anna.1410
24.12.13, 14:38
Dzień dobry. Wiem, że forum to dotyczy pomocy rodzinom z dziećmi, i przepraszam że piszę w Wigilię, ale forum znam i przeglądam i wiem, że jesteście cudowne w podpowiadaniu rozwiązań systemowych rodzinom które znalazły się w trudnej sytuacji. Dlatego proszę, wybaczcie mi zawracanie głowy, szczególnie w okresie świątecznym, ale nie wiem, gdzie indziej mogłabym się udać.
Mam na imię Anna, mam 20 lat. Dnia 17 grudnia mój tata podczas rozmowy stracił przytomność. Diagnoza- pęknięty tętniak, masywny wylew krwi do mózgu. Został przetransportowany karetką do szpitala przy ul. Banacha (jesteśmy z Warszawy), gdzie 18 grudnia przeszedł zabieg embolizacji, podczas którego wystąpiły powikłania- podczas próby wprowadzenia sprężynki do tętnicy z jej ściany oderwała się blaszka miażdżycowa, która płynąc w górę utknęła w ślepym naczyniu krwionośnym w mózgu, zasilającym ośrodek mowy. Nie ma szans na jej usunięcie/rozpuszczenie farmakologiczne, ponieważ jest "zwapniała" (tym wyrażeniem posłużył się lekarz). Jedyną nadzieją jest tzw. "mostkowanie" tj. wytworzenie się nowych połączeń w mózgu w miejsce tych wyłączonych z obiegu. Podobno u dzieci przebiega to błyskawicznie- ale tata ma 60 lat. Nie wiadomo kiedy i czy w ogóle jest to możliwe.
Od tego dnia mieszkamy w szpitalu. Stan taty jest ogólnie "dobry" tzn. póki co nie wystąpiły żadne groźne powikłania (skurcz naczyń, udar) których się obawiamy. Niemniej wylew zebrał swoje żniwo, a wszelkie nadzieje (że to wynik sedacji) już się rozwiały.
Tata mówi, ale z dużym wysiłkiem, szuka słów, nie znajduje, denerwuje się. Wrzeszczy "DAJ MI TO!! NO TOO!!", obraża nas, albo mówi rzeczy zupełnie "od czapy"- bełkocze, to znowu mówi wyraźnie ale bez sensu, stan ten nie ulega poprawie, wręcz jest gorzej. Nadto jest agresywny, tej nocy zdemolował pół łazienki, kopał pielęgniarki (jedną w twarz, gdy próbowała go podnieść, bo leżał nago na korytarzu), szarpał się, wyrywał, a waży prawie 100 kg. To, że opuścił samodzielnie łóżko jest niebywałe, bo wcześniejsze próby pionizacji z rehabilitantem kończyły się jego rykiem i napadem furii, nie chodził w ogóle. Dzisiaj spędził z nami "wigilię" przywiązany do łóżka skórzanymi pasami. Nie będę pisać, jak jest to dla mnie trudne, myślę, że nie trzeba. Ponadto wystąpił paraliż prawej ręki, zez, afazja. Nie wie jaki mamy dzień, miesiąc, że to święta. Pyta 10 razy o to samo. Wydaje mu się, że dzwoniące tramwaje pod oknem to dzwony kościelne, pyta non stop o godzinę, i wpada w szał, bo jego "dzwony" nie zgadzają się z tym co mówimy. Dzisiaj absolutnie perfidnie zsikał się w łóżko, na złość mamie, która pytała go 3 razy, czy siusiu mu się chce. Na pytanie czemu nie powiedział, że musi dostać kaczkę (dzisiaj był pierwszy dzień bez pieluch) roześmiał się i wywrzeszczał "BO NIEEE".
Nie piszę tego ot tak. Piszę, bo nasza sytuacja wygląda następująco: Ja na co dzień studiuję i mieszkam w Gdańsku. Mój o rok starszy brat studiuje i mieszka w centrum Warszawy. W naszym domu rodzinnym została mama z tatą. Mama, która nie pracuje i od 20 lat leczy się psychiatrycznie (Depresja, nawracające nerwice, schorzenia towarzyszące) i jest w gruncie rzeczy słabiutka.
Tata jest, a raczej był jedynym żywicielem rodziny. Niecały miesiąc temu został zatrudniony w nowej pracy- jako redaktor naczelny jednego z pism. Jak możecie się domyśleć, to człowiek który pracował wyłącznie głową. Mową, pismem. Na razie powiadomiliśmy redakcję, że jest hospitalizowany. Ale i tak najpewniej zastąpią go kimś innym w trybie natychmiastowym.
Decyzję o przerwaniu studiów podjęłam w dwie sekundy. Mój brat jest człowiekiem nie stroniącym od używek, niepewnym, słabym, depresyjnym. Martwimy się o niego obie z mamą. Jeżeli uda się utrzymać go na studiach dziennych, do tego właśnie będziemy dążyć.
Ale...co teraz? Nie mamy żadnych oszczędności, wręcz horrendalne długi (tata długo był bez pracy). Nikogo, żadnej rodziny do pomocy. Również tej najważniejszej, finansowej. Mama nie nadaje się do pracy, chyba że w domu (jest tłumaczem j. angielskiego). To nie wymówka, jest po prostu niezdolna do przebywania długi czas poza domem, prowadzenia samochodu na dystans wykraczający poza dzielnicę. Boję się o nią, ma zwiększone dawki leków, ale nie wiem ile wytrzyma.
Co możemy zrobić? Jakie wnioski, jakie dokumenty musimy skompletować, żeby uzyskać pomoc? Tata najpewniej po wypisie dostanie skierowanie do Instytutu Psychiatrii i Neurologii przy ul. Sobieskiego, ale to na pewno nie jedyna rehabilitacja jaka go czeka. Na pewno rehabilitacja psychiatryczna, mowy, ruchowa. Najpewniej część prywatnie. Zrobimy wszystko, żeby odzyskać ojca.
Czy należy nam się jakiekolwiek świadczenie, jeżeli tak, jak należy to załatwić? Czy mama, ze swoim stanem zdrowia może objąć nad ojcem kuratelę medyczną? Czy to już musi być ubezwłasnowolnienie? Jest agresywny, nie ma jasnego osądu, ani żadnego samokrytycyzmu. Nie zgodzi się na nic. Do tej pory on zarządzał finansami, jak uzyskać możliwość reprezentowania go prawnie? Jest właścicielem naszego domu (od pół roku wystawionego na sprzedaż), samochodu (również do sprzedania), jak można scedować to na mamę lub mnie? Czy ja mogę ubiegać się o urlop dziekański, bądź czy jest jakikolwiek inny sposób, żebym mogła nie przerwać studiów a jedynie je zawiesić? No i najważniejsze- z czego mamy żyć? Tzn., ja jestem gotowa podjąć jakąkolwiek pracę, natychmiast, brata w razie potrzeby zmuszę po prostu, ale to nijak nie wystarczy. Z resztą nie wiem, czy będę w stanie zostawić ich samych, mamę (1,60 wzrostu) do opieki nad stu kilowym, nieobliczalnym ojcem. Ale co dalej? Wierzę, na przekór wszystkiemu, że go odzyskamy. Ale co do tego czasu?
Przepraszam, że tu piszę. Jak wspomniałam, nie wiedziałam gdzie indziej mogę się udać. Dnia 17.12 załamało nam się życie. Dlatego, przez łzy na klawiaturze, proszę Was o pomoc.