może
                              warto spróbować?
                              • ankaaa Re: Tak mi dzie chorowanie 03.05.09, 22:42
                                Nie możesz iść do osoby, którą znasz prywatnie.
                                • lola.b Re: Tak mi dzie chorowanie 03.05.09, 23:12
                                  Ale dlaczego? To żadna przyjaciółka ani bliska koleżanka. Poznałam ja jakiś czas
                                  temu, ale potem długi czas nie utrzymywałam kontaktów.
                                  Boję się zaczynać psychoterapię zupełnie od zera, poznawać psychologa, tak
                                  byłoby mi chociaż łatwiej się otworzyć..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka