elsy
27.12.08, 21:13
mój najdroższy Tatuś chorował na tego wirusa około 30 lat(jeśli można to w
ogóle ocenić,bo dowiedział się przez przypadek,podczas operacji wycięcia
woreczka żółciowego,kiedy to lekarzowi nie spodobał się wygląd Jego wątroby i
pobrano wycinek;a miejsce i czas zakażenia jest tylko
przypuszczany),przechodził dwa razy kurację skojarzoną
interferon+ribawiryna,bez rezultatu;namęczył się tylko niepotrzebnie,bo bardzo
żle to znosił,cały czas był pod kontrolą lekarza hepatologa na Śniadeckich w
Krakowie,ale niestety w końcu wirus spowodował pierwotnego raka wątroby( rak
wątrobowokomórkowy),który był już w momencie wykrycia taki duży (10x9x10cm) i
z licznymi satelitami,że nie operowalny,
i tu stawialiśmy sobie pytania: dlaczego taki duży od razu,czy coś nie zostało
wcześniej przeoczone,może trzeba było robić częściej Usg itp.itd,ale niestety
czasu cofnąć się nie dało.....lekarze dali Mu kilka miesięcy życia,ale Tatuś
cudem od Pana Boga przeżył prawie 2 lata,zmarł 23 grudnia tego roku,na dzień
przed Wigilią,miał tylko 66 lat,o naszym żalu,smutku,rozpaczy nie miejsce tu
pisać,ale chciałam tylko Wam wszystkim chorym na WZW typu C przekazać to,co
wypłynęło z mojego, z naszego doświadczenia: nie dajcie się zwieść nikomu i
niczemu,bądźcie czujni i róbcie badania,a szczególnie kontrolujcie wątrobę
przez USG,co najmniej raz na pół roku,dbajcie o dietę a nade
wszystko.....cieszcie się życiem,każdą jego chwilą
pozdrawiam Ela