Dodaj do ulubionych

Trzeci raz w Egipcie - moje 22 dni w "domu"......

20.10.05, 12:14
28 WRZESIEN 2005 (SRODA) DZIEN 1

Czekalam na ten wyjazd ponad rok... do konca nie bylo wiadomo-pojedziemy??
nie pojedziemy?? a moze tym razem do innego kraju?? Koniec koncow na 2
tygodnie przed wylotem wykupilismy wyjazd... i dzis przyszedl ten dzien.
Wczoraj przyjechalismy do przyjaciol, u nich spalismy. O 6 rano Dorotka
zawiozla nas na Okecie. Tam pierwsza wpadka. Chcialam schowac jeszcze
sweterek do bagazu glownego ale okazalo sie-ze nie mozna otworzyc walizki!!
Szyfr-nie reaguje. HA! No tak!! Przeciez nasza walizke pozyczyli pol roku
temu znajomi jak lecieli na wakacje. Szybki telefon i-szczeka na posadzce.
Owszem, zmienili kod-ale nie pamietaja na jaki.... no coz. Sweter wyladowal
pod pacha a problem kodu zostawilismy na pozniej.

Nadalismy bagaz. Okazalo sie, ze moglam jeszcze dowalic ze 4 kg ;-) Przejscie
przez odprawe paszportowa-zerkniecie celnika na Radka (lat 5) i jego zdjecie
w paszporcie ( w wieku 8 miesiecy) Powiedzial "Malo podobny".
Powiedzielismy "to Wy wydaliscie zarzadzenie, ze paszpotr dziecka jest wazny
10 lat" Koniec rozmowy.

Jestesmy w bezclowce. Szybkie zakupy i upragniona kawa... 2h szybko minely i
juz siedzimy w samolocie lini Fischer. Samolot jak samolot... Ja strasznie
boje sie latac!! Na Rzesia (meza) "Myszko, nie boj sie, bedzie dobrze" Radus
odpowiedzial "mamuniu... przeciez to tylko lot!!" No tak... Uwielbiam dzieci
za ich nieskomplikowane myslenie. Nie mielismy kateringu. Zamowilismy
herbatke i zjedlismy domowe kanapki.

W koncu lecimy nad Kairem. Znajomy widok... nitka Nilu... piramidy... hotele
polozone przy brzegu granatowo-blekitno-szmaragdowo-zielonego morza
czerwonego. I to czego najbardziej nielubie-podejscie do ladowania. Blednik
wariuje, uszy sie zatykaja...raz sie przechylamy w prawo, raz w lewo... Nigdy
sie tyle nie modle co w samolocie ;-)

W koncu wysiadamy. Mimo koncowki wrzesnia-wita nas sciana goraca!! A wiatr-
jakby ktos dmuchal na nas ogromna suszarka do wlosow!! UWIELBIAM TO!!
Kierujemy sie do okienka niepolecanego przez pana z Eximu i kupujemy wize za
15$ od paszportu. Odbieramy bagaze (qrcze...jak my otowrzymy ta walizke??) i
wypadamy na zewnatrz. Wita nas znajomu smrod i walajace sie sieci ;-) Idziemy
do autokaru, po drodze dowiadujemy sie, ze bedziemy w hotelu "Panorama" w El
Gouna.

Transfer trwal ok 40 minut... Nie nudzilam sie. Upajalam sie tak dlugo
oczekiwanym widokiem!! Palmy, slonce, wysokie krawezniki ;-) ... Jest i nasz
hotel (opisz go na forum hotele) Witaja nas szklaneczka soku, odbieramy
klucze i szukamy pokoju. Jest. Na 2 pietrze w budynku 2 pietrowym ;-) Widok
na zatoke i basen. Super!!

Szybkie siku, szybki prysznikc i decyzja-wyjmujemy kapielowki i lecimy na
basen!! HURRAAA!! I nagle "O NIE!!" Ta cholerna walizka a w niej
nasze "paszporty" na basen w postaci kapielowek....
Nic to. Postanawiamy, ze po 50 cyfrach bedziemy sie zmieniac, zaczyna Grzes
-000- ; -001- ; -002- ; -003- ; -004- ; -005- ; .... zmieniajac sie po jakims
czasie przy numerze -303- walizka otwiera sie!! WOW!! W zyciu nie ciechalam
sie tak bardzo na znajomy klik otwieranej walizki ;-)

I oto siedzimy na basenie-biali, nakremowani... mmm... cudownie tu byc...

Po ok godzinie robimy obchod...tu jest restauracja... tu sklepy... tu wydaja
reczniki... Gorace kafelki parza w stopy... jak milo!!

Wracamy do pokoju. Nie ma sensu sie rozpakowywac-pojutrze ruszamy na rejs.
Wyjmujemy co wazniejsze rzeczy, przebieramy sie i hopsa na kolacje. O tak!!
Czekalam na te mega slodkie ciasta i torty!! Koniec z dieta-nie chce slyszec
o odchudzaniu przez caly pobyt w Egipcie!! Zajadamy sie i delektujemy
jedeniem... ja mam dodatkowe powody do radosci-przede mna 3 tygodnie bez
prania-gotowania-zmywania-sprzatania....wow....cudownie jest byc na
wakacjach!! ;-)

Po kolacji posiadowa przy oswietlonym basenie... Potem spacer do El Gouny.
Czas kupic jakas wode i napoje... robimy szybkie zakupy i wracamy do hotelu.
Jest 21:00 a my padnieci!! Jeszcze szybki tel do recepcji i przypomnienie o
dostawce dla Radka. O 22:00 przy akompaniamecie szumiacej klimy zasypiamy....

Jeszcze tylko szybka mysl przed snem "wow!! naprawde znowu tu jestem!! " i
wyszeptane do uszka Rzesia "kocham Cie!! Tak bardzo sie ciesze, ze jestesmy w
Egipcie"...

Sen... sen...sen...


Obserwuj wątek
    • dlaczegodlatego Re: Trzeci raz w Egipcie - moje 22 dni w "domu".. 20.10.05, 12:41
      Urocza z Ciebie kobieta, religijna i zapewne kochana,
      ale kiedy piszesz
      "ja mam dodatkowe powody do radosci-przede mna 3 tygodnie bez
      prania-gotowania-zmywania-sprzatania....wow...."

      to normalnie pragnę, by Twój mąż został tam przy pustyni i znalazł sobie
      tamtejszą niewolnicę.
      Jakoś Rzesiek pierwszy nie powiedział "kocham cię".

      PS Jestem kobietą.
    • Gość: Agata Re: Trzeci raz w Egipcie - moje 22 dni w "domu".. IP: *.dhl.com / 165.72.200.* 20.10.05, 12:51
      Czy jakiekolwiek biuro oferuje 3-tygodniowe pobyty w Egipcie????
      • platynka.iw Re: Trzeci raz w Egipcie - moje 22 dni w "domu".. 20.10.05, 12:54
        hej Agato. Nie wiem czy jakies BP oferuje takie wyjazdy. Ja wykupilam pobyt 14
        dniowy i potem wybralam sobie hotel-i wykupilam w nim dodatkowy pobyt 7 dniowy
        (w tym samym BP)
        Pozdrawiam cieplutko :-)
        Iwonka
        • pc_maniac Czekam na dalszy ciąg relacji!!! 20.10.05, 13:08
          Fajne mieliście przeboje, szczególnie ten z szyfrem.

          CZEKAM na dalszy ciąg relacji!!!
          • platynka.iw Do pc_maniaca 20.10.05, 17:36
            Hej!
            Nie jestem bajkopisarzem... poprostu pisze jak bylo i moje odczucia. Za
            wszelkie uwagi bede wdzieczna!!
            Pozdrawiam cieplutko i jeszcze raz BARDZO DZIEKUJE ZA POMOC PRZED WYJAZDEM!!!
            Iwonka juz teskniaca za Egiptem :-(
    • platynka.iw 19. 09. 2005 (czwartek) dzien 2 20.10.05, 13:14
      Obudzilismy sie o godz 9... Pierwsze wyjscie na balkon-i uderzenie slonca!!
      Zapomnialam jak ostre i gorace jest w Egipcie!! Prysznic i biegiem na
      sniadanko. O 12 spotkanie z rezydentka. Szkoda czasu. Bierzemy stroje i lecimy
      na basen... Muzyczka gra, sloneczko swieci, dookola slychac smiechy i radosc
      ludzi... Chlopcy plywaja a ja leze na lezaku i czytam zakupiony przed wyjazdem
      przewodnik po Egipcie, ktory byl dodany do Gazety Wyborczej.

      Mija wolno czas... Slodkie lenistwo. Upajamy sie ta chwila... Ok 13 dowiadujemy
      sie od poznanych w samolocie ludzi, ze jutro rano jest wyjazd o 8 spod hotelu a
      o 9 ruszamy w konwoju do Luksoru. O 9 rano?? Qrcze... co tak pozno?? Przeciez
      zawsze jechalismy w konwoju o 5 czy 6 rano ( nie pamietam) ale na pewno nie o
      9!! Nic to. Zobaczymy rano. Mam nadzieje, ze starczy nam czasu na zobaczenie
      wszystkiego co zaplanowalismy...

      Wracam do pokoju a tu-zonk-brak pradu! Okazalo sie, ze w tym hotelu od 11-14
      wylaczaja prad. Hmmm... pierwszy raz sie z czyms takim spotkalam-ale trudno.
      Wracam na basen do studiowania przewodnika. Po godzinie idziemy na spacer do
      zatoczki. Radek wchodzi do wody i powoduje jej zmetnienie po czym
      stwierdza "zobaczcie ile kurzu jest w tej wodzie" ;-) hihihi... Ogladamy
      malenkie kraby chowajace sie przed nami do swoich norek i spacerkiem wracamy na
      basen.

      Ok 16 przebieramy sie i idziemy do centrum El Gouna, ktore jest 5 minut drogi
      od hotelu. Fakt. Malo egipskie, ale urocze miasteczko. Domeczki, uliczki,
      fontanny... Wymieniamy wieksza ilosc $ na le, kupujemy wode i wracamy do hotelu
      na kolacje. Po kolacji pijemy zimna karkade na balkonie a potem-pakowanie. Rano
      wyjazd do ukochanego Luksoru.

      Iwonka
      • platynka.iw Mialo byc 29.09.2005 a nie 19. 09. 2005 Sorki 20.10.05, 13:26
        • platynka.iw Re: Mialo byc 29.09.2005 a nie 19. 09. 2005 Sork 20.10.05, 15:38
          • platynka.iw 30.09.2005 (piatek) DZIEN 3 20.10.05, 17:14
            Najedzeni, z walizkami przed hotelem, czekamy w lobby hotelowym na autobus.
            Mysle sobie "super, ze juz ruszamy w trase. Nareszcie cos sie dzieje! Gdybym
            miala przelezec przy basenie czy na plazy 14...BA! chocby 7 dni-to bym chyba
            umarla z nudow albo dostala wscieku macicy"

            Wsiadamy do autokaru i jedziemy na miejsc spotkan autobosow i busikow (jak sie
            nazywa ta miejscowosc??) gdzie sie zbiera konwój. Jechalam 2 razy stamtad do
            Luksoru i zawsze byla to masa samochodow!! Ci ktorzy jechali-wiedza co mam na
            mysli!! I napewno sie zdziwia-bowiem w naszym "konwoju" o 9 rano jechalismy my
            i jeden busik... razem z ochrona - cztery auta ... niezle. No, ale przynajmniej
            Pani Ania (przewodniczka) sie wyspala :-|

            Jak zwykle-po drodze 2 postoje na siku, kawe i odganianie sie od natretnych
            sprzedawcow i pozujacych do zdjec chlopcow z wielbladami...

            I oto w koncu jestesmy w Luksorze-o zgrozo-o godzinie 14!!!!! Niezle. Wysiadamy
            przy nabrzezu. Cala grupa jedzie dalej z bagazami zwiedzac Karnak. Maja wrocic
            na statek ok 18 i wtedy zajac kajuty. My zabieramy nasze bagaze i udajemy sie
            na "Crocodilo", bowiem to wlasnie na tym statku bedziemy kontynuowac dalszy
            rejs.

            Dreptami a w myslach ukladamy teks-jak tu przekonac obsluge, by nam na kilka
            godzin przechowala bagaze... Podchodzimy do recepcji a Pan z usmiechem na
            ustach mowi "witam ponownie" WOW!! Pamieta nas z tamtego roku!? Pewnie
            zapamietal Radka. Niewazne. Lody zostaly przelamana. 10$ w paszporcie powoduje,
            ze od reki dostajemy klucze i kajute z wymarzonymi drzwiami balkonowymi!
            Zostawiamy bagaze i biegiem lecimy zwiedzac zachodni brzeg.

            Jest 14:30.... czyli niewiele czasu zostalo!! Od brzegu zaczepiaja nas faceci z
            pytaniem czy chcemy lodz, czy taksowke... Tak-chcemy lodz. Pytamy-"Ile za
            przeplyniecie na zachodni brzeg??" Slyszymy "50 le" hehehehe... smiech nas
            ogarnia. Mowimy "Dajemy 10le za cala trojke" Od slowa do slowa na widok naszych
            plecow i glosne "bye" Pan sie zgadza na nasza stawke. Szybko przeplywamy. Ten
            sam Pan pyta czy nie chcemy taksowki. Chcemy. Pytamy ile za jakies 4h
            dyspozycyjnosci?? Slyszymy 150 le. hehehe... Niezle maja ceny. Koniec koncow
            dostajemy taksowke do dyspozycji (off corse z kierowca ;-) w cenie 50 le. I tak
            mam wrazenie, ze przeplacilismy, ale w tym dniu czas byl dla nas baaardzo wazny.

            Taksowka-to wielkie slowo. Jest to pojazd na 3 kolkach. Wsiada sie po 2
            schodkach od tylu (nie ma drzwi) i jedzie bokiem do kierunku jazdy (sa 2
            laweczki po bokach) Czyms takim namietnie jezdza miejscowi. W srodku jest
            dzwonek, po nacisnieciu Pan w kabinie zatrzymuje sie. ogolnie (jak wiekszosc
            pojazdow w Egipcie) jest to niezly gruchot-no, ale oby tylko nas zawiozl tam
            gdzie trzeba i mial jeszcze moc by wrocic.

            Pierwszy przystanek-Kolosy Memnona.
            Drugi-kasa biletowa. Kupujemy bilety do Madinet Habu, Ramasseum i SetiegoI.
            Dzieci do 4 roku zycia maja wstep bezplatny, wiec przygotowalismy pieniadze na
            bilet dla Radka. Oto rozmowa przy kasie.
            -prosimy 2 bilety dla doroslych i jeden dla dziecka do Medinet Habu, Ramasseum
            i Setiego I
            -Ile dziecko ma lat??
            -Piec
            -(przymkniete oko kasjera) Nie. Ma cztery i wchodzi za darmo.
            -O tak. Pomylilismy sie. Ma cztery.
            ;-)
            Co jak co, ale jedno trzeba im przyznac-uwielbiaja dzieci i wlasnie nasz
            portfel na tym skorzystal :-)

            Podjezdzamy pod Medinet Habu. Sama swiatynia-rewelacja!! Poza kasjerem jestesmy
            my i dwoje Anglikow. Jest to przepieknie zachowana swiatynia!! Nie bede sie tu
            rozpisywac o zabytkach-bo kazdy moze sobie o nich poczytac w przewodniku czy
            necie.
            Medinet Haby BARDZO nam sie podobalo! Swietnie zachowane kolory i reliefy. Masa
            zakamarkow i - praktycznie zero turystow. Goraco, goraco, goraco... Dlaczego
            tak swietnie zachowana swiatynia nie jest w planach wycieczek fakultatywnych??
            POLECAM BO PO STOKROC WARTO!!

            Pijemy Barake i polewamy sobie nia glowy. Robimy mase zdjec i wracamy do
            naszego pana taksowkarza i mowimy, ze teraz chcemy jechac do Ramasseum. A Pan
            rozklada rece!! Teraz do nas dociera-no tak. Wszystko ustalalismy z facetem od
            lodzi a ten-ni w zab nie zna angielskiego!! Ale jaja... wolamy araba spod
            sklepu, ktory sluzy nam za chwilowego tlumacza.

            Wsiadamy do taksowki i jedziemy do Ramasseum. Jakze marna ta swiatynia sie
            wydaje po Medinet Habu! Ale i tak jestesmy nia zauroczeni i zwiedzamy ja z
            zapartym tchem. Wracajac lapiemy przy wyjsciu policjanta turystycznego i
            prowadzimy do taksowkarza, w celu wytlumaczenia dalszej trasy zwiedzania.
            Spokojniutko idziemy kiedy nagle-nasz taksowkarz podnosi rece i strasznie
            wrzeszczy. Mysle sobie-"co jest?? Wyglada to na jakis zawal!!" Naprawde sie
            przestraszylam. Okazalo sie-ze biedaczyna-przestraszyl sie policjanta!! Myslal,
            ze cos zrobil zle i idziemy na niego z gliniarzem!! Az mi sie glupio zrobilo...
            Policjanty po arabsku przekazal mu gdzie chcemy jeszcze jechac i ruszylismy w
            dalsza droge do swiatyni SetiegoI. Tam zatrzymalismy sie na chwilke i nasz
            takowkarz, przez innego araba powiedzial nam, ze ma 7 dzieci (samych chlopcow)
            i jest bardzo szczesliwym tata. Powiedzial takze, ze czuje sie mlodo bo ma
            dopiero 35 lat. O zgrozo! A ja mu dawalam jakies 60!! W tej brudnej
            galabiji...z dwoma zebami w ustach....pomarszczona, wychudzona twarza i w
            okularach jak denka wygladal duuuzo starzej!!

            Nic to. Pobieglismy obejrzec cuda SetiegoI. A tu przykra niespodzianka. Zacial
            sie aparat a w kamerze wysiadla bateria :-/ Nic to. Delektujemy sie
            wspanialosciami i wracamy do taksowki, by pojechac do Doliny Krolow.

            Tam najpierw podhodzimy na nogach z parkingu do kasy, a potem tuk-tuk
            podjezdzamy pod doline.Po drodze zmieniamy baterie w kamerze oraz udaje nam sie
            uruchomic aparat (hgurrraaaaa)
            Dolina krow. I znowu jestem nia zauroczona!! Gorac jest potworny. Na zmiane
            polewam ciagle Radka woda i kremuje go filtrami. Jest 16:30... za pol godziny
            zamykaja. Wybieramy 3 groby w ktorych nie bylismy i zaczynamy "uczte" Bardzo
            chcialam raz jeszcze zobaczyc grob SetiegoI ale jest zamkniety az do
            odwolania... nie wiadomo jak szybko go otworza a jest to chyba najpiekniejszy
            grobowiec w calej dolinie!!

            Dookola widac mase "skosnookich" grup (Japonczycy?? Chinczycy?? Koreanczycy??
            nie wiem) ktorzy opatuleni od stop do glow, w rekawiczkach i pod parasolami
            zwiedzaja doline. Dodatkowo przed wejsciem do grobow-zakladaja na usta i nos
            maseczki... hmmm... nie wiem co o tym myslec, wiec sie dlugo nad tym nie
            zastanawiam-nie moj biznes :-)

            Urocze jest to miejsce... z jednej strony wiem-jest to cmentarz z drugiej
            strony-u nas na cmentarzu nie czuje tego spokoju co tam... Naprawde. Bije cos
            magicznego od tego miejsca (tak jak od Karnaku) Wspaniale tam sie czuje! Jestem
            potwornym zmarzluchem. A w dolinie krolow nigdy nie marzna mi stopy ;-)
            Uwielbiam to miejsce.

            Za to dostaje furii w kolejnym grobowcu jak juz enty arab pokazuje mi gdzie mam
            zrobic zdjecie, i nie ma problemu jak blysnie flesz. MAC!! Przez nich za 100-
            200 lat nie bedzie Egiptu. Ale co sie dziwic. Po pierwsze-to nie jest ich
            dziedzictwo, wiec im nie zalezy by o to dbac. Po drugie-maja tak niskie
            zarobki, ze kazdy funt sie liczy.
            Kolejny raz odmawiam, ze nie mam ochoty na zdjecie. Ale znowu dostaje furii
            widzac jak wielu turystow sie zgadza i czuja sie uprzywilejowani, ze za 1-2E
            moga sobie cyknac fotke w grobowcu... Plakac sie chce...

            O 17:10 opuszczamy to mega spokojne i nostalgiczne miejsce. W dol schodzimy juz
            tylko my-i pracownicy doliny. Niestety... juz sie robi ciemno, o 18 zapada
            zmrok. Dzieki temu, ze Pani przewodniczka sie wyspala-my nie zdazylismy do
            Diliny Robotnikow ani do Grobowcow Dostojnikow... Nic to. Moze sie uda
            nastepnym razem??

            Jeszcze rzut oka na dom Howarda Cartera i juz mkniemy w kierunku nabrzeza. Tam
            czeka na nas pan od lodki. Placimy 50 le za taksowke i dajemy dodatkowe 10 le
            taksowkarzowi. On nie rozumiejac-daje te pi
            • platynka.iw Re: 30.09.2005 (piatek) DZIEN 3 c.d. 20.10.05, 17:33
              pieniadze do wspolnej kasy. Dopiero arabskie tlumaczenie przekonuje go, ze to
              sa pieniazki dla niego... nie wiedzialam, ze 6 zl moze tak uszczeliwic!!
              Wsiadamy do lodzi i plynac dowiadujemy sie, ze mamy zaplacic za reja 20 le.
              Hehehehehe... dajemy mu 10 le i bardzo dziekujemy za przepluniecie. Idziemy na
              statek. Tam obsluga znowu dopada Radka! Spieszymy sie, ale widzac jak wiele
              Radosci maja obie strony z wzajemnego kontaktu-pozwalamy na chwile walki i
              laskotania. Lecimy do kajuty. Spragnieni zimna wydobywamy z lodowki zimna wode
              i doimy ja na maksa. Po odswiezeniu sie wychodzimy na miasto zalatwij na jutro
              wyjazd do Dandery i Abydos. W BP Thomas Cook chceli 80$ od osoby + za dziecko
              polowe....hmmm... troche drogo :-/ Kontaktujemy sie z Pania Joasia z Hany
              Alibaba, by potwierdzic umowiony jeszcze w bolsce lot balonem nad Luksorem.
              Okazuje sie, ze mamy jutro lot ok 5 rano. Pytamy o Dandere i Abydos. Najpierw
              sie okazuje, ze sie nie da, ale od slowa do slowa ustalamy, ze lot zostanie
              przesuniety na 4 rano (przepraszam innych chetnych, ktorzy wtedy z nami
              lecieli!!) a potem jedziemy do Dandery i Abydos!!
              WOW! Rewelacje! Wracamy na statek... niewiele snu zostalo. Prysznic i biegiem
              na kolacje. Jak ja uwielbiam jedzenie na statku!! Jest PYSZNE!! I Ci przemili
              Nubijczycy... Radek zostaje zabrany na zaplecze wiec i ja podazam za nim... I
              musze przyznac-jest naprawde czysto i pachnaco. Moje dziecie wychodzi
              obdarowane owocami i jogurtami. Jak oni kochaja dzieci!!

              Po kolacji idziemy na gorny poklad, kladziemy sie na lezakach i podziwiamy
              niebo nad Luksorem... magiczna chwila... Niestety-czas sie klasc. Przeciez
              wstajemy o 3:30!!

              Iwonka
      • Gość: Jacek Re: 19. 09. 2005 (czwartek) dzien 2 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.10.05, 15:59
        Jak to opisujesz to budzi moje wspomnienia i chce mi się wskoczyć do samolotu i
        wszystko zostawić za sobą.Pozdr.
        • platynka.iw Do Jacka 20.10.05, 17:35
          DZIEKUJE!!
          I przepraszam za bledy i przejezyczenia...
          Pozdrawiam cieplutko :-)
          Iwonka
    • Gość: ika5 Re: Trzeci raz w Egipcie - moje 22 dni w "domu".. IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 20.10.05, 18:51
      jak ja kocham tych , którym chce się pisać takie malownicze i długie relacje.
      Pozdrawiam cię kochana - ciągnij to dalej! Właśnie dlatego czytam to forum aby
      wyłapywać takie smakowite kąski. I kolejny raz zadaję pytanie ( z ciekawości):
      czy mając niewątpliwą łatwość formułowania myśli na piśmie - wykorzystujesz to
      w swoim życiu zawodowym?
      • Gość: Kaja Do platynki.iw IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.05, 22:24
        Platynko, rewelacyjnie piszesz, widac, ze masz lekkie pioro.Z przyjemnoscia
        czytałam Twoja opowiesc...Pozdrawiam cieplutko też.
        • pc_maniac Re: Do platynki.iw 20.10.05, 23:02
          Czy to nie z Tobą miesiąc temu rozmawiałem o Zachodnim Brzegu i Abydos z
          Denderą?
          Nie napisałaś w końcu ile zapłaciliście za Abydos z Denderą, z kim
          pojechhaliście na tą wycieczkę.
          No i czy byliście w Denderze na dachu (w Św. Seti I również?!).

          Mało coś napisałaś o wycieczce do Abydos i Dendery, jedynie, ze byliście.
          • imonate PC 21.10.05, 09:06
            W gorącej wodzie kappany jesteś :P platynka z pewnością ciąg dalszy dopisze.
            Jestem przekonana, że to co napisała, to dopiero wstęp do relacji z 22 dni w
            Egipcie.
            • mrowka69 lezka 21.10.05, 09:40
              szczerze mowiac lezka mi sie w oku zakrecila, jakbym to widziala wlasnymi
              oczami..nie moge sie doczekac kiedy tam bede :) pozdrawiam i czekam na ciąg
              dalszy
        • platynka.iw Do Kaja 21.10.05, 10:46
          BARDZO Ci dziekuje :-*

          Mam nadzieje, ze dalszy ciag Cie nie zawiedzie...

          Buziaki, Iwonka
      • platynka.iw Do ika5 21.10.05, 10:45
        Dziekuje Sloneczko!!
        Wydaje mi sie, ze jestem baaardzo kiepskim pisarzem!! Naprawde. Nie
        wykorzystuje tego w zyciu codziennym.
        Z gory przepraszam za bledy!!
        Iwonka
        • platynka.iw 01.10.2005 (sobota) DZIEN 4 21.10.05, 10:48
          Spie… jak przez mgle gdzies z oddali slysze namolne „ti-ti-ti-ti… ti-ti-ti-ti…
          ti-ti-ti-ti…” Powoli wyrywana z objec Morfeusza ( i Rzesia ;-) siegam i dorywam
          się do namolnego budzika w telefonie. Jest 03:15 a ja mam mega uśmiech na
          twarzy i energie, która mnie nosi!! Fakt. Gdybym miala w Polsce o tej godzinie
          wstac do bracy….brrrr…. No-ale jakze inaczej wstaje się o tej godzinie by
          stanac twarza w twarz z przygoda?? I to w Egipcie??

          Wylaczam klime, odsłaniam mega ciezkie i mega szczelne zaslony i otwieram drzwi
          balkonowe… Uderza mnie przyjemnie cieple powietrze i wilgoc od Nilu. Za oknem
          srodek nocy… Księżyc w kształcie rogalika przypomina mi o zbliżającym się
          ramadanie. Wtulam się w moich chłopaków z mysla o walce jaka musze stoczyc, by
          ich obudzic. Na moje „hej, chłopcy… wstajemy. Idziemy na lot balonem” Oboje się
          zrywaja i sa gotowi do drogi ;-) hehehe.

          I oto jest już 04:00 a my i nasi znajomi stoimy przy ulicy i czekamy na pana,
          który ma nas odebrac. Teraz czuje delikatny chlod. Dobrze, ze zabrałam
          sweterek. Radek z boku boksuje się z policjantem turystycznym, a my obserwujemy
          otoczenie… W sklepach… na lodkach… przy ulicy…w swoich taksówkach-spia ludzie.
          Owinieci w koce smacznie chrapia. No tak. Większość z nich konczy pozno w nocy
          prace a o swicie zaczyna. Większość z nich to ludzie, którzy przyjechali do
          Luksoru na jakis czas, by się dorobic. To ich dom-i ich praca zarazem. Jakze
          inaczej wyglada spiacy Luksor! Bez tumultu i pospiechu zarobienia jeszcze
          jednego funta ;-) Jest naprawde bardzo spokojnie i cicho… i zaczyna mi tczegos
          brakowac ;-)

          Jest! Biegnie do nas Egipcjanin. Szybkie upewnienie się, ze my to my ;-)
          zainkasowanie 200$ za lot (po 80$ za dorosłego, za Radzika polowe) i oto już
          siedzimy w lodce na Nilu. Czekamy jeszcze na kilka osob, które maja z nami
          leciec balonem. Na lodzi poczęstunek-kawa, herbata, ciasto…. Swiatla nocy
          fantastycznie odbijaja się w wodzie-Rzes probuje zrobic zdjecie, ale lodka za
          bardzo kolysze… nic to. Mam ochote, by ta chwila trwala wiecznie… Wtulam się w
          cieplego Rzesia (Radek walczy z jednym arabem z lodki) i zaczynam zasypiac…

          Ok. Już sa wszyscy. Plyniemy na zachodni brzeg… granatowa noc, czarny Nil…nie
          widac nic! Ale nie czuje leku! Wierze, iż dobrzy bogowie Egiptu sa z nami! Na
          lodce jeszcze kapitan Sancho tłumaczy nam jak się zachowac w balonie. Każdy
          dostanie swoje miejsce i powinien tam stac i nie przechylac się. Dowiadujemy
          się, ze sa 3 rodzaje ladowania. Albo balon siada spokojnie pionowo na ziemi (
          co się rzadko zdarza ). Albo ciągniony przez wiatr ryje jednym z bokow ziemie.
          Albo siada i wznosi się podskakując jak pileczka. Jeżeli będziemy ladowac
          ostatnimi dwoma sposobami to na jego komende „ladowanie” mamy przykucnąć w
          balonie i schowac glowe miedzy kolana. Hmmm…. Nie zabrzmialo to milo!

          Wszystko jest super zorganizowane. Na brzegu czeka już na nas autko, które
          zawozi nas na miejsce startu. I oto jest nasz balon. Zolty z napisem „Sindbad”
          Balon??-mysle sobie. Przeciez to istne BALONISKO!! O mamo!! Nie zdawalam sobie
          sprawy, ze będzie TAKI DUZY!! Już jest prawie napompowany, wsiadamy do koszy.
          Jest glowny kosz z jakimis narzędziami w którym stoi nasz kapitan oraz 4 kosze
          po bokach do których wchodzi srednio po 5 osob. Z 4 palnikow bucha ogien na
          jakies 1,5 metra, który jest strasznie glosny i niezle daje goracem po karku.
          Przelatuje mi szybka mysla „może zdaze jeszcze wysiąść??”-nie, nie zdaze.
          Wlasnie delikatnie oderwaliśmy się od ziemi… chłopcy z obsługi balona (ok. 10
          osob) na dole klaszcza, tancza i śpiewają „lec balonie, lec!!”

          Nie powiem. Mam cykora, ale patrzac na usmiechnieta twarz Sancho uspokajam się.
          Jest to bardzo spokojny i wyciszony człowiek. Robi wrazenie nieśmiałego i
          małomównego. Jednak jak już się odezwie-to wszyscy zasmiewamy się do bolu… jest
          niesamowity!
          Wznosimy się dosyc szybko. Po chwili uszy przyzwyczajaja się do huku z palnikow
          a oczy do ciemności i powoli zaczynaja wyławiac jakies kontury i zarysy. Kark
          do konca lotu nie przyzwyczai się do goraca jaki stamtąd bucha. Mysle sobie-
          może podstawic nogi?? Będę mieć darmowa depilacje ;-)
          • platynka.iw Re: 01.10.2005 (sobota) DZIEN 4 c.d. 21.10.05, 10:49
            Co jakis czas w oddali polyskuje czerwien, granat, zielen-to inne balony,
            których ogien z palnikow cudnie oswietla od srodka. Powoli jak grzybki po
            deszczu rosna coraz to nowe i zaczynaja-tak jak my-wznosic się ku niebu.

            Zaczynam się przyzwyczajac do sytuacji i rozluźniać… Robi się coraz jasniej,
            zaraz pewnie wzejdzie slonce. I nagle widze-cudne gory tebańskie! W tym samym
            momencie jakbym dostala cios miedzy oczy-WOW!! Przeciez to swiatynia
            Hatszepsut!! Jakze majestatycznie wyglada z gory!! Zadnych turystow! Bije od
            niej spokoj, jakiego wczesniej nie widziałam! Każdy rzuca się do robienia zdjęć
            i nagrywania na kamere. W tym momencie kapitan pokazuje nam wschodni brzeg-
            patrze, a tam odbywaja się cuda!! Zza Nilu, delikatnie wynurza sie pomarańczowo-
            zolte slonce. Idealny kolor-idealny kształt…Czuje się podczas tego
            przedstawiania taka malenka! Patrzac na ten ideal piekna wiem juz, dlaczego
            Echnaton poswiecil wszystko-by oddawac czesc temu cudowi!! Stoje
            zahipnotyzowana… po chwili dopiero dochodze do siebie i zaczynam cykac zdjęcia…
            jedno, drugie, trzecie, czwarte-ciegle wydaje mi się, ze to malo, ze jeszcze
            lepiej mogę utrwalic ta chwile. Słychać zewsząd „oooo….. wow….. jeeeee…”

            Przelatujemy nad domami Egipcjan. Spia na dachach. Sancho krzyczy do nich po
            ang „hej, habibi!! Pobudka!! Wstawac!!” Jakas mala dziewczynka w koszulce i
            golej pupie stara się wcisnąć pod koc do mamy. Mysle sobie „wszystkie maluchy
            na calym swiecie sa takie same! Patrza tylko jak tu wtulic zmarznieta pupe do
            mamy ” Na każdym dachu co najmniej 2 anteny satelitarne, niejednokrotnie
            wieksze od lozek na których spia. Obok anten i lozek widac chodzące kury,
            walające się smieci, druty… przy domach, z boku stoja zwierzaki, rozebrane
            auta… suszy się cegla mulowa-jak sprzed wielu tysięcy lat!! Czas się tu
            zatrzymal…


            Patrze na moje dziecie, które jak male kurczątko usiadło sobie w kaciku i przez
            dziure, która sluzy do wchodzenia –patrzy sobie na swiat z wysoka. Macha
            paluszkiem i wola „ptaszki, zobacz mamuniu-tu sa ptaszki!!” „zobacz mamuniu, a
            tam sa Kolosy Memnona” Kolosy Memnona?? O QRCZE!! Rzeczywiście w oddali je
            widac! A przed nami-Ramasseum, w którym jeszcze wczoraj byliśmy!! Z drugiej
            strony błękitny Nil, idealnie wymierzone pola uprawne… ciagle wznoszące się
            slonce, które już dolacza się do palnikow-i niezle nas grzeje… po prawej chowa
            się swiatynia Hatszepsut… nie wiem co fotografowac. Robie kilka zdjęć po czym
            wylaczam aparat. Prostuje plecy, rozluźniam miesnie, przymykam oczy i robie
            kilka głębokich wdechow…. O tak. To jest magiczny czas, nie można go spędzić z
            okiem przy aparacie. Czuje się szczesliwa… odprezona. Balon niewiadomo kiedy i
            jak-delikatnie plynie unosząc nas nad wspaniałościami pozostawionymi przez
            starożytnych.

            Każdy z nas dostaje mineralna, bo naprawde zrobilo się bardzo cieplo! W oddali
            widac Medinet Habu. Cudowna mgla jak wielka wstega w polowie wysokości opasa
            gory tebańskie, które teraz przybieraja cala palete barw! Obejmuje jeszcze raz
            wszystko wzrokiem-gory, Nil, Slonce, Kolosy, Ramasseum, Hatszepsut, pola,
            domostwa.. i mam lzy w oczach. Co za wspanialy widok!!

            Nie wiadomo kiedy minelo 45 minut i nasz kapitan (Hiszpan) informuje nas, ze
            zaczynamy podchodzic do ladowania. No. Jak na komende-idylla pryska i zaczynam
            się bac ;-). Obsluga balonu w rozklekotanej furmance jezdzi za nami, żeby nas
            złapać. Staneli, już biegna… okazuje się, ze musimy się troszke wznieść i
            wyladujemy w innym miejscu. Wiec wsiadaja i znowu jada za nami. Słychać ich
            radosne spiewy i rytmiczne bębenki. W koncu za 3 razem udaje się. Balon
            majestatycznie i spokojnie siada na morzu trzczciy cukrowej… Chłopcy w 3 minuty
            zwijaja balon. To koniec. Mam nadzieje, ze te pozytywne, a momentami wrecz
            orgastyczne przezycia jakie czulam tam na gorze-pozostana we mnie na dlugo…

            Wysiadamy, jeszcze tylko taniec radości z chłopakami i już pedzimy w strone
            lodki. Tam kapitan wszystkim dziekuje za lot i wrecza każdemu dyplom. Tak zal
            się rozstawac z tym człowiekiem…

            Zerkam na zegarek. Jest 06:50. Lecimy na Crocodilo. Zajmujemy wszystkie
            kontakty-ladowarki sa wszedzie! Telefony, kamera, aparat… Szybki prysznic,
            zmiana ciuszkow i pakowanie plecaka. Za godzine jedziemy do Dandery i Abydos.

            Iwonka (c.d. nastapi...)
            • pc_maniac wow,ale super.Następnym razem też balon weźmiemy:) 21.10.05, 11:32
              Aż mam ochotę następnym razem też przelecieć się balonem. Chyba sobie nie
              odpuścimy takiego lotu następnym razem :o)
              • platynka.iw Do pc_maniaca 21.10.05, 14:02
                KONIECZNIE!! Nie umiem chyba przelac swoich uczuc ale naprawde po stokroc
                WARTO!!!!!!!!!!!!!!!!!
                Pozdrawiam cieplutko :-)
                Iwonka
                • miriam_73 Re: Do pc_maniaca 23.10.05, 13:45
                  Jesooo, aleś mi tym balonem apetytu narobiła... Chyba jednak znowu pojadę do
                  Egiptu na urlop...
            • corrina_f1 Rewelacja ! 21.10.05, 13:37
              Iwonko, to jest WSPANIAŁE !! Pisz, pisz, pisz koniecznie ciąg dalszy !!
              No i natychmiast zamieść gdzieś zdjęcia, szczególnie z tego lotu balonem !!
              Możesz np stworzyć album tu:
              community.webshots.com/
              albo zamieść na forum Zdjęcia z podróży
              forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=91
              ale koniecznie i jak najszybciej !! Pamiętam Twoje cudne zdjęcia z Krety i
              poprzednich wypadów do Egiptu, jeśli te są w połowie tak dobre, to znaczy że są
              cudowne !! ;))

              ściski
              Kasia
              • platynka.iw Do Coirriny 21.10.05, 14:01
                Dziekuje Kasiu!!!
                Postaram sie umiescic zdjecia, ale nie obiecuje...
                Caluje mocniutko :-*
                Iwonka
            • platynka.iw 01.10.2005 (sobota) DZIEN 4 c.d. ABYDOS 21.10.05, 14:04
              C.D.
              Radzik jeszcze się myje, a my sprawdzamy czy wszystko jest-kamera, aparat, krem
              z filtrami, cos na glowe, portfel… Grzes pilnuje Radzika by wypłukał zabki w
              Barace, a ja lece do recepcji. Tam odbieram nasze paszporty oraz pisze o
              której-z kim-gdzie się wybieramy i o której planujemy powrot. Pan z recepcji
              się milo uśmiecha i tłumaczy, ze to dla naszego bezpieczeństwa. I super! Podaje
              nam dzien wczesniej zamówione sniadanie oraz lunch w formie suchego prowiantu.
              O mamo!! Jest tego 6 pudelek!! Nic to. Zostawiam to na recepcji i wracam do
              pokoju by zabrac zapomniane pierdolki. Rzes zostawia 2E sprzątaczowi za
              wczorajsze wysprzątanie kajuty oraz cudne całujące się delfinki z ręczników.
              Wychodzimy. Przy recepcji częstują nas jeszcze kawa i herbatka (jak milo!!) a
              Radzik wdaje się w walke z ochroniarzem ;-) Dopada nas jeszcze jeden z kelnerow
              (zapomniałam jego imienia  który również nas pamieta z zeszłego roku.
              Namiętnie uczy się jezyka polskiego i przy każdej okazji albo nam wszystko
              recytuje-albo pyta o nowe wyrazy. Tym razem słuchamy po polsku czesci
              ciala „reka, noga, ucho, glowa, oko…” Cudnie!! Ma problem z wymowa litery P
              (tak jak zreszta większość Egipcjan. Stad Boland a nie Poland) Mowie mu „ a tu
              masz pupe” Zadowolony z nowego wyrazu siega po serwetke, rysuje szlaczki ;-) z
              prawej do lewej i odchodząc mamrocze ‘buba…buba…buba”  Jest uroczy.

              Jest po osmej. Luksor już wrócił do formy ;-) masa ludzi, turystow, naganiaczy,
              trąbiących aut… To lubie  Wychodzimy po schodkach przed ulice a tam-z
              uśmiechem wita nas dwoje ludzi. Jeden z nich to kierowca-drugi nasz przewodnik.
              No proszę, jak milo! A myślałam, ze pojedziemy tylko z kierowca! Wsiadamy do
              super nowki, nie smaganego 12 osobowego Hyundai`a. Ja bym nie zwróciła pewnie
              uwagi, ale Rzes jest zauroczony!
              Autko naprawde jest sliczne! Momentami wystaje jeszcze folia, skorzana
              tapicerka, klimatyzacja… pachnące i czyściutkie! Umieszczam piramide z pudelek
              na tylnym siedzeniu i ruszamy na miejsce formatowania się konwoju. Z tego
              miejsca ryszaja konwoje do Asuanu, Hurghady, Dandery i Abydos. Korzystamy z
              chwili postoju przed dluga podroza i spacerujemy. Radek ze swoimi jasnymi
              wloskami i ja ze swoja bladojasna skora wzbudzamy jak zwykle zainteresowanie.
              Ciagle czuje na sobie wzrok miejscowej ludności. Na szczescie podczas kolejnego
              pobytu nie jest to już az tak meczace.

              Punktualnie o 9 ruszamy. Jest nas masa aut i zupełnie nie
              przypominamy „konwoju” w jakim jechaliśmy do Luksoru. Chłopcy zaczeli rozmowe o
              aucie ja zaszylam się na ostatnim siedzeniu, by cos zrobic z tymi pudelkami!
              Otwieram pierwsze z nich-jak ja to lubie! Te dzemiki i plastikowe sztucce ;-)
              Przepakowuje wszystko do 3 pudelek, reszte postanawiam wywalic przy najbliższym
              postoju.

              Radzik lokuje się z tylu na 3 miejscowej kanapie ze swoimi samochodzikami i
              zwierzakami i –jak to Radzik- zaczyna przeprowadzac walke ;-)
              Ja dosiadam się do chłopaków. Od slowa do slowa coraz bardziej poznajemy
              siebie. Okazuje się, ze nasz przewodnik nazywa się Atef Abu El-Fadl, jest z
              wykształcenia egiptologiem i na codzien pracuje w Egipskim Ministerstwie
              Kultury w dziale antykow, a jego szefem jest słynny Zali Hawass (gdyby ktos
              chciał go wynająć na jakas wycieczke-to mogę podac jego numet telefonu)

              Czas milutko plynie, zaczynamy cala piatka podjadac co nieco z naszych
              pakunkow. Pierwszy postoj i haslo Radzika „chce kupke” Ok. Biore go za reke i
              szukamy toalety. Jest! Wchodzimy a tam-typowo arabski klop. Czyli dziura w
              podłodze i szlauf do umycia zadka. Patrze w oczy synkowi i wiem-ze nie zrobi
              tego na stojąco. A już na pewno ja nie pozwole, by myjaca pupe woda lala się po
              jego nogach i stopach… fuj 
              Już na nas trabia… Nic. Moje dzielne dziecko postanawia, ze jeszcze wytrzyma i
              załatwi się na nastepnym postoju.
              Wracamy do auta. Muzyczka gra… robimy się senni. W koncu od jakis 7h jesteśmy
              na nogach. Spiacego Radzika przykrywam lekka chusta-jakze slicznie wyglada
              space dziecko! Nie wytrzymuje i obsypuje go calusami-na szczescie Go nie budze.
              Rzes tez zasnął. Spi slodko wtulony w zasłonkę ;-) Czule glaszcze go po karku i
              zatapiam wzrok w widoki za oknem…

              Jakze inny jest ten swiat! Dla nas momentami przerażający i nie do przyjecia!
              Droga biegnie wzdluz jednej z odnog Nilu. A w niej-wszystko co tylko możliwe.
              Gory smieci a obok nich piorące kobiety… Zdechla krowa a chwile pozniej kapiace
              się dzieci. Lodki, które za pomoca lin przewoza ludzi na drugi brzeg. Pompy
              nawadniające, które wyrzucaja na pola drogocenna wode. Obok palmy. Niskie domy
              zazwyczaj z cegly mulowej. Osiołki. Takie jest ich Zycie…Mysle sobie „gdyby z
              jedna z tych osob zamienic się na tydzień. Ja zamieszkam tu-a ona w moim domu-
              to ciekawe, kto bardziej chciałby wrócić do siebie??” Wiem, jest to
              niemożliwe, ale Oni naprawde sa uśmiechnięci i czuja radosc z miejsca w którym
              mieszkaja…. Wjeżdżamy w jakies miasteczko. Pelno w nim biegających na bosaka
              dzieci, zafekowanych kobiet, które nosza zakupy na glowach, oraz kafejek a nim
              palacych szisze, nudzących się mężczyzn w galabijach… Na murach i domach pelno
              jeszcze powyborczych plakatow a na większości z nich-usmiechniety, mlody Hosni
              Mubarak. No coz… już nie wyglada jak na tych plakatach, przeciez zdjęcia sa
              zrobione w 1981 jak zostawal prezydentem…no, ale sila reklamy wizerunku jest
              ogromna, wiec…

              Koleny postoj. Tym razem w miejscowości Qena. To tu znowu jest rozjazd. Moi
              chłopcy budza się. Jeden wola „kupe” drugi „kawy”  Mowie Rzesiowi żeby zamówił
              dla mnie goraca herbate i lece z Radzikiem do toalety. No prosze! Jest i zwykly
              klop! Już zamierza Radzik siadac kiedy nagle naszym oczom ukazuje się sterczacy
              ze srodka drut! Jak się po chwili okazuje-to nie drut! To nowoczesny WC`et
              arabow. Polaczenie toalety z bidonem.Czyli siadac-pupa trafia na drut-robisz
              swoje-drut Ci spukuje pupe. O NIE! Rece mi opadaja. Wybiegamy przed toalete-
              zero krzeczkow. Nie ma co. Wracamy. Opierając się poldupkiem na desce i wiszac
              na mnie-synek w koncu robi swoje. Off corse nie ma papieru toaletowego. Na
              szczescie jak zawsze mam przy sobie chusteczki.

              Wychodzimy, pijemy herbatke i jedziemy dalek. O! Jedziemy tylko w 5 busikow.
              Okazalo się, ze w tym miejscu duza czesc pojechala do Hurghady, czesc do
              Dandery natomiast my-pchamy się dalej do Abydos. Oczywiście caly czas pod
              eskorta policji turystycznej.

              Po jakims czasie podjeżdżamy pod Abydos (znowu nie będę się rozpisywac-każdy
              może o tych swiatynich poszukac sobie informacji) Kupujemy bilety po 20le
              (Radzik jako 4 latek wchodzi za darmo ;-) I razem z Atefem wchodzimy na teren
              świątyni…. WOW! Mimo goraca zimny dreszcz oblewa moje cialo! Cudowna! Umawiamy
              się, ze troszke nas oprowadzi, tropszke opowie-a potem sami sobie polazimy i
              zrobimy zdjęcia… Wchodzimy do srodka-i widok całego dachu nas powala! Zupełnie
              inaczej to wyglada niż np. w Karnaku. Atef opowiada znana nam legende o
              Ozyrysie i – niemożliwe- czyta hieroglify! Ten facet jest Wielki! W koncu
              udajemy się na samotne dreptanie. Turystow niewielu, wiec wychodza super
              zdjęcia. Fantastyczne płaskorzeźby! Cudownie zachowane kolory-jak chyba w
              zadnej świątyni jaka do tej pory widzieliśmy! Te zywe, wciąż intensywne kolory-
              wyciskaja w nas lzy wzruszenia… tyle lat… tyle lat a to wciąż trwa… Mam ochote
              mowic szeptem i chodzic na palcach, by nie zakłócić odwiecznego majestatu tego
              miejsca…
              Wychodzimy na dziedziniec zewnętrzny i podziwiamy prawdopodobne miejsce
              pochowku Ozyrysa. Zielona woda wokół ruin poteguje uczucie wiezi z kosmosem…
              Polewamy glowy ciepla już woda i w
              • platynka.iw 01.10.2005 (sobota) DZIEN 4 c.d. ABYDOS 21.10.05, 14:12
                Polewamy glowy ciepla już woda i wracamy do srodka. Oglądamy przepiekna scene
                przedstawiajaca walke SetiegoI i jego syna Ramzesa II z bykiem… za rogiem
                podziwiamy wspanialy dowod chwaly jaki złożył Seti I swoim poprzednikom-
                slynna Liste 76 Faraonow, a kazde z tych imion w osobnym kartuszu. Sala z
                kolumnami i masa zakamarkow, mniejszych i większych pomieszczen a w każdym
                cuda! Tak wykonanych detali jak w Abydos nie widziałam nigdzie indziej! Stopy
                faraona z zaznaczonymi paznokciami. Korony gornego i dolnego Egiptu, faldy
                spódniczki lejace się perfumy piora ptaka misternie i dokladnie wyżłobione…
                puchary, owoce-a wszystko jak zywe!
                Czas nas goni…wiemy, ze zaraz rusza konwoj do Dandery wiec musimy się spieszyc…
                Niestety-wejscie na dach jest zamknięte. Cykamy jeszcze kilka fotek, krecimy na
                kemere i z bolącym miejscem opuszczamy to jakze magiczne miejsce…a tak bardzo
                by się chcialo usiąść pod kolumna i chlonac…chlonac ta aure i pozytywne
                wibracje jakie bija od tego Cuda…

                Biegiem do auta i jazda do Dandery.
                • imonate Re: 01.10.2005 (sobota) DZIEN 4 c.d. ABYDOS 21.10.05, 20:59
                  Właśnie "Władca pierścieni" przegrał z Twoimi super zapiskami z Abydos :D
                  • platynka.iw Re: 01.10.2005 (sobota) DZIEN 4 c.d. ABYDOS 22.10.05, 20:24
                    imonate-BARDZO CI DZIEKUJE!!
                    I chce Ci (WAM) powiedziec jedno-MACIE CUDOWNIE SLOICZNE MALENSTWO!!!!!
                    Gratuluje i mocniutko Malenka caluje!
                    Iwonka
                    • imonate Re: 01.10.2005 (sobota) DZIEN 4 c.d. ABYDOS 22.10.05, 21:40
                      Dziękujemy :D

                      A po Twojej relacji nie mogę się doczekać, kiedy maleństwo będzie na tyle duże,
                      byśmy mogli powrócić na egipskie szlaki i pokazać te wszystkie cuda.
                      • platynka.iw Do imonate 23.10.05, 00:11
                        Hej... jeszcze troszke! Jak uznacie, ze to jest ten czas-to pojedziecie. Radzik
                        mial 20 miesiecy jak byl pierwszy raz w Egipcie. Wprawdzie byla to 14 dniowa
                        pobytowka w HRG ale i tak pojechal z nami do Kairu i Luksoru... Pamietam jakby
                        to bylo dzis-jak Rzes nosil go na plecach w nosidelku... :-)
                        Wierze, ze Wasza Panna bedzie wspanialym i dzielnym traperem! Tak jak Moj
                        Radus, ktory kocha Egipt i zwiedzanie :-)
                        Pozdrawiam cieplutko :-)
                        Iwonka
                        • corrina_f1 Iwonko 23.10.05, 11:22
                          Zapowiada się najdłuższa egipska opowieść na tym forum... ;) Wygląda na to, że
                          mnie pobijesz Iwonko ;))

                          Szkoda, że tak mało osób po powrocie opisuje swoje przygody, na palcach 1 ręki
                          by zliczyć. Nie wierzę, że wszyscy jeżdżą wyłącznie po to, żeby siedzieć przy
                          basenie hotelowym z drinkiem, a teoretycznie może tak być, bo jakieś 90% pytań
                          na forum dotyczy właśnie hoteli... (pomijając że jest do tego osobne forum)
                        • pc_maniac Re: Do imonate 24.10.05, 12:41
                          platynka.iw napisała:

                          > Hej... jeszcze troszke! Jak uznacie, ze to jest ten czas-to pojedziecie.
                          Radzik
                          > mial 20 miesiecy jak byl pierwszy raz w Egipcie.

                          Hehe, Cypisek był już z Imonate w Egipcie (mając 4 miechy), my się nie możemy
                          doczekać aż będzie na tyle duża żeby wojażować z nami po innych
                          miejscowościach, a nie wylegiwać się na plaży.
                          Ale jakoś wytrzymamy :o/
                • platynka.iw 01.10.2005 (sobota) DZIEN 4 c.d. DANDERA 22.10.05, 20:17
                  Biegiem do auta i jazda do Dandery.


                  Wracamy ta sama droga. Przy wyjezdzie z Abydos zatrzymujemy się na chwile na
                  moscie. I wtedy wzbudzamy maksymalne zainteresowanie! Tam tak malo jest białych-
                  ze jesteśmy dla nich nie lada dziwakami. Stukaja w szybe auta, machaja do nas,
                  uśmiechają się… sa bardzo życzliwi i spontaniczni. My jak wygladniale
                  zwierzatka rzucamy się na zimna wode…. Lyk za lykiem nasze pragnienie zostaje
                  zaspokojone. Po chwili w chlodnym, klimatyzowanymm aucie zaczynamy odczuwac
                  glod… Siegam do naszych paczek i wyciągam kolejne pyszności przygotowane przez
                  wyśmienitych kucharzy z Crocodilo. Tym razem pieczony kurczaczek z miekka
                  buleczka i ogorkiem zielonym… mniam…Najedzeni, napojeni zaczynamy już odczuwac
                  zmeczenie, a raczej braki w snie. Stajemy się rozleniwieni i senni. Nie chce
                  nam się rozmawiac… każdy układa się w wygodny dla siebie sposób i relaksuje
                  się. Dobrze, ze mamy cale autko dla siebie i przez to mase miejsca… Nie mogę
                  zasnąć. Mysle o Abydos. Magia tego miejsca strasznie na mnie podziałała. W
                  myslach odtwarzam każdy krok jaki tam zrobiłam, każdy relief, kolor, scene,
                  detal-jaki zobaczyłam. Nie chce tego zapomniec!

                  Odwracam się do Radzika, który szaleje na ostatnim siedzeniu… mysle sobie „skad
                  dzieciaki biora tyle energii w sobie??” Jest taki dzielny i taki kochany! Nie
                  marudzi-nie narzeka. Dzielnie drepta na swoich malych nozkach i szuka
                  zakamarkow w świątyniach 


                  Nie wiadomo kiedy wjeżdżamy na parking przed swiatynia w Dandera. Zabieramy
                  standardowy zestaw-kamere, aparat i butelke wody pod pache i idziemy do
                  świątyni. No. Tutaj sa już zupełne pustki! Jesteśmy tylko w kilka osob.
                  Podziwiamy wspaniale wejście a w srodku-cudne kolumny z patrzaca na cztery
                  strony swiata Hathor. Moja pierwsza mysl „Gdzie te podziemia i gdzie wejście na
                  dach??” Zaczepiam pierwszego z brzegu pilnującego i trzymając pieniadze w
                  reku pytam się o te wejścia. Ten nam tłumaczy, ze sa zamknięte i na razie jest
                  zakaz wchodzenia do nich… Mysle sobie-niedobrze, skoro nawet widoczna w moim
                  reku kasa zawiodła. Lapie naszego przewodnika, sciskam mocno za rekaw i
                  mowie „Musisz… MUSISZ nam załatwić wejście do podziemi i na dach!! Jestes
                  egiptologiem-jestes Egipcjaninem… załatw nam to!!” Po jego minie i uśmiechu
                  wiem-ze już mamy to załatwione.
                  Odnajduje swojego „brata” najpierw glosno się witaja, potem szeptaja cos na
                  ucho w koncu pieniadze od jednego wędrują do reki drugiego-i oto już wedrujemy
                  do jednej z sal. A tam-w podłodze jest cos, co na pierwszy rzut oka robi
                  wrazenie szybu wentylacyjnego. Niewielkia skrzyneczka o rozmiarach ok. metr na
                  pol. „Brat” podnosi wieko i-oto ukazuje się naszym oczom czarny tunel! Czasu
                  jest niewiele-musimy to „zaliczyc” szybko, zanim inni z obsługi czy turyści się
                  zorientuja. Wiec „brat” nam swieci latarka a my najpierw zgięci w pol a potem
                  wrecz na kolanach-wchodzimy pod ostrym kontem w dol jakies 1-2 metry, a na
                  koncu-do korytarza, który względem tunelu lezy prostopadle. A tam! CUDA! Takich
                  dokładnych i rewelacyjnie zachowanych płaskorzeźb nie widziałam!! No, ale
                  najważniejsze!! Szukamy tego wielkiego odkrycia jakiego dokonano w Dandera-
                  płaskorzezby ktore przedstawiają prawdopodobnie starożytne zarowki!! JEST!
                  Relief przedstawia ludzi stojących obok przedmiotow w ksztalcie balonow w
                  srodku znajdują się wijące węze, kwiat lotosu tworzy oprawke, z ktorej
                  wychodzący przewod polaczony jest z prostokatnym pojemnikiem. Czy to jest
                  zarowka?? Podono jacys naukowcy na podstawie tego zrobili zarowkę i… jarzyla!!
                  Niesamowite. Chce zrobic zdjęcia, ale już nas wolaja, zeby wychodzic!! Nie chce
                  uzyc lampy-wiec musze dac troszke dłuzsze naswietlanie…. Tu jest tak ciemno!
                  Poganiani, nerwowo cos tam cykam-i już wychodzimy.
                  Teraz na dach. Wchodzi się z boku, ze srodka świątyni przez waski korytarz.
                  Delikatnie stapamy. Znowu czuje ten mistycyzm. Ta potęgę i tajemnice! Kiedys
                  wstep tu mieli tylko faraon i najwazniejsi kaplani! A teraz my-bez pokory
                  poruszamy się po tym miejscu! Czuje się malenka i niegodna, zeby tu byc! Mam
                  ochote krzyczec „ O Bogowie Egiptu! O Wielka Pani Hathor-wybaczcie nam nasza
                  śmiałość i bezczelność, ze bezwstydnie naruszamy to odwiecznie święte i
                  niedostępne miejsce!”
                  Po kilku krokach-oto jesteśmy na dachu świątyni!! Nogi mi drza, jestem pod
                  OGROMNYM wrazeniem tego miejsca! Mam gesia skorke na mysl, ze pod nami sa te
                  wspaniale kolumny z czterema twarzami Hathor, ze pod nami sa tajemne przejscia
                  i podziemia, ze pod nami sa święte pomieszczenia… Przechodzimy do jednego z
                  maleńkich budynkow na dachu-a w nim na sufiecie jest słynny znak zodiaku (tu
                  tylko odlew-oryginal w Luvr)
                  Dwa kroki dalej -NIEWIARYGODNE! Znajdujemy się w Sali Mumifikacji! Czuje się
                  niepewnie na sama mysl, co tutaj robiono… Niewielkie pomieszczenie a na
                  ścianach-reliefy przedstawiające kolejne etapy mumifikacji, oraz przechodzenia
                  duszy do Zycia Wiecznego. Pośrodku Sali na suficie-ponad miejscem, gdzie kiedys
                  stal stol do mumifikacji-niewielki otwor przez który dusza przechodzila w
                  zaświaty… NIE! To już jest za duzo. Czuje się jak intruz, jakbym deptala
                  najwieksza świętość… Nie umiem nawet zrobic zdjęcia-chce już wyjsc… Wychodze,
                  Rzes robi jedno zdjecie i wychodzi zaraz za mna.
                  Wspinamy się w kierunku zbudowanego na dachu ogrodzenia i-ogladamy wspaniale
                  widoki jakie stad widac…. Mala kapliczka, jakiies wolnostojące przejscie,
                  rozpadający się mur z cegly mulowej… a z tylu gory, palmy drogi, domy-
                  dzisiejszy swiat! Nachodzi mnie mysl… Ze sa takie miejsca na swiecie jak
                  Giza, Luksor, Abydos czy wlasnie Dandera-gdzie ludzie mieszkaja o kilka metrow
                  od tych wspaniałych miejsc, patrza na nie codziennie, przechodza obok nich…
                  Niesamowite! My placimy ogromne pieniadze i jedziemy tyle kilometrow, by choc
                  przez kilka minut moc obcowac z tymi niewiarygodnymi cudami-a oni to maja na
                  codzien! Na pytanie kogokolwiek na swiecie „gdzie mieszkasz?” gdy taka osoba
                  odpowie „zaraz przy świątyni w Abydos” lub „20 metrow od Sfinksa” –kazdy zaraz
                  wie gdzie on zyje! Niesamowite…
                  Nagle z mojego zamyslenia wyrywa mnie wolanie Rzesia. Okazuje się, ze niestety-
                  ale nasz konwuj rusza wczesniej i musimy już isc. Cos się we mnie buntuje.
                  NIE! NIE! NIE! Chce tu jeszcze zostac! Posiedzieć! Zrobic kilka zdjęć! Przyrzec
                  się jeszcze tylu miejscom! Tyle detali i tyle scen jest jeszcze do obejrzenia!
                  Niestety… sila wyzsza. Jak obrazona dziewczynka, ze spuszczona mina i nadeta
                  buzia, z oczami wbitymi w ziemie, wracam powolnym krokiem do auta… Jak ja
                  kocham te miejsca! Mogłabym za darmo-BA! Nawet bym im dopłacała, żeby w tych
                  świątyniach moc sprzątać, pilnowac je czy już sama nie wiem co… Wsiadam do
                  zbawiennie klimatyzowanego auta a w glowie i sercu wiem jedno-kiedys tu wroce…
                  kiedys jeszcze tu przyjade.
                  Rzes mnie mocno przytula i stara się pocieszyc… On wie, jak ja uwielbiam
                  zabytki Egiptu. Jak kocham ten bezpośredni kontakt ze świątyniami… Jakze
                  bardziej-nizli bezdusznie wywiezione zabytki i bez emocji umieszczone w
                  gablotach muzealnych-oderwane od miejsc i czasu…Rzes-wystarczy jeden jego
                  uśmiech-i już cala złość i smutek znikaja… Dobrze, ze jest! Dobrze, ze rozumie
                  moja zakrętkę na tym punkcie! Cudnie, ze znowu tu jest ze mna…
                  Autko gna w kierunku Luksoru. Radus spi… Grzesio slucha muzyki a ja wtulona
                  miedzy nich-mysle o Abydos i Danderze. Każdy-każdy powinien tam przyjechac i
                  zobaczyc te swiatynie, bo sa niewiarygodnie piekne! Ze wszystkich świątyń jakie
                  przez te 3 kolejne wyjazdy widziałam w Egipcie-wedlug mnie Abydos jest
                  najwspanialsza sw
                  • platynka.iw Re: 01.10.2005 (sobota) DZIEN 4 c.d. DANDERA 22.10.05, 20:21
                    Autko gna w kierunku Luksoru. Radus spi… Grzesio slucha muzyki a ja wtulona
                    miedzy nich-mysle o Abydos i Danderze. Każdy-każdy powinien tam przyjechac i
                    zobaczyc te swiatynie, bo sa niewiarygodnie piekne! Ze wszystkich świątyń jakie
                    przez te 3 kolejne wyjazdy widziałam w Egipcie-wedlug mnie Abydos jest
                    najwspanialsza swiatynia w calym Egipcie! Odwaze się i to napisze-jest nawet
                    piekniejsza od Karnaku. Tak, tak-Karnak ma wspanialsza sale hypostyowa, ale
                    jeżeli chodzi o całość-to swiatynia Setnego I w Abydos jest cudniejsza!

                    I oto już Luksor. Zegnamy się z naszymi kompanami. Wymieniamy się wizytówkami i
                    wracamy na statek. Po drodze znowu słyszymy „może taksowke??” „może lodke??” ;-)
                    A my marzymy o jednym-PRYSZNIC!! Wchodząc na trap Rzes mnie pyta „Czy
                    pamiętasz, ze dzis lecieliśmy balonem??” Nie. Nie pamiętam. Tyle wrażeń! Tyle
                    doznan! Myślałam, ze to było wczoraj! No tak… to było dzis. Przeciez od ok.3
                    nad ranem jesteśmy na nogach! Zapomniałam…

                    Umyci lecimy na gorny poklad by zobaczyc zachod słońca. Kładziemy się na
                    lezakch i podziwiamy-jak dzis widziane z balonu, budzące się slonce, które
                    towarzyszylo nam przez caly dzien-chowa się za gory tebańskie… Idzie stoczyc
                    walke z koszmarami nocy, by jutro zwyciężyć i na nowo się odrodzic…

                    Zapachy z kuchni ściągają nas na ziemie. Ale bym zjadla cos goracego! Chwytam
                    się za wlosy-a one już suche! Zawsze się zastanawiam-po co w Egipcie suszarki
                    do włosów?? Chyba tylko do tworzenia jakis fryzur. Mam dlugie i dosyc geste
                    wlosy i jak je w Egipcie umyje-to wiatr+slonce susza je w kilka minut… nieraz
                    nawet nie zdaze napisac sms ;-)

                    Kolacja była pyszna! Ok. 21 odpywamy w kierunku Asuanu. Pytanie „ jest
                    dziewietnasta. co robimy?” I odpowiedz jest jedna-idziemy do świątyni
                    Luksorskiej! Jest czynna do ok. 21 i fantastycznie podswietlona. Jedna Pani nas
                    pyta „ze tez się państwu jeszcze chce” CHCE! I to bardzo!

                    Ulica oddaje gorac jaki przez caly dzien się na nia lal z nieba i pomalu robi
                    się duszno. Kilka krokow i już jesteśmy w świątyni… Jest wspaniala! Chodzimy,
                    robimy zdjęcia, podziwiamy… Radus w rogu znajduje maleńkiego kotka, który jest
                    bardzo chetny do zabawy… Mysle sobie-egipski kot w egipskiej świątyni ;-)
                    Zabawa nie trwa dlugo, bo pilnujący arab przegania biedne stworzonko. Nie
                    wiadomo kiedy robi się 20:30. Jakze czas szybko plynie w takich miejscach!

                    Zwijamy się na statek, po drodze kupując Barake 1,5 litra w cenie 1,5 le oraz
                    fante 1,5 litra w cenie 5le. Wracamy na statek, silniki już wyja… Wpadamy do
                    kajuty. Te dokladnie pościelone lozka, gladziutkie prześcieradło i sterczace
                    poduchy… jakze im się oprzec?? Szybki wskok w pizame i już spimy… Nawet nie
                    wiemy, kiedy statek rusza… Ten dzien był wspanialy! Mam nadzieje, ze kolejne
                    będą jeszcze wspanialsze…

                    P.S.Za Dandere i Abydos-przejazd, wejścia itd. Zapłaciliśmy za nasza trojke 100$
                    • platynka.iw 02.10.2005 (niedziela) DZIEN 5 22.10.05, 23:53
                      Wczoraj, po tym niesamowitym dniu-nawet nie wiem, kiedy zasnęłam… Wlasnie się
                      przebudziłam. Obudzil mnie jakis tumult. Przykrylam, jak zwykle odkryte, moje
                      dziecie i znalazłam telefon… jest 02:40. Wstaje, podchodze do balkonu-i już
                      wiem co jest powodem tych głośnych trzaskow i rozmow. Wlasnie przechodzimy
                      przez sluze w Esnie. Szkoda, ze nie za dnia, jak w tamtym roku… Rzes się
                      obudzil. Zaspanym glosem pyta co się dzieje, po czym nie czekając na odpowiedz-
                      slodko opada na poduszke i zasypia. Czuje, ze jestem nieprzytomna.

                      Lyk wody i wracam pod prześcieradło (tak, tak-dla tych co nie wiedza-w Egipcie
                      nie ma kolder, tylko spi się pod prześcieradłem i kocem) Radus cos mamrocze
                      przez sen i uśmiecha się… jego nozki brykaja. Pewnie sni mu się, ze stoczyl
                      kolejna walke i wygral. On i te jego walki… Czy każdy chlopiec tak ma? 90%
                      zycia Radzika wypelnia od jakiegos czasu temat walk i bohaterow.
                      Muszkieterowie, ekskalibur, walki, miecze, szpady, dobrzy bohaterowie, dzielni
                      obroncy, Spiderman, Action Man, Batman, Pan Iniemamocny… Jak ja kocham Jego i
                      ta jego pasje! Kazda wolna chwile wykorzystuje, by doprac Rzesiowi ;-) bosk,
                      silowanie, przepychanki, kopniaki…to jest to, co kocha najbardziej. Tylko
                      nieraz-Rzesia mi zal. Naprawde, potrafi niezle oberwac ;-) Tu w Egipcie ma raj-
                      co i rusz znajduja się chetni do walk. I dobrze, Przynajmniej Rzes sobie
                      odpocznie… w koncu tez ma wakacje ;-)

                      Wtulam w glowe w poduszke i staram się zasnąć. Jednak sen nie przychodzi…
                      ciagle mysle o widokach z balonu, Abydos i Danderze… Obejmuje reke Rzesia i
                      wtulona w jego ramie-zasypiam. To niezawodny sposób na moje spanie…

                      I już jest rano. Odsłaniam zaslony i otwieram okno balkonowe. Lezac na lozkach
                      wystawiamy glowy i patrzymy w dol, jak Nil rozpryskuje się spod statku. Przy
                      brzegu palmy, zielone pola, krowy i osiołki… i dzieci. Mas dzieci, które
                      energicznie do nas machaja. Nie pozostajemy im dłużni. Po szybkiej toalecie i
                      ubraniu się-schodzimy w dol na sniadanie. W recepcji oddajemy nasze paszporty i
                      wymieniamy krotka pogawędkę z przemiłym recepcjonista. Radzika już przy nas nie
                      ma-zostal zabrany i zniesiony na dol, do restauracji. Schodzimy-ale go tam nie
                      ma. Po minach kucharzy i kelnerow domyślamy się, ze jak zwykle-jest już w
                      kuchni. Nakładamy sobie pycha jedzonko i siadamy. Po chwili Radzik zostaje
                      wyniesiony z kuchni-jak zwykle w czapce kucharskiej i jak zwykle z masa owocow,
                      jogurtow, soczkow i słodyczy w dloniach. Nie wiemy kto jest bardziej z takiej
                      sytuacji zadowolony i dumny-Radzik czy Ci kochani Nubijczycy??

                      Wiec siedzimy sobie przy pieknie zastawionym stole. W bardzo sympatycznej
                      restauracyjce. Zajadamy pyszności, a za oknem….Nil. Woda siega tak mniej wiecej
                      do naszego pasa. Ciekawe wrazenie  Jakbym siedziała w wodzie  Palmy leniwie
                      przesuwaja się za oknem… powoli domostwa, zwierzęta i dzieci-znikaja za nami.
                      Po obu stronach sa po 3 okna. Rzes sobie zartuje, ze to jest komputerowa
                      fikcja „ale ciekawie to zrobili… rzucaja w komputerze na 6 okien rozne
                      wodoczki-ale ogolnie sa zgrane i łagodnie przechodza z jednego monitora na
                      drugi” hehehe… ale to nie komputerowa fikcja-to Real. Naprawde siedzimy na
                      statku i jemy śniadanko w tak wspanialej scenerii!!

                      Okazuje się, ze za 2h mamy już być w Edfu i idziemy zwiedzac swiatynie Boga
                      Horusa. Bardzo mnie to cieszy. Pamiętam, jak pierwszy raz zobaczyłam ten
                      ogromny i fantastycznie rzeźbiony pylon i jakie ogromne wrazenie na mnie
                      zrobil.

                      Nie ma co tu dłużej siedzieć. Lecimy po stroje i wskakujemy do jacuzzi. Tam już
                      siedza dwie poznane przez nas, przesympatyczne pary-Justynka z Emilem oraz Ola
                      z Darkiem. Opowiadamy sobie przezycia dnia poprzedniego. Bardzo mnie
                      interesuje jakie wrazenie na nich zrobila swiatynia Karnak i Dolina Królów. Sa
                      zachwyceni Egiptem! Już wiem, ze znajdziemy wspolny jezyk ;-) (hihihi) Sa
                      pierwszy raz w Egipcie i mam nadzieje-ze dołączał do naszej rodziny
                      egiptomaniakow 

                      Wiec siedzimy sobie w jacuzzi, miedzy nami pływają przytargane przez Radzika
                      dinozaury i jakies zwierzaki ( które ciagle miedzy soba prowadza walki ;-),
                      sloneczko swieci, cieply, suchy od pustyni wiaterek delikatnie smaga nasze
                      ciala… widoki koja nasze oczy… czyz nie jest cudownie? Zatrzymac ta chwile!
                      Zabrac z soba do Polski to słodkie nigdzie-nie-spieszenie się -do tej
                      codziennej gonitwy-praca, szkola, przedszkole, zakupy, spotkania, komputer,
                      telefony, pieniadze, obowiązki, zobowiazania… NIE! Nie chce teraz o tym myśleć!
                      Chce się skupic na tym co jest…. Na tej beztroskiej chwili i na tym-ze jesteśmy
                      tu razem… w trojke. Cudnie jest być ciagle z soba… Patrze na Rzesia który
                      wlasnie tubalnym glosem wyzywa trzymanego przez Radzika dinozaura do walki i
                      mysle sobie „gdyby jego pracownicy… kontrahenci teraz Go widzieli…” ;-)

                      Już wytarci i przebrani po jacuzzi wychodzimy na brzeg w Edfu. Tam czekaja na
                      nas dorozki, które zawioza nas do świątyni. O NIE! Tylko nie konie! Moi chłopcy
                      sa alergikami i maja m.in. uczulenie na siersc konia. Nic to. Może nie będzie
                      tak zle. Siadamy po 4 osoby do dorozki i zaczynamy jazde. Jedzie się krotko,
                      jakies 10 minut. Wszyscy leja biedne, chude konie po grzbietach… Az zal patrzec.

                      Każdy stara się podczas jazdy cykac fotki i krecic na kamere zycie codzienne w
                      Edfu. I oto już jesteśmy, ale co to?? Ale się zmienilo od zeszłego roku! Jest
                      profesjonalny, zadaszony parking dla dorozek no i oczywiście do świątyni
                      przechodzi się przez szpaler sklepow i wszędobylskiego „jak się
                      masz??” „dobrze, dobrze” itd. Na szczescie zdecydowane i glosne „la, la, la”
                      zalatwia od reki sytuacje z namolnymi sprzedawcami.

                      Przechodzimy przez jak zwykle wyjace urzadzenia do wykrywania metali i jak
                      zwykle-nikt sobie z tego piszczenia nic nie robi. Jeszcze kilka krokow i-znowu
                      tu jesteśmy! Przed ta wspaniala swiatynia, której strzeze Bog Horus pod
                      postacia Sokola… dumny, wyprostowany z napieta klata i ostrym, wpatrzonym w
                      czas wzrokiem… gdyby On mogl mowic!! O jakich cudach byśmy usłyszeli??
                      Delikatnie klaniam się Bogowi i wchodze na dziedziniec… Wpatruje się w sciany,
                      kolumny i-przyznaje. Brakuje mi wyobrazni, by sobie wyobrazic jak to wyglądało
                      w czasach swojej świetności… Jak było kolorowo, bajecznie…powiewające na
                      wietrze sztandary, przechadzający się kaplani, delikatna posadzka, drewniane
                      wejściowe drzwi… Nastroj ciszy, zadumy, pokory, bogobojstwa.

                      Oglądamy wspaniale reliefy, barke sloneczna. Podziwiamy dwa szyby. Jedno proste-
                      przez które wypuszczano Sokola i dugie spiralne-przez które on wracal. Radus z
                      Rzesiem znikaja w poszukiwaniu zakamarkow i tajemnych przejść a ja-zaczynam to
                      pokocham najbardziej-robie zdjęcia. Nagle w rogu przy suficie dostrzegam… nie,
                      to nie możliwe… nie jestem ornitologiem, ale to jest na pewno jakis drapieżny
                      ptak. Może…Sokol?? ;-) Odwieczny mieszkaniec i właściciel tej świątyni-pozostal
                      tu na zawsze?? Może… Uwielbiam wierzyc w takie rzeczy 

                      Klikam kilka fotek i wychodze na rogrzany dziedziniec, gdzie spotykam moich
                      chłopaków i reszte grupy. Opowiadam Radzikowi historie Horusa i ten postanawia,
                      ze od dzis będzie malym Horusem  Razem podążamy w kierunku dorozek. Jak się
                      okazuje-80% naszej grupy ma brudne tylki! Te dorozki sa baaardzo brudne i
                      dlatego jesteśmy wszyscy uświnieni! Nie psuje nam to jednek nastroju i
                      chichrając się jedziemy w strone statku. Tak sobie mysle-gdybym miala wiecej
                      czasy-wracalabym na nogach. To nie jest daleko, a spacer przez to miasteczko
                      bylby zapewne wspanialy! Niestety-czas nas goni. Od razu odpywamy do Kom Ombo.
                      Po zejsciu z dorozek jestesmy namolnie proszeni o dodatk
                      • platynka.iw Re: 02.10.2005 (niedziela) DZIEN 5 22.10.05, 23:55
                        Po zejsciu z dorozek jestesmy namolnie proszeni o dodatkowy bakszysz na konie.
                        I fakt-ich wyglad wzbudza współczucie, lecz… od zeszłego roku (a wielu dalo
                        wtedy bakszysz) ich wyglad się nie zmienil, wiec na co ida te pieniadze??

                        Na statku witaja nas szklaneczka zimnego soku oraz mokrym i zimnym recznikiem…
                        sa kochani! Pan w recepcji nie czeka na numer kajuty tylko od razu podaje
                        odpowiedni klucz Radkowi. Na jego słodkie „thanks” odpowiada „proszę” i jest
                        bardzo zadowolony, a ja strasznie dumna z mojego synka  Wpadamy do kajuty,
                        wskakujemy w stroje i hopsa na gorny poklad!

                        Ok. 14 schodzimy na lunch (jak ja kocham to jedzenie!! Ten ryz i warzywa!)
                        Wracamy na gore. Chłopcy pływają, a ja studiuje mape Asuanu i ciagle się
                        zastanawiam –jechac znowu do cudnego Abu Simbel czy zobaczyc cos nowego??
                        Najlepiej to i to, ale czasu brak!!

                        O 16 na gornym pokladzie serwuja babke wlasnego wypieku (mniam) i kawe lub
                        herbate do wyboru (mniam). Tym razem nasz przyjaciel Nubijczyk zadaje pytania
                        odnośnie jedzenia. On pyta, ja mu na polski tlumacze, On zapisuje z prawej do
                        lewej szlaczki ;-) i kuje na pamiec „szklanka, kubek, filizanka, lyzeczka,
                        podstawek, herbata, kawa, cukier, mleczko…” ;-)

                        O 18 jest już ciemno. Wracamy się przebrac, za godzinke schodzimy na lad i
                        idziemy do świątyni w Kom Ombo. Wlaczamy Radzikowi na I`Riverze bajeczke a sami-
                        zapadamy w krociutka drzemke….

                        I oto jest! Fantastycznie podswietlona, przy samym brzegu-swiatynia Boga Sobka
                        czczonego pod postacia krokodyla. I znowu zaskoczenie-tu tez się wiele
                        pozmienialo! Już nie drepcze się jak rok temu w piachu-lecz po przepieknej
                        posadzce. I do świątyni nie wchodzi się z boku-lecz po nowiutkich schodach od
                        przodu! Wraca się oczywiście przez szpaler kramow z pamiątkami…

                        Zwiedzamy i zagladamy w znajome miejsca… Tu jest kalendarz… Tu narzędzia
                        medyczne… tu mumie krokodyli. Robimy kilka zdjęć i wracamy na statek.

                        Od razu ruszamy dalej-do Asuanu. Mojego ukochanego (po Luksorze) miasta Egiptu.
                        Radzik znowu znika-tym razem odnajduje go (tak, tak) znowu w kuchni. Wyrabia z
                        jakims kucharzem jakies ciasto… Porywam go do kapieli, mimo protestow obojga 

                        Za godzine wracamy na kolacje. A tam-chleby upieczone w kształcie krokodyli! To
                        już wiem nad czym oboje tak ciezko pracowali ;-) Wszyscy robia sobie z
                        chlebowym Krokodylem zdjęcia a nasi Kelnerzy-pstrykaja sobie przez komorki-
                        zdjecia z Radkiem :-)
                        Jemy kolacje az tu nagle wpada grupa Węgrów-wszyscy w galabijach, kolorowi,
                        uśmiechnięci… no tak! Dzis jest galabija party! Sa tacy weseli, ze az się to
                        wszystkim udziela. Wspaniale jest patrzec na takie rozradowane twarze!
                        Ale to nie koniec. Okazuje się, ze jedna z węgierek ma dzis urodziny-z kuchni
                        jest wyprowadzony ogromny tort. Nasi Nubijczycy-do tej pory sztywni,
                        perfekcyjni i zdystansowani kelnerzy i kucharze-nie wiadomo skad wydobywaja
                        bębny, bębenki i-zaczyna z nich wychodzic dzikość! Zaczynaja grac typowe rytmy
                        afrykańskie, tanczyc i podskakiwac do rytmu! Ta energia! To poczucie rytmu! Ta
                        czystość spiewu! Ta czarna muzyka! Niesamowite!!! Oni to czuja calym soba!
                        Wprowadzaja się w cos w rodzaju transu! Kazda ich czastka, każdy element ich
                        jestestwa-jest teraz ta dzika i niesamowita muzyka! Oni to maja we krwi!
                        Porywaja Radka i zaczynaja dziki taniec. Mam dreszcze na ciele… ta muzyka… te
                        bębny, ten spiew… brak slow.

                        Po kolacji dopada nas nasz Nubijczyk i perfekcyjnie recytuje z pamieci zdania,
                        które mu podyktowałam o godzinie 15 „ szklanka, kubek, filizanka, lyzeczka,
                        podstawek, herbata, kawa, cukier, mleczko…” Jest bardzo inteligentny i zdolny!
                        W ramach rewanżu my uczymy się od niego po arabsku dzien dobry (marhaba),
                        dowidzenia (ma salema), bardzo dobrze (meja, meja), dziekuje (szukran), proszę
                        (afułan)
                        … jak się pozniej okaze, tymi kilkoma wyrazami podbijemy niejedno serce
                        egipskie ;-)

                        Po kolacji wracamy do kajuty. Ciagle slysze w uszach ta muzyke i widze ich
                        dzikie oczy, naprężone ciala i energie-ktora na codzien drzemie w nich uspiona.
                        Przed drzwiami dwoje chlopcod sprzątających nerwowo zerka na nas spod oka.
                        Okazuje się-ze na Radka czeka w kajucie przyjaciel. Zrobiony z poduszek, kocy-
                        siedzi na lozku człowieczek. Na glowie ma nasz kapelusz na twarzy okulary.
                        Radus od razu staje do walki z nowym przeciwnikiem ;-) a chłopcy odchodza
                        zadowoleni, ze ich prezent się Radzikowi spodobal :-)
                        My zaszywamy pod koldra i przy pysznej herbatce dochodzimy do wniosku-ze
                        wprawdzie z ciezkim sercem ale odpuścimy sobie Abu Simbel, a zamiast tego
                        zwiedzimy Asuan na wlasna reke.

                        Jest 21 a my padnieci… może dlatego, ze tak intensywnie mija nam czas?? Może
                        dlatego, ze od 18 już jest ciemno?? Nie wiem… wtulamy się cala trojka w siebie
                        i przy monotonnym dzwieku klimatyzacji zasypiamy…

                        Iwonka




                        • platynka.iw 03.10.2005 (poniedzialek) DZIEN 6 23.10.05, 21:17
                          Ok. 3 w nocy czesc grupy wyjechala do Abu Simbel. Przyznam- zal mi, ze nie
                          pojechalam… To wspaniala swiatynia, bardzo malowniczo polozona. Tak samo bardzo
                          zaluje, ze w tym roku nie odwiedziłam przepieknej świątyni Karnak… Pamiętam,
                          jak pierwszy raz stanęłam oko w oko z sala hipostylowa. Zatkalo mnie! Nie
                          wiedziałam, czy mam klękać? Modlic się? Tak ogromne piekno i ogromna tajemnica
                          bily z tego miejsca-ze oniemiałam!
                          Pocieszam się tym, ze skoro przyjechałam 3 raz do Egiptu-to może zdarzy się
                          tak, ze i 4 raz przyjade. A wtedy znowu pojade zobaczyc Abu Simbel i Karnak!
                          Rzes się budzi. Wypijamy wode i zaczarowani cudnym widokiem oświetlonego Asuanu
                          noca-robimy kilka zdjęć. Co nie jest latwe-bo statek mimo iż stoi zacumowany-
                          ciagle się lekko kolysze. Przykrywam-jak zwykle ;-)- odkryte moje dziecie i
                          zasypiamy.

                          Schodzimy na śniadanko… ale pustki! No tak. Już jest po 9. Czesc już siedzi nad
                          basenem, czesc na wycieczce do Abu Simbel. Zjadamy male co nieco, wracamy do
                          pokoju nakremowac się balsamem z filrem, pakujemy zestaw standardowy +
                          przewodnik i wychodzimy na miasto. Od razu dopada nas
                          znajome „taxi?” „statek?”… bierzemy taksowke od milo wyglądającego Pana. Zanim
                          wsiadamy chcemy ustalic cene. Tak sobie mysle… dojazd do Kalabsza-tam minimum
                          2h czekanie, potem powrot… ok. mysle, ze można dac gościowi spokojnie 50le-ale
                          nie wiecej. W porownaniu do Polski-to smieszna kasa za taksowke, w porównaniu
                          do tego ile placa miejscowi-i tak ma niezły zarobek na nas. Pytamy „ile?”
                          słyszymy 50 le. Rzes mnie uprzedza i odpowiada „ok.”. Wsiadamy, a ja
                          mysle „można się było targowa i jechac spokojnie za 30le” Rzes jakby słyszał
                          moje mysli mowi „Myszko. Przestan… to tylko 35 zl!” No tak. Nie ma co zawracac
                          sobie tym glowy. A z drugiej strony-ale mnie już ten Rzesio zna! No tak. 15 lat
                          bycia razem-daje efekt :-)

                          Jedziemy rozklekotanym, chyba 7 osobowym Peugeotem jakich w Egipcie jezdzi
                          masa! Za klimatyzacje robia otwarte na przestrzal okna. Pan nas informuje, ze
                          musi zatankowac, wiec podjedziemy na stacje. Ok. Spokojniutko. W momencie kiedy
                          podjechaliśmy-już nie było tak spokojniutko! Kiedy Rzes zobaczyl, ze litr
                          benzyny kosztuje 1le (slownie: jeden le) to dostaje nerwowego ataku smiechu ;-)
                          Kiedy informujemy kierowce ile kosztuje w Polsce litr Paliwa-on dostaje
                          identycznego ataku smiechu! Hmmm… i chyba do konca nam nie wierzy.

                          Przepychamy się przez dosc zatkane o tej porze drogi Asuanu. Jedziemy glowna
                          droga imienia Hosni Mubaraka, mijamy po prawej szpital wojskowy imienia Hosni
                          Mubaraka, po lewej znika za nami szkola imienia Hosni Mubarka… nasuwa nam się
                          jedna mysl- to bardzo popularny facet w Egipcie! ;-) eheheh

                          Okazuje się, ze nas taksówkarz jest Koptem i jest strasznie z tego dumny. Jak
                          każdy w Egipcie-pokazuje nam zdjęcia swoich dzieci, opowiada ile maja lat i jak
                          maja na imie… Po jakis 15 minutach podjeżdżamy po brame i zostajemy
                          skontrolowani-fakt, to już teren wojskowy. Po zapisaniu przez policjanta
                          szlaczkami ;-) od prawej do lewej kto wjeżdża-zostajemy wpuszczeni poza
                          ogrodzenie. Jeszcze kilka metrow-i stajemy. Tu się zegnamy na jakis czas z
                          Panem taksówkarzem… zabieramy wszystkie manele i schodzimy na pomost do
                          jedynej zacumowanej lodki.

                          Na pytanie „Ile?” słyszymy „100le” Ok… bez przesady. Skoro z wlasnej woli
                          daliśmy az nadto zarobic taksówkarzowi-nie znaczy, ze ktos inny będzie zbijal
                          na nas majatek! Mowimy, ze damy 30 le za podroz w obie strony i ani funta
                          wiecej… Zaczyna się gra. On nam mowi, ze taniej nie może, ze ma dzieci… My, ze
                          ok., rozumiemy i odchodzimy… on nas zatrzymuje i gra się zaczyna od początku.
                          Po 5 minutach i ustalonej kwocie 30le za droge w obie strony-plyniemy po
                          Jeziorze Nasera. Po lewej dumnie goruje nad nami pomnik współpracy Radziecko-
                          Egipskiej. Obok nas na lodkach miejscowi lowia ryby. Z wody co i rusz stercza
                          ogromne kamienie, glazy. Slonce niemiłosiernie grzeje i odbija swe promienie w
                          wodach Nilu. Wpatrzeni w tafle wody szukamy z Radzikiem krokodyli.

                          Jeszcze jeden zakret w lewo… teraz w prawo i oto sa-pozostalosci starożytnych,
                          które chcemy dzis obejrzec. Schodząc na wyspe ustalamy, ze lodka będzie czekac
                          na nas jakies 2-3 godzin. Upewniam się, czy Pan ma przy sobie wode-i
                          uspokojona, ze nie umrze z pragnienia odchodze z moimi chłopakami po schodkach
                          w strone świątyni Kalabsza. Ponieważ jesteśmy jedynymi zwiedzającymi-wzbudzamy
                          zainteresowanie. To z naszego powodu drzemiący w cieniu swiatyni pilnujacy,
                          kasjer, tajniak-musza wstac i wrocic do swoich obowiązkow. W kasie przy asyście
                          wszystkich pracownikow na wyspie kupujemy dwa bilety po 20le kazdy.

                          Ledwo odpedzamy wszystkich od Radka i wchodzimy do pierwszej swiatyni-Swiatyni
                          Mandulisa dedykowanej nubijskiemu bogu płodności Marulowi, zwanego wlasnie
                          przez Grekow Mandulisem. Czytamy, ze zostala zbudowana za panowania Augusta
                          ok.30 roku p.n.e. Niesamowite, jak komfortowo zwiedza się swiatynie bez tłumów!
                          Podziwiamy kolumny zwieńczone kapitelami roślinnymi i przechodząc przez 2
                          pomieszczenia-dochodzimy do trzeciego pełniącego funkcje sanktuarium. Wszedzie
                          widzimy reliefy przedstawiające Augusta przed egipskim panteonem. Pstrykamy
                          kilka fotek i przechodzimy dalej-do świątyńi Bayt El-Wali ( z arabskiego Dom
                          zarządcy), która lezy kilka metrow wyzej. Doczepia się do nas tajniak, który
                          ciegle chce przytulac Radka i ciagle prosi, by mu zrobic z nim zdjecie.
                          Przyznaje-gostek się chyba nie kontroluje i staje się po prostu nachalny. Nic
                          to. Dla świętego spokoju robimy mu ze dwa zdjęcia z Radkiem i aby być pewnym,
                          ze już się odczepi-wkladamy mu w reke 5le i prosimy, by nas zostawil.

                          Już tylko w trojke (na szczescie!) pniemy się w gore i już po chwili dochodzimy
                          do niewielkiego pomieszczenia. Jest to malenka swiatynia wykuta w skale przez
                          wicekrola Kusz dla upamiętnienia zwycięskiej ekspedycji militarnej Ramzesa II
                          do Nubi. Wchodzimy do niej a tam-O MAMO! Jakie wspaniale plaskorzezby! Wszedzie
                          Ramzes II. Na jednej ze ścian-razem z buntującymi się Nubijczykami. Na drugiej-
                          przyjmujacy dary. Wiec jest i zloto, kosc sloniowa, egzotyczne zwierzęta (Radus
                          znalazł i antylope i żyrafę :-) … Wszystko wspaniale zachowane lacznie z
                          niesamowitymi, oryginalnymi kolorami.

                          Pojawia się znowu Pan Tajniak-tym razem trzyma się z boku i tylko co jakis czas
                          macha i uśmiecha się do Radka. W pewnym momencie bierze go na rece i stawia go
                          w wykutej w scianie niszy, gdzie mimo zatarcia, widac jeszcze zarys siedzących
                          trzech bostw. Staje obok i prosi, by im zrobic zdjecie. Qrcze. To ja staram się
                          niczego nie dotykac, ba! Nawet staram się za blisko nie podchodzic, by na to
                          nie chuchac a ten ot tak-bezpardonowo stawia tam moje dziecko! Szlag mnie
                          trafi! Znowu się przekonuje w tym, ze arabowie doprowadza zabytki Egiptu do
                          ruiny. Nic, ale to nic nie sznuje tego-co podbili… Przypominam sobie wczoraj
                          odwiedzana swiatynie Horusa w Edfu. Arabowie mieli u gory zaprawa cos tam
                          poprawic. I tak to poprawili-ze przy okazji zachlapali, wrecz-zarzygali! Z gory
                          na dol cale reliefy… Normalnie-syf!
                          Widzac, ze facet nie da za wygrana-robie to nieszczesne zdjecie, żeby tylko już
                          zdjął Radka z tego świętego miejsca!

                          Wychodze na zewnatrz i pstrykam kolejne zdjęcia. Potem odkladam aparat i-
                          wpatruje się w te reliefy… Zwierzęta-jak zywe. Każdy detal, kazda proporcja-
                          wspaniale zachowane. Niesamowite, jak Oni to robili??

                          Wychodzimy z tej świątyni i od razu skrecamy w lewo. Tam sa ogromne, czarne
                          glazy wydobyte z Nilu. Wspinamy się po nich, podtrzymujemy się i w koncu-
                          jestesmy na samym szczycie. Widok jaki się stad roztacza jest bajkowy! Pod nami-
                          te dwie swiatynie które wlasnie odwiedziliśmy oraz inne zabytki, jakie ma
                          • platynka.iw Re: 03.10.2005 (poniedzialek) DZIEN 6 23.10.05, 21:24
                            Pod nami-te dwie swiatynie które wlasnie odwiedziliśmy oraz inne zabytki, jakie
                            mamy zamiar zaraz zobaczyc… Za nimi-zatoczki i rozlane wody Nilu. Po lewej-
                            Wialka Tama Asuanska, pomnik współpracy, lodki rybackie… za nami-blekitny Nil
                            oraz pustynna ziemia… Po prawej-ogromne ilości wody nagromadzone przez tame,
                            które gina hen, za horyzontem… Jesteśmy zauroczeni! Radus wchodzi pod glaz i
                            prosi, żeby mu zrobic zdjęci, ze niby jest Obeliksem i podnosi taki glaz. Super
                            pomysl! Już się ustawiam, by zrobic zdjecie kiedy nie wiadomo skad-tak, tak-
                            pojawia się nasz „przyjaciel” Kuca kolo Radka i z zadowoleniem pozuje do
                            zdjęcia…wrrr…

                            Schodzimy w dol. Oglądamy jeszcze Kiosk Qertasi, Stelle… cykamy kilka fotek i
                            żegnając się schodzimy do lodki. Pan na nas krzywo patrzy-fakt! Nie wiadomo
                            kiedy minely ponad 3h! Ok. Dodatkowe 10le lagodzi jego gniew. Jeszcze z lodki
                            robimy zdjęcia Kalabszy i po chwili dobijamy do nabrzeża.

                            I oto znowu siedzimy w naszej taksowce. Chłopcy chca zobaczyc tame, wiec
                            postanawiamy na nia wjechac. I tu znowu czuje się dyskryminowana. Za wjazd na
                            tame my placimy po 8le a taksówkarz 1 le. I gdzie tu sprawiedliwość?? Dlaczego
                            w tym kraju podstawowym mottem miejscowych jest „obskubac z kasy białych”
                            Ciekawe jak by się czuli, gdyby np. w Polsce wprowadzono taki cennik- za
                            wejście na Wawel Polak 5 zl a Arab 15 zl.

                            Nic to. Po kilku sekundach jazdy wysiadamy na parkingu. Tam można się zapoznac
                            z mapa i planem budowania tamy oraz popatrzeć w dol. Ponieważ nie mam już
                            miejsca w aparacie, Rzes chce zrobic zdjecie z kamery. Zaraz pojawia się
                            wojskowy i tłumaczy nam, ze nie wolno krecic na kamere. Ok. Tłumaczymy mu, ze
                            nie krecimy-możemy nawet wyjac kasete-tylko mamy tu pamiec i ta kamera można
                            także robic zdjęcia! Nic z tego… Pan twierdzi, ze skoro to jest kamera to nie
                            możemy krecic i tyle. O Bogowie Egiptu! Na szczescie nie zalezy nam na
                            zdjęciach z tego miejsca wiec kapitulujemy. Podchodzimy do murka i oglądamy
                            polozona po prawej stronie elektrownie wodna, która zaopatruje w prad caly
                            Egipt-az po Skarm. W tym momencie podchodzi poznany wczesniej wojskowy i mowi,
                            ze możemy krecic na kamere, ze daje nam osobiste zezwolenie, ale jak damy mu
                            3E. O nie! Bardzo dziękujemy i odchodzimy… Co za przekupny narod!

                            Odjezdzamy, żegnając po lewej widoczna w oddali urocza Kalabsze. Po drodze Pan
                            nam pokazuje swoja swiatynie koptyjska oraz zatrzymujemy się w maleńkiej
                            kawiarence na pycha herbatke. Prosimy go także o zatrzymanie w jakims zakładzie
                            foto, bo chcemy zgrac zdjęcia. Stajemy przed AGFA i wchodzimy do srodka.
                            Okazuje się, ze jest tego 720MB i musi to wejsc na 2 plyty CD. Pan ocenia ta
                            uslyge na 60le, czym wprowadza Rzesia w zdumienie. Gostek nawet nie chce się
                            targowac-to istne zdzierstwo!

                            Wracamy pod statek. Wyplacamy kase za kurs przy okazji pytając ( a propos
                            kolejnego przyjazdu ;-) czy może wie, ile na miescie kosztuje wyjazd do Abu
                            Simbel. Okazuje się, ze jego brat ma klimatyzowanego busa. Cena jest oczywiście
                            do negocjacji, ale powiedział, ze wezma nie wiecej niż 30$ od osoby. No, no…
                            przy 65$ od osoby u rezydenta-to niezla oszczędność. Bierzemy od niego namiar i
                            idziemy na statek.
                            [Gdyby ktos chciał jechac z nim do Abu Simbel (oczywiście jazda odbywa się
                            także w konwoju) to podaje namiar. Pan ma na imie Georg i oto numer tel do
                            niego 0122935641]

                            Iwonka (c.d.n.)
                            • platynka.iw Re: 03.10.2005 (poniedzialek) DZIEN 6 23.10.05, 22:29
                              Zjadamy na statku lunch i lecimy na chwile do jacuzzi. Czekamy tam na Ole i
                              Darka, którzy maja z nami po południu zwiedzac Asuan. Po godzinie zjawiaja się
                              i ustaliwszy z gory marszutre-schodzimy ze statku. Lapiemy felluke z ogromnym
                              zaglem i ustaliwszy z gory cene za caly kurs ( 60 le) ruszmy. Zagiel przyjemnie
                              lopoce na wietrze, Nil rozpryskuje się przed nami, slonce polyskuje, wiatr
                              wieje… CUDNIE! Jakies 10 minut i dobijamy do przeciwległego brzegu. Schodzimy i
                              kierujemy się w kierunku Grobowcow Dostojnikow, po drodze budząc kasjera. Tu
                              rozniez nie ma turystow, ani jednego! Kasjer bierze od nas po 20le od osoby-nie
                              dajac w zamian biletow (a tak lubie je zbierac!) Jeden ze śpiących pod drzewem
                              wstaje, zabiera klucze i udaje się z nami na wspinaczke ku gorze. WOW! Jaki tu
                              gorac! Ile piasku! Zero powietrza! Czuje się jak legwan w zoo pod lampa
                              nagrzewajaca. Wspinamy się-pod wydawaloby się-niewielka gorke, a trwa to wieki!
                              Piasek usuwa się spod butow i co chwile któreś z nam robiąc fantastyczne figury-
                              zjezdza w dol. Śmiechów nie ma konca. W koncu zwyciazajac ta nierowna walke ;-)
                              znajdujemy się na gorze. Zziajani, zmeczeni myslimy tylko o jednym-WODY!
                              Zaspokoiwszy pragnienie dociera do nas widok, jaki się przed nami roztacza….
                              JEJ! Jesteśmy wysoko ponad Nilem a pod nami Asuan! Nasze statki, uliczki…a za
                              Asuanem-pustynia! CO ZA WIDOK! Jak na komende (chciałoby się powiedziec [bez
                              obrazy] jak na Japończyka ;-) każdy chwyta za to co ma i kreci, pstryka-
                              upamietnia. Ja niestety nie mogę robic zdjęć, gdyz nie zgraliśmy jeszcze
                              pamieci, wiec robi to Rzes z kamery.

                              W grobowcach tych pochowani sa książęta, kaplani, zarządcy-glownie z okresy
                              Starego i Średniego Panstwa. Sa wykute w skale i z naszego statku wyglądają jak
                              dziury w serze ;-)
                              Idziemy za przewodnikiem i wchodzimy do pierwszego z nich a tam-dlugi, waski
                              korytarz… po bokach reliefy przedstawiające właściciela i rodzine. W rogu stoi
                              stol, gdzie Nubijczycy skladali dary Bogom-mianowicie podcinali zwierzętom
                              glowy a przez wydrazony w kamieniu otwor-krew spływała do specjalnej misy.
                              Bleee… Wychodzimy.Za nami słychać brzek zamykanej klodki.

                              W kolejnym, widzimy właściciela na polowaniu… z corkami, które trzymaja w
                              dloniach kwiaty lotosu… jak milo! Nagle przewodnik schyla się i wyciąga
                              niewiadomo skad-duzy kosz, jak na piknik. Siega reka i wyciąga-wlasciciela!
                              Pokazuje i stara się nam dac w rece „oto kawalej jego nogi” „ a to kawalek
                              kręgosłupa” „ a to czaszka” Wszyscy z obrzydzeniem się cofamy, tylko jeden
                              Radek odbiera od niego kosci człowieka starożytnego i z zaciekawieniem oglada.
                              Po czym stwierdza (jak to Radek ;-) ze ta kosc od nogi moglaby posłużyć za
                              miecz i super by się nia walczylo … ;-)
                              Oddajemy kosci do koszyka i wychodzimy, czujac na dloniach szczatki tego
                              biedaka.

                              Zwiedzamy kolejny grob, a w nim m.in. wielki kawal cos jakby stolu-wykuty
                              pośrodku-który służył do wciągania po platformie ciala zmarłego na gore.
                              Niesamowite, jak chlodno jest w tych grobach. Az nie chce się wychodzic na
                              zewnatrz! Choc z drugiej strony, nie wiadomo co się miesci w tutejszych
                              koszykach…
                              Wypijamy kolejna butelke Baraki i idziemy jakies 100m do kolejnych 2 grobow.
                              Tym razem sa to slawne grobowce Sirenputa I oraz Sirenputa II. Podziwiamy w
                              nich wspaniale kolumny, barwne malowidla, rewelacyjne płaskorzeźby,
                              przedstawiające dostojnikow z rodzinami… widzimy scenki rodzajowe, zycie
                              codzienne… Na zewnatrz podziwiamy relief, upamiętniający ukochanego przez
                              jednego z nich psa. Slicznego Harta gotowego do skoku, oraz mniejsza suke, z
                              wyciągniętymi przez szczeniaki sutkami.

                              Jeszcze rzut oka na fantastyczna panorame jaka się z tego miejsca roztacza i-
                              JUHU! Biegiem przez puszysty piasek w dol! Krzyczymy, piszczymy i ślizgamy się
                              po piasku…

                              Wsiadamy na lodz, lapiemy wiatr w zagiel i-ruszamy w kierunku Elefantyny. Po
                              drodze mijamy Wyspe Kitchera. Postanawiamy sobie ja odpuścić. Wchodzi się na
                              nia z jednej strony a schodzi z drugiej. Po drodze oglada się ptaki oraz dzika
                              roślinność. Jakos nas to nie zacheca…

                              Oplywamy z lewej strony Elefantyne i stajemy oko w oko z osławionym m.in. przez
                              Agate Christie starym, stylowym hotelem Old Cataract. To tu napisala swoja
                              książkę „Śmierć na Nilu”, która w koncu musze przeczytac-przeciez dotyczy
                              Egiptu!  Po prawej wznosi się nowoczesny, wysoki budynek-jest to New Old
                              Cataract. Nowoczesny… już bez klimatu.

                              Widzimy reliefy na glazach przy Elefantynie zostawione przez starożytnych i po
                              chwili jesteśmy już na brzegu. Kupujemy bilety w cenie 20le od osoby do Muzeum
                              Asuańskiego i wchodzimy do srodka. A tam… no tragedia! Nie dosc, ze niewiele
                              eksponatow to jeszcze umieszczone w ogromnych salach… Radus ma frajde-znalazl
                              mumie i wypatrzyl wystające wlosy i palce u nog. Przechadzamy się po salach by
                              stwierdzic „szkoda czasu” i wyjsc do ogrodu (tak pisze przy wejściu-ale to
                              chyba za duze slowo) i po kilku krokach znaleźć się na terenie tego co zostalo
                              po świątyni Chnuma. Swiatynia… jak na Egipt baaardzo zle zachowana. W zasadzie
                              niewiele jest tam do oglądania. Udajemy się od razu w dol do slawnego
                              Nilometru. Jest tam podzialka w cyfrach faraońskich, greckich, rzymskich i
                              arabskich. W zależności od poziomu wody w czasie wylewu, ustalano podatki oraz
                              co, ile i kiedy siac. Schodzimy w dol i-szybko się wycofujemy. Odor jaki bije
                              od tego miejsca nie pozwala na dluzsza kontemplacje.

                              Jeszcze rzut oka na Asuan, przejscie przez Swiatynie Chnuma i-powrot do lodzi.
                              Zaczynamy czuc glod a co najgorsze-wszystkim skończyła się woda. Staram się
                              wszystkich pocieszyc-„Nic to! Przeciez do statku jest niedaleko… kilka minut i
                              będziemy na miejscu”
                              O jakze się pomyliłam! Okazalo się, ze w tym miejscu osłoniętym przez
                              Elefantyne i Asuan-w zasadzie nie ma wiatru… wiec plyniemy cala szerokością
                              Nilu…w prawo….. w lewo…..w prawo….w lewo…. Trwa to wieczność! Jej… gdyby tu na
                              lodce był sklep to bym dala wszysko-by kupic butelke wody! Zachodzące slonce
                              grzeje… woda przyjemnie chlupocze…woda otacza nas dookoła… wode mamy ciagle
                              przed oczami… woda pryska spod dzioba… a w garde nam zasycha! Co za ironia
                              losu! Co za udreka! Myslimy już tylko o zimnych napojach jakie mamy w lodowce i
                              te mysli nas dobijaja…pic, pic, pic…
                              Tortury trwaja ponad godzinie! W koncu wysiadamy na brzeg, placimy za
                              kilkugodzinny rejs i-biegiem do kajut! Nie wazne, ze naganiacze staja nam na
                              drodze, ze kamienie sa pod nogami, ze trap waski, ze w recepcji chca pogadac-
                              nie mowimy, nie reagujemy-WODY!!!!!

                              Każdy dopada to co mu wpadnie w rece-żeby tylko mokre i żeby tylko duzo!
                              Napojeni (jak Radus powiedział-jak smoki wawelskie) padamy na lozka –jak
                              przyjemnie…..

                              I standardowy, aczkolwiek bardzo przyjemny wieczor-prysznic, kolacja, wieczor
                              na gornym pokladzie… sen. Jutro dalszy ciag zwiedzania i-co najgorsze-wyjazd z
                              tego cudnego miasta… mojego ukochanego Asuanu…

                              Iwonka
                            • Gość: Jacek Re: 03.10.2005 (poniedzialek) DZIEN 6 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.10.05, 22:36
                              Czytam Twoje wspomnienia z zapartym tchem i chociaż też pozwiedzałem niektóre z
                              tych miejsc to narasta we mnie desperacja żeby odwiedzić Egipt na własną
                              rękę.Szkoda tylko że nie można się swobodnie samemu poruszać po Egipcie.Pozdr.
                              • pc_maniac Do Jacka (Na własną rękę również można) 24.10.05, 08:22
                                Drogi Jacku, to niecałkiem prawda, że po Egipcie nie można się poruszać na
                                własną rękę. Owszem, są miejsca, gdzie jest obowiązek poruszania się w konwoju.
                                Do takich należy Abydos, Abu Simbel i dawna stolica Echnatona Achetaton.
                                Ogólnie, powyzej Lukosru, a poniżej Sakkary jest terenami nieprzyjemnymi dla
                                turysty, gdyż jest to rejon bardzo biedny, skąd wywodzi się skrajny
                                fundamentalizm w Egipcie.

                                Jednak te miejsca także można zwiedzić dużo taniej niż z przewodnikiem z biura,
                                za to w wygodniejszych warunkach i bez tłumów.
                                Podreóżowaliśmy po Egipcie w ten sposób z żoną, wykorzystujac autobusy,
                                pociągi, taksówki, czy nawet dorożki, a wszystko to dużo przyjemniej i co
                                najważniejsze taniej niż przy wyjeździe zorganizowanym.

                                Jeśli chcesz więcej szczegółów, chętnie pomogę. Bądź co bądź w tym roku nasza
                                grupa globe-trotterów na własną rękę nieźle się powiekszyła, więc jednak można.
                                • Gość: Jacek Re: Do Jacka (Na własną rękę również można) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.10.05, 08:50
                                • Gość: Jacek Re: Do Jacka (Na własną rękę również można) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.10.05, 09:16
                                  Przepraszam za mały fallstart.Dzięuję pc_maniac za chęć pomocy,czytałem Twoje
                                  wspomnienia ( też mi się bardzo podobały);bardzo Cię podziwiam z powodu Twojego
                                  "Egiptu na własna rękę",mnie też się marzy coś takiego dlatego gromadzę wszelkie
                                  wiadomości na ten temat i każdy szczegół jest dla mnie ważny.Nie wiem kiedy
                                  jeszcze spełnię swoje marzenia ale chętnie poznałbym więcej szczegółw na ten
                                  temat i byłbym Ci za to ogromnie wdzięczny.Pozdr.
                              • platynka.iw Do Jacka 24.10.05, 10:47
                                Witaj!
                                Cisze sie... myslalam, ze nikt juz nie ma ochoty tych moich marnych wypocin
                                czytac...

                                Wiesz. Ten wyjazd wiele nas nauczyl. I wiem, ze nastepnym razem-to juz naprawde
                                zwiedzimy Egipt na wlasna reke... Tak naprawde trampingowo. Potrzebowalismy
                                zrobic ten krok-zeby w przyszlosci zrobic kolejny :-)

                                Pozdrawiam cieplutko :-)
                                Iwonka
                                GG 1070925
                  • Gość: tylko raz byłam, a Re: 01.10.2005 (sobota) DZIEN 4 c.d. DANDERA IP: 217.153.164.* 12.11.05, 00:30
                    Ja chcę do Epiptuuuuu!!!!!
                    A przede wszystkim chcę, aby ten wątek był na początku.
                    I jeszcze chcę pojechac do Chin - to jak mam to wszystko pogodzić? No jak?
    • Gość: ika Re: Trzeci raz w Egipcie - moje 22 dni w "domu".. IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 23.10.05, 23:46
      No proszę pisz kochana dalej- tak ci dobrze idzie.Nie wiem czy wy egiptomaniacy
      wiecie , że przecieracie szlaki - chciałam poleżeć na plaży ale teraz wiem , że
      mogę więcej.Ty Iwonka masz lat (przypuszczam) - dzieścia a ja 40-dziesci ale
      lubię poznawać nowe miejsca i ludzi a twoje pisanie jest takie
      inspirujące...Lecę do Egiptu w listopadzie i ... no cóż spróbuję - życzę
      najlepszego.
      • platynka.iw 04.10.2005 (wtorek) DZIEN 7 24.10.05, 09:28
        Budze się i pierwsza moja mysl-dzis zaczal się ramadan!
        Wstaliśmy wczesnie, popniewaz do 8:30 musimy opuścić kajuty. W zamian
        dostaniemy dwie kajuty na koncu korytarza do dyspozycji calej grupy.

        Wywalam chłopaków na gorny poklad i w ciszy zabieram się do pakowania. Chwila,
        dwie… i już prowizorycznie wszystko jest spakowane. Wystawiam walizki przed
        pokoj, zabieram rzeczy podręczne i lecimy na sniadanie. Nasz Pan Nubijczyk,
        który uczy się po polsku mowic-chodzi i wyciera lzy. Reszta kelnerow i kucharzy-
        tez nie w sosie. Co i rusz ktorys podchodzi do stolika, kladzie reke na glowie
        Radzika, patrzy nam w oczy-i szybkim krokiem odchodzi… Nam tez jest zal
        odjeżdżać! Wspominam te chwile, które spędzaliśmy z nimi na pogawędkach, lub
        momenty-kiedy Radzik był przez nich rozpieszczany. Nubijczycy-to cudowni
        ludzie… Stracili swoje dziedzictwo, swoja tożsamość-ale nie stracili wielkiego
        serca! Nie mogę na to patrzec… Wypijam tylko herbate i wychodze. Na schodach
        dopada nas jeden z kucharzy-no tak… Porcja owocow dla Radzika. Na talerzu
        banany, pomarancze, jabłka, guawa. Dobrze, ze już się nie boimy o zemste i
        spokojnie to zjadamy. Przeciez będąc 3 raz w Egipcie-i przechodząc raz zemste-
        organizm chyba odnotowal taka sytuacje i się odpornil. Tak mysle.

        Zanosimy czesc niepotrzebnych rzeczy do wspolnej kajuty i już czekamy w lobby
        na grupowe wyjscie. Tam dopada nas nasz Pani przewodniczka-Ania. Jest bardzo
        zla, ze udalo nam się załatwić wyjazd do Dandery i Abydos. Przeciez mówiła nam,
        ze to jest niewykonalne! I w ogole jak załatwiliśmy suchy prowiant?!? No jak to
        jak-zwyczajnie poprosiliśmy o to dzien wczesniej ;-) Staram się nie przejmowac
        jej oschłością i spokojnie pytam, czy jest możliwość doplaty i jazda do Kairu
        kuszetkami. Rok temu dopłacaliśmy po 20$ od osoby, no ale standard jazdy-
        rewelacyjny! W przedziale dwa lozka ze swieza posciela, umywalka… cisza i
        intymność. Pani Ania nie jest sklonna do współpracy, wiec ponawiam pytanie do
        naszego Egipskiego przewodnika. Kilka telefonow i już zdaje nam relacje. Jest
        taka możliwość, ale w tym roku cena wynosi 55$ od osoby. No, no, no!!!! To już
        lekkie przegiecie! Nic to. Pojedziemy pierwsza klasa, przynajmniej na wlasna
        skore, przekonamy się, jak tam jest.

        Wchodzimy do autobusu i już po kilku minutach jesteśmy przed kamieniołomami
        asuańskimi. Przejscie przez jak zwykle wyjace urzadzenia do wykrywania metali,
        bilet (20 le) i wchodzimy na patelnie… tak. Tam to dopiero mi nie marzna
        stopy ;-)
        Pani Ania postanawia, ze na tym upale, w nieocienionym miejscu-walnie sobie
        pogawędkę na temat niedokończonego obelisku. Fajnie.
        My od razu udajemy się na gore. Bez przesady-nie interesuje nas sam obelisk.
        Uwazam, ze w tym przypadku ( w przeciwieństwie do innych zabytkow Egiptu) -
        jednokrotna wizyta w tym miejscu spokojnie wystarcza. Nam chodzi o cos innego.
        Mianowicie z gory-roztacza się swietny widok na cmentarz fatymidow z pieknymi
        kopulami grobowcow. Pstrykamy kilka fotek (znowu z kamery-pewnie jakość będzie
        gorsza) Robimy kilka zdjęć Radusiowi, który przy wielkim kamieniu udaje
        wspinającego się spidermana, upajamy oczy widokiem jaki się stamta roztacza i-
        schodzimy. A nasza grupa-już ma dosyc. Wlasnie Pani Ania skończyła przemowe i
        kazala wszystkim isc na gore, ale ludzie stojac te 15 minut w pelnym słońcu-
        maja dosyc. Ci, ktorzy byli w tym miejscu-wiedza co mam na mysli. Siadamy pod
        jedynym w tym miejscu drzewem i wypijamy w trojke butelke Baraki. Tak sobie
        mysle-gdybym w domu tyle pila-to bym musiala wiecznie siedzieć na klopie! A tu-
        nic. Nawet powem wiecej-mocz ma tak intensywna barwe-jakbym w ogle nie pila!
        Malo tego-ja w normalnych warunkach potrafie przez kilka miesięcy nie tknąć
        mineralnej. Nienawidze mineralnej. A tu, w Egipcie-chlejemy wode bez umiaru! I
        jeszcze jak nam smakuje! :-)

        Czesc osob postanawia jednak wejsc, by obejrzec obelisk Faraona Hatszepsut,
        czesc razem z nami wychodzi. I znowu, tak jak w przypadku Edfu i Kom Ombo-tu
        wiele się zmienilo. Wychodzi się z lewej strony przez rzad-no tak-kramow i
        sklepow. Radus idzie metr przed nami i machając na sprzedawcow reka wola swoim
        jeszcze bardzo dziecinnym, aczkolwiek zdecydowanym i nie znoszącym sprzeciwu
        glosem „La! La! La!” I wiecie co? To dziala. W przeciwieństwie do thanks czy
        dziekuje-to naprawde dziala! I tak oto pięciolatek niczym spychacz toruje nam
        droge przez dziesiątki namolnych sprzedawcow do klimatyzowanego autobusu :-)

        O oto już jedziemy dalej do miejsca, które w przeciwieństwie do niedokończonego
        obelisku, wszyscy chcemy bardzo obejrzec. Do świątyni Izydy na wyspie Philae (a
        w zasadzie to ona kiedys była na tej wyspie-teraz przeniesiona przez UNESCO
        stoi troche dalej, na wyspie Agilkia) Przesiadamy się na lodke i ruszamy…
        Okazuje się, ze razem z nami jada sprzedawcy wszelkiego rodzaju pocztowek,
        korali, BA! Nawet czapeczek wełnianych… Może kupic Radkowi, by nie zmarzl ;-)
        Na szczescie nasze wyuczone dziecko na kazda probe podejścia do nas
        wymawia „la, la, la” i chłopcy sobie odpuszczaja… mysle sobie-z drugiej strony,
        to mi ich zal… Chce wyjac wode by się napic i nagle mysl-ramadan! Nie… nie będę
        im tego robic. Napijemy się w ustronnym miejscu świątyni, by ich nie draznic.

        Po chwili pniemy się na wyspe-z innej strony niż rok temu (wszedzie zmiany!  i
        stajemy naprzeciw cudnej świątyni poswieconej kultowi Izydy. Jestem zauroczona
        roznorodnoscia kolumn-a raczej ich zwieńczeń. Kazda kolumna-ma inne zwieńczenie…
        w formie innego kwiatu. Jakbym była malutka dziewczynka i stala w wielkim
        ogrodze, a ponad mna-rozne, kamienne kwiaty… Zauroczona robie serie zdjęci i
        wchodzimy do srodka. Zwiedzamy, podziwiamy i-wychodzimy. Postanawiam być
        ambitna i zrobic identyczne zdjecie Kiosku Trajana, jakie znajduje się w moim
        przewodniku. Wiec oto leze plackiem na brzuchu i cykam fotki-dobrze, ze mam
        lamany obiektym, bo inaczej-nic bym nie widziala! Jedno zdjecie, drugie,
        trzecie…. To zle wykadrowane, tu ktos mi wlazł w obiektyw… ok. Lubie lezec ;-)
        Czwarte, piate, szoste… w koncu uzyskuje jako takie zdjecie i podnosze się z
        ziemi. Rzes się ze mnie smieje, a mnie odbija palma ;-) Biore stojace w rogu –
        miotle i szufelke- i kaze sobie zrobic zdjecie, jak to niby sprzątam… Bosz!
        Matka-zona-wydawaloby się osoba w miare powazna-a jednak do konca nie…
        hihihihihihi

        Szwendamy się po ruinach, robimy zdjęcia i w koncu kierujemy się w strone
        lodki. Stamtąd cykamy jeszcze kilka fotek i już cala grupa zmierzamy w kierunku
        stalego ladu.
        Kilka minut i jesteśmy na statku, gdzie czekaja na nas (jak zwykle) z zimnymi,
        mokrymi recznikami oraz z zimnymi, mokrymi soczkami ;-)

        Zjadamy lunch i lecimy do wspolnych kajut. Okazalo się, ze w jednej kajucie
        jesteśmy my + Ola z Darkiem+ Justyna z Emilem+ Jarek z Marcinem… Jak milo!
        Niezla ekipa ;-) Wyjmujemy z lodowki „syrop na zemste” i leczymy się nim… no,
        wiecie… żeby po lunchu nic nam nie zaszkodzilo… bo przeciez mogly nam sałatki
        zaszkodzic… albo co ;-)

        Chwile pozniej siedzimy odkarzeni ;-) w basenie i kodujemy ostatnie chwile w
        Asuanie. Miedzy nami zwierzaki Radzika (które znowu z soba walcza ;-)
        Rozmawiamy, dowcipkujemy… jak milutko. I nagle mysl-zdjecia! Musimy zrzucic
        zdjęcia! Ja umre jak nie będę mogla nadal robic zdjęć!

        Tak się sklada, ze o 15 jestesmy umowieni z Mackiem, wiec przy okazji spotkania-
        cos wymyslimy. Maciej to poznany w zeszłym roku nasz przewodnik. Facet
        niesamowity! Totalnie zakręcony na punkcie Egiptu! Zaprzyjaźniliśmy się na
        rejsie, potem przez rok zawężaliśmy znajomość, wiec-musimy się spotkac!
        O 15 już się witamy, sciskamy… Wreczamy mu male co nieco przywiezione z Polski
        i ruszamy na miasto. Mowie Mackowi, ze
        • platynka.iw Re: 04.10.2005 (wtorek) DZIEN 7 24.10.05, 09:31
          Mowie Mackowi, ze Rzes się uparl, ze nie będzie przepłacał i niezplaci 60le w
          AGFA. Ze może jakas kafeja… I oto pakujemy się w typowa nubijska dzielnice,
          zdecydowanie nie turystyczna. Wchodzimy do-czy to jest kafejka internetowa?? Na
          pierwszy rzut oka wyglada jak komorka w trakcie remontu ;-) Ale nie-to jest
          kafejka internetowa! Od drzwi mowimy Marhaba i pytamy ile kosztuje godzina.
          Chłopcy sa zdecydowanie zdziwieni naszym widokiem… Pokazuja na sciane i
          odpowiadaja (zgodnie z wiszącym cennikiem) ze 4le. Pytamy ile chca za
          podlaczenia kilku kabli-odpowiadaja-„nic. Macie godzine, robcie co chcecie!”
          Szukran, szukran, szukran!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

          Wiec oto plyna nasze zdjęcia na ich twardy dysk by po chwili-przeplynac do
          naszego i`Rivera. Radek już się umieścił miedzy nimi i oglądają razem jakis
          film z Jackie Chan. A tam scenia, gdzie kobieta (jakas Azjatka) do bolu wlasnie
          skopala jednemu facetowi tylek…
          Pytam-„jak Wam się ta scena podobala?”
          Odpowiadaja”ha! Niezla bajka! To cale Hollywood! To Matrix! Bzdura!”
          Pytam „dlaczego?”
          Odpowiadaja „bo to niemożliwe, żeby kobieta krzywo spojrzała na mezczyzne,
          podniosla reke-a już o takim biciu nie ma nawet mowy!!”
          No tak… ;-)

          Mamy zdjęcia na i`Riverze, czyścimy pamiec i-znowu mogę szalec z aparatem!
          Wracamy na nabrzeże i zatapiamy się w rozmowe z Maciejem przy szklaneczce
          fantastycznego, świeżego soku z limonek…

          Iwonka (c.d.n.)

          • platynka.iw Re: 04.10.2005 (wtorek) DZIEN 7 24.10.05, 10:21
            Czas szybko mija, zwłaszcza w tak milym towarzystkie… Maciej jest swietnym
            facetem!
            Z lezka w oku zegnamy się obiecując sobie wspolny wypad na narty jeszcze w tym
            sezonie… Oby się spełniło!
            Wracamy na statek po drodze wpadając do poznanego dzien wczesniej sklepu z
            napojami. Facet sprzedaje nam Barake w normalnej cenie 1,5 le a nie jak reszta
            po 3 a nwet 4le. Kupujemy jedna wode i wracamy do kajuty. Spacer po statku…
            lzawe pozegnanie z naszymi Nubijczykami, seria zdjęć (zwłaszcza ich z
            Radzikiem) i wyjazd na stacje kolejowa, która się miesci jakies 500-700 metrow
            od nabrzeża. Jest godzina 19:00, a pociag odjezdza o 20:20. Zajmujemy miejsca i
            idziemy jeszcze raz do wczesniej wspomnianego sklepu po napoje na droge. Mam
            ochote na ichniejsza, mega slodka fante. Nie wiem czy ktos zauważył-egipcjanie
            duzo słodzą. Srednio jakies 4 lyzeczki. Ich ciasta-tez sa mega słodkie. Nie
            wspomne o wrecz lukrowatych soczkach w kartonach! Wiec pewnie aby sprostac
            wymaganiom rynku-ichniejsze napoje kolorowe-sa rozniez mega słodsze, słodsze
            niż w Polsce.

            Wchodzimy do sklepu, zamawiamy napoje, pan je pakuje do reklamowek az tu nagle-
            nie chce mi się wierzyc! Wchodzi do sklepu zakryta po same stopy na czarno
            kobieta… ma zasłonięte wlosy i czesc twarzy-wiec na 99% jest to arabka.
            Wchodzi, wyciąga gola dlon i-wita się z nami. Pierwszy raz się z czyms takim w
            Egipcie spotkałam! Rozumiem, ze z Radkiem… ze nawet ze mna-ale ona podchodzi do
            Rzesia i podaje mu reke! Rzes sciska jej dlon, mamrocze „marhaba” i patrzy na
            mnie… ja jestem w takim samym szoku jak On. Kobieta mimo zasłoniętej twarzy-ma
            uśmiechnięte oczy. Nie wiem… może widok naszych zdziwionych min tak ja
            rozbawil?? Zabieramy napoje, zegnamy się „ma salema” i wychodzimy ze sklepu.
            Mowie do Rzesia „czy wiesz, ze wlasnie jako chyba jeden z nielicznych-dotknales
            zamezna arabke??” Szok…

            Wracamy do pociągu. Wiec jest to pierwsza klasa. Sa dwa rzedy siedzen-
            pojedyncze i po przeciwnej stroni-podwojne. Ogółem w przedziale jest 45 miejsc.
            Dostajemy ostatnie miejsca zaraz przy przejsciu do kolejnego przedzialu.
            Ogolnie-straszny syf. Wszystko brudne. Koszt przejazdu w tym „luksusie” do
            Kairu wynisi 81le.

            Siedzimy sobie spokojnie (Radus na pojedynczym my na podwojnym siedzeniu) ,
            zaczynamy się przyzwyczajac do otoczenia, odnajdujemy naszych ziomali po
            przedziale-kiedy nagle-podchodzi do nas mlody Egipcjanin i pokazując na Radka
            mowi, ze to jest jego miejsce. Hmmm… wyciągam bilet i tlumacze, ze to Radka
            miejsce. Ten wola konduktora, który rezolutnie stwierdza „to jest miejsce tego
            Pana. Panstwa miejsca się zgadzaja, mogą Panstwo tu zostac, ale to dziecko ma
            przejść do nastepnego przedzialu” PROSZĘ??!!??!!??! Normalnie się wkurzyłam…
            czy oni sa oblakani??!!??!! A niby jak to ma wyglądać-my tu a nasz pięciolatek
            ta??? Oboje z Rzesiem stawiamy zdecydowany opor i najzwyczajniej w swiecie-nie
            zgadzamy się! No bo i jak się zgodzic?? Przeciez to nienormalne!!!!!!!!!!! Już
            zaczynamy wrzeszczec i doslowienie barykadujemy Radka na siedzeniu ;-) NIE!!!

            Chłopaczek odpuszcza i przechodzi do nastepnego przedzialu. Jeszcze nerwy nam
            nie puściły, kiedy wraca nasz kabaretowy konduktor i psykając na Rzesia,
            pociera wskazujący palec o kciuk… czyzby to ogólnokrajowy swad?? ;-) Większość
            Egipcjan w tym kraju ma chyba grzyba miedzy tymi palcami ;-) Nie. To nie swad.
            Okazalo się, ze chce od nas bakszysz za to, ze zostawil Radka na swoim miejscu.
            Nie wiem kto bardziej mu się rzucil do szyi, ja czy Rzes. Reszta wagonu, która
            przyglądała się tym scenom-rozniez zareagowala oburzeniem…. No… to nam facet
            niezle cisnienie podniosl-już na pewno nie kupimy u niego kawy! ;-) Oczywiście
            zadnego bakszyszu nie dostaje tylko odchodzi przestraszony…

            Pociag rusza. Dajemy jedna walizke na gore, a druga pod nogi przed nami. Rzes
            przechodzi na pojedyncze siedzenie a ja biore Radzika do siebie. Nie mija 10
            minut-i moje dziecko spi. Jak on to robi?? Jak chce spac-to niezależnie gdzie,
            w jakiej pozycji-po prostu spi! Jest niesamowity!
            Wiec Radus spi a ja się wierce… te dzwieki mnie dobija! Bo tak-z jednej strony,
            zaraz przy naszych uszach trzaskaja się drzwi na korytarz. Na korytarzu-
            trzaskaja się drzwi od toalety. A naprzeciwko nich-drzwi od sterowania klimy
            wala w szafke z w/w przelacznikami… jak milo! Dzwieki jak na techno party ;-)
            Nic to. Podziwiam widoki za oknem. A tam-kolorowo! Migoca światełka, wisza
            serpentyny i pocieta folia, wszedzie lampy, lampki i lampioy…. Jak u nas na
            Boze Narodzenie! No tak-przeciez oni świętują ramadan i wlasnie zjadaja
            sniadanie po ciezkim, postnym dniu!

            Mijaja godziny a sen nie przychodzi. Zaczyna się robic chlodno, wiec wyjmuje
            dla wszystkich swetry. Ubieram śpiącego Radzika i zapadam w cos w rodzaju
            letargu… Już mi się wydaje, ze zasne, kiedy slysze nad uchem „give me a
            ticket!!” Nie dosc, ze mi się wydziera do ucha, to jeszcze tak blisko się
            nachylil-ze czuje jak mu wali z geby (sorki, ale nielubie go) Slysze jak Rzes
            mu mowi, żeby się nie wydziaral na mnie i podaje mu bilety.
            Jak się pozniej okarze, nasz bystry pan konduktor nie dokonca nam wierzy, ze
            mamy bilety-albo cierpi na wyjatkowo ostra skleroze, ponieważ tej nocy obudzi
            caly przedzial swoim „give me a ticket!!„ jeszcze kilka razy… milutko 

            Ok. 1 w nocy zachcialo mi się siku. Wiec ufna i pelna nadziei (mimo
            dochodzącego z WC odoru) ide do znajdującej się metr za nami toalety. Wchodze-i
            wychodze. Tak zasranego kibla w zyciu nie widziałam! Nic to. Jest ramadan, wiec
            postanawiam poćwiczyć silna wole i-decyduje, ze jednak wytrzymam i zawioze
            wszystko do Kairu ;-)

            Patrze po przedziale-niewielu ludzi spi. Bo i warunki nie sa sprzyjające…
            trzaskające drzwi, walacy smrod z WC, konduktor upewniający się, czy jednak NA
            PEWNO mamy bilety, co pol godziny przejeżdżający po nogach wozek z ciachami i
            sokami do kupienia, nagle hamowanie, które rzuca ludziami po przedziale, albo
            rotacje boczne, jakie dostaje pociag przy zmienianiu torow… a mój Raduniek spi.
            Co wydaje mi się niemożliwe! Ale jednak! Slodko spi i tylko co jakis czas-
            usmiecha się rozbrajająco przez sen… MÓJ SKARB!

            Godziny mijaja… pociag mknie, a ja zaczytana w przewodnik mysle o Kairze…
            Jeszcze kilka godzin… jeszcze kilka „give me a ticket” ;-) i juz będziemy na
            miejscu.

            Iwonka




            • corrina_f1 Re: 04.10.2005 (wtorek) DZIEN 7 24.10.05, 16:38
              teraz chyba musze napisać : Iwonko, pisz, pisz, ale WOLNIEJ !! Bo nie nadążam
              tego wszystkiego czytać !! :))

              Mam jeszcze pytanie, tak z ciekawości. Czy notatki robiłaś na miejscu w Egipcie
              każdego dnia (papier ? laptop?) czy piszesz dopiero teraz, po powrocie ?
              Ja swojego czasu, podczas 2 pobutu w Egipcie, a potem w Tunezji odkryłam, że
              laptop przydaje się wtedy wprost genialnie (1. do zrzucania zdjeć z cyfry
              dzięki czemu można szaleć bez ograniczeń, po 2. do prowadzenia zapisków, po 3.
              do słuchania muzyki (najlepiej arabskiej), bez której żyć nie potrafię ;)
              Jednak z laptopem przy mojej ilości bagażu zaczyna się robić powiedzmy.. ciężko
              i braknie jakoś rąk ;)
              Jeśli spisałaś to wszystko w domu, to gratuluję Ci kobieto pamięci !!! :D

              Będąc w Rzymie czy Londynie robiłam jedynie krótkie rzeczowe notatki na
              miejscu, a nastęnie już w Polsce pisałam całość od razu w Wordzie. Ale
              przyznaję, nawet tych kilka dni w tych miastach sprawiało trudność w
              zapamiętaniu wszytkiego, tak były to napięte dni ! Więc podziwiam Cię kochana
              naprawdę, bo przy Waszych 22 dniach ja po prostu wysiadam !! ;))
              Do dziś nie skończyłam oficjalnie ani opisu 1 ani 2 Egiptu, ani zeszłorocznej
              Tunezji...
              • platynka.iw Do Corriny 25.10.05, 10:54
                Hej Corrinko!
                Bede pisac wolniej! Masa obowiazkow spadla na mnie po powrocie i nie bardzo mam
                czas. Choc z drugiej strony chcialabym to skonczyc zanim wszystko zapomne!
                A z notatkami to bylo tak. Podczas 3 dnia pobytu przypomnialam sobie, jak wiele
                mi daly wspomnienia ludzi, ktorzy opisywali swoje pobyty w Egipcie. Jak milo mi
                sie je czytalo. Postanowila, ze powinnam sie choc w ulamku zrewanzowac i tez
                cos skrobnac... Wiec mialam notatkim i pisalam w nim zazwyczaj date, godziny
                oraz ceny za przejazdy, wejscia itd. Nieraz dopisalam jakas uwage-ale
                wiekszosc, teraz, jakies 80% pisze tylko z pamieci.

                Buziaki, Iwonka
                P.s. A Ty?? Kiedy sie wybierasz do Egiptu??
                • Gość: savera Re: Do platynki.iw IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.10.05, 18:01
                  Platynko.iw byle nie za wolno bo jeszcze nam stracisz wenę. Jakiś czas temu w
                  wirtualną podróż po Egipcie "zabrał" mnie pc.maniac. Już się widziałam
                  podążającą do tych samych miejsc które zwiedzał. I co? ... "zostawił" mnie na
                  pustyni, nie skończył opowieści. Platynko.iw nie zrób mi/nam tego! Nigdy nie
                  byłam w Egipcie a bardzo chciałabym pojechać. W tym roku już prawie zapadła
                  decyzja, że jedziemy w listopadzie ale niestety nie wyszło. Mam nadzieję że w
                  końcu się uda. A na razie pisz, pisz, pisz...
                  • platynka.iw Do savera 25.10.05, 23:10
                    Dziekuje za cieple slowa!
                    Wiesz... ja NAPRAWDE mysle, ze niepotrzebnie to pisze, bo tylko zawracam glowe
                    ludziom a w ogole to marny ze mnie pisarz, bo nigdy nic nie pisalam ( to moj
                    pierwszy raz).... Naprawde tak sobie mysle. Ale takie osoby jak ty powoduja-ze
                    zaczynam klikac w klawiature i przelewac kolejny dzien z glowy na to forum...
                    bo widze, ze chyba jednak ktos to czyta-a to juz duzo!

                    Zobacz. Czytalas o tym, jakie mysli mialam w pociagu do Kairu?? Ja kiedys
                    mialam zerowe szanse by jechac do Egiptu. Nic na to nie wskazywalo, ze
                    kiedykolwiek mi sie to uda...a jednak! I to 3 razy!

                    Wiec nosek w gore, troche wiary i zobaczysz-niedlugo bedziemy z zapartym tchem
                    czytac Twoje wspomnienia z Egiptu-czego Ci z calego serca zycze!!!!!

                    Caluje, Iwonka
        • Gość: aw Re: 04.10.2005 (wtorek) DZIEN 7 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.10.05, 15:54
          Iwonko! Dzięki za wspaniałe opisy, wspominam swoją wyprawę sprzed roku i już
          marzę o następnej :)
          • platynka.iw Do aw 25.10.05, 10:59
            To ja DZIEKUJE!!!!!!
            Naprawde... to nie kokieteria, ale wierzyc mi sie nie chce, ze Wam sie to
            podoba!

            Pozdrawiam Cie serdecznie zyczac szybkiego wyjazdu do Egiptu!!
            IWonka
      • platynka.iw Do ika 24.10.05, 10:43
        Dzieki Wielkie!
        Nie czuje, zebym przecierala szlaki... ale jezeli choc w odrobinie zachece
        kogos do zwiedzania Egiptu-to bede bardzo szczesliwa!
        ika-szkoda czasu na smazenie ;-) opalisz sie takze dreptajac po ruinach ;-)

        gdyby cos-zapraszam
        GG 1070925
        Pozdrawiam cieplutko :-)
        Iwonka
    • poganka_m Re: Trzeci raz w Egipcie - moje 22 dni w "domu".. 24.10.05, 16:29
      Iwonko, super wspomnienia, gratuluję "lekkiego pióra"; czytam i... wracają moje
      własne wspomnienia sprzed lat... no powiedzmy... trochę minęło. Zaczynam się
      zastanawiać, czy nie powtórzyć mojej podróży. Pozdrówka i czekam na ciąg
      dalszy:)
      • platynka.iw Do poganka_m 25.10.05, 10:57
        Bardzo Ci dziekuje! Lekie pioro?? hmmm... nigdy bym tak nie pomyslala. Ciegle
        mysle o tym, ile bledow robie, czy sie nie rozpisuje, czy nie wychodzi z tego
        jeden wielki belkot i po co w ogole to pisze???? Chyba po to, zeby meczyc ludzi
        takich jak ty.

        Ale bardzo Ci dziekuje za te slowa! Przekonuja mnie one w tym, zeby dojsc do
        konca tych 22 dni (bo juz chcialam przy 3 dniu zrezygnowac)

        Pozdrawiam cieplutko i zycze szybkiego powrotu do Kraju Faraonow I
        Monumentalnych Zabytkow!!

        Iwonka
        • platynka.iw 05.10.2005 (sroda) DZIEN 8 25.10.05, 11:06
          Pociag wiezie nas do Kairu już od jakis 10 godzin… prawie w ogole nie spalam.
          Jestem zmeczona… Patrze na Moich Chłopaków-obaj, poskrecani, zamontowani w
          swoje siedzenia spia. Za oknem zaczyna się robic jasno. Wlasnie wjechaliśmy w
          przedmieścia Kairu.

          Swiat budzi się do zycia. Jeszcze jest sennie i pusto-ale co rusz widac
          furmanke zaladowana arabami (pewnie jada do pracy) taksowke, osiołka ciągnącego
          dwukołówkę… Kobiete siedzaca przed domem… mężczyznę stojacego przy pompie
          nawadniającej… idace droga nastolatki, z jakimis chyba książkami pod pacha-
          wszystkie ubrane w biale i błękitne tiule, które zasłaniają im cialo oraz
          wlosy… sa piekne. Kocham te widoki.

          Jazda w pociągu, przymusowe przystopowanie sprzyja zadumie… patrze w okno, a do
          glowy co i rusz napływają rozne mysli…

          Poprawiam się w siedzeniu i mysle o dniach, które wlasnie minely. Lot balonem,
          Abydos, Dandera, Asuan…Mój 3 raz w Egipcie… Jakze dziekuje Bogu-Stwórcy-
          Allachowi-losowi-przypakowi-szczesciu-trafowi-zbiegowi okoliczności… WSZYSTKIM
          I WSZYSTKIEMU, ze mogę znowu tu być i widziec te wszystkie cuda! Podziwiac
          wspaniale zabytki! Cuda swiata minionego! Patrzec na monumentalne zabytki,
          gorace slonce, piaskowe gory, szafirowe morze i zielone palmy! Być, być w
          Egipcie-kolebce naszej cywilizacji, naszej kultury! DZIEKUJE!

          No i najwazniejsze-Rzesiowi! Który jak nikt rozumie co to jest partnerstwo,
          kompromis, wsparcie, milosc. Wiem, jak strasznie nienawidzi mentalności arabow.
          Jak strasznie go mecza. Wiem, jak dosc miał po ostatnim razie, a jednak-znowu
          usłyszałam, podczas szukania ofert na wyjazd „Sloneczko, przestan… Nie mecz się
          i nie wyszukuj jakis innych krajow-jedzmy już do tego twojego ukochanego
          Egiptu” JUHU! Jak to usłyszałam-to z radości, z tego naladowania emocjami-
          musialam biegając zrobic 3 kolka wokół bloku ;-) Rzes… tak strasznie Go kocham.

          Mysl, ze jestem w Egipcie powoduje u mnie uśmiech na twarzy i zupełny brak
          zmeczenia…I w duchu obiecuje sobie, ze nigdy nie dopuszcze do sytuacji, ze
          stanie się to dla mnie normalne. Każdy-każdy wyjazd na wczasy jest wielkim
          wydarzeniem i powodem do ogromnej radości!

          Cofam się w myslach o kilka lat w tyl. Dom rodzinny. Typowe górnicze osiedle na
          Slasku. Mieszkanie, a w nim bieda, strach przed ojcem i najukochansza moja
          przyjaciolka - mamunia oraz my-czworo rodzeństwa. Nie było dobrze…
          I ogromna chec zmienienia czegos, wyrwania się z tego koszmaru.Pamiętam dzien,
          kiedy jako 15 latka na pytanie mamusi-„co jest twoim marzeniem?” Odpowiedziałam-
          „kiedys poznam faceta, który będzie dla mnie dobry. Po prostu dobry. I pojade
          kiedys do Egiptu.” Nie wiedziałam wtedy co to Karnak czy Asuan. Wiedziałam, ze
          Egipt-to jest cos. Fascynowal mnie od 5 klasy podstawowki. Cos tak
          niedostępnego i odległego, cos tak pieknego i wspanialego-ze musze to osiągnąć!
          I ja to wiedziałam! Ja to czulam tu, w srodku-ze naprawde kiedys to się spełni!

          I oto jestem. Wjeżdżam do Kairu… Obok mnie Rzes, Radus-Dwa Moje Szczęścia,
          Moje Swiaty, Moje Cale Zycie… Marzenia się naprawde spełniają…

          Dziekuje…

          Wszyscy w przedziale pomalu się wybudzaja i staraja się doprowadzic do
          porządku. Ktos się przeciąga, ktos inny wstaje i stara się rozmasowac kark,
          jeszcze inny zwoluje wszystkich na papieroska… Slonce już jest dosyc wysoko,
          oparlo się o szyby naszego pociągi i grzeje. Wiec zdejmujemy cieple rzeczy i
          chowamy do walizek. Wody… ale mam ochote na umycie zębów i twarzy. Nic to.
          Jeszcze chwila i będziemy w hotelu-mam nadzieje, ze w tym samym co rok temu.

          Chłopcy się budza. Rzes połamany-Radus mega wyspany. Szybkie „zebranie się do
          kupy” i już wjeżdżamy na stacje Giza w Kairze. Szybki przeskok do autokaru i
          jazda ulicami tego ogromnego miasta w kierunku hotelu. Wszedzie wieze i
          wieżyczki minaretow. W centrum-nowoczesne budynki. O! Wieza Kairska! A tu-
          trzypoziomowa ulica. I nagle w autobusie wielkie poruszenie-SA! Piramidy! Mimo
          upływu wiekow i ogromnego rozbudowania miasta-nadal majestatycznie goruja ponad
          wszystkim. Dumne. Niezniszczalne. Jedna wielka zagadka… Patrzac na nie wszyscy
          zapominaja o trudach minionej podrozy. Piramidy… lek na niewyspanie ;-)

          Oasis. Najpiękniejszy hotel w calym Egipcie! Radus trzyma klucze i dreptamy w
          kierunku pokoju. Niesamowite, ze Radek tyle pamieta z zeszłego roku. W tym
          m.in. ten wlasnie hotel. Dobrze wie, gdzie jest basen, a gdzie plac zabaw dla
          dzieci. Wchodzimy do pokoju, krzycze „pierwsza!!” bo oto mój pęcherz
          przypomina, ze ramadan-ramadanem, ale on już nie może ;-)

          Prysznic w cudnej lazience i wskok na lozka…mmm… jak milo rozpostowac kręgosłup.
          Teraz biegiem na sniadanie. Radus jak zwykle wcina naleśniki. Rzes omlet. A ja…
          ja wypijam herbate ;-)

          I zaopatrzeni w zestaw standardowy udajemy się pod Piramidy. Patrze na twarze
          ludzi, którzy udaja się tam pierwszy raz… patrze im w oczy-a one sa ogromne!
          Przepełnione zniecierpliwieniem, ciekawością i szczęściem.

          Pierwszy przystanek-tuz przy piramidzie Cheopsa. Wszyscy wypadamy. Postanawiam-
          ze w tym roku nie będę robila zdjęć, tylko przez godzine będę się cieszyc
          możnością namacalnego kontaktu z tymi „takimi tam stozkami” ;-) Niestety. To
          jest silniejsze ode mnie. Czyzbym była uzalezniona?? ;-)
          Wiec robie zdjęcia… prawdopodobnie powielam ujecia sprzed poprzednich wyjazdow…
          tylko jedno się w kadrze zmienia-Radus :-)
          • platynka.iw Re: 05.10.2005 (sroda) DZIEN 8 cd 25.10.05, 11:09
            Oczywiście jest tam pelno naciągaczy… na jazde wielbłądem, albo-policja
            turystyczna dorabia sobie wskazaniem pierwszego z brzegu kamienia, ze niby tu
            wyjdzie super zdjecie i w ogole.

            A propos policji. W pewnym momencie podchodzi dwoch. Biora Radka z dwoch stron
            za raczki i szybkim krokiem , prawie biegiem odchodza. Lecimy za nimi. Na nasze
            pelne pretensji pytania odpowiadaja „to zart” ZART!!??!! To widocznie ja się
            nie znam na zartach. Tlumy ludzi! Slychac jezyki z całego swiata! Ogromna
            przestrzen! A to mialbyc zart! Rzes stara się mnie uspokoic, ale ja-już
            nakrecona i w dodatku przed okresem ;-) - wywalam im, jakze głupi i bezmyślny
            to byl zart. Odchodza mamrocząc cos pod nosem. A ja sobie wyrzucam-moze
            zeczywiscie za ostro zareagowalam?? Zwalam wszystko na barki hormonow.

            A my idziemy dalej. Pod sama piramida staram się spojrzec na jej czubek-glowa
            na maksa odchylona w tyl i udaje się. Jest ogromna!Tak bardzo bym chciala się
            wspiąć na nia… Tak jak Andie MacDowel i Liam Nelson w filmie „Rubin z Kairu”
            Jakze cudowny musi się z jej czubka roztaczac widok! Jakze orgastyczna musi być
            świadomość, ze stoi się na szczycie jednego z najstarszych budowli swiata!
            Niesamowite!

            Dalej barka. Widok na Kair. Autobus. Podjazd na punkt widokowy. Seria
            pozowanych zdjęć, rzut oka na wdzierający się na płaskowyż Kair i zjazd pod
            piramide Chefrena. Zakup biletow (20le) i już wchodzimy do srodka piramidy.
            Duchota która z niej bije oraz niskie, strome zejście-powoduje zmiane planow u
            kilku osob, zwłaszcza starszych. Wycofuja się. My pchamy się dalej. Wszyscy
            zgarbieni, wypychaja cztery litery w kierunku osoby idącej z tylu.. Tylko jeden
            Radus drepta wyprostowany i ma jeszcze zapas luzu nad glowa ;-) przez co
            wzbudza ogromna zazdrość, rozniez z naszej strony.W tym korytarzu sa dwa
            miejsca, gdzie w suficie jest cos, jakby szyb. W tych miejscach każdy staje,
            wciska glowe w ten niewielki otwor-by na ulamek sekundy wyprostowac kosci. My
            tez tak robimy. I Radus, który strasznie nas we wszystkim nasladuje-tez!
            Smieszne jest jak staje na paluszkach i nawet nie sięgając do otworu robi jak
            wszyscy „ooo…” przeciąga się i zadowolony drepcze dalej ;-)
            Nasza Slodka Malpeczka :-)

            Teraz jesteśmy w komorze grobowej gdzie w koncu można się wyprostowac. Na koncu
            komory znajduje się sarkofag wykonany z polerowanego granitu, a na południowej
            ścianie widnieje nazwisko badacza tej piramidy –Belzoni, umieszczone przez
            niego samego, oraz data 1818.

            Wracamy ta sama droga. Radus jeczy i trzyma się za kregoslup jak wszyscy 
            Wychodzimy na zewnatrz i od razu ubieramy okulary-ale sloneczko wali po oczach!
            Ludziska wracaja do autokaru, który ich zawizie pod Sfinksa a ja postanawiam
            zejsc na nogach. Wiec sobie spacerkiem schodze… patrze na piramidy… na Sfinksa…
            odkrywam jego lewy profil ;-) robie zdjęcia… sloneczko swieci…ech…. Ale super…
            jestem odprezona, wyciszona, zrelaksowana… Bosko!

            Przy Sfinksie odnajduje się z moimi Chłopakami i razem wracamy do perfumeri w
            której już siedzi nasza grupa. No tak. Staly punkt programu. Na szczescie można
            się tam napic zimnej karkade i w zasadzie tylko po to tam wchodzimy ;-)

            Postanawiamy, ze na dzis zakończymy zwiedzanie. Jest 15 a my padamy ze
            zmeczenia! Zreszta-jest ramadan, wiec i tak większość zabytkow już zamknieta
            (Muzeum Egipskie w ramadanie czynne do 14:30!!)
            Nie ma co przeginac, jutro mamy caaalusienki dzien do dyspozycji. Wracamy do
            hotelu. Słodkie lenistwo nad basenem. Razem z Jarkiem i Marcinem, którzy
            postanowili się do nas dołączyć planujemy jutrzejszy dzien.

            Dzis już nic nas nie zaskoczy. Kolacja i wczesne lenistwo w gładkiej, zimnej
            poscieli… No przepraszam. Jeszcze plac zabaw-przeciez nie mozemy mu tego
            odmowic!
            A jutro-KAIR!

            Iwonka



          • pc_maniac Re: 05.10.2005 (sroda) DZIEN 8 25.10.05, 11:15
            Wiesz wydawało mi się, że nie jestem sentymentalny, ale jakoś mi sie oczy
            spociły (chyba od ostrego światła?!).

            A tak przy okazji. Zawsze twierdziłem, że takie wspomnienia więcej przynoszą
            informacji czytającemu niż suche fakty. Dzięki nim wiemy jeszcze przed wyjazdem
            jak to się wszystko odbywa, gdzie i jak się jedzie. No i ta atmosfera miejsc.
            Żadne posty typu pytanie=odpowiedź tego nie oddadzą.

            Zazdroszczę Ci, ale jak mała egiptomaniaczka podrośnie to znów weźmiemy plecaki
            i chajda na kolejną wyprawę, tym razem w trójkę :o)
            Aż się nie mogę doczekać.
            ==============================================
            Biedny naród, w którym nieudacznicy narzucają swoją wolę reszcie :o(
            • platynka.iw Do pc_maniaca 25.10.05, 12:15
              Bardzo Ci pc_maniacu dziekuje.

              To byly wspaniale wakacje. Cala trojka swietnie sie bawilismy. I mam nadzieje,
              ze bije to z moich opisow.

              Zobaczysz. Ani sie nie obejrzysz, jak minie szybko czas i Wasza Slodka
              Wedrowniczka pojedzie z Wami w trase i bedzie sie swietnie bawic!
              Bo to jest nie tylko kwestia predyspozycji dziacka-ale takze kwestia
              wychowania. Zrobiliscie juz pierwszy krok-odwazyliscie sie ja zabrac do
              samolotu, na plaze, nad basen... odwazyliscie sie jechac z nia do Egiptu! A to
              tak wiele! Dzieci patrza na swiat poprzez rodzicow. Jezeli my w nie wierzymy-
              one sobie poradza! Ona juz czuje ta atmosfere... juz jest pomalutku wdrazana i
              zobaczycie-jakie wspaniale przygody bedziecie razem przezywac na trasie!Jak
              bardzo bedzie was pozytywnie zaskakiwac. Jacy dumni z niej bedziecie!
              Zycze tego Calej Trojce z glebi serca!!!!!!!!!!!!!!!!!!

              Bardzo was podziwiam i gratuluje!

              Pozdrawiam cieplutko :-)
              Iwonka

        • poganka_m do: platynka.iw 25.10.05, 20:00
          Dzięki za życzenia powrotu do Kraju Faraonów - wybieram się tam właśnie 18
          listopada żeby złapać jeszcze trochę słoneczka przed zimą - niestety tym razem
          tylko na tydzień ale tylko tyle urlopu mi już w tym roku zostało. Narazie - tak
          jak przez ostatnie lata - przede wszystkim odpoczynek. Chciałabym jednak
          jeszcze kiedyś wybrać się ponownie na zwiedzanie - jeszcze raz zobaczyć te
          wszystki cudowne miejsca, może ponownie rejs po Nilu ale tym razem połączony z
          rejsem po jeziorze Nasera? Gdyby to zależało tylko ode mnie - to pewnie już bym
          tam była!
          pozdrowionka - i czekam na DALSZY CIĄG!
          • platynka.iw Do poganka_m 25.10.05, 22:53
            Nie pisz tak.... to nie TYLKO tydzien ale AZ tydzien!!!!!!!
            Ciesz sie kazda godzina jaka tam spedzisz!
            I przywiez nam duuuzo sloneczka, ciepla i pozytywnej energii!!

            Wiesz...gdyby WSZYSTKO od nas zalezalo.... to wielu z nas juz by tu nie bylo ;-)

            Buziaki, Iwonka
            • platynka.iw 06.10.2005 (czwartek) DZIEN 9 26.10.05, 12:48
              Wczoraj przegadaliśmy z chłopakami prawie caly wieczor! Bo tak. Mamy dzis caly
              dzien do dyspozycji. Ja się upierałam, by jechac do Daszur i Sakkary. Ale Rzes
              stwierdzil, ze skoro odpuściliśmy sobie widziane rok temu Abu Simbel na rzecz
              nowych wspaniałości to-zrobmy tez tak w Kairze. Wiec ja namawiałam chłopaków by
              jechac w te miejsca (bo sama baaardzo chcialam tam wrócić ;-) no ale oni byli
              nieprzejednani. Stwierdzili, ze jest ramadan i możemy się czasowo nie wyrobic
              (racja!) oraz, ze wola poczuc magie Kairu. Ok. Trzech na jedna-odpuscilam.

              Dzis sama siebie zadziwilam. Zamiast herbatki na sniadanie-wchlonelam
              naleśnika, pol omleta, bulki i słodkie ciasteczka. No tak. Kolejny znak (obok
              mojej wybuchowości i rozdrażnienia) ze lada dzien dostane okres….zawsze przed-
              mam mega apetyt…wrrrrrr


              Hotel Oasis lezy troszke poza centrum Kairu. Troszke… to wiele nie mowi. Powiem
              tak-jedzie się z niego na plac Tahrir ( przy nim stoi Muzeum Egipskie, jest to
              jeden z głównych placy w Kairze) około pol godziny. Wiec postanowiliśmy wczoraj
              z chłopakami, ze do centrum skoczymy darmowym, hotelowym busem-a tam będziemy
              łapać taksowke.

              Wiec czekamy na busa, a przed hotelem stoi ogromna, szesciokatna lampa, ktora
              na czubku ma charakterystyczny półksiężyc. Zreszta takich lamp w Egipcie jest
              masa! To zapewne jakis symbol ramadanu… Wiec stoi ta lampa. Radus siedzący na
              chodniku patrzy na nia, patrzy… a po chwili stwierdza „mamuniu. To jest takie
              duze narzedzie do przykrecania srobek, tak??” Boze! On pomyślał, ze to jakis
              klucz numer 10 czy 12 jakich pelno ma Rzes w domu! Wszyscy się zasmiewamy a ja
              się rozpływam z tkliwości… uwielbiam jego proste myslenie!

              Jedziemy busikiem… po lewej wille moznych Egiptu, po prawej Dumne i Wspaniale
              Piramidy…nigdy nie mam dosc patrzenia na nie! Jeszcze kilka skrzyżowań i-oto
              jesteśmy. W samym centrum największego miasta Afryki.

              Oto plan na dzis. Ponieważ jest ramadan-poznajemy Kair Arabski.Ramadan- –
              dziewiąty miesiąc kalendarza muzułmańskiego. Dla muzułmanów jest świętym, gdyż
              w tym miesiącu rozpoczęło się objawianie Koranu – archanioł Gabriel ukazał się
              Mahometowi, przekazując kilka wersów przyszłej świętej księgi islamu.Podczas
              Ramadanu, od świtu do zmierzchu obowiązuje zakaz jedzenia, palenia, seksu i
              picia wszelkich płynów. W Ramadanie muzułmanie zwykle spożywają dwa posiłki –
              suhoor przed świtem i iftar po zachodzie słońca. Ramadan kończy się świętem Eid-
              ul-Fitr. Jest to uczta dla uczczenia końca postu.

              Ponieważ troche nam się spieszy (Ramadan-wszystko wczesniej zamykaja…duuuzo
              wczesniej!!) nie chcemy tracic czasu na targowanie się. Ustalamy wiec, ze za
              każdy przejazd nie damy wiecej niż 10le. Podchodzimy do ulicy i tam lapie
              nas ;-) taksowka (tak, tak-w Egipcie nie trzeba niczego szukac-taksowka, lodz,
              restauracja-same odnajduja klientow ;-) Mowimy „Marhaba. Na Cytadele za 10 le
              prosimy” Facet się troche krzywi ale widzi, ze jesteśmy uparci. Ze jak nie on-
              to inny nas zawiezie. Wiec się zgadza. Rzes siada kolo kierowcy, a Jarek,
              Marcin ja i Radzik z tylu. Ciasno-ale nic to. To przeciez niedaleko. Ruszamy.

              I oto zaczyna się horror… Ten kto jechal kiedykolwiek ulicami Kairu-wie co mam
              na mysli. Zero zasad! Zero przepisow! Jeden wielki chaos! Jedno wielkie
              zamieszanie! Jedno wielkie trabienie! Nie wazne, ze jest światło czerwone-i
              tak przejeżdżamy przez skrzyżowanie! Nie wazne, ze stojacy na skrzyżowaniu
              policjant zatrzymuje nas-trabiac przejeżdżamy obok niego z impetem! Sprzed kol
              uciekaja w popłochu przebiegający przez ulice przechodnie! Jakis kelner z taca
              przeciska się przez roztrabiona, zelazna mase aut! Auto podskakuje i przechyla
              się na zakretach. Czuje się jak sardynka upchana w puszce i rzucona w sztorm…
              Obijam się o chłopaków, którzy w desperacji trzymaja drzwi-żeby nie wypasc!
              Matko! Kiedy to się skonczy! Jeszcze dzien się dobrze nie zaczal a ja już
              jestem spocona (co się w Egipcie nie zdarza-bo od razu wszystko paruje) Nagle
              stajemy. Okazalo się, ze kawalek głównej drogi jest zakorkowany i kierowca
              postanawia jechac na skroty. Nie patrzac na nadjezdzajace z tylu auta zawraca i
              najzwyczajniej w swiecie ( dla siebie) jedzie jakiej 200 metrow pod prad! Mimo
              odromnej ilości jadacych aut-nie udaje mu się zderzyc czolowo ;-) wiec jedziemy
              dalej. Wpadamy w jakas uliczke i miedzy kamienicami, domami, sznurami z praniem
              i bawiącymi się dziecmi-jedzie jak wariat przed siebie! Za nami tumany kurzu
              przed nami-zyjaca, tetniaca zyciem ulica. Zamarlam! Chłopcy maja nerwowe
              uśmieszki na ustach i wielkie zdumienie w oczach! Jeszcze kilka metrow i
              wypadamy na glowna ulice, za soba pozostawiając zakorkowane skrzyżowanie. A
              przed nami widac już Cytadele, która goruje ponad miastem. Zatrzymujemy się u
              jej stop (w przeciwieństwie do transportu turystycznego-jemu nie wolno wjechac
              na gore), placimy drzacymi rekami 10le i wychodzimy w pospiechu bojac się, ze
              ten Wariat ruszy-zanim wszyscy opuszcza ta jezdzaca trumne!! ;-)

              W kasie kupujemy bilet (35le/osoba) i udajemy się do meczetu Muhammada Alego
              (zwanego także alabastrowym) zbudowanego w 1848 roku.. Przy wejściu zdejmujemy
              buty, które zabieramy z soba do srodka (nalezy pamiętać, by nie klasc butow ani
              podeszwami do podlogi, ani podeszwami do gory!!!!!! Należy złożyć buty
              podeszwami do siebie i klasc na boku [ich kancie]) Na szczescie jesteśmy
              swietnie przygotowani do zajec ;-) znaczy się wszyscy mamy zakryte ramiona i
              kolana, a ja mam dodatkowo chuste (gdybym musiala zakryc wlosy)

              W meczecie tym słychać sciszone rozmowy w wielu jezykach swiata. Grupki
              skupionych ludzi siedza w kucki i słuchają opowieści swoich przewodnikow…
              flesze błyskają. Sa tez miejscowi, którzy zazwyczaj siedza pod ścianami.
              Odnajdujemy najważniejsze miejsce w meczecie-nisze wykuta w scianie zwana
              mihrabem oznaczajaca kierunek w którym znajduje się Mekka. Robimy zdjęcia i
              wychodzimy na zewnatrz… Może przez to, ze jest tam tylu turystow-nie czuje tego
              czegos-co odczuwam w innych meczetach.

              Widok jaki się stad rozciąga jest wspanialy! Pod nami slumsy, dalej centrum
              Kairu a za nimi-Piramidy! Dookoła las minaretow i wieżyczek. Wlasnie słychać
              rozbrzmiewające z Minaretow wezwanie muezina do modlitwy. Obecnie wezwanie do
              modlitwy odtwarza się przeważnie z taśmy, jednak ma ono w sobie pewien urok,
              szczególnie gdy słychać jednocześnie nawoływania kilku sąsiadujących muezinów.
              Ich wezwanie głosi: "Bóg jest największy (Allahu Akbar). Wyznaję, że nie ma
              bóstwa oprócz Boga. Wyznaję, że Muhammad jest Jego Prorokiem. Przybądźcie na
              modlitwę, ona was ukoi. Bóg jest wielki"................


              Dla wielu Cytadela-to wlasnie meczet Muhammada Alego. Ale nic bardziej
              blednego! To istne miasto w miescie! Jest tam Muzeum Policji; brytyjskie
              wiezienie wojskowe z XIX wieku; Muzeum Ogrodów; Muzeum Powozów; Ruiny Palacu
              Ablak; trzy inne meczety oraz wiele, wiele innych atrakcji w tym Muzeum
              Wojskowe do którego wlasnie się udaja moi chłopcy.

              • platynka.iw Re: 06.10.2005 (czwartek) DZIEN 9 26.10.05, 12:50
                Natomiast ja z Marcinem i Jarkiem udajemy się do położonego na krancu Cytadeli
                meczetu Sulejmana Paszy (zbudowanego w 1528 roku) Meczet ten jest niewielki,
                bardzo stary i bardzo zniszczony przez co-ma swój niewątpliwy urok. Po
                niewielkich schodkach wchodzi sie na dziedziniec, tam sciaga się buty i wchodzi
                dalej-do sali modłów.W srodku niewielkie pomieszczenie, w którym obrocenia w
                kierunku Mekki wlasnie modla się Muzułmanie. By nie zaklocic modlitwy w ciszy i
                pospiechu przygladamy się ścianom i sufitowi, a nastepnie wycofujemy się
                bezszelestnie na dziedziniec.

                Muzułmanie nie musza się modlic w meczetach. Każdy kto był w Egipcie widział
                modlących się przy drogach kierowcow, policjantow, panow w recepcji, celnikow
                na lotnisku… Wazne, by spełnili oni podstawowe wymagania narzucone przez Koran.
                A mianowicie, przed modlitwą muzułmanie musza dokonac rytualnych ablucji i
                zdjąć obuwie. Następnie zwróceni twarzą w stronę Mekki recytują al-Fatihę,
                pierwszą surę Koranu:
                "W imię Boga, Miłosiernego, Litościwego. Chwała Bogu, Panu Światów,
                Miłosiernemu, Litościwemu, królowi Dnia Sądu. Oto Ciebie czcimy i Ciebie
                prosimy o pomoc. Prowadź nas drogą prostą, drogą tych, których wybrałeś, nie
                zaś tych, na których jesteś zagniewany i nie tych, którzy błądzą"
                Te same słowa, przerywane wezwaniem Allahu Akbar, powtarza się jeszcze dwa
                razy, leżąc twarzą ku ziemi. Pozycja ta symbolizuje rolę wyznawcy jako sługi
                (islam znaczy dosłownie "poddanie się woli Boga"). Widok całego nabożeństwa, w
                którym tysiące ludzi w meczetach wykonują jednocześnie te same gesty, sprawia
                niesamowite wrażenie.

                Wracamy na umowione miejsce spotkania z moimi chłopakami, którzy zapewne
                swietnie się bawia z muzeum wojskowym. Po drodze mija dwa pomniki Ibrahima
                Paszy oraz Sulejmana Paszy.

                Ponieważ mamy jeszcze chwilke czasu postanawiamy wejsc do chyba najstarszego
                meczetu jaki stoi na Cytadeli. Jest nim meczet Muhammada an-Nasira zbudowany w
                1335 roku. Wchodzi się do niego zasadzie prosto z ulicy, brzez niewielka brame
                zamykana drewnianymi drzwiami. Zaraz po przekroczeniu progu zdejmujemy buty i
                wchodzimy na niewielki dziedziniec otoczony krużgankami. Do mihraby prowadzi
                waski dywanik.Spacerujemy po dziedzincu wylozonym bila posadzka, nad która –jak
                z nieba-wisza lapy i lampeczki… podziwiamy dyskutujemy…

                Niestety. Czas nas goni. Rzesio z Radziem dolaczyli do nas. Schodząc z Cytadeli
                dzielimy się wrazeniami….Chlopcy z blyskiem w oku opowiadaja o cudach jakie
                widzieli w muzeum… samoloty, czolki, karabiny… przyznam-ze nie porywa mnie ich
                opowiesc ;-) Dobrze zrobiłam, ze nie poszlam z nimi.

                Schodzimy w dol i zaraz skrecamy w prawo. A tam-niespodzianka! Czeka na nas
                nasza taksowka! Niestety. Nie skorzystamy, gdyz udajemy się do położonych
                niedaleko dwoch meczetow Al Rifaja i Hassana. Pan nie daje za wygrana, jedzie
                przy samym krawężniku, trabi, wola na nas i otwiera drzwi… Niestety. Nie
                skorzystamy.

                Halas, bieda, smog, przeludnienie, balagan, smieci, rozpadające się domy obok
                nowoczesnych wieżowców, nawoływanie muezinow polaczone z nieustannym wrzaskiem
                klaksonow, unoszący się w powietrzu zapach uryny, czosnku, tytoniu jabłkowego…
                Biegające na bosaka dzieci, kobiety w czerni, namolni sprzedawcy… oto Kair. Oto
                metropolia Egiptu.
                Jakze tesknie za spokojniejszym gornym Egiptem! Wolno płynący czas w Luksorze,
                Asuanie, wioskach wzdłuż Nilu… Jakze inny jest ten swiat-od barwnego,
                rozwrzeszczanego Kairu! Egipt-pelen kontrastow, sprzeczności. Można go kochac.
                Można nienawidziec. Ale nie można prezejsc kolo niego obojętnie…

                Wiec idziemy wzdłuż muru otaczającego Cytadele. Oglądamy ruch na ulicy i wlosy
                staja nam deba! Robimy zdjęcia, chlejemy Barake, sloneczko grzeje…. Jest super!
                Jakze wspaniale ze tu jesteśmy.
                Tylko w tej dlugiej spodnicy jakos mi goraco… Jak Arabki sobie z tym radza??

                Po ok. 500 metrach skrecamy w prawo i wchodzimy w jedna z bocznych uliczek,
                gdzie jest duzo spokojniej. Z plakatow uśmiecha się do nas prezydent Mubarak.
                Mijamy kobiete, która chyba wraca z Ikea ;-) (naprawde-ma straszne ilości
                zakupow na glowie ;-) Jakies kartony, reklamowki a wszystko tworzy nielada
                stos!!) Widzimy śpiącego pod palma człowieka. Idziemy dalej… po jakis 300
                metrach dochodzimy do ronda. Po prawej widzimy umieszczony na Cytadeli zegar,
                podarunek francuskiego krola Ludwika Filipa, jako odwdzięczenie się za obelisk
                ze świątyni Luksorskiej jaki dostal od Mohammeda Ali. Zegar ten nigdy nie
                chodzil. Natomiast obelisk stoi w Paryzu na placu Concorde i pewnie tęskni za
                swoim bratem-blizniakiem, który osamotniony stoi w Luksorze.

                Przejscie przez ulice (co nie jest latwe!) i już jesteśmy pomiedzy dwoma,
                wspaniałymi meczetami. W kasie kupujemy bilety (12le od osoby za wejście do
                jednego meczetu) i wchodzimy w ulice Szari Muhammada Aliego, która oddziela
                stojace dosłownie kilka metrow od siebie ogromne budowle sakralne. Ich wysokie
                sciany przytłaczają nas, czuje się jak w jakiejs pułapce.

                Uderzamy najpierw do tego po prawej. Meczetu ar-Rifa`iego, który jest starszym
                o jakies pięćset lat bratem bliźniakiem meczetu madrasa sultana Hassana. Z
                zewnatrz sa identyczne!

                Zdejmujemy buty i wchodzimy do pelnej przepychu i bogactwa świątyni. Kolorowe,
                błyszczące marmury powalaja nas. Przechodzimy przez sale glowna po prawej
                zostawiając mihrabe i wychodząc na odkryty dziedziniec przechodzimy w lewo do
                bocznych sal, gdzie sa pochowani chedywa Ismail, jego matka i synowie oraz krol
                Fuad i Karuk z cala krolewska rodzina. Ich nagrobki-az kipia bogactwem i
                przepychem. Wysokie, piętrowe, marmurowe, nieskazitelnie wykonane, ze zlotymi
                napisami.. Ogromne bogactwo! Dreptamy na paluszkach, w milczeniu.
                W ostatniej sali chlopiec, który za 10le otworzyl nam te pomieszczenia
                prezentuje nam akustyke wysokiego na 47 metrow pomieszczenia. Stanal w lekkim
                rozkroku, na piersiach złożył rece nabral powietrza w pluca i-wydobyl z siebie
                spiew na czesc Allacha… Potega jego glosu plus potega marmurowych ścian,
                przestrzen, znajdujące się na wyciagniecie reki groby, polmrok-wszystko to
                spotęgowało i tak już niesamowite doznanie. Az mi wlosy stanely na calym ciele!
                Jego tubalny glos przeniknął mnie cala! Nogi mi wmurowalo w posadzke, w gardle
                zaschlo… Stalam oczarowana, zasluchana i nie chciałam by przestawal! Lzy
                napłynęły do oczu… Co za wspaniale doznanie! Jakbym się przeniosła w zaświaty….
                Ta piesn…ta potega… zdawalo się, ze trwa to wiecznie!!!
                Gdy skończył-jeszcze przez chwile echo nioslo jego nostalgiczna piesn a pozniej-
                cisza która zapadla jak wdzierający się do duszy tyran wypełnił nasze wnetrze…
                Ta cisza przytłaczała… Nie potrafiliśmy się poruszyc.

                Kocham zycie za takie doznania…

                Nadal odrętwieni wspaniała, muzyczna uczta wracamy do sali głównej. Tam bez
                slowa kładziemy się na plecach na miękkich dywanach i czujemy się bosko…

                Kocham meczety! Jest w nich cos niesamowitego! Człowiek się czuje baaardzo
                bezpiecznie (O TAK!) Jest w nich tak strasznie przytulnie… Może to kwestia tego-
                ze panuje w nich zazwyczaj polmrok (a już na pewno jest ciemniej niż na
                zewnatrz) tylko co jakis czas wpada przez jakas szpare do srodka troche slonca
                powodując wrazenie, jakby sam Palec Bozy zajrzał do srodka…. W tym
                przeciśniętym świetle widac unoszący się, połyskujący kurz…niesamowite…,
                miękkie, czyste dywany które pokrywaja cale podlogi az zachęcają do
                leniuchowania. Jest bardzo milo… W powietrzu unosza się minione lata… czuc
                przyjemne aczkolwiek nieznane dla mojego nosa zapachy. Nad glowami lampky z
                krysztalu i szkla delikatnie dźwięczą i pobrzękują. Człowiek ma wrazenie, ze
                nagle wszedł w swiat-gdzie zegary stanęły… Tyle wiekow minelo… tyle ludzi
                codzienn
                • platynka.iw Re: 06.10.2005 (czwartek) DZIEN 9 26.10.05, 12:54
                  > Fuad i Karuk
                  Nie karuk a FARUK.
                  Przepraszam, Iwonka
                  • platynka.iw Re: 06.10.2005 (czwartek) DZIEN 9 26.10.05, 12:55
                    W powietrzu unosza się minione lata… czuc przyjemne aczkolwiek nieznane dla
                    mojego nosa zapachy. Nad glowami lampky z krysztalu i szkla delikatnie dźwięczą
                    i pobrzękują. Człowiek ma wrazenie, ze nagle wszedł w swiat-gdzie zegary
                    stanęły… Tyle wiekow minelo… tyle ludzi codziennie przychodzilo i przychodzi do
                    tych świątyń proszac o nadzieje… magia…

                    Wiec lezymy na plecach wpatrzeni w prześliczny sufit, kopuly i mega żyrandole,
                    które mimo swej wielkości i wagi-lekko unosza się nad naszymi glowami. I wcale
                    nie chce nam się wstac. Cisza…miękkie dywany… cieplo… bezpieczeństwo… jeszcze
                    chwila i zasniemy! Już wiem dlaczego tak wielu muzułmanów spi w meczetach.
                    Radus na bosaka biega po tej niesamowitej przestrzeni, turla się, delikatnie
                    usmiecha… i widac-nikomu nie przeszkadza. Bardzo dobrze się bawi 

                    Zmuszam siebie i chłopaków do dalszej drogi. Jakze trudno się wstaje! Robimy
                    zdjęcia i wychodzimy na porażająca światłem i cieplem ulice miedzy świątyniami.
                    Kilka krokow i już jesteśmy w świątyni madrasa sultana Hassana. Zbudowany w
                    latach 1356-1363 w srodku jest zupełnie inny od swojego sasiada! Zimny,
                    niedostępny, ciemny, ostry-niczym warowne zamki ze średniowiecza. Zreszta-był
                    on dwukrotnie wykorzystywany jako twierdza ze względu na solidne sciany.
                    Przechodzimy, przez zdawaloby się nieprzyjazne pomieszczenia, i mijając po
                    prawej wspaniala studnie do oblucji wchodzimy do pomieszczenia głównego, bardzo
                    slabo oświetlonego. Sciany i sufit w tonacji kremu-brazu i czerni. Dookoła
                    otaczaja nas umieszczone na ścianach wersety z Koranu. Meczet ten robi wrazenie
                    bardzo astetycznego, ale-robi ogromne wrazenie. Jest tak inny od tych czterech,
                    które wlasnie widzieliśmy! Resztki marmuru ( 27 rodzaji) uzytego na posadzke sa
                    niesamowite… Ogolnie Hassan nie jest tak kolorowy i błyszczący jak ar-Rifai,
                    ale może wlasnie ta stonowana barwa , to zimno-tak strasznie nas porywa.

                    Czas nas goni. Wychodząc na zewnatrz podziwiamy ulokowany w zachodnim narozniku
                    wysoki na ponad 80 metrow minaret, najwyższy w Kairze.

                    Robimy jeszcze zdjęcia kilku niesamowitych, filigranowych ornamentow oraz krat
                    okiennych i opuszczamy to bajkowe miejsce. Wszystkim chce się pic. Ale jak to
                    zrobic, by nie draznic biednych postnikow? Odwróceni w kierunku drzewa (mimo
                    wszystko-tak strasznie malo zieleni jest w Kairze!) wypijamy szybko kilka łyków
                    i podchodzimy do ulicy, gdzie czeka już na nas taksowkan ;-) Umawiamy się na
                    10le za zawiezienie do meczetu Al.-Azhar.


                    Iwonka ( c.d.n.)
                    • platynka.iw PRZEPRASZAM 26.10.05, 13:12
                      Kochani-przepraszam wszystkich, ktorzy czytaja moje wspomnienia. Je je pisze na
                      zywca, od razu przelewam wspomnienia i uczucia na forum. Wielokrotnie w
                      miedzyczasie zajmuje sie jeszcze praca, domem czy Radzikiem i... dzis jak sie
                      wczytalam zauwazylam ile bledow narobilam!
                      Bardzo przepraszam za bledy, przejezyczenia, zjedzone lub zamienione litery...
                      Wybaczcie prosze... postaram sie bardziej kontrolowac (choc z braku czasu i
                      pospiechu pisania nie wiem czy zdolam dotrzymac dana wlasnie obietnice)
                      Pozdrawiam cieplutko
                      Iwonka
                      • Gość: Maraska Re: PRZEPRASZAM IP: *.chello.pl 26.10.05, 14:57
                        Iwonko nie wiem jak inni, ale ja w ogole nie zauwazam zebys robila jakies bledy.
                        Opowiesc jest tak fascynujaca, ze plizz w imie poprawnej pisownie nie zwalniaj
                        tempa:-)
                        pozdrawiam i czekam na dlaszy ciag
                        Maraska
                        • pc_maniac Re: PRZEPRASZAM 26.10.05, 15:03
                          > pozdrawiam i czekam na dlaszy ciag
                          > Maraska

                          Ja też, ja też :o)
                          • platynka.iw Do pc_maniaca 27.10.05, 14:31
                            Dla Ciebie i Twoich dziewczyn
                            :-*
                            :-*
                            :-*

                            Pozdrawiam i bardzo dziekuje!!!!

                            Iwonka
                        • platynka.iw Do marazka 27.10.05, 14:18
                          baaardzo Ci dziekuje... wiec bede pisac dalej i starac sie, by jednak tych
                          bledow bylo jak najmniej!

                          Pozdrawiam Cie cieplutko :-)
                          Iwonka
                      • Gość: artfro Re: PRZEPRASZAM IP: *.tvk.torun.pl / 217.173.176.* 26.10.05, 15:14
                        Witam. Czytam Twoje wspomnienia z prawdziwą przyjemnością. Mi osobiście wcale
                        nie przeszkadzają jakieś literówki czy inne błędy. Piszesz bardzo fajnym
                        stylem. Codziennie siadając przed komputerem zaglądam na forum w oczekiwaniu na
                        dalszy ciąg Twoich wspomnień. Wyobraźnia pracuje na wysokich obrotach, tym
                        bardziej że miejsca o których piszesz nie są mi obce. Momentami mam wrażenie,
                        że byłem tam razem z Wami. Pozdrawiam serdecznie i czekam na dalszy ciąg
                        • platynka.iw Do artfro 27.10.05, 14:22
                          Dziekuje bardzo za mile slowa!
                          Bardzo sie ciesze, ze moje wspomnienia Ci sie podobaja, jednak czuje sie
                          zawstydzona.... bo piszesz, ze fajny styl, ze czekasz na dalszy ciag, ze masz
                          wrazenie, ze byles tam z nami... a ja nadal uwazam, ze nieumiem przelac emocji
                          na klawiature! I nie jest to kokieteria-ja nigdy, nigdy nie pisalam czegos
                          takiego...

                          Mam nadzieje, ze starczy Ci cierpliwosci, by dotrzec do konca moich 22 dni...
                          bedzie mi bardzo milo!

                          Pozdrawiam cieplutko :-)
                          Iwonka
                      • wojtek37k Re: PRZEPRASZAM 26.10.05, 17:00
                        Pozdrawiam serdecznie , od kilku dni zafascynowany czytam Pani wspomnienia .
                        Sam niedawno , 20 września br. przeżywałem , przez panią opisywany lot balonem
                        nad miastem umarłych , gratuluję serdecznie opisu tych cudownych chwil . Z dużą
                        niecierpliwością oczekuję ciągu dalszego . Literówkami nieprzejmowałbym się ,
                        szczerzę zazdroszczę lekkości z jaką snuje Pani swoją opowieść .
                        Jeszcze raz pozdrawiam Wojtek
                        • jdutkowski Re: PRZEPRASZAM 26.10.05, 22:21
                          Witaj Iwonko!
                          Twoje wspomnienia są wspaniałe - często dowcipne, czasem bardzo wzruszające, i
                          dające mnóstwo ciekawych informacji.Głupimi literówkami się nie przejmuj.Czytam
                          je codziennie z zapartym tchem , mimo , że byłem w większości miejsc które
                          opisujesz.Bardzo rzadko mi się coś śni - srednio raz na 5 lat - a dziś sniło mi
                          się, że kupowałem dla rodzinki lot balonem.Niestety sam lot mi się nie
                          przyśnił - pocieszam się tym , że widać muszę go przeżyć na żywo.
                          Z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg.
                          Pozdrawiam serdecznie.
                          Jacek
                          • Gość: magda Re: PRZEPRASZAM IP: *.pse.pl / 195.38.12.* 27.10.05, 08:28
                            Witaj Iwonko! Nie przejmuj się literówkami i pisz dalej. Ja wróciłam z Egiptu
                            pod koniec września a dzięki Twoim wspomnieniom znów czuję tamten klimat. Mimo
                            iż nigdy Was nie spotkałam dzięki Twoim opowieściom czuję jakbyśmy byli starymi
                            znajomymi.Pozdrawiam całą Waszą trójkę i czekam na ciąg dalszy.
                            • platynka.iw Do Magdy 27.10.05, 14:30
                              Hej Magdo!
                              Zycze szybkiego powrotu do Egiptu i dziekuje za cieple slowa!
                              A co do spotkania-moze poznamy sie podczas najblizszego zlotu egiptomaniakow??
                              Tym razem naprawde mam zamiar sie wybrac...

                              I prosze-zostan przy moich wspomnieniach!

                              Pozdrawiam cieplutko :-)
                              Iwonka
                              GG 1070925
                              • Gość: magda Re:do platynki IP: *.pse.pl / 195.38.12.* 27.10.05, 14:46
                                Ktoś kto uwielbia Egipt nie może przejść obojętnie obok Twoich wspomnień. Na
                                mnie możesz liczyć wszystko co napiszesz z chęcią przeczytam. Pozdrawiam i pisz
                                dalej. pa
                          • platynka.iw Do jdutkowski 27.10.05, 14:28
                            Witaj Jacku!
                            Przyznaje-ze bardzo wzruszyly mnie Twoje slowa... Mam tylko nadzieje, ze lubisz
                            jak Ci sie cos sni... Jezeli tak-wierz mi-doloze wszelkich staran, zeby jeszcze
                            cos Ci sie przysnilo!

                            Zycze Ci z calych sil szybkiego powrotu do Egiptu i podziwiania tego kraju z
                            kosza balonu!

                            Dziekuje, ze jestes i czytasz moje wspomnienia...

                            Pozdrawiam cieplutko :-)
                            Iwonka
                        • platynka.iw Do Wojtek37k 27.10.05, 14:24
                          BARDZO dziekuje!!! Dziekuje, ze jestes, ze chcesz to czytac i ze piszesz te
                          slowa, ktore powoduja, ze znowu zasiadam przed komputer i przelewam kolejny
                          dzien jaki przezylam w Egipcie na to forum...

                          Pozdrawiam cieplutko :-)
                          Iwonka
              • ewucha6 Re: 06.10.2005 (czwartek) DZIEN 9 27.10.05, 09:40
                Iwonka ! Piszę i ja - Wiesz już, że Jestem pod dużym wrażeniem Twoich opisów
                ale napiszę to raz jeszcze :-) Proszę pisz dalej, pisz bo dajesz mi mnóstwo
                radości z tych opisów, znów moge poczuć ten niesamowity klimat Egiptu znów
                czuję słodkawy smak Egipskiego powietrza znów czuję to ciepło ... i wiem, że
                kiedyś znów tam powrócę - z niecierpliwośćą czekam na dalsze opisy !!!
                Dziękuję ... i najcieplej pozdrawiam wszytkich EGIPTOMANIAKÓW :-)
                • platynka.iw 06.10.2005 (czwartek) DZIEN 9 c.d. 27.10.05, 14:08
                  Wszystkie taksowki w Kairze sa takie same. Czarno biale, rozklekotane,
                  rozpadające się, bez klimatyzacji za to z kolorowymi, puszystymi dywanikami na
                  desce rozdzielczej ;-) i masa wiszących, dyndających pie..na wewnetrzynym
                  lusterku. ;-)
                  I kazda ma jakis feler np. do tej teksowi drzwi otwieraja się tylko od srodka
                  (nie ma wogole klamek na zewnatrz!) … za to kazda ma glosny i super działający
                  klakson! ;-)

                  Wiec przeciskamy się przez zatloczone ulice Kairu. Powietrze, które wpada przez
                  ulice jest ciezke i widac je golym okiem… jak u nas na Slasku ;-)

                  Czuje się jak w reklamie Kit-Kat. Taksowka pedzi przez ulice Kairu, podskakuje
                  i rzuca nami na wszystkie strony, z radia wydobywa się podkrecona na maksa
                  arabska muzyka, której wtoruje spiew kierowcy. Za oknem upalne slonce, meczety,
                  palmy… egzotyka. Staram się zrobic kilka zdjęć, ale strach przed rozbiciem
                  aparatu jest silniejszy niż chec utrwalenia typowego osiedla arabskiego.

                  Wiec jedziemy sobie w komfortowych warunkach ;-) kiedy nagle stajemy.
                  Dowiadujemy się, ze nie przepchamy się do centrum ponieważ jest zakorkowane.
                  Jest już godzina 15 i wiele instytucji, sklepow jest zamykanych-żeby wszyscy
                  mogli zdążyć do domow na sniadanie ramadanowe. Kaze nam wysiąść i isc ta ulica
                  przed siebie a po 5 minutach będziemy pod Al.-Azhar.
                  Wysiąść?? Tu?? Przeciez nikt tu nigdy nie widział bialasa!!
                  Nic to. Placimy i grzecznie wysiadamy. W tym momencie wszystkie oczy jakie
                  znajduja się w obrebie kilku metrow-wbijaja się w nas a zycie na ulicy na
                  chwile zatrzymuje się. Czuje się jak gwiazda Hollywood ;-) tylko purpurowego
                  dywanu brak ;-) hihihihihi

                  Ruszamy przed siebie i już wiemy gdzie jesteśmy. Jest to jedna z uliczek, na
                  które rozciąga się ogromny suk Chan al-Chalili. Jest to ta z odnog, do której
                  chyba turyści nie docieraja. Bo po pierwsze-nie ma tu nikogo tak bladego ;-)
                  jak my. Po drugie-jest tu szaro, ponuro i bardzo biednie. Po trzecie-nie ma tu
                  sklepow z pamiątkami.
                  Za to mijamy np. piekarnie i wychodzącego z niej chłopaka, który na glowie
                  niesie ogromna skrzynke a w niej ze 100 pachnacych pitt. Musial biedulek bardzo
                  zglodniec przez caly dzien… ;-) Mijamy sklep w ktorym z wielkich worow wrecz
                  wylewa się egipska bawelna. Jest fryzjer. Krawiec, który wprost na chodniku
                  ustawil swoja maszyne i siedząc w kucki cos zszywa. Sa stoiska miesne na
                  których wbite na hak wisza polowki krow. Widac upal, slonce które na nie swieci
                  i latajace muchy tylko sprzyjaja dojrzewaniu miesa ;-) i wpływają na jego
                  wykwintny smak ;-)
                  Dookoła widac ogromna biede. Wielu bezdomnych okrytych a jakies lachy lezy
                  wprost pod ścianami domow. Mijamy ludzi bez konczyc, kulejących, ze starymi,
                  brudnymi bandazami na ciele. Większość jest wychudzona, z zapadniętymi
                  policzkami i oczami bez wyrazu. Grzebia w gorach smieci. Lub bez celu
                  przysiadaja wpatrzeni w nicość…Dzieci, chudziutkie, bose, ubrane w strzepki
                  odzieży, z rozczochranymi wlosami beztrosko bawia się pośrodku ulicy. Zaczepnie
                  uśmiechają się do nas… sa takie sliczne!
                  Czuje się bardzo niezręcznie. Jak się mam zachowac? Nie chce patrzec na ich
                  biede, żeby się nie czuli urazeni. Mam wrazenie, ze przebywając miedzy nimi
                  obdzieramy ich z resztek godności. Wiem, ze patrzac na nas mysla sobie zapewne
                  jedno-pieniadze. No, ale nie uzdrowimy swiata zostawiając tu cala zawartość
                  naszego portfela… Rozdajemy dzieciakom Radzika słodycze i owoce, które mam w
                  torbie i czujac ogromny niepokoj i współczucie w sercu idziemy dalej.
                  A tam szewc siedzący przy gorze butow. Sklep z materiałami na metry… dookoła
                  masa zakrytych kobiet i mężczyzn w galabijach.
                  Wlasnie mijamy sklep z odzieza który spowodowal-ze stanęłam w miejscu.
                  Niesamowite! Na wystawie wisza kurteczki z futerkiem, plaszcze z pikowana
                  podpinka, puchowe kombinezony dzieciece. A obok-ocieplane półbuty, kozaki z
                  wystającym futrem. SZOK! W Egipcie?? Takie rzeczy?? Ale to nie zart! Wlasnie
                  dwie arabki przymierzaja maluchowi taki jednoczęściowy, gruby kombinezon. Na
                  sam widok oblewa mnie gorac…

                  I oto zaczyna się czesc handlowo-turystyczna. Wiec sa szisze, popiersia
                  Nefretete, figurki bogow i faraonow, kolorowe przyprawy w workach, tony
                  papirusow, kubki i talerze przedstawiające scenki z zycia starożytnych,
                  piramidy, obeliski, koszulki z napisem Egipt… masa, masa roznosci! A wszystko
                  kolorowe, błyszczące, pachnące, swiecace… zupełnie inne niż to co widzieliśmy
                  przed chwila.

                  Jeszcze kilka krokow i wychodzimy z bazaru, przechodzimy przez przejscie
                  podziemne i wchodzimy na terez meczetu Al.-Azhar. Zabierając buty pod pache
                  wchodzimy do srodka nie placac za wejście. I oto jesteśmy w świątyni zbudowanej
                  w ok. 970 roku, która jest głównym ośrodkiem nauki teologii islamskiej, a
                  jednocześnie najstarszym na świecie uniwersytetem z wydziałami medycyny, nauk
                  ścisłych i języków. Siadamy na czerwonych dywanach i szeptem czytam chłopakom o
                  meczecie. Radus podszedł do siedzących opodal dzieci arabskich i już-mimo
                  barier językowych, kulturowych, wyznaniowych…-zaczeli się bawic w berka miedzy
                  kolumnami.

                  Zaczynam obserwowac otoczenie., ide się przejść po mięciutkim dywanie. W
                  zasadzie (jak w większości meczetow) sa tu sami mężczyźni. Ucza sie modla lub
                  po prostu odpoczywaja. Ten meczet jest zupełnie inny… ma nisko ulokowany sufit
                  i jest podłużny. Z jednego konca trudno zauważyć drugi koniec.

                  Mimo, iż mam dluga po kostki spódnice oraz chuste na ramionach i wlosach-
                  wzbudzam zainteresowanie. Mężczyźni podnosza glowy, oderwuja się od swoich
                  spraw, od zadumy, modlitwy… Czuje się niezręcznie. Nie chce być powodem takiej
                  sytuacji.
                  Wracam do moich facetow, którzy korzystając z chwili odpoczynku-wyleguja się
                  pod jedna z marmurowych kolumn.

                  Nagle słyszymy znajome nawoływanie muezina. W tym momencie podchodzi do mnie
                  pan z Security i bardzo taktownie prosi mnie-zebym upuściła meczet, gdyz
                  wlasnie zaczyna się msza, podczas której w tej sali nie mogą przebywac kobiety.
                  Oczywiście od razu się zwijam i wychodze. Przechodze przez zalany słońcem,
                  jasny dziedziniec i ubrawszy buty-zauwazam, ze nie ma chłopaków?? Gdziez oni
                  się podziali??
                  Sa!! Ida. Okazalo się, ze Pan który tak delikatnie mnie wyprosil-nalegal, by
                  oni zostali. Posłuchali. Przyjrzeli się modlom…. Chciał ich nawrocic??
                  Wychodzimy przez Brame Fryzjerow (gdzie golono studentom glowy) i zwolujemy
                  krotka narade. Wiec tak… Zobaczyliśmy 6 meczetow, suk, Cytadele… Jest godzina
                  16. Co robimy? Większość zabytkow już jest zamknieta. Decyzja-wracamy do hotelu
                  na kolacje a po kolacji wracamy do centrum.

                  • platynka.iw Re: 06.10.2005 (czwartek) DZIEN 9 c.d. 27.10.05, 14:09
                    Wchodzimy do czekającej ;-) już na nas taksowki i wracamy do hotelu (mijając po
                    lewej cudne piramidy-ich widoku nigdy nie mam dosc!!)

                    Po drodze widzimy końcówkę przygotowan do sniadania. No tak-zaraz będzie zachod
                    słońca! Pod mostami, wiaduktami, wzdłuż chodnikow-stoja stoly, stolki a na nich
                    już talerze i kubki plastikowe… te stoly ciągnął się metrami! Sa zlaczone i
                    wyglada to tak-jakby mialo się tu odbyc jakies wesele! Nad stolami i na stolach
                    masa lampeczek. To jest sniadanie przygotowane dla bezdomnych i mieszkańców.
                    Razem zasiadaja do tych stolow, każdy przynosi co ma-i ciesząc się razem
                    świętują, zajadaja, modla się.
                    Jest bardzo kolorowo i az chce się do nich dołączyć!

                    Jadac dalej po prawej mijamy kairskie zoo, a w nim-niemozliwe! Wielbłądy!
                    Ihhihihihi


                    I jesteśmy w hotelu. Ja postanawiam zostac w pokoju i poleżeć (dostalam okres i
                    troche mnie brzuszek boli :-(. Zreszta nawet nie mialam ochoty isc poleżeć na
                    lezak-wlasnie peklo mi plastikowe zapiecie od gory stroju, które było idealnie
                    dopasowane i jak teraz się zwiazalam-to czujlam się jak w gorsecie bojac się
                    wziasc głębszy oddech ;-)
                    Chłopcy polecieli na basen a ja korzystam z chwili bycia sam na sam… Ach… te
                    gładkie pościelone łóżeczko… lykam Nurofen i padam na nie z ksiazka „Podroz po
                    egipcie faraonow”.
                    Nie wiem. Już 5 razy przeczytałam od deski-do deski ta książkę a mimo to wciąż
                    do niej wracam… Jest swietna!

                    I znowu wszystkie kontakty zajęte. Ładowarki, ładowarki, ładowarki…

                    Przed kolacja spotykamy się z Jarkiem i dowiadujemy się, ze Marcin zle się
                    czuje…ze chyba to zemsta… Biedulek. Ustalamy, ze zostanie w pokoju a my w
                    czworke pojedziemy zaraz po kolacji do centrum.
                    Na kolacji zajadamy się z Radzikiem pysznymi bananami (mniejszymi i bardziej
                    zielonymi niz nasze ale wg. mnie bardziej słodkimi) oraz przepysznymi, świeżymi
                    figami. Smakuja jak nasze sliwki, choc sa bardziej słodkie…MNIAM! Będzie mi
                    tego brakowac z Polsce.

                    Już jest ciemno. W październiku o godzinie 18 już jest ciemno. Siedząc w busie
                    wracamy na plac Tahihr. Stamtąd staramy się przedostac na ulice przy której
                    stoi hotel Holton. Przebiega tam trzy pasmowa droga. Obserwujemy miejscowych,
                    którzy ot tak-przebiegaja przez sam srodek jezdni. Hmm…pierwsza mysl-nie,
                    zrobimy to inaczej. Ok. Rozgladamy się. Pasow-brak. Przejscia nad-lub
                    podziemnego-brak. Świateł-brak. Hmmm… ok. Idziemy.
                    Lapiemy się wszyscy za rece. Wiemy jedno. Tu nie ma chwili na wahanie się.
                    Trzeba być zdecydowanym i pewnym każdego kroku. Ok. wbiegamy na jezdnie, za
                    naszymi plecami z wrzaskiem klaksonow przejeżdżają auta, przed nami-to samo.
                    Odruchowo podkulam palce od nog ;-) Przebiegamy przed maska jakiegos auta,
                    które nawet nie ma zamiaru zwolnic! Jeszcze jedna jezdnia do pokonania. I
                    stoimi zakleszczeni miedzy jadacymi za i przed nami autami a każdy ma dlon na
                    klaksonie! Nie wiem dlaczego ale strasznie mnie ta sytuacja rozbawila…zaczynam
                    się smiac. Na Rzesia „TERAZ!!” biegiem puszczamy się przed siebie, by w
                    ostatniej chwili wpaść na chodnik. Jakies pol metra za nami z głośnym
                    trabieniem przejechal autobus.
                    I siedzimy na chodniku, zmeczeni…zziajani…zaśmiewając się do bolu. No tak.
                    Adrenalina wywoluje skrajne reakcje organizmu… ;-) hihihihihi

                    Wpadamy na glowny deptak przy Nilu i idziemy w strone „mostu zakochanych” Przy
                    deptaku masa statkow i stateczkow, każdy kolorowy oświetlony, z każdego
                    wydobywa się glosna arabska muzyka i cudne zapachy! Tu pachnie pieknie
                    przyprawione miesko, tu unosi się slodki zapach papryki, tam wraz z dymem
                    dostaje się do naszych noskow przyjemny zapach jabłkowego tytoniu z sziszy… i
                    ta muzyka. Biodra same się ruszaja!
                    Przy deptaku i na moscie-masa młodzieży. Jakze nowoczesny to jest widok!
                    Dziewczyny w jeansach i jaskrawych bluzeczkach-lecz nadal z zakrytymi tiulami
                    wlosami, zazwyczaj w tym samym odcieniu co bluzka lub spodnie. Nie widziałam
                    zadnej w mini czy krotkich spodenkach a szkoda- bo sa to zazwyczaj bardzo
                    smukle i zgrabne dziewczyny.

                    Natomiast jeżeli chodzi o arabskich chłopców/mezczyzn…. Jestem 4 raz w kraju
                    arabskim i znowu zachodze w glowe-co dziewczyny w nich widza?? Jak może się
                    podobac facet, który srednio ma 1,60 wzrostu ;-) Fakt. Maja ladne czarne wlosy,
                    sliczna oprawe oczu, ciemna karnacje która może pociągać, ale… jak gdybym miala
                    zyc ze świadomością, ze przede mna miał 50 turystek a po mnie kolejne 50… to
                    chyba bym czula do siebie lekki niesmak ;-) No i te ich czule słówka. Jak to
                    jest możliwe, ze facet zna laske 3 dni i już jej mowi, ze ja kocha, ze jest
                    wspaniala i wyjatkowa-przeciez nie zdążył jej poznac! No tak. Ale 7/14 dni
                    turnusu zmusza do pospiechu ;-)

                    O już skrecamy w prawo i wchodzimy na „most zakochanych” który prowadzi nas
                    przez Nil na wyspe Zamalek. Na moscie-strasznie romantycznie (mimo
                    przebiegającej obok 4 pasmowej, roztrabionej ulicy ;-)
                    Wszedzie stoja wtuleni, zapatrzeni w siebie zakochani… chłopcy z dziewczynami…
                    chłopcy z chłopcami ;-)

                    Pod nami ciemny Nil. Zatrzymuje się i patrze w dol na przeplywajaca wode… Na
                    pewno „ten kawalek wody” był jeszcze kilkadziesiąt godzin temu w Jeziorze
                    Nasera i przepływał obok potężnego Abu Simbel… potem spojrzał na swiatynie
                    Kalabsza i spadl w dol z Wielkiej Tamy Asuańskiej. Minal wyspe File ze
                    swiatynia Izydy, Elefantyne. Plynac dalej po prawej minal przegladajaca się w
                    jego lustrze Swiatynie w Kom Ombo a po lewej w Edfu. Dalej po prawej zostawil
                    swiatynie Luksorska, Karnak a po lewej-niezliczona ilość cudow na zachodnim
                    brzegu. Nastapnie wil się przez srodkiwy Egipt… po lewej Dandera, Abydos po
                    prawej El-Amarna… mijaly godziny… slonce zmienialo pozycje na niebie… I znowu
                    po lewej Daszur, Sakkara, Memfis, Giza… teraz nastal czas rozpłynięcia się i
                    utworzenia delty… teraz wlasnie przepływa pod nami, by za kilka godzin w
                    Aleksandrii utonąć w wodach Morza Śródziemnego…

                    Czas goni. Trzeba isc. Radus z Rzesiem i Jarkiem licza przejeżdżające auta a ja
                    zegnam się z „moim kawałkiem wody”, który przyniosl mi mile wspomnienia i
                    zbudzil narastajaca już tęsknotę na Nubijczykami, Luksorem, Asuanem… Jakze
                    kocham tych ludzi, te miejsca!

                    Pieknie oświetlony most zwieńczony jest dwoma potężnymi, kamiennymi lwami
                    siedzącymi po obu stronach. Wow! Przeciez znam ten widok! Tylko skad?? Mysl
                    Iwonka, mysl… Mam! No tak. Odkad tu jesteśmy w telewizji egipskiej ciagle jest
                    nadawany teledysk, w którym Egipcjanin spiewa, tanczy i przytula dziewczyne-
                    wlasnie na tym moscie, przy tych lwach! Wow! I ja jestem w tym miejscu. Czuje
                    się jak swiatowa dziewucha ;-)

                    Skrecamy w prawo i-co to za miejsce? Czyste, pelne zieleni, wypielęgnowane. No
                    tak. To już Zamalek. Dzielnica ambasad i bogaczy. Idziemy po lewej zostawiajac
                    dom nauczyciela i dwie przecznice dalej skrecamy w lewo a tam-ogromna, wieksza
                    od największej z piramid (wysoka na 187 metrow, wiec przewyzsza Cheopsa o 43
                    metry) Wieza Kairska ( po arab. al bordż al kahira) Wspaniale oswietlona,
                    ozdobiona w kwiaty lotosu. Jest naprawde wysoka!

                    W kasie, znajdującej się po prawej stronie, kupujemy bilety. No, nie sa tanie.
                    Za sam wjazd na gore trzeba zapłacić 60le od osoby, za wniesienie kamery 20 le.
                    Aparat można wnieść za darmo. Po schodach wchodzimy do srodka i jedziemy z
                    przemiłym windziarzem ;-) na gore. Pan podczas tej kilkusekundowej przejażdżki
                    zdążył już zrobic przez kom Radkowi kilka zdjęć ;-) po czym wysiadamy. Musimy
                    jeszcze wijącymi się, obskurnymi schodami pokonac kilka metrow i-już jesteśmy
                    na gorze. Pierwsze wrazenie-ale wieje! Naprawde-wieje strasznie! Kolejna
                    mysl „ja pierdziel!Jak tu wysoko! Jak przepieknie!!!”

                    Miejsca na gorze je
                    • platynka.iw Re: 06.10.2005 (czwartek) DZIEN 9 c.d. 27.10.05, 14:12
                      Miejsca na gorze jest niewiele. W zasadzie jest to taki balkonik szeroki na
                      metr biegnący wokół czubka wiezy, który można okrazyc w 2 sekundy. Robimy
                      zdjęcia, krecimy na kamere… Co i rusz ktos z nas krzyczy „o, tu byliśmy przed
                      chwila!” „o, a tutaj jechaliśmy!”
                      Widok jest naprawde powalający. Kair mieni się wszystkimi kolorami. Tu neony,
                      tu swiatla… wysokie hotele i wiezowce. W dole Nil, oświetlone statki i „mój
                      kawalek wody”. Pieknie oświetlone mosty, boiska, baseny, restauracje… Wijace
                      się w zolto-czerwonych światłach drogi. Niestety. Jest kiepska widoczność i nie
                      widac oddalonych o zaledwie 15km piramid. A tak liczyłam, ze zobacze stad jak
                      sa podświetlone podczas przedstawienia „światło i dźwięk”
                      Podobno w dzien tez je trudno wypatrzyc ze względu na zalegajacy nizej smog.

