cookie_monsterzyca
27.09.09, 23:09
żyję, ale ostatkiem sił.
Wracam z roboty i padam do wyra, nawet jeść już później nie mam siły.
Dobrze, że nas tam karmią, jest świetny obiad :)
No ale i tak na razie nie wyrabiam i siedzę po 10 h żeby zrobić swoje, mam nadzieję, że nabiorę tempa z czasem.
I mam wrażenie, że już ociupinkę schudłam, tak tak, chcę chuść dalej ;)
No i zaczynają się durni goście. Sprzątałam pobyt, facet mi wlazł w trakcie, zapytał czy długo jeszcze i poszedł na spacer. Ja ogarnęłam do końca i poszłam sobie, a potem superwajzorka przychodzi, że oni się skarżyli. Że niby śmieci nie wywalone i kącik kawowy nie ogarnięty. A pmiętam, że to robiłam, więc sami nasyfili i potem wydzwaniali i marudzili.
Ale ok, poprawiłam i poszłam.
15 minut później telefon, że pan z tego pokoju rozbił kielona z winem czerwonym i na dywanie jest plama.
No zawinęłam tam jeszcze raz, plama jest owszem, i to pokaźnych rozmiarów, a jako bonus rozbita popielniczka, która jest z baaaaardzo grubego szkła, więc nie wiem jak on to rozbił zrzucając to z wysokości 40 cm na dywan :/
Zacznę knuć teorie spiskowe, że speckalnie :)
Ale tak to ok, światowe życie i w ogóle heh ;)