Dodaj do ulubionych

od strony prawnej

11.01.09, 01:55
witam forumowiczki, nie mam na co dzień do czynienia z prawem, więc może tutaj
mi ci co są bardziej obeznani w temacie naświetlą sytuację. dziś byłam u
mojego byłego spróbować pogadać na spokojnie. mamy dwie malutkie córeczki, i
nie mam pracy, chociaz mozolnie dopracowuję braki nocami, żeby dobić w swoim
czasie do czegoś lepszego niż kasa fiskalna. mąż pracuje sobie w holandii,
jest w jednym z lepszych zawodów, na monterce okrętów. po wielkiej i zażartej
walce o trzeżwą ocenę sytuacji jakiś czas temu wywalczyłam alimenty i
obietnicę , że przestanie olewac sprawę. 2 lata temu wyjechał, przed wyjazdem
prosił mnie o pomoc w załatwieniu tego wyjazdu, który miał byc szansą dla nas
na jakieś unormalizowanie tej sytuacji. moja pomoc ograniczyć się miała do
podpisania się na kredycie, bo jesteśmy jeszcze oficjalnie małżeństwem, ja po
wielkiej bitwie w głowie sama ze swoimi myślami zdecydowałam się to zrobić,
bez tego nie dostałby tego kredytu.
strona prawna która jest dla mnie na razie niemożliwą do przewidzenia, dotyczy
dzieci, nie pieniędzy. próbuję naświetlić sytuację. tamte pieniądze (4 000,-
zł) miały byc na opłacenie przejazdu do holandii, kupienie jakichś ciuchów,
walizki, zapas na mieszkanie i w ogóle już nie pamiętam co tam mi nawciskał,
no ale fakt faktem , że jak się jedzie do pracy w świat, i to z zamiarem
zostania na zawsze to każdy głupi rozumie, że nie można jechać gołym. moje
oponowanie, że to za dużo, na nic się zdało. w każdym bądż razie miało to być
na wyjazd. kasę dostał, wyjazd miał załatwiony na pażdziernik, to był wtedy
koniec sierpnia. ja nie dostałam od niego wtedy żadnych alimentów, na ten
sierpień. przyjechali mi z elektrowni odciąc prad i nawet nie miałam siły
mówić, tak płakałam, i facetowi chyba serce się pokroiło, bo nie odciął, od
chrzestnej pożyczyłam te głupie 100 zł, że niby tak rata, i wpłaciłam,
pojechałam 2 tygodnie pożniej do niego, bo taniej mi wychodziły bilety niż
dzwonienie, które w dodatku było olewane. mało trupem nie padłam, jak jego
mama mnie poinformowała, że właśnie wczoraj wrócił (mieszkamy oboje koło
Gdańska), od dziewczyny swojej która mieszka na Mazurach i WSZYSTKO wydał na
hotel i duperele kiedy był tam z nią. ja nie uwierzyłam, mówiłam ze może ma
gdzieś schowane, ale powiedziała że nie, i że sam się jej przyznał, i jeszcze
powiedział czy mu pożyczy na ten cholerny bilet do tej holandii. jego mama czy
mu pożyczy.
to tylko początek bajki, dalej było naprawdę jak w bajce- w sierpniu teściowie
nie mogli kompletnie mi pomóc, nie byli w stanie. we wrześniu dostałam od
komornika przekaz (ściągnięte alimenty z wypłaty) w kwocie 61 zł. prąd nade
mną wisiał, myślałam że oszaleję ze strachu, bo podłaczanie prądu kosztuje w
tysiącach podobno. ktoś z rodziny mi znowu pożyczył, i wpłaciłam kolejną
stówę, a jedzenie kradłam po polach ludziom - w nocy, w sklepie kobieta dawała
mi "na zeszyt" to, czego nie miałam szans zdobyć inaczej, czyli proszek do
prania itd. te warzywa od tych ludzi uratowały wtedy nam życie. w pażdzierniku
teściowie chyba się wstydzili za niego, nieważne pobudki - dali nam kilka
stów, teraz nie pamiętam dobrze, ale chyba rzędu 400 czy 500 zł. dziękowałam
Bogu, że pomogli i tylko ryczałam po nocach,że on teraz ucieknie, a ja idiotka
bedę miała odsetki od tego kredytu i zamkną mnie do więzienia. wtedy w
listopadzie mąż przyszedł, że chce wziąć drugi kredyt, naprawdę na wyjazd i że
chce pracować, a tamten i tak odda i tak. ja już nawet nie słuchałam. nie
wiem, skąd - ale wytrzasnął pieniądze, kupił za to lapatopa, spotkałam go
wtedy na mieście przypadkiem, i kazałam kupić córce starszej jakąkolwiek
zabawkę, bo nigdy jeszce nic od niego nie dostała,a kiedy byliśmy jeszcze
razem, to przebywanie z małą było dla niego fajne i przez to mała go też
kochała z całego serducha. w domu pytała mnie o to kiedy coś tata jej da, i w
końcu już nie mogłam na to patrzec, i stad ten przymus. na zaprzeczenie,że
szkoda mu pieniędzy bo maskotke sa drogie zaprowadziłam go pod kiosk, i tam
powiedziałam, że odchodzę z wózkiem na bok, a ona ma sobie wybrać z półki z
maskotkami za 6 zł. kupił jej tygryska, zawstydził się i uciekł pytając czy
nie chciałabym pójść się pożegnac z nim do hotelu... on miał zawsze poczucie
humoru, ale nie w tym rzecz. alimentów żadnych też nie dostałam od niego, za
to od teściów było na życie też uczciwie wyłożone 2 razy po 200 zł. wyjazd
doszedł do skutku, a ja kolejną wigilię miałam w perspektywie głodną i
przerażliwie dołującą. do wigilii jakoś dociągnęłyśmy, próbowałam załatwiać
dom samotnej matki, różnych rzeczy próbowałam aż w końcu zabrakło mi sił na
wożenie dzieci na piechotę na jednym wózku w pogodę, żeby nie płacić za
bilety. wiele kilometrów wcześniej odwaliłam w lato i po prostu wysiadły mi
kolana i serce, szybciej się męczyłam, bo wiadomo - pod górkę to można oszalec
z wysiłku walczac z wiatrem. tuż przed wigilią, w ostatni dzień przed nią,
przyjechał i przywiozł za półtora miesiaca alimenty, powiedział że mam sie nie
martwic i że jedzie po sylwestrze. kupiłam dzieciom buciki, które mi się sniły
po nocach, kupiłam kurtkę cieplą starszej córce, pospłacałam długi, i byłam
dobrej myśli. potem sytuacja się ustabilizowała na 5 miesięcy- płacił uczciwie
dzieciom normalnie, po pięciu miesiąch powiedział przez telefon mamie swojej
że musi przyjechać, bo z ta wiolą do obgadania. mnie to nie interesuje, co,
pytałam tylko czy pracuje. przyjechał, został 2 tygodnie, pojechał z powrotem.
przez cały maj nie zobaczyłam wtedy grosza. w czewrcu przysłał jak gdyby nigdy
nic, za jeden miesiąc. jakoś z tego wybrnęłam, teściowie dorzucili mi 100 zł,
ale długów z rachunkami nie było, bo jestem na to uczulona. potem w lipcu nie
dostałyśmy od niego w ogóle nic, w sierpniu też nie, a tesciowie co miesiąc
raz na 2 tygodnie dawali mi całe 200 zł. tak żyłyśmy w lato. na moje straszne
prośby, żeby pomogli w opiece nad małymi, a ja pójdę gdziekolwiek, nawet do
hipermarketów sprzątać w nocy, teściowa mówiła,że raczej nie, bo za dużo
hałasu w nocy, i teściu nie może się wyspać do pracy. ja ją rozumiałam, co
miała robić, jak nie załagodzić sytuację, oni oboje pracują, mają do tego małe
dziecko, 10letnią dziewczynkę a moje córki to żywa 2latka i nerwowa na czyjąś
rękę półroczna dziewczynka. ale ja tak prosiłam, że w końcu mi uległa i za
miesiąc się zgodziła. poszłam do auchan sprzątać nocami na weekendy, ale
tesciu nie dawał rady, z tym płaczem młodszej córki przy usypianiu w
niedzielę, i po tygodniu powiedział dość. teściowa mi tłumaczyła że muszę
jakoś dać sobie radę sama.
potem sytuacja się zmieniła o tyle, ze pomagać na mogli nieregularnie, bo
kończyli ogrzewanie przed zimą, i po prostu to im zżerało kasę. ale pomagali,
starczało mi na biedne, ale jakieś - wyżywienie dla dziewczynek.w listopadzie
też nie przyszło od niego nic i w grudniu przyszło za 3 miesiące. ja tylko go
pytała co będzie za miesiąc, co odebrał jako "tylko kasa jej w głowie i
jeszcze jej mało". jeden miesiąc to u nas 1300zł. wtedy przyszło rzeczywiście,
3900zł . potem to wszytko się powterzało jeszcze 3 razy, ale teraz w wakacje
kiedy też całe lato była znowu taka bieda że nia miałam jak zrobic
jakichkolwiek zapasów na zimę, to już nie miałam siły milczec. i tak na
zmianę- pare miesiecy normalnego życia, potem przerwa na 3 albo miesiące, i
potem hurtem całość zaległości, albo opuszczony miesiąc. teraz już nie
zdzierżyłam i kiedy mi na początek grudnia znowu zakomunikował że nie da rady
po prostu, bo chory był (w czasie choroby przyjechał tu, i pił z kolegami) i
dlatego nie ma wypłaty, a chorobowe mu wypłacą za x czasu i raczej nieprędko,
już wiedziałam, nie ma wyjścia, musze do pracy. teściowa najpierw że muszę
sobie sama jakoś radzić bo ona też miała dzieci i też była z tym sama, ale
potem miałam już w nosie wszytko,tłumaczyłam jej jak otępiałej że sytuacja
jest taka że mus. muszę po prostu mieć odłożone na wszelki wypadek
jakiekolwie
Obserwuj wątek
    • szafirowa_noc Re: od strony prawnej 11.01.09, 02:44
      pieniądze, bo inaczej opieka mi zabierze dzieci do domu dziecka przez jego durną
      głowę, i nawet będzie to słuszne. teściowa zrozumiała, czy było jej głupio
      odmawiać nie wiem, ale sie zgodziła. teraz cały czas szukam pracy na kasie , w
      okolicach domu teściów, a mój były to wszytko pomija głębokim milczeniem.
      teściowa też obiecała że po 5tym stycznia będzie mogła coś odłożyc dla
      dziewczynek , bo teraz nie ma jak. ( były święta , sylwester). mój były
      powiedział z grubej rury,ze do temtej firmy już nie wróci i że go oszukują z
      kasą i chce pracowac gdzie indziej, a do tego czasu nie może mi nic dać , bo nic
      nie ma. teraz tydzień temu pytałam teściową przez tel czy mogę przyjechać tak
      jak się umawiałyśmy, i czy pojechał wreszcie do tej pracy, a ona ,że nie , jest
      chory i nie pojedzie bo jest chory, a jak spytałam to co do cholery robi, to
      mówi, tak jak zawsze, przecież on zawsze całymi dniami siedzi u kolegów. mnie
      krew zalała, i mówię , mamo, wczoraj mi się skopńczył gaz, ja nie mam już nawet
      2 zł w portefelu żeby przyjechac, niech ktoś od was podwiezie mi cokolwiek, na
      gaz i chociaz kilkadziesiąt zł. teściowa na to- ale to doipiero w poniedziałek.
      a ja na to, że mrozy przyszły i nie ma gorącego jedzenia, nie mam jak rozgrzać
      dzieci nawet zupą, a ona na to - no faktycznie, zobaczę, ale nie obiecuję.
      przyjechała do mnie, do połowy drogi, wzięła od niego 300 zł. i dzisiaj już nie
      mogłam tego znieśc, tego niepewnego życia i nie przespanych nocy, i pojechałam
      do nich pogadać z nim i zrozumieć o co chodzi i co dalej. juz na wstepie jak
      powiedziałam że nie mam juz siły tak dalej teściowa mi tylko odparowała że ja
      też takiego kogoś muszę zrozumieć , bo jest zima, nie ma pracy, a mi chodzi
      tylko o pieniądze. liczy się dla mnie tylko te 1300 zł i nic więcej, pytam a
      skąd siebierze podstawa utzymania dwójki takich amłych dzieci, jak nie za
      pieniadze, a ona na to że mam isc do pracy i musze sobie radzic sama, i mam jej
      NIC nie mówić, bo ona też była sama, jej mąż pił nałogowo i też sobie jakoś
      poradziła. tłumaczę jej rzeczowo, że przedszkole mi nie przysługuje, bo nie mamy
      rozwodu, a tylko samotna matka ma pierwszeństwo w takiej sytuacji, a ta mi na
      odlew- to załatw to jakoś! opieka wtedy chodzi po sąsiadach, i sprawdza że
      jesteś samotną matką i nie trzeba wcale mieć tego prawnie na piśmie. nie da rady
      na ten temat, myśle to powiem na inny, mówię ze nie pierwszy raz , NIE PIERWSZY
      RAZ jest ta sytuacja, i tu już zaczęłam wrzeszczeć, że nie mam tych dzieci
      sama, obowiązkiem rodziców do usranej śmierci a potem sie poprawiłam ze do czasu
      jakiegoś względnego odchowania maluchów jest naszym obowiązkiem zapewnienie im
      bezustannej opieki, bo coś może im sie stać gdy zostana same na bodaj godzinę. i
      oprócz tej cholernej opieki zapewnienie im chleba, a nie ze dziecko ciasto w
      domu piecze ze mną raz na 2 miesiące, kanapki raz na x czasu, i na kozaki nie
      ma! i dalej krzyczałam już do nich- o wszystkim, że jak teraz przyjechał to
      pojechała sobie kupić drugą kurtkę, drugie buty na zimę, że co dzień pije a oni
      na to patrzą!! że jak przed wyjazdem był u nich, to sobie grał na komputerze , i
      nie chodził do pracy, i przychodził szef do nich, pytał czemu on do k... nędzy
      nie pracuje, ma świetne ręce do roboty i nawet 2 i pół koła by dostał, zeby
      tylko nie opuszczał roboty! już nie mogłam mówic spokojnie, krzyczałam
      krzyczałam, i wtedy tesciowa mi na to , ze nie moge sie ząłam,ywac bo oni widza
      wszsytscy ze sie zalamuje, ze musze liczyc na siebie, i isc do pracy. mówię, że
      opieka kosztuje teraz za dziecko 800 zł na miesiac, a przedszkole 300 zł, a ta
      mi argumenty, ze wszytsko sie da załatwić jak sie dobrze poszuka. na kasie
      zarobię 1 000 zł z kawałkiem, i po odliczeniu opieki zostanie mi 200 albo 300
      zł, ale ja nawet nie mam tego przyznanego miejsca w przedszkolu! nawet nie
      jestem samotną matką!!
      i na koniec przyszło to najgorsze, mówi że ojciec dzieci powiedział ze ma tego
      dość, i że jak tak dalej bedzie, to naprawde dzieci mi odbierze, i przywiezie je
      tutaj. a ja wtedy bede mogła pracowac skoro mi tak ciezko znalezc tą opiekę, a
      oni sobie jakoś poradza, i tak pomagają mi tylko ze wzgledu na dzieci. JA JUZ
      NIE MIALAM SŁOW. pytam tylko czy on sie nimi bedzie zajmował, a tesciowa na to,
      ze nie, ona sie wszytstkim zajmie. a on pojedzie do holandii. i jak ja na to ze
      on jest nieodpowiedzialny i nie da rady tego przeprowadzic sadownie bo nie
      wykazywał zadnego zainteresowania zyciem dzieci kiedy błagałam o jedzenie dla
      nich, to tez mi cos odpowiedziala. i na koniec, ze tak jak ją opisałam w
      pierwszym pozwie rozwodowym, i ją predstawiłam w takim swietle, tak samo moge
      sobie pisać. w pozwie były same fakty. potem jeszce go broniła, ale juz nie
      pamietam co, bo rozbolała mnie głowa. potem przylecial były od kumpli,powiedział
      mi w drugim pokoju ze tak jak było do tej pory tak bedzie dalej, i mam sie
      martwić, ze jedzie do pracy za tydzień jak sie wyleczy a pierwsza kasa za 3
      tygodnie, wysle mi zaliczke. teraz pytanie do was, forumowiczki. czy ten stek
      pobożnych życzen, które wyjechał mi tesciowa, to jest prawda?
      czy można w mojej sytuacji dzieci mi odebrać, i umiescic u nich, pomimo tego w
      jaki sposób zyje mój były? cały czas konsekwencje jego imprez, przyjazdów do
      dziewczyny, sylwestrów, zakupów, choroby- ponoszą dzieci i ja. tamten kredyt
      jest nie spłacany i nawet nie wiem jakigo rzedu odsetki urosły. drugi dług, na
      laptopa już zwrócił. zaległości wobec alimentów dzieci go niespecjalnie obchodzą
      i odkłada to na bliżej nieokreśloną przyszłośc. do tej pory zarabiał na tej
      monterce okrętów ok. 8000 zł na miecha. ja nie wiem gdzie mu to znika , ale
      nieważne, ważne że oni wszyscy mówią bez przerwy że mi chodzi tylko o kasę, i
      on, mój były ma już tego dość. jak to wygląda od strony prawnej? czy ktoś może
      mi to naswietlić? bo ja już naprawdę nie mam siły do walki z tym wszystkim i
      nawet nie wiem czy przypadkiem zle nie robię ze te moje córeczki są za mną w tym
      strasznym niedostatku. jestem dość energiczna, ale już powoli zaczynam tracić
      chęć do walki o jutro, załózyłam internet u siebie po to by nauczyć się grafiki,
      ale nie wiem czy to wszytsko co z takim mozołem robię ma jakieś ręce i nogi, bo
      jeśli i tak skończę na kasie fiskalnej w jakiejś biedronce, ( teraz bym oszalała
      z radości gdybym blisko nich coś zalazła) to po co mam zarywac noce i się meczyc
      nad wkuwaniem... bardzo proszę o jakieś konstruktywne wypowiedzi, nie wiem, może
      to ja popełniła jakieś pasmo błędów, może dawno minęłam wyjscie z tej sytuacji.
      wiem ze w każdym okropnym zakręcie na drodze, jest klucz do rozwikłania
      trudności. nie umiem go już należć. czy ktoś patrzac swiezym okiem, go widzi?
      dodam jeszcze ,że moje zameldowanie jest do mojego adresu urodzenia, to jest
      poza granicami gdańska, i nie przysługuje mi żłóbek, przedszkole. moja starsza
      cóka ma teraz 4 lata, młodsza miesiąc temu skonczyła 2 lata. moj dorobek to
      zdana matura, bardzo dobra znajomość komputera, praca na dziale kas kiedyś ,
      kiedy poznałam mojego byłego. teraz za pół roku musiałabym zdac egzamin z
      grafiki , na razie mam tylko zaswiadczenie ukonczenia kursu. do uzyskania
      egzaminu musze zdać cwiczenia, które są do zrobienia w photoshopie i corelu,
      programy za ponad tysiac zł. nie stac mnie.
      pracy szukam jako - robienie zakupów za kogoś, doglądanie mieszkania na czas
      nieobecnośći własciciela, przygotowywanie posiłkow i pranie, sprzątniecie - u
      osoby chorej lub starszej. także kasa w jakimkolwiek sklepie w obrębie okolic
      moich teściów.
      dokładnie posprawdzałam sprawę z allegro i sklepami internetowymi, nie dałabym
      rady. po mojej nauce grafiki radziłabym tez sobie jako drukarz- kwestia praktyki
      i po 3 miesiacach normalny etat . a moim marzeniem było jeszcze do pół roku
      wstecz skonczenie szkolenia na operatora obrabiarek cnc. z certyfikatem, co
      dawałoby jakies ewentualnm szanse wyjazdu za granice z dziecmi. kiedy
      opowiedziałam o tym szkoleniu mojemu byłemu, to
    • szafirowa_noc Re: od strony prawnej 11.01.09, 02:58
      się smiał , że nie jestem przecież głupia, mam mature i nam angielski i powinnam
      miec normalną pracę , dla kobiety. ze powinnam raczej umysłowo , nie fizycznie.
      szkolenie kosztuje 1500 zł, albo 200 zł w gdańsku. trwa 3 miesiace, a praca jest
      po nim płatna w granicach 1600zł - okolice, za to po kilku latach pracy nawet i
      3 000zł. miałam w mglistych zamysłach jakies odkładanie na jakiś kąt dla mnie i
      dziewczynek... już ciężko mi ocenić, czy w ogóle moja nauka ma sens w obecnej
      sytuacji, bo jest mi zbyt ciężko z tym wszystkim. wiadomo że każdemu nie jest
      lekko, ale mnie dobija jeszcze fakt jakie życie mają ze mna moje dzieci, z
      drugiej znów strony oddac je, nawet tam do babci, gdzie wiem że by się nimi
      zajęła taj samo jak ja, że miałyby witaminy i mięso, i podwórko do zabawy, to
      nie mogę oddychać.
      mój były sprawia takie wrazenie od naszego rozstania, jakby się ich bał i nic
      nie zmienia się z upływem czasu. czasem nawet nie chce do nich zejśc na dół, gdy
      je przywiozę, tylko siedzi u brata w pokoju (tam śpi gdy przyjeżdża) i gra jakby
      nikt na dole na niego nie czekał. ja nie umiem już mu tłumaczyć, ze nie dam rady
      tak dalej, a te rewelacje jego mamy o zabraniu mi dzieci, nie wiem czy
      kiedykolwiek to zapomnę zawożąc dzieci do nich, ze mogą je np. gdzieś schować i
      je stracę. oni starszą córkę dosyć kochają, bo jest podobna do męża, młodszą,
      delikatnie stawiają na drugim miejscu. młodsza jest podobna do mnie. i mi
      zarzucają tą samą sytuację, tzn, teściowa, ze starsze dziecko spycham z drogi ,
      bo jest podobna do swojego ojca a dla młodszej mam więcej czasu... osłabia mnie
      ta gadka, ale kiedy to pierwszy raz usłyszałam , dotarło do mnie że własnie oni
      tak postępują. to wszytko jest strasznie trudne dla mnie, i bee wdzieczna za
      jakiekolwiek konstruktywne wnioski. trochę czytałam to forum, i widać ,że tu
      dużo kobiet z głowami na karku bywa. priorytet to moje tytułowe pytanie o
      przeprowadzenie przez niego sprawy w sądzie, żeby mi prawnie córki odebrać?
      pozdrawiam was, dziewczyny, piszcie!! sad
    • szafirowa_noc Re: od strony prawnej 11.01.09, 03:34
      szkolenie kosztuje 1500 zł, albo 200 zł w gdańsku. trwa 3 miesiace, a praca jest
      po nim płatna w granicach 1600zł -
      oczywiście się przez łzy pomyliłam, miało być - 2000 zł w gdańsku, w cku, jest
      płatne przez słuchaczy.
      a tamten fragment, ze wyliczałam ze kupione kurtki, buty , że pije itd - to
      dotyczyło oczywiście mojego byłego, bo teściowa alkoholu nie tyka, a sama chodzi
      w jednych butach już 10 lat. w ogóle to jest dobra kobieta i serce ma tez dobre,
      tylko jedno robi zupełnie inaczej z dziećmi, niż ja. moja córka, nawet 4 letnia
      wie, co to jest być odpowiedzialnym za to co się robi, młodsza dopiero poznaje
      tę zasadę, ale to dlatego że jeszcze nie mówi, nie da się z nią pogadać. ze
      starszą rozmawiam w sposób jasny i konkretny- stawiam przed nią dwa stałe
      obowiązki że kiedy siadamy do jedzenia w pokoju gdzie jemy mają być pozbierane
      zabawki, i nie zjemy aż nie będą , i że za zrobienie czegoś złego trzeba
      powiedziec przepraszam i zrobić coś ,żeby to sie wiecej nie powtarzało. jak Boga
      kocham, podziałoło o tyle że jak ja zaczynam wyjmowac talerze, i odpalac gaz pod
      zupą, to lecą obydwie sprzątać, żeby tylko zdążyć przede mną, a z przepraszaniem
      sprawa ma się też dobrze. bardzo chcę je wychowac na uczciwych i
      odpowiedzialnych ludzi, a z kolei moja teściówka wszystko robi za nich
      wszystkich, teściu zresztą też. dorosłe ich dzieci nie robią nic, nawet im się
      nie dokładają do rachunku za prąd, do żarcia. za tą najmłodszą córeczkę robią
      zadania z matematyki i sprzątają, i widac że nikt nie tam obowiązków. kiedy
      mówię ze starsza córa już umie sama zapiąć buty i kurtkę na guziki to widzę że
      teściowa patrzy na mnie jak na raroga, że zła matka, skoro nie ubiera dziecka.
      kiedy mówię zeby nie zbierali po niej czegoś co spejalnie w ferworze zabawy
      rozrzuciła po cąłym pokoju, to mówią ze tak właściwie to ja powinnam to
      pozbierać. ja jestem chyba innej daty, że tak mocno podkreślam w wychowaniu
      samodzielność i chwalę dłogotrwałe nawet zmagania z tymi guzikami, dla nich to
      jest karygodne, bo to nie ten wiek...
      teściowa ma dobre serce, tylko inny model wychowawczy, i nie wiem ale może to ma
      też jakiś wpływ na sposób traktowania dzieci przez męża teraz- a raczej kwestii
      mojej zasadnosći bytu z nimi.
      tak czasem myślę, że nigdy nawet nie zapytali, czemu chodzę w rozklejonych
      butach ani czemu muszę poprawiac ramiączka od stanika ( to raczej teściowa ;D),
      a ja bym z daleka zgadła, buty, bo nie starcza mi już na to co roku, a stanika
      nie wymieniam bo kosztuje 35zł w moim rozmiarze i tez mnie nie stać, bo mam
      pamięci brak np. rajstop, potem brak kozaczków, potem brak kapci.
      teraz kiedy to wszystko wygadałam Wam na forum to jest mi o pół tony lżej. jak
      to dobrze ze to forum istnieje. piszcie, dziewczyny!
      • asiaiwona_1 Re: od strony prawnej 11.01.09, 09:23
        Oj długie to było, ale doczytałam do końca.
        Czy faktycznie musisz mieć meldunek w Gdańsku, żeby dzieci do
        żłobka/przedszkola zapisać? Może pójdź porozmawiaj z dyrekcją
        przedszkola. jak ja nie miałam meldunku w w-wie to w zgłoszeniu do
        żłobka dyrektorka kazała mi wpisać, że ten adres warszawski to
        meldunek tymczasowy (choć wcale taki nie był, ale ponoć wogóle wtedy
        tego nie sprawdzali).
        Sprawa druga - nic nie piszesz o twojej rodzinie - nie możesz
        liczyć na pomoc z ich strony?
        Czy planujesz rozwód z mężem? To by trochę usystmatyzowało
        twoją sytuację. Jako samotna matka miała byś chyba prawo do jakiejś
        pomocy z mopsu. Choć nie wiem, czy i teraz nie dostałabyś jakiejś
        pomocy. Może dowiedz się w mopsie.
        Jeśli chodzi o odebranie ci dzieci to czy teściowa powiedziała to w
        imieniu męża, że on złoży taki wniosek, czy że teściowie chcą zostać
        prawnymi opiekunami? Bo trochę różnica. jeśli masz świadków, że mąż
        nie intresuje się dziećmi to chyba marne szanse na to, żeby
        faktycznie mógł ci odebrać dzieci. Jeśli chodzi o teściów to tu może
        być różnie.
        Myślę, że powinnaś skończyć ten kurs, który zaczęłaś. †o zawsze coś
        dodatkowego i nigdy nie wiesz kiedy może Ci się przydać. Dowiedz się
        w urzędzie pracy o jakieś kursy cz coś takiego - chyba są bezpłatne.
        Nie umiem C pomóc inaczej, bo nie znam się na prawie. Ale trzymaj
        się. Wierzę, żę w końcu sytuacja jakoś Ci się ułoży.
        • annybe Re: od strony prawnej 11.01.09, 12:35
          Raz piszesz, że Twoja starsza córka ma 2 lata, a trochę dalej, że
          4???? Mam nadzieję, że to tylko pomyłka...
          • szafirowa_noc Re: od strony prawnej 11.01.09, 13:39
            smile moja starsza córka ma zaczęte 4 lata. a młodsza ma ukończone 2, zaczęte 3 w
            grudniu. patrząc na miesiące, to jest pomiedzy nimi prawie 2 lata róznicy, ale
            kalendarzowo przez to wcześniactwo udało mi się że tylko 1 rok róznicy jest w
            papierach. moja przygoda z odejściem byłego zaczęła się, gdy starsze dziecko
            miało pół roczku. wiem że podałam tu duży kawałek życia wam w postach , to
            dlatego ze chciałam dać jakiś obraz tego co już mnie nauczyło doświadczenie-
            sprawa mamy, cyklicznego rzucania roboty przez byłego, kwestia też jakiegoś ...
            dziwnego podejścia do tych spraw jego rodziców...
        • szafirowa_noc Re: od strony prawnej 11.01.09, 13:18
          zameldowanie sie dowiedziałam,że wymagają w przedszkolu zwykłym, państwowym,
          własnie też przynajmniej czasowe na 2 tygodnie, no te głupie 2 tygodnie to
          możnaby może jakoś pod wynajem pokoju podciągnąć?
          kwestia mieszkania też niej jest wesoła, mam spokój i świetne warunki w
          mieszkaniu mojej mamy, która jest w anglii. z kolei z jej pomocy już
          korzystałam, kiedy pojawiła się u mnie pierwsza ciąża, ale teraz wiem, ze to był
          błąd. straciliśmy wtedy w ostatniej chwili to dziecko, a potem, chociaż z pracą
          męża było żle, i tak chcąc nie chcąc, odbierałam najpierw listy, potem telefony,
          potem w czasie ciąży ze starszą córką, hmm treści dość przykrej.
          jeszce wtedy byliśmy z nim "razem" i postanowiliśmy, że wytrzymamy, a po
          urodzeniu starszej córki deklarowała chęć pomocy też jego mama. nie
          olbrzymiej(pracowała), ale chęć jakaś była. ja miałam iść do pracy po 2 latach,
          ale się posypało. a z czasem to już w ogóle doszło do okropieństwa, mój były po
          prostu wprost od nas wyprowadził się do rodziców, pracy nie szukał, zaczął po
          pół roku, rzucił , potem znowu coś znalazł, i znów rzucał. przez ten cały czas
          teściowie palcem nie kiwnęli. na początku jeszcze sama latałam, szukałam roboty
          jakiejkolwiek, sprawdzałam te złobki i przedszkola, jeszcze wtedy nie miałam
          internetu, i wszystko dowiadywać sie mogłam tylko w kawiarence albo na własnych
          nogach latając. wtedy na życie własnie dla córki przysyłała mi moja mama, szły
          też pieniądze na prąd, tylko mnie prosiła żebym nie szukała pracy, tylko została
          w domu z dzieckiem bo było małe. potem na jakiś czas mojego byłego wyrzuciła z
          domu jego mama, bo nie chciał dawać na jedzenie im, logiczne, skoro nie pracował
          tylko siedziała w domu na kompie, to nie było wypłaty, nawet nędznej, a to były
          ciężkie dosyć czasy z pracą, ponad 3 lata temu. kiedy go wyrzuciła, to
          przyjechał do nas, wlazł mi rankiem przez okno w kuchni , i położył się spac w
          drugim pokoju. rano jak go zobaczyłam to się dowiedziałam, ze to na jakiś czas,
          i że poszuka sobie pracy, bo chce byc w porzadku przynjamniej wobec nas. był u
          nas jakiś czas- nie wiem, na co ja liczyłam, ale zgodziłam sie, dzieckiem się
          zajmował i przynajmniej pomagał. na tym koniec, on ma jakiś problem mi sie
          wydaje ze zrozumieniem, ze nikt za nas nie zrobi naszych obowiązków, a te są
          przy malutkim dziecku bez przerwy. na wigilię od nas zwiał, miał pojechać
          przynajmniej po jedzenie do rodziców, jak pojechał, tak został, sytuacja wróciła
          do udawania , ze wszystko jest ok. potem jeszcze raz przyjeżdzal do nas wiosną,
          pracował w stoczni gdańskiej, w jakiejś spółce, i mysłałam że wreszcie wyjdziemy
          na prostą, ja i córka. za trzecią wypłate zwróciłam długi jakie miałam u rodziny
          drobne, a on kupił kwiatki 2 dla córki, nie wiem, czy to na przeprosiny... kilka
          razy jak widział że ryczę w łazience, to przychodził do mnie i uspokajał że mam
          się nie martwić, że przecież "już zmądrzał". i po 3 miesiącach do mnie dotarło,
          że zatrzymał mi sie okres, i chociaz nie wierzyłam, ze tak się zakończyło to
          pocieszanie, ale jak poleciałam do ginekologa i mówię, kłuje mnie w boku, tak
          jakby jajnik, a ona mi mówi, pani jest w trzecim miesiącu ciąży. i już wiecej
          nie trzeba tłumaczyć, co się rozpętało w mojej głowie, ale na płakanie szkoda
          czasu więc zaczełam myśłeć najpierw o pracy na pół etatu, potem o podniesieniu
          kwalifikacji, zeby cokolwiek robić od razu po skończeniu ciąży. to była
          najwłaściwsza decyzja, uczyłam sie informatyki, konfigurowania sieci w jakimś
          obrębie terenu, podstaw grafiki. jeszcze w międzyczasie przyjechała do domu moja
          mama, urządziła ostre piekło, i zmieszła nas z błotem, wypominała tą
          wcześniejszą pomoc, wesele, moją przerwaną szkołę, że były zarabia za mało.
          wiadomo,że stojąc w ochronie nie zarabiał dużo, w jakimś markecie nie płacili
          wtedy kokosów. ale fakt jest faktem- pomoc od mamy dostałam, wypominała mi ją z
          przekleństwami, ingerowała we wszystko dosłownie, i jakieś resztki zdrowego
          rozsądku mojego byłego zniknęly. wyniósł się bez słowa, rzucił robote, i tak mi
          sie zdaje ze on chyba tez wtedy mial depresje, tylko tak to okazywał- wrzaskiem
          na wszystkich, ze to nie ich sprawa co robi ze swoim zyciem. potem ja sie
          zacielem i nie przyjmowalam przez jakis czas pomocy od mojej mamy, bo nie