                      Radus biega w kolo dajac się głaskać, przytulac i pozujac do zdjęć znajdującym
                      się na gorze Egipcjanom ;-) Tez staram się mu zrobic zdjecie. Ponieważ chce, by
                      swiatla Kairu ladnie wyszly-musze dac najmniejsze-ale jednak dłuższe
                      naświetlanie co przy intensywnym tempie bycia Mojego Szczęścia nie jest latwe.
                      W koncu po wielu namowach udaje mi się go namowic na trzy sekundy bezruchu co
                      jest nielaba osiągnięciem ;-) Zdjecie wychodzi cudnie i oboje jesteśmy
                      zadowoleni. Ja ze zdjęcia. Radus, ze znowu może robic za showmana ;-)

                      Po ok. 20 minutach-zaczynam czuc, ze jest mi już naprawde zimno. Czekam na
                      chłopaków w korytarzu i po chwili, mijając znajdujaca się troszke nizej
                      restauracje, zjeżdżamy w dol. Pan nabral odwagi i teraz kucając obok Radzika
                      cyka sobie z nim zdjęcia. A ja patrze i nie mogę się nadziwic, jak moje dziecie
                      pozując-szczerzy zabki w sztucznie wyćwiczonym uśmiechu…

                      Na dole postanawiamy wziasc taksowke i wrócić do Centrum. Tam wysiadamy i
                      idziemy-przed siebie. Chcemy kupic wode i zatopic się w miasto. Przebiegamy
                      przez czteropasmowke czujac, ze za naszymi plecami, gapiacy się na nas
                      miejscowi, otwieraja zaklady „przejda?? Nie przejda??” ;-) heheheheheh
                      Przeszliśmy. Już mamy wprawe ;-)

                      Wchodzimy w jeden zaułek…potem drugi-już kompletnie nie oświetlony i-oto
                      znajdujemy się w innym swiecie! Jakbyśmy przeskoczyli z jednych kart ksiazki w
                      inne. Otorz przed nami ulica. Obskurna, z połamanymi plytami chodnikowymi. Po
                      obu stronach obdrapane kamienice. Przed domami biegające dzieci, grajacy w
                      przerozne gry mężczyźni. Knajpki-a w nich miejscowi faceci siedzący przy
                      sziszach i pijacy kawe, herbate… Zero kobiet. Zero turystow.

                      Chłopcy z okrzykiem „och! ach!” zatrzymuja się przy stojacym na ceglach jakims
                      aucie… jak dla mnie to auto wyglada na jakies z filmow z lat 20, 30. Trzech
                      bezzębnych facetow grzebie przy nim i na widok euforii moich trzech panow-az
                      rosna z dumy! A ci oglądają lakier, aluminiowe spojlery i co tam jeszcze…
                      Zegnamy ich z uśmiechem i idziemy dalej. I nagle nachodzi mnie zachciewajka-sok
                      z limonek! Chce się napic zimnego, swiezego soku z limonek! Pytamy co krok o
                      sok- ale tu nikt nie zna angielskiego!!!! Mamo!!!!!!! Przeciez jesteśmy w
                      centrum Kairu!!!!!!!!!!!!!!

                      Subtelnie zagladamy w nisko położone, szeroko otwarte okna, których nie
                      zakrywaja żadne firany. A tam, w każdym mieszkaniu-wyposazenie standardowe. Na
                      pierwszym planie-telewizor. Zaraz obok na scianie wiszaca jakas zaslonka czy
                      makieta a na niej-zdjecie Mubaraka, wersety z Koranu, zdjęcia bliskich. Obok
                      jakas szafa, jakies lozko…i koniec. Brudne sciany, gole podlogi.

                      Idac wzbudzamy wielkie zainteresowanie. Ludzie Ci sa strasznie pozytywnie do
                      nas nastawieni, strasznie mili. Uśmiechają się, machaja do nas, gestem
                      zapraszaja, by usiąść obok nich. Wszędobylskie dzieci chwytaja nas za rece,
                      głaszczą nas po bladych dloniach, uśmiechają się… Radus idzie z przodu i
                      papieskim gestem pozdrawia wszystkich ;-)
                      Ja się ciesze, ze znowu ubrałam dluga spodnice i bluzke zakrywajaca ramiona…
                      Chyba bym umarla z nietaktu gdybym tu szla ubrana na krotko!

                      Nagle się zatrzymuje i mowie „widzicie?? Ten facet w rogu pije sok z limonek!!”
                      Hura! Jesteśmy w domu ;-) Wchodzimy i w knajpce zalega na kilka sekund cisza.
                      Mówiąc Marhaba uśmiechamy się i wchodzimy do srodka slabo oświetlonego
                      pomieszczenia. Tam-telewizor w którym wlasnie leci jakis mecz. Obskurna,
                      klejaca się lada. Zamiast podlogi starta już wylewka. Szare sciany. Kilka
                      przypadkowych stolikow i krzesel i każdy „z innej parafi” Oczywiście nikt tu
                      nie zna angielskiego. Wiec dogadujemy się za pomoca międzynarodowego jezyka ;-)
                      Pokazujemy na szklanke z napojem, nastepnie pokazujemy na palcach, ze chcemy
                      dwa i widzac, ze „barman” załapał o co nam chodzi-zadowoleni siadamy za
                      stolem, uważając, by się do niego nie przykleic. W miedzy czasie większość już
                      się przyzyczaila do naszego widoku i już zdazyli zamknąć otwarte z wrazenia
                      buzie ;-)


                      Jednak (chyba) nie dokonca jesteśmy, a raczej-ja jestem tu widziana. Jakis
                      starszy człowiek w rogu, z grozna mina wymachuje dlonia w moim kierunku i cos
                      mamrocze… Czuje niepokoj. Nie chciałam nikogo urazic, Nie chciałam naruszyc
                      zadnych zasad… Mam nadzieje, ze nie jest zły a może w ogole to mnie się zdaje,
                      ze to jest do mnie, i ze on jest zdenerwowany?? Może tylko patrzy na mnie a
                      opowiada koledze o denerwującym go wyniku meczu??
                      Uspokajam się. W myslach upewniam się, ze mam wbity w telefon numer policji
                      turystycznej 126… tak. Na wszelki wypadek.

                      Zerkam w strone barmana i… zatyka mnie. Bo oto jak jest robiony nasz sok z
                      limonek?? Mianowicie pan z zardzewiałego, polaczonego ze sciana jakims
                      szaroburym, gumowym wezem kranu, nalal do miksera wode. Zwykla kranowe!
                      Nastepnie zabral, jeszcze przed chwila drapiaca się po glowie reka, lezace na
                      papierze, na podłodze 4 limonki. Brudnym, ułamanym nozem przekroil je i-takie
                      niemyte, ze skora-wrzucil do miksera. Nastepnie nabral ze stojacego w kacie
                      wora garść cukru i-dodal do reszty. Wlaczyl mikser i czeka…
                      Oniemiałam. Chłopców wmurowalo. Na sam widok już czuje jak mnie bierze zemsta
                      faraona a co będzie dalej?? Już to widze… szpital, kroplowka… przeszczep
                      żołądka?? ;-) ehheeheh

                      Ale oto jesteśmy wolani do stolika obok. Tam faceci Graja w domino…ale jakies
                      inne niż my. Sledzimy z zaciekawieniem ich gre i odwzajemniemy ich mile
                      uśmiechy. Po polsku doradzamy im jak maja grac a oni po arabsku nam
                      odpowiadaja… Nic to. Wazne, ze kazda ze stron się umiecha ;-)

                      I oto jest. Zimny sok ze swiezych limonek. Jarek i Radus nie pija. Na szklance
                      widac jeszcze jakis osad, wyglada jak po kawie… nic to. Czymże jest ten osad do
                      kranowy i limonek prosto z podlogi?? Barman dumnie czeka na nasza reakcje,
                      reszta sali także nas obserwuje… Pijemy. Przykładam szklanke do ust, przechylam
                      wypijam lyk i…. JESTEM W NIEBIE!! Patrze na Rzesia i wiem-ze mysli to samo!
                      Zreszta już prawie pusta szklanka mowi sama za siebie 
                      To najpyszniejszy sok z limonek jaki pilam w zyciu! Rewelacyjny! Wyśmienity!
                      Idealnie dobrane składniki! Po prostu-delicja! P_Y_C_H_O_T_K_A!!!!!!!!
                      Nie staramy się z Rzesiem ukryc zachwytu. Barman jest strasznie dumny, z
                      zadowoleniem rozglada się po kolegach.
                      A ja na wspomnienie w jakich warunkach i jak to robil, tak sobie mysle „nawet
                      jakbym miala to przypłacić zyciem-to warto” ;-)

                      Odkladamy puste szklanki, oblizujemy się i pytamy miedzynarodowym jezykiem ;-)
                      (palec na szklanki i portfel ;-) ile placimy. Pan nam pisze na kartce 2le.
                      Nieeee… to chyba pomylka. Przeciez w Asuanie czy Luksorze płaciliśmy najmniej
                      10 le. A srednio to było od 13-17 le za szklaneczke. A tu-Kair, stolica i 2le??
                      Pan chyba nie rozumie naszego ogromnego zdziwienia bo proponuje, ze zejdzie na
                      1,5le ;-)

                      Zostawiamy mu 5le mówiąc „szukran” i &#
                      • platynka.iw Re: 06.10.2005 (czwartek) DZIEN 9 c.d. 27.10.05, 14:13
                        Zostawiamy mu 5le mówiąc „szukran” i „ma salema” wśród krzykow, usmiechow i
                        machania wychodzimy na ulice. Idziemy dalej i chłoniemy atmosfere tego miejsca…
                        Prawdziwa i naturalna. Nie ta spreparowana pod turystow. Naprawde bardzo
                        przyjemnie się tu spaceruje. Ciagle jesteśmy otoczeni gromadka dzieci, ciagle
                        ktos nam macha, zaprasza do stolika… Rzes prawie nie odbyl pojedynku z mistrzem
                        dzielnicy w gre Backgammon. Rzes namiętnie w nia gra w telefonie. On z kolega
                        grali w to na chodniku. I jak Rzes pokazal mistrzowi ta gre w telefonie-to ten
                        nie chciał go puścić, tylko chciał się sprawdzic! Balismy się jakby zareagowal
                        na ewentualna przegrana ;-) wiec podziękowaliśmy i poszliśmy dalej…

                        Nie chce się opuszczac tego prawdziwego swiata… zdajemy sobie sprawe, ze noc
                        przykryla nedze… ze tak naprawde-nie jest tu rozowo, ale mimo wszystkobaaardzo
                        nam się tu podoba.

                        Z zalem opuszczamy to ukryte miasto w miescie i udajemy się na parking, gdzie
                        już czeka na nas busik z Oasis. Jeszcze przebiegniecie przez czteropasmowke (co
                        to dla nas?? ;-) i po chwili mkniemy do hotelu… a tam. Prysznic, pizamka i
                        sen…
                        To był kolejny wspanialy dzien. Przykrywam już rozkopanego Radzika, wtulam się
                        w Rzesia i przypominając sobie w myslach przepis na sok z limonek ;-) zasypiam…


                        Iwonka
                        • ewucha6 Re: 06.10.2005 (czwartek) DZIEN 9 c.d. 27.10.05, 16:02
                          czad po prostu czad !!! ... hmmm ... ale czy ja bym się odważyła napić takiego
                          soku tzn. tak przyrządzonego ??? :-) hmmm sama nie wiem ale jeśli tak, to chyba
                          byłoby to dla mnie nie lada wyzwanie :-) podziwiam !
                • platynka.iw Do ewuchy6 27.10.05, 14:34
                  hej Ewcia!

                  BARDZO Ci dziekuje Sloneczko!
                  Te slowa sa dla mnie bardzo wazne... i przyznam-wzruszyly mnie.

                  SZYBKIEGO POWROPTU DO EGIPTU ZYCZE TOBIE I TWOIM CHLOPAKOM!!
                  Caluj ich prosze! A najmocniej Szymka :-*

                  Buziaki, Iwonka
                  • platynka.iw 07.10.2005 (piatek) DZIEN 10 27.10.05, 21:46
                    Zmeczona po pelnym dniu wrażeń i na lekach przeciwbolowych-nie mam pojecia
                    kiedy zasnęłam. Ale spalam dobrze i wlasnie wstalam mega wypoczeta! Jak zwykle
                    rano-zrobilismy kupe na Rzesia ;-) (Ja i Radus wskakujemy na niego, żeby go jak
                    najmocniej i najgłębiej wcisnąć w lozko ;-) On nas zrzuca, my znowu się
                    wspinamy, gramolimy… ;-) Smiechom nie ma konca.

                    Dzis musimy się spieszyc, ponieważ jest to dzien naszego wyjazdu z Kairu. Wiec
                    wygoniłam chłopaków by już się myli a sama zabrałam się za pakowanie. Rzes cos
                    narzeka na żołądek… Ja wierze, ze skoro podczas pierwszego pobytu w Egipcie
                    mielismy lekka „zemste faraona” i jesteśmy w Egipcie trzeci raz-to organizm już
                    się troche przyzwyczail tej flory, pamieta zemste wiec… nie powinniśmy
                    chorowac.

                    Wystawilam spakowane walizki na zewnatrz i sama pobieglam się oporządzić.
                    Jeszcze spakowanie bagażu podręcznego… i wychodzimy na sniadanie. Zegnamy się z
                    naszym przytulnym pokoikiem, bo już do niego nie wrocimy (a przynajmniej w tym
                    roku ;-)

                    Po sniadaniu sprawdzamy czy nasze bagaze sa zaladowane i lokujac się na
                    siedzeniach w autokarze jedziemy, znana nam już droga  do centrum Kairu.
                    Muzeum Egipskie… jakze inaczej wyglada niż wczoraj wieczorem! Gdy
                    przechodziliśmy o zmierzchu obok tego jakze charakterystycznego budynku-nikogo
                    tam nie było (poza policja) Cisza… zero turystow. Lampy oświetlające ten
                    czerwonoblady budynek z 1902 roku tworzyly wspanialy widok! A przed muzeum-
                    papirusy i lotos… I tak sobie szliśmy a ja myślałam, ze tam-jest teraz zupełnie
                    ciemno i masa starożytnych wspaniałości… mumie, urny Konopskie, rzeczy
                    znalezione w grobowcach… chyba nie chciałabym się tam teraz znaleźć sam na sam
                    z nimi wszystkimi… głupi i niewytłumaczalny lek :-/

                    O oto wysiadamy przed muzeum-teraz kolorowe, jaskrawe i glosne od turystow.
                    Ulica przed muzeum jest zupełnie wylaczona z ruchu miejskiego. Nawet w nocy-
                    nikt nie może bez pozwolenia przejść czy przejechac przed głównym wejściem.
                    Niestety nadal jest utrzymany zakaz wnoszenia kamer i aparatow do srodka
                    gmachu, wiec lepiej je zostawic w autokarze-niż w przechowywalni, gdzie nie
                    dostaje się zadnego kwitka czy potwierdzenia. I jest ryzyko.

                    Rzes wspomniał, ze nadal cos go żołądek boli… Postanowiliśmy, ze nie będziemy
                    czekac czy dostanie zemste czy nie… ani nie będziemy się bawic w delikatne
                    Antinale tylko od razu zadziałamy czymc mocnym. W koncu czeka nas jazda pod
                    Gore Swiętej Katarzyny! Musimy się zatrzymac w jakiejs aptece…

                    Wchodzimy do srodka i zaczynamy zwiedzanie… (wstep kosztuje 40le)
                    Zdajemy sobie sprawe, ze nie jest możliwe zobaczenie wszystkiego. Za każdym
                    razem zwiedzamy inna czesc muzeum-a jeszcze nie widzieliśmy nawet 20%!!
                    Przyznam… ze nie przepadam za muzeami. I pozwole sobie tu przytoczyc fragment
                    slow Christiana Jacqa, który opisal muzeum tak-jak ja to czuje.
                    Cyt.:” … kazde muzeum jest, juz z alozenia, miejscem zastygłym, bezdusznym i
                    martwym. Wystawiane tam zabytki znajduja się w zupełnie obcym „środowisku”,
                    przewaznie daleko od miejsca, z którego pochodza, i rzadko towarzysza im-jakze
                    przeciez zwiedzającym potrzebne-informacje na temat okoliczności i miejsca ich
                    znalezienia, kontekstu archeologicznego i datowania, nie mówiąc już o
                    kompletnym opisie i tłumaczeniu ewentualnie wystepujacych na nich tekstow. W
                    przeciwieństwie do terenu otwartego, gdzie można wędrować godzinami, nie
                    odczuwając najmniejszego znuzenia, sale muzealne-rzadko wyposażone w jakies
                    laweczki-szybko mecza nie tylko nogi. Uwaga sama ulega dekoncentracji, a
                    zageszczenie wystawionych arcydziel-nieprzeznaczonych wcale do takiego
                    oglądania-wprost przytlacza zwiedzającego”
                    Podpisuje się pod tym obiema rekami! W tym muzeum jest masa rzeczy, ktor
                    powinny stac na swoich pierwotnych miejscach! Jak chocby ogromne posagi,
                    popiersia czy podloga z Tell el-Amarny.

                    Jednak zabieramy się za zwiedzanie. Pierwsza sala i-moje dziecie mnie
                    zaskakuje! Ja myślałam, ze jak ja mu cos nieraz pokazuje… albo jak mu opowiadam
                    co znajduje się na reliefach czy posagach-to on tego nie rozumie… a jednak!
                    wlasnie stoimy przed posagiem a moje dziecie zgodnie z prawda! mowi „mamuniu.
                    To jest Bog Horus a przed nim siedzi faraon… jest maly, bo jest galaskiem, ma
                    loczek i ssie paluszek. A jest taki maly nie tylko dlatego, bo jest dzidziusiem-
                    tylko dlatego, ze Bog zawsze jest przedstawiany jako wiekszy, bo się tym
                    faraonem opiekuje, prawda?”
                    Zaniemówiłam…
                    Idziemy dalej. Kolejny posag. Patrze na Radzika, który w skupieniu się
                    przyglada i mowi „Mamuniu. A to jest Bogini Izyda, prawda? Bo ma rogi jak
                    krowka i miedzy nimi sloneczko”
                    Ludzie… trzymajcie mnie! Naprawde-jestem totalnie zdumiona!
                    Kolejny posag. Ja już się nie odzywam tylko patrze na Radzika, który
                    stwierdza „ mamuniu. A tu jest Bog Horus i Bog Set, prawda? I oni takimi
                    sznurkami wiaza kwiatuszek lotosu i papirus, bo ta oznacza ze dwie polowki
                    Egiptu się maja połączyć, tak??”
                    Ludzie… ja tam bylam-a mimo to niedowierzałam!

                    Czas na odpoczynek. Przysiadamy na jednej z niewielu laweczek i postanawiam
                    sprawdzic, co jeszcze wie moje dziecko.
                    Ja-„W jakim kraju jesteśmy?”
                    Radus-„No mamuniu… przeciez w Egipcie, to nie wiesz??” ( tu smiech Rzesia ;-)
                    Ja-„A jak się nazywa stolica Egiptu??”
                    Radus-„no, Kair przeciez”
                    Ja-„A czy jest tu jakas rzeka??”
                    Radus-„Tak. Przeciez płynęliśmy po niej. Ma na imie Nil”
                    Ja-„Jak się nazywal krol Egiptu??”
                    Radus-„Faraon”
                    Ja-„a jakich Bogow Egiptu znasz??”
                    Radus-„ Zlego Seta, który zabil swojego brata Ozyrysa. I potem z nim walczyl
                    synek Ozyrysa, który tez był Bogiem i miał na imie Horus. Ale on był dobrym
                    Bogiem, mimo iż się bil, a przeciez nie wolno się bic, prawda? [teraz to ja
                    zaczelam się smiac ;-) Przeciez opowiadałam mu ten mit przed swiatynia w Edfu!
                    A wydawalo mi się, ze nie slucha…]
                    I ten Horus jest przedstawiany jako ptak, taki sokol. [ja już mialam dosc-ale
                    moje dziecko nie!] I znam jeszcze ta Izyde co ma rogi jak krowka i miedzy nimi
                    sloneczko.”
                    Oniemiałam… Duma mnie rozrywala, bo przeciez który pięciolatek wie tyle o
                    Egipcie??!!??!??!! Mam nadzieje, ze zalapie bakcyla i pokocha Egipt tak jak ja…
                    Nie wytrzymałam i dorwalam się do niego obsupujac go calusami i mocno
                    przytulając….

                    Wypiliśmy wode i poszliśmy zwiedzac pozostałości z Tell El-Amarny. Potem do
                    sali z bogactwami pochodzącymi z grobu Tutenchamona (uwielbiam patrzec na
                    zawieszone na ścianach zdjęcia zrobione podczas opróżniania grobu przez Howarda
                    Cartera) Nastepnie sala z mumiami zwierzat, gdzie Radus się zachwycal ogromnym
                    krokodylem. I tak od sali do sali-zeszlo nam ponad 2h i przyszedl czas wyjscia.
                    Nie zdążyliśmy wspomniec kierowcy o aptece, ponieważ już 4 osoby zgłosiły
                    podobny problem. Wiec jedziemy ulicami Kairu i pomalu zegnamy się z tym pelnym
                    kontrastow miastem. Wszyscy z przyklejonymi do szyby nosami-jedny lapia
                    ostatnie widoki Kairu, drudzy-szukaja w tle piramid, trzeci-apteki ;-)
                    hihihihihi
                    Jest. Wypadamy w szesc osob i ja od progu krzycze „Intetrix! Intetrix!”
                    Jest to wspanialy lek na zemste. Jest to antybiotyk, który dziala dosłownie od
                    razu! W opakowaniu jest 20 tabletek, cena 12le. Kapsułki dwu kolorowe. Lyka się
                    jedna tabletke a druga po 12h. I zazwyczaj na tym się kuracja konczy. No,
                    jeżeli jest potrzeba-to po kolejnych 12h lyka się nastepna tabletke.
                    Pan nam podal opakowanie, które w wielkim pospiechu od razu zostalo otworzone i
                    rozdzielone na miejscu miedzy potrzebujących ;-) pan nawet nam przyniosl wode z
                    zaplecza! Było pelno zamieszania i smiechu… na koniec aptekarz s
                    • platynka.iw Re: 07.10.2005 (piatek) DZIEN 10 27.10.05, 21:47
                      Było pelno zamieszania i smiechu… na koniec aptekarz stwierdzil „Wy, Polacy
                      jesteście bardzo zabawnym narodem” ;-)

                      Wiec jedziemy w kierunku półwyspu Synaj. Robi się sennie, leniwie… Jest duzo
                      miejsc, wiec wyganiam Rzesia na siedzenie za nami, żeby się przespal. Radusiowi
                      wlaczam bajeczke, żeby sobie oglądał i przytulam go mocno…wspominam
                      jego „wystep” w muzeum… tak strasznie mnie zaskoczyl, zaimponowal!
                      Niespodziewalam się…

                      Droga się ciagnie. Nawet nie wiem kiedy przysnęłam. Teraz się obudziłam bo mamy
                      postoj na jakas kawe, herbate czy siku. Za chwile wjedziemy w Kanal Sueski i
                      będziemy już na Synaju. Troche się gonimy by rozprostowac kosci i po 10
                      minutach jedziemy dalej.

                      Kanal Sueski. Jak dla mnie-nic szczególnego. Nie znam się na tym. Fakt-sama
                      mysl, ze nad nami sa niewyobrażalne ilości wody i przepływają statki-robi
                      wrazenie, ale sam tunel…Jak się jedzie w Dolomity na narty-tam dopiero sa
                      tunele, które się ciągnął nieraz kilometrami i sa przewiercone przez srodki gor.

                      Wyciągam jakies buleczki, owoce… czas się czyms posilic. Robi się pomalu
                      zmierzch. Jedziemy od dłuższego czasu droga wijaca się wśród wspaniałych,
                      kolorowych, kamienistych gor Synaj. Mijamy oazy beduinow… i znowu pustka. Ok.
                      18 jest już prawie ciemno. Nasz przewodnik Arab, policjant turystyczny i
                      kierowca-wyjmuja jedzonko i zaczynaja sniadanie ramadanowe. Jeszcze godzina,
                      dwie i będziemy na miejscu.
                      Jest już zupełnie ciemno. Chudziutki księżyc daje niewiele swiatla. Zapadaja
                      prawdziwe egipskie ciemności… nie widac nic! Tylko co jakis czas gdzies w
                      oddali pali się jakies światełko-to miejsca, gdzie swoje domy, namioty maja
                      Beduini…
                      Mysle sobie „niesamowite tak mieszkac! Bez apteki, sklepu… Na takim odludziu…”

                      I oto wjeżdżamy w Park Narodowy Egiptu. Kupujemy bilety w cenie 3$ od osoby.
                      Okazuje się, ze pod Klasztorem Sw. Katarzyny sa tylko cztery hotele-i wszystkie
                      3***.
                      Nam przypadl na ta jedna jedyna noc hotel bez nazwy ;-) Znaczy się-nigdzie nie
                      było napisane jak się ten hotel nazywa… na moja prosbe w recepcji o jakis
                      folder tego hotelu-pan odpowiedział, ze nie ma ;-)

                      Wiec odbieramy klucze od pokoju i leciemy na kolacje… Fuj… Dobrze, ze mialam
                      kanapki z rana. Jedzenie zimne, niedoprawione…jedna wielka mamalyga. Sam hotel
                      (mimo iż obiecałam sobie iż nie będę tu pisac o hotelach) jeden wielki syf,
                      śmietnik i porazka!

                      Po kolacji jedziemy jeszcze do sklepu. Kupujemy zapas wody i napoi kolorowych,
                      jakies słodycze i wracamy.

                      Lecimy do pokoju. Jest już 20:00 a my o 02:15 wstajemy by wejsc na Gore
                      Mojżesza. Szybka kapiel w zimnej wodzie i wskok do brudnej poscieli (bleeeeeee)
                      Boje się, ze zlapiemy gangrene ;-)
                      Nastawianie budzenia na 2:15 i walka z organizmem, by jak najszybciej zasnął…
                      Lezymy, lezymy a sen nie przychodzi…

                      Iwonka
                      • Gość: alku pisz pisz IP: *.kghm.pl / *.lubin.dialog.net.pl 28.10.05, 08:41
                        Iwonka pisz dalej, bylam w tym roku w Egipcie po raz pierwszy nie zachwycił
                        mnie tak jak ciebie ale po lekturze trwoich zapisków mam nawet ochote tam
                        wrócić.
                        Jak czytam to co napisałaś to czas zatrzymuje suie w miejscu siedzę w pracy nic
                        mnie nie interesuje tylko to co piszesz.
                        Mam pytanko jakim cudem zapamiętałaś wszystko co robiliście każdego dnia?
                        Prowadziłaś jakiś dziennik!! I jeszcze chetnie zobaczyłabym kilka waszych zdjeć
                        z podróży bo strasznie jestem ciekawa jak wygladacie.
                        Pozdrawiam i czekam na jeszcze
                        • platynka.iw Re: pisz pisz 28.10.05, 12:53
                          >Iwonka pisz dalej, bylam w tym roku w Egipcie po raz pierwszy nie zachwycił
                          > mnie tak jak ciebie ale po lekturze trwoich zapisków mam nawet ochote tam
                          > wrócić.

                          >jak czytam to co napisałaś to czas zatrzymuje suie w miejscu siedzę w pracy nic
                          > mnie nie interesuje tylko to co piszesz

                          Dobrze, ze nie widzisz jak sie w tym momecie czerwienie i plone...
                          dziekuje!!!!! Dziekuje bardzo!!!!!!!!!!!!!

                          To jest tak. Nie notowalam wspomnien. Tylko zapisywalam hasla, godziny, daty,
                          ceny,... Kazdy dzien pamietam, poniewaz kazdy dzien bardzo mocno na mnie
                          oddzialywal! To byly wspaniale wakacje!

                          Pozdrawiam cieplutko :-)
                          Iwonka
                          GG1070925


                      • anuulka Re: 07.10.2005 (piatek) DZIEN 10 28.10.05, 10:25
                        Bardzo przyjemnie spedzam czas... w pracy... na czytaniu Twoich wspomnien z
                        Egiptu :) Mam nadzieje ze mnie nie przylapia i nie zwolnia hehehe ;) Z
                        niecierpliwoscia czekam na ciag dalszy. Moje uznanie za wspaniala pamiec i
                        umiejetnosc przelania tego na "papier" w sposob taki ze wszyscy nie moga
                        doczekac sie dalszego ciagu.. zazdroszcze :)
                        Dzieki Tobie czuje caly czas atmosfere Egiptu pod skora mimo ze od powrotu z
                        mojego drugiego pobytu minal juz ponad miesiac.. Teraz odliczam dni do
                        kolejnego wyjazdu za 2 miesiace..
                        Tak jak wszyscy czekam na szybki ciag dalszy i mam nadzieje ze bedziemy mogli
                        podziwiac rowniez Wasze zdjecia.!
                        POzdrowienia dla calej Waszej gromadki :)
                        • mrowka69 Re: 07.10.2005 (piatek) DZIEN 10 28.10.05, 10:41
                          ja myślę że Iwonka powinna zacząć spisywać ksiąkę i po kilku wyprawach będzie
                          to rzecz nieoceniona dla podrózników. naprawde tak myslę, przyjemne z
                          pozytecznym Iwonko, trzymaj się ciepło i czekam na ciąg dalszy, pzdr
                          • platynka.iw 08.10.2005 (sobota) DZIEN 11 28.10.05, 12:14
                            I znowu znajome „Ti, Ti, ti, Ti… Ti, Ti, Ti, Ti…” Nieprzytomna patrze na
                            telefon. Jest 02:15.
                            Mysle sobie “poleze sobie jeszcze... poczekam az zadzwonia z recepcji” Leze,
                            leze… a tu nic. O 2:20 budze chłopców. Ubieramy dzien wczesniej przygotowane
                            ciuchy (adidasy, lekkie spodnie, bluzeczki z krotkim rekawem i bluzy) Zabieramy
                            spakowana poprzedniego dnia torbe i wychodzimy… Przy recepcji czeka na nas
                            letnia :-/ kawa i herbata. Wypijamy po lyku. Pytam w recepcji, dlaczego nas nie
                            obudzono? Pan zdziwiony stwierdza, ze dzwonili do nas, ale nie odbieraliśmy
                            telefonu… hmmm… ciekawe.
                            Wychodzimy. Przy autobusie spotykamy znajomych… Wymieniamy się narzekaniami na
                            temat hotelu…Narzekamy na syf, ochydne jedzenie i brak cieplej wody. Justyna z
                            Emilem, którzy mieli pokoj na parterze-w ogole nie zmrużyli oka! Powod był
                            banalny! Okazalo się, ze gdy oni ok.21 chcieli spac-mieszkajacy obok w pokoju
                            faceci z obsługi zaczeli impreze ramadanowa. Podobno spiewali, tanczyli o
                            Allach jeden wie co jeszcze! Gdy zainterweniowali-powiedzieli, ze się uspojkoja…
                            a po 10 minutach to samo. Nic to… Ktos nie spi, żeby ktos niemogl spac ;-)
                            hiihhihiih
                            Rzes stwierdza, ze jest to pierwszy raz, kiedy jesteśmy tak negatywni, ze
                            niezle poszliśmy po bandzie ;-) Stwierdzamy, ze ma racje. Ze nie ma co sobie
                            zawracac tym glowy i zmieniamy temat.

                            Gdy widze ile energii ma Radek-to mnie to przeraza. Spal zaledwie kilka godzin
                            a teraz biega, skacze i jest pelen entuzjazmu! Niesamowity dzieciak!

                            Odbieramy latarki, wsiadamy do autokaru i przejeżdżamy jakies 3km na parking.
                            Nasz egipski przewodnik zegna się z nami, wraca do hotelu spac. Natomiast my
                            mamy podążać w strone swiatla ;-) To znaczy-na początku Ida Beduini a za nimi
                            grupy z latarkami. Zostajemy przypisani do dwoch chłopaków i ruszamy w gory. Po
                            ok. 500 metrach mijamy po prawej klasztor Sw. Katarzyny. Biedni Ci mnisi. Gdyby
                            mnie tak codziennie od 2-3 nad ranem wrzeszczeli pod okiennicami, to bym chyba
                            oszalala!

                            Tam robimy chwilowy postoj, żeby się nasza grupa zebrala. Jakos ot tak… od
                            niechcenia Rzes podniosl glowe do gory i-zamarl! Wyszeptal tylko „Myszek…
                            patrz!” Wiec i ja jako grzeczna zona ;-) podnosze glowe i-już nie chce jej
                            opuścić. Mój Boze! Tak rozgwieżdżonego nieba w zyciu nie widziałam! Nawet w
                            Tunezji na Saharze! Wydaje się, ze tam-na gorze ktos rozpalil setki miliony
                            połyskujących swieczek! Ogromny sufit pelen maleńkich światełek! Normalnie….
                            Mam wrazenie, ze gwiazdy sa na wyciagniecie reki! Ze lada moment, nas
                            przygniota! A jest ich tyle-ze nie ma kawałeczka nieba bez gwiazdeczki. Mocno
                            poupychane jedna przy drugiej…normalnie-tysiace, miliony gwiazd! Wspaniala,
                            gwiazdzista noc! Nie jestesmy wstanie nasycic się jej pieknem i tajemniczością!
                            Boze… jaki cudowny widok!
                            Tyrpiemy łokciami znajomych, którzy patrzac na to wspaniale i zjawiskowe
                            przedstawienie zapadaja w chwilowe odrętwienie i bezruch… Wszystkich ten widok
                            powala… czuc w tym momencie potęgę i sile Boga/Allacha/Nadprzyrodzonej Sily…

                            Ruszamy dalej. Od razu zaczepiaja nas przewoznicy proponujący wielbady. Ile ich
                            jest! Niektóre widac, ale sa momenty, ze człowiek idzie, nic nie widzi, swieci
                            sobie tylko pod nogi-az tu nagle widac ich pyski! Kilka centymetrow przed soba!

                            A dookoła czuc smrod gowien. Czy to jakas grupa przed nami ma powazny problem z
                            zemsta faraona?? ;-) Czy to wielbłądy?? Raczej to drugie… heheeh

                            Podejście od razu jest w gore-i przez cale prawie 3h wspinania tak jest.
                            Przeszliśmy już jakies 20 minut. Swietnie wyglada ten marsz latarek! Jakby
                            swiecacy, wijacy się waz okalal zbocze gory… Przed nami swiecaca nitka, za nami
                            swiecaca nitka… bajkowy widok.
                            Po jakis 10 minutach stwierdzam, ze nie dam rady wejsc… Mam problem z
                            krazeniem, z zylami i strasznie szybko mi nogi wysiadaja ;-( Normalnie najpierw
                            jest bol-a potem zero czucia ;-( Mowie do chłopaków, żeby szli sami, a ja się
                            wroce. Nie chca mnie puścić. Ja nie chce ich puścić. Ale widze, ze nie ma
                            innego wyjscia… Z calych sil przekonuje ich, ze tak będzie lepiej. Ze mnie
                            bardzo bola nogi. Ze maja isc sami i koniec. Radus przytula się do mnie i
                            mowi „mamuniu, ale jak to… mamy isc bez Ciebie??” Lzy napływają mi do oczu „tak
                            Moje Kochanie… Mamunia nie da rady, bardzo ja bola nozki…Ale Ty weź tatusia,
                            opiekuj się nim i razem wejdzcie na sam szczyt!” Obaj spuszczaja nosy, sa
                            smutni…

                            Daje im aparat, torbe z piciem i cieplymi ciuchami i… odchodza. Stoje jak
                            kamienny posag. Oni się oddalaja, inni ludzie mnie mijaja i pomalu ich
                            zakrywaja… a ja patrze w ich oddalające się plecy i lzy napływają mi do oczy. I
                            złość, na cholerne zyly. Moglam to przewidzieć! Przeciez wiem jaka trudność mi
                            sprawia wejście po schodach, jaki bol! W momencie kiedy znikaja mi z oczu-czuje
                            gorace lzy na policzkach. I w srodku determinacje-NIE! Nie poddam się! Chce z
                            nimi przezywac wschod słońca, chce, żeby w zimowe wieczory to były NASZE
                            wspomnienia! Choćbym miala plakac z bolu… chce być przy nich! Tak strasznie ich
                            kocham! Nie chce, żeby z mojego powodu się smucili i zamiast cieszyc się
                            wschodem słońca-zamartwiali o mnie! IDE!

                            Zbieram się cala w sobie i ruszam do przodu. Swoim tempem. Jak czuje, ze bol
                            narasta-przysiadam na kamieniu. Wiem. Nie powinno się podczas wspinaczki w gory
                            siadac. Ale po bolu przychodzi odrętwienie i brak czucia-wiec wole usiąść niż
                            złamać noge czy wpaść w szczeline. I tak sobie dreptam… powoli, przysiadając co
                            chwile i masując nogi… Noga za noga… krok za krokiem…

                            Gdzies tak w polowie drogi zachcialo mi się strasznie pic. No tak. Cala woda
                            plus pieniadze sa w torbie, która ma Rzesiatko. A z naszej grupy nie ma już
                            nikogo. Nic to. To nieważne. Wazne, żeby nogi wytrzymaly. I ide. Wbrew
                            pragnieniu. Wbrew bolowi. Wbrew sobie.

                            Kolejny przystanek gdzie można kupic cos do picia, jedzenia… Szukam Moich
                            Chłopaków, ale ich nie widze. Wiec ide dalej… wolno, tak-jak mi nogi pozwalaja.
                            Tylko ciagle się oglądam za siebie czy sa tam jeszcze swiatla latarek… Bo
                            głupio byloby zostac na koncu i się np. zgubic…

                            Mijaja minuty… ciemność mnie otacza. Nawet bateria w latarce już ma dosyc i
                            wysiadla ;-)
                            Mysle o Rzesiu i Radusiu- Sa Moim Wszystkim! Martwie się o nich… Czy Rzesio ze
                            swoja astma podola?? Czy Radzik na swoich maleńkich nozkach da rade?? Jednak
                            wolalabym już ich znaleźć… bylabym spokojniejsza.

                            Wspinaczka staje się nuzaca. Patrze na zegarek. Jest 04:30. Wschod słońca ma
                            być ok. 05:30. Może powinnam przyspieszyc?? Nie wiem gdzie jest ten szczyt… czy
                            zdaze?? Mam nadzieje, ze tak… Oglądam się za siebie-latarki ciagle swieca.

                            Przysiadlam kolejny raz by dac nogom chwile wytchnienia. Przechodzaca wlasnie
                            obok jakas amerykanka troskliwie zapytala czy wszystko dobrze i czy może chce
                            wody. Wody. Tak, poprosze. Wypijam pomalu dwa lyki i jestem jej bardzo
                            wdzieczna…
                            • platynka.iw Re: 08.10.2005 (sobota) DZIEN 11 28.10.05, 12:15
                              Mysl o tym, ze zaraz spotkam Moich Chłopaków i razem będziemy oglądać wschod
                              słońca dodaje mi ogromnych sil! Mysl o Nich jest moim motorem napedowym!

                              I dalej. W gore. Przez waskie przesmyki… kamienie… nie widac nic. Ciemnosc
                              zasnula wszystko… Dookoła słychać jezyki chyba z całego swata! Wlasnie minela
                              mnie grupa japończyków? z maseczkami na twarzy. No tak… przy tym smrodzie to by
                              i mnie się przydala ;-)

                              Mijam ostatni punkt, gdzie można kupic kawe, herbatke… masa ludzi! Odnajduje
                              Justynke i Emila. Dowiaduje się, ze spotkali Rzesia i Radusia, mowili, ze
                              zrezygnowałam i byli bardzo smutni… ;-( Dowiaduje się także, ze na szczyt jest
                              już bardzo blisko. I ze Emil ma już dosyc… Razem z Justynka dodajemy mu otuchy
                              (Justynka nawet chce mu poniesc plecak ;-) i już razem wspinamy się dalej.

                              Jest 05:10. Zrobilo się troche jasniej… w miejscu gdzie ma wstac slonce-widac
                              już blada lune. Emil chce się poddac mówiąc „przeciez już się zaczęło!” ;-) Nie
                              pozwalamy mu zrezygnowac. Jeszcze jeden zakret, jeszcze kilka stopni i-oto
                              jesteśmy na gorze! Skad to wiem? Bo nagle uderzyla mnie sciana ludzi! Jest ich
                              setki! Stoja zwróceni w jednym kierunku, jakby czekali na metro! ;-)

                              Zostawiam Justynie z Emilem i idac przez te tlumy krzycze „Rzesiu!! Radus!!
                              Rzesiu!! Radus!!” Nagle slysze Rzesia „Myszko! A co ty tu robisz?!?!” I
                              Radzika „Mamunia!!!!!!” zanim zdołam cokolwiek odpowiedzic-gine w ich uscisku.
                              Czuje ich mocno obejmujące mnie ramiona, lzy buchaja mi do oczu. Jestem taka
                              szczesliwa! Ze nic im się nie stalo! Ze jesteśmy znowu razem! Ze zaraz
                              zobaczymy wspolnie wschod słońca! Ze dalam rade wejsc!!!!
                              Rzes „wiesz, martwiliśmy się o Ciebie. Ale jak tak szliśmy to napisałem Ci sms,
                              ze dobrze, ze nie idziesz, bo jest bardzo ciezko… A Ty weszłaś! Jestes Wielka
                              Sloneczko! Jestem z Ciebie dumny! Ale jak Ty to zrobiłaś???”
                              Wiec mu w skrocie opowiedziałam wszystko… o ich oznikajacych plecach,
                              determinacji i mysli, która mnie napędzała…

                              Teraz słucham ich relacji. Okazalo się, ze na jednym z punktow napojowych
                              usiedli sobie na herbatke u Beduinow (5le) i Radus powiedział „zobacz tatusiu,
                              to nasza mamunia!”, a Rzes „Nie Maluszku. Nasza mamunia zrezygnowala”
                              Radus „no, ale nasza mamunia tak wyglada i ma taki kucyk”
                              To bylam ja! Mijalam ich. Nic to… czas goni. I jest zimno! Po prostu miesnie
                              przestaly pracowac. Wiatr chlodny wieje i organizm się wychłodził. Ubieramy
                              swetry, pożyczamy za 10le koc u Beduina i szukamy jakiesgos miejsca. Z tym nie
                              jest latwo. Wszyscy siedza, stoja, leza z aparatami i kamerami wycelowanymi w
                              jeden kierunek… Znajdujemy w koncu miejsce przy barierce. Radus opatula się w
                              koc i siada na mych stopach, my stoimi. Daje mu Knopersa i wtuleni w siebie
                              czekamy… czekamy… Az nagle czuje-ze cos mocno Radus napiera. Zerkam-a On
                              zasypia! No tak. Zjadl czekolade, pod kocykiem jest mu cieplutko… Z ciezkim
                              sercem budze go, bo potem mi strasznie zmarznie! Moje Słodkie Maleństwo!

                              Jest 05:32… luna się robi coraz jasniejsza… coraz intensywniejsza… wszyscy
                              kieruja wzrok w to jedno miejsce… zapada cisza. Rozmowy, smiechy milkną. Czuc
                              narastające napiecie… oczekiwane… nerwowość. Skad ta nerwowsc?? Przeciez musi
                              wzejść!

                              Jest już zupełnie cicho. W dole słychać świszczący wiatr. Mam wrazenie, ze
                              ludzie wstrzymuja oddech, by nie zakłócić powagi i majestatu przedstawienia,
                              jakie się zaraz odbedzie na naszych oczach…

                              I nagle wybucha szal! Krzyki! Oklaski! Jest! Widac jak zaokraglony kawałeczek
                              ciemnopomarańczowej kuli wynurza się zza gor! Ludzie szaleja! Przytulaja się.
                              Placza. Stojacy obok Wlosi zaczeli tanczyc. Gdzies z boku, chyba wegrzy,
                              zaczeli śpiewać… Dookoła słychać nieustający odgłos fleszy… zdjęcia, zdjęcia,
                              zdjęcia… Uchwycic ta chwile, ten moment to niesamowite widowisko! Japończycy
                              jada na dwie rece-sa w tym naprawde swietni! ;-)

                              A slonce już się wynurzylo do polowy. I nagle uderza nas kolejna odslona tego
                              Boskiego Spektaklu. Gory… jakby ktos delikatnie, za pomoca musnieca pedzla
                              nadal ich czubkom i szczytom koloru. Nagle dociera do naszych oczu i naszej
                              duszy-gdzie jesteśmy! Rewelacja!
                              Po nami niedostępne, grozne gory… ostre szczytu… tajemnicze wawozy…szczeliny…
                              stromo opadające w dol kamieniste boki gor….a my-niczym na dachu swiata-ponad
                              tym wszystkim… mam gesia skore na calym ciele, odruchowo wlaczam się do
                              chóralnych okrzykow „jeeee…. Ach…..” Mam wrazenie, ze w uszach slysze
                              anielskie harfy, które towarzysza temu ponadnaturalnemu zjawisku…

                              Slonce juz prawie cale widac ponad widnokręgiem, gory już prawie oświetlone…
                              Nie, nie! Wolniej! Za duzo wrażeń, za duzo do uchwycenia, do zapamiętania! Ale
                              widowisko trwa… I nie można go zatrzymac. Czuje się jak ktos uprzywilejowany,
                              jak wybraniec. I znowu dziekuje Najwyższemu za możliwość bycia tu i patrzenia
                              na ten ewenement natury… Nie pamiętam o bolu i trudach wspinaczki. Nie pamiętam
                              nic. Jak zahipnotyzowana, z wbitym wzrokiem w to cudne przedstawienie, mam
                              wrazenie, ze się unosze 2cmm nad ziemia… W sercu czuje cieplo, lekkość… Niech
                              ta ulotna chwila trwa…

                              Tak się ciesze, ze się nie poddalam, ze tu jestem, ze to widze…

                              Slonce jest już ponad gorami, które teraz nabralo brunatno-czerwono-
                              pomaranczowych barw. Sa PRZEPIEKNE! Slonce, które dopiero wstalo-grzeje z cala
                              sila. Mam wrazenie, ze ktos włączył ogrzewanie! Ściągamy z siebie swetry,
                              oddajemy koc i pomalu zwijamy się… Jeszcze kamyk do kieszeni na pamiątkę.
                              Jeszcze rzut oka na slonce, które już drugi raz podczas ostatnich dni nas
                              zadziwilo. Teraz już troche zblaklo, stalo się jasno zolte i tak intensywnie
                              swieci, ze wyciągamy okulary przeciwsłoneczne…

                              Patrze na zegarek i… znowu patrze. Niewierze. Patrze na zegarek Rzesia. To
                              prawda! Jest 05:45! To wszystko trwalo zaledwie 13 minut! A myślałam, ze minela
                              co najmniej godzina!
                              3h wspinaczki, żeby obejrzec 13 minutowe show…WARTO! WARTO! PO STOKROC WARTO!

                              Schodzimy w dol. Inna droga. Droga pątników. Podobno trudniejsza, ale bardziej
                              malownicza… Na początku schodzimy trzymając się za rece, ale waska sciezka
                              zmusza nas do rozstania ;-) Mijamy wspaniale wykute w skalach bramy, widzimy
                              groby beduinow z charakterystycznymi kopczykami z kamieni (sa stawiane w
                              miejscu gdzie jest ich glowa).
                              Co jakis czas przystajemy, by zrobic zdjecie czy nakręcić na kamere… jest
                              wspaniale. Te kolory gor! Tu polyskuje niebieski… tam czarny… Odcienie
                              czerwieni i zolci… cieple, przytulne barwy. Ogolnie gory sa raczej niedostępne…
                              zadnej roślinności. Zadnego zycia.
                              • platynka.iw Re: 08.10.2005 (sobota) DZIEN 11 28.10.05, 12:17
                                Tylko od czasu do czasu widac pod kamieniem walczaca o zycie, niewielka
                                roślinkę czy klujacy krzaczek… lub przemykajaca jaszczurke, szczura.

                                Tlum się przezedzil i schodzi się teraz wygodniej… Trzymam Radzia za jego
                                malnka raczke i dreptamy… Radzik… Moje slodzkie maleństwo. Jest niesamowity!
                                Nie tylko dlatego, ze tyle wie o Egipcie ;-) tylko, ze jest tak odporny i
                                potrafi się przystosowac do każdych warunkow. Jak slysze o dzieciakach, które
                                musza o ustalonych porach chodzic spac, jesc o wyznaczonych godzinach posilki…
                                Radzik jest taki inny! Jak chce spac-to po prostu zasypia! Niezależnie gdzie
                                jest i co się akurat dzieje. Jak jest glodny-to je. Nieważne co. Potrafi się w
                                trasie zapchac pusta bulka i nawet nie pisnie, ze chce cos innego! Nie narzeka,
                                ze trzeba wczesnie wstac. Ze trzeba dlugo jechac. O wlasnie! Jak widze te
                                dzieciaki które biegaja po samolocie, skacza po siedzeniach a na kazda probe
                                usadzenia reaguja krzykiem-to zachwycam się moim dzieckiem. Nigdy, NIGDY się
                                nie zdarzylo, żeby Radzik tak się zachowywal! Od momentu startu do momentu
                                ladowania zawsze siedzi na swoim miejscu. Fakt, ze staram się mu zabrac jakie
                                zabawki czy książeczkę. Ale to on potrafi się tym zabawic na cale 4h lotu!
                                Czy w autokarze. Ludzia mowia, ze zapominaja ze gdzies tam siedzi dziecko! Jest
                                wyjatkowo grzeczny. Ciagle uśmiechnięty. Radosny. Uwielbia zwiedzanie i
                                oglądanie nowych miejsc.
                                Wiem, wiem… musi mieć jakies wady ;-) Wiec niech będzie-wieczne gadulstwo ;-) i
                                wieczna chec do walk ;-)
                                Jestem jednego ciekawa-czy to, ze jest tak wyśmienitym traperem i wrecz
                                urodzonym wędrownikiem, wynika tylko z jego natury? Czy mielimy na to wpływ?
                                Mam tylko jedna nadzieje. Ze zaszczepimy w nim bakcyla podrozy. Ze nie będzie
                                ciulal kasy na kontach czy dusil się przez 20 lat w kredycie na dom… Oczywiście-
                                oby miał wszystko! I dom, i przepastne konto i podroze… Ale jeżeli nie. To mam
                                nadzieje, ze przy decyzji „remontujemy łazienkę czy jedziemy za granice” będzie
                                wybieral to drugie… Bo zycie jest takie krotkie a podroze maja tak wiele do
                                zaoferowania!!!!

                                Nagle z moich rozmyślań nad Radzikiem wyrywa mnie Rzes, który stwierdza „Wiesz
                                Myszko, jeżeli ten Mojżesz szedł przez beduińskie plantacje marihuany i
                                haszyszu, a potem mimo swego wieku, przez jakies 3h, wspinal się na ta gore-to
                                ja się wcale nie dziwie, ze widział gorejący krzew” ;-) heheheheehehhe

                                I oto jest. Klasztor. Na samym dole. Wiec już niewiele drogi nam zostalo…I
                                schodzimy tym zacienionym, przepieknym wawozem. Jeszcze kilka krokow, jeszcze
                                kilka serpentyn i…już wychodzimy na oświetlony plan kolo klasztoru. Zostawiając
                                jego wielkie mury po lewej idziemy 500 metrow na parking, gdzie czeka na nas
                                autokar. Krotka jazda do hotelu podczas krotej wszyscy wymianiaja się
                                wrazeniami z tej wycieczki… ogolnie wszyscy sa bardzo zadowoleni, ale nie
                                poszliby drugi raz ;-) eheheheheh

                                Teraz sniadanie. Idziemy do pokoju po drodze mijamy pelen zielonej wody basen…
                                Rzes stwierdza „przeciez ten basen wytworzyl już chyba wlasny ekosystem..
                                założę się, ze istnieje w nim jakies zycie” ;-) Ja dodaje „Ty! A może to basen
                                z algami?? Ja tyle kasy zostawiam u kosmetyczki na zabiegi z algami a tu mam
                                pod nosem!!” zasmiewamy się, bo i co nam pozostalo… ten hotel jest tragiczny.

                                Szybko się pakujemy rezygnując z kapieli w zimnej wodzie. Z wielka radością
                                opuszczamy ten syf i udajemy się do autokaru, który zawozi nas na znajomy już
                                parking. Tam nasze torby i plecaki zostaja dokladnie przetrzepane. Stamtąd
                                idziemy do klasztoru… jest strasznie upalnie! Czuje się jak na patelni! Zar
                                leje się z nieba! Gorac bije od nagrzanego piachu. Dobrze, ze od czasu do czasi
                                zawieje zbawienny wiatr…
                                W cieniu smarujemy się kremami i wypijamy po lyku wody.

                                Sam klasztor… no coz. Ja chciałam zobaczyc sale z czaszkami-ale była zamknieta.
                                Natomiast gorejący krzew czy studnia Mojżesza… Nie wiem. Może nie jestem az tak
                                wierzaca, żeby mnie powalily na kolana?? A może niewyspanie i zmeczenie
                                działały na niekorzyść tych miejsc?? Niewiem…w każdym razie, gdybym wiedziała
                                jak to jest-to bym wolala zostac w autokarze.

                                Jedziemy już zostawiając za soba klasztor i gory… pniemy się w kierunku Sharm.
                                Podziwiamy jeszcze bajkowo kolorowe, momentami o wymyślnych kształtach gory i
                                udajemy się dalej… Jeszcze godzina, dwie i-już jesteśmy w Sharm. Zostajemy
                                zakwaterowani w hotelu Rehana oddalonym jakies 25km od centrum. Jeszcze krotka
                                walka o zmiane pokoju i… już.
                                Jedyne co robie to wyciągam z walizek nasze stroje oraz zwierzaki Radzia i
                                biegniemy na basen…

                                Iwonka
                                GG1070925

                                P.s. Moze uda mi sie dzis wkleic zdjecia to podam jutro link... Buziaki for
                                all!!!!
                                • ewucha6 Re: 08.10.2005 (sobota) DZIEN 11 28.10.05, 13:10
                                  Iwonko !!!
                                  I doczekałam się, bardzo byłam ciekawa tego opisu, ponieważ podczas naszego
                                  pobytu w Egipcie niestety nie udało nam się zaliczyć Góry Synaj i ... jestem
                                  pod ogromny wrażeniem - czytałam a łzy same spływały po policzku, serce mocniej
                                  biło !!! Trochę się obawiałam (bo jestem w pracy) reakcji np. potencjalnego
                                  klienta, który wchodzi do pokoju i zastaje mnie płaczącą przed komputerem :-)
                                  hihihi ale nie potrafiłam się powstrzymać emocje, wzruszenie wzięły górę :-
                                  ) !!! Dziękuję Ci za ten opis !!!!
                                  Teraz już wiem, że muszę koniecznie zobaczyć taki właśnie wschód
                                  słońca !!!! ... ,też zabiorę moich chłopaków :-) BUZIAKI DLA WAS

                                  • platynka.iw Do Ewci 28.10.05, 14:32
                                    Ewcia, co moge napisac... dziekuje, poprostu bardzo dziekuje...
                                    Jestem w mega pozytywnym szoku... dziekuje...

                                    Caluj Slicznego Szymka!
                                    Iwonka
                                    • ivis Re: Do Ewci 29.10.05, 23:02
                                      Witaj Iwonko,
                                      naprawdę gratuluję z serca wspaniałego opisu. I bardzo siecieszę, że wdrapałaś
                                      siena Górę Synaj. Też w tym roku /wrzesień / na niej byłam. To cudnie
                                      rozgwieżdżone niebo jest niezapomniane, zadne zdjęcie czy film tego nie odda.
                                      Wschód słońca - no coż romantyczką nie jestem, ale droga pątników jest dla mnie
                                      przeżyciem. Znalazłaś tam wodospad???
                                      Serdecznie pozdrawiam, i do zobaczenia..........moze w Egipcie
                                      ivis
                              • mat.monika Re: 08.10.2005 (sobota) DZIEN 11 12.11.05, 01:05
                                Jak miło znów wędrować po Egipcie. Wielkie dzięki za to. Muszę Ci
                                powiedzieć ,Ze w Edfu naprawdę widziałaś sokoła.Ja też miałam tą niesamowitą
                                przyjemność zobaczyć"żyjące freski". Kiedy opuszczaliśmy świątynie usłyszałam
                                znajomy dżwięk więc odruchowo jak w naszym lesie podniosłam głowę w gorę
                                i ...zobaczyłam na tle biebieskiego nieba szybujące nad pylonem 2 barwne
                                sokoły.Po chwili dołączyła druga para i zaczęły obniżać lot aby coś leżącego na
                                ziemi pochwycić w szpony. Ciekawe jakby tą scenę zintrpretowali starożytni?
                                Nikt poza ludżmi którym pokazałam niebo,nie zauważył co się dzieje a szkoda bo
                                widok był przepiękny...
                          • platynka.iw Do mrowka69 28.10.05, 13:00
                            Hejka!
                            Dziekuje za pozdrowienia! A z ta ksiazka... kto wie ;-) hihihihi. Zartuje.
                            Sciskam Cie mocniutko i dbaj o siebie!

                            Iwonka
                            gg 1070925
                        • platynka.iw Do anuulka 28.10.05, 12:58
                          Witaj!
                          To co piszesz jest dla mnie niesamowite... tak samo jak wiele poprzednich,
                          podobnych postow. Takie slowa daja mi tak wiele ciepla i radosci! Jak je czytam
                          to wprost niedowierzam "to o mnie? o moich wspomnieniach? niewiarygodne!"

                          bardzo Ci dziekuje i prosze-zostan ze mna do konca 22 dni...

                          A zdjecia Rzesiuniek wkleja, wiec jutro powinny byc.
                          Jeszcze raz-DZIEKUJE I WIELKA BUZKA!!!

                          Pozdrawiam cieplutko :-)
                          Iwonka
                          GG1070925
          • radioaktywny Re: do: platynka.iw 13.11.05, 22:44
            A z jakim biurem podróży leciesz ?
    • bebicka Re: Trzeci raz w Egipcie - moje 22 dni w "domu".. 28.10.05, 16:16
      Iwonko czytam twoj opis z zapartym tchem i bardzo Ci za niego dziekuje.
      Dlaczego? Dlatego ze dzieki niemu to co bylo tylko wstepnym planem, czyli wyjazd
      zima do Egiptu, staje sie palaca koniecznoscia. Nigdy TAM nie bylam, ale teraz
      wiem ze za nic nie odpuszcze.
      A dzisiaj czytajac o Twojej wspinaczce tez, chcoiaz mzoe to glupie, nie moglam
      pohamowac lez:-)
      Tym bardziej ze doskonale Cie rozumiem, bo sama mam problemy z wchodzeniem w
      gory, co prawda nie nogi a kregoslup, ale efekt w postaci umeczenia na pewno ten
      sam. Ja sobie chyba wydrukuje te Twoj opis i naucze na pamiec i jak sama nie
      ebde dawala juz rady bede go recytowac jak mantre.
      Gratuluje wejscia na szczyt, mam nadzieje ze mi sie tez uda.

      A przy okazji gratuluje rodzinki, z opisu widac ze wspaniala ja mam tylko ejden
      mega problem, moj maz neistety nie polkanla bakcyla podrozowania w takim stopniu
      jak ja:-)
      Ale powiedz mi jeszcze w ajki sposob udalo Ci sie wychowac takiego mlodego
      podrozniak? Pytam bo moj synek ma 1,5 roku, troche sie juz tez najezdzil, ale
      jednak ciagle mam obawy ze w autokarze nie wytrzymalby... moze jest jeszcze za
      maly:-)
      no nic pozdrawiam serdecznie, az zal ze trzeba wrocic do rzeczywistosci, super
      ze jeszcze ponad polowa Twojej wyprawy przed nami. Czekam na dlaszy ciag i
      zdjecia oczywiscie
      Maraska
      • platynka.iw 09.10.2005 (niedziela) DZIEN 12 28.10.05, 23:43
        To była noc! Wczorajsze nocne wejście na Gore Mojżesza i pozniejsze siedzenie z
        nogami w basenie do 22 spowodowaly-ze padliśmy! Dosłownie! Żadne z nas nie
        pamieta jak i kiedy zasnął! Za to dzis-wstalismy o 9:30 wyspani… wypoczeci…
        suuuuuper!

        Zostajemy w tym hotelu do srody. W srode, w ramach wykupionego dodatkowego
        tygodnia, przenosimy się do innego hotelu.

        Otwieram drzwi na taras. Mamy pokoj na parterze. Z tarasu jest wejście na
        soczysta, jasno zielona, mieciutka trawe… Nie mogę sobie odmowic! Upewniam się,
        ze nikogo nie ma i… Wychodze w pizamie na oświetlony, goracy taras i na bosaka
        wbiegam na ta trawe…. Wywalam rece w bok-i zaczynam się krecic, krecic, krecic
        jak szalona!!! Jak mala dziewczynka!!! Szczescie jakie mnie wypelnia chce mnie
        rozerwac od srodka!!! Szybciej, mocniej!!! Dopada mnie Radus, który chwyta mnie
        i kreci się, kreci razem ze mna! Uuuuu…. Ale super! Nagle tracimy pion i oboje
        w salwach smiechu padamy na miekki, puszysty trawnik! Hahahahaha… trzymając się
        za brzuchy turlamy się w prawo, w lewo… Matko. Ale szaleństwo! Hihihihi… w
        koncu zziajani zastygamy lezac na plecach. Wpatrujemy się w bezchmurne,
        turkusowe niebo… w rozpostarta nad nami, wysoka, zielona palme… chłoniemy
        gorace promienie słoneczne i cieply, suchy wiatr… Jestem szczesliwa…

        Niestety. Radus przyplacil ta zabawe chwilowym kichaniem i drapaniem… no tak.
        Uczulenie na trawe ;-( Na szczescie po chwili mu przeszlo.

        Zbieramy się na śniadanko. Wchodzimy do restauracji i… o mamo! Co to za
        kolejka?? Podchodzimy bliżej. Nie, nie do jedzenia… tylko?? A! Już wiemy! To
        kolejka do napoi! No pierwszy raz się z czyms takim spotkałam. Ludzie stoja
        gęsiego, każdy trzyma w dloni pusta butelke i podchodząc do dystrybutora leja
        sobie w te butelki napoje… sok pomarańczowy i zimna karkade. Jak podeszłam z
        literatka by nalac Radkowi, malo mnie nie zjedli! ;-) Zreszta… nie było warto
        się bic. Okazalo się, ze z powodu tego brania w butelki, sok jest straaasznie
        rozcieńczony.
        Zjadamy śniadanko i wracamy do pokoju. Przyznajemy. Poprzednie, intensywne dni-
        troche nas zmęczyły… Postanawiamy, ze do srody nigdzie się nie ruszamy tylko
        leniuchujemy!

        Na szczescie wlasnie okres mi się skończył, wiec będę mogla pomoczyc się w
        basenie. Ale nie teraz. Teraz każdy chce odetchnąć, zajac się soba, swoimi
        sprawami…Wiec wlaczamy na Poloni (wow, w koncu TV ;-) I to po Polsku ;-)
        Radusiowi bajeczke. Lezy sobie na brzuszku, w samej koszulce i macha słodkimi
        nozkami… Wyglada rozbrajająco slicznie! Oczywiście poprosil o cos „z szuflady”
        i teraz slodko wcina WW
        ( bo jak w każdej rodzinie-i w naszej sa jakies hasla czy utarte powiedzonka…
        Wiec jest u nas w kuchni szuflada, w której sa słodycze. I Radus zawsze w domu
        pyta „mogę zjesc cos z szuflady?” I tak mu się to utrwalilo, ze
        słodycze=szuflada, ze nawet jak jesteśmy poza domem to mowi „proszę dac mi cos
        z szuflady ;-)” Najsmieszniej jak pojdziemy do kogos i Radus powie „zjadłbym
        cos z szuflady” ihhihi My wiemy, ze jemu chodzi o cos słodkiego do zjedzenia,
        ale inni nie… ;-) Takie nasze sekrety :-)

        Rzesio siedzi na lozku, na uszach ma słuchawki i slucha plyty Dave Weckla,
        przed soba położył poduszke, zabral palki i… w koncu cwiczy! (Bo Rzesia wielka
        milosc i drugi zawod to perkusista! I wszedzie zabiera z soba palki i puka, i
        stuka i bębni… a nawet jak nie zabiera-to puka palcami ;-) hihihi)

        A ja? Leze pośrodku. Przed soba mam przewodnik o Egipcie. Przegladam go… w
        zasadzie nie wiem po co. Czy ktos tak ma?? Ze nagle bierze jakas książkę o
        Egipcie i zaczyna ja przeglądać… otworzy na pierwszej z brzegu stronie i
        czyta?? Ja tak mam. I w domu. I tu. Wiec wlasnie czytam o Kairze, bo tam mi się
        otworzylo… ale pewnie zaraz przeskocze na Synaj. Jednak nie mogę się skupic, bo
        mi chłopcy nie daja! Radus co chwile obraca się i z calych sil mnie przytula. A
        Rzesio (niby przez przypadek ;-) zamiast na poduszce, zaczyna ćwiczyć na mojej
        pupie…hehehe. Uwielbiam ich za to, ze nie daja mi poczytac… ;-)

        Po jakis 2h wychodzimy na basen. Zajmujemy lezaki i rozkladamy reczniki… Nawet
        nie wiem kiedy Radus wlazł już do brodzika i bawi się z dwiema, slicznymi
        Czeszkami. My kładziemy ciala na wprost słońca i liczymy na brazowo-zlota
        opalenizne ;-) Tak teraz sobie mysle, ze przydaje się nieraz to straszne
        gadulstwo Radzika… bo dzieki temu mogę spokojnie lezec z zamkniętymi oczami ;-)

        Jeszcze poszliśmy na plac zabaw. Potem Radus ubral rekawki i z Rzesiem
        skoczyli do dużego basenu.

        I tak zlecial dzien… Po kolacji idziemy na spacer nad morze. W katalogu
        napisali, ze hotel jest oddalony 300 m. od morza… hmmm… chyba jakis egipskich
        300 m.!! Albo 300 m.x 3 ;-) Nic to… idziemy na niewielka plaze, a tam na
        lezakach Ola z Darkiem i Justyna z Emilem. Radus bawi się przy brzegu, a my
        plotkujemy o Egipcie… jak ja to lubie :D ihhihi

        Ok. 21 wszyscy zbieramy się do hotelu… Ciegle odczuwam wczorajsza spinacze w
        nogach, wiec chetnie się poloze… w dodatku wysoka fala ochlapala Radusia i
        marudzi, ze go sol szczypie. Biedulka :-*


        Szybkie mycie, caluski na dobranoc, walka o klimatyzacje (Rzes zawsze ustawia
        nizej [wtedy ja marzne-bo jestem zmarzluch], a ja podkręcam wyzej [i wtedy
        Rzesiowi jest za goraco] ;-) wymienienie się wyznaniami „kocham Cie” i sen…

        Iwonka
        GG 1070925




      • platynka.iw Do bebicka 29.10.05, 00:00
        Po Twoim poscie... nie wiem co napisac. Bardzo mnie wzruszyl. Tak bardzo, ze
        sie poryczalam. dziekuje... te slowa sa dla mnie bardzo wazne i zapadly mi
        gleboko w serce...
        Gdybys chciala pogadac o Egipcie, zapraszam!
        A co do wspinaczki-wierze, ze sobie poradzisz! Bo naprawde warto!

        Cos Ci napisze... Moze to zabrzmi kontrowersyjnie-ale wierz mi, nie oto mi
        chodzi. Naprawde!
        Rzes nienawidzi Arabow... ale to strasznie i do spodu! I jak planowalam ten
        wyjazd i cos tylko wspominalam-widzialam, ze az go telepie! Ale On mnie bardzo
        kocha. Stara sie zrozumiec i zaakceptowac do konca moje zaswirowanie na temat
        Egiptu. I pojechal ze mna. I slowem nie narzekal. Wiec mozna. Pogadaj z mezem.
        Na pewno sie zgodzi! :-)

        Co do Radzika. Wlasnie nie wiem czy to kwestia wychowania czy wrodzonych
        predyspozycji?? Nie chce sie madrzyc na temat wychowania, bo sama nie wiem jak
        to sie stalo ;-)

        Powiem tak. On od malenkosci z nami wszedzie jezdzil, zabieralismy go w dalekie
        trasy, na wycieczki, na koncerty... Nigdy nie przejmowalam sie drobiazgami
        typu "musimy wrocic, by go o 20:00 wykapac" albo "nie wyjdziemy z Wami do
        knajpki, bo o 15 Radus musi zjesc zupke". Sa pampersy, chusteczki, zupy w
        sloikach-a to wszystko dla dzieci. Rozumiesz mnie? Nigdy go nie
        rozpieszczalismy (chodzi mi o to, ze nie pozwalalismy, by nam wchodzil na glowe)
        Od poczatku rozroznialismy zal, smutek-od zwyklego marudzenia i jeczenia i
        nigdy nie dawalismy na to drugie przyzwolenia. I cos na czym mam bzika-
        konsekwencja. Jezeli powiedzialam nie-to nie. Jezeli cos obiecalam-musialo sie
        to stac. Przez wiele wyjazdow, z roznymi ludzmi-mial czesty kontakt z nowymi
        miejscami i nowymi twarzami. Nie potrzebowal nigdy do snu ulubionej podusi i
        ciszy. Nawet jak siedzialam z nim w domku na wychowawczym i mialam dla niego
        czas-codziennie przez jakies 2-3 godziny musial zajmowac sie sam soba. By umial
        sobie zorganizowac czas, by nie byl zalezny ode mnie, by sam wymyslal sobie
        zajecia a nie bawil sie tylko w narzucony sposob. Jak mial 16 miesiecy polecial
        z nami do Tunezji i tam przekonalismy sie, ze mozemy z naszym dzieckiem
        podrozowac wszedzie i zawsze!
        Mysle, ze czesc-to jego wrodzone predyspozycje. Czesc-przyzyczajenie do takiego
        trybu zycia. Czesc-zaufanie do nas. Tak sadze.
        Ale jezeli jest tu jakis psycholog dzieciecy to sama sie dowiem skad Radek jest
        tak dzielnym, samodzielnym, przyjmujacym kolejne dni takimi jakimi sa-bez
        marudzenia, odpornym na trudy i znoje dzieckiem...


        Trzymaj sie cieplutko :-)
        Iwonka
        GG 1070925
        • platynka.iw 09.10.2005 (niedziela) DZIEN 12 29.10.05, 09:56
          Kolejny słoneczny dzien! W Egipcie nie ma czegos takiego, co się zdarza na
          wczasach w Polsce. Ze się rano podchodzi do okna, odslania firanke i patrzy czy
          swieci slonce, ile chmur na niebie, czy będzie padac czy nie itd. Tu się
          wstaje, na pewniaka ubiera na krotko i wychodzi na full grzejace slonce!

          Idziemy na sniadanie… Stoje po nalesniczki dla Radzia i tak sobie mysle „ale
          bym zjadla nasze ser bialy z prawdziwym razowcem” mmm… ;-) Chyba zaczynam
          tesknic za domem!

          Po śniadanku przebieramy się i idziemy na basen. Radzik w brodziku, my na
          lezakach… Godzina, dwie… I już mam dosyc! Dla mnie hotel to tylko noclegownia.
          Miejsce gdzie się spi i bierze prysznic. I szczerze podziwiam tych, którzy jada
          na 14 dni na wczasy i spędzają te dni na opalaniu i plywaniu w basenie. Ja bym
          chyba umarla z nudow! To zaledwie 1,5 dnia a ja już czuje, ze się dusze! Wiem..
          z pewnością jedna z przyczyn jest fakt, ze ja się w ogole nie opalam! Naprawde.
          Zero pigmentow… Jak leze to slonce ode mnie, niczym od tafli lustra odbija
          się ;-) Co już nie robiłam… Przez 3 miesiace przed wyjazdem zarlam karoten w
          ogromych ilościach… W poprzednich latach, jak Radzik jeszcze spal w dzien-
          chlopcy chodzili do hotelu a ja od 12-14, bez filtrow smażyłam się… Efekt?
          Bladość i przezroczystosc skory. Jestem tak blada, ze widac dosłownie jak
          płynąca w zylach krew pulsuje ;-)
          Wiec jak mam to lubic, skoro jest to w 100% bezefektowne??
          Zreszta… ja uwielbiam zwiedzac, być w ruchu… meczy mnie ta sytuacja.

          Widze, ze Rzes tak jak i ja wierci się na lezaku, nie może się ustawic… tez się
          meczy. Patrzymy na siebie i wiemy wszystko… wystarczy nam już tego
          odpoczynku! ;-)

          Nie! Gniecie mnie ten lezak! I ta mucha co się uparla i ciagle kolo mnie
          bzyczy! Nie, nie, nie… Opalanie to nie jest to, co Tygrysku lubia najbardziej ;-
          ) Nienawidze narzekac, wiec zamiast tu lezec i pogrążać się w negatywach-
          postanawiam cos zmienic.
          Biore Radzika na plac zabaw, przynajmniej cos się będzie dzialo. A Rzesio
          bierze pletwy i idzie popływać w morzu. I tak mija kilka godzin…

          Wracamy do pokoju, by cos zjesc i się napic. Nagle Radus krzyczy „mamuniu,
          zobacz, na scianie siedzi Wojtek!” No tak! To nasz Wojtek! (Wojtek-tak Radus
          nazwal jaszczurke, która w tamtym roku przez 3 dni mieszkala z nami w pokoju
          w „Coral beach” w Hurghadzie ;-) Hihihi…

          Daje Radziowi bulke i wlaczam na chwilke Polonie. No tak. Wybory. Oby tylko
          Kaczor nie wygral…

          Wrócił Rzes. Okazalo się, ze pomost, który przy plazy „Rihana” wychodzi w
          morze-konczy się dokladnie nad sama, rozlegla rafa. I żeby wejsc do morza-
          trzeba po niej przejść! Tragedia! Efekt jest takji, ze nie dosc, ze Rzesio był
          zmuszony stanac na rafie :-( to jeszcze rozwalil sobie piete ;-(. Qrcze… nie
          wyglada to dobrze. Smaruje mu rane mascia Tribiotic i nakładam plaster.

          Mowie „Rzesiu. Może popłynąłbyś jutro na rafy?” i wystukuje do Georga z Aaba
          Sharm sms z namiarami na nas i zapytaniem, czy może się z nami skontaktowac.
          Odpisuje natychmiast, ze będzie do nas dzwonil do naszego pokoju o 20:00.
          Super! Milo mnie zaskoczyl ta natychmiastowa reakcja!

          No co. Przeciez nie będziemy tu gnic, w tym pokoju! Wracamy na basen. Radus w
          rekawkach plywa z Rzesiem w duzym, ja leze i czytam książkę o… Egipcie ;-)
          Nagle slysze jakies tubalne „hallo” i ktos siada na lezaku obok. To jakis
          Egipcjanin. Okazalo się, ze chce mi zaproponowac wycieczke do Kairu i na Gore
          Mojżesza ;-) hehehe. Odpowiadam mu, ze bardzo dziekuje, ale wlasnie wróciliśmy
          z tych miejsc. Robi wielkie oczy i pyta „jak to możliwe?” Odpowiadam, ze od 28
          wrzesnia jesteśmy w Egipcie na objazdowce. Mina mu markotnieje. Patrzy na mnie
          i pokazując palcem na moja reke mowi „jeżeli nie chcesz jechac to wystarczy
          powiedziec –nie. A nie klamac, przeciez widze jaka jestes blada, ze dopiero co
          przyjechaliście do Egiptu” i odchodzi :-/ Nie mam wiecej pytan…

          Upewniam się, ze jednak nie leze w cieniu ;-) i wracam do lektury. I znowu ktos
          mnie zaczepia. Tym razem inny Egipcjanin proponuje mi zrobienie na glowie
          maleńkich warkoczykow. Hmmm… Przyznaje, ze myślałam o tym. Tylko co potem? Jak
          się rozplacze te wlozy-czy nie sa zniszczone, jak siano? Troche rozmawiamy ja
          jednak w koncu rezygnuje. Ok. To ten nagle odwija nitke, która miał na palcu i
          ciagle ja mamlal i proponuje-ze zrobi mi nia depilacje twarzy…. O FUUUJJJ!!!!!
          Stwierdzam, ze lubie moja twarz z moimi wloskami i bardzo mu dziekuje ;-)

          Jest 18:00 i robi się szaro. Pracownicy składają parasole i lezaki. Wracamy
          przebrac się do pokoju i idziemy na kolacje. Stoje z talerzem w kolejce i na
          widok ryzu, makaronu mysle sobie „ale bym zjadla bigos. Albo golabki” ;-)
          hihihi

          Po kolacji spacer miedzy basenami i na 20:00 powrot do pokoju, przeciez ma
          dzwonic Georg. I dzwoni. Mowie mu, ze chcemy wykupic samolotowa Petre na ten
          piątek oraz, czy jest szansa na wyjazd jutro na rafy. Dogadujemy się. O 08:00
          ma Rzes stac przed hotelem, a jak w srode przeniesiemy się do centrum Nama Bay
          to wpadniemy do niego i zaplacimy za wyjazd.
          Wyjazd jest na Ras Mohammed. I super.

          Jeszcze wieczorna sesja fotograficzna cudnie oświetlonych basenow i-spanko.


          Iwonka
          GG 1070925





          • platynka.iw MIALO BYC 10.10.2005(PONIEDZIALEK) DZIEN 13 29.10.05, 10:09
            • pc_maniac Re: MIALO BYC 10.10.2005(PONIEDZIALEK) DZIEN 13 29.10.05, 11:23
              Przeczytałem i proszę o więcej :o)


              ==============================================
              Uwaga zadanie na dzis:
              1/ Otwieramy przegladarke internetowa
              2/ Idziemy do adresu: www.google.pl
              3/ Wpisujemy haslo: Ptasia grypa
              4/ Czytamy druga pozycje w wynikach
          • Gość: Maraska/bebicka:-) Re: 09.10.2005 (niedziela) DZIEN 12 IP: *.chello.pl 29.10.05, 12:21
            IwonkoJa tez mam nadzieje ze z mojego rozbojnika wyrosnie taki podroznik, na
            razie wiemz ejest dosc ciekawy swiata i nie boi sie nowych ludzi, nowych miejsc.
            Wprawdzie ma swoja ulubiona przytulanke, ale mzoe to wlasnie pomaga mu sie
            dostosowywac bez prbolemow do wielu hotelowych i nie tylko pokoi, ktore juz
            zwiedzil. Bo troche sie najezdzilsismy, jak mial 6 tygodniew drapalismy sie z
            nim na Sniezke:-)
            Inny problem mam, bo ja owszem mam pdoejscie takie jak Ty odnosnie spania itp.
            Ale moj maz juz nie. moody ma swoje wyznaczone pory i o tych godzinach ma
            chodzic spac, wiec w jakis sposob trzeba mu dopasowywac dzien. przyznam szczerze
            z ejak jestem w domu to mi to an reke ze o tej 14 Mlody idzie sapc a ja mam czas
            na kawe, komputer i poczytanie Twoich wspomnien. Juz sie martwie co bedzie jak
            sie skoncza:-)
            Gorzej z tym na wyajazdach, ja uwazam ze on przesadza, on sie wscieka ze dziecko
            najwazniejsze..e.ch. Natomiast jak ajde z mama a jezdze z nia czesto, poza innym
            wzgledami maz ma duzo mniej urlopu niz ja, to wtedy sie juz niczym nie
            przjmujemy:-) Za jakis czas Mlody pewnie w ogole przestanie sypiac w dzien i
            sprawa bedzie duzo prostsza:-)

            A co do twoich wpsomnien to widze ze szukuje sie jak dla mnie prawdziwy rarytas
            czyli wyprawa do petry, tez mi sie to marzy tylkoc ena troche dobija... noz
            oabczymy, na razie czkeam na opis.
            Acha mam jeszcze pytanie, czy o hotelach pisalas na forum hotele? bo anwet z
            wrazenia nie [amietam czy wymienialas ich anzwy. Podoba mi sie perspwktywa
            wyjscia z pokoju na soczysta trawke:-)
            pozdrawiam wieczorem, po pracy mam andzieje ze znajde cos nowego, hihi
            to sie nazywa mobilizacja:-)
            pozdrawiam
            Maraska
            A pogadac pewnie bede chciala dzieki...ale moze blizej mojego wyjazdu...
          • Gość: Jacek Re: 09.10.2005 (niedziela) DZIEN 12 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.10.05, 20:34
            Hej, hej i co dalej .Pozdr
          • poganka_m Re: 09.10.2005 (niedziela) DZIEN 12 29.10.05, 20:40
            Iwonka, czekamy na dalszy ciąg!
            • platynka.iw 11.10.2005 (wtorek) DZIEN 14 29.10.05, 21:33
              Przed 08 rano Rzesio polecial na śniadanko i potem od razu na rafy. Chwile po
              08 rano otrzymalam od niego sms „Myszko. Na jakie rafy ja plyne? Jaki jest
              numer naszego pokoju i z jakim BP jade?” heehhe Bardzo Go kocham ;-)

              Reszta dnia zleciała nudno. Sniadanie. Basen. Plac zabaw. Gra w pilke na
              tarasie. I tak do 17:00. O tej godzinie wrócił Rzesio. Rzuciliśmy mu się na
              szyje, jakby Go nie było tydzień! Ale naprawde strasznie już tęskniliśmy! Zaraz
              Go wzielam na spytki. Powiedział, ze rafa swietna. Ze podpłynęli tez do wyspy
              Tiran i były tam tak ogromniaste musze, ze moglyby robic za mydelniczke! Ale
              najbardziej chwalil biuro. Ze nie było problemu, ze nie miał vouchera. Ze
              przewodnik o wszystkim wiedział. Ze busik nowy, klimatyzowany. Na statku napoje
              (fanta, woda, coca-cola) bez ograniczen. Lunch pyszny (podono swietna ryba). Ze
              przewodnik strasznie na luzie, wesoły i mily. Ogolnie był meeega zadowolony.
              Zaraz wiec wyslalam do Georga z Aaba Sharm sms, ze Rzes jest strasznie
              zadowolony, ze dziękujemy i ze jutro na 100% zjawimy się w jego biurze. Zaraz
              oddzwonil do hotelu, powiedział, ze strasznie się cieszy, ze Rzes jest
              zadowolony i co chcemy do picia jak jutro przyjdziemy-odpowiedz była jedna-sok
              ze świeżych limonek! ;-) hihihi

              Na kolacji spotkaliśmy Ole z Darkiem, Justynke z Emilem i Jarka z Marcinem,
              którzy o 02:00 maja wracac do Polski. Okazalo się, ze nie! Ze maja przesuniety
              lot na 08:00 rano. Sa wkurzeni, ze tak pozno się dowiedzieli, bo na kolacje
              szli już w ciuchach jak do samolotu, walizki spakowane i wstawione przed
              pokoje… A tu trzeba kosmetyki wyciągać, pizamy itd… Zjadamy kolacje (szkoda,
              ze to nie bigos, albo zurek ;-) i zapraszamy wszystkich do nas na pożegnalny
              wieczor ;-)

              Po wyjsciu biegne do lobby hotelowego, żeby złapać dyżurującego tam rezydenta.
              Umawiam się z nim na 12, w celu przewiezienia do Hiltona.

              Jeszcze spacer po terenie hotelu i wracamy do pokoju. Jej. Już mam dosyc…
              Dobrze, ze jutro przenosimy się bliżej centrum. Bo tu poza hotelem nie ma nic!
              A ile można łazić wokół nawet najcudniejszych basenow?? Nie mogę się doczekac
              jutrzejszego dnia i Naama Bay. Ciekawe czy będzie taki, jak to sobie
              wyobrażałam? Tyle o tym miejscu czytałam… kapiemy Radzika, który szybciochem
              zasypia ( i znowu się odkopuje ;-)

              Przychodza goscie i lokujemy się na tarasie. Ponieważ każdy taras ma odgornie
              przydzielone dwa krzesla, a nas jest 6 osob-zapuszczam się na polowanie.
              Cichaczem wybiegam na trawke i patrze, gdzie sa nieoświetlone tarasy… pożyczam
              krzesla i wracam na nasz taras. Rzes stwierdza „jestes niemozliwa”
              No co? Przeciez jeszcze dzis je oddam! ;-)

              Otwieramy ostatni „syrop” na zemste ;-) do tego czestujemy się przyniesionym
              przez gosci piwkiem. Na stol wędrują ciastka i czekolada „z szuflady” ;-) i
              zaczyna się robic wesoło… Niestety. Zostaje zbesztana przez gosci za brak
              suchej krakowskiej, myśliwskiej, sałatki jarzynowej, korniszonow i sledzika… No
              coz… ;-)

              Zabawa trwa… Gdy „syrop” się konczy i nie ma już się czym leczyc ;-) pomalu
              zamykamy impreze… Wymieniamy się jeszcze wizytówkami i obiecujemy sobie, ze w
              Polsce utrzymamy kontakt… Oby!

              Po wyjsciu gosci ja znowu biegam po trawie-tym razem odnosze pożyczone
              krzesla ;-)
              Szybka kapiel i nastawienie budzika na 6 rano… Przeciez musze się z nimi
              pożegnać! ;-(

              Przykrywam odkopanego Radzika, wtulam się w Rzesiunia i słysząc jego spokojne
              bicie serduszka-zasypiam…

              Iwonka
              GG 1070925



              • platynka.iw 12.10.2005 (sroda) DZIEN 15 30.10.05, 00:08
                Szybko wylaczam budzik, by się Radzik nie zbudzil. Jest 05:45. Budze Rzesiunia.
                Szybka toaleta, przebranie i lecimy do lobby. Wow! Ilu ludzi już lezy na
                lezakach! O tej godzinie?? Ze tez chcialo im się wstac, żeby od switu się
                opalac ;-) … Qrcze… jaz moja bladością-naprawde jestem mega zdumiona…;-)

                Jej… ale zal się rozstawac ;-(… sciskamy się, skladamy sobie zyczenia… a lzy
                bija z oczu ;-( … strasznie to mili ludzie, strasznie sympatycznie spędziliśmy
                razem czas…;-( Jeszcze im asystujemy jak wchodza do autokaru, machamy… i już
                ich nie ma ;-( Ale mi będzie ich brakowac…

                Wracamy do pokoju, a tam Radzik smacznie spi. Postanawiamy wskoczyc jeszcze pod
                kołderkę… bo co robic? Wiec leze sobie, leze… i nagle-pierwszy raz w zyciu-
                jestem swiadoma „magnesikowania” Radzia! Otoz. To się zaczęło się jak byliśmy
                na nartach we Włoszech trzy i pol roku temu. Tam mielismy wspolne, 3 osobowe
                lozko. I tam pierwszy raz Radus spal z nami od zmierzchu do switu (normalnie w
                domu spal w swoim łóżeczku) I tam wyczail-ze można się przytulic do rodzicow.
                Efekt po kilku nocach był taki-ze nasze dziecko spalo wrecz na nas! A ze nam
                się zle tak spalo-to delikatnie przesuwaliśmy się. Efekt-nad ranem caaale lozko
                wolne, a my stloczeni pod sciana pod jedna koldra na jednej poduszce ;-)
                I w domu jest podobnie. Moje dziecie w nocy zlazi ze swego lozka pietrowego i
                pac-pac-pac przylazi do naszego. Pakuje się pod moja kołdrę i na moja poduszke.
                Wiec ja ide i przynosze mu jego kołdrę. Klade go na brzegu lozka (a mamy lozko
                ogromne 2,5 metra na 2 metry) I nie wiem nigdy kiedy i jak, ale nad ranem-moje
                dziecko spi wmontowane we mnie, na jednym jasieczku i pod jedna koldra… I cala
                trojka spimy na jakis 40 centymetrach a 2,10 metra jest wolne ;-) Nazwaliśmy
                to „magnesikowanie” I teraz wiem jak on to robi! Przewraca się na bok i
                raczkami, przez sen „bada” prześcieradło gdzie jestem… i przesuwa tylek tak
                dlugo-az mnie dotknie. Wtedy wtula się caly i zasypia-tak jak teraz!
                Niesamowite… Mój Slodki Magnesik… Jak Rzes to zobaczyl-to nie wytrzymal i
                musial go wycałować ;-) A ja chyba jeszcze jestem pod wpływem porannego
                zegnania znajomych… bo nadeszla mnie refleksyjna, aczkolwiek smutna mysl „jak
                dlugo jeszcze będzie chciał „magnesikowac”” :-(

                Dzis wyjatkowo wczesnie, bo o 8 poszlismy na ostatnie śniadanko w tym hotelu…
                Potem chłopcy poszli na basen, bym w spokoju mogla nas spakowac. Szybko mi
                poszlo i o 11:45 już czekaliśmy w lobby hotelowym na rezydenta.

                Gdy przyjechal wpakowaliśmy się i ruszyliśmy do centrum Sharm. Zerkam na
                zegarek… jest 12:15. To „nasi” pewnie za chwile będą już ladowac na Okeciu…

                Jeszcze chwila i wysiadamy. Hilton (opisze go na Egipt-hotele) Jednym slowem-
                albo za bardzo się nastawiałam, ze to Hilton i w ogole, albo… za duzo hoteli
                już widziałam (Bosz! Ale ze mnie swiatowa kobita wylazła ;-) hihihihi) –powiem
                tak-bez fajerwerkow. Hotel jak hotel.
                Lokujemy się w pokoju. By nie tracic czasu siegamy tylko po kąpielówki i
                idziemy na basen. Tam nam zlazi jakas godzinka. Potem odbieramy karty
                recznikowe i idziemy obejrzec plaze.

                Zawsze mnie smiesza opisy w katalogach. W tym z Eximu pisze tak „hotel posiada
                szeroka, prywatna plaze w sąsiednim hotelu Hilton Fauroz oddalonym o ok.150 m.
                (przejscie przez ulice)”
                Ale co. To Hilton Fauroz jest oddalony o 150 m.?? Bo chyba nie plaza! Na plaze
                idzie się tak. Kawalek przez teren Hilton Dreams-dwupasmowa ulice-mosteczek nad
                pasem zieleni-dwupasmowa ulice-placyk przed wjazdem do Hilton Fauroz-cala
                szerokość Hilton Fauroz-przecina się deptak-i zaczyna się plaza… Nie wiem… może
                to chodzi o „egipskie” 150 m.??

                Grzes mnie karci za moje marudzenie. To do mnie niepodobne! Wiec uspokajam się
                i wchodząc na plaze odbieramy reczniki. Leżaków-masa. A co najważniejsze-
                rewelacyjny plac zabaw na którym montuje się Radzik ;-) Tam nam zlazi godzinka
                i-postanawiamy wracac. Musimy jeszcze jechac do Delfinarium, isc do Aaba Sharm
                no i chcemy jak najwcześniej zjesc kolacje by zdążyć na wieczorny mecz Polska-
                Anglia!


                Przebieramy się, zabieramy voucher na plywanie z Delfinami i dreptamy znajoma
                trasa prowadzaca na plaze. Z tym, ze zamiast przecinac deptak-skrecamy na nim w
                prawo. Wczesniej chcemy wstąpić do Aaba Sharm. Idziemy… I zaczynam się wkurzac!
                Bo co knajpa czy sklep to gadaja do nas po rosyjsku! Ilez można odpowiadac „I
                am not russian”!! Im glebiej w glowny deptak-tym gorzej! Po chwili czuje się
                jak na placu Czerwonym w Moskwie! Dookoła słychać tylko rosyjski! Nawoływania
                po rosyjsku, rozmowy po rosyjsku… czy akurat teraz musiala tu przyjechac cala
                Rosja?? ;-)

                Z wydrukowana mapka z www.taniewycieczkisharm.com szukamy biura. Po drodze
                mijamy po lewej mieszczance się przy wejściu do sklepu BP Luna Rossa. W koncu
                odnajdujemy biuro. Niestety, Grzesia nie ma. Ale mily pan, swietna
                angielszczyzna prosi, byśmy poczekali chwilke, ze za chwile Grzes będzie. A jak
                nie chcemy czekac-to on nam wykreci numer do Grzesia i porozmawiamy z nim. Nie…
                Nie trzeba. Upewniamy się o której będzie Grzes i informujemy Pana, ze jedziemy
                teraz do Delfinarium a potem tu wrocimy.

                W centrum lapiemy taksowke, ustalamy cene 30le za podroz w dwie strony+czekanie
                i jedziemy. Nooo… nijak ma się ta jazda do jazdy ulicami Kairu! Spokojniutko,
                maly ruch na drogach… przedszkole ;-)
                Okazuje się, ze Delfinarium jest kawal drogi od naszego hotelu-a ja chciałam
                isc na piechote ;-) Wysiadamy i szukamy kogos z kim moglibyśmy zrealizowac
                opłacony jeszcze w Polsce czas plywania z Delfinkami. Jeden nie wie o co
                chodzi… drugi nas prowadzi do trzeciego, który rowniez nie wie co z tym
                voucherem zrobic… w koncu piatej już osobie tłumaczymy o co chodzi-i nic…
                Qrcze. Nie rozumiem. Przeciez wszystko jest tu napisane po angielsku! W koncu
                nas prowadza do biura a w nim słyszymy milutkie „Dzien Dobry!”
                To Tomek Burzyński. Właściciel. Bierze od nas dokument i pyta Rzesia-kiedy
                chesz pływać? Co za pytanie. Jak najszybciej! ;-) Tomej ustala plywanie na
                jutro na godzine 13:30. Mamy być najpóźniej o 13:20 przed Delfinarium, bo o
                13:30 już trzeba być w basenie. Plywanie się konczy o 14, wiec mamy godzinke do
                Show, by Rzes się wysuszyl itp.. Zegnamy się z tym przemiłym człowiekiem i
                wracamy do Sharm.

                Jest po 17:00 i już robi się pomalu ciemno. Wychodze z taksowki i-przecieram
                oczy ze zdumienia. Gdzie my jesteśmy?? Co tu siedzieje?? A na deptaku-eksplozja
                neonów, świateł, lampek, kolorow! Wszystko swieci, mieni się, mruga. Rowne
                chodniki, zero smieci, kosze co 50 metrow… Przepraszam bardzo-ale to jest Egipt
                czy jakies cholerne Las Vegas??!!??!!
                Nie… nijak się ma to miasto do Egiptu który kocham! To nie jest Egipt! Jakze
                tesknie za pastelowym i spokojnym Asuanem, starożytnym Luksorem… gdzie czuc
                historie, zadume nad mijającym czasem, piekno i cisze… Już Hurghada jest 1000
                razy lepsza! Jestem zaskoczona Naama Bay-ale na minus! Zupełnie mi się tu nie
                podoba. Czuje niesmak. I jeszcze ten rosyjski dookola. Ogarnia mnie złość. Jak
                ludzie, którzy jada tylko do Sharm maja czelność mowic „bylam/lem w Egipcie”?
                Siedza sobie w wypasionych hotelach, wieczorem ida na deptak rodem z Hollywood
                i mysla, ze byli w Egipcie. Nie! Byli w odizolowanym kurorcie, który z
                prawdziwym Egiptem nie ma nic wspolnego!
                Ale dlaczego się złoszczę? To ten kicz na tej ulicy tak mnie wkurzyl. Jest
                paskudnie-bo nie egipsko.

                Odnajdujemy Aaba Sharm.Grzes wita nas „dzien dobry pani Iwonka” :-) Wita się z
                moimi chłopakami i od razu nawiązujemynic porozumienia ;-) Placimy za
                wczorajszy
                • platynka.iw Re: 12.10.2005 (sroda) DZIEN 15 30.10.05, 00:08
                  Odnajdujemy Aaba Sharm.Grzes wita nas „dzien dobry pani Iwonka” :-) Wita się z
                  moimi chłopakami i od razu nawiązujemynic porozumienia ;-) Placimy za
                  wczorajszy Ras Mohammed i umawiamy się na kolejne wycieczki. Interesuje nas
                  Lodz Podwodna (ze względu na Radzika, niech zobaczy rafy), Petra, Quady+Lasy
                  Namorzynowe, Wielkie Safarii oraz bilety na Show (w Aaba Sharm maja je po 12$
                  od osoby a w Delfinarium chca 18$)

                  Dzis jest środa. Jak to wszystko ustawic? Głowimy się, a w tym czasie Grzes
                  zamawia przez telefon dla nas sok z limonek… pamiętał! ;-) W miedzy czasie
                  przyszla Pani Ula, przyszedl Jozef… nic przyjazni zaciska się :-) Reszta
                  pracownikow ma musztre przed biurem, a prowadzi ja Radus ;-)

                  Wiec ustalamy. Jutro (czw) o 10 lodz podwodna. Potem bus zamiast pod hotel-
                  zawiezie nas pod Delfinarium. W piątek Petra. W sobote odpoczynek. W niedziele
                  quady. W pon safarii. We wtorek jakies zakupy i pakowanie… w nocy wylot.

                  Pijemy sobie soczek, gawędzimy o tym i o tamtym. W tym czasie Grzes dzwoni i
                  zalatwia Petre… Qrcze. Cos nie tega ma mine. Mija godzina… dwie. Już chcemy isc
                  bo zaraz mecz! W koncu Grzes stwierdza-przykro mi, nie ma już miejsc w
                  samolocie. No tak. Czartery do Petry lataja w piatki. I jest to jedyny piatek
                  kiedy możemy leciec! W nastepny już nas tu nie będzie! Co robic? Można jechac
                  autobusem, ale to sam Grzegorz odradza. Bo tak. Jeżeli chodzi o czas dostępny w
                  Petrze w przypadku samolotu to jest 7h, a w przypadku autokaru zaledwie 3h.
                  Bezsensu…
                  Umawiamy się z Grzesiem, ze wpadniemy jutro po południu, a on do tego czasu
                  będzie załatwiał co w jego mocy. Wierze mu.
                  Dziękujemy za soczek, zegnamy się i wychodzimy. Chłopcy z Aaba Sharm już
                  zdazyli się nauczyc od Radzika „chodu!” i krzyczac to uciekaja w popłochu ;-)

                  Wracamy ulica „Twerska” ;-)))) do hotelu na kolacje. Ja mam zle przeczucia,
                  którymi się dziele z Rzesiem. Bo tak. Do tej pory z tego co zaplanowaliśmy w
                  Polsce-udalo nam się zrealizowac w Egipcie prawie wszystko (poza dolina
                  robotnikow w Luksorze) czyli można rzec-prawie 100% Wiec musi cos pierdyknac… i
                  chyba to będzie Petra. Qrcze.

                  Rzes kaze mi się tym nie martwic i wracamy do pokoju. Chłopaki wskakuja pod
                  kołderkę-mecz. A ja szykuje herbatke (w pokoju jest za darmo kawa i
                  herbata+czajnik) Lezac w trojke pijemy sobie-wypadaloby powiedziec-czaj ;-) i
                  oglądamy mecz. Niestety. Nie ma tu Poloni wiec oglądamy go na egipskim kanale
                  sportowym… O mamo! Jakze niepodobne sa znane nam nazwiska naszych pilkarzy do
                  tych nazwisk, jakie wypowiada egipski komentator. Normalnie-polewka! ;-)
                  Zasmiewamy się do lez! I zamiast skupic się na grze i dopingu-czekamy w
                  napieciu wyłapując polsko brzmiace wyrazy ;-) W zyciu mnie tak żaden mecz nie
                  zainteresowal! Ale jaja ;-) hihihihihi

                  Chłopcy oglądają a ja… a ja zasypiam. Jednak i nawet mecz komentowany po
                  egipsku-nie potrafi na dluzsza mete przykuc mojej uwagi. No coz. Zapalonym
                  kibicem to ja niestety nie jestem… ;-)

                  Iwonka
                  GG 1070925





                  • bebicka Re: 12.10.2005 (sroda) DZIEN 15 30.10.05, 00:42
                    buuu i ojejej i co nie ebdzie Petry:-((((

                    iwonko a co ze zdjeciami udalo sie wkleic:-)
                    pozdrawiam
                    maraska
                    • platynka.iw Do maraska 30.10.05, 09:54
                      Hejka :-)

                      Na pierwsze nie odpowiem ;-)

                      A co do zdjec-dzis powinny juz byc.

                      Buziaki, IWonka
            • platynka.iw Do poganka_m i Jacka 30.10.05, 09:56
              Nooo... Kochani. Myslalam, ze jak nastal week i nikt sie nie nudzi w pracy-to
              nie ma komu pisac.

              No ale prosze. Wczoraj wyslalam kolejne dwa dni a dzis powinnam jeszcze cos
              skrobnac.

              Dziekuje, ze jestescie!!

              Caluski slodziaste :-*
              Iwonka
              GG 1070925
              • Gość: Jacek Re: Do poganka_m i Jacka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.10.05, 15:41
                Czyżby to już koniec?Pozdr.
                • Gość: amat 1 Re: Do poganka_m i Jacka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.10.05, 16:28
                  Dłuuuuuuuugo karzesz wszystkim czekać.
                  A co ze zdjęciami- obiecałaś
                  pozdro- amat
                  • platynka.iw Do wszystkich 31.10.05, 21:35
                    Baardzo przepraszam za chwilowy zastoj! swieto, Radzik zlapal czerwonke itd...
                    Jutro postaram sie wieczorem cos wyslac! Naprawde... nie gniewajcie sie na
                    mnie, sila wyzsza :-(
                    To nie koniec... opisze kazdy z 22 dni.

                    A zdjecia?? Wrzucilam ale cos sie pokielbasilo i musialam album skasowac. Jutro
                    przydybie Rzesia i postaramy sie stworzyc album na webshots.

                    Jeszcze raz bardzo przepraszam...nawet teraz jak to pisze, to jedna noga juz
                    jestem w innym pomieszczeniue ;-) (a w zasadzie-juz powinnam tam byc ;-)

                    Wiec mykam i-prosze Was o cierpliwosc!
                    Bardzo wszystkich sciskam i caluje! Spokojnego swieta! Dbajcie o siebie,
                    papapapapa
                    Iwonka z chlopakami
                    • Gość: Maraska Re: Do wszystkich IP: *.chello.pl 01.11.05, 21:49
                      Ojej Iwonko trzymajcie sie i duzo zdrowka. A my spoko poczekamy:-)
                      pozdrowionka
                      Maraska
                    • Gość: Jacek Re: Do wszystkich IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.11.05, 23:07
                      Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy,przepraszam że popędzam,ale przez Twoje
                      wspomnienia czuję się tak jak bym tam wciąż był.Pozdr.
                      • pc_maniac To na pewno czerwonka? 02.11.05, 06:55

                        • platynka.iw To nie czerwonka! 02.11.05, 20:51
                          Bosz! Ale bzdury wypisalam. Dziekuje pc_maniacu za czujnosc! To rozyczka!
                          Pozdrawiam cieplutko
                          Iwonka
                    • imonate Re: Do wszystkich 02.11.05, 18:01
                      Naprawde... nie gniewajcie sie na
                      > mnie, sila wyzsza :-(


                      Nie gniewamy sie i cierpliwie czekamy
                      • platynka.iw 13.10.2005 (czwartek) DZIEN 16 03.11.05, 09:19
                        Punktualnie o godz. 10 rano zajechal przed hotel busik i pojechaliśmy nad
                        przystan. Tam wsiedliśmy na zolta lodz podwodna i z zatoki wypłynęliśmy na
                        otwarte morze.

                        Cudownie się plynie… sloneczko grzeje niemiłosiernie, cieply wiaterek wieje,
                        woda chlupocze… mmm… Dookoła statki, stateczki…w tle plaze, palmy, hotele…
                        Wlasnie dostaliśmy komende, ze mamy zejsc pod poklad. Schodzimy palni trwogi
                        (przeciez zaraz się zanurzymy!) Raduniek się zapytal, czy aby na pewno będziemy
                        mieć wode pod woda… uspokajamy go i schodzimy w dol. I tu-zonk! Nie zanurzymy
                        się! Po prostu siedzimy pod powierzchnia wody i plynac-będziemy oglądać
                        podwodny swiat! Czujemy zawod… naprawde myśleliśmy, ze będziemy się zanurzac!
                        Nic to. Zajmujemy miejsca i już nic nie pamiętamy. Radus jest zachwycony!
                        Ciagle krzyczy „zobaczcie, tu jest pan nurek!” „o, a tam jest barakuda „ (to
                        jego ulubiona ryba-kojarzy mu się z mieczem, kijem-czyms do walki ;-) Jest
                        zachwycony… „mamuniu, popatrz jakie piekne zolte rybki!” „a zobaczcie tam-
                        widzicie jak ta rybka się zakola w piasku?” … już nie patrze na okno-tyracam
                        dyskretnie Rzesia i oboje patrzymy na Nasze Szczescie… jak jego oczy zrobily
                        się ogromne i iskrza, jak nie może usiedzieć w miejscu z podniecenia, jak jego
                        cale cialo skupilo się na tym co widzi-i jak strasznie go to cieszy! Przebiera
                        nozkami, gestykuluje, podskakuje…. Nasze Male Kochane Sloneczko… :-) Warto
                        byloby dac i 100 razy wiecej za ta oszukana „lodz podwodna” byleby choc przez
                        kilka munut widziec jego ogromna radosc… I już teraz oboje z Rzesiem wiemy-
                        pokocha nurkowanie i kiedys będzie tym panem nurkiem, którego inne dzieciaki
                        będą oglądać zza okien „lodzi podwodnej”

                        Minelo jakies 45 minut i poprosili nas, by już wychodzic na zewnatrz-slonce
                        uderza w oczy, przez chwile nic nie widzimy. Każdy dostal butelke zimnej coca-
                        coli i podziwiając przepiekne widoki-doplynelismy do brzegu. Tam przesiedlismy
                        się do busa. Patrze na zegarek. Jest 12:10. Wiec prosimy kierowce, by zamiast
                        do hotelu zawiozl nas od razu do Delfinarium. Pod Delfinarium jesteśmy o 12:50.
                        Znajdujemy Tomka i wchodzimy do srodka. I nagle uderza w nas -delfiny!!! Sa
                        trzy … dwa spokojnie cumuja ;-) przy brzegu, a jeden plywa z dwiema osobami.
                        Jesteśmy zauroczeni…siadamy na laweczkach i rozmawiamy z Tomkiem, w którego
                        towarzystwie milutko i szybciochem mija nam pol godziny. I oto już jest 13:20,
                        czas by Rzes się przygotowal. Przebiera się w kąpielówki, sciaga lancuszek,
                        obrączkę (chyba pierwszy raz od slubu!) i prowadzony przez trenera Misze
                        (Rosjanin) idzie w kierunku zejścia do basenu. Okazuje się, ze ma wielkie
                        szczescie- będzie sam w basenie z trzema delfinami (normalnie sa dwie osoby na
                        jednego delfina) WOW!

                        Tomek wraca do swoich zajec, a my z Radzikiem pozostajemy w miejscu do tego
                        wydzielonym. Rzes wchodzi do wodu…zanurza się pomalu i podpływa do brzegu… tam
                        instruktor przedstawia ich sobie-oto Rzes-oto Stiepan (którego zaraz
                        przechrzciliśmy na Stefan ;-) Pierwsze dotkniecie… pierwsze glaskanie…
                        przytulenie…i widze-ze moje Rzesiatko jest szczesliwe! Pan z obsługi kreci go
                        na wideo, robi mu pozowane zdjęcia. Stefan wyraznie zaczepia Rzesia…ociera się
                        o niego, traca go noskiem, kladzie się na grzbiecie, by ten drapal go po
                        brzuszku… pieszczoszek ! ;-)

                        Teraz czas na zabawe. Grzes plynie do przeciwległego brzegu. Na skinienie
                        dlonia-Stefan wskakuje pod wode i naciera na moje Rzesiatko! Widac tylko czarna
                        plame szybko przemieszczajaca się pod woda! A miala to być zabawa! ;-) W
                        wydawaloby się ostatniej chwili nagle zwalnia i delikatnie staje kolo Rzesia…
                        uffff… a już myślałam, ze go pozre ;-)
                        Teraz rzes chwyta go za płetwę i-mamo! Pruja jak torpeda! Woda burzy się przed
                        nimi a za nimi tworzy się niemala fala… I już sa brzy brzegu. I tak kilka razy.
                        Stefan dostaje rybke i nastawia brzuszek do drapania ;-) Patrze na mojego
                        Rzesia…a on się caly smieje! Nie tylko usta czy oczy… on się smieje caly!
                        Szczescie wrecz się wylewa z niego! To wspanialy widok…

                        Teraz dołączyły się kolejne dwa delfinki-sunie, które zawsze trzymaja się
                        razem. Teraz Rzes stoi, a cala trojka wokół niego plywa, przewraca się… Rzes
                        znowu plynie do brzegu lecz tym razem-podplywaja do niego dwie sunie. Chwyta je
                        za pletwy i-plyna powoli… Mysle sobie-popsuly się?? ;-) Nie! Okazalo się, ze
                        Rzes je chwycil za pletwy grzbietowe od wewnętrznej strony, a wtedy one zawsze
                        plyna powoli. Rzes musi powtórzyć wystep ;-) Wraca na druga strone i czeka na
                        sliczne sunie. Chwyta je od zewnętrznej strony i-mamo! A mnie się wydawalo, ze
                        Stefan szybko płynął! To było mega szybkie!Ziu-i już po drugiej stronie!
                        Jeszcze raz, i jeszcze raz… i znowu rybki dla delfinkow i pieszczoty ;-)

                        Patrzac na Rzesia wydaje mi się, ze zaraz dostanie mega skurczu twarzy! On
                        zaraz z radości wybuchnie! Mam ochote go przytulic… ale jest w basenie! ;-)
                        Robie mu zdjęcia i patrze… jak strasznie jest szczesliwy i-ja tez wypelniam się
                        radością.
                        Nagle-wszystkie trzy delfinki skierowaly w jego strone pyszczki i-zaczela pluc
                        na Rzesia woda! On się delikatnie cofa…ale już ma murek za plecami. A te
                        napieraja! Nabieraja do pyszczkow wode i-chlup na Rzesia! Widze, ze już niezle
                        go przygniotły, wystaja z wody na jego wysokość, by oblewac go prosto w twarz!
                        Stojacy na brzegu trenerzy zaśmiewają się do lez, a Rzesio nie ma możliwości
                        ruchu! W koncu jeden delfinem wazy srednio 180kg wiec jak tu się bronic? W
                        koncu przestaja, a mój Rzesio-przeszczesliwy! Pierwszy raz widziałam, żeby ktos
                        mu naplul w twarz-i żeby tak się cieszyl! ;-)
                        Rzes się zegna z suniami, które odpływają… nie wiadomo kiedy minelo 30 minut!
                        Na koniec Stefan daje mu caluski-które naprawde słychać! Cmok, cmok, cmok…
                        Ostatnie przytulenie, ostatnie ukochanie i… czas wyjsc z wody! Wraca do nas
                        promieniujacy szczęściem. Nie pytam o nic-tylko go mocno przytulam….

                        Gdy troche ochłonął zaczal opowiadac. Ze sa strasznie milutkie. Ze mimo, iż
                        wydaja się gładkie-sa lekko chropowate. Ze jak płynął trzymając się za pletwy-
                        to nic nie widział, nie był w stanie oddychac! Woda zalewala go całego!
                        Ogolnie było super, ekstra, swietnie, rewelacyjnie, niesamowicie i chce
                        jeszcze :-) Zanim zdążyliśmy wyjsc zaczepil nas facet od zdjęć i kamery. Chca
                        za jedno zdjecie 14$ za półgodzinne DVD 250le. Zaczynamy się targowac, ale
                        nawet nie ma mowy! Oni sa nieprzejednani! Rzes się zastanawia, a ja
                        mowie „bierz! To wspaniala pamiatka! Ja ci robiłam zdjęcia tylko z tamtego
                        brzegu, na kamere w ogole niekrecilam! Bierz-i tak nigdy sobie nie kupujesz
                        zadnych pamiątek… nie zastanawiaj się, bierz!”
                        No i wziął. Wybral sobie jedno zdjecie na którym trzyma wygiętego slicznie
                        Stefana ;-) i zamówił DVD, które jeszcze dzis wieczorem ma być dostarczone do
                        hotelu. Wpłaciliśmy zaliczke i wyszliśmy.


                        Wychodzimy na zewnatrz. Tam zasiadamy pod parasolem i czekamy na show, które
                        odbedzie się za jakies 40 minut. Daje Radzikowi bułeczkę i pod jedna z dwoch
                        wielkich klatek w której sa ptaszki i zolwie. Rozmawiamy z Tomkiem na temat
                        Delfinkow… dowiadujemy się, ze pochodza z Rosyjskiej chodowli, urodzily się w
                        niewoli. Ze sa troszke inne niz te delfinki, które zyja w Morzu Czerwonym. Na
                        wolności zyja srednio 15 lat (najczęściej umieraja na choroby skorne) a w
                        niewoli 40 (dba o nich caly sztab ludzi) Te w delfinarium maja po 7 lat wiec
                        sa jeszcze młodziutkie. Ze uwielbiaja rybki, zabawe i kontakt z ludzmi… Ze
                        delfinarium się rozbudowuje i będzie tu ogromna sala konferencyjna, gdzie będą
                        się odbywaly szkolenia i spotkania na temat delfinkow..

                        Już otwieraja wejście wiecwchodz
                        • platynka.iw Re: 13.10.2005 (czwartek) DZIEN 16 03.11.05, 09:19
                          Już otwieraja wejście wiecwchodzimy… jak milo znowu tu być! Siadamy w pierwszym
                          rzedzie. Radunie się wspina na sama gore i tam zajmuje miejsce. Ludzi
                          niewiele… Kamera, aparat-w gotowości. I oto się zaczelao! Muzyka gra! Trenerzy
                          wbiegaja! (fajnie wyglądają w tych obcisłych strojach ;-) hihihihi) delfinki
                          skacza, przynosza pileczki, tancza, machaja, śpiewają… mam gesia skore!
                          Niesamowity jest widok, gdy wyskakuja z wody-az mnie zatyka! Ludzie reaguja
                          entuzjastycznie, ciagle słychać „wow!!” „jeee!!” brawa, brawa, brawa…

                          Nagle trener daje jednej z suni pędzelek do pyska-i ta maluje na deseczce na
                          zolto… zmienia kolor, wsadza jej pędzelek do pyszczka-i teraz czas na kolor
                          czerwony… nastepnie niebieski-wyraznie widac, jak rusza pyszczkiem! Niemożliwe!
                          Chwytam Rzesia za reke „musze mieć ten obraz!” Rzes odpowiada „może wystawia go
                          na licytacje, to sprobujemy go kupic” Niee…to za malo. Musze go mieć! Musze
                          mieć pewność, ze wyjde z tym obrazem! Wspinam się po schodkach do Tomka (który
                          nie opuszcza zadneg show!) i pytam „Tomek, jak można kupic ten obraz?”
                          Odpowiada „wiesz co… nie wiem. Mam kilka starych w biurze… ale zaraz będzie
                          konkurs, jak Radzik się zgłosi to może wygra”
                          Konkurs? Już jestem przy Radziku i pytam czy wygra dla mamy ten obrazem „dobrze
                          mamuniu” odpowiada i schodzi ze mna w dol. Siada obok i w tym momencie
                          prowadzacy pyta po ang „czy jest na widowni odważne dziecko?” Przykładam dlonie
                          do plecow Radka i szruuuuuuu-wypycham go na srodek ;-)

                          Ten dzielnie chwyta pana za reke.Na pytanie, które słyszy srednio 15 razy na
                          dobe ;-) „your name?„ sam już odpowiada „Radek” i przechodzi za oddzielony
                          teren. Tam zdejmuja mu klapki, bluzeczke i ubieraja kapok. W tym momencie
                          truchleje… przeciez on nie umie pływać?? Już widze oczami przerażonej matki,
                          jak swoimi malymi raczkami musi chwytac je za pletwy, a potem w tej zburzonej
                          wodzie ledwo dopływa do brzegu… Rzes (znowu ;-) jakby czytal w moich myslach.
                          Obejmuje mnie i mowi „spokojniutko… nic mu się nie stanie!”

                          Postanawiam nie dac poniesc się strachowi, biore gleboki oddech i patrze jak
                          moje dziecie drepta… Wsadzaja go do pontona, spuszczaja do basenu, wsadzaja
                          Stefanowi końcówkę liny przywiazana do pontonu do pyszczka i-moje dziecie niby
                          Posejdon plynie po wodzie za delfinkiem. Plynie tusz przy brzegu, powoli… dwie
                          sunie w niewielkiej odległości za nim –wyskakuja z wody i zanurzaja się,
                          wyskakuja-i zanurzaja… Dopłynął blisko widowni, w kolumnach pan wrzasnął „Panie
                          i Panowie-oto Radek!!!!” Radus patrzy na widownie, jedna reka macha (gwiazda! ;-
                          ) i ma uśmiech od ucha do ucha! Szczerzy cale zabki w uśmiechu! Ludzie bije
                          brawo, niektórzy wstaja-a ja placze! Becze jak bobr! Moje dziecie! Moje kochane
                          syniatko! Jestem taka dumna…

                          Przepłynął caly basen w koleczko. Teraz trener wyjmuje ponton, a delfinki
                          tracaja Radzia w plecy … Wyszedl, kucnal przy brzegu i -nie boi się! tylko
                          swoimi maleńkimi raczkami glaszcze je po pyszczkach, drapie Stefana po ogonku…
                          Nastepnie prowadzony za trenera odchodzi w bok-gdzie zostaje mu wreczony
                          obraz!!!!! Słychać westchnienie na widowni i barwa, nieustające brawa! Jeszcze
                          krok, dwa…już ubrany dreptusia do mnie~, a ja porywam go w ramiona i caluje, i
                          mowie, ze jestem dumna, ze go kocham i ze bardzo mu dziekuje!
                          Radunik zadowolony bierze ode mnie cukierki i wraca na gore a ja-klade na
                          kolana obraz… obraz namalowany przez delfinka!!! Obraz, który wygral dla mnie
                          Mój Raduniek!!! Wspaniala pamiątkę… niesamowita!

                          c.d.n.
                          • platynka.iw Re: 13.10.2005 (czwartek) DZIEN 16 03.11.05, 10:00
                            Jeszcze kilka chwil, jeszcze kilka sztuczek i już 40 minutowe przedstawienie
                            dobieglo konca. Wskakujemy jeszcze na dol, gdzie można podziwiac te cudowne
                            ssaki pod powierzchnia wody… zegnamy się z nimi i z wielkim zalem-ale i radocia
                            wychodzimy na zewnatarz. Tam nas lapia znani już faceci od zdjęć i nagrywania.
                            Proponuja nam zdjęcia Radka… jak drapie delfinki, jak stal obok…zdjęcia sa
                            sliczne! Już wybraliśmy sobie jedno i siegamy po portfel by wyjac 14$ gdy
                            słyszymy „nie, nie, nie… te zdjęcia możecie mieć za 28$ jedno” Nie… widze, jak
                            oczy się rzesiowi zmieniaja… przeciez to już lekka przesada! Rzes pyta „Czy to
                            w porządku? Takie samo zdjecie sprzedajecie za podwojna cene??” Mysle
                            sobie „teraz musze się już targowac” i rzucam kwote 20$ za zdjecie… i nagle
                            jestem oszolomiona! Facet smieje mi się w twarz i mowi, ze może mi sprzedac to
                            zdjecie ale za 27,99$. Krew uderza mi do glowy… Co za bezczelne gnojki!
                            Wychodzimy postanawiając, ze nie będziemy się nakręcać i rozpamiętywać tego.
                            Jeszcze wspolna fotka z Tomkiem…pozegnanie i do taksowki.
                            Rzes mnie przytula ”i co? Zadowolona??” Co to za pytanie! Wlasnie niose pod
                            pacha obraz namalowany przez delfina… Przytulam Radzia „Tak. Jestem bardzo
                            szczesliwa!”

                            I znowu ta gra z taksiarzem… koniec końców-wracamy jak zwykle za 10le do
                            Centrum i od razu idziemy do Grzesia z Aaba Sharm. Tam dowiadujemy się, ze nie
                            ma szans na jutrzejsza Petre. Ze caly samolot wykupila grupa rosyjskich
                            dziennikarzy i koniec. Grzes nas pociesza, obiecuje, ze jeszcze zrobi co w jego
                            mocy…
                            Wracamy deptakiem do hotelu. Wszedzie słychać rosyjskie „zdrastwujtie”
                            i „pasmatri” :-/
                            Nagle jakis facet (jeden z wielu) wrecza mi ulote BP Tours Marine odnośnie
                            wycieczek… ja ja chowam w kieszen, ale rzes mi ja zabiera i pokazuje „zobacz-
                            Petra samolotowa!”
                            Odwracamy się na piecie i pytamy, czy jest szansa na jutro-facet mowi , ze
                            jest! Podszczypujemy się z radochy, zapominając o kamiennej twarzy w przypadku
                            zakupow u Egipcjan. Wchodzimy do biura. Siadamy i czekamy. Facet wykonuje
                            dziesiątki telefonow… rozmawia po arabsku, wiec nie wiemy o co biega! Nagle
                            mowi nam, ze tak-potwierdzil, sa miejsca w samolocie na jutrzejszy dzien!
                            HURRRAAA!!! Przechodzimy dwie uliczki dalej do innego biura i tam-znowu
                            telefony po arabsku (tym razem inny facet, ale jak to zazwyczaj jest w takich
                            biurach w Egipcie-obok siedzi dziesięciu innych facetow, każdy z telefonem w
                            reku ;-) Facet kolejny raz nam potwierdza. Tak. Jest jutro wyjazd do Petry, sa
                            miejsca. Mowimy-super! Stawia warunek „musze mieć całość teraz, bo jest już po
                            szesnastej, musze wykupic Wam na jutro bilety itd.” Ok. Zotawiamy im 890$,
                            bierzemy pokwitowanie i wychodzimy…. Teraz idziemy dwa cmm nad ziemia! Cudownie!
                            Idziemy do hotelu, przebieramy się i biegniemy na plaze. Rzes bierze maske i
                            idzie popływać, Radzik bawi się na brzegu, gotuje w wiaderku zupke pomidorowa z
                            makaronek i jarzynowa z kluseczkami (widac, ze tez już tęskni za domowym
                            jedzonkiem :-) Ja leze na lezaku i chwytam promienie, bo… zauważyłam, ze
                            zaczynam się robic czerwono-brazowa! Jupi! Może w koncu się opale??

                            Czas milutko mija… jest przez 18ta i zaczyna się robic ciemno. Zbieramy się do
                            hotelu. Najpierw idziemy się przebrac-potem na kolacje. Wchodzimy do pokoju-a
                            tam na podłodze lezy jakas kartka… to faks jaki przyszedl do nas na adres
                            Hiltona… Czytam… i nie wierze. Daje go Rzesiowi, który potwierdza to co
                            zrozumiałam… Jest to faks, który informuje nas, ze mamy czekac o 01:30 w nocy
                            przed hotelem, bo o tej godzinie ruszamy na wycieczke do Petry lodzia.
                            LODZIA??!!??!! Nie ma podpisu. Nie ma nic. Tylko numer tel. Burza mysli… może
                            to Grzes nam zatatwil Petre lodzia?? Ale nie. On by się kontaktowal
                            bezpośrednio… Wiec o co chodzi?? Bo chyba nie BP Marine?? Wiec smarujemy po ang
                            zapytanie o co chodzi?? Facet nam odpisuje „Boat Petra” . Wiec my znowu
                            piszemy, ze tak się nazywamy, ze jesteśmy z tego hotelu i kompletnie nie
                            rozumiemu dlaczego dostaliśmy ten faks! Na koncu pytamy czy facet jest z biura
                            Marine. Odpisal „ Boat Petra” :-/. Tyle.

                            Nic to. Wychodzimy… ale nie na kolacje tylko do Centrum dowiedziec się o co
                            chodzi! W miedzy czasie dzwoni do nas Grzes z Aaba i mowi, ze on nic nam nie
                            wysylam… pozostaje tylko to biuro, w którym byliśmy kilka godzin temu. Walimy
                            tam i pytamy czy ten faks jest od nich? Nie! Pytam-a czy znacie ten numer tele?
                            Tak! Dzwonia pod ten numer po arabsku cos gadaja, gadaja, gadaja… i po
                            półgodzinie dowiadujemy się, ze nie ma Petry samolotowej, tylko jest
                            katamaranem do Akaby. Krew mi uderza do glowy… Rzes pokazuje ulotke i mowi, ze
                            maja napisane wyraznie, ze Petra samolotowa, za taka zapłaciliśmy i albo taka
                            będzie-albo maja nam oddac kase. Faceci się lekko tym co usłyszeli wkurzyli,
                            zaczeli cos do siebie gadac po arabsku i kazali przyjść za godzine. Lecimy do
                            Grzesia z Aaba. Ja patrze na zegarek… o zgrozo. Nigdy w to nie wierzyłam, ale
                            dzis jest 13sty!!!

                            Gadamy z Grzesiem. Okazuje się, ze nie zna tego BP, mimo iż sa kilka ulic obok.
                            Pociesza nas i dzwoni…. Czas mija… Grzes czestuje nas kawa egipska, soczkiem i
                            dalej dzwoni.. okazuje się, ze nikt nie słyszał o czyms takim… o katamaranie,
                            który by odpływał z Sharm i w 40 minut był w Akabie… Pytam”Co robic?” Grzes
                            mowi „musicie to DZIS rozwiązać” Musicie być twardzi. Twardsi od nich. Pociesza
                            nas… wychodzimy. Jest taki opiekuńczy i troskliwy…

                            Wracamy wśród rosyjskiego gwaru do BP Marine. Nawet Radzik czuje, ze cos jest
                            nie tak. Nie prosi o nic, nie zagaduje nas, w ciszy drepta cierpliwie obok… A
                            ja mowie „Albo dadza nam na pismie, to to jest samolot-albo dzis musimy
                            odzyskac kase. Bo jutro nam powiedza, ze nie wstawiliśmy się na wycieczke i po
                            kasie!”
                            Wchodzimy. Już nas nie witaja tak jak kilka godzin wczesniej. Wrecz przeciwnie-
                            widac, ze nasza wizyta nie jest im na reke. Siadamy…a Ci dzwonia, dzwonia,
                            dzwonia… Nie wytrzymuje i mowie „wiec jaka jest odpowiedz? Mój syn jest glodny,
                            musimy wracac na kolacje!!” Jeden proponuje nam herbate… „Nie chcemy herbaty!
                            Jaka odpowiedz!!” Jakis podchodzi do Rzesia, traca go lokciem, mruga i
                            mowi „co, zona się zdenerwowala?? Ostrzach z niej” a Rzes „a żebyś wiedział! I
                            nie radze Ci z nia zaczynac!”

                            Po chwili, facet któremu wpłacaliśmy kase mowi nam, ze nie jest to wycieczka
                            samolotowa, tylko katamaranem, ze jest duzo lepsza. I może nam spuścić 100$.
                            Mysle sobie-Nie… teraz-to nawet gdyby to była wycieczka rakieta-to my już do
                            was nie mamy zaufania! Odpowiadam. „W folderze pisze, ze samolotowa. Za taka
                            płaciliśmy. Nie ma jej. Wiec zadamy zwrotu kasy” A facet wstal i zaczyna cos
                            mowic, ze już dokonali rezerwacji, kupili bilety itd…. Gotuje się we mnie. Nie
                            dam się naciągnąć na ich matactwa! Rzes im cos tłumaczy a ja wrzeszcze ”gowno
                            mnie to obchodzi! 890$ macie nam oddac!” Chyba niepotrzebnie się uniosłam…w
                            koncu jesteśmy tu tylko my i ok. 12 arabow, którzy chyba nie przywykli, by
                            kobieta na nich krzyczala, bo groznie na mnie patrza… ale mam to gdzies! Mimo
                            iż w srodku cala się trzese ze zdenerwowania, zachowuje zimna twarz. W koncu
                            jeden z nich, który ciegle siedzi za biurkiem mowi „ok. oddamy wam kase. O 21
                            przyniesiemy do hotelu” Potwierdza to kilka krotnym „obiecuje, na pewno” Ok.
                            Wychodzimy
                            Idziemy deptakiem, nie rozmawiamy. Nagle Rzes mowi „Mysia. A jak przyniosa nam
                            mniej kasy albo co?? Lepiej jak odbierzemy to
                            • platynka.iw Re: 13.10.2005 (czwartek) DZIEN 16 03.11.05, 10:01
                              Idziemy deptakiem, nie rozmawiamy. Nagle Rzes mowi „Mysia. A jak przyniosa nam
                              mniej kasy albo co?? Lepiej jak odbierzemy to osobiście”
                              Wracamy do nich, sa wyraznie wkurzeni naszym widokiem. Mowimy, ze nie chcemy by
                              zostawiali to na recepcji, wiec my po kase dzis po kolacji przyjdziemy. Facet
                              nam mowi „o 21. a jak się spóźnicie to Wam kasy nie dam” Se mysle „Ty gnojku.
                              To ja przyjde policja i będziesz miał przechlapane” Wracamy do Grzesia z Aaba i
                              wszystko opowiadamy. Uśmiecha się, oczy mu łagodnieją i mowi „spokojnie.
                              Oddadza Wam pieniadze. Jestem tego pewny. Idzcie zjesc spokojnie kolacje a
                              potem wróćcie na kawe”
                              Nie wiem, ale uspokoil mnie… Ten facet jest niesamowicie dobry…

                              Wracamy do hotelu. Żołądek mam ściśnięty, nie potrafie nic zjesc… Chłopcy cos
                              tam zjadaja, ale widze, ze tez bezsmaku. Jest przed 21… idziemy. Z ciezkim
                              sercem. Nogi jak z ołowiu. I jedna mysl „oddadza? Nie oddadza?”
                              Jeszcze kilka metrow… już ich widac… już wchodzimy… jest 21:10. Jak nas
                              zobaczyli-odwrocili się plecami i tylko zerkaja groznie…widac, ze sa zli jak
                              cholera. Podchodzi do nas facet, ktoremy wpłacaliśmy pieniadze i wrecza nam
                              plik banknotow… przeliczam…100, 200, 300… 890$. Zgadza się. Daje plik Rzesiowi,
                              który tez przelicza. Jest ok. Nie żegnając się wychodzimy… Euforia nas
                              wypelnia! Wygraliśmy! Oddali nam kase! Unosimy się na wyzyny radochy, by po
                              chwili z nich spasc-no tak. Ale do Petry nie pojedziemy?
                              Idziemy do biura Aaba i tam razem świętujemy szczesliwe zakończenie problemow…
                              tylko ta Petra… jest mi smutno… to jest marzenie Rzesia odkad zobaczyl „Indiana
                              Jones”… Rozumie, ze jazda autokarem jest troche bezsensu, ale może jednak? Rzes
                              się uśmiecha…mowi trudno. Nic to. Może nastepnym razem?

                              Zegnamy się z Grzesiem i wracamy do hotelu. Mam już dosc tych rosyjskich pytan!
                              Jestem zla, ze Petra nie wypalila… Grzes lagodzi nerwy wspominając, jak Radus
                              wygral obrazek… to znowu mi się przypomina jak to chcieli nam łaskawie spuścić
                              jednego centa! Jestem wkurzona… Nic tylko sen może nas uratowac… po drodze Rzes
                              sobie kupuje Heinekena. Zatrzymujemy się jeszcze przy placu zabaw. Niech
                              maluszek się troszke pobawi… przez ostatnie kilka godzin był w stresie jak my…
                              Biedulek. Teraz już radosnie bryka, wspina się i uśmiecha. Wracamy na recepcje,
                              by odebrac DVD z plywania Rzesia. Jest. No! W koncu cos pozytywnego. NIE! To
                              nie DVD! Na okladce i na plycie wprawdzie pisze, ze to DVD ale oryginalny
                              nadruk, wokół dziurki informuje nas, ze jest to Video CD! NIEMOGE! Niech ten
                              dzien się skonczy! Mam dosyc!

                              Wracamy do hotelu, Rzes rzuca plyte w kat, ja robie kawe, herbate… Cala trojka
                              wskakujemy pod kołdrę i oglądamy po arabsku Myszke Miki na cartoon network.
                              Wtulam się w Rzesia… przytulam Radzika i pocieszam się… jak na tyle dni pobytu
                              w Egipcie znając mentalność Arabow to i tak dobrze, ze dopiero teraz się cos
                              posypalo… Tylko-dlaczego Petra?
                              Pierwszy raz w zyciu zasypiam w Egipcie smutna… bardzo smutna. I zla. Dlaczego
                              wypalily moje marzenia? Na wlasna reke Luksor, Asuan, Kair… a nie wypalilo
                              jedno-jedyne marzenie Rzesia-Petra ;-(

                              Czuje cieplo przytulonych chłopaków, slysze bicie serca Rzesia i zasypiam… To
                              był wspanialy dzien, tylko koncowka się spierdzielila ;-(

                              Iwonka
                              GG 1070925
                              • ivis Re: 13.10.2005 (czwartek) DZIEN 16 04.11.05, 20:38
                      • platynka.iw Do Imonate 03.11.05, 10:04
                        DZIEKUJE :-*!!!!!!!!!!!!!!!!!
                        Iwonka
                        • Gość: alku do platynki IP: *.kghm.pl / *.lubin.dialog.net.pl 03.11.05, 11:31
                          oj ale sie zczytalam, niesamowite z tymi delfinkami i z dzielnym synkiem ktory
                          wygral dla ciebie obrazek oh zazdroszcze, smutny koniec dnia, az sie
                          zdenerwowalam czytajac ale dobrze ze kase oddalo, czekam na ciag dalszy i na
                          zdjecia!!! sciskam
                          • Gość: Maraska Re: do platynki IP: *.chello.pl 03.11.05, 18:54
                            ojej Iwonko koeljen wspanile odcinki Twojej przygody z Egiptem. Starsznie mi
                            szkoda ze Wam Petra nie wypalila, chociaz ciagle licze ze trzymasz jakiegos asa
                            w rekawie:-) Zupelnie jak w powiesci sensacyjnej, czekam na kolejny zwrto akcji.
                            A dzisiaj czytajac o delfinkach przypalilam dwa garnki, gotujac obiad:-)
                            hihihihi
                            pozdrawiam
                            Maraska
                            • platynka.iw Do Maraski 03.11.05, 23:35
                              hihiih... ok. Jak sie spotkamy przywioze Ci nowe gary ;-) heheheheeh
                              Buziaki!
                              Iwonka
                          • platynka.iw Do alku 03.11.05, 23:38
                            Dziekuje! Radus byl naprawde niesamowity...ryczalam jak bobr! Nie wspomne o
                            kasie... nawet nie wiesz jak strasznie sie balismy... no, ale na szczescie :-)
                            CAluje!
                            Iwonka
                            • platynka.iw ZDJECIA 04.11.05, 00:01
                              Na razie tylko zachodni brzeg, lot balonem, Abydos i Dandera... Niestety-
                              strrasznie przegrzebane! Qrcze. Najgorsze bylo odrzucanie zdjec :-(

                              Na dniach powinnam wrzucic ciag dalszy.

                              Kochani-prosze o opinie!!! Mam nadzieje, ze zdjecia Wam sie spodobaja. W
                              swiatyniach robilismy zdjecia z dluuugim naswietlaniem (bez statywu) wiec
                              wybaczcie jakies poruszenia itd.

                              Buziaki, Iwonka

                              Egipt 2005,cz.I
                              Od El Gouny do Luksoru
                              community.webshots.com/album/487930610KMcSod
                              • Gość: Maraska Re: ZDJECIA IP: *.chello.pl 04.11.05, 00:04
                                eeee gary sie udalo uratowac:-)
                                ide ogladac zdjecia
                                a ze spotkania to bym sie bardzo cieszyla, zapraszam do Gdanska:-)
                                pozdrawiam
                                Maraska
                                • miriam_73 Qurka, a miałam iść spać.... 04.11.05, 00:38
                                  Iwona, nie mogłaś tych for powiesić rano??? :-)))

                                  A poza tym dzięki i pisz dalej dobra kobieto :)))
                                  • Gość: alku dzięki za zdjecia IP: *.kghm.pl / *.lubin.dialog.net.pl 04.11.05, 07:28
                                    ledwo wszlam do pracy to zajrzalam na forum a tu taka niespodzianka zdjecia
                                    wielkie dzieki, obejrzalam szybciutko ale musze jeszcze raz ze spokojem,
                                    niesamowity jest ten twoj maly meższczyzna. Ściskam i czekam na wiecej zdjec!!!
                                    • platynka.iw Do alku 04.11.05, 08:59
                                      Ciesze sie, ze starczylo Ci cierpliwosci, by tyle czekac :-)
                                      A co do radunia-fakt, jest niesamowity (tak jak i jego tatus ;-)

                                      Pozdrawiam cieplutko :-)
                                      Iwonka

                                      Egipt 2005,cz.I
                                      Od El Gouny do Luksoru
                                      community.webshots.com/user/Saruh2005

                                  • platynka.iw Re: Qurka, a miałam iść spać.... 04.11.05, 08:57
                                    Dziekuje Ci bardzo miriam_73

                                    Pozdrawiam cieplutko :-)
                                    Iwonka

                                    Egipt 2005,cz.I
                                    Od El Gouny do Luksoru
                                    community.webshots.com/user/Saruh2005
                                • platynka.iw ZDJECIA+dodalam Swiatynie Luksorska,nowy adres 04.11.05, 08:30
                                  Miski... czy ktos wie dlaczego nie dziala mi licznik odwiedzin? Na tronie mam,
                                  zero...a Wy piszecie, ze ogladaliscie... :-)

                                  Pozdrawiam cieplutko :-)
                                  Iwonka

                                  Egipt 2005,cz.I
                                  Od El Gouny do Luksoru
                                  community.webshots.com/user/Saruh2005
                                  • miriam_73 Re: ZDJECIA+dodalam Swiatynie Luksorska,nowy adre 04.11.05, 09:28
                                    Dostaniesz infor o liczbie odsłon i downloadów pod koniec tygodnia. Webshotsy
                                    przesyłaja takie zawiadomienia raz na tydzień.
                                • platynka.iw Do Maraska 04.11.05, 08:54
                                  Szkoda, ze dalo sie uratowac-bylaby okazja do spotkania ;-) hihihihi
                                  A ja zapraszam na cudny Slask ;-)

                                  Pozdrawiam cieplutko :-)
                                  Iwonka

                                  Egipt 2005,cz.I
                                  Od El Gouny do Luksoru
                                  community.webshots.com/user/Saruh2005
                                  • platynka.iw ZDJECIA-TYLKO TEN ADRES DOBRY 04.11.05, 09:27
                                    community.webshots.com/user/Saruh2005
                                    • pc_maniac Re: ZDJECIA-TYLKO TEN ADRES DOBRY 04.11.05, 11:52
                                      Fotki super, ale może lepiej byłoby je podzielić na kilka grup tematycznych
                                      np.po 24 lub 36?!

                                      Fajnie, ze trafiliście do Świątyni Luksorskiej po zachodzie słońca. Chyba żadna
                                      świątynia nie jest tak przepięknie podświetlona nocą jak ta.

                                      Mam malutką prośbę, czy mogłabyś mi podesłać 2 fotki w pełnym rozmiarze ze
                                      Świątyni Luksorskiej?
                                      To przedostatnie i ostatnie z 7 strony?!
                                      • platynka.iw do pc-maniaca 04.11.05, 12:10
                                        nie rozumiem-jakie grupy? Tam jest mozliwy podzial tylko na trzy albumy...
                                        wiesz-jestem kiepska w te klocki (sam fakt-ile czasu zakladalam ten album ;-)
                                        Napisz prosze jak blondynce-o co Ciebie biega? ;-)

                                        Zdjecia juz wysylam.
                                        Iwonka
                                        • pc_maniac Re: do pc-maniaca 04.11.05, 12:25
                                          Hm, możliwe, że od czasu gdy ja dodawałem swoje zdjęcia zmienili zasady?!
                                          Rok temu można było tworzyć nieskończoną ilość grup tematycznych pod warunkiem,
                                          że w sumie znajdowało się w nich nie więcej niż 250 fotek.
                                          A co do grup tematycznych, o których wspomniałem, to zerknij na moją kolekcję z
                                          wyprawy na własną rękę, będizesz wiedziała o co mi chodziło (choć nie wiem, czy
                                          teraz jeszcze tak można dzielić?!):
                                          community.webshots.com/user/Minius100
                                          • platynka.iw Re: do pc-maniaca 04.11.05, 12:40
                                            zeczywiscie... fajniejszy jest taki podzial. Tylko-jak to zrobic? W ramacj
                                            albumu?? M<oze ktos robil ostatnio i poradzi? Albo Ty-napisz mi jak to i gdzie
                                            robiles rok temu-moze mi sie ida...
                                            Pozdrawiam cieplutko, Iwonka
                                            AAA!!
                                            Co zrobic by umiescic wiecej niz 250 zdjec?? Moze zalozyc kolejny album na
                                            Rzesia? Tylko czy oni rozpoznaje IP??

                                            A moze na innej stronie? Doradzcie...
                                            Iwonka
                                            • pc_maniac Re: do pc-maniaca 04.11.05, 12:48
                                              Jak to zrobić opiszę wieczorem z domciu, bo w pracy nie wypada za dużo siedzieć
                                              na necie, a przecież jeszcze muszę poczytać Twoje wspomnienia.
                                              (podeślę Ci fajny programik Webshotsa, do robienia takich kolekcji na
                                              komputerku i dopiero finalny produkt wysyłasz na ich portalik)

                                              Co do dalszej części kolekcji. Nie psrawdzają po IP lecz po nazwie skrzynki
                                              mailowej, więc spoko możesz założyć drugą część na męża.
                                              • platynka.iw Re: do pc-maniaca 04.11.05, 14:43
                                                ok. To czekam na e-mail. Wlasnie na wieczor zorganizowalam sobie czas, bo mam
                                                zamiar wkleic kolejne zdjecia-albo wlasnie podzielic je na grupy.
                                                Pozdrawiam
                                                IWonka
                                      • jowitapl Morze Czerwone 04.11.05, 12:12
                                        Też jestem egiptomanką, ale nie ma nic cudowniejszego w Egipcie niż świat
                                        podwodny. W tych, choć świetnie opisanych wspomnieniach jest na drugim planie.
                                        Polecam. To cud świata. Wybierajcie hotele z rafami koralowymi lub pływajcie na
                                        morze! Każda droga do świata ryb jest ok. Oczywiście najlepiej w akwalungu, ale
                                        snurkowanie też dostarcza nipowtarzalnych przeżyć.
                                        Kamienie i pustynia nie zastąpią tego co żywe.
                                        Pozdr
                                        Jowita
                                        • platynka.iw Re: Morze Czerwone 04.11.05, 12:25
                                          Witaj jowitapl.
                                          Masz racje. Morze czerwone jest przepiekne. Ale jak wyczulas-nie fascynuje
                                          mnie. Kocham Egipt starozytny-i koniec. Dla mnie rafa moglaby nie istniec (nie
                                          bijcie! ;-)
                                          Natomiast Rzes jest w rafach zakochany! I pewnie, gdyby to On opisal swoje
                                          wspomnienia-duuuzo wiecej by bylo na temat zycia podwodnego w Egipcie. Dla mnie
                                          nie ma nic cudowniejszego nic zabytki!
                                          Tak jak ty marzysz o tym, by wejsc pod wode. Tak szczytem moich marzen jest
                                          siedzenie pod kolumna w Karnaku czy pod jakas sciana w innej swiatyni.
                                          Kazdy lubi co innego...
                                          Piszesz, ze kamienie i pustynia nie zastapia tego co zywe. Widzisz. Ja tego nie
                                          widze jako "kamienie i pustynia" Dla mnie kazda swiatynia zyje, czuje w niej
                                          ducha minionych lat, oddechy ludzi, ktorzy tam byli, wierze, ze starzy bogowie
                                          nadal zyja w tych swiatyniach! Dla mnie to jest cudo i najwieksza przyjemnosc!
                                          Kocham egipskie swiatynie, panujacy w nich klimat, zapach murow, wydeptane
                                          posadzki... ponad wszystko!

                                          Natomiast morze... Dla Ciebie cos szczegolnego i niepowtarzalnego-dla mnie,
                                          ktora za plywaniem nie przepda-jest to poprostu morze. Widzialam rafy,
                                          widzialam rybki-i ok. Sa sliczne, ale to mi wystarczy.
                                          Jestesmy zupelnie inne-mimo iz obie egiptomaniaczki :-)

                                          Pozdrawiam zyczac wspanialych chwil w Morzu Czerwonym!

                                          Iwonka
                                          community.webshots.com/user/Saruh2005
                                          • platynka.iw 14.10.2005 (piątek) DZIEN 17 04.11.05, 12:28
                                            Wstaliśmy dzis pozno, ok. 10… i pierwsza mysl „wlasnie o tej godzinie mielismy
                                            być juz w Petrze” ;-(
                                            Echhh….

                                            Nic to. Glowa do gory. W koncu jesteśmy w Egipcie :-)
                                            Zabieramy olejki, karty na reczniki, zabawki itd. i idziemy na sniadanie, a
                                            potem na plaze. Sloneczko niezle grzeje… a w Polsce podobno już chlodno
                                            (znaczy się, nie ma pogody na opalanie ;-)

                                            Zajmujemy lezaki pomiedzy plaza, a placem zabaw (z wiadomych względów ;-)
                                            Kremujemy się i postanawiamy, ze idziemy pomoczyc się w morzu. Krok do przodu-i
                                            wyskok w tyl! Wow! Ale piasek goracy! Wiec zaczyna się… polowanie na odrobine
                                            cienia, by nie poparzyc stop ;-) Hops-hops-hops-hops… kicamy od cienia do
                                            cienia az wreszcie stajemy na mokrym, chlodnym piasku :-)
                                            Grzes ubiera maske i idzie snorkelingowac. Ja siadam do pasa w cieplutkiej
                                            wodzie, ramiona odrzucam do tylu, zamykam oczy i biore gleboki wdech… pluca
                                            pelne egipskiego, słodkiego powietrza :-)
                                            Radus rozklada wiaderko z zabawkami i zanurza się w swoim wyimaginowanym,
                                            cudownym dziecięcym swiecie. Obserwuje Go-siedzi na brzegu morza, jeglo tłuste
                                            lapeczki grzebia w mokrym piasku, pod noskiem sobie nuci „My jesteśmy
                                            krasnoludki…”, a na „hop sa sa-hop sa sa” pupcia mu na piasku podskakuje i
                                            chlupocze w wodzie :-)
                                            Wystawiam twarz do sloneczka…. Mimo iż mam oczy zamknięte i tak mnie razi!
                                            Czuje na calym ciele ogromne cieplo, które przyjemnie mnie oblewa…-jakbym
                                            siedziała w piekarniku :-) macham sobie stopami w cieplej wodzie i czuje się
                                            szczesliwa… Już nie pamiętam o wczorajszych problemach, o niewydarzonej
                                            Petrze. O w tym momencie to jest nieważne, malostkowe… Liczy się to, ze
                                            wlasnie leze na przepieknej plazy, wśród palm, sloneczko grzeje, fale
                                            przyjemnie uderzaja o me cialo… Ze jesteśmy tu razem, cala rodzinka…
                                            Otwieram oczy i patrze w prawo-w lewo-za siebie… Tu jest jak na folderach
                                            reklamowych!

                                            Grzes wlasnie podpływa do brzegu i pokazuje mi paluszkiem, żebym była cicho.
                                            Chce przestraszyc Radusia wynurzając się nagle w masce i fajce… Ale to Radus
                                            jest szybszy! Zobaczyl go i wrzasnął „tatus!” no i podstep się nie udal ;-)
                                            Pytam „może zbudujecie zamek z piasku?” Radus na to „a może zbudujemy
                                            piramide?” – mój synek :-)
                                            Wiec chłopaki biora się do pracy, a ja klade się na brzegu dajac się przesuwac
                                            wodzie… cieplutko… ciepluteńko…

                                            Jest! Przepiekna piramida! Lece po aparat i cykam fotki chłopakom, którzy
                                            dumnie pozuja do zdjęć. Piramida wyszla naprawde super! Nawet spacerujący
                                            ludzie uśmiechają się i w roznych jezykach swiata ja komentuja (jak mysle,
                                            pozytywnie :-) Teraz nadszedł czas na najlepsze-rozwalenie piramidy! Radus jak
                                            dziki rzuca się na jej czubek, przygniata brzuszkiem i stara się ja
                                            rozwałkować, potem siada na niej okrakiem i podrzuca jej kawalki wysoko nad
                                            siebie! Ale ma frajde ;-)

                                            I tak nam minal czas… Chcialismy jeszcze zostac, ale kaszel który Radzis ma od
                                            wczoraj nasilil się. Trzeba isc do apteki. Zbieramy się do pokoju, zahaczajac
                                            jeszcze na chwilke o plac zabaw (czytaj. Na godzine ;-)
                                            Dreptamy do apteki, a ja dedukuje w glowie „jak powiedziec farmaceucie, ze chce
                                            syrop na suchy kaszel?” Już wiem! Wchodzimy do apteki, witamy się i mowie do
                                            Radzika „Radusiu-zakaslaj” i pan juz wiedział o co chodzi ;-) Dal nam syrop za
                                            18le i wyszliśmy. Od razu w hotelu dostal pierwsza dawke i już widac poprawe!

                                            Wracamy na plaze. Tym razem zamierzamy isc na spacer wzdłuż brzegu morza…. Wiec
                                            sobie dreptamy cala rodzinka, trzymamy się za rece… gonimy… chlapiemy woda…
                                            chichramy… jest cudnie! W koncu nie wytrzymuje i zaczynam zbierac muszelki….
                                            Oplukuje je w wodzie i sciskam w piastce… i ciagle znajduje nowe, i znowu… sama
                                            nie wiem po co to robie?? To jakis chory nawyk-jak jestem na plazy to zaraz
                                            zbieram muszelki. Mimo iż wiem, ze ich nie wywioze, tylko z zalem zostawie na
                                            balkonie… tak jak za każdym razem. Nic to. Widocznie tak już mam, ze musze je
                                            zbierac ;-)
                                            Czas milutko mija… nawet nie wiemy, kiedy minal caly dzien! I już jest 18 i już
                                            jest ciemno… wracamy na kolacje. Po kolacji spacer… oczywiście, ze zewszad
                                            zaczepiaja nas po rosyjsku-już nie mam czasu ani ochoty im tłumaczyć…
                                            Przysiadamy na jednej z wielku kanap i zamawiamy nasz ulubiony soczek… i
                                            obserwujemy deptak i ludzi na nich… Pierwsza mysl „jakie niezliczone ilości par
                                            bialo-brazowych tu drepta!” Druga mysl „cicho bądź, to nie Twój interes”
                                            Radzik znalazł kawalek patyka (wow, w Egipcie-kawalek patyka??!!??!!) i walczy
                                            z fotelem. My wtuleni delektujemy się soczkiem. Qrcze… uswiadamiam sobie, ze
                                            jeszcze 4 dni i wylatujemy do domu! Niemożliwe… przeciez dopiero tu
                                            przylecieliśmy! Zaczynamy z Rzesiem wspominac „a pamiętasz jak rok temu w
                                            Luksorze…” ‘no, a teraz w Kairze…”
                                            Hehehe… jesteśmy w Egipcie i gadamy o Egipcie-to się nazywa zboczenie ;-)

                                            Wracamy do hotelu, gdzie standardowo już chłopaki wskakuja pod kołderkę, ja
                                            parze kawe-herbate, daje syrop Radusiowi, plaster Rzesiowi (ciagle mu się
                                            otwiera ta rana po rafie) i kładziemy się spac…Jeszcze rzut oka na oparty o
                                            sciane obrazek namalowany przez delfinki i sen… spokojny sen…

                                            Iwonka
                                            community.webshots.com/user/Saruh2005
                                            • Gość: Maraska Re: 14.10.2005 (piątek) DZIEN 17 IP: *.chello.pl 04.11.05, 15:57
                                              Iwonko a czy w ramach rekompensaty za nadpalone garnki, moglabys napisac w
                                              jakich hotelach, szczegolnie te w Sharmie mnie interesuja, bylas??? :-)))
                                              Albom nie docyztala, albo nie pisalas, a wciaz mysle o tej zielonej trawie i
                                              teraz jeszcze plaza... i czy wrzucilas moze juz opisy na hotele?

                                              I dopiero teraz ide ogladac zdjecia bo wieczorem mnie maz pogonil
                                              pozdrowka
                                              Maraska
                                              • madzia112 Re: 14.10.2005 (piątek) DZIEN 17 04.11.05, 21:49
                                                Iwonka ! Dzięki za pasjonującą lekturę :) Znowu 'byłam' w ukochanym Egipcie i
                                                raz jeszcze przeżywałam to co zdarzyło się latem i za czym tak tęsknię. Znów
                                                zatraciłam się bez reszty... Pięknie piszesz - robisz naszemu forum wielką
                                                przysługę w ten jesienny , depresyjny czas. Ruch na forum zamiera, mniej ludzi
                                                wyjeżdża, a tu taki prezent. I jeszcze te fotki...

                                                pozdrawiam Cię cieplutko,

                                                Magda :)))
                                                • pc_maniac Program wysłany :o) 05.11.05, 00:11
                                                  Przepraszam, ze tak późno, ale córcia nam się strasznie rozchorowała (pewnie to
                                                  trzydniówka, ale 39,4 st gorączki trochę nas postawiło na bacznosć), a gdy już
                                                  się uporaliśmy z lekarstwami i ułożyliśmy ja do snu, musiałem spisać w mailu
                                                  jakąś prostą instrukcję obsługi do tego programiku.

                                                  Przekonasz się, ze jest bardzo prosty w obsłudze.
                                                  Pozdrawiam
                                                • platynka.iw Do Madzi 06.11.05, 12:33
                                                  Madzik-nawet nie wiesz jak strasznie milo czytac takie slowa... Bardzo Ci
                                                  dziekuje, jestes kochana...
                                                  Gdybym mogla-to bym Cie wysciskala ;-)
                                                  Buziaki :-)
                                                  Iwonka
                                                  community.webshots.com/user/Saruh2005
                                          • lilypons Re: Morze Czerwone 05.11.05, 10:21
                                            platynka.iw napisała:

                                            > Dla mnie nie ma nic cudowniejszego nic zabytki!
                                            > Tak jak ty marzysz o tym, by wejsc pod wode. Tak szczytem moich marzen jest
                                            > siedzenie pod kolumna w Karnaku czy pod jakas sciana w innej swiatyni.
                                            > Kazdy lubi co innego...
                                            > Piszesz, ze kamienie i pustynia nie zastapia tego co zywe. Widzisz. Ja tego
                                            nie
                                            >
                                            > widze jako "kamienie i pustynia" Dla mnie kazda swiatynia zyje, czuje w niej
                                            > ducha minionych lat, oddechy ludzi, ktorzy tam byli, wierze, ze starzy
                                            bogowie
                                            > nadal zyja w tych swiatyniach! Dla mnie to jest cudo i najwieksza przyjemnosc!
                                            > Kocham egipskie swiatynie, panujacy w nich klimat, zapach murow, wydeptane
                                            > posadzki... ponad wszystko!

                                            Witaj Iwonko
                                            to Ty masz tak samo jak ja z tymi zabytkami. Raz siedziałam pod jedną kolumną w
                                            Karnaku 4 godziny czekając aż słońce przesunie się i oświetli kawałek reliefu,
                                            który chciałam sfotografować. Pisz dalej bo jak czytam Twoje opisy, to wędruję
                                            razem z Tobą po znanych mi dobrze miejscach i odkrywam je na nowo. Dzięki i
                                            pozdrawiam bratnią duszę :)
    • bebicka Iwonko jeszcze mam pytanie:-) 05.11.05, 14:01
      rweszcie obejrzalam zdjecia. Super!
      No i czkeam na czesc Kairsko-Sharmowska, szansa wieksza ze mnie tam loty zaniosa
      w tym sezonie wiec ciekawa jestem bardzo:-)
      Ale pytanie z innej beczki, na tym pierwszym zdjeciu gdzie Twoj synke oglada
      bajke... ja wiem ze jestem zacofana ale coz to za urzadzenie??? bo juz sie
      zastanwiam jak spacyfikowac mojego malego diabelka w samolocei:-)
      pozdrawiam
      Maraska
      Acha ps ! oczywiscie niespodzinki doznalam jak Cie zobaczylam na zdjieciach bo
      moje wyobraznie podpowiadaly mi malutka, filigrnaowa...dziewczyne z czarnymi
      wlosami:-) coz jak spojrzalam na blondynke moje zdziwienie bylo na tyle duze ze
      zaczelam sie zastanwiac kto to jest:-) bo przeciez nie Iwonka...

      i Acha ps2 mam nadzieje ze nie umknie Ci moj list z pytaniami odnosnie hoteli,
      przynam ze bardzo licze na odpowiedz
      papatki
      Maraska
      • platynka.iw Do Maraski 05.11.05, 18:26
        Witaj serdecznie! :-)

        > rweszcie obejrzalam zdjecia. Super!
        Dziekuje. Postaram sie je podzielic jak mi pc_mainiac radzil, moze bedzie sie
        lepiej ogladac. A dzis (jak czas pozwoli!) postaram sie wrzucic zdjecia z Rejsu
        i Asuanu, no i moze Kair.

        > Ale pytanie z innej beczki, na tym pierwszym zdjeciu gdzie Twoj synke oglada
        > bajke... ja wiem ze jestem zacofana ale coz to za urzadzenie??? bo juz sie
        > zastanwiam jak spacyfikowac mojego malego diabelka w samolocei:-)
        Jest to bardzo przydatna rzecz. Nazywa sie i`River. Zabralismy do niego
        ulubiona muzyke, Radkowi Rzes zgral kilka bajek... w Asuanie to wlasnie na
        niego zrzucilismy nasze zdjecia. Ja sie dokladnie nie znam-to dzialka Rzesia.
        Znalazlam taki link-dokladnie cos takiego mamy.
        www.iriverpolska.pl/odtwarzacze_multimedialne/odtwarzacze_multimedialne_PMP-140.htm?vid=abcfecfdabdaeccacdfcdddfdddeaab

        > Acha ps ! oczywiscie niespodzinki doznalam jak Cie zobaczylam na zdjieciach bo
        > moje wyobraznie podpowiadaly mi malutka, filigrnaowa...dziewczyne z czarnymi
        > wlosami:-) coz jak spojrzalam na blondynke
        Nie filigranowa i nie malutka :-( No coz... Tez czuje sie zawiedziona :-(


        > i Acha ps2 mam nadzieje ze nie umknie Ci moj list z pytaniami odnosnie hoteli,
        > przynam ze bardzo licze na odpowiedz
        Postaram sie jeszcze dzis Ci odpowiedziac.
        Buziaki :-)
        Iwonka

        • pc_maniac Do Platynki_iw 05.11.05, 19:27
          Nie napisałaś czy dostałaś maila z tym programem, więc wysyłam jeszcze raz.

          PC_M.
          • Gość: amat1 Re: Do Platynki_iw IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.05, 19:55
            Jeszcze 23 wypowiedzi a pobijesz rekord na tym forum!!!!
            powodzenia amat
        • Gość: Maraska Re: Do Maraski IP: *.chello.pl 05.11.05, 22:14
          No tak wiedzialam, ze bede miala przchlapane przez te filigranowe itp:-) Ale na
          mnie wieszky szok to wywarly wlosy, no dalabym sie pocica ze beda ciemne,
          krotkie krecone:-) hihihi
          a ta filigranowosc to wiesz w kontekscie 150 wzrostu:-)
          pozdrowka
          Maraska
          • platynka.iw Mam pytanie odnosnie zdjec-poradzcie, prosze 05.11.05, 22:25
            Mianowicie w Asuanie na jednej wycieczce i na Gorze Mojzesza nie robilismy
            zdjec aparatem, tylko krecilismy na kamere. I mam zdjecia-ale odzyskane z
            filmu. Jak wiadomo-sa to raczej kiepskiej jakosci zdjecia...
            I tu moje pytanko. Czy nie zamieszczac z tych miejsc w ogole zdjec? Czy choc
            dla jako takiej orientacji-zamiescic? (ew. podpisze je, ze to kadry)
            Poradzcie, bo nie moge zdecydowac...
            Dziekuje i sciskam
            Iwonka
            community.webshots.com/user/Saruh2005
            • platynka.iw 15.10.2005 (sobota) DZIEN 18 05.11.05, 22:59
              Przy sniadaniu mysle sobie (znowu) „gdybym miala w ten sposób spędzać wczasy-to
              bym umarla” Już mam dosyc po wczorajszym dniu na plazy… a dzis zapowiada się
              identyczny dzien.

              Wlasnie dostalam sms od mojej „siostruni” Elci. Niby zwyczajny sms jakich
              dostaje się wiele ale… zaintrygowalo mnie jedno pytanie „chce już Wam się
              wracac?” Hmmm… Patrze na Grzesia „Tak, on już chce wracac. Już tęskni za
              bebnami, już zaczyna myśleć o pracy, już tęskni za naszym domkiem… Zobaczyl
              wiele, przeżył wiele… Araby nadal Go wkurzaja… Jest już opalony, wypoczęty…Tak.
              On chce wracac”
              Zerkam na Radzika, który smacznie palaszuje czwartego naleśnika i jak zwykle
              macha zwisającymi z krzesełka nozkami :-) „Radzik… Czy chce wracac? Z jednej
              strony wiem, ze tęskni za dziadkami, za dziewczyna (tak, tak-Ulcia. Ukochana,
              która czeka w przedszkolu :-) Ze tęskni za zabawkami, za zupka pomidorowa z
              makaronem ;-)… z drugiej strony-swietnie się bawi! Uwielbia zwiedzanie,
              spacery, plaze, basen…BA! Z basenu trudno go wogole wyciagnac! Sama nie wiem…”
              A ja? Odpowiedz jest jedna-NIE! Nie chce wracac! Ja bym mogla jeszcze dzis
              zaczac od nowa zwiedzanie… mogłabym teraz wsiąść w autokar i jechac do Kairu,
              potem do Luksoru, Asuanu… Nie. Nie chce wracac! Chce opuścić Sharm-ale nie
              Egipt! Nie mowie, ze nie tesknie za domkiem i swoja podusia ;-) ale nie chce
              wracac… nie ciagnie mnie do Polski wogole. Uwielbiam czuc ten suchy, cieply
              wiatr na sobie… kocham zapach słodkiej, suchej pustyni… slonce, które w Polsce
              nigdy tak nie swieci… spacery, sok z limonek, zapach jabłkowego tytoniu,
              otaczajaca zwszad muzyke arabska-ktora zupełnie inaczej brzmi w domu, uwielbiam
              patrzec na różnokolorowe morze, na przepiekne gory na Synaju… nie wsporne już o
              Gornym Egipcie! Ech… NIE! Nie chce wracac!

              Grzes wyrywa mnie z zadumy pytaniem „Co dzis robimy Myszko”, a ja na wpol
              zamyslona odpaliłam „jedziemy do Luksoru?”
              On myślał, ze zartuje. A ja pytałam serio…

              Zbieramy zwloki i idziemy do pokoju. Postanawiamy, ze pojdziemy na plaze, a
              potem się zobaczy. Niepokoi mnie fakt, ze Ci z Delfinarium nie odpisuja… Qrcze.
              Będzie trzeba tam jechac i za to Video CD ich porzadnie spierdzielic…

              Bierzemy karty i dreptamy… rozkladamy sie nalezakach, i juz mamy wczorajsza
              metoda „z cienia w cien” isc do morza gry… szok! Przy pomoscie, który znajduje
              się przy plazy, faceci zmieniali (chyba) jakis smar czy co w silniku czy gdzies
              tam… nie znam się. W każdym razie-przepiekna, blyszczaca plama czegos
              śmierdzącego unosi się na wodzie… pieknie :-\

              Biore Radzika i ide z nim na plac zabaw. Radus się schowal w plastikowym domku
              i bawi się, ze broni zamku ;-) a sobie mysle „może się pobujam??” Pakuje zadek
              na siedzisko-HA! Nawet się zmieściłam ;-) hihiih… O NIE! Wyskakuje jak
              proca „jaki ten plastik nagrzany!” Malo a bym sobie pupcie ;-) spazyla ;-)

              Wracamy do Rzesia i ustalamy, ze dzis skoczymy do Starego Sharm na jakies
              zakupy. A wczesniej do Grzesia z Aaba umowic się co do jutrzejszego wyjazdu na
              quady.

              Tlusta plama sobie odpłynęła, wiec postanawiamy isc do morza. Nawet jak cos z
              tego syfu tam zostalo-nie boimy się. W koncu jesteśmy ze Slaska ;-) wiec
              jesteśmy zakonserwowani ;-)
              Biore z soba bulke, by pokarmic baraszkującego Radzika. Wiec siedze na pomoscie
              i karmie go. Nagle-kawaleczek bulki wpadl mi do wody. Male rybki, które pływają
              przy brzegu, zaraz się nia zainteresowaly. Zaczely się kotłować i włazić
              (wpływać? ;-) jedna na druga. Wiec wrzuciłam im jeszcze jeden kawalek, i
              jeszcze… gdy wtem spod pomosty wypłynęły prawdziwe cuda! Ogromne, wieksze niż
              moja dlon ryby! Dwie zolte z czarnymi paskami, jedna błękitno-fioletowa i
              jedna z takim smiesznym ogonkiem. Wow! Od reki poszla cala bula i jeszcze dwie
              które mialam w torbie ;-) Niesamowite… Pol plazy się bieglo i podziwialo.
              Obserwowałam je i doszlam do wniosku, ze one mieszkaja pod pomostem! Ciekawe,
              czy jutro tez będą…

              Czas na plazy strrrrasznie się ciagnie. Wiec nudząc się, wychodzi ze mnie
              wredna strona babskiej natury i… zaczynam komentowac „patrz, ale ta wyglada w
              tym stroju” „a ta? Taka brazowa a jeszcze na słońcu lezy” „ zobacz tam…” w
              koncu Rzes nie wytrzymuje i podnosząc się mowi „wiesz co? Jednak opalanie
              naprawde Ci nie sluzy. Chodzmy stad ;-)” ehheehhehe

              Wiec wracamy do hotelu. Ja ide do pokoju a chłopcy leca na basen.
              Robie sobie mocna, slodka herbatke, klade się na lozku i-czytam przewodnik po
              Egipcie. O! Nie wiedziałam, ze na Synaju sa pozostałości po starożytnych? Jest
              swiatynia pozostawiona przez robotnikow wydobywających tu cenny kruszec dla
              faraona. Hmmm… może nastepnym razem uda się ja odwiedzic??

              Chłopcy wracaja-rozentuzjazmowani! Krzycza cos od progu jeden przez drugiego,
              wpadaja mokrzy na lozko, rzucaja się na mnie i mnie sciskaja… co jest?? Nie
              wiem kompletnie o co im chodzi! W koncu Radus skacząc po lozku
              wykrzuknal „Mamuniu! Przepłynąłem do tatusia bez rękawków!!! I w dodatku nie
              boje się skakac do wody!!!” Niemożliwe! Grzes przytakuje glowa i ma lzy w
              oczach… Musze to zobaczyc! Wszyscy wybiegamy w pokoju i pedem na basen.
              Wpadamy, chłopcy wchodza do wody. Rzes stawia Radzia na brzegu basenu i ten-
              hops do wody! Zanurza się i po sekundzie wyplywa, Rzes go chwyta a ja na brzegu
              skacze i bije brawo jak oszalala! Super, ze przełamał lek przed woda! SUPER!
              Ale to nie koniec. Rzesio stawia Radzika na płyciźnie i cofa się metr do tylu.
              Radzik krok za krokiem wchodzi do wody… ostrożnie, delikatnie… wie, ze to wazny
              moment… nawet nie wiem kiedy napinam z nerwow cale cialo, dlonie sciskam do
              czerwoności, sa cale spocone… Moje maleństwo… Czy da rade?? Cala drze-a jak mu
              się nie uda? Wiem, ze Rzes Go w pore zlapie… Już zanurza się po pupcie… po
              szyje… przestaje oddcychac…i nagle-raczki zaczynaja machac, nozki… troche
              nieporadnie-ale plynie! Przemieszcza się do Rzesia! Bez rękawków! Pieknie,
              pieknie plynie! Jestem wniebowzieta! Dumna! Nauczyl się pływać! I to w Egipcie!
              Wspaniale! Moje Słodkie Radziatko!Moj pięciolatek plywa!
              Radzik wyszedl z wody i do mnie biegnie z wyciągniętymi raczkami, a Rzes
              krzyczy „Myszko, nie placz!” :-)

              Trzeba to jakos uczcic. Wracamy do pokoju i pytam Radzia „Kochanie. Na co masz
              ochote? Co chcesz robic? To Twój Wielki Dzien! Twoje I Nasze Święto! Jesteśmy
              tak bardzo dumni z Ciebie. Postaramy się spełnić kazde zyczenie!” a Radus „Chce
              cos z szuflady i zjesc to tułając się z Wami pod koldra i oglądając bajeczki” ;-
              ) Normalnie rozpłynęłam się… stalam się miekka i slaba… rozbroil mnie… Ja
              myślałam, ze zazada Bog jeden wie czego-a on chce zjesc cos słodkiego i
              oglądając bajki przytulac się do nas… ;-) Uwielbiam Go…

              Niestety. Okazalo się, ze podczas tego tulania… oboje z Rzesiem zasnęliśmy…
              hihihi… Wlasnie się obudziliśmy i zaspanym wzrokiem, patrzac na siebie
              wybuchamy smiechem… Radzik był tak zapatrzony w bajki, ze nawet nie zauważył!

              Jest 18. Zbieramy się na kolacje a potem na zakupy i do Aaba Sharm. Zjadamy i
              wychodząc przed hotel lapiemy busa. Wsiadamy i lokujemy się z tylu. W srodku
              sami miejscowi. Wkurzam się na Maksa, widzac jak się gapia na mnie-do cholery,
              czy nie widza, ze obok siedzi mój maz i dziecko? Sa obrzydliwi…

              Wysiadamy przy Old Market zostawiając kierowcy za kurs 3le. I wchodzimy. Wielu
              porownuje to do Hurghady i… chyba cos w tym jest. Rzes mnie pyta „Miska, wiemy
              • platynka.iw Re: 15.10.2005 (sobota) DZIEN 18 05.11.05, 23:02
                Wysiadamy przy Old Market zostawiając kierowcy za kurs 3le. I wchodzimy. Wielu
                porownuje to do Hurghady i… chyba cos w tym jest. Rzes mnie pyta „Miska, wiemy
                co stad chcemy?” ja „nooo… pamiątki jakies ;-)” heheheheeh No bo tak… mamy już
                w domu szisze, papirusy, kubki…KUBKI! Tak! Kupimy kubki. Tych nigdy nie za
                wiele ;-) I talerz jakis ozdobny. Aha! No i znajomym przyprawy. I kartusz…
                chciałabym kartusz… Koniec myslenia-idziemy. Wchodzimy do sklepu-„ile za ten
                talerz?” Odp.”150 le”. Heheheeheh Żartowniś ;-) Kolejny sklep -„ile za ten
                talerz?” Odp.”160 le”. Błahahaha… pogłupieli?? Nie dam wiecej niż 30le! To i
                tak za duzo. Kolejny sklep i kolejny… o! Tu jest talerz, jaki mi się bardzo
                podoba. „Ile?” „150le” Zaczynamy gre… targowanie, poklepywanie, uśmiechy,
                wywalanie oczu, chwytanie się za glowe, wychodzenie-wracanie… w koncu facet
                mowi „40le” Ja obstawiam przy swoim „30le” A ten kleka-lapie się za cerce i
                wola, ze przysiega na Allacha, ze on to kupuje po 35le, wiec nie może nam
                sprzedac taniej. Odpowiadam „ok.Sorry. Bye” A ten „ok.,bierzcie za 30le”
                hehehehehe. I jak tu ufac Arabom??

                Lazimy sobie po bazarze i kupujemy rozne rzeczy… Radus mnie ciagnie za raczke
                i mowi „mamuniu, chciałbym cos przywieźć z Egiptu mojej dziewczynie Uli” Moja
                pierwsza mysl „jaki On jest kochany. Nie mysli o sobie, ze On cos chce-tylko o
                kims… o Uli :-)” Oczywiście, ze musisz jej cos kupic… cos wybierzemy. Niestety-
                nic Radziowi ciekawego nie wpadlo w oczka-wiec postanowimy, ze kupimy w innym
                miejscu.
                Dziwimy się, jak wielu ludzi przeplaca! No, ale czy my za pierwszym razem tez
                tak do konca umieliśmy się targowac? Pewnie, ze nie! W koncu znuzeni wsiadamy w
                busa i wracamy. I znowu siadamy z tylu a dookoła sami miejscowi. Jeden mnie
                znowu zapytal, czy jestem Rosjanka. Wiec wkurzona (a jednak nadal mnie to
                rusza :-| ) odpowiadam, ze NIE! A ten mi na to „Ej. Nie denerwuj się, tylko się
                ciesz, ze Cie biora za rosjanke. Bo w Egipcie Rosjanki sa szanowane, sa uwazane
                za najmądrzejsze z wszystkich dziewczyn-sa mądrzejsze od Polek, Czeszek.”
                Przerywam mu „dlaczego?”
                A ten „Bo one wiedza czego chca. Polki, Czeszki oczekuja od Egipcjan
                komplementow, mowienia o miłości., a Polki wrecz pytaja „przyjedziesz do mnie?
                Mogę przyjechac do Ciebie? Przedstawisz mnie swojej rodzinie? Zamieszkamy
                razem? „Polski sa najgłupsze! A Rosjanki wiedza czego chca-seksu z nami i po to
                przyjeżdżają. Nie potrzebuja tych wszystkich głupot. Wiedza, ze jesteśmy
                swietni w lozku i po to przyjeżdżają, przywoza nam nawet prezenty. A Polki-
                wymagaja, żeby mowic o miłości, placic za nie w restauracjach i zabiegac o nie
                w nieskończoność… a potem jeszcze zanudzaja sms-ami i oczekuja, ze sa tymi
                jedynymi. Wiec ciesz się, ze Cie biora za Rosjanke-Rosjanki sa w Egipcie
                szanowane i cenione, sa madre”
                Qrwa. Szczeka mi opadla. Nie wiedziałam co odpowiedziec! Na szczescie bus się
                zatrzymal i koles wysiadl. Za to wsiadły dwie Rosjanki. Zapytaly „ile za kurs
                do Centrum?” Kierowca odpowiedział „5le od osoby” Odpowiedzialy „super” i
                zadowolone wsiadły. Przejechaly ze 3km, i już wysiadaly-bo to było Centrum, a
                my z nimi. My zapłaciliśmy za 3 osoby 3le a one za 2 osoby 10 le… Rosjanki sa
                mądrzejsze?? ;-)

                Idziemy do Aaba Sharm. Niezauwazam już kiczu na ulicy wiec… chyba zaczynam się
                przyzwyczajac ;-) Wchodzimy do biura gdzie od progu wita nas usciskiem w swych
                potężnych ramionach Grzes. I od razu pyta „czego się napijecie?” Odmawiamy, bo
                już jest pozno i troche się spieszymy… Chłopcy z Aaba na widok Radka krzacza po
                Polsku „chodu!” i zaczynaja wallke z już rozognionym i gotowym do starcia
                Radzikiem ;-)
                Pytamy o jutrzejsze quady. Dogadujemy się, ze ja pojade sama z Rzes z Radziem
                na drugim. I mamy być o 08:00 przed Hotelem. Ok. Zegnamy się i wracamy do
                hotelu…
                Idziemy, idziemy-a do mnie nagle dociera, ze Radzik nie kaszle! Qrcze. Ale
                skuteczny ten syrop! Proszę… kolejna dobra nowina :-)

                Wchodzimy do hotelu a Pan z recepcji podbiega i prosi, byśmy z nim szli. Wiec
                idziemy. Okazalo się, ze byli z Dolphinella i zostawili dla Rzesia DVD i
                oryginalna kasete VHS.WOW. Unieśli się honorem i dali to i to. Super :-)
                Kolejna wspaniala nowina :-)

                Wchodzimy do pokoju i-standard. Herbatka… tulaki… spanie…

                Iwonka
                GG1070925
                Egipt, od El Gouny do Luksoru
                community.webshots.com/user/Saruh2005

                • bebicka Re: 15.10.2005 (sobota) DZIEN 18 06.11.05, 14:48
                  Kurcze Iwonko, znowu sie wzruszyalam czytajac o plywajacym Radziku... jak Ty to
                  robisz ze czytam i mam lzy w oczach. Juz nie pamietam kiedy sie poryczalama nad
                  jakas ksiazka a tu prosze co rusz:-)
                  I czekajac zawsze z niecierpliwoscia na kolejne dni opisane przez Ciebie zdaje
                  sobie sprawe ze to juz zaraz bedzie koniec... i to mnie zalalmuje, bo Twoje
                  opisy sa dla mnie wielka radoscia, szczegolnie ostatnio, keidy mam jakies takie
                  dolujace dni..to ta chwial keidy wlaczam komputer niecierpliwie szukam na
                  forum... jest sa nowe wpisy, nowe dni:-) i juz mi lepiej na duzy.
                  Bardzo Ci dziekuje za ten opis, jest po prostu piekny!

                  ech dzisiaj jakos marudze pap czekamy na dlasze czesci:-)
                  pozdrawiam
                  Maraska
                  • bebicka Re: 15.10.2005 (sobota) DZIEN 18 06.11.05, 14:50
                    Boszeeee jak sie wysylalo zobaczylam ile w pospiechu i zdenerwowaniu zrobilam
                    bykow:-((( sorki sorki
                    papatki
                    Maraska
                  • platynka.iw Do Maraski 07.11.05, 21:50
                    Ej... cio to za doly?? Moze jakies jesienne przesilenie?? Ej... nosek do gory i
                    usmiech prosze! :-) Blagam... nie smuc sie!!!!!!
                    Tulam Cie mocniutko :-)
                    Iwonka

                    P.S. WIELKA BUZKA za wspaniale slowa!!! Dziekuje :-*
                • ewucha11 Re: 15.10.2005 (sobota) DZIEN 18 07.11.05, 10:20
                  Iwonka !
                  Napiszę tylko tyle, że jestem nadal z Tobą i czytam aktywnie Twoje wspomnienia
                  które koją moje serce ... Zdjecia są super !!! czekam na reszte i na kolejne
                  opisy - ale pisz wolniej bo już mi smutno, jak pomyślę, że niedługo zakończy
                  się Twoja podróż buuu :-(

                  Pozdrawiam Cieplutko Ewa
                  • platynka.iw Do Ewci 07.11.05, 21:46
                    Hej Ewcia!
                    BARDZO Ci dziekuje :-*

                    I nie wiem czy Cie pociesze, ale jak patrze na nawal pracy jaki sie nagle na
                    mnie zwalil-to szybko tego nie skoncze :-( Nie mowiac o zjeciach ;-(
                    Ale obiecuje, ze w wolnej chwili...
                    BUZIAKI!
                    Iwonka
            • bebicka Re: Mam pytanie odnosnie zdjec-poradzcie, prosze 06.11.05, 14:37
              zamiescic zamiescic:-)
              Maraska
            • platynka.iw Re: Mam pytanie odnosnie zdjec-poradzcie, prosze 08.11.05, 13:20
              To co? Nie poradzicie?? :-(
              Juz bym zalozyla kolejny album, ale nie wiem co robic... :-(
              No, ludziska...doradzcie! A moze juz nikt tu nie zaglada??

              Iwonka
              • anuulka Re: Mam pytanie odnosnie zdjec-poradzcie, prosze 08.11.05, 17:12
                Zagladamy zagladamy ;) Zaloz jeszcze jedno konto.. Ja mam chyba 4 albo 5 na
                tego samego maila ;) Tylko csiii ;)
                I czekam na ciag dalszy Waszej przygody egipskiej caly czas odliczajac dni do
                kolejnego wyjazdu.. 2 miesiace bez dwoch dni ;) W pracy juz mowia ze jestem
                nienormalna bo dopiero wrocilam a ja ich przeganiam bo przeszkadzaja w czytaniu
                Twoich wspomnien ;)
                • anuulka Re: Mam pytanie odnosnie zdjec-poradzcie, prosze 08.11.05, 17:14
                  bezsensownie odpisalam.. przeciez temat zalozenia kolejnego konta juz byl
                  dyskutowany a Ty pytalas czy zamiescic te z kamery. OBOWIAZKOWO zamiesc :)
      • platynka.iw Re: Iwonko jeszcze mam pytanie:-) 08.11.05, 23:14
        forum.gazeta.pl/forum/71,69392.html?f=717
        Na tej stronie umiescilam wlasnie opinie o hotelach... powierzchowna, ale mam
        nadzieje, ze ok.
        Buziaki i nie martw sie-pojedziesz w koncu do Egiptu :-)
        Iwonka
    • ika5 Re: Trzeci raz w Egipcie - moje 22 dni w "domu".. 07.11.05, 19:15
      Też mi smutno , że to już 18 dzień , ale mam pomysł: następnym razem ( bo
      przecież będzie następny raz - została Petra !!) spróbuj zobaczyć okolice
      Aleksandrii i opisz to !!!Piszesz fajnie , tak emocjonalnie , nie boisz się
      wyrażać uczuć a to rzadkie zjawisko.Najserdeczniej pozdrawiam i życzę
      następnych wspaniałych podróży.
      • platynka.iw Do ika5 07.11.05, 21:48
        Hejka :-)
        No... nastepnym razem to juz MUSI byc Petra!!!! :-)
        Jezeli chodzi o Aleksandrie-to raczej nie. To miasto kompletnie mnie nie
        pociaga... To juz bym wolala odwiedzic El Tell Amarnne, czy jakies oazy...

        Bardzo Ci dziekuje, za wspaniale slowa! Choc... nie jestem pewna, czy naprawde
        na nie zasluguje...

        Buziaczki i duuuzo zdrowia na jesienne dni!
        Iwonka
        • platynka.iw 16.10.2005 (niedziela) DZIEN 19 08.11.05, 11:34
          Dzis wstaliśmy ze swietnymi humorami-znowu cos się dzieje :-) Spakowaliśmy
          plecak w same najistotniejsze rzeczy, ponieważ Grzegorz powiedział, ze na
          quadach będziemy to wszystko caly czas z oba targac. Wiec jest balsam, woda,
          buleczka i „cos z szuflady ;-)” dla Radzia, sa chustki, okulary i maska z fajka
          dla Rzesia. Dodatkowo zabrałam aparat, ktory ze względu na swe rozmiary już się
          nie zmieścił do plecaka, wiec mialam go targac ja :-)

          Zjedliśmy śniadanko i czekamy o 8 przed hotelem. I oczywiście-co kilka sekund
          zatrzymuja się namolne taksowki. Sloneczko już niezle grzeje… Po chwili
          podjechal busik, w którym była już jakas para, oddalismy vouchery i wsiadamy.
          Lecz nie siedzimy! ;-) Jesteśmy tak naladowani oczekiwaniem i napieciem
          związanym z majaca nadejść lada moment-przygoda-ze nas nosi!! Nie możemy
          usiedzieć!
          Kocham ten stan. Kiedy oczekuje, ze cos się wydarzy, kiedy adrenalina rosnie,
          kiedy moje cale cialo skupione jest na jednym…
          Raduniek trzyma się za przednie oparcie i podskakujac w miejscu :-) wola „juhu!
          Jedziemy na motory! Hurra! Jedziemy na wyprawe!!” :-)
          W koncu zajeżdżamy na miejsce-a tam-same motorki czterokolowe! Masa motorow!
          Niebieskie, czerwone… Stoja pieknie ustawione w rzedzie.
          Z poznanymi w busie ludzmi, sympatycznymi łodzianami wychodzimy i udajemy się
          za przewodnikiem. Przedstawia nas dwum Egipcjanom, którzy rowniez z nami pojada.

          Zostaja nam przydzielone motorki-wszystkie czerwone Hondy. Radzik troszke kreci
          noskiem, bo chciałby jechac na niebieskim (to jego najulubienszy kolor :-) Sa
          to automaty. Dodaje się gazu poprzez ciagle trzymanie przycisku prawym kciukiem
          lub naciskanie go-w celu przyspieszenia. Hamuje się jak na rowerze-raczkami
          przy kierownicy. Musze przyznac, ze sa dosyc szerokie i siedzi się w niezłym
          rozkroku. Jeden z nich mnie pyta „jestes dobrym kierowca?” a ja „nieeeee”. No
          bo co mam powiedziec-pierwszy raz będę jechac na czyms takim!

          Rzes z przodu, miedzy spojlerem a kierownica umieszcza plecak. Nastepnie bierze
          na siedzenie przed soba Radusia i wygodnie dopasowuja się do siebie :-) Ja
          przewieszam przez ramie i plecy aparat i umieszczam za soba-fakt, jest w dosyc
          szczelnym pokrowcu, ale wole uważać i jak najmniej narażać go na pyl. Ubieramy
          okulary, chłopaki z ekipy pomagaja niektórym wiazac chusty na twarzy. Ja
          zabrałam sobie moja ukochana, biala chuste, która sobie kupiłam rok temu w
          drodze do Abu Simbel. Jest dosyc duza, wiec zostaje opatulona nia bardzo
          szczelnie-lacznie z wlosami. Grzes i Radzio zrobili sobie chusty z podkoszulkow
          (po prostu potargali swoje jakies niepotrzebne podkoszulki) i teraz wiaza sobie
          to na twarzy i nosie.

          Jeszcze krotkie ustalenie zasad. Jedziemy w odstępach co najmniej 5 metrowych.
          Co jakis czas Egipcjanie z przodu będą podnosic podczas jazdy kciuk do gory-
          jeżeli u każdego będzie wszystko ok.-tez ma podnieść kciuk. Mamy się stosowac
          do znakow jakie będą nam dawac-czyli, jeżeli taki gest-to znaczy zwolnic…taki
          szybciej… taki-blizej pobocza itd.

          Wiec na pierwszym motorze siedzi dwuch Egipcjan. Na drugim para z Lodzi. Na
          trzecim Grzesio z Radzikiem. Na czwartym ja. Jest jeszcze jeden motor crossowy
          na którym pojedzie nasz przewodnik.

          Kciuki do gory i-jazda! Pieknie wyjeżdżamy prosto przez brame po czym wszyscy
          skręcają w prawo-a ja jade prosto! Zatrzymali się. Patrza. Wiec ja dodaje gazu,
          chce skręcić w prawo-do nich, ale… jade w lewo! Co jest?? Dlaczego ta piekielna
          maszyna mnie nie slucha?? Zerkam na nich-i widze jak wielce sa zdziwieni. Facet
          na crossie podjechal i mnie pyta czy wszystko w porządku i czy sobie poradze.
          Ja na to „oczywiście!” Krzyczy do nich cos po arabsku i odjezdza, ja naciskam
          gaz i-jade w dol! Cholera! Nie mogę nad tym zapanowac! Radus krzyczy „mamuniu,
          tu jedziemy!” hehehe… latwo powiedziec ;-)

          Podjeżdżają Ci na czterokołowcu i proponuja, ze jeden z nich pojedzie za mna.
          Tlumacza, ze to dluga trasa i potem już nie będzie odwrotu! Ja im na to „ok.
          spokojnie, poradze sobie” Pytaja Rzesia „może ja namowisz, by ktos z nia
          jechal?” Rzes patrzy na mnie, uśmiecha się do mnie, a im odpowiada „Nie.
          Poradzi sobie, to twarda kobieta” :-)
          Kocham Go za to, jak wbrew wszystkiemu-zawsze wierzy we mnie. Mobilizuje mnie
          to.Krotkie zastanowienie i… już wiem! Ja po prostu nie panuje nad kierownica!
          Wystarczy kamien, ubita grudka ziemi-i odbija mi kierownice i jade w cholere!
          NIE! Kto tu rzadzi?? ;-> Zbieram się w sobie, zaciskam mocniej dlonie na
          kierownicy, wzrok skupiony, cale cialo napiete-kciuk w góre-naciskam gaz i-
          pieknie nawracam i ustawiam się za nimi w rzedzie! Udalo się! HA! Koncu wiem o
          co w tym chodzi.

          Jedziemy. Ubita droga przez pustynie. Zostawiamy za soba domostwa zaczynamy
          wjeżdżać w gory. Facet na crossie robi za zwiadowce. Objezdza nas i patrzy czy
          wszystko ok., potem gna do przodu, sprawdza droge, wraca itd. Musz przyznac-
          niezle sobie radzi! Momentami tak podskakuje na wydmach, ze az caly motor przez
          chwile leci w powietrzu.!

          Nagle drugi facet na quadzie podnosi się i daje znak, żeby zwolnik-patrze-a
          przed nami spore wzniesienie-wjazd na droge. Mmm… Nie boje się! Dam rade!
          Pieknie ;-) pokonuje wzniesienie u jade poboczem za reszta. Jedziemy ulica
          jakis kilometr i-zjezd w dol, znowu na pustynie.
          No dobra, już dobra… przestancie już wszyscy na mnie zerkac-przeciez już sobie
          radze ;-)

          Już zaczynam się przyzwyczajac, nawet mam odwage ;-) oderwac wzrok od Rzesia
          plecow i spojrzec w bok. Cudnie! Dookoła nie ma nic… nic… piach, gory, niebo i
          my… Mysle sobie „gdyby u nas na Slasku był taki kawal terenu-zaraz by kolejny
          market tam postawili ;-)”

          Czuje się już zupełnie pewnie. Już skrecam czy dodaje gaz bez specjalnego
          zastanowienia-po prostu to robie. Pyl który powoduja jadace przede mna motory
          jest okropny! Normalnie jedna wielka chmura pylu! Nie wyobrażam sobie, by
          jechac bez okularow czy chustki na buzi! Przygladam się groznym, niedostępnym,
          golym Gorom Synaj i… w myslach przyznaje, ze sa chyba piękniejsze niż Gory
          Tebańskie (Bosz. Czuje się, jakbym w tym momencie kogos-cos zdradzila)

          Jedziemy już jakas godzine, a widoki wcale nie staja się monotonne! Gore te
          maja fantastyczne formy, kształty, kolory i odcienie… Dookoła piach polaczony
          ze zwirem i przestrzen… niesamowita przestrzen… slonce grzeje niemiłosiernie…
          wiatr nas smaga…cudnie…

          Nagle uzmysławiam sobie-ze zaczynam gorzej widziec… czyzby pyl mi wlazł do
          oczu? Nie-nic nie czuje…a może po prostu zrobilo się ciemniej, jak przed burza?
          Nierozumiem… dziwne…

          O! Pierwszy postoj. Ladnie parkujemy jeden za drugim i zsiadamy. Ooo… moje
          krocze! Ide jak Zeb Mckain po zejściu z konia ;-) faceci podchodza do każdego,
          wyłączają silniki i pytaja czy wszystko ok. Ja wystawiam prawy kciuk, którym
          przez godzine naciskałam gaz i wolam „masaz! Masaz!” ;-) heheheehhe

          c.d.n.

          Iwonka
          • platynka.iw Re: 16.10.2005 (niedziela) DZIEN 19 08.11.05, 12:42
            Zdejmuje chustke, która jest brazowo-czarna! (jak ja ja dopiore? Moja
            chusteczusia…;-)
            Zdejmuje okulary i-od razu lepiej widze! Bo to na okularach zebrala się warstwa
            pylu i przez to gorzej spostrzegałam rzeczywistość ;-) Patrze na koszulki
            chłopaków-o mamo, niezle upaprane! Smiejemy się i siegamy po wode. Rzes się
            nabija ze mnie jak to jeździłam na początku nie tam gdzie trzeba, mowi, ze był
            przerażony! Ale zaraz mnie chwali, ze super sobie radze i jestem dzielna. No
            ba! ;-)

            Chowamy się pod skale do cienia, daje Radzikowi bananki i gadamy sobie wszyscy.
            Po 15 minutach ruszamy dalej. Chcemy się nasmarowac balsamem ale widzac swoje
            zapylone ciala-rezygnujemy.

            Gotowi? Gotowi! Jedziemy! Pieknie ruszam ;-) i jade za wszystkimi. Trasa jest
            wspaniala. A jazda dostarcza naprawde super wrazen. Troche pod gore… troche z
            gory. Nieraz musimy pokonywac wertepy… Znowu wjeżdżamy na ulice i jedziemy
            poboczem. Podczas manewrow na drodze facet na crossie staje w poprzek ulicy i
            obserwuje droge i nas. Zjazd na pustynie. Mijamy jakies zasieki… potem
            dojeżdżamy do nowobudowanego osiedla. Sa to bloki budowane nad Morzem
            Czerwonym! Niesamowite… Maja rewelacyjny widok z okna! A na pytanie
            sasiada „gdzie masz dziecko?” Nie odpowiadasz „siedzi na trzepaku” tylko „a,
            znowu nurkuje na rafach… wiesz, zaraz pod balkonem mamy rafy… to takie normalne
            i oczywiste” ;-)

            Ale jeszcze bardziej zdumiewające jest to, ze blok jest w trakcie budowy,
            brakuje czesci okien, jest niewykończony, przed nim pracuje sprzet ciezki-a w
            srodku już mieszkaja ludzie! Prawie jak u nas w „Alternatywy4” ;-)

            Okazuje się, ze droga która mielismy jechac jest ogrodzona. Zawracamy i
            jedziemy inna droga. Znowu pustynia… potem ulica-i rondo a na nim „sierżanci”
            tylko patrza spod czapek. Kawalek prostej i postoj pod drzewem. Okazuje się, ze
            tu zostawiamy nasze motorki i przesiadamy się do busa. Zabieramy wiec nasze
            rzeczy i wsiadamy do srodka. Przejeżdżamy przez kontrole-okazuje się, ze
            wjeżdżamy na teren wojskowy. Podnosza szlaban, odciągają kolczatke i wjeżdżamy.
            Jedziemy jakies 30 minut, a wszystkim zal-ze nie na quadach. Tak nam się to
            spodobalo! :-) Potem wysiadamy, zostawiając facetowi niezle zasyfiona
            tapicerke, bo pyl i piach wrecz się z nas sypie!

            Gdzies z boku ida już w naszym kierunku 4 beduinki, ale na wyrazny gest
            przewodnika-od razu wycofuja się i w ciszy przysiadaja za drzewem.

            Pod ogromna palma Ci co nurkuja maja się przebrac. Wiec wszyscy się przebieraja
            a ja rozgladam się… To jest CUDNIE! Nie wiem do kona gdzie jestem-ale jest
            BOSKO! Jest to tak odludne i spokojne miejsce, ze w Polsce się takie chyba nie
            zdarzaja! Rzes z lodzianami idzie do wody a my z Radziem i jednym przewodnikiem
            zostajemy. Bus wraca. Facet się kladzie pod palma a ja z Radzikiem idziemy się
            przejść. Patrze na Rzesia-a On nadal idzie! Czyzby nauczyl się chodzic po
            wodzie? ;-) Nie.. to plycizna jest taka dluga. Jakies 300-500 metrow idzie się
            po mokrym piachu w glab morza! Ale widok!

            Wyciągam i daje Radzikowi bulke. Idziemy (chialoby się powiedziec-brzegiem
            morza, ale brzeg jest glebiej ;-) wzdłuż morza i-o zgrozo! Znowu zaczynam
            zbierac muszelki. A sa przepiekne! Kolorowe o niesamowitych kształtach. Pewnie
            znając siebie-będę je zas targac do hotelu, poto-żeby je potem zostawic :-( No
            ale jak się nie schylic, jak takie ślicznoty leza pod nogami??

            Raduniek je i ciagle opowiada jak było na quadach … moja kochana pepelka ;-)
            Opowiada jak dodawal gaz z tatusiem, jak kierowal… nie omieszka wspomniec o
            mojej wpadce na początku „oj mamuniu, mamuniu… ale bylas sierotka” ;-) hehehe

            Nagle słyszymy jak nasz przewodnik krzyczy, żeby się nie oddalac, bo to
            niebezpieczne. Jak to niebezpieczne? Przeciez to najspokojniejsze miejsce na
            ziemi! Wracamy pomalutku…. W glebi widac morze…potem plaza… kilka palm i… nic
            wiecej. Plaza i morze ciągnął się w obie strony i gina na widnokręgu…
            przestrzen…nic wiecej… cisza…spokoj… wszystko poukładane, wszystko zgodne z
            natura… Jest bosko… klade się na piasku, zamykam oczy i chlone ten spokoj, ta
            aure to niesamowite miejsce! Wyciszam się… Czuje się szczesliwa…

            Nagle dociera do mnie-ze cos jest za cicho… nie slysze Radka-podrywam się,
            patrze-a ten wszedł w glab i lezie prosto do morza! Jest jakies 200 metrow ode
            mnie! BOZE! Zrywam się i biegnac wolam go. Egipcjanin, który spal pod drzewem
            tez się zerwal, wlasnie mnie minal i leci do Radzika. Po chwili lapie go i
            niosąc na rekach daje mi go. Biore go w ramiona, tulam i pytam dlaczego się
            oddali?! A ten „ bo chciałem Ci zebrac ladne muszelki, mamuniu” Mój Sloneczko…
            nic to. Wazne, ze już jest bezpieczny blisko mnie! Dziekuje za pomoc
            przewodnikowi, który już idzie dokończyć przerwana drzemke, a w myslach
            pomstuje na siebie i klne- ze pozwoliłam sobie na chwile zapomnienia, stracilam
            czujnosc i o malo nie doprowadziłam do tragedi! :-( Raduniek, jak gdyby nigdy
            nic-podskakuje i bawi się obok a ja siedze i patrzac na niego dziekuje Bogu,
            ze w pore mnie oprzytomnil.

            Bawimy się razem na piachu jeszcze jakis czas, gdy wraca Rzes z kompanami.
            Zaraz mu wszystko opowiadam, ale Rzes-jak to Rzes-mowi mi „nie przejmuj się,
            przeciez wszystko się dobrze skończyło!” przytula mnie i po sprawie!

            Ludziska przebiaraja się i siadaja na plazy. Pijemy wode i wtedy podchodza
            skarcone wczesniej beduinki. Proponuja rozne wisiorki, lancuszki, zawieszki,
            bransoletki, ozdoby z koralikow na dlon… Ceny smieszne-1$ za sztuke. Za
            podobne rzeczy w Sharm chcieli duuuzo wiecej! Doczepia się do nas jedna
            dziewczyna. Przepiekna! Ma sliczna cere, cudna czarna oprawe oczu i uroczy
            uśmiech. Ma na imie Sara. Zagladam w szmatke, która rozklada na piachu i
            zerkam co ma… Okazuje się, ze ma na rzemyku zab rekina-wiec pytam Radzika, może
            chce? Chce. Wiec biore. Za chwile Radzik mowi „mamuniu, proszę, kup jeszcze
            taki zab tatusiowi-będziemy mieć takie same, dwa chłopaki” Ok. Zabieram jeszcze
            jeden. Na co Radzik „mamuniu, kup jeszcze dla siebie, dobrze? Będziemy mieć
            takie same-cala rodzinka” Jak mam odmowic? Biore i trzeci… i jeszcze dwa dla
            znajomych… nagle Radzik wypatrzyl wielkie, niebieskie serce na rzemyku
            (wisiorek) -i poprosil, żeby to kupic dla jego Urszulki. Do tego Sara znalazla
            podobne serducho na reke i bierzemy… Chwale Radzia za dobry gust i zapewniam,
            ze Urszulka będzie zachwycona! Radzik jest zadowolony i ze szczęścia podskakuje
            w miejscu, a potem mnie sciska! Jak ja Go kocham! Dajemy Sarze 10$ i mowimy, ze
            reszty nie trzeba. Jest wniebowzieta! 7$ chowa do kieszeni a 3$ daje koleżance.
            Pytam-co robisz? A Ona” to jest dla brata, utarg. A to ponad-jest dla mojej
            siostry na mleko dla syna” Jest niesamowita… Robimy jej zdjecie i zalujemy, ze
            nie mamy wiecej pieniędzy. Naprawde, zostawilibyśmy im cos jeszcze… no coz.
            Szkoda. Sara zachwyca się moja blada cera i jasnymi wlosami. Rzes zachwyca się
            Sara ;-) Ciage powtarza „ale ladna dziewczyna, co Myszus?” To prawda. Jest
            przesliczna! Zapinam Radziowi jego zab, ale mam problem z zapieciem Rzesiowi.
            Proszę ja, by Ona to zrobila. Mowi, ze nie może dotykac obcych mężczyzn. Ale w
            zasadzie-może to zrobic tak-żeby nie dotknąć Rzesia. Rzes jest zdruzgotany ;-)
            Zapina mu zab, potem mnie i zegnamy się :-( Wsiadamy na pick up, który po nas
            przyjechal i ruszamy… Sara uśmiecha się, macha i wola nasze imiona…. A my
            machamy jej.

            Wracając mijamy jakies chaty kryte galeziami przy plazy… mijamy samotne
            wielbaldy (czy dzikie?) i dojeżdżamy do miejsca, gdzie będziemy jesc lunch
            oraz gdz
            • platynka.iw Re: 16.10.2005 (niedziela) DZIEN 19 08.11.05, 12:43
              Wracając mijamy jakies chaty kryte galeziami przy plazy… mijamy samotne
              wielbaldy (czy dzikie?) i dojeżdżamy do miejsca, gdzie będziemy jesc lunch
              oraz gdzie jest unikatowa okazja zobaczyc drzewa namorzynowe. Wiec stoi
              drewniana chata kryta palma, w srodku ze cztery stoly i lawy… i koniec. Z
              jednej strony „zajazdu” ;-) sa Gory Synaj i pustynia, z drugiej-morze i drzewa
              namorzynowe. Zostawiam chłopaków i ide w strone plazy… gdy jestem jakies 30
              metrow od brzegu-plaza zaczyna się ruszac! Wolam chłopaków, którzy już biegna.
              Staja obok mnie i pytaja „co jest?” Mowie. Ok. Idzcie teraz powoli w strone
              morza. Robia krok-a plaza się rusza, przemieszcza, zyje! Sa tu tysiące, miliony
              maleńkich krabow, które w pospiechu , biegnac bokiem chowaja się do swoich
              norek! Ale nie wszystkie na raz. My krok-i chowa się jakis pas metrowy. My
              kolejny-i kolejny się chowa… ale super! Rewelacja! Hihihi… radus ma frajde,
              zaczyna gonic biedne zwierzaki po plazy. Biegnie w prawo-to te po lewej już
              wychodza. Wiec wraca, by je przegonic-to te z drugiej strony już zerkaja z
              norek. Biedne male krabiki ;-)


              Dochodzimy do brzegu i podziwiamy rosnące niedaleko drzewa namorzynowe
              (mangrowe). Sa to drzewa, które rosna nad brzegami morz, sa przystosowane do
              zycia w slonej wodzie (ich korzenie sa zalewane w czasie przypływów, lub sa
              zanurzone na stale) sa wiecznie zielone i geste. W SSH znajduje się ok.50%
              ogolnej liczby tych drzew rosnących na calej polnocnej polkuli. Podziwiamy to
              niesamowite zjawisko… Sa super! Najdziwniejsze jest to, ze na lisciach znajduje
              się skrystalizowana sol! Wow! Niesamowite…

              Wolaja nas na lunch wiec wracamy. Jest rybka, ryz, pomidorki, miesko mielone…
              zjadamy i ruszamy dalej. Staram się zrobic zdjecie Rzesiowi jak siedzi na
              brzegu rozpędzonego pick up i nawet mi się udaje! Jedziemy dosyc szybko,
              slonko swieci a my spiewamy… jest super!

              I oto znowu się przesiadamy na nasze motorki. Tym razem będziemy wracac bez
              postoju, inna droga. Martwie się o kciuk. Rzes się cieszy, bo On nie ma z tym
              problemu. Jest perkusista, lata gry paleczkami zrobily swoje… :-) Nie czuje
              zadnego bolu!

              I wracamy. Spotykamy po drodze inne grupy na quadach, które sa liczniejsze i
              przez to wolniej jada. Mijamy ich i znowu jedziemy sami. Pustynia, gory… jakies
              dzikie ptaki lataja nad nami. Może to orly?? Przejazd przez droge i znowu
              pustynia… zwalniam, bo chmura pylu jest tak wielka, ze nic nie widze… zachowuje
              wieksza odległość, a gdy się mniej pyli-doganiam reszte. Niestety. Kciuk bardzo
              boli. Dlatego na jako tako prostych kawalkach prawa reka trzymam tylko
              kierownice, a lewa dodaje gaz, który znajduje się tylko z prawej strony. Nie
              jest to chyba bezpieczne… No ale te kilkusekundowe chwile wytchnienia daja sile
              mojemu paluchowi.

              Wjeżdżamy teraz na ulice i jedziemy nia do samego Sharm. Dziwnie się jedzie po
              drodze… Jeszcze kilka minut i już jesteśmy na miejscu porannego wyjazdu.
              Brudni. Zmeczeni. Szczesliwi… :-)

              Buz zawozi nas pod hotel. Idziemy tacy zapyleni. Co krok-sypie się z nas troche
              tego dziadostwa. Ludzie przy basenie dziwnie na nas patrza…. A my wygladamy
              jakbyśmy wracali z ciezkich, przymusowych robot! ;-)

              Rozbieramy się prawie na korytarzu, by sobie pokoju za bardzo nie za syfic.
              Koszulki-od razu ida do wywalenia… o chusteczke będę jeszcze walczyc ;-) Buty
              tez się nadaja tylko do prania… Chłopcy się kapia ja szykuje herbatke. Potem ja
              się ide kapac…. W wanie zostaje chyba z kilogram piachu!

              Wypijamy herbatke i chłopcy ida na basen, a ja postanawiam, ze jako tako
              postaram się nasze buty doprowadzic do stanu używalności :-)

              c.d.n.
              Iwonka





              • pc_maniac Re: 16.10.2005 (niedziela) DZIEN 19 08.11.05, 14:40
                Heh, przypomniały mi się nasze quady.
                Oj trzeba tam wrócić jak najprędzej, bo już mnie nostalgia za Egiptem bierze.

                A tak przy okazji, czy jest jeszcze na Świecie taki kraj, który oferowałby tyle
                różnych form rozrywki? Chyba nie?!
                • bebicka a buuuuu:-(((( 08.11.05, 23:06
                  No wlasnie dzisiaj sie okazalo, ze prawdopodobnie moje plany wyjazdu do Egiptu
                  spelzna na niczym. Jestesmy w trakcie kupowania mieszkania, czeka nas remont i
                  urzadzanie, mialo to nastapic w grudniu, ale juz wiadomo ze styczen... ma im to
                  zajac miesiac conajmniej!:-( a ja jedyny wolny, mozliwy termin to przelom
                  stycznia i lutego. buuuuu i co ja mam teraz robic. Tak bardzo chce do Egiptu.
                  Jeszcze wczoraj myslalam ze mi sie uda. A dzisiaj... nawet nie wiem jak mam sie
                  pocieszyc. Ze co, ze w czerwcu? chlip chlip
                  ech
                  pozdrowka musialam sie wyzalic
                  Maraska
                  • platynka.iw Re: a buuuuu:-(((( 08.11.05, 23:12
                    Ej... glowa do gory! Nie zalamuj sie. Moze sie akurat uda?? A jak nie-Egipt Ci
                    nie ucieknie, a oczekiwanie wzmaga apetyt :-)
                    No... nie martw sie. W koncu bylo nie bylo-kazdy z nas teskni i chce JUZ do
                    Egiptu! :-)wiec... witaj w klubie ciegle teskniacych egiptomaniakow ;-)
                    Buziaczki :-*
                    Iwonka
              • platynka.iw Re: 16.10.2005 (niedziela) DZIEN 19 09.11.05, 09:23
                Już wszystko zrobione. Siedze na zacienionym tarasie i pije mocna, slodka,
                goraca herbatke. I Rozmyslam. O tym co się dzis wydarzylo. Co sie wydarzylo
                przez ostatnie dni. Ze jeszcze dwa dni i koniec. Wakacje, na które tak czekałam
                wlasnie dobiegaja konca… Mysle o chłopakach, którzy kazda wolna chwile spędzają
                w wodzie. Qrcze. Dlaczego ja nie zlapalam tego bakcyla? Dlaczego mnie woda nie
                pociąga? Ilez razy się dziwiłam, jak pokazywali np. w TV jakies morze czy
                baseny, a Rzes mowil „ale bym skoczyl teraz do wody” Nie czuje tego. Nie jest
                to dla mnie żadna przyjemność… Licze. Ile razy zanuzylam się po szyje w wodzie
                w te wakacje…. Hmmm… wychodzi, ze trzy. To chyba nie zaduzo….

                Chwytam się za ramiona i nogi, które przyjemnie pieka. To dla mnie nowe
                doświadczenie-opalenizna! Może będzie mi schodzila skora? ;-) Pierwszy raz w
                zyciu tak się opaliłam, naprawde zmienilam kolor! Nie jest to oczywiście jakis
                super braz-ale jak na moje możliwości, to i tak niezle ;-) Może moja skora
                potrzebuje 3 tygodni, żeby się zaadoptowac i przyzwyczaic do słońca? I opalic w
                koncu?

                Wpadaja chłopcy. Radzik bierze sobie cos „z szuflady” i z gola pupcia układa
                się na lozku, zerka na TV, a Rzes z kawa lokuje się przy mnie. Mowie mu o czym
                myślałam, a ten „No tak. I dlatego, kochanie, Ciebie nie oplaca się brac na
                takie wakacje. Nie plywasz. Nie opalasz się ;-)” hihihi… zasmiewamy się.
                „A wiesz o czym ja myślałem na basenie?” pyta mnie Rzes. „O Sarze. Ze gdzies na
                pustyni, zyje sliczna dziewczyna, pelna jeszcze radości i beztroski. A która
                lada moment poslubi jakis gbur, zrobi jej gromadke dzieci, będzie musiala
                tachac wode, sprzątać i… najzwyczajniej zycie ja zmarnuje. Zal mi jej.” Mnie
                tez. Ale co możemy zrobic?

                Lapie za balsam i kremuje się, a Rzes mowi „Sloneczko, niezle Cie spiekno. Obys
                tylko nie umierala w nocy!” a ja „Przestan. Mogę umierac, mogę nawet zdychac-
                wazne, ze jestem opalona ;-)” heheeh Potem mnie obejmuje i mowi „ale pieknie Ci
                z ta opalenizna… odkrywam Cie na nowo” ;-) heeheheh… chyba padne ;-)


                Idziemy na kolacje. A tam-jakas kobita, która wyraznie się nudzi, zaczepia mnie
                i mowi „wie Pani co? Ja Was obserwuje i widze, ze Pani się w ogole tym synem
                nie zajmuje. On zawsze idzie z tata za reke, na plazy razem sa w wodzie, razem
                buduja cos z piasku, nawet posilki sobie nakładają razem” Dziekuje z uśmiechem
                Pani za te uwagi i za czujność ;-) jaka wykazala, mowie „wie Pani. Bo to nie
                jest mój maz, tylko opiekun do Radka. I zabrałam go z soba, żeby się tu Radkiem
                opiekowal, a przy okazji… no wie Pani… ja i On… ;-)”

                Wracam do stolika i powiadam wszystko Rzesiowi, a ten się zasmiewa „no widzisz,
                jaka wyrodna matka jestes! ;-)”
                Ale to prawda (z tym zajmowaniem-nie z wyrodnoscia ;-) Kolejne wakacje i
                kolejny raz-ja mam podwojne wczasy ;-) Niestety-podczas codziennych zajec-
                chlopcy się bardzo malo widuja. W każdym razie mniej, jakby sobie tego oboje
                zyczyli. Bo praca, przedszkole, dodatkowe zajecia… Ja jestem z Radziem
                zdecydowanie wiecej. I jak jedziemy gdziekolwiek-mój Radzik niczym taka
                przykleja-przylega do Rzesia a Rzes do niego. I rzeczywiście-Oni razem się
                bawia, jedza, zawsze siadaja obok siebie, trzymaja się za rece, chodza spac,
                sikac ;-) itd. Wszedzie i wszystko razem. Jak jest jakakolwiek sytuacja, ze
                Radus może to zrobic ze mna czy z Rzesiem-to zawsze wybierze jego. I dobrze.
                Faceci musza się trzymac razem :-) To już trzecie wakacje-kiedy ja mam wakacje
                od bycia matka ;-) I kolejny raz-kiedy ktos mi to wytyka. Coz. Takie zycie.
                Tacy ludzie :-)

                Po kolacji idziemy na spacer. Tym razem po dojsciu do deptaka skrecamy nie w
                prawo-do centrum, tylko w lewo. Idziemy… po prawej mamy plaze i szumiące morze,
                po lewej hotele, restauracje, sklepiki… Jest prawie 21 a my sobie idziemy
                ubrani na krotko w sandałkach. Ciepluteńko… Restauracje, sklepy, masa turystow
                pomalu przerzedza się… robi się ciszej, spokojniej… skrecamy w prawo, troche
                pod gore… teraz w dol i znowu prosto… i znowu pod gore. Turystow już prawie nie
                ma. Jeszcze jakis kawalek pod gore i-koniec deptaka. Konczy się on dokladnie
                przy basenie hotelu (nie jestem pewna, ale chyba jest to hotel Naama Bay, ale
                mogę się mylic). Postanawiamy, ze wracamy. Odwracamy się na piecie i-widok nas
                powala, a zaraz potem-zal sciska żołądek, ze nie wzięliśmy aparatu! Widok na
                cala zatoke Naama Bay jaki się z tego miejsca rozciąga jest wspanialy! Po luku
                widac przepieknie oświetlone miasto położone przy brzegu połyskującego morza.
                Na wodzie oświetlone jachty i stateczki. A za miastem stoja dumnie czarne gory
                Synaj. Warto było tu przyjść, widok jest przepiekny! Może uda nam się jutro tu
                przyjść znowu? Tym razem na pewno z aparatem!

                Wracamy do hotelu, goniac się po drodze z rozbrykanym Radusiem. Ten ma w sobie
                energie! :-) Wspominamy jeszcze Sare, quady, lasy namorzynowe… Radus przejety
                opowiada jak jechal i kierowal motorem, i ze jak opowie to wszystko babci-to ta
                pewnie z wrazenia padnie ;-) hehehe. Tak. Padnie. Ale wczesniej nas zbeszta,
                żeśmy jej wnuka na taka poniewierke zabrali :-|


                I już jestesmy w pokoiku. Smacznie ułożeni pod kolderka czekamy na sen… Trzeba
                się wyspac, bo jutro czeka nas kolejna przygoda-wielkie safari w Abu Galum.

                Iwonka
                Od El Gouna do Luksoru
                community.webshots.com/user/Saruh2005

    • anuulka Re: Mam pytanie odnosnie zdjec-poradzcie, prosze 08.11.05, 21:10
      Zakrecony.. Pytam powaznie.. Jesli Ci nie odpowiada to po co czytasz???? Kazdy
      ma prawo do spedzania urlopu tak jak chce i jak moze i w sposob jaki mu
      najbardziej odpowiada. I nic Ci do tego. Czy dobrze rozumiem ze jestes ekpertem
      od fascynatow i wiesz kogo zakwalifikowac jako fascynata a kogo nie? Dla mnie
      jestes zerem ktore probuje tylko narobic szumu. Mam nadzieje ze Twoj zalosny
      post wraz z moja odpowiedzia zostana skasowane i nie bedziesz wiecej trul na
      tym forum. Zegnam czule i proponuje zalozyc wlasne konkurencyjne forum dla
      prawdziwych globtroterow takich jak Ty.
      PS Jakbys sie mocniej wczytal zauwazyl bys ze osoba ktora powyzej opisala swoje
      wspomnienia podrozowala z malym dzieckiem i raczej przemierzanie pustyni wzdluz
      i wszerz nie wchodzilo w gre.. A zreszta co Ci do tego.
    • platynka.iw Do: Zakrecony 08.11.05, 21:36
      Witaj zakrecony!

      >Pytam poważnie. Iproszę o poważną odpowiedź.
      Prosze bardzo. Odpowiadam jak najbardziej powaznie.

      >Myslałem ,że jest to forum fascynatów Egiptu.
      A nie jest? Po czym wnioskujesz, ze nie jest? Ja uwazam, ze jest tu bardzo
      wielu pasjonatow i milosnikow Egiptu. Sama sie do tej grupy zaliczam.


      >Okazuje się ,ze górny poziom tego forum ,to facet ,który odbył wycieczkę
      >autobusem do Luksoru, dalej taxi załatwione w recepcji, jak by
      >nie było pociagu do Abydos i Dendery. Na dodatek ma wizje ,że jechał pociagiem.
      >Drugi "góru"- panienka wozona autkiem po Kairze i Aleksandrii, której ktoś
      >kupił bilet i wsadził do autobusu, bo o ile kazdy krawężnik jest opisany ze
      >szczegółami, o tyle nie ma nawet , gdzie jest dworzec.

      Ja mysle, ze na zla grupe trafiles. Jezeli draznia Ci te opowiesci czy osoby-to
      po pierwsze-nikt Cie tu nie trzyma i nie karze czytac. Po drugie-idz na grupe
      turystyka.tramping. Tam sie bedziesz mogl dziwic wyczynami ludzi, skoro sam
      tyle przezyles-ze te Ci nie imponuja. Tak sie sklada, ze na tej grupie jakies
      95% ludzi podrozuje do Egiptu z BP i z nimi odbywaja wycieczki, ew. z lokalnym
      BP. Dlatego takie osoby jak pc_maniac czy Corrina (bo jestem pewna, ze ich masz
      na mysli) samowolnym zwiedzaniem NAM bardzo zaimponowali, sluza nam rada,
      wsparciem-za co wiekszosc jest bardzo wdzieczna. I prosze-nie wypowiadaj sie o
      nich trak pogardliwie-bo dla nich i dla wiekszosc ludzi z tej grupy to co
      zrobili-jest wielkie.

      >Drugi kraniec to relacja rodem z "Wakacje.pl" nad którą wszyscy cmokaja. co
      >jest grane?
      Rozumiem, ze pilisz do moich wspomnien. Zakrecony-nie musisz ich czytac. Sa to
      moje osobiste, bardzo wazne i cenne wspomnienia. Jestem dumna z tych wakacji i
      z tego co i jak zobaczylam. Nie musisz nad tym cmokac. Nie musisz ich czytac.
      Naprawde. Zachowujesz sie jak ktos, kto zjechal pol swiata na wlasna reke-wiec
      idz na turystyka.tramping i daj nam dalej cieszyc sie z tego co przezylismy, ok?

      A swoja droga-tak pogardliwie porownales moje wspomnienia do opowiesci z
      wakacje.pl - to musiales te wspomnienia na wakacje.pl czytac-skoro tak trafnie
      je porownales. Jestes dziwny-nie lubisz tego a robisz to...

      >Na tych spotaniach ,o których wyczytałem o czym dyskutujecie?
      Przykro mi, tu Ci nie odpowiem, bo niestety-nie mialam okazji byc na spotkaniu.

      >Nie widzieliście normalnego Egipcjanina, czy prawdziwego Egiptu i za nim
      >tęsknicie?
      ?? Rozumiem, ze dla Ciebie nienormalny egipcjanin/prawdziwy Egipt = dziki, nie
      zwiazany z turystyka, tak? Skad wniosek, ze nie widzielismy? Widzielismy... i
      co z tego? Jaki to ma niby miec wplyw na nasza tesknote badz nie?


      >Tęsknicie za Hurghadą, którą normalny człowiek ,wręcz nienawidzi
      Wiec wiemy juz, ze kwalifikujesz sie bie do normalnych-bo jej nienawidzisz.
      Wiev ja wole byc w teg grupie nienormalnych, ktory za HRG tesknia, bo Oni
      przynajmniej sa mili i kochaja Egipt. Za rafe. Za zabytki. Za historie. Za
      slonce... kazdy za cos innego.

      Pozdrawiam i bede wdzieczna, jak nie bedziesz odpisywal.
      Serio prosze.

      Pozdrawiam cieplutko :-)
      Iwonka



    • platynka.iw Re: 08.11.05, 22:15
      Co pisze to wiem-bo ja to pisze:-) A poniewaz spiesze sie, zeby napisac kolejny
      dzien-wybacz, ale nie bede tracila czasu na "pyskowki" z Toba, bo jak widze-o
      powaznej rozmowie (o ktora prosiles) nie ma nawet szans.

      Ostatni raz odniose sie do tego co mi zarzuciles. Nigdzie nie napisalam, ze HRG
      jest wspaniala i tam jest skupiona cala magia Egiptu. Dalam do zrozumienia-ze
      kazdy kocha w Egipcie to co chce. I nic do kochajacych HRG nie mam. Gdybys sie
      wczytal-zauwazylbys, ze uwielbiam Luksor i Asuan. I nie zaimponowales mi, bo
      chodzilam po Kairze w nocy-wprawdzie bez plecaka, ale to zawsze cos ;-) I
      gralam z miejscowymi, pilam i rozmawialam. I wiem co mowia o turystach i
      turystkach i wie to wielu ludzi na tej grupie... Nie musisz nam tego pisac :-)
      I prosze. Idz denerwowac innych :-)
      Juz nie bede odpisywac na Twoje posty. Nie bede ich nawet czytac.
      Wszystkiego dobrego!
      Iwonka
    • Gość: lissa Re: 16.10.2005 (niedziela) DZIEN 19 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.05, 20:37
      na szczescie meczarnia nie jest przymusowa i Ci ktorym ta forma nie odpowiada
      nie musza sie meczyc i czytac.. i wszyscy zadowoleni, prawda?
    • platynka.iw Do mariarella i WSZYSTKICH 09.11.05, 21:24
      Tak. Mariarella ma racje. Od poczatku pisalam, ze robie to pierwszy raz, ze nie
      mam talentu... W dodatklu informowalam juz kilka osob na priva, ze chyba sie za
      bardzo rozpisuje itd... Przepraszam wszystkich za te 19 dni nudzenia i meczarni.
      By jednak dokonczyc to dziadostwo, ktore zaczelam dopisze, ze:

      17.10.2005 (poniedzialek) DZIEN 20
      Bylismy na calodniowej wycieczce zwanej "Wielkie Safarii" z Aaba Sharm

      18.10.2005 (wtorek) DZIEN 21
      Wybralismy sie ponownie do Delfinarium, poniewaz zamowione wczesniej quady nie
      wypalily.

      19.10.2005 (sroda) DZIEN 22
      O 02:00 w nocy wylecielismy do Warszawy, lecz z przyczyn technicznych
      musielismy awaryjnie ladowac w Pyrzowicach.

      Dziekuje i przepraszam...
      Iwonka
      • poganka_m Re: Do mariarella i WSZYSTKICH 09.11.05, 21:47
        Iwonka, jeśli ktoś nie chce czytać, to niech nie czyta - proste, prawda? Ale
        jest chyba dość dużo osób, którym Twoje wspomnienia się podobają i chcą czytać
        dalej? Więc proszę - nie rezygnuj:))))
        pozdrówka
        (jeszcze 8 dni...!)
        • anuulka Re: Do mariarella i WSZYSTKICH 09.11.05, 22:14
          podpisuje sie pod tym i z niecierpliwoscia czekam na reszte :) pozdrawiam
          • savera Re: Do mariarella i WSZYSTKICH 09.11.05, 22:57
            Iwonko nie poddawaj się, pisz dalej do końca. Piszesz świetnie. Nie zwracaj
            uwagi na takie głosy jak mariarelli. Wiele osób Cię czyta z przyjemnością.
            Dokończ swą opowieść właśnie dla nich.
            A tak na marginesie; jeśli znów wyjedziesz, to opisz znów swoje wakacje i
            właśnie w taki sposób jak teraz o Egipcie.
            Pozdrawiam
      • imonate Re: Do mariarella i WSZYSTKICH 09.11.05, 22:47
        Iwonko, nie przejmuj się wypowiedziami oszołomów i rób swoje, tym bardziej, że
        robisz to świetnie. Czekam z niecierpliwością na "cdn" :D
        • bebicka Re: Do mariarella i WSZYSTKICH 09.11.05, 23:06
          iwonko, nawet nie mysl o tym zeby nie dokonczyc opowiesci. Nie przejmuj sie
          takimi opiniami jak mariielli, jak nie cche to niech nie czyta,, wnie wim po co
          w ogole sie odzywala. Cala reszta z niecierpliwodcia czeka na Twoje opisy uwazam
          ze czyta sie je wspaniale, a kto nie umie tak pisac, to niech zazdrosci.
          pisz pisz, nie daj sie takim oszolomom.
          A kiedy reszta zdjec:-(((
          Ja dzisiaj poza tym ze mnie starsznie boli gardlo nastawiona jestem zeby
          jechac:-) bardzo by mi bylo szkoda odpuscic, miedzy innymi dzieki Twoim
          opwiesciom wiec sama widzisz.
          pozdrowka
          Maraska
      • miriam_73 Re: Do mariarella i WSZYSTKICH 09.11.05, 23:19
        Ty se nie myśl, Pani, że się tak łatwo wywiniesz. Kończyć mi tu, no :))))

        A głupolami nie przejmuj się Iwonko. Pisz dalej. Jestem bardzo ciekawa waszych
        wrażeń z Abu Galoum (uwielbiam ten park nar.)
        • pc_maniac Do Platynki_iw 10.11.05, 00:02
          Wiesz, kiedyś i ja się zniechęciłem i postanowiłem po wrednych docinkach odejść
          z tego forum.
          Ale po jakimś czasie ochłonąłem i doszedłem do wniosku, że właśnie nie, czemu
          to niby ja mam się poddać jakimś kretynom forumowym, którzy tak naprawdę nic a
          nic nie wnoszą do tego forum, poza brakiem kultury?

          Czyżbyśmy my egiptomaniacy, dali się zastraszać przez idiotów, którzy tak
          naprawdę nie mają nic do zaproponowania nowicjuszom, którzy oczekują właśnie
          pomocy w wyjeździe i miłym spędzeniu czesto bardzo długo wyczekiwanych wakacji
          w tak ciekawym kraju?

          Tak naprawdę to nie typki pokroju Dżastego przecierają szlaki, nie oni pomagają
          innym w wyborze miejsc wartych zobaczenia, nie oni ostrzegają czy wyjaśniają,
          lecz my normalni forumowicze, którzy tylko dla tego, ze mamy coś więcej do
          powiedzenia niż wykpiwanie czy ubliżanie, jesteśmy dla Dżastych solą w oku.

          Więc pamiętaj, to my kreujemy to forum i pomagamy innym dzięki naszej pasji,
          więc gdybyś się poddała, to sama się przekonasz, że będziesz miała sama do
          siebie pretensje, ze dałaś się zniechęcić jakiejś kreaturze forumowej, niż
          gdybyś WŁAŚNIE NA ZŁOŚĆ TAKIM TYPKOM nadal przybliżała Egipt kolejnym chętnym
          do poznania tego niesamowitego kraju.

          Każdy z tych Dżastych po pewnym czasie odpuszcza sobie wogóle rozrabianie na
          tym forum, bo pojmuje, ze walczy z wiatrakami. Więc poprostu udawaj, że ich nie
          zauważasz.
          Ostracyzm jest najlepszym na nich sposobem.
          • Gość: brr Re: Do Platynki_iw IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.05, 17:29
            Facet, nie pochlebiaj sobie. Co taki wielki maniak egiptu robi w taksówce
            załatwionej w recepcji hotelowej do Dendery czy Abydos? Nie ma pociagu? Cos tam
            piszesz ,że jechałeś , ale teraz dopiero, w opisie tego nie wyłapałem. W
            pociągu nawet angielski nie pomaga?. Taki maniak na pewno zna podstawowe
            arabskie zwroty, i nie ma problemu (autopsja) chociaz zapewniam Cię "znawco",
            że konduktor mówi piękną szkolną angielszczyzną. Więc nie mąć tym sierotom w
            głowie.Wycieczka autobusem (bez przesiadki dodam) nazwana Egipt na własną rękę?
            To się megalomania nazywa. Nie wiadomo nawet czy jechałes , bo o przesiadce nie
            ma słowa, a Upper nie dojeżdża do Luksoru. Zdziwiony? Pewnie tak. Poza tym co
            taki "maniak" Egiptu robi tydzień (nastepny" w HRG? Brak odwagi ? . Zarzut
            typu -prywatne ataki na rodzine itp jest fajną zasłoną niewiedzy, ale nie
            trafia do przekonania- więc proszę skomentuj to co napisałem. Nie chodzi o
            kłótnię na forum, tylko o nie mącenie i wrecz straszenie forumowiczów gotowych
            jechac samotnie przez wygłaszanie "niepodważalnych " prawd przez cenoinych
            tutaj znawców.
            • Gość: j do brr IP: *.aster.pl 10.11.05, 18:08
              brr o co Ci chodzi? Agresja w móżdżek kopneła? Lepiej wyładuj się gdzie indziej.
              Oszczędź nam pokazu swojej frustracji.
              • Gość: brr Re: j IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.05, 18:20
                O co Ci chodzi? Zadałem kilka pytań i oczekuje odpowiedzi, mam nadzieje.
                Chcesz jada sam wpaść na mine? Chyba nie To nie pyskuj tylko poprzyj. Chyba ,że
                i tak sie nie wybierasz samemu wiec jest Ci wszystko jednoi. Ale tym którzy to
                planuja chyba nie. Przejrzyj na oczy. Po prostu są mało wiarygodne. Ty chyba
                jestes fanem Kacząt , prawda? Do nich tez nie docierają fakty, wola tkwić w
                błogiej nieswiadomosci i nie uzywać mózgu.
                • Gość: j Re: j IP: *.aster.pl 10.11.05, 19:25
                  Drogi brr,
                  Pytania? Bawisz się w komisję śledczą? Ostatnie raczej się nie popisały, więc
                  nie bierz z nich przykładu! Chcesz coś opowiedzieć, opowiadaj. Chcesz podzielić
                  się swoimi doświadczeniami - prosimy. Nikt nie broni, chętnie poczytamy!
                  Ale próby dołowania innych są z góry skazane na niepowodzenie. Tym sposobem nie
                  zyskasz uznania a nawet nie podbudujesz swojego 'ego'( bo chyba tylko o to Ci
                  chodzi). Zapamiętaj, że nie wzniesiesz się do góry przez poniżanie innych.
    • Gość: ika5 Re: Trzeci raz w Egipcie - moje 22 dni w "domu".. IP: 81.168.209.* 10.11.05, 00:24
      Kochana przecież nie chodzi ci o to by spragnieni opowieści egiptomaniacy
      błagali Cie : " opowiadaj dalej Iwonko " - opowiadasz - bo TO WSPANIAŁE
      UCZUCIE -być w Egipcie. I lubisz mówić o tym co czujesz, a jak widzisz mnóstwo
      ludzi lubi Cię słuchac .... i ciągnij to dalej . Wielu podróży życzę ... no i
      niech Rześ nie będzie zazdrosny , że jego żona ma tak liczne grono wielbicieli.
      • Gość: alku Re: Trzeci raz w Egipcie - moje 22 dni w "domu".. IP: *.kghm.pl / *.lubin.dialog.net.pl 10.11.05, 07:52
        z niecierpliwoscia czekam na ciag dalszy!!!!!!!!!!!!!!!
        • mrowka69 Re: Trzeci raz w Egipcie - moje 22 dni w "domu".. 10.11.05, 10:37
          Iwonko, powinnas zauważyć ile radości dlajesz innym, i co, przez takiego
          czlowieka, który nigdy by tak pieknie nie opowiadal my mamy cierpieć??!!!
          naprawde chcesz nas skazac na męczrnie niewiedzy? wiesz że tak nie można. jak
          już zaczęłas to trzeba skończyć, nie można zostawiać ludzi, wierzących część
          dalszą ot tak sobie. TO NIE FAIR!
          tyle westchnień tyle ochow i achow na temat Twojej opowieści i przez jednego
          nierozwiniętego czlowieka chcesz zaprzepascic nadzieje czytelników na więcej?
          nie rób tego. my w Ciebie wierzymy. a ja wierzę że jeszcze dziś bede mogła się
          nadal wzruszać czytająć część dalszą
          Iwonka: do boju! :)
          • Gość: Turysta Re: Trzeci raz w Egipcie - moje 22 dni w "domu".. IP: *.toya.net.pl 10.11.05, 11:31
            Nik t z nas nie jest tutaj zawodowym pisarzem. Przecież gdybyśmy takimi byli,
            to produkowalibyśmy się za kasę, a nie spisywali swoje wspomnienia jako coś co
            przybliży nasze odczucia z Egiptu innym, którzy wahają się, czy warto pojechać
            czy też nie.

            Uważam, że nawet jeśli ktoś pisząc robi błędy, literówki, czy styl odbiega od
            Pani Rowlins, to przecież najważniejsza jest chęć i zaangażowanie piszącego.
            Czyż nie ciekawiej czyta się takie wspomnienia jak te Platynki, od
            wypunktowanych relacji z hoteli, czy listy cen za dane wycieczki?

            Taka relacja żyje, jest świadectwem odczuć, jakie się w naszych głowach
            przewijają będąc tam, nie zaś przewodnikiem po miastach czy hotelach.
            Kazdy z nas w pewnym sensie utożsamia się z piszącym, ponownie przeżywa swoje
            niezapomniane chwile w tym malowniczym kraju. Czyż nam nie zdarzyło się, ze
            właśnie tam nasze żony (mężowie) objawiły nam się jako wspaniali partnerzy do
            naszych szalonych eskapad, pomysłów na spędzenie niezapomnianego urlopu?
            Ja np. do dzis z uśmiechem wspominam momenty twardego targowania się mojej żony
            i podziwu na twarzach Egipcjan, że KOBIETA, a taka twarda. A co? Niech
            zazdroszczą! Oni takich nie mają i mieć nie będą. Hehe

            Pisz dalej, bo już się nie mogę doczekać dalszego ciągu!
    • Gość: aw Re: Trzeci raz w Egipcie - moje 22 dni w "domu".. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.11.05, 15:09
      Iwonko pisz dalej, dzięki Tobie wielu ludziom przypominają się ich wrażenia z
      wakacji i budzi się chęć do poznania nowych miejsc. Pozdrawiam gorąco Ciebie i
      Rodzinkę.
      • wojtek37k Re: Trzeci raz w Egipcie - moje 22 dni w "domu".. 10.11.05, 16:07
        Iwonka daj spokój , przecież to już prawie meta , poddajesz się na ostatniej
        prostej , jak kiedyś Pc-maniac na forum portalu "Wakacji" , analogia zbliżona ,
        nie identyczna . Nigdy nie jest tak , że wszystko wszystkim się podoba ,
        najważniejszą rzeczą jest abyś się niepoddała i dokończyła to co akceptuje , i
        na co czeka zdecydowana wiekszość . Ty nie umiesz pisać ? Nieżartuj ,
        przyprawiasz mnie o śmiech , cóż mam sądzić w takim razie o swoich
        wypowiedziach .
        Pozdrawiam Cię serdecznie Wojtek
        • Gość: Zenek Re: Trzeci raz w Egipcie - moje 22 dni w "domu".. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.05, 17:19
          Podaj całkowity koszt, tzn rejs, dodatkowy tydzień,+ dodatkowe zwiedzanie,
          najlepiej wszystko ;) Ale tak bez ściemy,ok? ;) Chciałbym policzyc ile mam
          szykować na taki wyjazd + dodatki ,które zaliczyłaś z rozbiciem na
          posszczególne (te wieksze przynajmniej) koszta i gdzie załatwiałas dodatki
          zwiedzania. Pewnie zapisywałas dokładnie ;)z góry dzieki
          • Gość: Łodzianka Re: Trzeci raz w Egipcie - moje 22 dni w "domu".. IP: *.astral.lodz.pl 10.11.05, 17:40
            Platynko czekamy :D

            i pozdrawiam
            • platynka.iw Odnosnie c.d. wspomnien 10.11.05, 21:46
              Witajcie Kochani :-)

              Sluchajcie. Mam ostnio podle dni. Znacie ten stan, kiedy wszystko sie wali,
              pietrzy, denerwuje Was i w dodatku dostajecie okres?? :-| Jestem ostatnio
              totalnie zagoniona, wyrywam kawalki czasu-by wysylac kolejne wspomnienia na
              forum czy usiasc znowu nad zdjeciami. I naprawde-zawsze jest to kosztem
              czegos... bo ostatnio mam strasznie podle dni! I przyznam, ze post mariarelli
              byl przyslowiowym "gwozdziem do trumny" I dlatego poddalam sie. Zrezygnowalam,
              choc czulam ze to nie w porzadku w stosunku do wielu z Was, ktorzy moje
              wypociny czytaja.

              Ale ja naprawde mam bardzo niskie mniemanie o tym jak pisze. I to nie jest
              kokieteria! Nigdy tego nie robilam. Decyzja o napisaniu tego zostala podjeta w
              Egipcie. Kiedy przypomnialam sobie, jak wertowalam net w poszukiwaniu roznych
              opowiesci, wspomnien czy cokolwiek-co by mi przyblizylo Egipt. Pomyslalam
              sobiewtedy-moze ja tez cos napisze? I moze w ten sposob odwdziecze sie innym
              osobom, ktorych wspomnienia czytalam?

              Wiem, ze te wspomnienia sa za bardzo rozwleczone (przepraszam)
              Wiem, ze sa za bardzo osobiste (przepraszam)
              Wiem, ze o pewnych sprawach nie powinnam w nich wspominach (przepraszam)

              Bo i co kogo obchodzi np. to, ze Radek tam nauczyl sie plywac? Przeciez nikomu
              z Was ta wiadomosc, nie wnosi nic, odnosnie wyjazdu do Egiptu. Albo moje mysli
              w pociagu... bezsensu.

              Ale-to sa moje wspomnienia. MOJE. Nie chcialam pisac na zasadzie "bylam tam,
              tyle zaplacilam, tyle czasu to trwalo" Suche fakty. Tylko... chcialam te
              wspomnienia napisac takie-jakie siedza w moim sercu i pamieci. Zeby przelac
              czastke mnie/nas w te wspomnienia. Bo wyjazd to nie tylko kasa, hotel, BP... to
              rozniez uczucia, emocje, wzruszenia...

              Jednak przegielam. I bardzo chce Was przeprosic.

              Dzis mnie pol dnia nie bylo przed kompem i jak wrocilam-to bylam przemile
              zaskoczona. Co ja pisze-wmurowalo mnie! Boze! Tyle wypowiedzi, tyle cieplych
              slow, tyle dobra i sympatii, tyle przyjaznych gestow... mialam lzy w oczach.
              BARDZO DZIEKUJE!!!!!!! Jestescie tacy kochani! :-* Niedowierzalam, ze to chodzi
              o moje wypociny!

              Kila osob napisalo mi na priva, ze kopiuja sobie moje wspomnienia do worda i
              potem sobie to wydrukuja... SZOK! Wiec pozwolcie, ze ja skopiuje sobie Wasze
              slowa i w chwilach "tych trudnych dni" bede sobie je czytac... Naprawde, BARDZO
              WAM DZIEKUJE!!!!

              Co do samych wspomnien. Zostaly 3 dni. I macie racje. Nie mozna tego tak
              zostawic. Opisze je. I mimo iz pokusa jest duza, by to zrobic chlodniej i z
              dystansem-opisze to jednak tak jak poprzednie dni. Byc moze na zlosc tym osoba,
              ktory tak strasznie sie to nie podoba?? A na pewno dla siebie i dla Was-bo
              dzieki Wam mam znowu chec i sile by je dokonczyc.

              I bardzo zaluje, ze to ostatnie 3 dni.... dzis sobie uswiadomilam, jak
              strasznie bedzie mi brakowalo Waszej wirtualnej obecnosci w moim zyciu :-)
              Naprawde czuje, ze jestescie :-*

              Kochani. O swicie wyjezdzamy w gory, wracamy dopiero w niedziele. Wiec nie mam
              kiedy i jak pisac... Ale obiecuje, ze w przyszlym tygodniu dokoncze wspomnienia
              i-dokoncze album ze zdjeciami.
              Obiecuje.

              Bardzo Wam dziekuje, nawet sobie nie zdajecie sprawy jak wiele dobrego wnosicie
              do mojego serca. I przepraszam Was, ze sie poddalam... Taki dzien.

              Sciskam Was zyczac wspanialego week. Wypocznijcie. Ja mam taki zamiar!

              Caluje Was wszystkich i kazdego z osobna... Dziekuje, ze jestescie!

              Iwonka z chlopakami







              • ewucha6 Re: Odnosnie c.d. wspomnien 11.11.05, 20:55
                Iwonka ! Dobrze, że rozum Ci wrócił :-) i dokończysz te cudne wspomnienia !!!
                Nie ma co przejmować się ludźmi, którzy nie wiedzieć dlaczego chcą zniszczyć
                coś, co innym sprawia tak dużą frajdę - nie podoba się to nie czytam - proste -
                i nie zatruwam innym życia !!!
                Dlatego moja Kochan niczym się nie przejmuj, a w wolnej chwilce kończ swe
                dzieło bo ja tu czekam - pozdrawiam gorąco !!!
                Ewa
          • platynka.iw Do Zenka 10.11.05, 21:51
            Witaj Zenku.
            Na koncu wspomnien napisze takie podsumowanie. Wlasnie to co wymieniles. Z kim,
            gdzie, za ile, gdzie zalatwiane itd. Wlasnie jestem w trakcie porzadkowania
            tego.

            Pozdrawiam cieplutko :-)
            Iwonka
            community.webshots.com/user/Saruh2005
        • pc_maniac Re: Trzeci raz w Egipcie - moje 22 dni w "domu".. 10.11.05, 21:23
          wojtek37k napisał:
          > Iwonka daj spokój , przecież to już prawie meta , poddajesz się na ostatniej
          > prostej , jak kiedyś Pc-maniac na forum portalu "Wakacji" , analogia zbliżona,


          (zawstydzony) to było na tym forum i na moim forum Egipt.
          Przyznam Ci się szczerze, że mnie poprostu wena opuściła, a potem pamięć
          zamazała wiele szczegółów, ale to mnie nie tłumaczy (poprostu wyszedł ze mnie
          leń :(
          • wojtek37k Re: Do Pc-maniaca 11.11.05, 11:14
            Myślę , że pwinniśmy tym bardziej dopingować Iwonkę ,aby dokończyła swoje
            wspomnienia , bo warto .
            Pozdrawiam Wojtek
            • bonia01 Iwonko ... 11.11.05, 12:17
              Iwonko Kochanie wiesz co o tym wszystkim myślę i wiesz na co czekam (i nie
              tylko ja) :) Cieszę się że się nie poddałaś. Jak na razie wyszło mi 58 stron w
              wordzie. Będzie milutka lektura na te paskudne wieczory :) Zaczęłam już po
              trochu czytać Twoje wspomnienia Emilce i ona to chyba rozumie bo słucha mnie
              bardzo uważnie i uśmiecha się. Za dwa a może trzy latka pewnie mi powie: "Mama
              ja chce do Egiptu". Mam nadzieję Kochanie że wypoczniesz w ten weekend i wyjazd
              będzie udany.

              Ściskam mocno
              Bożenka
            • mat.monika Sokoły w Edfu 12.11.05, 01:14
              Są naprawdę i wyglądają jak cudem ożywione freski.Musicie wytężać słuch i
              patrzeć czasem w niebo a dodatkowa niezwykła atrakcja Was nie ominie
              • radioaktywny DO POGANKI :-) 14.11.05, 08:43
                Autor: poganka_m
                Data: 25.10.05, 20:00 + dodaj do ulubionych wątków

                skasujcie post

                + odpowiedz

                --------------------------------------------------------------------------------
                Dzięki za życzenia powrotu do Kraju Faraonów - wybieram się tam właśnie 18
                listopada żeby złapać jeszcze trochę słoneczka przed zimą - niestety tym razem
                tylko na tydzień ale tylko tyle urlopu mi już w tym roku zostało. Narazie - tak
                jak przez ostatnie lata - przede wszystkim odpoczynek. Chciałabym jednak
                jeszcze kiedyś wybrać się ponownie na zwiedzanie - jeszcze raz zobaczyć te
                wszystki cudowne miejsca, może ponownie rejs po Nilu ale tym razem połączony z
                rejsem po jeziorze Nasera? Gdyby to zależało tylko ode mnie - to pewnie już bym
                tam była!
                pozdrowionka - i czekam na DALSZY CIĄG!

                Przepraszam, z jakim biurem podrozy wybierasz sie za kilka dni do Egiptu?

                • poganka_m Re: DO POGANKI :-) 14.11.05, 09:03
                  radioaktywny napisał:

                  >
                  > Przepraszam, z jakim biurem podrozy wybierasz sie za kilka dni do Egiptu?
                  >
                  Zaryzykowałam - i lecę z Alfą do Alibaby. Mam nadzieję, że wszystko będzie jak
                  zwykle OK. Do tej pory jakoś zawsze miałam szczęście - wyjeżdżałam z róznymi
                  biurami i nigdy nie zdarzyła mi się zmiana hotelu ani inne tego typu niemiłe
                  niespodzianki. pozdrówka (i aby szybciej do piątku;)))
                  • radioaktywny Re: DO POGANKI :-) 14.11.05, 09:48
                    Jesli lecisz z W-wy to bedziemy leciec razem bo ja tez z Alfy, tez na tydzien
                    lecz do Empire :-)))
                    • poganka_m Re: DO POGANKI :-) 14.11.05, 10:16
                      radioaktywny napisał:

                      > Jesli lecisz z W-wy to bedziemy leciec razem bo ja tez z Alfy, tez na tydzien
                      > lecz do Empire :-)))

                      No to do zobaczenia w samolocie:)))
                      • platynka.iw 17.10.2005 (poniedzialek) DZIEN 20 14.11.05, 20:56
                        Ponieważ bus ma nas odebrac już o 7 sprzed hotelu-wstalismy dzis o 6 rano.
                        Szybko ubraliśmy się, spakowali zestaw podstawowy ;-) i już siedzimy w na
                        sniadaniu. Mamy to szczescie, ze sniadanie zaczyna się o 06:30, bo przynajmniej
                        nie będziemy targac paczuszek z plastikowymi sztuccami i malymi dzemikami ;-)

                        Radus jak zwykle guzdra się z jedeniem… albo-wlasnie je prawidłowo?? Bo je
                        powoli i każdy kes gryzie bardzo dlugo. Naleśniki w żółwim tempie znikaja w
                        jego buzi. No, ale nie mamy dzis na to czasu! Wiec szybciej, jedz to, popij,
                        lykaj, jedz Radusiu, spieszymy się, polknij to co masz w buzi, kolejny gryz….

                        I stoimi juz przy hotelu. Podjeżdżaja dwa jeepy-o jak milo :-) W jednym siedzi
                        Josef z Aaba Sharm (przesympatyczny, mlody człowiek) w naszym Pani Ula z Aaba
                        Sharm (dla nas Ula :-)

                        Jeszcze po drodze zwijamy jedna pare i już się lokujemy, bo tymi jepami
                        odbedziemy wieksza czesc drogi. Siedzi się w nich… tak jak w naszej taksowce w
                        Luksorze-bokiem do kierunku jazdy. Sa tam po prostu dwie laweczki, które sa
                        polozone wzdłuż auta i siedzi się na nich, naprzeciwko siebie.

                        Jedziemy asfaltowa droga, oglądając cudowne gory za oknem. W radio leci kaseta
                        z polska muzyka…Bajm, Urszula itd. Razem z nami jada dwie pary z Polski i
                        kamerzysta. Rozmawiamy, smiejemy się… Nagle dociera do mnie, ze Radus nic nie
                        mowi. Oj. Niedobrze. Patrze na niego-a ten bladziusnienki…. Trzyma się za
                        brzuszek i nic nie mowi. Na moje pytanie „Jak się czujesz?” odpowiada, ze czuje
                        się zle, jest mu niedobrze i chce zwymiotowac. Zatrzymujemy szybko auto i
                        wypadamy na pobocze, gdzie Radus puszcza pawia… :-( Juz wiem, co jest
                        przyczyna tego, ze tak się zle czuje. Ja. Ja jestem winna.Po jaka cholere
                        kazałam mu tak szybko jesc?? Lykal przy sniadaniu cale kawalki naleśników i
                        teraz je zwrocil :-(

                        Po doprowadzeniu Radzia do porządku wsiadamy. Masa pytan, masa wątpliwość ze
                        strony współtowarzyszy. … co teraz? Caly dzien przed nami, wielbłądy, jazda po
                        pustyni… może się wrocimy? Ale jak-jestesmy już kawal drogi od Hotelu. Nie. Nie
                        możemy się wracac. Ja mimo iż bardzo się martwie o Radzia wiem, ze będzie
                        dobrze. To nie choroba. Po prostu musi zwymiotowac to co mu zalega w brzuszku a
                        potem będzie dobrze.

                        Radus nabral kolorow i nawet cos tam zagadnął, ale po jakis 15 minutach-znowu
                        ta sama akcja. Moje Biedne Maleństwo… Strasznie mi go zal. Przełykał szybko
                        sline, żeby nie nabrudzic w aucie. Bieguiem wyskoczyliśmy z auta i zwymiotowal
                        na pobocze.Malenki… Wypłukał buzie woda i jedziemy dalej. Wlasnie dojechaliśmy
                        pod wielka piaszczysta gore, wiec przynajmniej nie będzie go drażniło kołysanie
                        w aucie. Wysiadamy. Patrze na Radzia-a on różowiutki, wesoły,. Zartuje, już nie
                        trzyma się za brzuszek… Jest dobrze :-) Napil się wody i mowi, ze jest glodny…
                        ale czy mogę mu już dac jesc??

                        Tymczasem stoimy pod wielka piaszczysta gora… a właściwie kupa piasku
                        umieszczona pomiedzy dwoma gorami. Urszula opowiada nam o tym zadzwiwiajacym
                        zjawisku-bowiem w okolicy nie ma ani grama piaszczystej pustyni. Radzik wspina
                        się na gore z Rzesiem po czym-zjezdza w gol na brzuchu, turla się, zbiega,
                        spada na pupe-i znowu plynie w dol… ehhehe… teraz już jestem pewna-będzie
                        dobrze :-)
                        Okazuje się, ze Radzik ma piasek wszedzie! WSZEDZIE :-) Ale najważniejsze-ze
                        jest zdrowy i szczesliwy.

                        Wsiadamy do jeepa i jedziemy dalej. Zatrzymujemy się w jakims miasteczku
                        (Dahab?), gdzie ludziska wypożyczają sprzet do nurkowania i-dalej, jazda w
                        kierunku Blue Hole. I oto jestesmy. W morzu, zaraz przy brzegu widac wyraznie
                        owe osławione Blue Hole. Ludziska się przebieraja, biora sprzet i ida do morza.
                        Rzesio nas cmoka i tez już go nie ma. Zamawiam Radkowi goraca herbate, żeby się
                        napil czegos goracego zanim cos zje. Pan przynosi, ale wsadzona do srodka
                        lyzeczka ma ogromny osad z kawy. Wiec ja szybko wyjmuje i zwracam mu uwage. A
                        ten mówiąc „no problem” wyciera łyżeczkę w swój flejtuchowaty-uswiniony-
                        odrazajaco brudny fartuch, który nosi chyba od czasow dzieciństwa :-\ A co
                        najgorsze-nie podaje mi jej tylko wrzuca od razu do herbaty :-\ Qrcze. Jestem 3
                        raz w tym kraju, ale do pewnych rzeczy nadal nie mogę przywyknąć… Ponieważ
                        wiem, ze zamawianie kolejnej herbaty nie ma sensu (pewnie mi przyniesie ta sama
                        albo w jakiejs mega syfiastej szklance) slodze ta i z Radkiem wypijamy.

                        Potem postanawiamy się przejść. Wiec wchodzimy na niewielkie skaly, gdzie sa
                        umieszczone tablice pamiątkowe nurkow, którzy nie wypłynęli z Blue Hole :-(
                        Czytamy… James, zginal majac lat 24… Daniel, 28… Tarek, lat 29… i inni… i
                        podpisy „Zycie jest wieczne, a milosc jest niesmiertelna. Śmierc jest tylko
                        horyzontem, a horyzont jest niczym, tylko granica naszego wzroku” :-( ; „Nie
                        pozwol, by strach stanął na drodze do Twych marzen” :-( ; „Może Oni spoczywają
                        w pokoju w głębinach Blue Hole… od przyjaciol” :-( ; „Ku pamieci dla
                        wspaniałego syna od rodziny i wszystkich wyjatkowych przyjaciol z Dahab i na
                        calym świecie” :-( …

                        Każdy nurek, który tamtędy przechodzil zatrzymywal się na chwile, spuszczal
                        glowe i stal kilka chwil w milczeniu… mimo iż w słonce niemiłosiernie grzeje i
                        w skafandrze jest goraco, mimo iż butle z tlenem ciezkie… każdy się
                        zatrzymywal…

                        Odwróciłam się i spojrzałam na Niebieska Dziure… ilez ludzi na swiecie
                        przeklina to miejsce?? Oplakuje swoich bliskich, którzy nigdy z niej nie
                        wypłynęli? Szok… gesia skora na calym ciele… Przytulam Radzika i w ciszy
                        schodzimy.

                        Idziemy do „restauracji” gdzie już sa wszyscy. Pytam Ule, czy widziala Rzesia.
                        Odpowiada, ze nie. Pytam pare z która szedł na nurkowanie, czy widzieli Rzesia-
                        odpowiadaja, ze nie. Rozgladam się… sa już wszyscy. Wysuszeni. Przebrani.
                        Zerkam na nich, onie na mnie… Nic. Ula mowi „już 10 minut temu powinniśmy
                        wyjsc… gdzie masz meza??” Zdrowy rozsadek podowiada mi, żebym zachowala
                        spokoj, ze przeciez jemu nie może się nic stac… z drugiej strony cos mnie
                        sciska za gardlo i szepcze „rodziny nurkow, którzy tu zgineli tez tak myśleli”
                        Czuje, ze narasta we mnie niepkoj, który przeradza się w przerażenie… biegne na
                        pomost-a tam kilkadziesiąt osob snurkuje… ale nie widze Rzesia! Radzik podnosi
                        z ziemi kawalek kija i mowi „mamuniu, wrzuce ten kij do wody… i ten kij
                        zaczaruje tatusia, żeby zaraz do nas przypłynął” Wrzuca go, a ja czuje, ze
                        jeszcze chwila i wpadne w panike… dreptam po pomoscie z kata w kat… proszę
                        najwyższego, by zaraz Rzes się zjawil… wszystko nagle traci sens-liczy się
                        tylko to, by On zaraz się pojawil…caly i zdrowy… siadam na kamieniu, chowam
                        glowe w dlonie… przeciez wiedział, ze ma 45 minut czasu na plywanie, a minela
                        już ponad godzina! Co się dzieje? Gdzie on jest?

                        Nagle slysze zbawienne wolanie Radzia „a nie mowilem, ze patyczek go
                        przyprowadzi??” jeszcze niedowierzająco podnosze glowe, slonce mnie razi, ale
                        widze go-to On, Rzesio! Mój Rzes! Wychodzi z wody, uśmiechnięty i zadowolony.
                        Biegne przeszczesliwa do niego i rzucam mu się na szyje! Caluje, sciskam by po
                        chwili wrzesnac „Misiek. Gdzie byles! Wszyscy czekaja już tylko na Ciebie a ja
                        tu umierałam z niepokoju!” A Rzes na to „Tu sa tak piekne rafy, ze zapomniałem
                        o czasie… i się zagapiłem, przepraszam” Niewazne. Wazne ze JEST!

                        I wedrujemy wszyscy w gore w kierunku naszych pustynnych pojazdow. Trasa
                        wiedzie malowniczym przesmykiem. Wspaniale widac z gory morze i Blue Hole. Po
                        ok. 10-15 minutach jestesmy na miejscu.

                        Iwonka
                        c.d.n.
                        • platynka.iw Re: 17.10.2005 (poniedzialek) DZIEN 20 14.11.05, 22:27
                          Jak ja nie lubie jeździć na wielbłądach! Za każdy razem umieram ze strachu… ze
                          spadne, ze mnie ugryzie i nie wiadomo co jeszcze … a wszystko to roi się w
                          mojej chorej glowie :-| Ludziska siadaja na przydzielone wielbłądy. Jedno spoko
                          drudzy piszcza i krzycza. Ogolnie atmosfera jest mega podkrecona.

                          Wszyscy przekonuja Radka, by jechal sam, a ten nic tylko „z tatusiem” Namawiamy
                          go… prosimy-nic. Z tatusiem. I koniec. Niestety, nie może jechac z Rzesiem. Co
                          najwyżej ze mna. Wiec siadam na wielbłąda. Za mna Radzik, który jest
                          przywiązany do moich plecow chusta. I w zasadzie wisi nad ogonem wielbłąda…
                          Nieee… to chory pomysl. Nie wezme odpowiedzialności! Przeciez on może spasc!
                          Sama jak mam jechac-jestem spanikowana a co dopiero brac Radzika?!?!?!

                          W koncu Ula go pyta „ale dlaczego się boisz jechac sam na wielbladzie??” A
                          Radzik glosem zdziwienia „nie boje się. Tylko chce jechac z tatusiem, bo go
                          bardzo kocham” :-) Wszystkim opadly szczeki… W tym momencie wystarczylo jedno
                          tłumaczenie, ze nie może jechac z tatusiem-i już siedział sam na wielbaldzie.
                          Nie przywiązali go. Siedzi sam. Male nozki stercza po bokach. Trzyma się z
                          przodu drewnianego drazka, w malej piasteczce sciska sznurek od wielbłąda. I
                          uśmiecha się! Niemożliwe…

                          Beduini pokazali nam 3 rodzaje polecen, na które reaguje wielbłąd. I nie sa to
                          jakies slowa-tylko dzwieki wydane z gardla. Czyli cos jak gulgotanie to, ze ma
                          jechac. Cos jak charczenie-ze ma stac. I cos tak trzecie-ze ma siedzieć.
                          Pomachali nam na pozegnanie i… ruszamy. Sami! Szok… nawet Radka nikt nie
                          prowadzi! Nikt nie idzie obok, żeby go złapać w razie upadku… mam dosyc. Po co
                          mi te safari? Po co mi te cholerne wielbłądy? Przed chwila się umierałam ze
                          strachu o Rzesia, teraz się trzese o Radzika… wrr…

                          Rzes, który wlasnie mnie minal mrugnął do mnie i powiedział „wyluzuj Myszko…
                          patrz jak tu pieknie… i jak swietnie sobie Radus radzi” Patrze na synka-fakt.
                          Jest wyluzowany, szczesliwy…spelnia się wlasnie jego marzenie-jedzie na
                          wielbladzie! Staram się na sile wyciszyc i czerpac radosc z chwili.

                          A widoki sa oszałamiające! Jedziemy brzegiem morza. Po prawej bezkresne morze,
                          po lewej-sciana ze skal. Slonce grzeje. Czuje jak mi ramiona piecze. Po nami-
                          skaly. Lub kamienista plaza (dla urozmaicenia ;-) Czas powoli plynie… wszyscy
                          mnie mijaja i nawet nie wiem kiedy-zostalam ostatnia z tylu. Gulgocze na mojego
                          wielbłąda…a ten nic. Drepcze z nogi na noge, co chwile staje… zre sobie grzbiet
                          (pewnie ma jakas chorobe skory) by po kilku sekundach rozgladania się-isc
                          powoli dalej… Rzes. Który jest jakies 500m przede mna krzyczy „zepnij go
                          nogami” … nie. Nie mogę. Co ja będę biedne zwierze po brzuchu kopac… Nagle
                          biegnie moje wybawienie! Nasz kamerzysta! Mysle sobie „ezmie mojego wielbłąda
                          za sznureczek i troche podprowadzi :-)” a ten…podbiegl i trach-przylal mu kijem
                          w tylek i nagle-mój powolny do tej pory wielbłąd dostal mega przyspieszenia!
                          Zaczal normalnie biec, a ja trzymając się oburącz drewnianego drazka zaczelam
                          na jego grzbiecie podskakiwac jak pileczka. Wiec on gna a ja hop-hop-hop-hop-
                          hop-hop podskakuje i piszcze jak oszalala! Minęłam Rzesia, minęłam Radka hop-
                          hop-hop-hop minęłam jeszcze dwa wielbłądy i dopiero wtedy się zatrzymal! Moje
                          nogi! MOJE KROCZE!!!! Zero seksu do konca miesiąca ;-)

                          Okazalo się, ze sciezka jest zbyt waska, zbyt stroma i zbyt kamienista by
                          jechac dalej. Wiec kamerzysta, Josef i Ula pomogli usadzic wszystkie wielbłądy
                          i każdy zsiadl-wzial za sznurek swego wielbłąda i kilka metrow przeprowadzal
                          je. Nawet Radzik-chwycil swojego wielbłąda i dreptajac pieknie go
                          przeprowadzil. Natomiast ja-nie mogłam tego zrobic spokojnie. Ponieważ szliśmy
                          jeden za drugim, co chwila trzeba się było zatrzymywac. I wtedy za każdym razem
                          dostawałam w leb. Po prostu mój wielbłąd, przywalal mi w glowe szyja… Pieknie
                          … :-|

                          I znowu jedziemy… Patrze na jadacego przede mna Radzika i jestem spokojna…
                          wspaniale się trzyma na wielbladzie! Cos sobie spiewa, opowiada… Minęłam ich
                          prawa strona (jak ja to zrobiłam?? ;-) i jade teraz przed nimi. Nagle uderza
                          mnie glupia mysl „zrobi im zdjecie!” Wiec trzymam się jedna reke. Druga wyjmuje
                          aparat, zalaczam i lekko odwracając się robie zdjęcia… w każdym razie-staram
                          się zrobic ;-) znaczy się-jako tako wykadrowac, ale ten wielbłąd strasznie
                          kolysze ;-) Rzes się zasmiewa do lez, musi to naprawde wyglądać komicznie ;-)

                          Chowam aparat i nadal staram się nie spasc ;-) Patrze na brzeg morza a tam-
                          cudne, ogromne jak dlon muszle! Takie same, jakie były na stolikach przy Blue
                          Hole i robily za popielniczki :-/
                          Cudnie byloby mieć taka musze w domku… na mydelko…

                          Jeszcze kilka chwil i oto już jestesmy na miejscy. Zsiadamy z wielbłądów. Ja
                          znowu ide jak Zeb Mckain ;-) Jeszcze kilka zdjęć Radzia na wielbladzie i
                          idziemy… Beduini którzy odbieraja od nas wielbłądy wyciągaj lapy po „bakszysz”
                          Przeciez macie za to zapłacone! Ok., ok… Rzes wygrzebuje jedyne drobne jakie
                          mamy 3le, podaje mu-a ten obrazony cofa reke i psioczy cos pod nosem, pewnie,
                          ze malo… Nie to nie. Chowamy kase i odchodzimy.

                          Jest to cudne miejsce. Kilka chat pokrytych palmowymi liscmi. Piaszczysta
                          zatoka. Błękitno-granatowe morze…i skaly. Cudnie! Większość idzie nurkowac, a
                          za 30 minut mamy lunch. My z Radzikiem wrzucamy kamyki do wody i gonimy kraby.
                          Jeden tak pieknie pozowal, ze musialam mu zrobic zdjecie ;-) Gonimy się z
                          Radziem i wygłupiamy… ta przestrzen, cisza i brak wielbladow ;-) działają na
                          mnie kojaco. Podbiegaja do nas beduińskie dzieci. Jedna dziewczynka chwyta
                          mnie za zegarek, a druga za palec na którym mam obrączkę i robiąc słodkie miny-
                          prosza, żebym im to dala na pamiątkę… Sa sliczne i kochane i w ogole…ale
                          niestety! Nie ma takiej możliwości!
                          Pytaja czy zrobie im zdjecie. Ok. Robie jedno i pokazuje jak wyszly-a te
                          dostaja szalu! Krzycza cos, smieja się, podskakuja i ciesza się do zrobionego
                          zdjęcia! Teraz musze im robic zdjęcia a potem pokazywac jak wyszly… i sprawia
                          im to wielka radosc :-) Sa kochane… Jeden chlopiec beduinski wlasnie goni
                          kraba… zagonil go do wody, potem razem z woda-wyrzucil na plaze i-już go ma w
                          dloni! Malego, slicznego krabika… ale spryciarz :-)
                          I znowu wszelkie bariery zostaja w mig przelamana i Radzik goni się po plazy z
                          beduińskimi dzieciaczkami.

                          Teraz pora na lunch. Jest rybka, mieso, ziemniaki, ryz, pomidorki…. Super.
                          Tylko-jak to nie przechodzi przez gardlo gdy te dzieci tak patrza…
                          Radus zjada troche ryzu i bulke z maslem… Boje się, żeby znowu go nie zebralo
                          na wymioty.

                          Obok rozkładają się kobiety z koralikami i innymi drobiazgami. Zaczecaja do
                          kupna. Schodza się także miejscowe koty, których ściągnął zapach jedzenia.

                          Czas opuścić to miejsce. Troche niefortunnie, ze zaraz po jedzeniu, ale coz…
                          wlasnie teraz nas czeka około godzinna jazda po pustyni jepami.

                          Montujemy się, chowamy sprzet pod siedzeniem i-ruszamy. Wow! Skaczemy po calym
                          aucie, latamy, wpadamy jeden na drugiego, krzyczymy i piszczymy… istne
                          szaleństwo! Caly czas zerkam na Radzia i widze, ze dobrze się czuje! Po ok. 10
                          minutach wszyscy już maja dosc… już sa zmeczeni. Czuje się, jakby mnie ktos
                          wrzucil do worka bez tlenu i krecil mna na wszystkie strony… Czuje, ze mnie
                          mdli… zreszta nie tylko mnie. Większość ma zwieszone nosy i mimo iż nadal
                          fruwamy po calym aucie-to już bez emocji i radochy… Na sile zagaduje Radzika,
                          bo widze, ze jak się zamysla-robi dziwnie skwaszona mine, jakby go zmieralo na
                          wymioty… wiec zmuszam siebie i jego do
                          • platynka.iw Re: 17.10.2005 (poniedzialek) DZIEN 20 14.11.05, 22:53
                            … wiec zmuszam siebie i jego do chichrania się i rozmawiania …

                            Mija godzina… godzina meki. Nie. Zdecydowanie to nie było przyjemne. Ok. Na
                            początku tak, ale godzina-to za duzo. Wszyscy wypadaja z auta TLENU! Po czy
                            sięgają po wode…wszyscy się czuja niekomfortowo…żołądki nam ciaza… Na szczescie
                            to koniec.

                            Jestesmy w oazie beduińskiej. Myjemy sobie glowy przy naturalnym nacieku
                            gorskim i idziemy na dywaniki poleżeć… dostajemy ziolowo-slodka herbate, która
                            podobno swietnie robi na żołądek… Wypijamy na leżąco, odpoczywamy… Ula
                            opowiada o zyciu w takiej oazie… Nie wiem czy to kwestia tych ziol czy sugestii
                            ale-naprawde zaczynam się swietnie czuc! Radzik boksuje Rzesia-znaczy czuje się
                            wysmienicie! ;-)

                            Dowiadujemy się, ze nadal jest tu praktykowane obrzezanie dziewczynek. Ze do
                            momentu dostania okresu-biegaja oubrane na kolorowo. Potem sa wlasnie obrzezane
                            i dostaja ubrania w stonowanych barwach. I w tym okresie zazwyczaj zostaje im
                            przydzielony przyszly maz. Wiec jako narzeczone-musza zakrywac wlosy i cialo
                            czarna wolaka. Gdy wyjda za maz-będą zakrywac cale cialo z wlosami i twarza
                            włącznie. I będą się ubierac na czarno-bo czarny to kolor zaloby, wiec
                            nieatrakcyjny… a one maja być atrakcyjne tylko dla mezow.

                            Dziwimy się, bo przeciez na każdej rozpadającej się chacie jest antena
                            satelitarna, zazwyczaj mowia po ang wiec… wiedza jak można zyc, jakie jest
                            zycie na zachodzie! I tak. Wiedza. Ale to one współczują nam! Bo chodzimy
                            rozebrane z rozpuszczonymi wlosami (które sa siedliskiem szatana) maz nam na to
                            pozwala-czyli nie jest o nas zazdrosny. Pokazujemy cialo na widok publiczny-
                            poniekad grzeszymy, pokazując cialo obcym mężczyznom… w dodatku niejedna z nas
                            pracuje-a one nie pracuja, ich utrzymuje maz… hmmm…

                            Radzik dopija herbate Rzesia i oglądamy wisiorki jakie maja na sprzedaz. Jedna
                            dziewczynka ma koszulke z Mubarakiem… Niestety nic ciekawego nam nie wpada w
                            oczy. Na jedno psykniecie „szefa wioski” zwijaja się i pokornie odchodza.

                            My tez się zwijamy, wsiadamy w jeepy i jedziemy już normalna droga do Dahab.
                            Radus kladzie glowe na moich kolankach i zasypia… Po ok. godzinie jestesmy na
                            miejscu. Wizyta u zlotnika i godzina czasu wolnego. Zaczyna się robic zmierzch,
                            wiec Arabowie przygotowuja się do sniadania ramadanowego. Zauwazamy, ze wielu z
                            nich pije jakis napoj, cos jakby mleko… Pytamy naszego kierowce co to jest.
                            Tłumaczy nam, ze po calym dniu postu musza się czegos napic, żeby żołądek
                            zaczal pracowac a dopiero potem jedza… inaczej by mogli dostac skretu kiszek. I
                            oni pija bardzo słodkie mlego, nieraz z dodatkami. Jeden miejscowy, który
                            słyszy nasza rozmowe czestuje nas. W tym przypadku jest to mleko wielbladzie,
                            mocno dosłodzone z pokrojonymi rodzynkami, figmi i daktylami. MEGA PYSZNE!
                            PRZEPYSZNE! Zadaje glupie pytanie „czy to mleko zostalo przegotowane?” On
                            zdziwiony odpowiada „nie, a po co?” Nic… tak tylko pytałam ;-)

                            Dowiadujemy się jeszcze od Pana który nas poczesowal, ze prawdziwy Muzułmanin
                            ma na czole siniak, trwaly slad od czestego walenia glowa podczas modłów… po
                            tym można rozpoznac żarliwego muzułmanina. Po czym nasz kierowca dodaje „tak,
                            ale wielu sobie to robi mlotkiem w domu, żeby na zewnatrz uchodzic na żarliwych
                            wierzacych” ;-) heheheehhe moja wyobraznia pracuje ;-) hihihihi

                            Uderzamy do knajpki nad morzem i zamawiamy sok z limonek. Radzik zjada bananki
                            z my ze znajomymi siedzimy i plotkujemy… cudnie slonce się chowa za morze…
                            Wypijamy po soczku i już trzeba się zwijac. Zreszta-po zmierzchu robi się
                            naprawde zimno do morza wiec nie ma co siedzieć. Wracamy. Robimy sobie jeszcze
                            jakies zdjęcia i siedząc w samochodzie wracamy do SSH. Maze o kapieli w goracej
                            wannie i goracej herbacie… Po godzinie jestesmy na miejscu. Idziemy na kolacje.
                            Radzik się zajada frytkami (niech je, teraz nawet jak się zle poczuje-mam
                            lekarstwa :-) Po kolacji Radzik polecial na plac zabaw a my usiedliśmy na brzgu
                            by pomoczyc nbogi w wodzie… Az w koncu jestesmy w pokoju. Kapiel, herbatka sen…
                            Jutro znowu quady! Hura!

                            Iwonka
                            • Gość: alku wielkie dzieki za ciąg dalszy IP: *.kghm.pl / *.lubin.dialog.net.pl 15.11.05, 08:34
                              dziekuje
                              • platynka.iw Re: wielkie dzieki za ciąg dalszy 15.11.05, 08:52
                                To ja dziekuje... bardzo...
                                :-*
                                Iwonka
                                • platynka.iw 18.10.2005 (wtorek) DZIEN 21 15.11.05, 11:10
                                  „Droga Pani Iwonka. Nie będzie wyjazd dzis na quadah. Bardzo brzepraszam. To
                                  jest order przez policja. Zadzwonie do pokoju jutro ok. 09.00 rano. Bardzo
                                  brzepraszam za bozne smsa. Ale dopiero dostalem informacje. Pozdrawiam,
                                  Grzegorz z Aaba Sharm.” czytam Rzesiowi sms jaki wlasnie dostalam od
                                  Grzesia.Patrze na zegarek. Jest 02:20 w nocy.

                                  Klade się, lecz nie zasypiam. Jestem rozbudzona. Mysle o niewypalonej
                                  wycieczce. Szkoda. Na quadach było super! Gdybym miala porownac quady i wielkie
                                  safari-to quady zdecydowanie sa lepsze. Ta jazda przez pustynie, wiatr, pyl ;-)
                                  Wolność! Hmmm… i Rzes z Sara by się zobaczyl ;-)

                                  Nagle slysze „Spisz Myszenko?” Nie. Nie spie. „To może pojdziemy sobie na
                                  balkonik posiedzieć?” Ok. Rzes robi herbatke i siadamy na balkonie. Jest 18
                                  pazdziernik, srodek nocy a my siedzimy prawie goli na balkonie. Jest cieplutko…
                                  Nie wiem ile jest stopni, ale skoro Rzes siedzi w samych bokserkach a ja w
                                  krótkiej koszulce na ramiączkach-to musi być cieplo :-) Nawet jak od czasu do
                                  czasu powieje wiatr to czuc, ze jest cieply… suchy od pustyni…

                                  Nad nami rozgwieżdżone niebo a pomiedzy masa gwiazd-ogromny, okrągły księżyc…
                                  Pelnia. Jest dosyc jasno. I cicho…. Cisza która przytlacza…

                                  Mocna, slodka, goraca herbatka, która tak strasznie lubie, w tej chwili smakuje
                                  wysmienicie! (alez ja jestem herbaciara ;-) Siedzimy sobie, nogi wywaliliśmy na
                                  barierke i pijemy… Trzy metry dalej, niczego nie swiadomy Radzik spi smacznie
                                  (jak zwykle rozkopany ;-) pomrukując co jakis czas przez sen, czym doprowadza
                                  nas do skrajnego rozpłynięcia się z nadmiaru uczuc :-)

                                  Pytam Rzesia „to co będziemy jutro robic?” a ten „może pojedziemy do Tomka i
                                  potem zostaniemy na show w delfinarium?” Super! Jak rano Grzes zadzwoni pogadam
                                  z nim. Może załatwi nam bilety? (ma taniej niż w Dolphinelli)

                                  Wtulam się w Rzesia…mmmm… jak milutko…rozmawiamy jeszcze o show, o quadach…
                                  Rzes pyta „o której będziesz nas jutro pakowac”? Nie! O tym nie chce teraz
                                  rozmawiac! Nie chce rozmawiac o wyjezdzie! Ja nie chce wracac!
                                  Jednak wspomniana mysl zostaje w glowie… to nasza ostatnia noc w Egipcie! :-(
                                  Ja nie chce……………………………….. ;-(

                                  Dopijamy herbatke i wracamy do lozka. Jest 03:45. Przykrywam Radzika i
                                  zasypiam. Ostatnia noc w Egipcie. Ostatni sen. Niech mi się przysni Luksor,
                                  Karnak, Abydos… Albo Abu Simbel lub Asuan… To będzie wspanialy sen!

                                  Buzi mnie slodki szept Radzika „mamuniu, już się wyspałem” ;-) heheehhe.
                                  Zaspana i kompletnie rozbudzona patrze na zegarek, jest przed 8 rano.Rzes tez
                                  się ubudzil. Robimy wskok na Rzesia, chwila walk, wygłupów, laskotania i
                                  zbieramy się na śniadanko.

                                  Postanawiam zaszalec. W koncu to ostatnie sniadanie w Egipcie :-( Wiec zaczynam
                                  od omleta ze „smieciami”, potem naleśnik, slodka buleczka…
                                  Chłopcy po sniadaniu od razu ida na basen a ja wracam do pokoju. Za chwile ma
                                  dzwonic Grzes. Siedze na balkonie i układam zebrane muszelki… wtem telefon.
                                  Punktualnie o 09:00! :-)

                                  Grzes mowi, ze Policja dostala cynk, ze Beduini cos tam kombinuja, wiec w nocy
                                  wyszli na pustynie sprawdzic czy wszystko jest ok. I dlatego na 24h wyjscia na
                                  pustynie sa zamknięte. Dowiaduje się, ze te zamachy, które były przeprowadzone
                                  w SSH jakies pol roku temu ( jak był wybuch przed hotelem i na bazarze… chyba)
                                  to również jest sprawka beduinow. Oni prowadza wojne z rzadem, z Mubarakiem.
                                  Mubarak przeprowadzil „nalot” na ich plantacje haszu i marihuany i zniszczyl im
                                  to. A oni z tego zyja. Bardzo dobrze zyja. Wiec w ramach odwetu uderzyli w
                                  najczulszy punkt Egiptu-turystyke. I to podobno oni dokonali tych zamachow. Od
                                  tej pory sa pilniej obserwowani.
                                  Ok. Szkoda-ale trudno. Pytam czy jest szansa na bilety do Delfinarium. Grzes
                                  mowi, ze oczywiscie, ze będzie osobiście po nas o 14:30 pod hotelem. Mamy
                                  wypatrywac bordowego peugeota.

                                  Biore recznik i lece do chłopaków na basen. Przekazuje im info i klade się na
                                  lezaku z ksiazka. Oni pływają, chalpia się, chichraja… sloneczko grzeje….

                                  Ok. 11 przenosimy się na plaze, by pożegnać się z morzem. Grzes bierze faje i
                                  idzie pływać, ja bawie się z Radzikiem na placu zabaw. Potem chłopcy leca we
                                  dwoje do wody a ja leze na lezaku i napawam wzrok widokiem palm… piasku…
                                  słońca… ech…

                                  Przed 14 zwijamy się do hotelu. Przebieramy się, pakujemy i idziemy przed
                                  hotel.Tam chłopcy siadaja na krawężniku i chowaja się w cieniu palm a ja
                                  stercze przy drodze… i czuje się, jakbym chciala zapracowac na zwrot kosztow
                                  wyjazdu ;-) hehehe Co kilka sekund z głośnym trabieniem zatrzymuje się jakas
                                  taksowka, która dzis (wyjatkowo!) od razy strażnik stojacy przed hotelem
                                  przegania. Naprawde cos się musi dziac, skoro dzis sa tacy ostrożni…

                                  Zerkam na zegarek, jest 14:35. Po chwili dostaje sms „Pani Iwonka. Jestem brzy
                                  drodze. Telko 7 minute” Super! :-) I rzeczywiście po chwili nadjeżdża Grzes.
                                  Witamy się i pakujemy do srodka. Rozmawiamy, chichramy się… Grzes mowi, ze
                                  policjanci od zamachu sa strasznie przeczuleni i ostrożni… i dobrze! Rozmawiamy
                                  sobie i po chwili jestesmy pod Dolphinella. Zaprasza nas wieczorem do biura na
                                  kawe, wypisuje nam voucher na show i wychodzimy. Jest 14:55 wiec nie idziemy do
                                  Tomka tylko do sklepiku obok. Niestety nie ma zadnych zawieszek z Delfinami… sa
                                  maskotki, koszulki, dmuchance itd… ale zawieszek nie ma. Szkoda. Rzes
                                  mowi „kupisz sobie gdzie indziej” Jak to gdzie indziej? To już nie będzie to
                                  samo!

                                  Wchodzimy. Jak zwykle przetrzepuja nam bagaze, czy nie wnosimy ostrych i
                                  niedozwolonych rzeczy. Zajmujemy miejsca i zamawiamy sok ze świeżych lemonek.
                                  Kelner nam przynosi. Ale zamiast w 2 szklankach-sok jest w 6 plastikowych
                                  kubeczkach. To ze względów bezpieczeństwa, boja się o Delfinki. Nam to
                                  kompletnie nie przeszkadza-wazne, ze jest sok :-) Jeszcze przed samym show
                                  wraca i zabiera nam tace… no coz. Jeszcze bym zechciała kogos nia zdzielic ;-)
                                  Np. faceta od DVD ;-) ihihihihihihi

                                  Zaczyna się wystep. Rzes kraci ja robie zdjęcia… sloneczko cudnie nas ogrzewa…
                                  pijemy pyszny soczek…raj! Radus glodnieje i prosi o jabłko. Wiec ja niewiele
                                  namyślając się, siegam po jabłko i scyzoryk-który zawsze nosze przy sobie. Wiec
                                  wyjmujen nożyk, a chłopaki z ochrony głupieją! No tak. Przetrzepali nam bagaze,
                                  dali sok w plastiku… nawet tace zabrali-a tu jakies babsko kose wyjmuje ;-)
                                  hehehe… Szybko obieram owoc i podaje synkowi, chowając scyzoryk do torby, by
                                  ich nie draznic ;-)

                                  Obok Rzesia przysiada się Tomek, który nas nie poznaje. Wiec czestuje go
                                  szklaneczka soku a ten pelen zdziwienia pyta „a co Wy tu robicie?” Witamy się
                                  i oglądamy razem show. Radus ciegle wszystko komentuje, bo przeciez już to zna!
                                  Wiec pepla sobie, ze Stefan teraz to… a dziewczynki to… a to trzeba powtórzyć,
                                  bo się nie udalo… :-) Moja Mala Gadula :-)

                                  Przychodzi czas na konkurs. Zajeta rozmowa z Tomkiem nie zauważam, kiedy Radzik
                                  wstal i podszedł do prowadzacego! Zgłosił się znowu na konkurs?? Nie, nie…
                                  niech inne dziecko idzie! Gostek poznaje Radzika, chwyta go za reke i pyta, czy
                                  jest może inne dziecko, które jest odważne i zgłosi się na konkurs-nikt się nie
                                  zgłasza… Wiec zadowolony Radzik drepcze w strone basenu. Już sam zdejmuje
                                  klapeczki i koszulke… wszystko wie! :-) Plynac w pontonie, niczym Papiez
                                  pozdrawia wszystkich na trybunach ;-) Glaszcze delfinki by po chwili
                                  przydreptac-z kolejnym obrazem napalowanym przez delfinki! Szok! Sciskam Go i
                                  caluje… jest niesamowity :-)

                                  Po show zegnamy się z delfinami… z Tomki
                                  • Gość: Maraska Re: 18.10.2005 (wtorek) DZIEN 21 IP: *.zr.univ.gda.pl 15.11.05, 13:16
                                    Hej Iwonko
                                    Ciesze sie ze kontynuujesz opowiesc, ech szkoda ze sie juz konczy, ale zaraz
                                    pewnie zasypie Cie pytaniami.
                                    Ja sie jeszcze nie poddalam ze swoim wyjazdem, chce bardzo. BARDZO!
                                    Ale wlasnie zrezygnowalam z jednej wyczieczki, rozumiem ze ostatni opis
                                    dotyczyl ABU GALUM? to ja podziekuje:-)

                                    pozdrawiam
                                    acha i czekam na zdjecia:-)
                                    Maraska
                                    • Gość: MAJKA Re: 18.10.2005 (wtorek) DZIEN 21 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.11.05, 15:33
                                      Nie kończ Iwonko. Masz świetną wyobraźnię i talent. Nie mogę wręcz oczu oderwać.
                                      Więcej, więcej, więcej.... plizz ;)
                                  • platynka.iw Re: 18.10.2005 (wtorek) DZIEN 21 15.11.05, 22:37
                                    Po show zegnamy się z delfinami… z Tomkiem… zabieramy obrazem i za 10le wracamy
                                    pod hotel. Tam zostawiamy w pokoju obrazem i idziemy na basen… na plaze…

                                    Ostatnia kolacja… zajadamy się, ale już myslami jestesmy przy bigosie,
                                    pierogach i schabowym z kapusta ;-) Jedząc modle się o to, co przytrafilo się
                                    naszym znajomym z rejsu tydzień temu. Przenieśli im wylot z 02 w nocy na 08
                                    rano… zawsze to kilka godzin wiecej w Egipcie :-)

                                    Po kolacji lecimy do recepcji przeczytac o której wylot. Niestety… widac moje
                                    modlitwy nie dotarly ani do Boga ani do Allacha. Dokladnie za 6 godzin
                                    wyjeżdżamy na lotnisko :-(

                                    Prosto z recepcji idziemy do centrum. Najpierw do Grzesia. Rozliczamy się z
                                    wycieczek. Potem Grzes stawia kawe i plotkujemy… w miedzy czasie Radzikowi
                                    zachciewa się wody i cos „z szuflady” ;-) Wiec zostawiam Rzesia z Grzesiem ;-)
                                    i lece z Radziem do sklepu. Wpadamy do spożywczego, biore Nestle+twix i
                                    wychodzimy.

                                    W drodze powrotnej zaczepia nas facet ze sklepu z papirusami ( a raczej
                                    zaczepia Radka) dwoma zdaniami, bez których nie może się zaczac żadne
                                    nagabywanie „What's your name? Where are you from?” Wiec Radus odpowiada po
                                    Polsku jak ma na imie i skad jest i dodaje po arabsku „la, la, la!” (czyli dosc
                                    ostre NIE) Już odchodzimy (bo naprawde nie potrzebujemy papirusow, szkoda jego
                                    i naszego czasu) gdy ten zwraca się do mnie w te slowa „Just have a look,
                                    niezle cycki!” po czym dodaje „ Come into my shop! Niezle cycki! You don't
                                    have to buy anything, niezle cycki” Jestem zszokowana… ale czuje, ze cos tu
                                    nie gra. Chce mi sie potwornie smiac!!!!!!!! Z drugiej strony... w koncu
                                    karmilam Radzia 16 miesiecy, to dla mnie wielki komplement ;-) hehehehe

                                    Wchodzimy do sklepu a ten dalej swoje „I have a gift for your son, niezle
                                    cycki” Niewytrzymuje i pytam się go, czy wie co to znaczy te Niezle Cycki. A
                                    ten „ Tak, wiem. Jakies dwa tygodnie temu była tutaj grupka polskich facetow.
                                    I powiedziali mi, ze jak powiem do Polski „niezle cycki” to to jest dla niej
                                    największy komplement i ze znaczy, ze jest sliczna dziewczyna, najladniejsza
                                    jaka widział” Wybucham gromkim smiechem, nie mogę się uspokoic. Tlumacze mu co
                                    naprawde ten zwrot znaczy a ten-chwyta się za glowe i chowa! Jest zszokowany i
                                    zawstydzony! Po chwili dziękując mi mowi „od 2 tygodni żadna polka nic ode mnie
                                    nie kupila. Uśmiechaly się a jak mowilem do nich niezle cycki-to wychodzily… a
                                    raz jeden mezczyzna chciał mnie pobic, ze tak powiedziałem do jego zony… nie
                                    wiedziałem co jest nie tak!” Błahahahahahahaha…
                                    No to niezle nasi ziomale go załatwili! Oj Ci nasi faceci ;-)
                                    Wracamy do biura Aaba Sharm i Radek od progu mowi „a wiesz tatusiu, jeden pan
                                    mowil do mamuni niezle cycki” ;-) heheheheeh…

                                    Wypijamy kawe i zegnamy się z pracownikami i Grzesiem. Jeszcze ostatnie
                                    zdjecie. Ostatnie przytulenie i-niespodzianka! Dostajemy od Grzesia pyszne dwie
                                    kawy egipskie, jakie on osobiście pje… mmm… nie spodziewaliśmy się prezentow!
                                    Bardzo dziękujemy i z ogromnym zalem, smutkiem i rozpacza wychodzimy… Musimy
                                    się troche spieszyc. Jeszcze chcemy kupic kilka drobiazgow no i się spakowac!

                                    Rzes z Radziem ida usiąść sobie w knajpce, a ja lece w sklepy za kubasami
                                    egipskimi, których nigdy nie za duzo ;-) Jeden, drugi, trzeci… w każdym to samo-
                                    bezczelne, aroganckie i zuchwale proby zbliżenia się przez sprzedawcow.
                                    NIENAWIDZE TEGO! Doprowadza mnie to do szalu. Jeden chciał, bym mu usiadla na
                                    kolanach i zrobila sobi z nim zdjecie :-| Drugi, gdy oglądałam kubki podszedł i
                                    chciał głaskać mnie po rece :-| Trzeci zapytal, czy może dac mi buziaka i co
                                    robie wieczorem :-| I wszyscy troje na moje, ze mam meza i niezycze sobie
                                    czegos takiego zdziwieni odpowiadali „co z tego, ze masz meza. Nam to nie
                                    przeszkadza :-/” MAC! Co za kretyni!!!!!!!!

                                    W koncu kupuje jakies kubki i inne rzeczy i wracam do Rzesia. Mam paskudny
                                    humor… Nie dosc, ze musze wracac to jeszcze te dupki mnie wkurzyli… a powinnam
                                    po tylu razach już sie przyzwyczaic-a nie mogę! Uwazaja się za
                                    najseksowniejszych lovelasow na ziemi, ze żadna im się nie oprze, ze tylko
                                    chcemy ich… S_K_R_E_T_Y_N_I_A_L_I I_D_I_O_C_I !!!!!!!!!!!!!

                                    Podchodze do moich chłopaków zla, gdy wtem-Rzes mi wrecza szklanke zimnego soku
                                    z limonek-i to mnie pociesza :-) Mniam… postanawiam, ze jak wroce do domu-będę
                                    taki sok robic :-)

                                    Jest 21. Jeszcze szybki wskok na plaze… i biegiem do pokoju. Za jakies 2h
                                    wyjeżdżamy na lotnisko :-(


                                    c.d.n.
                                    Iwonka
                                    • platynka.iw Re: 18.10.2005 (wtorek) DZIEN 21 15.11.05, 22:57

                                      Daje Radzikowi cos do zjedzenia, wlaczam mu bajke, dla wszystkich robie
                                      herbatke i-bierzemy się z Rzesiem za pakowanie. Jeżeli chodzi o upychanie,
                                      pakowanie-gdy nie zalezy mi na tym, ze cos się pomnie-to Rzes jest najlepszy!
                                      Jako stary harcerz, umie naprawde dobrze pakowac. Upycha gdzie co się da i
                                      okazuje się-ze jeszcze mamy luz! W ciuchy zawijamy 4 butelki czerwonego,
                                      wytrawnego wina egipskiego… mam nadzieje, ze któreś nie peknie podczas rzucania
                                      na lotnisku przez bagażowych, bo strace polowe ciuchow! Zawijamy kubki, chowamy
                                      pletwy, buty… Radka sandałki zostawiamy przy koszu-i tak już mu nie będą
                                      potrzebne a do przyszłego roku będą za male… Może sprzątacz wezmie dla jakis
                                      biednych maluchow? To zamo z zabawkami, które miał na plazy. Zostaja pod
                                      biurkiem. Niedokończone kremy z filtrami, leki-laduja w koszu.. Po co je wiezc??
                                      Po godzinie jestesmy spakowani. Dwie walizki wystawiamy przed drzwi, zostaje
                                      nam torba podreczna+obrazki namalowane przed Delfinki, ktore będę dźwigać pod
                                      pacha-ich nie naraze!

                                      Za godzine wyjazd. Kładziemy się cala rodzinka pod kolderka., tulamy się…
                                      Cisza… nikt nic nie mowi. Każdy zajety swoimi myslami. Nie wiem o czym mysla
                                      chłopcy ale ja… ;-(… mnie… ;-( zbieraja się lzy pod powiekami… serce mi wali…
                                      krew uderza do glowy… Nie chce. Nie chce wracac! Kocham Egipt, uwielbiam Egipt.
                                      Chce tu zostac!!! Tu jest mój dom, moje miejsce…tu sie czuje tak dobrze!
                                      Dlaczego tak szybko minely te 3 tygodnie?? Za szybko! Dopiero skakalam z
                                      radości po domu, ze pojade do Egiptu-a teraz już wracam… lzy pieka mnie w
                                      policzki… :-( Już tesknie!!!!!!

                                      O 23:30 wychodzimy z pokoju… ostatnie zerkniecie, ostatnie zgaszenie swiatla,
                                      zamykamy drzwi… Idziemy powoli miedzy palmami, miedzy basenami do recepcji…tak
                                      ciezko ;-( tak zal ;-( W recepcji oddajemy klucze. Rozliczamy się. Nie
                                      odbieramy suchego prowiantu. Nie chce mi się targac tych torebek z jedzeniem.
                                      Mam dla Radzia bulki, owoce, „cos z szuflady ;-)” picie… po co nam to.

                                      Iwonka
                                      community.webshots.com/user/Saruh2005
              • platynka.iw Re: Sokoły w Edfu 15.11.05, 20:53
                Wlasnie mat.monika! Bylam w tej cydnej swiatyni, usiadlam pod jedna ze scian,
                zamknelam oczy i... cos mi kazalo podniesc glowe (znacie ten stan??) i wtedy
                zobaczylam-przepieknego sokola! (mam nadzieje, ze to sokol...w kazdym razie
                jakies ptaszysko ;-) I mnie zmrozilo...siedzial sobie pod sufitem... ja pod
                sciana... i patrzylismy na siebie.,.. zrobilam mu potem zdjecie-moze ktos sie
                zna na ptakach i powie czy to sokol??
                Buziaki, Iwonka
                • platynka.iw Do wojtek37k 15.11.05, 21:07
                  Hej Wojtku! Witam serdecznie!
                  Jak widzisz-lapowka zostala przyjeta :-) Boje sie tylko, czy podolam. Bo
                  podarunek byl tak cudny, wspanialy i powalajacy-ze chyba ze swoimi marnymi
                  wypocinami nie nadrobie...
                  DZIEKUJE!
                  Zdjecia sie PRZESLICZNE!
                  Buziaki, Iwonka
                  • platynka.iw 19.10.2005 (sroda) DZIEN 22 OSTATNI ;-(((((((((((( 16.11.05, 00:13
                    Siadamy przed hotelem i czekamy na autobus, który jak na złość przyjezdza
                    punktualnie :-( Ostatnie zerkniecie na Hiltona, na widoczne w oddali morze, na
                    wysokie krawężniki, palmy, na ciągnące się hotele i po pol godzinie wysiadamy
                    na lotnisku. Nie chce mi się mowic… oddychac… tak strasznie mi ciezko na sercu
                    i duszy ;-(

                    Zabieramy walizki i idziemy do sali odlotow. A tam-zonk. Gdzie się mamy
                    ustawic? Okazuje się, ze prawie jednoczesnie odlatuja dwa samoloty do Warszawy.
                    Jeden o 02:05 i drugi o 02:10. Patrzymy na bilet. Mamy wylot o 02:00. Hmmm…
                    Przylecieliśmy liniami Fischer Air, ale… to żaden z nich! Jeden to linie
                    Egipskie, drugi... sama juz nie wiem. Nic to. Podejmujemy meska decyzje i
                    ustawiamy się do tego samolotu-do którego jest krotsza kolejka ;-) hehehehehe

                    Nadajemy bagaż, bierzemy deklaracje do wypelnienia i przechodzimy dalej.
                    Wypelniamy papierki i przechodzimy przez odprawe paszportowa. Ja sciskam
                    nerwowo w kieszeni jedna-jedyna malenka muszelke, która zabrałam na pamiątkę.
                    Odprawiamy się i po sekundzie jestesmy w sali odlotow… skad nie ma odwrotu :-(
                    Nachodzi mnie szalona mysl „może powinnam w hotelu zjesc nasze bilety
                    powrotne??” ;-) Zwariowałam chyba ;-)

                    No. To mamy jakies 1,5 luzu. Chłopcy siadaja i zaczytuja się w jakiejs
                    dziecięcej gazetce a ja ide polazic po sklepach. Ceny-jak z kosmosu! Nie oplaca
                    się nic kupowac! Wiec nic nie kupuje tylko napawam oczy widokiem masy
                    egipskiego kiczu, którego tak strasznie będzie mi brakowac…

                    Czas mija i pora isc. Wolaja nas przez megafon, ale widac nie ufaja naszej
                    znajomości ang bo po chwili słychać zdecydowany, meski polski glos, który
                    wprowadza nas w zdumienie, ze cos takiego się dzieje na lotnisku
                    międzynarodowym „hej, kochani rodacy hihihihi. Ci którzy leca do warszawy,
                    niech w te pedy leca do odprawy i do samolotu, bo zaraz wracamy do. No. To
                    powtarzam. Ci co maja bilety do Warszawy, niech się zbieraja, bo samolot zaraz
                    startuje. Hihihihihi. Aha. Pozdrawiam jeszcze moich kupli i rodzine hehehehehe”
                    … niezle…

                    Wiec wracamy liniami egipskimi, którymi lecieliśmy w obie strony rok temu.
                    Szukamy swoich miejsc i lokujemy się. Samolot od srodka nie wzbudza zaufania…
                    tu i tam odstaje kawlek listewki, cos jest naderwane, czegos brakuje… przy
                    starcie, gry samolot bral rozped i podskakiwal po wybojach-spadaly wszystkie
                    podkładki. Hmmm… mam nadzieje, ze silnik i cala elektronika jest w duzo lepszym
                    stanie! Jeszcze dwie sekundy, jedna-i już kola oderwane. Już nie dotykaja
                    egipskiej ziemi ;-( BUUUUUUU!!!!!!! ;-(((((((((((((((((((((

                    Jestem znowu cala spieta. Nienawidze latac! Radzik siega do kieszeni przed
                    soba, wyjmuje ulotke informacyjna co robic w przypadku awarii i pyta „mamuniu,
                    dlaczego ten samolot się pali? A ten-zobacz, jest pęknięty na pol… A ten lezy w
                    wodzie i ludzie z niego uciekaja, czy on mamuniu spadl?” ;-) Mam dosyc…

                    Staramy się jakos w siebie wtulic, ale miejsca jest naprawde malo. Zreszta-i
                    tak nie zasne. Patrze na Radzika, który już spi… zaledwie 10 minut po starcie ;-
                    ) Ten to dopiero ma sen! :-) Dosłownie jak Melman z filmu „Madagaskar” który
                    mowil „chyba się udam” i od razu zapadal w sen ;-)

                    Rzesio się kokosi, wierci i po chwili wygięty w pytajnik-zasypia na moim
                    ramieniu. Postanawiam zajac czyms mysli wiec… mysle o Egipcie :-), a jakze by
                    inaczej :-) Jest 02:30… pewnie niektórzy wlasnie wstaja, by wejsc z latarkami
                    na Gore Mojżesza… a jeszcze inni wlasnie pija na statku kawe, bo zaraz w
                    konwoju pojada do Abu Simbel.. reszta spi, na statku… a jutro będę sobie w
                    Asuanie.. a ktos inny spi w Luksorze, by jutro jechac do Abydos… A jeszcze
                    inny meczy się w pociągu, który przemierza caly Egipt by nad ranem dotrzec do
                    Kairu…
                    To były wspaniale miejsca… wspaniale zabytki i cudne chwile… masa
                    niezapomnianych przezyc, pozytywnych doznan… Tyle zobaczyliśmy, tyle
                    przeżyliśmy. Ten kraj ma tak duzo do zaoferowania, jak żaden inny! Zamykam oczy
                    i bladze po wspomnieniach… po świątyniach… Dziekuje Bogu, ze dane mi było to
                    przezyc. To wielki, niezapomniany dar!

                    Nagle z zamyslenia wyrywa mnie jakis przyjemny zapach… a co to?? Czyzby
                    jedzonko? Przeciez my nie mamy wykupionego cateringu. Tak. Jedzenie dla
                    wszystkich! Ba! To teraz jestem pewna-wsiedlismy w zły samolot ;-) hihihi

                    Budze Grzesia i zjadamy kurczaczka z ryzem, jakis batonik, bulka… ciepla kawa i
                    herbata, zimne napoje do wyboru. Zamawiam jeszcze herbatke dla Radzia i daje
                    mu na wpol śpiącemu do picia. Wypija z zamkniętymi oczami-i zasypia od nowa :-)

                    Czas się niemiłosiernie wlecze. Czesc ludzi spi. Jakas grupka na koncu swietnie
                    się bawi przy pomocy rozweselaczy ;-) Czesc patrzy beznamiętnie przed siebie…
                    Mysle sobie „oby na lotnisku nie było za zimno. Na szczescie Dorotka, która ma
                    nas odebrac przywiezie z soba nasze cieple ciuchy, wiec się ubierzemy”

                    Zaczyna świtać… jeszcze jakas godzina i będziemy w Warszawie. Wtem kapitan
                    oglasza, ze na Okeciu sa bardzo zle warunki atmosferyczne i będziemy awaryjnie
                    ladowac w Pyrzowicah. NIE! Moja wyobraznia wariuje „cos się stalo. Nie chca nam
                    powiedziec prawdy. Pewnie to jakas grubsza awaria. Może silniki wysiadaja?
                    Hamulce? Pewnie na lotnisku już się zbiera straz pozarna i karetki.” Niezla
                    jestem panikara :-| I chyba za duzo filmow katastroficznych się naogladalam ;-)

                    Rzes nie słyszy moich mysle a-mimo to wie co mi się w glowie roi. Obejmuje mnie
                    i mowi „Mycha przestan już. Będzie wszystko dobrze!” OBY! :-|

                    Zaczynamy opadac. Jakie to niemile! Blednik wariuje, uszy się zatykaja, żołądek
                    swiruje… Radzik się obudzil wiec daje mu Mamby, by zul gumy i odruchowo
                    przełykał sline-nie będą mu się uszka zatykac. Chwila… dluuuga chwile… opadanie
                    nie ma konca… w koncu ryk silnikow i-ladowanie. Hamulec wsteczny, spowolnienie
                    i-już bezpiecznie stoimy na plycie lotniska. Ubieramy sweterki, zegnamy się z
                    Egipska obsluga (ale im dobrze, za kilka godzin będą w Egipcie :-)) zabieramy
                    bagaż podręczny i-CO TO???? Syberia?? Boze! Przeciez to istna zimnica! Szok!
                    Paskudnie! Szron jest wszedzie! FUUUJJJ!!!!!

                    Przeskakujemy do autobusu, który nas zawozi do… sali odlotow! Wszystkim się
                    robi goraco u rzucaja się na zakupy w bezclowce ;-) Pierwsza grupa z
                    zaladowanymi koszykami podchodzi do kasy i-zostawiajac pelne koszyki wychodzi!
                    Okazuje się, ze nie mamy już tych niższych cen, tylko te wyższe-jak do krajow
                    Uni, wiec… srednia opłacalność ;-)

                    Przez megafon dowiadujemy się, ze samolot prawdopodobnie nie poleci. Ze mamy
                    się zdecydowac, kto zostaje w Pyrzowicach i wroci na wlasna reke a kto czeka na
                    dalsze decyzje-czy samolot czy autokary do Warszawy. Od razu się decydujemy, ze
                    wrocimy sami. W koncu mamy blisko. Idziemy z paszportami i wpisujemy się na
                    liste rezygnujących z dalszej podrozy. Dzwonimy do ojca, który za jakies Pol
                    godziny będzie po nas. Dzwonimy do Dorotki a ta zdziwiona stwierdza „co Wy
                    mowicie? Wlasnie jakis samolos z Sharm wyladowal. Owszem jest mgla, ale
                    samoloty normalnie startuja, laduja…”

                    Hmmmm….. Dzieki Bogu….

                    Po chwili wsiadamy w autobus i jedziemy pod samolot.patrze na zegarek. 07:15.
                    Jest nas jakies 10-15 osob, które zrezygnowaly. Reszta czeka. Paluchem
                    wskazujemy swoje bagaze (po co im kod kreskowy?) i jedziemy do sali przylotow.
                    Po minucie odbieramy swoje bagaze i wychodzimy przed lotnisko… zimno, wieje
                    lodowaty wiatr, przez siwe chmury nie widac nieba, gole wierzby strasza
                    czarnymi konarami… od jutra zacznie się praca, szkola, gotowanie, zakupy,
                    sprzątanie, obowiązki… pewnie zaraz przyplacze się jakis katar czy kaszel…
                    echR
                    • platynka.iw Re: 19.10.2005 (sroda) DZIEN 22 OSTATNI ;-((((((( 16.11.05, 00:13
                      Po chwili wsiadamy w autobus i jedziemy pod samolot.patrze na zegarek. 07:15.
                      Jest nas jakies 10-15 osob, które zrezygnowaly. Reszta czeka. Paluchem
                      wskazujemy swoje bagaze (po co im kod kreskowy?) i jedziemy do sali przylotow.
                      Po minucie odbieramy swoje bagaze i wychodzimy przed lotnisko… zimno, wieje
                      lodowaty wiatr, przez siwe chmury nie widac nieba, gole wierzby strasza
                      czarnymi konarami… od jutra zacznie się praca, szkola, gotowanie, zakupy,
                      sprzątanie, obowiązki… pewnie zaraz przyplacze się jakis katar czy kaszel…
                      ech… a gdzies tam jest Egipt… Mój Ukochany Egipt… przepiekny, słoneczny…
                      tajemniczy, magiczny Egipt… pelen ciepluteńkiego słońca, parzącego piasku…
                      pachnący jabłkowym tytoniem… pelen gwaru i wszechobecnej muzyki arabskiej…
                      usiany zielonymi palmami i łanami wysokich trzcin cukrowych… Egipt położony
                      przy błękitno-granatowo-zielonym morzu… nad spienionym Nilem… Egipt pelen
                      skarbow … zachodniego brzegu, przy pastelowo-cieplych Gorach Tebańskich...
                      pelen cudnych świątyń w których zyja starożytni Bogowie, słychać kroki, szpety,
                      modly i westchnienia kapłanów… Karnak… kolorowe Abydos… tajemnicza Dandera…
                      Medinet Habu…Luksor… Sucha i rozpalona Dolina Królów… Przepiekne Edfu… spokojny
                      Asuan… powalające Abu Simbel… rozkoszne Delfinki… sok z limonek… kochani
                      Nubijczycy… Palmy… suche i cieple powietrze… gwar Kairu… to wszystko i jeszcze
                      wiecej powoduje-ze warto zyc, ze warto tesknic, ze warto kochac Egipt… Mój
                      Egipt… Zabieram te wszystki zapachy, dzwieki, kolory, zabieram to cieplo… musi
                      mi wystarczyc… na jak dlugo? Nie wiem. Ale wierze, ze przyjdzie jeszcze kiedys
                      taki cudowny czas-ze znowu będę tanczyc po pokoju z radości, ze wracam do domu,
                      do EGIPTU!!!!!!!!

                      Iwonka
                      • Gość: alku to już koniec??? :-(((( IP: *.kghm.pl / *.lubin.dialog.net.pl 16.11.05, 10:19
                        buuuuuu czy to juz koniec :-( nie ja chce jeszcze czytac :-( wracaj szybko do
                        egiptu i znowu wszystko opisz!!!!!!
                        • Gość: MAJKA Re: to już koniec??? :-(((( IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.11.05, 12:17
                          nie kończ proszę... ja tak bardzo tęsknię za EGIPTEM, za jego magią, tajemnicą,
                          ciepłem, kolorami, gwarem, szeptem, śmiechem, płaczem....
                          • Gość: Turysta Re: to już koniec??? :-(((( IP: *.toya.net.pl 16.11.05, 13:09
                            Gość portalu: MAJKA napisał(a):

                            > nie kończ proszę... ja tak bardzo tęsknię za EGIPTEM, za jego magią,
                            tajemnicą,
                            > ciepłem, kolorami, gwarem, szeptem, śmiechem, płaczem....

                            Wiesz, Platynka opisała swoje wspomnienia. Tyle, że nie ona jedna jeździ do
                            Egiptu.
                            Może czas by inne osoby teraz coś skrobnęły?! Bądź co bądź Platynka zrobiła
                            dobry pocżatek, a przecież od nowa nie będzie tego samego opisywać drugi raz.
                            • platynka.iw PODSUMOWANIE 16.11.05, 13:27
                              PODSUMOWANIE
                              Pogrubione ceny to te, które my płaciliśmy.

                              WYJAZD
                              Wyjazd trwal od 28.09-19.10. 2005 czyli trzy tgodnie.
                              Był to program NEFRETETE A z BP Exim Tours. U nich także dokupiłam dodatkowy
                              pobyt, w wybranym przez siebie hotelu w SSH. Bylam z tym BP trzeci raz.
                              Wszystko ok., zgodnie z umowa. Rezydentow w zasadzie nie potrzebowaliśmy.
                              Za 14 dniowy rejs po Nilu, program NEFRETETE A 4**** z HB + dodatkowy tydzień
                              w SSH w hotelu Hilton Dreams 5***** HB, przelot w obie strony itd. zapłaciliśmy
                              za dwie osoby dorosle + 5 letnie dziecko 9400 zl. Cena była negocjowana
                              osobiście i bezpośrednio z biurem Warszawie.


                              NOCLEGI
                              El Gouna hotel „Panorama” 4**** ( w skali od 1-10 gdzie 10 to bdb daje 8 pkt)
                              W samym centrum El Gouny. Dwa baseny, bungalowy+urocze domki na wodzie (za
                              dodatkowa oplata) Jedzenie nawet smaczne. Obsluga spoko. Nasz pokoj był na 2
                              pietrze, gdzie klima nie wyrabiala, bil taki gorac od dachu. Pokoj był dosyc
                              przestronny z lodowka, telefonem, TV, Klima regulowana indywidualnie (dziala
                              przy otwartych drzwiach balkonowych) natryskiem. Pokoj ogolnie bardzo
                              zniszczony i zaniedbany. Strasznie malo oświetlenia. Na 3h w ciagu dnia jest
                              wylaczany prad. Duzo zieleni, przy uroczej zatoczce. Wieczorem można się udac
                              do uroczego centrum, gdzie sa restauracje, sklepy, dyskoteki. Przepieknie
                              oświetlone miasteczko.

                              Statek „Crocodilo” 5***** ( zdecydowanie 10 pkt)
                              Polecam kajuty z odsuwanymi od sufitu do podlogi drzwiami. Kajuty niewielkie +
                              lazienka z WC. Klima regulowana indywidualnie, dziala przy otwartych drzwiach.
                              Dosyc cicho pracuje. Jest TV, lodowka, telefon, duze lustro, suszarka do
                              włosów. Nie za duza szafa, ale da się wytrzymac. Pokoje sa zadbane i czyste.
                              Kilka raze dziennie zaglada sprzetajacy, by wynieść papierek czy umyc szklanke
                              w zlewie. Pachnie na calym statku. Jedzenie przepyszne. Obluga rewelacyjna!
                              Posiada niewielki basen + jacuzzi do którego wchodzi ok. 6-8 osob. Nie ma
                              problemu z lezakami na gornym pokladzie. Z facetami z recepcji czy kenerami
                              jest swietny kontakt-można wszystko załatwić.

                              Pociag relacji Asuan-Kair
                              Porazka. Jak ktos ma możliwość niech dopali i jedzie kuszetkami. Straszny brud.
                              Po prostu SYF. Cala noc obslugaplacze się po przedziale. Smierdzi od WC. Pociag
                              jedzie bardzo chaotycznie, rzuca do przodu i do tylu, co jakis czas ma rotacje
                              boczne i człowiek ma wrazenie, ze zaraz wypadnie z torow. Jedzie się okol 12h.

                              Kair, Hotel „Oasis” 4**** (zdecydowanie 10 pkt. Powinien mieć 5*****)
                              Przepiekny hotel. Pol godziny jazdy od centrum darmowym, hotelowym busem.
                              Bardzo uroczy z niesamowita aura i klimatem. Basen, a co najważniejsze-
                              przepiekny ogrod! Niesamowite egzotyczne kwiaty, drzewa, kaktusy… roślinność
                              jak z bajki! Drzewa a na nich rosna banany, pomarancze, limonki, daktyle…
                              Fantastycznie się tam spaceruje. Ilość kwiatow, kolorow-nieograniczona. I
                              fantastyczny, slodko-miodowy zapach unoszący się w powietrzu! Swietny plac
                              zabaw dla dzieci. Wszedzie fontanny, cieki wodne. Obsluga-srednia. Jedzenie
                              bardzo dobre. Pokoje-rewelacyjne. Ogromne, przestronne, jasne. Wchodzi się do
                              nich bezpośrednio z chodnika. Bardzo duzo miejsca, to samo lazienka. Wanna!!!
                              Jest suszarka, TV, lodowka, Klima (pracuje przy otwartych drzwiach) regulowana
                              indywidualnie. Wg mnie to najlepszy hotel i najlepsze pokojeze wszystkich
                              hoteli w jakich mialam okazje bywac w Egipcie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

                              Hotel pod Gora Sw. Kataryzny 3*** (2 pkt)
                              Tragedia. Takiego brudu i niechlujstwa w zyciu nie widzialam! Tam sa 4 hotele i
                              wszystkie maja 3***. Tu-goniace się karaluchy po pokoju, zdechly szczur na
                              korytarzu, zamiast szyby-karton w oknie, w lazience brak cieplej wody, wszedzie
                              lepiący się brud, na poscieli jakies wlosy i piasek-czyli nie zmieniana
                              pościel, jedzenie chlodne i bez smaku… nie. Porazka!


                              Sharm El Sheikh hotel „Prima Life Rihana” 4**** ( 6 pkt)
                              Hoteli calkim fajny. Duzo basenow. Ogromna ilość zieleni. Calkiem milutki plac
                              zabaw dla dzieci. Z parteru wychodzi się od razu na soczyście zielona trawke,
                              która jest mieciutka i ugina się pod stopami jak gabka! Jedzenie ok. Można
                              wynosic zarelko do pokoju i nabierac napoje w butelki. STRASZNY huk
                              startujących samolotow, nieraz naprawde się balam. Był taki ryk silnikow, ze az
                              szyby drżały (hotel lezy na „przedłużeniu” pasa startowego)
                              Bardzo daleko od centrum, za dojazd trzeba placic. Plaza odlegla i malenka.

                              Sharm El Sheikh hotel “Hilton Dreams” 5***** (9 pkt)
                              Hotel jak hotel. Chyba za wiele się spodziewałam po marce Hiltona. Bez
                              fajerwerkow. Niezliczona ilość basenow, troche zieleni. Jedzenie nawet dobre,
                              obsluga bardzo zdystansowana. Klima regulowana indywidualnie, dziala przy
                              otwartych drzwiach (pokoje się otwiera na karte. Polecam wsadzic w czujnik
                              jakas karte od wypożyczalni czy cos takiego, wtedy klima będzie działać nawet
                              jak Was nie będzie w pokoju) Wanna!! Duzo luster, TV, sejf, suszarka,
                              czajnik+kawa+herbata+cukier+smietanka gratis. Pokoje na parterze maja wyjscie
                              na trawke, na pietrze dosc duze balkony. Bardzo blisko centrum. Blisko do
                              fantastycznej plazy. Piaszczysta, łagodne zejście, nie ma problemu z lezakami
                              czy parasolami. Plaza jest ogromna i ciagnie się przez wieksza czesc Naaba Bay.



                              WYCIECZKI
                              Luksor, Zachodni Brzeg
                              Lodka w jedna strone 10le
                              Taksowka na zachodnim brzegu za 6 godzin dyspozycyjności 50le + 10le napiwku
                              dla taksówkarza
                              Dzieci powyżej 4 roku zycia placa za bilet, ale nam za Radka nie liczono.
                              Wstep do Medinet Habu + Ramasseum 20le/osoba = 40 le
                              I teraz nie pamiętam, ale cos było laczone. Albo Ramasseum z Medinet Habu. Albo
                              Ramasseum z Seti I. Ale chyba to pierwsze, wiec tak zostawie-ale pewnosci nie
                              mam.
                              Swiatynia grobowa Setnego I 20le/osoba = 40le
                              Dolina Królów 55 le/osoba = 110le
                              Taf-taf 1le/osoba = 3le (w obie strony)
                              Lodz powrotna 10le

                              Lodka i taksowka nas same złapały ;-) Kwestia tylko negocjacji, dogadania się.
                              Kasy sa zaraz po lewej stronie za Kolosami Memnona, przed Medinet Habu (Medinet
                              Habu, Ramasseum, Seti I, Dolina Robotnikow itd.)
                              Do Doliny Królów kupuje się bilety przed Dolina.

                              Lot balonem
                              Zalatwiany poprzez sms-y z Joanna z BP Hany Alibaba +20127667597
                              www.hanyalibaba.com
                              Cena 80$ osoba dorosla, dziecko polowa ceny = 200$
                              Wyjazd na lot jest ok.4-5 nad ranem. Powrot ok. 7 rano. Na lodce, która noca
                              przewozi na zachodni brzeg, malenki poczęstunek (kawa, herbata, ciasto).
                              Sam lot-po stokroć warto!!!!!!!!! Wschod słońca, zabytki widziane z gor
                              (Hatszepsut, Ramasseum, Kolosy itd.) W balonie częstują woda mineralna. Sam lot
                              trwa ok. 45 minut. Niesamowite, wrecz orgastyczne przezycie!

                              Dandera+Abydos
                              Załatwiane przez jak wyzej, przez Joanne. Ale można po prostu dogadac się z
                              jakims taksówkarzem, który podczepi się pod konwój i Was zawiezie. Można także
                              pociągiem, ale tu szczegółów nie znam. My za nasza trojke płaciliśmy 100$
                              (przejazd, bilety… wszystko) Sam wstep do Abydos to kwota 20le/osoba, do
                              Dandera również 20le/osoba. Warto się podlizac, dac bakszysz i wejsc w Danderze
                              na dach oraz do podziemi-SUPER! Jechaliśmy nowym 12 osobowym Hyundai`em z
                              klimatyzacja i skorzana tapicerka. Super się jechalo! Same zabytki-KONIECZNIE
                              trzeba zobaczyc, sa PRZECUDNE! Polecam naszego przewodnika. Przesympatyczny
                              mlody człowiek. Jest egiptologiem pracuje przy ministrze kultury w dziale
                              antykow. Nazywa się Atef Abu El-Fadl. Tel 002/010 37 83 791
                              e-mail atefmofa@yahoo.com. Nie mowi po Polsku, ale za to czyta hierogliy! :-)
                              Wyjazd w konwoju z Luksoru o 9 powrot do Luksoru ok. 17
                              Bakszysz dla kierowcy i przewodnika 20le
                              Dzien wczesniej zamowcie sobie na statku sniadanie i lunch w formie suchego
                              prowiantu.

                              Swiatynia Luksorska
                              35le/osoba = 70le Warto isc wieczorem, gdy jest przecudnie oswietlona.



                              Swiatynie Edfu i Kom Ombo mielismy zapłacone w ramach rejsu.
                              • platynka.iw Re: PODSUMOWANIE 16.11.05, 13:29
                                Swiatynie Edfu i Kom Ombo mielismy zapłacone w ramach rejsu. Wstep Edfu
                                35le/osoba + Dorozka jakies 10le w obie strony (niezależnie od ilości osob)
                                Kom Ombo 20le/osoba.

                                Asuan
                                Taksowka na jakies 3-4 godziny 50le.
                                Przeplyniecie lodka po jeziorze Nasera do Kalabszy, czekanie i powrot (ogółem
                                jakies 1,5 godziny wyłączności) 30le.
                                Wstep do świątyni Kalabsza 20le/osoba = 40le Bilet ten obejmuje także wstep do
                                niewielkiej świątyni Beit El Wali oraz kiosku Kertassi. Wszystkie te 3 budowle
                                sa położone bardzo blisko siebie, na malej wysepce. POLECAM!!!!!

                                Tama Asuanska wstep 8le/osoba = 16le Można robic zdjęcia nie wolno krecic na
                                kamere. Ogółem nie warto, chyba, ze dla super widokow na Jezioro Nasera,
                                Kalabsze czy Asuan. Sama tama choc ogromna nie robi wrazenia-wszystko się
                                odbywa pod masa betonu, nie czuc ogromu tej budowli.

                                Polecam naszego kierowce. Sympatyczny Kopt. Może zorganizowac wyjazd
                                klimatyzowanym busem w konwoju do Abu Simbel w cenie 30$ od osoby (cena do
                                negocjacji. Im wiecej osob tym taniej) U rezydenta ta wycieczka 65le/osoba.
                                Kierowca nazywa się Georg, tel. 012 2935641

                                Wynajecie feluki na 8h w rejs po Nilu 60le (ceny za lodke czy taxi to całość,
                                jak pojedziecie w dwie pary, to macie koszt na pol)
                                Grobowce Dostojnikow 20le/osoba = 40le Polecam!!
                                Muzeum Asuańskie na wyspie Elefantyna ( w tym macie marne muzeum, kiepskie
                                resztki świątyni Chuma, Nilometr) 20le/osoba = 40le
                                Wyspa Kitchera-nie polecam.

                                Przejazd dorozka przez Asuan na statek 5le

                                Godzina w kafejce internetowej 4le

                                Niedokonczony obelisk 20le (w cenie rejsu)
                                Swiatynia Izydy na Philae 35le (w cenie rejsu)

                                Pociag relacji Asuan-Kair klasa I 81le/osoba (w cenie rejsu)

                                Kair
                                Wejście na płaskowyż Giza 40le/osoba (w cenie rejsu)
                                Wejście do Piramidy Chefrena (srodkowa) 20le/osoba=40le
                                Każdorazowe przejechanie z jednego konca miasta na drugi 10le
                                Wejście na cytadele 35le/osoba=70le
                                Meczet Al. Rifaj 12le/osoba=24le
                                Meczet Hassana 12le/osoba = 24le
                                Bakszysz za wstep do grobow 10le
                                Wjazd na Wieze Kairska 60le/osoba=120le (Warto!!!)
                                Możliwość krecenia na kamere 20le

                                Antinal, lek na zemste faraona, 12 kapsulek 4le
                                Intetrix, antybiotyk działający błyskawicznie na sensacje żołądkowo-jelitowe,
                                20 kapsulek 12le.

                                Muzeum Egipskie 40le/osoba (w cenie rejsu)





                                Wjazd na teren Parku Narodowego w Egipcie, chroniony teren wokół Gory Sw.
                                Katarzyny 3$/osoba (w cenie rejsu)

                                W Sharm El Sheikh kupowaliśmy wycieczki w biurze Aaba Sharm.
                                www.taniewycieczkisharm.com. Dwie pierwsze sa identyczne organizacyjnie u
                                rezydenta i w Aaba Sharm, dlatego podam dla porowniania obie ceny.
                                Ras Mohammed (caly dzien na rafach, w cenie 3 polgodzinne zejście pod wode,
                                lunch, napoje itd.) Rezydent 40$, Aaba Sharm 20$
                                Łódz podwodna (ok. godzina podziwiania raf przez szklane sciany) Rezydent 45$,
                                Aaba Sharm 35$ ( dziecko polowa ceny) zapłaciliśmy w Aaba Sharm 80$ za nasza
                                trojke.

                                Quady+lasy namorzynowe (ponad 6 godzinna wycieczka. W cenie ok. 4 godziny jazdy
                                czterokołowcami, nurkowanie, lunch+napoje, piekne widoki, lasy namorzynowe
                                itd.) Wyjazd ok. 8 rano powrot ok. 14. za nasza trojke zapłaciliśmy 100$ (Radek
                                jechal z Grzesiem na motorze pojedynczym)

                                Wielkie Safari w Abu Galum (calodniowa wycieczka. Jazda jeepem, nurkowanie w
                                Blue Hole, przejazd 1,5h na wielbłądach wzdłuż Morza Czerwonego, znowu
                                nurkowanie, lunch, godzinny przejazd jeepami przez pustynie, oaza Beduinow,
                                wizyta w Dahab, powrot. Wyjazd ok. 8 rano powrot ok.18) Cena za nasza trojke 85$

                                Delfinarium.
                                Plywanie z Delfinami załatwialiśmy przed wyjazdem poprzez
                                www.tanienurkowanie.pl/dolphinella.php Wplacilismy 89$ i z wydrukowanym
                                voucherem zgłosiliśmy się na umowienie terminu plywania już w Egipcie, w biurze
                                Delfinarium. Nie było zadnych problemow, polecam. Na jednego delfinka
                                przypadaja 2 osoby pływające, a delfinkow sa 3 sztuki. Plywa się pol godziny.
                                Rzes twierdzi, ze bardzo warto!!!!

                                Wejście na show u rezydenta 25$ my kupiliśmy w Aaba Sharm za 10$/osoba.=30$
                                (byliśmy na show dwa razy co daje 60$) Warto!!!! Odbywa się codziennie (poza
                                niedziela) o godzinie 15:00. Jest to 45 minutowe przedstawienie w roli głównej
                                z delfinami i trenerami.

                                Polecam bezpośredni kontakt do przedstawiciela wslacicela, który na stale jest
                                w Delfinarium. Jest to ,mlody, energiczny, przesympatyczny facet. Można z nim
                                gadac na temat Show czy plywania (Rzes pływał sam jeden z trzema delfinami)
                                Mowi po Polsku.
                                Tomek Burzyński
                                e-mail info@dolphinella.com
                                Tel +20 693 664 855

                                Za dojazd taksowka płaciliśmy 10le w jedna strone.(20 le) Wystarczy powiedziec
                                Dolphinella Hadabed.

                                Za jedno zdjecie zrobione podczas plywania wolaja 14$
                                Za jedno zdjecie zrobione podczas Show (z delfinami) 28$
                                Kaseta DVD z półgodzinnego plywania 250le

                                DODATKOWE, INNE KOSZTY

                                Wykupiliśmy sobie przed wyjazdem dodatkowe ubezpieczenie w cenie 200 zl za ful
                                pakiet dla calej naszej trojki.

                                Wiza Egipska placona od paszportu, wiec 3X15$ = 45$

                                Napiwki na czas 14 dniowego pobytu 50$ (chca 30$ od osoby, ale wyliczyliśmy, ze
                                kwota 50$ za nasza trojke, przy 2 walizkach jest wystarczajaca)

                                10$ w paszporcie podczas załatwiania przed czasem kajuty z drzwiami balkonowymi
                                na statku.

                                Po SSH poruszalismy się busami w cenie 1le od osoby niezależnie od długości
                                trasy.

                                W Kairze, SSH za jeden kurs taxowki płaciliśmy 10le

                                Sok z limonek w zależności od knajpki od 1le w zapadlej dziurze w Kairze po 15
                                le przy deptaku w naama Bay (za szklanke) Srednio płaciliśmy 10le za jeden sok.

                                Wino wytrawne, egipskie o nazwie Omar Khaggam, produkowane w El Gouna
                                płaciliśmy w sklepie ok.60le za butelke.

                                Mala puszka piwa Heineken 7le.

                                Duzy talerz zdobiony w starozytne, egipskie wzory 30le

                                Za 200 gram czarnego pieprzu, 200 gram cynamonu w paleczkach, 200 gram
                                kardamonu zapłaciliśmy 60le.

                                Kubki po 25le/sztuka

                                Kalendarz egipski z papirusa na 2006 rok, na jednej kartce 2 miesiace,
                                20le/sztuka

                                Kartusz zloty, duzy 30$

                                Za wode mineralna, niegazowana/gazowana 1,5 litra płaciliśmy srednio 1,50 le.
                                Za wody kolorowe (coca-cola, fanta) płaciliśmy srednio 5le.
                                Dziennie srednio szly 3 wody+jeden kolor, co daje ok.10le dziennie na napoje.


                                W zlotowkach poszlo nam około 9600 zl
                                W Dolarach jakies 850$ (dolar kupowaliśmy po 3,02)
                                W funtach egipskich jakies 1300le. (liczyliśmy funta po 0,60)
                                Razem wszystkie koszta za 22 dni w Egipcie wyniosły około 13tys.zl.

                                INNE

                                Nie warto jechac w czasie Ramadanu, ponieważ większość zabytkow jest zamykana
                                duzo wczesniej i można się nie wyrobic czasowo, lub wrecz pewne wycieczki
                                odpadaja.

                                Nie warto jechac pozna jesienia, ponieważ dzien jest bardzo krotki. Jak mysmy
                                byli to o godzinie 18 już była noc.

                                Warto nauczyc się kilku podstawowych zwrotow po Arabsku, to bardzo ulatwia
                                zycie. Napisze fonetycznie, gdyz nie znam pisowni arabskiej ;-)
                                Czesc-Ahlan
                                Dzien dobry-Marhaba
                                Dowidzienia-Ma Salema
                                Dziekuje-Szukran
                                Proszę-Afulan
                                Ostre nie, dziekuje-Laa!Laa!Laa!
                                Jak się masz?-Zajak
                                Na pytanie jak się masz? Odpowiedz „bardzo dobrze”-meja, meja lub Meszi (dobrze)
                                Szybciej-Jalla! Jalla!
                                Mam nadzieje, ze niczego nie przekręciłam ;-)


                                Z za planowanych w Polsce rzeczy nie wypalilo nam jedno-Petra :-(
                                Wypalilo nam (zobaczyliśmy)
                                -Kolosy Memnona, -Medinet Habu, -Ramasseum, -Swiatynia SetiegoI, -Dolina
                                Królów, -Lot Balonem nad Luksorem, -Abydos, -Dandera,- Swiatynia Luksorska,-
                                Swiatynia w Edfu, - Swiatynia w Kom Ombo, -Grobowce Dostojnikow w Asuanie, -
                                Muzeum asuańskie, -Sw.Chuma, -Nilometr na Elefantynie, -Hotel Old Katarakt, -
                                Cmentarz Fatymidow, -Niedokonczony Obelisk, -swiatynia Izydy, -Zapora
                                Asuanska, -Kalabsza, -Bajt al-Walli, -Piramidy, -Sfinks, -Barka, -Cytadela a na
                                niej Meczet Mohammada Allego, -Muzeum Wojskowe, -Meczet Sulejmana Paszy, -
                                Meczet Muhammada an-Nasira, -Meczet Sultana Hassana,
                                • platynka.iw Re: PODSUMOWANIE 16.11.05, 13:30
                                  Wypalilo nam (zobaczyliśmy)
                                  -Kolosy Memnona, -Medinet Habu, -Ramasseum, -Swiatynia SetiegoI, -Dolina
                                  Królów, -Lot Balonem nad Luksorem, -Abydos, -Dandera,- Swiatynia Luksorska,-
                                  Swiatynia w Edfu, - Swiatynia w Kom Ombo, -Grobowce Dostojnikow w Asuanie, -
                                  Muzeum asuańskie, -Sw.Chuma, -Nilometr na Elefantynie, -Hotel Old Katarakt, -
                                  Cmentarz Fatymidow, -Niedokonczony Obelisk, -swiatynia Izydy, -Zapora
                                  Asuanska, -Kalabsza, -Bajt al-Walli, -Piramidy, -Sfinks, -Barka, -Cytadela a na
                                  niej Meczet Mohammada Allego, -Muzeum Wojskowe, -Meczet Sulejmana Paszy, -
                                  Meczet Muhammada an-Nasira, -Meczet Sultana Hassana, -Meczet ar-Rifa`iego, -
                                  Meczet Al.-Azhar, - Chan el Chalili, -Wieza Kairska, -Muzeum Egipskie, -Gora
                                  Mojżesza, -Klasztor Sw. Katarzyny, -Quady+lasy namorzynowe, -lodz podwodna, -
                                  Abu Galum, -Dolphinella, -Wyplyniecia na rafy… mam nadzieje, ze niczego nie
                                  zapomniałam :-)


                                  Co jeszcze?? Nie wiem. Jeżeli ktos ma jakies pytania to chetnie odpowiem. Mogę
                                  także odpowiedziec i zachęcić do zwiedzenia na wlasna reke Sakkary, Dachszur
                                  czy Memphis, albo Abu Simbel które odwiedziłam w tamtym roku.

                                  Dziewczyny, które chca łazić na wlasna reke po Egipcie, proszę-ubieajcie
                                  spodnice do kostek, bluzki zakrywające ramiona, bez dekoldow. Uszanujecie ich
                                  zwyczaje ia przy okazji-wierzcie-będziecie się duuuzo lepiej czuc, bardziej
                                  komfortowo i bezpiecznie.

                                  To chyba wszystko. Nie liczyłam cudnych widokow, wrażeń, doznan… wspomnien,
                                  które przywieźliśmy z soba-bo to jest bezcenne :-)

                                  Zycze wielu wspaniałych chwil w Egipcie!
                                  Jeżeli mogę w czyms pomoc-to zawsze i chetnie! Jak widzicie… o Egipcie to ja
                                  mogę gadac i pisac i myśleć i snic… :-)

                                  Pozdrawiam cieplutko :-)
                                  Iwonka
                                  community.webshots.com/user/Saruh2005
                                  GG 1070925

                              • platynka.iw Re: PODSUMOWANIE 16.11.05, 13:31
                                >PODSUMOWANIE
                                > Pogrubione ceny to te, które my płaciliśmy.
                                heheheh... no i pogrubienie schudlo ;-)
                                Sorki :-)
                                Iwonka
                                • ewucha6 Re: PODSUMOWANIE 16.11.05, 13:49
                                  Iwonko !!!
                                  Cóż mogę napisać na koniec tych cudnych wspomnień chyba tylko to, że bardzo Ci
                                  za nie DZIĘKUJĘ. Dziękuję, że znów mogłam poczuć zapach Egipskiego powietrza.
                                  Dziękuję, też za to, że mogłam Cię poznać bo Drodzy Egiptomaniacy z Iwonką
                                  poznałam się jakieś 3 lata temu, kiedy to w poszukiwaniu cenny wskazówek na
                                  temat Egiptu, podróżowania itp. spraw natrafiłam na wspomnienia Iwonki :-) tak,
                                  tak, tak się zaczęła nasza znajomość, to ona udzieliła mi pierwsza wskazówek na
                                  naszą podróż po Egipcie :-) - jeszcze raz Wielkie Dzięki !!!
                                  Pozdrawiam Ciepło Ciebie, Radzia i Grzesia !!!
                                  Niech żyje MAGIA I CZAR EGIPTU !!!
                                  • savera Re: PODSUMOWANIE 16.11.05, 18:32
                                    Iwonko, dziękuję za świetnie opowiedziane wspomnienia z Egiptu. Życzę jeszcze
                                    wielu wspaniałych wyjazdów i takich opowieści na forum.
                                    • platynka.iw _D_Z_I_E_K_U_J_E_ !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 16.11.05, 21:00
                                      Kochani!
                                      Bardzo chce na koniec moich wspomnien, Wam wszystkim podziekowac. Wszystkim
                                      razem-i kazdemu z osobna!

                                      Za to, ze byliscie ze mna. Czytaliscie te wspomnienia, przymykajac oko na
                                      bledy, pomylki, powtorzenia, literowki itd. Pisaliscie tak cieple i slodkie
                                      posty-ze mialam sile by pisac. Dzieki Wam ciegle wiedzialam, ze ma to jakis
                                      sens. Tyle dobra, tylko ciepla ile tu dostalam-przerasta stokorotnie to co
                                      zrobilam. Przeczytalam tak wiele milutkich, pelnych wsparcia slow-ze nieraz
                                      plakalam. Wszystkie te posty mam skopiowane i wydrukowane. W chwilach, kiedy
                                      bedzie mi zle-bede je czytac... sa dla mnie bardzo cenne! Dziekuje!

                                      Bardzo sie ciesze, ze moje wspomnienia Wam sie podobaly. Przyznam, ze odzew i
                                      zainteresowanie wielokrotnie przerosly moje oczekiwania!

                                      Wielu z Was pisalo, ze podczas czytania ich, Wasze wspomnienia ozywaly,
                                      ze "przenosiliscie" sie do Egiptu, ze wzruszaliscie sie i smucili razem z
                                      nami... To niesamowite. Dziekuje!

                                      Przepraszam, jezeli momentami przynudzalam lub wchodzilam za bardzo w sfere
                                      intymna, rodzinna... odbiegajaca od spraw Egiptu.

                                      Dziekuje, ze byliscie ze mna w chwili, gdy chcialam sie poddac, zrezygnowac...

                                      I bardzo zaluje, ze juz sie skonczylo... wspaniale bylo czuc wiez z Wami. Ze
                                      jestescie, czekacie, czytacie... Byliscie ze mna a ja z Wami. I tylko dla Was
                                      to napisalam. Dziekuje!

                                      Mam nadzieje, ze kazdy z Was pojedzie do Egiptu tyle razy ile zapragnie i jak
                                      wroci-opisze swoje wspomnienia. Bede na nie czekac.

                                      Ja juz tesknie za Egiptem i marze, ze moze kiedys uda sie pojechac 4 raz...

                                      Caluje i sciskam was wszystkich i dziekuje, ze dzieki Wam moglam znowu przezyc
                                      moje 22 dni w "domu" tym razem-w Waszym wybornym towarzystwie :-)

                                      Pozdrawiam cieplutko :-)
                                      Iwonka
                                      community.webshots.com/user/Saruh2005
                                      GG 1070925

                                      • wojtek37k Do Platynki 17.11.05, 17:55
                                        Dzięki , za twoje wspomnienia . My wróciliśmy z Egiptu w dniu waszego wyjazdu ,
                                        następnego dnia po naszym wyjeżdzie w Egipcie była zmiana czasu (ostatni piatek
                                        na sobotę września) . Dzień był dłuższy i myślę ,że ten termin jest bardzo
                                        dobry na wyjazd . Kilka dni przed wami 18 albo 19 września lecieliśmy balonem
                                        (również Hany Alibaba) , ale płaciliśmy po 65$ , więc może warto coś uszczknąć
                                        z ceny przy zamawianiu mailem (informacja dla planujących lot) , ale czy 65$ ,
                                        czy 80$ naprawdę warto lecieć . Żadnych innych uwag do kończącego (ceny) opisu
                                        nie mam , bo nawet nie śmię ich mieć . Jeszcze raz chciałbym bardzo gorąco
                                        podziękować , za odświerzenie oraz cudne opisanie częściowo i moich wspomnień ,
                                        oraz za ukierunkowanie mnie , co do dalszego zwiedzania Egiptu . Chociaż dla
                                        mnie skupienie się na zabytkach (tylko) to połowa Egiptu , druga połowa to
                                        wielki błekit na który chorują już wszyscy w moim domu .

                                        Pozdrawiam Wojtek

                                        P.S. Jak będziesz miała "ciężkie" dni napisz , przyślę Ci coś z podwodnego
                                        Egiptu , dla rozweselenia .
                                        • platynka.iw do wojtka37k 22.11.05, 21:57
                                          Witaj Wojtku :-)
                                          Prosze. Nie dziekuje mi tak bardzo... wprawiasz mnie w zaklopotanie :-)

                                          Bardzo sie ciesze, ze moje wspomnienia Ci sie podobaly :-)
                                          Co do Wielkiego Blekitu... Pewnie gdyby te wspomnienia pisal Rzes- duuuzo
                                          wiecej by bylo o swiecie podwodnym. Ja nie lubie wody. Znaczy sie myje sie i
                                          uwielbial lezenie w piankach :-) ale jezeli chodzi o wode w
                                          rozumiemiu "plywanie" to nie. Woda mnie nie ekscytuje ani nic co w niej jest.
                                          Morze, baseny-moglyby dla mnie nie istniec. Czesto jak siedzimy w domku i
                                          pokazuja morze, rafy, basen to Rzes wzdychajac mowi "ale bym wskoczyl" "ale bym
                                          teraz poplywal" a ja nic... poprostu nic. Kompletnie mnie to nie rusza. Przez
                                          22 dni w Egipcie 2 razy weszlam do wody (najwyzej po pas, albo lezenie przy
                                          plazy z zanurzona pupa ;-) i raz do basenu... :-)

                                          A zdjatka-zawsze wysylaj! Robisz cudne zdjecia i ogladanie ich to prawdziwa
                                          frajda!

                                          Pozdrawiam cieplutko :-)
                                          Iwonka
                                • imonate Re: PODSUMOWANIE 16.11.05, 21:28
                                  ech ... *głośno wzdycha* ... szkoda, że się już skończyło. Musisz koniecznie
                                  następnym razem pojechać przynajmniej na pół roku ;) i tak cudnie opisać dzień
                                  po dniu, dzień po dniu, byśmy mogli raczyć się Twoimi pięknymi wspomnieniami
                                  dłużej.

                                  Bardzo dziękuję Iwonko za to, że to wszystko napisałaś. Dzięki Tobie jeszcze
                                  raz mogłam oglądać piękne reliefy w Abydos, poskakać po dachu swiątyni w
                                  Denderze, delektować się ciszą ma Kalabsze. Masz wyjątkowwy dar Iwonko,
                                  potrafisz sprawić, że ludziska czytająć Twoje egipskie wspomnienia radują się,
                                  ronią łzy, przeżywają z Tobą troski i radości. Proszę, nie marnuj tego daru.
                                  • bebicka Re: PODSUMOWANIE 16.11.05, 22:10
                                    Iwonko podpisuje sie calym sercem pod tym co juz napisano, wspaniale opisujesz
                                    Egipt, co jednym pozwala sie cofnac do wlasnych wspomnien i przezyc to jeszcze
                                    raz a innym ( w tym mi:-)) kaze juz dluzej nie odkladac planow wyjazdu do
                                    Egiptu na inny czas tylko jechac, jechac zeby zobaczyc to wszystko na wlasne oczy...
                                    A propos patrzenia, kochana a co ze zdjeicami?:-))) ja tak bardzo czekam
                                    szczegolnie na te z Sharmowskiej czesci:-)
                                    pozdrowka
                                    I tez zaluje ze to juz koniec
                                    Maraska
                                    • jowitapl Re: PODSUMOWANIE 16.11.05, 22:21
                                      Mam to szczęście że jadę do Sharm 04.12 na 2 tygodnie. Moim celem jest Morze
                                      Czerwone, którego nie moge zapomnieć i cały czas za nim tęsknie. Może tym razem
                                      zrobię kurs nurkowy.
                                      Żeby tak pięknie opisać swoje wspomnienia trzeba mieć talent. Musisz Iwonko
                                      zastanowić się jak wykorzystać bardziej ten dar.
                                      Pozdrawiam serdecznie
                                      • platynka.iw do jowitapl 22.11.05, 22:20
                                        Witaj :-)
                                        > Mam to szczęście że jadę do Sharm 04.12 na 2 tygodnie.
                                        Wybierasz sie do Delfinarium?

                                        > Moim celem jest Morze Czerwone, którego nie moge zapomnieć i cały czas za nim
                                        > tęsknie.
                                        Wierze-choc nie wiem o czym piszesz... :-)

                                        > Żeby tak pięknie opisać swoje wspomnienia trzeba mieć talent. Musisz Iwonko
                                        > zastanowić się jak wykorzystać bardziej ten dar.Droga jowital-obie wiemy, ze
                                        przeceniasz mnie :-) Dar... nie czuje, zebym byla az tak w tym dobra!
                                        Zreszta... gdzie moglabym to wykorzystac?? Moze naprawde napisze jakas
                                        telenowele, ktora sie bedzie dziala w Egipcie?? Wtedy wezme Cie na konsultantke
                                        od spraw Morza Czerwonego, ok? ;-)

                                        Pozdrawiam cieplutko :-)
                                        Iwonka
                                    • platynka.iw Re: PODSUMOWANIE 22.11.05, 22:15
                                      DZIEKUJE CI BARDZO ZA CIEPLE SLOWA!!!!! :-*

                                      > A propos patrzenia, kochana a co ze zdjeicami?:-))) ja tak bardzo czekam
                                      > szczegolnie na te z Sharmowskiej czesci:-)
                                      Nooo...postaram sie, zeby przed swiatmi BN byly ;-)

                                      Pozdrawiam cieplutko :-)
                                      IWonka
                                  • platynka.iw Do Imonate 22.11.05, 22:13
                                    Witaj Imonate :-)

                                    > ech ... *głośno wzdycha* ... szkoda, że się już skończyło.
                                    Hehehehehe... Rzes nie zaluje. W koncu ma koszulki wyprasowane ;-) Wierz mi-
                                    kazda wolna chwile poswiecalam ba pisanie. A wolalam to robic kosztem
                                    prasowania czy gotowania niz zabawy z Radzikiem :-)

                                    > Musisz koniecznie następnym razem pojechać przynajmniej na pół roku ;)
                                    Tak jest! Z dzika przyjemnoscia spelnie Twe zadanie! :-)

                                    > Bardzo dziękuję Iwonko za to, że to wszystko napisałaś. Dzięki Tobie jeszcze
                                    > raz mogłam oglądać piękne reliefy w Abydos, poskakać po dachu swiątyni w
                                    > Denderze, delektować się ciszą ma Kalabsze.
                                    To ja Ci Imonate BARDZO DZIEKUJE! Za te slowa i cieplo... dziekuje :-*

                                    > Masz wyjątkowwy dar Iwonko, potrafisz sprawić, że ludziska czytająć Twoje
                                    > egipskie wspomnienia radują się, ronią łzy, przeżywają z Tobą troski i
                                    radości. Proszę, nie marnuj tego daru.
                                    Czy to naprawde o mnie?? Naprawde?? Dar?? Ufff... za wielkie slowa jak na moja
                                    osobe, ale DZIEKUJE! :-*

                                    Pozdrawiam cieplutko :-)
                                    Iwonka
                                    • bonia01 Re: Do Imonate 23.11.05, 22:00
                                      Iwonko kochana powiem tylko dwa słowa - BARDZO DZIĘKUJĘ.

                                      Pozdrawiam cieplutko i ucałowania dla chłopaków
                                      Bożenka
    • iberia29 Re: Trzeci raz w Egipcie - moje 22 dni w "domu".. 28.11.05, 18:33
      Iwonko...przeczytalam wszystko i.....po prostu mowe mi odebralo....pozwole
      sobie napisac do Ciebie maiala;-)))) pozdrawiam cieplutko

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka