16.09.08, 04:41
Kochani mam pytanko,jakich lubicie tłumaczy?
np. Szekspira wolicie czytać w przekładzie Słomczyńskiego czy
wolicie Barańczaka?
Jeśli chodzi o literaturę dla dzieci moim zdaniem zdecydowanie
przoduje Irena Tuwim,w literaturze francuskiej Boy,to moje typy.

Obserwuj wątek
    • truscaveczka Re: Tłumacze 16.09.08, 09:28
      Moi ulubieni? Boy naturalnie smile Roberst Stiller. Jan Halbersztat. Piotr W.
      Cholewa. Maciej Słomczyński. Stanisław Barańczak. Julian Tuwim...
      Ja tak mogę jeszcze długo, to mój konik smile Polecam "Pegaza dęba" Tuwima - są tam
      dwa eseje na temat translacji jako takiej smile
    • agawa79 Re: Tłumacze 16.09.08, 15:17
      Szekspira wolę w przekładzie Barańczaka. Nie dlatego, że są lepsze
      niż przekłady Słomińskiego, ale Barańczak ma niezwykły dar do
      jednoczesnego uwspółcześniania tekstu i pozostawania z nim w dawnej
      epoce. Nie wiem, jak on to robi.

      Barańczak jest u mnie ostatnio na topie, a to za sprawą zbioru
      wierszy Ogdena Nasha "W świecie mułów nie ma regułów". Świetne,
      trochę szurnięte wiersze, o absurdach naszego życia. Nash jest
      przezabawny po angielsku, a Barańczak sprawił, że nic nie umyka z
      tych wierszy (czyli mylił się Frost mówiąc, że poetry is what
      evaporates from all translations).

      Dla Słomczyńskiego żywię ogromny respekt ze względu na Ulissesa -
      jaką on musiał krecią robotę wykonać, żeby przetłumaczyć tak trudną
      i obfitującą w najróżniejsze odniesienia powieść! Mistrz, pierwsza
      liga wśród tłumaczy.

      Żeleńskiego jako tłumacza nie potrafię ocenić - wiem, że sam pisał
      pięknym stylem, ale że nie znam francuskiego, to nie jestem w stanie
      powiedzieć, czy tłumaczył pięknie, czy wiernie. wink (A tak trochę
      obok tematu powiem, że Żeleński to dla mnie jeden z najmądrzejszych
      ludzi, jacy się urodzili w Polsce; jaki żal, że obecnie nie ma
      nikogo, kto potrafiłby skomentować rzeczywistość tak trafnie, jak
      Boy komentował swoją.)

      Bardzo przypadły mi do gustu tłumaczenia Polkowskiego. Udało mu się
      dokonać niezwykłej sztuki - dzięki niemu nie ma żadnego znaczenia,
      czy Pottera czyta się po polsku, czy po angielsku, bo te książki są
      praktycznie takie same!

      Jeśli chodzi o tłumaczy z norweskiego, to ja bardzo lubię Iwonę
      Zimnicką - niektórzy się jej czepiają, że ma kiepski styl, ale ja
      się z tym nie zgadzam - dobrze sobie radzi z wygładzaniem
      tak "kanciastego" języka, jakim jest norweski. Przetłumaczyła
      kryminały mojego ukochanego Jo Nesbo oraz m.in. "Półbrata" -
      genialne tłumaczenie samego tytułu, świetnie oddaje niedoskonałość
      świata przedstawionego w książce, to takie słowo niezgrabne i
      połamane, dokładnie jak bohaterowie.

      Ach, jeszcze pierwsza tłumaczka (bo chyba to kobieta
      była) "Błękitnego zamku" - co prawda tłumaczenie z jakichś powodów
      było krótsze od oryginału, imiona głównych bohaterów były paskudnie
      spolszczone (jak w wielu książkach tłumaczonych niegdyś), ale za to
      było piekielnie dowcipne i oddawało atmosferę angielskiej wersji.
      Natstępne to już były jakieś drewniane pinokie. wink

      Z tłumaczy nielubianych natomiast na prowadzenie wysuwa się pan lub
      pani, który/która Rilli Blythe przyprawił/a wąsik, choć ta wąsika
      żadnego nie miała. Koszmar.
    • sm0k Re: Tłumacze 17.09.08, 17:11
      Szekspira w tłumaczeniu Barańczaka, Słomczyński genialnie tłumaczy Joyce'a -
      wiadomo. Uwielbiam Carlosa Marrodana Casasa za świetne tłumaczenia Marqueza.
    • agnieszka_azj Re: Tłumacze 17.09.08, 17:49
      Moja prywatna "ZŁOTA LISTA tłumaczy" to:

      - Irena Tuwim za "Kubusia Puchatka" i "Mary Poppins";

      - Andrzej Polkowski za Narnię i Harrego P.;

      - Michał Kłobukowski za "Wielkomiluda";

      - Anna Przedpełska - Trzeciakowska za Jane Austen (i nie tylko);

      - Stanisław Barańczak za całokształt.


      "Czarną listę" natomiast otwiera Jerzy Łoziński - za "BFO" i
      Tolkiena... w zasadzie też za całokształt.
      • truscaveczka Re: Tłumacze 18.09.08, 14:46
        O, widzisz, zapomniałam o Annie Przedpełskiej-Trzeciakowskiej, jak mogłam <puka
        się w czoło>
        • agawa79 Re: Tłumacze 18.09.08, 15:16
          A ja Przedpełskiej-Trzeciakowskiej nie znam jako tłumaczki -
          naprawdę taka dobra? Jakoś tak się złożyło, że te Austen czy
          Dickensa czytałam już w czasach, kiedy mój angielski był na tyle
          dobry, żeby czytać w oryginale. P.-T. znam jedynie z biografii
          sióstr Bronte - znam i bardzo cenię. smile
    • natalijasz Re: Tłumacze 19.09.08, 22:58
      jeśli chodzi o Szekspira to zdecydowanie Barańczak. rzeczywiście niezwykły
      talent. udało mi się przeczytać również po angielsku i uważam, że udało mu się
      oddać wszystko to co powinno być oddane. poza tym, używa przystępnego języka.
    • certain_whatsit Re: Tłumacze 13.10.08, 14:06
      Z racji zawodu siedzę głównie w literaturze anglojęzycznej i na
      tłumaczy z tegoż języka mam najbardziej wyrobione poglądy. Jak dla
      mnie pierwsza liga to oczywiście Barańczak i Słomczyński (Szekspira
      wolę Barańczaka), Irena Tuwim, Jerzy Jarniewicz (wspaniałe przekłady
      Larkina). Elżbieta Tabakowska jeśli chodzi o przekłady
      specjalistyczne - odwaliła całego Daviesa, i czyta się to
      znakomicie. Przedpełska-Trzeciakowska - jak najbardziej, Austen w
      jej wydaniu śmiało może stanąć w szranki z oryginałem.

      Z tłumaczy literatury współczesnej zawsze mam oko na Macieja
      Świerkockiego (np. brawurowe "Szkarłatny płatek i
      biały", "Londonistan") oraz nieżyjącego już niestety Zbigniewa Batkę
      (np."O pięknie"). Zdarza mi się kupić książkę tylko dlatego, że
      została przetłumaczona przez któregoś z moich ukochanych tłumaczy.

      Ale żeby do tego zacnego grona miał trafić rzeźnik-Polkowski? Nie
      zgadzam się stanowczo! Chłop nie zna ani angielskiego, ani
      polskiego. Na błędach w samym pierwszym tomie Harry'ego Pottera
      można zrobić roczne seminarium pt. "Jak nie tłumaczyć literatury". W
      jego wydaniu dowcipy oryginału siadają, większość angielskich
      idiomów sobie, a tłumaczenie sobie (bo do słownika za daleko i pod
      górkę?). Ja przez polską wersję HP przebrnęłam tylko w celach
      poznawczo- zlewkowych, a oryginał znam niemalże na pamięć. Z Narnią
      tak samo.

      Wybaczcie tę emocjonalną końcówkę, miało być o tłumaczach dobrych, a
      mnie poniosło na wzmiankę o A.P. Ze szczegółowym elaboratem nt. jego
      potknięć, a właściwie jednego wielkiego potknięcia - przy wyborze
      zawodu - przeniosę się na wątek o wtopach tłumaczy, bo właśnie
      spłynęło na mnie natchnienie wink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka