Gość: Ka
IP: *.dg-net.pl
10.09.16, 20:01
Chciałabym przytoczyć w tym miejscu historię mojej mamy, która miała już stadium marskości wątroby, czyli była na etapie włóknienia wątroby F4 i wyszła z tego. Chciałabym tym samym dac nadzieję innym chorym na wyleczenie. Wszędzie pisze, że marskości się nie da cofnąć, a to nie jest prawdą! nie każdą!
W listopadzie 2015 roku mama dowiedziała się, że lek Sofosbuvir zostanie refundowany w Polsce- radość była ogromna, ponieważ kosztował wtedy ok 700 000zł i refundacja była ostatnią deską ratunku. Zaraz później zrobiono jej fibroskan i nistety szczęście już nie było tak ogromne, okazało się, że to już marskość watroby. W lutym już dostała leki, a na wyniki czy jest wirus czy go nie ma czekaliśmy pół roku. Mama mimo tych leków i ogromnej szansy na wyeliminowanie wirusa była załamana, ponieważ marskość brzmiała jak wyrok. Ale nie poddawała się. Ponieważ interesuje się ziołolecznictwem, jeździ na targi i tam przypadkiem dowiedziała się o kapsulkach z wyciągiem z ostropestu plamistego i zakupila taką terapię (oczywiscie po zakończonym leczeniu, gdyż zioła mogą niwelować działanie chemii).
Nie spodziewaliśmy się takiego zwrotu akcji. W sierpniu dowiedzieliśmy się, że nie ma już wirusa(zasługa nowej generacji leków), a we wrześniu, że nie ma marskości! Oczywiście sam fakt, że nie było wirusa sprawił, że wątroba nie była już atakowana i zaczęła się regenerować, ale nie jest mozliwym, aby regeneracja sama z siebie w takim stopniu nastąpiła tak szybko! Z F4 cofnęlo się do F2 w zaledwie pół roku. Teraz zaczyna życie od początku! I pomyśleć, że gdyby nie wynalezienie tego skutecznego leku, następnie refundacja, w przyszłym roku nie byłoby już jej na świecie... Nie załamujcie się! Jeśli macie już marskość, a nie jest za bardzo zaawansowana (nie wiem jak dalej) i macie już leczenie- polecam zakupić sobie wyciągi z ostropestu po zakończonym leczeniu, działa cuda! Trzeba o tym mówić!