Dodaj do ulubionych

Bo jo cię kochom!

08.09.10, 12:05
Tęskno mi za górami. Siedzę sobie na tarasie, mam zapalenie płuc i podróżuję z Nyką po szlakach. Jak wiadomo - góry mają zbawienny wpływ na to i na owo i zastanawiam się, czy nie wsadzic tyłka w samochód i przetransportowac go tam. Już dwa miesiące nie byłam w górach i...mam wrażenie, że tam zostało moje serce.

Takie tam biadolenie chorodupka. :-)

P.S. Co się stało z forum? I dlaczego wszędzie tam, gdzie używam polskich znaków pojawiają się czerwone kropki? Czuję się nieswojo...
Obserwuj wątek
    • redundant Re: Bo jo cię kochom! 08.09.10, 13:00
      > mam zapalenie płuc

      Fpytke! :cool: Tobie to się jednak w życiu nie nudzi wdupejeża... :D
      Do raportu proszę - spod wody to zapalenie przywiozłaś? :D

      > P.S. Co się stało z forum? I dlaczego wszędzie tam, gdzie używam polskich znakó
      > w pojawiają się czerwone kropki?

      Negative. (Po Pyzdrowemu - gówno prowda.) :P Mroczki masz. :D
      A w temacie polskich znaków to nie podskakuj, póki nie znajdziesz ć. :P
      • thank_you Re: Bo jo cię kochom! 08.09.10, 13:11
        > Fpytke! :cool: Tobie to się jednak w życiu nie nudzi wdupejeża... :D

        Chyba nigdy w to nie wątpiłeś? :D A żeby utwierdzic Cię w tym przekonaniu...cóż...jest to moje 3. zapalenie płuc w ciągu ostatnich 5 lat. I na każde zapadałam we wrześniu. Tak, te poprzednie wzięły się od kąpania w jeziorze. Aktualne - nie wiem. Chyba dlatego, że rzuciłam alko? :D


        > Do raportu proszę - spod wody to zapalenie przywiozłaś? :D

        Nie nurkowałam na zakończeniu sezonu, bo...bo wtedy jeszcze nie rzuciłam. :D
        Ale znalazłam laryngologa. Podobno świetny. Ino w Grodnie. A wizyta w Grodnie niekoniecznie zakończy się godnie. I weź bądź mądry. :D


        >(Po Pyzdrowemu - gówno prowda.)

        Czyli ta trzecia prawda? Rzekłabym - moja ulubiona! ;-D


        > A w temacie polskich znaków to nie podskakuj, póki nie znajdziesz ć. :P

        ć znajdę wraz z nowym komputerem. Jeśli dożyję. :D
        • redundant Re: Bo jo cię kochom! 08.09.10, 13:47
          W białoruskim Grodnie? :)

          • thank_you Re: Bo jo cię kochom! 08.09.10, 13:59
            Tak. Dokładnie w tym Grodnie. :-)
            • redundant Re: Bo jo cię kochom! 08.09.10, 16:47
              Dlaczego nie, daleko nie jest. :)
              Problem widzę tylko jeden - na wschodzie wszystko robi się na własne ryzyko, no recourse to the law. I gdyby np. w wyniku pomyłki lekarskiej doszło do jakiegoś pogorszenia stanu twojego zdrowia (o ile w ogóle możliwe jest coś takiego wskutek niewłaściwej terapii), nie będzie sposobu, żeby lekarzowi dobrać się do dupy.

              A próbowałaś się kontaktować z tymi magikami, o których ci nadałem?
              • thank_you Re: Bo jo cię kochom! 08.09.10, 17:32
                Teoretycznie tak. Tyle że ja na razie nie chcę się leczyc tylko spróbowac zdiagnozowac u kilku laryngologów. Kontaktowałam się z Rumią i dostałam jeszcze jeden adres - kierunek Poznań.
                Tylko muszę się najpierw uporac z zapaleniem płuc. O ile mi wiadomo - mam nurkowanie z głowy na kilka miesięcy? :-)
      • thank_you Re: Bo jo cię kochom! 08.09.10, 13:19
        https://www.tatry-w-poezji.xemantic.com/images/mnich.jpg

        I jak tu nie tęsknic? :-)
        • redundant Re: Bo jo cię kochom! 08.09.10, 13:45
          Chcesz się polansować na Orlej? klik :) Może nawet w nowych adidasach? klik :D

          Tzw. "magiczny wrzesień w Tatrach" to byt statystyczny.
          Akurat w tym sezonie, jakby to powiedzieć... :/
          • thank_you Re: Bo jo cię kochom! 08.09.10, 14:04
            Taa, czytałam. Rozumiem, że adidasy w taką pogodę to nie jest najrozsądniejszy pomysł, ale gośc zgubił szlak, co nie jest na Świnicy trudne, gdy śnieg przyprószy skały. Ja bym się bez raków i czekana nie wybrała.

            O ile się nie mylę, to w sierpniu zginęły w naszych Tatrach 4 osoby. Jakiś pogrom. Z tą pogodą też. Ciąglę mam nadzieję, że to się unormuje, bo jestem umówiona, na wejście na Rysy od słowackiej strony i kimnięcie w schronisku w pobliżu jeziorka. Niech no ja tylko wydobrzeję....a Europejska stanie przede mną otworem. ;-)
            • thank_you Re: Bo jo cię kochom! 08.09.10, 14:08
              A co do butów, to moje górskie (na vibramie) ślizgają się na mokrej skale. Ostatnio dowiedziałam się o "sztucznych łańcuchach" i chyba potraktuję tym cudem podeszwy, bo życie mi miłe.

              I jeszcze jeden wniosek: nie wierzę, ale sama uległam czarowi odzieży technicznej. I pomyślec, że 100 lat temu obkładali się gazetą w ochronie przed wiatrem. I też żyli. I chodzenie po górach miało w sobie zapewne więcej magii niż teraz...
              • redundant Re: Bo jo cię kochom! 08.09.10, 17:13
                Nawet jeżeli wibramy nie trzymają najlepiej na mokrej skale, to nie-wibramy w takich samych warunkach mogłyby się zachowywać gorzej niż wibramy na lodzie polanym wodą.
                Sprawa wymaga badań porównawczych, możesz się tym zająć. Poobwiązuj się poduszkami jak na Bolku i Lolku, i będzie git. :D

                Myślę, że za jakieś 20 lat nietechnicznej odzieży po prostu już nie będzie. Może poza jakimiś skrajnymi zastosowaniami, typu opera, etc. Ale do poziomów smart casual/business informal włącznie pewnie wszystko będzie szyte z jakiegoś tech-u.
                A gazety to i 30 lat temu wkładali sobie za pazuchę wiejscy motocykliści w chłodniejsze wieczory. :D Później może zresztą też, ale ja już tego nie widziałem. :)
                • thank_you Re: Bo jo cię kochom! 08.09.10, 17:47
                  No tak, ale ja nie porównuję adidasów tego nieszczęśnika, tylko przy okazji przypomniały mi się moje buty. :-) Ostatnio trochę się w nich poślizgałam a i orła udało mi się wywinąc ;-)

                  Wiejscy motocykliści? 30 lat temu? Cóż, muszę porozmawiac z tatą. :D A nuż jakiś fragment "Trybuny Ludu" ostał mu się na plecach. :D

                  Kupiłam sobie spodnie na wypasie. Ogrodniczki, mają jakiś zamek pozwalający na siusianie w terenie bez konieczności robienia striptizu niedźwiedziom. Phi, parę lat temu nie śniłam o tym. Właściwie to nawet Himalaje mi teraz nie straszne. :D
                  • zloty.strzal Re: Bo jo cię kochom! 09.09.10, 02:10
                    > Kupiłam sobie spodnie na wypasie. Ogrodniczki, mają jakiś zamek pozwalający na
                    > siusianie w terenie bez konieczności robienia striptizu niedźwiedziom.

                    A jakaś bielizna pod ogrodniczki jest przewidziana? Że niby jak się sika bez zdejmowania? ;]
                    • thank_you Re: Bo jo cię kochom! 09.09.10, 08:58
                      Taaa, przewidziana. Bezszwowa i oddychająca. :D Jeśli już tak w szczegóły wchodzimy. ;-)

                      No jakieś takie są te spodnie, że rozpinasz z tyłu zamek, zsuwasz majtole i siusiasz a cały przód jest zasłonięty. Wodoodporne są, więc nim im nie jest straszne. :D Ale ich faktyczne działanie będę mogła opisac, gdy przetestuję to cudo w terenie. Niestety okazało się, że przede mną jeszcze 3 tyg. leżenia. ;/
                    • redundant Gandzia, nie wierz jej!!! 09.09.10, 11:56
                      Ona po prostu nabyła specjalistyczne high-tech gizmo. klik :cool:
                      Za jedyne $2000. :D
                      • thank_you Re: Gandzia, nie wierz jej!!! 09.09.10, 12:48
                        A gdzie Ty taką ofertę wytrzasnąłeś? :D
                        • redundant Re: Gandzia, nie wierz jej!!! 09.09.10, 12:55
                          Że tak tanio? :) Wiesz, jak byłem młody, też byłem Murzynem i latałem w US Navy. :cool: :)
                          • thank_you Re: Gandzia, nie wierz jej!!! 09.09.10, 13:07
                            A teraz już nie jesteś młody? :-) Ja jednak pozostanę przy moich spodniach. A Marynarkę Wojenną pozostawiam mojemu bratu. I Tobie. :D

                            P.S Napiłabym się calvadosu.
                            • redundant Re: Gandzia, nie wierz jej!!! 09.09.10, 13:57
                              > A teraz już nie jesteś młody? :-)

                              Jak na pilota F-18, to już nie za zbytnio. :/

                              > P.S Napiłabym się calvadosu.

                              Nie dziwię się - jak uczy mądrość pokoleń, calvados ma zbawienny wpływ na płuca. :D
                              • thank_you Re: Gandzia, nie wierz jej!!! 09.09.10, 15:41
                                A pilot najstarszym zawodem świata! :D

                                >calvados ma zbawienny wpływ na płuca. :D

                                No to saluté! :D
              • redundant Wracając do tematu... 09.09.10, 16:07
                thank_you napisała:

                > I też żyli. I chodzenie po górach miało w sobie zapewne więcej magii niż teraz.

                To nie takie, a inne szmaty na grzbiecie zabijają magię gór, ale tłok. Jeżeli tylko jest wokół względnie pusto, metafizyczne przeżycia są gwarantowane. Ale jeżeli typowy dzień w sezonie letnim to przynajmniej 20 000 ludzi na szlakach (wg danych TPN), to zabawa naprawdę traci sens. Trzeba jechać w Alpy.
                A w poszukiwaniu prawdziwego osamotnienia w prawdziwych górach, ale jednocześnie w naszej cywilizacji - tylko do Stanów albo Kanady. Z jednej strony świadomość setek kilometrów autentycznej pustki wokół siebie, ale z drugiej - jeżeli np. złamiesz nogę, a masz ze sobą telefon satelitarny, możesz liczyć na to, że za parę godzin albo jutro rano zdejmie cię śmigłowiec.
                I Kanada jest bezwizowa, unikasz kolejek (ew. upokorzeń też) w konsulacie. :) I obłedna - gigantyczny obszar, tajga i rzeki potężne jak na Syberii, góry. I w ogóle. :)
                • thank_you Re: Wracając do tematu... 09.09.10, 16:32
                  Przecież nie twierdzę, że ubrania to robią. Ja stonkę omijam, bo w Tatry wychodziłam w nocy. Ostatnio miałam nastawiony budzik na 3, ale TOPR odradził wędrówki, bo miały byc burze.
                  Z jednej strony trzeba się cieszyc, że ludzie chodzą po górach, ale z drugiej strony są one regularnie rozdeptywane. Proponuje się wprowadzenie regulacji w TPN, ale te ograniczenia pachną komuną.

                  A żeby czuc Cię samotnie nie trzeba jechac aż do Kanady. Chocby w Rumunii jest pusto. Znajomi wrócili ostatnio z Tadżykistanu - właściwie za parę h będę oglądała zdjęcia z tej wyprawy. I to samo. :-)

                  I nie wiem czemu, chłopaku, mam taki wsrtęt do Ameryki Północnej. Chwilowo wołami by mnie tam nie zaciągnęli.
                  • redundant Re: Wracając do tematu... 10.09.10, 12:21
                    Bez przesady z tą komuną. Pomijając stalinizm, może raz, w pierwszym roku stanu wojennego, Tatry były zamknięte (jako strefa przygraniczna), ale w Moku byłem wtedy na pewno i w Murowańcu. A reszty nie pamiętam dokładnie.
                    Za to Karkonosze w tamtym sezonie były zamknięte (to pamiętam, bo mnie zwinęli na zamkniętym szlaku). Poza kilkoma ścieżkami, którymi wolno było tylko wejść w górę i wrócić po własnych śladach. Ale to było w gestii wojewodów.

                    > A żeby czuc Cię samotnie nie trzeba jechac aż do Kanady.

                    Żeby mnie czuć samotnie, to wystarczy się w kiblu zamknąć! :D :D :D :D :D

                    Młoda, ty mi chyba źle życzysz, zapowietrzyłem się. Totalna hiperwentylacja. :D :D :D :D :D

                    > I nie wiem czemu, chłopaku, mam taki wsrtęt do Ameryki Północnej.

                    Jest Ameryka, i jest Ameryka. :) Wiadomo, że jest ciśnienie Stanów, ale Kanada to Kanada.

                    Poza tym mówimy o pustce. Prawdziwej pustce - prawie 10 milionów km2, a ludzi 34 miliony, tyle, co w Polsce (na 312 tysiącach km2). Przy czym 8o% tych ludzi mieszka w pasie 150 km od granicy z USA. A na pozostałych 9 mln z hakiem km2 urzęduje całe 8 milionów ludzi.

                    Przy czym - powtarzam - wciąż jesteśmy w cywilizacji zachodniej, co nie jest bez znaczenia, gdyby coś poszło nie tak.
                    • thank_you Re: Wracając do tematu... 10.09.10, 21:45
                      Nie zrozumiałeś mnie. Miałam na myśli ogólne ograniczenia w komunie, a nie te dotyczące gór...
                      To było moje luźne skojarzenie...

                      A wybrane szlaki w Karkonoszach to chyba z dwa albo i trzy razy były w tamtym roku zamknięte, co? Jak Cię zgarnęli? Płaciłeś karę czy się wykpiłeś? :-)

                      Rozumiem Twoje zauroczenie pustką. Ja pustki-pustki nie szukam. Miło jest zawędrowac do schroniska i pogadac przy herbacie z prądem. W końcu komuś będę musiała się pochwalic moimi w przyszłości nabytymi spodniami hi-tech. ;DDD
                      • thank_you Re: Wracając do tematu... 10.09.10, 21:50
                        Hi-tech. Dobre. :D
                      • redundant Re: Wracając do tematu... 10.09.10, 23:43
                        Głównym grzbietem Karkonoszy biegnie granica państwa. W tamtym roku obowiązywało prawo stanu wojennego i do pobytu w strefie przygranicznej uprawnieni byli tylko mieszkańcy oraz posiadacze przepustek. Przepustki dostawali ci, którzy pracowali w strefie lub odwiedzali mieszkańców.
                        Z tych restrykcji było wyjęte kilka szlaków, którymi wolno było podejść kawałek w górę do jakiegoś punktu widokowego, porozglądać się i zejść tą samą drogą, którą się weszło. I już.

                        A ja znalazłem się właśnie na głównym grzbiecie Karkonoszy, i to bez dokumentów przy sobie. :D Ale nic mi nie zrobili, byłem jeszcze nieletni. Potrzymali mnie pół dnia na strażnicy WOP (dzisiejszej SG) sprawdzając, czy nie jestem kontrrewolucjonistą (w czasach telefonów na korbkę i papierowych kartotek takie sprawdzanie miało nieco inny przebieg niż dzisiaj :)) i puścili ze słowami: "masz szczęście, że nie jesteś notowany".

                        Rzeczywiście miałem szczęście, bo mało brakowało, a w tamte wakacje byłbym już notowany, i to brzydko - 3 maja trochę się ganialiśmy z ZOMO i wyłącznie konfiguracji pojemników na śmieci na pewnym podwórku zawdzięczałem, że zebrałem tylko omłot, ale pozostałem incognito. :cool: :)

                        > Ja pustki-pustki nie szukam. Miło jest zawędrowac do schroniska i pogadac przy herbacie z prądem.

                        No tak, na chwilę zapomniałem, że patologia. :D
                        • thank_you Re: Wracając do tematu... 11.09.10, 14:33
                          No to Ci się upiekło. Wiesz, czasami sobie myślę (:D), że mieliście w tamtych czasach o wiele weselej - nawet jeśli doznaliście jakiegoś uszczerbku na zdrowiu (poniżej 7 dni ;-) ). Wasze różne rozrywki balansowały na granicy ryzyka, a my - młodzi, musimy sami sobie to wymyślac.
                          Ostatnio doprowadziłam z sąsiadami do zamknięcia knajpy, bo cała pływała w winie. Zrobic coś takiego kiedyś, to ściągnięcie sobie na łeb wiadomych służb. Mam to szczęście, że znam parę osób, które wykazywały się ułańską fantazją w różnych poczynaniach w tamtych czasach i zawsze z wielką ochotą słucham tych opowieści. :-)

                          I nie jestem patologią. Nie piję. Choram. :D
                          • redundant Odchodząc od tematu... 13.09.10, 14:02
                            Wtedy skończyło się na zwolnieniu z wuefu do końca roku. No i babcia mało trupem nie padła, jak zobaczyła moje plecy po paru dniach od akcji. :D

                            Kiedyś, przy największej nawet kreatywności najbardziej nawet kreatywnych i napalonych poszukiwaczy nijak nie dawało się znaleźć w całej Polsce choćby jednej knajpy podobnej do takich, jakich dzisiaj są tysiące.

                            A kupowanie wina w knajpach w latach '80 to dopiero była jazda. Na wynos, ma się rozumieć, bo nie zawsze miało się ochotę siedzieć w syfie - w dostępnych dla studenckich kieszeni knajpach atmosfera była zwykle, delikatnie mówiąc, folkowa. (Za to w drogich - drętwa.)
                            A dlaczego akurat do knajpy po wino na wynos? Bo w sklepach w rozsądnej odległości akurat nie było, albo akurat były tylko takie sikacze, że nie dawało rady. Wprawdzie w bardziej odległych sklepach mogło być coś lepszego, ale mogło też być to samo, albo wręcz nic. Albo była godzina już 20, albo sobota po południu lub niedziela, i dosłownie wszystkie sklepy w rozsądnej odległości były zamknięte. A człowiek nie wielbłąd...
                            A w ogóle to w czym problem? Ano w tym, że knajpie nie wolno było sprzedawać alkoholu na wynos. Kierownicy (wszystko było państwowe!) knajp musieli przystawiać na etykietach win firmowe pieczątki przyjmując dostawy (a w przypadku wódki były wręcz drukowane inne etykiety, z dodanym do nazwy słowem "gastronomiczna", też pieczętowane w knajpach), a bufety musiały się rozliczać z pustych butelek. Bufetowej nie wolno było wypuścić z rąk flaszki, nie można było zamówić butelki wina do stolika. Można było poprosić o zawartość tejże, i wtedy kelnerka przynosiła do stolika ciecz rozlaną do stosownej ilości lampek.
                            Co więcej, w związku z tym, że wina (jak zresztą wszystkiego innego) w każdej chwili mogło w knajpie zabraknąć, ludzie (przepraszam - studenci :D), którzy chcieli konkretnie się napić, zamawiali na zapas, póki było. Skutkiem był osobliwy widok - całe stoliki zastawione pełnymi lampkami wina. Oczywiście zdarzały się straty, kiedy w bardziej zaawansowanym stadium procesu konkretnego napijania się jego uczestnicy wstawali lub siadali (WC, te sprawy), potrącając przy tym nogi stolików. Nudno nie było. :D

                            Czy obsługa w knajpach była zachwycona tymi przepisami? Delikatnie mówiąc, niezupełnie. Bufetowe udostępniały nawet lejki kupującym wino na wynos, żeby mogli bez strat zlać zawartość lampek do przyniesionych ze sobą flaszek. Właśnie tak to wyglądało - po jednej stronie kontuaru baba rozlewa butelkę do lampek, a po drugiej klienci zlewają z tychże lampek do innej butelki.
                            "Inna butelka" to kolejna kwestia - nie każdy miał zawsze przy sobie pustą butelkę odpowiedniej pojemności. :D Szło się na ten przykład do spożywczaka (spożywczaki zwykle "nie prowadziły alkoholu") i kupowało cokolwiek, najlepiej z szeroką szyjką. Zwykle mleko "z zastawem". Wypijało się mleko na miejscu pod dwie bułki albo ćwiartkę chleba, (o ile pieczywo jeszcze było w sklepie, ma się rozumieć :D), prosiło się o umycie flaszki, i włala! Do knajpy po napój. :cool: A kiedy obsługa sklepu nie chciała pomóc z umyciem butelki (musu nie było!), bywało, że bufetowa się ulitowała i po chwili litrówka wracała wyparzona z knajpianej zmywalni.

                            Może i dzisiejsze życie jest bardziej płaskie, chyba rozumiem twoją nostalgię za czasami, kiedy jeszcze o coś chodziło. Nostalgia Czechów czy Węgrów, u których brakowało swobód obywatelskich, ale życie codzienne było znośne, też pewnie ma inny wymiar.
                            Ale ja do tego kurestwa, które pamiętam z Polski tamtych lat, jakoś nie tęsknię.
                            • thank_you Re: Odchodząc od tematu... 13.09.10, 15:35
                              Genialne. :DDD No i widzisz, Wy musieliście się nagimnastykowac a teraz o - wchodzisz, dostajesz oczopląsu, kupujesz, wychodzisz. Gdzie ta frajda, gdzie dreszczyk emocji? Fakt, w te wakacje było kilkakrotnie gorąco przez różne postrzelone pomysły, ale to nie "to". I pomyślec, że ja szukam tych absurdalnych stron PRL-u w moim życiu, a Ty byś chętnie do 06.89' przeskoczył. Wot, przewrotnośc losu. :-)
                              • redundant Re: Odchodząc od tematu... 14.09.10, 23:17
                                Genialne? Że jaja jak na monty pajtonie?

                                Z jedną różnicą - akurat tego cyrku nie było jak wyłączyć. :(
                                • thank_you Re: Odchodząc od tematu... 15.09.10, 00:34
                                  Ale poradziłeś sobie. :-) I nie tylko...
    • forumowicz_pospolity Re: Bo jo cię kochom! 08.09.10, 13:25
      bede w sobote w górach byc moze
      na bajku
      opowiem ci jak było ;]
      • thank_you Re: Bo jo cię kochom! 08.09.10, 13:31
        Ooo, a w które góry byc może jedziesz???
        • forumowicz_pospolity Re: Bo jo cię kochom! 08.09.10, 13:33
          thank_you napisała:

          > Ooo, a w które góry byc może jedziesz???
          >

          w Gorce, bede Turbacz zdobywał jak pogoda da radę
          • thank_you Re: Bo jo cię kochom! 08.09.10, 13:38
            Kapitalnie. Gorce są piękne. Jedziesz tam na jakieś zawody czy prywatnie?
            • forumowicz_pospolity Re: Bo jo cię kochom! 08.09.10, 13:43
              thank_you napisała:

              > Kapitalnie. Gorce są piękne. Jedziesz tam na jakieś zawody czy prywatnie?
              >
              >
              no jakby prywatnie ale na zawody :]
              ale jeszcze nic pewnego, musze prognozy postudiowac, zapowiada sie srednio a
              jak poleje to trasy sa masakryczne
              • thank_you Re: Bo jo cię kochom! 08.09.10, 13:49
                Którędy zjeżdżacie?
                • forumowicz_pospolity Re: Bo jo cię kochom! 09.09.10, 21:33
                  thank_you napisała:

                  > Którędy zjeżdżacie?

                  żółtym i czarnym ale ten akurat zjazd ponoć trudny nie jest
                  tak czy siak stanęło na tym ze jednak nie jade, zapowiada sie deszcz= wyryp w błocie czyli za wysokie progi techniczne jak dla mnie
                  • thank_you Re: Bo jo cię kochom! 10.09.10, 11:49
                    Rezygnujesz z maseczki błotnej za darmo? A kobiety płacą za to jakieś niebotyczne pieniądze... :-)

                    Dobrze, że nie jedziesz. To faktycznie niebezpieczne.
                  • nexstartelescope Re: Bo jo cię kochom! 10.09.10, 17:46

                    forumowicz_pospolity napisał:
                    >
                    > żółtym i czarnym ale ten akurat zjazd ponoć trudny nie jest
                    > tak czy siak stanęło na tym ze jednak nie jade, zapowiada sie deszcz= wyryp w b
                    > łocie czyli za wysokie progi techniczne jak dla mnie
                    >

                    Łooo, proszę pana!!! Mój chłop Ci tamtędy zjeżdżał amatorsko, pogodę miał dobrą (względnie sucho) i był z wrażeń zadowolony, ino na długie i męczące podejście utyskiwał. A następnego dnia wybraliśmy się tą samą trasą piechotą i - niech mnie kule biją! - złażenie po tych kamieniach było tak wysoce upierdliwe, że nie wyobrażam sobie, jak tamtędy można zjeżdżać rowerem. Ale jeśli chodzi o takie zjazdy, to ja, miłośniczka gładkich leśnych ścieżek, wielu rzeczy nie mogę sobie wyobrazić ;)
                    • forumowicz_pospolity Re: Bo jo cię kochom! 10.09.10, 21:03
                      nexstartelescope napisała:

                      >
                      > forumowicz_pospolity napisał:
                      > >
                      > > żółtym i czarnym ale ten akurat zjazd ponoć trudny nie jest
                      > > tak czy siak stanęło na tym ze jednak nie jade, zapowiada sie deszcz= wyr
                      > yp w b
                      > > łocie czyli za wysokie progi techniczne jak dla mnie
                      > >
                      >
                      > Łooo, proszę pana!!! Mój chłop Ci tamtędy zjeżdżał amatorsko, pogodę miał dobrą
                      > (względnie sucho) i był z wrażeń zadowolony, ino na długie i męczące podejście
                      > utyskiwał. A następnego dnia wybraliśmy się tą samą trasą piechotą i - niech m
                      > nie kule biją! - złażenie po tych kamieniach było tak wysoce upierdliwe, że ni
                      > e wyobrażam sobie, jak tamtędy można zjeżdżać rowerem. Ale jeśli chodzi o takie
                      > zjazdy, to ja, miłośniczka gładkich leśnych ścieżek, wielu rzeczy nie mogę sob
                      > ie wyobrazić ;)

                      pewnie nie jest trudny w porównaniu do innych zjazdów w okolicy
                      te trasy to są robione przez ludzi chorych dla ludzi chorych
                      a jak popada to hmmmm
                      ;]
    • thank_you Serce nicyje. 08.09.10, 13:32
      klik!

      No i piknie! :-)
    • berta-live Re: Bo jo cię kochom! 08.09.10, 13:49
      Właśnie mi przypomniałaś, że już z pięć lat minęło jak w górach nie byłam. Może też się wybiorę?
      • thank_you Re: Bo jo cię kochom! 08.09.10, 13:58
        Przecież masz tak blisko! A i połowa września niedługo, więc to idealna pora na łazikowanie!

        Tylko niech ten śnieg stopnieje....
        • berta-live Re: Bo jo cię kochom! 08.09.10, 23:39
          No wiem, że mam blisko, nawet bliżej niż mogłoby się wydawać. W zasadzie wystarczy przekroczyć południową granicę miasta i po 10min jazdy samochodem zaczynają się góry. Kto powiedział, że od razu do Zakopanego trzeba jechać.

          Śnieg jak śnieg, ale onet pogoda mówi, że do wtorku będzie lało, czyli nie ma sensu wyjazd weekendowy.
          • thank_you Re: Bo jo cię kochom! 09.09.10, 09:11
            Nikt nie powiedział. Po prostu masz świetną bazę wypadową zarówno w Tatry, Gorce i właściwie każdy Beskid. Mogę Ci jedynie pozazdrościc. Mam kolegę himalaistę, który mieszka w Kraku i jeśli jest w Polsce i ma wolny weekend to zmyka ze znajomymi pohasac po górach. Wbrew pozorom wcale nie po Tatrach, tylko właśnie po Gorcach albo po raz enty "zdobywa" Babią Górę.

            Berta, jeszcze ta pogoda się zmieni i w nasze góry zawita piękna, polska jesień. Jak co rok. Prawda?? :-)))
            • redundant Re: Bo jo cię kochom! 09.09.10, 12:58
              Nie. Nieprawda. :P
              Żeby teraz, w środku września jeszcze stopniało, musi przyjść tak samo silna (tylko w drugą stronę) anomalia, jak ta, która przyniosła śnieg. Bardziej prawdopodobne jest, że poleży już do maja.
              • thank_you Re: Bo jo cię kochom! 09.09.10, 13:01
                No więc przyjdzie. Upał i halny. O. :-) A wtedy górale się rozpiją i będą obcinac sobie przyrodzenia. ;-)
                • redundant Re: Bo jo cię kochom! 09.09.10, 15:16
                  Weź - mało to teraz xujów w powietrzu lata? :D
                  • thank_you Re: Bo jo cię kochom! 09.09.10, 15:39
                    Sięgając pamięcią do kwietnia - mhm, tak. Coraz mniej. :D
                • redundant Re: Bo jo cię kochom! 10.09.10, 11:22
                  Żeby obciąć, trzeba wydobyć. Znaczy się, obnażyć się, zasadniczo.
                  I na tę okoliczność rysunek mi się przypomniał sprzed lat, taki do śmichu. Tylko nie pamiętam, czyj.

                  Stoi sobie golusieńki baca, tylko z ciupazkom w dłoni i w kapeluszu. Podchodzi turysta:
                  - Baco, nie zimno wam?
                  - Niii
                  - A nie gorąco wam, baco?
                  - Niii
                  - Letnio wam, baco?
                  - Niii
                  - To jak wam, baco?
                  - Józek.
                  • thank_you Re: Bo jo cię kochom! 10.09.10, 11:57
                    Ha ha! Piknie! :D:D:D:D:D

                    A to jeden z moich ulubionych (chociaż pewnie znasz):

                    Zapisują bacę do Partii. Sprawdzają życiorys.
                    - No a jak to było po wojnie? Byliście w jakiejś bandzie?
                    - Ni, ta bydzie pirsa.
                    • redundant Re: Bo jo cię kochom! 10.09.10, 12:37
                      ORMO - Ochotnicza Rezerwa Milicji Obywatelskiej. Jak sama nazwa wskazuje, formacja pomocnicza MO, złożona głównie z emerytów milicyjnych i ludzi ideowo oddanych systemowi. ORMO miało pewne uprawnienia porządkowe wobec zwykłych obywateli PRL.

                      Idzie ormowiec ścieżką, patrzy - na kamieniu siedzi baca i coś kijaszkiem miesza. Ormowiec podchodzi bliżej:
                      - Baco, a co wy tu mieszacie?
                      - A piasek.
                      - A z czym?
                      - A z gównem.
                      - I co z tego wyjdzie?
                      - Łormowiec.
                      Zaperzył się ormowiec, pogonił na komisariat i doniósł. Milicjant wziął służbową czapkę i ruszył ku bacy.
                      - Baco, doniesiono mi, że wy tu mieszacie.
                      - A miesom.
                      - Piasek z gównem?
                      - A z gównem.
                      - I że niby ma z tego wyjść milicjant? (pomylił się milicjant)
                      - Niiii, łormowiec. Gówna za mało.
                      • jarkoni Re: Bo jo cię kochom! 10.09.10, 18:15
                        thank_you, a co robisz w Grodnie, jesteś tam jeszcze?
                        Ja jestem absolutny rusofil, a Grodno uwielbiam...
                        • thank_you Re: Bo jo cię kochom! 10.09.10, 21:35
                          I już wiemy o co chodzi z kondominium. :D W końcu, to White Ruś ;-)


                          W Grodnie jest podobno rewelacyjny laryngolog, a że mam jakieś tam problemy z uszami, to prawdopodobnie będę musiała się tam wybrac. Ale najpierw czeka mnie wyjazd do Pragi - jak tylko wyzdrowieję. :-)


                          I łączę się z Tobą w w rusofilii....rusofobię zostawimy tym, którzy się teraz na barierkach pod Pałacem podciągają. ;-)
                      • thank_you Re: Bo jo cię kochom! 10.09.10, 21:46
                        Dziękuję za wyjaśnienie, co to ORMO. Dziękuję. :D

                        Zapisują bacę do spółdzielni produkcyjnej.
                        - Dacie krowę do spółdzielni?
                        - Dom.
                        - Dacie konia do spółdzielni?
                        - Dom.
                        - Dacie owce do spółdzielni?
                        - Nie dom.
                        - Dlaczego?
                        - Bo mom.
                        • redundant Re: Bo jo cię kochom! 10.09.10, 23:51
                          Żarty żartami, ale dzisiaj ci wszyscy niezłomni, cały ten Goralenvolk stoi murem za PiS-ozą. :|
                          • thank_you Re: Bo jo cię kochom! 11.09.10, 14:36
                            Si. W Zakopcu jest radio Aleks. I właściciel tego radia wygrał jakiś tam proces sądowy (z podtekstem politycznym) i po każdych wiadomościach był odczytywany wyrok w tej sprawie. Nie wiem przez ile tygodni, ale za każdym razem gdy to słyszałam to śmiałam się jak norka. :D To radio jest chyba mniej obiektywne niż te, które maRyja.
    • thank_you A może wspinaczka? 12.09.10, 21:00
      Poruszona tym i owym pomyślałam, że może dobrym pomysłem byłaby wspinaczka?
      Redundant, co Ty na to? :-)
      • redundant Re: A może wspinaczka? 13.09.10, 12:16
        Tego nie próbowałem, zasadniczo.
        To zabawa dla suchych żylastych, raczej średnich niż dużych. A ja nigdy się nie łapałem to tego przedziału. :D
        Ale nie wiem, czy mało udarowa ta zabawa - kamole z góry lecą, zawsze można w nogę oberwać... :/

        Poza tym co sie mnie czepiasz, jak mądrzejszych zaczęłaś już odpytywać? :P
        I urzekła mnie jednoznaczna prezentacja adresu. :D
        • thank_you Re: A może wspinaczka? 13.09.10, 15:27
          > To zabawa dla suchych żylastych, raczej średnich niż dużych.

          No to wypisz wymaluj ja. :D Byłam na Wspinaczkowych Mistrzostwach Świata i faktycznie dziewczyny startujące w tych zawodach sięgały mi pod pachę. Ale przecież ja nie chcę życ ze wspinu, tylko poznac dogłębnie góry. No dobra, przyznam się. Ktoś mi wjechał na ambicję. Poza tym jak wiadomo - muszę znaleźc jakąś rozrywkę na jesień i zimę, jako że chwilowo jestem wykluczona z nurkowania. Poza tym wspinaczkę ogranicza biologia - i jeśli teraz nie spróbuję, to za parę lat będzie już za późno.


          > Poza tym co sie mnie czepiasz, jak mądrzejszych zaczęłaś już odpytywać? :P

          Mądrośc ludowa głosi, że pokorne cielę dwie matki ssie! Tam szukam, a tutaj pytam, bo przecież Ty wszystko wiesz. :D Na pewno muszę znaleźc jakiegoś faceta, bo gdyby asekurowała mnie dziewczyna, to mogłaby zachowac się jak V2 podczas mojego spadania. :D


          > I urzekła mnie jednoznaczna prezentacja adresu. :D

          Bez komentarza. :D


          Aaa. No i w tym sezonie na MILION PROCENT jadę na narty. Plan przewiduje kilka weekendów w Zakopcu, a potem pojadę sobie gdzieś na tydzień. Mam już chętnych nauczycieli, więc... :D
          Znalazłam ochraniacze na nogi i muszę jeszcze buty narciarskie kupic. Nart się chyba nie opłaca w moim przypadku, co?
          • redundant Re: A może wspinaczka? 14.09.10, 23:21
            Teraz to niech się ten martwi, co ci wjechał na ambicję. :P Ja jestem - jak zwykle - niewinny. :D

            I dlaczego uważasz, że buty warto kupić, ale nart - już nie?
            • thank_you Re: A może wspinaczka? 15.09.10, 00:22
              Problem w tym, że ta osoba uważa, iż ja mogę wejśc wszędzie. I nie wiem na jakiej podstawie tak myśli. Znalazłam się w niekomfortowym miejscu. :D


              Bo butów nie da się wypożyczyc. Tzn. da się, ale to tak samo jak ze skafandrem nurkowym. A ile łącznie w ciągu roku jeździc będę? 2 tyg? Więc jaki jest sens wydawania 2-3 tys zł na narty, skoro w wypożyczalniach są często nowe modele?
              • redundant Re: A może wspinaczka? 15.09.10, 10:56
                Buty to najważniejszy element ekwipunku narciarza. Zawsze należy kupować najlepsze, jakie tylko są. Kupowanie butów "budżetowych" to nonsens. Kupowanie dobrych butów, żeby je wyrzucić, gdyby (wciąż tego nie wiesz!) miało się okazać, że te całe narty to jednak nie dla ciebie zabawa - także samo, zasadniczo. :/

                Sytuacja bez wyjścia? - niekoniecznie. :cool: Można, na ten przykład, moczyć stopy i pęciny w perhydrolu po dniu spędzonym na stoku... :D
                Co, preferujesz mniej góralskie metody? :D - to może skarpety z membraną, na ten przykład. Sealskiny, alboco... Raczej nie ma narciarskich, bo po co miałyby być - nieszczelna skorupa buta narciarskiego? :D Ale jeżeli sealskiny w swoich kanonicznych zastosowaniach nie dopuszczają (a nie dopuszczają) do stopy wody, to może i pozostałości (ewentualnych!) po poprzednich użytkownikach też nie dopuszczą. Jeśli aż tak się brzydzisz... =O
                A kiedy się przekonasz, że narty są OK, to se kupisz najlepsze buty, jakie będą w zasięgu. :cool:

                I tradycyjnie polecam biegówki. Oczywiście nie "zamiast", ale "obok". Chociaż, jeżeli powinnaś wystrzegać się "udarowości"... :/
                Do tego, co już wypisywałem w temacie, dodam jeszcze jedną kwestię. Narciarstwo alpejskie polega głównie na tym, że umieszczasz siebie (świadomie, lub mniej świadomie :D) w warunkach, którym musisz sprostać, do których powinnaś być już zawczasu przygotowana. A na biegówkach raczej nie ma niebezpieczeństwa groźnego w skutkach przeszacowania swoich możliwości fizycznych. No i w trakcie działalności podstawowej wciąż budujesz formę fizyczną i kondycję. To sport wytrzymałościowy, jak rower. :cool:
                • thank_you Re: A może wspinaczka? 15.09.10, 17:36
                  Nie kupię butów "budżetowych". Mam bardzo dobry strój, znalazłam fajne ochraniacze na wiadome miejsce. Muszę jeszcze kupic kask(dla mnie jest to absolutna koniecznośc), rękawiczki(mam już upatrzone) i kijki.

                  Tylko....ja nie za bardzo rozumiem co masz na myśli pisząc porządne buty. Jakie to są? Najdroższe? Czy ki grzyb? Oglądam w internecie różne oferty i szczerze mówiąc jestem jeszcze bardziej zielona niż w przypadku wybierania płetw. ;-) Doradzisz mi? Na co mam zwracac uwagę?

                  A Ty śmigasz na biegówkach? Właściwie to mam niedaleko to Lasu Kabackiego...Tylko ja nie będę wiedziała jak to ugryźc. Nie znam ani jednej osoby, która uprawia ten sport. Instruktorów narciarstwa znam dwóch i oni aż się palą, aby nauczyc mnie jazdy na nartach. Ale tej normalnej, w górach. :-)
                  A sporty wytrzymałościowe chyba nie są dla mnie. Ja muszę miec fun, wyznaczony cel, coś do zdobycia.
                  • redundant Re: A może wspinaczka? 16.09.10, 11:23
                    Zlituj się, młoda. Masz dwóch instruktorów u stóp i jeszcze mnie zawracasz gitarę wdupejeża? >:(
                    Niech oni cię uświadamiają, na pewno bardziej siedzą w temacie, niż ja.

                    I odrabiaj lekcje. Nie ściemniaj, że na taką ciężką dysgóglię cierpisz:
                    narty.gazeta.pl/narty/0,76028.html
                    www.narty.pl/sprzet/dobor-sprzetu/
                    www.biegowki.pl/forum/
                    Twój przyszły znajomy od biegówek w Wawie: klik kontakt z twojego wątku wdupejeża. >:(

                    > A sporty wytrzymałościowe chyba nie są dla mnie. Ja muszę miec fun, wyznaczony
                    > cel, coś do zdobycia.

                    Kwestia gustu. Dla mnie biegówki to prawdziwy kontakt z naturą. Zimowy odpowiednik letniego trekkingu, klasycznego "chodzenia po górach".
                    A narciarstwo alpejskie to odpowiednik letniego "poznawania" gór przy pomocy kolejki na Kasprowy. Wiadomo, że lepiej se zjechać więcej razy niż mniej, wcale nie postuluję demontażu wyciągów. Ale ten cały cyrk, który pojawia się wraz z wyciągami - tłok, knajpy, jakaś sieczka łupiąca z głośników - to niech spierdala, delikatnie mówiąc. Zjechać se lubię, ale reszty syfu nie, i szlus.
                    • thank_you Re: A może wspinaczka? 17.09.10, 16:11
                      Nie mam ich u stóp, bo nie mieszkają w Warszawie. Przeczytałam zawartośc linków i mam jeszcze większy zamęt w głowie (jak zwykle, dzięki Tobie). Pochodzę po sklepach i popytam. Będę przymierzała i jakoś wybiorę te buty. Nart nie kupię, bo to mija się teraz z celem - przynajmniej w moim przypadku.

                      Dziękuję za przypomnienie oferty forumowicza. W ogóle o tym zapomniałam. ;/ Wytępiłam szare komórki! ;-)

                      Czy ja dobrze rozumiem? Gdy wyjeżdżasz na narty, to śmigasz na biegówkach? I faktycznie jest taki dramat przy wyciągach? Mnie zastanawia jeszcze jedno - jak ja wysiądę z wyciągu. Chyba od tego trzeba będzie zacząc naukę...
                    • thank_you Re: A może wspinaczka? 17.09.10, 16:22
                      Eeej, a gdzie moja odpowiedź na Twój post?

                      I czy dobrze rozumiem - do nart biegowych trzeba kupic inne buty??
              • redundant Narty - suple męt 15.09.10, 13:52
                1. Teraz nie potrafisz przewidzieć, ile będziesz jeździć. Może się okazać, że będziesz stawać na rzęsach i cudów dokonywać, żeby jak najwięcej czasu spędzać na stoku.
                Biorąc pod uwagę twoją konstrukcję psychiczną, takiego wariantu - delikatnie mówiąc - nie należy wykluczać. :D

                2. Butów też nie kupujesz na zawsze. Wraz ze wzrastającymi umiejętnościami będziesz potrzebowała nowego sprzętu, tak nart, jak i butów. Przy czym - szczególnie w grupie dla początkujących - jest sprzęt budżetowy, ale jest też porządny. (Porządny, czyli - cytując Klasyka - "najlepszy, jaki tylko jest". :D)

                3. Przygotowanie fizyczne; tak się składa, że właśnie teraz jest najlepszy moment, żeby zacząć przygotowania do sezonu. Jeżeli nie masz ruchu we krwi (nie wiem, czy masz), to w listopadzie będzie już za późno, żeby zaczynać.
                Koniecznie zainteresuj się też treningiem sensomotorycznym (znajdziesz w wyszukiwarce moje wypociny z ubiegłego sezonu), najważniejsza sprawa na nartach to koordynacja ruchowa.
                • thank_you Re: Narty - suple męt 15.09.10, 17:48
                  1. Taaak, stawałam na rzęsach, aby nurkowac. I co i co? :D Okazało się, że zdechlak jestem. A zapalenie płuc wyklucza mnie z nurkowania na jakiś czas. Ale są tego plusy - przebadam się w tym czasie u laryngologów. I chyba mogę zapomniec o kursie podlodowym w mokrym skafandrze. :D

                  2. Yhm. Mhm. Ale niby czym różnią się buty dla mnie i dla kogoś, kto doskonale jeździ na nartach? Nic z tego nie rozumiem...

                  3. Tak, pamiętam co pisałeś o treningu. Zacznę wykonywac te cwiczenia. Na mięśnie nóg nie narzekam - gdy pierwszy raz założyłam rolki to zrobiłam 25 okrążeń na Torze Stegny i nic mnie nie bolało. :-) Teraz dojdzie wspinaczka (najprawdopodobniej od października, muszę się wygrzebac z tych choróbsk...dzisiaj w nocy zaczęło mnie bolec ucho...jeszcze tego mi brakowało). Zastanawiam się jeszcze co mogę robic, aby wzmocnic te partie mięśni, które będą używane na nartach. Masz jakieś pomysły? Tylko błagam, nie rower...

                  W tym roku jakiś pogrom w Tatrach. Wczoraj znieśli kolejnego martwego człowieka. A znajomi namawiają mnie na zimowe zdobywanie gór. W kwietniu odmówiłam, teraz też się waham...
                  • thank_you Re: Narty - suple męt 15.09.10, 17:49
                    Aaa. Chwalę się. Dostałam zaproszenie na 3-dniowe, góralskie wesele. :D Jadę do Zakopca w połowie października i mam nadzieję, że nie wrócę z ciupagą w plecach. :DDD
                    • z-malej-litery Re: Narty - suple męt 15.09.10, 18:35
                      taaaaa? a gdzie chcesz ją mieć? - że się złośliwie, Panna, zapytam? Hę?

                      :D
                      :D
                      :D
                      • thank_you Re: Narty - suple męt 15.09.10, 19:11
                        Oby mi ciupaska w gardle nie stanęła! ;-DDD
                        • z-malej-litery Re: Narty - suple męt 15.09.10, 19:33
                          oooooo, jakoś dziwnie to widzę? czasem fajnie jak stanie ;DDD
                          • thank_you Re: Narty - suple męt 17.09.10, 15:49
                            Podobno arbuzy działają. Dlatego mężczyzn trzeba na zimę porzucac. :D
                    • jarkoni Re: Narty - suple męt 15.09.10, 18:59
                      Jestem tu nowy, dla poprawy nastroju, chyba, że to już wiele razy było, ale ja to uwielbiam:
                      www.youtube.com/watch?v=xMb7pOpYej8
                      • thank_you Re: Narty - suple męt 15.09.10, 19:14
                        Ooo, uwielbiasz to samo co ja. De Press to fantastyczny zespół. Ale ja najbardziej lubię piosenkę "Serce":

                        www.youtube.com/watch?v=owxF-Md_cik
                        Tutaj w fatalnej wersji, ale to z tej samej płyty. :-) Zapewne masz?
                        • jarkoni Re: Narty - suple męt 16.09.10, 17:30
                          Oczywiście, że znam. Serce to rewelacyjny kawałek...
                          • thank_you Re: Narty - suple męt 17.09.10, 15:46
                            Tak. Jestem wielką fanką tradycji. (klik). :D
                    • redundant Re: Narty - suple męt 16.09.10, 11:24
                      thank_you napisała:

                      > Aaa. Chwalę się. Dostałam zaproszenie na 3-dniowe, góralskie wesele. :D Jadę do
                      > Zakopca w połowie października i mam nadzieję, że nie wrócę z ciupagą w plecac
                      > h. :DDD

                      Do tego to masz zdrowie. Nieustająco. :D
                      • thank_you Re: Narty - suple męt 17.09.10, 15:40
                        Praktykowałam całe wakacje - teraz czas na sprawdzian. :D

                        Wczoraj miałam stan przedzawałowy, gdy oglądałam mecz Kolejorza ze Starą Damą. Emocje sięgnęły zenitu i nie mogę się doczekac spotkania za tydzień, z Ległą. Nie jestem pewna czy przeżyję, a jeśli przeżyję - to co to będzie za życie...bez ręki tudzież nogi. ;-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka