Dodaj do ulubionych

Bereś Witold

05.07.05, 14:24

Oj jak ja lubię kiedy jakiś redaktorzyna "GW" zamiast zaprezentować kolejną
porcją patetycznych i moralnych frazesów nagle wychodzi z roli i (jak
Maleszka) pokazuje twarzyczkę kapusia i fagasa. W ostatnią sobotę panowie
Bereś i Skoczylas rechoczą z książki Grzegorza Indulskiego "On, Kwaśniewski.
Kulisy władzy". Czy spółeczka od mokrej robótki nie wie, że ten donosik
trzeba było napisać kilka tygodni temu? Czy może zawiniło opóźnienie w druku?
Przecież Indulski już został wyrzucony z "Przekroju" na życzenie Pałacu. Czy
bardzo się pomylę że świętoszkowata "Gazeta" też dostała zamówienie na
Indulskiego? Czy bardzo skłamię twierdzeniem, że i usunięcie felietonów
Kazika z łamów "GW" też ma źródło w złym humorze Prezia?

Porzućmy osobę Skoczylasa, albowiem cóż w tym przypadku można powiedzieć - to
autor "Erotycznych immunitetów" Anastazji Potockiej, ale zarazem człowiek na
tyle skromny, że w książce nie ma oficjalnego potwierdzenia tego faktu.
Przypadek Beresia jest ciekawszy, bo o ile zaczynał karierę wraz ze
wspomnianym Skoczylasem książką-wywiadem z generałem Kiszczakiem, gdzie
znaleźć można wiele dziwnych aluzji i zdjęć (ci co mieli zrozumieć
zrozumieli) to ma on jakieś aspiracje i marzenia. Jak się można domyślić są
to typowe dla dziennikarzy polskich marzenia osiągnięcia statusu tzw.
autorytetu. Ach, czegóż ten biedaczek nie wyprawiał! I książkę napisał o
polskich mediach w latach 90-tych, bardzo zabawną, składającą się w 3/4 z
rozkosznych pokwikiwań nad "Wyborczą" i "Tygodnikiem Powszechnym".
Scenariusze zaczął pisać do filmu, intelektualista jeden! Nie odniosły owe
dzieła sukcesu, co jednak nie przeszkadzało sugerować "GW", że "Anioł w
Krakowie" jest pewniakiem jako polski kandydat do Oscara. W końcu B. tak
głęboko uwierzył w swoją rolę, że nawet kandydował niedawno do stanowiska
szefa TVP. Przy tych całym przebieraniu nóżkami Bereś ma jednak ten feler, że
nie bardzo fizycznie i z twarzy przypomina Szczypiorskiego czy Turowicza więc
może właśnie dlatego jakoś nie wyszło z tym autorytetem. Wszak fizyczny imidż
też ważna rzecz.

Rzecz jasna Bereś strojąc się w piórka moralnego autorytetu nie zapomina o
swej właściwej roli, czyli faceta od brzydko woniejących mokrych robótek.
Przypomniał o tym wdzięcznej publiczności w 2004 r. piszą wraz z koleżką
Skoczylasem wredny tekst na temat Ryszarda Bugaja. Poczciwy pan Ryszard
naraził się AGORZE za sugerowanie po aferze Rywina, że firma ta stała się
elementem układu oligarchicznego i na dodatek rozdawnictwo jej akcji było
naruszeniem zasad etycznych. I zgodnie z wielowiekową tradycją, że ręka która
się podniesie na AGORĘ zostanie odrąbana spółeczka panów S. B. (?!)
wykombinowała piękny donosik. A w nim zarzuty jak brylanty - Bugaj to
nieudacznik, potencjalny doradca Leppera, wielbiciel teorii spiskowych,
zazdrości sukcesów lepszym od siebie. Itd. itp.

Pamiętajcie rodacy, że Bereś to facet zaczynający swą "karierę" od publikacji
książki mającej być w 1991 r. sygnałem dla Wałęsy od Kiszczaka i s-ki - nie
brykaj, bo papiery nie płoną tak łatwo. Pamiętajcie rodacy, że właśnie tacy
ludzie siedzą w "Wyborczej" i stanowią jej zdrowe jądro.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka