asqe
30.10.08, 12:19
jestem straszna beksa i bardzo chcialabym to zmienic, ale nie wiem
jak. pojecia nie mam. placze czesto z byle powodu albo i bez.
cokolwiek, najmniejsza pierdola moze wywolac u mnie placz. rycze
kiedy jestem smutna, zla, zdenerwowana, sfrustrowana. kiedys
miewalam ataki takiej histerii, ktore trwaly po kila godzin i np.
uniemozliwialy mi pojscie na uczelnie. kiedy bardzo sie staram udaje
mi sie powstrzymac placz przez chwile, ale na dluzsza mete to nie
pomaga(i tak zaczynam ryczec w dodatu bardziej). teraz wyglada to
tak, ze z moim chlopakiem nie jestesmy w stanie przeprowdzic zadnej
powaznej rozmowy na temat "kondycji" naszego zwiazku, bo ja od razu
rycze(nawet kiedy mowie o pierdolach, ktore zdarzyly sie rok temu) i
wtedy on sie zacina, bo bardzo nie lubi kiedy ja placze(przez
niego). on ma tego dosyc, ja mam tego dosyc. a w sumie zawsze, odkad
tylko pamietam(czasy przedszkolne) taka bylam (w szkole podst.
maialam wlasnie przezwisko beksa).
kurcze, macie jakiekolwiek pojecie co mozna z tym zrobic?