foxy90
07.11.09, 00:42
Pojechałam dzisiaj do prywatnej przychodni w Podgórzu żeby zrobić sobie
markery nowotworowe w związku z guzem, jaki mi wyszedł na jajniku. Markery to
badanie z krwi.
Zapłaciłam, poszłam z pielęgniarką do gabinetu i sytuacja:
babka 'umyła ręce' - puściła wodę, ochlapała łapy, wytarła. Pomacała mi, gdzie
mam żyłę, zdezynfekowała i... zabiera się z igłą do mnie.
A ja mówię do niej - Przepraszam, czy mogłaby Pani ubrać rękawiczki?
Baba zrobiła oczy jak 5 złotych, ale się słowem nie odezwała.
I moja refleksja - tyle się mówi o hcv, hbv, hiv, aids i mnóstwie innych
chorób, tyle się mówi, żeby uważać etc. To nie są czasy, kiedy nie było kasy
na igły, czy na rękawiczki, albo czasy, gdy mało kto wiedział o chorobie,
ciągle się o tym trąbi.
A baba wielce zdziwiona, że ja czegoś takiego żądam.
No normalnie czasem ręce opadają.