          chcialam jej telefonów i nie konczacej sie listy zarzutów o tym co Bóg mysli o
          nas, co ona o nas mysli i co ja narobilam wiążąc sie z tym człowiekiem.ale jak
          pieniedzy nie udwłao mi sie samej zdobyć, to wpadłam w jakieś otępienie,
          pamiętam że wstawałam rano i robiłam jeść dziecku, a potem patrzyłam ile
          zostanie po jedzeniu w miseczce, z jakimiś pomysłami na kuchnię "czarowałam" na
          różne sposoby ziemniaki, marchewkę i kapuste z cebulą. na 100 sposobów nauczyłam
          się to robić, marchewkę i cebule znalazłam tańszą u gospodarza na worki,
          ziemniaki i cebulę tez. na zeszyt dostawałam olej i śmietanę . mleko kupowałam
          prozkowe, bo po tym jak się dowiedziałam na samym poczatku że mnie zdradził,
          straciłam własne. szkoda tych moich nerwów, bo tylko ominęło małą karmienie
          piersią. i tak żyliśmy- osobno- już nawet bez kontaktu. potem sprawa rozwodowa
          którą wniosłam sie nie powiodła, to już było pod koniec ciąży, pojawiły się
          jakies komplikacje z przemęczeniem, i przyjechała moja mama , widziałam ze z
          całej siły stara sie opanowac swój jezyk, ale w ciąży sie dość gorzko słucha
          takich rzeczy. w każdym badz razie dzieki niej odpoczęłam fizycznie , odpadło
          dzwiganie wózka po schodach , bo zawsze przyleciała pomóc jak mnie zobaczyła że
          wrcam do domu. zadzwoniła nawet do mojego taty, i tak było przez pare
          miesiecy,potem urodziłam trochę za wczesnie, przez brak tych tabletek, i młodsza
          terazjest wczesniakiem, (ale już zdrowa jak byk). moją mame już nie chcę w to
          wciągać, bo zauważyłam ze to sie przekłada na jej zachowanie. i tak mi pomagała,
          dostałam od niej i książki jak byłam mała, i ubranie i to całe wesele... ech.
          teraz marzyłam, ze jeśli ataki na całą przeszłość sie powtórza, to skoro były
          odkłada na bok dla nas co jakiś czas, może się wynieśc. znalazłam mieszkanie w
          gdańsku (zameldowanie!!!) za 700zł na miecha, nawet zabrałam tam małe we
          wrześniu, bo tak postawiła sprawy, ze wolałam nawiać niż patrzeć jak małe tego
          słuchają, i dziewczynki wniebowzięte, bo cisza dookoła, drzewa, zero samochodów,
          i morze o krok. wypytałam o wszystko kierowniczkę, mówi że dałoby sie załatwić,
          nawet i za 600 zł, npo bez pościeli, bo mogę sobie przywieżc sama, bez
          stołowania się, mam własną kuchenkę, ze nawet pranie mogę robic kiedy chcę u
          nich w pralce. postanowiłam że to co moje, kupione za naszą z byłym kiedyś -
          kasę , to zabieram. dozbierac musiałabym na lodówkę, ale to używane są nawet po
          500 zł, nawet po 400 zł. kiedyś jak byłam po szkole i pracowałam krótko, miałam
          przyjaciółke u której też było maleńkie dziecko. pralka jej wybuchła, a ja z nią
          latałam po komisach i znalazłyśmy uzywaną za niecałe 500 zł, a lodówki sa w
          różnych cenach. talerze i kubki do herbaty mam też własne, sztućce, wanienkę do
          kąpania małych kupiłam teraz jesienią jak tam uciekłyśmy. jedyna rzecz, która
          mnie przerasta, to obłożenie tego domku styropianem, na zimę. i wymiana okien.
          na plastiki. gdyby były płacił uczciwie nie opuszczając, to jakoś bym pomalutku
          do pazdiernika uzbierała przynajmniej na okna. ogrzewanie gazowe, tzn zwykły
          piecyk, i do tego jakas tam kontrolka na zaczadzenie, bo bałabym się w nocy.
          gdybym miała jakąkolwiek pewnośc, że w głowie ma olej nie trociny i nie
          zostaniemy bez grosza np na 2 miechy( a tu na czynsz kierowniczka przyjdzie!!)i
          przede wszystkim że w ogle pracy nie rzuci, to bym była jakiejś myśli. dlatego
          mysłałam o tym kursie cnc, że nawet jesłi on sprawę oleje, to ja i tak przeżyję,
          i strczy mi na opiekę nad małymi i na czynsz, i na życie. rodzina moja już mi i
          tak pomagała, za to można tylko podziekować pięknie i kiedy się rusza do pracy,
          przynieść wszystkie pieniądze z powrotem. tylu ludzi nam pomogło zresztą, ten
          prąd,
          • szafirowa_noc Re: od strony prawnej 11.01.09, 13:33
            kanar, gdy nie miałam na bilety w okresie szczepień i jechałam na gapę, puścił
            mnie wolno, kobieta w sklepie kiedy załatwiła mi worek cebuli po cenie hurtowej
            z giełdy, i nic nie kazała dokładać za dowóz, dostałyśmy tyle już pomocy od
            ludzi , że kiedy o tym myśle , wiem na pewno ,że nie pieniądz rządzi swiatem.
            ale ciezko mi teraz ocenic, czy warto się mi pchac w te szkolenia, a tym
            bardziej w wynajem tego domku, skoro niepewna ta wypłata od byłego.
            dodam jeszcze że o mieszkaniu myśle, bo te naloty mojej mamy sa znienacka i to
            zaczyna się odbijac na dzieciach, rosnąi świetnie rozumieją każdy komentarz,
            kazde przekleństwo, a moje gadanie o szacunku do innych ludzi jest przy tym
            śmieszne i niezrozumiałe. chcę zeby były uczciwymi i odpowiedzialnymi ludzmi, a
            np. psycholog , gdy się zebrałam i pytałam, jak długo taka sytuacja z tymi
            awanturami i ocenianiem mnie i ich ojca może trwać bez szkody dla niej -
            powiedział ze już i tak za długo czekałam. ze będzie miała zaburzone poczucie
            wartosci, skrzywione emocje, bo ja mówię że nieważne jaki ojciec jest trza go
            kochać i szanować, a moja mama głośno mówi, że to jest morderca. i że top
            pierwsze dziecko które straciliśmy , ja też zamordowałam. nie moogłam patrzeć na
            te jej oczy potem, jak schowałam sie do pokoju z małymi, córka po prostu dostała
            mętliku w głowie, i ja nie dam jej wyrobić zdania o mnie ze mogłabym kogoś
            zamordowac. i ze niszczymy te dzieci... wiem że nie jestem najlepszym przykładem
            matki, inne matki czekają z dzieckiem do 30 lat, a ja tak wszystko wtedy
            rzuciłam na szalę. ale to na przyszłość zostanie mi w głowie, nauczę córki, że
            liczyć w takiej decyzji trzeba tylko polegając na sobie i swoich
            umiejętnosciach. my sieteż kiedys kochaliśmy, ale po 2 ciązach i braku pieniedzy
            na jakiekolwiek wyjście do kina, bo trwa odkladanie pieluszek na zapas na
            naowrodka, i kupa innych moich finansowych "ale" pomału kradła nas z tajemnicy,
            z tego zaczarowania, z beztroski. myśłałam że nadrobie to dobrym humorem, ale to
            było za mało. życie różnie sie toczy, i czasem znienacka się odwraca o 180
            stopni. to ma też drugą stronę , że w biedzie tez sie może odwrócić o 180
            stopni, no ale tu to tylko teoria bo jaj jestem raczej człowiek czynu, niż
            wyczekiwania... myślisz że dociągnąć do kopńca grafikę, tak? czyli zdobyć te
            prawie 2 tys. tak mi też podpowiada konsekwencja, ale mam chmarę ukłuc
            niepewności. jednak coś będe musiała wybrać, to pewne.
          • asiaiwona_1 Re: od strony prawnej 11.01.09, 13:44
            Strasznie chaotycznie piszesz i nie bardzo wszystko zrozumiałam. co
            to za kierowniczka, której płacisz za mieszkanie w którym mieszkasz?
            Dlaczego sprawa rozwodowa się nie powiodła? Poza tym, moim zdaniem
            bardzo nieodpowiedzialne z twojej strony było zachodzenie po raz
            drugi w ciążę. Słyszałaś o antykoncepcji? Ciągle piszesz, że mówisz
            teściom, żeby ci pomagali przy dzieciach, dawali pieniądze czy
            jedzenie. Z opisanych przez ciebie sytuacji wynika, że teściowie
            pomagają ci całkiem sporo i to od dawna. WIęc nie rozumiem dlaczego
            nie możesz już prosić o pomoc twoją matkę? Bo ci już pomagała? To
            żaden argument. Bo tak samo można powiedzieć o twoich teściach - już
            ci pomogli, więc teraz już nie muszą. Powinnaś jak najszybciej
            uregulować sprawy z twoim mężem - rozwód to najlepsze co możesz
            zrobić. I egzekwowanie co miesiąc alimentów - czy masz je zasądzone,
            czy tak po prostu "na gębę" umówiłaś się na daną kwotę z mężem?
            Jeśli na gębę to złóż w sądzie wniosek o alimenty na ciebie i
            dzieci.
    • bj32 Re: od strony prawnej 11.01.09, 13:37
      Długie to, dość chaotyczne i wdarło sie troche nieścisłości.
      Sróbujmy to usystematyzować:
      Mieszkasz sama z córkami w mieszkaniu, gdzie nie jesteś zameldowana?
      2 lata temu Twój mąż wyjechał, a wcześniej poprosił Cie o pomoc we
      wzięciu kredytu.
      W jednym miejscu piszesz:
      "moje córki to żywa 2latka i nerwowa na czyjąś rękę półroczna
      dziewczynka."
      W drugim:
      "moja starsza cóka ma teraz 4 lata, młodsza miesiąc temu skonczyła 2
      lata."
      Ja rozumiem, ze jesteś zdenerwowana, ale chyba nie do tego stopnia,
      zeby nie wiedzieć, w jakim wieku masz dzieci?
      Piszesz, ze była jedna sprawa rozwodowa, że w pozwie napisałaś
      kilka "ciepłych słów" na temat tesciowej, która w gruncie rzeczy
      jest dobra kobietą, tyle, ze Ci grozi odebraniem dzieci...
      Następnie nie jesteś samotną matką... Ale chyba masz zasądzone
      alimenty, skoro komornik ściągnął 61,-, a z tego, co rozumiem, masz
      zasądzone 1300,-, które to czasami otrzymujesz, czasami zaś nie.
      Mąż mniej więcej były na "monterce okrętów" [czyli w stoczni w
      Holandii?] zarabiał 8000,-, ale często choruje, a wtedy idzie pić z
      kumplami i jego szef nawet jest zrospaczony, bo chłopak robotny. I z
      tej Holandii przyjechał Wam to powiedzieć? Czy jednak mąż w żadnej
      Holandii nie był, a pracuje u nas w stoczni?

      Co do przedszkoli: formalnie jest rejonizacja, ale nikt sie sztywno
      reguł nie trzyma, trzeba pogadać z dyrekcja i cześć.

      Co do kredytu to przypuszczam, ze jeśli nie byłby płacony od dwóch
      lat, to już dawno bank wziałby za tyłek Twojego męża, Ciebie i kogo
      tam jeszcze odpowiedzialnego.

      Co do odebrania Ci dzieci: jeśli mąż przebywa zazwyczaj za granicą,
      ale jego sytuacja tam jest niepewna, to nikt mu prawa do opieki nie
      da. Jeśli Twoje dzieci nie są maltretowane, głodne, brudne i ogólnie
      zaniedbane to teściowie, owszem, mogą złozyć wniosek do sadu o
      opiekę. Tylko żaden normalny sąd im tej opieki nie przyzna. I w
      ogóle brednie to jakieś. Mąż też nie moze zrobić takiej sztuki, ze
      formalnie to on jest opiekunem prawnym, a faktycznie jego rodzice.

      Wybacz, ale po dość dokładnym przeczytaniu Twojej wypowiedzi sądzę,
      ze coś kręcisz.
      WYjaśnij te nieścisłości, bo [dziękuję za tak uprzejme słowa] z
      myśleniem faktycznie nie mamy wielkich trudności i jakoś wydaje mi
      sie Twoja historia mocno naciągana.
      Zwłaszcza, ze sama piszesz, ze kursy kosztują, nie masz co zrobić z
      dziećmi, a jednak jedno i drugie udało Ci sie załatwić.
      Gratuluję, oczywiście, sprytu i siły przebicia. Ale po prostu w
      połowe tego co piszesz zwyczajnie nie wierzę.
      • asiaiwona_1 Re: od strony prawnej 11.01.09, 13:50
        bj - właśnie. W którymś z pierwszych postów autorka napisała, że te
        kursy grafiki kosztują 15-200 zł. A teraz napisała, że musi uzbierać
        na nie 2000. Autorko, skoncentruj się proszę i napisz dokładnie, bo
        rzeczywiście coś tu jest nie tak i nie wiadomo już co jest prawdą a
        co nie.
        Aha, ja zrozumiałam, że ten nibymąż był w tej Holandii, ale potem
        wrócił i pracował w Polsce i to ten szef z Polski tak się o niego
        martwił, ale już sama nie wiem czy dobrze zrozumiałam.
        • szafirowa_noc Re: od strony prawnej 11.01.09, 14:34
          gdzie na gębę, to jest jak pisanie palcem po wodzie! w sądzie byłam. złożyłam
          wniosek o rozwód, i alimenty wypisałam po kolei jak leci, na buty tyle, na
          pieluszki tyle , na prad tyle, na mleko tyle, na panadol tyle, dołączałam jakies
          tam papierki, wszystko po kolei spisałam co dziecko normalnie używa. wyszło 1370
          zł. sąd uznał 1300 zł alimentów, a że komornik przysyłał pod koniec 61 zł, to
          sie nie dziwie bo znam mozliwosci ściemniania tego mojego byłego szczescia.
          chorobowe to zapewne było, jeden czy tam dni zwolnienia lekarskiego, ja go
          przciez nie wypytywałam ze szczegółami, bo tylko chciałam zeby porozmawiał z
          dzieckiem jak tam ją zawoziłam. to człowiek nawet odezwac sie boi , zeby zamiast
          przytulenia nie było za chwilę strasznego wrzasku że trzeba dać mu spokój...
          mój były wiele razy zmieniał prace, zawód ma dobry, wy wiecie jak na tym się
          zarabia w stoczniach? monter kadłubów okrętowych, wpiszcie wgoogle,noc hociaz po
          tych wszystkich zawirowaniach z bankami na swiecie, nie wiem czy im sie to nie
          zmieni... i to z super warunkami, za dach nad głową płaci firma, dowożą ich
          samochodem do pracy, a z wypłaty muszą tylko dla siebie na zarcie odłożyc. nie
          do pojęcia dla mnie, gdzie mu rozpływa się te 8000 zł??
          a jak przyjeżdza, to dobrzez zrozumiałyście- zamiast przyjsc do małych do
          rodziców chociaż nawiewa do kolegi, i tam siedzi. zreszta całymi nocami tam
          siedzi, wraca po kilku piwach, nieważne, dla mnie dziwne jest ze oni wszyscy w
          domu wiedzą, ze np. wisi mi za 3 miechy DO TYŁU i trzeba z nim to ugadać, żeby
          wyłożył zaległości. działa tylko jak powiem,że jestem na zeszycie w sklepie u
          tej pani, robi sie czerwony i inna gadka.
          aha, nie kumacie co z tym szefem, ta spółka jest tam gdzieś blisko nich, w teych
          okolicach, i ten szef, gdzieś blisko nich, po prostu mieszka. a jak sie mieszka,
          to daleko nie miał, podszedł i pod domem z nim gadał, ojciec wszystko słyszał i
          mało sie ze wstydu nie spalił. najdziwniejsze jest własnie dla mnie to
          beztroskie podejscie, rzucił robote to rzucił, za jakis czs znajdzie. a jak za
          którymś razem nie znajdzie??
          • bj32 Re: od strony prawnej 11.01.09, 21:18
            Wyliczałaś dla sądu ile kosztuje Cie prąd ogólnie, czy tylko ten
            zużyty na dzieci? Wyszło Ci 1370,- i sad niemal całość zasądził
            ojcu? Na *jedno* dziecko czy na dwoje? Znaczy, czy taka kwota Ci
            wyszła na jedno czy na dwoje?
            A potem komornik zainterweniował raz tylko i od faceta, który
            zarabia 8 kawałków wyciągnął mniej niż stówę?
            "jeden czy tam dni zwolnienia lekarskiego, ja go przciez nie
            wypytywałam ze szczegółami, bo tylko chciałam zeby porozmawiał z
            dzieckiem jak tam ją zawoziłam. to człowiek nawet odezwac sie boi ,
            zeby zamiast przytulenia nie było za chwilę strasznego wrzasku że
            trzeba dać mu spokój..."
            Moment... To unika spotkania, czy robi Ci dym? Bo wcześniej pisałaś,
            że unika...
            I tak Ci na tym przytulniu zależy, ze wolisz, zeby dziecko było
            przytulone przez takiego zasranego tatusia, niż najedzone?
            "wpiszcie wgoogle"
            Twoją sytuacje też mamy wpisać w gugle? Też przed napisaniem
            wpisałaś w gugle? Bo tak mi się coś widzi...
            "z wypłaty muszą tylko dla siebie na zarcie odłożyc. nie do pojęcia
            dla mnie, gdzie mu rozpływa się te 8000 zł??"
            To jakim, kura, tajemniczym sposobem komornik na tych ośmiu
            kawałkach nie moze mu siąść? Nie wiesz aby?
            "robi sie czerwony i inna gadka."
            I Ciebie interesuje, jaki on ma kolor, czy Twoje dzieci?
            "aha, nie kumacie co z tym szefem"
            Nie kumamy, bo podobno Twój poniekąd były mąż wyjechał pracować w
            Holandii. Dziekankę z firmy dostał? Rzucił robotę? I dalej zarabia
            te 8000 nie mając roboty?
            • szafirowa_noc Re: od strony prawnej 11.01.09, 21:34
              droga bj32, przeczytałam swoje posty i widać ty nie czytasz ze zrozumieniem,
              albo coś, nie każę ci ich czytać jeszcze raz ale pisałam jasno co i jak.
              złośliwość to nieładna wada.
              • szafirowa_noc Re: od strony prawnej 11.01.09, 21:37
                a prąd policzyłam na podstawie rachunku. światło, telewizor w kóry patrzyła,
                wówczas jeszcze podgrzewacz przepływowy wody, lodówka, pralka i odkurzacz. i
                radio w kuchni, bo tańczymy kiedy robimy coś do jedzenia. okazjonalnie też
                właczany był mikser do mieszania ciasta, bo robiłam od zawsze, rzadko bo rzadko,
                ale razem z córą.
                a kiedy miałam przyznawane alimenty byłam pod koniec ciąży, no jak czytasz,
                dziewczyno..
                • edytataraszkiewicz Re: od strony prawnej 11.01.09, 21:50
                  szafirowa mam dle Ciebie rade:
                  NAPISZ POWIESC!!!!!

                  Wiesz,moze trafisz w czytelnika i kase w koncu zarobisz,bo tutaj to
                  tylko sie marnujesz i...irytujesz.
                  Po przeczytaniu pierwszego posta zastanawiam sie czego ci barakuje i
                  doszlam do wniosku,ze ...rozumu.Sorry, ale naprawde trzeba go nie
                  miec ,aby wszystkie smierdzace brudy wypisywac.
                  Zalatuje mi to jakos pod niejaka P.
        • bj32 Re: od strony prawnej 11.01.09, 21:04
          Tam podobnież [i w to w zamyśle całej sprawy mogę uwierzyć] była
          omyłka, ze o jedno zero mniej: 1500 - 2000. Dobra. Nawet jeśli
          różnica za kurs jest rzędu 500,-, co wydaje mi się dość paranoiczne
          nawet jak na aglomerację typu Trójmiasto... Zero połknięte. Ale...
          Resztę napiszę na końcu, po przeczytaniu kolejnych wypowiedzi.
      • szafirowa_noc Re: od strony prawnej 11.01.09, 14:17
        oczywiście, że wyjaśnię, to proste, i nie ma w tym pisarskiej fantazji, albo
        jakichś materialnych zapędów ;D
        kiedy satrsze moje dziecko miało pół roczku to były powiedział bye. wtedy
        zaczęłam szukac roboty, na kasie a dla dziecka szukałam miejsc w żłobkach. pracę
        znlazłam, ale złobek jest dla dzieci miejskich. jak ktoś może, to dpołaca jakąś
        tam wtedy uznaną kwotę, to było chyba 200 zł więcej, i może dostać sie z nim
        spoza rejonu gdańska nawet. po przeliczeniu kosztów, zrezygnowałam, bo wtedy na
        kasie jeszcze nie płacili dziewczynom tak jak teraz.
        potem szukałam pracy kiedy widziałam jak ta cała historia z tym płaceniem i nie
        płaceniem się powtarza, jak młodsze dziecko miało pół roku. teściowie byli
        cierpliwi przez 3 dni. nie wypaliło. teraz już młodsze dziecko nie jest karmione
        piersią od dawna, i przede wszystkim, od czasu gdy zaczełam jeżdzić zeby mogły
        się pobawić z jego bratem, zawsze to jakiś mężczyzna, i dziadkiem, teściowie
        trochę lepiej się poznali z córkami, te kontakty się ... nie wiem, ociepliły? w
        kazdym bądz razie, nie było tego milczenia, kiedy mi mówili, w tym miesiącu nic
        od niego nie przyszło. mówili nie martw się ze nie przyszło, tu jest te trochę
        grosza, kamieniem milowym okazały sie u mnie pieluszki młodszej, to zna na pewno
        każda matka dwójki dzieci.teraz w grudniu młodsze dziecko skończyło 2 lata,
        (znowu nic nie dostało na urodziny od niego)- czy wasi byli faceci też tak
        opuszczają milczeniem urodziny dziecka?? - a od grudnia wiem, ze mogę sobie
        spokojnie coś znależć na weekendy, że mi je wezmą od 15tej, w piątek , moge
        nawet o 11tej w nocy wrócić z pracy, całą sobote, niedzielę, też. żeby było
        śmieszniej, tam gdzie mieszkają w wakacje otworzyli biedronkę, a tam jest jakas
        rotacja na tych kasach. żeby teściowa sie zgodziła wtedy , to już bym miała
        prace i to pod nosem bez dojeżdzania, a wydaje mi sie że z 500zł około by z tego
        wyszło.
        kwestia mojego podnoszenia kwalifikacji, też prosta. w urzedzie pracy były
        gazety, znalazłam ogłoszenie o kursach eskk. to są korespondencyjne, ale
        najwazniejsze, że raty mają nie tak ogromne jak sie bałam. myslałam też o takich
        szkołach jak cosinus, ale tu trzeba by brać pod uwage bilety dla mnie, i gdzie
        zawieżć dzieci, i też bilety na to dowiezienie, więc rozsądniej było mi wziąć tą
        naukę w domu, już skończyłam drugi kurs, grafikę. to daje jakieś pojęcie o
        podłożu pracy w reklamie, drukarni własnie, i operatorce cnc, bo tam obrabiarki
        wycinają podany kształt na podstawie poleceń. i ten kurs jest własnie dla mnie
        nieosiągalny, bo za ponad tysiąc w kraju, z praktyką, i tu u nas pod nosem w
        gdąnsku ale za to bez praktyki. wazne że jest ceryfikat. to daje jakieś tam
        podstawy do windowania płacy.
        kredyt jest nie spłacany kompletnie i wiem że u teściów się zjawiał komornik,co
        ja przeżyłam swego czasu jak o tym myślałam, bo z arcji tego że mam własny tylko
        stół, szafy w pokoju i odkurzacz sobie wyobraziłam że on zagrozi, zabieram to,
        albo pani idzie do wiezienia za nie placxenie! teściowa otwiera wszystkie
        papiery z banku, kiedyś mi nawet pokazywała, to wiem że nie spłaca wcale. tylko
        własnie mydla oczy mi przez telefon, ze wysłał im coś, a nie wysłał, bo za
        miesiac przychodzi znowu papier, a ten kretyn jak sie pojawia cyklicznie w
        polsce, to nie chce zebym sie denerwowała , czy co? dla mnie to brak myslenia,
        bo rosną mu odsetki, i opłata za posiadanie karty kredytowej, już mu 4 razy
        mówiłam zeby ją poszedł oddać, ale on jest zajęty mocno z tymi kolegami, i nie
        ma czasu koniec konców. szef sie do nich pofatygował, kiedy pracował jeszcze w
        polsce. są takie spółki, zajmujące się monterką kadłubów w częsciach, rozsiane
        po ladzie, nie w obrębie stoczni. i on pracował w jednej z takich spółek, a
        właściwie sćiemniał z tym wychodzeniem do pracy. kiedyś rozmawiałam z tesciową,
        bo ona wtedy wracała ze swojej pracy na godzinę do domu koło 7ej ubrać ta
        najmłodszą córkę, i wyprawić ją do szkoły, i widziała go wiele razy jak siedział
        juz z powrotem na kompie. teściowa jest kobietą, i nie mam o niej złego zdania,
        ale fakty to fakty. takie rzeczy w sądzie można łatwo sprawdzić, udowodnić, a co
        najgorsze, na zawsze zepsuć relacje z taką osobą, kiedy się podaje nieprawdziwe
        informacje. dlatego ja trzymam sie faktów. mysle ze jej bylo wstyd za to
        głaskanie go po głowce i obronę" bo on musi sam do tego dojrzec dziewczyno, nie
        wyslesz go do pracy na sile". i dlatego tak to pamięta, że miałam czelność
        napisać rzeczy po imieniu.a ja musiałam, bo ciepła miska u matki dawała mu jakby
        prawo, pewnośc ze jest własciwie bezkarny. a ty tak tego nie odbierasz?
        • asiaiwona_1 Re: od strony prawnej 11.01.09, 14:37
          Cytaty z twoich postów:
          1. i ten kurs jest własnie dla mnie nieosiągalny, bo za ponad tysiąc
          w kraju, z praktyką, i tu u nas pod nosem w gdąnsku ale za to bez
          praktyki. wazne że jest ceryfikat. to daje jakieś tam podstawy do
          windowania płacy.
          2.szkolenie kosztuje 1500 zł, albo 200 zł w gdańsku. trwa 3 miesiace
          3.szkolenie kosztuje 1500 zł, albo 200 zł w gdańsku. trwa 3
          miesiace, a praca jest po nim płatna w granicach 1600zł -
          oczywiście się przez łzy pomyliłam, miało być - 2000 zł w gdańsku, w
          cku, jest płatne przez słuchaczy.
          4. myślisz że dociągnąć do kopńca grafikę, tak? czyli zdobyć te
          prawie 2 tys.

          Zdecyduj się w końcu czy kurs kosztuje ponad tysiąc, 1500 czy 2000,
          bo to zawsze parę stów różnicy.

          - "ale kalendarzowo przez to wcześniactwo udało mi się że tylko 1
          rok róznicy jest w papierach" - dziwne to zdanie. Co to znaczy że
          udało ci się w papierach???

          - "ale złobek jest dla dzieci miejskich. jak ktoś może, to dpołaca
          jakąś tam wtedy uznaną kwotę, to było chyba 200 zł więcej, i może
          dostać sie z nim spoza rejonu gdańska nawet" - to chyba niezgodne z
          prawem. Z jakiej oakzji pobierana jest ta dodatkowa opłata???
          Potwierdzałaś to w kuratorium czy w gminie - kto tam nadzoruje
          przedszkola i żłobki. Bo dziwne to mi się wydaje.

          No i wogóle nie odpowiadasz na nasze pytania o niedoszły rozwód...
          Czyżby było tak, że sama zrezygnowałaś z rozwodu bo mąż ci coś
          naobiecał? jeśli tak to chyba winę za obecną sytuację możesz mieć
          tylko do siebie.
          • ela82 Re: od strony prawnej 11.01.09, 15:10
            Nic nie rozumiem niestety.
          • szafirowa_noc Re: od strony prawnej 11.01.09, 15:13
            rozwód, został nie przyznany prze sedzinę, ze wzgledu na krótki okres czasu. to
            sie wiąze z tymze musi minąć długi czas od róznych spraw zwiazanych z
            codziennoscia. zresztą moze sędzina chciała dać nam szansę, i raczej wbijała mu
            do głowy że dziecko to odpowiedzialnośc, a zwalenie opłat, jedzenia i opieki na
            jedną osobę nie jest w porzadku. założyłam sprawę o alimenty po okresie czekania
            na wypłate, kiedy widziałam że rzuca robote.

            mój kurs cnc, który znalazłam w necie podaję tu. to ten w gdąnsku.
            1.)www.ckp1.neostrada.pl/kursy.htm
            Programowanie i obsługa obrabiarek sterowanych numerycznie [CNC]

            Kurs przeprowadzony z wykorzystaniem systemu
            dydaktyczno-przemysłowego
            Programowanie i obsługa obrabiarek sterowanych numerycznie, tokarek i
            frezarek,Technologia obróbki skrawaniem, materiałoznawstwo, rysunek techniczny
            Opanowanie podstaw programowania i obsługi obrabiarek sterowanych numerycznie
            180 godzin

            poniżej ten drugi, z praktyką.
            2.)www.startcnc.pl/
            z tym że nie biore pod uwagę tych żadnych kursów ekstra, w pięc albo 3 dni.
            jestem zielona jesli chodzi o praktykę i potrzebuję mieć czas załpać jak to
            wszytko sie robi, w pracy z metalem jest poptrzebna teoria, dorwałam taką starą
            ksiazke metaloznastwa i czytam jak mam czas i siłę. kiedyś na sieci poznałam
            takiego gościa, on mi własnie opowiedział jak wygląda taka praca, tak że wiem z
            grubsza jak to wygląda, pozostaje nauka praktyczna i konkretne modele w
            obsłudze, nawet 3 godziny potrafie z nim przesiedziec na gadu, cwicząc
            zrozumienie poleceń, i przekładanie ich na jezyk zrozumiały dla mnie. własnie
            dzieki tym lekcjom wyrobiłam sobie dobry obraz o tej pracy, on w tym pracuje już
            pare ladnych lat, rozmawialismy tez jak to wyglada za granicą. ale jak już
            mówiłam , to były tylko takie moje marzenia, bo rozsadek podpowiada mi żeby
            konsekwentnie skonczyc to co sie zaczelo, egzamin z grafiki, zeby placenie za
            kurs nie poszło na marne. mialabym choć dyplom.
            skoro na normalne rzeczy nie ma, to gdzie ja bede załatwiać cos co kosztuje tyle
            pieniedzy, a to jeszcze trzeba dojechać!! i spać, hehe. sprawdzałam schroniska
            młodziezowe, ale łaczna suma nie wychodzi lekko, tym bardziej że najwazniejsze
            jest żeby było zapewnione jedzenie, prąd i buty.

            moje starsze dziecko, blanka urodziło się 02.02.2005
            młodsze , justyna 03.12.2006.
    • szafirowa_noc Re: od strony prawnej 11.01.09, 15:24
      kolejna dziewczyna mówi że za dużo tu wiadomości wpakowałam, a ja po prostu
      jestem w kropce, chciałam żebyście spojrzały na to swieżym okiem, i poradziły
      coś, przynajmniej dały wskazówkę, że dobrzez że czepiłaś sie tego , a lepiej
      może nie pchać się w tamto...
      mam przyjaciółkę, ale jak tu wywalać takie rzeczy i zawracać jej głowę, nie mam
      pieniedzy na bilety do miasta , a mieszka w gdańsku, ja pod. na sieci łatwiej
      jest mi powiedzieć ile rzeczy martwi, i co gorsza, co przeraża. prosiłam o
      jakieś słowo drogowskaz, trzeżwą ocenę, a nie teksty o antykoncepcji. myślicie
      że nie przerobiłam już tego tematu w głowie?
      moja córka już się urodziła, na szczęście jest zdrowa, i tylko rok mnie dzieli
      od wieku przedszkolnego dla niej. dużo tych moich kłopotów, bo staram się nie
      siedzieć z założonymi rękami, a nie mam kogo poradzić się... z boku zawsze widać
      lepiej, ale też łatwo się ocenia. gdyby moja mama nie była tak zapamiętała w
      swoich przekonaniach to rozmawiałabym o tym z nią.. nie przyszło wam do głowy ze
      skoro tu piszę, to widocznie nie mogę? sorry za rozpisywanie się. dziękuję tej
      pierwszej osobie, za mysła o grafice, bo też mi chodzi po głowie że raczej
      konsekwencją powinnam tu działać.
      • asiaiwona_1 Re: od strony prawnej 11.01.09, 15:34
        Napisałaś "moja córka już się urodziła, na szczęście jest zdrowa, i
        tylko rok mnie dzieli od wieku przedszkolnego dla niej". No ale
        przecież wg tego co podawałaś to i tak nie dostaniesz miejsca w
        przedszkolu bo nie masz meldunku. Poza tym jeśłi chodzi o rozwów to
        ta nieudana próba była jak młodsza córka miała pół roku. Teraz ma 2
        lata, więc trochę czasu już minęło i może warto znów się tym zająć.
        Czy próbowałaś otrzymać pomoc z opieki? Bo skoro nie masz
        zatrudnienia to nie masz dochodów i coś ci się należy.
        • szafirowa_noc Re: od strony prawnej 11.01.09, 16:10
          jednak jakieś konkrety, wiem że powinnam to już dawno załatwić, ale jak zaczynam
          o tym z nim rozmawiać, to nie możemy sie dogadać.
          ja chce pisać prawde.
          on mi każe napisać że pracuje tu w polsce, na czarno. i ze alimenty są wplacane.
          już wam wspominałam co mysle o kłamaniu, a jeszcze do tego co myślę o pisaniu
          kłamstw do sądu, to już w ogóle nie do przyjęcia. teraz mu powiedziałam że jak
          mu tak zależy na pisaniu takiego wniosku, to niech sam pisze. że ja nie chce
          kłamać sędziny. mi się sąd kojarzy z tym że "składanie fałszywych zeznań jest
          zagrożone wiezieniem". nie chce tak robić. alimenty chcę teraz rozłożyc przy
          okazji rozwodu na dwie córki, bo wtedy gdy je załatwiałam , młodsza była jeszcze
          w brzuszku. poza tym kwestia opłaty za rozwód, ja nie mam jak wyłóżyc żadnych
          opłat. jak mu tłumacze jak krowie na rowie ,że może sobie np co miesiąc odłożyc
          po 80 zł, to jest po 20 euro ledwie!! na bok , i nie wydawać na te wszystkie
          zachcianki, to mówiże tak zrobi, a potem... przyjezdza i mówi ze nie odłozył bo
          nie dłao rady ale teraz za miesiac odłoży... na oniec sprawy rozwodowej jest
          wpisywana opłata za przyznanie ugody. nie pamietam ile to wtedy wyniosło mu, bo
          on to miał płacić, ale nawet jesli to jest 200 zł to ja nie przeznaczę, żadnych
          oszczednosci na to, bo nie mam prawa zabierac małym i tak takich rzeczy które są
          absolutnie niezbędne. jak pomyslę ile pieniędzy on przeznacza miesiecznie na
          piwo i reszte wydatków...
          opieka ma mnie już dośc, juz byłam , w dodatku w zeszłym roku zabrałam dzieci i
          uciekłam w maju, opieka przyjechała, robiła wywiad u sasiadów, moje zdanie na
          temat tego co robi nie do przyjęcia, kiedy wpada w szał, jest jakieś głupie.
          wyobrażacie sobie? te wszystkie teksty o mordowaniu dzieci, o niszczeniu,
          przekleństwa, miałabym na to pozwalać i życ z nią, a ja już naprawdę nie mam
          siły. dlatego szukałam mieszkania, znalzłam najtańsze co było, i w dodatku
          blisko centrum , z dobrym dojazdem, tam jeżdza autobusy niskopodłogowe, bilety
          sa tansze a co najwazniejsze pod nosem mam przedszkole, zameldowanie mysle ze ta
          kierowniczka by mi tam ząłatwiła chociaz to czasowe... 2 tygodnie np.
          to tam płaciłabym za miesiąc 600 zł, rozmawiałam też o tym z byłym ale
          zwyczajnie nie wierzę mu już, że się to nie powtórzy. to kobieta by mi opuściła
          100 zł za to mieszkanie, i w dodatku, nie na pokoju u kogoś tylko w tym
          samodzielnym domku, że byłoby miejsce dla dzieci do życia na całą podstawówkę!
          już tam byłyśmy w tym roku w pażdzierniku, bo przyjechała moja mama i szopka się
          odbyła od nowa, ale już byłam przygotowana, i zabrałam małe. to był
          najfajniejszy okres w moim życiu. pomieszkałyśmy tam , w razie wprowadznia się -
          na zimę zmienić okna, ocieplić. i tyle. i ta lodówka, używana, którą znajdę w
          komisach.
          tylko pozostaje mi kwestia niepewnosci, bo jakby tak znowu na wypalił okres 3
          miesięcy bez płacenia, to co wtedy- nie będę swiecić oczami przed ta panią, że
          nie ma, trzeba zapłacić i koniec bo jeszcze powie że w takim razie rzeczy
          zabrać. teraz cały czas żyjemy w tym mieszkaniu u mamy nadal, wróciłam jak ona
          wyjechała, ale wisi to nade mną tak samo jak reszta. nie mogę przez to spać,
          łaże po domu i myśle o tym wszystkim, aż kiedyś siedząc na sieci przypadkiem
          weszłam na gazete.pl . po raz pierwszy. czytałam wasze rady w gorszych jeszcze
          sytuacjach dla dziewczyn, widziałam że tu są dziewczyny z głowami na karku, mi
          tak bardzo własnie brakuje wskazówki, z zewnątrz. to co robiciue tutaj, to
          bardzo wązna rzecz, bo zapewniam że zanim sie opisze takie trudne rzeczy ,
          człowiek się i wstydzi, i boi wyśmiania, zbagatelizowania.
          dlatego tak prosiłam o wypowiedz w kwestii prawnej, kóra mnie dręczyła, i tam
          reszte tych moich kłopotów.
          ps. czy zadna z was naprawde nie wie jakie są ceny photoshopa i corela?
          dziewczyny, jeśli nawet, w co watpię , to wpiszczie w google: photoshop 9.0 cena
          i tak samo corel draw.
          wersja testowa nie zawiera tych funkcji które sa mi potrzebne.
          myśle że odpowiedziałam na wszystko.

          a rozwód pewnie i tak koniec końców zacznę jednak sama odkładac, tzn opłate tego
          wniosku, bo nikt tego nie zrobi jak jak ja nie pomyslę. być może za pół roku, to
          zależy od tego jak bedzie z alimentami cholernego księcia.
          • gosiapal Re: od strony prawnej 13.01.09, 15:18
            ps. czy zadna z was naprawde nie wie jakie są ceny photoshopa i
            corela?
            dziewczyny, jeśli nawet, w co watpię , to wpiszczie w google:
            photoshop 9.0 cena
            i tak samo corel draw.
            wersja testowa nie zawiera tych funkcji które sa mi potrzebne.
            myśle że odpowiedziałam na wszystko.

            jak chcesz tylko popróbowac photoshopa czy corela to moze sciągnij
            sobie go przez jakis program typu emule. zawsze to jakies
            rozwiązanie.
            co do reszty to sorry , probowałam cie zrozumiec, przeczytałam
            wszystko ale ze zrozumieniem cięzko.
            w kazdym razie powodzenia.
    • szafirowa_noc Re: od strony prawnej 11.01.09, 16:35
      a tak marginesem mówiąc, to proszę o kontakt którą z dziewczyn z gdańska. już
      bardzo długo mysle o ubrankach, jeżdzić do gdańska wystawiać je po komisach nie
      chcę, nie mam kasy na bilety, poza tym wiem ze są dziewczyny którym brakuje
      wszystkiego. mogę oddac uprane i poskładane ubranka dla dzieci, piżamki frotte,
      koszule dla chłopca na dwórna lato, spodenki, nie podarte, bieliznę. dostałam od
      kuzynki po jej dzieciach 2 worki ubrań, ale ubranka to u mnie akurat dobrze, nie
      brakuje, brakuje takich rzeczy jak rajstopy bo sie przecierają, i bucików nie
      zniszczonych, bo staram się żeby nosiły prawie nowe. buty tez od kuzynki
      dostałam, ale sa dla chłopca, i nie wiem czy będzie jakaś chętna dziewczyna,
      wiem że są tu takie co aktywnie pomagają w rozwózce tych rzeczy. jesli jest
      zapotrzebowanie na kilka miśków, to tez moge dorzucić, uprane. nie wiem która z
      was jest z gdańska, jeśli się ugadamy, to jak będę miała coś wolnego na bilet,
      to podrzucę, najpierw jeden worek, bo bede z taką torbą na kółkach, a potem
      drugą. jeśli któraś ma samochód, to może by podjechała np. do mnie albo do
      pruszcza gd. wisi nade mna to wyniesienie się stad i wolałabym zeby takie rzeczy
      nie poszły do smieci, bo mozliwe ze tak by sie stało. odzywajcie się, te które
      mają jakąś wprawę w rozpoznaniu adresów, gdzie takie rzeczy są potrzebne. tłucze
      mi się po głowie że mam chyba też karton jakichś śpioszków białych, na
      noworodka, nosiło je troje dzieci, po moich małych koleżanka je dostała na pół
      roku, dziurki na palcach od takich śpioszków są zacerowane, więc przydatne są,
      na zatrzaski. jeśli którejś świeżo upieczonej mamie nie przeszkadzają te
      cerowania, to chętnie też oddam. kombinezonów niestety nie ma, poszły do smieci
      chyba jak była tu ostatnio moja mama, nie zdazyłam schować do siebie do pokoju.
      • asiaiwona_1 Re: od strony prawnej 11.01.09, 17:43
        Ale dlaczego chcesz rozwód bez orzekania o winie. Jeśli to co
        piszesz jest prawdą to powinaś starać się o rozwód z winy męża i
        wtedy on pokrywa koszty sprawy. I tak wogóle to można też złożyć
        wniosek o zwolnienie z kosztów jeśli ma się trudną sytuację
        materialną.
        I nierozumiem jak opieka nie chce ci już pomóc. Dość chaotycznie coś
        napisałaś o tej opiece społecznej, o jakiejś ucieczce z dziećmi i
        sprawdzaniu ciebie u sąsiadów. I co wynikło z tego wywiadu opieki u
        sąsiadów?
        • szafirowa_noc Re: od strony prawnej 11.01.09, 18:59
          a z kolei ja jak byłam w sądzie się dowiadywać jakiś czas temu, ół roku temu, bo
          wtedy on był, to mi powiedzieli że to kwota nawet 600zł jest, a jak mnie nie
          stac to on za to zapłaci po skończonej rozprawie. i własnie na płacenie dla
          sędziego się głupek nie zgadza. i w ogóle mówi że przyjedzie na 1 dzień, na date
          rozwodu, a żadne przeciąganie sprawy, orzekania o winie, skończą się tak ze się
          nie będzie stawiał na wezwania. i poza tym, czy ty wiesz jak to wygląda w
          praktyce? to orzeczenie o winie męża? świadkowie- nie przyjdzie nikt.. czy
          miałaś sama bezpośrednio do czynienia z takim trybem rozwodu? ile top trwało? i
          czy się udało? między nami jest wszystko od tak dawna spalone, że nie zalezy mi
          na tym orzekaniu, i tak sama sprawa jest bardzo trudna dla zachowania hartu i
          spokoju na sali. wszystko co będe musiała przedstawić mam już dawno pobieżnie
          poskładane w teczce, szkic też gdzieś na brudno już napisany, jeszcze tylko
          przepisać, wydrukować, kwestia tych opłat, i mogłabym z tym iść, ale nie wiem co
          robić przez to jego gadanie o ukrywaniu prawdy. on się zwyczajnie boi że jak to
          wyjdzie na jaw to mu zabiorą wszystko. a najbardziej się boi o laptopa, bo jest
          chyba uzależniony od gry w sieci, i dla niego to byłby koniec życia, jakby go
          stracił. nawet do kumpli go zabiera, kumasz.

          opieka moją sytuację z mamą ocenia tak, że to moje wymysły mało wazne dla dobra
          dziecka. mówiłam o wpływie tego co sie dzieje na starszą córkę. to ona wszystko
          kuma, poza tym normalnie od dawna rozmawia i ja widze co się z nią dzieje. także
          psycholog dał mi do myśłenia, o tyym już też pisałam... wiosną moja mama
          przyjechała znienacka i zabrałam dzieci do teściowej,latałam z dziećmi i
          szukałam czegokolwiek, miejsca do spania dla dzieci dla siebie. przyszło mi do
          głowy schronisko dla bezdomnych- że może tam bym mogła z dziećmi pzretrwać na
          zasadzie przebywania w jednym pokoju , choćby najmniejszym i w miare dokładnym
          odseparowaniu ich od zycia codziennego które tam się toczy. ponieważ w
          internecie znalazłam adres, pojechałam wtedy gdy szukałam, i sprawdziłam na
          własne oczy. potem zaczęłam sprawdzać jak to się ma od strony formalnej, czy
          mogę opłacac ten pobyt z dziećmi sama z alimentów, zostawiając 300 zł na życie i
          100 zł na pieluszki. wtedy jeszce nie wiedziałam co się tam dzieje w praktyce i
          uświadomiła mi to dopiero opieka spoleczna, panie mi opowiedzialy że jest tam
          jakiś "dozór" nad tymi wszytskimi ludzmi do godziny 15tej. potem nikogo nie mam,
          bo wszyscy idą do domu, znaczy jakis personel. i dlatego dzieją sie tam rzeczy
          nie opisane, że przekleństwa i jak najgorsze miejsce do zamieszkania, a przedze
          wszystkim, nie ja za to płacę, tylko opieka, wykładając kasę ze swoich
          funduszów. powiedziano też mi że jesli mi rzeczywiscie odbiła szajba to mogę sie
          o to starać, ale natychmiast wystąpią o odebranie mi dziewczynek. i że coś
          znajdę, na wynajmie. był wywiad po okolicy, to mała miejscowość, więc same
          rozumiecie, tylko ogromny wstyd dla mamy, ze nawiałam. ogólenie panie wystawiły
          w papierach mi opinię, że jestem nie zainteresowana dobrem dzieci skoro mysle o
          takim czyms, i mąz w raziie czego zostanie ściągnięty z tej holandii i on dzieci
          dostanie. co miałam robic, szukałam dalej ale bez skutku. miałam szczęscie, bo
          po miesiacu moja mama wyjechała, wróciłam do tego mieszkania, spaliła mi trochę
          rzeczy, zabawek małych, trochę mi tu narobiła kłopotu, bo zdemntowała zlew i
          rury odprowadzające, kilka musiał zgubić, i nie mam nawet jak ich kupić drugi
          raz. ile razy przyjedzie to jakby bomba spadała mi na głowę. wtedy w maju to
          były załatwił ze przyjęli mnie z otwartymi ramionami u teściów, że powiedzieli,
          możesz sobie spokojnie szukać mieszkania, tu możecie spac, jeśc też dostaniecie.
          ja byłam cały czas z nimi ,z córkami znaczy wiec zadne płacze przy usypianiu sie
          nie zdarzały. od tamtej pory nabrałam szacunku do tesciowej, bo to ona podejmuje
          tam decyzje w domu. mysłałam że powie mam to w nosie, ale nie. i chociaż broni
          tego bęcwała, to jednak ani jedno słowo kryrtyki jej metod wychowawczych nie
          umie mi sie przecisnąć przez gardło.
          aha, opieka zakonczyła psotepowanie w taki sposób, że ta cała sytuacja z
          przyczynami naszej ucieczki, to mój wymysł, i konflikt pomiedzy nami, na żadną
          pomoc nie mam co liczyc w kwestii płacenia za pobyt gdziekolwiek bo nie mają
          funduszy, a poza tym, to już niedługo, ze jestem bez pracy. ze jakos sobie
          poradze. opeika mi pomagała także celówkami, kiedy byłam bez żadnych pieniedzy
          od razu po odejsciu byłego. dostałam też okresowy zasiłek, wtedy te wypłaty
          które przychodziły od komornika, to były rzędu 700 zł. 700, czasem 900 zł. ale
          dla mnie samej to było zrozumiałe, że jest to pomoc dorażna w najgorszym
          wypadku. mówiłam o podnoszeniu kwalifikacji zawodowych, o tym jak strasznie mi
          zalezy zeby robić w przyszłości cos , co zapewni byt i mi i małym, bo jego
          wpłacanie się kiedyś skończy. mówiłam o tym że robi to nieregularnie. to
          wszystko było dla opieki jakieś takie... dziwne, ze nie umiem sobie dać rady z
          tym wszystkim finanasowo. wtedy powiedziałam sobie, o nie, nigdy więcej. na
          rzucanie przez moją mamę ku...mi i innymi przekleństwami, sie skrzywiły że od
          tego się psychika dziecku nie wypaczy. nie wiem, jak mogła tak powiedzieć
          kobieta mająca dziecko!! jeśli do mnie ktoś mówi " ku..." (przepraszam
          dziewczyny!! sad )albo "suko" to po jakimś czasie dziecko też tak do mnie zacznie
          mówić, ja nie mogłam sobie tego wyobrazić, i szukałam, szukałam, az znalazłam.
          ten domek. wyobrażcie sobie ze każdy przyjazd i te szopki są znienacka!! i w
          ostatnich dniach wrzesnia, mama moja znowu przyjechała bo miała wolne w pracy.
          było tak jak zawsze, ale ja już nie czekałam az to się zrobi nie do wytrzymania,
          tylko szybko zabrałam torbę, i wszystkie uciułane oszczędności na ten cel.
          córkom tłumaczę ze babcia mówi tak, bo sie denerwuje, a nie umie się inaczej
          uspokoić, tylko krzyczac takie rzeczy, że trzeba nie słuchac tylko wyjść po
          prostu. w ogóle jakoś starma się załagodzić tą sytuację, nie rozmawiac z nia na
          temat finansów, byłego, jego pracy i wszystkiego co ją prowokuje. to bardzo
          trudne, bo zwyczajnie boje sie co odpowiedzieć, jak dzwoni... ale wiem jedno, to
          się nie zmieni, jestem już po wielu poważnych rozmowach, i słysząłam najcześciej
          że muszę nad sobą pracować i łykać te wyswiska bo jest moją matką. jak sie
          zapewne domyślacie, nie jestem w stanie po tylu latach, tak było jak byłam mała,
          jak dorastałam, jak wyszłam za mąż, jak byłam w ciąży... te wszytkie teksty o
          diable, który jest u mnie w sercu, o niszczeniu moich dzieci przeze mnie...
          ponad moje siły. nie byłoby to żadnym argumentem , gdybym nie miała dzieci, ale
          teraz już mam. da nich to musi być straszne. dlatego znlazłam to mieszkanie. a
          mój były przestestował tez sposób wyrażania mojej mamy i jak pisałam,
          powiedziała ze ma dośc, psycha mu siada i nie wytrzyma, i uciekł- do swojej
          mamy. wesołe to nie jest, dobrze ze się jakoś trzymam. ale jak ona przyjeżdża to
          jakby bomba eksplodowała.
    • bj32 Re: od strony prawnej 11.01.09, 21:50
      Wiesz co? Mi sie nawet nie chce dokładnie przegryzać przez te
      brednie, które wypisujesz. Nie wiesz, w jakim wieku masz dzieci, nie
      wiesz, czy jesteś w trakcie sprawy rozwodowej, czy też nie, nie
      wiesz, czy Twój mąż pracuje w Holandii, Polsce czy nie pracuje
      wcale, a może lata od stoczni do stoczni, co przy aktualnym stanie
      naszych stoczni zakrawa na paranoję, udaje Ci sie robić opłaty za
      czynsz, media i co tam mimo, ze dochód masz zerowy i udaje Ci się to
      nawet wtedy kiedy nie_wiadomo_czy_pracujący mąż-nie mąż nie płaci, a
      teściowie rzucają po 200 - 300,- tygodniowo [za 1200,- nie móc się
      utrzymać miesiecznie? Mimo popłaconych opłat, czyli na żarcie i
      czasem jakiś ciuch? Zwłaszcza, ze dla młodszej [czy najmłodszej, bo
      czasami sie zastanawiam, czy ich aby nie masz trzech] możesz używać
      ciuszków po starszej?
      Nie wiesz, czy mąż jest tu czy tam, czy jest z Wiolą na Mazurach,
      czy płaci czy nie płaci, czy ma zasądzone alimenty i egzwkwuje je
      komornik.
      A zwłaszcza nie wiesz, czy ważniejsze jest dla Ciebie żarcie dla
      dzieci i buty, czy zeby się zobaczyły z tatusiem.

      Poczytaj teraz uważnie, bo nie bedę tego powtarzać:
      Urzekła mnie Twoja historia. Bo ja juz dawno uznałam, ze
      kłamać trzeba umieć. A Ty nie umiesz. Produkujesz koszmarne ilości
      słów i wychodzi Ci z tego mataczenie, chociaż wydaje Ci sie, że
      idiotki na tym forum wszystkie Ci bedą współczuć. Nie wiem, w jakim
      celu i guzik mnie to obchodzi. Ale życzliwie Ci radzę, żebyś sobie
      odpuściła.
      Zazwyczaj posługujesz się dość rozbudowaną polszczyzną, wiec nie
      jesteś młotkiem. Ewentualne kursy na corela potwierdzają fakt, bo
      jednak ktoś granatem od pługa oderwany, czy nie mający dotychczas z
      tym nic wspólnego moze mieć z tym problem i nie wywali półtora
      kawałka na kurs nie mając pewności, że w ogóle będzie wiedział, o co
      biega.
      Kręcisz, mieszasz, plączesz sie w zeznaniach, nie odpowiadasz
      precyzyjnie na proste a ważne pytania.

      Dziewczyno, nie wiem, co ma na celu Twoja prowokacja, ale daję sobie
      reke uciąć, ze łżesz aż ziemia jęczy. Jeśli faktycznie potrzeba Ci
      pomocy to pisz prawdę. Jeśli nie - wynieś sie z tego forum, bo nie
      tylko mnie wnerwiasz, ale i użytkowniczki denerwujesz.
      Dodatkowo moją teorię potwierdza fakt, ze nie posiadasz poczty na
      portalu.
      Piszesz coś, ze chcesz sie z kimś spotkać w Gdańsku? Żeby wziął
      ciuszki dzieciece? Znakomicie. Podaj mi dane na priv. Mam tam
      przyjaciółkę, której mąż jest wysokim funkcjonariuszem policji.
      Napiszę do nich i poproszę, zeby spotkali się z Tobą i odebrali te
      ciuszki i przekazali je w stosowne miejsce. Potrzebujących nam nie
      brakuje. Może mało będzie chętnych na ciuszki po półrocznej córce,
      ale po dwuletniej i czteroletniej na pewno będzie sporo.
      Co Ty na to?
      Brak odpowiedzi tu czy na maila uznam za potwierdzenie moich
      przypuszczeń: że wynalazłaś sobie najgorsze forum do trollowania,
      jakie można.
      • szafirowa_noc Re: od strony prawnej 11.01.09, 22:09
        nie było moim zamysłem was zdenerwować, ale nie będę wnikac w twoje rozbudowane
        myślenie. gratuluję zawartości serca.
        jak zapewne zauwazyłaś powtórzyłam kilka razy ile lat mają moje dzieci, do
        oddania mam odłożone rzeczy dla chłopca, także piżamy, buty, aczkolwiek trochę
        używane przez dzieci od kuzynki. o miśkach nie piszesz, więc pewnie nie. ubranka
        w workach są na wiek około roku - do lat trzech. jest też trochę kaftaników
        niemowlęcych, na noworodka. pomimo że zmieszałas mnie troche z błotem i niefajne
        uczucie - widziałam na forum, ze w rozprowadzaniu pomocy bierzesz udział.
        chętnie przekażę do ciebie te rzeczy. podaję gg 3460336.
        • agnieszkax1977 Re: od strony prawnej 12.01.09, 19:37
          Nie wiem czy w Twoim życiu panuje taki haos jak w wypowiediach- ale
          najwyraźniej tak, bo ja żyje za 2100zł miesięcznie z 5 dzieci i
          chorym na raka mężem i alergikami bliźniakami- uczulonymi na w sumie
          na wszystko dorabiam szyciem ,gotowaniem i wszelkimi pracami oprócz
          tej pod latarnią ale mam na buty dla dzieci,dzieci nie futruja
          reklamowanych produktów i czasem nie mam na ciastka ale głodne nie
          chodzą i pradu mi jeszcze nie odcinali.Rodzina mi nie pomaga , bo
          tesciowie i moja matka nie żyją a mój ojciec prawdopodobnie nie wie
          ze ma wnuki.Jedyną pomoc otrzymuje od koleżanek które nieżadko z
          własnych portweli wyjmują pieniądze na leki dla męza i dzieci i
          słóżą transportem a w tym ; więc albo pomyśl nad tym aby zmienić
          styl życia , albo poszukaj księcia z bajki albo przestań zmyślać bo
          odbierasz szansę tym którzy potrzebują pomocy przez to że szarpiesz
          zaufanie ludzi z forum którzy dzielnie pomagaja tym którzy naprawde
          potrzebują.Pozdrawiam i zalecam myślenie.
    • szafirowa_noc Re: od strony prawnej 15.01.09, 19:47
      dziewczyny, wiem że pisałam zbyt szybko i zbyt dużo tych informacji tu
      wyrzuciłam, mam już pewien pomysł, tak więc, nie piszcie mi więcej, ze
      chaotyczne wypowiedzi.

      zapytam u modków czy można ten wątek usunąć, co byście na darmo klawiatury nie
      strzępiły... wink
    • kruk12586 Re: od strony prawnej 19.01.17, 22:07
      darmowe porady prawnika, jak założyć e-commerce 956700.members.page4.me/strona_internetowa_a_prawo_.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka