Dodaj do ulubionych

mężczyzna - mój pan i władca ;]

17.02.09, 19:41
www.reklamania.pl/reklamania/1,86558,6222546,Chlop_potega_jest_i_basta_.html
- o żesz w mordę :-)

Ja bym umarła w tamtych czasach. Albo została artystką z braku innego wyjścia :)
Obserwuj wątek
    • puszysta_gimnazjalistka Re: mężczyzna - mój pan i władca ;] 17.02.09, 20:32
      Wszystkie artystki to lesbijki przecież, co byś zrobiła w takiej sytuacji?
      Uważam, że tamte czasy były wspaniałe, teraz w telewizji nie można puścić
      niewinnej reklamy mobilkinga, tylko dla tego, że jest skierowana do mężczyzn,
      reklamy które pokazują kobiety jako idiotki, ale są skierowane do kobiet można
      puszczać, ciekawe dlaczego?
      • 2szarozielone Re: mężczyzna - mój pan i władca ;] 17.02.09, 21:07
        Nie wiem, ja nie protestuję. I dlatego zostałam kiedyś okrzyknięta "największą
        wielbicielką chujów na forum" czy jakoś tak.
        Nie wszystkie artystki to lesbijki.
        To nie były fajne czasy - nie znam żadnego rozgarniętego faceta, któremu byłoby
        dobrze z żoną-nierozgarniętą kuchtą w domu. gosposia wychodzi taniej i mniej
        problemowo. Jak już się wiązać z kimś do grobowej deski, to fajniej, żeby było z
        tym kimś o czym pogadać...
        • wilowka Do refleksji ;) 17.02.09, 21:08
          Poradnik dobrej żony

          1. Przygotuj obiad. Zaplanuj go wcześniej, nawet poprzedniego wieczoru, tak by
          pyszna potrawa czekała na jego przyjście. W ten sposób dajesz mu znać, że
          myślałaś o nim i przejmujesz się jego potrzebami. Mężczyzna jest głodny, kiedy
          wraca do domu, i perspektywa dobrego posiłku (zwłaszcza jego ulubionego dania)
          to część niezbędnego ciepłego powitania.
          2. Przygotuj się. Odpocznij 15 minut, byś była odświeżona na jego przyjście.
          Popraw makijaż, zawiąż wstążkę na włosach i wyglądaj promiennie. Pamiętaj, że on
          właśnie wraca z pracy, gdzie napatrzył się na zmęczonych ludzi.
          3. Bądź trochę bardziej radosna i trochę bardziej interesująca dla niego. Coś
          musi rozświetlić jego nudny dzień - to twój obowiązek.
          4. Posprzątaj. Przed jego przyjściem ogarnij wzrokiem główną część mieszkania.
          5. Pozbieraj podręczniki, zabawki, papiery itd. i odkurz stoły.
          6. W czasie zimnych miesięcy powinnaś rozpalić ogień w kominku, by on mógł się
          zrelaksować. Twój mąż poczuje, że jest w raju, w świątyni odpoczynku i porządku,
          co tobie również polepszy samopoczucie. Przecież dbanie o jego komfort
          przyniesie ci ogromną satysfakcję.
          7. Przygotuj dzieci. Przeznacz kilka minut, by umyć im ręce i buzie (jeśli są
          małe), uczesać włosy i, jeśli to konieczne, przebrać je. To małe skarby i on
          chce zobaczyć je w tej roli. Na czas jego przyjścia wyeliminuj hałas zmywarki,
          suszarki i odkurzacza. Zachęć dzieci, by były cicho.
          8. Uciesz się, że go widzisz.
          9. Powitaj go ciepłym uśmiechem, niech twoje pragnienie ucieszenia go będzie
          szczere.
          10. Wysłuchaj go. Być może masz wiele ważnych rzeczy, o których chcesz mu
          powiedzieć, ale moment jego przyjścia nie jest właściwy. Niech mówi pierwszy -
          pamiętaj, jego tematy konwersacji są ważniejsze niż twoje.
          11. Spraw, by ten wieczór był tylko dla niego. Nigdy nie narzekaj, gdy wróci do
          domu późno lub wychodzi na kolację, lub w inne miejsce bez ciebie. Spróbuj
          zrozumieć,że żyje w świecie napięć i stresu.
          12. Twój cel: spróbuj sprawić, by dom był miejscem spokoju i porządku, gdzie
          twój mąż będzie mógł odświeżyć ciało i umysł.
          13. Nie witaj go narzekaniem i problemami.
          14. Spraw, by było mu wygodnie. Zaproponuj, by usiadł w wygodnym fotelu lub by
          położył się w sypialni. Przygotuj mu coś chłodnego lub ciepłego do picia.
          15. Ułóż dla niego poduszki i zaproponuj, że zdejmiesz mu buty. Mów cichym,
          kojącym głosem.
          16. Nie podawaj w wątpliwość tego, co robi, nie podważaj jego sądów. Pamiętaj,
          to on jest panem domu i zawsze rządzi sprawiedliwie. Nie masz prawa tego
          kwestionować.
          17. Dobra żona zawsze zna swoje miejsce.

          Koniec
          ("Housekeeping Monthly", 13 maja 1955r)
          • 2szarozielone Re: Do refleksji ;) 17.02.09, 21:15
            hahahah :D znam to...
            Ale wiesz co, ja czasem lubię (znaczy - lubiłam, jak miałam dla kogo) się
            wcielić w taką rolę i mężczyznę jak pana i władcę traktować, od święta, dla
            odmiany...
            tylko że to zabawa... Gdybym miała tak żyć... Nic dziwnego, że housewives w USA
            w latach 50. to na antydepresantach jechały. Albo popełniały ciche samobójstwa.
            Albo piły...
            • wilowka Re: Do refleksji ;) 17.02.09, 21:19
              Ja też lubię jak mam siłę. lubię gotować, z szydełkiem posiedzieć, ale lubie też
              się poszlajać tu i ówdzie ;)

              Złoty środek i wszyscy będą szczęśliwi... idę poprawić kokardę ;)
          • omlet.schabowy Też do refleksji 17.02.09, 23:03
            Religia, szczególnie wyznanie rzymskokatolickie, przeżywała krótki okres chwały
            przywróconego autorytetu. W Hiszpanii hierarchia katolicka miała i środki, i
            poparcie polityczne, żeby ponownie wszcząć kontrreformację: w konkordacie z 1953
            r. Franco nie tylko zwolnił Kościół z podatków i zapewnił mu całkowitą
            nieingerencję państwa, lecz również przyznał prawo cenzurowania każdego słowa
            pisanego czy mówionego. W zamian hierarchia kościelna podtrzymywała i narzucała
            konserwatywny związek religii z tożsamością narodową.

            W pozostałej części Europy Zachodniej Kościół katolicki musiał się liczyć z
            konkurencyjnymi żądaniami powszechnego posłuszeństwa, ale nawet w Holandii
            hierarchia katolicka czuła się tak pewnie, że ekskomunikowała wyborców, którzy w
            pierwszych powojennych wyborach głosowali na jej lewicowych przeciwników.

            Jeszcze w 1956 r., dwa lata przed tym, jak śmierć Piusa XII wyznaczyła koniec
            dawnego porządku, siedmiu na dziesięciu Włochów regularnie chodziło na
            niedzielną mszę. Artykuł siódmy włoskiej konstytucji przyjętej w marcu 1947 r.
            potwierdzał warunki konkordatu, który w 1929 r. zawarł ze Stolicą Apostolską
            Mussolini - hierarchia katolicka zachowała swoje wpływy w szkolnictwie i nadzór
            nad wszystkim, co ma związek z małżeństwem i moralnością. Pod naciskiem
            Togliattiego nawet Włoska Partia Komunistyczna, niechętnie co prawda, oddała
            głos za tą regulacją prawną, chociaż nie powstrzymało to Watykanu przed
            ekskomunikowaniem Włochów, którzy w następnym roku głosowali na PCI.

            We Francji hierarchowie katoliccy oraz ich polityczni stronnicy mieli
            dostatecznie pewną pozycję, żeby domagać się specjalnych przywilejów w oświacie.
            Głównym polem bitwy była stara kwestia finansowania przez państwo szkół katolickich.

            W latach 40. i 50. z tradycyjnych wyznań europejskich jedynie katolicyzm mógł
            się cieszyć przyrostem głosujących po jego myśli wyborców. Stało się tak po
            części dlatego, że tylko Kościół katolicki miał bezpośrednio powiązane ze sobą
            partie (niekiedy oglądające się na jego pomoc) w Niemczech, Belgii, Włoszech,
            Francji i Austrii, częściowo zaś z tego powodu, że katolicyzm był tradycyjnie
            zakorzeniony w tych krajach, które wówczas zmieniały się najwolniej w Europie.
            Ale przede wszystkim Kościół katolicki mógł zaoferować swoim wiernym coś, czego
            w tamtym czasie bardzo brakowało - poczucie ciągłości, bezpieczeństwa i pewności
            w świecie, który w minionym dziesięcioleciu gwałtownie się zmieniał. To właśnie
            powiązanie Kościoła katolickiego z dawnym porządkiem, jego stanowczy sprzeciw
            wobec nowoczesności i zmian sprawiał, że był w tym przejściowym okresie
            szczególnie atrakcyjny.
            wyborcza.pl/1,76842,5948799,Bez_seksu_i_luksusow__czyli_zycie_w_zascianku_Europa.html
            • llatarnik Re: Też do refleksji 18.02.09, 13:56
              Baaaardzo na temat, he he he.

              Czyżby omlet schabowy był produktem gazety wyborczej?
          • zloty.strzal Re: Do refleksji ;) 18.02.09, 14:11
            wilowka napisała:

            > Poradnik dobrej żony

            W teorii tak to ładnie wygląda, że mogłabym zostać czyimś mężem.
        • puszysta_gimnazjalistka Re: mężczyzna - mój pan i władca ;] 17.02.09, 21:28
          Widzisz, są faceci którzy chwalą sobie taki układ, od pogadania mają kumpli,
          żona jest od zajmowania się domem i dziećmi (tu pomimo kosztów ma przewagę na
          gosposią, ponieważ rodzi i wychowuje potomstwo). Są również kobiety zadowolone z
          takiego układu, od pogadania mają koleżanki mąż jest (jak u sąsiadów ktoś ładnie
          napisał) robo-bankomatem i dawcą spermy :)
          I nie mam na myśli jakiejś patologii i marginesu.
          • 2szarozielone Re: mężczyzna - mój pan i władca ;] 17.02.09, 21:35
            No to ja właśnie nie znam ani jednego takiego układu, w którym by trwali
            szczęśliwi ludzie. znam podobne - w których facet zdradza, a żona jedzie na
            antydepresantach (albo powinna zamiast życie mężowi i dzieciom zatruwać), bo
            nawet nie ma z kim zdradzać, bo siedzi w domu. A miłości, czułości i seksu nie
            dostaje...

            Eeeeh, zresztą, co mnie to obchodzi - mam swoje życie, swoich kolegów, swoje
            koleżanki, swoich kochanków i na całe szczęście WOLNOŚĆ WYBORU, o którą tak
            naprawdę się wszystko rozbija...
            • puszysta_gimnazjalistka Re: mężczyzna - mój pan i władca ;] 17.02.09, 21:41
              Oni/one też mają wolność wyboru i tak sobie wybrali/wybrały. Różni ludzie mają
              różne sposoby na komplikowanie sobie życia, każdy robi sobie źle na swój własny
              sposób :)
              Znam dużo pokręconych układów.
              • 2szarozielone Re: mężczyzna - mój pan i władca ;] 17.02.09, 21:44
                No i spoko. Ja mówię o rzeczywistości lat 50 - zwłaszcza w USA. Tam wolności
                wyboru nie było, a o tym przecież założyłam wątek... Pochlastałabym się w
                tamtych czasach, a najpewniej skończyła jako prostytutka albo
                artystka-outsiderka i ostatecznie się zaćpała :)
                • puszysta_gimnazjalistka Re: mężczyzna - mój pan i władca ;] 17.02.09, 21:54
                  Oglądałaś Kinsey'a?
                  Kobiety na boku bzykały się tak samo często jak faceci, z nie mniejszą ilością
                  partnerów.
                  Te lata 50-te przykryte były maską hipokryzji ale wątpię aby postępowanie ludzi
                  było inne niż teraz, różnica polegała na tym, że zapewne więcej kłamano i więcej
                  ukrywano i udawano.
                  Tak czy inaczej, najgorzej w latach 50-tych mieli czarni.
                  • 2szarozielone Re: mężczyzna - mój pan i władca ;] 17.02.09, 22:37
                    nie oglądałam, czytałam fragmenty raportu i inne raporty socjologiczne z tamtych
                    czasów.
                    nigdy w życiu nie chiałabym w tamtych czasach żyć. Cenię sobie wolność wyboru i
                    to, że jak będę chciała być kurą domową, to będę, a jak nie, to nie. I nie
                    wymaga to ode mnie heroicznego wysiłku ;]
                    że wykształcenie to dla mnie standard, że dziewictwo to nie skarb, że mogę
                    przebierać w facetach, że mogę sobie sama życie zaplanowac i nawet jako "stara
                    panna" nie będę mieć zmarnowanego życia. Że mogę robić bardziej ambitne rzeczy
                    niż być maszynistką, że mam wolność seksualną i mogę sobie oglądać pornosy w
                    necie :) Że mogę grać z kolegami w pokera, albo w zaawansowanym wieku 25 lat iść
                    na koncert do zapyziałej speluny, pić piwo z butelki i chodzić w dżinsach. I że
                    żaden facet na poziomie nie będzie mnie z góry traktować jak kretynki - tylko
                    mogę sobie poduskutować z nim na dowolny temat. z koleżanką zresztą też, bo
                    wykształcenie i erudycja wśród kobiet to nie wyjątek. I że jak mi się to
                    wszystko nie spodoba, to mogę robić coś zupełnie innego... i nie muszę być
                    hipokrytką.
                    • hsirk Re: mężczyzna - mój pan i władca ;] 17.02.09, 23:08
                      ejze. hipokryta jest sie zawsze. zmieniaja sie tylko kryteria i
                      nazewnictwo...
                      • 2szarozielone Re: mężczyzna - mój pan i władca ;] 17.02.09, 23:15
                        nie no, jasne... ale ta obyczajowa nie jest albo nie musi być aż tak zaawansowana.
                        wbrew wrzaskom o seksismie i dyskryminacji, i nierówności - ja się cieszę, że
                        teraz w duzej mierze mogę być sobą. I nawet jak cierpię czy mi źle, czy sobie
                        życie schrzanię - to pretensje mogę miec do siebie a nie do megaopresyjnego
                        społeczeństwa. Oczywiście wpływu społecznego nie neguję... ale jednak wolności
                        jest teraz dużo więcej.
                    • razzmatazzy Re: mężczyzna - mój pan i władca ;] 17.02.09, 23:55
                      Amen. Amen. Amen.

                      Ja też się cieszę, że żyję tu i teraz; mimo wielu niedoskonałości współczesnego
                      świata daje on - mi - tyle swobody i możliwości. Nie sposób tego nie docenić.
                • bertrada Re: mężczyzna - mój pan i władca ;] 17.02.09, 23:26
                  Tak sobie myślę, że z dwojga złego, to chyba lepiej było żyć w komunistycznej
                  Polsce w latach 50 niż w USA, zwłaszcza będąc kobietą. ;D
                  • 2szarozielone Re: mężczyzna - mój pan i władca ;] 17.02.09, 23:29
                    Dlatego tak uparcie podkreślam te Stany, bo komunistyczna Polska to całkowicie
                    inna bajka. Z zupełnie innymi problemami. Z którymi też bym nie chciała mieć do
                    czynienia. Ogólnie cieszę się, że żyję tu i teraz.
                    • bertrada Re: mężczyzna - mój pan i władca ;] 18.02.09, 00:15
                      Z opowieści moich ciotek, których młodość akurat przypadła na lata 50, to nie
                      było aż tak źle. Jedyne rzeczy, na które narzekają, to kłopoty mieszkaniowe.
                      Nie było mieszkań i władze upychały ludzi w komunałkach. Komunałki to były
                      zwykłe mieszkania w kamienicach, gdzie jeden pokój przypadał na jedną rodzinę.
                      Kuchnia i łazienka były wspólne. W zasadzie to dzisiaj młodzi też tak żyją,
                      tylko nazywa się to inaczej. No i w kamienicach były duże pokoje a nie takie
                      klitki jak we współczesnych blokach, więc podejrzewam, że w gruncie rzeczy nie
                      była to jakaś straszna trauma.

                      Poza tym każdy miał zapewnioną pracę i życie na skromnym ale wygodnym poziomie.
                      Kobiety były zachęcane do pójścia do pracy i do kształcenia się. Studia były za
                      darmo a pracownikom, którzy decydowali się dokształcać to przysługiwały jakieś
                      dodatkowe przywileje i urlopy.
                      Oczywiście wszystko pod warunkiem, że delikwent nie prowadził jakiejś
                      antykomunistycznej działalności.
                      • 2szarozielone Re: mężczyzna - mój pan i władca ;] 18.02.09, 00:25
                        albo jego rodzina. Choćby dalsza. Albo nie miał pochodzenia kiepskiego. Można
                        było mieć pecha, mieć złośliwego wroga, mógł się zdarzyć przykry przypadek nie
                        do wyjaśnienia... Czasy stalinowskie mało wesołe były :( Też mam opowieści w
                        rodzinie - a to akurat nie byli jacyś szczególni antykomunistyczni bohaterowie.
                        Zwłaszcza z tym pochodzeniem/pokrewieństwem można było mieć pecha.
                        • bertrada Re: mężczyzna - mój pan i władca ;] 18.02.09, 00:40
                          Czasy stalinowskie skończyły się w 53 roku. Ciężko było w zasadzie 8lat. Nie
                          liczę 6lat okupacji, bo to zupełnie inna bajka.

                          Moje ciotki i ich mężowie to były osoby w wieku 20-30lat, więc nie bardzo mieli
                          szansę żeby się swoją działalnością komuś narazić. Jedyną polityczną akcję
                          doświadczył mąż jednej z ciotek, jak go z wojska wywalili, bo nie miał, że tak
                          powiem chłopsko-robotniczego pochodzenia i został uznany za osobnika nie godnego
                          zaufania. I jeszcze jego rodzina była nieco antykomunistycznie nastawiona. A to
                          wiązało się jedynie z tym, że wywalili ich z mieszkania wojskowego, pozbawili
                          przywilejów przysługujących wojskowym (np dodatkowego metraża) i musieli zacząć
                          sobie radzić sami. A wujek został wcielony do armii jeszcze za okupacji (tak jak
                          wszystkie młode chłopaki) i tak z rozpędu tkwił w niej jeszcze przez jakiś czas
                          po wojnie.

                          Nic poważniejszego nikomu się nie przytrafiło. Ani nikomu ze znajomych.
                          Większość tych opowieści o terrorze lat 50 to urban legends.
                      • llatarnik Re: mężczyzna - mój pan i władca ;] 18.02.09, 14:14
                        Myślę, że zadziałał tu pewien mechanizm psychologiczny a mianowicie taki, że
                        lepiej i dłużej pamiętamy rzeczy przyjemne niż przykre. Poza tym zawsze czuje
                        się sentyment i chwali się czasy, gdy byliśmy młodsi. To były czasy, gdy ludzie
                        żyli baaardzo skromnie, wręcz BIEDNIE. Szynka, czekolada czy kotlet schabowy to
                        wielki luksus a samochód był nieosiągalnym marzeniem.

                        Tym razem nie zwalam jednak tego na komunę, ale na skutki wojennych zniszczeń,
                        bo muszę przyznać, że kraj w miarę szybko się wtedy rozwijał, chociaż oczywiście
                        nie tak, jak kraje, które przyjęły plan Marshalla.
                        • bertrada Re: mężczyzna - mój pan i władca ;] 18.02.09, 14:33
                          Ja bym jeszcze dodała do tego fakt, że osoby, których młodość i dorosłość
                          przypadła na lata 50-60, jeszcze pamiętały lata 30 i 40. No i w konfrontacji, to
                          w tych 50, to był raj na ziemi. ;D
                          • llatarnik Re: mężczyzna - mój pan i władca ;] 18.02.09, 15:41
                            bertrada napisała:

                            > Ja bym jeszcze dodała do tego fakt, że osoby, których młodość i dorosłość
                            > przypadła na lata 50-60, jeszcze pamiętały lata 30 i 40. No i w konfrontacji, t
                            > o
                            > w tych 50, to był raj na ziemi. ;D

                            Mam rodzinę na Śląsku. Zupełnie co innego mi opowiadali. Przed wojną pensja
                            robotnika swobodnie wystarczała, by utrzymać wielodzietną rodziną. Żona nie
                            musiała pracować. Oni z rozrzewnieniem wspominali lata przedwojennego dobrobytu.
                            Słyszałem, że i Poznaniacy tamte czasy sobie chwalą.

                            Oczywiście sytuacja terenów z byłego zaboru rosyjskiego i austriackiego była
                            zupełnie inna. Większość z nich więc rzeczywiście mogła sobie lata powojenne
                            chwalić.
                            • bertrada Re: mężczyzna - mój pan i władca ;] 18.02.09, 15:56
                              Oczywiście, że to wszystko zależy od tego gdzie kto żył i ile zarabiał. Ja to
                              wszystko próbuję uśrednić. Z całą pewnością byli ludzie, którym się dobrze
                              powodziło. Nawet na trenach poaustraickich i porosyjskich. Ale biedoty nie
                              brakowało.
                              Do tego trzeba dołożyć jakiś rozwój technologiczny, który ułatwiał ludziom
                              życie. Przed wojną mało kto miał bieżącą wodę w domu, ogrzewanie, czy chociażby
                              prąd. Do tego jak dodamy rozwój komunikacji, dostęp do szkół, służby zdrowia,
                              itp, to można stwierdzić, że mimo wszystko ludziom zaczęło się żyć wygodniej.
                              Nawet praca zarobkowo była lżejsza, dzięki np mechanizacji, pojawiło się więcej
                              biurowych zajęć itp.
                              Tylko, że to nie jest zasługa ustroju, tylko tego, że świat zrobił krok do przodu.
                              • llatarnik Re: mężczyzna - mój pan i władca ;] 18.02.09, 16:32
                                Ogólnie się zgadzam, chociaż Amerykanie twierdzą, że w latach 60-tych i 70-tych
                                mieli raj na ziemi i to już nigdy nie wróci.
                  • puszysta_gimnazjalistka Re: mężczyzna - mój pan i władca ;] 17.02.09, 23:47
                    A to ci dopiero niepopularne stwierdzenie.
                    Akurat w tym czasie w stanach, w sensie politycznym był ustrój nie dużo lepszy
                    niż u nas, antykomunistyczna fobia w wykonaniu niejakiego Edgara Hoover'a
                    przysporzyła niejednemu problemów.
                    • bertrada Re: mężczyzna - mój pan i władca ;] 17.02.09, 23:50
                      Jedno licho, różnica była tylko taka, że przeciętny Amerykanin miał wyższy
                      poziom życia, bo USA nie były zrujnowane wojną jak Europa. Ale jak ktoś robił
                      swoje i nie mieszał się do polityki, to ani komuniści ani antykomuniści się go
                      nie czepiali.
                      • 2szarozielone Re: mężczyzna - mój pan i władca ;] 17.02.09, 23:53
                        Akurat w latach 50. to się w Polsce można było do niczego nie mieszać i oberwać.
                        Tak czy owak. co do USA to się bardziej zgodzę, chociaż nie jestem pewna.
                      • llatarnik Re: mężczyzna - mój pan i władca ;] 18.02.09, 15:51
                        bertrada napisała:

                        > Jedno licho, różnica była tylko taka, że przeciętny Amerykanin miał wyższy
                        > poziom życia, bo USA nie były zrujnowane wojną jak Europa. Ale jak ktoś robił
                        > swoje i nie mieszał się do polityki, to ani komuniści ani antykomuniści się go
                        > nie czepiali.

                        Jest KOLOSALNA różnica. To tak, jakby projekt lustracji w twardszej wersji z
                        czasami dyktatury komunistycznej czasów gomułkowskich.
                    • llatarnik Re: mężczyzna - mój pan i władca ;] 18.02.09, 15:34
                      Nie wydaje mi się, że można porównywać działania Hoovera czy maccartyzm, do
                      tamtych czasów komunistycznej dyktatury. W szczytowym okresie paniki
                      komunistycznej 'lustracja' dotyczyła nie więcej niż 20% etatów a
                      antykomunistyczne restrykcje dotknęły bezpośrednio MNIEJ NIŻ 1% - głównie
                      środowisk opiniotwórczych - dziennikarzy, aktorów, reżyserów, niektórych
                      naukowców. Wolne media wciąż krytykowały poczynania MacCarthego, nikt nikomu
                      paszportów nie zabierał, do więzień nie wsadzał.

                      W Polsce w tamtych latach, jedna krytyczna wypowiedź na temat ustroju czy
                      komunistów kończyła się się w najlepszym wypadku zwolnieniem z pracy i tzw
                      'wilczym biletem', który zamykał możliwość znalezienia dobrej pracy.
                      • bertrada Re: mężczyzna - mój pan i władca ;] 18.02.09, 15:42
                        > W Polsce w tamtych latach, jedna krytyczna wypowiedź na temat ustroju czy
                        > komunistów kończyła się się w najlepszym wypadku zwolnieniem z pracy i tzw
                        > 'wilczym biletem', który zamykał możliwość znalezienia dobrej pracy.

                        I w USA było podobnie. Też wystarczyła jedna prokomunistyczna wypowiedź, żeby
                        zamknąć sobie drzwi do jakiejkolwiek dobrej pracy, nie mówiąc o robieniu kariery.
                        • llatarnik Re: mężczyzna - mój pan i władca ;] 18.02.09, 15:56
                          amerykańską lustrację odczuły praktycznie 3 grupy - nauczyciele i ludzie nauki,
                          dziennikarze i prezenterzy, ludzie sztuki (aktorzy, reżyserzy, itd)
                          • bertrada Re: mężczyzna - mój pan i władca ;] 18.02.09, 16:15
                            Obawiam się, że ta dyskusja to jest trochę na zasadzie jedna pani drugiej pani
                            coś tam naopowiadała. ;D
                            Żadne z nas nie żyło w tamtych czasach ani żadne z nas nie zna osobiście
                            wystarczającej ilości wiarygodnych osób, z kategorii przeciętny śmiertelnik,
                            żyjących w latach 50, żeby móc wysnuwać jakiekolwiek wnioski na temat tego jak
                            się wtedy żyło i czy lepiej było być Amerykaninem czy Polakiem. Te wszystkie
                            obiegowe opinie, to najczęściej zwykły marketing polityczny, który jest przez
                            tłumy powtarzany dość bezmyślnie. I jeszcze utrwalany przez media, literaturę i
                            kino.

                            Z opowieści rodzinnych jawi się zupełnie inny obraz tamtych czasów, niż jest
                            kreowany przez sztukę. I chodzi mi o luźne historyjki z życia, opowiadane w
                            neutralnych okolicznościach. Bo oczywiście zadawanie tendencyjnych pytań w stylu
                            czy za głębokiej komuny to było lepiej czy gorzej, generuje tendencyjne i mocno
                            podkoloryzowane odpowiedzi, w zależności od orientacji politycznej
                            odpowiadającego. I podobnie jest z pytaniami dotyczącymi życia przed wojną.
                            • llatarnik Re: mężczyzna - mój pan i władca ;] 18.02.09, 16:40
                              Zdecydowanie lepiej żyło się Amerykanom, to nie ulega wątpliwości. Już wtedy
                              prawie każdy z nich miał samochód, mieszkał w domku (który oczywiście spłacał),
                              miał telewizor, pralkę, itd.

                              Ludzie przecież i wtedy głosowali, gdzie jest lepiej - przy pierwszej okazji,
                              uciekali tylko w jednym kierunku - na zachód, wiedząc nawet, że rodzina może
                              mieć przez to kłopoty i że nie będzie możliwości powrotu do kraju.
    • hsirk wy sie lepiej cieszta 18.02.09, 00:18
      ze w sredniowieczu w gminie nie zyjecie
      • razzmatazzy Re: wy sie lepiej cieszta 18.02.09, 00:20
        Już byśmy może i nie żyli ;)
      • bertrada Re: wy sie lepiej cieszta 18.02.09, 00:24
        Ale w średniowieczu w gminie było fajnie. Sex, drugs and rock&roll na okrągło.
        2/3 krakusów miało chorobę weneryczną.
      • 2szarozielone Re: wy sie lepiej cieszta 18.02.09, 00:27
        ja tam się cieszę. już napisałam, że się cieszę, że żyję tu i teraz. mogłabym
        ewentualnie pobyć sobie arystokratką w oświeceniowej Francji - ale tak żeby mi
        łba nie ucięli :D Bogatą wdową najlepiej. tylko higiena mnie martwi.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka